WIERSZE I OBRAZY

WIERSZE WIESŁAWY
(CZĘŚĆ 3)
LINK! DO CZĘŚCI 2

LINK! DO CZĘŚCI 4

DUSZA JAK MOTYL

Szukasz siebie
w swoim wnętrzu
komórka po komórce,
przeszukujesz własny mózg
docierasz aż do szpiku kości
i ciągle nic
śladu żywego ducha.

Twoje ciało, żywa natura
doskonałość i uroda, wiesz
że mieszka w nim dusza
znalazła schronienie
od chwili urodzenia
jeszcze tylko chcesz
uwolnić się od cierpienia ...
lecz kiedy nie poznasz bólu
nie poczujesz smaku życia.

Przebudź się z własnego snu
uwolnij się z wieczności
ziemskiego mroku
twój umysł kreuje
destruktywne myśli.

Nie rozpoznasz
co jest dobre a co złe ...
dopóki dopuszczasz do głowy
własny intelekt.

Twoja statua ciała
żyje w świecie materii
będziesz toczyć walkę ...dotąd
dopóty nie odnajdziesz
sensu istnienia .

Nie bądź ślepcem
nie goń za martwym organizmem
odnajdź na łące żółtego motyla
pewnie przycupnął gdzieś
na płatku jesiennego kwiatka
choć jego skrzydła takie kruche
to jednak od niego możesz
uczyć się fruwać.

Naródź się od nowa
niech twa dusza rozkruszy kokon
twojej cichej ignorancji.
Twoje ciało nic nie znaczy
znaczą tylko twoje myśli.

Twój duch -
rzeczywistość czy mit
chociaż dusza i ciało
żyją w jednej parze
mają się do siebie
jak miłość i nienawiść.

Otwórz serce swe
odkryj, że ty też potrafisz być
kimś wyjątkowym.
Jeśli opuścisz kokon swój
narodzisz się jak ten motyl
Otworzysz serca próg
a rubinu promień
wymaluje w nim, twój
doskonały portret.

Wiesława
Vancouver
19 Sep. 2007

NIEBIESKA PERŁA

Długi sznur białych pereł
i mądrość tej tysięcznej ...
wszystkie piękne
błyszczą zapachem morskiej wody
podziwiaj ... nie ruszaj ...
wdychaj tą słoną falę
poczuj
pod stopami gorący piasek ...
i chociaż morski wiatr
dmucha ci prosto w twarz
chociaż te perły tak kuszą
wstrzymaj swoje pragnienia
... nie ruszaj ... idź dalej
znajdź tą ostatnią
najcenniejszą
schowaną w głębi oceanu
w białej muszli ...
zanurkuj ...
kiedy dojrzysz niebieskie światło
odnalazłeś prawdę
Niebieski Anioł podaje do ręki
niebieską perłę
wygrałeś
śmierć dla ciebie nie istnieje
jesteś
wiecznością.

Wiesława
Vancouver
19 Sep. 2007

DZIKI KWIATEK

Żyłam na wielkiej łące
jako dziki polny kwiat,
słonko mnie pieściło
a ja przebijałam się w gąszczu traw
z wielką siłą ... do niego.

O łąki zielone, kwiatami ozdobione,
daliście mi głębokie milczące schronienie
i tkwię tu wśród was
wtulona w ramiona ciemności ...
bom za mała bym mogła
oderwać się od tej doliny.

Ale ja ciągle patrzyłam
w górę, w promieniach
złocistego słońca listki grzałam,
bez słowa skargi, kiedy deszczyk rosił
i zagłuszały dzikie chwasty.

Tuliłam się do ziemi,
kiedy dumna polna lilia
obrzucała mnie ironicznym
spojrzeniem, mówiła:
któż ty jesteś...?

Potrząsał mną wietrzyk,
oset ranił ...
i deptał dziki zwierz.

Dzika róża wbijała swe kolce
w delikatne moje płatki.
Roniłam cicho łezki,
... bo kwiatowa dusza pragnęła
głębokiego i pięknego uczucia.

Dni upływały,
przeszła wiosna...
przeszło lato ...

I nagle jak w przypływie
wielkiej nawałnicy,
dziób wielkiego ptaka
mnie dotknął i porwał do góry.

Wzbił się do nieba wysokiego,
oślepił mnie blask słońca potężnego
... którego tak dotkliwie
zawsze pragnęłam.

Dechu mi brakło,
zwątpiłam w dalsze istnienie,
to był dla mnie koniec ...
wtórował mi tylko szum wiatru.

Nie było już mojej łąki
i dumnej lilii... i kolczastej róży.
Tylko ten straszliwy wielki ptak,
skrzecząc okropnym głosem
pchał mnie ciągle do góry.

Ostatkiem własnych sił
wyrwałam się z jego objęć,
runęłam na twardą skałę ...
nad swoim losem głośno zawodząc.

Zamknęły się moje drogi,
które i tak nigdy nie były
hojnie otworzone.

Zadrżała moja dusza,
żar wielki od kamienia palił
a ten sam blask słońca,
co go tak mocno pragnęłam
trawił okrutnym ogniem ...
coraz bardziej słabłam.

Już nie wiem jak to się stało ...?
Jakaś nowa nadzieja mnie porwała.
Poczułam łagodny dotyk i czyjeś słowa ...
Skąd się tu wzięłaś...?

Ty rzadki i wspaniały kwiecie
Ty co koisz i leczysz,
otulasz wszystkie rany.
Ty tutaj ...?
A my cię wszyscy szukamy!

I delikatnie tuląc
w swych dłoniach
Posadził w ciszy jabłoni.

O mój wybawicielu
o sercu pełnym miłości,
przywróciłeś mi radość,
już nie ma we mnie żałości!

Ręce ogrodnika mego
wyrwały mnie od śmierci,
ugasiły moje pragnienie.

Rozejrzałam się oszołomiona,
Jakże różne to miejsce
... od utraconej łąki.
Piękna róża rozlewa
nektarowy zapach,
ooo... i lilia mi się kłania ...?

Zgubiłam wszystko ...
nie ujrzę już mojej doliny,
ale zostałam wywyższona
i mam w sobie skarb niezgłębiony.

Już nigdy nie pójdę w inne strony,
nie jestem zgubiona,
wyrwana ze szponów śmierci
i ukryta w ogrodzie płodności.

Wiesława
Vancouver
June 2006

DWA SŁOŃCA

Z zamarzniętych wód
narodzi się król ...
na niebie wzrosną dwa słońca,
jedno oświeci
złotym blaskiem
czarną twarz.

Sekretna alchemia
wśród siedmiu gwiazd
stworzy nowego człowieka.

Złote słońce
pokaż prawdę,
namaluj ostrym mieczem
dwa ognie ...

Jak było na początku
niech i teraz
twój ostry miecz
rozpali płomień
między dwoma synami ...

Magia - kabała,
słońce światła
i słońce ciemności
staną na wprost ...
na jednym niebie.
Młody król pomknie
razem z wiatrem jak ptak
trzymając w ręce
płonący miecz ...

zapali czarną twarz,
obróci ją w proch,
rozjaśnieje ziemia,
już nie będą zamknięte
bramy Jeruzalem.

Dwa słońca,
nie raduj się ... i nie płacz,
kiedy ujrzysz ten znak
oddaj pokłon,
albowiem czas jest bliski ...

Wiesława
Vancouver
17 Dec. 2007

OBRAZ

Poznaj własne odbicie,
mieszka w komnacie serca.
Przejrzyj się w sobie,
poszukaj piękna!

Zapach świeżej mięty
budzi śpiącego ducha,
jest pieśnią kryształowej prawdy
zrodzonej w świetle słońca!

Przebudziłam oczy,
przywarłam ustami do Twoich stóp
i Wielkie Misterium po cichu kroczy,
kończy się czas okrutnych prób!

Patrzę w Twoją twarz,
odbicie złotego światła
ukazuje piękny obraz,
o, Prawdo Doskonała!

Razem wyruszyliśmy w podróż
... przeszłość, przyszłość, teraźniejszość ...
a Ty wznosisz świątynię wewnątrz
serca mojego, dajesz możliwość

... wdychania ognia miłości
i pobudzasz do powrotu ...
nieziemskie fale radości
tańczą wokoło od rana do świtu!

Gram już tylko
na jednym instrumencie,
poznałam własne lustro
i tego, który żyje tam w sekrecie!

Wiesława
Vancouver
31 Dec. 2007

POZNAŁAM CIEBIE

Gnam razem z wiatrem
w wiecznych marzeniach,
woda jest moim lustrem,
szukam cienia w gęstych drzewach.

Płynę na ziemskiej życia fali
w podróży przeznaczenia,
która mnie więzi w otchłani iluzji
od chwili narodzenia.

Otwieram prawdziwe zdarzenia,
świetlisty łagodny dźwięk delikatnie
pieści błądzącego ducha,
bezgłośnie budzi stroskane serce.

Ukryte potajemnie śpiące pragnienie
niesie mnie w płomień rubinu ...
tam, gdzie poznałam ciebie!
Przemijająca rzeka odmętu
opuszcza grzmiące doliny,
płynie wartko do oceanu.

Nurkuję w rzece zapomnienia,
szukam spoczynku ...
odkąd spotkałam ciebie
opustoszała kraina ziemskich marzeń.

Rozpaliła się czysta ekstaza
wołam, poszukuję ... prowadzona
cichym głosem, płynącym z obfitości
przestworzy wszechświata.

Wstrzymałam oddech,
przymknęłam oczy,
nie patrzyłam na swój grzech ...
złocista gwiazda w środku nocy
pokazywała drogę do domu,
wyboistą ścieżkę usłaną łzami.

Zastanowienie - kim ja jestem?
Czy życie musi być takie ciężkie?
Ciągle nie wiem ...
czy dostrzegam prawdziwe własne odbicie?

Zapominane senne marzenia
pośród blasku gwiazd
obudziły mądrość południa,
niewidzialna ręka nakreśliła znak.

W szepcie światła poznałam miłość
i ambrozji smak
rozlał się w moich ustach,
odnalazłam własne gniazdo,
nadszedł czas,
mogę wyfrunąć w złote światło.

Wiesława
Vancouver
7 Jan. 2008

JARZĘBINA CZERWONA

Pochodzę z krainy czerwonej jarzębiny.
Moje życie wydaje się marne ...
lecz ty nie zgadniesz nigdy
co kryje się w tej życia formie?

Niepodzielna prawda ... boski akt stworzenia
wybrał mi na mieszkanie
Królestwo - Ziemia
a w herbie błyszczą jagody czerwone.

Krew płynie w żyłach,
choć czas przemija
karmi ciało kroplami życia,
bo czerwień to krzepiąca siła.

Czerwona jarzębina
płonie wśród zielonych liści,
gdzie moja ojczyzna,
przypomina stare korzenie
i rozkosznie serce pieści.

Ubierałam głowę w wianek czerwony
aby mały książę raczył spojrzeć na mnie.
Chociaż strój był taki wytworny
dumny książę rzucił tylko zimne spojrzenie.

Dziś w tym miejscu
zostały jedynie milczące wspomnienia.
Czas biegnie ... i ja poza bramami czasu
tańczę w ogniu poddania.

Ręka przeznaczenia kiwnęła ...
zbliżyła się nieoczekiwanie
cała utkana ze światła,
tajemnicza moc ubrała mnie w zaufanie.

Dotykam subtelnego owocu,
uprawiam wąską ścieżkę
w bezkresnym przeznaczeniu.
Z zamkniętymi powiekami widzę
miejsce, którego nikt nie może ujrzeć,
delikatna kraina przyzywa moje imię.

Wciąż nie pozwala w nocy zasnąć
starodawna przestrzeń ziół i polnych kwiatów,
zbóż złoty żagiel faluje na wietrze.
W morzu śpiewu świerszczów
wyłaniają się już mistyczne tajemnice
lecz moich stóp odciski zostają dziś na dalekiej plaży.

Przestrzeń, czas ... i czerwona jarzębina
budują niezniszczalną siłę,
burzy się w moich żyłach krew czerwona,
cichy płacz,
który muszę opanować ...
stanąć w ciszy
wśród lśniących świetlistych ścieżek,
by dotknąć mojej gwiazdy.

Ujrzałam siebie ...
aby dotrzeć do gwiazd
mogę zabrać tylko własne doświadczenia.
Wiedzie mnie zaciekawienie,
badam iskrzące galaktyki,
ale czuję, że skrywasz przede mną
inne jeszcze większe niespodzianki.

Czerwone korale jarzębiny,
mój raj z pustych snów
zniknął w ciągu jednej godziny
w odgłosie zbliżających się twoich kroków.

Jesteś ostatnią moją miłością,
stoisz u moich drzwi.
Twoje słowa z czułością
przeganiają mrok tysiąca cieni.
Piękno nieziemskiego Królestwa
pobudziło zamknięte serce.
Utulona w świetle, moja dusza
przenika złociste słońce.

I usłyszałam te słowa:
podróżniczko,
czy jesteś gotowa
zrezygnować z uroku jarzębiny czerwonej?
Czy chcesz w oceanie światła
być moją służką, wierną posłanką
gwiazdy sześcioramiennej?

Ot, wyłania się z mroku tajemnicy
majestatyczne piękno,
zerwał wicher wszelkie zasłony,
widzę już tylko błękitne niebo.

Jak krople czerwonej krwi
zatańczyły korale czerwone ...
zerwałam nić ... już nie są potrzebne mi ...
Ten którego szukam żyje po drugiej stronie!

Wiesława
Vancouver
7 Jan. 2008

DZIŚ I JUTRO ...

Dziś już nie znajdziesz
żadnego cienia
utkanego z dziecinną wiarą
ręką tańczącego marzenia.

Życie - siła ciążenia,
taniec na linie,
wygrasz albo przegrasz,
jeśli nie zrozumiesz, co jest grane ...?

Niesiesz w sobie
gwiezdny pył
a po tej stronie
grasz w sąsiedztwie ciemnych brył.

Po tamtej stronie,
kopalnia wiedzy i mądrości,
więc obal granice
stwórz dla siebie nowe możliwości.

Wejdź do ogrodu świeżej gardenii,
przyozdobi ciebie w koronę oświecenia.
Kolorowa gwiazda już cię wabi,
gasi największe pragnienia.

Prosi aby brać z jego dłoni,
Niebo - Ziemia święta unia
zjednoczy ludzi
w ośrodku Wielkiego Źródła.

Doświadcz wolności,
przezroczyste jasne światło
prowadzi do krainy miłości,
już jutro ...
posiądziesz najskrytsze marzenia.

Wiesława
Vancouver
8 Jan 2008

CIEMNOŚĆ I ŚWIATŁO

To ziemia jest miejscem,
gdzie spotyka się ciemność i światło
a pośrodku stoi człowiek.
I obudź się człowieku,
wybierz właściwą drogę!

Bo czas,
który tu spędzasz jest bezcenny.

Spójrz,
jak powinieneś wędrować przez życie.

Nie poplątaj własnych włókien losu,
nie zgub tej właściwej drogi.
Wracaj ze swojej wędrówki
prosto do rodzinnego domu!

Pan Bóg rzuca kłody pod twoje nogi.
A te są dla ciebie wyzwaniem,
abyś oddzielił światło od ciemności.
Pojął co to jest fałsz,
a co to prawda.

Nie jest łatwo kroczyć
po tych życiowych nitkach.
Ani po tej pełnej światła
ani po tej co cię wpycha
w ciemności.

Obie z nich są wielką zagadką,
tak jak wielka jest przepaść
między ciemnością
i światłem...
aczkolwiek,
w każdym z nas jest ciemność
i światłość!

Żadna ścieżka nie jest niewłaściwą,
żadna ścieżka nie jest słuszna
bo każda droga,
która prowadzi do właściwego
celu jest dobra.

Kiedy duch gotowy jest do wzlotu
i chce podążyć za światłem,
wtedy obejmują go ciemności
a te są bardzo bolesne.

Jeśli twoja wiara jest mocna
a dusza wytrwała
i jeśli naprawdę chcesz się wyrwać
z tego mroku,
światło przyjdzie ci z pomocą.

Pociągnie za sobą do góry,
to też jest bolesne!
Bo jedno i drugie,
czy cię ciemność obejmuje,
czy światło przytula
to jest wielkie cierpienie
i ból dla duszy.

Promień światła działa jak błyskawica,
szybko spieszy na pomoc.
Wyzwala od ciemnych wpływów,
oczyszcza drogę.

Nie ważne skąd zaczniesz,
ważne gdzie dotrzesz.
Ważne byś nie utracił w sobie
tego własnego płomienia światła.

Nie doprowadził do jego śmierci!

Bo ciemność,
to stopniowa śmierć światła w tobie.
Kiedy światło wezwiesz na pomoc,
to ono natychmiast odnowi twe życie,
na nowo jednym podmuchem
rozpali twój gasnący płomień.

Ciemności jak pajęczyna oklejają twą duszę,
niczym sen otępiają twe zmysły.
To w ciemności ściągasz na siebie
wszystkie odmiany
mroku ciemnego.
A wtedy boisz się,
siebie samego!

W wielkiej trwodze wołasz do Boga.
Boże czemuś mnie opuścił?

Pamiętaj!
On natychmiast się pojawia.
Światłość zawsze pokona
ciemności.

Bóg zawsze jest gotowy
nas przyjąć z powrotem ...
i sam rozplącze nasze nici losu,
bo to sam Bóg mówił o sobie.
"...Jam Jest światłością świata!...."

I kiedy tylko masz potrzebę
i czujesz, że cię wchłaniają ciemności,
nie zwlekaj
lecz wołaj!
Boże, przyjdź na ratunek!
Pomóż uchwycić tą właściwą nitkę
i ciągnij mnie na niej prosto
w Twoje ramiona.

Pamiętaj!
Nigdy ci nie odmówi,
Bo Boża Miłość nieustannie
czuwa nad tobą!.

Wiesława
Vancouver,
22 Sep. 2005




WIELKA CIEMNOŚĆ


Tej ciemnej nocy,
co mi jeszcze większą ciemność dała,
kiedy oddzielono moją duszę od ciała,
wielka trwoga ogarnęła me serce
bo w tej ciemnicy wielkiej,
nikt nie mógł znaleźć
mojej ręki.

Nikt nie mógł poprowadzić
kiedy dusza zabłądziła,
bo ta wielka ciemność
tak mocno ją skryła.

Me biedne serce okrutny ból rozrywał.
Nie było żadnego pocieszenia
a dusza, z ciała przemocą wyrwana
rozbita, poszarpana, ogniem wysmagana
w kącie stała, tą ciemnością zaślepiona
nie wiedziała co z sobą począć!

Swoimi zmysłami wybierała,
że stoi przed murem nieznanym,
bezlitosnym
i nie sposób, przeniknąć go było.
Wielka, głęboka
nie do pokonania granica!

Straszydło bezlitosne,
tu królowało
i więziło ludzkie dusze.

Ale moja dusza czuła,
że właśnie
za tą granicą jest ratunek
i Opatrzność Wielka.

Usta zaciśnięte trwogą
nie były zdolne wołać o pomoc.
Nikt więcej, nie troszczył się o duszę moją
a ta ciemnica uwalniała tylko przemoc.

Dziwne straszydła
wyżywały się na mnie
i wymyślały
coraz to nowsze,
okrutne zabawy.

Dusza moja, utrapiona,
życia pozbawiona
a ciągle żywa,
resztką wiary się okryła
w swej boleści, cierpliwie czekała.

I nagle
nikły promyczek dostrzegła,
który przed nią zajaśniał
niczym nić pajęczyny - słabiutka,
pulsował złotym blaskiem.
W tym potężnym murze
furtkę, pokazywał,
wzmacniał swoim światłem.

Zdobyła się na odwagę,
utrapiona dusza,
kroczek po kroczku, pomalutku
ruszyła w tym kierunku
aby ocalić życie swoje.

A nie było to łatwe,
bo kiedy tylko poczyniła
swe pierwsze kroki,
od razu ją pobito
i na stare miejsce
z powrotem, popchnięto.

Promień światła
oświetlił mocniej drogę
i przesłał swoją,
bielusieńką mgiełkę.

Jak w płaszcz,
otulił zagubioną moją duszę
i szybko
przeciągnął na swoją stronę.

Zorientowały się straszydła
że uciekła im jedna dusza,
wysłały
swoich snajperów,
najlepszych.

Strzelali za nią zawzięcie,
kule ją dosięgły,
poszarpały boleśnie.
Upadła, leżała bez życia,
umierała w niej, wiary
resztka.

Promyk złoty
oświecił jej oczy,
podnosił i dolewał sił nowych.
Uchwycił mocno, nadzieją napełnił,
na bezpieczne drogi,
poprowadził.

Zajaśniała różowa poświata
i więcej
promyków światła
oświecało jej drogę.

Ciemność się kurczyła
i uciekała,
milkły straszydła w oddali.


Na horyzoncie
ukazało się słońce
i jasność nastała!
Moja mocno zraniona dusza,
słonecznym brzaskiem
swoje rany obmywała.

Poiła się rannej rosy, kropelkami,
wyciągała przed siebie ramiona,
nowymi marzeniami
serce okrywała.

Chciała słońce dosięgnąć,
przytulić je do siebie,
podziękować,
za ten mały, nikły promyczek,
który przyniósł ocalenie
i wzniecił jej nowe życie!

O moje słonko,
jakąż Ty masz wielką siłę!
Jakąż moc posiada, Twoje światło!.

Twe promienie,
ciemności się nie lękają
i te wszystkie słabe dusze
wybawiają,
które pogubiły się w życiu swoim.

Wiesława
Vancouver
12, Sep. 2005.




MĄDROŚĆ i PRAWDA

Tam, gdzie niebo dotknęło ziemi,
tam, gdzie dzień pocałował się z nocą
tam, gdzie woda zetknęła się z ogniem,
tam, gdzie człowiek spotkał się z Bogiem,
to tam również zamieszkała Mądrość i Prawda.

A są to dwie nierozłączne przyjaciółki,
jedna bez drugiej żyć nie może.
Połączyły wspólnie swe serca
niczym miłujący się kochankowie.

Mądrość i Prawda przybierały
wiele rożnych, wspaniałych imion.
Ich siedziba promieniowała
wielkim światłem.
Swym urokiem
i blaskiem
przywabiała z daleka.

Nad jej dachem
krążył dalekowzroczny
orzeł, mądra sowa skryła się za furtką,
czuwali nad bezpieczeństwem
i z wielkim oddaniem strzegli tej pary.

I przybywali ciągle nowi wędrowcy,
spożywali tam pokarmy,
zbawienia i nadziei.
Poili się z niczym nie zmąconego
źródła wiary,
odpoczywali w blasku,
Mądrości i Prawdy.

I budziły się ich mocno uśpione zmysły
i otwierały bramy do zamkniętej duszy.
Serca przesiąkały braterską miłością,
ciała wibrowały, miłosierdziem.

A tam daleko, w głuchej ciemnicy
żyła inna całkiem rożna para
a jej imiona to Śmierć i Nienawiść
szybko odkryli siedzibę, Mądrości i Prawdy.

a tam w tym czasie Mądrość i Prawda
przybierały nowe wspaniałe i wielkie imię,
głosiły miłość dla wszystkich.

Śmierć i Nienawiść pochwyciły w swe szpony
to nowe cudowne Wielkie Objawienie
i z nienawiścią na śmierć skazali
a miłosierdzia w nich nie było.

Porwali, pobili, opluli i wyśmiali.
Z szat obdarli, kolce w głowę wbili.
Zawlekli na wysoką gorę
i do suchego drzewa przybili.

Zapłakało głośno Wielkie Niebo
i chmury żałobą się okryły.
Dziwowali się wszyscy wokoło;
jakże to stało się możliwe,
że Mądrość i Prawdę ukrzyżowali.

Siedziba Mądrości i Prawdy
nie opustoszała.
Nowe Wielkie Imię tam zamieszkało
i przyjęło te same porządki,
głosiło mądrość i prawdę
Wielkiego Mistrza,
ale długo nie przeżyło
Bo go ukamienowali.

I następne imiona tam zasiadały
i ten sam obrządek sprawowali.
Uczyli prawdy, głosili mądrość
i w miłość wszystkich ubierali.

Ale i ich rządy były krótkie
bo Śmierć i Nienawiść
rożne formy przybierała,
ogniem miotała i na stosie paliła,
zabrała życie niewinnej
orleańskiej niewieście.

I strzelali - do mądrego, szlachetnego serca,
rozerwali jego ciało, mocno krwawiło
ale ocalało, bo czyjaś ręka go przykryła
i na nowo w nie mądrość i prawdę włożyła.

A Śmierć i Nienawiść szalała,
na wszystkie strony ciskała ogniste gromy.
Swe, szyderstwem przeniknięte obelgi
rzucała pod nogi tym wszystkim,
którzy Mądrość i prawdę umiłowali.

Ta walka jest ciężka, ale nie beznadziejna
bo kto Miłość i prawdę ulubował
to i pokój nad nim zawiśnie,
pokój i sprawiedliwość.

A tam, gdzie śmierć i nienawiść,
tam jest smutek, przerażenie i zagłada.
Cokolwiek by nie uczynili
by wyrwać z ręki mądrość i prawdę
i tak ich zwyciężymy
bo naszą bronią
jest miłość, pokój i wiara.

Wiesława
Vancouver
5 Sep. 2005

PRZYJAŹŃ BOGA

Bóg wybrał człowieka
Rozpalił w jego sercu miłość
Ten płomień łączy dwa serca
Człowieka z Bogiem.

Bóg jest doskonały
Człowiekowi wierny
Jak dąb niezachwianie stoi
Aby nie upadł człowiek.

Człowiek, istota żywa
Inteligentna i prymitywna
Fałszywe nici zaślepiają oczy
Nie jest Bogu wierny.

Tylko przyjaźń z Bogiem
Sukces przyniesie
Poprowadzi przez życie
Ochroni przed absurdem.

Bóg troszczy się o swoje dzieci
Otworzył drzwi do swojego serca
Otula szalem miłości
Uwalnia od cierpienia.

Bóg dotrzymuje słowa
Nigdy nie zawiedzie
Sam człowiek daleko nie zajdzie
Zginie jak bańka mydlana.

Wiesława
Vancouver.
27 Dec. 2005