NOWA ERA

OBUDŹ SIĘ ŚWIECIE

Nadejście złotego wieku było już od dawna prorokowane przez wiele kultur na całej Ziemi. 20 lat temu osobiście nie miałam jeszcze na ten temat najmniejszego pojęcia… aż do dnia 25 lipca roku 2000, kiedy otrzymałam w czasie snu wiadomość od samego Pana Boga, bo tak muszę przedstawić tą postać, która mi się wówczas objawiła, i otrzymałam od Niego ważny przekaz, który już wkrótce przewrócił całe moje życie do góry nogami. Nigdy wcześniej nawet nie pomyślałam, że moje życie może ulec aż takiej wielkiej przemianie… i to w krótkim czasie. Ci co znają już to moje pisanie, już wiedzą, że wspominam o moim słynnym śnie z Panem Bogiem, który odwiedził mnie w moim mieszkaniu w Vancouver, a przy okazji zasypał cały świat złotem, a jeszcze mi powiedział – bierz to złoto, jest drogocenne, i używaj tam, gdzie potrzebne, aby pomóc ludziom. Jak widać dał światu wielki dar. Tylko czy świat zrozumiał, na czym ten dar został oparty?

Co ja wówczas wiedziałam o złotym wieku? Nic! Nie miałam pojęcia, że jestem na progu nowej ery, ewolucji ludzkiej świadomości… czy ja wiedziałam, że jestem fizycznym instrumentem stworzonym ze światła... czy ja wiedziałam, że byłam tworzona przez dźwięk, czyli w moim ciele wibrowały różne częstotliwości atomów i dzięki temu rezonansowi budowało się i zmieniało moje oblicze… i że dzięki temu, cały ten czas, przesuwam się po tym świecie?

Tak, to dzięki tym moim osobistym wibracjom cały czas zmienia się moja rzeczywistość, ale do tej wibracji potrzebne są również moje odczucia, które sterują tym wszystkim z moich stacji nadawczych… moich gruczołów… i co ważne, jeśli chcę funkcjonować, jako ta ziemska 100% maszyna, muszą być w naturalnym stanie, nie wolno ich zaśmiecać chemicznymi czynnikami lub emocjami z dolnej półki, które je rozstrajają… i nasz muzyczny instrument już nie gra w rytm czystej muzyki. Nie jest to dzisiaj łatwe, grać na czystych tonach, w świecie pełnym zakłóceń, gdzie testujemy całą listę niepotrzebnych nam rzeczy, które nie tylko nas nie wznoszą, również zabijają.

Tylko dzięki naszej naturze, czyli zewnętrznemu ciału fizycznemu możemy obudzić w sobie tą wewnętrzną naszą formę, czyli ducha i w takiej parze – ciało i duch, jest żywe i świadome. Ciało jest po prostu narzędziem, za pomocą którego nasza dusza wyraża się, działa podobnie jak instrument muzyczny… a nasze akordy, na których dusza gra, rezonują z określoną częstotliwością.

Kiedy białe światło świadomości wychodzi z ciała, załamuje się i przechodzi przez 7 różnych narządów, gruczołów z 7 różnymi strumieniami życia (częstotliwości). Każda częstotliwość to inny kolor emitowanego światła i kiedy człowiek się przebudzi widzi, w jakim kolorze dzwoni telefon, czy gra inny dźwięk, który do nas dociera… widzi tańczące kolory we własnym wnętrzu… jak w dyskotece. Kiedy nasze światło świadomości dociera do szyszynki 7,83 Hz, powoli dzieją się z nami niesamowite rzeczy, jest to już luminująca oktawa, początek wysokiego „C”, które nadal idzie w górę… i działa w nas to światło, niczym latarnia morska… i tak go postrzegamy w swoim wnętrzu.

Pisałam w ostatniej książce „Koniec czasów” o Sekwencji Fibonacciego od 1 (1, 1, 2, 3, 5, 8...itd.), dochodzimy tu do pełnej oktawy 8, czyli naszego punktu startowego w szyszynce i wychodzimy na zewnątrz, jak spirala do następnych punktów naszych aktywacji. Mamy w swoim ciele 8 centrów- głównych ośrodków, tzw białych kluczy… i 5 zewnętrznych, tzw. czarnych kluczy, które wpływają na nasze DNA. Wszyscy mamy unikalne DNA, na które wpływają nasze myśli i emocje i to, co do nas przychodzi z zewnątrz: pokarm, powietrze, etc… a co my posiadamy w swoich osobistych kodach świetlistych, zależy tylko od linii duszy.

Jeśli twoje ciało jest chore, czyli rozregulowane, bierzesz lekarstwa, stosujesz dietę, lub inne terapie, czyli stosujesz odpowiedni rodzaj częstotliwości. I teraz popatrz, po co sięgasz, po jakie remedium, czy po zioła, olejki eteryczne, akupunkturę homeopatię, czyli lekarstwa z apteki Pana Boga, czy po specyfiki z zakresu medycyny klinicznej, stworzone ze środków chemicznych, które nie są częścią naszego fizycznego instrumentu? Czy takie antidotum może ci pomóc? Czy jeśli włożysz w swój czysty instrument muzyczny z czystego drzewa kawałek blachy, będzie on nadal czysto grał? Czy da nam ten prawdziwy boski ton?

Czym się leczysz, tak samo tworzysz swoją nową rzeczywistość, podobnie jak z jedzeniem, sam tworzysz samego siebie. Tym samym jesteś osobą boską lub całkowicie energetycznie zakłóconą, ograniczoną, a nawet nie funkcjonalną. Jakimi częstotliwościami się leczysz, taką tworzysz swoją rzeczywistość. I tu musisz rozpoznać swoją własną oktawę i reguły gry za pomocą światła i dźwięku. Musisz także wiedzieć jakiemu swojemu gruczołowi (czakrze), jakiej częstotliwości dostarczyć. Jeśli dostarczymy swoim czakrom właściwej energii, będzie ona emitować jeszcze dalej poza nasze ciało, kiedy już dotrzemy do luminacyjnej oktawy, czyli punktu startowego [następna sekwencja 13 (8+5)].

Kiedy wychodzimy poza 7 klawiszy i jesteśmy matematycznie czysto związani ze złotym podziałem, nasze ciało zaczyna tworzyć nowe gałęzie w swoim systemie nerwowym. Nie trudno się domyśleć, że jest to proces budzenia się trójwymiarowej helisy DNA. Wzrasta nasze drzewo życia. I nie trudno się domyśleć, że ten proces zaistnieje tylko w naturalnych biologicznie ciałach… a nie jakiejś mieszanki krwi, kości i plastiku.

Dlatego ta prawidłowa mutacja DNA musi mieć swoje specyficzne warunki, inaczej będzie to inna konstrukcja, te różne formy „plastiku”, które nie chcą się szybko odkręcać w naturalnym środowisku… a w dodatku odkręcą nam nasz naturalne złote mierniki, kody świetlne i poprowadzą mutacje naszego ciała świetlistego zupełnie w innym kierunku. Ponieważ jest tam wprowadzony błąd, niczym w działanie matematyczne, zostaje zakłócona pewna struktura...i co się dzieje… wali się most, bo architekt źle wyliczył swoje wyliczenia. Budujemy ten most tylko do pewnego punktu i następuje… reset… nie potrafimy przejść dalej przez ten punkt, w którym wystąpił błąd. Czyli punkt startowy jest dla takiej osoby zamknięty, nieosiągalny… i ten człowiek nie umie się wznieść od 8+5=13.

Tylko jak rozszerzymy własny potencjał, połączymy Alfę i Omegę. Wychodzimy z własnego domu (ciała), z niższej gęstości i przemieszczamy się do Domu Wyższych Duchów, wyższej gęstości. Nasze duchy są wieczne, ale nie każdy potrafi utrzymać wieczne światło ducha, nie potrafi zakotwiczyć się w wyższym ciele… i ciągle na tej Ziemi przybiera nowe ciało… ja mówię, mieszka od pasa w dół, odcina się od źródła wyższych energii.

A my musimy tak programować to ciało, aby utrzymać w nim wieczne światło Ducha, abyśmy mogli zakorzenić się w wiecznym świetle, tak jak przystało na człowieka w złotym wieku. Ten już podąża za sztuką, pięknem, miłością… i jest daleki od materii tego świata… i nie boi się śmierci…. Wie już na czym polega ten życia dowcip. I ustawia swoje ciało i ducha matematycznie… z wielkością wg złotego stosunku. Bierzesz dwie liczby, dodajesz je, a suma tych dwóch liczb stanowi tą trzecią liczbę w ciągu ewolucyjnym. Czwarta liczba jest określana następnie, jako suma dwóch największych z trzech wartości w równaniu 1+1=2, 1+2=3, 2+3=5, 3+5=8… 5+8=13 i dochodzimy do 8 i 13.

A teraz dalej pobawcie się sami i znajdźcie swój błąd w swojej złotej proporcji.
W obecnym demonicznym świecie też go łatwo znajdziecie, a jak znajdziecie, to znaczy, można go naprawić... albo ominąć. Jeśli tego nie zrobimy nie wejdziemy na swoją prawdziwą oś czasu… i ktoś nas zresetuje na tej naszej drodze życia…

Vancouver
15 May 2021

WIESŁAWA