NASZE DOŚWIADCZENIA

MOJE MEDYTACYJNE POCZĄTKI

(ostatnia aktualizacja 23.11.2021)
 

Kurs szybkiego czytania

Cały mój rozwój wewnętrzny zaczął się od chęci zdobycia umiejętności szybkiego czytania (chciałem uczyć się szybciej i efektywniej), więc około 1 lipca 2004 roku zapisałem się na tego typu kurs, który trwał 5 tygodni (3x w tygodniu po bodajże 1,5 godziny). Podkreślę, że codziennie w domu (przez okres trwania kursu) intensywnie ćwiczyłem szybkie czytanie (w tym rzeczy z nim powiązane), bo strasznie mi na tym zależało (wszystkie ćwiczenia wykonywałem należycie i rzetelnie). Kursu nie zwieńczyłem sukcesem, choć starałem się z całych sił (ostatecznie miałem duże problemy ze zrozumieniem tekstu przy znacznie szybszym tempie czytania). Po kursie przez kolejne 7 tygodni codziennie ćwiczyłem szybkie czytanie (oraz rzeczy z tym związane) po 3 godziny dziennie. Koniec końców odpuściłem. W mojej grupie 50% osób nie ukończyło kursu, więc jak widać, nie tylko ja nie posiadałem do tego predyspozycji (pomimo moich wielkich starań). Był też tam częściowo kurs pamięciowy, który również praktykowałem, jak i żonglowanie piłeczkami na poprawienie synchronizacji obu półkul mózgowych (codziennie przez 3 miesiące żonglowałem minimum 15 minut). Moje starania nie dały mi tego, czego oczekiwałem, ale pewne rzeczy mi się przydały, jak np. kurs pamięciowy, który z powodzeniem wykorzystałem na maturze z polskiego. Domyślam się również, że ów kurs był mocno przydatny w pobudzeniu mojego mózgu do większej aktywności.
 

Początek medytacji

23.09.2004 kolega (z kursu szybkiego czytania) na gg powiedział mi, że miał kontrolowany sen (lucid dream), co mnie bardzo zaciekawiło, bo nigdy o tym nie słyszałem. Poszukałem o tym informacji w internecie i przy okazji znalazłem książki o medytacji. Zacząłem czytać książkę "Samokontrola Umysłu Metodą Silvy" i zacząłem medytować według tego, co było tam napisane. W pierwszej medytacji poczułem wielki ucisk z lewej strony nosa (okolice 3 oka). Każdego dnia medytowałem 2x, a później nawet i 3x po 20 minut (rano, po południu i wieczorem).
 

Projekcja Astralna i Kontrolowany Sen

Po 1,5 miesiąca medytacji zacząłem zapisywać swoje sny w dzienniczku snów, aby lepiej je zapamiętywać. Po 3 dniach od rozpoczęcia zapisywania swoich snów wyszedłem z ciała! Wyglądało to tak, że początkowo czułem wibracje na całym ciele, a po chwili zostałem z niego wyrzucony i znalazłem się nad sufitem! Następnie wyleciałem przez okno i polatałem sobie trochę po okolicy, ale okolica się zmieniała, więc coś było nie tak, ale i tak zrobiło to na mnie wielkie wrażenie! Następnie po kolejnych kilku dniach miałem pierwszy kontrolowany sen.
 

EEGBiofeedback (69 sesji)

Nie pamiętam dokładnie daty, ale mniej więcej w czasie, gdy zająłem się medytacją zapisałem się na EEGBiofeedback. Polega to na poruszaniu przedmiotów na ekranie za pomocą wysiłku umysłowego (celem jest poprawa koncentracji). Chodziłem tam około 4 miesięcy 2-3x w tygodniu. Wydałem na to ponad 2200zł i byłem na 69 sesjach! W tym czasie wspomagałem się różnymi suplementami diety takimi jak: omega 6, magnes, centrum itp. (aby wzmocnić efekt moich ćwiczeń). Po 69 sesjach czułem jedynie lekką różnicę, a włożyłem sporo wysiłku i pieniędzy, aby sobie pomóc. Powiedzieli mi tam, że mam przewagę prawej półkuli (część artystyczna), a lewa u mnie słabiej pracuje (logiczna - związek z czytaniem).
 

Sai Baba

Zainteresowałem się Sai Babą, czyli awatarem, który mówi, że jest Bogiem i pomaga ludziom i czyni dobro. Mieszka w Indiach i rozwija miasta za darowizny, które ludzie mu ofiarują. Około 01.02.2005 przyśnił mi się Sai Baba, który powiedział mi, że mi pomoże i że coś źle robię z medytacją. Gdy medytowałem to bardzo często w nocy nie chciało mi się spać, bo byłem "przeenergetyzowany" (miałem w sobie za dużo energii). Moja mama myślała, że należę do jakiejś sekty i wysłała mnie do religioznawców. Porozmawiałem z nimi i oni mi uświadomili, że Sai Baba to oszust, a ja nie mogłem w to uwierzyć i było mi z tego powodu strasznie przykro. Jak wracałem do domu, to powtarzałem sobie ciągle w umyśle "Sai czy ty jesteś oszustem?", jak wszedłem do domu włączyłem radio, a tam pierwsze co usłyszałem to "NIE NIE NIE NIE" (tekst piosenki), 4x pod rząd "NIE"! Aż mnie zamurowało! Od tej pory wiedziałem, że Sai jest moim przyjacielem (czytałem, że nie można sobie przyśnić Sai Baby od tak, gdyż to On wybiera, komu się przyśni). PS. Po pewnym czasie moje zainteresowanie nim znacznie osłabło.
 

Prawo przyciągania i depresja

Zainteresowałem się teorią, która mówi, że każda myśl tworzy naszą rzeczywistość. Czytałem wiele książek (oraz artykułów w internecie) odnośnie pracy z podświadomością, wiarą oraz prawem przyciągania. Zacząłem bardzo mocno przeprogramowywać swój umysł. Zrozumiałem, że tylko, gdy świadomie i podświadomie moje myśli się zgadzają mogę efektywnie coś do siebie przyciągnąć. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że mogę mieć, co tylko zapragnę. Prawem przyciągania przyciągałem sobie ludzi, doświadczenia, cokolwiek chciałem... ale to wywoływało we mnie jedynie depresje i cierpienie. Bolało mnie to, że to tylko kwestia czasu i wytworzenia pewnej ilości energii i skupiania się non stop na celu w chwili teraźniejszej, aby coś do siebie przyciągnąć. Zacząłem czuć wielką pustkę wewnętrzną, bo zaczęło odpadać ode mnie pragnienie materializmu. Wiele miesięcy byłem w depresji i coraz mniej miałem pragnień (szczególnie tych materialnych) - czułem się jakby nic mnie nie cieszyło. Szukałem drogi, którą mógłbym pójść. Poszukiwałem czegoś wiecznego, czegoś trwałego, a nie przemijającej iluzji bogactwa - uznałem, że jak przestanę bawić się w "przyciąganie" to wszystko się rozleci niczym domek z kart. Koniec końców przestałem bawić się "prawem przyciągania", gdyż uznałem, że nie jest to droga, którą chciałbym podążać (stwierdziłem, że bardziej mi ona szkodzi [tworząc dodatkową karmę], niż pomaga).
 

Mniej medytacji + Bóg + Bycie dobrym

Między ~01.10.2005 a ~01.02.2006 moja aktywność medytacyjna była różna. Bywało, że w tym czasie medytowałem po kilka godzin dziennie, a niekiedy nawet i całymi dniami (medytacja dynamiczna), a innym razem wcale, bo nie miałem na medytację ochoty. Ciągle męczyła mnie depresja. Dodatkowo mój światopogląd (na wiele spraw) ulegał zmianie. W tym okresie zrezygnowałem z chodzenia do kościoła, bo czułem się w nim jak w więzieniu i już od dłuższego czasu tylko czekałem, kiedy msza się skończy. Nie czułem w kościele, abym wzrastał duchowo. Sai Baba zapoczątkował moje dążenie do Boga, ale później przestawiłem się na Boga (tego, do którego modlił się Jezus). I poprzez zrozumienie prawa karmy (prawo przyciągania) i poprzez zrozumienie nauk Jezusa zacząłem starać się być coraz lepszym człowiekiem. Gdy ktoś mi dokuczył, to najważniejsze było dla mnie, aby podświadomie zareagować tak, aby nie wyszła ze mnie żadna złość, lecz aby wyszła ze mnie sama miłość lub po prostu NIC. To było dość trudne, ale ćwiczyłem codziennie na każdym doświadczeniu poprzez obserwacje swoich uczuć, myśli, ruchów. W Bogu zacząłem odnajdywać to, czego tak długo szukałem, czyli "Wieczność"! Cokolwiek złego mi się działo, ja powtarzałem Bogu, że wybieram miłość i aby mi pomógł w każdej sytuacji. Stawałem się coraz bardziej oderwany od świata materialnego, a zarazem coraz silniej skierowany ku Bogu. Świat materialny przestawał mnie interesować, bo nie znajdowałem tam zadowolenia, a jedynie cierpienie.

NIEKTÓRE DOŚWIADCZENIA PRZED 29.04.2006
(dokładne daty nie są znane - możliwe lata 2004-2006)

Wybuchy energii - obudziłem się w nocy w stanie pomiędzy rzeczywistością a snem (widziałem siebie leżącego w łóżku); miałem wibracje na całym ciele, towarzyszyły temu bardzo silne wybuchy energii w okolicy 3 czakry - tworzyły się takie jakby kule energetyczne, które były tak silne, że aż unosiły moje ręce do góry i na boki.

Twarze przed oczami - podczas pewnej medytacji, którą robiłem na krześle w ciemnym pokoju (która polegała na patrzeniu się na to, co ukaże mi się przed zamkniętymi oczami), zobaczyłem bardzo wyraźnie (na czarnym tle) różne twarze kosmitów (szaraków) - wyglądało to tak, jakby mi się przyglądali (co chwilę pojawiała się inna twarz); towarzyszył mi przy tym doświadczeniu duży lęk. Po chwili pewna osoba weszła do pokoju (w którym się znajdowałem), pomimo iż mówiłem do niej, aby tego nie robiła - jej wejście spowodowało zakończenie tego doświadczenia (i dobrze, bo było ewidentnie negatywne, czego na tamten czas nie byłem do końca świadom).

Hipnagogi - podczas moich medytacji zdarzało mi się widzieć przed zamkniętymi oczami różne kolorowe plamy, które niczym fale przemieszczały się przed moimi zamkniętymi oczami na czarnym tle. Pewnego razu zobaczyłem podczas medytacji niebieski punkt, któremu się intensywnie przyglądałem, powoli zaczął się poszerzać, robił się coraz większy i większy, aż wypełnił całą przestrzeń przed moimi oczami (w tym momencie moje powieki zaczęły intensywnie drgać).

Stałem się drzewem - gdy medytowałem w pozycji leżącej pomyślałem o drzewie i nagle się nim stałem! Poczułem, że mam gałęzie oraz czułem ciepło płynące prosto od słońca, które mnie ogrzewało - w tym czasie ekran przed moimi oczami stał się bodajże żółtawo-różowawy.

Złe czasy nadchodzą - miałem sen, w którym mój dom był bombardowany przez samoloty (z tego powodu posiadał w sobie wiele dziur), a na dworze padał śnieg. Pamiętam, że zszedłem do piwnicy i bardzo wyraźnie przez małe okienko ujrzałem nadciągające w moim kierunku czarne jak smoła chmury.

LINK! do dalszych doświadczeń w latach 2006-2008!

Dobry Samarytanin