NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA W ROKU 2010

(ostatnia aktualizacja 10.09.2021)

Są tutaj poruszone niektóre objawy związane z transformacją, ale nie kładłem na nie głównego nacisku. Opisałem też kilka snów i wizji, które uznałem za warte upublicznienia. Nie należy traktować tego, co przedstawiłem poniżej jako wszystkiego, co działo się u mnie w roku 2010.
 

Ból w głowie


(thalamus)

Jednym z ciekawych, lecz nie nowych objawów jest uczucie rozpychania, powiększania albo gromadzenia energii w miejscu, które jest w środku głowy. Ostatnio często tego doświadczam, więc pomyślałem sobie, że wspomnę o tym. Trwa ono przeważnie dobre kilka godzin, czasem pół dnia, a niekiedy i dłużej. Pamiętam nawet dawniej takie okresy, kiedy non stop mnie tam bolało (od lekkiego bólu do dużego) nawet przez tydzień. To coś, co tam się dzieje, powoduje pewien ból, choć różnie bywa z jego intensywnością. Przeważnie nie wygląda się zbyt dobrze, gdy ból jest intensywniejszy. Człowiek jakoś tak dziwnie blednie na twarzy oraz nie ma się zbytnio ochoty na nic za wyjątkiem, aby się to wreszcie skończyło. Sen w tym przypadku jest ukojeniem, o ile uda się zasnąć, bo czasem jest to mocno utrudnione przez stan, w jakim się człowiek wtedy znajduje (stan sporego dyskomfortu spowodowanego bólem). Kiedyś wydawało mi się, że ta energia przepycha się przez głowę, ale teraz myślę, że ona się tam gromadzi i coś robi. Niezależnie, jakie prace są tam wykonywane, mam cichą nadzieję, że szybko się zakończą (napisane 09.02.2010).


Wizja cegieł

Wieczorem 21.02.2010, gdy już leżałem w łóżku, miałem wizję przed zamkniętymi oczami i to dość wyraźną. Przedstawiała ona nogi, które stoją na chyboczących się dwóch cegłach (jedna noga stała na jednej cegle, a druga na drugiej). Po chwili ekran się zmienił i cała przestrzeń przed moim wzrokiem pokryła się solidną konstrukcją z cegieł (coś w stylu bardzo solidnego fundamentu). Domyślam się, że obecnie brak mi balansu, ale w przyszłości się to zmieni.


Podróż przez kosmos z kosmitą

25.03.2010 o 6 rano nagle pojawił się z mojej lewej strony kosmita (było to w stanie pomiędzy rzeczywistością a snem). Wyglądał jak taki mały "obcy" (Keenser) z filmu Star Trek (z 2009 roku). Ów kosmita poprosił mnie o pomoc (mówiąc: "Pomóż mi"), lecz nie czekał na moją odpowiedź, tylko położył swoją prawą dłoń na moim lewym ramieniu (od razu poczułem bardzo silne wibracje na całym ciele i zrobiło mi się jakoś tak dziwnie, w negatywnym sensie). To wszystko działo się bardzo szybko, a ja praktycznie od momentu, gdy mnie dotknął już leciałem! Choć ciałem fizycznym wciąż leżałem w łóżku, to jednak (jak się domyślam) ciałem astralnym podróżowałem z ogromną prędkością. Kosmita przez cały czas był przy mnie i to on sterował torem lotu... chociaż trzeba podkreślić, że jak omijaliśmy planety to moje stopy astralne, gdy skręcaliśmy w lewo, przechylały się w lewo, a gdy skręcaliśmy w prawo, przechylały się w prawo. W trakcie lotu spojrzałem mocniej na twarz ów kosmity... jego całe oczy były czarne (jak u szaraków), lecz na owej czerni przemieszczały się jakby wypełnione bielą okręgi (jego oczy przypominały "lampę lawa"). W pewnym momencie kosmita powiedział mi, że lecimy na jakąś zieloną planetę. Nasza podróż trwała i trwała... a ja zacząłem nabierać wątpliwości, czy aby dobrze się dzieje, że z nim lecę. Obawiałem się, że może to być jakieś porwanie astralne. Z jednej strony była we mnie ciekawość (odnośnie całej tej podróży), a z drugiej strony pojawiał się we mnie coraz to większy niepokój. Poprosiłem swoich opiekunów, aby mnie odcięli od tej podróży, jeżeli jest ona dla mnie negatywna. Po chwili wibracje z bardzo silnych spadły do słabo-średnich, dalej leciałem, ale już wtedy wiedziałem, że w każdej chwili mogę się rozłączyć, wracając w pełni do swojego fizycznego ciała - z jednej strony czułem się już w ciele fizycznym, ale byłem też gdzieś zarazem głęboko w kosmosie swoim ciałem astralnym (byłem jakby w dwóch miejscach jednocześnie). Po pewnym czasie postanowiłem się rozłączyć i ostatecznie nie doleciałem do celu. Warto dodać, że sny (jakie miałem) przed ową podróżą były dość negatywne i w pewnym sensie przerażające (był w nich ukazany atak kosmitów na jakąś planetę). Dobrze, że nie doleciałem do tej "zielonej planety", gdyż całe doświadczenie było zbyt podejrzane.


Łuk triumfalny i domek

08.04.2010 około 00:25 miałem wizje przed zamkniętymi oczami, w której widziałem błękitne wejście (coś jakby łuk triumfalny), które było pokryte zielonymi liśćmi i winoroślą. Za owym wejściem był piękny błękitny domek, który również był pokryty zielenią.


Zmiana w umyśle

17.04.2010 - Wieczorem, gdy zasypiałem nagle zdałem sobie sprawę, że jestem czymś więcej, niż tylko swoimi myślami, które często bezsensownie kołaczą się w mojej głowie. Chodzi o coś w stylu, że jestem wiecznym spokojem, a nie zamyśloną i np. zalęknioną istotą, która zresztą jest wytworem mojej "przeszłości" (życie odciska na nas liczne urazy, którymi nie jesteśmy, a z którymi często się identyfikujemy). Po zdaniu sobie z tego sprawy w jednej chwili mój umysł został przemieniony (wszystkie myśli z mojej głowy nagle zniknęły). Już miałem kilka tego typu przemian, ale ostatnia była dość dawno temu (październik 2007). Przed zaśnięciem trochę czytałem książkę Eckharta Tolla "Potęga teraźniejszości" i sądzę, że coś we mnie uruchomiła, że mogła zajść ta zmiana.
 

Studnia z pająkami

18.04.2010 nad ranem miałem sen, w którym śniła mi się kamienna studnia (ukazana z perspektywy, jaka jest ukazana na obrazku), w której były pająki, które nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Do studni wpadało przyjemne światło, ale co chwilę było słychać jakieś nieprzyjemne odgłosy (jakby przerażonych ludzi). Co pewien czas kilka pająków z owej studni znikało... aż po pewnym czasie wszystkie zniknęły, a w studni zrobiło się jasno i przyjemnie.


Kolejne przemienienie umysłu

18.04.2010 - Wieczorem odbyło się kolejne przemienienie mojego umysłu! Co ciekawe, gorąco modliłem się do Jezusa o to tuż przed rozpoczęciem czytania książki Eckharta Tolla "Potęga teraźniejszości"! Przeczytałem w ów książce, że zadajemy sobie ogrom cierpienia myśląc o przeszłości lub przyszłości... że istnieje zawsze tylko i wyłącznie chwila teraźniejsza! Gdy cała uwaga jest poświęcona obecnej chwili i umysł mamy czysty, to nasze myśli nie zadają nam bólu, bo nie rozpamiętujemy różnych np. przykrych sytuacji, które wydarzyły się dawno temu! Niby takie oczywiste i każdy z nas to wie, ale u mnie przeczytanie tego poprzedzone gorącą modlitwą o przemianę, zaowocowało kolejnym przemienieniem umysłu, a może i całej mojej osoby! Stało się jak zwykle... nagły "pstryk" i już byłem inny! Kojarzy mi się to trochę z jakimś "skokiem kwantowym". Zmiana polega na tym, że jestem dużo mocniej osadzony w chwili teraźniejszej, niż byłem wcześniej! Gdy zamyślę się o przeszłości lub przyszłości (szczególnie jeżeli ma to związek z jakimś bólem czy cierpieniem) od razu wraca mnie do chwili teraźniejszej i czystego umysłu! Następnego dnia stan "przemienienia" wciąż się we mnie utrzymywał (mam nadzieję, że będzie się on z czasem jeszcze pogłębiać). Czuję też dużo większy spokój w sobie oraz mam uczucie jakby zdjęto z mojej głowy pewien "ciężar". Czuje się wewnętrznie lżejszy oraz wyczuwam mocniej "pustkę" w swojej głowie, ciele oraz na zewnątrz.


Fioletowy płomień

Od 24.04.2010 zacząłem pracować z fioletowym płomieniem. Wypowiadam 33x zdanie: "Jam Jest Bytem Fioletu Płomienia, Jam Jest Czystością Boskiego Marzenia" lub inną wersje tego zdania przerobioną pod konkretną "potrzebę".

06.06.2010 - Wciąż pracuję z fioletowym płomieniem, ale zauważyłem od jakiegoś już czasu, że bardzo mocno "odlatuję", gdy tylko zaczynam się modlić. Tak jakbym gdzieś znikał, szczególnie jest to odczuwalne, gdy zamknę oczy. Dopiero po pewnej chwili orientuję się, że wsiąkłem w jakiś "niebyt" / "pustkę" / "nieistnienie". Ostatnio nawet nie chciałem zamykać oczu, gdy odmawiałem modlitwę do fioletowego płomienia, bo wiedziałem, że "przepadnę" gdzieś w bezkresie nieskończoności... ale nawet z otwartymi oczami nie jest tak łatwo. Mój umysł zaczyna coraz bardziej odlatywać gdzieś poza ten świat... i nie mam na myśli tutaj stanu zamyślenia... tylko jakby łączył się z czymś więcej niż tylko fizyczna egzystencja.


Wizja zamku

28.04.2010 przed zaśnięciem miałem niewyraźną wizję przed zamkniętymi oczami, widziałem w niej ładny zamek na wzgórzu, który był osadzony na solidnej skale.


Numerologiczna krótka wizja

14.05.2010, gdy ledwo spałem przed oczami zobaczyłem (bardzo wyraźnie) na długość około 2,5 sekundy ciąg liczbowy "11111111", a następnie owy ciąg liczbowy przeistoczył się w "11383838".
 

Rose of Sharon w różach

18/19.05.2010 miałem "wizje senną", w której widziałem w upiększonej wersji stronę "Rose of Sharon", która zapierała dech w piersiach! A co więcej, była pokryta pięknymi rozkwitniętymi dużymi różami!


Mnisie wcielenie?

21.05.2010 nad ranem miałem wyraźną wizję przed zamkniętymi oczami, w której ujrzałem mnicha z niebieskimi oczami, krótko obstrzyżonymi włosami i w mnisich szatach (żółto-czerwonych). Miałem poczucie, że byłem to ja, lecz w innym wcieleniu.


Szybko przemijający czas

30.05.2010 - Od dłuższego czasu mam tak, że czas niesamowicie szybko mi mija. Mam coraz czystszy umysł i nie postrzegam upływu czasu tak, jak było to kiedyś. Im więcej jest we mnie pustki, tym płynniej mijają mi dni, tygodnie, miesiące...


Cementowanie muru

23.07.2010 około 00:30, gdy leżałem w łóżku z zamkniętymi oczami, zobaczyłem przed nimi obracającą się betoniarkę... po chwili zobaczyłem mur z cegieł, które były w nim luźno poukładane... lecz już po chwili zaczęły nachodzić na swoje miejsca, tworząc mocną konstrukcję. Powyższa wizja jest podobna do wizji z 21.02.2010, gdzie też był motyw z cegłami.


Biały sześcian + ścieżka + słońce

12.09.2010 o 8:00 rano miałem sen, w którym widziałem siebie zamkniętego w białym sześcianie. W tym pomieszczeniu z prawej strony były czarne drzwi zrobione z negatywnej energii. Po chwili ukazały się z lewej strony drzwi zrobione ze światła, a w nich ukazał się Jezus, który swoim światłem rozświetlił całe pomieszczenie aż do tego stopnia, że znikło, a ja znalazłem się na "wolności"... na pięknej łące. Zacząłem z radością w spokojnym tempie biec ładną ścieżką w stronę ogromnego słońca! Następnie widziałem jakichś ludzi pod drzewem, do których przybiegłem, ale oni na mój widok uciekli. Po chwili trzymałem łuk w ręku i wystrzeliłem kilka strzał w drzewo (tak jakbym ćwiczył umiejętność celowania). Następnie znowu biegłem tą bardzo ładną, zrobioną z jasnych kamieni ścieżką, w stronę pięknego, ogromnego, silnie świecącego słońca!


Dziwne zawroty głowy

Od mniej więcej początku października 2010 mam od czasu do czasu takie dziwne uczucie w tylnej części głowy. Może ono występować kilka razy pod rząd w pewnych niewielkich od siebie odstępach czasowych. Przeważnie, gdy to się dzieje, mój umysł jest bardzo "pusty". Wygląda to mniej więcej tak, że odchyla mnie na chwilkę do tyłu, jakbym tracił na chwileczkę w pewnym sensie świadomość (na dosłownie ułamek sekundy), a dodatkowo następuje dziwny szybki zawrót głowy. Uczucie samo w sobie nie jest nieprzyjemne.


Boski słoń

25.10.2010 miałem sen, w którym widziałem bardzo podobnego słonia do tego, który jest ukazany na obrazku (lśnił on blaskiem i pięknem). Nie był to człowiek-słoń, lecz słoń... wręcz boski słoń. Wydaje mi się, że jego trąba była skierowana w przeciwnym kierunku, niż jest to ukazane powyżej, ale również była mocno "przechylona" w jedną stronę. Z lewej do prawej strony wiał "specyficzny kurz", który tworzył niesamowity klimat tajemniczości i czegoś pradawnego. Wszystko, co było za słoniem oraz wokół niego było piękne i lśniło blaskiem. Gdy przyjrzałem się tej tajemniczej postaci, pojawiły się na dole białe napisy, lecz niestety nie zapamiętałem, co było tam napisane.
 

Otwór na czole


(zdjęcie zrobione 28.11.2010)

Tak normalnie wygląda moje czoło. Nie "ugniatałem" tego punktu przed zrobieniem zdjęcia. Ten "otwór" się powiększa już od dobrych kilku lat. Kiedyś w ogóle nie był widoczny, następnie był ledwo widoczny, a obecnie sami widzicie, co się dzieje. Otwór na czole nie jest idealnie na samym środku, tylko lekko z prawej strony (na zdjęciu jest lekko z lewej). PS. Nie zawsze tak dobrze widać owo wgniecenie na czole.
 

LINK! do dalszych doświadczeń w 2011 roku!

Dobry Samarytanin