NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA I PRZEMYŚLENIA W ROKU 2018
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1
LINK! DO CZĘŚCI 3

Moje sny i doświadczenia będą oznaczone kolorem zielonym, a przemyślenia białym - tak, aby od razu było wiadomo co czytamy.

Masaż energetyczny

13.03.2018 o 6:31 miałem sen, w którym pewna pozytywna istota zrobiła mi jakby masaż energetyczny (coś jak healing), następnie "kilka" snów dalej znalazłem się z nią w pokoju, gdzie były dwa łóżka, ja położyłem się na jednym, a ona na drugim, po chwili zapytała mnie czy chcę masaż energetyczny, ja się zgodziłem (chociaż byłem zdziwiony jej propozycją, bo w końcu już coś takiego tej nocy było). Owa postać podeszła do mnie i swoimi kciukami przesunęła kilkukrotnie po moich brwiach (to był ruch od środka czoła na boki) - było to bardzo dobrze odczuwalne, a co więcej ewidentnie czułem jakby puszczały z mojego czoła jakieś blokady energetyczne - było to zdecydowanie "uwalniające" uczucie. To był krótki "masaż energetyczny", ale na pewno skuteczny. Czegoś takiego jeszcze nie miałem.
 

Przestań ciągle straszyć ludzi!

Wiele osób zamiast dawać innym nadzieję, wskazywać właściwą (optymalną) drogę, podawać konkretne rozwiązania trudnych problemów, przekazywać rzetelną wiedzę (która będzie miała za zadanie otworzyć oczy niedoedukowanym) woli straszyć ludzi, czy to końcem świata (już wiele ich "było" i wciąż tu jesteśmy), czy upadkiem gospodarki (zamiast tym straszyć, podaj pomysły jak do tego nie dopuścić), czy innymi rzeczami tego typu... a przecież straszenie ludzi nie musi u nich spowodować konkretnego i przemyślanego działania, które prowadziłoby do poprawy sytuacji... może za to wprowadzić więcej chaosu i paranoi, która może się rozrosnąć w ich głowach do sporych rozmiarów... czy w ogóle się nad tym zastanawiałeś?

Co więcej pamiętaj, że bierzesz karmiczną odpowiedzialność za wprowadzanie chaosu w głowy swoich odbiorców (rozmówców)... kto sieje zamęt również go kiedyś zbierze - może to się u ciebie objawić jako np. choroba psychiczna, niepanowanie nad emocjami, wpadnięcie w jakiś szkodliwy nałóg, stanie się skrajnie naiwnym, czy nieumiejętność rozróżniania prawdy od fałszu (nawet jeżeli któryś z tutaj wymienionych aspektów już ciebie dotkną nie oznacza to koniecznie tego, że wprowadzasz ludzi w błąd czy że siejesz chaos, ale na pewno jest w tobie jakiś problem, który nie jest rozwiązany i należy się mu mocniej przyjrzeć). Dodam jeszcze, że sianie chaosu w skrócie oddala nas od Boga, który jest perfekcją i spokojem i właśnie dlatego należy wszystko dobrze przemyśleć zanim faktycznie zabierzemy głos w jakiejś sprawie... bo lepiej wejść do Nieba bez języka niż aby nasz "niewybalansowany" (niewyparzony) język miał komuś zrobić krzywdę... inaczej mówiąc, lepiej w niektórych sytuacjach milczeć, zamiast swoją mową kogoś niepotrzebnie zranić.

Niektórzy mają np. obsesję na temat Żydów i widzą ich wszędzie i w każdym (szczególnie dostrzegają ich w rządzie). Inni natomiast mówią, że każdy polityk będący w sejmie to zło wcielone, ale jak taką osobę zapytasz co proponuje np. jakie ustawy według niej powinny być wprowadzone lub jaką partię warto popierać to milczy (taka osoba nie edukuje się, tylko rzuca hasełkami typu: "wszyscy źli", albo "oddać władzę ludziom", czy "oddać władzę prawdziwym Polakom" - to są tylko nic nieznaczące hasełka, które do niczego konkretnego nie prowadzą; już pomijam fakt, że narodowość czy kolor skóry jest nieistotny, istotne natomiast jest to, jakie dany polityk ma poglądy i czy faktycznie się ich będzie trzymać, gdy już wejdzie do sejmu i dojdzie do głosowania nad konkretną ustawą).

Warto też pamiętać, że obywatele danego kraju sami wybierają do rządu swoich przedstawicieli, więc zamiast obwiniać polityków, że źle rządzą krajem zdaj sobie sprawę z faktu, że to ludzie ich do rządu wybrali i to może właśnie ich należy winić. Zastanów się nad tym. Dodam tutaj jeszcze, że często ludzi usprawiedliwiamy, że zostali zmanipulowani itd... ale ile wyborów z rzędu można być zmanipulowanym? Czy dany człowiek w ogóle cokolwiek robi, aby wyjść z owego "zmanipulowania"? Czy w ogóle zdaje sobie z niego sprawę? A może rok za rokiem myśli, że jest taki światły i mądry, ale jak przyjdzie co do czego to nie jest nawet w stanie powiedzieć jaki program wyborczy ma partia, którą popiera (na którą regularnie oddaje swój głos). Większości ludziom po prostu brakuje politycznej edukacji, aby dokonać poprawnego i mądrego wyboru. Może oglądają za dużo telewizji i z tego faktu nie nasączają swojej głowy faktyczną polityczną (ekonomiczną) wiedzą. A może działają pod wpływem emocji i nie zagłębiają się zbyt mocno w to, jaki program ma dana partia i jak owy program wpłynie na zarobki i życie w Polsce (takie podejście jest bardzo lekkomyślne i nieodpowiedzialne).

Jeżeli nie znasz się na polityce to lepiej przyznaj się do tego sam przed sobą i nie idź na wybory, takie rozwiązanie jest dużo lepsze (chociaż wciąż obarczone twoim lenistwem w kwestii doedukowania się), niż dokonanie złego (szkodliwego) wyboru. Bo twój zły wybór (jak i milionów innych osób) nie tylko wpłynie na ciebie, ale i na przyszłe pokolenia. Dlatego, zanim faktycznie oddasz głos na jakąś partię czy ugrupowanie odrób swoje lekcje, przeanalizuj wszystko dokładnie, abyś później nie pluł sobie w twarz, że poparłeś kogoś, kogo czynów się wstydzisz (a myślę, że tak jest często i jest to ewidentnie wynik i naszego zmanipulowania i naszego lenistwa w sprawie własnej edukacji... po prostu nie odrobiłeś swoich lekcji lub odrobiłeś je niewłaściwie, czyli na kolanie / na odwal).

Co ciekawe w Polsce jest tylu wierzących (rzekomo światłych ludzi), a pomimo tego ludzie wciąż nie umieją sprawić, aby w rządzie byli politycy, którzy są mądrzy, uczciwi i aby prawdziwie służyli swojej ojczyźnie (celowo nie wspominam tutaj o "politycznych" dobrych intencjach, bo same dobre intencje to zdecydowanie za mało, chodzi mi tutaj przede wszystkim o polityków, którzy mają połączenie serca i umysłu, które daje im wyższą mądrość, która nie jest obarczona naiwnością i głupotą; dobry polityk musi myśleć logicznie, przyszłościowo, a nie tylko na najbliższe kilka lat... musi również zdawać sobie sprawę z konsekwencji wprowadzanych ustaw, powinien móc je mniej więcej przewidzieć).

Jest w Polsce tyle kościołów, ale jednak nie przekłada się to na dobrobyt w naszym kraju. Czyżby kościół nie dawał ludziom prawdziwej mądrości politycznej? Niby polityka i kościół to dwie różne kwestie, ale skoro w kościele napełniamy się mądrością Ducha Świętego, to czemu przy urnie wyborczej wybieramy złych polityków? W tak katolickim kraju wszyscy powinni być mądrzy, ale jednak tak się nie dzieje, czemu? Czyżbyś nie umiał się w kościele wystarczająco dobrze połączyć z Duchem Świętym? A może jesteś zbyt leniwy, aby się doedukować w kwestiach politycznych i pomimo to idziesz na wybory? Przemyśl sobie sam, w czym leży problem.

Są też tacy ludzie, którzy mają obsesję na temat końca świata ("dni ostatecznych"). Ciągle straszą "grzeszników" Bogiem mówiąc, że wrzuci ich do piekła jak się nie nawrócą i nie pójdą za Jezusem... ale czy faktycznie Bóg jest takim zwyrodnialcem, aby brutalnie karać ludzi? A może ludzie sami się skazują na pośmiertną niedolę poprzez "grzech"? Warto tutaj dodać, że grzech sprawia, że nasze wibracje się zaniżają, a nasza dusza jest cięższa, przez co po śmierci "opada w dół" (jest przyciągana przez ciemność). I pytanie brzmi czy np. ateista, który jest dobry i moralny może zasłużyć na Niebo? Czy musi koniecznie wierzyć w Boga, aby dostąpić "zbawienia"? Dlaczego niektórzy tak mocno potępiają ateistów i to nawet tych, którzy nikomu nie robią krzywdy i którzy starają się żyć moralnie? Czy Bóg przypadkiem nie patrzy na serce człowieka zamiast na jego system wierzeń? I dlaczego ci co straszą innych piekłem są w tym aspekcie tacy bezwzględni? Dlaczego są święcie przekonani o swojej nieomylności oraz o tym, że ktoś np. kto wierzy w reinkarnację lub nie chodzi do kościoła zostanie potępiony? To obłęd. Proponuję takim osobom się uspokoić, bo takie straszenie innych ludzi bardziej odstrasza od nich, niż faktycznie czyni przemianę w sercach ludzi.

Należy się zatrzymać i zastanowić co możemy zrobić, aby uczynić nasz świat lepszym miejscem do życia... czy powinniśmy straszyć ludzi i wprowadzać w ich głowy więcej chaosu, czy może jednak powinniśmy zaprezentować konkretne rozwiązania, których zastosowanie usprawni nasze postępowanie i ulepszy nasz świat, aby nam wszystkim żyło się lepiej. Przemyśl to, abyś nie musiał później się tłumaczyć przed Bogiem, że chciałeś dobrze, a wyszło jak zwykle (napisane 13.03.2018).
 

Nowy system nauczania

Za kilkaset lat będziemy żyć (a raczej nasze potomstwo potomstwa) w zupełnie innej cywilizacji. Nie martwiłbym się o to, że wiedzy w tamtym czasie będzie zbyt dużo (w końcu jak wiemy z każdym dniem jej całkiem sporo przybywa), bo dla postępu technologicznego (jaki w tamtym czasie osiągnie ludzkość) nie będzie to żadnym problemem (będziemy umieli ją dobrze zarchiwizować i wykorzystać). Możliwe, że ludzie będą się uczyć za pomocą komputerów wyposażonych w sztuczną inteligencję, która będzie miała w sobie ogromne pokłady wiedzy, a nie z pomocą nauczycieli "fizycznych" - będzie to nauka interaktywna, trochę jak "granie" w gry na dużej tablicy (ze sztuczną inteligencją podczas nauki będzie można normalnie rozmawiać jak z żywym człowiekiem). Możliwe, że lekcje będą w pełni indywidualne, czyli nie takie, jakie są teraz, czyli że jest po 30 osób w klasie a nauczyciel nie ma czasu (w trakcie trwania lekcji), aby poświęcić go każdej osobie, która tego faktycznie potrzebuje (dlatego są korepetycje dla tych, którzy sobie nie radzą w szkole; nie można też winić nauczyciela, on ma swój program narzucony przez Ministerstwo Edukacji i musi go zrealizować). Nie wykluczone jest, że w przyszłości każdy uczeń będzie miał swój "pokój" (lub wydzielony "obszar") do nauki (dla lepszego efektu).

Na pewno w tym czasie będą już komunikatory, które będą nam umożliwiać porozumiewanie się z dowolną osobą na świecie w każdym języku (przy czym my nie będziemy musieli znać nawet podstaw języka, w którym będziemy chcieli się komunikować). Świat będzie po prostu się mocno różnił od tego, który jest obecnie. Oczywiście to tylko teoretyzowanie, chociaż mocno prawdopodobne. Wszystko też zależy, o jakim dokładnie czasie mówimy, czy o czasie za 100, 200 czy 500 lat. Im więcej lat minie od czasu obecnego tym edukacja będzie stała na wyższym poziomie (choćby za sprawą nowych odkryć naukowych) i będzie również odbywać się w inny sposób niż ma to miejsce obecnie (z pomocą przyjdzie nowoczesna technologia), już pomijam fakt, że z czasem wejdą do szkoły zupełnie nowe przedmioty, a niektóre zostaną wycofane.

Po następne nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie ludzkość, czy w kierunku "kontroli" czy jednak w kierunku "wolności osobistej". Prawdopodobnie będzie to kwestia mocno indywidualna, w jednym kraju będzie więcej "kontroli" (np. przymus edukacji), a w innym więcej "wolności osobistej" (np. dobrowolność edukacji). Na razie nie będę wybiegać tak daleko w przyszłość... chociaż to co się dzieje w Chinach w kwestii "kontroli" jest lekko niepokojące, mam tutaj na myśli projekt "Social Credit System" (o którym można sobie poczytać w internecie).

Po następne na obecną chwilę najlepszym możliwym (teoretycznie realnym w sensie "wykonania", ale nie w sensie wprowadzenia w życie z powodu "inaczej myślących" rządzących) systemem edukacji byłby system oparty o prywatne szkolnictwo + wolność osobistą, czyli robimy tak:
1. Usuwamy Ministerstwo Edukacji (następuje brak narzucania szkołom odgórnego programu edukacji itp).
2. Prywatyzujemy z licytacji bez żadnych warunków wstępnych wszystkie szkoły, od podstawowych po uniwersytety (jest to najuczciwsza forma prywatyzacji).
3. Znosimy obowiązek szkolny.
4. Obniżamy podatki o kwotę, jaką się wydawało na państwowe szkolnictwo (dodam tylko, że bardzo korzystnie by to wpłynęło na bezrobocie czy zarobki ludzi).

I teraz tak, co by to spowodowało?

Po pierwsze dziecko nie będzie musiało już chodzić do szkoły - jest to bardzo istotne dla osób, które są w szkołach gnębione; niestety takie dzieci po ukończeniu szkoły mogą mieć problemy z psychiką, a niekiedy zdarza się, że takie dziecko popełnia samobójstwo; co więcej pamiętajmy o tym, że w szkole około 90% wiedzy (której próbuje się nas nauczyć) jest nam zupełnie do niczego niepotrzebne, więc zamiast marnować ogromne ilości czasu na naukę rzeczy całkowicie dla nas zbędnych lepiej przeznaczyć ten czas na nauczenie się czegoś, co się nam faktycznie w naszym życiu przyda; następnym plusem takiego rozwiązania jest "wyeliminowanie" ludzi, którzy ewidentnie do szkoły chodzić nie chcą i mają agresywną naturę, takie osoby swoim zachowaniem przeszkadzają w nauce innym uczniom... lepiej, aby takie osoby zamiast przeszkadzać na lekcjach zaczęły już w młodym wieku wykonywać jakieś proste prace, które miałyby ich w najbliższej przyszłości przystosować do rzeczywistej pracy za pieniądze (będzie z tego więcej pożytku dla nich oraz dla społeczeństwa), po drugie nie będzie żadnego problemu w tym, aby dziecko uczyło się tylko i wyłącznie w domu (bez późniejszego sprawdzania, czy dziecko nauczyło się "odgórnie narzuconego programu"), po trzecie właściciel szkoły będzie decydować o tym, czego uczniowie w jego szkole będą się uczyć, a nie minister edukacji ze swoją "ekipą".

Wynikiem tego będzie bardzo duże zróżnicowanie programów szkolnych... nie będzie problemu z tym, aby w swojej szkole wprowadzić przedmioty takie jak: "nauka o czakrach", czy "nauka o medytacji" itp. - obecnie jest to też możliwe, ale nastąpiłoby to poprzez narzucenie takiego programu odgórnie wszystkim szkołom, ale nie wiem czy "nieuki" w rządzie dałyby radę coś tak istotnego (i skomplikowanego) dobrze przygotować - już pomijam fakt, że mamy w szkole coś takiego jak religia, ale ten przedmiot jest jednak trochę czymś innym niż np. nauka o czakrach - po następne zachodzi tutaj pytanie, czy nowe przedmioty miałyby być wprowadzone kosztem innych przedmiotów? Czy może miałby być to jeden nowy przedmiot np. odbywający się raz w tygodniu? Nie muszę chyba dodawać, że z 2/3 rodziców pewnie by się bardzo zdenerwowało (z powodu swojego silnego katolicyzmu), że w szkole nauczają o czakrach (które chcąc nie chcąc są faktem, ale z powodu, że nie są one wciąż potwierdzone przez naukę niektórzy stawiają im "opór"), dlatego wolę ten system prywatny z wolnością programową, gdzie tylko niektóre szkoły miałyby takie specyficzne przedmioty (tyczące się czakr czy medytacji) a rodzice, którzy mają odpowiednią świadomość właśnie tam posyłałyby swoje pociechy.

Jest jeszcze opcja z bonem edukacyjnym, czyli, że wykonujemy punkty 1 i 2 (ewentualnie krok 3 lub jedynie obniżamy wiek obowiązku szkolnego), a następnie dzielimy wydatki państwowe na edukację na wszystkie dzieci (upoważnione do nauki) i wręczamy rodzicom bon edukacyjny na kwotę, jaka nam z tego podziału wyszła. Takim bonem można płacić tylko i wyłącznie za edukację dziecka (nawet za korepetycje), a jak np. szkoła będzie droższa (niż kwota, na jaką opiewa nasz bon) to dopłacamy wtedy z własnej kieszeni... ale najlepsze w tym bonie edukacyjnym jest to, że jest tutaj również tak mocne zróżnicowanie programowe. Minusem tego rozwiązania jest brak obniżki podatków.

Zła wieść jest taka, że aby w pełni wprowadzić to, o czym piszę (pomysł z punktami 1, 2, 3, 4), należy zmienić również polską konstytucję (która gwarantuje bezpłatną edukację), a do tego potrzeba 2/3 głosów w Sejmie oraz musi być osiągnięta bezwzględna większość głosów w Senacie, ale pomarzyć można... dlatego na dzisiejszy czas opcja z bonem edukacyjnym (stadium pośrednie) wydaje się najbardziej realna, bo jest zapewniona na swój sposób bezpłatność edukacji (płacimy bowiem bonem dostanym od państwa) oraz zachowujemy różnorodność programową, która nie jest obecnie gwarantowane z powodu istnienia Ministerstwa Edukacji, które odgórnie narzuca program szkolny (napisane 15.03.2018).


Zostaliśmy zaprogramowani

Większość osób nie zdaje sobie sprawy ze swojego zaprogramowania, które zostało "stworzone" (na przestrzeni naszego życia) przede wszystkim przez ludzi, z którymi mieliśmy do czynienia oraz przez ogólnie pojmowany "system", czyli przez naszą kulturę i środowisko, w którym żyjemy. Często odczuwamy ból, gdy ktoś coś niemiłego na nasz temat powie... takie "negatywne" słowa wysłane w naszym kierunku potrafią nas silnie zranić... w niektórych przypadkach możemy to odczuć niczym sztylet wbijający się w nasze serce... ale jakby się mocniej nad tym zastanowić to kto faktycznie nas rani? Czy jest to osoba, która wypowiada niemiłe słowa w naszym kierunku, czy może czyni to nasze oprogramowanie (które owe słowa przetwarza / odbiera)?

Ciekawe jest to, że dwie osoby, które będą poddane takiemu samemu niemiłemu doświadczeniu mogą odebrać je zupełnie inaczej... jedna osoba może doznać smutku, lęku, strachu... a druga może się szczerze roześmiać... i czemu tak się dzieje? No właśnie z powodu naszego indywidualnego zaprogramowania, to ono decyduje o tym, jak zareagujemy na dane zdarzenie, czy się będziemy go bać, czy w ogóle się nim nie przejmiemy.

Jeżeli czujesz niepokój, lęk, samotność to wiedz, że problem jest w tobie i winne jest twoje "wypaczone" oprogramowanie... ale nie miej do niego pretensji... jesteś ofiarą systemu i ludzi, z którymi miałeś do czynienia na przestrzeni lat, którzy ciebie zaprogramowali (w końcu wiele lat temu byłeś inny, myślałeś inaczej, reagowałeś inaczej, co innego dawało ci "szczęście")... po prostu spróbuj zrozumieć, że osoba, która cię atakuje nie jest winna twojemu cierpieniu (ona nie jest świadoma tego co robi, jest "zaprogramowana" przez system, aby innych atakować... sama najprawdopodobniej jest w głębi siebie przestraszona i zagubiona, chociaż na zewnątrz stara się zgrywać twardziela, ale tak naprawdę wewnętrznie jest przesiąknięta strachem, którego może sobie nawet nie uświadamiać, jednym słowem taka osoba mocno śpi i jest zanurzona w głębokiej nieświadomości - dlatego Jezus wisząc na krzyżu powiedział do Boga słynne zdanie na temat swoich oprawców: "Panie wybacz im, bo nie wiedzą co czynią")... i wiedz, że ty również nie jesteś winien temu, że owy ból odczuwasz, winne jest twoje oprogramowanie, które należy zmienić (naprawić / oczyścić) - zostało ono w pewnym sensie "zawirusowane", abyś reagował złością, stresem, smutkiem i abyś z tego faktu tracił swoją energię.

I pewnie jesteś ciekawy jak naprawić swoje wadliwe ("wypaczone") oprogramowanie... otóż należy je obserwować i zdać sobie sprawę z tego, że gdy tylko dojdzie do stresującej sytuacji (np. gdy ktoś ciebie obrazi) to może się ono wtedy bardzo mocno uaktywnić (dzieje się to całkowicie poza twoją kontrolą, a twoja silna reakcja na początkowym etapie "leczenia" jest zupełnie normalna)... i nie miej do swojego oprogramowania pretensji, że silnie negatywnie reaguje... ono na obecną chwilę takie jest i nie ma sensu się tym faktem denerwować... po prostu skup się na tym, aby go nie zasilać swoją energią, gdy produkuje "negatywne stany emocjonalne"... i jeszcze dodam... nie próbuj się niepotrzebnie "napinać" (usztywniać) wmawiając sobie, że od teraz będziesz bez uczuć i że nikt cię nie zrani... bo wtedy możesz zacząć w sobie kumulować złość, zamiast ją rozpuszczać, a to nie będzie dla ciebie dobre... po prostu bądź jak woda... jak płynący strumyk... pozwól twojemu oprogramowaniu się uleczyć, niech w naturalny sposób rozpuści swoją negatywną reakcję... przyglądaj się mu z pozycji obserwatora i zrozum, że to co odczuwasz (lęk, zaniepokojenie, samotność) jest twoim wadliwym oprogramowaniem, które należy uleczyć (naprawić), ale nie metodą siłową, a poprzez zrozumienie i samoobserwację.

Ktoś ci coś niemiłego powie, a twoje oprogramowanie natychmiast reaguje... jesteś jak robot... i nie masz nad tym żadnej kontroli... im mocniej "wspierasz" swoje reakcje (np. mocniej się denerwując), tym silniejsze twoje "oprogramowanie" się staje. Jak chcesz wyjść z owej niewoli musisz swoje zaprogramowanie (reakcje) obserwować... i zrozumieć, że to ono (a nie ktoś inny) zadaje ci ból. Dogłębne zrozumienie tego aspektu może zająć ci wiele lat... a może i 5 minut... różnie bywa... to kwestia mocno indywidualna... ale w momencie, w którym to w pełni pojmiesz otrzymasz wolność... i będziesz niczym lilia na wodzie... bez zmartwień... bez lęku... bez strachu przed ocenieniem czy przykrym słowem... nie będzie ci doskwierać niedola, czy samotność... będziesz po prostu szczęśliwy... będziesz doświadczać kontaktu z rzeczywistością w pełnej krasie... gdyż twoje oprogramowanie będzie pozbawione "błędnego kodu", który wywoływał w tobie tak dużo cierpienia (napisane 17.03.2018).
 

Ludzie nie chcą się obudzić

Ludzie tak naprawdę chcą sensacji, emocji, adrenaliny, po prostu chcą, aby coś się działo... wielu pragnie dojść do oświecenia, ale faktem jest, że większość osób nie jest gotowych na osiągnięcie tego stanu, a dowodem na to jest fakt, że gdy tylko ktoś zacznie głosić jakieś (wątpliwej jakości) duchowe sensacje to takie osoby (niegotowe na oświecenie) lecą do nich jak pszczoły do miodu (i nie mogą się od nich oderwać).

Na ogół tego typu sensacje (szczególnie te powiązane z konkretnymi datami) są przeważnie w dużej mierze bezwartościowe i poważni adepci do oświecenia powinni już o tym wiedzieć - sprawdzanie takich informacji nie jest niczym złym, ale nadmierne zanurzanie się w nie może być już problemem na drodze do oświecenia, gdyż odciąga to nas od empirycznego doświadczania rzeczywistości i wpycha nas w świat nadziei i marzeń np. o szybkim przejściu w piąty wymiar czy błyskawicznym oświeceniu (każdy chciałby, aby ten proces przebiegał szybko i bezproblemowo, ale w rzeczywistości tak nie jest i nie ma co się łudzić, że jest inaczej).

Część ludzi (niegotowych na oświecenie) po napełnieniu głowy sensacyjnymi informacjami z konkretnymi datami typu "już za tydzień nastąpi wielki skok kwantowy" przestaje interesować się faktyczną pracą nad sobą (oraz nad naprawą świata), tacy ludzie chłoną (niczym gąbka) te niepewne informacje, które ktoś sobie wymyślił i co najgorsze ci ludzie naiwnie czekają, aż coś się faktycznie stanie (niektórzy nawet gromadzą jedzenie na zapas). Prawdziwa praca nad sobą nie wydaje się im już konieczna (ani atrakcyjna), skoro już za chwilę ma nastąpić jakieś "wielkie wydarzenie" typu "skok kwantowy" czy wejście w "wyższy wymiar" lub że "jakieś" anielskie istoty już niebawem przekształcą negatywne energie na naszej planecie w pozytywne (czyli że zrobią całą pracę za nas - brzmi to jak dobry żart)... ale to tylko kolejne "złudzenie"... nic się nie stanie, ocknij się i wróć do pracy nad sobą... i nie czekaj na cud, bo to ty musisz być tym cudem! Jeżeli z czytania tego typu "rewelacji" nie będzie wynikać żaden pozytywny czyn, to jest pewne, że absolutnie nic się nie zmieni! Sam Jezus mówił, że po owocach ich po znacie, a nie po siedzeniu na pupie i czekaniu na "cud"!

Dopowiem tutaj jeszcze, że w niektórych przypadkach faktycznie część osób w tym czasie będzie więcej medytować wierząc, że naprawdę coś wielkiego ma się wydarzyć... ale nie oszukujmy się, raczej nic konkretnego się nie stanie, ale jeżeli w tym czasie medytowałeś i pracowałeś nad sobą to chwała ci za to, zmieniasz się na lepsze i to właśnie dzięki empirycznemu doświadczeniu, a nie dzięki wiecznemu czekaniu na wielką zmianę - trzeba działać, a nie ciągle wyczekiwać, szczególnie tego, że ktoś za nas posprząta cały ten bałagan na naszej planecie! Jak my tego nie zrobimy to nikt za nas tego nie zrobi! To jest nasz obowiązek, a nie innych kosmicznych istot! To samo tyczy się naszego wnętrza, to my mamy je posprzątać, a nie ktoś inny!

Musimy być bardzo ostrożni, aby przypadkiem na lata nie zatracić się w jakichś fikcyjnych "przekazach", które zamiast nas rozwijać będą powodować u nas "wieczne oczekiwanie" na lepszy czas... może to spowodować, że nie będziemy nic konkretnego robić, aby uczynić nasz świat lepszym miejscem do życia... będziemy jedynie obserwować rewelacje, które będą działy się jedynie na jakiejś stronie internetowej (wielu ludzi będzie je czytać z wypiekami na twarzy), ale prawdę mówiąc, niewiele będzie z tego wynikać dla świata, gdyż on potrzebuje konkretnych ludzkich czynów, aby się faktycznie zmienić.

Bycie oświeconym (w sensie mentalnym) to po prostu bycie szczęśliwym... to doświadczanie rzeczywistości takiej, jaka ona faktycznie jest... to również bycie spokojnym i zrównoważonym... ale nie nazbyt ospałym, w końcu nie chcemy przespać swojego życia... chcemy czuć życie wszystkimi swoimi zmysłami, ale nie chcemy, aby władały nami silne emocje, bo ta skrajność może być przeszkodą na naszej drodze ku naszej wewnętrznej równowadze. Oświecenie to również podejmowanie konkretnego działania, które przyczynia się do ulepszania świata.

Osoby mentalnie oświecone są niesione przez prąd życia... one płyną wraz z nim... i takim osobom jest tak dobrze (z powodu osiągnięcia odpowiedniego poziomu zrównoważenia), że nie interesują ich sensacje typu, że przechodzimy w kolejny wymiar czy że ludzkość dostępuje zbawienia... te tematy były już wielokrotnie wałkowane na przestrzeni ostatnich lat... i co jakiś czas powracają one ponownie i ponownie... a my nawet nie wiemy, czy tego typu rewelacje są prawdziwe... wiele z nich może być po prostu zmyślonych w celu podsycenia emocji, czy osobistego zarobku (niektórzy na duchowości całkiem sporo zarabiają)... i wiele osób zamiast skupić się na życiu, na doświadczaniu go, skupia się na czyichś słowach, na niepewnej wiedzy, na iluzji.

A ja tobie powiem tak, zacznij wreszcie prawdziwie żyć! I nie daj się uśpić przez niesamowite rewelacje (np. że ktoś wyliczył, że już za tydzień zobaczymy na niebie planetę Nibiru) czy przez piękne niebiańskie historyjki (mam tu na myśli wątpliwej wiarygodności przekazy od "anielskich" lub "wniebowstąpionych" istot, a czasem nawet i od samego Jezusa - według mnie często te przekazy są jedynie wytworami ludzkiej wyobraźni - chociaż obstawiam, że nie tyczy się to wszystkich przypadków i dlatego należy być w tym aspekcie bardzo czujnym, a jeżeli nie jesteś w stanie sobie poradzić z rozpoznaniem, który przekaz jest prawdziwy, a który fałszywy to podchodź do nich z dystansem... weź z nich to co wartościowe, a to co podejrzane omiń i ewentualnie wróć do nich wtedy, kiedy mocniej rozkwitniesz)!

Dlatego wołam do ciebie, obudź się! I bądź oświecony... ale gdy już osiągniesz ten stan to niech twoje ego nie szczyci się swoim "oświeceniem"... jeżeli tak będzie robić, to wiedz, że do niczego nie doszedłeś i tylko zmarnowałeś dany ci czas. Prawdziwe oświecenie rozpuszcza "Ego", które przemienia się w małe "ego", które jest tobą, ale bez całego tego splendoru bycia oświeconym... wtedy ten "tytuł" nie ma dla ciebie żadnego znaczenia... interesuje cię jedynie kontakt z mistyczną rzeczywistością, gdyż to on daje ci prawdziwe szczęście. Nie jesteś również już zainteresowany internetowymi rewelacjami czy "kosmicznymi" niepewnymi przekazami znalezionymi w internecie (zaczynasz opierać się na swoim własnym empirycznym doświadczeniu, a nie na cudzych niepewnych słowach)... dodatkowo doświadczając głębi rzeczywistości jesteś w stanie jeszcze lepiej zrozumieć drugiego człowieka... a twoje zainteresowanie duchowością (w sensie czytania o niej) może się zmniejszyć, gdyż prawdziwej duchowości doświadczasz już każdego dnia.

Oświecenie (mentalne) to po prostu bycie w jedności z życiem, z naturą, z samym sobą... już nie bijemy się z rzeczywistością, nie walczymy z nią na miecze... zmieniamy to, co wymaga zmiany a resztę akceptujemy... życie sobie płynie w swoim tempie, a my płyniemy razem z nim... w harmonii... i niezależnie od tego, czy pada deszcz, czy świeci słońce nasz stan psychiczny się nie zmienia... nie narzekamy, gdyż cały czas doświadczamy mistycznej rzeczywistości, której nie mamy zamiaru opuszczać, bo jest ona dla nas czystą Prawdą, która wypełnia nas niczym zapach pięknych kwiatów na łące (napisane 19.03.2018).


Zmień siebie, a zmienisz swoje życie

Wiele osób twierdzi, że ich nieszczęściu jest winny świat zewnętrzny, ale czy oni w ogóle sobie zdają sprawę z tego, że problem jest w nich? Ze światem zewnętrznym jest wszystko w porządku i co więcej łatwo to udowodnić... wystarczy zabrać wszystkich ludzi z Ziemi i nagle wszystkie problemy przestają istnieć, natura idealnie sobie ze wszystkim radzi... i to nawet wtedy, kiedy pada ogromny śnieg, czy płonie ogromny pożar... natura to wszystko znosi, nie narzeka, odradza się bez jakiegokolwiek trudu... zero problemów... ale wystarczy, że w tym równaniu umieścimy kilku ludzi, a ci zaraz zaczynają się kłócić i walczyć ze sobą... i czemu tak się dzieje? Przecież nikt normalny nie walczy z osobą, która w ogóle się niczym specjalnie nie przejmuje i jest samowystarczalna... możemy takiej osobie zazdrościć jakichś dóbr materialnych, ale trudno jest się kłócić z kimś, kto rozumie, że twoje zdenerwowanie to twój problem, a nie jej... ona na nasze wrzaski nie reaguje agresją, a nawet nie jest zdenerwowana... po prostu wysłuchuje ich, uśmiecha się i odpowiada nam w spokojny sposób (bez tłumienia złości w sobie)... co ciekawe widząc taką reakcję musimy prędzej czy później dać sobie spokój z naszą "agresją" w stosunku do tej osoby, bo dostrzegamy bezsensowność naszych poczynań... jedynie tracimy własną energię nie zyskując niczego w zamian... szybko to odczujemy... i miejmy nadzieję, że również coś głębszego zrozumiemy, bo jeżeli nie to będziemy ciągle powtarzać schemat bycia osobą agresywną i winiącą wszystkich wokół za to, że nie jesteśmy szczęśliwi... ale kto tak naprawdę tobie zabrania być osobą szczęśliwą? Czy to przypadkiem nie od ciebie zależy? Czy ty sam nie możesz o tym zdecydować już teraz? Zastanów się nad tym, bo może szkoda życia na złoszczenie się na świat i wszystkich wokół... zmień siebie, a świat zewnętrzny nagle przestanie być tak okropnym i "agresywnym" miejscem do życia (napisane 21.03.2018).


Bardzo długi healing we "śnie"

23.03.2018 o 6:37 miałem "sen", w którym pewna kobieta robiła mi healing (to był najdłuższy healing robiony mi dotychczas we "śnie" - trwał on z kilka minut, gdzie dotychczas tego typu "healingi" trwały u mnie maksymalnie z kilkanaście sekund). Oczywiście w pewnym sensie słowo "sen" nie jest tu do końca odpowiednie - większość tego typu healingów (które dotychczas miałem) działo się jakby w stanie pomiędzy rzeczywistością a snem, ale ten był jakby w "innej" warstwie snu (nie wiem do końca jak to opisać) - wszystko wokół mnie wydawało się mieć odcienie szarości i nie widziałem swojego pokoju, tylko jakbym był w jakimś "pustym" pomieszczeniu bez ścian (w każdym kierunku roztaczała się jakby niekończąca się przestrzeń, a przynajmniej takie miałem wrażenie).

Tak czy siak przede mną stała kobieta, która była w pewnym sensie "przezroczysta" (transparentna), jak patrzyłem się na jej oczy to początkowo widziałem je jako brązowe, później gdy się lepiej przyjrzałem wydawały mi się one zielone, a na końcu widziałem je jako niebieskie (nie wiem czemu tak było, możliwe, że w jej oczach była jakaś nieznana głębia czy tajemnica).

Gdy healing się rozpoczął (ja leżałem cały czas na brzuchu jakby na jakimś wygodnym "stole") owa postać machnęła w powietrzu ręką tuż przy mojej głowie i poczułem wtedy naprawdę silne ciepło (niczym gorącą falę) na twarzy i okolicy (w normalnym śnie nigdy niczego takiego nie doświadczyłem). Gdy trwał healing bardzo dobrze czułem jak była mi przesyłana energia, czułem wibracje oraz ucisk w wielu miejscach na ciele - taki healing jest bardzo kojący i odprężający. Owa postać powiedziała również do mnie zdanie tyczące się pełnej aktywacji Kundalini (chodziło chyba jej o to, że ona odblokowuje we mnie blokady, aby kiedyś doszło u mnie do pełnej aktywacji Kundalini - jakoś tak to zrozumiałem... mam nadzieję, że niczego w tym momencie nie przekręcam). Również owa postać (po pewnym czasie healowania mnie) powiedziała, że mam pewien "problem" (ale nie będę o nim tutaj pisać)... niemniej jednak jej stwierdzenie wydało mi się całkiem prawdopodobne (obstawiam, że tego typu healingi mają moc, aby w jakiś sposób owy problem naprawić).

Również była sytuacja, w której podczas healingu zobaczyłem obok siebie dużą kulę światła (złotej / żółtej energii), owa postać ją wzięła, a ja powiedziałem do niej, aby ją we mnie "wepchnęła" (chciałem się nią nasycić, bo w końcu wyglądała bardzo pozytywnie), ona wysłała ją ze swojej ręki w moim kierunku, a ja ją zjadłem (co bardzo wyraźnie poczułem)... po chwili owa postać mi powiedziała, że niektórych energii z poszarpaną aurą nie należy jeść... trochę się wystraszyłem i spytałem się jej jaką aurę miała ta kula światła, owa postać powiedziała, że taką pomiędzy poszarpaną a idealną... ja się lekko wystraszyłem, że może jednak popełniłem błąd i że owej kuli światła jednak jeść nie powinienem... owa postać przez chwilę na mnie "poważnie" popatrzyła (domyślam się, że jednak owa kula światła była najwyższej jakości - zresztą na taką wyglądała) i wróciła do robienie healingu. Ogólnie bardzo ciekawe doświadczenie.


Kto faktycznie nas rani?

Wiele osób twierdzi, że ranią nas inni ludzie, ale czy faktycznie jest to prawdą? Skoro dwie różne osoby w identycznej sytuacji zachowałyby się inaczej to oznacza, że nasza reakcja (na daną sytuację) jest wynikiem naszego życiowego zaprogramowania. Jedna osoba w konkretnej sytuacji odczuje wewnętrzny ból, zdenerwowanie, złość, a inna w takiej samej sytuacji wybuchnie śmiechem. Co z tego wynika? A no to, że to nie inni ludzie nas ranią! Robi to nasze zaprogramowanie!

Nie powinniśmy mieć pretensji do osoby "X", że 10 lat temu nas "krzywdziła" (nawet jeżeli robiła to celowo, aby poczuć się lepiej)... po pierwsze ta osoba nie była świadoma swojej prawdziwej natury (nikt kto jest świadomy tego aspektu nie jest w stanie krzywdzić innych osób - dlatego Jezus wisząc na krzyżu powiedział do swoich oprawców: "Panie wybacz im, bo nie wiedzą co czynią")... po drugie taka osoba jest ofiarą systemu (tak jak my wszyscy zresztą)... każdy z nas został w jakiś sposób zaprogramowany (działo się to już od naszych najmłodszych lat)... jedni zostali mocniej zaprogramowani a inni słabiej... i faktem jest, że naszego wadliwego zaprogramowania musimy się pozbyć o ile faktycznie chcemy być prawdziwie szczęśliwi... chociaż jak wiemy niektórzy swoje "szczęście" odnajdują w bólu i rozpaczy wiecznie użalając się nad sobą - wbrew pozorom niektórzy ludzie naprawdę lubią to robić i doznają jakiejś dziwnej dozy "szczęścia" z tego faktu... ale oczywiście nie jest to prawdziwe szczęście (takie osoby nawet nie wiedzą jak ono "smakuje"). Niektórzy np. znęcają się nad sobą wielokrotnie wracając do swojej "bolesnej" przeszłości... ale nie powinniśmy tego robić, należy wypełnić siebie zrozumieniem, aby nasze wadliwe oprogramowanie mogło zostać oczyszczone (naprawione).

Nie miej pretensji do nikogo ani do siebie, ani do innych ludzi, ani nawet do swojego zaprogramowania... wiedz jedynie to, że twoje reakcje na stresujące sytuacje są całkowicie poza twoją kontrolą (chodzi o wewnętrzne odczucia), więc im się mocniej przyjrzyj... i nie karz siebie złym samopoczuciem za to, że ktoś inny się wobec ciebie źle zachował... nie zrobiłeś niczego złego, więc nie ma powodu do karania siebie zdenerwowaniem, stresem, lękiem i tego typu odczuciami. Zrozum, że twoja tego typu reakcja została ci narzucona z zewnątrz, ona nie jest twoją "czystą osobowością", zostałeś w pewnym sensie "zawirusowany" przez system... dlatego należy usunąć swoje błędne reakcje, trzeba oczyścić ten aspekt do końca, aby mogło się z naszego wnętrza wyłonić szczęście, które blokujemy naszym zamartwianiem się (napisane 29.03.2018).


Samobójstwo - nie rób tego!

Niezależnie od tego, jak bardzo jest ci źle nie odbieraj sobie życia! Popełniając samobójstwo tylko pogorszysz swoją sytuację, bo będziesz musiał w następnym wcieleniu tutaj wrócić próbując dokończyć niedokończoną życiową lekcję! Będziesz musiał przejść przez te same ciężkie doświadczenia i odbędzie się to w bardzo podobnych warunkach! Nie rób sobie tego... zaciśnij zęby i skup się na możliwych rozwiązaniach!

I wiedz, że wszystko z czasem przemija, nawet najgorsze sytuacje. Pozwól Bogu, aby zajął się twoim życiem... przekaż mu stery... ale ty również zrób pewien wysiłek... zmień w swoim życiu to, co uważasz, że powinno być zmienione (zrób to na miarę swoich możliwości)... a resztę pozostaw w rękach Boga... On się twoim życiem zajmie... możesz być tego pewien... i nigdy nie trać nadziei... bo dzisiaj masz ciężko... ale już za rok twoje życie może wyglądać zupełnie inaczej... zawsze jest nadzieja na lepsze jutro... zawsze!

Pamiętaj również o tym, że to nasze reakcje na daną sytuację nas niszczą, a nie inni ludzie! Przyjrzyj się im... poobserwuj je ze spokojnym umysłem... z czystym sercem... a z czasem zobaczysz, że twoja depresja się zmniejsza... że twoje złe samopoczucie traci swoją moc... i że nabierasz powoli chęci do życia... do wstania z łóżka... do zrobienia czegoś pozytywnego... ale musisz dać sobie czas, aby twoja transformacja mogła się dokonać!

Twoje skołatane serce wymaga naprawy... twoje nadszarpnięte nerwy również... daj sobie czas na regenerację... a pewnego dnia ujrzysz świat w innych barwach... i nie będą to odcienie szarości... lecz kolory twojej prawdziwej świetlistej natury (napisane 02.04.2018).
 

Sfrustrowani "duchowi" ludzie

Niektórzy tak bardzo pragną jakiejś większej zmiany na świecie, że po pewnym czasie zapominają o swoim własnym duchowym rozwoju (często błędnie zakładają, że osiągnęli już odpowiedni poziom, aby przekazywać innym "czystą prawdę")... takie osoby często oczekują jakiegoś wielkiego wydarzenia, które miałoby zmienić całkowicie życie na Ziemi... wielokrotnie z wypiekami na twarzy czytają różnego rodzaju niepewne przekazy z internetu (szczególnie te dotyczące wejścia w "erę miłości")... i chłoną te informacje rok za rokiem... ale po czasie dostrzegają, że zła na świecie wcale nie ubywa, jak ono było tak i dalej jest (chociaż z różnego rodzaju przekazów leją się strumienie miłości)... często również te osoby mają wrażenie, że zła na świecie jest coraz więcej (co ciekawe w niektórych przekazach można nawet przeczytać, że obce rasy systematycznie działają, aby neutralizować na naszej planecie negatywne energie - oczywiście nie mówię, że tak nie jest... problemem natomiast jest to, że nie wiadomo do końca, która tego typu informacja jest prawdziwa, a która nie... bo każdy może sobie napisać dowolną sensację na dowolny temat, ale czy to oznacza, że jest ona zgodna z prawdą? Tutaj należy się mocniej zastanowić, aby nie dać się zwieść pierwszej lepszej osobie w internecie, która się uważa za osobę, która ma kontakt z "UFO" - nie każdy, kto przekazuje informacje jest prawdziwym "przekaźnikiem", niektórzy po prostu robią z tego dobry biznes)... tego typu osoby po pewnym czasie również zauważają, że termin zapowiadanego "końca świata", czyli wejście w "erę miłości", która ma być poprzedzona "Armageddonem" jest ciągle przekładany (nie świadczy to najlepiej o osobie, która takie informacje przekazuje - dodatkowo podważa to wiarygodność tego typu przekazów, od których osobiście trzymałbym się z daleka - nie można ufać "rasie kosmitów", która podaje informacje, które się nie sprawdzają... inaczej mówiąc, ktoś robi nas w konia i najprawdopodobniej tym kimś jest osoba, która owe przekazy nam dostarcza, czyli nie obca rasa a konkretny człowiek, który ma bujną wyobraźnię i chce być tym "wybranym", który rzekomo ma kontakt z "kosmitami").

Niektóre osoby (oczekujące na "wielką zmianę") podczas duchowych dyskusji są bardzo namolne, brutalnie osądzają swoich rozmówców, czasami również wyzywają ich od "głąbów" czy "ignorantów", gdyż według nich nie dostrzegają oni "znaków czasów ostatecznych" i nie chcą pójść "jedyną słuszną drogą", którą przecież oni wskazują - a jakżeby inaczej - automatycznie uznając siebie jako osoby nieomylne i znające Prawdę... ale takie agresywne zachowanie jest wynikiem ich głębokiej frustracji, że świat nie zmienia się zgodnie z ich oczekiwaniami, że ciągle istnieje zło (które według nich jest tworzone przez "nieświadomych" ludzi oddalonych od ich "przekazu" - dlatego uważają, że tego typu osoby trzeba owym przekazem "napełnić"... i to niezależnie od tego, czy im się to podoba, czy też nie)... twierdzą również, że ludzie są oziębli na "Prawdę" (inaczej mówiąc, mają inny tok myślenia od nich - niektóre "duchowe" osoby uznają każdego inaczej myślącego za zło wcielone i to niezależnie od tego, co robi i jakie ma serce - twierdzą, że jeżeli myślisz inaczej to jesteś wrogiem, którego trzeba albo zmienić według odpowiedniego wzorca, albo unicestwić! - a gdzie tu miejsce na wolną wolę człowieka i swobodny przepływ myśli?)... co więcej denerwuje ich fakt, że ludzie nie chcą korzystać z ich duchowych porad w tak istotnym dla ludzkości czasie (które koniec końców są podawane przez nich w brutalny sposób - albo mnie słuchasz i robisz co mówię, albo zostaniesz potępiony na wieki wieków! - takie postępowanie jest często domeną fanatycznych katolików - a jak wiemy, aby człowieka zmienić potrzebna jest mu "przestrzeń", a nie straszenie go wiecznym piekłem! I wiedz, że Bóg nie jest tym, który skazuje ludzi na wieczne potępienie! To my sami skazujemy się na zły los po śmierci z powodu naszego grzesznego życia, więc pod żadnym pozorem nie róbmy z Boga oprawcy!). Oczywiście nie każda osoba oczekująca "końca świata" będzie się agresywnie zachowywać... część z nich rozumie, że tak naprawdę nikt nie zna dnia ani godziny, kiedy to się faktycznie stanie, a wszelkie przekazy na ten temat z konkretnymi datami są na swój sposób "fikcyjne".

Zamiast wylewać swój ból (frustrację) w internecie próbując na siłę zmieniać innych ludzi usiądź i zastanów się nad samym sobą... i zadaj sobie pytanie, czy aby na pewno wystarczająco mocno napełniłeś się Bogiem, aby głosić duchowe nauki? Czy aby na pewno odczuwasz realną jedność ze Stwórcą? Dlaczego na siłę próbujesz zmusić innych, aby ciebie słuchali? Czemu jesteś taki brutalny (oraz nachalny) w swoim postępowaniu? Mówisz, że robisz to ze współczucia do innych ludzi (nie chcesz, aby spotkał ich po śmierci zły los), ale nie zastanowiłeś się nigdy nad tym, że może używasz złych metod nauczania? Czy Jezus nauczał w brutalny sposób strasząc wszystkich (przy każdej możliwej okazji) piekłem i wiecznym potępieniem? A może Jezus obrał inną metodę działania i dawał ludziom nadzieję i otwierał ich serca i umysły dobrym i światłym słowem? Może to jest właśnie odpowiednia metoda działania, której należy użyć, aby "oświecić" (zbawić) ludzi... więc ocknij się i zmień swoje metody działania na bardziej łagodne, gdyż brakuje ci wewnętrznej harmonii, aby nauczać... najpierw faktycznie odnajdź w swoim wnętrzu Boga... napełni się Jego Miłością i Współczuciem (ten etap może wymagać sporej ilości czasu)... otwórz swoje duchowe ośrodki w ciele... i pozwól im rozkwitnąć... a wtedy pojawi się w tobie prawdziwa mądrość... i będziesz już wtedy wiedział jak przemówić do ludzi (aby skutecznie do nich dotrzeć i wpłynąć na nich w pozytywny sposób)... nagle zaczną oni zwracać uwagę na twoje słowa... ponieważ będą wyczuwać w nich Bożą Mądrość, której wcześniej ci brakowało (napisane 03.04.2018).


Czy nadzieja jest nam potrzebna?

Potrzeba nadziei wynika z naszego braku wybalansowania... dlatego należy się przebudzić (dokonać głębokiej wewnętrznej przemiany), aby nadzieja nie była już nam do niczego potrzebna... wtedy zaczynamy doświadczać rzeczywistości w nieintelektualny sposób... rozumiemy skąd się bierze nasze cierpienie i usuwamy przyczynę.

Czy sądzisz, że Bóg martwiłby się tym, że np. żyje w kiepskich warunkach? Myślisz, że miałby nadzieję na lepsze jutro? A może w ogóle nie byłoby w Jego umyśle tego typu trosk? Może warunki zewnętrzne (nawet te najgorsze) dla Boga nie miałyby żadnego znaczenia, aby być wewnętrznie szczęśliwym (co nie oznacza, że nie dążyłby do poprawy swojej sytuacji - o ile według Niego byłaby taka potrzeba). Trzeba zadać sobie pytanie, co powoduje nasze cierpienie... i zlikwidować przyczynę... ale ta przyczyna na pewno nie jest na zewnątrz... ona jest w nas. Dlatego tak wielu mistyków mówi, aby zmienić siebie (swoje wnętrze), a nie to, co na zewnątrz... i gdy to zrobimy zaczniemy w inny sposób patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość.

Gdy się przebudzisz nadzieja nie będzie ci do niczego potrzebna, będziesz po prostu prawdziwie szczęśliwy i nie będzie miało znaczenia co np. mówią o tobie inni ludzie (będziesz nieporuszony jakimikolwiek złośliwymi komentarzami na swój temat)... i nie będziesz potrzebować nadziei, aby to co na zewnątrz się zmieniło... bo będziesz rozumieć życie... a ono nie będzie ci już więcej sprawiać bólu... usunąłeś przyczynę... drzazgę, która tkwiła w twoim sercu i umyśle... teraz jesteś już zdrowy, a rzeczywistość nie jest już dla ciebie ciężarem i klątwą do wycierpienia... i teraz bez nadziei i bez strachu idziesz przez życie będąc zatopiony w rzeczywistości (w Bogu), gdyż to ona jest teraz twoją "nową nadzieją" (twoim pocieszeniem)... twoją "ochroną" (twoim poczuciem bezpieczeństwa)... i twoją "ekstazą" (twoim szczęściem). Wcześniej szukałeś nadziei na zewnątrz, chciałeś zmieniać świat (prosząc go o łaskę / zmiłowanie - miałeś "nadzieję", że będzie lepiej)... a ostatecznie odnalazłeś ją w sobie, przy okazji doświadczając prawdziwej rzeczywistości (poprzez "zrozumienie" wzniosłeś się ponad mentalne cierpienie) (napisane 16.04.2018).


Niewypowiedziana Prawda

18.04.2018 po południu będąc na dworze postanowiłem wejść do parku i usiąść sobie na ławeczce... po pewnym czasie (dość szybko) "wszedłem" w pewien stan (w którym i tak już do pewnego stopnia byłem wchodząc do parku), w którym (według mnie) doznałem "Prawdy"... niemniej jednak nie da się owej Prawdy w żaden sposób opisać... jest ona nieopisywalna... po prostu nie da się jej ująć w żadne słowa... i nie mówię tego z powodu, że się o tym stanie naczytałem, czy że ktoś tak na internecie powiedział... mówię to dlatego, że tak faktycznie jest, gdyż tego osobiście doświadczyłem... i na nic nam czytanie o tym... trzeba samemu tego doświadczyć, aby to "pojąć"... a będzie to bardzo przyjemne doznanie... ale doświadczanej Prawdy nie będziesz w stanie w żaden sposób opisać, bo to wykracza poza ludzki umysł i ludzką mowę (nie wiem nawet czy "wielowymiarowy alfabet" by tu pomógł [mam tu na myśli alfabet wyższych kosmicznych istot / ras] - bardziej bym tu stawiał na poezję, wiersze, obrazy, muzykę, symbole, które i tak byłyby tylko wskazówkami, kierującymi do Prawdy).

Mogę jedynie powiedzieć, że w tym stanie rzeczywistość jest bardzo wyraźna... a umysł wyjątkowo czysty... występuje również bardzo przyjemne uczucie w głowie... i w tym stanie możemy trwać i trwać... ale jak opisać doznawaną Prawdę to nie wiem... nie da się tego zrobić... a szkoda, bo byłoby fajnie to doświadczenie jakoś przelać na papier, aby i inni mogli chociaż sobie wyobrazić jak "wygląda" owa "czysta Prawda" (nie należy jej mylić z czystym umysłem)... ale z drugiej strony mój opis byłby przeszkodą w dojściu do niej (pomijając fakt, że i tak nie da się tego zrobić)... więc życzę powodzenia... praktykujcie co trzeba... zrozumcie co trzeba... a może pewnego dnia doświadczycie "Prawdy" i wtedy już nie będziecie musieli więcej o niej czytać... bo będziecie mieli ją tuż "przed" waszym "nosem" ;)

PS. Ja ogólnie mam co jakiś czas pewne tego typu przebłyski (nie wchodząc w szczegóły), ale ten konkretny przypadek (który trwał około godziny) był bardzo głęboki i bardzo intensywny... i stwierdziłem, że warto o nim tutaj wspomnieć. Dodam jeszcze, że każde wyobrażenie tego stanu jest przeszkodą w dojściu do niego... musicie się wyzbyć "wyobrażeń" (przeszkód), aby Prawda sama w sobie mogła się wam objawić - musicie uruchomić tutaj proces odejmowania, a nie dodawania. Gdy odejmiecie wystarczająco dużo, doznacie Prawdy... której i tak nie będziecie w stanie wyrazić swoimi słowami... ale przynajmniej będziecie już wiedzieli jak to jest :)

cdn...

Dobry Samarytanin