NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA I PRZEMYŚLENIA W ROKU 2017
(CZĘŚĆ 3)
LINK! DO CZĘŚCI 2
LINK! DO CZĘŚCI 4

Moje sny i doświadczenia będą oznaczone kolorem zielonym, a przemyślenia białym - tak aby od razu było wiadomo co czytamy.

Ratowanie ludzi poprzez teleportację

07/08.03.2017 miałem w nocy sen, w którym musiałem przeteleportować (dzięki swojej umiejętności) kilka osób w inne miejsce. Ustawiliśmy się w pewnym miejscu na dworze... musieliśmy robić to szybko z powodu tego, iż na dworze było pewne niebezpieczeństwo, które nam zagrażało. Złapaliśmy się za ręce (będąc w linii prostej) i chciałem nas teleportować, ale nie dałem rady zrobić tego z taką dużą ilością ludzi. Postanowiłem teleportować po jednej osobie na raz. Złapałem się ręką z osobą stającą obok mnie i przeteleportowałem nas w inne (bezpieczne) miejsce - uczucie podczas teleportacji było wyjątkowo dziwne i bardzo realne (przed samą teleportacją zamykałem oczy i skupiałem się na miejscu, w którym chce się znaleźć, wtedy następowało to dziwne uczucie odczuwane w całym ciele i po chwilce znajdowałem się już w innym miejscu). Po udanej teleportacji wracałem szybko po kolejną osobę i ten cykl powtarzałem jeszcze kilka razy, aby zabrać wszystkich z miejsca, w którym początkowo się znajdowaliśmy. Niestety pies (jaki był z nami) nie przeżył owej teleportacji co było ukazane na samym końcu snu.
 

Przestań szukać Boga

Bóg jest non stop na wyciągnięcie twojej ręki... i nie musisz Go wcale szukać... nie musisz nigdzie jechać... nie musisz iść na wykład duchowego mistrza, aby Go odnaleźć... musisz po prostu się w Nim zatopić i nie potrzebujesz do tego specjalnej przestrzeni... po prostu się z Nim połącz... teraz... tutaj... w miejscu, w którym obecnie się znajdujesz... i to jest takie proste... po prostu przestań szukać Boga tam, gdzie ewidentnie Go nie ma... gdyż Bóg jest w tobie... i cały czas tam był... po prostu zjednocz swój umysł i serce, a Go odnajdziesz... i poczujesz Go całym sobą... i to tyle... to naprawdę jest takie proste... i ta prawda nigdy nie była przed tobą ukryta... zawsze była na wyciągnięcie twojej ręki i cierpliwie na ciebie czekała, aż ją dostrzeżesz i zrozumiesz... twoje olśnienie w tej kwestii sprawi, że nie będziesz musiał już więcej szukać Boga... gdyż odnajdziesz Go w trybie natychmiastowym... i wiedz, że Bóg nigdy się przed tobą nie ukrywał... On zawsze był przy tobie... i zawsze będzie... otacza cię z każdej strony... i mieszka w twojej ciszy... w twoim skupieniu... w twoim dobrym sercu... w twoim duchowym zjednoczeniu... po prostu usiądź i się w Nim zatop... a odnajdziesz ukojenie i spokój... i nie będziesz musiał robić już wysiłku, aby Go odnaleźć, bo będziesz od teraz chodził z Nim w jedności każdego dnia (napisane 08.03.2017).


Mózg owijany w bandaż

12.03.2017 nad ranem, gdy już powoli wstawałem z łóżka i miałem otwarte oczy (i byłem w pozycji siedzącej) zobaczyłem swój mózg, który był owijany (horyzontalnie) białym bandażem. To było pewnego rodzaju widzenie (nie była to typowa wizja, raczej coś na zasadzie kolorowego eterycznego filmu zawieszonego w "przestrzeni"). Jestem wręcz pewien, że jest to związane z tym, że ostatnio mam bardzo dużo silnego stresu i mój mózg czuje się silnie przeciążony. Dwa dni później po owym stresie nie było praktycznie śladu, gdyż stresująca sytuacja została "rozwiązana" na moją korzyść.


Bóg jest najlepszym sternikiem

Daj się Bogu pokierować przez życie, gdyż On jest najlepszym sternikiem... On zna wszystkie szlaki i wszelkie przeszkody, jakie się na nich znajdują... On umie je ominąć, umie je rozbić w pył... wie, kiedy i z jaką siłą skręcić twoim życiowym okrętem... nie boi się podejmować odważnych decyzji... wie co zabrać z twojego życia, a co zostawić... Bóg wie, że sam nie podjąłbyś takich decyzji korzystając ze swojej wolnej woli... dlatego warto powierzyć swoje życie Bogu, aby to On sterował naszym okrętem, aby Jego wola się działa względem nas... my nie widzimy tego, co On... nie mamy tak szerokiego postrzegania... nie widzimy pewnych spraw tak głęboko i ze wszystkich możliwych perspektyw... więc nie lękaj się zaufać Bogu... On wie jak naprawić twoje życie, abyś dopłynął do zielonej krainy mlekiem i miodem płynącej... Bóg jest twoim najlepszym przyjacielem i jedynym Jego pragnieniem jest twoje dobro i szczęście... więc zaufaj Mu, a twoje życie się z czasem odmieni i dopłyniesz do pięknych krain, o których istnieniu nawet nie wiedziałeś (napisane 15.03.2017).


Tajemniczy ludzie i wizja w "windzie"

17.03.2017 około 6:20 miałem sen (niestety nie jestem w stanie spisać go dokładnie, gdyż nawet po przebudzeniu nie pamiętałem go w pełni), w którym znajdowałem się w kościele z jakąś niebieskooką ładną dziewczyną - po pewnym czasie pojawili się jacyś tajemniczy ludzie i się kręcili w naszym pobliżu, po pewnym czasie weszli w jakieś "tajne" boczne przejście (w owym kościele) i ja poszedłem za nimi i znalazłem się jakby na klatce schodowej jakiegoś mieszkania (była tam również moja mama)... owi tajemniczy ludzie wciąż się tam kręcili i znosili różne przedmioty do pewnego pomieszczenia (jakby "windy")... w miejscu, w którym się znajdowałem zobaczyłem na ścianie tekst, który po pewnym czasie został "zasilony" "mocą" głównodowodzącej tajemniczej kobiety i pojawiły się na nim dodatkowe "tajemnicze" znaki... po pewnym czasie owa "akcja" tajemniczych ludzi została odwołana i "tajemnicze" znaki w tekście na ścianie zniknęły... rzeczy z "windy" zaczęły być wynoszone... mnie to zdenerwowało i zacząłem brać owe rzeczy i je ponownie znosić do owej "windy"... tajemniczy ludzie to zobaczyli i widząc moją determinację stwierdzili, że jednak "akcja" będzie kontynuowana. Weszliśmy wszyscy do "windy" (która wyglądała jak duża klatka schodowa)... osoba stojąca obok mnie posmarowała moją prawą dłoń jakąś maścią oraz posmarowała nią również okolice mojego serca (lub drugą dłoń, a ja ją przyłożyłem do okolic serca - nie pamiętam już dokładnie jak to było - tak czy siak owo "smarowanie" było mocno odczuwalne / realne)... następnie poczułem bardzo silne wibracje na całym ciele i cały mój sen znikł... zobaczyłem przed sobą czarny ekran a na nim mały symbol kaduceusza (cały czas czułem na ciele silne wibracje)... widziałem jak owy symbol kilkukrotnie (bodajże 3x) wznosił w sobie energie od dołu do góry... w tym czasie również uderzały we mnie jakby "energetyczne pioruny"... po chwili kaduceusz zniknął i ujrzałem w jego miejscu symbol "oroborus" (nie pamiętam jak dokładnie wyglądał ruch energii w tym symbolu, ale z tego co pamiętam to jakiś ruch energii w nim był)... w trakcie tej "wizji" mogłem się wybudzić, ale wiedziałem, że to co się dzieje jest zbyt ważne i celowe wybudzenie w tym momencie byłoby wyjątkowo głupie... wibracje na moim ciele i "energetyczne pioruny" jakie w nie uderzały były naprawdę silne... po pewnym czasie "wizja" się zakończyła (jak również wibracje na ciele), a ja ponownie znalazłem się w miejscu, w którym uprzednio stałem... i po chwilce przez drzwi weszła pewna ładna dziewczyna... podeszła do mnie i stanęła z mojej lewej strony... przez pewien czas przyglądaliśmy się sobie... i wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie pisani i się pocałowaliśmy.


Sen we śnie i podejrzany eksperyment

21.03.2017 o 6:41 miałem sen, w którym z jakimś moim "partnerem" mieliśmy za zadanie rozbroić pewną machinę wojenną, która strzelała do nas rakietami. Pobiegłem szybko, aby tego dokonać, ominąłem wystrzeloną w naszym kierunku rakietę, dopadłem ową machinę wojenną i nagle zamieniła się ona w jakby dwa czerwone kwadraty, które dopasowałem idealnie do siebie i nagle się "wybudziłem", ale nie do rzeczywistości tylko do "snu"... okazało się, że byłem poddany "testowi" (lub czemuś takiemu) przez jakąś istotę siedzącą na kanapie (obok niej siedział mój "partner") - oboje się mi przyglądali, a ja byłem zaskoczony tym co się właśnie stało. Te istoty znajdujące się we śnie wprowadziły mnie tak jakby w "drugą warstwę snu" (taka incepcja), tak jakby chciały w ten sposób sprawdzić reakcje mojego mózgu na wykreowaną przez nich sytuację (według mnie nie było to robione dla mojego dobra). Powiedziałem do owej istoty (głównodowodzącej), że my (ludzie) jesteśmy w stanie wykonywać umysłem rzeczy, których oni nie są w stanie wykonać, ale owa postać mnie w tym momencie oblała jakby "wodą" i zostałem automatycznie całkowicie wybudzony - trzeba przyznać, że ten sen był dziwny, ewidentnie jakieś istoty sobie ze mną "pogrywały", doszło tutaj do jakiejś podejrzanej "interakcji". Co więcej tej nocy miałem jeszcze jeden "podejrzany" sen... byłem jakby "podłączony" umysłem (a przynajmniej tak mi się wydawało) do jakiegoś komputera wraz z dwoma znajdującymi się obok mnie postaciami... i osoba "głównodowodząca" chciała jakby "scalić" nasze świadomości w jedną? - nie jestem absolutnie pewien co ona chciała zrobić, ale po chwili włączyła mi się czerwona lampka w głowie i zacząłem być temu pomysłowi przeciwny... i w tym momencie ktoś podbiegł do komputera i zaczął anulować plan owej (złej) istoty. Nie uważam, aby ten sen był "zwykłym" snem, to było ewidentnie coś głębszego (w negatywnym sensie) i to samo tyczy się tego pierwszego snu... oba sny prawdopodobnie były ze sobą mocno powiązane... na szczęście nie zauważyłem, aby coś złego mi się w nich stało... chociaż trochę "przerażające" jest to, że do takich sytuacji może dochodzić.


Bądź sobą

Nie udawaj kogoś, kim nie jesteś... nie rób z siebie pajaca, tylko po to, aby innym się przypodobać czy wzbudzić w nich pożądane przez nich emocje... po prostu przestań się niepotrzebnie wygłupiać i zachowuj się zgodnie z tym jaki jesteś w swoim wnętrzu. Nie musisz innym na siłę imponować... nie musisz się innym chwalić swoimi osiągnięciami życiowymi... po prostu przestań to robić... przestań myśleć w egoistyczny i narcystyczny sposób... i zacznij zachowywać się normalnie... bez zbędnych emocji... bez zbędnych tłumów... a tych, którym się nie podoba twoje towarzystwo po prostu oddal ze swojego życia... nie męcz się z ludźmi, których nie lubisz lub którzy ciebie nie lubią... pozwól im odejść i nigdy nie wracać... nie trzymaj ich na siłę przy sobie, nawet jeżeli znasz ich całe życie... nie masz żadnego obowiązku przyjaźnić się z nimi do końca swoich dni. Możliwe, że stracisz wielu znajomych zachowując się normalnie, ale nie przejmuj się tym, w to miejsce przyjdzie specyficzna energia, która początkowo może być trudna do zniesienia, ale po czasie pięknie zakwitnie niczym łąka na wiosnę (napisane 21.03.2017).


Boskie naczynie

Jesteśmy boskimi naczyniami (świątyniami), w które powinniśmy wpuścić Boską Energię... nie bądźmy puści, nie bądźmy jej pozbawieni... ona nas uleczy, ona nas pocieszy, ona nas poprowadzi... Boska Energia jest życiem, które chce się w nas wlać... Boska Energia jest Światłem, które chce nas uzdrowić i przeprowadzić przez wszystkie trudności życiowe, jakie pojawią się na naszej drodze... więc daj się wypełnić temu Światłu... niech w ciebie wejdzie, niech cię wypełni... niech się rozleje po twoim ciele i jego wszystkich zakamarkach... niech wypełni twoją głowę, twoje płuca, twoje serce... twoje ręce i nogi... niech wypełni każdą komórkę twojego ciała... i niech się zacznie proces twojego uzdrawiania i oczyszczania z brudu, jaki się w tobie pojawił w tym życiu i w twoich poprzednich inkarnacjach... już czas, abyś ten brud oczyścił i dokonał zasadniczej zmiany w swoim systemie energetycznym... musisz swój system energetyczny odblokować i uruchomić do życia, aby mógł on pracować z pełną wydajnością... nie pozostawajmy ciągle w cieniu swojej ewolucji, uruchommy ją i aktywujmy swoje ciało i duszę do wyższych lotów, aby być faktycznie bliżej Boga... aby faktycznie Go poczuć i realnie być z Nim w jedności... i niech się to stanie naszą rzeczywistością... wtedy żadne przeszkody życiowe nie będą dla nas wyzwaniem, bo będziemy czuli boską opiekę nad sobą, a Boska Miłość będzie się rozlewać po naszym ciele kojąc nasz ból i smutek, jaki do tej pory odczuwaliśmy (napisane 26.03.2017).
 

Bóg jest balsamem na twój ból

Bóg jest delikatnym balsamem potrafiącym złagodzić każdy ból, jaki się w twoim życiu pojawi... korzystaj z tego balsamu, gdy tylko twoja dusza będzie tego potrzebować... nie krępuj się... tego balsamu wystarczy dla wszystkich, a jest on naprawdę kojący... ukoi twój smutek, twój żal, twoją rozpacz... twoje złe samopoczucie... twój ból i udrękę... więc nie wahaj się o niego poprosić, gdy będzie taka potrzeba... otrzymasz go w mgnieniu oka... tylko bądź skupiony, bądź w jedności... wtedy balsam z "innego wymiaru" łatwiej przeniknie do twojego ciała, do twojej duszy... otwórz się i pozwól mu w ciebie w pełni wniknąć... a doznasz silnego ukojenia swoich nerwów... poczujesz upragniony spokój... twój umysł zostanie wypełniony przyjemną ciszą... doświadczysz również tego jednego prawdziwie życzliwego i kochającego przytulenia, którego brakowało ci przez całe swoje życie... i popłyną po twoim policzku łzy... a ciężar jaki się w tobie znajdował ulegnie rozpuszczeniu... przyjemne ciepło rozleje się po twoim ciele... i właśnie w tym momencie twoja dusza dostępuje oczyszczenia... staje się lżejsza... tak właśnie działa Bóg... daje dobro i to bezinteresownie... bez potrzeby zapłaty... wystarczy poprosić z głębi serca, a pomoc zostanie udzielona... i to całkowicie za darmo... czyż to nie wspaniałe, że Bóg istnieje? (napisane 06.04.2017)


Bóg jest moim ratunkiem

Boże proszę, ześlij na mnie swoje Światło... niech mnie wypełni... niech mnie pocieszy... niech złagodzi mój ból, jaki w sobie czuję... i proszę, pomóż mi Boże iść przez życie z podniesioną głową... abym nie lękał się dnia następnego... abym umiał pokonać wszelkie przeciwności losu, jakie się pojawią na mojej drodze... abym nie przejmował się drobiazgami, które nie są warte mojej uwagi. Boże Ty jesteś moim ratunkiem i pocieszeniem... bez Ciebie nie wiem jak żyć, nie wiem jak sobie poradzić... w Tobie pokładam swoją nadzieję na uzdrowienie mojej duszy i umysłu... w Tobie szukam pocieszenia i dobrego słowa... Ty jesteś moją Gwiazdą Przewodnią, która mnie prowadzi przez życie... i Ty rozwiązujesz moje problemy, jakie się w nim pojawiają... podsyłasz mi ludzi, którzy dają mi dobre rady i pomocną dłoń... jesteś moim drogowskazem i kierunkiem, w którym chcę iść... jesteś moją nadzieją na lepsze jutro... jesteś moim balsamem na ciężki czas, który łagodzi moje rany zadane mi przez życie... w Tobie szukam schronienia, gdy jest mi ciężko... a Ty mnie pocieszasz i przytulasz... i przywracasz mi uśmiech na mojej twarzy (napisane 10.04.2017).
 

Pozbądź się strachu ze swojego życia

Nie żyj w wiecznym strachu, wyjdź ze swojego kokonu lęku i rozwiń skrzydła... wzbij się w niebiosa... nie pozwól, aby strach przejmował nad tobą kontrolę... aby ciebie paraliżował... aby odbierał ci siły do działania, do życia, do funkcjonowania w społeczeństwie... po prostu się zbuntuj i powiedz, że od teraz nie będziesz się bać, nie będziesz się przejmować rzeczami, na które zupełnie nie masz wpływu, a dzieją się np. na drugiej półkuli... po prostu pewne sprawy trzeba zostawić innym ludziom, my sami świata nie zbawimy... musimy również zająć się sobą i swoimi problemami... a jednym z ważniejszych jest pozbycie się lęku ze swojego życia, gdyż życie z lękiem nie jest prawdziwym życiem... to powolne umieranie... to życie w potrzasku... to tak, jakby ktoś zamknął nas w klatce, z której nie możemy wyjść... i niby chodzimy po dworze i widzimy otwarty świat, ale nie umiemy się nim cieszyć, tym pięknem, jakie się przed nami rozpościera... dlatego zajmijmy się sobą i pozbądźmy się strachu ze swojego życia... a zrobimy to poprzez napełnianie się Boską Energią, która tylko czeka, aby się w nas wlać i nas uleczyć... więc nie czekaj już więcej na cud... działaj i bądź cudem, na który czeka świat (napisane 14.04.2017).
 

Bądź cierpliwy i pracowity, a doczekasz się wspaniałych plonów

Bądź cierpliwy i pozwól nasionom wyrosnąć... nie sprawdzaj co chwilę co u nich słychać, nie rozgrzebuj im ziemi. Skup się na podlewaniu, na nawożeniu, ale nie przeszkadzaj plonowi w jego wzroście... i nie spodziewaj się, że z dnia na dzień zbierzesz obfity plon... po prostu daj ziarnu czas... pewne procesy nie są szybkie... musisz uzbroić się w cierpliwość i systematycznie dbać o swoje nasionka, a pewnego dnia (ale nie prędko) wydadzą one plon... a jeżeli byłeś sumienny i regularnie doglądałeś swoje nasionka nawadniając je i nawożąc otrzymasz prezent w postaci satysfakcjonujących plonów.

I tak właśnie jest w życiu... ludzie ze słomianym zapałem przeważnie do niczego nie dochodzą... ale ci, co regularnie pracują nad sobą, są cierpliwi i mają dobry plan działania dochodzą do dobrych rezultatów... ale nie zajmuje im to dnia czy tygodnia, ale długie miesiące, a nawet lata... więc jeżeli chcesz coś osiągnąć musisz się do tego przykładać przez dłuższy czas... gdyż nic co wartościowe nie przychodzi łatwo i szybko, tylko naiwni ludzie tak sądzą. Bądź sumienny i cierpliwy, a w swoim czasie osiągniesz upragniony cel - Bóg błogosławi takim ludziom... a szczególnie tym, którzy wykorzystują swoje poświęcenie dla dobra świata (napisane 25.04.2017).
 

Nadstaw uszy i otwórz oczy, a doświadczysz Prawdy

Kto ma uszy, niechaj słucha, kto ma oczy, niechaj patrzy... tak mawiał Jezus... i zadziwiające jest to, jak silnie proste słowa mogą przemówić do naszej duszy. Nie potrzebujemy skomplikowanych wykładów, aby poznać Prawdę, Prawda może być przekazana w prostych słowach... i tych słów nie musi wypowiedzieć uczony, może je wypowiedzieć prosty człowiek bez szkoły, ale gdy my je usłyszymy (zakładając, że umiemy rozpoznać Prawdę) nasza dusza aż zadrży... gdyż owe słowa dotrą do jej rdzenia... uderzą w jej struny i dusza zawibruje oczyszczając się z brudu i kurzu... prosta Prawda wycelowana w człowieka może go zmienić i to w okamgnieniu... ale aby usłyszeć Prawdę musimy być na nią otwarci... więc otwórz się na nią, nadstaw uszy i bądź gotowy, bo nigdy nie wiesz z czyich ust owa Prawda do ciebie dotrze (napisane 25.04.2017).


Złoty zegarek do podróży w czasie

27.04.2017 o 7:45 miałem sen, w którym byłem na dworze, a obok mnie stał "superman", który oddał mi pewne przedmioty (ubrania) oraz podarował inne rzeczy (np. plecak) mojej stojącej obok mnie mamie (która się mocno ucieszyła)... po chwilce zauważyłem, że "superman" trzymał w swojej ręce złoty zegarek do podróży w czasie (nie wiem skąd on go miał) - byłem mocno zdziwiony i jeszcze mocniej zafascynowany. Poprosiłem go, aby mi go pokazał, zrobił to. Wiedziałem, że w swoich rękach trzymam ekstremalnie cenny przedmiot. Zastanawiałem się czy byłoby ok, gdybym dla testu przekręcił wskazówkę minutę do tyłu, superman się zgodził, zrobiłem to... po chwilce miałem wrażenie, że "superman" staje się bardziej przezroczysty, ale po chwilce powrócił do swojego normalnego stanu... i po chwilce superman wziął ode mnie zegarek i zaczął jakby walczyć z niewidzialną siłą (robił to z całych sił - ale nie walczył z żadnym "niewidzialnym bytem", tylko raczej jakby próbował powstrzymać swoje "zniknięcie")... zauważyłem również, że bardzo silnie rozważa zniszczenie zegarka rzutem o ziemię... ja zacząłem go prosić (wręcz błagać), aby tego nie robił (przedmiot był zbyt cenny, aby go zniszczyć)... ale on walczył z czymś co go przerastało i czego nie mógł kontrolować (bał się "umrzeć" / "zniknąć")... dlatego przez jakiś czas takiej walki się wahał czy go zniszczyć czy nie... ale po chwili cisnął nim z całych sił o ziemię... zegarek został uszkodzony. Szybko podbiegłem do zegarka, wziąłem go, pozbierałem w ekspresowym tempie jego "odłamki" i popatrzyłem na "supermana"... on wciąż z czymś niewidzialnym walczył i to z całych sił... podbiegłem do niego... zobaczyłem, że w miejscu między tyłem głowy a czubkiem ma pewną jakby energetyczną nić (o grubości kilku centymetrów)... tak jakby coś chciało go "wciągnąć" w inny czas / wymiar (nie jestem do końca pewien)? Tak czy siak szybko do niego podbiegłem i go objąłem, aby nie pozwolić mu zostać "wessanym" w inną "przestrzeń" (zniknąć), i od razu również zacząłem ręką "eliminować" to energetyczne połączenie wychodzące z jego głowy i w miarę mi się to chyba udało, bo miałem wrażenie, że owo energetyczne "połączenie" trochę znikło (osłabło)... ale on dalej walczył z tą siłą (która chciała go "przenieść w czasie")... więc zawołałem kobietę, która stała obok nas (superbohaterka?) i poprosiłem ją o szybką pomoc... ona podbiegła do "supermana" i ucałowała go w głowę... i nagle nastąpił jakby energetyczny wybuch od "supermana"... ona została odepchnięta i upadła... ale pomogło... "superman" pozostał w naszym wymiarze... a ja pozostałem w ręku z zepsutym zegarkiem do podróży w czasie... i spytałem tą kobietę na ucho czy nie ma jakiejś super technologii, aby ten zegarek naprawić... i tutaj sen się zakończył.

cdn...

Dobry Samarytanin