|

(Credo Mutwa)
Wywiad przeprowadza: RICK MARTIN
Mówi się często, że patriarchowie każdego plemienia trzymają
klucze do wiedzy. Powiedzenie to znalazło potwierdzenie jak
nigdy dotąd w ostatnim wywiadzie, który miałem zaszczyt
przeprowadzić z blisko osiemdziesięcioletnim
"wnusi" (szamanem) Zulusów, Credo Mutwą.
Dzięki Davidowi lcke'owi udało mi się nawiązać kontakt z
drem Johanem Joubertem, który poczynił odpowiednie uzgodnienia
z Credo Mutwą, które umożliwiły przeprowadzenie wywiadu
przez telefon na dystansie wynoszącym niemal połowę obwodu
kuli ziemskiej. Redakcja Spectrum wyraża głębokie podziękowanie
Davidowi Icke'owi i Browi Joubertowi za ich bezinteresowną
pomoc, której celem było przedstawienie światu głoszonej
przez tego człowieka prawdy.
0 Credo Mutwie usłyszałem po raz pierwszy pięć lat temu. W
tym czasie bezpośrednia rozmowa z nim przez telefon była niemożliwa,
ponieważ mieszka w odludnym terenie bez dostępu do niego.
Kiedy David Icke powiedział mi, że przez jakiś czas przebywał
w jego towarzystwie i, że zgodziłby się on na rozmowę ze
Spectrum, postanowiłem skorzystać z okazji i doprowadzić do
niej. W rezultacie 13 sierpnia przeprowadziliśmy czterogodzinną
rozmowę, którą przedstawiamy tu w całości.
Credo Mutwa jest człowiekiem, którego David Icke określił
następująco:
"Najbardziej niezwykły i światły człowiek, którego
mam zaszczyt nazywać przyjacielem, a nawet geniuszem". Po
rozmowie z Credo Mutwą uznałem, że trudno nie zgodzić się z
tą opinią.
Chciałbym też podkreślić, że mimo iż Credo Mutwa nie
posiada formalnego wykształcenia, był na tyle uprzejmy i
skrupulatny, że przeliterował mi wszystkie zuluskie lub afrykańskie
słowa, nazwy własne etc., które pojawiają się w tym
wywiadzie.
To precyzyjne nazewnictwo będzie jednak z pewnością bardziej
interesujące dla afrykanistów niż dla przeciętnego
czytelnika. Ta dbałość o szczegóły przemawia na korzyść
Credo Mutwy i świadczy o jego rzetelności i precyzji.
Prawda jak zawsze okazuje się dziwniejsza od fikcji. Prawda lub
jej fragmenty ujawnione komukolwiek z nas stają się częściami
większej mozaiki, lecz wyciągnięcie z nich wniosków spoczywa
na każdym z nas z osobna.
Zadziwiające informacje przekazane przez Credo Mutwę można z
pewnością uznać za prowokujące i daleko idące, ale kiedy już
się je przeczyta, zaczyna się rozumieć, dlaczego próbowano
go uciszyć, i zaczyna doceniać się jego odwagę głoszenia
prawdy, bez względu na grożące mu konsekwencje.
Przejdźmy zatem do naszej rozmowy:
Rick Martin: Pozwoli pan, że najpierw powiem, iż rozmowa z
panem jest dla mnie wielkim zaszczytem i wyróżnieniem. Chciałbym
też jednocześnie podkreślić zasługę Davida lcke'a i dra
Jouberta, bez których pomocy ta rozmowa nie mogłaby się odbyć.
Nasi czytelnicy są świadomi istnienia zmieniających wygląd
gadzinowatych istot pozaziemskich i chciałbym w ich imieniu omówić
z panem szczegóły dotyczące specyfiki ich obecności, przywództwa,
celów i obecnych metod działania.
Stąd pierwsze pytanie, jakie chciałbym panu zadać, brzmi: Czy
może pan potwierdzić, że na Ziemi rzeczywiście przebywają
obecnie zmieniające wygląd gadzinowate istoty pozaziemskie?
Jeli tak, jeśli jest pan w stanie to potwierdzić, prosiłbym o
dokładniejsze o nich informacje. Skąd się one wzięły?
Credo Mutwa: Proszę pana, czy pańska gazeta jest w stanie wysłać
kogoś do Afryki?
Maron: Przepraszam, może pan powtórzyć?
Mutwa: Czy pańska gazeta mogłaby wysłać kogoś do Afryki w
najbliższej przyszłości?
Mamin: W tej chwili ze względów finansowych nie stać nas na
to, ale w przyszłości ta sytuacja może ulec zmianie.
Mutwa: Ponieważ jest kilka spraw, które chciałbym, aby pańska
gazeta sprawdziła samodzielnie, niezależnie ode mnie. Czy słyszał
pan o kraju zwanym Ruanda położonym w środkowej Afryce?
Mamin: Tak.
Mutwa: Otóż, ludzie w Ruandzie, ci z plemienia Hutu, a także
Watusi, twierdzą, a nie są jedynymi, którzy o tymmówią, że
ich najstarsi przodkowie byli rasą istot, których nazywają
Imanujela, co znaczy "Panowie (Bogowie), którzy
nadeszli".
Niektóre plemiona z zachodniej Afryki również głoszą to
samo. Powiadają, że wiele, wiele pokoleń temu z nieba przybyła
rasa bardzo zaawansowanych w rozwoju i groźnych istot, które
wyglądały jak ludzie, zwanych Zishwezi, które to słowo
oznacza nurkujące lub szybujące stworzenia, które są zdolne
do szybowania z nieba ku ziemi lub szybowania w wodzie.
Wszyscy słyszeli, proszę pana, o ludzie Dogonów z zachodniej
Afryki, który twierdzi, że normalne istoty, ale nie takie jak
oni, przekazały im kulturę. Dogoni są jednym z wielu, wielu
ludów w Afryce, które utrzymują, że ich plemię lub król
byli pierwotnie stworzeni przez nadnaturalną rasę stworzeń,
które przybyły z nieba.
Słucha mnie pan
Maron: Oczywiście. Proszę kontynuować.
Mutwa: Proszę pana, mogę mówić i mówić, ale pozwoli pan,
że zapoznam pana do moimi współziomkami, Zulusami z Afryki.
Maron: Bardzo proszę.
Mutwa: Lud Zulusów, sławny z wojowników, lud, z którego
wywodził się król Czaka Zulu, ten z ubiegłego wieku... Kiedy
zapyta pan południowoafrykańskiego białego antropologa, co
oznacza nazwa Zulu [Zulusi], odpowie, że "niebo" [śmieje
się], czyli, że Zulusi nazywają siebie "ludem
nieba". To jest, proszę pana, bzdura.
W języku Zulusów słowo oznaczające niebo, niebieskie niebo,
brzmi sibakabaka.
Z kolei nasza nazwa dla przestrzeni międzyplanetarnej brzmi
izulu i weduzulu, co znaczy "przestrzeń międzyplanetarna,
ciemne niebo, jakie widzi się każdej nocy usiane
gwiazdami", i ma też, proszę pana, pewien związek z podróżowaniem.
Zuluskie słowo na określenie podróżowania na oślep, tak jak
nomadzi lub cyganie, brzmi izula.

Teraz już pan rozumie, że Zulusi z Południowej Afryki zdawali
sobie sprawę z faktu, że można podróżować poprzez
przestrzeń kosmiczną, a nie poprzez niebo, jak ptaki. Zulusi
utrzymują, że wiele, wiele tysięcy lat temu przybyli z nieba
ludzie wyglądający jak jaszczury, którzy potrafili zmieniać
na życzenie kształt. Ludzie, którzy wydali swoje córki za te
istoty, stworzyli potężną rasę królów i plemiennych wodzów.
Są, proszę pana, setki podań, w których jaszczur rodzaju żeńskiego
przyjmuje postać ludzkiej księżniczki i wychodzi za mąż za
króla Zulusów.
Każde dziecko w Południowej Afryce zna, proszę pana, historię
o księżniczce Khombecansini, która miała poślubić
przystojnego księcia Kakaka, którego imię znaczy "oświecony".
Otóż, pewnego dnia, kiedy Khombecansini zbierała chrust w
lesie, spotkała stworzenie zwane Imbulu. Była to jaszczurzyca,
która miała ludzkie ciało i kończyny, a także długi ogon.
Ta jaszczurzyca, kobieta Imbulu, przemówiła do księżniczki
Khombecansini następującymi słowy: "Jakże piękna
jesteś, dziewczyno, chciałabym być taka jak ty. Czy mogę
zbliżyć się do ciebie?"
Księżniczka odrzekła jej: "Tak, możesz".
I kiedy jaszczurzyca, która była wyższa, podeszła bliżej,
plunęła w oczy dziewczyny i zaczęła się zmieniać. To
znaczy jaszczurzyca nagle zmieniła kształt na ludzki i zaczęła
coraz bardziej upodabniać się do dziewczyny, z wyjątkiem jej
długiego ostro zakończonego ogona.
Następnie, w nagłym wybuchu agresji, kobieta-jaszczur
unieruchomila księżniczkę i zabrała jej wszystkie
bransolety, korale i ślubną spódnicę, które włożyła na
siebie i w ten sposób stała się księżniczką.
Teraz w buszu znajdowały się dwie identyczne kobiety
jaszczurzyca o zmienionym kształcie i prawdziwa kobieta.
Kobieta-jaszczur rzekła do prawdziwej kobiety: "Teraz
jesteś moją niewolnicą. Będziesz towarzyszyć mi w czasie ślubu.
Ja będę tobą, a ty będziesz moją niewolnicą. Chodź!"
Podniosła rózgę i zaczęła bić nią biedną księżniczkę.
Potem udała się na wesele w towarzystwie innych dziewczyn, które,
zgodnie ze zwyczajem Zulusów, były jej druhnami, i przybyła
do wsi księcia Kakaka.
Ale zanim doszli do wsi, musiała zrobić coś ze swoim ogonem,
to znaczy zmieniona w księżniczkę jaszczurzyca, musiała jakoś
ukryć swój ogon.
W tym celu zmusiła prawdziwa księżniczkę, aby utkała jej
siatkę z włókien, upakowała w nią ogon i przywiązała do
jej ciała. Teraz wyglądała już jak kobieta Zulusów z bardzo
atrakcyjnymi, wielkimi pośladkami, kiedy się na nią z zewnątrz
spoglądało.
Potem, kiedy przybyła do wsi i została żoną księcia, stała
się dziwna rzecz. Zaczęło znikać mleko, ponieważ każdej
nocy zmieniona księżniczka, ta fałszywa, odwiązywała swój
ogon i przez znajdujący się na jego końcu otwór wsysała
cale kwaśne mleko.
No i teściowa zaczęła pytać: "Co jest? Czemu znika
mleko?"
I w końcu orzekła: "Ano widzę, że jest wśród nas
Imbulu".
Teściowa, która była przebiegłą starszą kobietą,
powiedziała: "Należy na początku wsi wykopać dół i
wypełnić go mlekiem". Tak też robiono. Wtedy wszystkim
dziewczynom, które przyszły z fałszywą księżniczką,
kazano przeskoczyć nad dolem. Skakały jedna po drugiej. A
kiedy, pod groźbą włóczni, zmuszono do przeskoczenia
zmienioną księżniczkę, jej długi ogon wypadł w czasie soku
z siatki i zaczął zasysać mleko z dołu. Wówczas wojownicy
zabili ją. Potem prawdziwa księżniczka została żoną króla
Kakaki.
Ta historia, proszę pana, krąży w wielu różnych wersjach. W
całej Południowej Afryce wśród wielu plemion można znaleźć
historie o tych zadziwiających stworzeniach zdolnych do
zmienienia się z gada w człowieka i z gada w każde inne
zwierzę, jakie tylko chcą. Te stworzenia istnieją, proszę
pana, naprawdę. Bez względu na to, gdzie się pan uda, do południowej,
wschodniej, zachodniej czy środkowej Afryki, opis tych stworzeń
jest wszędzie taki sam. Nawet wśród plemion, które nigdy, w
całej swojej historii, nie miały ze sobą żadnych kontaktów.
Tak więc takie stworzenia istnieją. Nawet nie próbuję
zgadywać, skąd się wzięły, proszę pana, ale ma to związek
z pewnymi gwiazdami i jedna z tych gwiezdnych grup znajduje się
w Drodze Mlecznej, którą nasi ludzie nazywają lngiyab, co
znaczy "Wielki Wąż".
Jest tam czerwona gwiazda, czerwonawa gwiazda, w pobliżu
wierzchołka tej ogromnej obręczy gwiazd, którą nasz lud zwie
IsoneNkanyamba.
Udało mi się znaleźć angielską nazwę tej gwiazdy. To Alfa
Centauri. Jest tu coś, proszę pana, co jest warte sprawdzenia.
Dlaczego w ponad 500 plemionach żyjących w częściach Afryki,
które odwiedziłem w ciągu ostatnich 40 lub 50 lat, wszyscy
opisują podobne stworzenia?
Mówi się, że te stworzenia wykorzystują ludzi jako źródło
pożywienia, że wypowiedziały kiedyś wojnę samemu Bogu,
ponieważ chciały zawładnąć całym wszechświatem. Ale Bóg
stawił im czoło i pokonał je w potwornej bitwie, poranił je
i zmusił, by ukryły się w podziemnych miastach.
Teraz kryją się w ogromnych pieczarach pod ziemią. W tych
pieczarach, jak powiadają, płoną wielkie ognie, wiecznie
się też, że ci Zuswazi lub Imbulu, jakkolwiek byśmy ich nie
nazywali, nie są zdolni do spożywania stałych pokarmów.
Zywiq się ludzką krwią lub spożywają energię wytwarzaną w
ludzkim organizmie, w czasie gdy ludzie walczą i nawzajem
masowo się zabijają.
Spotkałem ludzi, którzy uciekli na początku masakry w
Ruandzie, wiele lat temu. Ci ludzie byli przerażeni tym, co się
dzieje w ich kraju. Mówili, że rzeź Hutu przez Watusi i
odwrotnie służy w rzeczywistości karmieniu potworów
Imanujela, bo Imanujela lubią wdychać energię, która jest
generowana przez ludzkie masy, przerażone i mordowane przez
innych ludzi.
Czy pan mnie słucha?
Mamin: Tak, z ogromną uwagą.
Mutwa: Pozwoli pan, że powiem teraz coś ciekawego. Oto,jeli ktoś
studiuje języki wszystkich afrykańskich ludów, znajduje wśród
nich słowa podobne do orientalnych, tych ze Środkowego
Wschodu, a nawet słowa rdzennych mieszkańców Ameryk.
Na przykład słowo Imanujela oznacza "Pan, który
przyjdzie". Słowo, które każdy może znaleźć w
Ruandzie wśród tamtejszych Hutu i Watusi, jest bardzo podobne
do hebrajskiego słowa lmmanuel, które oznacza "Bóg jest
z nami". Imanujela to "ci, którzy przyszli, Panowie,
którzy są tutaj".
Nasz lud wierzy, proszę pana, że my, ludzie tej Ziemi, nie
jesteśmy panami naszego własnego życia, chociaż przekonuje
sio nas, że tak jest.
Nasz lud, to znaczy czarni ludzie wszystkich plemion, wszyscy
wtajemniczeni, wszyscy szamani wszędzie w Afryce, kiedy zaufają
komuś i zdecydują się podzielić z nim swoimi najgłębszymi
sekretami, powiedzą, że razem z Imanujela jest /mhulu. Jest
jeszcze jedna nazwa, pod którą znane są te stworzenia. To
Chitauli. Słowo to znaczy "dyktatorzy, ci, którzy mówią
nam, co jest prawem". Mówi się, że ci Giitacdi zrobili
nam szereg rzeczy, kiedy tu przybyli.

Proszę wybaczyć mi, ale muszę podzielić się z panem tą
historią. To jedna z najdziwniejszych historii, jakie można
znaleźć w Afryce w tajnych stowarzyszeniach szamanów i innych
środowiskach, w których ostały się jeszcze resztki naszej
starożytnej wiedzy i mądrości.
Rzecz w tym, że początkowo Ziemia była pokryta grubym całunem
mgieł i oparów, tak, że ludzie nie widzieli Słońca na
niebie, a jedynie świetlną plamę.
Z kolei nocą widzieli Księżyc w postaci delikatnego świetlnego
pazura, ponieważ wszędzie zalegała gęsta mgła. Ciągle też
padał deszcz. Nie było jednak grzmotów ani burz.
Świat był gęsto pokryty lasami, wielkimi dżunglami i ludzie
żyli w tym
czasie na Ziemi w pokoju. Ludzie byli szczęśliwi, ale nie
potrafili mówić.
Wydawaliśmy jedynie śmieszne dźwięki jak wesołe małpy i
pawiany.
Nie znaliśmy mowy, takiej jaką mamy dzisiaj. W tamtych czasach
ludzie rozmawiali ze sobą za pośrednictwem umysłów.
Mężczyzna mógł wezwać swoją żonę, pomyślawszy o niej,
wyobraziwszy sobie jej twarz, zapach ciała i odczucie dotyku
jej włosów. Myśliwy szedł do lasu i wołał zwierzęta, by
przyszły, i zwierzęta wybierały wśród siebie jedno stare i
zmęczone, i to zwierzę ofiarowywało się myśliwemu tak, że
mógł je szybko zabić i zabrać jako mięso do swojej jaskini.
W tamtych czasach nie było przemocy w stosunku do zwierząt,
nie było pogwałceń Natury przez ludzi. Człowiek zwykł prosić
Naturę o jadło. Przychodził pod drzewo i myślał o owocach i
drzewo sprawiało, że część jego owoców spadała na ziemię,
po czym człowiek zabierał je.
Jest powiedziane, że kiedy Chitauli przybyli na Ziemię,
zrobili to w przerażających pojazdach lecących w powietrzu,
podobnych do ogromnych naczyń i emitujących straszny huk i
ogień. Chitauli powiedzieli ludziom, których zebrali razem,
grożąc im porażeniem błyskawicami, że są wielkimi bogami z
niebios i, że ludzie otrzymają teraz od nich wiele darów. Ci
tak zwani bogowie byli podobni do ludzi, z tą jednak różnicą,
że byli bardzo wysocy oraz mieli długie ogony i przerażające
płonące oczy.
Niektórzy z nich mieli dwoje żółtych jasnych oczu, a inni
troje czerwonych i to trzecie wielkie i okrągłe znajdowało się
pośrodku czoła. Te stworzenia odebrały ludziom wielkie moce,
jakie posiadali: moc przemawiania poprzez umysł, moc
przemieszczania obiektów siłą myśli, moc postrzegania przyszłości
i przeszłości oraz moc przenoszenia się duchowo do innych światów.
Odebrawszy ludziom te wszystkie moce, Chitauli dali ludziom nową
umiejętność, zdolność mowy. Ku swemu przerażeniu ludzie
odkryli, że umiejętność mowy podzieliła ich, zamiast
zjednoczyć, ponieważ Chitauli utworzyli wiele różnych języków,
które stały się przyczyną wielkiej kłótni między ludźmi.
Chitauli zrobili coś jeszcze, czego nigdy dotąd nie robiono -
dali ludziom innych ludzi, którzy mieli nimi rządzić, i
powiedzieli: "Oto wasi królowie, oto wasi wodzowie. Oni
maj ą w sobie waszą krew. Oni są naszymi dziećmi i musicie
ich słuchać, bo będą mówić w naszym imieniu. Jeśli nie będziecie
ich słuchać, ukarzemy was bardzo surowo".
Przed przybyciem Chitauli, przed przybyciem stworzeń Imbulu,
ludzie stanowili duchową jedność, ale kiedy pojawili się
Chitauli, ludzie podzielili się duchowo i językowo.
Potem Chitauli obdarzyli ludzi nowymi dziwnymi uczuciami. Ludzie
zaczęli czuć się niepewnie i zaczęli otaczać wsie bardzo
mocnymi plotami z drewna. Ludzkie istoty stały się twórcami
krajów. Inaczej mówiąc, ludzie zaczęli tworzyć plemiona i
wyznaczać plemiene ziemie z granicami, które były przez nich
bronione przed wszelkimi możliwymi wrogami. Ludzie stali się
ambitni i zachłanni i zapragnęli bogactw w postaci bydła i
morskich muszli.

Chitauli zmusili ludzi do zrobienia jeszcze jednej rzeczy - do
kopania w Ziemi. Chitauli uaktywnili ludzkie kobiety i zmusili
je do szukania minerałów i pewnego typu metali. Kobiety
odkrywały miedź, złoto i srebro. No i w końcu nauczono ludzi
stapiać te metale, aby tworzyć nowe, które nigdy nie istniały
w Naturze, takie jak brąz, mosiądz i inne.
Potem Chitauli usunęli z nieba świętą mgłę przynoszącą
deszcz i ludzie po raz pierwszy od momentu stworzenia spojrzeli
w górę i ujrzeli gwiazdy. Cbiitauli powiedzieli ludziom, że
nie mieli racji, wierząc w Boga żyjącego pod Ziemią.
"Od tej chwili", oświadczyli ludziom Chitauli,
"ludzie mają wierzyć, że Bóg jest w Niebie, i mają
tak postępować tu, na Ziemi, aby zadowolić Boga w
Niebie".
Jak pan widzi, ludzie wierzyli początkowo, że Bóg jest pod
Ziemią i, że jest Ona [Bóg] wielką matką, która mieszka pod
Ziemią, ponieważ widzieli, jak wszystko co zielone wyrasta
spod Ziemi - trawa wyrastała z gruntu, drzewa również i w
rezultacie ludzie sądzili, że ci, którzy umierają, udają się
pod ziemię.
Ale kiedy Chitauli zwrócili oczy ludzi ku gwiazdom, ludzie zaczęli
teraz wierzyć, że Bóg jest w niebie, a ci, którzy umierają
na Ziemi, nie idą do niej, ale w górę do nieba.
I dziś, proszę pana, w całej Afryce, gdziekolwiek się pan
uda, natknie się pan na tę niezwykłość, te dwa zadziwiające,
sprzeczne ze sobą, poglądy.
Wiele afrykańskich plemion wierzy w to, co nosi nazwę Midzimu
lub Badimo.
Otóż słowa Midzimu lub Badimo znaczą "ci, którzy są
w niebie". W kraju Zulusów, wśród moich ziomków, ten
zadziwiający rozdźwięk można znaleźć wszędzie. Są
Zulusi, którzy wierzą, że zmarli są Abapansi, co oznacza
"ci, którzy są poniżej, ci, którzy są pod Ziemią".
Jest też drugi pogląd, który mówi, że zmarli są Abapezulu,
czyli "tymi, którzy są powyżej".
Słowo Abapansi, które jest najstarszym słowem określającym
dusze zmarłych, oznacza ,,ci, którzy są pod Ziemią".
Tak więc nawet dziś, proszę pana, w calej Afryce wśród
setek plemion znajdzie pan to podwójne wierzenie głoszące, że
zmarli idą do nieba, i drugie mówiące, że idą pod Ziemię.
Mówi się, że wierzenie mówiące, iż zmarli idą po śmieci
pod Ziemię, datuje się na czasy, kiedy nasz lud wierzył, że
Bóg jest kobietą, wielką Kosmiczną Matką, w przeciwieństwie
do poglądu mówiącego, że Bóg jest mężczyzną, który
mieszka w niebie.
Mówi się, że kolejną rzeczą, którą Chitauli powiedzieli
naszym ludziom, jest, proszę pana, to, że my, ludzie, jesteśmy
tu na Ziemi po to, aby ją zmienić i uczynić odpowiednią dla
"Boga", by mógł On pewnego dnia zejść na dół i
żyć na niej. Powiedziane jest, że ci, którzy pracują nad
tym, aby zmienić Ziemię i uczynić ją bezpieczną dla boga węża,
Chitauli, by mógł na nią przybyć i żyć na niej, będą
nagrodzeni wielką władzą i bogactwem.
Przez wiele lat mojej nauki i wtajemniczania w misteria afrykańskiego
szamanizmu, w mądrości i wiedzę, zastanawiałem się,
dlaczego my, istoty ludzkie, niszczymy Ziemię, na której żyjemy.
Robimy to, co robi jeszcze tylko jeden gatunek, a mianowicie
afrykańskie słonie, które niszczą każde drzewo w miejscu, w
którym żyją, i my, ludzie, robimy dokładnie to samo. W Południowej
Afryce jest pustynia Kalahari, pod której piaskami znalazłem
ruiny starożytnych miast, co oznacza, że ludzie zmienili tę
ziemię, która niegdyś była zielona i żyzna, w pustynię.
Innym razem, kiedy byłem razem z badaczami i ludźmi na safari
w saharyjskich regionach Afryki, również znalazłem ślady
niezwykle
starego osadnictwa ludzi w miejscach, gdzie obecnie nie ma
niczego poza nagą skałą i szumem piasków.
Inaczej mówiąc, pustynia Sahara była kiedyś urodzajną krainą
i została obrócona w pustynię przez ludzi. Dlaczego? Zadają
sobie to pytanie nieustannie.
Dlaczego ludzkie istoty kierują się uczuciami niepewności,
chciwości i żądzy władzy, dążąc jednocześnie do obrócenia
Ziemi w pustynię, na której nie będzie mógł w końcu żyć
żaden człowiek. Dlaczego?
Skoro wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w strasznym
niebezpieczeństwie, że do tego dojdzie, to po co wycinamy
olbrzymie połacie dżungli wAfryce?
Dlaczego podporządkowujemy się instrukcjom, które
zaprogramowali w nas Chitauli? I chociaż mój rozum wzdraga się
przed zaakceptowaniem tego wszystkiego, odpowiedź brzmi: tak,
tak, tak.
Wśród wielu mądrych ludzi, którzy zaszczycają mnie swoją
przyjaźnią, znajduje się człowiek wielkiej wiedzy, który
mieszka w Izraelu, dr Sitchin.
Według starożytnych ksiąg spisanych przez Sumerów na glinie,
bogowie przybyli z nieba i zmusili ludzi, by pracowali na ich
rzecz, by wydobywali dla nich złoto.
Historię tę potwierdzają obecne w calej Afryce podania mówiące,
że bogowie przybyli z nieba i zmienili nas w swoich niewolników,
i to w taki sposób, żebyśmy nigdy nie zdali sobie nawet
sprawy, że jesteśmy niewolnikami.
Jeszcze jedna rzecz, o jakiej mówią nasi ludzie, to to, że
Chitauli żerują na nas jak sępy. Wywyższają niektórych z
nas, innych napełniają wielkim gniewem i ambicjami i potem
zamieniają ludzi, których wynieśli, w wielkich wojowników,
którzy wzniecają potworne wojny.
Jednak Chitauli nie pozwalają tym wielkim przywódcom, tym
wielkim wodzom i królom, by umierali w pokoju. Wódz wojowników
jest po to, by rozpętać tyle wojen, ile tylko możliwe, by
doprowadzić do śmieci jak największej liczby swoich ludzi i
by w końcu samemu zginąć okropną śmiercią.
To zjawisko przewija się wielokrotnie przez dzieje mojego
narodu. Nasz wielki król Czaka Zulu przeprowadził w czasie
swojego trwającego około trzydzieści lat panowania około 200
wielkich wojen, po czym został zamordowany.
Zginął jako złamany człowiek z powodu śmierci swojej matki,
w chwili śmierci był człowiekiem, który nie mial już siły
do wygrywania kolejnych bitew.
Przed Czakq Zulu był inny król, który wyszkolił go na
wielkiego króla,
jakim był. Król ten nazywał się Dingiswayo i również
prowadził wielkie wojny, próbując zjednoczyć Zulusów w
jedno wielkie plemię.
Widział białych z Przylądka i sądził, że jednocząc swoich
ziomków w jeden wielki naród, uda mu się odepchnąć zagrożenie,
które stanowili biali ludzie. Ale po wygraniu wielu bitew i
zjednoczeniu wielu plemion zapadł nagle na chorobę oczu, która
prawie go oślepiła. Ukrywal przed ludźmi to, że prawie nic
nie widzi, jednak ten straszny sekret odkryła kobieta imieniem
Ntombazi, królowa innego plemienia. Wzięła wojenną siekierę
i jednym cięciem odcięła mu głowę, zwabiając go wcześniej
do swojej chaty, gdzie go nakarmiła i napoiła piwem.
Podobnie ma się sprawa z innymi wielkimi wodzami: Napoleonem w
Europie, który zmarł żałosną śmiercią na samotnej wyspie
na Atlantyku; Hitlerem, również w Europie, który zginął
straszną śmiercią, wkładając sobie lufę rewolweru w
usta-tak się przynajmniej podaje; Hun Attyla, który został
zabity przez kobietę, i wielu innych wielkich przywódców, którzy
marnie skończyli po zadaniu tylu śmierci i nieszczęść innym
ludziom, ile się tylko dało.
Król Czaka Zulu został zakłuty przez swojego brata, który użył
do tego celu tego samego rodzaju włóczni, jaki Czaka Zulu sam
opracował do jak najszybszego zabijania ludzi. Juliusza Cezara
spotkał taki sam los, po tym jak, podobnie jak nasz Czaka Zulu,
podbił wiele narodów.
Wojownik bohater zawsze ginie śmiercią, którą nie powinien
zginąć. Angielski król Artur został zabity przez własnego
syna, Mordrcda, i to po długim i chwalebnym panowaniu. Podobne
przykłady mógłbym wymieniać bez końca.
Otóż wszystko to, jeśli zestawi się to razem, dowodzi, że,
bez względu na to, czy ludzie się z tego śmieją, czy nie,
czy kpią z tego, czy nie, istnieje siła, która wiedzie nas,
ludzi, w kierunku mrocznej rzeki samozniszczenia. Im szybciej i
im więcej ludzi zrozumie, że tak jest, tym lepiej. Być może
wówczas będziemy w stanie poradzić sobie z tym.
Martin: Czy sądzi pan, że te istoty są rozproszone równomiernie
po całym świecie, czy też skupiły się głównie w Afryce?
Mutwa: Proszę pana, uważam, że te stworzenia są wszędzie na
calej Ziemi, i z całym szacunkiem, mimo iż nie lubię opowiadać
o sobie, muszę tu wspomnieć, że podróżowałem po wielu
miejscach na świecie. Byłem też w pańskim kraju, Stanach
Zjednoczonych. Bylem w Australii. Bylem w Japonii i w wielu
innych krajach i bez względu na to, dokąd się udawałem, wszędzie
spotykałem ludzi, którzy opowiadali mi o tych stworzeniach.
Na przykład w roku 1997 odwiedziłem Australię, gdzie wiele
podróżowałem, spotykając się z jej czarnymi mieszkańcami,
Aborygenami.
Kiedy rozmawiałem z nimi, opowiedzieli mi wiele rzeczy, które
bardzo, bardzo mnie zadziwiły.
To samo znalazłem w Japonii i to samo znalazłem na Tajwanie.
Te dziwne historie znaleźć można wszędzie, gdzie są jeszcze
szamani i tradycyjni uzdrawiacze.
Niech pan teraz posłucha, co znalazłem w samej tylko
Australii.
Otóż, australijscy Aborygeni, którzy nazywają siebie Grorie,
co znaczy "nasi ludzie", wierzą, proszę pana, w
wielkiego boga stwórcę imieniem Byamie. Szaman Coorie,
nawiasem mówiąc, kilku z nich, na;rysowało mi tego Byamie, a
jeden z nich pokazał mi malowidło naskalne przedstawiające
tego dziwnego boga stwórcę, który przybył z gwiazd.
Rysunek, który położyli przede mną, przedstawiał wizerunek
Gtitauli. Rozpoznałem go dzięki wiedzy, jaką posiadłem w
czasie mojego afrykańskiego wtajemniczenia. Miał wielką głowę i wielkie oczy, które były podkreślone
przez artystę. Nie miał ust, miał długie ramiona i niezwykle
długie nogi.
To był typowy wizerunek Cdaitctuli, z którym zapoznali mnie
moi ziomkowie w Afryce.
Zapytałem siebie: "Dlaczego?" Oto, znalazłem się w
kraju położonym tysiące mil od Afryki i widzę istotę znaną
pod nazwą Biamai lub Binti, stworzenie, które jest mi,
Afrykaninowi, znajome.
Wśród ludu rdzennych Amerykanów znalazłem na przykład... wśród
pewnych plemion w Ameryce, takich jak Hopi, i tych, które
mieszkają w budowlach zwanych pueblo, odkryłem, że ci ludzie,
że znają coś, co nazywają stworzeniami Katchina, że ci
ludzie zakładają maski i przebierają się za pcdone
stworzenia.
Otóż, niektóre z tych Kcuchin są bardzo, bardzo wysokie i
mają duże okrągłe głowy. Dokładnie takie same stworzenia,
jakie mamy w Afryce. U nas nazywamy je Egwugwu, a czasami
Chirryawu. Katchirry rdzennych mieszkańców Ameryki jakie
znalazłem na całym świecie i które wprawiły mnie w
zdumienie.
Takie stworzenia istnieją i im prędzej sceptycy przekonają się
do tego faktu, tym lepiej. Dlaczego ludzkość się nie rozwija?
Dlaczego kręcimy się w kolo samodestrukcji i wzajemnego
wyniszczania?
Ludzie z natury są dobrzy, przynajmniej ja tak uważam. Ludzie
nie chcą wojen.
Ludzie nie chcą niszczyć świata, w którym żyją. Są jednak
stworzenia lub siłą, która prowadzi istoty ludzkie ku
samozagładzie.
I im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej.
W tej chwili mieszkam w Afryce. Tutaj jest mój lud. Tu jest mój
dom.
Ale widzę Afrykę wyniszczoną wojnami, które dla mnie,
Afrykanina, nie mają żadnego sensu. Patrzę na Indie, które,
tak jak Afryka, cierpiały pod batem kolonializmu francuskich,
angielskich i europejskich potęg. Ale Indie posiadły jako kraj
poprzez swoją niepodległość rzeczy, których nam w Afryce
nie udało się uzyskać. Dlaczego?
Indie dokonały wybuchu bomby jądrowej i dziś są jednym z
krajów budzących respekt. Indie umieściły satelity na
orbicie. Indie, aczkolwiek mają takie same problemy jak Afryka
- szybko rosnącą liczbę mieszkańców, konflikty międzyplemienne,
strefę nędzy i bogactwa - zdołały osiągnąć rzeczy, których
Afryce się nie udało.
Ciągle zadaję sobie pytanie: "Dlaczego? Dlaczego'?"
Otóż dlatego, że Indie zostały stworzone przez ludzi z
Afryki i nie chodzi mi tu, proszę pana, o czarnych ludzi. Jest
faktem, że tysiące lat temu ludzie z Afryki położyli zręby
pod największą cywilizację Indii, jak również innych krajów
w Azji południowe-wschodniej. Są na to przytłaczające
archeologiczne dowody. Ale dlaczego Afryka tonie w wojnach,
chorobach i głodzie? Dlaczego?
Wiele razy, proszę pana, siadywałem w mojej chacie i płakałem,
patrząc na niszczące nas zarazy, takie jak AIDS, i bezsensowne
wojny niszczące afrykańskie kraje, które kwitły przez tysiące
lat.
Weźmy na przykład Etiopię, kraj, który był wolny przez tysiące
lat. Etiopia była kiedyś szkołą calej Afryki. Nigeria była
kiedyś wielkim państwem o długiej tradycji AIDS, która
posiada wszelkie cechy sztu, wyhodowanej przez człowieka. I
zadaję sobie pytanie: "Kto lub co niszczy Afrykę i
dlaczego?"
We wsiach, w których mieszkałem, żyły plemiona, które
pomagały mi w zdobywaniu wiedzy, w czasach przed drugą wojną
światową i po niej.
Ale dziś te plemiona już nie istnieją. Odeszły, uległy
rozproszeniu, totalnej eksterminacji w bezsensownych wojnach, które
nic nie dały czarnym ludziom.
Jestem teraz w Południowej Afryce. Urodziłem się tu i tu umrę.
Ale widzę, jak mój kraj rozpada się na kawałki jak gnijące
mango. Południowa Afryka była niegdyś potężnym państwem,
które posiadało potężną armię.
Miało różne gałęzie przemysłu, które wytwarzały
wszystko, poczynając od lokomotyw, a na małych
radioodbiornikach kończąc.
Dziś mój kraj jest przesiąknięty narkotykami, napędzanym
przestępstwami miejscem pełnym śmiecia. Dlaczego? Państwo
nie upada z dnia na dzień, chyba, że są w nim siły
zdeterminowane zniszczyć je.
Ostatnio widziałem, proszę pana, zniszczenie innego kraju wewnątrz
Południowej Afryki. Ten kraj to Lesotho. Zamieszkują go jedne
z najstarszych i najmądrzejszych plemion południowej Afryki, wśród
których jest plemię o nazwie Bakwama.
Lud Bakwama jest tak stary, że jego członkowie opisują
tajemniczy ląd z ogromnymi górami o ostrych wierzchołkach,
tajemniczy ląd rządzony przez wielkiego boga, który posiadał
głowę człowieka i ciało lwa [w tym miejscu każdemu nasuwa
się nieuchronnie skojarzenie z egipskim sfinksem].
Bakwama nazywają ten kraj Ntswama-tFatf. Nazwa ta znaczy
"kraj słońca-jastrzębia" [egipskiego boga Horusa].
Wie pan, jastrząb jest drapieżnym ptakiem w Niebie.
Otóż, mieszkający w południowej Afryce lud Bakwama wiedział
o Egipcie, skąd według niego pochodzili jego przodkowie.
Nazywali ten tajemniczy kraj bogów "krajem słońca-jastrzębia"
lub "słońca-orła".
Właśnie tak Egipcjanie przedstawiali swój kraj, proszę pana.
Przedstawiali go jako "ziemia Hora", po grecku Horusa.

|