WIERSZE I OBRAZY

WIERSZE WIESŁAWY
(CZĘŚĆ 1)
LINK! DO CZĘŚCI 2

ANIOŁ STRÓŻ



Kiedy Bóg otworzył przede mną niebiosa
i spokojnie zeszłam na ziemię,
to tuż za mną pomału i bezszelestnie
podążył mój towarzysz, mój cień,
mój wierny anioł stróż.

I czy dzień słoneczny,
czy pochmurny,
to dla niego nie ma znaczenia,
u mego boku stoi na straży
a oka ze mnie nie spuszcza
i osłania mą głowę
i rozplątuje me sidła.

Wysłuchuje co dzień mojego wołania,
wgląda na moją niedolę,
jest mi bratem.
jest mi matką,
strzeże dzielnie duszy mojej.

Nie pozwala potknąć się mej nodze,
nie opuścił mnie jeszcze nigdy,
chociaż doznał ode mnie tyle wstydu,
w ciemności mnie ukrywa
i ciemność oświetla swym światłem,
bym mogła spokoje w łożu odpocząć.

Roni cicho łezki,
patrząc na moje niecne zamiary,
wznosi do Boga modlitwy,
kiedy mnie sen ciężki zmorzy,
wlewa we mnie strumień nadziei
i obmywa czystą wodą życia.

Nigdy nie brakuje mu siły
aby wesprzeć mnie w potrzebie,
a wszystko co oczekuje ode mnie,
to mojego wołania
by mógł przyjść do mnie
i służyć mi dzielnie.

Wiele straży Bóg przy mnie postawił,
wzrastałam pod ich opieką,
próżno się trudzili
a nie ustrzegli kroków moich.

I nie tym strażom
zawdzięczam ocalenie,
tylko tobie mój wierny, mały aniele.
Ty, który duszę moją znasz dokładnie.

Spokojnie stąpam po tej ziemi
a nogi moje się nie chwieją
bo mój anioł stróż
czy to w dzień, czy to w nocy
jest mi zawsze ku pomocy
i dzielnie wspiera duszę moją.

Vancouver
29 Aug. 2005

PODAJ DŁOŃ



Jeśli masz taki dzień
że ciężko ci znaleźć przyjazną dłoń
przymknij oczy i pamiętaj
nie jesteś sam.

Jest obok ciebie ktoś
kto właśnie
trzyma twoją dłoń
w swojej dłoni.

Zamienia twoje smutki
w promienną radość
jest częścią twojej duszy
i nie pozwoli
byś był smutny.

Śmiało podaj mu dłoń
a On odmieni twój los
przemaluje twój deszczowy dzień
na piękną
kolorową tęczę.

Podaj mu dłoń
nie zwlekaj.
zobacz jak on
cierpliwie czeka.
... przecież
to twój Bóg.

Vancouver
8 Oct. 2005

BIAŁY ŁABĘDŹ



Jesteś dzieckiem światła,
twoim ojcem jest sam Bóg.
Uczynił cię z czystego promienia
i strzeż tej czystości!
Nie zabrudź niczym!

Bo wiedz,
że światło wróci
tylko do światła,
odepchnie od siebie
wszystkie mroki.

Jak błyskawica
wśród ciemności,
uderzy gromem,
zniszczy każdy
ciemny żywioł,
w proch go obróci.

Toteż bądź czysty,
połącz się ze swoim Ojcem
a On przemieni cię
w białego łabędzia.

Jak na niebieskiej wodzie
błyszczy biały łabędź,
tak ty będziesz świecił
na Boskim niebie.

Bóg uczyni
z twojego światła,
białą mgławicę.

A wtedy,
nikt cię nie dotknie,
nic cię nie zniszczy,
będziesz czystością,
światłem Pana Boga...

Jego wspaniałym
białym łabędziem.

Vancouver
12 Oct. 2005

CIEMNOŚĆ I ŚWIATŁO

To ziemia jest miejscem,
gdzie spotyka się ciemność i światło
a pośrodku stoi człowiek.
I obudź się człowieku,
wybierz właściwą drogę!

Bo czas,
który tu spędzasz jest bezcenny.

Spójrz,
jak powinieneś wędrować przez życie.

Nie poplątaj własnych włókien losu,
nie zgub tej właściwej drogi.
Wracaj ze swojej wędrówki
prosto do rodzinnego domu!

Pan Bóg rzuca kłody pod twoje nogi.
A te są dla ciebie wyzwaniem,
abyś oddzielił światło od ciemności.
Pojął co to jest fałsz,
a co to prawda.

Nie jest łatwo kroczyć
po tych życiowych nitkach.
Ani po tej pełnej światła
ani po tej co cię wpycha
w ciemności.

Obie z nich są wielką zagadką,
tak jak wielka jest przepaść
między ciemnością
i światłem...
aczkolwiek,
w każdym z nas jest ciemność
i światłość!

Żadna ścieżka nie jest niewłaściwą,
żadna ścieżka nie jest słuszna
bo każda droga,
która prowadzi do właściwego
celu jest dobra.

Kiedy duch gotowy jest do wzlotu
i chce podążyć za światłem,
wtedy obejmują go ciemności
a te są bardzo bolesne.

Jeśli twoja wiara jest mocna
a dusza wytrwała
i jeśli naprawdę chcesz się wyrwać
z tego mroku,
światło przyjdzie ci z pomocą.

Pociągnie za sobą do góry,
to też jest bolesne!
Bo jedno i drugie,
czy cię ciemność obejmuje,
czy światło przytula
to jest wielkie cierpienie
i ból dla duszy.

Promień światła działa jak błyskawica,
szybko spieszy na pomoc.
Wyzwala od ciemnych wpływów,
oczyszcza drogę.

Nie ważne skąd zaczniesz,
ważne gdzie dotrzesz.
Ważne byś nie utracił w sobie
tego własnego płomienia światła.

Nie doprowadził do jego śmierci!

Bo ciemność,
to stopniowa śmierć światła w tobie.
Kiedy światło wezwiesz na pomoc,
to ono natychmiast odnowi twe życie,
na nowo jednym podmuchem
rozpali twój gasnący płomień.

Ciemności jak pajęczyna oklejają twą duszę,
niczym sen otępiają twe zmysły.
To w ciemności ściągasz na siebie
wszystkie odmiany
mroku ciemnego.
A wtedy boisz się,
siebie samego!

W wielkiej trwodze wołasz do Boga.
Boże czemuś mnie opuścił?

Pamiętaj!
On natychmiast się pojawia.
Światłość zawsze pokona
ciemności.

Bóg zawsze jest gotowy
nas przyjąć z powrotem...
i sam rozplącze nasze nici losu,
bo to sam Bóg mówił o sobie.
"...Jam Jest światłością świata!..."

I kiedy tylko masz potrzebę
i czujesz, że cię wchłaniają ciemności,
nie zwlekaj
lecz wołaj!
Boże, przyjdź na ratunek!
Pomóż uchwycić tą właściwą nitkę
i ciągnij mnie na niej prosto
w Twoje ramiona.

Pamiętaj!
Nigdy ci nie odmówi,
Bo Boża Miłość nieustannie
czuwa nad tobą!.

Vancouver
22 Sep. 2005




WIELKA CIEMNOŚĆ

Tej ciemnej nocy,
co mi jeszcze większą ciemność dała,
kiedy oddzielono moją duszę od ciała,
wielka trwoga ogarnęła me serce
bo w tej ciemnicy wielkiej,
nikt nie mógł znaleźć
mojej ręki.

Nikt nie mógł poprowadzić
kiedy dusza zabłądziła,
bo ta wielka ciemność
tak mocno ją skryła.

Me biedne serce okrutny ból rozrywał.
Nie było żadnego pocieszenia
a dusza, z ciała przemocą wyrwana
rozbita, poszarpana, ogniem wysmagana
w kącie stała, tą ciemnością zaślepiona
nie wiedziała co z sobą począć!

Swoimi zmysłami wybierała,
że stoi przed murem nieznanym,
bezlitosnym
i nie sposób, przeniknąć go było.
Wielka, głęboka
nie do pokonania granica!

Straszydło bezlitosne,
tu królowało
i więziło ludzkie dusze.

Ale moja dusza czuła,
że właśnie
za tą granicą jest ratunek
i Opatrzność Wielka.

Usta zaciśnięte trwogą
nie były zdolne wołać o pomoc.
Nikt więcej, nie troszczył się o duszę moją
a ta ciemnica uwalniała tylko przemoc.

Dziwne straszydła
wyżywały się na mnie
i wymyślały
coraz to nowsze,
okrutne zabawy.

Dusza moja, utrapiona,
życia pozbawiona
a ciągle żywa,
resztką wiary się okryła
w swej boleści, cierpliwie czekała.

I nagle
nikły promyczek dostrzegła,
który przed nią zajaśniał
niczym nić pajęczyny - słabiutka,
pulsował złotym blaskiem.
W tym potężnym murze
furtkę, pokazywał,
wzmacniał swoim światłem.

Zdobyła się na odwagę,
utrapiona dusza,
kroczek po kroczku, pomalutku
ruszyła w tym kierunku
aby ocalić życie swoje.

A nie było to łatwe,
bo kiedy tylko poczyniła
swe pierwsze kroki,
od razu ją pobito
i na stare miejsce
z powrotem, popchnięto.

Promień światła
oświetlił mocniej drogę
i przesłał swoją,
bielusieńką mgiełkę.

Jak w płaszcz,
otulił zagubioną moją duszę
i szybko
przeciągnął na swoją stronę.

Zorientowały się straszydła
że uciekła im jedna dusza,
wysłały
swoich snajperów,
najlepszych.

Strzelali za nią zawzięcie,
kule ją dosięgły,
poszarpały boleśnie.
Upadła, leżała bez życia,
umierała w niej, wiary
resztka.

Promyk złoty
oświecił jej oczy,
podnosił i dolewał sił nowych.
Uchwycił mocno, nadzieją napełnił,
na bezpieczne drogi,
poprowadził.

Zajaśniała różowa poświata
i więcej
promyków światła
oświecało jej drogę.

Ciemność się kurczyła
i uciekała,
milkły straszydła w oddali.

Na horyzoncie
ukazało się słońce
i jasność nastała!
Moja mocno zraniona dusza,
słonecznym brzaskiem
swoje rany obmywała.

Poiła się rannej rosy, kropelkami,
wyciągała przed siebie ramiona,
nowymi marzeniami
serce okrywała.

Chciała słońce dosięgnąć,
przytulić je do siebie,
podziękować,
za ten mały, nikły promyczek,
który przyniósł ocalenie
i wzniecił jej nowe życie!

O moje słonko,
jakąż Ty masz wielką siłę!
Jakąż moc posiada, Twoje światło!.

Twe promienie,
ciemności się nie lękają
i te wszystkie słabe dusze
wybawiają,
które pogubiły się w życiu swoim.

Vancouver
12 Sep. 2005.




MĄDROŚĆ i PRAWDA

Tam, gdzie niebo dotknęło ziemi,
tam, gdzie dzień pocałował się z nocą
tam, gdzie woda zetknęła się z ogniem,
tam, gdzie człowiek spotkał się z Bogiem,
to tam również zamieszkała Mądrość i Prawda.

A są to dwie nierozłączne przyjaciółki,
jedna bez drugiej żyć nie może.
Połączyły wspólnie swe serca
niczym miłujący się kochankowie.

Mądrość i Prawda przybierały
wiele rożnych, wspaniałych imion.
Ich siedziba promieniowała
wielkim światłem.
Swym urokiem
i blaskiem
przywabiała z daleka.

Nad jej dachem
krążył dalekowzroczny
orzeł, mądra sowa skryła się za furtką,
czuwali nad bezpieczeństwem
i z wielkim oddaniem strzegli tej pary.

I przybywali ciągle nowi wędrowcy,
spożywali tam pokarmy,
zbawienia i nadziei.
Poili się z niczym nie zmąconego
źródła wiary,
odpoczywali w blasku,
Mądrości i Prawdy.

I budziły się ich mocno uśpione zmysły
i otwierały bramy do zamkniętej duszy.
Serca przesiąkały braterską miłością,
ciała wibrowały, miłosierdziem.

A tam daleko, w głuchej ciemnicy
żyła inna całkiem rożna para
a jej imiona to Śmierć i Nienawiść
szybko odkryli siedzibę, Mądrości i Prawdy.

a tam w tym czasie Mądrość i Prawda
przybierały nowe wspaniałe i wielkie imię,
głosiły miłość dla wszystkich.

Śmierć i Nienawiść pochwyciły w swe szpony
to nowe cudowne Wielkie Objawienie
i z nienawiścią na śmierć skazali
a miłosierdzia w nich nie było.

Porwali, pobili, opluli i wyśmiali.
Z szat obdarli, kolce w głowę wbili.
Zawlekli na wysoką gorę
i do suchego drzewa przybili.

Zapłakało głośno Wielkie Niebo
i chmury żałobą się okryły.
Dziwowali się wszyscy wokoło;
jakże to stało się możliwe,
że Mądrość i Prawdę ukrzyżowali.

Siedziba Mądrości i Prawdy
nie opustoszała.
Nowe Wielkie Imię tam zamieszkało
i przyjęło te same porządki,
głosiło mądrość i prawdę
Wielkiego Mistrza,
ale długo nie przeżyło
Bo go ukamienowali.

I następne imiona tam zasiadały
i ten sam obrządek sprawowali.
Uczyli prawdy, głosili mądrość
i w miłość wszystkich ubierali.

Ale i ich rządy były krótkie
bo Śmierć i Nienawiść
rożne formy przybierała,
ogniem miotała i na stosie paliła,
zabrała życie niewinnej
orleańskiej niewieście.

I strzelali - do mądrego, szlachetnego serca,
rozerwali jego ciało, mocno krwawiło
ale ocalało, bo czyjaś ręka go przykryła
i na nowo w nie mądrość i prawdę włożyła.

A Śmierć i Nienawiść szalała,
na wszystkie strony ciskała ogniste gromy.
Swe, szyderstwem przeniknięte obelgi
rzucała pod nogi tym wszystkim,
którzy Mądrość i prawdę umiłowali.

Ta walka jest ciężka, ale nie beznadziejna
bo kto Miłość i prawdę ulubował
to i pokój nad nim zawiśnie,
pokój i sprawiedliwość.

A tam, gdzie śmierć i nienawiść,
tam jest smutek, przerażenie i zagłada.
Cokolwiek by nie uczynili
by wyrwać z ręki mądrość i prawdę
i tak ich zwyciężymy
bo naszą bronią
jest miłość, pokój i wiara.

Vancouver
5 Sep. 2005

PRZYJACIÓŁKA

Kiedy po raz pierwszy cię
spotkałam,
miałaś zaledwie pięć lat.
Zapamiętałam
twoje krótkie warkocze.

Też byłaś
taką malutką dziewczynką jak ja.
Twoje piękne chabrowe oczy
przyciągały mnie zawsze.
Było w nich tyle mądrości.

Biegałaś
za mną po zbożach
... i mnie podglądałaś
a ja... podglądałam ciebie.

Lubiłaś przyrodę,
obserwowałaś
mrówki i motyle.
Polne kwiatki,
jagody i grzyby
to były nasze zabawki
a domem... zielone lasy.

Byłam starsza...
przyszedł czas szkoły.
Płakałaś...
ale już po tygodniu
siedziałaś
ze mną w jednej ławce.

Stoczyłaś
wielką wojnę.
Nie pozwoliłaś
na rozłąkę.

Płynęły lata
w jednej szkole.
Nauka z jednej książki
i wagary... te same,
ten sam psikus,
te same stopnie.

...wyjechałaś
do innego miasta.
Ale o mnie nie zapomniałaś,
odwiedzałaś często.

Twoje życie
nie było dla mnie tajemnicą.
Ciągle byłaś
moją najlepszą przyjaciółką.

Przyszła jednak taka chwila,
która niespodziewanie
nas rozłączyła.
Los rzucił cię
na drugą półkulę.
Słałaś do mnie listy długie,
brakowało ci dawnego życia.

Losy ludzkie to zagadka
i tak się stało,
że za tobą w świat pojechałam.
Piękne to było spotkanie
po wielu latach.

Przybyło doświadczenia...
było o czym gadać,
czasami do białego rana.
I miałyśmy już tak z sobą trwać
na zawsze...

ale mnie dalej pognało
na inny kraniec Ziemi.
Dziwne życia przeznaczenie
już kreowało
dla mnie inną rolę.

I znowu rozstanie
... tym razem ty
wybrałaś się w drogę,
przyjechałaś do mnie
w odwiedziny.

Było to dziwne spotkanie.
Ty jakaś inna,
płakałaś
- to nie było do ciebie
podobne?

Dużo mówiłaś,
czegoś się bałaś.
I nie wiem dlaczego,
było mi jakoś przykro,
było mi żal... ciebie?

Przyszła chwila rozstania,
odprowadziłam na lotnisko...
nie zapomnę tego pożegnania,
bo moje serce podpowiadało,
że to było ostatnie.

Odleciałaś
do swojego domu,
do swoich obowiązków.
Zbyt długo to nie trwało,
dostałam bolesną wiadomość.

Już ciebie nie było.
Opuściłaś tą ziemię na zawsze.
Pozostał tylko twój skromny grób
nad jeziorem Ontario.

Płynące łzy,
zranione serce,
wspomnienia,
tyle niedokończonych tematów.

I Twoje ostatnie słowa
rzucone w pośpiechu
"... zadzwonię za kilka dni..."
..., ale już nie zadzwoniłaś.

Odwiedzałaś we śnie,
uśmiech mi dałaś...
że będziesz nade mną czuwać,
obiecałaś

...że mnie nie opuścisz
do końca moich dni
dopóki ja będę tu trwać
... na tej Ziemi.

Dotrzymujesz słowa,
czuwasz,
chociaż już z innej strony.
Często odwiedzasz
moje kąty
jak za dawnych lat.

Ostrzegasz
przed trudnością
i z moich radości
cieszysz się ze mną.

Byłaś i będziesz
moją najlepszą
przyjaciółką...
na tym padole.

I chwila jeszcze
na tej Ziemi... i obie wiemy
czas pracuje nieustannie...
znowu się spotkamy
tym razem na zawsze.
-----------------------------------
Mojej przyjaciółce
Dr. Barbarze M.
w jej siódmą rocznicę śmierci.

(7 list. 1998)
-----------------------------------
Vancouver
1 Nov. 2005

CO TO JEST MIŁOŚĆ?



Jest to siła
Jest to fundament
Jest to wielka
Twórczość.

Ale tylko wielka wewnętrzna dyscyplina
Daje klucz do otwarcia tych zdolności
Wzlot do nowego życia
Życia w wielkiej miłości.

Miłość to Bóg
Pełne Jego objawienie
Miłość to zrozumienie
Miłość to wybaczenie
Miłość to zapewnienie
Że ona nigdy nie zostanie
Zaprzepaszczona !

Miłość to wielkie światło
Którym Bóg wypełnia życie
Miłość to wielki instrument
W twoich rękach
Nastrój go dobrze
I zagraj czysto !

Niech zabrzmi jej dźwięk
Jak lutnia i harfa
Niech obudzi cały Wszechświat
Niech go wszyscy usłyszą
Niech go wszyscy pochwycą!

Kochaj wszystkich miłością
Czystą i w niej się przeglądaj
jak w najczystszym lustrze
Miłość to twoje ocalenie
To Bóg - Miłość Absolutna !

Bez miłości twoja ziemska misja
Zostanie zaprzepaszczona
I nie gadaj o niej tyle
Tylko zagraj na tym instrumencie
Pokaż Bogu i ludziom
Że umiesz to czynić

Żyć w wielkiej miłości...
Bo miłość to Bóg!

Vancouver
5 Nov. 2005

MARYJO!
(Modlitwa)



Nasza wierna Matko!
Nasza przedobra opiekunko!
Nie zostawiasz nikogo w potrzebie,
Jesteś z nami w każdej naszej biedzie.

Śpieszysz,
Aby wesprzeć w udręce,
Aby uleczyć w chorobie,
Niesiesz ukojenie,
Zabierasz zmartwienie.

Jesteś naszą wielką nadzieją,
Naszą pośredniczką i wiarą,
Prosisz za nas do swojego Syna,
Nikogo nie pomijasz.

Kochasz małe dzieci,
To im się objawiasz,
Przez nie z nami rozmawiasz.
Ukochałaś te małe, szczere serduszka.

Dziękujemy Maryjo!
Za to, że z nami jesteś,
Pomagasz nam ludziom,
W naszej życiowej drodze.

Uczysz co dla nas jest dobre,
Co podoba się Bogu.

To dzięki Tobie,
Poznajemy wiele Boskich sekretów,
Wiernie nas prowadzisz,
Do Jego wiecznych ogrodów.

Vancouver
7 Nov. 2005

A MIŁOŚĆ CZEKA



Jesteś wędrowcem,
w podróży bez końca.
Szukasz miejsca własnego bytu.
Przemierzasz przestrzenie
życia i wieczności.

Wgłębiasz się w swe serce,
chcesz odnaleźć siebie.
A tam znajdujesz,
Wielką Miłość.
Od zawsze tam mieszka.
Cierpliwie czeka
na ciebie.

Vancouver
30 Nov. 2005

PRZYJAŹŃ BOGA

Bóg wybrał człowieka
Rozpalił w jego sercu miłość
Ten płomień łączy dwa serca
Człowieka z Bogiem.

Bóg jest doskonały
Człowiekowi wierny
Jak dąb niezachwianie stoi
Aby nie upadł człowiek.

Człowiek, istota żywa
Inteligentna i prymitywna
Fałszywe nici zaślepiają oczy
Nie jest Bogu wierny.

Tylko przyjaźń z Bogiem
Sukces przyniesie
Poprowadzi przez życie
Ochroni przed absurdem.

Bóg troszczy się o swoje dzieci
Otworzył drzwi do swojego serca
Otula szalem miłości
Uwalnia od cierpienia.

Bóg dotrzymuje słowa
Nigdy nie zawiedzie
Sam człowiek daleko nie zajdzie
Zginie jak bańka mydlana.

Vancouver.
27 Dec. 2005

ATEISTA



Mówisz, że nie ma Boga
..., ale chodzisz Jego drogami,
szukasz, podglądasz,
interesuje cię każda o nim teoria.

Więc, jak to jest naprawdę?
Czemu tak szukasz,
co cię niepokoi?
A może uważasz
Boga, za życiową przygodę?

Zrób rachunek sumienia,
sam z sobą,
czy tam w sercu, naprawdę
nie ma cienia żadnej wiary?
Czy tylko w tobie,
dziwna przekora?

Wyjdź na spotkanie z Bogiem,
sam na sam,
Nie bierz światków,
nie udowadniaj własnym dialogiem,

że naprawdę w niego nie wierzysz.
To nie ma sensu,
w swoim czasie serce skruszysz,
staniesz u Jego boku.

Vancouver
27 Dec. 2005

WIESLAWA