WIELCY LUDZIE

JÓZEFA MARIA MENENDEZ
(STYGMATYCZKA MISTYCZKA ZAKONNICA)

PRZEPIĘKNA BIOGRAFIA Z KTÓREJ PŁYNIE WIELKA NAUKA DLA WSZYSTKICH

Józefa urodziła się 4 lutego 1890 roku w Madrycie. Była najstarszą z czterech córek wojskowego obdarzonego dużymi zdolnościami artystycznymi. Dzieciństwo miała szczęśliwe. Z natury była zarazem nader żywa i poważna; ojciec nazwał ją "Małą Cesarzową". Konfirmowana została w wieku lat pięciu, a dwa lata później po raz pierwszy przystąpiła do spowiedzi. Spowiednik mądrze prowadził tę młodą duszę, ucząc ją sztuki medytacji i żarliwej modlitwy, uczulając na fakt, iż Bóg zawsze jej towarzyszy. Ofiarował Józefie małą książeczkę, dzięki której nauczyła się rozważania prawd wiary i podejmowania postanowień.

Wspominała : "Byłam nią zachwycona, zwłaszcza gdy opowiadała mi o Dzieciątku albo o Męce Pańskiej. Miałam tak wiele do powiedzenia naszemu Panu i już wtedy planowałam, że poświęcę się Temu, który posiadł całą moją miłość".

Wszyscy dostrzegali pobożność tej dziewczynki, jej miłosierdzie i skłonność do poświęceń; zawsze była tak słodka i serdeczna. Poważnie podchodziła do tego, że jest najstarsza z całego rodzeństwa. Kiedyś, gdy jedna z sióstr kupiła coś, ale zapomniała zapłacić i przerażona wyznała to Józefie - ta uspokoiła ją i sama poszła rozliczyć się ze sklepikarzem. Józefa regularnie odwiedzała trędowate i opiekowała się nimi - aż do momentu, gdy rodzice, co bardzo ją zasmuciło, dowiedzieli się o tym i zakazali kontynuowania takiej działalności.

Siłę i spokój czerpała z tego, że On uczynił ją swoją wybranką. Udręki, którymi miało być naznaczone całe życie Józefy, zaczęły się w roku 1907, od śmierci jej małej siostry, Carmencity. Józefa przyjęła to ze spokojem; nauczyła się cierpieć tak, jak kochała - otwierając serce na smutek i ofiary. Kiedy zmarł Jej ojciec , tylko swoim talentem (szyciem), mogła zapewnić rodzinie utrzymanie. Marzyło się jej życie zakonne, ale musiała mieć na uwadze łzy swej matki i zobowiązania wobec sióstr.

Mając dwadzieścia dwa lata, za radą swego spowiednika, wstąpiła do Zgromadzenia Najświętszej Maryi Odkupicielki. Z czasem jednak coraz bardziej uświadamiała sobie, iż jej miejsce jest pośród sercanek i powątpiewała w to, czy naprawdę odnalazła już swoje powołanie. Kiedy postulat dobiegał już końca, matka poprosiła ją o powrót do domu i Józefa na to przystała. Wróciła do szycia, ale pociąg do Zgromadzenia Najświętszego Serca wciąż wypełniał jej myśli i wydawał się spełnieniem wszelkich aspiracji. Oświadczyła wówczas: "Od czasu dzieciństwa moją jedyną modlitwą było: Abym mogła zamieszkać w domu Pana i im bardziej przyglądam się życiu wokół mnie, tym mocniej pragnęłabym umrzeć, jeśli nie udałoby się zaspokoić tego pragnienia mojego serca".

Kiedy ukończyła dwadzieścia dziewięć lat, ponownie porosiła o przyjęcie do tego zakonu, ale została odrzucona. Józefa załamała się i zaczęła błagać Pana, by pozwolił jej wstąpić w szeregi zgromadzenia albo dał umrzeć. Objawił się jej wówczas i przyniósł siłę pozwalającą znieść tę udrękę.

Znalazła miejsce w zgromadzeniu sercanek jako siostra-pomocnica. Przebywając w klasztorze, pracowała w kuchni, zamiatała sale, szyła.

Przełożone Józefy wiedziały, że już za czasów postulatu często doznawała mistycznych objawień dzięki Najświętszemu Sercu, które wybrało ją na ofiarę swej sprawiedliwości i łaski, zdolną upowszechnić bezgraniczną miłość, jaką żywiło do wszystkich dusz. Józefę odwiedzały Matka Boska i św. Magdalena Zofia Barat, założycielka zgromadzenia. Pan nasz wyjawił Józefie, że misją jej miało stać się cierpienie dla dobra Jego Serca i zbawienia dusz - zwłaszcza dusz kapłanów i przedstawicieli duchowieństwa. Powiedział jej : "Świat nie zna łaskawości, jaką kryje Moje Serce. Zamierzam oświecić ludzi przez ciebie... Chcę, byś stała się apostołem Mej miłości i łaski".

Tłumacząc, czym jest wartość takiej drogi życiowej, Jezus powiedział Jej "To właśnie Ja pozwalam cierpieć duszom, które kocham. Cierpienie niezbędne jest dla wszystkich, ale o ileż bardziej potrzebują go te dusze, które wybrałem - ono je oczyszcza i dzięki temu jestem w stanie wykorzystać je, by wielu wyciągnąć z ognia piekielnego". "Spokój ofiarowany Mi przez jedną wierną duszę jest dla Mnie nagrodą za chłód i obojętność tak wielu pozostałych".

Któregoś dnia, kiedy Józefa stawiała czoła trudnemu aktowi posłuszeństwa, pojawiła się jej Matka Boża, która powiedziała : "Jeśli poprzez miłość przezwyciężysz swoje opory, dzisiaj niebo tworzy się dla pewnej duszy, której zbawienie jest poważnie zagrożone. Gdybyś tylko wiedziała, jak wiele dusz można zbawić dzięki tym małym aktom! "Najświętsza Panienka wyjaśniła także, w jaki sposób Chrystus pragnie wykorzystać Józefę jako swoją posłankę : "Jezus życzy sobie, by Jego słowa pozostały utajone, dopóki będziesz żyła. Po twojej śmierci poznają je wszystkie krańce ziemi, a w ich świetle wiele dusz uzyska zbawienie dzięki ufności i całkowitemu oddaniu się miłosiernemu Sercu Jezusa".

Jako postulantka, Józefa częstokroć musiała się mierzyć z potwornymi pokusami spychającymi ją z drogi powołania. Zwalczała je za każdym razem modlitwą : Boże, kocham Ciebie". Pewnej nocy, podczas takich zmagań, po raz pierwszy doświadczyła napaści diabła, jednej z tych, które miały ją nękać przez resztę życia : srogie razy spadały na nią przez całą noc i ranek, aż do momentu Podniesienia podczas porannej Mszy, kiedy to raptownie ustały. Po pięciu tygodniach takich udręk fizycznych i psychicznych nasz Pan objawił się Józefie i pozwolił jej "wstąpić do swego Serca". To doznanie duchowe miała przeżyć jeszcze niejeden raz. Jezus często dawał do zrozumienia, że wybrał Józefę nie z racji specjalnych łask albo jej zasług, ale z uwagi na jej marność i słabość: "Wyróżniłem ciebie jako całkowicie bezużyteczną i pozbawioną wszystkiego, żeby tylko Mnie można było przypisać wszystko, co mówię, o co proszę i co robię". Jezus obdarzył Józefę pragnieniem cierpienia.

Często obarczał ją swym Krzyżem na całe godziny, a nawet na całe dni i noce. Powierzał jej także na dłuższy czas swoją Koronę Cierniową i pozwalał odczuć ból związany z raną w boku oraz ćwiekami wbitymi w stopy i dłonie; w piątki zaś dopuszczał, by dzieliła Jego duchowe cierpienie.

Któregoś dnia powiedział : "Weź Mój Krzyż, Gwoździe i Koronę, a Ja udam się na poszukiwanie dusz". Józefa cierpiała za konkretne dusze stojące w obliczu piekła - zwłaszcza za kapłanów i zakonnice. Jezus objawiał się jej zniekształcony i obolały, a także z cierniem przebijającym Jego Serce męcząc się za grzechy kogoś, kto bliski był potępienia.

Później, gdy już minęły dni potwornych męczarni, tak wewnętrznych jak i zewnętrznych, ukazywał się jej piękny i pełen chwały, ujawniając, że dusza na której Mu zależało, powróciła do Niego. Józefę odwiedzały także dusze czyśćcowe, spowiadając się z grzechów, które je tam zaprowadziły, i błagając o modlitwę. Bóg dopuścił do tego, by Józefę nękał diabeł. Demon nie ograniczał się jedynie do męczenia jej ciężkimi ciosami, ale i niekiedy władał jej ciałem w obecności przełożonych. Niespodziewanie znikała i po wytężonych poszukiwaniach odnajdowano ją pod jakimś ciężkim meblem albo w kącie, do którego nikt nie zaglądał. Diabeł dręczył ją też ogniem; przełożone widywały, jak odzież Józefy się tli i znajdowały na jej ciele oparzenia, które zazwyczaj goiły się bardzo długo. Ów demon objawiał się jej też jako pies albo wąż, a także w postaci człowieka.

Bóg dopuścił też do tego, by Józefa w imię zbawienia dusz dała się zabrać do piekła. Fenomen ten rzadko się spotyka, studiując żywoty świętych. Józefa całe godziny, a nawet noce spędzała w owym miejscu, znosząc wszelkie kaźnie piekielne, nie godząc się jedynie ze znienawidzeniem Boga. Zobowiązano ją, by opisała te doświadczenia; owe opisy piekła i rozpaczliwych krzyków potępionych naprawdę są w stanie wzbudzić lęk. Podczas tych podróży ciało jej wydawało się martwe, zaś kiedy z nich powracała, skóra i odzież paskudnie cuchnęły siarką i zgnilizną. Gdy przebywała w piekle czuła, że pozostanie tam na zawsze; nie mogąc kochać, udręczona była wspomnieniem bliskiego związku z Panem, którego jej niegdyś dane było poznać. Tam też uświadomiła sobie, jakie tłumy ludzi się zatraciły. Każda wyprawa tam wydawała się jej pierwszą, mimo iż spotykało ją to ponad sto razy. Powracając, za każdym razem doznawała niewysłowionej radości, że może nadal kochać Boga.

Podczas któregoś z diabelskich ataków Józefa usłyszała nagle zgrzytanie zębów i wrzask pełen furii; właśnie wtedy pojawiła się Matka Boska. Powiedziała jej : "On może ciebie nękać, nie ma jednak dość mocy, by uczynić ci krzywdę. Wpada w furię, gdyż tak wiele dusz mu ucieka... dusz, które tyle znaczą... Gdybyś tylko znała prawdziwą wartość duszy..." Jezus ujawnił Józefie, że najbardziej martwi go brak wiary odczuwany przez dusze, które wybrał. Powiedział : "Jak wiele dusz przepada ! " I zaraz potem dodał: "Jedna wierna dusza jest w stanie naprawić szkody i uzyskać łaskę dla tak wielu niewdzięcznych". "Każda dusza może stać się narzędziem tej subtelnej pracy... Nie chodzi o nic wielkiego, wystarczają najdrobniejsze akty : jeden krok, jedna podniesiona słomka, powściągnięcie spojrzenia, zaoferowana usługa, serdeczny uśmiech... wszystko to, ofiarowane Miłości, w istocie ogromnie służy duszom i ściąga na nie deszcz łaski ". Podczas pewnego doświadczenia mistycznego Pan wyjął Józefie serce i zastąpił je żarzącą się iskrą ze swego własnego Serca.

Od tego czasu czuła w sobie ogień miłości Bożej; odczuwała taką potrzebę bliskości Jezusa, że "za potwierdzone męczeństwo należało uznać, iż się przebywa tak daleko od Niego". Pochłaniało ją pragnienie miłowania Boga i uzyskania wzajemności. Kiedyś, gdy Józefa wyznała Panu, jak wyczerpały ją tygodnie udręki, usłyszała : "Niepotrzebna mi twoja siła, Ja oczekuję twej uległości". Jezus powiedział też : "Tylko jedno musisz robić Józefo, kochać, kochać i kochać !" Józefa bardzo często odnawiała śluby, na nowo oddając siebie Panu. Jezus i Maryja wyraźnie przepowiedzieli jej okoliczności w jakich umrze. 7 sierpnia 1922 roku Pan oświadczył, że niedługo już będzie musiała na to czekać. Powiedział, że ostrzeże ją tuż przedtem, tak by przełożone zdołały powiadomić o wszystkim biskupa.

W okresie owych ostatnich miesięcy Jezus zażądał od Józefy, by przezwyciężyła wrodzoną nieśmiałość i trzykrotnie dostarczyła biskupowi przeznaczone dla niego przesłania. Józefa udała się też do Rzymu, by zanieść przełożonej generalnej treść pewnego objawienia. Co więcej, Chrystus wyjawił Józefie misję, której spełnienia oczekiwano od niej w niebie. Od pierwszych dni listopada roku 1923 katusze, które Józefa przeżywała za dnia, ale głównie w nocy, zaczęły ją wyniszczać, a dotkliwy ból, którego z nie wyjaśnionych przez lekarzy przyczyn doznawała co piątek, przybrał na sile.

Żaden z doktorów nie był w stanie postawić diagnozy. Jakiś czas przedtem pewien lekarz osłupiał, dowiedziawszy się, że ma ona zaledwie trzydzieści trzy lata. "Jest całkiem wyczerpana" - stwierdził. Po południu, 8 grudnia, Józefa napisała pożegnalne listy do swej matki i sióstr, zażyczywszy sobie uprzednio, by przesłano je im dopiero po jej śmierci. Matce napisała : "Rada jestem, że umrę, gdyż tak chce Ten, którego kocham. Dzięki temu ujrzę Jego twarz bez żadnej osłony, co tu na dole nie jest możliwe. Nie martwcie się z mojego powodu, gdyż śmierć jest początkiem życia, o ile kochamy i oczekujemy Jego przybycia..." W dniu 9 grudnia Józefa po raz ostatni uczestniczyła w Mszy świętej. Owego wieczoru, tuż po błogosławieństwie, uległa swym cierpieniom i trafiła do salki szpitalnej, gdzie pisane jej było umrzeć. Mimo to jedni nadal uważali ją za radosną a inni za zadumaną, jako, że myślała tylko o losie innych dusz i zapominała o sobie.

Przez szereg dni jeszcze cierpiała, znosząc katusze, ingerencje diabła a nawet stan opętania. Ta ostatnia próba trwała kilka dni i wymagała wytrwałej walki wewnętrznej, zwłaszcza, że diabeł odejmował cierpienie i obiecywał jej powrót do zdrowia w zamian za odrzucenie niezwykłych dróg, którymi prowadził ją Bóg. Kapłan odprawił egzorcyzmy. Modlitwa do Matki Boskiej Bolesnej i złożone przez Józefę ślubowanie zakończyły ten obrządek i na zawsze uwolniły ją od demonów. Momentalnie powrócił ból, błogosławiony ból, świadectwo łaski. W nocy, 29 grudnia, opiekunka salki szpitalnej na jakiś czas wyszła, by dołączyć do sióstr spożywających wieczerzę. Józefa pozostała sama po raz pierwszy od niemal trzech tygodni. Siostra wróciła po kilku minutach i odkryła, że Józefa zmarła a na jej twarzy zastygł grymas straszliwego cierpienia.

Prawie w tym samym momencie oblicze zmarłej rozpogodziło się, cały dom wypełniła nadnaturalna harmonia i spłynęło tam wiele łask. Kiedy siostry przyszły ubrać zmarłą, odkryły, że jest już przyodziana, choć nikt nie wchodził do owej sali. Następnego ranka, 30 grudnia, w niedzielę, cała wspólnota poznała ów sekret, który przez ostatnie cztery lata ujawniono tak niewielu osobom. Jak napisała matka przełożona : "Powinno być tak, że one pierwsze doznają zbawiennego wpływu tej łaski". Podczas dziesięcioleci, które nastąpiły potem, dzięki książce " DROGA MIŁOŚCI BOŻEJ " tysiące ludzi dowiedziały się o misji siostry Józefy. Zakończono już proces diecezjalny dotyczący jej zasług.

Opracowała Ammy