|

Pochodzi z
miasta Cochabamba w Boliwi.
Dlatego kiedy zaczęła spisywać teksty o Męce Pana Jezusa, o
Eucharystii, o Niebie wzbudziła wielkie zdumienie. Catalina
przyznała, że słyszy głos Pana Jezusa i spisuje jedynie to, co od
Niego słyszy.
Jej widzenia zaczęły się w 1993 roku. Wtedy to objawiła się jej
Maryja, a później Jezus, który polecił spisać dla całej ludzkości
podawane przez siebie przesłania. Wielu wątpiło w prawdziwość objawień Cataliny. Kwestionowano autentyczność tych orędzi,
bo choć były zgodne z nauką Kościoła, twierdzono, że mogły być
owocem ludzkiego umysłu lub wyobraźni. Jednak powszechne zdziwienie
budził fakt, że słowa pełne głębokiej treści, spisane pięknym, ale
też i prostym językiem, dotyczące życia, duchowości i teologii, mogą
pochodzić od kobiety, która nie ukończyła nawet szkoły średniej.
Zastanawia również to, że pisze ona czasem przesłania w językach,
których w ogóle nie zna, np. po polsku, łacinie czy grecku.
Nagłośnienie tego, co dzieje się w Cochabambie, zawdzięczamy
Michaelowi Willesee, popularnemu dziennikarzowi australijskiemu,
który mimo dużego sceptycyzmu wobec tego, co działo się w Boliwii,
przyjął propozycję zajęcia się tym tematem. Boże słowo zachwyciło go
i wkrótce stał się jego propagatorem na całym świecie.

W 1994 r. modląc się pod krzyżem, odczuła pragnienie całkowitego
oddania się Jezusowi. Ujrzała wtedy wielkie światło, które przeszyło
jej dłonie i stopy, pozostawiając krwawiące rany. Usłyszała głos:
"Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem." Odtąd pojawiają się
na jej ciele stygmaty (na czole, dłoniach i stopach, w boku), a
Catalina przeżywa cierpienia agonii, łącząc się cierpieniem Jezusa
na Krzyżu. Świadkiem tego zjawiska był w pierwszy piątek stycznia
1996 r. lekarz, doktor Ricardo Castanion, którego świadectwo
przyczyniło się do uznania za prawdziwe doświadczeń Cataliny.
9 marca 1995 r. Catalina kupiła gipsową figurkę Pana Jezusa, z
której oczu zaczęły wypływać krwawe łzy. Zjawisko zainteresowało
uczonych, którzy na prośbę dziennikarzy pobrali próbki i przebadali
je w USA i w Australii, stwierdzając w nich obecność ludzkiej krwi.
Badania przeprowadzone przez władze kościelne potwierdziły
autentyczność tego wydarzenia, a niezwykła figurka stoi dziś w
kościele w Cochabamba.

Catalina Rivas zapisuje słowa skierowane do całego świata. Pan Jezus
powiedział do niej: "Wieczna miłość szuka dusz, które mogą
powiedzieć nowe rzeczy o starych, dobrze znanych prawdach... Kto
korzysta i zachwyca się nimi, pomaga również i innym czerpać z nich pożytek. Kto ich nie rozumie, jest nadal niewolnikiem złego ducha."
Słowa przez nią zapisywane nie zawierają nowych prawd, ale
przypominają ewangeliczne wezwanie do nawrócenia, wzywają do
przyjęcia Boga i Jego miłości oraz zachęcają do życia zgodnego z
dekalogiem, Ewangelią i nauką Kościoła katolickiego.
Kobieta zaczyna po pewnym czasie słyszeć głos Jezusa i spisuje Boże
przesłania dla świata. W 1996 r. modląc się pod krzyżem, odczuła
pragnienie całkowitego oddania się Jezusowi. Ujrzała wtedy wielkie
światło, które przeszyło jej dłonie i stopy, pozostawiając krwawiące
rany. Usłyszała głos:
"Raduj się z
powodu daru, jakim cię obdarzyłem"
W ciągu niecałych trzech lat powstaje osiem książek, m. in. "Pasja",
"Święta Godzina", "Wielka Krucjata Miłości", "Drzwi do nieba".
Chrystus mówi do Cataliny:
"Ty jesteś
Moim piórem, którym poruszam, aby kreśliło znaki wyrażające Moje
słowa. To, co pisze twoja ręka, pochodzi ode Mnie i będzie
powtarzane i nagłaśniane przez innych, tak, aż wypełni całą ziemię".
Jednym ze świadków tego zdarzenia był Ricardo Castalone, psycholog,
który od wielu lat bada na całym świecie przypadki objawień Jezusa i
Maryi oraz obrazy i figurki, które łzawią lub wydzielają olejki.
Podobnie jak do wielu innych, z wielkim sceptycyzmem podchodził do
objawień Cataliny.
Podczas jednego ze spotkań z Catalina, 4 lipca 1996 r., stał się
świadkiem cudownego zjawiska pojawienia się znaków ukrzyżowanego
Chrystusa.

Reporter
Michael Willesee miał zamiar sfilmować Catalinę w czasie, kiedy
pojawią się u niej stygmaty. Datę realizacji programu Znaki od Boga:
nauka bada wiarę ustalono celowo na Wielki Piątek. W tym dniu jednak
stygmatów nie było. Dzień po emisji programu mistyczka usłyszała
słowa Jezusa:
Trwajcie w wierze,
dostaniecie swój dowód dzień po Bożym Ciele.
Ekipa telewizyjna wraz z Michaelem towarzyszyła Catalinie również na
dzień przed przepowiedzianymi stygmatami. Wtedy też pobrano od
kobiety próbki krwi, by móc je porównać z krwią mającą wypłynąć ze
stygmatów.
Przez cały dzień kobieta była radosna i rozmowna, dopiero wieczorem
Willesee zaobserwował, że stała się niespokojna i mniej towarzyska.
W pewnym momencie przeszła do pokoju, w którym zwykle się modliła.
Kiedy Michael poszedł do niej, wyjaśniła mu przez łzy, że poczuła
głęboki smutek i dlatego udała się na miejsce modlitwy. Scena ta
przypomniała dziennikarzowi postawę Chrystusa modlącego się w
Ogrójcu.
Zgodnie z zapowiedzią Jezusa w piątek 4 czerwca około południa
Catalina zaczęła odczuwać bóle. Na jej czole pojawiły się krople
krwi oraz skaleczenia przypominające rany Chrystusa od korony
cierniowej. Na dłoniach i stopach kobiety można było zauważyć
wgłębienia w kształcie krzyży, które stopniowo przekształcały się w
głębokie rany, wyglądające jak rany przybitego do krzyża Jezusa.
Cierpienie Cataliny nasilało się. Wyglądała, jakby była w agonii.
Jej córka, przyjaciele, przewodnik duchowy i cała ekipa telewizyjna
z wielkim współczuciem towarzyszyli stygmatyczce. Nikt z tych,
którzy oglądali to wydarzenie, nie mógł powstrzymać łez. Willesee
pobrał próbki krwi płynącej z ran Cataliny. Tuż po godzinie 15 ból
minął. Pobraną krew oddano do zbadania. Po porównaniu próbek w
laboratorium Hayward w Kalifornii okazało się, że wbrew oczekiwaniom
Michaela krew wypływająca z ran stygmatyczki nie jest krwią
Chrystusa, lecz należy do Cataliny. Niemniej jednak bardzo
sceptyczny na początku dziennikarz sam przyznał, że nie należy
doszukiwać się zbyt wielu niezwykłych czynników w czymś, co jest
przecież i tak nadzwyczajne.
Następnego dnia Willesee znów odwiedził Catalinę. Był zaskoczony
zmianą, jaka w niej zaszła: nie minęła doba od jej dotkliwych
cierpień, a kobieta była już wesoła i rozmowna.
Po głębokich ranach pozostały tylko blizny. Tuż po pojawieniu się
stygmatów Jezus powiedział Catalinie:
"Przygotowałem cię
na ten dzień, ponieważ musiałem jeszcze raz pokazać światu swoje
cierpienie przez kogoś takiego jak ty. Dziękuję.

Dziennikarz zapytał na koniec Catalinę - czy Chrystus chce coś
jeszcze przekazać?
Po chwili milczenia Catalina odparła, że Bóg oczekuje, iż każde z
Jego słów spadnie jak kropla, by pocieszyć ludzkie serca. Na pytanie
zaś, jakie grzechy najbardziej obrażają Boga, mistyczka
odpowiedziała:
Wszystkie grzechy. Nie ma małej kradzieży czy dużej - jest kradzież.
Nie ma małego kłamstwa czy dużego - jest kłamstwo.
Ale myślę, że grzechem najbardziej obciążającym człowieka jest
arogancja.
Na koniec Catalina wyraziła pragnienie, by ludzie pamiętali, że mamy
żywego Chrystusa w Eucharystii, i by pamiętali, że Chrystus na nas
czeka. Proszę, nie zapomnijcie, że On cierpi za każdego człowieka -
dodała.
Opracowała Ammy
|