|

Fluor w paście do zębów jest nam tak samo potrzebny jak ból zęba...
- ten żart, który powstał w gronie specjalistów zajmujących się
fluorem, może byłby śmieszny, gdyby nie fakt, że sytuacja jest
tragiczna.
Ewa Pietkiewicz- Rok, lekarz pediatra i mama dwojga dzieci zauważa w
swojej praktyce lekarskiej coraz więcej przypadków, tak zwanej,
osteoporozy przedszkolnej. Jest to schorzenie, które pojawiło się
wraz z fluorowymi pastami do zębów. Doktor przestrzega przed
dostarczaniem do organizmów dzieci nadmiernych dawek fluoru, które
powodują zaburzenia w składzie tkanki kostnej i zębowej. Fluor
wypiera wapń . z kości i zajmuje jego miejsce w strukturze kostnej.
A tak zmieniona chemicznie nowa tkanka kostna, czy zębowa ma dużo
gorsze parametry i w konsekwencji zamiast planowanego spadku liczby
przypadków próchnicy, powoduje raczej niebezpieczną ucieczkę wapnia
z organizmu, czyli wczesną osteoporozę.
Doktor Pietkiewicz-Rok zauważa na podstawie obserwacji dwójki
własnych dzieci, że starsze dziecko, któremu podawała fluor ma
znacznie gorszy stan uzębienia, niż to młodsze, które (z powodu
informacji o szkodliwości tego związku) już nie dostawało fluoru. Do
podobnych konkluzji doszło szacowne gremium z Amerykańskiego
Instytutu Badań Stomatologicznych. Ekspertyzy wykazały, że nie ma
różnicy między liczbą ubytków w zębach dzieci mieszkających na
terenach objętych fluoryzacją i na nieobjętych.

Fluor - tak naprawdę - jest trucizną. Używa się go do... trutek na
insekty. Jest też głównym składnikiem leków psychotropowych. Wiele
środków uspokajających, między innymi - Stelazinum ma w swoim
składzie fluor i jest używany w domach opieki społecznej, a także w
szpitalach psychiatrycznych na całym świecie. Już niewielkie
stężenie soli fluoru wystarczy, by znacznie spowolnić reakcje
sensoryczne i umysłowe człowieka.
Jak opisywaliśmy to w poprzednim numerze "Wegetariańskiego świata" - pierwszym krajem, w
którym służby odpowiedzialne za zdrowie narodu zajęły się tym tak
oswojonym i tak dotychczas uważanym za bezpieczny suplementem - była
Belgia. Zabroniono tam używania dodatków fluorowych, tabletek
fluorowych, kropli i fluorowych gum do żucia, które przez dziesiątki
lat promowane były przez dentystów. Obecnie zostały zakazane i
wycofane z rynku, uznane za trujące i stanowiące wielkie zagrożenie
dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Zadecydował o tym Federalny
Minister Zdrowia Publicznego - Magda Aevolet.

Już w 1999 roku UNICEF w swoim raporcie zgłaszał, że pewne rządy nie
były wystarczająco poinformowane o tym, jak trujący jest fluor -
szczególnie dla dzieci, których młody organizm wchłania więcej
fluoru niż organizm dorosłego człowieka. Użyteczność fluoru już
wcześniej była kwestionowana na całym świecie. W ciągu ostatnich lat
dwunastu zdobywców Nagrody Nobla w Medycynie i Chemii ostrzegało
przed zagrożeniem dla zdrowia, jakie może nieść ze sobą fluor.
Zwracali uwagę, że przyjmowanie fluoru przez dzieci jest po prostu
niebezpieczne.
Fluorek sodu, który używany jest w tak zwanych dodatkach
żywieniowych, jest 80 razy bardziej trujący niż naturalnie
występujący fluorek wapnia (calcium fluoride), które to często
mylone są ze sobą przez medycznych profesjonalistów. Również - co
jest bardzo ważne – fluorek sodu (sodium fluoride) jest trującym
produktem ubocznym produkcji aluminium i przemysłu chemicznego
(nawozów sztucznych). Przedsiębiorstwa międzynarodowe, takie jak
Exxon, US Steel czy Alcoa, mogą pozbywać się swoich odpadów legalnie
i dodatkowo czerpać z tego korzyści finansowe.

Szczególnie w USA lobby fluorowe robi wszystko, aby dodawać fluor do
wody pitnej. Belgia na razie jest jedynym państwem zakazującym
stosowania fluoru, ale doświadczenie pokazuje, że jeżeli jeden z
krajów członkowskich zakazuje jakiś niebezpiecznych materiałów,
reszta Europy powoli się do tego dopasowuje.
Źródło: Wegetariański świat, luty 2005, nr 2 (96)
|