ŚWIAT ENERGII

CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE?
(CZĘŚĆ 5)

LINK! DO CZĘŚCI 4

LINK! DO CZĘŚCI 6

W ciągu ostatnich lat wielu ludzi zadaje sobie pytanie: co się ze mną dzieje? Wielu moich znajomych przeżywa duże problemy z ciałem, własnymi emocjami, czują się bez powodu zmęczeni i doznają wiele innych dziwnych uczuć i doznań. Obserwuję to samo nawet na księdze gości na „Rose of Sharon”. Ludzie opisują niezwykłe zdarzenia występujące w ciele, które dotąd były im nieznane, intensywne sny, wizje, a nawet wychodzenie z ciała. Podobne symptomy obserwuję u różnych grup wiekowych, niezależnie czy to mężczyźni czy kobiety, nastolatki czy osoby starsze i całkiem dojrzałe. Wiele osób podaje symptomy podobne do menopauzy nawet mężczyźni w różnym wieku. Czy możemy takie fakty ignorować, czy należy wejść mocniej w temat i zastanowić się: co tak naprawdę się z nami dzieje?

Na księdze gości nie przeoczam żadnego wpisu, który świadczy o procesie transformacji. Nie zawsze reaguję, ponieważ wiele symptomów może mieć charakter chorobowy i aby dobrze rozpoznać, co jest co, należy danej osobie przyjrzeć się wnikliwie. Łatwo się pomylić, a już na pewno nie powinniśmy stawiać żadnych diagnoz przez internet. Wprzódy należy wykluczyć jakąkolwiek chorobę, należy zbadać swoje ciało, szczególnie na początku kiedy nie mamy jeszcze rozeznania.

Symptomy budzące nas i występujące podczas „montażu” z boskimi połączeniami nie są wcale takie łatwe, potrafią wywrócić nasze życie o 180 stopni. Budzimy się w zupełnie innym paśmie rezonansów, ale zanim przestroimy cały nasz organizm i sposób myślenia upłynie jeszcze nie jedna woda w rzece.

Duchowy wzrost jest pełen nierówności, musimy przejść przez wiele zmian i przemian. Stare systemy wiary walą się, w naszych kanałach wibruje coraz mocniej energia i rozświetla nasze umysły, ale i wyzwala życiowe dramaty. Do wyższego poziomu świadomości wiedzie wyboista droga. Mija sporo czasu kiedy łagodnieją objawy wznoszenia: ból, niepokój, strach, lęk. Z początku jest bardzo ważne, aby nam ktoś pomógł, kto już ten proces ma za sobą. W tej naszej podróży wyjaśni o co tu chodzi, ale cały czas należy słuchać własnego ciała, spróbować połapać się, na którym jesteśmy poziomie duszy.

Nie wolno dać się pokonać panice, bez względu na to co się dzieje wybrać spokój. Zamiast słuchać niemądrych podszeptów ludzi, którzy nie mają o tym procesie pojęcia, a w dodatku we wszystkim widzą opętanie i demony, lepiej wsłuchać się w swój wewnętrzny głos prawdy i znaleźć w swoim sercu Boga. W przebudzeniu duchowym będą sytuacje przejściowe, pojawią się, znikają i mogą pojawić się ponownie. Należy obserwować i zdać sobie sprawę, że to wszystko co zachodzi w naszym ciele jest związane ze światłem. To jest niesamowite kiedy nasz świat zmienia się zewnętrznie i wewnętrznie na naszych oczach.

Z własnego doświadczenia wiem, że podobne symptomy jakimi określa się wiele chorób mogą pojawić się w ciele człowieka podczas duchowego rozwoju. Do tej pory nikt nas nie uczył, a nawet nikomu nie przychodziło to do głowy, że indywidualne zmiany duchowe mogą pojawić się w taki sposób. W dodatku nie wszyscy mamy te same przekonania, wierzenia, jesteśmy różni, a jednak obecnie na całym świecie ludzie skarżą się na podobne odczucia, panuje dziwna pandemia, tym razem duchowa.

Dzisiaj trudno też zagwarantować komukolwiek, że akurat w tym konkretnym ciele zachodzi proces budzenia duchowego. Zbyt wiele się wydarza, jesteśmy pod wpływem różnych zewnętrznych zakłóceń: GMO, chemtrails, fal elektromagnetycznych, potężnego promieniowania jądrowego, chemicznych lekarstw. Z tych powodów też szwankują ciała, i chociaż bóle przy rozwoju duchowym i chorobie są zupełnie inne, ale skąd mamy wiedzieć jak to rozróżnić dopóki nie doświadczymy na własnej skórze jednego i drugiego?

Musimy się w tym nieco rozeznać i wiedzieć, jak przyjąć informacje naszego ciała. Nasze życie zmienia się na naszych oczach, jesteśmy poddani jakiejś większej obróbce i czujemy się różnie, czasami wydaje się nam, że jesteśmy tylko delikatnym płatkiem śniegu i byle podmuch cieplejszego wiatru nas rozpuści, innym razem pod wpływem ciężkich razów jakie otrzymujemy, które powalają nas na ziemię, ponownie się podnosimy, aby żyć dalej .... i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że dodają nam tylko sił do szukania nowych informacji dla siebie i chęci głębokiego zbadania – dlaczego tak się dzieje? Szukając wzmacniamy się na wszystkich polach i powoli, ale ciągle przemy do przodu. Jeśli trafimy na odpowiednich ludzi wejdziemy szybciej w rezonans ze światłem. Jeśli ich reakcje będą krytyczne, a nawet złośliwe plączemy się i stoimy w miejscu. Kiedy już wchodzimy na wysoki poziom rezonansów stajemy się coraz czystszym kanałem i rozumiemy własne przeznaczenie.

W roku 2000 życie osobiście rzuciło mnie w takie położenie, w wir wielkich poszukiwań, kiedy całe moje ciało w ciągu bardzo krótkiego czasu rozleciało się na „kawałki”. Odezwały się symptomy nie wiadomo ilu chorób, był problem ze wszystkimi organami, a później jeszcze drobniej, nie było ani jednego cm ciała bez bólu. Kiedy lekarze pytali mnie: co cię boli? Odpowiadałam: nie bolą mnie tylko włosy i paznokcie. Zostały zakłócone wszystkie moje pola: fizyczne, emocjonalne, mentalne i duchowe ... żyłam, a byłam jak martwa. Były dni, że wszystko mi przeszkadzało, a w innych wpadałam w „kosmiczną dziurę”, nawet nie wiedziałam jaki jest dzień, nie interesowała mnie pora dnia, nocy, nie jadłam, nie piłam.

Sporo na ten temat już napisałam w swoich doświadczeniach. Długo mi zeszło zanim własnym „psim węchem” rozszyfrowałam wiele tych „dziwnych chorób”, które zaatakowały moje ciało jednocześnie, w dodatku zaczęły mi towarzyszyć dziwne sny, wizje, błyski światła, huki w głowie, doznania prądu elektrycznego i wielki wewnętrzny pożar, który wybuchnął nagle w moim wnętrzu. Po długiej analizie doszłam do wniosku, że ten ogień tlił się we mnie już kilka lat ... i nawet moja przyjaciółka – lekarz była bezsilna, aby znaleźć na to zjawisko jakąś konkretną odpowiedź. Słuchała mnie i milczała, nie umiała postawić żadnej diagnozy. To było jeszcze 3 lata wcześniej zanim nastąpiło wielkie BUM!

Jeszcze wcześniej i to co najmniej od ośmiu lat zaczęły się problemy z klatką piersiową, bywało, że bez żadnego powodu, najczęściej podczas snu czułam jakby ktoś wbijał mi włócznie w środek klatki piersiowej. Nie da się opisać tego uczucia, nie mogłam się poruszyć, ani krzyknąć, a nawet nie mogłam oddychać. W tej samej chwili przychodził wielki strach. Jeśli ten ból utrzymywałby się chociaż jedną minutę, chyba umarłabym z bólu, na szczęście był sporo krótszy. Oczywiście sprawdzałam serce, robiono mi różne badania ... i nic nie znaleziono, a nawet jedna pani dr. kardiolog powiedziała, że sama sobie to wymyśliłam i okazała mi wielką ignorancję. Tak, że zostałam sama na placu walki, ból przychodził, odchodził, dołączył ból pleców między łopatkami, ten trwał już całymi godzinami, dniami a później przeciągał się na tygodnie. Robiłam badania na kręgosłup, i oczywiście nic nie znaleziono.

Wysłano mnie na fizykoterapię, po trzecim zabiegu nie mogłam ruszyć rękami. Pamiętam do dziś jak po zabiegu z płaczem prowadziłam samochód i prosiłam Boga aby bez wypadku dojechać do domu. Efekt leczenia był taki, że wylądowałam na lekarskim zwolnieniu i już nigdy nie wróciłam na zabiegi. Minęło trochę czasu zanim się pozbierałam, ale nigdy do końca nie minął ten ból między łopatkami.

W roku 1994 miałam duże problemy z brzuchem, właściwie zgłaszałam lekarzowi, ból w pępku. Seria badań nic nie wykazała, chyba po dwóch latach dolegliwości ustąpiły same. W roku 1995/6 po raz pierwszy zobaczyłam w moim pokoju białe światła. Często mi towarzyszyły i nigdy nie znalazłam na nie odpowiedzi. Wszystko co mi przychodziło do głowy to: UFO albo duchy??? To zjawisko trwało kilka lat.

Następnym niepokojącym symptomem był brak snu, jakiś dziwny niepokój, przewracałam się na łóżku nieskończoną ilość razy z boku na bok, nie mogłam sobie znaleźć miejsca, rano nie mogłam wstać z łóżka, byłam kompletnie rozbita. Jednak kiedy wzięłam prysznic zmęczenie ustępowało, czułam się jak nowo narodzona i jechałam do pracy, pomimo, że prawie cały czas byłam na nogach nie czułam żadnego zmęczenia, nawet po 12- stu godzinnych dyżurach. Nie mogłam zrozumieć, skąd brały się we mnie takie siły, skoro cała noc była nieprzespana?

W tym samym czasie doszedł jeszcze jeden mocno niepokojący mnie objaw, piekący ból głowy w okolicy czoła po lewej stronie. Zawsze pojawiał się o drugiej w nocy i trwał do rana. Na ten ból też nie było odpowiedzi.

Na początku 2000 roku jakby te wszystkie symptomy przestały istnieć ... ustąpiły samoistnie, cieszyłam się, że nastąpiło samouleczenie. Jednak nie trwało to długo, a to była tylko taka cisza przed potężnym sztormem.

Tym razem pojawiły się nowe symptomy i na początki w żaden sposób nie łączyłam ich ze starymi.

W głowie poczułam dziwny elektryczny rezonans, był nikły, ale nie dało się go nie zauważyć .... mocno mnie zaniepokoił. Po kilku dniach powtórzył się ... wszystkie następne moje doświadczenie można znaleźć tutaj: LINK!. Opisałam wszystko w miarę dokładnie, chociaż nie sposób było tego wszystkiego ująć ...

Od sierpnia 2000r. akcja toczyła się już szybko i całkowicie wyrwała się spod mojej kontroli. Żaden lekarz nie potrafił mi pomóc, a ja byłam miotana na wszystkie strony.

Ścieżka duchowa to wiele wzlotów i upadków. Raz oświetla nas świetlisty strumień, innym razem wiszą nad nami ciemne chmury i w zasadzie nie mamy wyboru. Łatwo się w tym wszystkim zgubić, szczególnie na początku kiedy jesteśmy pełni obaw, wątpliwości, frustracji, a na swojej drodze napotykamy tylko przeszkody.

Tutaj należy zdać sobie sprawę, że warunki zewnętrzne są tylko odbiciem naszej wewnętrznej rzeczywistości. Nasze ego próbuje utrzymać kontrolę, dołączają też inne umysły, a nawet całe grupy, które za wszelką cenę chcą nas utrzymać „przy ziemi”. Pojawiają się i nasze cienie, które wydostają się na powierzchnię w celu uwolnienia. Wiele rzeczy przeżyjemy jeszcze raz, mogą być bardzo przytłaczające. Należy obserwować wszystkie, nie uciekać, nie odwracać się. Obserwować własne myśli i emocje, ale nie oceniać, zaakceptować wszystko co się dzieje, to jest tylko wycofanie się niepotrzebnych energii. Dobrze jest spędzić czas w milczeniu. Świat zewnętrzny może nas rozproszyć. Poświęćmy czas na modlitwę, medytację, na bycie z naturą. Jeśli żyjesz w społeczności, gdzie masz prawo wyboru - wybierz wolność. Nie narzucaj sobie czegoś co będzie cię zbyt męczyć, wybieraj świadomie: towarzystwo, ścieżkę dalszego życia i napełnij je światłem.

W celu otwarcia nowej fali świadomości potrzebny jest ogromny przypływ energii i nie jest to dla nas łatwe, jak jesteśmy bombardowani taką masą. Od tej pory doświadczamy siebie i świat zupełnie inaczej. Puszczamy starą tożsamość, niezdrowe wzorce, a tego raczej nie lubimy, bo któż chce tylu zmian w jednym czasie? Przebudzenie duchowe wymaga olbrzymich dawek zaufania i także nie jest łatwo zaufać, gdy czujesz, że cały twój świat przewraca się. Gwałtowne zmiany życia mogą przestraszyć nasz umysł i ciało. Należy umieć sobie z tym radzić, spędzać więcej czasu na łonie przyrody, głęboko oddychać, odpowiednio się odżywiać, pomocne są masaże, kąpiele.

Trzeba umieć pozostać w teraźniejszości, nie wybiegać w przyszłość ani nie szukać przeszłości za pomocą regresingów. Kiedy przeniesiesz do ciała świadomość tu i teraz zauważysz, że jesteś dokładnie w centrum duchowej tożsamości – jest to miejsce, w którym jesteś podłączony do źródła wszelkiego życia. Wtedy rozpoznasz prawdziwą prawdę i zauważysz samego siebie.

I nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe. Stwórz własną rzeczywistość w nowym kierunku, ale już świadomie. Jeśli znajdziemy nasze duchowe centrum możemy znaleźć się w oku cyklonu i będziemy czuć się bezpiecznie. To jest pokój Boży.

cdn ...

2 July 2011


WIESŁAWA