ROK 2012

SYNDROM ROKU 2012

Wszyscy z nas pamiętają, jak zbliżał się rok 2000 i gorączka nadchodzącego millenium rozpalała miliony umysłów w całym świecie. Wielu astrologów, numerologów, interpretatorów Nostradamusa, czy Edgara Caycea, jasnowidzów i wizjonerów przepowiadało nadejście wraz z tą datą końca cywilizacji. Teraz obserwujemy kolejne zjawisko - nową falę niepokoju o przyszłość świata, która narasta od 2- 3 lat. Jej hasło wywoławcze to "Rok 2012".

Co właściwie spowodowało, że ten właśnie rok zaczęto uważać za przełomowy dla Wielkiej Zmiany. Z pewnością nie bez znaczenia jest tu informacja, że jeden z najsłynniejszych zachowanych przez dawne kultury kalendarzy - kalendarz Majów - kończy na tej dacie. To głównie ogniskuje dzisiaj myślenie, że coś nadzwyczajnego wydarzy się w owym czasie. Ale skoro do tej pory jak wielu sądzi " nic się nie stało", to może kolejny fałszywy alarm? Tyle razy już głoszono " koniec świata", a ludzkość nadal trwa.

Pojawiające się w ludzkiej zbiorowej świadomości co jakiś czas fale niepokoju o przyszłość świata wcale nie są wyrazem jakichś bezpodstawnych lęków czy płonnych nadziei. To, że medialna wrzawa wokół tego typu dat podyktowana jest marketingowymi motywami nie oznacza, że ludzie podświadomie nie wyczuwaj, że nadchodzą jakieś zmiany.

Gdy nadchodził XX wiek, też był naznaczony klimatem ezoterycznych wizji i przeczuć zapowiadających jakieś tragedie i niestety przeczucia te ziściły się w formie powstań, wojen światowych, wojen domowych. Przecież te wydarzenia moglibyśmy spokojnie nazwać końcem świata.

Podobnie było z chwilą nadejścia XXI wieku. Zamach terrorystyczny z 11 września 2001 roku zwany popularnie " atakiem na Amerykę" był pierwszym namacalnym dowodem nadejścia nowych, niespokojnych czasów. Niektórzy twierdzą, że profetyczne wizje związane z nowym wiekiem już się ziściły inaczej, łagodniej właśnie poprzez ten atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone. Uważają, że nic tragicznego już nas nie czeka.

Zatem dlaczego ta nowa fala zbiorowych lęków o przyszłość jest związana z rokiem 2012 oraz dlaczego wymaga gruntownego przeanalizowania i właściwego działania. Docierających do nas sygnałów nie należy lekceważyć. Tym bardziej, że nowe przekazy mówią także o praktycznym wejściu w nową erę, wielkim przejściu do nowej rzeczywistości. Każda tego typu zmiana wiąże się z "kosztami".

Właśnie o ich wielkość toczy się gra. Krytycy w kwestii indywidualnego i zbiorowego rozwoju duchowego człowieka - ludzi widzą naglącą potrzebę wyciągania z ludzkiej podświadomości utajonych lęków, karmicznych obciążeń. Wszystko po to, aby przepracować negatywne emocje i energie w jak najbardziej kontrolowany sposób, a w konsekwencji pozbyć się ich. Każda praktyka psychoterapeutyczna opiera się na takim właśnie oczyszczeniu emocji po traumatycznych przeżyciach jakie zaserwował nam XX wiek choćby w postaci II wojny światowej.

Właśnie przed nami jest do stransmutowania trauma tej bestialskiej agresji. Wiele ludzi nie czuje powagi sytuacji. Ich zdaniem o takich rzeczach nie wolno mówić, ponieważ ich zdaniem wzmacniane są przez to negatywne wibracje. Uważają, że na poziomie indywidualnym należy przepracować problem, natomiast na poziomie duchowym stłumić. Mamy zatem obraz nowej choroby psychicznej tzw. schizofrenii zbiorowej.

Pisane czarne scenariusze należy bez emocji przeanalizować. Jeśli są objawem poważnej choroby społecznej to trzeba sięgnąć głęboko i wyprowadzić wszystko ze świadomości zbiorowej. Potem jak lekarz trzeba dobrać odpowiednią terapię. Wtedy potrzebne jest pozytywne myślenie, modlitwa, medytacja, mądre i rozsądne działanie. Trzeba zatem uwolnić wszystkie negatywne scenariusze i wzorce oraz towarzyszące im emocje zadomowione w zbiorowej podświadomości.

Następnie należy pokazać drogi naprawy świata. Jak obserwujemy dzieje się to zresztą wszędzie. Ludzie na całym świecie dyskutują, uprawiają różnego typu praktyki duchowe, łączą się w modlitwie i medytacji na rzecz podwalin Nowej Cywilizacji.

Maria

Witaj Mario.

Bardzo mi się podoba twój art. ponieważ poruszyłaś w nim kilka bardzo istotnych, nie tylko problemów, lecz także trendów społecznych związanych z 2012.

Osobiście nie wierzę w "koniec świata". Końca świata nie będzie. Może być natomiast koniec świata jaki znamy, bo "coś" musi się zmienić. Jako ludzkość, któryś już z kolei raz brniemy do przepaści samozagłady. Świat materii nas niszczy, jeśli więc nastąpi koniec, to właśnie będzie to koniec naszego coraz głębszego "ukorzeniania się" w tejże materii.

Wrócę tu do tak bardzo modnej i coraz bardziej rozpowszechnianej prosperity oraz pewnego trendu w psychologii osobowości, czyli kładzenie nacisku na "Ja". Generalnie
jedno i drugie jest ze sobą ściśle powiązane. Z grubsza zasadza się na tym, że:

"zrób coś dla siebie; pomyśl najpierw o sobie;
jesteś najważniejszy; uwierz w sukces,
bo skoro inni mają, to ty też możesz mieć,
trzeba tylko chcieć; możesz wszystko;
wizualizuj swój sukces, czyli pieniądze"

... i tak dalej.

Tak więc miliony otumanionych ludzi co robi?

Wizualizuje pieniądze i wszystko to, co jest związane z materią, przez co zamiast się od niej uwalniać, jest coraz wolniej "wytwarzana" energia materii. Negatywne siły próbują coraz mocniej zaciskać pętlę na szyi ludzkości, poprzez tworzenie "mody na sukces". Mamy też jakby przeciwstawny trend nowego trendu duchowego, który namawia człowieka do "rozpuszczenia" własnego ego. Mówi on pozbądź się ego, albowiem ono nie pozwala ci się rozwijać duchowo. Jest to być może jeszcze bardziej niebezpieczny trend, bowiem powoduje, że człowiek przestaje się interesować sprawami własnego bytu, zatraca swoją osobowość, którą oddaje "w ręce" różnych duchowych guru. Tymczasem jesteśmy stworzeni w materii i jeśli mamy się przetransformować, to powinniśmy pamiętać, że "jako w niebie, tak i na ziemi", że póki co mamy troszczyć się o sprawy zarówno ciała, jak i ducha, a nie tylko albo ciała albo ducha. Należy tu zachować równowagę.

Od wielu lat są prowadzone badania psychohistoryczne. Historycy oraz psychologowie społeczni prowadzą na podstawie takich między innymi trendów, jak powyżej badania, na podstawie których wnioskują, jakie będą potencjalne zachowania psychospołeczne w przyszłości. Tak więc ten syndrom 2012 daje obraz psychospołeczny dla większości zbiorowiska ludzkiego.

Masz zdecydowanie rację Mario, kiedy piszesz, że należy ze spokojem przeanalizować sytuację i nie pozwalać aby emocje kształtowały nasze widzenie roku 2012. Twierdzi się też, że nasze emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne wytwarzają energię. Osobiście uważam, że tak jest w istocie, lecz tu kryje się następne niebezpieczeństwo.

Emocje są nośnikiem naszej energii, kiedy więc się ich pozbędziemy, staniemy się w pewien sposób ubezwłasnowolnieni, ponieważ nie będziemy zdolni do jakichkolwiek działań. Każde działanie kryje w sobie jakąś motywację, a za tą kryją się emocje. Kiedy więc mówi się nam:

"myśl tylko pozytywnie",

to co to znaczy?

Znaczy to, że "będzie dobrze, ludzie są dobrzy, nic złego się nie stanie" itd. A wówczas - poprzez takie myślenie- tracimy kontrolę nad rzeczywistością, odwracamy się od wszystkiego co złe, negatywne, bo "przecież będzie dobrze", więc nie ma się czym przejmować. Nie widzimy więc rzeczywistego dualnego świata.

Piszesz o podświadomości zbiorowej i potrzebie oczyszczenia tego "zbiornika". Podświadomość zbiorowa, to jak "puszka Pandory". Wydaje mi się, że ona od dawna jest już otwarta, że to, co się obecnie dzieje jest jednym wielkim oczyszczaniem, tylko jeszcze tego nie dostrzegamy, nie zdajemy sobie sprawy. Zdecydowana większość ludzi robi wszystko, aby nie spojrzeć prawdzie w oczy, a to już jest lęk przed własną podświadomością, która jest nieodzownym składnikiem podświadomości zbiorowej. Nasze zachowania są jak:

"po nas choćby potop",

żyjmy na maksa, wykorzystajmy każdą chwilę, śpieszmy się, nie oglądajmy się za siebie i nie spoglądajmy w oczy naszym lękom. Negatywne siły tak bardzo uwikłały nas w materię, że ludzkość jakby "szaleje" ze strachu przed jej utratą nie zdając sobie z tego sprawy. I to się właśnie musi zmienić. Uważam, że to będzie właśnie "koniec" takiego świata, czego symptomy już odczuwamy - kryzys gospodarczy. Cokolwiek się pod tym kryje, czy jest to NWO, czy też inne siły, to jest to proces, który może nas wyzwolić.

Wiele o tym myślałam, wielu rzeczy nie rozumiem, bardziej "czuję" niż rozumiem.

Pozytywne myślenie,
czyli modlitwa, medytacja,
prośba do Boga są niezwykle cenne.

Wielu ludzi to robi, lecz jak wielu robi to w intencji całej ludzkości?


Oby- jak piszesz, jak najwięcej. Jak ktoś ładnie
napisał, nadchodzi epoka Człowieka Kosmicznego.

Jagoda