|

Powszechnie uznaje się szczepionki za dobrodziejstwo nauki,
które uchroniło miliony ludzi przed potwornymi chorobami.
Jedynie specjaliści wiedzą, że ten cud medycyny to miecz
Damoklesa wiszący nad nami przez nawet kilkadziesiąt lat.

Jednym z
najbardziej ryzykownych i zdradzieckich skutków szczepień
jest ich potencjalna zdolność do wywoływania innych chorób.
Zjawisko to nosi nazwę "choroby prowokowanej" i zostało
opisane w wielu fachowych pismach i książkach przez lekarzy
i naukowców.
Chodzi o to, że zagrożeniem we wszelkiego rodzaju
szczepieniach jest uaktywnienie znajdującego się w
organizmie utajonego wirusa. Gdy człowiek jest zdrowy,
szczepionka mu nie zaszkodzi, jeśli natomiast w organizmie
znajduje się wirus jakiejś choroby, szczepionka może dać
sygnał do jego rozwoju. Problem w tym, że nie ma sposobu na
wcześniejsze ustalenie, czy szczepienie jest bezpieczne dla
danego człowieka. Wielu lekarzy uważa, że z powodu szczepień
dzieci chorują na zapalenia stawów, cukrzycę młodzieńczą,
stwardnienie rozsiane, alergie, egzemę, zespół Reya,
nowotwory i wiele innych. Na IV sympozjum poświęconym
zwalczaniu kokluszu, które odbyło się w 1979 r. w USA,
przedstawiono dowody na to, że szczepionka przeciw
kokluszowi może prowadzić do zaburzeń metabolizmu insuliny.
Lekarze zastanawiali się, czy aby nie jest to wyjaśnienie
nagłego wzrostu liczby chorych na cukrzycę młodzieńczą i
hypoglikemię, które to schorzenia związane są właśnie z
zaburzeniami metabolizmu insuliny.
Profesor Leon Grigorski z Wydziału Medycyny w Atenach
stwierdził: "Stosując szczepienia, sami stwarzamy choroby i
zmierzamy do powszechnej epidemii raka oraz defektów
umysłowych spowodowanych zapaleniem mózgu".
To przerażająca wypowiedź, ale, niestety, znajduje ona
potwierdzenie w wynikach badań i w historii skandali
związanych ze szczepionkami.
Wielkie
medyczne skandale

"Najgorszą ze wszystkich jest szczepionka przeciwko
kokluszowi. Jest ona odpowiedzialna za wiele przypadków
śmiertelnych i za to, że wiele dzieci cierpi na
nieodwracalne uszkodzenia mózgu. " - to stwierdzenie padło z
ust dra Archiego Kalokerinosa na zjeździe naukowym w Nowej
Południowej Walii w 1987 roku. I żaden ze znajdujących się
tam lekarzy nie zaprzeczył.
Szczepionka została wprowadzona w Wielkiej Brytanii w 1957
roku i do 1968 roku zaszczepiono ponad 70% wszystkich
dzieci. W 1969 roku Laboratorium Służby Zdrowia Publicznego
opublikowało raport, w którym podano, że skuteczność
szczepionki była znikoma, a ponadto po jej podaniu
występowały poważne skutki uboczne. Potem połączono tę
szczepionkę z dwiema innymi - przeciw dyfterytowi i tężcowi
(ta szczepionka znana była jako Di-Per-Te) i okazało się, że
jej skutki uboczne są jeszcze gorsze.
Na początku lat 70. prof. W. Ehrengut z Hamburga i dr John
Wilson z londyńskiego Szpitala dla Dzieci (Hospital for
Children) stwierdzili niezależnie od siebie, że u niektórych
dzieci wkrótce po podaniu potrójnej szczepionki zaczynają
występować oznaki poważnego uszkodzenia mózgu lub paraliżu.
2 września 1978 roku Centrum Kontroli Chorób w Atlancie
poprosiło lekarzy, by nie szczepili dzieci Di-Per-Te, gdyż u
wielu z nich wystąpiły groźne skutki uboczne, między innymi
wiele przypadków SIDS (Syndromu Nagłej Śmierci Noworodka).
Dyrektor CDC w Atlancie dr Alan Hinman stwierdził: "Odkąd w
1978 roku CDC wprowadziło swój system monitorowania,
otrzymaliśmy raporty o 44 przypadkach śmiertelnych
występujących w ciągu 4 tygodni od zaszczepienia Di-Per-Te.
Z tego 32 przypadki to SIDS".
W 1979 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles
podjęto badania, sponsorowane przez FDA (Urząd ds. Leków i
Żywności), które wykazały, że rocznie w samych Stanach
Zjednoczonych umiera ponad 1000 dzieci w wyniku szczepień
Di-Per-Te i, że przypadki te są klasyfikowane jako zwykły
SIDS. Zauważono jednak, że kiedy szczepiono niemowlęta w
wieku 3 miesięcy, najwięcej przypadków śmiertelnych
przypadało na okres między 3 a 4 miesiącem życia. Kiedy
zaczęto szczepić dwumiesięczne dzieci, szczyt zaczął wypadać
między 2 a 3 miesiącem. Najwyraźniej istniał związek między
SIDS a szczepieniami. W latach 1974-78 opór przeciwko
szczepionce na koklusz był tak silny, że w potrójnej
szczepionce zastąpiono ją inną - przeciw polio. Skutki
uboczne nowej szczepionki były wyraźnie słabsze.
Paraliż
sztucznie wywołany

Jedną z najgorszych chorób jest polio - paraliż dziecięcy.
Kiedy 26 kwietnia 1954 roku Amerykanin dr Jonas Salk
zaszczepił pierwszą grupę 440 000 dzieci, wydarzenie to
stało się świętem. Wynalazcę szczepionki ogłoszono bohaterem
narodowym. Rok później, 12 kwietnia 1955 r., Fundacja ds.
Paraliżu Dziecięcego ogłosiła, że szczepionka jest
bezpieczna, silna i skuteczna. Dwa tygodnie później, 24
kwietnia, kilka dni wcześniej zaszczepione dziecko
zachorowało na paraliż dziecięcy. Dwa dni później
Departament Zdrowia Stanu Kalifornia podał, że stwierdzono
jeszcze 250 zachorowań, z czego 150 dzieci zostało
całkowicie sparaliżowanych, a 11 zmarło. Zdarzyło się coś
jeszcze gorszego - gdy zaszczepione dziecko wróciło do domu,
zaraziło otrzymanym w szpitalu wirusem paraliżu dziecięcego
rodzinę. Dziecko stało się nosicielem wirusa, chociaż samo
nie chorowało!
Największa w historii stanu Massachusetts epidemia polio
wystąpiła po podaniu szczepionki Salka 130 000 dzieci - w
porównaniu z 273 przypadkami polio z 1950 roku, w 1955 roku
zachorowało 2027 dzieci. Władze stanu natychmiast zakazały
jej stosowania.
Szczepionka Salka zawierała martwe wirusy. W 1960 roku
zastąpiono ją szczepionką Sabin z żywymi kulturami. Nie była
wiele bezpieczniejsza. Dwóch wirusologów, dr B.H.Sweet i dr
M.R. Hilleman, odkryło, że obie szczepionki przeciw polio
były zakażone wirusem znanym jako SV40, wywołującym
nowotwory złośliwe u osesków chomików. Okazało się też, że z
tkanek nerkowych małp, na których hoduje się wirusy do
szczepionek, wyizolowano ponad 40 małpich wirusów - m.in.
wirusa B, który powoduje zapalenie mózgu u ludzi, oraz SV40.
Podobno współczesna szczepionka przeciw polio jest już
bezpieczna. Ale o tamtych też tak mówiono...
Lekarze alarmują, że szczepionki mogą być nie rozpoznaną
przyczyną panującej od kilkunastu lat epidemii białaczki, a
także fali nowotworów dziecięcych, uszkodzeń przy porodzie,
alergii i chorób powodujących obniżenie odporności. W
dodatku skutki uboczne szczepienia mogą się ujawnić nawet po
20 latach.
Ostatnio mówi się także, że być może małpi wirus HIV
wywołujący AIDS również przedostał się do organizmu
człowieka za pośrednictwem "zbawiennych" szczepionek. Ale to
tylko domysły. Ponieważ badania medyczne wykazały, że w
przypadku szczepionek przeciw różyczce, odrze, ospie,
gruźlicy, a nawet grypie również pojawiają się groźne skutki
uboczne (nie mówiąc już o wywołaniu samej choroby przez
wszczepione wirusy), możemy zadać dramatyczne pytanie:
szczepić się czy nie szczepić (na cokolwiek)? Cóż,
całkowicie zdrowemu człowiekowi (dziecku czy dorosłemu)
szczepionka nie zaszkodzi, a może nawet pomóc. Pytanie, skąd
będziemy wiedzieli, że nam akurat nie zaszkodzi. Zwłaszcza
że bomba może wybuchnąć za rok, pięć, dziesięć lat...

Laura Orkan
|