|

W Polsce niewiele mówi się o powikłaniach poszczepiennych u dzieci.
W punktach szczepień nie prowadzi się ewidencji takich przypadków.
Może
dlatego każdego roku część rodziców przeżywa największy dramat
swojego
życia... Choć minęło kilka lat, pani Agnieszce wciąż drży głos, gdy
opowiada
o tym, co wydarzyło się w życiu jej córki. Przyszły na rutynowe
szczepienie. Sześciomiesięczna Dorotka miała otrzymać potrójną
szczepionkę przeciw błonicy,
tężcowi i krztuścowi (tzw. DPT). Chwilę po zastrzyku dziecko wydało
dziwny, wysoki
i wibrujący dźwięk, a przerażone pielęgniarki wybiegły z gabinetu.
Pani Agnieszka
nie wiedziała, co się stało, myślała, że córka zaraz się udusi. Gdy
pielęgniarki wróciły
z lekarzem, uspokajał matkę i zapłakaną dziewczynkę, mówiąc, że
wszystko będzie
dobrze i ten stan wkrótce minie. - Pamiętam, jak tuż przed
szczepieniem Dorotka się uśmiechnęła - mówi pani Agnieszka.
-Pamiętam, bo po powrocie do domu nie zrobiła
tego przez następny rok. Czułam, że tracę dziecko. W domu
dziewczynka, niegdyś
wesoła, kontaktowa i lubiąca się bawić, nagle stała się płaczącym i
niereagującym
na ulubione grzechotki smutasem. Rodzice coraz wyraźniej czuli, że
tracą z nią kontakt.
Nie patrzyła im w oczy, nie pozwalała się przytulić. Przestała
zwracać uwagę na odwiedzających ją dziadków. Lekarz w przychodni,
widząc, że dziecko nie chce
dać się dotknąć, wyraził podejrzenie, że córka może być
wykorzystywana seksualnie.
Mijały miesiące, a z Dorotką było coraz gorzej. Często zapadała na
zapalenie płuc
i krtani. Antybiotyki stały się głównym lekarstwem w domu. Gdy
skończyła dwa lata,
ktoś z rodziny zasugerował, że mała zachowuje się tak jak dzieci
autystyczne. Godzinami układała puzzle i do nikogo się nie odzywała.
W końcu lekarz uznał, że choroby córki
to wina matki, bo nie zgodziła się na proponowane dodatkowe odpłatne
szczepienia.
- Postanowiłam sama szukać informacji o reakcjach poszczepiennych,
bo nie miałam już wątpliwości, że to one tak wpłynęły na Dorotkę -
mówi
Agnieszka Zdrojewska. - Przeszukując strony internetowe, byłam w
szoku, widząc, jak wiele jest matek, których dzieci po zaszczepieniu zmieniły się
nie do poznania.

Dramat pani Agnieszki jednak dopiero się rozpoczynał. Dziecko
dorastało,
a Sanepid przysyłał matce wezwania na następne obowiązkowe
szczepienia
córki. Przysięgła sobie, że już nie da zaszczepić Dorotki. Wezwania
ignorowała
albo mówiła, że córka choruje. Udawało się. Trudniej było z drugim
dzieckiem.
Próbowała wyjaśnić sprawę w Sanepidzie. Lekarka wręcz nakrzyczała na
nią,
kiedy nie zgodziła się zaszczepić drugiego dziecka. Wkrótce z
wezwaniem
otrzymała groźbę kary finansowej, jeśli nie zaszczepi dziecka. - Po
tym, co
przeszłam, nie zaszczepię dziecka - upiera się pani Agnieszka. - Na
pewno nie pozwolę na to przed jej 3. rokiem życia. Gdy pójdzie do
przedszkola,
prawdopodobnie zaszczepię ją na tężec. Potem zobaczę, jestem w
trakcie
walki z Sanepidem. Dowiedziałam się, że mają prawo do nałożenia 5
tys. zł kary,
a nawet odebrania mi praw rodzicielskich. Jestem zdeterminowana.
Jeśli pozwą
mnie do sądu, to wyjadę do Anglii albo Niemiec, gdzie nie ma
obowiązkowych szczepień.
W Polsce jest przymus szczepień, choć wiele krajów już dawno od tego
odeszło.
Niedawno pani Agnieszce udało się znaleźć lekarza, który przyjął jej
decyzję ze zrozumieniem. Okazało się, że w jego rodzinie ktoś
miał takie same problemy po zaszczepieniu dziecka.
Prawdziwa wojna

Zasadność powszechnych szczepień profilaktycznych to najbardziej
kontrowersyjny problem współczesnej medycyny. W krajach zachodnich,
a szczególnie w USA można mówić o konflikcie stowarzyszeń rodziców
dzieci, u których wystąpiły reakcje poszczepienne, z firmami
produkującymi
szczepionki. Wypłacono już miliony dolarów odszkodowań. Choć
koncerny
zaprzeczają istnieniu związku między szczepieniami a chorobami,
coraz więcej
przypadków powikłań wymusiło powołanie instytucji badających tę
zależność.
W USA powstał VAERS: System Doniesień o Efektach Ubocznych
Szczepień.
Powstała organizacja pozarządowa, która zbiera informacje o
powikłaniach
poszczepiennych (NVIC: Narodowe Centrum Informacji o Szczepionkach).
Każdego roku instytucje te otrzymują tysiące raportów o skutkach
ubocznych
szczepień. Rodziców wspierają niektórzy lekarze i naukowcy. Falę
dyskusji
wywołał raport prawnika Alana Philipsa, który podważa główne tezy o
potrzebie
i nieszkodliwości masowych szczepień. Duże zainteresowanie wzbudziły
także
artykuły i książki dr n. przyrod. Very Scheibner. Po intensywnych
badaniach nad
wpływem szczepionek na organizm dziecka uznała, że "nie ma
przekonujących
dowodów na to, że szczepionki zapobiegają chorobie. Wręcz przeciwnie
- powodują
szereg objawów ubocznych, których konsekwencje są gorsze niż
pierwotna choroba.
Za 20-30 lat może się okazać, że szczepionki były największą
zbrodnią przeciw ludzkości". Verę Scheibner często powołuje się
przed sądem jako biegłego w sprawach dotyczących uszkodzeń ciała w
następstwie szczepień. Pojawianie się kolejnych prac, artykułów
i książek krytykujących szczepienia całych populacji małych dzieci
zaczęło wzmacniać
ruchy antyszczepieniowe. Niektórzy nie wahali się użyć stwierdzenia,
że program powszechnych szczepień jest największą pomyłką medycyny
XX wieku.
Zwrócono też uwagę na naciski lobby farmaceutycznego, które próbuje
wpływać nie tylko na rządowe instytucje zdrowia, aby te refundowały
coraz więcej szczepionek. Podobne praktyki stosuje ono także w
stosunku
do instytucji monitorujących jakość szczepionek oraz występowanie
niepożądanych odczynów. Pytano, czy można nadal głosić, że
szczepionki
są bezpieczne dla organizmu, skoro władze wielu państw, jak również
Światowa
Organizacja Zdrowia, niejednokrotnie wycofywały z obiegu szczepionki
(także
w Polsce) z obawy przed wystąpieniem poważnych powikłań, a nawet
śmierci?
Producentom szczepionek zaczęto zarzucać, że w kampaniach naciskają
na
obowiązkowe szczepienie coraz młodszych dzieci oraz powtarzanie
szczepień,
np. co dwa lata. - W Polsce szczepi się nawet kilkudniowe dzieci -
informuje
dr n. med. Jerzy Jaśkowski, przeciwnik masowych szczepień. -
Stwierdzono,
że maksimum zgonów z powodu nagiego niemowlęcego syndromu śmierci
(SIDS) występuje u niemowląt pomiędzy 2. a 4. miesiącem życia, czyli
dokładnie
po pierwszych szczepieniach. Spowodowało to np. w Japonii
przesunięcie,
terminów szczepień z dwóch miesięcy na dwa lata. Po tej zmianie
gwałtownie
zmalała liczba zgonów klasyfikowanych jako SIDS. W Polsce nie
informuje się
pacjentów o możliwości wystąpienia poważnych powikłań
poszczepiennych.
Większość lekarzy nie zna nawet kart, które trzeba wypełnić
w
przypadku zaobserwowania powikłania.

Prof. Jacek Wysocki należy do orędowników obowiązkowych masowych
szczepień
w Polsce. Jego zdaniem osoby, które odmawiają szczepienia, w pewnym
stopniu można porównać do pasożytów. Korzystają bowiem z tego, że
reszta populacji się zaszczepiła. To dzięki niej wirusy mają
przerwaną możliwość krążenia. Jednak ten ochronny płaszcz działa
tylko do pewnego momentu. Zdaniem profesora, jeżeli liczba
nieszczepionych osób wzrasta do 5-10 proc. populacji, to
zabezpieczenie przerywa się i wirus znowu zaczyna krążyć.
- Możemy dyskutować, czy szczepienia mają być obowiązkowe, czy nie -
mówi prof. Jacek Wysocki. - Są kraje, które nie zmuszają nikogo do
szczepienia.
Podoba mi się model amerykański, gdzie nie ma obowiązku wykonania
szczepień,
jednak rady rodziców wielu szkól podejmują uchwały, aby nie
przyjmować dzieci niezaszczepionych, bo stwarzają zagrożenie dla
innych. Czyli jest wolność, ale
nie do końca. Na argument ludzi, którzy podważają sens szczepienia
przeciw wirusowi,
który już dawno wyeliminowano, prof. Wysocki odpowiada, że nie ma go
właśnie dzięki powszechnym szczepieniom. Jeśli odsetek osób
szczepionych nagle spadnie, to zaczną
się problemy. Na tym polega jedna z podstawowych różnic między tym,
co głoszą
zwolennicy powszechnych szczepień a poglądami ich przeciwników. Ci
drudzy wskazują
na przykłady masowych szczepień przeciw konkretnemu wirusowi, które
nie przyniosły pozytywnego skutku. W Anglii i Walii w 1995 roku mimo
powszechnych szczepień wystąpił dwukrotny wzrost zachorowań na
różyczkę w stosunku do roku poprzedniego. W 1989
roku w Omanie, sześć miesięcy po zaszczepieniu 98 proc. dzieci
przeciw polio, wybuchła epidemia tej choroby. Amerykańskie Centra
Kontroli Chorób (CDC) przyznały, że 87 proc. zachorowań na polio w
USA w latach 1973-1983 wywołało podanie szczepionki. Z drugiej
strony są dowody wyeliminowania dzięki szczepionkom groźnych wirusów
dziesiątkujących całe narody. - Dziś o ospie mówi się już tylko w
kontekście ataku terrorystycznego - mówi prof. Wysocki. - Ospa
zniknęła dzięki powszechnym szczepieniom. Statystyki pokazują
wyraźnie: w 1955 roku zgony dzieci do 5. roku życia stanowiły 45
proc. wszystkich zgonów,
a w 1995 roku już tylko 21 proc. Dzieci umierały głównie z powodu
chorób zakaźnych.
Spadek spowodowały szczepienia ochronne. W latach 70. XX wieku w
Wielkiej Brytanii pojawiły się informacje, że szczepionka na
krztusiec szkodzi, więc spadł odsetek zaszczepiania dzieci o ok. 50
proc. W ciągu kilku kolejnych lat, na krztusiec
zachorowało tam 150 tys. dzieci, a 31 niemowląt zmarło.
Babcia kontra
szczepionka

Przeciwnicy masowych i obowiązkowych szczepień (nie brakuje wśród
nich lekarzy) krytykują zwłaszcza tzw. szczepionki skojarzone
(jednocześnie
podawane są 3-6 szczepionek). Podobno są najbardziej niebezpieczne i
mogą
powodować zaburzenia neurologiczne. Szczepionki, pobudzając komórki
do produkcji przeciwciał, mogą jednocześnie blokować produkcję
innych przeciwciał. - Rodzice mówią,
że szczepień jest za dużo - dodaje prof. Jacek Wysocki. - Jednak
mówią tak do czasu,
dopóki problem nie dotknie ich dziecka. Niedawno do szpitala trafiło
dziecko chorujące
na hemofilię typu B. Rodzice mogli zaszczepić je w ubiegłym roku, bo
im to proponowano.
Nie zaszczepili jednak, uważając, że to niepotrzebne. Dziecko jest w
ciężkim stanie,
zapewne przeżyje, ale jakie będą neurologiczne skutki choroby, nie
wiadomo. Teraz
żałują, że nie zaszczepili dziecka. Prof. Wysocki przytacza przykład
Niemiec, w których
w 2006 roku część społeczeństwa w obawie przed powikłaniami
poszczepiennymi nie zaszczepiła dzieci przeciw odrze. Zachorowało 1600 dzieci, a
dwoje zmarło
na zapalenie mózgu. W mediach odbyła się publiczna debata na ten
temat.
Odra, podobnie jak świnka, różyczka i ospa wietrzna, uważana
jest za chorobę zakaźną wieku dziecięcego. Wiele osób, w tym także
lekarzy nic traktuje tych chorób jako zła. Wprost przeciwnie -
uważają,
że odgrywają pozytywną rolę we wzmocnieniu układu odpornościowego
organizmu dziecka, wyposażając go w naturalną broń. Dlatego są
zwolennikami
po prostu ich "przechorowania". Uważają, że reakcja systemu
immunologicznego
na infekcję dziecka zaszczepionego, które zostało zaatakowane
wirusem odry
będzie niepełna. Pozwoli to wirusowi na przetrwanie w organizmie. -
Nasze
prababcie wiedziały, co robią, kiedy swoje dzieci w okresie
dorastania zaprowadzały
do chorujących na odrę czy świnkę - mówi jeden z lekarzy - Dzieci,
które przeszły
w sposób naturalny chorobę zakaźną, radzą sobie z nią znacznie
lepiej, kiedy znów się pojawi, niż dzieci zaszczepione, które takiej
choroby nie przeszły. Poza tym naturalne "przechorowanie" daje
odporność na cale życie, a zaszczepienie tylko na kilka lat.
Zdaniem dr Very Scheibner, naturalne zachorowanie na odrę
powoduje wytworzenie ciał odpornościowych nie tylko na tę chorobę,
ale także uodpornienie się na inne schorzenia: chorobę
zwyrodnieniową
kości i chrząstek stawowych, choroby skóry oraz atakujące system
immunologiczny Przebycie świnki pozostawia w systemie
immunologicznym przeciwciała zapobiegające rakowi jajników. - Nie
trzeba być lekarzem, aby zauważyć, jak wiele współczesnych dzieci,
masowo szczepionych, cierpi z powodu schorzeń alergicznych lub z
łatwością zaraża
się przy każdej okazji kontaktu z drobnoustrojami żyjącymi wokół
nas. Zapadalność
na niekończące się infekcje w populacjach dzieci "zadbanych
szczepieniami" winna
pobudzać świat medyków do zastanowienia się nad wiernością
przysiędze
Hipokratesa: primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić) - pisze
w artykule "Syndrom potrząsanego dziecka" dr Vera Scheibner
("Nexus" nr 1 (3) 1999).
Kto się myli?

Najwięcej kontrowersji dotyczących powikłań poszczepiennych dotyczy
ich rzekomego wpływu na rozwój autyzmu (LINK!). Ponieważ niełatwo określić
skalę
powikłań, ze względu na brak ich opisów, trudno udowodnić związek
pomiędzy
szczepieniem a wystąpieniem u dziecka spektrum autystycznego.
Ponadto
producenci szczepionek przyjęli, że jeśli reakcja dziecka na
szczepionkę nie
wystąpiła w ciągu mniej więcej miesiąca od podania, to wszystko, co
się dzieje
ze zdrowiem dziecka po tym okresie, nie ma związku ze szczepionką.
Przeciwnicy programowych szczepień uważają jednak, że to zbyt krótki
okres na rzetelną
ocenę. Ich zdaniem wstrzykiwanie do rozwijającego się organizmu
dziecka
"bomby bakteryjnej", jaką jest szczepionka skojarzona składająca się
z różnych
obcych, osłabionych, lecz żywych drobnoustrojów, musi mieć
długofalowy wpływ.
- Co pewien czas zgłaszają się rodzice twierdzący, że ich dzieci
zaczęły mieć
problemy z autyzmem, jakiś czas po zaszczepieniu - mówi Maria
Wroniszewska
z Fundacji Synapsis. - Niesłychanie trudno udowodnić, że jest to
związek przyczynowy, ponieważ dzieci przed szczepieniami nie są u
nas badane pod tym kątem. Wiele faktów wskazuje jednak na to, że
autyzm wiąże się z nieprawidłowym funkcjonowaniem układu
odpornościowego.
A szczepienie to przecież ingerencja w układ
odpornościowy organizmu dziecka. Część narodzonych dzieci na pewno
ma opóźniony rozwój niektórych funkcji
i nie są w stanie wytrzymać dawki kilku szczepionek. My zalecamy
rodzicom pewną ostrożność. Jeśli był już taki przypadek w rodzinie -
a pewne predyspozycje mogą być wspólne - to zalecamy odraczanie
szczepień oraz to, by szczepionek nie łączono, ale podawano je
pojedynczo. Zalecamy ostrożność, choć jest to sprzeczne z
zapewnieniami
firm farmaceutycznych o nieszkodliwości szczepionek. Wbrew
zapewnieniom producentów szczepionek, a także niektórym badaniom
(np. w Japonii na grupie ponad 30 tys. dzieci nie stwierdzono
związku pomiędzy szczepionką MMR - odra, świnka, różyczka - a
autyzmem), wielu rodziców dzieci z cechami autystycznymi wiąże je ze
szczepieniami. Związek taki potwierdziły badania w Kalifornii. W
każdym niemal kraju zachodnim rodzice zorganizowali się, tworząc
ruchy antyszczepieniowe. Ich dramatyczne historie, pokazywane
niekiedy
w telewizji, opisywane w gazetach czy blogach, w świetle opinii o
nieszkodliwości szczepionek, wyglądają na wyssane z palca. Nasuwa
się pytanie, kto tu się myli? A ktoś
mylić się musi - albo rodzice, albo współczesna medycyna. W Polsce
ani Ministerstwo Zdrowia, ani Państwowy Zakład Higieny (PZH) nie
próbują rozmawiać z poszkodowanymi rodzinami i nie szukają przyczyny
przyrostu liczby dzieci z cechami autystycznymi, więc
u wielu osób wywołuje to podejrzenia, że na ten temat trwa zmowa
milczenia. - To jest niesłychanie trudny społecznie problem - dodaje
Maria Wroniszewska. - Z jednej strony
nie chcemy, aby dzieci nieszczepione były nosicielami chorób
zakaźnych i zagrażały
innym dzieciom. Z drugiej zaś, ich rodzice prowadzą nierówną walkę,
gdyż nie chcą
dalej ich szczepić, a są zastraszani sankcjami, karami pieniężnymi i
administracyjnymi. Gdyby lekarze i firmy farmaceutyczne na serio
traktowali zagrożenia, jakie, niosą
szczepienia, i starali się o wnikliwsze, badania dzieci przed
szczepieniami, to byłaby
szansa na porozumienie.
Na razie rodzice mają poczucie, że są
ignorowani.
Ja przyznałabym matkom prawo do odraczania szczepień. Nasze
pokolenia
chorowały na niektóre choroby i w sposób naturalny się uodparniały.
Teraz dominuje
filozofia chronienia dzieci szczepionkami przed każdą chorobą, tak
jakby na nic nie
mogły zachorować. Dr n. med. pediatra Jacek Czelej pisał na łamach
"Gazety
Wyborczej": "Nie można bezkarnie faszerować dziecka wszystkimi
możliwymi szczepionkami: przeciw nawracającym infekcjom, grypie,
zapaleniu opon
mózgowych itp. Nie jestem zwolennikiem skojarzonej szczepionki
przeciw śwince,
odrze i różyczce. Ma ona potrójną siłę rażenia, jest podawana
pozajelitowo, może
dawać doraźne i odległe powikłania, a przecież w naturalnych
warunkach
dziecko nie zapada na wszystkie te choroby jednocześnie".
Nie wszyscy
równi

Pani Magdalena postanowiła zaszczepić Igorka nie tylko obowiązkowymi
szczepieniami, ale także dodatkowymi, które zalecił jej lekarz.
Argument
wydawał się logiczny: od razu zaszczepić dziecko na inne choroby.
Ale
Igorek po każdym szczepieniu miał wysoką gorączkę, zapalenie
oskrzeli i anginę.
Otrzymywał antybiotyki. Po pierwszym szczepieniu przeciw żółtaczce i
gruźlicy,
był tak osłabiony, że spał przez tydzień. Mama musiała karmić go na
siłę. Potem
zrobił mu się podskórny wylew na policzku. Po drugim szczepieniu
wylądował
w szpitalu z bardzo silnym zapaleniem oskrzeli. Choć każde
szczepienie kończyło
się poważną chorobą, lekarze zapewniali ją, że to normalne objawy,
bo dziecko
urodziło się po cesarskim cięciu. Pani Magdalena nie rezygnowała z
zalecanych przez
lekarza szczepień. Po kolejnym, gdy Igorek miał 6 miesięcy,
zauważyła, że syn nic
reaguje na ulubioną grzechotkę. Lekarze znowu ją uspokajali. - Gdy
ukończył półtora
roku, przeszedł kolejne szczepienie, tym razem na odrę - opowiada
pani Magdalena.
- Przez kilka dni miał wysoką gorączkę, a po niej nagłe zamilkł. Nie
mówił już: tata,
mama, baba, przestał też gaworzyć. Tylko krzyczał. Chodziliśmy do
lekarzy,
pytaliśmy, co się dzieje. Słyszeliśmy tę samą odpowiedź: "Proszę się
nie martwić,
chłopcy tak mają nawet do 5. roku życia". Nie padło ani jedno słowo
o możliwości
powikłań po szczepieniu, choć mieliśmy podejrzenia. Niedługo później
u Igorka zdiagnozowano autyzm. Pewna lekarka powiedziała nam, że
takie mogą być reakcje
po szczepieniach. Wyznała też, że swojego dziecka właśnie dlatego
nie zaszczepiła.
Mama Igorka nie ustąpiła w poszukiwaniu przyczyn poszczepiennych
powikłań
u syna. Jej determinacja zaowocowała cofnięciem się niektórych
objawów autyzmu.
Pani Magdalena przestała szczepić syna. Napisała oświadczenie w tej
sprawie i złożyła w Sanepidzie. Mówi, że jeśli jeszcze kiedyś urodzi
dziecko,
nie zaszczepi go w ogóle. Czytając różne materiały o reakcjach
poszczepiennych, postanowiła wprowadzić dietę bez mleka i cukru
(zaleca ją również Fundacja Synapis)
i oczyścić organizm syna z toksyn. A było z czego. Badanie włosów
Igorka wykazało,
że ma wielokrotnie przekroczoną normę stężenia w organizmie metali
ciężkich, zwłaszcza rtęci. To obok miedzi składnik szczepionek. Po
trzech miesiącach syn przestał
chorować, znów zaczął mówić i cieszyć się widokiem mamy.
Kara za
nieszczepienie

Matki, które obawiają się szczepień dzieci, przekonujemy, że
nieszczepione
dziecko może zachorować, czyli szczepienie jest dla dobra dziecka -
informuje
Elżbieta Lejbrandt z Mazowieckiej Stacji
Sanitarno-Epidemiologicznej. - Jeżeli
perswazja nie pomaga, nie możemy nikogo zmusić. Czasem nawet
postraszenie
karą pieniężną nic nie daje. W nowym projekcie ustawy o chorobach
zakaźnych
to lekarz pierwszego kontaktu ma przekonywać rodziców do szczepienia
dzieci.
Projekt przewiduje karę 5 tys. zł - jest to pewna forma nacisku, ale
moim zdaniem
nic nie da. Jeżeli matka jest zdecydowana nie zaszczepić dziecka, to
nie zmieni tego
i 10 tys. zł kary. Zdarzają się w Polsce decyzje sądowe i kary, ale
w woj. mazowieckim
takich sytuacji nie mieliśmy. - Sprawa straszenia rodziców karami
najlepiej świadczy
o pozamerytorycznym nacisku koncernów farmaceutycznych - mówi dr
Jerzy Jaśkowski.
- Według obowiązującego w Polsce prawa, każdy pacjent może wybrać
metodę leczenia. Można się spierać, czy szczepionka jest lekiem. Ale
urzędnik nie ma prawa podejmować
tej decyzji za rodziców. Jak to się więc dzieje, że urzędnik
niskiego stopnia straszy lub karze rodziców dziecka za brak
szczepień, a rodzice nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia?
Ważniejsze jest pytanie, dlaczego podległe PZH stacje sanitarno -
epidemiologiczne zajmują się handlem szczepionkami przeciwko
wirusowemu zapaleniu wątroby? Tak jest w kwietniu od lat. Jak
instytucja kontrolna może zajmować się handlem szczepionkami?
Odpowiedź
nasuwa się sama
Nie ma oficjalnych danych, wiadomo jednak, że część lekarzy nic
szczepi
własnych dzieci albo odracza szczepienia do czasu, gdy dziecko idzie
do
przedszkola i szkoły lub też ogranicza je do minimum. Oficjalnie
nikt nie przyzna
się do tego, bo stanąłby w konflikcie z pracodawcą i największym
dogmatem
współczesnej medycyny. Pediatrzy wiedzą jednak, że od początku lat
90.
obserwuje się stopniowy wzrost zachorowalności, spadek skuteczności
szczepień i trwałości uzyskanej odporności. Przyczyną tego jest
m.in. mutacja
szczepów bakterii, które uodparniają się na szczepionki. Dlatego
szczepienia
trzeba powtarzać co kilka lat, a niektóre nawet co rok. Nic brak
jednak głosów,
że winę za to ponoszą wstrzykiwane do organizmu dziecka dziesiątki
szczepionek bakteryjnych, które osłabiają system immunologiczny.
Szczepić się
przeciw grypie czy nie?

- Szczepionka przeciw grypie jest skuteczna, pod warunkiem, że
kupujemy
"aktualne" szczepionki. Te z zeszłego roku są nieskuteczne.
Zaszczepić się
powinny osoby szczególnie wrażliwe na powikłania grypy, czyli dzieci
i osoby
po 50. roku życia, pensjonariusze domów spokojnej starości,
przewlekle chorzy
na astmę, chorobę oskrzelowo-płucną, cukrzycę i niewydolność nerek.
Ponadto
osoby, które na co dzień stykają się z wieloma ludźmi - informuje
prof.
Lidia B. Brydak, kierownik krajowego Ośrodka ds. Grypy WHO
(źródło: Gazeta.pl/Zdrowie).
- Szczepionka przeciw grypie nie daje zabezpieczenia ani trwałego
uodpornienia,
trzeba ją powtarzać co roku - uważa dr Jerzy Jankowski, Woj. Ośrodek
Medycyny
Pracy i Katedra Biofizyki AM w Gdańsku. - W naturalnych warunkach
wirus nigdy
nie wnika bezpośrednio do krwiobiegu. Wstrzykując szczepionkę do
krwiobiegu
z pominięciem układu odpornościowego, wpływamy na zaburzenie pamięci
tego
układu. Nie wiadomo, dlaczego jedni chorują, a drudzy nie. Brak
podstaw, aby
u wszystkich stosować szczepionkę przeciw grypie. Spór o szczepienia
nie ustaje.
I nie wydaje się, aby miał się zakończyć. Jednak ruch
antyszczepieniowy, zwracający
uwagę na problem powikłań poszczepiennych, wymusił precyzyjniejsze
identyfikowanie skutków poszczepiennych, a na producentach
szczepionek prowadzenie bardziej rygorystycznych badań
epidemiologicznych. Niestety największym zaniedbaniem
systemu szczepień w Polsce jest brak prowadzenia przez lekarzy
rzetelnej
rejestracji skutków poszczepiennych. Poza tym nie ma odpowiednich
badań,
które wykluczałyby ze szczepień dzieci z opóźnionym rozwojem funkcji
organizmu. Tylko te dwie przyczyny mogą spowodować prawdziwe
tragedie.

Data opublikowania dokumentu:
2008-01-29, 12.02
Autor: Piotr
Stanisławski, Źródło: Magazyn Integracja 1/2008
|