|

Heilpraktiker
Wolf-Alexander Melhorn
dipl.rer.pol.
1. Wstęp
W poniższym artykule chciałbym omówić ogólne problemy dotyczące
szczepień.
O większości z nich nie mówi się głośno, gdyż lekarze przez wzgląd
na własny interes
albo z niewiedzy szczepią dzisiaj wszystko, co się rusza. Dlatego
też już najmniejsze dziecko dostaje pozornie ochronne szczepienia na
wszystko, tak samo jak starszy
człowiek dostaje swoje roczne szczepienie przeciw grypie. W dodatku
z reguły nie
zwraca się uwagi na to, czy obaj kandydaci do szczepienia są w ogóle
na tyle
zdrowi, żeby można ich było w odpowiedzialny sposób zaszczepić.
Znane
jest mi wystarczająco dużo przypadków, kiedy zaszczepiono zarówno
zakatarzonego malucha jak i zaziębionego seniora. W rzeczywistości
robi się w ten nieodpowiedzialny sposób interes na zdrowiu pacjenta.
2. Własne
obserwacje dotyczące szczepień
Wcześniej nie traktowałem szczepień aż tak krytycznie, jednak
w ostatnich latach przyjrzałem się tej problematyce dokładniej. W
mojej
praktyce lekarskiej coraz częściej mam do czynienia z dziećmi
zapadającymi
na choroby nietypowe dla ich sytuacji rodzinnej i ich otoczenia:
zaczynając od
kurzajek na dłoniach i stopach, a kończąc na słabych wynikach w
szkole i ciągle powracających przeziębieniach. To doświadczenia
kazało mi inaczej spojrzeć na problem szczepień. Skutek tego jest
taki, że dzisiaj każę moim pacjentom przynosić ze sobą książeczkę
szczepień i sprawdzam po kolei energetyczne skutki zaaplikowanych
szczepień. Z reguły po dłuższych poszukiwaniach trafiam przy
szczepieniach na przyczynę choroby. Według moich obserwacji winne są
wszystkie szczepionki, bez wyjątku! Czasem nawet kilka szczepionek
jednocześnie pozostawia swój szkodliwy ślad w młodym organizmie.
Wtedy każdą ze szkodliwych substancji wyprowadzam z osobna z
organizmu.
3. Otoczenie
dziecka
W dyskusjach o szczepieniach pomija się zazwyczaj fakt, że w naszym
kręgu
kulturowym z jego wysokim standardem życiowym małe dziecko jest
dosyć dobrze chronione przed wszelkimi chorobami. Niemowlę leży na
kocyku lub w łóżeczku i nikt
nie pozwala dotknąć mu czegokolwiek, co mogłoby wywołać jakąkolwiek
chorobę. Kontakt
z brudem i zarazkami jest zatem możliwie najmniejszy. Dziecięcy
system odpornościowy dojrzewa powoli i ostrożnie. Dziecko stopniowo
poznaje zarazki występujące w jego bezpośrednim otoczeniu, a jego
system odpornościowy powoli się do nich przyzwyczaja. Jedynym
źródłem, od którego niemowlę może się zarazić, są przeziębieni
rodzice
albo rodzeństwo, które gdzieś złapało jedną z dziecięcych chorób.
Jednak, gdy
niemowlę jest karmione piersią, choroby te nie stanowią dla niego
prawdziwego
zagrożenia, gdyż z mlekiem matki dostaje odpowiednie przeciwciała.
4. Wczesne
szczepienia celem zatuszowania reakcji ubocznych

Gdybyśmy pozostawili dziecko w tym idealnym otoczeniu, zaczęłoby ono
w końcu chodzić i mówić i wszyscy mogliby potwierdzić, że rozwija
się ono
doskonale. Gdyby zaszczepić takie dobrze rozwinięte dziecko, każdy
mógłby bez
problemu dojrzeć związek między szczepieniem a ewentualnymi
upośledzeniami
i powikłaniami po szczepieniu. Przed szczepionką mieliśmy przecież
normalnie
rozwinięte dziecko, które chodziło i mówiło i które nagle
po kilku tygodniach lub
miesiącach tego nie robi i w ogóle nie
rozwija się tak, jak tego byśmy oczekiwali.
Całe grono krewnych i
przyjaciół mogłoby więc potwierdzić poprzedni normalny rozwój
dziecka i każdy sąd uznałby, że dziecko doznało uszkodzeń w wyniku
szczepienia.
Nagle do odpowiedzialności pociągnięty byłby lekarz,
który nie poinformował należycie rodziców o możliwości wystąpienia
takich powikłań i przemysł farmaceutyczny, który wyprodukował tą
truciznę. Sprzedawcy szczepionek bardzo szybko rozwiązali problem
odpowiedzialności za skutki szczepień: żaden pediatra nie czeka
dzisiaj ze szczepionką,
aż dziecko osiągnie taki etap rozwoju, który
mógłby być potwierdzony przez osoby trzecie. Tylko dlatego szczepi
się dzisiaj dzieci w stadium, w którym nie są jeszcze w pełni
rozwinięte, mianowicie w wieku 3-6 miesięcy! Przez to bardzo trudno
jest udowodnić,
że dalszy stan zdrowia dziecka jest wynikiem
powikłań poszczepiennych. Nikt z rodziny
ani nikt z dalszego
otoczenia dziecka nie jest w stanie udowodnić przed sądem
prawidłowego rozwoju dziecka przed szczepieniem i tym samym
związku
między szczepieniem a szkodami na zdrowiu dziecka.
5. Negatywne reakcje poszczepienne u
małych dzieci

Według badań prowadzonych przez monachijski Uniwersytet Ludwika
Maxymiliana
przeciw odrze i śwince szczepi się obecnie w Niemczech
ok.70% dzieci, przeciw kokluszowi i różyczce ok. 50%, a przeciw
żółtaczce typu B ok. 20%. Z tendencją
opadającą ( liczby te pochodzą
z gazety Heilpraktiker-News-letter z dnia 15.05.2004).
Jako homeopata pytam się jednak, po co szczepić zapobiegawczo
przeciw odrze i śwince, różyczce czy kokluszowi. Są to choroby,
które pokolenia przed nami przeszły bez żadnych problemów i na mój
rozum trzeba by mieć naprawdę dobre powody, żeby mimo to
w
pojedynczych przypadkach szczepić.
Szczegóły na ten temat można znaleźć
w świetnej książce: dr med
Gerhard Buchwald Impfen das Geschäft mit der
Angst, Droemersche
Verlaganstalt, 2000 (Szczepienia biznes strachu).
Takie, moim zdaniem, kryminalne postępowanie należy potępić
szczególnie
dlatego, że małe dziecko jest szczepione nie tylko
przeciw jednej chorobie,
ale dostaje zazwyczaj szczepionkę
skojarzoną przeciw kilku chorobom na
raz.
To trzeba sobie uświadomić!
Wszystkim, którzy nie są pewni, czy szczepić,
czy nie, polecam gorąco stronę internetową niemieckiej organizacji poszkodowanych
przez szczepienia Schutzverband für Impfgeschädigte e. V -
LINK! - adres:
Postfach
5228 58 829 Plettenberg, na której dostępne są statystyki
dotyczące częstotliwości
i rodzajów zachorowań po poszczególnych
szczepionkach.
Z katastrofalnej szczepionki wieloskładnikowej z 7 składnikami
zrezygnowano na razie, ponieważ dochodziło po niej
do wczesnej
śmierci łóżeczkowej niemowląt, a poza tym już 6-składnikowa
szczepionka miała wielokrotnie śmiertelne następstwa. We wrześniu
2005 r. wycofano z rynku szczepionke skojarzoną Hexavac firmy
Pasteur MDS/Leimen, która miała chronić przed dyfterytem, tężcem,
krztuścem, żółtaczką typu B, polio oraz Hib. Wycofano ją ponieważ
rzekomo nie dawała wystarczającej ochrony przeciw żółtaczce typu B.
Powtórnych szczepień na żółtaczke u dzieci szczepionych tą
szczepionką jednak nie zalecono. Wiadomo poza tym, że dochodziło do
wypadkow śmiertelnych po podaniu tej szczepionki.
Ale i 3- lub 5-krotne szczepionki są wystarczająco szkodliwe!
Wydaje
się, że są bezpieczne
i, że dzieci dobrze je znoszą. W pierwszym
rzędzie mają jednak dla zwolenników szczepień tą zaletę, że bardzo
trudno jest później udowodnić związek między szczepieniem,
a
zaistniałymi reakcjami ubocznymi.
Kto więc uważa, że musi koniecznie zaszczepić dziecko, powinien
obstawać przy pojedynczych szczepionkach i uważać, żeby dziecko
było
naprawdę zdrowe w momencie szczepienia. Szczególnie ważne jest, żeby
do następnego szczepienia upłynęło kilka miesięcy.
Takie postępowanie ma dla fanatyków szczepień tą wadę, że nie mogą
wcisnąć dzieciom w krótkim czasie tylu szczepionek,
ile są w stanie
sprzedać. A przez to zmniejszają się ich zyski! Reakcje uboczne po
szczepieniu można poza tym najłatwiej udowodnić, jeśli dziecko w
ogóle nie było
szczepione przed ukończeniem drugiego, trzeciego roku
życia.
Organizm dziecka nie
jest w żaden sposób przygotowany na atak
szczepionki skojarzonej. W szczególności
mózg niemowlęcia nie jest
jeszcze do końca rozwinięty, tak, że wszystkie obecne
w organizmie
bakterie i częściowo wysoce trujące nośniki szczepionek, jak np.
rtęć (Thiomersal) i jej pochodne dostają się także do niego.
Oczywiście mówimy
tutaj o najmniejszych dawkach tych trucizn, ale
kto jako terapeuta zna poważne
uszkodzenia zdrowia wywołane plombami
amalgamatowymi, ten wie, o czym
mówię i nie zakwalifikuje tych
minimalnych ilości trucizny jako dopuszczalnych
u małego dziecka.
Stąd spotyka się dziecięce mózgi, które zostały jakby
nadgryzione albo przeżarte przez szczepionki. Sam leczyłem już takie przypadki.
6. Wojna psychologiczna lekarzy
i
przemysłu farmaceutycznego przeciw rodzicom

Tego opinia publiczna nie jest świadoma!
Ponieważ dzieci szczepi
się tak wcześnie, problem skutków ubocznych
po szczepieniach można
łatwo rozmyć i zaciemnić. Powikłań
poszczepiennych nie przypisuje się
zazwyczaj szczepieniom, lecz zawoalowuje się je jako ogólne genetyczne
wady poszkodowanego
dziecka.
Lekarze nie chcą z reguły przyjąć do wiadomości,
że to z winy
szczepienia dziecko wciąż choruje albo jest nawet upośledzone.
Nie ma
się też co dziwić, że szkody poszczepienne zgłasza się bardzo
rzadko i równie rzadko uznaje się je przed sądem, a cały świat
udaje, że szczepienia są całkowicie bezpieczne. Inaczej byłoby,
gdyby to szczepiący lekarz musiał udowodnić, że ewentualne reakcje
uboczne nie są wynikiem szczepienia, a także gdyby był pociągnięty
do odpowiedzialności za niepoinformowanie rodziców o ryzyku
związamym ze szczepieniem.
Powszechnie wiadomo, że lekarze zazwyczaj nie informują rodziców o
możliwych skutkach ubocznych szczepień. Mam tu na myśli nie
zaczerwienienie i opuchliznę po ukłuciu, ale późne
i długotrwałe następstwa takie jak: epilepsja, upośledzenie umysłowe, paraliż,
uszkodzenie systemu nerwowego, uszkodzenie systemu immunologicznego
( m.in. ciągłe choroby
z powracającym zapaleniem uszu), problemy w
nauce, nadpobudliwość, alergie, astma.
Z drugiej strony pediatrzy wywierają presję na niezdecydowanych lub
wręcz niechętnych szczepieniom rodziców (W Niemczech szczepienia nie
są obowiązkowe, a jedynie zalecane). Lekarze mówią przy tym
otwarcie, że w przypadku odmowy szczepienia
nie ponoszą
odpowiedzialności za ewentualne szkody na zdrowiu poniesione w
wyniku odmowy szczepienia dziecka.
Także chętne do pomocy media dają się w swojej naiwności świetnie
zaangażować w reklamę na rzecz szczepień. Na przykład w mojej
codziennej gazecie na stronie poświęconej zdrowiu znajduje się
doniesienie, że zimą 2003/2004 roku ponad 5000 dzieci w wieku od 0
do roku trzeba było hospitalizować z powodu grypy.
Liczba warta zastanowienia. Jak do niej doszło?
W pierwszym rzędzie zastanawiam się, jak to się stało, że maluchy
miały w ogóle kontakt z grypą. W końcu nikt, kto jest mocno
przeziębiony, a tym bardziej jeśli ma grypę, nie kontaktuje się
normalnie z takimi małymi dziećmi.
Zazwyczaj sam opiekun nie
dopuszcza do takich kontaktów.
Poza tym nie wszystko,
co lekarze nazywają grypą, jest rzeczywiście
prawdziwą, spowodowaną przez wirus
grypą. Lekarze, stawiając
diagnozę, kierują się zazwyczaj wyczuciem, gdyż dokładne badania
wirusowe na grypę są za drogie dla kas chorych.
Przede wszystkim trzeba tu przypomnieć, że właśnie w pierwszych 12
miesiącach życia dzieci dostają szczepionkę skojarzoną, którą
niektóre z nich znoszą bardzo źle. U tych dzieci szczególnie, gdy w
momencie szczepienia nie były całkiem zdrowe, a to zdarza się bardzo czesto nawet cięższe bakteryjne przeziębienie odbija się
katastrofalnie na zdrowiu, więc na wszelki wypadek kieruje się je do
szpitala. Tam ustala się, że rzeczywistym niebezpieczeństwem była
grypa, a nie szkody wyrządzone przez szczepionkę.
W oświadczeniu
prasowym czytamy potem: Izba lekarska Badenii-Würtembergii poleca
wszystkim zagrożonym osobom, żeby zaszczepiły się przeciw wirusowi
grypy. A więc jeszcze więcej szczepień
dla najmłodszych dzieci?
No i stoi tak ta młoda matka i nie wie, co ma robić. Bez żadnej
fachowej wiedzy, ale z pogróżkami lekarza w pamięci! I chciałaby
wszystko zrobić
dobrze, bo nie jest przecież nieodpowiedzialną
matką, jak jej niektórzy dają do zrozumienia. Co powiedzałby mąż i
krewni, gdyby dziecko zachorowało na skutek odmowy szczepienia? A
ona sama dopiero? Poza tym wszyscy inni przecież też szczepią! I pan
doktor też powiedział, że szczepienie nie jest niebezpieczne. A
jeśli u dziecka jednak wystąpią jakieś powikłania, to i tak nikt nie
będzie wiedział, czy to rzeczywiście od szczepienia. Lekarz przecież
i tak tego nie potwierdzi, inaczej mogliby go zaskarżyć. Z drugiej
strony jednak,
czy zrobiła wszystko dobrze, szczepiąc dziecko, jak
na posłuszną matkę przystało!?
7. Śmierć dzieci bez szczepień
ochronnych?

Głównym argumentem przemawiającym za szczepieniami jest zawsze
przytoczenie pojedynczych przypadków śmiertelnych połączone z
dobitnym
ostrzeżeniem, że to samo może się przydarzyć nieszczepionym
dzieciom.
Oczywiście nie powinno się poddawać w wątpliwość tych śmiertelnych
przypadków,
ale z reguły żaden ze szczepiących w naszej miejscowości
lekarzy nie zna dokładnych okoliczności śmierci, nie wie nic o
stanie zdrowia i socjalnym otoczeniu zmarłego dziecka.
Wiadome jest tylko, na co ono zmarło. Ta wskazówka wystarcza jednak
zazwyczaj,
by nastraszyć rodziców i żeby zdrowemu niemowlakowi,
dorastającemu w ochronnej atmosferze z dala od tego miejsca, w
którym zmarło to podobno nieszczepione dziecko zaaplikować nie tylko
jedną szczepionkę, ale zaraz kilka jednocześnie.
Z mojego punktu widzenia jest to nieodpowiedzialne działanie, gdyż
wystawia się dziecko na ryzyko szczepienia, chociaż w swoim
otoczeniu, w którym jest zazwyczaj chronione i otoczone opieką,
nigdy nie miałoby kontaktu z wirusami tych ciężkich chorób.
W specjalistycznym czasopismie Co MED 05/2001 ukazał się artykuł
renomowanego przeciwnika
szczepień dr med. G. Buchwalda o
rzeczywistym znaczeniu szczepień
w wytępieniu chorób infekcyjnych.
Dostępny jest on pod adresem: "Das
neue Infektionsschutzgesetz -
Gedanken und Rückblicke eines Arztes" -

Dr Buchwald udowadnia, że do wytępienia chorób infekcyjnych
przyczyniły
się nie szczepienia, ale spełnienie następujących
warunków:
1. Nienagannie czysta, bakteriologicznie sterylna woda
2. Kontrolowane usuwanie i oczyszczanie ścieków
3. Czyste, jasne i ogrzewane mieszkania
4. Wystarczająca ilość jedzenia ( Dopiero od 1950 roku wszyscy
ludzie
w zachodniej Europie mają codziennie wystarczającą ilość
jedzenia)
Jeśli te warunki wśród ludności są spełnione, szczepienie nie jest
potrzebne.
Wpisane w cztery kwadranty krzyża, nazywa się te 4 warunki
krzyżem
higieny.
Tak więc decydujące znaczenie przy zachorowaniu na którąś
z chorób
infekcyjnych mają nie szczepienia, ale warunki życia dotkniętej
osoby.
To też wyjaśnia, dlaczego przykładowo gruźlica w USA ma coraz
większy zasięg.
Kto zna zrujnowane stosunki socjalne potęgi
militarnej, jaką jest USA, ten wie o ciągłym powiększaniu się slamsów w amerykańskich metropoliach, o konsekwencjach brakującego w
Stanach ubezpieczenia zdrowotnego itd.
Walka z terrorem pochłania w USA rocznie setki miliardów dolarów,
ale jednocześnie w Niemczech kwestuje się dla bezdomnych z Nowego
Jorku, którzy wegetują tam w najbardziej niegodnych i nędznych
warunkach jako odpady bogatej Ameryki. Wśród tych ludzi mnożą się coraz bardziej choroby infekcyjne i
okazuje
się przy tym, że skuteczne kiedyś antybiotyki i sulfonamidy,
dzisiaj najczęściej nie działają.
Zamiast jednak zadbać o dobre warunki socjalne jako nieodzowną i
wystarczającą ochronę przed epidemią, nadużywa się wyników tego
niedomagania jako argumentu, żeby szczepić ludzkość na korzyść
amerykańskich koncernów farmaceutycznych.
Ten, kto leczy skutki uboczne szczepień, utwierdza się wciąż w
przekonaniu, że obecnie lekarze szczepią małe dzieci bez umiaru.
Wielu pediatrów nie ma w ogóle pojęcia, co robi! Roczne dziecko jest
już 4 razy zaszczepione przeciw tężcowi i przeciw innym chorobom w
szczepionce skojarzonej, więc nie ma się co dziwić (o ile w ogóle
ktoś się jeszcze dziwi!!!), że
wyrasta z niego później dziecko,
które jest nadpobudliwe, rozdrażnione, ma
osłabioną odporność i
kłopoty w szkole. Z tego żyje potem cała rzesza przeróżnych terapeutów.
Nie pozwólcie tego zrobić z Waszymi dziećmi!
8. Przymus i szaleństwo szczepień

Do mojego gabinetu przychodzi coraz więcej dzieci, u których
występują negatywne
reakcje po szczepieniach. Po podaniu środków homepopatycznych przeciw tym szczepieniom następuje znaczna poprawa,
co potwierdzałoby moje przypuszczenia,
że dane dolegliwości są
właśnie skutkiem szczepień.
Wyjątkowo mocno zakorzenione
jest przekonanie o konieczności i
słuszności szczepienia przeciw tężcowi. W broszurze Heilpraktiker-news-letter z dnia 15.5.2004 czytamy:
Nawet ludzie krytycznie nastawieni do szczepień uważają szczepienie
przeciw tężcowi za rozsądne posunięcie, gdyż w trakcie zabawy zawsze
może się coś przydarzyć.
To przesąd, rzeczywistość bowiem wygląda zupełnie inaczej: w roku
2003 doszło w Niemczech do 42 przypadków zachorowań na
tężec, z
czego 5 było śmiertelnych. Wszyscy, którzy zachorowali, mieli ponad
55 lat... Tajemnicą pozostaje więc, dlaczego prześladuje się tą
szczepionką małe dzieci.
W końcu jednak szczepi się na wszystkie choroby i nikt się wcale nie
dziwi, że mimo
tych masowych szczepień dochodzi do sporej liczby
zachorowań w przedszkolach
i szkołach.
Jak poradzono sobie z opornymi wobec szczepień w cywilizowanych
krajach, pokazuje przykład USA, gdzie szczepi się wszystko, co
porusza się na
dwóch nogach. Podobnie jest w Austrii: jeśli dziecku
brakuje jakiegoś szczepienia,
nie dostanie ono miejsca w przedszkolu
i nie zostanie nawet dopuszczone do szkoły.
Podobny sposób myślenia rozpowszechnia się coraz bardziej w
Niemczech, chociaż szczepienia nie są tu obowiązkowe. Niektóre
przedszkola zwlekają z przyjęciem nieszczepionych dzieci i w ten
sposób niezgodnie z prawem zmuszają do
szczepień.
Wszystko to dzieje się na korzyść przemysłu farmaceutycznego
i jego
pomocników, którzy robią na szczepieniach miliardowy interes!

|