|

Nie łatwo jest opisać coś, czego się nie rozumie, co przekracza
wszelkie ramy ludzkiego pojmowania. Jednak w tamtym czasie
regularnie zapisywałam notatki, wiersze, kilka zdań, żeby dać upust
swoim emocjom, wrażeniom, załamaniu i tragizmowi sytuacji. Człowiek
ma w swojej naturze potrzebę zrozumienia, pojmowania wszystkiego co
dzieje się wokoło. Kiedy czegoś nie może objąć żadnymi możliwymi
sposobami, a zdarzenia wykraczają ponad jego umiejętności logicznego
rozumienia, może się łatwo zagubić i jeszcze łatwiej poddać.

Pamiętam sporo z tamtego czasu. Co dokładnie? Pamiętam, że bałam się strasznie, że po jakimś czasie bałam się nocy, bałam się czasu w
którym
wszyscy spali, bałam się po ciemku wracać do domu, szczególnie, gdy
na
ulicach nie było już ludzi. Bałam się zamykać oczy, z drugiej strony
nie chciałam
też ich otwierać. Byłam cieniem człowieka, o czym wiedziały dwie
najbliższe mi wtedy osoby. Oni znali też przyczyny tych lęków. Znali
je, ale podobnie jak i ja wówczas, nie rozumieli ich. Mieliśmy tylko
pewne przypuszczenia, to jednak było za mało. Brakowało
wtedy kogoś, kto wiedziałby co się dzieje, kto znałby się na
modlitwie, kto nauczył by mnie walczyć. W takich sytuacjach dobrze
jest mieć kontakt z kimś kto wie, co się dzieje. Żałuję, że wtedy
nie miałam pojęcia o istnieniu tej strony, na pewno byłoby mi
łatwiej. Dziś jednak cieszę się chociaż, że wiem co działo się ze
mną wtedy. Na tę stronę trafiłam w momencie w którym zaczęłam
zastanawiać się czy to nie jakieś zaczątki schizofrenii bądź innej
choroby psychicznej. W myślach pojawiały mi się nawet takie
przebłyski, że może powinnam pójść do psychiatry, czy egzorcysty.
Bałam się jednak. Bałam się reakcji rodziny, otoczenia, bałam się
reakcji księdza z którym miałabym rozmawiać. Stany lękowe, napady
histerii, palpitacje serca, poczucia bycia obserwowaną, czucie
czyjejś obecności, widzenie postaci, zjaw i innych to nie liczne ze
wszystkich towarzyszących mi w tym czasie symptomów.

Zastanawia Was pewnie co też takiego mogło się wydarzyć, że zrodziły
się
we mnie takie uczucia i lęki? To nie było jedno zdarzenie, ale kilka
lat strasznych doświadczeń, w tym co najmniej kilka miesięcy silnie
zintensyfikowanych. Kiedy doświadczałam tego z przerwami, raz na
jakiś czas, dało się z tym żyć. Wówczas,
na początku traktowałam to jako senne koszmary. Czasami nawet gdy
byłam dzieckiem doświadczałam takich dziwnych zdarzeń, ale bardzo
rzadko. Jedno z nich szczególnie jednak utkwiło mi w pamięci, na
jego podstawie kiedy dorosłam, napisałam krótkie opowiadanie.
Oczywiście odpowiednio ubrane w fikcję literacką. (LINK!)

W roku 2001 ataki stały się częstsze, i miały właściwie dwa okresy
nasilenia pierwszy między lipcem 2002 a marcem 2003, drugi dłuższy
pomiędzy sierpniem 2005 a styczniem 2007 roku. Dziś nadal trwają,
ale nie wiem czy dlatego, że poznałam metody ochrony i właściwej
modlitwy, czy dlatego, że bardziej to rozumiem, w każdym razie nie
przerażają mnie już tak jak w tamtym czasie. I wiem przynajmniej, że
to nie żadna choroba psychiczna.
Od czego się zaczęło? Jak każdy chyba, tak wtedy myślałam, miewałam
koszmary,
w których widywałam wstrętne demony, potwory i inne maszkary,
krwawiące ludzkie
ciała, śmierć itp. Przy zamykaniu oczu niejednokrotnie miewałam
jakby krótkie wizje, mignięcia obrazów z wypadków samochodowych,
morderstw, gwałtów i torturowania
obcych mi zupełnie ludzi. Zrywałam się z łóżka i siadałam
rozmyślając co to takiego było. Któregoś dnia po takim obrazie, w
którym widziałam młodą dziewczynę bitą, a następnie związaną i
wkładaną do bagażnika czerwonego samochodu przez tęgiego mężczyznę,
zapytałam siebie:
"Co to miało być? Mam tego dość"!
Otwierałam i zamykałam oczy
żeby przerwać widzenie. Niestety widziałam jak dziewczyna szamotała
się w bagażniku,
jak auto odjeżdżało, było ciemno, wokół świeciły się światła
jakiegoś dużego miasta. Usłyszałam odpowiedź:
"To się właśnie dzieje. Ta dziewczyna zostanie zamordowana. To wizja
Waszego świata". Nie było to nic przyjemnego. Przez
jakiś czas tego nie rozumiałam. Później jednak dotarło do mnie, że z
jakiegoś powodu zło tego świata muszę poznać lepiej, zobaczyć je,
poczuć, zaobserwować. Takich wizji było dużo więcej, widziałam
wypadek samochodowy, jak ciężarówka potrącała pieszego, widziałam
ciało w bezwładzie lecące na drugą stronę drogi. Zresztą nie chcę
opisywać tych wszystkich makabrycznych wizji, nie sposób tego nawet
zrobić, bo ten koszmar trwał dość długo. Po takich wizjach płakałam,
byłam załamana. Myślałam, że to moja wina, że swoimi błędami
doprowadzam
do pogorszenia sytuacji na całym świecie, że wszystkie nasze
działania mają na to wpływ.

"KONIEC"
Rzeka z rwącym nurtem -
Miliony zatopionych istot,
Tornado - wirująca groza,
Ziemia - drżąca ze złości,
Wulkan - lawa piekielna.
Zemsta matki natury.
Wyciek chemikaliów - zatruta woda,
Spaliny w powietrzu - rak płuc,
Pestycydy w żywności - trucizna,
Plaga owadów - epidemie.
Cierpienie ludzkości.
Bomba atomowa - wojna nuklearna,
Zło - morderstwa z zimną krwią,
Broń biologiczna - koniec życia na Ziemi.
Śmierć Apokaliptyczna

Kiedy byłam dzieckiem złożyłam Bogu pewną niewinną ofertę.
Zawsze bowiem zło i cierpienie świata i ludzkości, napawało mnie
smutkiem, żalem i wywoływało łzy. Będąc dzieckiem często w swoich
modlitwach pytałam się Boga dlaczego to wszystko tak się dzieje,
czym
ludzie sobie na to zasłużyli i czy nie może im wybaczyć? To jednak
były
tylko słowa nie uświadomionego jeszcze w zakresie wiary dziecka.
Któregoś
razu w swojej modlitwie poprosiłam Boga, żeby mnie samą wysłał do
piekła, tylko zaoszczędził wszystkich ludzi. Powiedziałam, że jestem
gotowa znosić katusze tych demonów w zamian za przebaczenie dla
innych, nawet jeśli miałabym być tam sama
jak palec. To były oczywiście słowa dziecka, które nie jest świadome
ewentualnych konsekwencji takiej obietnicy. Usłyszałam od kogoś nie
dawno, że taka obietnica to też swego rodzaju inicjacja, a tych
należy się strzec. Pewnie i to racja. Jednak cóż dziecko może o tym
wiedzieć. Tak więc chciał nie chciał można by powiedzieć, że
dostałam to o co prosiłam. W moim życiu bowiem, gdy byłam już
nastolatką rozpętało się prawdziwe piekło.

Pisałam o wizjach i dziwnych obrazach, ale to nie było najgorsze.
Myślę,
że to co najgorsze zaczęło się dopiero od odwiedzin cienia, który
pewnej
zwykłej jak każda inna nocy zakradł się do mojego pokoju i stanął z
tyłu
za moim łóżkiem. Próbował wyjąć moją duszę z ciała siłą, szarpaliśmy
się,
nie chciałam się odwrócić i spojrzeć na niego, bo wiedziałam, że
wtedy tym
trudniej będzie mi się uchronić przed jego siłą. Miałam wrażenie
jakby wyciągał
mnie spojrzeniem. Zupełnie jakby z jego oczu (tak to czułam, choć go
nie widziałam) wychodziły strumienie bardzo silnej energii, które
łapały i związywały mnie w środku,
nie ciało, a duszę i próbowały ją wyjąć. W tym dziwnym stanie
mówiłam do niego telepatycznie
"Zostaw mnie! Daj mi spokój! Idź stąd!". Siłowałam się z nim.
W końcu odpuścił. Wrócił zaraz na drugi dzień i potem znów po kilku.
Wracał tak
przez wiele nocy, zwykle przebieg spotkania był podobny, w końcu
jednak zobaczyłam
to coś, choć nie konkretnie. Nie wiem jak, ale w tym stanie byłam
świadoma, że są
to próby uśmiercenia mojego ciała i wyrwania mojej duszy w jakiś, mi
osobiście
nie znanych celach, bądź w końcu wyciągnięcia, wyssania ze mnie
energii.

24 sierpnia 2005 roku
"Śpię sobie
spokojnie, tak mi się przynajmniej wydaje, chyba, że
to zakrawało o świadome śnienie. Nagle słyszę jakieś jęki i
pomrukiwania,
dziwne nieartykułowane dźwięki, których nie mogę zrozumieć. Coś stoi
za
mną, za moim łóżkiem, czuję to, ale boję się odwrócić. Wiem, że to
ktoś zły,
że czegoś ode mnie chce. Myślę, że on chce moją energię, a ja nie
chcę
mu jej dać. Nie odwracam się. Jednak to siłą mnie ciągnie jakby za
głowę,
żebym się koniecznie odwróciła. Nie udaje mi się i patrzę na to. To
czarna
postać, jakby cień, z długimi włosami, ten cień widzę, że nie ma
oczu. Z całej
siły wracam z powrotem twarzą do ściany, by na niego nie patrzeć. W
moim
pokoju wszystko wyglądało dokładnie tak samo, jak w rzeczywistości.
Było
ciemno, spojrzałam na zegarek (wszystko to we śnie) była 00:14.
Kazałam mu
odejść. Powiedziałam, że nie ma tu czego szukać, i niech wraca do
siebie. On
się bronił, ale już za chwilę widziałam jego twarz (cień) za oknem.
Mówił tylko tym strasznym, demonicznym głosem, że jeszcze wróci, że
nie da za wygraną. Że będzie walczył. Wrócił kolejnej nocy, ale to
już innym razem. Obudziłam się była 00:21".

Jeśli
to ty ingerujesz w moje jestestwo
przerwę tę nić, odrzucając pająka
ochronię ofiarę.
Spoglądam w oczy i słyszę
ten podły śmiech,
wilczyca stoi obok -
dlaczego powiedziałeś jej?
Ciężki sen powstanie
z myśli na kamieniu zbitych,
szybkie tchnienie,
uciekaj ty,
ja zostaję.
Moje życie,
mój sen -
UŚMIERCĘ CIĘ!
11.01.2003 r. godz. 16:16

Już wtedy wiedziałam, że jestem atakowana, że komuś lub czemuś
bardzo
zależy na mojej duszy. Miałam tylko problem z rozróżnieniem tego,
czy dzieje
się to w rzeczywistości czy we śnie. Wtedy nie potrafiłam jeszcze
zdefiniować
stanu javy. Dziś wiem, że to był mniej więcej ten stan, kiedy
zamykasz oczy do
snu, ale nie śpisz jeszcze, dopiero przyłożysz głowę do poduszki, a
już coś
ściąga Cię. Takie siłowanie się powtarzało się często. Przed
zaśnięciem widziałam w oknie, w kącie, na suficie i na ścianie wstrętne gęby.
Zaczęłam
się modlić. Przed spaniem wkładałam Biblię pod poduszkę - to było
jedyne
wsparcie. Przynajmniej do czasu aż nauczyłam się modlić skutecznie.
Zjawy pojawiały się różnie, czasami jako potwory, czasami jako
mężczyźni
w czarny płaszczach, innym razem podszywały się pod bliskie mi
osoby.
Nie potrafiły niestety (dla mnie na szczęście) zbyt długo udawać. W
końcu
zdradzały siebie swoim sapiącym oddechem lub demonicznym,
idiotycznym
śmiechem. Zawsze robiły dużo hałasu, jednak najbardziej nie lubiłam
ich sapania
i drwiącego śmiechu, w którym zdawało się słyszeć słowa "Nic nie
możesz zrobić!".

Właściwie nie wiem które z doświadczeń były najgorsze. Wspominam
jedno szczególnie. W trakcie snu zaczęłam czuć na sobie ucisk,
zupełnie
jakby coś ciężkiego poruszało się na mnie. We śnie wydawało mi się,
że
to jakiś młodzieniec. Po chwili jednak zorientowałam się, że to się
dzieje
naprawdę. Sen zniknął, ale to doświadczenie trwało. Leżałam na
plecach,
kołdra była odsunięta, byłam w piżamie (na szczęście) a coś jakby
próbowało
uprawiać ze mną seks. Czułam potworny ucisk, czułam na sobie coś
ciężkiego,
ale nie widziałam nic. Byłam przerażona. Natychmiast zrozumiałam, że
to pewna
dziwna forma gwałtu, którego dopuszcza się jakieś dziwne stworzenie.
Zaczęłam
się modlić przez łzy, prosiłam Boga żeby to zabrał, zdjął ze mnie.
Można wyobrazić
sobie poziom przerażenia. Po tym doświadczeniu czułam do siebie
wstręt i obrzydzenie. Demony i potwory wciąż się pojawiały. Tym
razem miały jednak skuteczniejszą broń, która we mnie spowodowała
całkowite poczucie beznadziejności i pragnienie śmierci. Ich docinki
były straszne:
"Nałożnica szatana! Kochanka zła. Diablica. K...a! Dziwka...",
to kim byłam było już dla mnie nie ważne, naprawdę zaczęłam wierzyć
w to co mówili i chciałam umrzeć. Później jeden głos regularnie
powtarzał mi przez jakiś czas
"Urodzisz mi
syna! Będziesz antychrystem! I tak jesteś z diabła! Bóg Cię nie
kocha!"... i wiele wiele innych, które można chyba tylko
usłyszeć w świadectwach egzorcystów. To jedno doświadczenie, które
chyba wywarło na mnie największe piętno w tamtym czasie. Dla
nastolatki takie przeżycie jest zabójcze. Nie odebrałam sobie wtedy
życia. Bóg mnie przed tym uchronił. Prosiłam Go w modlitwach o
pomoc, wsparcie, prosiłam Go żeby kazał mnie zabić jeśli
którekolwiek z ich słów są prawdą. Jednak teraz wiem, że nią nie
były. A demony
próbowały mnie zniszczyć, co dzięki Bogu im się nie udało.

Jakiś czas temu w pewnej ciekawej książce przeczytałam takie o to
świadectwo dotyczące Teresy Musco:
"Pewnej nocy
Teresa poczuła się bardziej dręczona niż zwykle. Coś silniejszego
od imadła ścisnęło jej gardło, a głos powtarzał jej do ucha: - To
jest szatan, nie
słuchaj go, on Cię oszukuje! - Ukazał się jej wówczas bardzo brzydki
mężczyzna,
który rzekł do niej: - Ja jestem Twój Jezus. Zabaw się ze mną,
jesteś młoda,
Twoje życie tego chce. - Teresa nie dała mu wiary i nadal odmawiała
różaniec.
Gdy tylko skończyła i zaczęła poprawiać pościel na łóżku, ów
mężczyzna
podszedł do niej i wymierzył jej policzek. Teresa nie wpadła w
przerażenie,
lecz kontynuując modlitwę, zawołała do tego człowieka: - Idź precz
szatanie! Ty jesteś nieprzyjacielem mojego Jezusa ukrzyżowanego".
Dopiero wtedy zrozumiałam, że nie mam się czego wstydzić.
Nie samego tego zdarzenia. Dotarło do mnie, że szatan zrobi
naprawdę wszystko co w jego mocy, żeby tylko nas zniszczyć.

Kiedy byłam dzieckiem, wracam tak stopniowo i w niektórych momentach
do tego czasu, kiedy coś sobie przypomnę. Więc kiedy byłam ok. 7
może 8 letnią dziewczynką często, bardzo często śniły mi się
niedźwiedzie które dobijały się do drzwi mojego mieszkania
i chciały mnie z niego zabrać. Z pyska toczyła im się piana, były
wielkie rudo - brązowe
i wściekłe, a w ich oczach płonął ogień. W tych snach chowałam się w
domu za stołem, krzesłem, fotelem lub pod łóżkiem. W którymś śnie z
kolei jednak tato wyciągnął stół na przedpokój, położył go tak żeby
nas osłaniał, wziął strzelbę i oboje ukryliśmy się za stołem
czekając aż niedźwiedzie wyważą drzwi. W tym śnie tato dał mi znać,
że nie da mnie skrzywdzić. Niedźwiedzie wracały często, walczyliśmy
z nimi. Wiele razy wstawałam
w nocy do drzwi, żeby sprawdzić czy nie stoją za nimi niedźwiedzie.
Zamykałam drzwi
na wszystkie spusty i sprawdzałam zamknięcie wiele razy. Piszę o tym
koszmarze, bo
nie był to zwykły koszmar, taki jakiego może się spodziewać każde
dziecko i każdy rodzic. Wiadomo przecież, że dzieci też koszmary
miewają. Te sny jednak były bardzo realne,
a kiedy je wspominam, wiem, że miałam podczas nich takie samo
uczucie, jak podczas innych ataków, których doznawałam później. To
też zrozumiałam dopiero po tych słowach:
Ksiądz Bosko
opowiada, że był prześladowany przez złe duchy,
które widział pod postaciami straszliwych, dzikich zwierząt
(niedźwiedzia, tygrysa, wilka, wielkiego węża). Często mówi
o upiorach. Wszystkie te upiory, choć ulotne, miały straszliwy
wygląd... krążyły po pokoju, jak dzikie bestie w klatce. Potem
widziałem, jak wchodziły na łóżko. Zostawiłem je w spokoju.
Wzywałem Jezusa i Maryję, a wtedy wszystko znikało;

Ze zwierząt pamiętam również bardzo dokładnie wielkiego, czarnego,
wściekłego psa, któremu również toczyła się z pyska piana i, który
warczał
i szczekał na mnie, zupełnie jakby chciał mnie zaraz pogryźć. Ten
pies wracał
wiele razy, nie w snach, a w tym stanie pomiędzy. Widziałam go i w
moim pokoju
i pod domem, za oknem, za drzwiami, w łóżku, wszędzie. Ostatnio też
dwa razy zjawił
się w moim pokoju. Sapie, warczy i straszy. Pojawia się czasami sam,
czasem z innymi potworami, innym razem w obecności jakby swojego
pana. Wiem, że wielu innych ludzi również miało podobne
doświadczenia z czarnym psem i wiem, że to nic przyjemnego.
Niezwykła
mistyczka i wizjonerka, Gemma Galgani, była za życia prześladowana
przez krewnych i obcych. Sprzeciwiał się jej Kościół, który dopiero
po śmierci Gemmy uznał jej świętość. Wobec niej diabeł najczęściej
przybierał przerażające kształty. Na łożu śmierci Gemma Galgani
poprosiła o egzorcyzmy, ponieważ widziała obok siebie demona pod
postacią czarnego i groźnego psa. Były to ostatnie, daremne próby
nieprzyjaciela mające na celu wprowadzenie zamętu i rozpaczy w duszę
umierającej;
Cytaty te zamieszczam nie po to by a jakiś sposób porównywać się do
tych wspaniałych ludzi, ale po to, by uświadomić czytającemu, że to
wszystko nie jest zmyśloną historią, a czystą prawdą, która zdarza
się na tym świecie wokół nas. Jeśli ktoś jest zainteresowany
rozszerzeniem tego wątku, podaję, że cytaty dotyczące tych osób
zaczerpnęłam z książki Pasqualle Colucci "Gdy duchy przychodzą...
Kontakty ze światem pozagrobowym".

To tylko kilka historii, nie potrafię ich wszystkich nawet
spamiętać, część
z nich wraca dopiero, kiedy przeczytam o czymś podobnym, kiedy
usłyszę
jakąś opowieść, czy obejrzę film. Szatan pojawiał się nie tylko w
snach i na javie.
Odwiedzał mnie również często przed zaśnięciem, jak również straszył
o zmierzchu,
gdy np. wyprowadzałam psa na wieczór. Przebiegał między drzewami,
wił się za mną
lub tuż obok po chodniku w postaci węża, sapał za moimi plecami
śledząc mnie w drodze
do domu. Pojawiał się jednak najczęściej w moim pokoiku, gdy byłam
sama. Wtedy przybierał najwymyślniejsze postacie. Potrafił też z
mojego pokoju robić inne miejsca czy pomieszczenia, wyspy, schody,
lochy, zamki i inne. Którejś nocy podczas ucieczki przed nim jakoś
tak automatycznie, będąc wciąż w tym stanie, zaczęłam się modlić.
Zauważyłam, że jego postać szybciej znikała. Co prawda nie było tak
od razu. Początki były ciężkie, on
się wściekał jeszcze bardziej, a słowa modlitwy nie chciały w tym
stanie przejść prze gardło, jakby coś im to uniemożliwiało. W końcu
się udało, a potwory co raz szybciej znikały mi sprzed oczu. Teraz
idzie mi dużo lepiej. Ataki oczywiście są, niemal każdego dnia, ale
dzięki umiejętności szybkiego wprowadzenia modlitwy, jak również
dzięki odpowiedniej ochronie nie boję się ich, co najwyżej jestem
nimi zmęczona, bo nie mogę później normalnie pracować. To jednak nie
jest już takie ważne, najważniejsze dla mnie jest to, że nie boję
się już każdej nocy o swoje życie, o swoją duszę, a Bogu powierzam
siebie w pełnym zaufaniu.

Święta Faustyna w swoim dzienniczku o szatanie napisała:
"O, gdyby w tej
całej sprawie nie było wielkiej chwały Bożej i pożytku dla
wielu dusz, nie sprzeciwiałby się tak szatan. Ale on wyczuwa, co
przez to traci.
Teraz poznałam, że szatan najwięcej nienawidzi miłosierdzia. Jest to
dla niego największa męka. Jednak słowo Pańskie nie przeminie. Mowa
Boża żywą jest. Trudności dzieł Bożych nie umorzą, ale wykazują, że
Bożymi są".
22 Feb. 2009
GODAN
|