NASZE DOŚWIADCZENIA

TRZECIE OKO
(CZĘŚĆ 3)
LINK! DO CZĘŚCI 2

LINK! DO CZĘŚCI 4

Aż nadszedł wieczór - przełom 1999/2000 - kiedy położyłam się i zanim zaczęłam robić wizualizację w mojej głowie pojawił się błysk niesamowitego światła. To było przepiękne. To było jakby - nie wiem jak to opisać. To było jak "wielkie otwarcie", gdyż jednocześnie z tym błyskiem pojawiła się świadomość, że jeśli nie przerwę tego, to zobaczę "wszystko". To było uczucie, jak otwarta księga, na której jest wszystko zapisane a ja mam do niej dostęp - tylko tam "wejść".

A jak nie wyjdę?!

Wraz z tym pojawiła się też wielka odpowiedzialność, że od tej pory nic już nie będzie takie samo. To wszystko trwało kilka sekund. Przerwałam i usiadłam.

Czułam, że nie jestem przygotowana na to, co by się działo.

Chwilę później myśl - może zrobiłaś wielki błąd ? Spróbowałam do tego wrócić, światło pojawiło się jeszcze raz na ułamek sekundy i zniknęło. Było to dla mnie szokujące doświadczenie. Zrozumiałam co się wydarzyło i wszystko zaczęło mi się łączyć w logiczną całość - oczywiście oprócz rwy kulszowej. Robiłam wizualizację, rozprzestrzeniałam złote światło i zasypiałam, nie ściągając go powrotem, a po nim jak po sznureczku, zaczęły zjawiać się duszki, które potrzebowały pomocy. Istotną moim zdaniem rzeczą jest to, iż moje intencje absolutnie nie dotyczyły otwarcia trzeciego oka, nawet mi to przez myśl nie przeszło. Chciałam jedynie poprzez wysyłanie dobra i miłości pomóc sobie i wszystkim innym.

To była MOJA JEDYNA INTENCJA.

Czy rwa kulszowa to otwarcie kundalini, tego nie wiem do dnia dzisiejszego? Natomiast czego doświadczyłam z wizualizacją to wiem. Czytałam później o różnych objawach. U mnie nic takiego nie występowało. Po prostu stało się i już. Zaprzestałam też robienia wizualizacji. Brakuje mi tego. Teraz mam jednak świadomość iż jeśli zacznę, to tym razem wydarzy się coś, co zmieni moje życie na zawsze. A może nie ma takiej potrzeby. Może co się ma wydarzyć, to i tak się stanie w odpowiednim dla mnie czasie?

Po inicjacji II stopnia reiki (2004) zapytano co się komu śniło.

Opowiedziałam swój sen:

"Śniła mi się droga, która oddzielała dwa miejsca. Po jednej lewej stronie stał na działce dom, w którym rozbrzmiewała wesoła rozrywkowa muzyka, a po prawej za siatką stał jakiś zakon, w którym z kolei brzmiała muzyka poważna, dostojna i bardzo piękna. Ja stałam w drzwiach tego wesołego domu i czułam się jak ta żaba z kawału, gdzie król lew wezwał wszystkie zwierzęta i powiedział:"
- piękne mają się ustawić po jednej stronie a mądre po drugiej. Po środku drogi stoi żaba a lew pyta:
- a ty co tu robisz?
- no przecież się nie rozdwoję - odpowiedziała żaba.

Tak w tym śnie ciągnęła mnie jedna i druga strona. W pewnej chwili przed bramą zakonu pojawił się mężczyzna, który w moim odczuciu był kimś w rodzaju dozorcy, w ręku miał jakby gałązkę, umaczaną w wodzie i machnął nią w moją stronę mówiąc, "to za to drzewo wiśniowe". Kilka kropli spadło na moją twarz".

Rozmawiałam na ten temat z mistrzem, który mnie inicjował. Powiedział mi coś, co w głębi duszy wiem. Są to moje, głębokie, wewnętrzne prawdy, o których nie chcę pisać. Miałam też chwile zwątpienia, poczucie wielkiego kryzysu psychicznego. Obserwowałam jak zmienia się moje otoczenie, jak bardzo zmieniam się ja, jak coraz trudniej znaleźć z ludźmi wspólny język, jak wokół mnie robi się pusto. Jakie to jest początkowo przykre, kiedy się słyszy: - z tobą to już nie można się dogadać, zejdź na ziemię itp.

A prawda, dlaczego tak się dzieje jest bardzo prozaiczna, ludzie się boją tematów, których nie rozumieją, nie czują. Patrzą więc, jak na dziwoląga z innej planety. Jakże często potykamy się o prawdę i idziemy dalej, jakby nic się nie stało. No cóż, widocznie prawdą jest, że różne dusze są na różnym poziomie rozwoju. Nie można jednak ich lekceważyć, natomiast warto czasami "rzucić" coś, co zmusi ich do zastanowienia się i refleksji, a jeśli nie ... każdy ma swoją ścieżkę.

Jednakże zostałam obdarowana wielkim optymizmem i radością życia. Do dnia dzisiejszego lubię śmiech i zabawę. Od pewnego czasu czuję też ogromny wewnętrzny spokój, że cokolwiek się w moim życiu wydarzy, będzie ok. Z perspektywy lat wiem, że wszystko co nam się przydarza ma swój zarówno cel, jak i głęboki sens.

Chcę tu opisać jeszcze jeden, szczególnie piękny sen sprzed kilku lat:

"śniło mi się rubinowe niebo rozświetlone złotem - gwiazdami - które odbijało się w bezkresnym oceanie . To był jeden rubinowo - złoty blask. Ja zaś - jako młoda dziewczyna - tak jak ją Pan Bóg stworzył, biegałam w zwolnionym tempie po tym oceanie jak baletnica. W pewnej chwili zorientowałam się, że jestem przecież na środku oceanu, a nie umiem pływać. Spojrzałam więc pod nogi i ujrzałam czyste piaszczyste dno - a wiadomo, że nie da się w ten sposób ocenić głębokości. Pomyślałam jednak, że skoro nie utopiłam się do tej pory, to się nie utopię i pobiegłam dalej...

Może jeszcze jedna rzecz, która mnie dziwiła. Co jakiś czas - nie w trakcie wizualizacji - migały mi przed oczami kolorowe plamy. Najpierw były czerwone, potem pomarańczowe, a teraz od dwóch lat, co jakiś czas pojawiają się fioletowe. Widzę jak zmieniają swoje odcienie i kształty. Jest to bardzo przyjemne z uwagi na swoje piękno. Czasami też pojawiają się w ciągu dnia błyski w kącikach oczu, naprzemiennie, raz w lewym, raz w prawym. Czasami są tak intensywne, że gwałtownie odwracam głowę, żeby zobaczyć, co się dzieje ? Jednak nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi, bowiem wierzę, że jeśli coś ma się wydarzyć, to przyjdzie na to odpowiedni moment. I jeszcze dłonie, które czasami od wewnętrznej strony są tak czerwone, że muszę je chować przed spojrzeniami innych. Aby je schłodzić, kładę je na bardzo zimnych miejscach.

cdn...

Łódź, 7 paź. 2008

JAGODA