NASZE DOŚWIADCZENIA

TO CO CZUJĘ JEST WE MNIE I WOKÓŁ MNIE
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1
LINK! DO CZĘŚCI 3

Takie mam właśnie nieodparte wrażenie, kiedy próbuję pojąć swoje doświadczenie. Każda sytuacja, myśl, odczucie zdaje się wypełniać mnie całą, a jednocześnie otaczać mnie z zewnątrz, tak jakby pozostawały na tej samej fali. Zauważyłam też inną dziwną rzecz, której wcześniej nie było, bądź na którą nie zwróciłam dotąd uwagi. Miewam momenty całkowitego olśnienia, zupełnie jakbym w ułamkach chwil wiedziała i rozumiała wszystko, kiedy jednak wtrącam w to swoją wolę pojmowania i zrozumienia natychmiast wszystko znika i nawet dokładnie nie pamiętam czego dotyczyły myśli, które przed ułamkiem sekund przebiegły przez moją głowę. Nie mam pewności, ale mam wrażenie, że są to momenty w których mój umysł całkowicie "zamiera" nie wtrącając się w istotę życia. Kiedyś zastanawiałabym się nad tym, czy to w ogóle możliwe. Dziś stwierdzam, że nie ma znaczenia czy coś jest możliwe czy nie, bo i tak te ramy i kryteria budujemy własnymi spostrzeżeniami, a te łatwo oszukać.

"Wczorajszej nocy, gdy zasypiałam miałam to uczucie, które się pojawia i znika. Przez króciutką chwilkę udało mi się jakby złapać to coś, a raczej uczepić się tego i pomknąć kawałek za tym. Zaraz jednak mój umysł musiał się wtrącić. Nie jest jeszcze wystarczająco wyciszony. Kiedy się wtrąca, wszystko przestaje być jasne i na nowo staje się zagmatwane i trudne do pojęcia. Jednak wiem już, że kilka razy mogłam ogarnąć to coś na moment. I chyba najważniejsze, że nie pragnę już tak bardzo jak kiedyś wszystkiego objąć rozumem, bo wiem, że nie tędy droga".

Nie potrafię tego inaczej opisać. Może gdyby chcieć to zobrazować lepiej - dla kogoś kto ma zdolności do malowania może byłoby łatwiej - może spróbuję namalować to słowami. Wyobrażam to sobie tak, jakby nitka wychodziła z mojej głowy i wypuszczała się w kosmos dotykając swoją końcówką przy każdym przejściu przez jakiś obszar poznawczy jego wszystkich aspektów. Nitka ta przyspiesza im dalej jest od ciała i jakby ciągnie ze sobą jakąś część mnie - choć część nie namacalną. Wszystko co zauważa jest dla niej jasne i zrozumiałe, wszystkie "spostrzeżenia" wędrują po nitce do jakiegoś niewidzialnego miejsca we mnie samej i tam kumulują się w tajemniczej przestrzeni. W jednej nanosekundzie ta cząstka krążąca po nitce obiega ogromny kawał świata (ogromny w moim ziemskim pojmowaniu) i stanowi coś jakby magiczną lunetę dającą wgląd w nieznane. Nie wiem, może gdybym teraz była w tym stanie łatwiej byłoby mi to ukazać.

Mniej więcej tak to wygląda, jednak niestety nie mogę powiedzieć, żebym np. w tej chwili była o coś mądrzejsza. Mam takie odczucie, jakby we mnie, gdzieś w głębi siedziało coś, co doskonale wszystko wie i rozumie, ale to coś przemawia tylko wtedy, gdy całkowicie wyłącza się standardowy, ludzki proces myślenia.

Jest jeszcze coś. Kolejna nowość mogłabym rzec i to też wprowadza mnie w drobne zakłopotanie czasami. Słowa grzęzną mi w gardle, a dokładniej na wysokości dołka, zupełnie jakby tam biły się z czymś żeby nie wyjść. Zwykle zdarza się to w sytuacjach kiedy chcę powiedzieć coś, co prawdopodobnie jest zbędne. Nie muszę gryźć się w język, bo słowa po prostu nie przechodzą mi przez gardło. Wiem już nawet kiedy myśl zatrzymuje się gdzieś w drodze i tam zostaje przerobiona w milczenie. Mój umysł jest wtedy oszukany, bowiem ma już wrażenie, że to co miało być, zostało powiedziane, gdy tymczasem słowa zatrzymały się w pewnym punkcie i tam po chwili kotłowania zostały jakby skasowane. Zaraz po takim uczuciu, a zdarza się to kilka razy dziennie, zastanawiam się nad przyczyną takiej reakcji. Rozumiem to jednak w ten sposób, że pewne rzeczy powinny być przemilczane. A najlepiej gdyby w ogóle nie zrodziły się w myśli -, ale to już kolejny etap.

Nie wiem czy skutkiem tego, czy czegoś innego jest ból gardła, pieczenie, drapanie i suchość która towarzyszy mi od tygodnia. Szczególnie zaś daje się we znaki dziwny, kłujący ból w oskrzelach, który przenika mnie na wskroś kłując również w tył pleców. Nie są to z całą pewnością objawy choroby, bo te zwykły rozkładać mnie natychmiastowo i jak już mnie bierze, to nie trwa to tydzień czasu, a przy tym zresztą zawsze siada mi wszystko. Tym objawom towarzyszą mdłości, które również odczuwam na wysokości oskrzeli. Pierwszy raz chyba też tak wyraźnie usłyszałam rady dotyczące dalszej drogi. Wielu z Was pewnie powiedziałoby, że to błahe słowa i żadna rada. Jednak dla mnie są
tym bardziej wiarygodne, z uwagi na ich prostotę brzmienia.

"Uspokój umysł i daj dziać się rzeczom samym.
Bądź cierpliwa. Bóg sam do Ciebie przyjdzie"

Te słowa usłyszałam w ostatniej chwili, tuż przed tym, jak mój umysł wtrącił się w stan świadomego współodczuwania i postrzegania wszystkiego i wybił mnie z harmonijnego rytmu. Nie lubię kiedy to robię, kiedy mimo, iż dobrze czuję się w tamtym stanie próbuję jeszcze wcisnąć to w jakieś ludzkie ramy poznawcze. Wiem przecież, że to niemożliwe. To dzieje się niestety nieświadomie. Istnieje jednak inna przestrzeń, w której żadne ramy nie istnieją i w tej przestrzeni dusza doświadcza wszystkiego po trochu. To doświadczanie właśnie muska ją delikatnie niczym podmuch lekkiego wiatru. Bynajmniej teraz tak to odbieram.

Powyższy opis czyni stan prawie idealnym, jednak zdarza mi się jeszcze dać się zdenerwować i niektóre sytuacje, choć po chwili dochodzę do wniosku, że są bez znaczenia, potrafią na krótki czas zachwiać moją stabilnością. Choć i tak wszyscy mówią, że przemawia przeze mnie postawa Stoików. Nie wiem ile w tym prawdy. Mnie tam się wydaje, że jak dam się zdenerwować to już blisko końca świata. Ale to moje odczucia, a zwykłam raczej obdarowywać się w życiu codziennym sporą dawką samokrytycyzmu.

Wszystko wydaje się dziwne. Kiedy siedzę w pracy, czy robię pranie, prasuję, sprzątam, gotuję, zawsze wtedy, gdy akurat nie myślę o rzeczach, które mnie zajmują, myślę o Bogu. Zastanawiam się gdzie teraz jestem, pytam siebie co powinnam w swoim życiu zmienić, jak postępować w tych czy innych sytuacjach. Oczywiście nie myślę o tym wszystkim na raz, bo to nie możliwe. Myśli bowiem ostatnio jakoś się mnie nie trzymają, chyba, że skupiają się wokół jakiejś konkretnej czynności. Dlatego też nie mam co myśleć o medytacjach i wizualizacjach, to praktycznie nie możliwe. Ledwie zacznę zaraz mnie to nudzi i wydaje się jakieś sztuczne. Może to przejściowy stan, nie wiem, okaże się z czasem. Miewam też obawy, że kiedy siedzę i piszę, albo czytam, albo po prostu wyłączam się od świata codziennego, to jest to przejawem lenistwa, że kiedy nie wykonuję pracy, której owoc można dostrzec natychmiast, to tak jakbym nie robiła nic. Jest to jednak chyba takie zwykłe ludzkie podejście. Przywykliśmy do szybkich owoców naszej pracy, stąd ciężko nam wypracować w sobie prawdziwą cierpliwość, która jest niezbędna na drodze do Boga.

Mam takie chwile, kiedy wstydzę się o tym pisać. Wstyd mi, bo w ziemskim życiu pojawia się obawa, że inni pomyślą, iż mam siebie za kogoś więcej, że wymyślam sobie to wszystko, bądź, że chcę być traktowaną inaczej, lepiej, czuć się wyróżnioną. Ale jest inaczej, najchętniej zawsze pozostałabym anonimową, jakby nieistniejącą, żeby nie narazić siebie na te słowa. Ale też żeby nie narazić Boga na znieważenie. Tak więc świadomość faktycznego stanu nakazuje mi pisać to wszystko, by dać Wam dowód na to, że każdy, zaprawdę każdy z Was może poczuć ciepło Boskiego Serca. Kiedyś usłyszałam głos, który powiedział mi "Pisz", więc nie przestaję tego robić. Wiem bowiem, że świadectwa spisane przez innych ludzi pomogły mi na mojej drodze i czynią to nadal. Wiele z faktów tutaj przeze mnie odsłanianych pozostawiam w ukryciu, jako wiedzę dla samej siebie, jeszcze chyba z obawy przed reakcją otoczenia. Wierzę jednak w nadejście dnia, w którym wszystko to zostanie odsłonięte przed każdym, kto postanowi oddać się poszukiwaniom Prawdy, tak jak ja postanowiłam, nie będąc jeszcze w ogóle świadoma, o co prosiłam. Tym wszystkim, którzy stawiają choćby jedną stopę na tej drodze chciałabym móc kiedyś podać rękę, bądź stać się ramieniem, na którym będą mogli się wesprzeć. Słowo - może być tym wsparciem.

"Czy to grzech? Powiedz proszę, czy grzeszę, gdy pragnę Cię poczuć, zobaczyć, gdy tęsknota do Ciebie przysłania mi świat namacalny? Pokochałam noc i momenty ciszy, w których mam większą szansę na spotkanie Ciebie, wolne chwile pragnęłabym spędzić na byciu z Tobą. Twoja obecność sama jest mi ukojeniem. Tylko bądź i nic więcej nie musi się zdarzyć, choć i to nazbyt wiele jak przypuszczam w tej chwili. Bo Ty jesteś wszystkim o czym dusza może marzyć, a dotknięcie Ciebie to jak bycie z Tobą w trwałym zjednoczeniu. Kiedy dusza dojrzewa, czy rozpozna tę chwilę? A gdy pada u stóp Twoich, czy może tam zostać? By łzami radości obmywać je czule? Jak może się w pełni Twojej Woli oddać? Nie będę już pytać, powróć proszę. Tyle".

cdn...

25 June 2009
 
GODAN