|

Przemianę mojej osobowości zapowiadały w moich snach różne symbole,
które spełniając rolę prospektywną ukazywały perspektywy mojego
duchowego
rozwoju. Pierwszym i bardzo znaczącym symbolem energii
transformującej był
wąż Kundalini. Pewnej nocy przyśnił mi się pusty pokój pogrążony w
mroku. W jednej
chwili przede mną stanął (dosłownie stanął) na swoim ogonie w
pozycji pionowej żółty wąż. Miał piękny żółto - złocisty kolor.
Bałam się, że może mnie zaatakować, ale moje obawy okazały się
bezpodstawne, ponieważ zachowywał się bardzo spokojnie i nawet
przejawiał przyjazne nastawienie. Rzeczywiście w moim życiu zaszły
zmiany, które potwierdzają ziszczenie się tego snu, ponieważ powoli
zaczęła się budzić moja utajona siła, energia kosmiczna, która
powoli transmutowała moje ciało i psychikę.

Kolejnym ważnym symbolem świadczącym o mojej przemianie było duże
kosmiczne jajo wewnątrz którego się znajdowałam. Jajo unosiło się w
przestworzach. Czułam się jak pisklę przed samym wykluciem się.
Rzeczywiście w pewnej chwili poczułam, że skorupka jaja pęka i ja
zaczynam uwalniać się do nowego istnienia.
Jakie to było niesamowite uczucie. Przeżyłam coś na podobieństwo
ponownych
narodzin. Niesamowite odczucie dawały odpadające poszczególne
elementy skorupki, czułam się jak prawdziwy bohater, ponieważ jakaś
siła ciągnęła mnie do góry.

Innym symbolem zwiastującym przemianę i odrodzenie było naręcze bazi
i palmy.
We śnie brałam udział w procesji, podobnej jaką organizuje Kościół w
Niedzielę Palową.
Po rytualnych modlitwach udałam się z tym naręczem na cmentarz.
Wybrałam najładniejszą gałązkę i zatknęłam ją pod krzyżem na naszym
rodzinnym grobowcu. Pozostałą część zabrałam ze sobą do domu.
Postanowiłam starym zwyczajem pokropić pole (to
taki
zwyczaj wielkanocny). Poszłam na piękną łąkę porośniętą
soczystą, zieloną wiosenną trawką. Łąka miała regularny kształt
kwadratu. Słońce tak mocno świeciło, że
zdawało mi się, iż ta łąka jest dodatkowo przez kogoś oświetlana.

Do jeszcze innych symboli zaliczałabym mój sen - wizję Sądu
Ostatecznego.
Śniłam, że znajduję się na cmentarzu, wszystkie groby są odkryte, z
których
wychodzą zmarli jak na sądzie ostatecznym. Wyglądają dokładnie jak
za życia
(niektórych zmarłych pamiętałam z
czasów ich ziemskiej wędrówki). Rozmawiali
ze mną, mówili, że nadszedł czas ich zmartwychwstania. Ich oczy były
skierowane
ku niebu, cały cmentarz, mimo iż był rozkopany, skąpany był w
naręczach kwiatów. Panowała niesamowita atmosfera. O powodzeniu
całego procesu transformacji
zapewnił mnie sen o pięknych kościelnych dzwonach. W samo południe (
godz. 12. 00) szłam główną
drogą w kierunku kościoła. Pełnia lata, piękne, bezchmurne niebo,
mocno świecące słońce. W pewnej chwili zauważyłam, że dwa dzwony
znajdujące się na wieży kościelnej dosłownie schodzą z niej i płyną
w moim kierunku. Gdy znalazły się nad moją głową, zatrzymały się i
rozpoczęły radośnie dzwonić. Wtedy stało się coś niesamowitego.
Z nieba, zaczął padać delikatny deszczyk, który w połączeniu z
promieniami słonecznymi wyglądał jakby ktoś rozsypał kryształki.
Ogarnęła mnie wtedy taka błogość,
że nie miałam ochoty ruszyć się i iść dalej.

Podobne sny o deszczu pojawiały się parę razy. Za każdym razem, gdy
wyszłam
na pole, zaczął padać na mnie deszczyk, pomimo iż była piękna
słoneczna pogoda.
Raz zdarzyło się nawet, że ten deszczyk zaczął padać na mnie w domu.
Rozstąpił się dach, sufit i zostałam polana wodą jak na chrzcie świętym.
Często też towarzyszyły
mi sny o zażywaniu kąpieli, czyli całkowitym oczyszczeniu. W jednym
z nich po takiej
kąpieli zostałam ubrana w białą szatę i zaprowadzone przez kapłana
do sanktuarium Maryjnego, gdzie podczas uroczystego nabożeństwa
przybrałam
na znak nowego życia - imię Bronisława.

cdn...
Maria
|