NASZE DOŚWIADCZENIA

SERCE, SERCE, SERCE
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1
LINK! DO CZĘŚCI 3

Z chwilą, gdy otwierała mi się coraz bardziej czakra serca, przeżywałam ogromne wewnętrzne cierpienie. W mojej psychice odblokowały się potężne pokłady negatywnych emocji, nieraz odnosiłam wrażenie, że transmutuję całą swoją karmę, ze wszystkich wcieleń. Do głosu dochodziły różne przeżycia, które oglądałam jak na zwolnionym filmie. Musiałam jeszcze raz przeżyć to wszystko, aby jak się później okazało uwolnić się od tego balastu raz na zawsze. Nieraz miałam przypływ takiej agresji, że z trudem radziłam sobie z panowaniem nad nią. Czasami myślałam sobie, czy to rzeczywiście moje emocje. Przecież niczego takiego wcześniej u siebie nie obserwowałam. Przechodziłam prawdziwy czyściec na Ziemi, ale dzięki niemu dostąpiłam całkowitego oczyszczenia, które przygotowywało mnie na spotkanie z Boskim pierwiastkiem w mojej duszy. Wtedy zrozumiałam, że podobny proces oczyszczenia muszą przejść dusze po swojej śmierci, które za życia nie dokonały transmutacji negatywnych emocji i nie wyzwoliły w pełni miłości. Dzięki temu będą mogły dostąpić zaszczytu obcowania z Bogiem.

Podczas otwierania i oczyszczania czakry serca towarzyszyły mi bardzo dziwne sny. Nieraz byłam w nich poddawana jakimś rytuałom szamańskim, musiałam pokonywać niebezpieczne przeszkody, czułam się jakbym odbywała podróż do wnętrza Ziemi, do jej mandalicznego środka. Ile przeżyłam przy tym przerażenia, strachu to jeden Bóg raczył wiedzieć. Te sny bardzo mi pomogły zrozumieć książki Mircea Eliadego, który będąc historykiem religii wyjaśniał dogłębnie te kwestie. W tym czasie wzrosło o 100% zainteresowanie ezoteryką i psychologią głębi (dziełami C. G. Junga i jego uczniów). Różne pozycje same wpadały mi dziwnym trafem w ręce. Czułam jakby czekały na mnie.

W tym czasie prowadziły mnie sny o chrzcie wodą i ogniem. Była to prawdziwa ogniowa próba, kiedy boski ogień idący wprost z Kościoła, oczyszcza doszczętnie moje ciało, które nie ulega spaleniu, ani nawet uszkodzeniu. Przypuszczam, że to było działanie Ducha św.

Z chwilą otwarcia czakramu serca w moim życiu zaszły duże zmiany. W tedy po raz pierwszy doświadczyłam czym jest uniwersalna miłość, często na mojej drodze stawały osoby potrzebujące pomocy. Teraz wiem, że to był test dla mnie, czy podołam, jak się zachowam. Zmieniła się również moja dieta. Mój organizm odrzucił mięso i domagał się innego pożywienia. I tak zaczęłam się żywić owocami i warzywami. Waga ciała unormowała się, cały organizm zaczął pracować inaczej, jakby doskonalej. W tym także czasie zaczęłam inaczej rozumieć teksty biblijne, inaczej pojmowałam życia, jakby ktoś ściągnął mi zasłonę z oczu. Zaczęłam rozumieć czym jest prawdziwe życie. Bardzo zintegrowałam się z przyrodą, ze światem zwierząt. Czułam się prawdziwie ich częścią. Były to niesamowite odczucia, bo nigdy wcześniej takich nie doświadczałam. Ale nie był to koniec drogi, w moim życiu ciągle zachodziły zadziwiające mnie wydarzenia.

Po pełnym otwarciu czakry serca, które zostało " zapowiedziane" przez piękny sen (otóż pewnego razu znalazłam się o centrum Ziemi, był to okrąg wypełniony czarną glebą, w środku którego znajdowało się piękne serce. Jakaś niewidzialna dla mnie osoba wypowiedziała trzykrotnie słowo: SERCE, SERCE, SERCE). Był to dla mnie znak, że od tego momentu w swoim życiu muszę się kierować sercem, a nie rozumem jak to było do tej pory. Powoli uczyłam się patrzenia na otaczający mnie świat oczami duszy. Inaczej jak do tej pory, kiedy postrzegałam świat swoimi fizycznymi oczami. Patrzenie oczami serca , to patrzenie oczami duszy, która nigdy nie kłamie i ukazuje świat takim jakim jest naprawdę. Ile rzeczy dostrzega się w ten sposób, tego nasze ziemskie oczy nigdy nie zobaczą, bo są skażone subiektywizmem i iluzją. Od tego momentu czułam ogromne współczucie do wszystkich istot. Nieraz miałam ochotę ich uściskać, tak spontanicznie, bez okazji i tylko dlatego, że po prostu są.

Od tego momentu bardzo polubiłam samotność, często szukałam okazji, aby pobyć w odosobnieniu. Drażnił mnie zgiełk i huk. Wydawało mi się to teraz takie nienaturalne, chociaż do tej pory mi to nie przeszkadzało. Nieraz to aż tęskniłam za tą chwilą, w której zanurzę się w tej wspaniałej ciszy. Była prawdziwym balsamem na duszę po trudach całego dnia. Wtedy na nowo się odradzałam i nabierałam nowych sił do dalszego egzystowania. Trwając w takim stanie świadomości wcale nie czułam się samotna, nie przeszkadzało mi, że w tej chwili nikt mi z ludzi nie towarzyszy, bo wtedy towarzyszył mi sam Bóg. Takie rzeczy się czuje, chociaż ich się nie widzi. Przeżywałam wtedy taką niesamowitą radość ( trudno nazwać te uczucia, trzeba ich doświadczyć), jakbym spotkała najserdeczniejszego przyjaciela po długich latach rozłąki i nie mogła się nacieszyć jego obecnością.

cdn...

6 list. 2008

MARIA