|

Ten okres, w
moim życiu różni się świadomością przeżywanych objawów.
Częstotliwość występowania jakichkolwiek odczuć, nie zmieniła
się jednak
intensywność znacznie.
Szum w uszach ma tendencje stałą od kilku lat, zawroty głowy
stały się
codziennością, nie wywołują jednak jak dawniej u mnie paniki.
Przeogromny żal zalewa mnie coraz częściej. Żal, smutek,
współczucie dla
słabszych, krzywdzonych, ból z powodu bólu innych.
Zaobserwowałam u siebie "tęsknotę" i silną potrzebę umartwiania
się, jakbym sama sobie wymierzała kary.
Nie wiem to jest silniejsze ode mnie.
Karcę siebie, jak małe dziecko dorosły, za jakiekolwiek
przewinienie.
Od jakiegoś miesiąca boli mnie całe ciało, kości, stawy,
nadgarstki.
W nocy nasiliły się drętwienia rąk. W opuszkach palców czuje
mrowienie
jakby drobne igiełki.
Bardzo wyostrzył się węch (choć i tak mam bardzo dobry), zapachy
powodują
wspomnienia z dzieciństwa.
Z tego także powodu, wystąpiła u mnie pewnego rodzaju tęsknota i
płacz.
Tęsknota za czasami minionymi, bezpowrotnie utraconymi.
Zmagam się również i to chyba jest w chwili obecnej
najsilniejsze, z żalem i współczuciem za pokrzywdzonymi.
Świadomość że siedzę bezczynnie i nie jestem dla nich podporą
jest zabójcą.
Czuje się jak z innej epoki, zupełnie odległej i diametralnie
innej niż obecna.
Mimo iż nie wystąpił u mnie żaden uraz mechaniczny, pojawiło się
u mnie
zapalenie i naderwanie ścięgna Achillesa.
Ponownie jak i przy bardzo niskim poziomie elektrolitów, tak i
teraz,
lekarz stwierdził że musiałam skoczyć lub mieć jakiś uraz bo to
jest
niemożliwe by taki stan wystąpił samoistnie. Dziwne? dla mnie
nie, niemniej jednak stało się.
Od lutego 2007 zwiększyły się kłucia w uchu, ból gardła.
Ponownie zmagam się z odczuciem duszenia się, aczkolwiek ten
jeden jedyny
objaw zmniejszył się, tzn nie jest tak dokuczliwy.
Bóle głowy są bardziej wzmożone i dodatkowo do bólu dołącza się
punktowe kłucie.
Zaciskanie w okolicy 3 oka i wirowanie energii jest prawie
naturalnym symptomem.
Depresja dopada mnie nagle ale i nagle zanika.
Zaobserwowałam u siebie siłę, nie chodzi mi o krzepę fiz, ale
siłę do tego
by podnosić się szybko.
Siłę, która motywuje mnie by w momentach słabości,
powątpiewań-wstać.
Przecież człowiek, jeśli chce znaleźć źródło musi iść do góry
pod prąd.
Zrodził się u mnie "głód" czytania, chłonę żywoty świętych, w
pewnym
stopniu identyfikuje się z nimi-choć sama osobiście uważam ze
daleko mi
do nich. Chodzi mi bardziej o fascynację i podziw dla ich życia
i drogi do Boga.
Wierze głęboko że człowiek by się wznieść do Boga, musi uklęknąć, zachłysnąć się pokorą, cierpliwością i zatopić się w
modlitwie.
Czekam z utęsknieniem na swoją "role".
Ściskam wszystkich.

Ammy
|