NASZE DOŚWIADCZENIA

REWOLUCJA - ZMAGANIE SIĘ Z CIAŁEM
(marzec/sierpień 2007)
 

Ten okres, w moim życiu różni się świadomością przeżywanych objawów. Częstotliwość występowania jakichkolwiek odczuć, nie zmieniła się jednak intensywność znacznie. Szum w uszach ma tendencje stałą od kilku lat, zawroty głowy stały się codziennością, nie wywołują jednak jak dawniej u mnie paniki. Przeogromny żal zalewa mnie coraz częściej. Żal, smutek, współczucie dla słabszych, krzywdzonych, ból z powodu bólu innych. Zaobserwowałam u siebie "tęsknotę" i silną potrzebę umartwiania się, jakbym sama sobie wymierzała kary. Nie wiem to jest silniejsze ode mnie. Karcę siebie, jak małe dziecko dorosły, za jakiekolwiek przewinienie. Od jakiegoś miesiąca boli mnie całe ciało, kości, stawy, nadgarstki. W nocy nasiliły się drętwienia rąk. W opuszkach palców czuje mrowienie jakby drobne igiełki. Bardzo wyostrzył się węch (choć i tak mam bardzo dobry), zapachy powodują wspomnienia z dzieciństwa. Z tego także powodu, wystąpiła u mnie pewnego rodzaju tęsknota i płacz. Tęsknota za czasami minionymi, bezpowrotnie utraconymi. Zmagam się również i to chyba jest w chwili obecnej najsilniejsze, z żalem i współczuciem za pokrzywdzonymi. Świadomość że siedzę bezczynnie i nie jestem dla nich podporą jest zabójcą. Czuje się jak z innej epoki, zupełnie odległej i diametralnie innej niż obecna. Mimo iż nie wystąpił u mnie żaden uraz mechaniczny, pojawiło się u mnie zapalenie i naderwanie ścięgna Achillesa.
Ponownie jak i przy bardzo niskim poziomie elektrolitów, tak i teraz, lekarz stwierdził że musiałam skoczyć lub mieć jakiś uraz bo to jest niemożliwe by taki stan wystąpił samoistnie. Dziwne? dla mnie nie, niemniej jednak stało się. Od lutego 2007 zwiększyły się  kłucia w uchu, ból gardła. Ponownie zmagam się z odczuciem duszenia się, aczkolwiek ten jeden jedyny objaw zmniejszył się, tzn nie jest tak dokuczliwy. Bóle głowy są bardziej wzmożone i dodatkowo do bólu dołącza się punktowe kłucie. Zaciskanie w okolicy 3 oka i wirowanie energii jest prawie naturalnym symptomem. Depresja dopada mnie nagle ale i nagle zanika. Zaobserwowałam u siebie siłę, nie chodzi mi o krzepę fiz, ale siłę do tego by podnosić się szybko. Siłę, która motywuje mnie by w momentach słabości, powątpiewań-wstać. Przecież człowiek, jeśli chce znaleźć źródło musi iść do góry pod prąd. Zrodził się u mnie "głód" czytania, chłonę żywoty świętych, w pewnym stopniu identyfikuje się z nimi-choć sama osobiście uważam ze daleko mi do nich. Chodzi mi bardziej o fascynację i podziw dla ich życia i drogi do Boga. Wierze głęboko że człowiek by się wznieść do Boga, musi uklęknąć, zachłysnąć się pokorą, cierpliwością i zatopić się w modlitwie. Czekam z utęsknieniem na swoją "role". Ściskam wszystkich.

Ammy