NASZE DOŚWIADCZENIA

POCZĄTEK CZY KONIEC...?
(CZĘŚĆ 6)
LINK! DO CZĘŚCI 5

LINK! DO CZĘŚCI 7

"... Obudziłam się rano, ale ciągle byłam w sennym letargu. Wydawało mi się, że wiruję. Poleżałam jeszcze jakiś czas, wszystko się uspokoiło ... i znowu zobaczyłam pismo na swoim czole, całe zapisane kartki. Nie mogłam tego odczytać, uciekało. Później szły fragmenty obrazów, nie umiałam ich rozpoznać, to była burza, jakby coś się gwałtownie uwolniło i leciało z szybkim wiatrem. Wiatr się lekko uspokoił i dojrzałam sylwetkę Jezusa Chrystusa w koronie cierniowej. Ciało jego było nagie, miałam wrażenie, że przed chwilą zdjęto Go z krzyża. Boże, czemu ja to widzę, skąd w moim wnętrzu podobne obrazy? Parę sekund później zobaczyłam inne obrazy, zostałam przeniesiona zupełnie do innej krainy, dziwne - nieziemskie pejzaże - nawet nie wiem jak je nazwać ? To było niesamowite, cały czas miałam odczucie, że to świat z innych galaktyk, widziałam postacie, które je zamieszkują.

Zobaczyłam jakby złote oko z ciemnym środkiem, wpłynęłam w ten tunel a po drugiej stronie znowu postacie, stały, były mnie świadome, obserwowały mnie. Chwile później wszystko się zmieniło i nagle ujrzałam czyjeś ręce obok mnie, szła do mnie postać w długiej szacie, nie widziałam dobrze twarzy, ale miałam pewność, że to Jezus Chrystus. Wyciągnął w moim kierunku swoją rękę jakby chciał mnie dotknąć, ale ta ręka tylko mnie błogosławiła. ..."
(2 lipiec 2001)

Większa cześć ludzi uważa, że istnieje tylko siedem poziomów świadomości, za które odpowiedzialne jest siedem głównych czakr w ciele człowieka i siedem kosmicznych promieni. Prawda jest jednak taka, że we wszechświecie istnieje potężna ilość poziomów świadomości. Kiedy zaczęłam odczuwać istnienie wyższych pól świadomości pierwsze moje wrażenie było, że one nie miały początku ani nie mają końca. Początek, za, który my uznajemy akt stworzenia jest tylko punktem zakotwiczenia nowego wzoru w wielowymiarową istniejącą już formę a to tylko część dalszego procesu ewolucji, następny rozdział książki, która nie ma końca, tak jak nie ma końca istnienie w kosmosie. Gruba książka z niezliczoną ilością stronic opisująca różnorodność istniejących form. Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów człowiek w tej różnorodności informacji czuje się zagubiony a to przecież tylko maleńki rozdział dotyczący tylko naszej Planety. Ileż już tutaj żyło różnych ras, wielkich cywilizacji, ileż dusz ewoluowało z tego pułapu na wyższe poziomy. Nie jesteśmy pierwsi i nie będziemy ostatni. Wszyscy musimy się zgodzić, że każdy cykl życia na Ziemi niesie inny poziom doświadczenia, ale to co jest w dzisiejszym czasie i kulturze Ziemi wyznacza ten sam kierunek zjednoczenia z Najpiękniejszą Energią w Uniwersum, którego doświadczali nasi starsi kosmiczni bracia.

"... To co jest było już dawno
a to co będzie, też już jest od dawna;
bo Bóg przywraca to co przeminęło..."

(Księga Kaz. Sal. 3:15)

Ileż było już przed nami poziomów? Ileż przeszkód, gwałtownych reakcji i czas, w którym emanowała Wielka Kosmiczna Miłość służąca szybszemu wzrastaniu, która bardzo szybko rozwijała poziomy świadomości. Żyjemy dzisiaj w trójwymiarowej świecie iluzji, każdy człowiek przebywający w tej rzeczywistości ma odpowiednio zagęszczone ciało i jest jednakowo oddalony od własnego Źródła. Nie ma wyjątku i nawet stare dusze rodzą się w tych samych warunkach, nie ważne czy są w cyklu reinkarnacyjnym czy przychodzą jako woluntariusze pomoc Planecie Ziemi. Dzieci Światła, w tym grupa tzw. Wojowników Spirytualnych są specjalistami w podnoszeniu ludzkości na wyższy poziom ewolucji, ale doświadczają tych samych smaków życia co ich uczniowie. Wybierają tą samą drogę, poprzez własne pole wysokich energii transmutują każdy gatunek życia, świadomie służą w tworzeniu wyższego poziomu stworzenia.

W trójwymiarowym świecie mówi się o siedmiu polach świadomości. W piąty wymiar wyniesie nas nowa siła - dwunastowymiarowa. Nadszedł czas, że w ciele trójwymiarowym zaczynają budzić się spirytualne punkty nowego przeznaczenia. Nadchodzi czas, kiedy przebudzony człowiek (przebudzenie się nowych sił życia) zacznie mieć świadomość tego co do tej pory wydawało mu się nierealne. Ale jeszcze nie jest to czas oderwania się od własnej osobowości - indywidualności. Nadal za wszelką cenę chce pokazać swoje ja, w ten sposób zaznaczając własne istnienie, u większej ilości ludzi górują wysokie ambicje, pożądania, brak czystości myślenia. Jakże jeszcze ciężko utrzymać skostniałe struktury własnego ego, które żywi się bogactwem intelektualnym. Jakże brak duchowej klarowności i uwolnienia się od starych przebrzmiałych wzorów. Dusza uwięziona w trójwymiarowej materii jest ograniczona i nie jest zdolna przypomnieć sobie do czego została stworzona. W chwili rozszerzania się świadomości przybiera dwunastowymiarową formę, ciało subtelne i zmysły oczyszczają się i koncentrują się na nowych punktach stworzenia, już zaczynają powoli wibrować w budzącym się ciele fizycznym.

Ciało zaczyna odbierać nową fale energii, wyższe oktawy światła z początku bardzo delikatnie, zaczyna się dziwna nadwrażliwość skóry a później stopniowo wnikają głębiej w komórki poruszając je coraz szybciej. Zwiększone ruchy atomów produkują swoistą nową energię przypominającą prąd elektryczny. Jeszcze wcześniej budzi się dźwięk - charakterystyczna muzyka całego ciała pulsującego już wyższym poziomem świadomości. Energia wnika głębiej i głębiej w komórki, nie jest to miły proces, odczuwam to w każdej jednej komórce jakby wiercenie wiertłem w zębie. Czasami mam wrażenie, że za chwile wyjdzie z tego miejsca jakiś robak i bacznie obserwuje ciało ... w chwili tej aktywności energii kręcę się i nieustannie drapą ciało jakbym siedziała na mrowisku. A to tylko budzą się nowe zablokowane przestrzenie, nowe czakry. Człowiek już nie jest zapieczętowany w ciele w tym samym położeniu - reinkarnacja, choroby, śmierć, jest już zdolny przyjmować wyższe energie z Boskich wymiarów. Warunkiem spirytualnych ośrodków wrażliwych na odbiór trójwymiarowych częstotliwości. Czakry należy budzić w kolejności, najlepiej pozostawić je samoistnemu procesowi, prosić tylko Światło o prowadzenie, nie wolno otwierać ośrodków poza kolejnością, należy je wszystkie łączyć po kolei z dołu do góry i zamknąć obwód. Tak przygotowane ciało wyzwoli Energię Kundalini, zakotwiczy się w siedmiowymiarowym wzorcu (połączenie 7 czakr), będzie powoli budzić ósmą czakrę, która zaczyna wysyłać impulsy w kosmos w celu przyciągnięcia siedmiu promieni kosmicznych. Odezwie się tęsknota opuszczenia tej planety, dotknięcia czegoś wyżej ... nadszedł moment odnalezienia własnej tożsamości.

W tym miejscu jeszcze raz przestrzegam!

NIE WOLNO OTWIERAĆ WYŻSZYCH CZAKR
Z POMINIĘCIEM NIŻSZYCH
W CELU SZYBKIEGO AKTYWOWANIA TRZECIEGO OKA!

Takie eksperymenty mogą skończyć się bardzo nieprzyjemnie.
Rezultatem są choroby psychiczne lub uszkodzenia ciała!

Ten sam apel dotyczy również wszystkich nauczycieli...
prowadzących zajęcia Kundalini Yoga i dynamicznych medytacji.
Musicie być świadomi, że możecie w niegotowym ciele wyzwolić potężną siłę,
możecie stać się sprawcami czyjegoś osobistego dramatu.

W chwili połączenia się ciała fizycznego z siedmioma promieniami nastąpią nowe zjawiska dotychczas nie znane w ciele ludzkim. Częstotliwość z wyższych wymiarów budzi sekretną geometrię. Po raz pierwszy człowiek doświadczy tańca świateł, otwierają się nowe projekcje wirujących geometrycznych form. Z początku będą to pulsujące obrazy, wirujące w różnych barwach w zależności, z którego ośrodka płyną. Czym głębiej wchodzimy w proces transformacji tym bardziej otwierają się wyższe czakry, nie wirują już trójwymiarowo. Następnie będą tworzyć niepowtarzalne obrazy symetrycznie ułożonego światła. Odezwie się cały świetlisty kod, osobiście przypomina mi kalejdoskop - faluje , pulsuje, tworzy piękne obrazy, mandale i inne formy... światła będą już obecne cały czas w ciele człowieka.

"...Pierwszy raz to widziałam, coś niby strony książek, ale takie nie dzisiejsze, dziwnie pozaznaczane. To wszystko było na żółtym tle i miały czarne delikatne grafy-rysunki, nakładały się też inne kolory, ciężkie do określenia, kiedy mrugałam oczami kartki się zmieniały tak jakbym je oczami przewracała. No i te moje pulsujące "radary" idące z moich oczu i ze środka czoła, biegają i czegoś szukają ... chyba już wiem skąd ludzie wynaleźli radar... ? dzisiaj te kolorowe wizje były przepiękne, takie żywe i kolorowe..., ale nie umiem ich dokładnie opisać..."
(28 list. 2000)


"... Miałam dzisiaj piękną wizję. Ukazało się niebo pełne chmur i wyszło z nich przepiękne słońce. Tak pięknego widoku jeszcze nigdy nie widziałam, obraz utkany ze światła, z przepięknego złotego koloru z bardzo ciepłym blaskiem jakby lekko błękitnym zrobionym z mgieł a w środku pojawił się piękny kielich - kalis... rósł, rósł, z maleńkiej miniaturki zrobił się potężny... "
(2 grudzień 2000)


" ... Moje mandale krążą jak przepiękne kalejdoskop. Wchodzę w nie do środka, są kuliste, czuję się w nich jak w globusie. Całe błyszczą starym złotem a na ścianach kuli pojawiają się cudowne wzory. Zmieniają się formy aż w końcu widzę rozkwitające pęki róż, jakby żywe ornamenty. Najczęściej pojawiają się czerwone róże, ale widziałam już żółte i niebieskie ... uhh... w tej kuli mogłabym już pozostać na zawsze ... co to jest ? Przypomina mi wnętrze jakiejś nieziemskiej świątyni ?... "
(lipiec 2002)


Przebudzenie wszystkich dwunastu pól świadomości - dwunastu czakr obudzi następne zjawisko, zakotwiczenie się w najwyższym punkcie światła, z którego idą promienie życia. Wszystkie razem łączą się w jeden potężny energetyczny kanał - tunel światła, który przeszywa ciało z góry na dół, od tej chwili czuje się w ciele silną falę elektromagnetyczną. Człowiek dostał wyższe uniwersalne połączenie, zaczyna odbierać sygnały z wielu pól świadomości. Już do końca życia będzie czuł w swoim ciele silny rezonans magnetyczny, stał się wielowymiarowy.

Często po podobnych doświadczeniach pytam Boga:
- kim ja jestem ?
- skąd we mnie tyle światła, tyle muzyki, i tych żywych wirujących obrazów ...
- dlaczego mam połączenie z innymi planetami?

Nawet nie wykonuję żadnych czynności, medytacji, a te wizje przychodzą same na jawie, doświadczam rzeczy, o których nigdy przedtem nie słyszałam... nie znałam...

Ileż spędziłam czasu aby rozwikłać tajemnicę mojego pisma na czole, wzorów geometrycznych i obrazów zawieszonych w tak dalekiej przeszłości.

"...Pytam i pytam i nie widzę by mi ktoś chciał na moje pytania odpowiedzieć...? Boże, widzę na swoim czole dziwne stare pismo, widzę hieroglify, pismo klinowe, równania matematyczne i jakieś szablony... próbuje to czytać..., ale nic z tego... to są dla mnie tylko puste znaki... skąd mam te informacje? Do czego mają mi służyć... ?

...Wczoraj kiedy zamknęłam oczy (widziałam już to wcześniej) pokazały mi się na złotym tle różnej wielkości czarne kwadraty, były ruchome zmieniały kształty, tworzyły dziwny rysunek, wyłaniały się następne... jakieś symbole... a potem pojawiły się całe bukiety róż, rozkwitały na moich oczach. Nagle na tym obrazie zobaczyłam gwiazdę zbudowana z tęczy, przeważały kolory jasno-niebieskie z różowym, to było piękne ... ta gwiazda wyglądała jak Gwiazda Dawida... "

(grudzień 2000)


Boże kim jestem?

"...Człowiek gromadzi w swoim polu energetyczne obrazy tego co przeżył we wcześniejszych wcieleniach, są tu wszystkie zapisy karmiczne, wypowiedziane słowa a nawet myśli... od wielu miesięcy uwalniają się we mnie różne obrazy z moich pól energetycznych, widzę różne informacje mam dostęp do nieznanej wiedzy. Postrzegam w przestrzeni tysiące kolorowych nitek, cieńszych i grubszych, splecionych ze sobą jak tęczowa pajęczyna, widzę dziwną wielką książkę pełną żywych zdarzeń w zależności, gdzie zaglądam widzę inne obrazy. I wciąga mnie ten świat i przeraża, Boże czy to dobre czy złe ? jak mam to rozumieć? ..."
(grudzień 2000)

Dużo czasu spędzałam w bibliotekach, tam szukałam odpowiedzi na dziwne zdarzenia mojego życia. Już nie miałam ochoty z nikim dzielić się swoimi doświadczeniami. Ludzie postrzegali to w zupełnie inny sposób. Prosiłam Niebo o rozwikłanie tych dziwnych moich tajemnic... o dziwo znajdowałam szybko odpowiedzi. Powoli sklejałam wszystkie te cząsteczki mojej wielkiej zagadkowej układanki. Robiłam własne przewartościowania - jak to naprawdę powinno być?

Miałam dużo czasu na studiowanie samej siebie, Niebo dało mi długi urlop od pracy, nikt mi nie przeszkadzał. Doświadczałam każdego dnia coś nowego z czym wcześniej nigdy się nie spotykałam. Zaczynałam uczyć się, rozróżniać energetyczne wzorce, zauważyłam też, że potrzebne jest mi gęste sitko. Kiedy otwierałam jakąś nową drogę zaraz postrzegałam ile tam było konfliktu, oburzało się moje serce, mąciło moje zmysły, długo trwała ta wewnętrzna walka, w której rodziła się Prawda. Ileż czasu zeszło zanim nauczyłam się prawidłowo oceniać zdarzenia, badałam wszystko i to co boskie i to co fałszywe, krzywe. Wiele przetestowałam na własnej skórze.

Dzisiaj mówię:

- było mi to potrzebne!

Światło nagle otworzyło moje drzwi, uczyniło w moim ciele wielką świetlistą powódź. Nie było to łatwe doświadczenie, zbierałam siły, szukałam rozwiązań w jaki sposób sprostać temu wszystkiemu. Co się wsparłam na jednym fundamencie, stawałam na nogi to już z drugiej strony ktoś mi je podcinał i już leżałam od nowa ... ledwo żywa i bezsilna. Nie wiedziałam co mam o tym sądzić, bo jeszcze wówczas nie przypuszczałam, że poddaję się naturalnym cyklom życia, które pierwsze objawiają się w ciele i nie są wcale takie przyjemne. Czułam się rozdwojona, pragnęłam nadal żyć na Ziemi a już obudziła się we mnie Wielka tęsknota poznania czegoś głębszego, jakże radośnie śpiewało moje serce kiedy doświadczałam mistycznych przeżyć.

Minęło jeszcze dużo czasu zanim zrozumiałam, że procesu mutacji nie można przeżyć bez fizycznego bólu i emocjonalnego cierpienia. Każde rozpuszczanie karmy (uwalnianie) przeżywałam od nowa, reagowałam podobnie jak wówczas kiedy było mi to dane we wcześniejszych wcieleniach. Następował we mnie proces jakby przewijania się filmu tym razem do tyłu - następowało wymazywanie co manifestowało się w moich wizjach, bólach ciała i cierpieniach. W miarę wymazywania z moich pól całego "karmicznego śmietnika" mój umysł stawał się coraz bardziej klarowny, znikały problemy z ciała a najważniejsze, że znikła z głowy gonitwa myśli. Coraz częściej pojawiała się pustka, miałam w mózgu pusty pokój, w dalszym okresie rozpuszczały się jego ściany. Dopiero wówczas zrozumiałam ileż w tym jednym "pokoju" było niepotrzebnych rupieci... jakże tam było ciasno i nieprzyjemnie... mydło i powidło na jednej półce.

Przychodzi czas na nowe uporządkowanie i ukierunkowanie, ciało i umysł odzyskują nowy dech życia. Człowiek zaczyna czuć kontakt z własną duszą.

W roku 2000 miałam już możliwość odbierania kolorowych świetlistych nici tkanych niewidzialną ręką, grały w różnym brzmieniu, pulsowały pięknym światłem, tworzyły niepowtarzalne wzory. Dzisiaj wiem, że tymi nićmi jest połączony mój Merkabah z wyższymi wymiarami, moje świetliste ciało rozbudziło się na wysokim poziomie.

"...później znowu wpadłam w drzemkę, budziłam się i ponownie zasypiałam, byłam w dziwnym letargu...? Znalazłam się w Atenach, frunęłam w górę, chciałam dotrzeć do Boga, przeszkadzały mi jakieś gęsto utkane przewody elektryczne, ale sobie powiedziałam - co to jest dla ciebie, przecież możesz przez to przejść. Tak też zrobiłam, płynęłam w górę, widziałam coraz bliżej jaśniejsze światło ..." (6 września 2001)

Przewody elektryczne... tak - nasza Planeta Ziemia jest cała zasłonięta pajęczyną utkaną z ciężkich sztucznych eklektycznych promieni; naszych telefonów, połączeń satelitarnych... etc... Otuliliśmy dokładnie naszą Matkę Ziemię elektryczną pierzyną, która blokuje wejście kosmicznym promieniom życia. Zakłóciliśmy prawidłową strukturę, obciążyliśmy harmonijną strukturę Ziemi.

Ciężko będzie wejść Matce Ziemi a jeszcze z nami na pokładzie na wyższy poziom bez dobrego oczyszczenia. To co zaistniało należy odwrócić, żyć bardziej świadomie z komórką, radiem ... jeśli tego nie zrobimy to wszyscy przeżyjemy szok. Wielkie Światło nadciągające na Ziemię włączy potężny "odkurzacz." Nikt inny tylko człowiek niszczy najpiękniejsze ziemskie struktury naturalnego życia. W głębi naszej Ziemi znajdują się zapisy, służą światłu w oczyszczeniu naszej karmy. Niebo i Ziemia zazębiają się, łączą w jedną całość, ale rozwój naszej Planety nie może być niczym blokowany. Musi być czysta i otwarta przestrzeń, podobnie jak człowieka umysł. Wówczas i nasze ciało dostaje właściwe impulsy, nic je nie ograniczy, nic nie oddzieli. Rozwija się potrzebna siła, pękają pieczęcie (budzenie czakr), zmieniają swoje kształty, kolory, wibrują większą częstotliwością, wyższa świetlista energia rozrzedza gęstość naszych struktur. Czakry w starej formie wyglądają jak lejki, w chwili uwolnienia świetlistych kodów będą okrągłymi kulami, zmienią swoje barwy.

"...w chwili kiedy przymykam oczy widzę jak w lustrze dziwne złotawe kule w miejscach moich czakr. Najbardziej wyrazista jest w okolicy trzeciego oka. Nawet kiedy otworze oczy ciągle ją widzę, błyskają z niej jasno złote promienie..." (czerwiec 2001)

To jeszcze nie koniec rozwoju czakr, w chwili otworzenia się dwunastego ciała świetlistego stopią się w jedność, będą jedną złotą kulą. Często widzę przy sobie takie kule, które przybywają w moim otoczeniu w czasie healingu i nie tylko ... Ich pojawienie upewnia mnie, że healowany człowiek będzie zdrowy.

Rozwój wyższych czakr (pięć dodatkowych) trwa wiele lat. Dopiero teraz po wielu, wielu latach rozpoznaje swoje dziwne choroby, prześladowały mnie od dziecka, dziwiły lekarzy a dzisiaj wiem, że to był już mój proces transformacji. Rok 2000 był już epicentrum mojej niepowtarzalnej przemiany, właśnie skruszyły się stare mury a w moje ciało z wielką siłą wdarło się światło. I chociaż umierałam dla Ziemi to jednak wypływałam na powierzchnię czystej fali. Niestety jeszcze długo uwalniałam się od wszystkich rzeczy, które blokują granice czystej Prawdy. Moje nowe życie rodziło się w dramatyczny sposób, kosmos czynił w nim wielki porządek. Niewidzialna ręka nie kapitulowała nawet wówczas kiedy za wszelką cenę próbowałam się od tego procesu uwolnić. W roku 2000 zostały zainstalowane w moim ciele świetliste łącza składające się z pięknych barw, usłyszałam cudowną muzykę i chociaż nie padły żadne słowa, zrozumiałam co mówi do mnie światło.

"...Obudziłam się rano, było już widno. Zobaczyłam jak na moim czole coś kręci się szybko, jakby ktoś taśmę przewijał ... i nagle widzę przepiękny ruchomy obraz jak film w TV... czysty i klarowny... nagle wszystko uciekło...  (17 sierpień 2001)


spacer po Vancouver z Dorotką (Teodorris)


misy tybetańskie

cdn...

Vancouver
28 July 2008

WIESŁAWA