NASZE DOŚWIADCZENIA

ODKRYWANIE BOGA
(CZĘŚĆ 2)

LINK! DO CZĘŚCI 1

Właściwie nie ma dnia bym nie odczuwała jakiejś
boleści, zastanawiam się tylko nad jednym;

- czy to, że czuje ból i on sprawia mi radość jest normalne???

Powróciło kołatanie serca, odnoszę wrażenie, że bije mi w każdym zakamarku, w każdej cząstce ciała. Przywykłam, wyciszam się, wizualizuję sobie fioletowy płomień, rozmawiam w duchu z BOGIEM. Do kołatania serca dołączyło uczucie znacznego kłucia, czasami braknie mi tchu, nie poddaje się panice, która ponownie stara się mnie niszczyć.

Niemal każdego dnia płoną mi plecy, fala gorąca która kiedyś mnie trwożyła teraz mnie nie paraliżuje. Nie wiem, boję się użyć słowa, że to "bzdet" bo choć boli ja z tym bólem zjednoczyłam się??? Wydaje mi się chwilami, że tak jest normalnie, że to taka kolej rzeczy.

Dużo czytam, książki zepchnięte kiedyś tam dawno dawno temu teraz są moim nieodłącznym atrybutem. Czytam żywoty świętych, moim ukochanym świętym jest Ojciec Pio, Matka Teresa, oczywiście literatura w tym temacie jest u mnie obszerna. Ciągle mam "głód" czytania Biblii, za każdym razem czytam np. Księgę Hioba i za każdym razem odkrywam jakąś mądrość, czasami mam wrażenie, że ktoś dopisał coś nowego czego wcześniej nie było, bo dopiero za kolejnym czytaniem tego samego tekstu odnajduję jakiś sens, jakiś morał, naukę dla siebie.

Nie ma przypadków, i pewnie każdy z Was o tym już wie, ilekroć dopada mnie "głód" czytania, tyle samo razy natrafiam na św. Teresę Martin ( Teresa od Dzieciątka Jezus). Uznałam, że powinnam zagłębić się w Jej życiorys, nie myliłam się, Bóg chciał mi o czymś powiedzieć. To fascynująca postać, czuję niewidzialną siłę, wielką charyzmę i wielki zapał do zmagania się z życiem po czytaniu Jej biografii. Przepiękna osobowość, z miłością bez granic, z niewyobrażalnie wielką pokorą, siłą ducha, niezłomną wiarą. Rozmyślam, bywają dni, kiedy "zamknięta" w stanie niemyślenia trwam przez jakiś czas.

Nie mam poczucia czasu, pory dnia, osób które są wokół mnie itd... Kiedy jestem blisko z Bogiem poprzez bardzo częste rozmowy z Nim, obserwuję u siebie ataki agresji, która nie jest moim planem, zamierzeniem, zwyczajnie komuś lub czemuś zależy na cofnięciu mnie z mojej drogi. Zrozumienie tego przyszło do mnie całkiem niedawno, w pewnym sensie odczuwam nawet żal do siebie za to i przepraszam BOGA za swoja infantylność. Jednocześnie zaraz po takich moich "żalach" odnajduję daną mi od Boga odpowiedź, jak to stwierdzenie św. Jana od Krzyża -"Bóg nie mógłby obudzić w człowieku pragnień niemożliwych do zrealizowania".

Podobnie jak Teresa od Dzieciątka Jezus powinno się akceptować siebie taką jaką się jest, ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami. Teraz wiem, że droga do Boga to nie świeżo wylany asfalt z gładką powierzchnią, nikt nie wie jaki już dostałam od Boga prezent-ZROZUMIENIE. Dość często w moich snach pojawia się Matka Boska, zawsze dostojna, w szatach biało-niebieskich i zawsze się do mnie uśmiecha. Ostatni mój sen choć jest oznaką nowych trudów, nowych przeciwności losu, napełnił mnie błogim spokojem.

"Jadę samochodem po ulicach które znam. Skręcając w dobrze znane mi miejsce widzę wielki kościół, którego fizycznie w tym miejscu w ogóle nie ma. Wchodzę do kościoła a tam mimo wielkości na zewnątrz jego wnętrze okazuje się małe. W centralnym miejscu znajduje się ołtarz, nikogo nie ma tylko ja, siadam na małej, drewnianej ławeczce, i nagle wchodzi do kościoła matka z dzieckiem. Przyglądają mi się uważnie, po czym ja mówię im żeby się pomodlili. Zaczynam chodzić w kółko, i widzę pod swoimi nogami szparę w drewnianej podłodze, przez którą widać trumnę. Widzę napis na trumnie, że spoczywa tu jakiś święty, lecz po przebudzeniu nie pamiętam jaki ? Spoglądam na ołtarz gdzie stoi wielka figura Matki Boskiej, Matka Boska uśmiecha się do mnie i mówi - Idź już Aniu, już wszystko gotowe".

Wiem, że dla wielu czytających te moje doświadczenia wyda się to przesadą z mojej strony, ale mam wielką chęć, pokusę? wewnętrzne pragnienie - cierpieć, więcej, więcej...... W dzisiejszych czasach uznaje się to za nienormalne, dopatrując się obłędu; trudno, jestem na takim etapie, gdzie mój sprzeciw i tak nic by nie dał.

Nie mam aspiracji to bycia świętą, daleko mi do takich. Każdego dnia od tego roku (2009) właśnie rośnie we mnie potrzeba "umarcia" dla innych, zniknięcia, odejścia w zapomnienie. Wszystko co robię ma dla mnie ukryty sens, a całe otoczenie jak na przekór stara się mi wynagradzać co jednocześnie staje się dla mnie bolesne.

Spontanicznie zaczęłam pisać, to co we mnie się zradza. Wieczorami po zamknięciu oczu, zwłaszcza w prawym oku pojawiają się przebłyski światła. Nagle zalewa moje powieki jasność. Łapię się na tym, że niezależnie od siebie nagle przywołuję światłość.

cdn...

(doświadczenia napisane 17.02.2009)

AMMY

"Moja rola"

Nie pytaj mnie ile jeszcze wschodów słońca
zatopionych wspomnień w blasku księżyca
Bóg codziennie czeka na moje skinienie
na gest wypełniony miłością.

Nie patrz na mnie z pogardą gdy podaję rękę
głaszczę czoło strudzonego człeka
Bóg w każdej chwili patrzy na mnie i czeka, czeka...
by miłość moja wybuchła

Nie mów mi którą drogą iść
by nie zbłądzić na rozdrożach życia
kogo minąć nie spoglądając czule
Bóg od CIEBIE tego też oczekuje

Nie pytaj dlaczego płaczę, widząc Ciebie
z zatwardziałym sercem, gardzącego wyciągniętą ręką.
Nie pytaj ile jeszcze dni bez odpowiedzi, ciemnych chwil przede mną.
Bóg napisał dla mnie sztukę, zagram w niej bez Ciebie...

AMMY

Lotus Dance