Właściwie nie ma dnia bym nie odczuwała jakiejś
boleści, zastanawiam
się tylko nad jednym;
-
czy to, że czuje ból i on sprawia mi radość jest normalne???
Powróciło kołatanie serca, odnoszę wrażenie, że bije mi w każdym
zakamarku,
w każdej cząstce ciała. Przywykłam, wyciszam się, wizualizuję sobie
fioletowy płomień, rozmawiam w duchu z BOGIEM. Do kołatania serca
dołączyło uczucie znacznego kłucia,
czasami braknie mi tchu, nie poddaje się panice, która ponownie
stara się mnie niszczyć.
Niemal każdego dnia płoną mi plecy, fala gorąca która kiedyś mnie
trwożyła teraz mnie
nie paraliżuje. Nie wiem, boję się użyć słowa, że to "bzdet" bo choć
boli ja z tym bólem zjednoczyłam się??? Wydaje mi się chwilami, że
tak jest normalnie, że to taka kolej rzeczy.
Dużo czytam, książki zepchnięte kiedyś tam dawno dawno temu teraz
są moim nieodłącznym atrybutem. Czytam żywoty świętych, moim
ukochanym
świętym jest Ojciec Pio, Matka Teresa, oczywiście literatura w tym
temacie jest
u mnie obszerna. Ciągle mam "głód" czytania Biblii, za każdym razem
czytam np. Księgę Hioba i za każdym razem odkrywam jakąś mądrość,
czasami mam wrażenie, że ktoś dopisał coś nowego czego wcześniej nie
było, bo dopiero za kolejnym czytaniem
tego samego tekstu odnajduję jakiś sens, jakiś morał, naukę dla
siebie.
Nie ma przypadków, i pewnie każdy z Was o tym już wie, ilekroć
dopada mnie "głód" czytania, tyle samo razy natrafiam na św. Teresę
Martin ( Teresa od Dzieciątka Jezus).
Uznałam, że powinnam zagłębić się w Jej życiorys, nie myliłam się,
Bóg chciał mi o czymś powiedzieć. To fascynująca postać, czuję
niewidzialną siłę, wielką charyzmę i wielki zapał
do zmagania się z życiem po czytaniu Jej biografii. Przepiękna
osobowość, z miłością bez granic, z niewyobrażalnie wielką pokorą,
siłą ducha, niezłomną wiarą. Rozmyślam,
bywają dni, kiedy "zamknięta" w stanie niemyślenia trwam przez jakiś
czas.
Nie mam poczucia czasu, pory dnia, osób które są wokół mnie itd...
Kiedy jestem
blisko z Bogiem poprzez bardzo częste rozmowy z Nim, obserwuję u
siebie ataki
agresji, która nie jest moim planem, zamierzeniem, zwyczajnie komuś
lub czemuś
zależy na cofnięciu mnie z mojej drogi. Zrozumienie tego przyszło do
mnie całkiem niedawno, w pewnym sensie odczuwam nawet żal do siebie
za to i przepraszam
BOGA za swoja infantylność. Jednocześnie zaraz po takich moich
"żalach"
odnajduję daną mi od Boga odpowiedź, jak to stwierdzenie św. Jana od
Krzyża -"Bóg nie mógłby
obudzić w człowieku pragnień niemożliwych do zrealizowania".
Podobnie jak Teresa od Dzieciątka Jezus powinno się akceptować
siebie taką jaką
się jest, ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami. Teraz wiem, że
droga do Boga to nie świeżo wylany asfalt z gładką powierzchnią,
nikt nie wie jaki już dostałam od Boga prezent-ZROZUMIENIE.
Dość często w moich snach pojawia się Matka Boska, zawsze dostojna,
w szatach biało-niebieskich i zawsze się do mnie uśmiecha. Ostatni
mój sen choć jest oznaką nowych trudów, nowych przeciwności losu,
napełnił mnie błogim spokojem.
"Jadę samochodem po ulicach które
znam. Skręcając w dobrze znane
mi miejsce widzę wielki kościół, którego fizycznie w tym miejscu w
ogóle
nie ma. Wchodzę do kościoła a tam mimo wielkości na zewnątrz jego
wnętrze
okazuje się małe. W centralnym miejscu znajduje się ołtarz, nikogo
nie ma tylko
ja, siadam na małej, drewnianej ławeczce, i nagle wchodzi do
kościoła matka z dzieckiem. Przyglądają mi się uważnie, po czym ja
mówię im żeby się pomodlili. Zaczynam chodzić w kółko, i widzę pod
swoimi nogami szparę w drewnianej
podłodze, przez którą widać trumnę. Widzę napis na trumnie, że
spoczywa tu
jakiś święty, lecz po przebudzeniu nie pamiętam jaki ? Spoglądam na
ołtarz
gdzie stoi wielka figura Matki Boskiej, Matka Boska uśmiecha się
do mnie i mówi - Idź już Aniu, już wszystko gotowe".
Wiem, że dla wielu czytających te moje doświadczenia wyda się to
przesadą
z mojej strony, ale mam wielką chęć, pokusę? wewnętrzne pragnienie -
cierpieć,
więcej, więcej...... W dzisiejszych czasach uznaje się to za
nienormalne, dopatrując
się obłędu; trudno, jestem na takim etapie, gdzie mój sprzeciw i tak
nic by nie dał.
Nie mam aspiracji to bycia świętą, daleko mi do takich. Każdego dnia
od tego
roku (2009) właśnie rośnie
we mnie potrzeba "umarcia" dla innych, zniknięcia,
odejścia w zapomnienie. Wszystko co robię ma dla mnie ukryty sens, a
całe otoczenie
jak na przekór stara się mi wynagradzać co jednocześnie staje się
dla mnie bolesne.
Spontanicznie zaczęłam pisać, to co we mnie się zradza. Wieczorami
po zamknięciu oczu, zwłaszcza w prawym oku pojawiają się przebłyski
światła. Nagle zalewa moje powieki jasność. Łapię się na tym, że
niezależnie od siebie nagle przywołuję światłość.
cdn...
(doświadczenia napisane 17.02.2009)
AMMY
"Moja
rola"
Nie pytaj mnie ile jeszcze wschodów słońca
zatopionych wspomnień w blasku księżyca
Bóg codziennie czeka na moje skinienie
na gest wypełniony miłością.
Nie patrz na mnie z pogardą gdy podaję rękę
głaszczę czoło strudzonego człeka
Bóg w każdej chwili patrzy na mnie i czeka, czeka...
by miłość moja wybuchła
Nie mów mi którą drogą iść
by nie zbłądzić na rozdrożach życia
kogo minąć nie spoglądając czule
Bóg od CIEBIE tego też oczekuje
Nie pytaj dlaczego płaczę, widząc Ciebie
z zatwardziałym sercem, gardzącego wyciągniętą ręką.
Nie pytaj ile jeszcze dni bez odpowiedzi, ciemnych chwil przede mną.
Bóg napisał dla mnie sztukę, zagram w niej bez Ciebie...