NASZE DOŚWIADCZENIA

OD ATEIZMU DO...
(CZĘŚĆ 1)
LINK! DO CZĘŚCI 2

 

Wielość doświadczeń w moim życiu spowodowała, że kiedy zastanawiałam się co napisać, w mojej głowie powstała pustka. Jednocześnie wiem, że w moich zmaganiach życiowych nie pojawiło się nic, czego nie doświadczyłoby wielu ludzi na tym świecie. Ostatnio tak bardzo modna jest prosperita i kreowanie własnej rzeczywistości. Slogany typu "Możesz wszystko", "Chcieć to móc" itp, powodują, że jedni zbijają na tym niezłą kasę a w głowach biednych "uczniów" pojawia się z czasem coraz większy chaos, zamieszanie i frustracja. Gdyby zadali sobie pytanie, kto tak naprawdę jest tym wielkim KREATOREM, uniknęli by wielu rozczarowań. Mądrość Junga w aspekcie jego teorii synchroniczności i indywiduacji mówi, że w życiu człowieka nic nie dzieje się przypadkiem na drodze jego rozwoju do prawdziwego człowieczeństwa.

Mądrości trzeba szukać w sobie. A to czy ją znajdziemy, to już inna kwestia. Ja tak samo jak miliony ludzi zadawałam sobie pytanie o sens życia, o to kim i po co tu jestem. Do dzisiaj nie znam odpowiedzi. Wręcz przeciwnie, kiedy wydaje mi się, że dotykam jakiejś prawdy, pojawiają się następne pytania i refleksja - "wiem, że nic nie wiem".

Tak więc z przymrużeniem oka i ogromnym dystansem czytam różne "objawione" przez ludzi prawdy. Po wielu latach zmagań samej z sobą i życiem poznałam jedną ważną dla mnie prawdę. Bez wiary w Boga (kimkolwiek lub czymkolwiek jest), moje życie nie miałoby sensu. Ta wiara daje mi NADZIEJĘ. Ktoś powie "nadzieja to matka głupich". Niech więc spróbuje bez niej żyć ! Życzę powodzenia. Ja do tej swojej prawdy dojrzewałam latami. Do 30-ego roku życia byłam zażartą ateistką. Wychowana w rodzinie katolickiej od dziecka zadawałam trudne pytania, na które nikt nie umiał, bądź też nie chciał mi odpowiedzieć. Byłam coraz bardziej zbuntowana i zła na Boga, który dopuścił do istnienia tak wielkiej ilości zła i cierpienia ludzi.

Jaka byłam wtedy głupia. Wszak otrzymaliśmy od Boga bezcenny dar - wolną wolę - a co za tym idzie prawo wyboru. Mój zaciekły bunt i ateistyczna skorupa zaczęły pękać, kiedy przyśniła mi się moja nieżyjąca, ukochana babcia i rzuciła mi przez okno książeczkę do nabożeństwa. Miałam wtedy 30 lat. Zrozumiałam sen, tym bardziej, że zaczął mi się śnić Papież Jan Paweł II. Nie biegałam do kościoła i do dzisiaj nie biegam, ponieważ mam własny stosunek do tej instytucji. Pojawiła się też w moim domu Biblia, którą po przeczytaniu Starego Testamentu na trafiła w moje ręce maleńka książeczka o reinkarnacji. To było jak iluminacja. Zaczęłam dostrzegać jakiś sens własnego życia i tego, co się w nim działo a byłam już o krok od zrobienia czegoś bardzo głupiego.

Po wielu latach - bardzo trudnych emocjonalnie - nadszedł moment, że zostałam sama (dzieci były już dorosłe). Mąż zmarł nagle, a ja zostałam bez mieszkania, bez środków do życia, za to z długami. To było bankructwo. Jako osoba silnie uraniczna dość szybko się otrzepałam i na przełomie 1999/2000 zaczęłam "inwestować" w siebie. Skończyłam psychologię. Zaczęłam zajmować się astrologią, ukończyłam reiki I i II stopnia. Wróciłam też do swojej wielkiej pasji, czyli malowania. Tu odnajduję swój świat. Tu odnajduję spokój, ciszę i poczucie bezpieczeństwa. Na płótno przelewam to, co mi w duszy "gra", najbardziej jest to tęsknota za "innym", lepszym światem. Różne ścieżki i drogi prowadzą nas do Boga, często trudne, wyboiste i nie do przejścia. Wielu wtedy zawraca. Ja nie zawróciłam. W Naszych Doświadczeniach na Rose of Sharon, które opisuje Ewa, jest obraz Schodów. Namalowałam je chyba w 2000 roku. Sny o schodach wręcz mnie prześladowały, zresztą sny towarzyszą mi przez całe życie, miały i mają wielki wpływ na mój duchowy rozwój.

cdn...

22.09.2008

JAGODA z Łodzi