NASZE DOŚWIADCZENIA

OBJAWY FIZYCZNE TAJEMNICZEGO PROCESU
(CZĘŚĆ 4)
LINK! DO CZĘŚCI 3

 

"Nie chce myśleć, w głowie przelewa się gęsta ciecz, albo sama nie wiem, z lewej do prawej i z prawej do lewej, teraz bardziej z lewej... i serce tam bije. Lewe oko mnie boli, wyszła jakaś narośl, za dni kilka zniknie i znów pewnie powróci. Zwykle tak się dzieje. Łzawią oczy i pieką, jak patrzeć w monitor (a to przecież ma praca). Oczy... wokół wszystko widzę już z poświatą, nawet z monitora jakby szło zamglenie. Kiedy zaś spoglądam na ludzi wokoło, zamiast ciała widzę w nich kolorowe płomienie. Błyski światła, a nadto to co obserwuję... zdaje mi się, czy noc nie jest już tą samą nocą? A na czubku głowy jakby wbił ktoś kołek i studnię pogłębiał wbijając go głębiej z każdym uderzeniem. Żołądek się odzywa, śpiewa swą piosenkę. Co do tego jednak mam przyzwyczajenie. Od kilku lat już nie śpię jak normalny człowiek, bo przez sen słyszę wszystko co wokół się dzieje, wiem o której wstał kto, co o której robił, a o śnie prawdziwym zostało wspomnienie. Zawsze jakby całkiem na jakimś czuwaniu "czuwaj.. czekaj... bądź gotów...". I choć sądzą wszyscy, że śpię tyle czasu, nie wie nikt co naprawdę wtedy się ze mną dzieje. Tak bo kładę się wcześnie ostatnio koło 23:00, lecz co z tego skoro nie zasypiam tak jak oni zasną. Ja krok każdy usłyszę, westchnięcie z drugiego pokoju, to nie ten sen, który znają, to stan w którym dusza gotowa do "boju"."

Tyle tych objawów się nazbierało, że z całą pewnością o wielu z nich zapomniałam w całym tym opisie. W każdym razie nie wspomniałam jeszcze o moich oczach. Otóż w ciągu kilku zaledwie miesięcy mój "sokoli wzrok" zaczął mieć problemy i w tej chwili wada wzroku pozostała (nie widzę zbyt dobrze z daleka). W mojej rodzinie do tej pory nikt nie nosił okularów (więc i ja ich nie noszę). Byłam więc pierwszą osobą z zepsutym wzrokiem.

Kolejne dolegliwości, które wielokrotnie się powtarzały i powracały związane były z pustym kłuciem w przełyku, problemami z przełykaniem - i to nie tylko pożywienia, ale nawet samej śliny, opuchnięcia lewego migdała (wyglądałam wtedy jak przy śwince), a także ciągłe uczucie tzw. kluski w gardle. Ciągle chciało mi się pić i albo bolało mnie gardło, albo miałam suszę jak na kacu (a nie piję alkoholu też mnie całkowicie odrzuciło). No i dalej problemy z oddychaniem, zadyszki i jakby zwężenia tchawicy. Wtedy też pierwszy i ostatni raz zachorowałam na ostre zapalenie krtani. Przez kilka dni byłam więc nie mową. Po jakimś czasie na środku w tym dołku pod krtanią zrobiła mi się maleńka narośl, jest jasna i wygląda jakby było tam pod skórą coś okrągłego jak koralik. Nic się z tym nie da zrobić, jak się to mocniej dotknie to boli. Czasami znika i pojawia się na nowo. Ot ciekawostka, bo pani dermatolog też w sumie nie wie co to. Kazała to zostawić.

Jeszcze kilka miesięcy temu miałam opuchniętą tarczycę, albo coś w jej okolicach, ale jakoś miałam wrażenie, że to tarczyca. Towarzyszyło temu opuchnięcie powiek, myślałam już, że to jakieś problemy z tarczycą. Ale oczywiście darowałam sobie jakieś tam badania, bo byłam pewna, że wszystko będzie o.k. Tak więc tarczyca przeszła i poszło trochę w górę gardła z tymi dolegliwościami. Wcześniej jeszcze częstym było drganie powiek i wyrastanie co róż nowych narośli na powiekach. Jedna została z tego całego zamieszania chyba zapomniałam zejść. Lekarz nie kazał jej ruszać, więc mieszka sobie dalej.

W tym czasie zaczęła mnie też denerwować nie harmonijna muzyka i różne nie przewidywalne i nie z synchronizowane dźwięki. Ten stan trwa do dziś. Główne więc dolegliwości odczuwam w tej przestrzeni. Do tego dochodzą też zaburzenia na granicy światów i poziomów, jak również odbieranie fal radiowych przy wyłączonym radiu, w fazie przed zaśnięciem oraz brak harmonii i wyrywania do astralu - z czym walczę.

Inne, równie uciążliwe bóle to bóle zatok. Świdrujące i wiercące w środku ruchy nie dają się na niczym skupić.

15 lipca 2008 roku - "Jakiś wędkarz przeciąga przez moją lewą dziurkę w nosie grubą żyłkę i zahacza haczykiem co chwilę. A może to... przepychanie nozdrzy musiałabym mieć nozdrza jak u konia żeby się tam pręt taki gruby zmieścił. Czyścimy przegrodę czy co?? W każdym razie daje się to we znaki już nie tylko w nosie, ale również odbija się na lewym uchu. A więc co mamy??... od lewego migdała, po lewym węźle chłonnym za uchem, do ucha a jednocześnie przez lewą dziurkę w nosie... prawą też czuję, ale dużo mniej. Piję i piję a wody wciąż mało. Zupełnie jakby miała mi zaraz głowa wybuchnąć niczym Etna. Nawet mogłabym jej pomóc. I tak łbem w ścianę (kiedyś próbowałam - nawet nie czuć bólu uderzenia, bo i tak ból w środku jest zdecydowanie mocniejszy), może by pękła Raczej nie. Głupie przemyślenie. Heh mam wrażenie jakby moje oko było wielkie i wyłupiaste jak żabie gały, ale nie jest. no i jakby mi krew z nosa płynęła rwącym nurtem, ale nie płynie. ciekawe. A im goręcej wewnątrz, tym większy ból przy okazji. Nie no sorry Boże (pomyślałam sobie) dzisiaj przeginasz chyba..., ale Ci wybaczę ;) Daj tylko proszę niech praca się kończy. Pisać nawet nie mogę bez bólu, bo w dłoniach też czuję, ba i w rękach całych to natarczywe dziwne wibrowanie. Mówisz żal się dziecko... niechże się wyżalę. Kłują mnie nadgarstki, w środku dłoni kłuje i opuszki palców jakbyś igły wbijał. Nie no "całkiem nie źle" się z tym wszystkim czuję, całkiem jakby słoń jakiś na mnie dzisiaj siedział. Czy płonę w środku, czy ogień to żywy? Gorąco
mnie wypala silnie od środka, mam wrażenie, że mogę nawet zionąć ogniem. Wiem... Mojżesz widział przecież krzew gorejący, ale krzew nie spłonął... Więc i ja nie spłonę? Ufff... jakoś ulżyło Czyżby więc był to zapowiedziany ogień oczyszczenia??"


Generalnie większość tych dolegliwości powraca i chyba nie sposób póki co wyzbyć się ich, staram się więc przyjąć je z należytą godnością i gotowością do trwania w tych mękach. Bo kto choć trochę poznał te bóle wie, jak potrafią utrudnić funkcjonowanie.

"Od kilku dni odczuwam bardzo nasilone bóle stawów (raczej nie miewałam takich bóli - czasami sporadycznie przez jeden dzień, kilka chwil) teraz jednak od czwartku w sumie trudzę się z tym trochę, bo nie ułatwia to chodzenia chociażby, kiedy w kostkach, kolanach i biodrach odczuwam ból, mrowienie, wiercenie i strzykanie. Tak samo jest z każdym zagięciem rąk - nadgarstki, łokcie, ramię. Mam też uczucie, jakbym od kilku dni dostawała zastrzyki w tyłek i nie jest to przyjemne, bo momentami nie mogę nawet siedzieć, ani leżeć na plecach. To samo mrowienie przechodzi całe moje ciało. Stosuję terapię - przykładanie dłoni do miejsc bolących, ale działa tylko częściowo i nie na długo. Macie jakieś rady na to??

P.S. Znów wróciły mi bóle w środkach dłoni, stóp i pod sercem. Kiedyś już miałam te bóle przez jakiś czas, potem przeszły, jednak od tygodnia gdzieś nasiliły się znów. Więc czuję jakby silne uderzenia i ukłucia w tych miejscach."


To wszystko co opisałam to część doświadczeń w zakresie fizycznych objawów. Wiele do tego dołączyło jeszcze emocjonalnych zmian, przeobrażeń w psychice i świadomości. Na wszystko jednak przyjdzie pora. Długo zastanawiałam się czym są te objawy, teraz wydaje mi się że moje czakry próbują się ustawić w jakimś sobie tylko znanym szyku by dopiero otworzyć mnie na to, co jest celem tych przemian. To czy dotrwam do końca na właściwej drodze zależy też w części ode mnie samej, choć dobrze wiem, że główne decyzje podejmuje tu Bóg, to bez mojej ciężkiej pracy, pokory i poświęcenia nic się nie wydarzy.

26. Nov. 2008

GODAN