|

"Nie chce myśleć, w głowie przelewa
się gęsta ciecz, albo sama nie wiem, z lewej do
prawej i z prawej do lewej, teraz bardziej z lewej... i serce tam
bije. Lewe oko mnie boli,
wyszła jakaś narośl, za dni kilka zniknie i znów pewnie powróci.
Zwykle tak się dzieje.
Łzawią oczy i pieką, jak patrzeć w monitor (a to przecież ma praca).
Oczy... wokół
wszystko widzę już z poświatą, nawet z monitora jakby szło
zamglenie. Kiedy zaś
spoglądam na ludzi wokoło, zamiast ciała widzę w nich kolorowe
płomienie. Błyski
światła, a nadto to co obserwuję... zdaje mi się, czy noc nie jest
już tą samą nocą?
A na czubku głowy jakby wbił ktoś kołek i studnię pogłębiał wbijając
go głębiej z każdym uderzeniem. Żołądek się odzywa, śpiewa swą
piosenkę. Co do tego jednak mam przyzwyczajenie. Od kilku lat już
nie śpię jak normalny człowiek, bo przez sen słyszę wszystko co
wokół się dzieje, wiem o której wstał kto, co o której robił, a o
śnie
prawdziwym zostało wspomnienie. Zawsze jakby całkiem na jakimś
czuwaniu
"czuwaj.. czekaj... bądź gotów...". I choć sądzą wszyscy, że śpię
tyle czasu, nie wie
nikt co naprawdę wtedy się ze mną dzieje. Tak bo kładę się wcześnie
ostatnio koło 23:00, lecz co z tego skoro nie zasypiam tak jak oni
zasną. Ja krok każdy usłyszę, westchnięcie
z drugiego pokoju, to nie ten sen, który znają, to stan w którym
dusza gotowa do "boju"."

Tyle tych objawów się nazbierało, że z całą pewnością o wielu
z nich
zapomniałam
w całym tym opisie. W każdym razie nie wspomniałam
jeszcze o moich
oczach. Otóż
w ciągu kilku zaledwie miesięcy mój "sokoli wzrok"
zaczął mieć
problemy i w tej chwili
wada wzroku pozostała (nie widzę zbyt dobrze z daleka). W mojej
rodzinie do tej pory nikt
nie nosił okularów (więc i ja ich nie noszę).
Byłam więc pierwszą
osobą z zepsutym wzrokiem.

Kolejne dolegliwości, które wielokrotnie się powtarzały i powracały
związane były z pustym kłuciem w przełyku, problemami z przełykaniem
- i to nie tylko pożywienia, ale nawet samej śliny, opuchnięcia
lewego migdała (wyglądałam wtedy jak przy śwince), a także ciągłe
uczucie tzw. kluski w gardle. Ciągle chciało mi się pić i albo
bolało mnie gardło, albo miałam suszę jak na kacu (a nie piję
alkoholu też mnie całkowicie odrzuciło). No i dalej problemy z
oddychaniem, zadyszki i jakby zwężenia tchawicy. Wtedy też pierwszy
i ostatni raz zachorowałam na ostre zapalenie krtani. Przez kilka
dni byłam więc nie mową. Po jakimś czasie na środku w tym dołku pod
krtanią zrobiła mi się maleńka narośl, jest jasna i wygląda jakby
było tam pod skórą coś okrągłego jak koralik. Nic się z tym nie da
zrobić, jak się to mocniej dotknie to boli. Czasami znika i pojawia
się na nowo. Ot ciekawostka, bo pani dermatolog też w sumie nie wie
co to. Kazała to zostawić.

Jeszcze kilka miesięcy temu miałam opuchniętą tarczycę, albo coś w
jej okolicach, ale jakoś miałam wrażenie, że to tarczyca.
Towarzyszyło temu opuchnięcie powiek, myślałam już, że to jakieś
problemy z tarczycą. Ale oczywiście darowałam sobie jakieś tam
badania, bo byłam pewna, że wszystko będzie o.k. Tak więc tarczyca
przeszła i poszło trochę w górę gardła z tymi dolegliwościami.
Wcześniej jeszcze częstym było drganie powiek i wyrastanie co róż
nowych narośli na powiekach. Jedna została z tego całego zamieszania
chyba zapomniałam zejść. Lekarz nie kazał jej ruszać, więc mieszka
sobie dalej.

W tym czasie zaczęła mnie też denerwować nie harmonijna muzyka i
różne nie przewidywalne i nie z synchronizowane dźwięki. Ten stan
trwa do dziś. Główne więc dolegliwości odczuwam w tej przestrzeni.
Do tego dochodzą też zaburzenia na granicy światów i poziomów, jak
również odbieranie fal radiowych przy wyłączonym radiu, w fazie
przed zaśnięciem oraz brak harmonii i wyrywania do astralu - z czym
walczę.

Inne, równie uciążliwe bóle to bóle zatok. Świdrujące
i wiercące w środku ruchy nie dają się na niczym skupić.

15 lipca 2008 roku -
"Jakiś wędkarz przeciąga przez moją lewą dziurkę w nosie grubą żyłkę
i zahacza haczykiem co chwilę. A może to... przepychanie nozdrzy
musiałabym
mieć nozdrza jak u konia żeby się tam pręt taki gruby zmieścił.
Czyścimy przegrodę
czy co?? W każdym razie daje się to we znaki już nie tylko w nosie,
ale również odbija
się na lewym uchu. A więc co mamy??... od lewego migdała, po lewym
węźle chłonnym
za uchem, do ucha a jednocześnie przez lewą dziurkę w nosie...
prawą też czuję, ale dużo mniej. Piję i piję a wody wciąż mało.
Zupełnie jakby miała mi zaraz głowa wybuchnąć niczym Etna. Nawet
mogłabym jej pomóc. I tak łbem w ścianę (kiedyś próbowałam - nawet
nie czuć bólu uderzenia, bo i tak ból w środku jest zdecydowanie
mocniejszy), może by pękła Raczej nie. Głupie przemyślenie. Heh mam
wrażenie jakby moje oko było wielkie i wyłupiaste jak żabie gały,
ale nie jest. no i jakby mi krew z nosa płynęła rwącym nurtem, ale
nie płynie. ciekawe. A im goręcej wewnątrz, tym większy ból przy
okazji. Nie no sorry Boże (pomyślałam sobie) dzisiaj przeginasz
chyba..., ale Ci wybaczę ;) Daj tylko proszę
niech praca się kończy. Pisać nawet nie mogę bez bólu, bo w dłoniach
też czuję,
ba i w rękach całych to natarczywe dziwne wibrowanie. Mówisz żal się
dziecko...
niechże się wyżalę. Kłują mnie nadgarstki, w środku dłoni kłuje i
opuszki palców
jakbyś igły wbijał. Nie no "całkiem nie źle" się z tym wszystkim
czuję, całkiem jakby
słoń jakiś na mnie dzisiaj siedział. Czy płonę w środku, czy ogień
to żywy? Gorąco
mnie wypala silnie od środka, mam wrażenie, że mogę nawet zionąć
ogniem. Wiem... Mojżesz widział przecież krzew gorejący, ale krzew
nie spłonął... Więc i ja nie spłonę?
Ufff... jakoś ulżyło Czyżby więc był to zapowiedziany ogień
oczyszczenia??"
Generalnie większość tych dolegliwości powraca i chyba nie sposób
póki co wyzbyć
się ich, staram się więc przyjąć je z należytą godnością i
gotowością do trwania w tych mękach. Bo kto choć trochę poznał te
bóle wie, jak potrafią utrudnić funkcjonowanie.

"Od kilku dni odczuwam bardzo
nasilone bóle stawów (raczej nie miewałam takich bóli - czasami
sporadycznie przez jeden dzień, kilka chwil) teraz jednak od
czwartku w sumie trudzę się z tym trochę, bo nie ułatwia to
chodzenia chociażby, kiedy w kostkach,
kolanach i biodrach odczuwam ból, mrowienie, wiercenie i strzykanie.
Tak samo
jest z każdym zagięciem rąk - nadgarstki, łokcie, ramię. Mam też
uczucie, jakbym
od kilku dni dostawała zastrzyki w tyłek i nie jest to przyjemne, bo
momentami nie mogę nawet siedzieć, ani leżeć na plecach. To samo
mrowienie przechodzi całe moje ciało. Stosuję terapię - przykładanie
dłoni do miejsc bolących, ale działa tylko częściowo
i nie na długo. Macie jakieś rady na to??
P.S. Znów wróciły mi bóle w środkach dłoni, stóp i pod sercem.
Kiedyś już miałam
te bóle przez jakiś czas, potem przeszły, jednak od tygodnia gdzieś
nasiliły się znów.
Więc czuję jakby silne uderzenia i ukłucia w tych miejscach."
To wszystko co opisałam to część doświadczeń w zakresie fizycznych
objawów. Wiele do tego dołączyło jeszcze emocjonalnych zmian,
przeobrażeń w psychice i świadomości. Na wszystko jednak przyjdzie
pora. Długo zastanawiałam się czym są te objawy, teraz wydaje mi się
że moje czakry próbują się ustawić w jakimś sobie tylko znanym szyku
by dopiero otworzyć mnie na to, co jest celem tych przemian. To czy
dotrwam do końca na właściwej drodze zależy też w części ode mnie
samej, choć dobrze wiem, że główne decyzje podejmuje tu Bóg, to bez
mojej ciężkiej pracy, pokory i poświęcenia nic się nie wydarzy.

26. Nov. 2008
GODAN
|