NASZE DOŚWIADCZENIA

OBJAWY FIZYCZNE TAJEMNICZEGO PROCESU
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1

LINK! DO CZĘŚCI 3

Im wyżej ból sięgał tym trudniej opisać towarzyszące mu objawy, bo pogłębiały się one również rozchodząc się już nie tylko na kości i mięśnie, ale też na wszystkie organy w moim wnętrzu. Tak więc idąc dalej w górę, od kości ogonowej szybkim towarzyszem bólu stał się odcinek lędźwiowo - krzyżowy. Tak więc mogłam zapomnieć o spokojnym śnie, bo nie tylko siedzenie i stanie, ale i leżenie było potwornie bolesne. Próbowałam spać na boku, ale to też nie pomagało ból zupełnie jakby sobie tam zamieszkał i dobrze mu tam było. Z łóżka schodziłam na kolana, po jakimś czasie wymieniliśmy łóżko, ale to też nic nie pomogło, ból dalej mnie męczył. Chodziłam i masowałam i uciskałam sobie te miejsca tak dając sobie niewielką, ale zawsze jakąś ulgę w bólu.

Zaraz potem obudził się kolejny ból, znów zupełnie znikąd i niezrozumiały, a mianowicie
ból brzucha. Często zauważałam jakby coś puchło mi w środku, albo jakby coś jeździło w moim wnętrzu w dodatku wydawało dziwne dźwięki i strasznie głośne, już się bałam że to jakiś tasiemiec, albo coś, bo tylko takie wyjaśnienie przychodziło mi do głowy. Nie trafiłam jednak z domysłami. Nic tam nie było. A jednak różnice w talii wahały się od 5 - 13 cm w zależności od opuchlizny, zupełnie jakbym miała jakąś oponkę na około. Powodowało to też sytuację, że raz się mieściłam w swoje spodnie, raz nie  Wnętrzności też potrafiły pulsować i gotować się same w sobie, często pojawiały się nudności i żołądek zaczął odrzucać wiele rzeczy, które do tej pory lubiłam. W tym oczywiście całkowite odrzucenie mięsa, częściowe negatywne reakcje na wyroby z mąki, głównie chleb, kluski czy naleśniki. Za to wciągałam dziwne mieszanki, znajomi żartowali, że mam zachcianki jak kobieta w ciąży. Ogórki konserwowe wyjadałam ze słoika po czym wypijałam całą zalewę octową, potem zagryzałam to jakąś czekoladę, a na deser  zjadałam np. całą cytrynę, pomarańcze i takie tam. To oczywiście jeden z niewielu przykładów odrzucania żywności przez żołądek. Z upływem czasu odrzuciłam jajka, ostatnio praktycznie ryby też, ziemniaki, które na kilka miesięcy zastąpiła kasza i ryż, ostatnio tylko czasami makaron, ryż i kasza na talerzu pojawiają się raz w miesiąc itd. Miałam też ciągłe uczucie zgagi i zakwaszenia, ale mimo to organizm domagał się witaminy C, kupowałam więc jej bardzo dużo, podobnie zresztą jak samych owoców cytrusowych i pakowałam w siebie nawet listek dziennie. Mój organizm żądał tego ode mnie, więc dostawał.

Powyższym dolegliwościom towarzyszyły kłucia i nagłe skurcze trzustki, które powodowały nagłe zwijanie się z bólu i całkowite skręcanie wnętrzności. Uderzenia jakby z procy strzelał ktoś kamieniami w nerki i nadnercza też nie należały do przyjemnych. Wszystko to jakby klinowało się w środku, nie mogąc przedostać się dalej. Wyginałam się w tył i w przód, skręcałam i wiłam z bólu.

A praca nad "ego" hamowała cały proces, kumulując ból w tych okolicach. Gdybym w tym czasie przestała rozmawiać z Bogiem, nie miałabym pewnie żadnych szans na dalsze kroki w tym procesie. I choć komuś może się wydać dziwne, że nie przestałam z nim rozmawiać ani teraz, ani wtedy kiedy szukałam czegoś w "wiedzy tajemnej", to wyjaśnię, że w rzeczywistości wszędzie tam szukałam samego Boga, więc nie sposób było odłączyć Go od tego. To była po prostu moja długa i kręta droga poszukiwania z licznymi wybojami. Tak więc ledwo zaczęło się coś we mnie zmieniać, zaraz powstrzymałam to głupim działaniem "podnoszenia ego". Jak to wyglądało, o tym też napiszę osobny tekst, żebyście mogli sami zobaczyć, czy ktoś z Was wcześniej czy teraz nie robi tych samych błędów co i ja. Mogę tylko powiedzieć, że wiąże się to z utratą własnej tożsamości i kolejnym pogłębianiem się w iluzję.

Tym sposobem problemy z żołądkiem, brzuchem, trzustką i wszystkimi innymi narządami znajdującymi się w tych okolicach trwały dłużej niż musiały, do czego się sama przyczyniłam. To było chyba moje tzw. drugie wyparcie się Chrystusa. No gagatek ze mnie nie zły i nie ma co ukrywać, w tej dziedzinie byłam naprawdę dobra w utrudnianiu sobie wszystkiego. Jeśli ktoś spyta o trzecie wyparcie, to powiem tylko, że mam je już za sobą, a było nim poszukiwanie odpowiedzi w książkach z odrzuceniem i zapomnieniem o doświadczaniu i rozważaniu nad sobą samym.

Nie wiem jak to przyblokowanie wszystkiego ma się do całości, jeszcze bowiem nie pojęłam całego tego procesu. Nie wątpliwie jednak wiercenie na wylot przez całe ciało od krzyża do pępka i odwrotnie, wibrowanie, świdrowanie czy jak tam kto chce to nazwać było uciążliwe. Często swędziała mnie skóra w tych okolicach od podbrzusza do pępka i tak wokoło, często też brzuch nabierał barwy różowawej od gorąca. Nudności i wymioty stały się częstsze, jakby coś próbowało ze mnie wyjść, ale nie mogło. Faktem jest, że rzeczywiście nie mogło działać tak jak powinno.

W tej sytuacji jak się można domyślać napięcie wciąż pozostawało i nie łatwo było się go pozbyć, nie mogłam nawiązać normalnych kontaktów z ludźmi z mojego otoczenia, ze wszystkimi się kłóciłam, coś każdemu nawtykałam (nie było to u mnie normalne). W ten sposób znów wszyscy obserwowali, że coś ze mną nie tak. A ja raz się kłóciłam, raz płakałam po kłótni do poduszki i tak na okrągło. Nienawidziłam siebie przez te huśtawki nastroju. Zamknęłam się wtedy na wszystko i wszystkich. Nastąpił pierwszy stan całkowitej izolacji i wewnętrznego zagubienia.

cdn...

24. Nov. 2008

GODAN