NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2012
LINK! DO NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2011

LINK! DO NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2013

[STYCZEŃ 2012]

31.12.2011/01.01.2012 -> Do 11:48 spałem około 4-5 godzin z przerwami - brak ataków. O 15:15 kładę się spać, a o 17:14 wstaję - pod sam koniec spania chyba było coś negatywnego w moim śnie... ale nie jestem tego do końca pewien... tak czy siak na wszelki wypadek wstałem.

Około 22:00? (nie pamiętam dokładnie) usnąłem na łóżku, a o 23:04 miałem atak między realem a snem - podczas ataku byłem świadomy tego co się dzieje oraz wszystko dobrze widziałem (czyli siebie leżącego z perspektywy oczu fizycznych?), nie mogłem się poruszyć, ale mogłem sobie wybrać tempo w jakim chciałbym się wybudzać - wybrałem najszybsze, gdyż nie chciałem ani sekundy dłużej przebywać z tą (w tym przypadku) niewidzialną istotą (która prawdopodobnie na mnie usiadła - spekuluje to po odczuwaniu ucisku). Po wybudzeniu się moje serce zaczęło mocno walić, ale to normalne po takim ataku. Moje czakra czuje się w pewnym stopniu "uszkodzona", ale dojdzie do siebie - to tylko kwestia czasu - niestety nie trwa to kilku minut, ale raczej wiele godzin.

01/02.01.2012 -> Około 8:30? (nie pamiętam dokładnie) zasnąłem na łóżku, a o 8:47 znalazłem się w stanie pomiędzy realem a snem, ale nie wszedłem w ten stan dość głęboko i dlatego bardzo szybko i bez większych problemów udało mi się ewakuować! mało brakowało, a miałbym większe kłopoty. Muszę uważać nad ranem z tym zasypianiem - w sumie nawet nie zorientowałem się, że usnąłem... zmęczenie daje o sobie znać. Nie przepadam za tymi niewidzialnymi bytami... jestem świadomy jego obecności, ale go nie widzę... nawet jego konturu nie dostrzegam... ale w sumie to i tak jest bez większego znaczenia... bo jak jest atak, to wiem co mam robić niezależnie od tego czy widzę tego byta, czy też nie. Ważne, że nie dostałem od niego tak jak wczoraj (to był ten sam byt).

Około 15:00? (nie pamiętam dokładnie) kładę się spać, a o 16:48 wstaję gdyż znowu miałem paraliż przysenny, ale udało mi się z niego ładnie wybudzić więc nic mi się nie stało :) a swoją drogą to ciekawe, że jakoś ostatnio ciągle mam te paraliże.

O 20:53 idę na fotel, wstaję o 21:36 - brak ataków.

02/03.01.2012 -> Około 1:30? położyłem się spać, ale już o 1:47 musiałem wstać z powodu ataku we śnie (w skrócie: trzymałem "swojego" kota [z wyglądu], który mi się wyrywał z rąk [znany mi motyw], a ja nie mogłem pozwolić mu "biegać" samodzielnie [wytworzyli u mnie uczucie pewnej troski i opieki nad kotem - otworzenie się] i gdy doszedłem do pewnego punktu to został kot zaatakowany przez "złego" wilka - to była taka chwilowa walka o życie "mojego" kota i oczywiście przy tej "akcji" wytworzyły się uczucia strachu itd. - moja czakra po przebudzeniu to odczuła).

O 3:43 idę na fotel, a po "kilku minutach" śni mi się przyjaźnie wyglądająca dziewczyna, która się do mnie przytula (odwzajemniam przytulenie) i nagle czuję jak spada poziom mojej energii (było to dobrze odczuwalne) -> nie pamiętam co dokładnie było dalej, ale tutaj na pewno sporo energii straciłem :/, ta postać nawet nie została zdemaskowana we śnie :/ -> Jakiś czas później we śnie były jakieś gryzące zwierzęta (mocno podejrzane), a na samym końcu była muzyka, która podsycała grozę oraz stare, nieprzyjemne pomieszczenie i w chwili takiej grozy mnie wybudziło (o 4:05).

Jakiś czas później (5-6? - nie pamiętam o której) idę ponownie spać - wstaję o 7:25 - chyba? brak ataków.

Od 9:12 do 9:33 sobie lekko drzemkałem - brak ataków.

O 9:46 kładę się spać, a o 11:31 we śnie (chociaż nie był to taki zwykły sen - z tego co widziałem to byłem poza ciałem i patrzyłem się z góry na swoje ciało na łóżku) jakaś latająca postać? (latała jak zjawa, ale to chyba był ktoś inny?) podlatuje do mojego łóżka, bierze zamach i wbija mi wielki miecz w okolice mniej więcej tam gdzie Jezus wiszący na krzyżu został przebity w filmie "Pasja" (okolica wątroby) - tak mi się wydaje, że to mniej więcej to miejsce? - samo przebicie mieczem nie należało do rzeczy przyjemnych... aż moim ciałem zarzuciło we "śnie".

Jak biorę głębszy oddech to fizycznie boli mnie to miejsce. Rana przechodzi na wylot i czuję ją też w górnej części prawej łopatki. Tak czy siak jak umiałem to wyhealowałem to miejsce (około 1 w nocy - zgodnie ze wskazówkami Wiesi). Nie będę wchodził w szczegóły healingu ;) Jakby coś to po healingu dalej odczuwam tam taki sam ból - pewnie zajmie organizmowi dobre kilka dni, aby się tam wszystko zagoiło jak należy.

O 16:26 wstałem - brak ataków - nie pamiętam o której się położyłem -> pewnie coś około 14-15.

Po 22? położyłem się spać, ale o 23:11 zostałem zaatakowany we śnie. Atak wyglądał tak: na samym początku widziałem swojego i jakiegoś innego kota i one się pocałowały (pamiętam, że byłem zadowolony z tego powodu, gdyż czułem, że mój kot znalazł swoją drugą połówkę - nastąpiło? tutaj moje "otwarcie"?) -> następnie zobaczyłem na parapecie niby mojego kota, ale on miał jakiś defekt twarzy... przyglądałem się mu i przyglądałem, aż nagle nastąpiło u mnie wystraszenie z wybudzeniem. Wciąż nie dają mi spokoju te "ciemne zmory".

03/04.01.2012 -> Około 4:38? zasypiam na biurku przed komputerem, a o 4:42 mam atak we śnie, ale z tego co się orientuję to nic złego mi się nie stało - na początku ta przyjaźnie wyglądająca postać coś do mnie powiedziała co spowodowało u nas obopólny uśmiech i zadowolenie (moje otwarcie) i za chwilę wzięła rękę i dotknęła mi palcem czoła, ale nie jestem pewien czy poczułem jakiś ucisk? tak czy siak od razu mnie wybudziło - nie odczułem strachu ani jakiś objawów na 4 czakrze. Możliwe, że był to atak na 3 oko.

Od około 6? do około 7:20 spałem na fotelu - brak ataków.

Od około 16:45? do 18:00 siedziałem i drzemkałem na fotelu - co jakiś czas otwierałem oczy i widziałem na balkonie demonicznego, czarnego, dużego kota, który się mi przyglądał - gdy zasłoniłem zasłonę, aby zakryć jego wstrętne oblicze, to za jakiś czas pojawił się obok i dalej robił swoje. Jest to coś na kształt halucynacji choć ten demon jest prawdziwy. Wydaje mi się, że mój mózg był w odpowiednim stanie, który umożliwiał zobaczenie tego stwora. Gdy na siłę próbowałem sprawić, aby mój mózg powrócił do "twardej" rzeczywistości to udawało mi się to i demon znikał na jakiś czas, ale po chwili wracał niczym bumerang. Tak czy siak za drugim razem olałem go sobie i postanowiłem spokojnie kontynuować, drzemkałem na fotelu - co ciekawe niby ten demon był w moim pobliżu, ale jakoś nic mi nie zrobił podczas mojego odpoczynku.

04/05.01.2012 -> O 22:00 się położyłem... i po pewnym czasie zasnąłem... o 2:15 wstaję - możliwe, że były próby ataku we śnie, ale nic mi się nie stało.

Zasnąłem na łóżku około 5-6? i spałem do około 7:55 - brak ataków.

Od około 10:05 do 11:55 spałem - brak ataków.

Idę spać około 16:45, a wstaję o 18:20 - brak ataków.

05/06.01.2012 -> O 23:15 poszedłem na fotel, ale już o 1:07 miałem atak we śnie. Wyglądał on tak: na niebie widziałem rozpylane chemtrails -> niepokoiło mnie to -> chciałem uciekać i tak po chwili zrobiłem -> opiekun do mnie szybko przybył i mnie wyprowadzał stamtąd -> chciał mnie prawdopodobnie ochronić przed tym czymś z nieba, ale to na nas oboje spadło. Następnie od razu zobaczyłem przed oczami na czarnym tle ruszającego się małego, zielono-białego? robaka. Gdy się wybudziłem poczułem się dziwnie - tak w negatywnym sensie -> jakbym na całym sobie miał coś "złego" (rozpylone "chemtrails"). Dosyć szybko zrobiłem sobie healing (zgodnie z instrukcjami Wiesi), który trwał 20 minut i z tego co się domyślam to poszło całkiem dobrze. Na samym początku widziałem na sobie jakby grubą warstwę jakiejś białej piany, ale ostatecznie się tego pozbyłem (choć na początku wcale nie chciała się dać tak łatwo zmyć) - nie będę się tutaj zgłębiał w szczegóły healingu ;) Tak czy siak jest ok i czuję się dużo lepiej niż po przebudzeniu.

Około 7:50 położyłem się na łóżku (bez intencji zaśnięcia), ale zaczęło mnie nagle bardzo mocno wciągać w sen (hipnoza?), dodatkowo odczuwałem jakby uderzenia na 4 czakrze oraz miałem wrażenie jakby jakaś postać wisiała nade mną (właściwie to ją nawet przez chwilę zobaczyłem [tak mi się wydaje]) -> tak czy siak wydało się to mocno podejrzane i chwilę później nie było mnie już w łóżku.

Około 10-11 położyłem się spać, wstałem o 11:55 - brak ataków.

06/07.01.2012 -> Około 00:15 położyłem się na podłodze (gdyż byłem już mocno zmęczony), ale spać mi się jakoś specjalnie nie widziało nie mniej jednak na chwilę usnąłem, ale ataków nie było. Obudziłem się około 00:38.

Około 7-8? położyłem się w łóżku ale tak, aby nie usnąć, ale i tak usnąłem ^^ ("wyłączyło mnie") i odzyskałem świadomość dopiero około 9:25 zdziwiony, że spałem - ale na szczęście nie było ataków.

Około 17? (nie wiem dokładnie) idę na fotel i wstaję o 18:00 - brak ataków.

07/08.01.2012 -> Około 21:00 poszedłem na fotel, a około 00:10 wstałem - brak ataków.

Od około 00:30? do 1:00 spałem w łóżku - brak ataków.

Od około 1:10? do około 2:20 spałem w łóżku - ogólnie brak ataków choć we śnie był jakiś niefajny robal... ale nic mi nie zrobił.

Od około 2:30? poszedłem spać do około 3:50 - na samym końcu był atak, ale nic takiego mi się nie stało -> jakaś postać mocno złapała mnie za lewą rękę, ale udało mi się wyrwać - ten byt udawał kogoś dobrego -> jakby księdza, który chciał mi pomóc modlitwą, ale czułem, że chce odprawić nade mną jakiś satanistyczny rytuał, a do tego musiał mnie dotykać na co mu skutecznie nie pozwoliłem.

Około 6:30-6:40 poszedłem na fotel?, a o 7:06 wstałem - był atak -> jakiś czarny, groźny i szczekający na mnie pies próbował mnie wystraszyć, ale słabo mu to wyszło.

O 7:15? kładę się spać, a o 8:12 wstaję - brak ataków?

Około 16?-16:30? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać... wstałem o 17:30 - brak ataków.

08/09.01.2012 -> Około 00:00? spałem około 5 minut i był jakiś mały atak we śnie.

Około 2:30 na chwilkę usnąłem przed komputerem i miałem atak we śnie -> jeden koleś bije drugiego w taki specyficzny sposób - mocno, brutalnie? - patrzenie na to powodowało, że czakra serca się powoli "kuliła" - jakby coś to jestem pewien na 100% że był to atak.

Około 8:45 poszedłem spać, ale już 5 minut później musiałem się ewakuować, gdyż miałem atak we śnie... nie był to atak polegający na nagłym wystraszeniu tylko na trwającym stanie zagrożenia? (wydzielał się wtedy we mnie strach) - po wybudzeniu moje serce szybciej biło -> to normalne po ataku.

O 12:40 wstałem z fotela (spałem może z godzinę? - nie wiem) -> był jakiś atak pod koniec.

O 13:06 kładę się spać, a o 16:38 wstaję - na samym końcu był atak wszczepiania fałszywych wspomnień. Polega to na tym, iż np. przed wstaniem (gdy jeszcze leżę w łóżku i częściowo drzemkam!) jestem pewien, że spisałem swoje doświadczenia odnośnie nocnych ataków (co nie miało miejsca) -> co więcej ja dokładnie pamiętam (gdy wciąż drzemkam!) jak to robiłem i mam w głowie żywe wspomnienia z tego doświadczenia - gdy wspominam je to wygląda to trochę tak jakbym patrzył na sen, a może to taki fałszywy sen? Dodatkowo czasem zdarza się, że spisuję błędną godzinę o której był atak - np. zamiast 4 w nocy piszę 16 w południe, a czasem w ogólę przekręcam godzinę mimo iż patrzę na zegarek (później nie mogę uwierzyć, że spisałem błędnie czas ataku [zawsze później poprawiam godzinę na prawidłową]) - może czasem faktycznie sam z siebie się mylę, ale często mam mocne wrażenie, że ktoś mi w tym mocno pomaga. Jeszcze przed wstaniem miałem jakby mówione, że moja 4 czakra została mocno uszkodzona itp co oczywiście jest bzdurą - ten byt próbował we mnie wywołać lęk, ale nie specjalnie mu się to udało.

Około 20? poszedłem spać, wstałem około 21:15 - brak ataków?

09/10.01.2012 -> Około 23:40 idę spać i wstaję około 1:27 - było kilka ataków - niestety ale trochę oberwałem...

Lekko przed 7 poszedłem na fotel, ale o 7:04 musiałem już wstać, gdyż w 3-ch snach pod rząd został we mnie wywołany lęk na czakrze np. jeden z takich snów wyglądał tak: wziąłem jakiś kubek z napojem, który był napełniony po brzegi - postać koło mnie lekko mnie szturchała abym wylał co nieco... ja starałem się tego nie zrobić - w pewnym momencie pojawił się we mnie strach, że jednak mi się to nie uda.

Około 11? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać, a wstałem o 12:24 - były pewne ataki? ale chyba niezbyt uporczywe?

Około 17? (nie wiem dokładnie) poszedłem leżeć na podłodze, później usnąłem - wstałem o 18:50 - brak ataków, ale pod sam koniec miałem ciekawe doświadczenie -> poczułem jakby moja świadomość? (kulka w głowie) wyszła poza ciało i wtedy, nagle dostałem sporą ilością energii? w plecy (w środkową? część). Wiesia mówi, że była to wysoka energia, która musiała we mnie wpaść gdy byłem poza ciałem, bo w przeciwnym wypadku mogłoby to być dla mnie bolesne. Po wstaniu odczuwam tam ucisk. Niby nie był to atak  ale myślę, że warto to tutaj napisać.

Przed 22? położyłem się na podłodze... i leżałem/spałem do około 22:35 - na samym końcu miałem taki sen: widziałem swojego kota, który był mocno zdeformowany -> ja zacząłem się go pytać co mu się stało i go głaskać (otwieranie? 4 czakry?) -> następnie sen zrobił się ciemny i mroczny, ale nie czułem żadnego lęku na czakrze czy czegoś podobnego -> ładnie się wybudziłem -> miałem trochę takich snów i przeważnie czułem w nich lęk... co ciekawe w tym przypadku było inaczej hmm...10/11.01.2011 -> leżałem / spałem do 00:59 nie wiem ile... z godzinę? - na samym końcu czułem dotyk na ciele więc wstałem ->  następnie położyłem się spać o 4:15, ale musiałem wstać o 4:30 gdyż miałem potencjalny atak we śnie (ładna postać mnie odciągnęła z drogi jaką szedłem i mnie zagadywała - jak wiemy ten byt często się podszywa pod takowe postacie - zresztą tutaj podał się za moją znajomą, o ile to był ten byt - mi się wydaje, że tak, ale na 100% pewien nie jestem, ale raczej to był on) - na dodatek gdy się wybudziłem czułem dotyk na sobie - czyżby ten byt na mnie usiadł? tego nie wiem... ale wiem, że takowy dotyk można czuć, bo już tego typu doznania miałem gdzie ewidentnie był atak - taki na 100%. W ogóle przez te 15 min. miałem bardzo intensywne sny -> pełne akcji i emocji -> ale w jakiś sposób starałem się w nich zachować spokój hmm.... zakręcone się to wszystko robi.

Około 8? (może wcześniej? - nie wiem dokładnie) poszedłem spać -> wstałem o 11:55 - brak ataków.

Około 17:15? idę spać, a wstaję o 18:45 - brak ataków.

Około 22:00 idę spać, a wstaję o 22:57 - brak ataków... ale podczas snu miałem ciekawą sytuację -> we śnie wybuchnął hydrant i moje serce zaczęło z tego powodu bardzo szybko bić (nie zostałem z tego powodu wybudzony!)... nie poczułem żadnego lęku czy jakiegoś "kulenia" się czakry z przerażenia... po prostu na wybuch hydrantu moje serce zwiększyło znacząco swoje "obroty". Nie było to związane z żadnym atakiem czy czymś takim, a przynajmniej ja tam nic takiego nie zauważyłem - nie przypominam sobie, abym specjalnie czegoś takiego w przeszłości doświadczał... na dodatek po chwili przerzuciło mnie w stan pomiędzy realem a snem, aby za chwilę znowu wejść w sen -> moje serce wtedy już się powoli uspokajało... podczas ataku raczej na pewno zostałbym już dawno wybudzony gdyż walące serce uruchamia się tuż po zadanym np. "ciosie w czakrę"... już nie wspominając o tym, że widziałbym kogoś kto mnie atakuje, a w tym przypadku nie było kogoś takiego -> ogólnie zastanawiające zjawisko. Jeszcze raz podkreślę, że moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z atakiem, ale opisuję tutaj to jako ciekawostkę związaną z "szybko bijącym sercem" (które często się pojawia przy atakach, a tym razem pojawiło się samo z siebie we śnie - czemu się pojawiło? nie wiem - może po prostu wybuch hydrantu mnie tak przeraził? chociaż lęku jako takiego też nie odczuwałem... hmm).

11/12.01.2012 -> O 4:49 kładę się spać, a o 6:35 wstaję - brak ataków.

Około 8? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać, a wstałem o około 9:02 - brak ataków.

Około 20? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać, a wstałem o 21:35 - brak ataków.

O 21:45 idę na fotel, a o 22:35 wstaję - brak ataków -> przenoszę się do łóżka i o 23:42 wstaję gdyż miałem atak we śnie. Na początku szedłem z opiekunem (widziałem go jako osobę, którą lubię - ewidentnie we śnie szła koło mnie trzymając "moją" stronę) -> nagle we śnie z lewej strony pojawiło się wiele postaci i mój opiekun do nich poszedł (prawdopodobnie chronić mnie przed nimi). Następnie szedłem już sam i nagle jakaś postać zaatakowała mnie od tyłu... szybko się zorientowałem o co chodzi i nawiązałem kontakt wzrokowy i zacząłem się bić z tą postacią - dostawałem od niej ciosy i ona ode mnie... im dłużej walczyliśmy, tym lepiej mi szło (starałem się blokować jej ciosy itp)... pod koniec walki przejąłem inicjatywę i zdominowałem walkę -> nastąpiło wybudzenie. Nigdy nie miałem takiego ataku, abym nawiązał taką walkę z tym bytem! Nie poczułem żadnego lęku na czakrze czy jakiejś straty energii!

12/13.01.2012 -> O 2:00 postanowiłem jeszcze spróbować pospać, ale gdy się budziłem czułem jakby dziwne uczucie dotyku na ciele więc o 2:11 wolałem wstać - tak na wszelki wypadek -> możliwe, że moja 3 i 4 czakra w jakiś sposób zostały zaatakowane przez tego byta o ile był to atak?

Jakiś czas później idę na fotel i około 4 zostaję zaatakowany przez kilka postaci jednocześnie - w miarę udanie walczę -> wybudzam się w miarę bez strat? chociaż w sumie chyba jeszcze wcześniej trochę energii straciłem przy jakimś ataku? nie pamiętam już jak to było -> Następnie próbuję spać dalej i śpię chyba w miarę spokojnie -> wstaję o 6:40.

Za jakiś czas ponownie idę spać -> wstaję o 9:50 - chyba brak ataków? nie jestem pewien?

O 16:00 poszedłem spać, a o 17:30 wstałem - chyba nie było żadnego ataku na końcu?

13/14.01.2012 -> O około 22:00 idę spać, a w staję o 00:40 - brak ataków.

O 7:40 kładę się spać, a o 9:51 wstaję - na samym końcu było coś podejrzanego, ale nie wiem czy to był atak, czy też nie - we śnie była jakaś podejrzana postać, ale czy to był ten byt? - nie wiem i ciężko to stwierdzić -> tak czy siak zostałem uderzony jakąś energią w serce (nie było widać kto puścił tą energię, a może sama z siebie wleciała we mnie? -> po obudzeniu się czuję tam ucisk) -> nie wyglądało to jak typowy atak... jak leciała ta energia to widziałem ją w stanie pomiędzy realem, a snem, a nie we śnie hmmm... sam nie wiem jak do tego podejść. Ogólnie takie uderzenia energii nie muszą być czymś złym - zresztą te byty praktycznie ciągle atakowały czakry a nie narządy... hmmm... Po tym strzale nie wystąpiło u mnie żadne wystraszenie czy coś podobnego (co jest typowe przy ataku) - osobiście na obecną chwilę uważam, że było to coś dobrego, gdyż wiem, że czasem uderzają w nas takie "dobre" energie, aby nas rozwinąć. To doświadczenie przypomina mi uderzenie energii w plecy jakie miałem 09/10.01.2012 (tylko w tym konkretnym przypadku nie wyszedłem z ciała).

O 14:36 położyłem się spać, a o 17:47 wstałem - brak ataków.

14/15.01.2012 -> Około 1:00 poszedłem na fotel, a o 2:33 wstałem - miałem na końcu atak we śnie - dwie ręce trzymały moje ciało astralne? a pozostałe dwie ręce miały strzykawki, które były wbijane we mnie (cała akcja działa się chyba po za ciałem). Tak czy siak nie lubię ataków ze strzykawkami :/

Za jakiś czas usnąłem na biurku... zobaczyłem we śnie ogromnego pająka w pokoju... był przerażający... z tego co pamiętam to pociąłem go mieczem... Później były chyba jeszcze jakieś ataki, ale nie pamiętam już jak przebiegały... wciąż się nie mogłem obudzić... miałem kolejny sen (skończył się około 4:02). Uciekałem przed pewną postacią, ale mnie dogoniła, złapała mnie i wbiła mi z 10-cio centymetrowy nóż w prawą stronę klatki piersiowej... -> jak się obudziłem to postarałem się to miejsce uleczyć i zaszyć... dzisiaj w nocy już na pewno nie pójdę spać...

Hmm... znowu usnąłem ze zmęczenia (tym razem na fotelu)... nie wiem ile spałem... raczej niezbyt długo -> wstałem o 22:33 (brak ataków). Nie wiem czy jest sens to spisywać - spisując to mi chodzi o ukazanie tego ile dziennie sypiam...

Około 15:30? do około 16:00 - chwilowo przysnąłem - brak ataków... następnie od około 16:25? do około 16:55 to samo (ogólnie nie wiem dokładnie ile spałem... może 30 minut, a może jedynie 10... tak czy siak lekko wypocząłem - nie planowałem zasypiać, ale film mi się 2x urwał ze zmęczenia gdy się już położyłem).

Wstałem o 23:59 (nie wiem o której zasnąłem na fotelu - pewnie coś około 22:40?) - tak czy siak był atak - kilka postaci mnie otoczyło i nie dawało mi się ruszyć, ale po pewnym czasie mnie wybudziło i nie zauważyłem, aby coś mi się stało. Z tego co zauważyłem to był przy mnie opiekun, a przynajmniej tak mi się wydaje.

15/16.01.2012 -> Po 00:00? poszedłem na fotel i spałem do 2:15 - brak ataków... jakiś krótki? czas później ponownie poszedłem na fotel i spałem do 4:45 - brak ataków. Po? 5:30? poszedłem dalej spać i o 8:10 wybudził mnie telefon - wydaje mi się, że był przy mnie przez większość czasu opiekun (na którego wczoraj nakrzyczałem, że mnie nie broni i daje mnie ciąć itd!) - brak ataków.

Około 17? (nie wiem dokładnie) usiadłem na fotelu i usnąłem... spałem do 19:00 - brak ataków.

O 20:35 poszedłem na fotel i siedziałem/spałem do 22:20 - brak ataków -> następnie poszedłem do łóżka i spałem do 23:00 -> na początku widziałem różne astralne? postacie (neutralne/pozytywne)... później w końcowej fazie pojawiły mi się 2 postacie, które były mną zainteresowane, miałem wrażenie, że leżę we śnie (odzwierciedlało to leżenie na łóżku) i patrzyły na mnie z zaciekawieniem - nagle mnie wybudziło i gdy byłem jeszcze w stanie rozespania spojrzałem na prawo i zobaczyłem ledwo widoczną ale jednak humanoidalną postać, która była jakby pochylona nade mną (jak we śnie) i patrzyła na mnie (obraz tej postaci był przezroczysty, ale widoczne były w pewnym sensie kontury - ciężko to opisać w słowach jak dokładnie to wyglądało ale jakoś zmysłami się tą postać widziało - nie widziałem twarzy... tylko "kontury") -> bardzo minimalnie się wystraszyłem i od razu wstałem z łóżka -> po wstaniu dalej czuję, czyjąś obecność... wezwałem pomoc do usunięcia tego kogoś z mojego mieszkania (we śnie były 2 istoty więc pewnie tyle i tutaj w pokoju ich jest), ale nie wiem na ile zostanie mi ona udzielona. Nie lubię przebywać z niewidzialnymi istotami w pokoju... szczególnie jak mają szemrane zamiary... te niewidzialne humanoidy nie są fajne :/

Po przebudzeniu piekło mnie czoło - okazało się, że mam 2-3 lekkie cięcia na 3 oku, jedno większe bardziej z prawej strony od 3 oka oraz jedno malutkie przy prawej brwi - na 100% nie zrobił mi tego mój kot.

16/17.01.2012 -> Następnie poszedłem spać do pokoju obok (około 1:15?) i dopiero o 3:15 był atak - tylko nie wiem czy w nim oberwałem, czy byłem tylko biernym obserwatorem - często gdy jestem w astralu to widzę siebie (ale nie koniecznie wyglądam jak ja) z perspektywy 3 osoby - w tym konkretnym przypadku widziałem 3 dobre istoty, które zostały ostrzelane przez złych "agentów" (było to robione jedna postać po drugiej) - możliwe, że jakąś z tych postaci byłem ja - tylko nie czułem? ciosów podczas ostrzeliwania, ale idealnie wszystko widziałem (każdy nabój wchodzący w ciało ofiary) - możliwe również, że całą akcję tylko oglądałem z perspektywy 1 osoby -> gdy już wszystkie 3 postacie zostały "załatwione" to zobaczyłem 5-6 złych postaci idących w moim kierunku (widziałem to z perspektywy 1 osoby - tak często jest gdy te byty podejdą zbyt blisko mnie) i po chwili mnie wybudziło - nie wiem czy to było po to, aby pokazać mi ile było w sumie tych negatywnych bytów czy może dopiero po załatwieniu trzech dobrych postaci chcieli się dobrać do mnie? - tak w ogóle to po przebudzeniu czuję ogromny ucisk na klatce piersiowej co jest dość dziwne bo normalnie tak nie mam. Ewidentnie oddział "dobrych" nie miał żadnych szans - nie był to "zwykły" sen.

Około 9? może wcześniej? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać do łóżka - pod sam koniec mojego spania (9:30) we śnie zobaczyłem, że prawą nogą mam owiniętą w drut zrobiony z żyletek i moja noga fizycznie poczuła duży dyskomfort (w pewnym sensie ból) i fizycznie sama z siebie mocno zareagowała na to robiąc niekontrolowany ruch. Czyżbym wdepną w jakąś pułapkę? Nie widziałem tam żadnej postaci - jedynie owinięty wokół mojej nogi ten drut. Po wstaniu w miejscu zadanego mi bólu czuje pewien "dyskomfort" (tylna część łydki).

Nie wiem o której poszedłem spać, ale spałem jak "zabity" ;) - wstałem o 18:50 - brak ataków.

Nie wiem o której poszedłem spać, ale wszedłem w bardzo głęboki sen (podróżowałem poza ciałem i spotykałem się z pewnymi ludźmi) - wstałem o 21:45. Mniej więcej w środkowej fazie snu (już po pierwszym spotkaniu) miałem przy sobie takie jakby urządzenie? ochronne (składające się z wielu warstw kartek? - tak to się po prostu skrystalizowało we "śnie") w kształcie litery "H" (trzymałem je w rękach, a było ono całkiem spore - troszkę mniejsze od klatki piersiowej) i gdy przechodziłem obok pewnego negatywnego tłumu jakaś osoba nagle strzeliła do mnie bardzo silną energią (celowaną w głowę? - wiem, że jakbym nią dostał to doznałbym poważnych obrażeń) i ta energia, gdy przelatywała tuż nad linią moich włosów  (poczułem to bardzo dobrze) to urządzenie zadziałało (było ustawione na odbijanie tego typu energii) i wystrzeliło 6 takich kolorowych (z przewagą niebieskiego?) kwadratów (tworząc literę H) które wypchnęły ten pocisk (nie było go widać podczas pokazanej pracy urządzenia) w górę (który jednak prawdopodobnie trafiłby we mnie gdyby nie to urządzenie, bo było powiedziane, że ono chroni przed strzałami, które by we mnie trafiły - jakoś tak to zapamiętałem) i jest to na tyle przekonująca "historia", że ją spisuję. Gdy urządzenie zadziałało zniknął mi normalny sen i widziałem tylko te lecące w górę kwadraty - to było naprawdę ciekawe. Po tym zdarzeniu dalej wędrowałem i spotkałem się jeszcze z pewnymi ludźmi, ale w trakcie rozmowy się wybudziłem.

17/18.01.2012 -> Położyłem się przed? 5 i wstałem o 5:25 - gdy zasypiałem ("odpływałem") i wchodziłem już lekko w sen, to za każdym razem gdy to się działo następowało takie (mocno fizycznie odczuwalne) szarpnięcie na 4 czakrze i w tym samym czasie pojawiał się dodatkowo dźwięk w mojej głowie np. odgłos jaki wydaje puszczona struna lub coś podobnego (różne były dźwięki) - po takim szarpnięciu moje serce "włączało" szybsze obroty oraz na mojej czakrze zaczynałem odczuwać pewien ucisk... tak czy siak dziwne to było więc wolałem na wszelki wypadek wstać (już nie raz miałem to doświadczenie, ale bardzo rzadko słyszałem przy tym dźwięk - a dzisiaj bodajże za każdym razem go słyszałem)... nie czułem przy tym żadnego lęku czy czyjejś "podejrzanej" obecności... możliwe, że to jakaś dobra energia we mnie wpada ;) - to doświadczenie jest jeszcze dla mnie jedną wielką tajemnicą ;) ale powoli coś się zmienia (słyszenie dźwięku). Obecnie nie odczytuję tego jako atak na moją osobę, ale też chcę pokazać jak łatwo jest pomylić atak z wpadnięciem dobrej energii w ciało lub czakry.

Około 6:50 poszedłem spać, wstałem o 8:30 - brak ataków.

O 9:12 kładę się spać, a o 12:12 wstaję - brak ataków.

O około 17:15 kładę się spać, a o 19:51 wstaję - brak ataków.

18/19.01.2012 -> O 1:37 kładę się spać, a o 1:54 wstaję gdyż miałem atak we śnie. Miałem kilkuosobową obstawę, ale nie powstrzymało to mojego przeciwnika aby się na mnie rzucić - widziałem dwa negatywne byty- jeden rzucił się na opiekuna? a drugi prosto na mnie i złapał mnie swoją ręką i mniej więcej w tym momencie wróciło mnie do ciała (lekko się wystraszyłem). Następnie kilka minut później postanowiłem jeszcze raz spróbować zasnąć -> miałem we śnie jeszcze większą obstawę (ale co jakiś czas jeden z opiekunów musiał odejść - w sumie odeszło chyba dwóch, ale i tak sporo ich zostało przy mnie) -> w pewnym momencie musieliśmy się zatrzymać i znowu chyba było dwóch wrogów (byli zamaskowani jako "normalni" przechodnie). Jeden z opiekunów dał mi znak, że to wróg i po króciutkiej wymianie z tym negatywnym bytem wzroku od razu go zaatakowałem, a ten z kolei się na mnie rzucił i zdołał mnie złapać swoją ręką (nie wystraszyłem się zbytnio - byłem w miarę świadomy co się działo) i w tym momencie mnie wróciło do ciała (3:10) -> Po spisaniu tego poszedłem jeszcze pospać i we śnie miałem przy sobie 3? opiekunów i gdy zza drzwi wyszła zła postać (działo się to w korytarzu, a nie jak wcześniej na otwartych przestrzeniach) to została szybko pokonana (byłem z tyłu, a opiekunowie z przodu przy drzwiach) (wstałem o 4:21) -> na razie starczy tego spania (thx za ochronę).

Około 7 idę spać, a o 9:40 wstaję - brak ataków.

19/20.01.2012 -> Około 22:30 kładę się spać, a o 1:05 wstaję gdyż był atak we śnie - na końcu ten byt wystraszył mnie nagłym wtargnięciem przez drzwi i od razu wróciło mnie do ciała. Zresztą cały sen był mocno negatywny i miejscami przerażający.

O 5:37 kładę się spać, a o 8:42 wstaję - brak ataków.

O 10:14 kładę się spać, a o 12:26 wstaję - brak ataków.

20/21.01.2012 -> Kładę się spać o 00:50, a wstaję o 2:20 -> miałem pod sam koniec atak we śnie -> postać ziała do mnie straszną nienawiścią i puściła ją w moją 4 czakrę (taki strzał)... po obudzeniu się od razu poczułem jakby ciałe moje ciało oberwało (nie wiem jak to dokładnie opisać), a na 4 czakrze czuję ten strzał i nie jest to fajne... Zrobiłem sobie 20 minutowy healing -> trochę pomogło... dodatkowo kryształem górskim pooczyszczałem to miejsce.

Około 5 poszedłem spać do pokoju obok... wstałem o 8:13 - sen pod koniec spania robił się "negatywny", ale był przy mnie opiekun i wybudziłem się bez strat.

Spałem chyba jakiś czas w małym pokoju (około 19?), ale niestety nie pamiętam zbytnio co się wydarzyło w tym okresie - chyba brak ataków?

21/22.01.2012 -> O 21:50 kładę się spać, wstaję o 00:34 - brak ataków.

O 13:17 kładę się spać, a o 18:37 wstaję - brak ataków.

22/23.01.2012 -> O 8:30 kładę się spać, a o 8:40 wstaję gdyż jakaś ciemna? postać z lewej strony łóżka ucisnęła mi swoimi palcami lewą stronę brzucha co mnie wybudziło i to był koniec mojego spania :/

Około 8:50? poszedłem ponownie spać, wstałem o 11:55 - na samym końcu był atak - chyba był przy mnie opiekun, ale poczułem jakiś mocny strach we śnie -> byłem w ciemnym pomieszczeniu i miałem wrażenie jakby gdzieś w oddali był jeden lub kilku zakapturzonych reptilian - po wstaniu moje serce szybko biło i potrzebowało trochę czasu, aby się uspokoiło.

23/24.01.2012 -> Przed? 1 w nocy poszedłem spać, wstałem o 2:50 - pod sam koniec szedłem w tłumie ludzi z opiekunem - po chwili mnie wybudziło - brak ataków.

Po 4 (ale nie wiem dokładnie o której) poszedłem na fotel i trochę drzemkałem, a o 6:30? wstałem - brak ataków.

O 6:40 poszedłem spać, a o 7:59 wstałem - gdy leżałem we śnie doznałem pewnego ataku - jakaś postać zamachnęła się na mnie jakimś kijem/mieczem -> nie widząc jeszcze tej postaci poczułem jakby ucisk na aurze i nawet rękami się zasłoniłem przed potencjalnym ciosem, ale po chwili wstałem i zobaczyłem mojego przeciwnika z jakąś bronią w ręku -> powstrzymałem i przegoniłem tego kogoś - następnie sen toczył się dalej i pojawił się przy mnie opiekun - dopiero za jakiś dłuższy czas mnie wybudziło.

Po? 18? kładę się spać, a wstaję o 20:02 - brak ataków.

O 22:10 kładę się spać, a o 23:20 wstaję - były 2 ataki - pierwszy to straszenie mnie w nocy, że HAARP mnie "grzeje" (nic mi się nie stało - tak sądzę? -> na dodatek mnie nie wybudziło tylko dalej kontynuowałem "sen"), a drugi to pokazanie mi z bliska mojego kotka, który najadł się szkła i umierał - na szczęście jakoś nie wpadłem w emocjonalną panikę (choć wołałem mamę) i po prostu wróciło mnie do ciała.

24/25.01.2012 -> O O 1:06 kładę się spać, a o 1:46 wstaję gdyż miałem atak we śnie. Rzucił się na mnie jakiś sporych rozmiarów kot, ugryzł mnie w lewą nogę i nie chciał puścić -> czułem jego "szczękę i zęby" wbijające się w moją skórę. Była przy mnie również jakaś postać (opiekun?) i mówiłem do niej, aby zabrała tego kota... zaczęła to robić, ale musiałem mocniej przycisnąć słowem tą osobę, aby się solidniej zabrała do pracy, ale nie mniej jednak zadanie chyba nie wyglądało na łatwe -> gdy kot był zabierany to czułem jak jego zęby przesuwają się po mojej skórze - tak czy siak w trakcie tej operacji mnie wybudziło i to całkiem gładko - po wstaniu na nodze czuję pewne uciski w miejscach ugryzienia i lekkie dyskomforty, ale to w sumie normalne po takim czymś. Tutaj wydaje mi się, że nie byłem poza ciałem lecz było to coś na pograniczu snu, a stanu pomiędzy realem a snem - jednym słowem uważam, że ten byt był (i pewnie dalej jest) w moim pokoju i po prostu chapsnął mnie za nogę. Zrobię sobie pewne oczyszczanie tego miejsca gdyż jest już 2:45, a mnie wciąż tam lekko "boli".

Po 5:45? poszedłem spać, a o 8:55 wstałem - brak ataków.

Jakiś czas później (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać na fotel... spałem do 12:52 - brak ataków.

25/26.01.2012 -> O 21:44 idę spać na fotel, a wstaję o 21:41 (brak ataków) idąc jednocześnie do łóżka i śpiąc do 00:12 -> pod sam koniec miałem atak... pewna postać, której w realu ufam (kamuflaż tego byta) objęła mnie ramieniem we śnie i tak szła ze mną, ja to jej ramię co chwilę zdejmowałem, a ta postać ponownie mnie łapała... (opiekun tak nie robi), na szczęście ostatecznie uwolniłem się spod wpływów tego kogoś i jeszcze pod sam koniec pokazano mi pewną "brutalną" scenę, ale nie wystraszyłem się i mnie wybudziło.

Po 7 poszedłem spać, a wstałem o 8:30 - brak ataków.

Lekko po 19:45? poszedłem na fotel, a o 21:25 wstałem, gdyż pod sam koniec miałem atak we śnie -> jakaś dużych rozmiarów czarna energia do mnie przyleciała, otoczyła mnie i mimowolnie mnie wystraszyła - ja jako tako sam z siebie się nie wystraszyłem, ale ten byt na mnie narzucił wystraszenie się i poczułem stratę energii na 4 czakrze.

26/27.01.2012 -> Około 21? byłem w łazience i miałem bardzo silne odczucie, że ktoś stoi za mną... Po 22? poszedłem spać do małego pokoju, a o 00:38 wstałem gdyż miałem atak we śnie -> ten byt uderzał we mnie? lub wytwarzał pewne uderzenia, które powodowały nieprzyjemną falę, która do mnie dochodziła?... nie wiem jak to dokładnie wyglądało... tak czy siak nie było to pozytywne doświadczenie i moja czakra raczej na pewno trochę ucierpiała.

Lekko przed 3:00 położyłem się na podłodze i usnąłem... i już kilka minut później miałem atak we śnie :( Aby mnie wystraszyć pokazali mi jak moja głowa wybucha i mnie wystraszyło samowolnie na 4 czakrze... na głowie też poczułem dziwne doznania.

Po 7? poszedłem spać do małego pokoju -> wstałem o 8:25 z powodu ataku.

O 12:19 postanowiłem pójść spać, ale już o 12:44 musiałem się ewakuować, gdyż zostałem zaatakowany we śnie przez jakiegoś małego stwora, który zaczął szybko wszędzie biegać i celować swoją osobą w moje nogi -> był przy mnie opiekun, ale nic specjalnego z tym zrobić nie mógł (siebie i opiekuna widziałem w 3-ciej osobie, a przy próbie wybudzenia się widziałem już swoimi oczami - osobiście uważam, że zawsze gdy widzę siebie w 3-ciej osobie to jestem poza ciałem) -> na szczęście zorientowałem się co się dzieje i włączyłem szybką procedurę wybudzania się (powrotu do ciała) i nie odczułem, żadnych start energetycznych :)

Około 19:30? do około 20:05 leżałem/spałem - brak ataków.

27/28.01.2012 -> O 1:45 kładę się spać, a o 2:05 wstaję - pod sam koniec miałem jakiś channeling i słyszałem głos w głowie -> zdania były sensowne i historyjka była ciekawa -> słuchałem z zaciekawieniem, aż tu nagle pojawił się jakiś straszny, czarny koń na ścianie i mnie wystraszyło (strata energii) i szybko wstałem. Podczas tej całej przemowy miałem też pewne "wizje", co dodatkowo mnie wciągnęło w "słuchanie"... a co ciekawe, gdy na chwilkę otworzyłem oczy to urwało mi słyszenie tego dialogu... a gdy ponownie je zamknąłem to dalej słyszałem ową mowę. Wydaje mi się, że jeszcze trochę wcześniej straciłem energię w jakimś ataku.

Około 2:30 usnąłem na fotelu -> wstałem o 3:15 dopiero po ataku :/

O 3:30? lub później? poszedłem spać, a o 5:55 wstałem - przed samym wstaniem zobaczyłem w powietrzu samą rękę (od ramienia po same palce), która miała zaciśniętą pięść i ewidentnie chciał mi przywalić - na szczęście od razu zorientowałem się o co chodzi i otrząsnąłem się a ręka znikła. Domyślam, się że koło mojego łóżka z prawej strony stała cała postać, no ale było widać tylko tą część ciała - ciekawe...

Nie wiem o której poszedłem spać (o 9?), ale wstałem o 12:40 i chyba pod koniec był jakiś atak.

Nie wiem o której poszedłem spać (o 17?-18?), ale wstałem o 20:27 i pod sam koniec był atak gdzie pokazane było jak mój kot zaczął się topić w wannie (pyszczek już był zanurzony pod wodą), ale szybko go wyjąłem i w sumie nic mi oraz kotu się nie stało (uff) -> po uratowaniu kota wróciło mnie do ciała.

28/29.01.2012 -> Nie wiem o której poszedłem spać (22?-1?), ale o 5:00 wstałem gdyż była próba ataku pocałunkowego, ale nie udał się atak temu bytowi i mnie wybudziło.

Chyba około 6? poszedłem ponownie spać i spałem do 10:41 - brak ataków.

Około 19:30? poszedłem spać, a o 21:16 wstałem - na samym końcu miałem bardzo silne odczucie czyjejś negatywnej obecności... wręcz bycia tuż koło mnie -> otworzyłem oczy i wstałem -> nie będę ryzykować :)

29/30.01.2012 -> Około 3? poszedłem spać, a 4:20 wstałem - brak ataków -> jakieś 2-3 minuty później idę dalej spać... i dopiero o 5:38 wstaję -> w nocy brałem udział w pewnej misji... przeprowadzałem ją z pewną osobą... nawet jakiś kosmita nam pomagał... pod sam koniec musieliśmy przebiec niezauważeni przez pewien teren (ludzie, którzy tam byli nas nie widzieli), ale ktoś niewidzialny zaczął nas ścigać i wiedziałem, że mnie złapie jak się nie rozłączę i nie wrócę do ciała... tak też zrobiłem -> pomimo iż nie pamiętam pierwszej połowy misji to wydaje mi się, że zakończyła się ona powodzeniem.

O 15:48 kładę się spać, a o 18:30 wstaję - brak ataków.

30/31.12.2012 -> O 22:24 kładę się spać, a o 1:06 wstaję - brak ataków.

Około 5:05 kładę się spać, a o 5:15 mam atak we śnie -> była postać która wywoływała we mnie bardzo duży strach, ale co ciekawe ja odchodziłem od niej, aż udało mi się chyba ją nawet zgubić... i po chwili mnie wybudziło. Za niedługi czas idę ponownie spać... i dopiero o 8:15 miałem kolejny atak -> nie mniej jednak pomógł mi opiekun i jakoś nic specjalnego mi się nie stało.

Około 9:30? kładę się spać, a wstaję o 12:55 -> chyba w sumie były jakieś 1-2 ataki? -> nie jestem pewien...

Po 19:16 kładę się spać, a o 21:05 wstaję gdyż miałem atak :/

[LUTY 2012]

31.01.2012/01.02.2012 -> Po 1 poszedłem drzemkać... na początku widziałem w swoim pokoju jakąś podejrzaną postać... a na samym końcu (około 2:45) dostałem jakąś wiązką lasera po plecach (dobrze to czułem).

Około 9:50 idę na fotel... a o 12:53 wstaję - brak ataków.

O 14:50 kładę się spać, a o 16:15 wstaję gdyż miałem "negatywny sen" - co ciekawe starałem się w nim stawiać opór ale było to dość trudne i na szczęście mnie wybudziło.

01/02.02.2012 -> Po 22? (może później?) kładę się spać i wstaję o 3:05 - brak ataków.

O 8:35 kładę się spać, a o 8:43 mam atak we śnie, ale nic mi się specjalnie nie stało. Poszedłem jeszcze na chwilkę dalej spać... wstałem o 9:05 i nie było już w tym czasie ataków?

Przed 16? poszedłem spać -> wstałem o 17:35 - brak ataków.

Jakiś czas później idę spać... wstaję o 23:00 - brak ataków.

02/03.02.2012 -> Około 0:57? idę spać... we śnie jakiś fałszywy kot się do mnie przytulał... ale na szczęście go przegoniłem... następnie już przed samym wstaniem (1:05?) jakaś negatywna postać ciągle mnie budziła (złośliwie kopała mnie po nogach) gdy chciałem pójść spać we śnie - ogólnie nic mi się chyba nie stało podczas tych dwóch ataków - kiedyś bywało znacznie gorzej.

Około 2:28 idę ponownie spać... wstaję o 4:38 -> miałem minimum dwa ataki... jeden spowodował bardzo duże uczucie strachu na 4 czakrze (widziałem we śnie jakąś ciemną zjawę? -> nie wybudziło mnie to -> sen był kontynuowany), a później jakaś postać złapała mnie za rękę i również poczułem na 4 czakrze strach -> jak na razie wystarczy tego spania.

Około 10:40? kładę się spać, a o 13:05 wstaję - brak ataków.

Po 18:55 kładę się spać, a o 21:32 wstaję z powodu ataku we śnie. Na początku byłem z dwoma opiekunami? i wszystko było ok... następnie wszedłem z nimi w tłum ludzi i opiekunowie? gdzieś przepadli, a ja po chwili dostałem wiązką? energii? w górną część pleców... możliwe, że dostałem również przy okazji lekko w tył szyi czy tył głowy... nie jestem pewien... na pewno najmocniej uderzenie poczułem z tyłu pleców. Zrobiłem sobie ~10 minutowy healing tego miejsca aby je oczyścić - niemniej jednak gdzieś tak w połowie healingu zauważyłem, że "coś" psuje moją wizualizację (włamanie ciemnych sił?) i nie za bardzo mogłem nad tym zapanować i dlatego trwał on tylko tyle.

03/04.02.2012 -> Po 23:12 poszedłem spać, a o 00:37 wstaję - był na końcu pewien atak, ale chyba nic większego mi się przy nim nie stało?

Po 00:58 kładę się spać, a o 1:38 wstaję - było coś podejrzanego pod koniec. Jakoś mam silną potrzebę snu (nie jestem hipnotyzowany)... dlatego ciągle próbuję spać... mimo tych ataków.

Po 1:52 kładę się spać, a o 2:53 wstaję - był drobny atak pod koniec - nawet nie wiem dokładnie kiedy się zaczął.

O 2:56 idę na fotel i wstaję o 3:43 - brak ataków.

Między 7:10 a 9? poszedłem spać -> wstałem o 10:40 - raczej brak ataków.

04/05.02.2012 -> Po 23:17 kładę się spać, a o 3:00 wstaję z powodu ataku jakiejś humanoidalnej, reptiliańskiej jaszczurki, która miała kolce i gadała. Co ciekawe bardzo długo jak na atak próbowała mnie podejść ("otworzyć mnie"), ale jej się to nie udawało - nie miała kamuflażu jak to zwykle bywa z postaciami mnie atakującymi i mój system ochronny (podświadomość?) nie dopuszczała do "bliższego spotkania". Niestety w końcu znalazła sposób aby okraść mnie z energii :( Tak ogólnie to jeszcze przed pojawieniem się "jaszczurki" moje sny nagle zrobiły się dość mroczne.

Około 7:47 kładę się na łóżku i za jakieś kilka minut zasypiam -> o 7:59 zostaje zaatakowany we śnie, ale stawiłem wrogowi opór i nie poniosłem żadnych energetycznych strat. Gdy wyszedłem ze snu czułem jeszcze czyjś dotyk na swoich kolanach. "Zmysły mi podpowiadają", że była to jakaś humanoidalna, niewidzialna postać.

Nie wiem o której poszedłem spać? Około 17? -> wiem, że około 18:30 wstałem - brak ataków.

Po 22:30 kładę się spać i śpię do 23:50... pod sam koniec chyba był atak, ale nie jestem pewien?

05/06.02.2012 -> Około 2:20 podsypiałem na fotelu - czułem, że moje myśli nie są idealnie czyste - ktoś przy nich na pewno majstrował -> nawet raz mnie ten byt wystraszył powodując u mnie widzenie z otwartymi oczami negatywnej halucynacji -> gdy usnąłem o 2:44 miałem atak we śnie, ale nic mi się nie stało -> przeniosłem się do łóżka -> miałem tam z 4-5 ataków we śnie, ale z każdego gładko się wybudzałem -> wstałem o 3:15, bo nie chciałem już kusić losu. Oczywiście mogłem ponieść jakieś małe straty przy tych atakach, ale ogólnie było dość dobrze jak na moje oko.

Około 5:15? poszedłem spać na fotel... o 5:18 oberwałem lekko we śnie... następnie mocniej około 6:20.

Jeszcze przed 8 trochę leżałem, ale ten byt wszczepiał mi w głowę swoje negatywne myśli i gdy wpadałem w sen robiło się "negatywnie" - tak czy siak nic mi się nie stało.

Po 19:40 (ale nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o ~22:55 wstaję - nie jestem pewien czy pod koniec nie było jakiegoś ataku... a tak poza tym to było spokojnie.

06/07.02.2012 -> Po 00:15 idę na fotel -> zasypiam i śpię mniej więcej do 2:05 - nie jestem pewien czy nie było czegoś pod koniec? Na wszelki wypadek wolałem wstać.

O 2:50 kładę się spać, a o 5:18 wstaję - było coś podejrzanego we śnie pod sam koniec... ale nie jestem pewien czy miało to znamiona ataku - tak czy siak nic mi się nie stało.

Przed 7? (nie jestem pewien) kładę się spać, a wstaję o 8:25 - brak ataków.

Po 18:15 (nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 20:12 wstaję gdyż zostałem zaatakowany "we śnie" - niestety nie udało mi się uniknąć straty energii z 4 czakry :/

07/08.02.2012 -> O 4:00 idę na fotel, ale już za chwilkę przywitał mnie koszmar (4:06) i musiałem się ewakuować... nawet jeszcze przed samym snem słyszałem jakąś głośną myśl w głowie... to właśnie jest wpływ tych demonów na mózg człowieka no i to błyskawiczne wpadanie w sen (koszmar)... z tego co się zorientowałem to atak był na 7 czakrę. Jeszcze trochę później próbowałem siedzieć na łóżku, ale bardzo szybko wpadałem w sen więc musiałem też uciekać. Siedzenie przed komputerem wydaje się obecnie najlepszym rozwiązaniem.

O 5:24 jakoś tak poczułem się lepiej... hmmm może ten byt "zszedł" z mojej głowy? Za kilka minut poszedłem spać... wstałem o 6:30 - brak ataków.

Trochę po 7:14 poszedłem spać... wstałem o 12:11 -> brak ataków.

Około 14:00 kładę się spać, a o 17:20 wstaję - brak ataków.

08/09.02.2012 -> Około 1:00? kładę się do łóżka i sobie na nim leżę... w końcu usypiam i zostaję zaatakowany we śnie o 1:42. Pokazali mi moją rękę jak coraz mocniej krwawi... w końcu się wystraszyłem tego krwawienia.

Za jakiś czas idę ponownie spać... zostaję zaatakowany jeszcze 2? razy i o 4:27 wstaję.

Za jakiś czas idę ponownie spać... zostaję zaatakowany w stanie pomiędzy realem, a snem o 5:13 gdzie na początku widzę siebie w łóżku i nagle niby moja mama mówi mi, że coś mi pokaże... przystawia telefon komórkowy do mojej twarzy i nim uderza o moją lewą stronę twarzy i przy tym jest wydawany taki jakby mechaniczny odgłos. Nie podobało mi się to i broniłem się gdy to się działo. Po wszystkim mówię mamie, że było to straszne i po chwili widzę chudego kosmitę który jest nade mną pochylony i po chwilce ponownie mnie atakuje w tym samym miejscu -> uderza mnie palcami albo jakimś małym trzymanym w ręku urządzonkiem z kolcem? i za chwilę się budzę. Nieźle się zakamuflował... Po obudzeniu się czuję w tamtym miejscu ucisk i pewien ból :( Może mi coś tam wstrzyknął? a w najlepszym wypadku mnie nieźle podziurawił :( Przyłożyłem sobie tam kryształ górski... może coś pomoże :/ -> wezwałem też opiekunów aby pomogli mi uzdrowić to miejsce... wykonałem również pewien drobny healing w tamtym miejscu... ale to nie zmienia faktu, że mimo tych "zabiegów" wciąż mnie tam boli... ogólnie z jakiegoś powodu muszą być te doświadczenia dopuszczone do mnie, bo proszę o pomoc a jednak obrywam... tak czy siak wszystko co złe kiedyś się kończy :)

Po 19:30 idę spać na fotel, a o  21:40 wstaję - był atak pod koniec.


4 rany do kilku centymetrów

A to znalazłem o 17:50 na swoim prawym barku... może to po jednym z ataków? - na pewno nie jest to zrobione przez kota.

Około 18:00 kładę się do łóżka i urywa mi się film - dopiero o 22:41 wstaję zdziwiony, że spałem... - brak ataków.

09/10.02.2012 -> Po 17:20 zasypiam na łóżku... właściwie to mój organizm mnie wyłącza... i dopiero o 19:26 budzę się zdziwiony, że zasnąłem, ale na szczęście nie było ataków :)

Około 20:00? położyłem się spać... a o 22:07 wstaję z powodu ataku we śnie. Niestety, ale straciłem trochę energii... nawet czułem jego dotyk na swoim ciele brrr... na chwilę przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem, ale ten ktoś był niewidzialny więc nie mogę powiedzieć jak wyglądał ;) Dodam jeszcze, że jego dotyk powodował u mnie pewne skurcze mięsni...

10/11.02.2012 -> Około 1:30 przysypiałem na fotelu i postanowiłem pomachać rękami nad głową, aby odciąć wszelkie negatywne byty, które ewentualnie mogły się pode mnie podczepić i co ciekawe po zrobieniu tego "zabiegu" poczułem się znacznie mniej senny!

O 4:05 usypiałem na fotelu (a może byłem usypiany?) i ten byt wytwarzał u mnie sny, które mnie straszyły, ale szybko je przerywałem i po chwili uciekłem z fotela. Kilka minut później około 4:10 poszedłem do łóżka... siedziałem sobie na nim i około 2 minuty później na chwilkę sam z siebie? zamknąłem oczy (nawet nie wiem kiedy) i widzę przed oczami lecącą w moim kierunku rękę z zaciśniętą pięścią -> uderza mnie prosto w twarz i moja fizyczna głowa odskakuje do tyłu! Nie było to zbytnio bolesne, ale jednak było to odczuwalne. Tak czy siak czuję tego kogoś u mnie w mieszkaniu... chyba nie chce sobie pójść... wołanie opiekunów itp. też jakoś nic nie pomaga... Oczywiście przy tych atakach straciłem trochę energii z czakry...

Jest już 6:15, a ten byt cierpliwie czeka i jak ma okazję to próbuje mnie wciągnąć w sen i tam mnie zaatakować... kilka razy prawie mu się już udało, ale staram się jak mogę aby nie usnąć... po prostu nie mogę się zbytnio "rozluźnić".

Jeszcze lekko po 7 wciąż mocno "osaczał" mój mózg... nawet raz mnie wciągnął w sen, ale jakoś udało mi się (ledwo co) z niego wydostać... tak czy siak około 7:50 czuje już mniejsze "parcie" na mój mózg. Może dał sobie już spokój? Tak czy siak będę czujny.

Po 9:40 odchodzę od komputera... i za jakiś czas... (nie wiem dokładnie jaki) kładę się do łóżka i usypiam... śpię do 13:05 - wydaje mi się, że nie było żadnego ataku?

Około 23 i lekko wcześniej usypiałem na fotelu i przy łóżku i od razu wpadałem w "sen / wizję" - nie sądzę, aby było to dla mnie pozytywne dlatego od razu to przerywałem. Coraz mocniej chce mi się spać...

11/12.02.2012 -> Około 00:00 miałem z 2? ataki (tylko po chwilowym zamknięciu oczu)... następnie jakoś usnąłem i o 1:51 miałem kolejny atak (we śnie)... Ogólnie każdy taki atak to jakby dostać mocno z kopniaka w klatę. Moja czakra serca czuje się kiepsko :/ Po jednym takim ciosie człowiek czuje się nijak, a po trzech to ja się wewnętrznie trzęsę... a możliwe, że było tych ataków więcej... po prostu nie spisywałem tego na bieżąco.

Ogólnie jeden taki silny cios można porównać do ciosu zadanego mi kilka dni temu przez reptiliana... Skoro jeden cios był dość silny to co dopiero przyjąć na siebie kilka takich ciosów w jedno miejsce...

Lekko? po 2:51 usypiam przed komputerem. O 3:26 obsiadają mnie z obu stron we śnie negatywne postacie (choć wyglądają na pozytywne) i zostaję 2x pocałowany przez demona w lewy policzek (mniej więcej podobne miejsce gdzie kilka dni temu kosmita bił mnie po twarzy) - co ciekawe po obudzeniu się poczułem chyba? jeszcze 3-ci pocałunek (specyficzny ucisk) - oczywiście to takie demoniczne pocałunki, które kradną Ci energię, ale i tak nie było tak źle w porównaniu z tymi kopniakami co wcześniej. Nawet się nie zorientowałem, że usnąłem. Po obudzeniu się czuję trwały ucisk tam gdzie byłem całowany. Jeszcze dodam, że we śnie ja to widzę jako pocałunki, ale co to dokładnie jest i co to robi to trudno powiedzieć. Na pewno jedną z opcji jest otworzenie mnie i okradnięcie z energii... ale czemu po przebudzeniu czuję tam ucisk? może obsmarowali mnie tam negatywną energią? albo to jakaś swojego rodzaju rana? albo zrobił się tam blok energetyczny? hmmm...

O 13:48 postanowiłem szybko pójść spać (gdyż ostatnio sporo zasypiam w nocy, a dużo mniej w dzień) ale już o 15:20 zostałem zaatakowany we śnie przez... reptilian! Po prostu pojawili się w moim śnie, a ich sama obecność spowodowała wystraszenie się mojej czakry oraz mojego serca. Ciekawe czemu zaczynają się pojawiać w formie gadów... może aby mnie lepiej wystraszyć? może podstępny kamuflaż "człowieka" im się znudził? a może to kolejny ich kamuflaż aby lepiej mnie straszyć? tak czy siak sądzę, że to ich prawdziwa natura... ale mogę się mylić... zobaczymy czy jeszcze coś przyszłość mi rozjaśni w tej kwestii... dodam jeszcze, że ogólnie miałem wrażenie jakby się oni teleportowali z jakiegoś miejsca wprost w mój sen... W sumie jeszcze gdy się położyłem zostałem postrzelony jakimś strzałem... wszedł przez nogę i uderzył w czakrę serca... no i co ja mam o tym myśleć? hmmm... może to jakiś dobry strzał? a może nie... tak czy siak jest nijak... problem ze spaniem mam spory... jakieś strzały, reptilianie, demoniczne pocałunki... powoli robi się to męczące... o ile "powoli" to dobre słowo.

12/13.02.2012 -> Około 00:05 idę na fotel... ale niestety w ciągu 10 minut zostałem dwukrotnie zaatakowany... 15? minut później kładę się do łóżka, ale o 1:48 zostaję zaatakowany we śnie... Właściwie nawet nie było widać specjalnie jakiegoś ataku. Byłem razem z opiekunem? w miejscu gdzie było kilka postaci... i nagle gdy jedna zaczęła się śmiać (odpowiadając mi na pytanie) moje serce zaczęło bardzo szybko bić i tym podobne objawy jak przy typowym ataku ech... Dodatkowo negatywne motywy przeszywały poprzedni sen... to się nie bierze z niczego.

Po 2:10 usypiam przed komputerem i było coś podchodzącego pod atak... chyba w tym przypadku nie da się tego rozpoznać, ale moim zdaniem był to jako taki atak - wydaje mi się, że nic mi się nie stało... nie zapamiętałem wszystkich objawów i odczuć podczas snu. Wydaje mi się również, że był przy mnie opiekun, ale nie jestem tego pewien na 100% - ale były pewne dobre postacie koło mnie, a ta "zła" była oddalone ode mnie o kilka metrów -> w pewnym momencie zaczęła się ona na mnie drzeć i mnie wybudziło (~3:42). Ogólnie jeszcze dzisiaj miałem (tylko wcześniej) np. gdy na chwilkę zamknąłem oczy to wręcz fizyczne odczucie dotyku nogi - takie jakie występuje przy atakach - więc domyślam się, że to coś kręci się po moim mieszkaniu. Ciężko jest też nie spać jak organizm sam wręcz usypia ciało.

13/14.02.2012 -> Około 20:00 wyłączam komputer i chyba idę spać? albo za jakiś czas idę spać? (nie pamiętam) -> tak czy siak wstaję o 4:38 i nie zauważyłem aby był jakiś atak.

14/15.02.2012 -> O 1:10 kładę się spać, ale od razu wpadam w negatywny sen i po chwili budzę się z szybko bijącym sercem :/ O 2:11 próbuję ponownie -> tym razem na fotelu siadam... ale już 10 minut później muszę uciekać z tego samego powodu.

Od około 12:30 do około 13:00 spałem - brak ataków.

O 13:50 kładę się spać, a o 17:00 wstaję - brak ataków.

15/16.02.2012 -> Około 7? kładę się spać... Wstaję około 8:33. Na samym końcu był atak we śnie: widziałem kogoś w kapturze, kto miał wziąć mojego małego kotka w ręce... ja mu go podałem... ale zauważyłem, że nie jest to człowiek tylko wielka reptiliańska jaszczurka... i nagle się zorientowałem, że to atak i że zaraz zmiażdży mojego kotka w swoich reptiliańskich łapach i nastąpi wystraszenie więc natychmiast uruchomiłem procedurę błyskawicznego wybudzania się i udało się! hehe! Nie ma to jak skuteczna ucieczka przed złym gadem :)

16/17.02.2012 -> Około 23:25 kładę się spać, a o 00:00 wstaję gdyż było coś podejrzanego w moim śnie... a raczej w stanie pomiędzy realem a snem - miałem wrażenie i czułem jakby jakiś promień czy coś takiego? (nie wiem co to było) dotykało mojej lewej strony szyi - wydawało mi się również, że ktoś kto to robił, był nade mną pochylony - nie widziałem go, ale miałem wrażenie (po pewnym czasie, a trwało to wszystko dość krótko), że był to jakiś kosmita, ale nie widoczny dla mojego wzroku)... tak czy siak dobrze, że mnie za chwilkę wybudziło. Po wstaniu odczuwam tam ucisk lub pewnego rodzaju dyskomfort.

Za jakąś godzinę? zamknąłem na chwilkę oczy i miałem wizję otworzonego oka, "galaktyk" itd... i po chwili przyglądania się temu usłyszałem silny dźwięk - miałem wrażenie jakby to był jeszcze jakiś strzał tego kosmity w moją szyję. Tak czy siak przykładam sobie kryształ w to miejsce, bo ewidentnie czuję, że coś mi się tam stało.

Między 5 a 7 poszedłem spać do pokoju obok... wstałem o 12:12... brak ataków.

Około 21:40 trochę sobie leżałem, ale musiałem wstać, bo prześladowały mnie uporczywe, negatywne myśli (było to połączone z niechcianą "głęboką wizualizacją" - coś jakby wpadanie w negatywny sen)... zauważyłem, że dużo częściej one występują gdy leżę niż jak siedzę... Oczywiście jak wstałem to wszystko nagle ustąpiło. Machanie nad głową rękami podczas tego ataku nic mi nie pomogło - choć czasem pomaga - różnie z tym bywa.

17/18.02.2012 -> Około 00:34-00:40 kładę się spać, a o 1:26 wstaję - chyba brak ataków, ale nie jestem tego pewien na 100%. Jakby coś to był przy mnie opiekun.

O 11:49 lub 12:33 poszedłem spać (w mniej więcej pozycji embrionalnej - z tego co wiem jest to najlepsza pozycja obronna, a pozycja na plecach [w jakiej śpię normalnie] najgorsza - ale niemniej jednak był czas, że jakoś nie zauważałem, aby to coś dawało, a sporo kombinowałem z różnymi pozycjami więc olałem se spanie w pozycjach "niewygodnych" - może teraz ponownie zacznę kombinować? sam nie wiem...) -> spałem do 13:20 - brak ataków.

O 15:18 poszedłem spać a o 17:41 wstaję - na samym końcu był atak we śnie :/

O 23:10 kładę się spać, a o 23:28 mam atak we śnie, przy którym tracę energię z 4 czakry (coś się na mnie położyło?), a jeszcze przed uśnięciem miałem pewną halucynację z otwartymi oczami - to świadczyło już o obecności tego byta - następnym razem będę pamiętać, aby się ewakuować gdy coś takiego zobaczę, a będę miał ochotę pójść spać. Jeszcze dodam, że to coś co się na mnie położyło chyba było całkiem sporych rozmiarów - tak mi się wydaje - humanoidalna, niewidzialna postać. Na dodatek możliwe, że był to jakiś kosmita... gdyż śnił mi się jakiś w śnie kilka chwil przed atakiem.

18/19.02.2012 -> Około 23:35? idę spać, a o 1:10 wstaję z powodu ataku... jeszcze po ataku lekko przysnąłem i czułem na swoich kolanach dotyk tego kogoś (ten byt był niewidzialny i chyba chciał na mnie się wdrapać?), ale na szczęście od razu się zorientowałem co się dzieje i się ewakuowałem.

Po 7:05 poszedłem spać... a o 8:28 zostałem zaatakowany przez tego samego byta - na szczęście nie czułem straty energii, bo się na czas wybudziłem -> na moje oko jest to raczej stwór humanoidalny... no ale na 100% pewien nie jestem gdyż jest niewidzialny... ale niemniej jednak w pewnym sensie jego kontury są leciutko wyczuwalne... ale tak leciutko... - ogólnie znowu czułem jak mi na kolanach siedział? Tak czy siak nie jest to miły "gość" i zdecydowanie mam go już dosyć.

Około 18:45? kładę się spać, a około 18:45 wstaję - brak ataków.

Około 18:57 kładę się spać, a o 21:00 obrywam we śnie :/

19/20.02.2012 -> Usypiam około 00:15 i wstaję 15 min. później... pod sam koniec miałem podejrzany sen, ale nie jestem pewien czy był to atak, gdyż zostałem z niego wybudzony (uff). Spałem w pozycji maksymalnie ochraniającej 4 czakrę - czyli brzuch dotykał ud - ale z drugiej strony nie jestem pewien czy pozycja ciała przy tak silnych atakach coś daje... może odrobinkę?

O 00:45 kładę się spać, a o 2:00 wstaję - był zły byt w moim śnie, ale nic mi nie zrobił, bo był przy mnie opiekun.

O 2:10 siadam na łóżku i opieram się o "ścianę" i za chwilkę zasypiam... mam sny itd... nie wiem czy wszystkie były czyste - wstaję o 3:00. Wciąż chce mi się mocno spać, ale może już jakoś wytrzymam.

O 6:10 położyłem się do łóżka... i po chwili poczułem coś dziwnego z prawej strony szyi... pewnego rodzaju niepokój... jakby coś chciało się przyłączyć do mojej głowy? a może ta postać była nade mną pochylona? trudno powiedzieć. Później na chwilkę zamknąłem oczy i praktycznie od razu poczułem ucisk na 3 czakrze i natychmiast wstałem. Jednym słowem to coś cały czas jest u mnie w pokoju i pójść sobie nie chce.

Po 9 kładę się spać, a o 11:40 wstaję z powodu ataku we śnie.

Około 22? poszedłem spać, a o 23:55 wstałem z powodu ataku we śnie.

20/21.02.2012 -> Około 1:30 siedziałem na fotelu, ale zacząłem wpadać w "negatywne sny", a gdy miałem otwarte oczy słyszałem jakieś "strzały" oraz doznawałem halucynacji więc musiałem się po chwilce siedzenia ewakuować.

Około 2:10? przysnąłem na łóżku w pozycji "blokującej" fizyczne dojście do przednich czakr (pozycja żółwia) ale to nic nie dało -> we śnie ujrzałem dwóch dresiarzy, którzy jak magnes mnie przyciągali i nagle znalazłem się w stanie pomiędzy realem a snem i czuję jak ten byt chciał? dostać się do mojej tylniej? 4 czakry -> tak czy siak przez chwilę się z nim siłowałem mentalnie, ale nie dałem rady... :/ Po obudzeniu się czuję ucisk na plecach tam gdzie byłem atakowany :/ Oczywiście straciłem również trochę energii z przedniej czakry.

O 2:35 gdy siedziałem sobie na krześle przed komputerem i lekko pochyliłem się ze zmęczenia do przodu to nagle w wyobraźni zobaczyłem jakby mi ktoś wbijał nóż w policzek i co ciekawe po ocknięciu się czuję tam ucisk :/ -> można zwariować od tych doświadczeń :/ Moi opiekunowie chyba dzisiaj zrobili sobie wolne :/

Za jakiś czas, gdy siedziałem przed komputerem, miałem otwarte oczy i byłem lekko rozluźniony (ale tylko lekko) to poczułem jakby ta istota dotykała mojej nogi - specyficzne uczucie dotyku i mrowienia (takie samo jakie występuje ostatnio podczas ataków).

Około 6:15? położyłem się na łóżku, ale bez intencji spania czy zamykania oczu... po pewnym czasie takiego leżenia o 6:23 poczułem i w pewnym sensie zobaczyłem jak nade mną, lekko z lewej strony, wzdłuż mojego ciała przeleciała jakby niewidzialna energia wielkości i o kształcie piłki futbolowej - niestety, ale lekko mimowolnie się na czakrze wystraszyłem (po to to właśnie było - cokolwiek to było) -> oczywiście od razu wstałem -> widzę, że nawet na chwilę poleżeć mi nie dają... no cóż... to będę siedzieć przed komputerem w takim razie...

21/22.02.2012 -> Około 19:30 idę na fotel "spać", a o 2:45 wstaję - chyba brak ataków? Przed zaśnięciem ćwiczyłem trochę spontaniczne tai chi więc może to mi tak pomogło?

Około 4? usnąłem przed komputerem, a około 5:20 się obudziłem - brak ataków.

22/23.02.2012 -> Po 22 (ale nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 1:15 obrywam we śnie :/

O 3:12 lekko odpłynąłem siedząc na fotelu i po chwili poczułem dotyk (połączony z wibracjami) na lewej ręce... hmm... lepiej zmienię miejsce siedzenia ;) -> jeszcze dodam, że przed tym "dotykiem" czułem coś "dziwnego" z prawej strony szyi... jakby jakaś energie czy coś takiego? chciało ją zaatakować? to już nie pierwszy raz gdy mam tego typu doznania... jakby coś wchodziło w moją aurę... jakby jakaś kula? sam nie wiem jak to opisać... Jest np. teraz 3:45 i również mam to odczucie... ono się czasem zdarza... może to ten byt mnie zaczepia? albo już coś cuduję? ale myślę, że coś jest na rzeczy... z nikąd się to odczucie nie bierze, a jest dość mocno odczuwalne.

Po 6 położyłem się na łóżku i przez cały czas czułem z prawej strony koło siebie tą jakby "kulę" która wywierała? presję na moją aurę. Co jakiś czas, gdy się rozluźniałem, czułem jakby to coś chciało mnie zaatakować... w końcu o 6:41 na chwilę mi się przysnęło i od razu dostałem cios w 4 czakrę - miałem bodajże również uczucie jakby właśnie w tym momencie ta kula się lekko przemieściła bliżej 4 czakry, ale nie jestem tego pewien - tak czy siak było niepożądane odczucie na czakrze gdy zamknąłem oczy i się rozluźniłem (po wstaniu jest odczucie ucisku itp). Tak czy siak muszę być w przyszłości czujniejszy - zwrócę na tą "kulę" znacznie większą uwagę. Staram się powoli eliminować wszelkie "błędy" jakie mogę popełnić w mojej obronie. Nie chce dawać mu możliwości bicia mnie.

Jest 7:14 i już od dobrych kilku minut nie czuję tej "kuli" z prawej strony... może zrobiła swoje i sobie poszła? hmm....

Jest 20:03 i bardzo mocno czuję tą "kulkę" która mnie naciska z prawej strony szyi... wrrr... muszę coś z tym zrobić...

Jest 20:24 -> trochę poćwiczyłem tai chi i lekko pomogło?... chociaż w sumie nie jestem przekonany, że to coś "ustąpiło"... wydaje mi się, że wciąż jednak tutaj jest, ale może na chwilkę się "cofnęło"... hmm... tak czy siak zaraz poćwiczę jeszcze tai chi + pozawijam się w kokon ochronny... a swoją drogą to Wiesia kiedyś gdy robiła mi healing to wspominała, że mam właśnie w tamtym miejscu coś negatywnego w kolorze ciemnej zieleni (to była tylko jednorazowa taka uwaga... przy następnym healingu już tego nie było - a byty o takim kolorze są bardzo negatywne). Wydaje mi się, że to właśnie może być ten ktoś kto mi teraz dokucza. Nie wiem czemu sobie upodobał to konkretne miejsce... może ma tam z jakiegoś powodu ułatwiony dostęp do mnie? Dzisiaj np. rano gdy sobie leżakowałem na łóżku to też to coś się do mnie przyczepiło... musiałem odganiać się od tego rękami... ok idę poćwiczyć tai chi...

Dodam jeszcze, że często jak na fotelu siadam to zaraz czuję to coś co się do mnie przylepia... ogólnie nie pisałem chyba zbyt dużo na ten temat ale dobrze, że w końcu mocno do mnie dotarło, że jestem przez to coś atakowany.

Po 20:47 idę na fotel i usypiam, a o 22:15 wstaję - brak ataków? -> po wstaniu przez chwilę nie odczuwałem tego byta koło siebie, ale już po kilku minutach powrócił... i znowu mam odczucie jest jakby ktoś chuchał mi zimnym powietrzem w szyję + nieprzyjemne uczucie obecności czegoś... i fizyczne odruchu jakby bronienia się ciała przed dotykaniem niewidzialnej siły... tak czy siak mam już pewność, że to mój wróg. Jak na razie staram się wzmocnić tą atakowaną część poprzez zsyłanie tam dodatkowej energii i staram się odciąć rękami wszelkie jego próby nacierania na mnie. Zauważyłem, że kładzenie ręki na szyi, gdzie dłoń jest skierowana w stronę tego byta trochę mnie uspokaja... ale wciąż nie eliminuje problemu. Staram się również mantrować z intencją aby moje słowa przeniknęły w wymiar, w którym znajduje się ten byt oraz oczywiście uruchamiam modlitwę w ruch.

23/24.02.2012 -> O 23:42 idę na fotel i usypiam, a o 00:42 zostaję zaatakowany we śnie i wystraszony (ucierpiała lekko energia w okolicy 3 czakry).

O 3:32 moja 4 czakra została zaatakowana gdy drzemkałem na fotelu.

O 3:45 znowu zostałem zaatakowany... przysnęło mi się i nagle poczułem bardzo silne wibracje na całym ciele, a dodatkowo trzęsło moim ciałem jakby z zimna (w sumie było to aż 2x)... to konkretne odczucie spowodowane jest jakimś przyłączeniem się tego byta pode mnie czy coś takiego? nie wiem dokładnie co on mi robi ale wiem, że jest to dla mnie niekorzystne. Dodam jeszcze, że chwilę później gdy sobie siedziałem przed komputerem usłyszałem w głowie? dźwięk jaki wydaje kruk... raczej mi się to dobrze nie kojarzy... mignął mi również przed oczami obraz negatywnego kosmity... Ogólnie czuję spory ubytek energii na mojej czakrze... kładę na nią rękę, aby doładować ją energią... Testuję również przykładanie dużego kryształu górskiego w miejsce gdzie ten byt się do mnie dobiera... wydaje się, że lekko coś pomaga? ale aby to dokładnie stwierdzić potrzebuję więcej testów... choć wolałbym już, aby ten byt mnie zostawił w spokoju ;) Dzisiaj była raczej kiepska dla mnie "noc".

Jeszcze przed 7 zasnąłem... i o 6:59 zostałem zaatakowany we śnie... na szczęście nic specjalnego mi się nie stało... obecnie ciągle czuję tego byta koło siebie tam nad prawym ramieniem. Tak czy siak zapaliłem tybetańskie kadzidełko... trochę nadymię... może się odczepi.

Jest 7:42... kadzidełko prawie się już wypaliło... wydaje mi się, że tego byta chwilowo przy mnie nie ma... oby nie wracał już więcej ;)

7:53 -> zapaliłem drugie kadzidełko... niech się dymi... ;)

Po 8:26 kładę się i usypiam... o 11:28 obrywam we śnie.. a chwilkę później czuję dotyk tego byta na moich nogach -> wstaję.

Jest przed 17 a już wyczuwam tego byta koło mnie... hmmm... chyba mnie lubi.

17:03 -> czas zapalić kadzidełko... może coś pomoże... co kilka chwil czuję taki powiew zimnego powietrza w szyję itd...

Około 18:30 usnąłem -> o 19:50 zostałem zaatakowany we śnie -> wciąż czuję tego byta koło siebie...

22:21... że temu bytowi się nie znudzi moja obecność... słuchamy sobie razem piosenek "religijnych"... chyba mu one nie przeszkadzają ;)

24/25.02.2012 -> O 22:27 idę na fotel i zasypiam, a o 1:02 wstaję z powodu ataku we śnie, w którym udaje mi się obronić i chyba bez szwanku wybudzić. Przez cały czas leciała piosenka "maranatha"... może mi pomogła ;)

O 2:16 kładę się do łóżka... a o 2:44 wstaję z powodu ataku we śnie... na szczęście nic mi się chyba nie stało. We śnie czułem dotyk tej istoty... a gdy się obudziłem czułem go przez chwilę na ciele... zanim się nie ocknąłem do końca z pewnego "marazmu" w jakim po przebudzeniu się jeszcze znajdowałem.

Około 9:30? poszedłem do łóżka... wstałem około 12:35 z powodu ataku we śnie...

Po 13:27 kładę się spać... a i 16:15 wstaję z powodu ataku we śnie.

Czasem nie czuję koło siebie tego byta, a czasem ewidentnie się koło mnie znajduje. O 21:55 zapaliłem kadzidełko, bo jego obecność zaczyna mnie "denerwować" w pewnym sensie, ale już się nauczyłem, że wygonić go z domu nie jest wcale łatwo... nie wiem czemu wzywanie opiekunów nie pomaga... może mają rozkaz z góry, aby mi nie pomagać dopóki nie będzie to absolutnie konieczne? a może ten byt jest dla nich zbyt silny? sam nie wiem...

25/26.02.2012 -> Około 6:15? zasnąłem na siedząco na łóżku oparty o ścianę... a o 6:20 zostałem zaatakowany przez kota astralnego (w sumie były dwa koty koło siebie, ale ten drugi mnie chyba? nie zaatakował). Tak czy siak jeden atakujący kot mi wystarczy... ogólnie lubię koty, ale tych wyjątkowo jakoś nie ;) Mam wrażenie jakbym na nogach miał rany z powodu tego ataku (rany na jednym z ciał energetycznych). Atak takich kotów przeważnie wygląda tak samo... czyli na siłę próbują się dostać w okolicę 4 czakry, a następnie jak już tam są to strasznie "wierzgają"... jak ktoś podczas silnych epilepsji. To wierzganie ma właśnie za zadanie "otworzyć" czakrę i wytrącić z niej energię - to taki atak siłowy.

Po 7:41 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać -> o 10:00 zostałem zaatakowany we śnie.

Około 19:50? mój mózg się w pewnym sensie wyłączał i nie działał jak trzeba... nie wiem czy to wina zmęczenia czy jakiejś hipnozy, ale nie byłem w stanie tego opanować... tak czy siak około 19:52 moja głowa pacła na burko komputerowe... nie było to przyjemne, aż z pokoju obok pytanie dostałem co się stało... po obudzeniu się okazało się, że "dziwne" zmęczenie jakie odczuwałem przed 19:50 zniknęło.

Około 22:45 kładę się spać, a około 23:25 zostaję zaatakowany przez astralnego kota we śnie (jak zwykle uczepił się klatki piersiowej)... na szczęście jakoś udało mi się go przekazać opiekunowi. Następnie jeszcze przez chwilę śniłem i widziałem negatywne postacie i po chwili wstałem.

26/27.02.2012 -> Jakiś czas później poszedłem na fotel, a o 1:15 zostałem zaatakowany we śnie.

O 1:31 idę spać do łóżka... a o około 3:32 wstaję z powodu możliwości potencjalnego? ataku we śnie (nie jestem pewien czy zostałem zaatakowany czy tylko widziałem te byty czające się na moją osobę).

Jest 6:19 i od czasu do czasu jak przysypiam lekko na krześle to mam "negatywne myśli" (wiadomo o co chodzi) ale jakoś sobie z nimi radzę -> szybko je przerywam itd.

Lekko po 7:02 poszedłem spać (chyba nie robiłem przerw w spaniu?). Wstałem o 12:44 -> brak ataków.

27/28.02.2012 -> Od 1:01 do 1:27 oraz od 1:33 do 4:55 zasypiam na biurku przed komputerem -> brak ataków?

28/29.02.2012 -> O 23:42 idę na fotel, a o 2:10 zostaję nagle wybudzony (czyżby interwencja sił wyższych?) z powodu mocno podejrzanej sytuacji we śnie, która mogła potencjalnie bardzo szybko przemienić się w atak, o ile to już nie był atak.

O 2:52 kładę się spać, a przed 4:50 zostałem zaatakowany we śnie przez jakąś postać, która chciała mnie obić pięściami, ale od razu ktoś przyszedł mi na pomoc.. niemniej jednak nie zdołał jej ode mnie odsunąć i ostatecznie zostałem obity (starałem się blokować ciosy) -> jakoś udało mi się w końcu uciec od tej postaci... niestety nie zostałem wybudzony ze snu... po chwili trafiłem do kogoś kto wyglądał jak Rockefeller, a ja zacząłem mówić o zmiennokształtnych itd... i nie było to dokładnie skrystalizowane, ale to coś co siedziało przede mną mnie w pewien sposób biło, ale nie było to widoczne tak jakbym sobie tego życzył (postać była jakby w transie i pokazywała lekko coś palcem). Po tym ataku mnie wybudziło i nie czuję się najlepiej. Mam wrażenie, że był to jakiś reptilian... z pewnością stwór "nie z naszego świata". Dodam jeszcze, że wydaje mi się, że opiekunowie mają ciężki orzech do zgryzienia przy tych co mnie atakują.

Muszę doładować swoją 4 czakrę... ewidentnie tego potrzebuje... zresztą ogólnie czuję się jakiś taki "obity" w okolicach czakry serca.

Lekko? po 10:14 idę spać, a o 13:25 wstaję - brak ataków?

Od około 20:00 do około 20:30 sobie leżałem / drzemkałem - nic mi się nie stało.

[MARZEC 2012]

29.02.2012/01.03.2012 -> Po 6:10 (około 7?) usnąłem i obudziłem się o 8:40 -> na samym końcu miałem sen gdzie byli gdzieś w zasięgu mojego odczuwania niewidzialni, negatywni kosmici -> tak czy siak nic mi się nie stało (byłem otulony jakimś ochronnym kocem). W moim śnie jakieś inne osoby weszły jakby w dziurę w ścianie i zostały zabrane jakby jakimś białym promieniem światła... wystrzelił on w daleki kosmos... ja z jakiś przyczyn tam nie wszedłem - chodź chyba miałem na to ochotę? sam już nie wiem... ale wiem, że z tego miejsca "biła" groza.

Po 10:38 kładę się spać, a o 12:45 wstaję - na samym końcu możliwe, że było coś "podejrzanego", ale nie jestem pewien...

19:00 -> wyczuwam coś negatywnego koło siebie... jakby ktoś dotykał mojej szyi itd...

01/02.03.2012 -> Około 22:30 kładę się spać, a o 1:00 wstaję - raczej brak ataków choć pewną krótką chwilkę po przebudzeniu wydaje mi się, że kątem lewego oka zauważyłem jak coś przeleciało koło mnie... jakby jakaś kulka energii? w sumie było ciemno w pokoju więc nie jestem pewien co to dokładnie było... może mi się przewidziało? a może nie... tak czy siak wyjątkowo miałem zgaszone światło.

Około 4 położyłem się na łóżku, ale musiałem po chwili wstać, ponieważ był we mnie sztucznie wywoływany strach (negatywne myśli + wpadanie w sen nasączony strachem). Po wstaniu moje serce zdecydowanie szybciej biło - niemniej jednak nie zostałem jako tako wystraszony... ale wprowadzony właśnie w stan trwającego przez pewien czas "strachu". Ogólnie rzecz ujmując siedzenie na krześle jest znacznie bezpieczniejsze niż leżenie.

Około 14:30 gdy siedziałem na łóżku i oczy mi się zamykały to od razu wpadałem w sen... w jednym z nich do mnie strzelano, ale ogólnie nic mi się takiego nie stało, bo szybko otwierałem oczy... ale interesujące jest to, że praktycznie w ciągu sekundy wpadam w sen... pstryk i już w nim jestem.

Między 15-15:45 kładę się spać -> wstaję o 18:50 -> brak ataków.

02/03.03.2012 -> Około 1:12 zasypiam na biurku -> budzę się o 3:33 (brak ataków).

03/04.03.2012 -> Około 20:30 idę spać na fotel, a o 2:32 wstaję - brak ataków.

Około 6:30-7:00 usnąłem na łóżku, a o 7:37 miałem atak we śnie, w którym ten byt mnie uderzał palcami, ale było pokazane, że nic poza tymi uderzeniami (które czułem fizycznie) nie mógł mi zrobić i sam się dziwił czemu tak jest.

Około 22? poszedłem spać, a o 23:15 zostałem wystraszony we śnie... -> chciałem się wybudzić, aby się ewakuować, ale z jakiegoś powodu nie mogłem tego skutecznie zrobić... dopiero po 5 minutach mi się to udało... a w tym czasie zostałem wystraszony jeszcze z 2-3x. Jakiś zahipnotyzowany byłem czy coś w tym stylu i dlatego nie mogłem "uciec"... ale gdy już mi się to udało to sama ręka mi się kładła na czakrę aby ją doładować, gdyż ewidentnie sporo energii straciłem ech :(

Jeszcze gdy zasypiałem poczułem dotyk tego byta na sobie... ale zignorowałem to... i to był mój błąd... ale takie decyzje się podejmuję jak człowiekowi się bardzo chce spać... Już nie mówię oczywiście o próbach podłączania pod mój mózg w biały dzień, bo takie coś też się zdarza... dlatego staram się mocno obserwować swój mózg i jakie myśli się w nim pojawiają.

04/05.03.2012 -> Jest 00:17 i czuję, że ten byt jest koło mnie... no ale cóż... taka jego rola...

Jest 00:40 i gdy siedzę na fotelu ten byt powoduje u mnie negatywne myśli itd... Nie wiem jak się go pozbyć... Muszę być w "fazie beta" bo jak się rozluźniam to przejmuje nade mną kontrolę...

Od około 1:30 do około 2:33 byłem na łóżku i często zamykałem oczy... oberwałem kilkukrotnie... Ciężko mi sobie wyobrazić jaką ulgę poczuję jak te ataki się skończą... Oczywiście, gdy np. siedzę przed komputerem i zbytnio "rozluźnię" umysł to też mogę zostać skutecznie zaatakowany (co oczywiście też miało tutaj miejsce, ale nie spisuje absolutnie każdego ataku, bo to byłoby zbyt męczące).

W jakiś sposób te byty umieją przejąć kontrolę nad myślami, gdy się człowiek zbytnio rozluźni lub zamknie oczy. Gdy to nastąpi przepuszczają przez jego mózg pewne konkretne myśli które są jak klucz do sejfu i jak "klucz zaskoczy" to czakra (sejf) może zostać otworzona i okradziona z energii. Ogólnie jest mocny nacisk, aby przeć do bycia czujnym i świadomym, ale nawet to nie gwarantuje braku ataku. Często nawet jak jestem w "fazie beta" to czuję koło siebie tego "agresora", który mnie atakuje np. odczuwalny dotyk, dmuchanie, uczucie czyjejś obecności w konkretnym miejscu itd.

Około 7:00 położyłem się do łóżka, gdyż na usypiałem na siedząco... oczywiście zaraz zasnąłem i oberwałem 1-2x... ech...

Około 10?-10:30? usnąłem na łóżku... a o 11:40 wstałem - chyba na samym końcu coś było, ale nie jestem pewien? daję tutaj znak zapytania czy był to atak, czy też nie...

O 20:14 idę na fotel spać (otuliwszy się niebieskim prześcieradłem - niebieski to kolor ochronny), a o 22:40 wstaję - brak ataków.

05/06.03.2012 -> O 1:19 zasypiam na biurku, a o 3:06 wstaję - brak ataków; za chwilę ponownie zasnąłem i spałem do 3:22 -> miałem na końcu pewien negatywny sen... była to walka z pewną postacią (na samym końcu była nawet krwawa i brutalna scena), ale wygrałem ją zdecydowanie i nie odczułem żadnych "strat". Przed samą walką w poprzednim śnie była jakaś postać, która się do mnie "przyczepiła". Dodam jeszcze, że jak zasypiałem na biurku to starałem się tak usnąć, aby jak najlepiej ochronić czakrę. Byłem również okryty niebieskim prześcieradłem.

Chwilę później usnąłem na fotelu (spałem do 4:05) i pokazali mi dwie lekko brutalne sceny walki gdzie niestety, ale straciłem energię. Oni właśnie tak przepuszczają przez mózg takie sceny aż otworzą człowieka tak jak chcą (uzyskają dostęp do czakry). Nawet jak się rozluźniam przed komputerem to próbują mnie dopaść (wpadanie w negatywny sen) dlatego muszę się otrząsnąć i wejść mocniej w stan beta. Również koniecznie muszę doładować czakrę energią.

O 7:54 sobie leżałem, ale miałem wrażenie, że ktoś lub coś "miesza mi w głowie" i poczułem również jakby podmuch powietrza w ucho i pewne odczucie na 4 czakrze przy tym. Nie wiem do końca co to było, ale często jest tak, że jak leżę to znacznie łatwiej i szybciej jestem atakowany niż jak np. siedzę więc od razu wstałem, aby na wszelki wypadek nie oberwać.

Po 8:34 poszedłem do drugiego pokoju się położyć i odpocząć... i gdy trochę głębiej się odprężyłem zostałem zaatakowany... a o 9:23 kolejny raz... za tym drugim razem bardzo dobrze usłyszałem w głowie warkot wściekłego, złego psa. Moje serce się lekko wystraszyło, ale ogólnie nie czułem starty energii. Wciąż nie dają mi odpocząć...

9:40 -> wciąż wyczuwam koło siebie tego byta... chyba lubi moją obecność ;)

Jest 18:34, a ja nawet jak na chwilkę zamknę oczy to wpadam w "strumień negatywnych myśli i obrazów". Muszę się mocno pilnować... Co ciekawe o 18:44 zaczęło mnie piec czoło... patrzę a tam około 1,5 cm ranka... widocznie im moje 3 oko nie pasuje. Ogólnie czuję się z deczka otoczony... Jeszcze przed tym pieczeniem czoła, gdy miałem na chwilkę zamknięte oczy, to zobaczyłem jak jakaś czarna, postrzępiona energia szybko się koło mnie przemieszcza. Widocznie nie chcieli, abym ich widział więc mi przywalili w 3 oko... O 21:00 jest już znacznie lepiej... mam nadzieję, że ten stan się utrzyma przez jakiś dłuższy czas...

06/07.03.2012 -> Około 23:23 kładę się spać, a o 00:00 mój brzuch został zaatakowany we śnie. Wydaje mi się, że było przy mnie dwóch opiekunów, ale obaj? zostali zmyleni przez dobry (przyjazny) kamuflaż tego byta.

Jakiś czas później zasypiam na biurku... wstaję około 3:50... nie jestem pewien czy był atak pod koniec, czy też nie...

O 3:57 idę na fotel... a o 6:47 wstaję - był atak na końcu oraz ze 2 wcześniej. W ostatnim ataku ten byt podał się za lekarza... obwiązał mnie czymś w pasie (niby ciśnienie mierzy) -> ja mu zaufałem i po chwili poczułem stratę energii na 4 czakrze.

Około 8:20 poszedłem do łóżka spać... wstałem o 10:12 -> było około 3 ataków. W jednym z nich poczułem jak ktoś oplótł mnie liną wokół brzucha, ale zorientowałem co się dzieje i się wybudziłem... i ucisk zniknął.

07/08.03.2012 -> Około 1 w nocy usnąłem na podłodze, a około 1:53 się obudziłem -> chyba brak ataków? Tak czy siak po obudzeniu się miałem wrażenie, że coś koło mnie złego jest... ale może to tylko wyobraźnia? tylko czemu miałem ten fizyczny objaw chuchania na mnie strumieniem powietrza? dziwne to trochę...

Następnie od około 2 do 3 spałem na krześle w kuchni (usnąłem sam z siebie) i nie było ataków. Oczywiście nie mam pewności, że ktoś nie był w moim śnie... nawet mam pewne podejrzenie, ale ważne, że nie było jako takiego ataku. Czasem ciężko stwierdzić czy dana osoba lub zwierzę jest pozytywne czy negatywne, dopóki nie podejdzie bliżej. Wiadomo, że te negatywne istoty dość dobrze radzą sobie z kamuflażem. Tak czy siak jest ok.

Około 4:15 poszedłem spać, a o 9:11 wstałem z walącym sercem. Miałem atak we śnie gdzie byłem ścigany przez dwóch złych ludzi... na dodatek uciekałem z opiekunem... i cała ta ucieczka trwała dość długi czas... wszystko odbywało się w szkole... gdy już z niej wybiegliśmy ja biegłem wolniej niż mój opiekun i ci źli ludzie mnie doganiali, aż nagle moje serce zaczęło walić jak młot, a ja zacząłem się wybudzać :/ Wiem że mój opiekun był dość silny i nawet podczas ucieczki była propozycja walki... ale ja wybrałem ucieczkę... ale niestety nie powiodła się... choć mało brakowało.

Od 11:32 do 12:34 leżałem na łóżku... pod koniec zamykałem na chwilkę oczy... i nic mi się nie stało.

Po 17:43 poszedłem do łóżka trochę poleżeć... po chwili usnąłem i spałem do 20:03 - brak ataków.

08/09.03.2012 -> Od 1:24 do 2:18 spałem sobie lekko na fotelu i było ok.

O 3:55 ponownie idę na fotel, a o 4:15 wstaję - przed wstaniem miałem pewien podejrzany sen... najpierw z postacią, która ostatecznie mi nic nie zrobiła (nie jestem pewien czy miała złe zamiary... tak czy siak była podejrzana), a później cały sen mi się zrobił ciemny i zobaczyłem negatywnego kosmitę, który ostatecznie bardzo blisko się mnie zbliżył, ale na siłę się wybudziłem - co ciekawe nie było to takie łatwe - tak jakby złapał mnie częściowy paraliż, nie za silny, ale jednak musiałem się lekko wysilić. Myślę, że to mogło się źle skończyć jakbym się nie wyrwał z tego. Ogólnie już od dobrych kilku godzin wyczuwam negatywną obecność koło siebie... no i chyba mój radar się nie myli. Dodam jeszcze, że przed atakiem kosmity miałem chyba pewną ochronę, ale nie jestem pewien tego na 100%... ale raczej tak... nie mniej jednak widocznie ten kosmita szybko przegonił ją i szybko zajął się atakiem ma moją osobę.

Około 6:40 usnąłem na łóżku... ale o 7:01 zostałem zaatakowany we śnie. Jakiś koleś chciał mi wbić jakiś ostry szpikulec w głowę... myślę, że był to taki straszak, no ale tak czy siak poległem w tej potyczce.

Po 10:30 położyłem się spać, a o 15:00 wstałem - brak ataków.

09/10.03.2012 -> Od około 1:10 do 1:42 lekko przysypiałem na fotelu - brak ataków - lekko wypocząłem :)

Około 5 chciałem się lekko na fotelu zdrzemnąć, ale zacząłem wpadać w jakieś podejrzane sny więc wolałem nie ryzykować i wstałem.

Po 8:20 poszedłem spać? a może później? -> obudziłem się o 10:25 - brak ataków.

Około 17? (nie jestem pewien dokładnie) poszedłem się położyć i lekko drzemkałem -> wstałem o 17:30 - brak ataków.

Około 21:30 idę na fotel spać, a o 23:35 wstaję - brak ataków.

10/11.03.2012 -> Od 00:26 do 2:36 idę spać na fotel... -> brak ataków.

O 7:12 położyłem się spać, ale o 7:24 musiałem wstawać gdyż zostałem zaatakowany we śnie.

Po 7:36 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać na fotel, a po chwili do łóżka... około 10? był chyba jakis atak, ale nie jestem pewien czy aby na pewno to tym było... tak czy siak spałem później spokojnie do 12:55 o której wstałem.

Około 20? poszedłem spać, a o 20:44 zostałem zaatakowany... na szczęście wydaje mi się, że nic mi się poważniejszego nie stało choć czuję pewien dyskomfort na 4 czakrze, no ale... może opiszę jak to wyglądało: na początku zło skrystalizowało mi się we śnie (miałem bardzo ciemny sen... ze zbliżeniami na "czerń" w której ukrywał się demon itd)... a później mnie przerzuciło do stanu pomiędzy realem a snem i czułem tego demona (wibracje + pewnego rodzaju "magnetyczne" odpychanie?) i widziałem go (w pewnym sensie) w okolicy 4 czakry jako sporą, niewidzialną kulę energii. Na szczęście w jakiś sposób udało mi się powiedzieć po chwilce słowo "Bóg" i całe zło nagle się ulotniło, a ja zostałem "sekundę" później wybudzony.

11/12.03.2012 -> Około 13:42 powoli zasypiałem na łóżku, ale już minutę czy dwie później musiałem się ewakuować, bo miałem wrażenie, że zaraz zostanę zaatakowany - to jest uczucie podobne do ataku z wczoraj... pewnej wibrującej, magnetycznej, dotykającej mnie obecności. Nie mam 100% pewności, że to był ten byt, ale kilka godzin wcześniej (nad ranem) również próbowałem tak troszkę przysnąć i też uciekłem z tego samego powodu. Lepiej nie ryzykować... im mniej oberwę tym lepiej.

Po 18:14 (nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 20:14 zostaję zaatakowany we śnie- na szczęście jakimś fartem udało mi się uniknąć obrażeń... a nawet jeżeli jakieś były to były minimalne w porównaniu z tymi które czułem, że nastąpiłyby gdybym pozostał jeszcze we śnie odrobinkę dłużej.

O 21:56 idę spać na fotel, a o 22:18 zostaję zaatakowany przez kota we śnie. Wziąłem go z zaufaniem na moje ręce (bardzo typowe podczas kociego ataku) i nagle zaczął mi się wyrywać (atakować 4 czakrę)... na szczęście wybudziłem się dość szybko i nie zdążył zrobić w pełni tego czego zaplanował. Niestety częściowo mnie uszkodził... ale tak to bywa...

12/13.03.2012 -> O 23:52 zasypiam na łóżku czy przed komputerem? i około 1 wstaję z powodu ataku.

O 1:21 usypiam w łóżku, a o 2:35 zostaję zaatakowany we śnie.

Około 11? poszedłem spać... wstałem około 12:20 -> brak ataków.

O 13:04 kładę się spać, a o 13:26 wstałem z powodu ataku we śnie - udało mi się wyjść z niego bez szwanku.

13/14.03.2012 -> O 00:23 idę na fotel spać, a o 2:00 wstaję z powodu ataku we śnie. To co mnie atakuje, to ta niewidzialna, kulista istota. Gdy przez chwilę znalazłem się w stanie pomiędzy realem a snem to czułem jej dotyk na sobie.

Po 5:30 poszedłem do pokoju obok... tam usnąłem dość szybko i od razu zostałem zaatakowany... co ciekawe po pierwszym ciosie gdzie bardzo chciało mi się spać ocknąłem się i jakby całe to zmęczenie minęło... a przecież zamknąłem oczy na kilka sekund!, ale już po jakiś 30? kolejnych sekundach ponownie zaczęło nachodzić owe zmęczenie i później już nie kontrolowałem tego... po prostu usypiałem ze zmęczenia... ostatecznie wstałem o 9:35 "troszkę" obity na 4 czakrze od ciosów, które na nią przychodziły co jakiś czas.

Jakiś czas po ataku wpadłem jakby w "sen" i zobaczyłem, że pod tym niewidzialnym kształtem kryje się jaszczur (podobny jak na zdjęciu tylko w mojej "wizji" był trochę bardziej w pozycji "wyprostowanej"). Nie wyglądało to jak zwykły sen... raczej była to taka wizja rozświetlające kwestie tego kto mnie atakuje, a przynajmniej tak to odbieram.

O 2:47 zauważyłem, że na czole mam trzy nowe zadrapania oraz później dostrzegłem, że jest jeszcze jedno na nosie. Ten reptilian powinien podciąć sobie pazurki bo drapie.                

Lekko po 13 poszedłem spać, a o 15:18 wstałem - brak ataków.

14/15.03.2012 -> Około 23:30 kładę się spać, a o 1:48 wstaję z powodu ataku we śnie. We śnie zobaczyłem siebie jako żołnierza, który broni się na leżąco przed bardzo wieloma wrogimi żołnierzami, którzy do mnie strzelają z każdej strony... niestety, ale w pewnym momencie poczułem strzał w czakrę i mnie wybudziło - ogólnie ostatnio tego typu strzały nie są zbyt "lekkie".

Około 11:00? (lub wcześniej) poszedłem spać... oberwałem strzał w czakrę o 11:24... Przed samym strzałem znajdowałem się w specyficznym stanie (pomiędzy realem a snem? - widziałem siebie w łóżku, ale mój umysł nie był w stanie beta) oraz czułem pewne wibracje na nogach - z tego co się na obecną chwilę orientuję odczuwam je wtedy, gdy ten byt jest blisko mnie, a przed atakiem jest blisko mnie.

Po 18:50 idę na fotel spać, a o 23:00 wstaję z powodu ataku na czakrę. O 23:42 jakoś tak się położyłem do łóżka i bardzo szybko mi się zamknęło oczy... niestety prawie od razu dostałem strzał w czakrę...

15/16.03.2012 -> Po kolejnych kilku minutach ponownie poszedłem spać... zasnąłem... miałem sen, w którym ja z moją ekipą walczyłem z ekipą złych... ostatecznie zaproponowałem rozejm, ale ich szef? nie zgodził się na to i był pojedynek 1 na 1. Niestety był silniejszy "fizycznie" i zacząłem uciekać i prosić Boga o pomoc... po chwili mnie wybudziło (1:04) z uczuciem szarpnięcia na czakrze (czymkolwiek ono było).

Około 2:20 usnąłem jeszcze na chwilkę na fotelu... we śnie siedziałem w bardzo przy stole w bardzo ciemnym pokoju, gdzie był przy mnie jakiś zrobotyzowany, bez uczuć kosmita... wystraszyłem się jego osoby i mnie wybudziło...

Po pewnym czasie ponownie zasnąłem na fotelu... o 3:55 miałem sen (w tym samym miejscu, w którym była bójka między moją epiką a ekipą złego)  w którym sonda obcych skanowała teren w celu...? nie wiem w jakim celu, ale ja się starałem jak najlepiej schować za ścianą, aby mnie nie zauważyła - przy mnie były jeszcze inne osoby. Sonda chyba coś wyczuwała, ale po pewnym czasie mnie wybudziło. Ogólnie sen był bardzo "wyraźny".

Około 7:20? położyłem się na łóżku i zasnąłem... o 7:26 zostałem zaatakowany we śnie.

Po 7:44 (nie wiem dokładnie o której) idę spać, a o 11:59 wstałem - chyba był z 1 czy 2 ataki? ale nie jestem pewien (nie pamiętam)... na pewno pod koniec nic nie było.

16/17.03.2012 -> Przed 00:00? poszedłem spać, a o 00:16 miałem atak we śnie. Widziałem jak "mój" kot był odwrócony ode mnie plecami (prawdopodobnie celowy zabieg, abym się nie zorientował, że to nie jest mój kot). Miał on przyklejony język do wanny? czy zlewu? - tak czy siak próbowałem go odczepić, ale nie było to zbyt łatwe - po chwili użyłem do tego celu ciepłej wody i udało się. Następnie widziałem kota, który był martwy z powodu zachłyśnięcia się wodą. Zacząłem go reanimować i udało mi się go przywrócić do życia (i wtedy nastąpiło wybudzenie). Chyba ten byt nie przewidział, że tak to się potoczy - a przynajmniej tak mi się wydaje. Ostatnio miałem dość podobny atak, ale niestety tam straciłem energię, a tutaj raczej nie?

Następny atak był o 3:50. Później spałem aż do 4:33 i to bez ataków. Za kilka chwil ponownie idę spać i o 5:55 zostałem zaatakowany. Dwie osoby z ołówkami groziły mi nimi, gdy ja byłem plecami przyparty do ściany. Jedna z tych osób coraz mocniej wbijała mi ten ołówek w ciało, niemniej jednak czułem, iż nie przebije mi skóry (co innego jakby z dużą siłą mnie nim dźgnęła). Tak czy siak nie byli oni zainteresowani pokojowym rozwiązaniem sprawy, a ten gościu z prawej coraz mocniej wbijał we mnie ten ołówek i widać było, że nie przestanie więc w pewnej chwili obu ich odepchnąłem i zaatakowałem. Mój atak był skuteczny i obaj oberwali moim ołówkiem jaki sam miałem w ręce. Po tej akcji zostałem wybudzony. Nawet chwilę po wybudzeniu czułem ucisk na ciele po wpychaniu we mnie tego ołówka.

17/18.03.2012 -> Jest już 3:30 i mam wrażenie, że ktoś próbuje przejąć kontrolę nad moimi myślami... jakoś tak jak lekko przysypiam (sam z siebie) to moje myśli robią się głośne i negatywne... do tego dochodzi wizualizacja... Tak czy siak coraz mocniej chce mi się spać...

O 3:53 usiadłem na fotelu i walczyłem aby nie zasnąć... ale w końcu zasnąłem i miałem negatywny sen (wizyta u dentysty brrr), ale nic mi się nie stało (było również pewne siłowanie się z tymi dwoma? bytami ale jakoś dawałem radę). Jeszcze dodam, że jak tylko siadłem na fotelu to głośne myśli się mocno nasiliły...

O 4:37 poszedłem spać na fotel, a o 8:24 wstałem. Chyba był jeden atak tak gdzieś około 5-6? nie pamiętam... i pod sam koniec przed wstaniem był pewien podejrzany sen, ale w sumie kompletnie nic mi się nie stało... nawet nie jestem przekonany czy był to atak... Jeszcze w nocy miałem przez chwilę? podłączoną do uda jakąś kroplówkę, ale we śnie nie zauważyłem, aby był to jakiś atak czy coś złego... Oczywiście nie mogę tego wykluczyć, no ale na moje oko nie był to atak... hmm... Ogólnie nie przepadam, za takimi rzeczami, ale może była to jakaś kroplówka wspomagająca? mogła być... tak czy siak nie mam na to większego wpływu... Ogólnie natarcie zła było przede wszystkim o 3-4 w nocy, a już później to ich siła na moje oko znacznie spadła.

Po 9:21 (nie wiem dokładni o której) poszedłem spać... a o 14:30 wstałem - z tego co zaobserwowałem to nie było ataków.

18/19.03.2012 -> Po 7:35 kładę się spać, a o 11:37 był atak... z 2 minuty później wstaję.

19/20.03.2012 -> Po 21:19 idę spać na fotel, a o 1:25 wstałem - brak ataków. Od 3:32 do 4:01 lekko drzemkałem i nic mi się nie stało.

Około 8:26 poszedłem spać, a o 11:33 wstałem - brak ataków.

Sporo dzisiaj spałem i wcale nie miałem ataków...

Po 20:14 poszedłem na fotel spać, a wstałem o 22:10 - brak ataków.

20/21.03.2012 -> Po 2:45 poszedłem drzemkać na fotel, a o 3:11 wstaję z powodu ataku we śnie :/

Po 4:09 poszedłem spać, a o 7:30 wstaję - brak ataków.

Po 7:45 poszedłem spać, a o 10:55 miałem atak. Najpierw we śnie zobaczyłem ogromną osę, a po chwili przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem gdzie dalej ją widziałem (widząc również mój pokój itd). Wyglądało to trochę jak jakiś hologram ale ruchomy, który był wręcz przytknięty do mnie. Widziałem jej wielkie poruszające się żuwaczki z 30-45? cm od mojej twarzy co było lekko "przerażające". Przyznam się, że lekko się wystraszyłem, ale tylko lekko. Tak czy siak czegoś takiego to chyba jeszcze nie miałem. Co ciekawe przed samym pojawieniem się tej osy w moim śnie ja się przygotowywałem i uzbrajałem (w zbroję itd.) na spotkanie z czymś takim (nie wiedziałem co to będzie) - może moja podświadomość coś przeczuwała i szykowała się na starcie, bo wiedziała, że innej opcji jak stanięcie z tym twarzą w twarz nie ma?

O 15:30 idę spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.

21/22.03.2012 -> O 19:28 kładę się spać, a o 00:35 wstaję - brak ataków?

O 1:46 idę spać, a o 3:21 wstaję - brak ataków, chwilę później idę spać i wstaję o 5:58 - brak ataków.

O 8:27 idę spać, a o 10:58 wstaję z powodu ataku we śnie (lekko mnie wystraszyli). Wcześniej nie było ataków (albo ich nie zauważyłem?) prawdopodobnie z powodu tego iż się rozchorowałem od całego tego "sprzątania"... i to porządnie. Prosiłem Boga, aby chociaż ten jeden dzień ataków nie było. Teraz już powoli wracam do siebie to i ataki powróciły.

22/23.03.2012 -> Po 21:22 kładę się spać, a o 4:25 wstaję z powodu ataku. Sparaliżowali mi mowę itd... próbowałem powiedzieć słowo "Bóg" lecz na początku mi to nie wychodziło, ale po chwili się udało? - tak czy siak, gdy byłem już w realu to moje serce szybciej biło...

O 11:54 kładę się spać... aż w końcu usypiam. O 13:40 wstaję z powodu bardzo silnego wrażenia, że ktoś chce się na mnie rzucić, wręcz czułem jak w powietrzu leci "coś" na mnie (mimo iż nic nie widziałem)... i w tym samym momencie poczułem duże "zło" i miałem wrażenie, że jakbym się nie obudził w ciągu sekundy to doznałbym mocnego wystraszenia... mimo, iż nagle mnie wybudziło to moje serce zdecydowanie po wstaniu szybciej biło. Wydaje mi się, że był przy mnie opiekun, który mnie już w trakcie snu bronił, bo była tam przed samym "rzuceniem" się na mnie pewna awantura, która mogła być walką "dobra" ze "złem"...

23/24.03.2012 -> O 23:01 idę spać na fotel, a o 2:56 wstaję - niby była jakaś "awantura" pod sam koniec ale jako takiego ataku nie widziałem - zresztą chyba ta kłótliwa osoba została przeze mnie? "wygoniona" lub coś w tym stylu?

O 4:09 idę na fotel spać... wstaję o 6:40 - brak ataków.

O 10:15 usypiam na łóżku, a o 11:40 wstaję - brak ataków.

24/25.03.2012 -> Po 1 poszedłem spać na fotel... co jakiś czas się budziłem z powodu negatywizmu we śnie... aż w końcu o 4:12 (dodana godzina z powodu zmiany czasu) zostałem wystraszony we śnie. Miałem straszenie związane z kosmitami... były na prawdę mroczne... niepotrzebnie próbowałem kontynuować spanie po pierwszych oznakach negatywizmu w śnie... ale czasem jest tak, że człowiek niby wie, że negatywizm wypełnia jego sny i że jest zagrożony stratą energii, ale jest on w pewnym sensie "znieczulony" na to niebezpieczeństwo - tak właśnie miałem w tym przypadku. Obecnie w pokoju nie czuję się zbyt komfortowo... wzywam posiłki na pomoc ;)

Od 4:17 do 5:13 lekko przysypiałem na fotelu, ale nic mi się nie stało... nie jestem pewien czy jakbym mocniej przysną to bym nie oberwał...

Jakiś czas później idę do pokoju obok i zasypiam na krześle... po chwili mam bardzo wyraźny sen jak mój kot chodzi po kuchence gdzie pali się ogień i nagle fizycznie się zrywam, aby go ratować (tak bardzo było to realne)... ale to był tylko straszak... Za jakiś czas kładę się do łóżka i usypiam... były tam jeszcze z dwa, może trzy ataki, które mnie chyba nie wybudzały z mojego snu... i nie robiły mi chyba zbyt wiele, ale ostatni sen o 9:15 (o której również wstałem) był dla mnie bolesny. Na początku nagle wywołała się pewna walka... zostały wbite noże jakiemuś kolesiowi w klatkę piersiową i było przy tym dużo pryskającej krwi... szybko zrozumiałem, że to próba wystraszenia mnie i zareagowałem jakby odejściem od tej sytuacji, ale po chwili dostałem mieczem? po łydkach i było to dość bolesne! Dokładnie poczułem jak ostrze przeszło przez "mięso". Cięcie było głębokie... przed kośćmi, ale tak czy siak mocno nieprzyjemne. Po chwili mnie wybudziło, ale po otworzeniu już oczu odczuwałem ucisk na obu nogach w miejscu cięcia. Poprosiłem opiekunów, aby mnie tam jakoś pozszywali... bo najwidoczniej moje jedno z ciał energetycznych? zostało uszkodzone...

Jest już 16:57, a ja jak chodzę to czuję ucisk i pewnego rodzaju dyskomfort w miejscach w których doświadczyłem tych cięć... to na prawdę były głębokie cięcia... a nie jakieś tam draśnięcia...

Jest 17:03... siedzę sobie przed komputerem i mnie zaczynają po prostu boleć tamte miejsca... nie jest to jakiś duży ból, ale jednak dobrze odczuwalny...

Po rozmowie z Wiesią (która się odbyła po 19) dowiedziałem się, że raczej to cięcie nie było niczym złym, gdyż jak Jej mówiłem dzisiaj, że od pewnego czasu miałem silne wrażenie, że w łydkach, a w szczególności prawej kumuluje mi się negatywna energia. Przedwczoraj próbowałem ją usuwać i prosiłem opiekunów o pomoc w tej sprawie... no i proszę... długo nie trzeba było czekać na porządną reakcje z "ich" strony... Widocznie taki bolesny zabieg musiał być wykonany, aby ze mnie to usunąć. Tak czy siak za 3 godziny pomasuję to miejsce jeszcze kryształem górskim... ale najpierw musi się wymoczyć porządnie w wodzie z solą.

25/26.03.2012 -> O 23:45 idę spać na fotel, a o 1:32 wstaję - brak ataków.

O 3:14 położyłem się na łóżku i lekko przysnąłem... we śnie zostałem lekko uderzony po twarzy i tym samym zostałem sprowokowany do bójki... ale na szczęście nie rozpętałem "bijatyki", chociaż na samym początku miałem taką ochotę... szybko się zorientowałem, że to prowokacja i praktycznie od razu zostałem wybudzony (3:58)... moje serce po wstaniu tylko lekko szybciej biło.

O 4:49 ponownie idę spać na fotel, a o 5:30 wstaję z powodu agresywnej postawy postaci we śnie. Nic mi się jako tako nie stało, ale ich agresywna postawa była dość "męcząca" i dobrze, że w pewnym momencie "sen" został przerwany. Nie mniej jednak jest to ciekawe, że broniłem się przed ciosami i bodajże nawet sam kontratakowałem? (nie pamiętam dobrze), ale chcąc nie chcąc z jakiegoś powodu nie było tym postaciom tak łatwo "wyssać" ze mnie energię.

Za jakiś czas ponownie położyłem się spać i dopiero o 7:05 ktoś mnie prowokacyjnie kopnął we śnie... na szczęście po chwili mnie wybudziło...

O 9:24 kładę się spać, a o 11:25 wstaję - brak ataków.

O 11:52 kładę się spać, a o 13:11 wstaję - brak ataków?

O 13:22 kładę się spać, a o 16:09 wstaję - brak ataków.

26/27.03.2012 -> O 4:10 kładę się na łóżku i zasypiam, a o 4:30 wstaję z powodu ataku we śnie (moje "ciemne" mieszkanie -> ktoś wchodzi bez pukania [niby to miał być mój kolega - "zaufanie"] -> zaglądam na ciemny jak "noc" korytarz i po chwili poczułem lekki "niepokój" i mnie wybudziło). Ogólnie już zdarzało mi się mieć motyw z ciemnym jak "noc" moim mieszkaniem i wchodzeniem jakiejś "postaci" lub "czegoś niewidzialnego" (w sensie, że niby ktoś wszedł, ale nikogo nie widać)... a wszystko po to, abym poczuł "lęk" lub się mocno "wystraszył".

Jak ponownie przysypiałem za jakis czas to doznaję szarpnięć (z fizycznym bezwarunkowym "wstrząsem" ciała) na 4 czakrze... czymkolwiek one by nie były to staram się być czujny, aby jednak nie zamykać oczu... ale czasem jak człowiek zmęczony to i oczka się mrużą...

Po 6 poszedłem spać do pokoju obok... spałem do 9:03 -> w międzyczasie zostałem z 3-4?x zaatakowany... ale na moje oko nie były to ataki zbyt silne.

O 9:33 poszedłem ponownie spać... wstałem o 11:37 - brak ataków.

O 16:03 kładę się spać, a o 19:24 wstaję - nie jestem pewien czy nie było jakiegoś ataku na samym końcu...

Około 21 kładę się spać, a o 23:50 wstaję z powodu kilku ataków pod rząd gdy miałem zamknięte oczy. Mówiąc szczerze na początku nie zorientowałem się, że są to ataki... a jeszcze na chwilę przed otworzeniem oczu ujrzałem przed oczami na może pół sekundy demonicznego kozła... co mnie utwierdziło tylko w przekonaniu kto mnie "odwiedził".

27/28.03.2012 -> Około 10:38 położyłem się... po chwili zamknąłem oczy... i doznałem szarpnięcia na 4 czakrze... po chwili kolejnego z tym, że widziałem gdzieś jakąś postać przed zamkniętymi oczami... otwieram oczy i się zastanawiam czy to był atak? ale, że same oczy mi się kleiły to zamykam je jeszcze na chwilkę i znowu widzę tą postać, ale tym razem rzuca we mnie jakimś snopem siana? i tylko gdy tym "mentalnie" obrywam to poczułem szarpnięcie na czakrze i szybko wstałem, bo wiedziałem już na 100% z czym mam do czynienia. W sumie mówiąc szczerze nie spodziewałem się ataku... ale widać po tym przykładzie, że trzeba być cały czas czujnym... nie można nawet na chwilę opuszczać "gardy"!

Po południu jak leżałem w pokoju obok doświadczałem bardzo silnej obecności kogoś z prawej strony... na dodatek odczuwałem jakby dmuchał mi zimnym powietrzem w szyję. Co jakiś czas mimo iż miałem otworzone oczy to przy mruganiu? (nie jestem obecnie pewien, bo spisuję to wiele godzin później) odczuwałem szarpnięcia na 4 czakrze (jakby porażenia prądem). Tak czy siak po kilku minutach zmagań musiałem zmienić mocno pozycję na bardziej siedzącą, a później w ogóle musiałem się ewakuować... bo to coś nie chciało mnie opuścić jeszcze przez jakiś czas...

28/29.03.2012 -> Nie wiem o której poszedłem spać (na fotelu), ale o 00:39 wstałem - brak ataków (pewnie spałem z godzinę? ale nie wiem dokładnie ile).

O 4:38 kładę się na łóżku... a o 4:53 wstaję z powodu ataków, które były mało widoczne, ale były... po otwarciu oczu, które były przez chwilę zamknięte moje serce dziwnie szybciej biło... i tak zdarzało się kilkukrotnie... a ostatecznie przed samym wstaniem zobaczyłem jakąś postać przed oczami co się rozpychała i coś do mnie mówiła... Pilnują mnie non stop... chyba nie mają co robić z wolnym czasem...

Około 4:47 usnąłem na fotelu... i miałem sen gdzie mój kot najadł się jakiś "śmieci" i się "zapchał"... zacząłem mu je wyjmować z pyszczka i mnie wybudziło (5:49)... Nie ładnie wplątywać w ataki we śnie motywy z moim kotkiem... Tak czy siak wyszedłem z tego ataku w miarę obronną ręką gdyż w trakcie jego trwania, po szybkim zorientowaniu się co się dzieje przeszła mi przez głowę myśl, że uda mi się oczyścić mojego kota z tych śmieci, a nie coś w stylu "pomocy! mój kot się dusi!".

Po 6? poszedłem spać, a o 7:41 odczuwałem strach we śnie... ale wydaje mi się, że jednak ten przypadek niekoniecznie musiał być związany z atakiem... Wstałem o 8:55.

29/30.03.2012 -> O 3:10 urwał mi się film ze zmęczenia przed komputerem... -> wstałem o 4:33... raczej nie było ataków we śnie.

Około 7:48? położyłem się do łóżka, a o 7:51 powoli zamknąłem oczy i leciutko "odpłynąłem" i nagle poczułem jakby coś łaziło po moim brzuchu... szybko otworzyłem oczy i wstałem, gdyż zdecydowanie wydało mi się to mocno podejrzane.

Po 11 usnąłem na łóżku... a około 14:49 wstałem - brak ataków.

30/31.03.2012 -> O 22:23 idę na fotel i zasypiam..., a o 1:25 wstaję - pod sam koniec była pewna podejrzana scena (walka) ale nie zauważyłem aby coś mi się stało (w sensie straty energii).

O 2:43 poszedłem na fotel, a o 3:31 musiałem się ewakuować z mojego siedziska. We śnie jakaś "przyjazna" postać siedziała koło mnie na kanapie... i na chwilę mnie przerzuciło do reala? (ale wciąż byłem taki zaspany) i poczułem fizyczne przyleganie do mojego ciała tej niewidzialnej istoty z prawej strony mojego ciała. Ogólnie to samo uczucie dotyku co wczoraj, gdy coś po mnie łaziło. Na szczęście szybko się z tego "otrząsnąłem".

O 4:35 idę na fotel, a o 5:46 wstaję z powodu ataku we śnie (niestety, ale straciłem trochę energii).

Około 7:44 na chwilkę się położyłem, ale co chwilkę wpadałem w stan gdzie mogłem bez problemu być zaatakowany i ciężko było mi to powstrzymać dlatego już o 7:47 musiałem wstać, gdyż coś mną szarpnęło... lepiej nie ryzykować kolejnego ataku o ile to już nie był atak.

O 9:43 na chwilę przysnąłem, ale już około minutę, może dwie później musiałem wstawać, bo miałem atak we śnie... wydaje mi się, że nie był do końca skuteczny, bo stawiłem w nim pewnego rodzaju opór, ale nie mniej jednak moje serce po wstaniu lekko szybciej biło. Ten byt nie chce mnie opuścić... widocznie mnie "lubi", ale ja dziękuję za taką przyjaźń :/

[KWIECIEŃ 2012]

31.03.2012/01.04.2012 -> O (lub po) 1:51 zasypiam, a o 2:23 mam atak we śnie. Uciekałem i stawiałem opór mojemu przeciwnikowi - wybudzony zostałem podczas obrony... jako tako nic mi się takiego nie stało.

O 2:33 zasypiam na łóżku, a o 3:40 wstaję - miałem bodajże na końcu jakiś atak? we śnie, ale nie jestem pewien, ale chyba tak?

O 3:44 idę spać do łóżka, a o 5:28 wstaję - brak ataków?

Po 5:32 poszedłem na fotel, a o 8:50 wstałem - brak ataków?

Po? 9:31 do około 11:30 spałem na fotelu - brak ataków.

01/02.04.2012 -> O 3:01 poszedłem na fotel i za jakieś kilka? minut usnąłem. O 3:15 miałem atak we śnie. Zostałem trochę wystraszony... ale nie tak bardzo... moje serce po wstaniu lekko szybciej bije itd. Ogólnie czuć, że ktoś jest w moim pokoju... Zresztą przed zaśnięciem usłyszałem w głowie "głośną myśl" i to już był dla mnie sygnał, że ktoś się pode mnie podłącza... -> następnym razem muszę od razu się ewakuować, a nie iść spać... ale gdy chce się spać to nie zawsze słucha się "sygnałów" jakie możemy dostrzec, aby uniknąć ataku... zresztą i tak kiedyś będzie trzeba usnąć... jak nie teraz to za kilka godzin... wtedy może nie być żadnego "sygnału ostrzegawczego" przed zamknięciem oczu, a i tak możemy oberwać... hmm... że im się chce mnie tak atakować... widocznie nie mają lepszych zajęć niż "zabawa" ze mną...

Po 3:57 usiałem na fotelu i za chwilkę usnąłem... -> wstałem o 5:48 i pod sam koniec (w stanie pomiędzy realem a snem) coś niewidzialnego po mnie łaziło (odczuwalny dotyk itd.), ale natychmiast gdy to poczułem zacząłem się na siłę wybudzać i się udało - nic mi się nie stało.

Po 11 poszedłem spać, a o 15:48 wstaję - brak ataków.

Po 17:43? (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a o 19:35 wstałem - brak ataków... następnie za jakiś czas (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać ponownie i spałem do 20:47 i na samym końcu miałem próbę wystraszenia mnie we śnie, ale nie udała im się ta "sztuka".

02/03.04.2012 -> O 6:09 zamknąłem na chwilkę oczy i od razu przed nimi zauważyłem jak jakaś postać uderza końcem kija prosto w moją twarz... na szczęście tuż przed samym "dotarciem kija do celu" otworzyłem oczy i nic mi się nie stało, ale uważam, że bardzo mało brakowało.

O 21:54? idę na fotel i zasypiam... a o 23:54 wstaję z powodu ataku... nieźle moje serce zostało nastraszone :/ Mówiąc szczerze mam wrażenie, że to jakieś "jaszczurki" mi to zrobiły :/

03/04.04.2012 -> O 2:22 idę na fotel, a o 4:02 mnie wybudziło z powodu walki jaką prowadziłem z jakimiś "demonami" (ogromne pająki itp.) w piekle? Szło mi w sumie całkiem, całkiem i pewnie dlatego zostałem "wybudzony". Nie jestem pewien na 100% czy był to atak, ale faktem jest, że same "potwory" jakie w nim były były dość "przerażające" i wzbudzające strach.

Około 7 byłem w pokoju obok i najpierw leżałem na łóżku, ale szybko usiadłem z powodu, iż mocno chciało mi się spać... gdy siedziałem oczy wciąż mi się same zamykały. Około 7:18 wpadłem w sen, w którym zobaczyłem jak jakaś strzykawka 2x wbija mi się w dziąsło (nie jestem pewien czy wkłucie było w dwóch miejscach czy w jednym 2x) i coś wstrzykuje (tak jak wygląda to u dentysty przy znieczuleniu) - ogólnie nie czułem wbicia igły, ale po przebudzeniu czuję ucisk w tamtym miejscu i to ewidentny (lewa strona) -> tak czy siak mimowolnie się wystraszyłem gdy to się działo... -> jak ja nie lubię "snów" ze strzykawkami :/

PS. Ogólnie dosyć mocno chce mi się spać... jeszcze chwilkę później siadłem na "sekundę" na fotelu i jeszcze dodatkowo oberwałem w czakrę... ogólnie miałem wrażenie jakby "kulka", która jest w środku głowy (moja dusza?, świadomość?) uniosła się lekko ponad głowę? i właśnie wtedy oberwałem strzała w czakrę... jakoś tak to zaobserwowałem?

PS2. Lepiej przyłożę sobie kryształ górski do tego dziąsła :/

Około 8:45 zrobiłem sobie healing, aby oczyścić negatywne energie jakie zostały tam wstrzyknięte... po healingu wciąż czuję tam ucisk (chyba bardziej punktowy niż "rozległy"), ale sądzę, że jak na moje możliwości to zrobiłem tyle na ile było mnie mnie stać, aby uleczyć to miejsce. Po skończonym healingu poprosiłem moich opiekunów itd., aby zrobili to o czym ja zapomniałem lub czego nie zrobiłem, a powinno być zrobione.

Po 19:30 (nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 21:24 zostaję zaatakowany we śnie... moja czakra oberwała :/

04/05.04.2012 -> Jest 1:16 a ja czuję ewidentny i silny ucisk w miejscu gdzie miałem zrobiony zastrzyk :|

Po 6 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać w pokoju obok. Miałem atak we śnie o 8:25... demon był ewidentnie wściekły.  Odpychałem jego łapy i bardzo skutecznie mi to szło. Wybudziłem się beż żadnej straty energii czy czegoś takiego... jedynie serce mi szybciej biło, ale to nic. Nie było nawet żadnego strzału w czakrę! :)

O 9:55 poczułem jak coś się ode mnie odczepiło (a czułem wcześniej, że mój "mózg?" jest atakowany?)... nagle moje myśli stały się znacznie bardziej spokojne i żadne "atakujące mnie" myślokszałty już nie nachodziły mojej głowy tak jak działo się jeszcze przed chwilą...

PS. wciąż czuję ucisk w lewym policzku :|

Po 13:53 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a wstałem dopiero o 19:48 - brak ataków.

Około 22:30 się położyłem... a o 22:50 miałem sen, w którym zabijałem trzy osoby nożem... nie wiem czy to był atak, ale w tym śnie byłem postawiony w sytuacji stresującej gdzie musiałem się mocno spieszyć z wykonaniem zadania... Po wstaniu moje serce trochę szybciej biło... Ciekawe czemu nie mogę mieć normalnych snów tylko wszędzie ten negatywizm przez nie przenika ;-) Nie jestem pewien czy był to atak... nie chce też wszystkiego pod atak podciągać, ale trochę brakuje mi "normalnych" snów...

05/06.04.2012 -> Około 1:45 położyłem się na łóżku... około 1:50 na "sekundę" przymknąłem oczy i od razu zobaczyłem jak jakiś "kamień"? (albo coś podobnego) leci bardzo szybko w moim kierunku i gdy we mnie "uderzył" poczułem takie specyficzne odczucie na 4 czakrze jak przy ataku, ale niezbyt mocne, ale jednak było hmmm... że tym istotom się tak chce mnie pilnować na każdym kroku...

PS. Co jakiś czas czuję jakby ukłucie w lewym dziąśle (w miejscu wkłucia igły)... możliwe, że jest to jakiś objaw leczenia tego miejsca?

Po 12:07 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a o 15:47 wstałem - brak ataków.

Od około 22:20 do 22:42 trochę drzemkałem na fotelu i było ok ;)

06/07.04.2012 -> O 4:31 idę na fotel... zasypiam po pewnej chwili ale już o 4:46 zostaję zaatakowany (ugryziony?) i wystraszony we śnie przez jakiegoś potwora :/ Muszę się trochę doładować po tym ataku :/

Około 5:48 na chwilkę się położyłem, a jakieś 2 minuty później zostałem zaatakowany... i to nawet nie było we śnie... tylko w stanie mocniejszego rozluźnienia... ech...

Po 6 poszedłem spać do pokoju obok.... zostałem zaatakowany jakiś czas później (we śnie) oraz o 7:23... z minutę później wstałem.

Po 15:55 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a o 19:23 wstałem - brak ataków.

07/08.04.2012 -> O 00:12 kładę się spać, a o 00:47 wstaję... brak ataków.

O 1:34 poszedłem na fotel, a o 3:00 wstaję - brak ataków.

Od 4:22 do 4:58 byłem na fotelu - brak ataków?

O 6:00 ponownie poszedłem na fotel i miałem 2 ataki we śnie (~6:04 i ~6:15). Każdy sen miał za zadanie wystraszenie mnie (ale jeszcze wtedy nie byłem pewien czy na pewno są to ataki). Później położyłem się na łóżku i miałem jeszcze 2 wystraszenia we śnie... w ostatnim śnie zaatakował mnie wciekły kot (6:35). Ogólnie po każdy takim ataku moje serce szybciej biło. Na początku te sny wydawały mi się takie niepozorne... dlatego kontynuowałem próbę spania... co było błędem z mojej strony. Dopiero trzeci sen dał mi mocniej do myślenia, że raczej są to ataki, ale chciałem się upewnić że mam rację i ostatni sen już mnie w tym utwierdził w 100%. Z jednej strony kontynuowałem spanie i przez to obrywałem, ale z drugiej strony zdobyłem pewną wiedzę, która powinna mi się przydać w najbliższej przyszłości... chociaż w sumie chyba szybciej powinienem się zorientować co się dzieje... hmmm... te pierwsze dwa sny nie były dla mnie tak oczywiste jak te dwa kolejne... hmm... teraz wiem jeszcze lepiej na co mam zwracać uwagę... przede wszystkim gdy wali nam serce tuż po obudzeniu się to możemy być raczej pewni, że mógł być to atak... no i jakiekolwiek sny w których odczuwamy strach lub jesteśmy w jakiś sposób wystraszani. Jak zwykle mam trochę pretensje do siebie, że nie zareagowałem "ewakuacją" wcześniej, no ale jakoś tak nie rozpoznałem zbyt szybko tych "snów"... chociaż z drugiej strony chciałem się też upewnić czy aby na pewno są to ataki, czy może zwykłe sny więc kontynuowanie spania też trochę tym było pokierowane. Ogólnie czasem zapominam, że walczę z bardzo szczwanym przeciwnikiem.

Możliwe, że był jeszcze jakiś atak którego nie spisałem, ale nie jestem tego pewien... Tak czy siak muszę się trochę zregenerować... i doładować energią...

O 22:47 idę na fotel, a o 23:20 zostaję zaatakowany we śnie - tym razem się nie nabrałem po pobudce, że był to tylko zwykły sen! Zresztą ten sen był bardziej oczywisty niż te początkowe sny dzisiaj nad ranem. Podszycie się pod mojego niepełnosprawnego kolegę było całkiem ciekawym pomysłem. Demon dość szybko znalazł się blisko mnie (okolice 4 czakry)  , następnie wzbudził we mnie współczucie i chęć pomocy. Gdy to nastąpiło "otworzyłem się" (czakrę) i demon od razu mógł nachapać się energii z niej. Tak samo jak są ataki gdzie trzymam kota tak samo trzymałem mojego kolegę (w sensie bliskości 4 czakry) i po chwili nastąpiło wybudzenie ze stratą energii. Schemat jest ten sam... ważne aby być blisko 4 czakry (najlepiej jej dotykać [bycie na moich rękach lub w moich objęciach]) i należy następnie wzbudzić jakieś "wysoko wibracyjne" uczucie lub jak czasem dzieje się to przy ataku z kotem po prostu zacząć siłowo atakować czakrę (silne wiercenie się kota przy samej czakrze). "Jednym" słowem demonie zostałeś "rozpracowany". Twoje metody działania są znane i przedstawione publicznie! :)

O 22:47 kładę się spać, a o 23:40 wstaję gdyż wyczuwałem, że jak tego nie zrobi to niebawem nastąpi atak.

08/09.04.2012 -> O 23:43? idę na fotel... zasypiam, budzę się - brak ataków. Po chwili ponownie to samo -> budzę się o 3:59.

O 4:47 idę na fotel, a o 5:21 wstaję z powodu ataku we śnie.

Po 6:28 usiałem na fotelu w pokoju obok i usnąłem. Wstałem dopiero o 8:29 z powodu ataku we śnie?

Po 11:27 położyłem się na łóżku... trochę leżałem, trochę drzemkałem... prawdopodobnie były pewne drobne ataki i to w sporej ilości... o 14:25 wstałem. Czasem ataki są bardzo niepozorne... tak jak było to prawdopodobnie w tym przypadku... chociaż w sumie nawet teraz nie jestem pewien czy były to ataki czy jednak było to coś innego... Tyle lat tego doświadczam, a wciąż nie mogę się przyzwyczaić do pewnego rodzaju bezduszności tego "zjawiska". Oczywiście, że jak coś mi się dzieje podejrzanego to muszę się od razu ewakuować tylko gorzej jak człowiekowi chce się spać, a mi się prawie non stop chce spać ;) ale muszę się ogarnąć i wstawać od razu jak będzie się coś podejrzanego działo... nawet jeżeli będzie mała szansa, że jest to atak... tylko, że w praktyce często chęć spania bierze górę nad powinnością ucieczki hmmm...

W sumie tak na prawdę to już mam trochę po dziurki w nosie całych tych ataków i zastanawiania się czy jestem już atakowany czy jeszcze nie... oraz obserwacją wszelkich doznań świadczących o ewentualnym ataku... jeszcze muszę chwilkę wytrzymać... to już końcówka... muszę się skupić i być czujny... bo nigdy nie wiadomo jak się taki atak dla mnie skończy... a jak wiemy różnie bywało... muszę się postarać ograniczyć do minimum te ataki... a jak się skończą to sobie odeśpię wszystkie te nieprzespane lata ;)

09/10.04.2012 -> Po 11:41 kładę się spać, a o 14:25? wstaję - brak ataków.

Około 22:51 kładę się na łóżku, a o 23:10 coś mnie lekko wystraszyło? a po otworzeniu oczu spojrzałem w prawo i zobaczyłem patrzącego na mnie z bliskiej odległości czarnego kota (negatywny?) i się dodatkowo przestraszyłem po czym od razu ten kot zniknął.

10/11.04.2012 -> 23:20 idę na fotel, a o 2:46 wstałem z powodu ataku we śnie.

O 4:11 idę na fotel, o 4:57 wstaję z powodu ataku we śnie.

O 5:46 kładę się do łóżka, a o 9:30 wstaję z powodu ataku we śnie (jakimś kijem zostałem obity).

11/12.04.2012 -> O 00:26 kładę się na łóżku i po pewnym czasie zasypiam... o 2:53 się budzę - brak ataków.

O 3:18 ponownie kładę się do łóżka, a o 4:05 mnie wybudziło ze snu... i całe szczęście, bo miałem być za chwilkę atakowany ufff.

12/13.04.2012 -> O 22:57 idę na fotel, a o 3:45 wstaję - brak ataków.

O 4:34 kładę się na łóżku, a o 4:51 wstaję - był na końcu atak we śnie (skierowany na 4 czakrę)..

O 4:56 idę na fotel, a o 5:54 miałem atak, ale nic takiego mi się nie stało... ten atak wcześniejszy był dla mnie gorszy ;)

Po 6 (6:30?) poszedłem spać i wstałem o 8:27 - brak ataków.

Około 10:30? położyłem się na łóżku i powoli zasypiałem z kotkiem... około 10:50 miałem w wyobraźni pokazane jak napina się gumowa lina... coraz to mocniej i mocniej i zaraz miała strzelić, bo była napięta do granic możliwości, a była ona dość gruba i konsekwencje strzału takiej liny mogłyby być "dla mnie" niemiłe (jakby działo się to w realu)... i poczułem pewnego rodzaju strach, że zaraz ona pęknie itd... Myślę, że celowo w mojej wyobraźni guma nie pękła... chodzi o potęgowanie strachu przed "pęknięciem" (konsekwencjami strzału)... chociaż nie wiem czy by nie pękła jakbym kontynuował "spanie" -> uczucie strachu zaczęło we mnie narastać, ale akurat wtedy kot zszedł z łóżka i się "ocknąłem"... otworzyłem oczy i nic mi się nie stało. W sumie to już nie pierwszy raz gdy kot mnie "budzi" z tego typu sytuacji... może nie było ich zbyt dużo, ale już kilka było... czasem się poruszy, a czasem miauknie... różnie bywa... ale czasem robi to dokładnie wtedy gdy powinien, aby mnie uratować od konsekwencji ataku.

13/14.04.2012 -> Po 4 (nie wiem dokładnie o której) usnąłem na fotelu. Obudziłem się o 5:45 - brak ataków.

O 5:55 położyłem się do łóżka w pokoju obok i po chwili usnąłem. O 10:18 wstałem - brak ataków.

O 11:17 kładę się spać, a o 14:48 wstaję z powodu ataku we śnie. Byłem silnie tarty "demoniczną" ręką i w tle widziałem jakby coś się wgrywało - mam nadzieję, że nie wgrywali we mnie jakiś negatywnych programów, ale nie mniej jednak nie jest to wykluczone, że właśnie tak było - tak czy siak po wstaniu czuję ewidentny ucisk w miejscu gdzie byłem "mocno tarty". Po wstaniu przykładałem tam kryształ i modliłem się o usunięcie wszelkich negatywnych programów jakie ewentualnie były mi wgrane oraz wszelkich negatywnych skutków tego ataku.

Jest 23:37 a ja wciąż bardzo dobrze odczuwam skutki ostatniego ataku (bardzo wyraźny ucisk na ciele).

14/15.04.2012 -> O 4:28 kładę się spać, a o 5:03 wstaję -> gdy otworzyłem oczy widziałem "negatywną" halucynację (atak), ale szybko się odwróciłem i zacząłem mantrować słowo "Bóg" i po problemie. Nawet się leciutko, mimowolnie wystraszyłem, ale to pikuś.

O 5:29 ponownie idę spać (tym razem fotel), a o 9:26 wstaję - brak ataków.

15/16.04.2012 -> O 04:37 idę na fotel, ale nie za bardzo miałem ochotę zamykać oczy i gdy to robiłem to jakoś tak odruchowo od razu je otwierałem i tak w kółko...-> gdy już zamknąłem je do końca to wszedłem w głębszy stan relaksu i o 04:58 musiałem wstać z powodu ataku (w stanie pomiędzy realem, a snem) jakiegoś wściekłego, czarnego psa? który mnie zaczął odczuwalnie gryźć (nie było to miłe). Ten atak spowodował również, że po wstaniu odczuwam pewne skutki ataku na 4 czakrze - nie wiem co dokładnie się tam stało, ale w końcu w atakach chodzi o to, aby dostać się do czakry to przy okazji szarpania mnie swoimi zębami i moja 4 czakra jakoś zareagowała na tą całą sytuację.

Około 5:30 kładę się spać, a o 8:25 wstaję - brak ataków.

O 20:10 idę na fotel, a o 22:51 wstaję - brak ataków.

16/17.04.2012 -> O 2:34 położyłem się na łóżku i leżałem z otwartymi oczami, a o 2:56, gdy mój umysł był już dość mocno zrelaksowany zostałem zaatakowany (bijące serce itd). Zresztą przed samym atakiem "przelatywały" mi przez głowę "głośne myśli"... co mi już wyraźnie sugerowało atak. Możliwe, że byłem poddany pewnej hipnozie (ale nie jest to pewne - może po prostu było to mocne zmęczenie) co spowodowało moją ignorancję w stosunku do "głośnych myśli".

Z dawnych czasów wiem, że gdy człowiek jest poddany hipnozie to ma dużo mniejszą wolę walki czy też ucieczki przed atakiem - te byty stosują czasem właśnie taki środek znieczulający, aby człowiek przyjął bierną postawę.

Ciekawe jest to, że jak siedzę przed komputerem to wszystko jest ok... ale jak tylko się położę to tym bytom z jakiegoś powodu jest znacznie łatwiej mnie atakować i wprowadzać w hipnotyczne stany.

Tyle lat już doświadczam tych ataków, ale wciąż trudno jest mi się przyzwyczaić do postępowania tych istot, które z pełną premedytacją i świadomością działają, aby zrobić mi "kuku" - to jest takie nieludzkie... (pomijając już fakt, że te istoty nie są ludźmi).

Około 7:30 już nie byłem w stanie zapanować nad "nie zaśnięciem" i usiadłem na fotelu i w końcu straciłem świadomość i to trwało bardzo krótko (z 1-2 sekundy) i poczułem jakby jakiś wybuch w głowie? Nie odczułem aby było to złe i nie wiem czy to w ogóle miało coś wspólnego z atakiem, ale po tym doświadczeniu od razu poczułem się mniej senny niż było to jeszcze kilka sekund wcześniej. Jakieś cuda na kiju się dzieją - może właśnie tego "wybuchu" potrzebował mój umysł, aby się w pewnym sensie błyskawicznie "zregenerować"? (to tylko hipoteza).

Po 7:42 poszedłem do pokoju obok i się położyłem - za jakiś czas usnąłem -> wstałem dopiero o 14:15 - brak ataków.

17/18.04.2012 -> Po 20:58 kładę się spać, a o 5:54 wstaje - brak ataków.

Około 8:45? położyłem się do łóżka... po pewnym czasie na chwilkę usnąłem, a o 8:59 wstałem - brak ataków.

18/19.04.2012 -> O 19:48 kładę się spać, a o 1:10 wstaję - brak ataków.

O 5:59 usnąłem, a o 7:18 się obudziłem - brak ataków.

19/20.04.2012 -> Około 22:30 idę spać (mały pokój), a około 2 w nocy wstaję - brak ataków -> zmieniam od razu pokój (duży pokój) i idę dalej spać... szybko zasypiam i od razu we śnie zostaję zaatakowany przez jakąś agresywną postać... wstaję z walącym sercem... Moja czakra zdecydowanie oberwała... określiłbym ten atak jako dość mocny... mam silną potrzebę trzymania ręki na czakrze aby ją jakoś "wspomóc"... a ostatnie dwa dni były takie spokojne...

Około 5 nad ranem się położyłem... ale nie miałem zamiaru iść spać... po kilku minutach zauważyłem, że mogę usnąć więc usiałem... ale wciąż mnie coś mocno "cisnęło" abym usnął (wydawało mi się to jakoś dziwnie podejrzane)... po chwili zawołałem do moich opiekunów, aby odcięli ode mnie tego byta, gdyż uważałem, że mnie "usypia" i co ciekawe zadziałało! od razu mój stan się w jednej chwili znacząco poprawił! więc naprawdę warto od czasu do czasu zawołać swoich opiekunów, aby nam pomogli :)

Około 6-7? poszedłem do pokoju obok i leżałem na łóżku aż usnąłem... około 8:15? jakaś niby przyjazna postać się do mnie przytuliła (we śnie), a ja próbowałem ją od siebie odkleić (oraz dodatkowo jeszcze jednej osobie się to nie podobało i też chciała aby ona trzymała się ode mnie na dystans - opiekun?)... jak dla mnie typowy atak... tak czy siak chyba po chwili ta postać została ode mnie "odklejona"... ale nie jestem pewien ale chyba tak... tak czy siak nie pamiętam, aby coś mi się stało. Jeszcze trochę poleżałem i o 9:07 wstałem.

Prawdopodobnie nic mi się nie stało z powodu "snu" jaki miałem 10 minut przed tym atakiem (który będzie dokładnie opisany na moich doświadczeniach), a mianowicie o trzech złotych kulach które wleciały w moją 4 czakrę (ochroniły mnie przed utratą energii? - prawdopodobnie tak, a przynajmniej tak mi się wydaje).

Jest 18:53 a ja wciąż czuję tą złotą energię w (na) mojej 4 czakrze.

20/21.04.2012 -> O 23:33 idę na fotel, a o 3:40 wstaję - brak ataków.

Około 5:20 idę spać do pokoju obok... o 6:37 miałem atak (przepuszczenie przez głowę negatywnych myśli i wystraszenie co spowodowało wybudzenie i walące serce itd).

Przed 8 siedziałem sobie na fotelu, ale miałem w głowie jeden wielki, negatywny strumień myśli (gdy zamykały mi się oczy to wpadałem w negatywne sny) i musiałem się ewakuować aby to przerwać. Wzywanie opiekunów nic nie pomogło... raz to działa a raz nie hmm... tak czy siak jak siedzę przed komputerem to jakoś mnie ten byt specjalnie nie atakuje... ale jak siedzę na fotelu na którym łatwo się zrelaksować to sprawa wygląda już zupełnie inaczej.

Około 19:00 się położyłem... o 19:05 na chwilkę zamknąłem oczy i doznałem czegoś na kształt energetycznego strzału w serce... czy był to atak? nie wiem... nie czułem przy tym strachu, nie byłem wystraszony, moje serce po całej "akcji" nie biło szybciej... Ogólnie to ciężko powiedzieć kto lub co puściło we mnie tą "wiązkę" energetyczną. Wydaje mi się, że nie było to nic złego... ale oczywiście mogę się mylić ;)

21/22.04.2012 -> O 2:03 idę na fotel, a o 4:02 wstaję - brak ataków?

Po krótkiej chwili idę do pokoju obok na fotel i usypiam, a o 6:05 wstaję z powodu ataku we śnie. Na samym początku co ciekawe byłem ukazany w grubej kurtce (warstwa ochronna?) -  nie przypominam sobie abym kiedykolwiek? był w tak grubej kurtce podczas ataku. Czy ma to związek ze złotymi kulkami które wleciały w moją 4 czakrę kilka dni temu? Czy ta energia chroni moją 4 czakrę przed stratą energii? Co do samego ataku to zaatakowała mnie jakaś kobieta (nie wyglądała jak demon, ale w miarę przyjaźnie [kamuflaż]). Od razu się na mnie rzuciła i zaczęła od ataku pocałunkowego, ale ja od razu stawiałem (podświadomy) opór... po chwili mnie objęła i powaliła na ziemię... mi się to nie podobało i chciałem się uwolnić... po pewnej krótkiej chwili ten demon był już koło mnie, a ja się wybudziłem (tak w dużym skrócie). Nie zauważyłem aby mi się coś stało w sensie straty energii (mogłem w sumie nie czuć ale ogólnie zawsze czuję więc...) czy jakiś odczuwalnych "obrażeń" hmmm...

22/23.04.2012 -> O 22:19 kładę się spać, a o 1:15 wstaję z powodu ataku we śnie. Mamy tą samą sytuację co ostatnio tylko tym razem mnie objął mnie demon udający osobę "niepełnosprawną" rzekomo potrzebującą "mojej pomocy" (opieki, wsparcia, zaopiekowania się itd). We śnie byłem całkowicie nieświadomy, że był to atak... i co ciekawe również nie odczułem żadnej straty energii mimo iż ten demon się wręcz do mnie przylepił. Możliwe, że lekko mi serce szybciej biło po wstaniu, ale ogólnie po tym jak wleciały we mnie te trzy złote kule nie odczuwam strat energii... jakby te kule blokowały jakikolwiek wyciek energii z mojej czakry hmmm...

O 2:36 idę na fotel a o 2:52 zostaję zaatakowany we śnie. Pokazali mi jak pali się na podłodze pewien papier, który mocno się zajął ogniem... ja próbowałem go zgasić nogą i ten ogień zaczął mnie "dosięgać". Nic oprócz bodajże lekkiego "wystraszenia" mnie nie osiągnęli choć mam również pewne wrażenie, że moja noga mogła odnieść drobne obrażenia od tego ognia (może to było coś więcej niż tylko wpuszczenie do mojej głowy "myślokształtu" ognia aby mnie wystraszyć - myślę, że mogli jakiś energetyczny ogień podłożyć pod moją nogę, ale mogę się mylić).

O 3:23 idę do pokoju obok i kładę się spać, a o 5:31 we śnie dostaję silny (jak na warunki we śnie) cios w twarz (na szczęście tylko jakby częścią pięści oberwałem gdyż zrobiłem częściowy unik? - w realu cios odpowiadałby lekkiemu, punktowemu uderzeniu młotkiem) - po obudzeniu się czuję w tym miejscu ucisk oraz moje serce szybciej bije -> przyłożę w tamto miejsce kryształ górski... może trochę pomoże... a swoją drogą to nie wiem czy dostałem naprawdę pięścią czy może czymś innym... we śnie się to po prostu tak skrystalizowało, ale jak wiemy te demony są mistrzami "kamuflażu" więc gdy akcja dzieje się we śnie to nie do końca wiadomo kto nas atakuje i czym ("ogólnie mówiąc" sprawa trochę inaczej wygląda w stanie pomiędzy realem a snem). Przypomina mi się atak (pomiędzy realem a snem) gdzie zaatakował mnie kosmita i na początku widziałem go jako przyjazną postać, która mnie uderzała telefonem komórkowym (co ciekawe dzisiejszy cios był dokładnie w to samo miejsce!), a później zobaczyłem go w jego prawdziwej postaci uderzającego mnie jakimś urządzeniem z kolcem więc w dzisiejszym ataku we śnie pojawiła się postać uderzająca mnie krawędzią pięści, ale równie dobrze naprawdę mógł to być cios jakimś urządzeniem z kolcem... oczywiście to tylko takie luźne rozmyślania, ale myślę, że może być w nich sporo prawdy ;)

Jeszcze około 6:15 gdy siedziałem na fotelu próbowano mnie atakować, ale szybko się ewakuowałem.

23/24.04.2012 -> O 1:16 idę na fotel, a 3:25 wstaję - brak ataków.

O 3:52 kładę się do łóżka i zasypiam, a o 4:09 jakiś "szalony kot" zaczął próbować mnie gryźć po nogach, ale na szczęście słabo mu to szło i szybko zrezygnował, a mnie po chwili wybudziło. Jeszcze wcześniej były mi przed oczami pokazane jakieś krwawe sceny (celowo), aby mnie wystraszyć? ale ja się zasłoniłem jakąś kartką czy czymś takim i te obrazy do mnie nie docierały. Gdy już się wybudzałem (przeszedłem ze snu na może dwie sekundy do stanu pomiędzy realem a snem) to miałem wrażenie, że coś mi się szybko nalało do "zamkniętej fizycznie" buzi... ale co to było to nie mam pojęcia. Nie wiem czy ktoś negatywny coś we mnie wlał (gdyż były przed chwilką ataki) czy może ktoś wpuścił  jakąś dobrą energię korzystając z okazji, że przechodziłem pomiędzy "wymiarami" (że tak to nazwę)... hmmm...

O 5:14 poszedłem do pokoju obok na fotel i usnąłem... o 7:35 wstałem - brak ataków.

24/25.04.2012 -> Po? 20:40? idę na fotel, a o 1:01 wstaję - pod sam koniec był atak we śnie, ale taki, który miał za zadanie wywołać we mnie odpowiednie emocje i myśli, które miały spowodować i powodowały efekt szybko "walącego serca" -> udało się to temu bytowi wywołać u mnie kilkukrotnie (we śnie). Ten demon przybrał postać bardzo przyjaznej pani - uśmiechnięta, wyglądająca na bardzo dobrą i współczującą istotę, ale bez skrupułów przepuszczała odpowiednie emocje i myśli przez mój mózg -> nawet raz widziałem jak myśli przez niego przechodzą próbując mnie "otworzyć". Ogólnie atak nazwałbym dość "podstępnym". Na pierwszy rzut oka ciężko było się zorientować, że to atak (ciepłe i miłe otoczenie no i spokojna i zrównoważona siedząca na fotelu pani, ale to tylko taka tania ściema). Demony opanowały dość dobrze ukrywanie się przed wykryciem przed naszą podświadomością dlatego tak często przybierają formę przyjazną.

Ogólnie domyślam się, że efekt "walącego serca" jest tylko skutkiem ubocznym ataku na czakrę serca. Serce po chwili się uspokaja, ale nasza czakra potrzebuje wielu godzin aby dojść do siebie... jakoś tak to widzę..., a przynajmniej to mi podpowiada moje doświadczenie.

O 10:39 się położyłem... po pewnym czasie miałem kilka "głośniejszych myśli", ale nie byłem pewien czy aby na pewno są one sprawką demona i tak się nad tym zastanawiałem, obserwowałem je aż w końcu usnąłem i o 11:16 wstałem z "szybko walącym sercem". Jaki z tego wniosek? Gdy wydaje się nam, że w naszej głowie pojawiają się zbyt głośne myśli to lepiej wstańcie... po co ryzykować potencjalny atak. Ja się po raz kolejny przejechałem na zignorowaniu tego "objawu" mimo iż nie byłem przekonany o tym czy jest to sprawką demona... no ale człowiek uczy się całe życie... dla mnie jest to kolejna cegiełka "życiowej mądrości"... obym dobrze z niej skorzystał gdybym miał kolejną taką sytuację...

Po 20:55 usnąłem na fotelu, a o 23:25 wstałem - brak ataków.

25/26.04.2012 -> Około 2:16 idę na fotel i po chwili zasypiam... o 2:27 miałem atak we śnie ale nic? mi się nie stało, następnie chwilę posiedziałem na fotelu i wpadłem przez przypadek w sen, z którego też jakoś mnie wybudziło na czas i po tym zdarzeniu już się szybko ewakuowałem - czułem też w międzyczasie jak wrzucał w moją głowę "swoje" negatywne myśli. Na 100% ten osobnik jest w moim mieszkaniu... i czeka na dogodną sytuację aby mnie "obić"... jestem tego więcej niż pewien... zresztą to czuć... i  choćby po czasem wrzuconych w moją głowę "jego" myślach widać, że kombinuje dobrze aby mnie podejść - pomijając już fakt, że marzyłoby mu się wprowadzić mnie w sen... co "częściowo" mu się udało, gdy po ewakuacji poszedłem na krzesło do kuchni... niewiele czasu trzeba było, abym został wrzucony w niebezpieczny wir wyobraźni... nie koniecznie mojej.... tak czy siak obecnie siedzę przed komputerem i muszę jakoś wytrzymać do rana... choć z wielką chęcią bym sobie pospał ;) no ale nie każdy ma taki luksus ;)

O 3:36 poczułem jakby ten byt sobie poszedł... ale była to ściemka... gdyż po chwili usnąłem i o 3:54 próbował mnie wystraszyć we śnie (lekko mu się to udało).

Po pewnym czasie usnąłem przed komputerem i obudziłem się o 5:17 - brak ataków?

Za jakiś czas? poszedłem do pokoju obok i usnąłem na fotelu - wstałem o 7:43 -> brak ataków?

Po? 11:07 kładę się spać, a o 13:15 wstaję z powodu wystraszenia mnie we śnie (jeszcze wcześniej było chyba jeszcze jedno? wystraszenie). Ewidentnie ten demon nie daje za wygraną... nie chce odpuścić...

26/27.04.2012 -> Na chwilkę usnąłem na fotelu i po krótkim czasie miałem atak we śnie, w którym nic mi się nie stało (jakaś ręka wyszła z monitora komputera i mnie złapała za rękę i mocno trzymała, ale ją "pogoniłem"). Około 4:45 wstałem.

Jakiś czas później poszedłem spać na fotel (w pokoju obok) i o 6:43 zostałem zaatakowany we śnie, ale również nic mi się nie stało. Na początku we śnie widziałem negatywne postacie... jedna napluła mi pod nogi (próba wystraszenia mnie?) ale szedłem z kimś i czułem się dzięki temu bezpieczniej -> później (w dużym skrócie) zostały one wysłane po to, aby mnie złapać i dogoniły mnie, otoczyły mnie, ale stały na lekki dystans... z jakiegoś powodu mnie nie atakowały... ja zachowałem spokój i mnie wybudziło...

Za jakiś czas poszedłem spać do łóżka... i o 11:05 wstałem - brak ataków, ale za to miałem po tym ciekawy sen gdzie był ktoś koło mnie (ochrona jakaś?) i byłem w tłumie ludzi... nagle wszyscy usłyszeli śmiech kogoś kto nie wiem czy śmiał się ze mnie czy z kogoś na sali, a może i z nas wszystkich... tak czy siak ta osoba, która była koło mnie wezwała tą śmiejącą się osobę (demona?) i ukazała jego hipokryzję przed wszystkimi obecnymi -> pasuje tutaj idealnie cytat: "Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?"... następnie została wezwana kolejna osoba i tak samo została ukazana jej hipokryzja - ogólnie sen był "dziwny" -> nie odczytuje go jako atak, ale może to było jakieś osądzenie tych demonów? a może w ogóle nie ma z tym nic wspólnego? tak czy siak moim zdaniem w jakiś sposób jest on ważny i może tyczyć się moich nocnych potyczek...

27/28.04.2012 -> O 00:19 idę na fotel, a o 4:36 wstaję - brak ataków.

Około 6:30?-7:30? kładę się spać, a o 9:15 wstaję - brak ataków? Miałem po obudzeniu się minimum raz wrażenie, że moje serce szybciej bije, ale nie wiem czy miało to związek z jakimś "ukrytym" atakiem? w sumie przez pewien moment sen wydawał się dziwny... ale w sumie nie wiem czy ktoś negatywny był przy mnie czy to po prostu "zwykły sen". Nie zaobserwowałem, aby ktoś się na mnie rzucił czy coś w tym stylu.

Około 19:09 się położyłem i po pewnym czasie usnąłem... a o 20:35 wstałem - brak ataków.

28/29.04.2012 -> O 3:06 idę na fotel, a o 6:40? wstaję - brak ataków -> następnie idę do pokoju obok i kładę się do łóżka... budzę się o 9:50 i na samym końcu miałem atak pocałunkowy, ale w ostatnim momencie skręciłem głową i nic mi się nie stało -> od razu zostałem wybudzony.

Po południu? leżałem na łóżku i zasypiałem, ale moje myśli były niespokojne więc wolałem wstać.

29/30.04.2012 -> O 2:51 idę na fotel, a o 6:24 wstaję - brak ataków.

Idę na fotel o 6:26, a wstaję o 9:54 - brak ataków.

[MAJ 2012]

30.04.2012/01.05.2012 -> Po 22:25 kładę się spać w małym pokoju, a około 1:30? wstaję -> brak ataków -> następnie zmieniam pokój i dalej próbuję spać, ale dopadają mnie bardzo negatywne myśli latające mi uporczywie w głowie ewidentnie powodowane przez demona. Prosiłem opiekunów o odcięcie tego ode mnie, ale to nic nie pomagało. Tak czy siak po pewnym czasie wstałem i próbowałem spać na fotelu, ale to nie pomogło. Ponownie prosiłem o odcięcie "tego", ale był ten same rezultat czyli żaden... ale w końcu przy którejś z kolei takiej prośbie nagle negatywne myśli ode mnie odeszły i poczułem ulgę. Wstałem o  1:50 i mimo tej nawałnicy negatywizmu jaki mi się przewinął przez głowię i moich prób spania to stwierdzam, że nic mi się w sumie nie stało.

Około 7:45? lekko i bardzo szybko przysnąłem (ze zmęczenia lub z pomocą hipnozy?) na fotelu, a o 7:50 musiałem się ewakuować gdyż miałem dziwne i dość nie przyjemne doznanie w głowie - słyszałem i doświadczałem w głowie jakby jakiś metalowy pręt uderzał w inny metalowy pręt (chodzi tutaj o wydawany dźwięk oraz o sam moment uderzenia obu przedmiotów o siebie), a później miałem wrażenie jakbym uderzał? przednią częścią głowy w coś? (sam nie jestem pewien czy dobrze to opisuję) i to wszystko było połączone z takim właśnie nieprzyjemnym dźwiękiem? który wypełniał głowę i trwał ciągle przez pewien czas? - nie umiem tego doznania dobrze ująć w słowa, ale zdecydowanie nie było ono "przyjemne"... nie wiem czy był to atak czy też nie... ale po obudzeniu się czuję się lekko "otumaniony"... jakby dostał "obuchem" w głowę.

(Dopisane o 23:31 -> jeżeli miałbym obstawiać to obstawiłbym, że nie był to atak. Ogólnie mam wrażenie, że dzięki temu doświadczeniu mój umysł został do pewnego stopnia przetransformowany / zmieniony... wydaje mi się, że to było pozytywne doświadczenie mimo iż troszkę nieprzyjemne... no ale oczywiście mogę się mylić w swojej ocenie tego doświadczenia)

Po 13:24 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem na fotel i usnąłem -> obudziłem się o 17:42 - brak ataków.

01/02.05.2012 -> Około 5:18 poszedłem spać do pokoju obok i już po chwili byłem atakowany (podczas samego leżenia i zasypiania). Podczas tych ataków byłem jakby w hipnotycznym stanie i byłem atakowany przez "powietrze" prosto w czakry, a przynajmniej jakoś tak to widzę. Ogólnie po pierwszych atakach zmieniłem pozycję na "siedzącą", aby uniknąć dalszych "ciosów" (co dużo nie pomogło z powodu? hipnotycznego stanu w jakim wciąż się znajdowałem?) -> niestety po krótkim czasie film mi się urwał i już nie zdążyłem się ewakuować, a miałem to w planach. O 7:40 wstałem -> były również ataki pod koniec we śnie itd. (moja czakra jest zdecydowanie "obita").

Około 14? usnąłem na łóżku, a o 16:00 wstałem - brak ataków.

02/03.05.2012 -> Po 20:55 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać na fotel, a o 2:20 wstałem z powodu ataku we śnie. Atak wyglądał tak: stałem na dworze z moim kolegą (ktoś pozytywny - opiekun?) i trzymałem w rękach ogromny posążek miedzianego Buddy oraz ogromny kryształ górski (ciekawe czy to w jakiś sposób mnie ochraniało czy jednak było to bez znaczenia?). Negatywny byt (postać) podszedł do mnie (staliśmy koło posterunku policji - lokalizacja nie była przypadkowa - była wykorzystana przy ataku "słownym") i pytał się co to za posążek (aby oskarżyć mnie o nielegalne posiadanie "przedmiotu") ale ja odbijałem piłeczkę tłumacząc, że to w ogóle nie jest jego sprawa, że wszystko jest legalnie i aby w ogóle się odczepił (te odpowiedzi były chyba na poziomie podświadomym). Temu demonowi nie udało się mnie tutaj psychologicznie podejść więc przeszedł do bezpośredniego ataku, o którym za chwilkę napiszę. Następnie wsiadłem z moim kolegą do taksówki - oboje się zorientowaliśmy, że nie ma kierowcy i że mój kolega powinien zasiąść jako kierowca, a tu nagle ten byt otwiera moje drzwi i coś znowu ode mnie chce. Słownie go spławiam, ale on nagle zaczyna mnie agresywnie atakować pięścią, zasłoniłem się rękami (czułem jego ciosy spadające na mnie) i za chwilkę mnie wybudziło. Moja energia na czakrze nie została jako tako "zabrana". Po obudzeniu się od razu zdałem sobie sprawę, że ten demon jest tuż koło mnie... tylko w "innym wymiarze".

Po 12:32 (nie wiem dokładnie o której - może o 13?) usnąłem na fotelu -> spałem do 16:52 - brak ataków.

03/04.05.2012 -> O 1:59 kładę się do łóżka spać, a o 3:30 wstaję - brak ataków.

O 3:38 idę spać na fotel, a o 4:26 wstaję z powodu ataku we śnie. Atak wyglądał tak, że byłem przyparty do ściany, a zewsząd otaczał mnie tłum ludzi w taki sposób, iż nie mogłem się ruszyć. Z prawej strony były jakieś dwie? postacie które mnie trzymały?, a z mojej lewej strony kolejne dwie które mnie okradały (z portfela) -> próbowałem im przeszkodzić w tym, ale średnio mi to wychodziło -> tak czy siak miało mnie to wystraszyć (fakt wyjmowania portfela i świadomość utraty go), ale ogólnie słabo im to wyszło -> po chwili się wybudziłem.

O 5:13 położyłem się do łóżka i usnąłem, a o 5:31 miałem atak we śnie, ale nic mi się jako tako nie stało. Atak wyglądał tak: jakiś facet (na pierwszy rzut oka wyglądający normalnie/pozytywnie) kazał mi pocałować swój pierścień na ręce (jako wyraz szacunku dla jego osoby), a ja swoją ręką "pyrgnąłem" jego łapę sprzed mojej twarzy ze słowami, aby zabierał się ode mnie (często właśnie najpierw demon próbuje po dobroci nas podejść, ale jak się nie ulegnie w początkowym etapie ataku to przystępuje do fizycznego ataku) -> gdy to zrobiłem on się mocno zdenerwował i powalił mnie jedną ręką na podłogę i przygniótł mnie nią (swoimi rękami próbowałem się jakoś bronić, ale koleś był bardzo silny) -> na szczęście po chwili mnie wybudziło.

Po 5:48 poszedłem na fotel i za jakiś czas usnąłem... a o 6:45 wstałem - brak ataków.

Około 9:30? poszedłem spać, a o 10:19 wstałem z powodu ataku we śnie (wstałem z szybko bijącym sercem). We śnie było mi pokazane pewne urządzonko, które miało pewien wskaźnik, który wykonywał pewien ruch... i przy każdym takim ruchu mój umysł robił duży wysiłek - można to porównać do złodzieja, który próbuje otworzyć zamek do drzwi specjalnym "pręcikiem". Każdy mój wysiłek umysłu w tym przypadku jest jedną próbą otworzenia zamka przez złodzieja. Można też nazwać taki atak "hackowaniem mózgu". Za którymś razem mój mózg wygeneruje "klucz" który mnie "otworzy" i wtedy się automatycznie budzę z walącym sercem. Przeważnie zdarzają się ataki, w których są jakieś postacie, ale są i tego typu ataki. Niestety w tym ataku poległem.

Można np. porównać atak jaki opisałem powyżej np. z atakiem pocałunkowym gdzie jeśli nie odwrócimy głowy i zostaniemy "pocałowani" przez demona to automatycznie się otwieramy (tracimy energię) i zostajemy wybudzeni - czyli gdy następuje "pocałunek" to demon automatycznie otrzymuje "klucz", którym nas otwiera i w tym ataku jaki opisałem powyżej jest tak samo - chodzi o zdobycie "klucza" dlatego przez mój mózg była wielokrotnie przepuszczana sytuacja (często jest to sytuacja "stresowa"), w której musiałem robić silny umysłowy wysiłek, aby klucz mógł się z tego "wyłonić" - to po prostu hackowanie mózgu w celu otworzenia "skarbca" z energią.

04/05.2012 -> Po 22:02 (nie wiem dokładnie o której) usnąłem na fotelu, a o 00:40 wstałem - brak ataków.

O 1:28 kładę się spać, a o 3:02 wstaję - brak ataków? -> nie jestem przekonany czy aby na pewno niczego nie było... Po chwili? idę spać na fotel, a o 4:58 wstaję - miałem podejrzany, długi sen gdzie ciągle byłem poddany dużym emocjom... ale były w pewien sposób wyciszone w taki sposób, że nie mogłem ich "poczuć" - jeżeli to był atak to moim zdaniem był całkowicie nieskuteczny.

O 5:12 poszedłem spać na fotel, a o 7:20 wstałem - brak ataków.

Po 7:24? (nie wiem dokładnie o której - możliwe, że było to około 7:40?) poszedłem się położyć na łóżku i usnąłem, a o 8:15 musiałem wstać, bo jakaś postać przyłożyła mi jakiś szpikulec? do ręki (czułem ucisk) i było to mocno podejrzane -> na szczęście po jakiś 3 sekundach mnie wybudziło - ogólnie nie zauważyłem, aby cokolwiek mi się stało.

Około 8:30? poszedłem spać do łóżka... obudziłem się o 9:38 -> raczej bez ataku?

05/06.05.2012 -> Lekko? po 22:21 kładę się spać, a o 2:46 wstaję - brak ataków.

O 3:12 idę spać na fotel, a o 4:37 wstaję - brak ataków.

O 6:15 poszedłem do pokoju obok i po chwili usnąłem na łóżku, a o 10:11 wstałem - brak ataków.

Po 11:33 troszkę leżałem i drzemkałem, a o 12:31 wstałem - brak ataków.

06/07.05.2012 -> O 21:10 kładę się spać, a o 3:00 wstaję z powodu ataku we śnie. Nie widziałem we śnie bezpośredniego ataku na moją osobę... nie mniej jednak we śnie non stop narastało uczucie strachu powodowane przez agresywne zachowanie dwóch osób i w pewnym momencie po prostu zostałem wybudzony z szybko bijącym sercem. Ogólnie ten atak określiłbym jako dość silny... mam nadzieję, że do wieczora jakoś się poskładam do kupy.

O 20:39 położyłem się do łóżka i po chwili usnąłem... a o 21:55 wstałem z powodu ataku we śnie. Gdy atak nabierał "rozpędu" nagle mój sen został przerwany (normalnie takie coś nie występuje)... wydaje mi się, że ktoś z "góry" interweniował... (nie sądzę abym się mylił choć jest to oczywiście możliwe) - tak czy siak thx :)

07/08.05.2012 -> O 3:10 położyłem się na łóżku i troszkę przysnąłem, a o 3:31 wstałem z powodu, iż widziałem tego demona we śnie (bardzo negatywna postać) i gdy patrzyłem na niego czułem spory strach co uwidoczniło się po wstaniu szybciej bijącym sercu itd. Jeszcze troszkę wcześniej gdy też leżałem to zobaczyłem w wyobraźni w głowie sporego robala... na pewno nie był to widok pozytywny...

Czasem też zauważę jak moje myśli nie do końca są moimi myślami... dzieje się to przede wszystkim jak leżę. Mocno obserwuję co się znajduje w mojej głowie - czasem jest to już "lekko" męczące.

Po 3:37 zasypiam na fotelu, a o 4:45 wstaję z powodu prób okradnięcia mnie z energii poprzez "sny".

Około 5 kładę się na łóżku i zasypiam, a o 5:34 wstaję z powodu ataku we śnie. Byłem z grupką ludzi i wędrowaliśmy... po pewnym czasie zaatakowały nas dwie negatywne postacie, ale udało nam się to jakoś przejść bez większych strat i poszliśmy dalej -> po chwili mnie wybudziło i już nie kontynuowałem spania, gdyż czułem, że nie jest bezpiecznie spać dalej.

O 5:42 idę na fotel, a o 7:40 wstaję - pod sam koniec miałem troszkę podejrzany sen i nie wiem czy był to sen "czysty"... no ale nie wydaje mi się aby coś mi się w nim stało... hmm...

Po 19:33 idę na fotel -> wstaję o 22:20 - brak ataków.

08/09.05.2012 -> O 1:03 idę na fotel, a o 4:26 wstaję - brak ataków.

O 4:40 idę spać do łóżka do pokoju obok, a o 6:28 wstaję. Pod sam koniec goniła mnie jakaś postać, która chciała mi coś wszczepić? (taki straszak?), a ja uciekałem przed tą postacią... i albo uciekłem i mnie wybudziło albo wybudziło mnie w trakcie ucieczki. Po ocknięciu się moje serce szybciej biło (przez krótki czas) z powodu "strachu" przed tym kimś, iż mógłby mnie jednak dogonić i zrobić to co chciał zrobić. Tak czy siak moja czakra czuje się dobrze i nic jej się nie stało... jedynie się leciutko wystraszyłem i to wszystko.

09/10.05.2012 -> O 1:43 kładę się spać, a około 3:40 wstaję, gdyż sen zrobił się dziwnie negatywny... nie jestem pewien czy oberwałem podczas jego trwania, ale chyba jednak tak?

O 5:35 poszedłem na fotel i usnąłem, a o 6:31 wstałem z powodu ataku we śnie. Atak był interesujący: szedłem z kimś (opiekun? a może nie?) przez most i nagle ten ktoś odszedł ode mnie (brak ochrony?) i od razu zaatakowała mnie agresywna postać (która jeszcze przed chwilą była miła), a ja we śnie podczas tego ataku od razu zamknąłem oczy, złożyłem szybko ręce jak do modlitwy i zacząłem na głos modlić się do Jezusa o pomoc i to było takie prawdziwe i wychodziło z głębi mnie. Co ciekawe ta postać jeszcze przez chwilę się na mnie "rzucała" (stała bardzo blisko i miałem wrażenie, że grozi mi nożem?) ale już po chwili (4-7? sekundach modlitwy) miałem wrażenie, że ona znikła, a mnie wybudziło. Wydaje mi się, że nic mi się nie stało. mimo iż na moje oko gdyby nie ta modlitwa to raczej nie miałbym większych szans na uniknięcie straty energii z powodu tego, iż rzadko wychodzę z takich "opresji" gdy demon jest bardzo blisko mnie. Ogólnie prawie nigdy mi się nie zdarza abym zaczął się modlić podczas ataku... może sam Jezus przyszedł mi na pomoc i moją mimowolną podświadomą modlitwą się to objawiło? a może moja podświadomość w tej sytuacji pomyślała, że to jedyny sposób, aby atakująca mnie osoba dała mi spokój? tak czy siak okazało się to skuteczne... szkoda tylko, że we śnie jest ciężko doprowadzić do "wyzwolenia" w sobie takiej podświadomej reakcji na atak, ale może to tylko kwestia wyrobienia sobie pewnych podświadomych nawyków?

O 6:36 poszedłem do pokoju obok na fotel... drzemkałem na nim od około 8:05? - brak ataków? a może coś było? (nie pamiętam). Następnie położyłem się do łóżka i miałem atak bodajże ponad godzinę później? (nie pamiętam dokładnie o której i czy oberwałem). Następnie spałem spokojnie do 12:28 o której wstałem.

10/11.05.2012 -> O 2:30 idę na fotel i na początku siedzę aż w końcu usypiam -> o 4:09 wstaję z powodu ataku we śnie (nie do końca udanego dla tego byta). Po kilku minutach idę ponownie spać na fotel ale już o 5:20 we śnie dostaję nagłego, bardzo silnego strzała w czakrę i mnie automatycznie wybudziło. Gdy oberwałem to moje serce się mocno "rozszalało"... i uspokoiło się dopiero dobre kilka sekund później.. ogólnie to całym moim ciałem przez kilka sekund "rzucało" - jakby ktoś je porażał prądem. Czakrze zdecydowanie został spuszczony "łomot". Kilka sekund przed strzałem we śnie kręciły się za mną jakieś negatywne postacie... i nie trzeba było długo czekać... Ogólnie takie ataki to niezłe chamstwo. Trzymam teraz na czakrze kryształ górski, aby jej jakoś pomóc, ale znając życie to dojście do siebie jej troszkę zajmie.. i nie będzie to kilkanaście minut... strzał był bardzo silny... właściwie to raczej nie bywa, aby przez dobre kilka sekund mną rzucało po zadanym mi strzale... można powiedzieć, że ten strzał był zdecydowanie pod tym względem wyjątkowy... ale ja dziękuję za taką wyjątkowość : P

Przed 10:35 około 10-30 minut (nie wiem dokładnie ile) troszkę drzemkałem na fotelu i nic mi się nie stało (lekko mnie to zregenerowało).

Po 23:28 idę na fotel i po chwili? usypiam, a o 23:40 wstaję - brak ataków.

11/12.05.2012 -> O 00:43 idę na fotel spać, a o 3:38 wstaję - niby nic nie było choć była pewna "negatywna" rzecz we śnie, ale może ogólnie atak (o ile to był atak?) był zbyt słaby, aby mnie pokonać.

O 4:30 kładę się spać, a o 5:37 wstaję - niestety pod sam koniec widziałem jak jedna osoba wstrzykuje drugiej (mnie?) zastrzyk - nic nie czułem, nie wystraszyłem się, ale automatycznie mnie wybudziło z pewnymi drgawkami fizycznymi które trwały przez kilka sekund hmmm... Zdecydowanie nie lubię takich rzeczy... i obstawiam, że to się stało na prawdę :/ no ale nie miałem jako tako wpływu na całą sytuację więc nie ma tutaj jakiegoś mojego zaniedbania czy czegoś takiego. Nawet jak siedzę teraz przed kompem to mnie trochę fizycznie rzuca jakby było bardzo zimno. Wydaje mi się, że jeszcze było coś negatywnego w moim śnie przed całą tą sytuacją ze "strzykawką", ale niestety nie mogę sobie tego zbytnio przypomnieć.

O 6:05 idę do pokoju obok do łóżka i zasypiam... we śnie mam powiedziane, że to co zostało mi wstrzyknięte to silna trucizna i rzadko kiedy nie powoduje uszkodzeń ciał (ale jakiego ciała? fizycznego czy tych energetycznych to nie wiem) - w sumie nie wiem na ile można ufać temu "przekazowi", ale myślę, że jest to dość wiarygodne. Miałem też jakiś atak? - były ukazane w kolorze wszystkie moje? czakry i jakaś armata w nie strzelała, aby wywarzyć w nich "furtki"? - nie wiem co to dokładnie było - tak czy siak wybudziło mnie przed "ukończeniem" tego... i po chwili wstałem (8:45).

Jestem ciekawy gdzie moi opiekunowie się podziewają podczas tych ataków - czy są oni na Karaibach? czy może na Majorce? a może mnie chronią tylko są zbyt słabi? albo po prostu muszę tego z jakichś powodów doświadczyć i są oni czasem? ode mnie odsuwani? - sam już nie wiem, ale wiem za to, że nie ma to jak dostać z "rana" jakiś zastrzyk w ciało "energetyczne"? zrobiony przez rasę? kosmitów? wyprzedzających nas technologicznie o "miliony" lat do przodu... żyć nie umierać :)

12/13.05.2012 -> O 00:48 idę na fotel, a o 4:16 wstaję - brak ataków? (końcówka była lekko podejrzana, ale nie wiem czy ma to coś wspólnego z atakiem - tak czy siak nic mi się nie stało).

O 4:21 idę ponownie spać, a o 5:52 wstaję - pod koniec był znowu jakiś zastrzyk, ale już sam nie wiem czy był to tylko sen czy bardziej "naprawdę" się to stało... tak czy siak nie czułem "ukłucia" oraz nie mam na to wpływu... a spać kiedyś muszę... ech...

O 6:12 znowu idę spać, a o 6:34 byłem we śnie z jakąś postacią (opiekun) i po chwili przyszła jakaś "negatywna" postać, która "podbiła" do mojego opiekuna, ale nic chyba mu nie zrobiła?, następnie powiedziała do mnie jakiś złośliwy komentarz, a za chwilkę mnie okrążyła i mnie wybudziło.

Po 6:44 zasypiam na fotelu w pokoju obok, a o 8:30 wstaję - pod koniec we śnie był u mnie opiekun i nic mi się nie stało... w sumie chyba nawet nikt nie próbował mnie atakować.

13/14.05.2012 -> Po 22:57 zasypiam na łóżku, a o 2:06 jakaś postać we śnie (demon) stanęła tuż przede mną i ewidentnie czegoś ode mnie chciała -> po chwili mnie wybudziło i przez dobre "kilka" minut bardzo mocno trzęsło moim ciałem... jakbym był w jakiejś chłodni - wytelepało mnie porządnie, ale ogólnie to nie sądzę, aby coś mi się stało... po prostu z tego demona "zimny" drań jest. Po 3 w nocy telepanie mniej więcej zaczęło ustępować. Około 4 już praktycznie nie występowało.

Przypomniał mi się motyw z Harrego Pottera jak dementorzy weszli do pociągu i się nagle tak zimno zrobiło... hmm... interesujące... coś może być na rzeczy...

14/15.05.2012 -> O 22:10 idę na fotel, a około 4:44 wstaję - brak ataków.

O 5:05 idę do łóżka do pokoju obok... śpię do 7:21. Pod sam koniec był atak we śnie... wydaje mi się, że był przy mnie opiekun, ale i tak ciemne łapska tego byta (a raczej dwóch bytów) do mnie doszły, ale nie mniej jednak jakoś je od siebie odpędziłem i chyba nic mi się takiego nie stało? ... tak mi się wydaje...

O 11:18 poszedłem spać na fotel, a o 13:25 wstałem - wydaje mi się, że nie było ataków (spałem jeszcze przez krótki czas lekko wcześniej i też mi się wydaje, że chyba mnie nic nie atakowało).

15/16.05.2012 -> O 2:58 idę spać na fotel, a o 3:57 wstaję - wydaje mi się, że nie byłem do końca sam w pokoju... czasem jeszcze przed zasypianiem (przed pójściem na fotel) i już w trakcie (gdy siedziałem na fotelu) słyszałem w głowie "głośne myśli", ale mimo to poszedłem spać, ale jako tako nic mi się specjalnego nie stało (ale to było troszkę ryzykowne).

O 4:06 położyłem się na łóżku ale czułem "negatywizm" i podłożyłem się bardziej pod kątem, ale i tak usnąłem, a we śnie wyskoczył mi mój przeciwnik - leciutko mnie wystraszył, ale ogólnie nie za mocno... później były (ogólnie to ujmując) negatywne "sny", a na końcu miałem wizję dwóch, czarnych statków UFO lecących na niebie, ale ją już opisze w swoich doświadczeniach - tak czy siak wstałem o 4:43.

Po 5:07 siedziałem na łóżku i usnąłem (nie planowałem tego, ani nie mam pojęcia kiedy to się stało) i obudziłem się o 7:00 - nie zaobserwowałem żadnego ataku...

O 8:54 kładę się na łóżku i zasypiam... śpię do 11:30 - brak ataków.

Około 12:35 idę na fotel i troszkę przysypiam... po jakieś 10 minutach kładę się do łóżka spać i mimo iż czuję, że czasem doświadczam "głośnych myśli" to kontynuuję proces zasypiania (mój organizm potrzebuje dużo snu... dzisiaj sporo mu go dostarczyłem, ale wiecznie mi mało - czasem jest to błąd, że kontynuuję spanie, gdyż często dostaję bęcki z tego powodu, no ale... czasem po prostu chciałbym się wreszcie wyspać... ale jak widzimy jeszcze nie jest mi to dane), a o 13:36 zostaję wystraszony we śnie. Pokazali mi mojego kota jak przechyla się na balkonie i już miał spaść w dół, ale w ostatniej chwili go złapałem (tak w dużym skrócie opisując)... tak czy siak wystraszyło mnie to... Na razie daruję sobie spanie... i tak już dzisiaj sporo czasu miałem "zamknięte oczy".

16/17.05.2012 -> Około 23 kładę się spać, a o 1:06 wstaję - brak ataków.

O 2:22 idę na fotel i jakieś 10 min. później zasypiam -> wstaję o 3:42. Pod sam koniec była pewna sytuacja, w której się lekko wystraszyłem, ale tylko lekko z powodu chyba mojego opanowania w danej chwili we śnie... i chyba? był to atak, ale pewien na 100% nie jestem... może tak może nie... daję tutaj znak zapytania, bo nie jest to dla mnie oczywistą sprawą... były postacie... była ucieczka... była chwila "strachu" hmm... niby wszystko się zgadza...

Około 4 zasnąłem na łóżku... a o 5:30 wstałem - raczej brak ataków. Po chwili poszedłem do pokoju obok i usnąłem... -> wstałem o 8:37 -> był atak pod koniec (u dentysty!), ale na szczęście udało mi się zawczasu się zorientować i bezpiecznie wybudzić! Ogólnie w postaciach w snach, pod które podszywają się demony jest ewidentnie widoczne "życie"... nie są to "puste", "kartonowe" osoby.

O 9:26 kładę się na łóżku i co chwilkę lekko zasypiam... wpadam w kilka snów... są lekko podejrzane... nie wiem jak je ocenić... tak czy siak wstaję o 10:09 i wolę na razie nie iść już spać...

17/18.05.2012 -> Około 21:55 idę spać na fotel, a o 1:45 wstaję - brak ataków.

Po 3:29 położyłem się do łóżka spać, a około 6 dostałem mocny strzał w czakrę (jakiś biały wilk był w moim śnie gdy to się stało i ogólnie rzecz ujmując miałem dość silne wrażenie, że ten strzał szybko leci w moim kierunku i dopiero później wpada w moją czakrę, a nie że było tylko jakieś szarpnięcie na czakrze czy coś w tym stylu - oczywiście po wstaniu czuję tam silny ucisk itd., no ale to normalne po "ciosie")... jeszcze wcześniej były z 2-3 podejrzane sytuacje, w których ktoś? lub sama sytuacja? miały za zadanie mnie wystraszyć? Po wstaniu przykładałem do czakry duży kryształ górski... zawsze to coś pomoże...

O 12:00 kładę się spać, a o 14:50 wstaję. Bodajże podczas pierwszego? snu była pewna sytuacja (bardzo podejrzana i mroczna), którą można by zaklasyfikować jako próbę ataku, ale do końca czy był to atak to nie wiem (chyba jednak był to atak?)... tak czy siak świadomie przerwałem tą "scenę" w trakcie jej trwania i nic mi się nie stało... Później za jakiś czas (bodajże pod koniec mojego spania) była też pewna podejrzana sytuacja, ale nie wiem czy był to atak... i nie jestem pewien czy coś mi się stało czy też nie... po prostu nie pamiętam już co to było... jedynie zapamiętałem, że mogło to mieć coś wspólnego z atakiem.

18/19.05.2012 -> O 2:25 idę na fotel i troszkę śpię... a o 5:23 wstaję - brak ataków. Za kilka minut? czy od razu? idę do pokoju obok spać do łóżka... -> śpię do 8:36 - brak ataków.

O 11:10 poszedłem do łóżka spać... a o 11:34 wstałem -> pod sam koniec coś mnie lekko zaniepokoiło i wolałem na wszelki wypadek wstać - nie wiem czy było to coś związanego z atakiem, ale wolałem nie ryzykować i nie kontynuować spania...

19/20.05.2012 -> O (lub trochę po?) 21:19 idę spać na fotel, a o 2:05 wstaję - brak ataków.

O 4:03 idę spać na fotel, a o 4:42 wstaję - był na końcu atak, ale nic mi się takiego nie stało. Na początku we śnie widziałem rozmawiających przy stolikach (na dworze) ludzi itd. Wszystko niby było w porządku. Następnie kamera skierowała się na dziwnego kota. Miał cechy ludzkie ale miał na sobie materiał - ogólnie nie wiadomo co to było - ni człowiek, ni kot. Następnie było pokazane jak przetransformował się on w małą dziewczynkę (może miała z 10 lat?), która była jakąś czarodziejką? która miała ewidentnie "diabła" w oczach (ale wyglądała przyjaźnie!). Miała ze sobą również kilku kumpli (pokazane było podczas transformacji jak ich trzymała na ręce -> po jej transformacji jej kumple chyba stali gdzieś za nią... nie jestem teraz pewien gdzie oni byli). Co ciekawe gdy ona pokazała palcem na mnie (szykowała się do ataku), to kamera szybko została skierowana na inny obszar snu (z 12 metrów obok - tam gdzie byli ludzie przy stolikach) i pokazane było jak ruszyły szybko mi na pomoc duże kangury (z 5 sztuk?) i jakiś ryś? (który wcześniej był pod postacią przyjaznego człowieka). Tak czy siak w tym momencie mnie wybudziło. Ogólnie ciekawa sprawa... osoby, które mnie chroniły były poukrywane w postaciach jakie widziałem we śnie (nie wiem czy kangury również były wcześniej jakimiś postaciami, ale pewnie tak? tylko we śnie może tego dobrze nie zauważyłem?). Domyślam się, że jakby nie interwencja moich opiekunów to bym oberwał.

Około 5:15 idę spać do łóżka do pokoju obok... na początku było spokojnie... ale pod sam koniec (6:40) miałem jakiś podejrzany sen... czy był to atak? nie wiem... tak czy siak wstałem... tak na wszelki wypadek...

Po 18:00 poszedłem spać (łóżko), a wstałem o 20:50 - brak ataków.

20/21.05.2012 -> O 00:19 idę na fotel spać, a o 2:24 wstaję gdyż we śnie zostałem ukłuty igłą (przez kogoś? - we śnie nie było to pokazane... wręcz była sugestia, że sam sobie to przez przypadek zrobiłem, ale to raczej na pewno nie jest prawdą...). Ogólnie cały sen nie był w żaden sposób negatywny, ale zastanawiające jest to, że siedziałem na wprost jakiejś pani która mnie zagadywała... i nagle poczułem króciutkie, ale bolesne ukłucie w środkowy palec prawej ręki. Gdy to się już stało patrzę, a tam jakieś dwie osoby (normalnie wyglądające) zbierają igły z podłogi, gdyż niby chyba ja? je szturchnąłem ręką i je wywróciłem (jakaś ściema). Co ciekawe samo ukłucie nie wybudziło mnie ze snu, jak powinno? się stać przy ataku. Następnie we śnie wziąłem palec i wkładałem go do wody, aby dokładnie umyć rankę. Po chwili zauważyłem jak kilka metrów ode mnie stanął lekarz (który patrzył się w inną stronę niż na mnie) i wydaje mi się, jakby był lekko zaniepokojony tym, iż mnie zabolało i sądzę, że był gotowy, aby udzielić mi dodatkowej pomocy (jeżeli byłaby taka potrzeba) -> ja to tak we śnie odczuwałem. Po wstaniu kilkanaście sekund później zaczęło mną telepać fizycznie jakby było mi bardzo zimno. Po kilku minutach narzuciłem na siebie koc... ten sam, który miałem na sobie gdy spałem... trochę to pomogło? choć wydaje mi się, że moje telepanie fizyczne i tak już się kończyło. Tak czy siak moim zdaniem nie było to spowodowane zimnem tylko tym ukłuciem lub innym jakimś faktem, ale nie zimnem, gdyż wcale tak zimno u mnie nie jest, aby się trząść jak galareta (świadczy o tym fakt iż jakieś 30 min. po wybudzeniu się nie telepało mną, a temperatura w pokoju się nie zmieniła). I teraz najważniejsze pytanie "Czy był to atak?" i odpowiem na nie, że nie wiem, gdyż sen na to jako tako nie odpowiada. Powiem więcej... sugeruje mi on, że była to robota jakiś pozytywnych sił. Czemu tak sądzę? poniekąd z tego powodu, że nie było tam niczego negatywnego... oraz brak wystraszenia i wybudzenia gdy nastąpiło ukłucie. Ogólnie całość była tak skonstruowana, że sugeruje mi to interwencję sił pozytywnych, aby uaktywnić? mi czakrę? w palcu gdzie doznałem ukłucia. Oczywiście mogę się mylić... np. ciemne siły podszywają się dość dobrze pod różne postacie we śnie, ale w tym przypadku jakoś wątpię, aby aż tak dobrze byli się w stanie ukryć... Widać, że cała akcja była zaplanowana... Najpierw odwrócenie uwagi (nie było tam ataku, ani nawet próby ataku pocałunkowego), później ukłucie (nie widziałem we śnie co się stało... jedynie odczułem ukłucie -> brak wybudzenia i wystraszenia jak powinno? być przy ataku)... później niby sprzątanie igieł (uspokojenie mojej osoby i zatuszowanie, iż była to jakaś zorganizowana akcja, aby doprowadzić do tajemniczego ukłucia) no i ewentualna pomoc lekarza, który obserwował kątem oka jak obmywam rankę. Mi to sugeruje interwencję sił pozytywnych... ale jak pisałem wcześniej... mogę się mylić.

O 3:57 ponownie idę na fotel, a o 4:45 kończę spanie z powodu tego, że pod sam koniec był pewien podejrzany moment we śnie... nie wiem czy był to atak, ale dobrze, że mnie wybudziło.

Po krótkim czasie? idę spać do łóżka... a o 7:03 wstaję. Niestety pod koniec moja czakra oberwała (we śnie) - nie dałem rady się obronić :/

O 7:57 ponownie idę spać do łóżka... a o 9:12 wstaję - brak ataków.

21/22.05.2012 -> O 22:40 idę spać na fotel, a o 6:30 wstaję - był jeden? atak, ale nie przed samym wstaniem tylko troszkę wcześniej... nie mniej jednak po tym (nieudanym dla demona) ataku miałem kolejny tym razem chyba zwykły sen (chcę podkreślić, że nie zostałem wybudzony pod koniec ataku, gdyż udało mi się odpowiednio reagować, aby się nie "otworzyć" i nie stracić energii). Atak (jak czasem się to zdarza) był z udziałem mojego kota... sam sen w takich przypadkach praktycznie zawsze jest bardzo realistyczny. Widziałem jak mój kot wszedł pod szafkę, która może była max. 2 centymetry nad ziemią (spowodowało to mocne "spłaszczenie kota"). Miałem świadomość, że jak kot wejdzie mocniej w głąb to może on już nigdy stamtąd nie wyjść, ale ja szybko chwyciłem go za ogon i wiedziałem że nie pozwolę mu wejść jeszcze "głębiej" i dzięki temu nie wystraszyłem się całej tej sytuacji i mój mózg? przeszedł do kolejnego "zwykłego?" snu.

22/23.05.2012 -> O 23:52 idę spać na fotel, a o 3:37 wstaję z powodu ataku reptiliana.

Śniłem sobie normalnie... a tu nagle zaczynam we śnie widzieć takiego dinozaura jak na zdjęciu powyżej (mocno podobny, ale pewnie były drobne różnice). Nie pamiętam co on już tam robił, ale ostatecznie widziałem pewną osobę, która została przez niego zaatakowana, ta gadzina się na tą osobę rzuciła i zaczęła ją brutalnie zjadać, gryźć itd... po kilku sekundach przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem i widzę (obraz był lekko nie wyraźny, ale wystarczyło, aby zobaczyć co się dzieje) tego gada jak gryzie moją lewą rękę! Po chwili przestał i zobaczyłem go na podłodze na wprost mnie -> był niski... nie wiem czy miał nawet metr wysokości (we śnie wydawał się zdecydowanie większy, ale niemniej jednak to właśnie w "wymiarze" pomiędzy realem a snem kamuflaż tych istot jest dużo słabszy dlatego ufam, iż naprawdę był niezbyt dużego wzrostu). Tak czy siak moja czakra mimowolnie została lekko wystraszona? - chyba to będzie mniej więcej dobre słowo,  aby nazwać to co się stało mojej czakrze... ale ogólnie nie ma tragedii... pomijając fakt, że jakaś przerośnięta jaszczurka gryzie mnie w nocy... hmmm...

O 4:26 idę na fotel i po chwili usypiam - brak ataków -> po jakiejś godzinie? (a może to było kilkanaście minut? - nie jestem pewien) wstaję i idę do łóżka... i usypiam... a po pewnym czasie mam? atak? we śnie... (ale nie jestem pewien?) a o 7:17 we śnie widzę jak baardzo szybko biegnę do domu... (w tym śnie były również inne postacie... i pozytywne i negatywne) i nagle zmienia mi się "krajobraz" i widzę zamykające się wielkie, "kilkutonowe" drzwi, które niestety zmiażdżyły mnie wpół (na wysokości 4 czakry -> to nie było miłe)... po tym doświadczeniu wstałem, ale czuję się w miejscu zmiażdżenia trochę dziwnie... odczuwam tam ucisk... co ciekawe jest on odczuwalny tylko na plecach... w sumie we śnie było pokazane jak leżę na brzuchu, a te wielkie drzwi miażdżą mnie zaczynając od pleców... domyślam się, że moje ciał energetyczne mogły ucierpieć z tego powodu (ale pewien nie jestem). Podobno byłem gdzieś poza ciałem i zamykały się "wymiary" i nie zdążyłem wrócić. Nie był to atak. Co ciekawe z tego co pamiętam to spałem na plecach, a we śnie byłem na brzuchu hmmm...

Jest 18:34 a plecki bolą... ale nie ma co się dziwić... to było porządne zmiażdżenie...

23/24.05.2012 -> O 00:59 idę spać na fotel, a o 4:15 wstaję - brak ataków?

O 4:30 kładę się na łóżku, a o 5:09 zostaje zaatakowany we śnie... byłem przytrzymany przez dwie osoby i z obu stron dostałem cieniutką igłą po zastrzyku w obie dziurki od nosa... :((( Nic nie czułem, ale wiem że to się stało :((( Oczywiście w głowie miałem bardzo silną myśl "że to dla mojego dobra", aby oszukać moją podświadomość przed bronieniem się przed tym :((( Na początku widziałem siebie jako bezbronnego kotka? lub coś podobnego, przy pierwszym zastrzyku sądziłem, że to jemu jest robiony zastrzyk, ale przy drugim dotarło do mnie, że to mi są one robione ech... te istoty do samego końca próbują zrobić tak, aby nasza podświadomość była maksymalnie skołowana i nie wykrywała zagrożenia tak długo jak tylko to możliwe... Pamiętam jak przy tym drugim zastrzyku zacząłem odczuwać duży strach... ale niestety zrobili co mieli zrobić :(((

Zrobiłem sobie około 5:40 ponad 30 minutowy healing... myślę że troszkę pomoże w oczyszczeniu tego co zostało mi wstrzyknięte.

O 6:21 idę na fotel do pokoju obok i troszkę przysypiam, ale nic mi się nie stało... po krótkim czasie kładę się do łóżka i zasypiam, a o 10:26 wstaję - był na końcu atak. Jakaś chamsko zachowująca się postać bez powodu chciała mnie zbić i ganiała mnie (powolnym krokiem) po mieszkaniu (opowiadam to w ogromnym uproszczeniu) - co ciekawe ja jej uciekałem, ale w końcu mnie (i kilka jeszcze innych osób) dorwała i uderzała, ale czasem robiłem uniki! ale niestety kilka razy oberwałem i mnie wybudziło. Nie zauważyłem abym stracił podczas tych ciosów energię... po prostu jedynie "bęcki" "fizyczne" (o ile można tak je nazwać, gdyż jako tako nie dzieje się to na płaszczyźnie fizycznej hmm). Jestem ciekawy jak to dokładnie jest że mogę robić uniki... on uderza w ciało mentalne? (a może jakieś inne?) bo fizyczne się nie porusza więc ono uników robić nie może... tak czy siak moim umysłem kierowałem "sobą", aby wykonać unik hmm... A co do pleców to jest dużo lepiej... nie idealnie, ale jest spora różnica... sen robi swoje.

Po 19:05 idę na fotel i po chwili usypiam, a o 20:37 wstaję - pod koniec była próba ataku, ale nie zauważyłem aby coś mi się stało.

24/25.05.2012 -> O 3:27 idę na fotel i po pewnym czasie usypiam... a o 5:19 wstaję - brak ataków? - nie jestem pewien gdyż pod sam koniec był pewien podejrzany sen... tak czy siak o 5:23 położyłem się na łóżku i podłożyłem pod siebie poduszki, aby nie usnąć, ale i tak usnąłem i to bardzo szybko... a o 5:49 wstałem - pod koniec chyba był atak (choć na 100% pewien nie jestem), ale nie sądzę aby coś mi się stało.

Jakiś czas później idę do pokoju obok i usypiam na fotelu... a o 7:49 wstaję - brak ataków?

25/26.05.2012 -> O 22:58 idę spać na fotel, a o 1:44 wstaję z powodu ataku we śnie. Podczas trwania ataku udało mi się zorientować co się dzieje i świadomie zacząłem się wybudzać. Nie sądzę, aby moja czakra w jakiś sposób ucierpiała... jakby potrwało to z kilka sekund więcej to pewnie byłaby kiszka, a tak to myślę, że jestem w jednym kawałku :)

O 2:59 idę spać na fotel, a o 3:50 wstaję z powodu ataku we śnie -> ogólnie rzecz ujmując chyba? nic mi się jako tako nie stało...

O 4:06 idę do łóżka i po chwili usypiam, a o 5:47 wstaję - nie jestem pewien czy był tam pod koniec jakiś atak czy też nie... daję tutaj duży znak zapytania.

O 5:52 idę do łóżka i po chwili usypiam, a o 8:55 wstaję - prawdopodobnie brak ataków.

26/27.05.2012 -> O 23:04 idę na fotel, a o 3:57 wstaję - brak ataków.

O 5:33 idę do pokoju obok na fotel (nie pamiętam czy próbowałem spać)... Po kilku minutach idę spać do łóżka... Wstaję o 8:59 -> miałem w sumie 2-3 ataki, ale wszystkie odparłem. W jednym ze snów (jeszcze przed jakimkolwiek atakiem) "coś" piłem, ale nie wiem co to było i nie zauważyłem, aby cokolwiek negatywnego było obok mnie lub we śnie, w którym to się działo. Bardzo rzadko zdarzają mi się sny, w których coś piję... nie wiem co piłem... mam jedynie cichą nadzieję że nie była to żadna trucizna czy coś w tym stylu...

27/28.05.2012 -> O 21:28 kładę się spać, a o 00:00 wstaję z powodu ataku we śnie (coś tam oberwałem)... a tak w ogóle to wcale nie miałem iść spać... miałem za chwilkę wstać, ale mi się film urwał... tak to jest jak organizm woła o sen... urwie film jak wie, że człowiek planuje za chwilkę wstać i "uciec" przed snem.

O 1:37 do 3:33 śpię na fotelu - brak ataków.

Po 3:33 do 4:48 ponownie idę spać na fotel - nie jestem pewien czy nie było czegoś pod sam koniec... daję tutaj duży znak zapytania.

O 5:20 idę spać na fotel do pokoju obok (brak ataków) -> kilka minut później idę spać do łóżka - tam o 6:13 obrywam w czakrę. Było pokazane jak mój kolega chciał walczyć z pewną osobą - ja powstrzymywałem mojego kolegą mówiąc mu, że nie jest to dobry pomysł... ale on się uparł i w końcu zaatakował pięścią tego kogoś i gdy tylko to zrobił mnie to "otworzyło" i wybudziło.

O 6:58 idę na spać na fotel w dużym pokoju, a o 9:46 wstaję - wydaje mi się że nie było ataków.

28/29.05.2012 -> Po 00:38 idę spać na fotel, a o 3:25 wstaję - wydaje mi się, że pod sam koniec był pewien atak hmm...

O 4:32 idę do małego pokoju spać na fotel, a o 6:32 wstaję - był atak pod sam koniec, ale udało mi się wybudzić w trakcie jego trwania bez "oberwania". Tak naprawdę miałem też atak z minutę do kilku minut wcześniej, ale się nie zorientowałem, że był to atak... ale na szczęście również nic mi się nie stało. Jestem ciekawy czy jakbym miał te ataki gdybym leżał to czy bym się wybudził na czas? Zastanawiam się gdyż wydaje mi się, że na fotelu mam większe szansę wyjść cało z ataków niż gdy leżę...

29/30.05.2012 -> O 22:35 idę na fotel... po 1 się budzę (brak ataków), następnie około 3:30 (brak ataków) i ostatecznie około 4:10, ale niestety tutaj już moja czakra oberwała (atak we śnie; otworzenie itd).

O 5:35 gdy siedziałem sobie w kuchni na krześle to dość mocno chciało mi się spać... "walczyłem", aby oczy mi się nie zamknęły, ale nie do końca mi się to udawało... po chwili machnąłem ręką nad głową i nagle całe moje "zmęczenie / usypianie" ode mnie odeszło! Widocznie ten demon się pode mnie podłączył jakąś "macką" i mój ruch ręki ją odczepił (z mojego doświadczenia wynika, iż jest to zdecydowanie możliwe)!

Za kilka minut poszedłem na fotel do małego pokoju i w końcu usnąłem (tym razem machanie nad głową ręką nic nie pomagało), a o 6:37 oberwałem we śnie, ale tym razem nie w czakrę... miałem wrażenie jakbym został postrzelony z jakiejś broni laserowej w lewe biodro? lub okolice.

Co ciekawe około 7:40 gdy już nie spałem i siedziałem na fotelu doznałem pewnego rodzaju wizji (coś na kształt snu) -> widziałem jak na mojej aurze znajduje się czarna sieć trzymana przez jakąś negatywną czarną energię. Po chwili patrzenia się na tą wizję mentalnie się z tej sieci uwolniłem. Odnosząc to do sytuacji, która miała miejsce po 5:35 to możliwe, że zarzucili na mnie czarną sieć, która mnie uśpiła i dlatego w tym przypadku nie działało machanie ręką nad głową. Kiedyś miałem atak jak pewna czarna postać stojąca nad moim łóżkiem nakryła mnie jakimś czarnym "suknem"..., ale to było dawno temu... tak czy siak będę miał na uwadze to gdy "dziwnie" mocno chce mi się spać, aby jakoś mentalnie sprawdzić czy nie jestem wzięty w czarną sieć. Ogólnie zastanawiam się nad faktem, iż czasem mam bardzo depresyjny nastrój... i nie ma jako takiego powodu, aby się tak czuć... może wtedy też jestem uwięziony w czarną sieć tylko nie zdaję sobie z tego sprawy? -> przecież oni umieją obsiąść lub "oblepić" człowieka "czarnymi" energiami... (co potwierdza zejście ze mnie tych istot, gdy wziąłem krzyż papieski do ręki 14.01.2011).

Jak się przed tym bronić? - obstawiam że trzeba mentalnie oczyszczać swoją aurę np. poprzez wyobrażanie sobie że czysta woda ją obmywa itd. Przypominają mi się ludzie którzy w TV mówili, że jak chcieli popełnić samobójstwo to mieli bardzo depresyjny nastrój, a niektórzy z nich słyszeli głosy... ja nie mam zamiaru się zabijać, ale to mi coś mówi... ci ludzie z pewnością są "osaczeni" przez demony, ale nie zdają sobie z tego sprawy (nie mówię, że wszyscy, ale część na pewno). Problemem jest zorientowanie się co się dzieje... jak wiemy tych istot oczami fizycznymi nie widać więc jest to pewnego rodzaju problem. Czy ludzka świadomość dorośnie do tego, aby uświadomić sobie ich istnienie? Powoli dopasowuje wszystkie puzzle, aby oczom ludzi ukazał się pełny obraz tych atakujących nas zza "kurtyny cienia" istot. Mam nadzieję że z każdym dniem ludzi świadomych będzie przybywać.

O 19:45 gdy leżałem na łóżku podpierając głowę łokciem na chwilkę zamknąłem oczy i od razu miałem sen -> widziałem w nim mojego kota, który siedział na "obręczy" balkonu w taki sposób, że ledwo by go dotknąć a kot by spadł... ale na szczęście mnie po chwili z tego snu wybudziło... ale dziwne to było w sumie... tak szybko wpadać w "sen"... Ogólnie snu chyba nie muszę komentować... to już nie pierwszy przypadek gdzie jest mój kot i balkon... nie wiele brakowało, a bym się wystraszył z powodu "rzekomego" zagrożenia życia mojego kota. Takie sny zniechęcają do spania...

30/31.05.2012 -> Lekko? po 21:17 idę na fotel, a o 4:15 wstaję - we śnie był jedynie lekki "negatywizm" przed moim wstaniem, ale gdy otworzyłem oczy miałem wrażenie, że na bluzie zobaczyłem twarz demona lub coś w tym stylu. Wszystko trwało dość krótko -> nie zauważyłem abym się jakoś specjalnie tego wystraszył. Kiedyś pisałem o "halucynacjach" tuż po wstaniu... ogólnie ostatnio raczej tego nie miewałem aż do dzisiaj... o ile to było to, a wydaje się mi że jednak to było to...

[CZERWIEC 2012]

31.05.2012/01.06.2012 -> Około 22:30 w małym pokoju idę spać (łóżko), a około 2:55 wstaję. Niby nie było ataku, ale sen zaczął robić się jakiś podejrzany, a gdy się obudziłem czułem się dziwnie... jakbym był "otoczony" przez zło - tak czy siak uczucie było na tyle intensywne iż "musiałem" wstać...

Około 13:48 położyłem się na chwilkę na łóżku, ale dopadły mnie bardzo szybko mocno negatywne myśli wraz w pewną brutalną "oprawą graficzną"... więc musiałem wstać...

01/02.06.2012 -> O 1:46 idę na fotel, a o 3:32 wstaję - kilkukrotnie moja czakra została zaatakowana (uderzenia? w nią). Na początku do mojej świadomości nie dotarło jasno i wyraźnie, iż jestem atakowany (gdyż wyglądało to tak niewinnie) ale później już połapałem się o co chodzi, ale do tego czasu moja czakra czuła się już kiepsko... ech... Zdecydowanie potrzebuję czasu aby dojść do siebie... Następnym razem powinienem połapać się znacznie szybciej... a przynajmniej mam taką nadzieję... Jeszcze (4;06)mój umysł jest taki zamotany... próbuję jakoś dojść do siebie...

Za jakiś czas idę spać do pokoju obok (łóżko)... wstaję o 9:22... w tym czasie obrywam w czakrę dobre kilka razy (coś na kształt uderzeń w nią)... ale przynajmniej jakoś się wysypiam...

02/03.06.2012 -> Około 23:40 idę na fotel spać... Gdy zamknąłem oczy to po chwili miałem wrażenie, że jakaś postać? stoi tuż przede mną i patrzy się wprost na mnie z bliskiej odległości (to było moje silne odczucie, które nie musi być prawdziwe) -> moją reakcją było szybkie otworzenie oczu -> za jakiś czas ponownie zamykam oczy i zasypiam. O 00:30 budzę się. Miałem pewien podejrzany sen, ale nic mi się nie stało. Gdy się obudziłem to po chwili z otwartymi oczami koło siebie zobaczyłem na podłodze kilka normalnych rozmiarów szczurów siedzących w stercie śmieci? -> Minimum jeden z nich się na mnie centralnie patrzył -> wydaje mi się, że zobaczyłem astral (drugą stronę "lustra") ale nie zauważyłem, aby one mnie w jakiś sposób atakowały czy coś. Po kilku sekundach mnie "ocknęło" i wróciłem do rzeczywistości jaką znamy na co dzień.

Po 00:44 idę dalej spać... a o 4:25 mam mocno podejrzaną sytuację we śnie -  tak czy siak nic mi się nie stało.

O 5:34 idę do pokoju obok... na początku siedzę na krześle, ale po chwili idę spać do łóżka... obrywam kilkukrotnie w czakrę... wstaję o 9:11.

Około 11:20 położyłem się na łóżku i lekko przysypiałem co pewien czas... o 11:45 wstałem z powodu, iż coś mnie "atakowało we śnie... a przynajmniej wyglądało to dość podejrzanie. Z tego co widzę to lepiej jednak jest próbować spać na fotelu niż na łóżku... jakoś wydaje mi się że jest to dla mnie bezpieczniejsze.

03/04.06.2012 -> O 20:54 idę spać na fotel, a o 2:10 wstaję - brak ataków.

O 4:22 ponownie poszedłem na fotel... i raz miałem otwarte oczy a raz zamknięte... O 5:10 miałem podejrzany sen (była to próba wywołania u mnie pewnych "emocji")... ale z tego co pamiętam to nic mi się nie stało... a później o 6:33 niestety miałem skuteczny dla mojego wroga atak we śnie na moją 7 czakrę... pamiętam, że tuż przed "uderzeniem?" słyszałem jakiś dziwny dźwięk. Czuję silną potrzebę po tym ataku trzymać rękę na zaatakowanej czakrze, aby ją troszkę wzmocnić energią.

Jest już po 20, a ja wciąż czuję skutki ciosu w 7 czakrę... to był silny atak... nie jakieś tam "draśnięcie".

04/05.06.2012 -> O 21:48 idę spać na fotel, a o 23:51 wstaję - brak ataków.

O 00:17 idę ponownie na fotel, a o 3:06 wstaję - brak ataków.

O 3:52 wracam na fotel, a o 6:26 wstaję z powodu ataku we śnie gdzie coraz większa ilość osób mnie otaczała. Co ciekawe ja uciekałem przed tym tłumem, ale tych ludzi ciągle przybywało i w momencie gdy postanowiłem tak bardziej świadomie się wybudzić to już wtedy następował "finalny" atak i muszę przyznać, że nie do końca udało mi się przed nim uciec. Otworzyłem oczy wraz z trochę szybciej bijącym sercem i pewnymi odczuciami na 4 czakrze...

O jakiejś 7:00? usnąłem na fotelu w pokoju obok... i spałem do 7:39 i było ok.

05/06.06.2012 -> Około 21:45? idę spać na fotel, a o 1:40 wstaję - brak ataków.

Około 3:30 gdy siedziałem już ponownie na fotelu i zamknąłem na chwilkę oczy zostałem lekko wystraszony. Usłyszałem w głowie jakiś demoniczny? głos oraz poczułem "strach" na 4 czakrze z jednoczesnym lekkim "otwarciem" - tak czy siak ten atak był dość słaby.

O 3:45 powoli zasypiam, a o 6:30 wstaję - brak ataków. Pod sam koniec miałem pewien podejrzany sen gdzie jakby wymuszone na mnie było odczuwanie "strachu", ale ja jakoś tego strachu zbytnio nie przejawiałem... nie wiem czy był to atak czy też nie... tak czy siak nic mi się nie stało.

06/07.06.2012 -> Po 22:00 usypiam przed komputerem, a o 23:36 się budzę - brak ataków.

O 00:25 idę ponownie na fotel, a o 4:16 wstaję - brak ataków... choć pod sam koniec snu nagle zrobił się tłum ludzi otaczający mnie (znany motyw z ataków) i pewna postać ukradkiem próbowała mi coś podejrzanego podłożyć do kieszeni, ale ja to od razu wyjąłem i wyrzuciłem (miałem wrażenie że to jakaś bomba czy nadajnik?) - tak czy siak takie coś jedynie było podejrzane.

O 4:30 ponownie idę na fotel, a o 5:39 wstaję - brak ataków.

O 5:55 poszedłem spać na fotel w małym pokoju, a po chwili poszedłem do łóżka i spałem spokojnie do 10:00 :)

07/08.06.2012 -> Po 22:30 powoli zasypiam na fotelu, a o 3:52 wstaję - brak ataków... chociaż pod sam koniec już gdy byłem dość mocno obudzony i miałem zamknięte oczy to był pewien "lektor" w mojej głowie, który zaczął mówić o pewnych negatywnych (mogących wywołać strach) rzeczach -> postanowiłem to przerwać. Nie wiem czy miało to cokolwiek wspólnego z atakiem... ale nie mniej jednak wolałem otworzyć oczy, aby to zakończyć. Oczywiście moja czakra w żaden sposób nie została zaatakowana, ale nie wiem co byłoby gdybym nie otworzył oczu... może nic... a może bym oberwał...

Dodam jako ciekawostkę, że nawet w biały dzień, gdy wracałem do domu te siły wepchały w moją głowę brutalne sceny walki itp. (tak może wyglądać atak we śnie), ale po chwili trwania tej (w pewnym sensie) "wizualizacji" otrząsnąłem się z niej (nic mi się nie stało i nie będę się mocniej rozpisywać odnośnie całego zajścia, ale takie rzeczy są zdecydowanie możliwe). Wynika z tego tyle, iż trzeba być non stop czujnym i zwracać baczną uwagę na to co dzieje się w naszym umyśle. Ważne, aby obserwować jakie myśli w nim krążą i czy nie stają się tak natrętne, iż wyzwalają w nas pokłady negatywnych emocji.

Jeżeli nie "utniemy" takiej negatywnej wizji, snu lub natrętnych, negatywnych myśli to prawdopodobnie źle się to dla nas skończy. To właśnie między innymi? negatywne emocje, które w trakcie ataku są w nas wywoływane są pewnego rodzaju kluczem do naszych czakr i energii w nich zawartej (a przynajmniej jakoś tak to widzę). Ja podszedłem bardzo "chłodno" (bez emocji) do tego co zobaczyłem i dlatego nic mi się nie stało. Ważne, aby nie stać się jednością z negatywną wizualizacją, (lub z negatywnym snem) nie "wsiąknąć" w fabułę kreowaną przez demona tylko aby być "chłodnym" obserwatorem (dopilnować, aby się nie "otworzyć") i jak najszybciej ją zakończyć... im szybciej tym lepiej. Oczywiście nie jest to łatwe... a demony mają wystarczająco dużo diabelskiej inteligencji, aby zaszczepić swoje brudne myśli w naszym umyśle. Dlatego powinniśmy utrzymywać swój umysł w czystości, abyśmy byli świadomi gdy ktoś nieproszony wtargnie w nasze "pola". Temat ogólnie nie jest łatwy... ale im więcej ktoś ma ataków tym lepiej może je zrozumieć. Każdy kolejny atak na moją osobę jedynie mocniej rozświetla mi spojrzenie na cały proces demonicznych ataków. Niemniej jednak czasem mam już ich po dziurki w nosie ;)

 08/09.06.2012 -> O 23:35 idę spać na fotel, a o 1:10 wstaje - brak ataków.

O 2:14 ponownie idę na fotel... i chyba przy samym zasypianiu był jakiś drobny atak? ale nie jestem pewien.. ale raczej wydaje mi się, że był to atak, bo moje myśli przed samym zajściem były jakieś takie niespokojne (czego nie było wcześniej). Wstaję o 5:10... i przed samym wstaniem był atak na 4 czakrę... co ciekawe we śnie przed samym atakiem (który odbył się gdy już miałem czarno przed oczami) widziałem parszywego, przemieszczającego się po moim śnie reptiliana.

Był realnie ukazany i wyglądał dokładnie tak jak ten na rysunku powyżej (pomijając rolkę papieru toaletowego itd. - nie mogłem znaleźć tak dobrego zdjęcia bez tego "gadżetu").

O 5:47 poszedłem do pokoju obok na fotel i niestety, ale po kilku minutach usnąłem, a o 6:20 zostałem zaatakowany. Tym razem już nie widziałem żadnego reptiliana ani nikogo takiego. Po prostu poprzez negatywny sen otworzyli "moją czakrę" niczym kluczem sejf.

O 12:44 idę na fotel spać, a o 14:25 wstaję z powodu wystraszenia mnie we śnie :(

09/10.06.2012 -> O 00:09 idę na fotel, a o 4:02 wstaję - brak ataków? (była leciutko podejrzana końcówka snu przed samym wstaniem i dlatego dałem ten znak zapytania)

O 4:43 poszedłem do łóżka... a o 5:04? miałem leciutko podejrzany sen... ale chyba nie był to atak... Następnie o 6:04 miałem trochę bardziej podejrzany sen... gdzie się lekko wystraszyłem? hmmm - sam nie wiem jak to ocenić. Tak czy siak bywają właśnie takie sny gdzie nie wiem czy były one atakiem czy też nie... to na prawdę czasem różnie z tym bywa. Czasem jest to od razu dla mnie jasne, ale czasem jak w tym przypadku nie do końca.

O 6:13 idę na fotel, a o 8:30 wstaję -> przed samym wstaniem gdy miałem zamknięte oczy zobaczyłem przed oczami wielkiego czarnego pająka -> od razu otworzyłem oczy i nic mi się nie stało.

O 21:15 kładę się spać, a o 23:52 wstaję - miałem atak we śnie... w ogóle prawdopodobnie mnie sparaliżowało mimo, iż byłem we śnie... ale jakoś mentalnie się wybroniłem i wyszedłem z tego bez widocznego wystraszenia.

10/11.06.2012 -> O 3:41 idę spać na fotel... o 5:40 zostaję zaatakowany, a o 7:57 wstaję i również mam atak, w którym mnie trochę wystraszyli... zachowałem dość duży spokój, ale mimo wszystko... patrzenie na pewną "krwawą" scenę zrobiło swoje...

O 8:35 idę do pokoju obok i kładę się na łóżku... po pewnym czasie zasypiam (nie wiem dokładnie ile minęło... może z godzinę?), a o 13:05 wstaję - w tym czasie miałem z 2-3 ataki we śnie... ale nic poważniejszego mi się nie stało.

11/12.06.2012 -> Około 3:30? usypiam? na fotelu, a o 4:56 zostaję wystraszony we śnie, a kilkanaście sekund później gdy już miałem jedynie zamknięte oczy ponownie doświadczyłem tego samego wystraszenia - to od razu mnie zmobilizowało do wstania.

Po 5:02 idę spać na łóżku w pokoju obok. O 5:55 i 8:53 zostaję wystraszony we śnie. W tym drugim śnie pokazana mi została pewna brutalna scena. W pewnym momencie ona zniknęła i zobaczyłem moją prawą nogę i nagle poczułem ugryzienie w palec z natychmiastowym odczuciem wibracji na nim. Od razu mnie wybudziło ze stratą energii z 4 czakry - pewnie był to jakiś niewidzialny astralny zwierz (oczywiście to moje domysły bo mogło to być coś zupełnie innego - tak czy siak wykonało swoją misję z powodzeniem) -> Ogólnie rzecz ujmując dzisiejsza noc nie była dla mnie dobrą nocą. Zdecydowanie muszę doładować czakrę energią.

Około 14:40 usnąłem na łóżku... i po chwili miałem sen... było w nim ciemno i były w moim pobliżu (latające?) strzykawki (jakieś szczepionki)... była to raczej niezbyt przyjemna atmosfera... nawet było mówione, że mogę się zaszczepić jeżeli chcę... ale nagle mnie wybudziło... moja czakra chyba się lekko wystraszyła... sam już nie wiem co mam o tym sądzić... przydałby mi się od czasu do czasu jakiś normalny sen...

12/13.06.2012 -> O 23:00 kładę się spać, a o 2:20 wstaję - brak ataków.

O 3:22 idę na fotel spać, a o 6:35 wstaję - brak ataków.

Zmieniam lokalizację na łóżko w małym pokoju i śpię do 7:45 - brak ataków.

O (lub jaki czas po) 9:26 idę spać na łóżko w małym pokoju i wstaję o 14:20 - brak ataków.

13/14.06.2012 -> O 2:58 idę na fotel i po pewnym czasie usypiam, a około 5:40 wstaję i idę do łóżka... wstaję o 6:02 - ogólnie brak ataków.

O 6:19 idę do pokoju obok na fotel i po chwili zasypiam, a wstaję o 8:26 - brak ataków (był pewien podejrzany negatywizm we śnie, ale nie jestem pewien czy miał on coś wspólnego z atakiem... może tak może nie...).

O 8:56 kładę się spać do łóżka, a wstaję o 12:24 - brak ataków (był pewien podejrzany negatywizm we śnie, ale nie jestem pewien czy miał on coś wspólnego z atakiem... może tak może nie...).

Około 22:15 usnąłem na łóżku, a wstałem o 23:37 - brak ataków.

14/15.06.2012 -> O 3:58 idę na fotel, a o 6:00 wstaję - brak ataków.

O 6:05 idę na fotel, a o 7:00 wstaję - pod sam koniec był pewien podejrzany motyw we śnie gdzie wymuszano na mnie pogrążenie się w smutku i rozpaczy. Na dodatek była bardzo blisko mnie z prawej strony pewna tajemnicza postać, która mnie do tego namawiała. Co więcej nie było jej widać - kojarzy mi się to ewidentnie z atakami... znany jest mi ten motyw ukrywania się dokładnie w tym miejscu. Najważniejsze, że nie było żadnego ciosu czy wystraszenia. Możliwej jest jednak, że te istoty (były jeszcze pewne osoby z przodu, ale nie wiem czy były one "żywe" czy tylko wykreowane na potrzebę ataku) żywiły się moją energią gdy byłem w pewien sposób wciągnięty w odczuwanie smutku, rozpaczy itd., no ale... ja nic o tym nie wiem... ale w sumie jest to logiczne, możliwe i prawdopodobne... ale czy coś mi energii zabrali to nie wiem.

O (lub lekko po?) 10:49 kładę się spać, a o 14:44 wstaję - brak ataków.

15/16.06.2012 -> O 1:42 idę na fotel, a o 3:07 wstaję - brak ataków. Przed samym wstaniem miałem dziwne doświadczenie. Nagle przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem i poczułem jakby mnie prąd poraził w lewe udo (nie jestem pewien czy określenie "porażenie prądem" jest najbardziej odpowiednie, ale za bardzo nie wiem jakiego innego miałbym tutaj użyć) - nie widziałem żadnej postaci, która mogłaby to zrobić ani nikogo nie wyczuwałem, nie straciłem przy tym doświadczeniu energii ani się nie wystraszyłem tak jak np. miało to miejsce podczas ostatniego ataku gdzie zostałem w stanie pomiędzy realem a snem ugryziony w palec i tam, mimo iż nikogo nie widziałem to dobrze wiedziałem, że była to negatywna siła, pomijając fakt, iż ewidentnie poczułem tam stratę energii z czakry, a w tym przypadku w ogóle takiego czegoś nie zaobserwowałem. Po obudzeniu się zasnąłem ponownie ignorując to... i po chwili ponownie to samo doświadczenie się pojawiło. Moim zdaniem raczej na pewno nie jest to atak, gdyż nie odczuwałem żadnej negatywnej siły ani nic w tym stylu. Tak czy siak po tym drugim "porażeniu prądem" wstałem. Piszę o tym, aby pokazać, że nie wszystko co wydaje się na pierwszy rzut atakiem nim jest (oczywiście mogę się mylić, ale na dzień dzisiejszy widzę to tak jak opisałem to powyżej).

O 3:18 idę spać do łóżka, a o 6:59 wstaję - brak ataków. Dodam jeszcze, że o 6:04 miałem doświadczenie (gdy już się wybudzałem) jakby "piorun" (nie chodzi o wizualny aspekt a jedynie o odczuciowy) uderzył w moją 4 czakrę, ale raczej na pewno nie było to związane z atakami... choć na takowy może wyglądać (oczywiście mogę się mylić, ale na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że nie miało to nic wspólnego z atakiem i piszę o tym, aby pokazać, że moim zdaniem nie każde doświadczenie "uderzenia" w czakrę jest atakiem).

O 7:23 idę spać do łóżka, a o 8:45 wstaję - brak ataków.

Około 17?-18? położyłem się na łóżku i bardzo szybko w mojej głowie pojawił się pewien negatywny myślokształt, od którego nie mogłem się uwolnić.. dopiero gdy wstałem to wszystko ustało.

16/17.06.2012 -> O 23:56 idę na fotel, a o 3:02 wstaję - była pod sam koniec we śnie pewna negatywna postać (byłem przez nią atakowany i broniłem się jakąś włócznią czy czymś takim, a ostatecznie zapowiadała się wojna na ostre ołówki? do której na szczęście nie doszło, gdyż mnie nagle wybudziło - co ciekawe co do tej włóczni to ja ją od kogoś dostałem, abym się obronił przed tym kimś).

O 3:39 idę ponownie na fotel, a o 4:55 mnie nagle wybudziło ze snu (poczułem przy tym pewne odczucie na 3 czakrze, ale nie miało ono nic wspólnego z atakiem). Może jakiś opiekun przerwał mój sen?

O 5:08 idę do pokoju obok i po chwili idę spać do łóżka... w trakcie spania mam atak, ale udaje mi się z niego wyjść w miarę obronną ręką. Następnie już o 6:45 mam kolejny atak, z którego już niestety obronną ręką nie wychodzę i obrywam. Nie kontynuowałem już spania. W tym "śnie" (chociaż mam silne wrażenie że cała akcja działa się poza ciałem) było pokazane jak te istoty (a było ich kilka) "przenikały wymiary" - mogły w szybki i łatwy sposób stawać się niewidzialne. Ogólnie rzecz ujmując wyglądały one jak czarne zjawy poruszające się bardzo szybko w wodzie (chodzi o pewne zniekształcenie obrazu). We "śnie" zostałem przez nie otoczony i... skończyło się to jak się skończyło. Po wstaniu odczuwam ucisk na całej czakrze i okolicach - nie jest to ucisk punktowy, ale bardziej rozległy. W ogóle jak już kiedyś pisałem jeżeli widzimy siebie we "śnie" z perspektywy trzeciej osoby to prawdopodobnie jesteśmy poza ciałem, a ciało na jakie patrzymy to prawdopodobnie ciało astralne - jakoś tak to na obecny czas widzę.

Od około 20:30 do około 21:00 spałem na łóżku - brak ataków (jak dobrze jest sobie pospać gdy nic człowieka nie atakuje... choćby te nawet ~30 minut).

17/18.06.2012 -> Około 2:00-2:15 zacząłem przysypiać na krześle, (zauważyłem że przed uśnięciem słyszałem kilkukrotnie "głośne myśli" w mojej głowie), a o 2:45 miałem brutalny sen... podczas jego trwania mentalnie się broniłem przed jego brutalnością i na szczęście zostałem po chwili wybudzony... więc nie trwało to zbyt długo...

O 2:52 ponownie idę na fotel, a o 4:15 wstaję - już nie było jako takich ataków, ale przed samym wstaniem ktoś mi w miarę głośno czknął (jak przy czkawce) w głowie... było to bardzo wyraźne... aż przez chwilę pomyślałem, że to ktoś na "zewnątrz" zrobił...

O 4:28 usiałem na fotelu i usnąłem (choć nie miałem takiego zamiaru)... obudziłem się o 5:15 -> były pewne podejrzane rzeczy pod sam koniec, ale nie zauważyłem aby coś mi się stało.

O 5:20 poszedłem spać na fotel do pokoju obok, a o 7:55 wstałem - były pewne podejrzane rzeczy, ale ostatecznie nic mi się nie stało.

O 11:00 kładę się spać, a o 13:24 wstaję - brak ataków.

O 13:58 poszedłem spać do łóżka, ale od razu miałem lekko upierdliwy, negatywny myślokształt (co wydało mi się lekko podejrzane)... Około 14:25 wreszcie zasnąłem, a o 14:49 miałem atak we śnie. Właściwie to chyba byłem poza ciałem... raz widziałem siebie z perspektywy trzeciej osoby, a raz z pierwszej... tak czy siak jest to trochę zagadkowa dla mnie kwestia... bo czasem ma się wrażenie, że się śni (czując że jest się w ciele), a czasem ewidentnie widać, że podróżuje się gdzieś "tam" daleko... i właśnie w tym przypadku miałem wrażenie, że gdzieś "tam" jestem (ale czy daleko to nie wiem), ale z drugiej strony jak ten "demon" mnie tam znalazł? na początku był w moim pokoju powodując negatywny myślokształt, a później jak wyszedłem z ciała (o ile wyszedłem) to popędził za mną? może po sznurze, na którym ciało astralne się wypuszcza w "teren"? sam nie wiem do końca jak to się odbywa... i niestety czasem ciężko znaleźć odpowiedzi, no ale na razie dajmy temu spokój... tak czy siak trochę mi te demony krwi napsuły, ale w końcu mnie wybudziło... Po obudzeniu się moje serce lekko? szybciej biło z pewnego rodzaju stresu jakiego tam doznałem... no ale cóż... w sumie ważne, że nie było jako takiego ciosu w czakrę... Pamiętam, że nawet jedną z tych negatywnych postaci odepchnąłem jak za blisko się mnie przybliżyła więc mentalnie stawiałem tam pewien opór, ale niemniej jednak pewne obrażenia odniosłem... Z całej tej sytuacji wynika tyle, że jeżeli mamy upierdliwy, negatywny myślokształt w głowie (w moim przypadku była to atakująca mnie piła tarczowa), to możemy być raczej pewni, że ktoś nas atakuje. Najczęściej takie rzeczy się dzieją gdy leżymy, a rzadziej gdy siedzimy (właśnie dlatego tak często ostatnio idę spać na fotelu w pozycji siedzącej, a nie w łóżku w pozycji leżącej, ale nie mniej jednak spanie w łóżku jest bardziej komfortowe itd).

18/19.06.2012 -> O 1:58 idę na fotel, a o 7:04 wstaję - brak ataków.

19/20.06.2012 -> Lekko po 22 idę spać na fotel, a około 2:00 wstaję - brak ataków.

O 5:15 idę spać do łóżka, a o 5:40 zostaję zaatakowany we śnie przez jakąś postać. Co ciekawe bardzo dobrze się broniłem (byłem mocno świadomy tego co robię) i większość jej ruchów rękami w moim kierunku zdołałem zablokować - powiem więcej... nawet ją w między czasie atakowałem (tak dla zabawy, ale skutecznie), ale niestety nie byłem świadomy iż to wróg, ten ktoś wyglądał przyjacielsko i z tego powodu nie atakowałem na poważnie. Kilka jego ruchów rękami doszło mojego ciała, ale nic mi nie zrobiły i szybko zdołałem je odepchnąć (że tak to nazwę). Po chwili mnie wybudziło i tyle. Nie straciłem energii ani nic z tych rzeczy.

O 6:05 idę spać na fotel, a o 7:54 wstaję - brak ataków.

20/21.06.2012 -> O 22:22 idę na fotel, a o 1:15 wstaję - chyba na samym początku lub tuż przed wstaniem miałem wrażenie (połączone z lekką wizją) jakby ktoś robił mi zastrzyki do nosa, ale zignorowałem to... co okazało się błędem.

Chwilkę później idę ponownie spać, a o 1:13 mam atak gdzie wbito mi około 5-8 cieniutkich strzykawek z zawartością w okolice prawego kolana :((( Robiono to bardzo szybko i czułem leciutkie ukłucia... :((( Jak zwykle przy tego typu ataku było widać ręce tych istot, ale nic więcej (prawdopodobnie były to szaraki lub coś w ten deseń - również nie wiem czy była to jedna osoba czy więcej - tak czy siak dużo tych zastrzyków zostało mi niestety wstrzykniętych). Zrobiłem sobie ponad 20 minutowy healing tego miejsca... powinno trochę pomóc... Co ciekawe gdy healowałem kolano to po jakiś 8 minutach zamknąłem oczy i starałem się zobaczyć jak wygląda miejsce "ataku" i zobaczyłem jakby czarne kratki utrudniające mi dojście do kolana (zabezpieczały kolano przed healingiem?). Tak czy siak pozbyłem się ich na tyle, na ile mogłem choć one wcale nie chciały się tak łatwo usunąć. Około 3:05 użyłem dużych kryształów górskich, które sporo czasu trzymałem na zaatakowanym miejscu.

O 3:57 wracam na fotel, a o 8:45 wstaję - brak ataków.

21/22.06.2012 -> Około 2:00-2:30? (nie jestem pewien dokładnie) idę spać na fotel, a o 7:20 wstaję - brak ataków.

22/23.06.2012 -> Około 2 poszedłem spać na fotel, a o 5:33 wstaję z powodu mocno podejrzanego snu... prawdopodobnie był to atak, ale pewien na 100% nie jestem... tak czy siak nic specjalnego mi się nie stało. Gdy się wybudziłem byłem lekko wystraszony (jakbym przed kimś groźnym uciekał).

O 5:55 ponownie idę na fotel, a o 7:37 wstaję - pod sam koniec był pewien sen z UFO, który wywołał u mnie pewien poziom strachu, ale mój umysł był na tyle opanowany w tej sytuacji, iż ten strach nie wzrósł do maksimum jakie by z pewnością osiągnął gdyby nie mój spokój umysłu i szybkie wybudzenie.

23/24.06.2012 -> Około 21:45 poszedłem spać do łóżka, a około 1:15 wstałem - brak ataków.

O 1:30 idę na fotel spać, a o 5:54 wstaję - brak ataków.

Około 11:30 lekko usnąłem na łóżku - przed zaśnięciem w mojej wyobraźni pojawił się podejrzany, negatywny myślokształt, ale nie byłem przekonany czy ma to coś wspólnego z potencjalnym atakiem. W miarę szybko się go jako tako pozbyłem poprzez zachowanie czystego umysłu itd. - teraz uświadamiam sobie jeszcze lepiej to, iż każdy negatywny myślokształt, który nie chce od nas odstąpić jest prawdopodobnie atakiem, a przynajmniej w moim przypadku, gdyż staram się nie posiadać takowych "rzeczy" w swojej głowie, a jak się jakiś pojawi to od razu staram się go "pozbyć" (mówiąc bardzo ogólnie). Niestety, ale o 11:56 zostałem zaatakowany. Czułem ucisk powodowany przez tego demona, który spowodował? iż po chwili zacząłem również czuć ucisk na 4 czakrze. Im dłużej to trwało tym mocniej byłem świadomy tego co się dzieje. Niestety, ale nie udało mi się wyjść z tego bez szwanku mimo, iż starałem się zachować absolutny spokój itd. Po wstaniu odczuwałem przez dobre kilka godzin ucisk na 4 czakrze. Sądzę że lepiej byłoby gdybym od razu otworzył oczy jak tylko zyskałem względną świadomość podczas ataku... następnym razem może przypomnę sobie tą "radę"... zresztą... czasem gdy jest taka sytuacja to nie chce tego robić nagle, gdyż mam wrażenie, iż jak tak zrobię to się "otworzę" i będzie jeszcze gorzej... dlatego próbowałem dojść do momentu, w którym będę mógł spokojnie otworzyć oczy, no ale nie jestem jednak przekonany czy w tym przypadku była to słuszna decyzja... nagłe otworzenie oczu chyba w tym przypadku okazałoby się lepsze... bo moja czakra nie od razu została zaatakowana. Będę ewentualnie kombinował z nagłym wybudzeniem przy ewentualnie podobnym ataku... zobaczymy.... w sumie cała akcja nie działa się podczas snu... tylko w stanie głębokiego relaksu, ale bez snów... też nie od razu mogłem się wybudzić... z każdą chwilą ataku tego demona byłem coraz bardziej świadomy tego co się dzieje... tak czy siak człowiek uczy się na takich sytuacjach... każdy atak w jakimś stopniu zwiększa moją szansę na obronę... o ile wyciągnę z niego wnioski. Niestety, ale czasem jest tak, że teorie można znać, ale zastosować ją podczas ataku to już zupełnie inna bajka.

24/25.06.2012 -> Około 22:45 zasypiam na fotelu, a o 2:35 wstaję - brak ataków.

Około 6:00 lekko zacząłem przysypiać na fotelu, ale miałem spore podejrzenie, że mogę być atakowany... chwilę poodpierałem negatywności moim umysłem, ale ostatecznie wstałem, aby nie prowokować losu.

Od około 13:00 do 14:30 śpię na łóżku - brak ataków.

25/26.06.2012 -> Lekko przed północą zacząłem usypiać na krześle, a o 00:23 w wyobraźni gdy już lekko drzemkałem zobaczyłem na czarnym tle piłkę, która z wysoka na mnie spadła i uderzyła mnie w tył głowy... co ciekawe poczułem to bardzo dobrze... wręcz fizycznie, a przecież to tylko wyobraźnia! ;-))) Moja energia na 4 czakrze też lekko została tym wydarzeniem "zmącona". Cokolwiek to było wolałem nie kontynuować spania ;-)

Nie wiem czy jest sens wspominać, ale około 7 rano gdy już same oczy mi się zamykały to dostawałem negatywnych wizji... widziałem jakiegoś robala, którego ktoś chciał mi wsadzić do ucha, szczekającego psa itd itd... szkoda, że te wizje nie mogą być bardziej pozytywne ;-) Oczywiście wszystkie te wizje szybko przerywałem. W tym przypadku podążanie za ciekawością może nie być najlepszym pomysłem. Wolę dmuchać na zimne... już za wiele złych rzeczy mi się stało przez "zignorowanie" sygnałów ostrzegawczych ;-)

Około 20:00 usnąłem na łóżku, a o 21:16 wstaję - brak ataków (dobrze mi się spało).

26/27.06.2012 -> O 21:59 idę na fotel, a o 00:40 wstaję. Pod sam koniec miałem atak. Zaczął się uwidaczniać we śnie, a po chwili widziałem siebie siedzącego na fotelu i czułem bardzo wyraźnie jak ze 3? demony (niewidoczne dla oczu, ale dobrze wyczuwalne) bardzo szybko zaczęły fruwać wokół mnie i spowodowało to bardzo szybko, iż moje serce zaczęło gwałtownie bić. Dopiero po kilku sekundach udało mi się "wybudzić" i opanować sytuację. Jak tylko byłem w stanie to zacząłem mantrować słowo "Bóg" (niestety nie działa to tak jak w stanie pomiędzy realem a snem) i wzywać opiekunów na pomoc itd. (to było jeszcze wtedy, gdy te demony fruwały wokół mnie). Zdecydowanie czułem się przez te siły osaczony, ale po całkowitym wybudzeniu szybko doszedłem do siebie.

O 2:53 poszedłem ponownie spać, a o 6:00 wstaję - miałem jeszcze z 2-3 takie ataki jak opisałem powyżej, ale słabsze.

O 6:20 poszedłem na fotel i usnąłem, a o 6:30 zostałem zaatakowany we śnie. Widziałem w nim jak jakiś koleś został postrzelony przez pocisk w klatkę? piersiową i gdy tylko to się stało poczułem ten postrzał na 4 czakrze - nie było to miłe.

Po 8-9 (nie wiem dokładnie o której) idę spać do łóżka, a o 10:06 zostaję nagle wybudzony ze snu (widziałem siebie z perspektywy 3 osoby), w którym zobaczyłem z oddali kosmitę (który mnie nie zauważył) i poczułem nagle silne szarpnięcie na 4 czakrze i automatycznie mnie wybudziło hmmm... moim zdaniem byłem poza ciałem.. groziło mi niebezpieczeństwo z powodu tego kosmity i mnie nagle wróciło do ciała (może opiekun spowodował mój nagły powrót?) - tak to jakoś widzę, na dzień dzisiejszy :)

Około 21:25 usypiam na fotelu, a o 23:42 wstaję - brak ataków.

27/28.06.2012 -> O 3:48 idę spać na fotel, a o 4:05 wstaję z powodu ataku we śnie. Gdy już otworzyłem oczy (ale jeszcze byłem w stanie głębokiego relaksu gdyż przed sekundą śniłem) czułem na sobie ucisk powodowany przez tego demona - prawdopodobnie na mnie usiadł lub częściowo mnie dotykał (we śnie "miła" postać stała blisko mnie i "coś" ode mnie chciała więc ma to duży sens). Czuję pewien ucisk na 4 czakrze spowodowany tym atakiem... jakbym wybudził się z 1-2 sekundy później to pewnie byłoby dużo gorzej. Oczywiście cały atak opisałem maksymalnie skrótowo. Ogólnie chodzi o to, że jak pisałem już wielokrotnie te demony idealnie umieją podszyć się pod "miłe" postacie, które jakimś dziwnym trafem bardzo blisko do nas podchodzą... zdecydowanie miejcie na takie "osoby" oko.

O 4:47 idę spać na fotel, a o 6:45 wstaję z powodu dwóch ataków we śnie (moja czakra oberwała w obu przypadkach). Te ataki były dziwne... było mi coś wyświetlone przed oczami (nie pamiętam już dokładnie co) i po chwili odczuwałem uderzenie w czakrę.

Następnie za jakiś czas usypiam przed komputerem? i około 7:43 zostaję zaatakowany we śnie (moja czakra oberwała; była też we śnie atmosfera silnego strachu).

O 8:09? kładę się spać, a o 8:10 wstaję z powodu ataku we śnie - jakaś postać ściskała mi nogę jakimś urządzeniem? (we śnie skrystalizowało się to jako wielokrotnie poskręcane liny). Nawet godzinę później odczuwam dyskomfort w miejscu ataku (nie jest to moje widzimisię... to ewidentnie czuć).

28/29.06.2012 -> Około 21:20? usypiam na fotelu, a później przenoszę się do łóżka -> o 5:32 wstaję - brak ataków.

O 7:45 idę spać na fotel, a później przenoszę się do łóżka -> były (gdy już spałem na łóżku) z 2-3 mocne szarpnięcie na 4 czakrze (takie, iż po wstaniu je czuję idealnie), ale nie jestem pewien czy były to ataki... w sumie miałem z 2-3 podejrzane sny hmm... tak czy siak daję tutaj znaki zapytania -> wstaję o 11:45.

29/30.06.2012 -> O 23:28 idę spać na fotel, a o 4:05 wstaję - brak ataków.

O 6:09 kładę się do łóżka spać, a o 8:45 wstaję - brak ataków.

Lekko po 9 ponownie poszedłem spać, ale tym razem nie dawał mi spokoju pewien negatywny myślokształt (atakująca mnie piła tarczowa)... a jak go uwięziłem w pewnego rodzaju kokonie to zobaczyłem tam bardzo szybko wijącą się czarną glistę - oczywiście ona nie miała zamiaru zostać w tym kokonie... wiła się jak szalona, aby się uwolnić... tak czy siak po kilku? minutach takiego leżenia wstałem... bo nie mogłem nad tym zapanować. Oczywiście można mentalnie się przed tym bronić, ale nie jest to łatwe gdyż te astralne glisty wcale nie chcą odpuścić. Lepiej po prostu wstać i mieć to z głowy. Dodam jeszcze, że nie jest to moje pierwsze spotkanie z tego typu przeciwnikiem - w tym przypadku nic specjalnego mi się nie stało... ale lepiej nie czekać na niewiadomo co patrząc jak ta piła tarczowa (lub coś innego) nas atakuje - jeżeli nie jesteśmy doświadczeni w tych sprawach i nie wiemy co robić gdy takie coś ma miejsce to lepiej po prostu się ewakuować. Na obrazku powyżej ukazuje jak mniej więcej ona wyglądała.

O 15:22 powoli idę do łóżka spać, a o 17:30 wstaję - brak ataków.

[LIPIEC 2012]

30.06.2012/01.07.2012 -> O 22:43 kładę się spać, a o 2:00 wstaję z powodu ataku we śnie. Walczyłem z jakimś gościem na miecze samurajskie i na prawdę bardzo dobrze mi szło, odpierałem jego każdy atak, ale niestety nagle on uciekł i po chwili zauważyłem go za oknem... i już miałem zaatakować go przez okno, a tu nagle mnie wybudziło, a moje serce waliło jak oszalałe. To jest nie fair! W ogólę dlaczego zostałem wybudzony? a dlatego, iż próbowałem go zaatakować co spowodowało (jak się domyślam) moje "otwarcie się". Demon (gdy próbowałem go zaatakować) zdobył potrzebny "klucz" (dzięki mojemu "otwarciu się") aby otworzyć "sejf" (czakrę). Jak się domyślam czakra musiała być brutalnie zaatakowana skoro serce mi waliło jak oszalałe.

O 2:52 idę spać na fotel, a o 6:12 wstaję. Były jeszcze dwa ataki tego typu co z tą walką na miecze. W pierwszym wybudziłem się szybko więc nic mi się nie stało, a w drugim wybudziłem się tuż przed "finałem" i moje serce po obudzeniu się troszkę szybciej biło, ale zdecydowanie nie tak szybko jak w tym ataku gdzie spałem na łóżku.

01/02.07.2012 -> O 1:19 idę na fotel spać, a o 3:47 wstaję - brak ataków.

O 4:31 idę ponownie na fotel, a o 5:20 wstaję - brak ataków.

O 5:25 idę spać do łóżka, a o 6:59 wstaję - pod sam koniec miałem atak we śnie... jakaś postać mnie atakowała, ale ja bardzo skutecznie się broniłem przed jej ciosami itd., ale gdy już ją "pokonałem" po pewnym czasie mnie nagle wybudziło i moje serce widocznie szybciej biło... trochę to podejrzane no ale... sam nie wiem... niby atak przed chwilką był, ale go odparłem... nie mniej jednak nie tylko ta postać była przy mnie... choć reszta postaci nie wydawała się "wrogami"... hmm.... sam nie wiem jak do końca do tego podejść... na pewno jest to trochę zastanawiające... może jest to spowodowane nagłym powrotem do ciała?

02/03.07.2012 -> O 20:43 idę spać na fotel, a o 4:30 wstaję - brak ataków? - końcówka była lekko podejrzana no ale... nie zauważyłem aby coś mi się stało.

O 10:04 idę spać do łóżka, a o 12:10 wstaję - brak ataków? - było "kilka" podejrzanych momentów we śnie...

03/04.07.2012 -> O 22:30 idę na fotel, a o 00:55 wstaję z powodu ataku we śnie. Pokazali mi jak mój kot wypada za balkon i niestety ale... całkowicie mnie tym "rozbroili" - moja 4 czakra poległa na całej linii. Nie obudziłem się z walącym sercem... po prostu otworzyłem się i straciłem energie z czakry. Już dobre kilka razy demony wykorzystują motyw z wypadającym moim kotem z balkonu aby mnie ograbić z energii. Przeważnie chodzi o moment gdy kot jest na krawędzi balkonu i się przechyla (w niewłaściwą stronę) i już wtedy wiem iż spadnie w dół - chodzi właśnie o ten moment gdzie już nic nie mogę zrobić aby go uratować. Wtedy właśnie następuje "otwarcie". Bardzo chamska metoda ataku... ale niestety ciężko się przed nią obronić.

O 1:40 idę na fotel spać, a o 3:48 wstaję - brak ataków.

Za kilka chwil ponownie idę na fotel, a o 4:59 wstaję - pod sam koniec był trochę podejrzany sen ale nie jestem pewien czy miał coś wspólnego z atakiem.

O 5:04 idę spać do łóżka, a o 7:57 wstaję - brak ataków.

04/05.07.2012 -> O 21:09 idę na fotel spać, a o 3:40 wstaję. Pod sam koniec miałem mocno podejrzany sen... bardzo realny... na pewno był związany z atakiem... ale udało mi się wyjść z niego obronną ręką. Po tym śnie był kolejny... postawiony zostałem w stresującej sytuacji... na szczęście po chwili wykombinowałem jak się z niej wyplątać i po chwili mnie wybudziło z lekko szybciej walącym sercem ale nie mniej jednak na tyle na ile to było możliwe moim zdaniem wyszedłem z tego obronną ręką. Sny były bardzo realne (szczególnie pierwszy), wręcz nie do odróżnienia od rzeczywistości. Ciekawe jest to iż pierwszy atak został przeze mnie odparty i od razu pojawił się zupełnie inny "sen" który miał mnie "otworzyć". Dobrze, że mnie wybudziło bo pewnie ten demon do skutku by mnie tymi snami męczył aż by osiągną to po co przyszedł.

O 4:30 wracam na fotel - w moje głowie pojawiają się negatywne myśli, które odpycham swoim "umysłem". Po pewnym czasie usypiam i o 5:39 mam atak we śnie. Sen był bardzo ciemny i nastawiony na "grozę" itd... - lekko się wystraszyłem i mnie wybudziło. Powinienem po tym śnie wstać ale niestety jeszcze przez chwilę odpychałem negatywne myśli (które wciąż się pojawiały), które ogólnie przemieniają się w "sen" (jeżeli odpowiednio mocno się im nie przeciwstawimy [czasem wpadamy w bardziej "naszą" wyobraźnię niż sen - mam tu na myśli te ataki z piłą tarczową - nie przypominają one jako takiego snu]) - oczywiście jak wpadałem w negatywny sen to od razu z niego wychodziłem no ale to tylko kwestia czasu zanim nie będziemy w stanie się z jednego z takiego snu wyplątać. Niestety wpadłem po jakiś 6 minutach w tak owy sen gdzie zobaczyłem w ciemnym pokoju mojego kota który się czegoś wystraszył co spowodowało i u mnie lekkie wystraszenie i nagłe wybudzenie. Ogólnie nie opłaca się ciągle i ciągle mentalnie odpychać negatywnych myśli (jeżeli jest to atak) gdyż prędzej czy później demon i tak osiągnie swój cel. Czy opłacało mi się zwlekać ze wstaniem? Raczej nie... tylko 2x się nie potrzebnie wystraszyłem ale z drugiej strony potrenowałem trochę mentalną obronę... ale dla ogółu lepszym rozwiązaniem jest po prostu "ucieczka". Jakbym nie był wiecznie śpiący to pewnie też bym tak zrobił.

Za jakiś czas poszedłem do pokoju obok i usiadłem na fotelu ale działo się to samo... nawet wpadłem na chwilę w negatywny sen... i bodajże się lekko wystraszyłem... hmm... przypomniałem sobie aby wezwać (zrobiłem to w myślach) opiekunów, Archanioła Michała, Jezusa, Maryję itd (z intencją aby zabrali tego demona) - tak też zrobiłem i już po kilku sekundach poczułem dużą różnicę! Negatywne myśli w jakiś cudowny sposób mnie opuściły ;) Nie mniej jednak! gdy sobie tak drzemkałem na fotelu z 1-1,5h (z pewnymi przerwami) znowu po tym czasie wpadłem w "krótki" mocno podejrzany sen :/

05/06.07.2012 -> O 22:13 idę na fotel spać, a o 2:48 wstaję z powodu ataku we śnie. Jakaś postać stała się bardzo agresywna wobec innej (mnie?)... jakby to jeszcze chwilkę potrwało to na pewno obudziłbym się z walącym sercem... na szczęście dla mnie wybudziło mnie (powrót do ciała?) tuż przed niemiłymi konsekwencjami.

Za jakiś czas poszedłem ponownie na fotel (tylko posiedzieć) ale po krótkim czasie zaobserwowałem "negatywne myśli" itp (wiadomo z jakiego źródła) i musiałem wstać. Po chwili położyłem się na łóżku (aby tylko poleżeć - ogólnie nie jest to dobry pomysł jeżeli miało się chwilę wcześniej "negatywne myśli"). Starałem się odpierać mentalnie wszelkie negatywne myśli itd ale niestety ten demon jest za silny i aż 3x zostałem wciągnięty w negatywny sen gdzie w sumie jakimś fartem nie oberwałem (chodź może minimalnie tak? ale nie rozdrabniajmy się na szczegóły). Tak czy siak widać tutaj, że lepiej nie igrać z ogniem, że tak się wyrażę - nie mniej jednak jak człowiekowi chce się spać to nawet chwilkę chce odpocząć w komfortowej pozycji (na leżąco). Po tych atakach gdzie leżałem na plecach zmieniłem pozycję - usiadłem na łóżku i przechyliłem się tak aby się położyć na spiętrzonej kołdrze na brzuchu. Czułem że mam większą kontrolę nad tym co dzieje się w mojej głowie ale stwierdziłem iż jest to wciąż dość ryzykowne więc wstałem.

Ciekawe jest to iż dopóki siedzę przed komputerem to wszystko jest wporządku... ale jakbym tylko usiadł na wygodnym fotelu (gdzie następuje pewnego rodzaju odprężenie, relaks), albo się położył to już demon by zaczął mnie dręczyć. Pamiętajcie że jeżeli siedzicie lub leżycie i macie w głowie dziwnie negatywne myśli lub myślokształty których nie możecie się pozbyć i musicie wręcz z nimi mentalnie walczyć aby je "zatrzymać" to możecie być raczej pewni, iż jest to demoniczny atak. Aby się upewnić czy na pewno jest to atak po prostu wstańcie i poczekajcie chwilkę - wszystkie natrętne, bombardujące was myśli powinny zniknąć lub ograniczyć się do minimum - jeżeli tak się stanie to zdecydowanie mięliście demoniczny atak. A jeżeli takowe myśli pojawiają się w waszej głowie mimo iż stoicie to może być to opętanie, chwilowe lub trwałe - zależy od konkretnego przypadku. Jeżeli takie myśli pojawiają się od czasu do czasu to może być to chwilowe podłączenie się demona pod waszą głowę - jak już pisałem kiedyś jednym ze sposobów aby go od siebie odczepić jest pomachanie nad głową rękami. Jeżeli tak się stanie to w jednej sekundzie cały negatywizm jaki was zalewał po prostu zniknie bo odetniecie źródło z jakiego pochodził (ten sposób działa ale pewnie nie w 100% przypadków - pewnie to też zależy kto się pod nas podłączy i jak? itd - jest wiele rodzajów ataków i wiele istot nas atakujących więc i różne metody obrony trzeba czasem stosować aby się przed konkretnym demonem obronić). Tak czy siak wzywanie na pomoc opiekunów itp jest wskazane.

Warto też dbać aby nasz umysł był czysty, wtedy z dużo większą łatwością będziemy w stanie wychwycić wszelkie "nieproszone" myśli, a nawet jeżeli nie będzie nam to szło łatwo to i tak praktyka czyni mistrza ;)

Uważajcie również na wszelkie nagłe wybuchy gniewu czy nieczystych emocji - demony żywią się tego typu energią - dla nich jest korzystne jak popadamy w emocjonalno-depresyjne stany czy gdy jesteśmy agresywni wobec innych osób. Wszelkie tego typu "stany" musicie od razu ucinać. Jest szansa, że demon się pod was podłączył i je powoduje abyście byli taką fabryką dla niego (oczywiście tak być nie musi ale może tak być). Modlitwa, myślenie o Bogu itp pomagają złagodzić wszelkie tego typu stany. Nie dajcie się "farmić" (okradać z energii / wykorzystywać).

Jeżeli zbyt często popadacie w takie stany, a nie macie np żadnego wisiorka na szyi z Jezusem to koniecznie sobie tak owy sprawcie. Jeżeli byłby to wisiorek np z bierzmowania lub innej tego typu uroczystości to tym lepiej dla was.

O 20:51 idę na fotel spać, a o 22:54 zostaję zaatakowany we śnie... niestety ale poniosłem straty przy tym ataku. Po wybudzeniu czułem się jakby moja głowa była nasiąknięta "złem" (normalnie tak nie mam). Nawet jak wstałem i chodziłem po pokoju to to nie chciało ustąpić. Dopiero po dobrych kilkunastu minutach zaczęło wszystko wracać do normy.

06/07.07.2012 -> Około 4:20? usypiam ze zmęczenia na fotelu, a o 4:26 muszę wstać z powodu ataku we śnie - pewna "miła" pani nagle zaczęła mnie żartobliwie uderzać szalikiem po twarzy, a po chwili już widziałem iż była to jej ręka, a jeszcze po chwili wybudziło mnie ze snu, miałem czarno przed oczami i odczuwałem te uderzenia wręcz fizyczne na swojej twarzy. Uczucie było bardzo ale to bardzo realne. Miałem wrażenie jakby ktoś mnie uderzał końcówkami palców z góry na dół (takie jakby klepnięcia otwartą dłonią). Po wstaniu odczuwam tam pewnego rodzaju ucisk itp.

Około 5:21, 5:30 i pewnie jeszcze z 1-2x mniej więcej w tym przedziale czasu i wcześniej miałem ataki gdy byłem na fotelu... Niestety ale jestem zbyt śpiący i po prostu usypiam a gdy już usnę to jestem bardzo szybko atakowany.

Po 5:42 poszedłem do pokoju obok gdzie usnąłem na fotelu... tam też miałem po jakimś czasie atak, a o 7:34 kolejny po którym wstałem. Nie wiem czy nie było ich więcej... ale tak czy siak ta noc nie była dla mnie fajna.

O 9:09 kładę się na łóżku, a jakiś czas później idę spać -> o 11:24 mam sen gdzie jakaś miła pani złapała mnie za nadgarstek... po chwili patrzę się na jej rękę, a ona ma na niej minimum dwa demoniczne pierścienie i za jakieś 2 sekundy mnie wybudziło.

07/08.07.2012 -> O 00:02 idę na fotel spać, a o 3:45 zostaję wybudzony z powodu ataku we śnie. Zostało mi coś włożone do nosa, a następnie było coś mówione aby mi zrobić? zastrzyk w szyję ale mnie za chwilkę wybudziło. Postanowiłem zrobić sobie healing aby pozbyć się tego czegoś z nosa (gdy było to wkładane to czułem to we śnie bardzo dobrze). Gdy chciałem to wyjąć od razu zobaczyłem tam pewien myślokształt, a mianowicie biały prostokąt z długimi ostrymi kolcami. Tak czy siak pozbyłem się tego. Przed healingiem jak i po w dziurce w której mi to wsadzono czułem ucisk (w drugiej dziurce nic nie odczuwałem). Do kilku godzin po tym zdarzeniu odczuwałem pewien ból w owej dziurce - może było to spowodowane kolcami ów myślokształu? - może one uszkodziły mi lekko jakieś ciało energetyczne?

O 4:15 idę spać na fotelu, a o 6:06 wstaję - nie pamiętam czy był jakiś atak czy też nie.

O 6:11 idę na fotel spać, a o 7:48 wstaję z powodu pewnego aresztowania demonów w moim śnie które zresztą się mocno odgrażały w moim kierunku co powodowało atmosferę strachu i ostatecznie moje wybudzenie. Więc jako takiego ciosu nie było ale uczucie strachu jak najbardziej.

Za jakiś krótki czas położyłem się na łóżku ale było niebezpiecznie (wpadanie w "podejrzane" sny itp) więc po kilku minutach wstałem.

08/09.07.2012 -> Około 22:52 idę do małego pokoju do łóżka spać, a około 6 zostaję zaatakowany we śnie - niestety ale wbił mi ktoś jakąś igłę w rękę i od razu mnie wybudziło. Nie zauważyłem aby była mi wstrzyknięta jakaś zawartość (co oczywiście nie jest wykluczone) ale i tak po wybudzeniu się zrobiłem sobie krótki healing tego miejsca. Po wstaniu odczuwam pewien ucisk, wibracje oraz lekki ból w miejscu wbicia mi igły - jest to dobrze odczuwalne.

O 12:20 kładę się spać, a o 13:10 wstaję - brak ataków.

09/10.07.2012 -> Po 1 poszedłem spać na fotelu, a później na łóżku. Wstałem o 5:00 z powodu ataku we śnie. Jakiś mocno negatywny robot strzelał do mnie rakietami... muszę przyznać, że trochę nerwów mi poszarpał.

O 6:22 idę na fotel spać, a o 8:21 wstaję - brak ataków?

Po 14:43 idę na fotel spać, a o 16:10 wstaję - brak ataków?

10/11.07.2012 -> O 21:30 idę na fotel spać, a o 2:35 wstaję z powodu ataku we śnie. Jakieś 5-10 minut wcześniej również miałem atak ale do końca go nie rozpoznałem - zostałem ze snu "ładnie" wybudzony co mnie chyba dodatkowo lekko zmyliło -> niestety przy tym drugim ataku zostałem wybudzony mniej "ładnie". Czasem właśnie bywają takie ataki gdzie nie jest się pewnym czy był to atak czy może zwykły sen. Gdy nie jesteśmy pewni to lepiej się mocniej zastanowić bo jeżeli był to atak nierozpoznany przez nas to jest spora szansa iż gdy za chwilkę zamkniemy oczy i odpłyniemy w krainę snów to ponownie zostaniemy zaatakowani i to bardzo szybko (jak było to dzisiaj w moim przypadku).

Około 5:20 położyłem się na łóżku i bardzo szybko zacząłem mieć negatywne myślokształty latające w mojej głowie (nóż itd). Po pewnej krótkiej chwili wstałem i usiadłem na fotelu. Początkowo było lepiej ale gdy się mocniej rozluźniłem zaczęło być to samo i też musiałem się ewakuować (~5:30). Wiedziałem że jeżeli będę czekać jeszcze choćby z 10-15 sekund dłużej to mogę się spodziewać poważniejszych konsekwencji.

Bardzo ważne jest aby mieć w dzisiejszych czasach czysty umysł aby dobrze rozpoznawać potencjalny demoniczny atak. Jeżeli ktoś ma bałagan w głowie to może mieć duży z tym problem. W czystym i spokojnym umyśle nie powinny się jako tako pojawiać negatywne myśli, a nawet jak się pojawią to człowiek takowy powinien być świadomy (o ile trochę orientuję się w sprawie demonicznych ataków) co jest co - która myśl czy myślokształt może być powodowana interwencją demona, a która płynie z bardziej "naturalnego" źródła. Jeżeli macie w głowie często "chaos" i czujecie się w temacie demonicznych ataków mocno niepewni to zwracajcie najbaczniejszą uwagę na natrętne myśli i myślokształty. Gdy zacznie ktoś tego doświadczać to może zostać zwiedziony gdyż nie będzie widzieć swojego przeciwnika... jedynie w jego głowie zaczną się pojawiać pewne negatywne "rzeczy" - nie dajcie się zrobić w konia... nasz przeciwnik jest mistrzem działania w "niewidzialny" sposób - są to mistrzowie kamuflażu i podstępu. We śnie przeważnie atakują nas "postacie" (często ale nie zawsze wyglądające na przyjazne), a przed zaśnięciem natrętne myślokształty - to taki opis w mega skrócie.

O 6:21 idę do pokoju obok na fotel i po niedługim czasie usypiam. O 8:15 wstaję z powodu iż zostałem zaatakowany we śnie - jakaś negatywna postać wystrzeliła kabelkami, które weszły innej postaci (mnie?) do nosa (obu dziurek) i jak tylko to się stało to mnie wybudziło hmm... nie podoba mi się to...

O 22:03 idę na fotel spać, a o 23:45 wstaję z powodu ataku we śnie.

11/12.07.2012 -> O 00:29 idę na fotel spać, a o 3:40 wstaję - brak ataków.

O 4:17 idę do łóżka spać, a o 4:50 wstaję z powodu ataku we śnię - najpierw jedna negatywna postać mnie prowokowała, a jak odparłem jej "atak" to inna podmieniła jej miejsce. Na szczęście powstrzymałem się przed agresywną reakcją we śnie co mnie uratowało przed "otworzeniem się" i stratą energii. Dodam jeszcze, że przed atakiem gdy zamknąłem oczy zobaczyłem jabłko? do którego była podłączona biała? lina i po chwili ujrzałem nożyczki które tą linę przecięły - od razu się wybudziłem bo wiedziałem, że to co widziałem wydarzyło się na prawdę tylko nie byłem pewien co dokładnie się stało. Czy może ten byt się do mnie podłączał i został odcięty ode mnie (ale przez kogo?) czy może on jakieś połączenie mi odciął, które było mi potrzebne. Tak czy siak samo zjawisko było bardzo realne, a po otworzeniu oczu czułem się "umysłowo" inaczej niż przed tym "odcięciem" więc zdecydowanie jest coś na rzeczy. Jakbym miał obstawiać to pewnie bym obstawił raczej negatywną dla mnie opcję... ale pewności nie mam... Ogólnie mam wrażenie jakby z 7 czakry coś zostało mi odcięte... hmm... jeżeli to było mi potrzebne to mam nadzieję, że się odbuduje... pogadam ze swoimi opiekunami w tej sprawie...

12/13.07.2012 -> O 21:03 idę na fotel spać, a o 00:29 wstaję - brak ataków?

O 00:58 idę ponownie na fotel spać, a o 2:40 wstaję z powodu ataku we śnie - początkowo wymykałem się ich planom wystraszenia mnie ale ostatecznie i tak mnie zrobili w "jajo" -> po wybudzeniu miałem jakby wystraszenie w okolicy pępka.

Trochę po 5:56 (nie pamiętam dokładnie o której) idę do pokoju obok na fotel spać. Na początku mam trochę negatywnych myśli ale po pewnym czasie udaje mi się usnąć... następnie bodajże mam atak we śnie ale chyba nie udany dla tego byta -> ostatecznie wstaje o 8:07.

13/14.07.2012 -> O 23:15 idę na fotel spać, a o 5:30 wstaję z powodu ataku we śnie - pod koniec byłem poddany stresowi przez pewien czas ale nie mniej jednak dość gładko zostałem wybudzony więc wydaje mi się, że w tym przypadku nie było tak źle ;)

Trochę po 6:22 idę na fotel spać, a o 8:50 wstaję - brak ataków.

14/15.07.2012 -> O 00:14 idę na fotel spać, a o 3:40 wstaję z powodu ataku we śnie. Na szczęście nic mi się nie stało, a przynajmniej ja nic nie zauważyłem :)

O 4:31 kładę się na łóżku i usypiam, a o 5:10 mam ewidentny atak we śnie - otoczyło mnie wiele postaci (tak abym nie mógł się spod ich "natłoku" wydostać) i mnie fizycznie bito (kopanie + atak pięścią w lewy bok)... czułem bardzo dobrze te ciosy (nie wydawały się zbyt mocne ale jednak dochodziły celu, no i po przebudzeniu czuję się obity na lewym boku)... ale sądzę iż mojej energii nie dostali :) Fajnie było sobie przez chwilę poleżeć ale ogólnie fotel wydaje się dużo lepszym (bezpieczniejszym) rozwiązaniem.

Lekko? po 6:19 idę na fotel, a o 6:45 mam atak we śnie, następnie o 7:02 mam kolejny atak gdzie się lekko wystraszyłem - pokazali mi jak rozlała się woda koło komputera i starałem się ją szybko wytrzeć aby się komputer nie uszkodził.

Po chwili poszedłem do kuchni posiedzieć na krześle ale wciągali mnie w negatywne sny więc się ewakuowałem. Następnie byłem na fotelu w małym pokoju i było to samo... później poszedłem do dużego pokoju na fotel i ponownie ten sam motyw ataku... lekko mnie nawet wystraszyli we śnie gdy pokazali mi jak moja mama próbuje wyskoczyć za balkon więc nie odpuszczają... na szczęście nie chce mi się już zbytnio spać...

Nie pamiętam o której usnąłem ale pewnie coś około 19? (na łóżku) a około 20:20 się obudziłem - brak ataków - jak widać raz są ataki a raz ich nie ma... chodź niestety częściej są... - tak czy siak albo demony miały dziurę w swojej warcie albo byłem dobrze chroniony.

15/16.07.2012 -> O 3:55 poszedłem na fotel i za jakiś czas usnąłem, a o 4:16 wstałem z powodu już drugiego ataku (pierwszy był lekko wcześniej) - jako tako nie czułem abym miał jakiś wyciek energii z czakry z powodu ataku ale nie mniej jednak jakoś mi lekko dziwnie (w negatywnym sensie) w okolicach 4 czakry.

Za niedługi czas usiadłem na łóżku ale też byłem wprowadzany w negatywne sny itd - od razu je przerywałem i szybko się ewakuowałem - jak takie coś się nam dzieje dobrze jest wstać i pochodzić sobie w tą i z powrotem po pokoju.

Pamiętam jak kilka dni temu miałem ciekawą sytuację której nie spisałem, a mianowicie gdy siedziałem na fotelu i zamknąłem oczy to nagle poczułem jak coś z prawej strony wskoczyło na poręcz fotela. Oczywiście od razu otworzyłem oczy.

Jeżeli ktoś jest mentalnie słaby to może mieć spore problemy aby odeprzeć ataki wrzucające człowieka w negatywne sny (czasem można odebrać to jako wpadnięcie w negatywną wizję rozciągającą się na cały ekran). Często przed wrzuceniem w taki sen występują pewne objawy jak np atakujące nas negatywne myślokształty (np igły, noże, piły tarczowej itp), różne straszące nas wizje (pająki itp), głośne myśli lub nawet słyszenie pewnych demonicznych głosów które jak mi się wydaje przenikają z astrala i są celowo kierowane w nasze uszy aby nas wystraszyć (im bliżej jesteśmy stanu pomiędzy realem, a snem tym będziemy lepiej słyszeć te głosy - wynika to z dostrojenia się nas do wymiaru w jakim znajdują się demony, istnieje również ryzyko sparaliżowania ciała gdy demon szepnie wam coś do ucha). To co teraz podałem to tylko takie ogólnikowe informacje... takie mini podsumowanie.

O 4:59 poszedłem na fotel do pokoju obok i zasnąłem po niedługiej chwili - byłem atakowany ale byłem też mocno śpiący -> mentalnie starałem się stawiać silny opór ale i tak nie wyszedłem z tego bez strat... no ale cóż...  O 8:27 wstałem. Trzeba przyznać że te demony to uparte bestie.

16/17.07.2012 -> O 22:58 idę na fotel spać, a o 00:35 wstaję z powodu ataku we śnie. Następnie chwilę później idę ponownie spać ale już o 1:06 muszę ponownie uciekać z wiadomych przyczyn.

Od 1:13 do 1:35 chyba spałem na fotelu? ale nie jestem pewien ;)

O 1:35 idę spać na fotel, a o 4:20 wstaję - ktoś negatywny się mnie we śnie czepiał ale ogólnie nic specjalnego mi się nie stało.

O 4:56 położyłem się na łóżku (miałem kilka podejrzanych "myśli" itp przed zaśnięciem) i po pewnej chwili usnąłem ale już o 5:36 musiałem się ewakuować gdyż miałem atak we śnie. Jakaś miła pani przyszła do mnie gdy siedziałem z mamą na ławce (świeciło słoneczko, wokoło była zieleń) i zaczęła dotykać mojej twarzy (całość była tak realna, że nie do odróżnienia od rzeczywistości) i robiła to i robiła aż w końcu poczułem, że coś jest nie tak i po chwili mnie wybudziło. Nie straciłem energii ale nie wiem czy mnie ten demon czymś nie wysmarował gdyż czuję w miejscu dotyku ucisk. Patrząc na moje przeszłe doświadczenia myślę że mógł być to kosmita podszywający się pod tą miłą panią... ten z chudymi rękami i nogami, który już kiedyś mnie atakował. Trzeba przyznać... że to mistrzowie kamuflażu, a ten konkretny przypadek to majstersztyk w czystej postaci (realność doświadczenia, podszycie się pod miłą panią, przyjemny krajobraz, bycie z mamą, mówienie do mnie miłych słówek aby mnie uspokoić że wszystko jest w porządku itd).

17/18.07.2012 -> Lekko? po 19:30 usypiam na fotelu i wstaję dopiero o 00:03 -> pod sam koniec był już podejrzany sen ale mnie szybko wybudziło i nic mi się nie stało.

O 3:43 poszedłem spać na fotel, a o 4:58 wstaję - brak ataków.

Kot położył się na łóżku więc o 5:10 postanowiłem położyć się koło niego... o 6:40 wstałem - nie jestem pewien czy nie było ataków...

Kilka minut później poszedłem do łóżka do małego pokoju - jak zwykle planowałem tylko chwilkę poleżeć ale niestety bardzo szybko usnąłem i miałem kilka ataków jak np rzucenie się jakiej postaci koło mnie aby mnie wystraszyć, przywalenie mnie jakąś spadającą na mnie kłodą drewna... jeszcze pewnie z dwa ataki by się znalazły - zdecydowanie powinienem jednak unikać leżenia w łóżku. Muszę się zregenerować po dzisiejszej nocy :/

18/19.07.2012 -> O 00:15 idę na fotel spać, a o 2:54 mam zdecydowanie podejrzany sen ale na szczęście po chwili mnie wybudziło.

O 3:03 usypiam na krześle przed komputerem, a o 4:32 się budzę - nie jestem pewien czy był jakiś atak czy też nie? - końcówka snu jak na moje oko była trochę podejrzana.

O 4:37 idę na fotel spać, a o 5:34 wstaję - nie jestem pewien czy byłem atakowany...

Po 6:32 (nie wiem dokładnie o której) położyłem się na łóżku i za chwilkę urwał mi się film (a miałem za sekundkę wstać!) -> o 9:35 wstaję - miałem około dwóch negatywnych snów.

O 18:39 idę na fotel spać, a o 20:40 wstaję - brak ataków.

O 20:53 idę na fotel spać, a o 23:12 wstaję z powodu iż we śnie jakaś neutralna postać zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju gdzie usiadłem na krześle i ukłuto mnie w palec jakąś igłą, bodajże dwukrotnie (chodziło o to aby przebić skórę). Znajdowałem się w pokoju gdzie wiele osób było w ten sposób kłutych (ból ukłucia był mocno realny) - wyglądało to trochę na jakąś działalność lekarską? Powiem szczerze, że nie wyglądało to jak atak - nie było tam żadnego strachu, postacie nie wydawały się ani mocno pozytywne ani mocno negatywne (jak to przeważnie bywa podczas ataku), żadna z tych osób nie ukrywała się przed moim wzrokiem, nikt mnie nie atakował z tyłu, z boku, nikt nie próbował mnie tam wystraszyć, nie było ciemno itd. Moim zdaniem raczej na pewno nie był to atak. Dodam jeszcze, że jakiś czas temu miałem podobną sytuację o której wspominałem na swoich doświadczeniach.

19/20.07.2012 -> O 00:43 idę na fotel (zasypiam około 1:30-2:00), a o 5:50 wstaję - brak ataków.

O 6:01 postanowiłem się położyć do łóżka... gdyż nie miałem wcześniej ataków... i co się okazało? że spokojnie spałem aż do 7:50 o której sobie spokojnie wstałem!

O 12:03 położyłem się pod kątem na łóżku i troszkę drzemkałem, a o 12:26 wstałem - brak ataków.

20/21.07.2012 -> O 1:16 idę na fotel spać. Na samym początku szybko wpadłem w negatywny sen (pokazali mi jakiegoś kota który miał być chyba wyrzucony przez balkon - z tego co pamiętam to lekko się wystraszyłem). O 3:05 wstaję - wydaje mi się, że nie było już więcej ataków.

O 3:07 idę dalej spać, a o 5:16 wstaję z powodu ataku we śnie (otworzyłem drzwi a tam jakaś postać, która celuje do mnie z pistoletu - w tym momencie się lekko wystraszyłem bo uzmysłowiłem sobie iż może mnie postrzelić ale od razu ruszyłem do boju i go obezwładniłem - nie mniej jednak atak rozpoczął się jeszcze trochę wcześniej ale stawiłem tam skuteczny opór). Wydaje mi się, że jeszcze trochę wcześniej był pewien atak w którym chyba lekko strachu się najadłem?... hmmm... już nie pamiętam jak dokładnie to wyglądało i jak to się dla mnie skończyło -> czasem ciężko to wszystko dokładnie spamiętać ;)

O 5:50 idę dalej spać, a o 7:54 wstaję z powodu ataku we śnie (w ogromnym skrócie: różne, złe postacie mnie otaczały ale stawiałem im skuteczny opór ale na końcu chyba już nie dałem rady? - nie jestem tego pewien - wydaje mi się również, że był tam ktoś kto przez jakiś czas zapewniał mi bezpieczeństwo).

O 9:03 idę dalej spać, a o 11:20 wstaję - brak ataków.

21/22.07.2012 -> O 23:13 idę na fotel spać, a o 1:41 wstaję z powodu ataku we śnie. Dwie osoby zaatakowały jedną (mnie?) i zaczęły ją bić... ale ta bita postać po chwili pobiła swoich wrogów i to bardzo brutalnie... na tyle brutalnie, że we śnie odwracałem wzrok od tego na co "powinienem" patrzeć! nie wiem czy kiedykolwiek tak miałem! i nigdy o czymś takim nie słyszałem :) Faktem jest, że właśnie w tym ataku o to chodziło abym patrzył na tą krew itp rzeczy aby mnie otworzyć a ja się odwracałem od stałego patrzenia się na tą scenę i dzięki temu przetrwałem ten atak. Co do szczegółów to wyglądało to tak iż miałem sen na całej szerokości widzenia, a gdy była "ta" scena to skręcałem głową w prawo i patrzyłem się na czarny ekran (tak jakbym odwracał głowę od wyświetlanego filmu w kinie) i co chwilkę sprawdzałem czy "ta" scena się skończyła. Po "tej" scenie jeszcze przez kilka sekund sen trwał aż zostałem wybudzony - nie mniej jednak w tych kilku sekundach też mogłem zostać "otworzony" ale jakoś udało mi się je przetrwać. Oczywiście to, że się nie otworzyłem nie oznacza, że ta scena nie miała na mnie negatywnego wpływu bo miała. Chodzi o to, że udało się ograniczyłem ten negatywny wpływ na moją osobę do minimum.

O 2:53 idę na fotel spać, a o 3:35 wstaję z powodu ataku we śnie - jakaś postać chciała mi wbić jakąś strzykawkę w ramię. Mentalnie się przed tym broniłem powodując iż igła stała się tempa lub że miałem grubą ochronę w miejscy w którym ten ktoś chciał mi ją wbić. Tak czy siak nie wiem czy udało mu się osiągnąć cel jaki sobie obrał. Mam tylko cichą nadzieję iż nie powiodło mu się ale pewien tego nie jestem. Nie wiem czy ten ktoś na prawdę chciał mi coś wstrzyknąć czy był to tylko taki straszak ale tak czy siak nie lubię tych "doświadczeń" ze strzykawkami :/

O 4:10 odszedłem od komputera, łaziłem po mieszkaniu i próbowałem nie zasnąć. Pewnie dopiero po 4:30 (lub później) usiadłem na łóżku i chcąc nie chcąc z czasem usnąłem. O 5:58 miałem sen gdzie byłem na przeciw jakiegoś lekarza który dał mi jakieś dwie tabletki do buzi. Ja ich nie chciałem połknąć ale niestety ostatecznie je połknąłem. Jeżeli to był atak a tak sądzę iż był (już nie polegający tylko na wystraszeniu mnie) to coś przygotowanego przez tego kogoś połknąłem. Tak czy siak mentalnie po wstaniu postarałem się te tabletki z siebie wyjąć i "zneutralizować" ale dodatkowo wezwałem swoich opiekunów itd aby sami jeszcze się temu "przyjrzeli" i oni zadziałali w tej sprawie.

Jak się te wszystkie ataki skończą to na prawdę odetchnę z ulgą.

O 6:21 idę na fotel spać, a o 7:30 wstaję - brak ataków?

Jakiś czas później jak się usnąłem na chwilkę na łóżku wpadłem w sen z jakąś żyletką... hmm... jakoś ciężko u mnie o normalne sny... -> oczywiście od razu się ewakuowałem.

O 19:26 idę na fotel spać, a o 22:34 wstaję - brak ataków.

22/23.07.2012 -> O 23:53 idę spać na fotel, a o 4:40 wstaję - brak ataków.

Około 7:45 kładę się do łóżka i po chwili usypiam, a o 8:50 wstaję - brak ataków?

Trochę po 22 położyłem się na łóżku w małym pokoju i usnąłem, a o 23:30 miałem atak we śnie. Zostałem wciągnięty w swoje samobójstwo co mnie ostatecznie wystraszyło. Pod sam koniec ataku przerzuciło mnie ze snu do stanu pomiędzy realem a snem gdzie czułem wyraźnie pętle wokół swojej szyi z której próbowałem się wyswobodzić. Później przeniosłem się na fotel ale dalej ten byt mnie atakował. Byłem mentalnie osłabiony po tej "próbie samobójczej" i czułem że nie daję rady stawiać porządnego oporu więc musiałem wstać aby to przerwać. Dopiero po kilku następnych minutach po wstaniu moja głowa w miarę doszła do siebie. Czuję potrzebę wzmocnienia swojej 4 czakry energią.

23/24.07.2012 -> O 3:45 idę na fotel, a o 6:45 wstaję z powodu ataku we śnie.

O 7:01 idę na fotel, a o 9:00 wstaję ale nie jestem pewien czy pod koniec był jakiś atak czy też go nie było.

O 21:17 idę na fotel spać, a o 21:45 wstaję - brak ataków.

24/25.07.2012 -> Lekko po 23:35 idę na fotel spać, a o 00:33 wstaję - pod sam koniec miałem podejrzane doświadczenie pomiędzy realem a snem (widziałem jakbym miał ruszającego się pod skórą w nodze robaka?) ale czy był to atak to nie jestem pewien. Po wstaniu czułem w tym miejscu pewien dyskomfort mimo iż nie dotykałem podczas snu tym miejscem do niczego fizycznego.

O 00:44 idę na fotel spać, a o 2:14 wstaję z powodu ataku we śnie. Na szczęście wybudziło mnie w miarę gładko.

Kilka minut później idę kontynuować spanie. a o 4:57 wstaję z powodu iż we śnie musiałem zacząć uciekać przed wielkim, groźnym potworem. Moje serce lekko zareagowało na całą tą sytuację no ale... nie jest tak źle...

O 5:01 idę do łóżka spać, a o 9:21 wstaję - chyba coś w środku nocy było ale już tego niezbyt pamiętam, a przed samym wstaniem wydaje mi się że było w miarę spokojnie?

25/26.07.2012 -> Około 22:45 idę na fotel i usypiam trochę później (lekko po 23?), a o 4:57 wstaję - brak ataków.

O 5:15 idę na fotel, a o 6:28 wstaję - pod sam koniec była mocno podejrzana scena. Cała akcja działa się w moim pokoju co zapewne miało zwiększyć moje poczucie bezpieczeństwa abym czuł się pewnie i aby uśpić moją czujność - no bo co złego może mi się stać w miejscu które uważam za bezpieczne no nie? Pod koniec snu jakieś dziecko w wieku może 9 lat się do mnie przytuliło - mówiło ono że też ma ataki demoniczne jak ja i nie może spać i tak zostało na mnie aż do mojego wybudzenia (chciało chyba usnąć na mnie). Nic mi się nie stało ale odkąd pamiętam to zawsze przytulenie we śnie było związane z atakiem, a dodatkowo w tym śnie we wcześniejszej fazie były pewne podejrzane motywy więc prawdopodobnie był to atak tylko po prostu tym demonom on nie wyszedł. Wydaje mi się również, że podświadomie? mentalnie się broniłem przed podejrzanymi aspektami we śnie co spowodowało, że ostatecznie postanowili mnie "objąć" (dobrze to odczuwałem). Sen ogólnie był bardzo dobrze zrobiony - przypomina mi to sny gdzie byłem atakowany przez tego chudego kosmitę... ale czy to on mnie tym razem atakował? tego nie jestem pewien. Ogólnie cały sen był dość mocno realny, a sam fakt, że dziecko do mnie mówiło że również ma ataki demoniczne jest na prawdę podejrzane - kojarzy mi się to z uspokajaniem mnie, z próbą zdobycia mojego zaufania, a gdy się na milimetr otworzę zaatakowania mnie. Na szczęście nic im z tego ataku nie wyszło - myślę, że zasługą tego może być również spanie na fotelu. Ogólnie sen z przytuleniem znacznie różni się w porównaniu do np ostatniego snu sprzed 5 rano. W tamtym śnie nie było podejrzanych motywów, nie było żadnego "mówienia do mnie", dotykania mnie, akcja nie działa się w znanym mi miejscu, a realność snu była w normie.

26/27.07.2012 -> O 22:03 idę na fotel spać, a o 2:07 wstaję - brak ataków.

O 4:36 idę do łóżka spać, a o 7:39 wstaję - na początku było ok i miałem normalne sny ale później pojawiły się ataki - było ich z 4-5? Powinienem szybko wstać zamiast kontynuować spanie no ale tak czy siak mentalnie wszystkim się dość dobrze oparłem (ale raczej nie idealnie...) hmmm - tak czy siak moim zdaniem trochę nie potrzebnie ryzykowałem. Muszę jednak decydować się na fotel... tylko czasem ciężko się do tego zastosować gdyż łóżko jest takie wygodne...

27/28.07.2012 -> O 20:50 idę na fotel spać (nie jestem pewien czy od razu usnąłem czy było to trochę później), a o 4:56 wstaję - brak ataków. Trochę później poszedłem ponownie na fotel i próbowałem usnąć ale już po krótkiej chwili musiałem się ewakuować z powodu podejrzanych "doświadczeń".

28/29.07.2012 -> O 2:17 idę na fotel spać i tylko gdy zasypiam to pojawiają się podejrzane motywy we śnie. O 2:46 mocniej wpadam w sen, a o 3:48 wstaję z powodu ataku we śnie - moje serce zdecydowanie szybciej i mocniej biło gdy się wybudziłem...

Po 8:41 (nie wiem dokładnie o której) usypiam na łóżku, a o 11:17 wstaję - chyba nic złego się nie działo?

29/30.07.2012 -> Lekko? po 21:46 kładę się na łóżku i usypiam (z tego co pamiętam nie planowałem spać ale usnąłem tak szybko iż nawet nie zauważyłem kiedy to się stało) - wstaję o 3:39 - brak ataków.

O 13:58 kładę się do łóżka spać, a o 15:28 wstaję - brak ataków.

30/31.07.2012 -> O 1:55 idę na fotel spać, a o 2:20 wstaję z powodu ataku we śnie. Coś się na moje plecy rzuciło? - tak czy siak gdy trwał atak i zyskałem trochę więcej świadomości to trochę siłowo starałem się wybudzić i udało mi się - nie mniej jednak efekt szybko bijącego serca po wstaniu był dobrze odczuwalny.

O 2:58 idę na fotel spać, a o 4:18 wstaję - nie jestem pewien czy nie było jakiś prób ataku we śnie ale nie zauważyłem aby coś złego mi się stało.

O 4:25 ponownie idę na fotel, a o 6:08 wstaję - był atak we śnie ale odpierałem go mentalnie (próbowano mnie zaszczepić?)... ale tuż przed końcem wydaje mi się, że dostałem zastrzyk w lewe kolano (ze snu przerzuciło mnie na chwilkę do stanu pomiędzy realem a snem) -> Po obudzeniu się zrobiłem sobie krótki healing tego miejsca itd... nie mniej jednak wciąż mocno chciało mi się spać... postanowiłem odmówić "Ojcze Nasz" i gdy tylko skończyłem moja senność znacznie się zmniejszyła - czyżby ktoś mnie celowo usypiał?

O 7:08 idę kontynuować spanie na fotelu, a o 9:30 wstaję - brak ataków.

Nawet dobre kilka godzin później odczuwałem pewien lekki ból w lewym kolanie po tym zastrzyku.

[SIERPIEŃ 2012]

31.07.2012/01.08.2012 -> O 3:25 idę na fotel spać, a o 5:24 wstaję - brak ataków.

Po krótkim? czasie ponownie idę spać i wstaję dopiero o 8:40 - brak ataków.

01/02.08.2012 -> O 21:18 idę na fotel spać, a o 3:02 wstaję - brak ataków.

Około 4:45? idę na fotel spać, a o 5:45 wstaję - brak ataków.

O 5:51 idę na fotel spać, a o 7:48 wstaję - pod sam koniec był atak we śnie - trochę moje serce nasiąkło strachem, który we śnie trwał przez jakieś 7-10 sekund. Jeszcze te demony nie chcą odpuścić ale dzisiaj i tak sporo udało mi się wypocząć. Fajnie było mieć kilka normalnych snów :)

02/03.08.2012 -> O 4:16 idę na fotel spać, a o 6:48 wstaję - pod sam koniec była mocno podejrzana scena (atak na 7 czakrę? + próba wbicia we mnie strzykawki?) - tak czy siak stawiłem mentalny opór i mnie wybudziło (możliwe, że moja 7 czakra lekko ucierpiała - nie jestem tego pewien). PS. uważajcie na fałszywe pielęgniarki!

Trochę po 14? usypiam na łóżku w małym pokoju i wstaję o 16:54 - raczej brak ataków.

03/04.08.2012 -> O 5:49 idę na fotel i po chwili usypiam, a już o 6:00 wstaję z powodu ataku we śnie. Przez krótką chwilę był we mnie wywoływany strach. Może nie wiele spałem ale zawsze ta krótka chwila trochę mi pomogła.

Około 12? usypiam na łóżku, a o 13:28 miałem podejrzaną sytuację we śnie - nie wiem czy był to atak czy też nie - czasami ciężko to stwierdzić z absolutną pewnością, a nie chce na siłę doszukiwać się ataku tam gdzie może go nie być, chodź w tym wypadku takiej możliwości nie wykluczam no ale nie jestem po prostu pewien więc daję tutaj jedynie znak zapytania ;)

Około 14:00?-14:30? usnąłem na łóżku, a o 20:54 się obudziłem - brak ataków.

04/05.08.2012 -> O 5:00? idę na fotel, a o 5:11 wstaję. Po 5 minutach na fotelu wybudziłem się - we śnie widziałem jakiegoś ładnego kotka... niby nic ale gdy otworzyłem oczy to czułem przez chwilkę ucisk na swoich nogach. Za chwilkę ponownie zasnąłem -> przyśniła mi się jakaś wesoła myszka -> po wybudzeniu się miałem to samo doświadczenie z nogami co wcześniej (ktoś ewidentnie na mnie "wchodził"). Później jeszcze na chwilkę zamknąłem oczy, a  gdy je po chwili otworzyłem to miałem silne wrażenie jakbym dostrzegł (w pewnym sensie) postać stojącą koło mnie z prawej strony - nie wiem czy ona tam była na prawdę czy też nie ale wolałem już nie spać dalej.

Za kilka minut idę na łóżko i usadawiam się na nim w pozycji siedzącej - po krótkim czasie usypiam -> we śnie mam ewidentny atak, który polegał (w skrócie) na wywoływaniu we mnie strachu - co ciekawe we śnie zacząłem się modlić do Maryi aby mi pomogła i po chwili "procedura" wywoływania we mnie strachu została zakończona. To nie był koniec snu... ale później nie było już ataków... pomijając ewentualnie pewne postacie które mogły być pochodzenia demonicznego ale tego pewien nie jestem... tak czy siak wybudziłem się spokojnie o 5:44 - niestety wciąż chce mi się spać.

Po 19:30 idę na fotel (ale nie wiem dokładnie o której zasypiam - chyba trochę później ale jak później to nie wiem), a o 23:29 wstaję - było kilka podejrzanych snów...

05/06.08.2012 -> Między 3 a 4 w nocy spałem na siedząco przy biurku komputerowym, z małymi przerwami około 30-60min - brak ewidentnych ataków, nie mniej jednak moje sny były lekko podejrzane.

O 4:24 poszedłem na fotel, a o 4:45 wstałem - pod sam koniec był ewidentny atak we śnie - wstałem z lekko szybciej bijącym sercem - moim zdaniem nie dało się wybudzić wcześniej - tak czy siak wybudziło mnie przed "finałową sceną" w ataku. Demon podszył się pod Alexa Jonesa który zaczął dziwnie wyginać rękę i ostatecznie próbował strzelić do mnie z "pistoletu" ale (mówiąc w dużym skrócie) nie zdążył.

Po chwili idę dalej spać na fotel, a o 5:38 wstaję - raczej brak ataków? nie jestem pewien końcówki przed wstaniem no ale chyba to nie był żaden atak?

Za chwilkę idę do łóżka ale usadawiam się w pozycji podpartej pod około 45 stopniami. Tak czy siak o 6:18 miałem atak we śnie gdzie walczyłem zaciekle na noże z bardzo wojowniczym przeciwnikiem ale ten w końcu mnie "zranił' w rękę, siknęła krew i mnie wybudziło -> moje serce zaczęło szybciej bić, a moja czakra serca też odniosła pewne "szkody".

Za chwilę ponownie wracam do łóżka, a o 8:03 się budzę - był pod koniec jakiś groźny, szczekający pies ale nie wiem czy miało to coś wspólnego z atakiem.

O 18:39 idę na fotel spać, a o 20:38 wstaję - brak ataków.

O 20:50 idę na fotel spać, a o 22:13 wstaję - pod sam koniec zostałem zaatakowany przez jakąś negatywną postać, która zagrodziła mi drogę we śnie i kilka razy z bliska użyła na mnie czegoś w rodzaju żyletki tnąc (było to bolesne we śnie) mnie w klatkę piersiową z lewej strony w prawie nie zauważalny sposób. Po wstaniu czuję w miejscu cięć ewidentny ucisk. Wysłałem sobie trochę energii w to miejsce oraz przyłożyłem do zaatakowanego miejsca zdjęcie Bruno Groeninga... powinno trochę pomóc ^^

06/07.08.2012 -> Około 00:25 usypiam na fotelu, a o 00:35 wstaję z powodu prawdopodobnie ataku gdzie tym razem moja prawa strona klatki piersiowej została zaatakowana (odczuwam tam ucisk po wstaniu) - nie mniej jednak nie było to tak "bolesne" jak ten atak żyletkowy z wczoraj, gdyż był to raczej płytki sen ale nie mniej bez problemu doszło do interakcji między naszymi "wymiarami".

O 6:18 idę na fotel spać, a o 7:54 wstaję - brak ataków?

O 22:11 idę na fotel spać, a o 22:55 wstaję z powodu ataku we śnie - jakaś postać zmuszała mnie (w pewnym sensie) do ataku jej w imię obrony siebie i to robiłem - za każdym razem gdy atakowałem czułem jakby coś "złego" działo się z 4 czakrą (nie wiem do końca jak to opisać ale dodatkowo w tym właśnie momencie cały sen się "trząsł" - kojarzy mi się to z głośno grającym głośnikiem) - tak czy siak sądzę, że każdy mój atak na tego demona był dla mnie zdecydowanie niekorzystny, a takich ataków przeprowadziłem w imię swojej obrony może z 4-5? Dodatkowo napiszę iż przez chwilkę jak otworzyłem oczy to czułem na sobie ucisk (siedział na mnie demon). Muszę doładować sobie trochę czakrę :/

07/08.08.2012 -> O 23:27 idę ponownie na fotel (kładę z boku fotela duży kryształ górski), a o 1:03 wstaję z powodu ataku tego samego demona co wcześniej.

O 1:10 ponowni idę spać (dokładam kolejny duży kryształ górski tym razem z drugiej strony fotela - chcę po prostu aby coś oddziaływało na astral), a o 5:56 wstaję - z jakiegoś powodu musiałem zostać wybudzony w trakcie trwania snu - nie wiem jaki był tego powód ale ogólnie chyba nie było żadnego ataku?

O 6:24 idę na fotel spać, a o 8:06 wstaję - brak ataków.

Około 10:25 na chwilkę gdy leżałem na łóżku zamknąłem oczy i wpadłem w sen... miałem atak... moja 4 czakra na niego lekko zareagowała... hmm...

Około 22:45 idę na fotel spać, a o 23:25 wstaję - w tym czasie były minimum dwa ataki we śnie ale dwa (lub więcej) nieskuteczne. Jeden był nawet dwukrotnie - pokazali mi mojego kota jak wszedł do ciasnego kubka z wodą, miał w niej zanurzony pyszczek i chłeptał ją (był spragniony) - bałem się iż się udusi (nie mniej jednak w pewnym sensie wewnętrznie byłem spokojny) ale żadne próby podejmowane przeze mnie aby go uwolnić (np odwracanie kubka) nie dawały żadnych rezultatów ale na szczęście kotek wypijał za każdym razem całą wodę i wszystko kończyło się dobrze - wtedy następowało wybudzenie.

08/09.08.2012 -> O 00:28 idę ponownie spać, a o 2:17 wstaję - pod sam koniec było coś lekko podejrzanego ale raczej na pewno nic specjalnego mi się nie stało. W tym ataku (o ile to był atak) i w poprzednim (z wczoraj) miałem wrażenie jakbym dostał zastrzyk w kolano ale nie wiem czy to prawda.

O 2:32 idę na fotel spać, a o 4:35 wstaję - brak ataków?

O 4:36 idę ponownie na fotel spać, a o 6:42 wstaję - wydaje mi się, że nie było żadnego ataku.

O 6:53 wracam na fotel, a o 8:41 wstaję - brak ataków.

Około 19:52 idę na fotel spać, a o 22:35 wstaję - wydaje mi się, że nie było ataków choć pod sam koniec była jakaś dziwna, siedząca i gadająca do mnie postać no ale nie zauważyłem aby mnie atakowała... zmieniał się jej nawet kolor oczu... ogólnie dziwne to było no ale ataku nie zauważyłem...

09/10.08.2012 -> O 23:46 idę na fotel spać, a o 1:56 wstaję - pod sam koniec był atak pewnej postaci we śnie, spowodowała ona moje "otworzenie się" i zostałem automatycznie wybudzony (1:0 dla demona).

10/11.08.2012 -> O 23:23 idę na fotel spać, a o 5:30 wstaję - pod sam koniec było coś podejrzanego (wydaje mi się, że potencjalnie mogłoby mnie to wystraszyć) ale dzięki temu iż bardzo szybko zyskałem większą świadomość tego co się dzieje, w szybki sposób zdołałem się wybudzić, ratując swoją "skórę" przed potencjalnymi "szkodami".

11/12.08.2012 -> O 23:02 idę do małego pokoju i po niedługim czasie usypiam na łóżku -> około 4 się budzę (brak ataków) i niestety zamiast od razu wstać to jeszcze na chwilkę się położyłem aby poleżeć ale jak to często bywa po prostu usnąłem - we śnie miałem już ewidentnie widoczną jakąś podejrzaną strzykawkę... ale na szczęście nic mi się nie stało i jak się tylko wybudziłem to od razu się ewakuowałem - nie mogę popełniać takich błędów : P

O 14:06 idę na fotel spać (zasypiam z 10? minut później), a o 15:25 wstaję - wydaje mi się, że nie było żadnego ataku.

O 21:33 idę na fotel spać, a o 22:15 wstaję - brak ataków.

12/13.08.2012 -> O 22:16 idę na fotel spać, a o 00:00 wstaję - brak ataków.

O 00:23 idę na fotel spać, a o 4:42 wstaję - brak ataków -> za jakiś krótki czas idę ponownie na fotel i trochę "drzemkam", wstaję o 6:13 - pod koniec było kilka podejrzanych momentów (z pająkami) w których lekko moje serce się wystraszyło dlatego postanowiłem nie kontynuować spania. Następnie gdy siadałem na fotelu czy to w małym pokoju czy w dużym to miałem uporczywe, negatywne myśli - jakoś nie specjalnie mogłem się ich pozbyć, nie mniej jednak wstanie i pochodzenie trochę w tą i z powrotem przeważnie rozwiązuje ten problem ;) i tak też było w tym przypadku ;)

O 10:15 z otwartymi oczami zniszczyłem mentalnie kilka negatywnych myślokształtów, które tak na prawdę od dawna mnie od czasu do czasu atakowały (czyżby byli to pewnego rodzaju strażnicy? zaprogramowani w mojej "przestrzeni" na to aby zniechęcać mnie do zamykania oczu? - wydaje mi się iż nie było "demona" w pobliżu ale mogę się mylić) - cała "operacja" trwała kilka minut, a tymi myślokształtami były strzykawki oraz pewne urządzenie z szybko obracającymi się metalowymi częściami i co ciekawe moje działanie przyniosło pożądane rezultaty. Nie wiem czy usunąłem wszystko... możliwe, że nie no ale... to na początek wystarczy. Czasem najlepszą metodą obrony jest atak ;)

Jak dokładnie pozbyłem się np strzykawek? - oblepiałem je w myślach pewną substancją, a następnie zapakowywałem w coś w rodzaju przezroczystego worka próżniowego i wypuszczałem powietrze i całość była zgniatana. Następnie widziałem jak myślokształt się rozpadał na drobne części aż zostawała z niego tylko kupka "brudu". Oczywiście każdy może wymyślić swoją metodę... mi akurat z jakiś powodów ta nasunęła się na myśl i okazała się być skuteczna. A co do maszyny z obracającymi się metalowymi częściami to wsadziłem metalowy pręt w te obracające się "wirniki" i zablokowałem w ten sposób cały mechanizm - następnie spalił się mechanizm odpowiedzialny za ich pracę, później wziąłem to w ten worek próżniowy i ostatecznie została tylko kupka "brudu". Mój umysł czuje wyraźnie iż część negatywizmu który mnie od dawna od czasu do czasu atakował przepadł bezpowrotnie. Jeżeli coś jeszcze się mnie będzie czepiać spróbuję również usunąć to w ten sposób. Trzeba dbać o czystość swojego umysłu - nie ma sensu oddawać swojego terenu jakimś negatywnym myślokształtom - mój mózg ma prawo do posiadania swoich myśli i myślokształtów - wszelkim intruzom mówię won ;) Myślę, że warto aby ludzie przejrzeli zawartość swojej głowy... mogą tam znaleźć wiele różnych niepokojących rzeczy, z którymi warto byłoby zrobić porządek.

O 14:21 idę na fotel i po chwili usypiam, a o 14:55 wstaję - pod sam koniec miałem sen, w którym doświadczyłem trwającego przez kilka sekund strachu - ogólnie nic mi się takiego nie stało ale trochę się go "najadłem". Uparte są te demony... nie chcą odpuścić. Dodam jeszcze, że przed samym uśnięciem również jakieś negatywne myślokształty mnie lekko atakowały (strzykawki - ale inne niż te co zniszczyłem), nie mniej jednak starałem się również je zniszczyć. Trzeba też wyczuć kiedy można walczyć z takimi "myślokształtami", a kiedy należy się ewakuować. W tym przypadku nie zawsze walka jest dobrym rozwiązaniem.

Oczywiście po tym ataku moje serce jest nasiąknięte w pewnym stopniu strachem ale to powinno za kilka? godzin minąć. Takie są skutki gdy silny strach ma na człowieka wpływ... nawet jeżeli trwa on zaledwie kilka sekund.

13/14.08.2012 -> O 23:46 idę na fotel spać, a o 3:15 wstaję - pod sam koniec miałem sen, z którego mnie wybudziło... ale chyba nie było tam żadnego ataku? niestety ale nie pamiętam co dokładnie spowodowało moje wyburzenie... Obstawiam, że nic specjalnego się nie działo w tym śnie... a nawet jeśli to wyszedłem z tego obronną ręką.

O 14:11 idę do dużego pokoju i za jakiś czas (około 14:30?) usypiam na łóżku, a o 15:53 wstaję - brak ataków.

14/15.08.2012 -> O 3:12 idę na fotel i co jakiś czas przysypiam ale miałem sporo mocno podejrzanych momentów i o 3:27 postanawiam się ewakuować...

O 3:33 zasypiam na biurku, a o 4:50 wstaję - były ataki...

O 5:12 idę na fotel, a o 6:11 wstaję - również były ataki...

O 6:17 zasypiałem przed komputerem ale w kwestii ataków nic się nie zmienia.

O 6:37 przeniosłem się na łóżko, położyłem się pod kątem i zasnąłem, a o 8:08 wstałem - bez zmian...

Około 22:00 idę na fotel spać, a o 22:40 wstaję - były z 2-3 ataki... w dwóch ostatnich atakach były mi pokazywane krwawe sceny (wyrywanie rąk, nóg itd). Dopiero po tych atakach mnie wybudziło.

15/16.08.2012 -> O 22:56 idę na fotel spać, a o 3:50 wstaję - pod sam koniec miałem sen, w którym byłem przez długi czas ścigany przez jakieś kościotrupy hmm...  ale nie dałem się im złapać i ostatecznie mnie wybudziło ;)

O 5:03 kładę się na łóżku i po pewnym czasie usypiam, a o 7:43 wstaję - pod sam koniec we śnie spod ziemi zaczęły mnie atakować jakieś skorpiony? i inne "gady" ale nic specjalnego mi się nie stało.

16/17.08.2012 -> O 20:48 idę na fotel spać, a o 2:03 wstaję - brak ataków.

O 6:49 idę na fotel i po chwili usypiam, a o 7:04 wstaję - brak ataków.

O 20:20 idę na fotel spać, a o 22:32 wstaję - brak ataków.

17/18.08.2012 -> O 1:32 idę na fotel spać, a o 2:05 wstaję z powodu ataku we śnie.

Niedługi czas później idę znowu na fotel, ale już o 3:46 mam kolejny atak.

Około 5:05 zasypiam na fotelu, a o 5:17 wstaję - w tym czasie miałem kilka drobnych ataków - w tym były jakieś motywy ze wstrzykiwaniem jakiejś postaci (albo postaciom) czegoś do nosa. Zdecydowanie nie lubię tych motywów z wstrzykiwaniem, komukolwiek, czegokolwiek, gdziekolwiek...

Jakiś czas później idę ponownie na fotel spać i znowu mam ataki... wstaję o 8:37 - dzisiejsza noc nie była zbyt "udana".

18/19.08.2012 -> O 22:26 idę na fotel spać, a około 2:35 wstaję - brak ataków.

O 4:37 idę na fotel spać, a o 5:31 wstaję z powodu ataku we śnie.

19/20.08.2012 -> O 23:35 idę na fotel spać, a o 1:33 wstaję z powodu ataku we śnie.

O 4:01 idę na fotel spać, a o 5:28 wstaję - było kilka ataków ale nie robiły mi dużych szkód (starałem się "kolanami" zasłaniać klatkę piersiową).

O 5:30 idę dalej spać, a o 7:01 wstaję -> we śnie ktoś mnie ścigał, a później jakaś inna postać która była blisko mnie trzymała w ręku jakiś ostry szpikulec - ja się odwróciłem i zacząłem krzyczeć do pewnych ludzi (do opiekunów? nie wiem do kogo - tak czy siak mój krzyk nie miał nic wspólnego ze strachem ale raczej w przywołaniem kogoś do mnie? - nie jestem pewien) i mnie wybudziło.

O 7:37 idę na fotel spać, a o 9:36 wstaję - brak ataków.

Od około 20:30? drzemkałem sobie na łóżku w małym pokoju (i wszystko było ok), a około 21:30? idę na fotel spać (duży pokój), a o 22:33 wstaję - pod sam koniec był podejrzany motyw we śnie... jakaś strzykawka wbiła się w pewną postać, a moja 4 czakra zaczęła się "kulić" (ze strachu?) z tego powodu... czy był to atak? dobre pytanie... jeszcze moment wcześniej wszystko we śnie wydawało się być ok... tak czy siak nie podobają mi się te motywy ze strzykawkami...

20/21.08.2012 -> O 2:57 idę na fotel spać, a o 5:55 wstaję - jakieś 20? sekund przed końcem snu spotkałem bardzo negatywną osobę, która próbowała popsuć mi nerwy ale (chodź nie było to łatwe) jakoś to przetrwałem (w między czasie modląc się do Jezusa aby mi pomógł poradzić sobie z tym stresem) i po chwili ta postać gdzieś zniknęła, a sen (już normalny) był kontynuowany.

O 9:02 idę na fotel spać, a o 13:12 wstaję - brak ataków.

21/22.08.2012 -> O 3:33 idę na fotel spać ale już po kilku minutach muszę się ewakuować z powodu iż chwilę po zamknięciu oczu (mój mózg wpadał w specyficzny stan odprężenia) byłem atakowany - pierwszy atak wyglądał tak iż zobaczyłem przed oczami jak jakaś postać uderzyła tasakiem (jakby próbowała coś odciąć) mniej więcej w punkt zwany "bindu kshetram" (jest on między tyłem, a środkiem głowy), a chwilę później gdy ponownie zamknąłem oczy to zobaczyłem jakąś strzałę która we mnie wpadła i automatycznie moja 3 czakra zareagowała strachem? - tak czy siak musiałem się ewakuować, trochę żałuję że nie zrobiłem tego szybciej. Dodam jeszcze, że przed pójściem na fotel (z jakieś 30-120 min) pewien negatywny myślokształt mnie atakował ale jakoś dałem sobie z nim radę. Ogólnie wydaje mi się, że próbują odciąć pewne połączenia która idę od 7 czakry do... wszechświata? Tak czy siak muszę się mocno pilnować aby nie dać się uszkodzić albo przynajmniej aby ponieść jak najmniejsze straty.

Za niedługi czas idę ponownie na fotel, a o 5:56 wstaję z powodu iż jakaś postać najpierw mnie goniła we śnie, a na końcu do mnie strzeliła z pistoletu (i trafiła).

O 6:09 idę ponownie na fotel, a o 8:07 się budzę - brak ataków.

22/23.08.2012 -> Lekko po północy zasypiam na fotelu w małym pokoju (wziąłem do ręki 26cm krzyż papieski i starałem się nim na wszelki wypadek ochraniać 7 czakrę), a o 4:40 wstaję - brak ataków.

O 5:03 idę na fotel spać (duży pokój), a o 5:58 wstaję - pod sam koniec miałem podejrzany sen, w którym długi czas się broniłem walcząc z jakimiś napastnikami ale ostatecznie moje szanse spadły do 0 i musiałem z tego powodu się ewakuować, nawet moje czakry w tym śnie pod sam koniec zaczęły już się odczuwalnie "stresować".

Około 6:00 wpadam w szybką wizję? i widzę wiertarkę która wierci w jakiejś ścianie z otworem, a może w mojej głowie? ale miałem silne odczucie, że dzieje się to na prawdę... tak czy siak szybko ją przerwałem. Ogólnie to doświadczenie było jakieś takie "nie fajne", czuło się po prostu tą realność i miałem wrażenie, że ktoś mi dosłownie wierci w głowie, dobrze, że nie trwało to zbyt długo... Szkoda, że nie ma jakiś objaśnień "przyklejonych" do tego typu doświadczeń... z chęcią przeczytałbym jakiś opis wyjaśniający co to dokładnie było, kto to spowodował i co miało za zadanie zrobić... bo może to było coś dla mnie dobrego, a ja przed tym uciekam ;) ale chyba nie ma mi się co dziwić ;) Tak czy siak to wiercenie odbywało się w tylnej części głowy, wiertło było włożone w pewien biały otwór gdzie zaczęło się obracać ale nie przewiercało "ściany", ogólnie dziwne doświadczenie. Czasem od razu mogę stwierdzić że coś było atakiem ale w tym przypadku nie jestem pewien... niby wygląda to negatywnie no ale... mam wątpliwości co do tego czy aby na pewno był to atak... To wiercenie odbywało się w punkcie nazywanym "bindu kshetram", a przynajmniej ja tak odczuwałem, że właśnie tam to się odbywa. Na chwilę obecną nie klasyfikuje tego jako ataku.

O 7:37 idę na fotel spać, a o 9:47 wstaję - pod sam koniec było coś lekko podejrzanego we śnie no ale mniejsza z tym.

23/24.08.2012 -> O 21:54 idę na fotel spać, a o 1:42 wstaję - brak ataków... chociaż był pewien motyw walki no ale... jako tako nie zauważyłem aby ten motyw na mnie jakoś negatywnie wpłyną.

O 2:43 idę na fotel spać, a o 4:58 wstaję - brak ataków.

24/25.08.2012 -> O 21:21 idę na fotel spać, a o 3:40 wstaję z powodu ataku we śnie - w skrócie, rozmawiałem z dwoma osobami, nagle zobaczyłem z tyłu siebie jakąś rękę która psiuknęła mi spryskiwaczem z wodą prosto w twarz (znany motyw iż nie widać na początku postaci a jedynie samą rękę wychodzącą albo z boku albo z tyłu, dodatkowo występuje tu prowokacja, a zarazem w pewnym sensie atak), następnie odwracam się i chce "zaatakować tą osobę" (o to chodzi demonowi, abym go zaatakował i przez to się "otworzył"), złapałem tego demona za twarz (wyglądał jak mój kolega) ale w trakcie ataku zmieniłem zdanie i postanowiłem, że jednak nie będę go atakować i dzięki temu mogłem zostać po chwili (za jakieś kolejne 6-7 sekund) "gładko" wybudzony. 1:0 dla mnie ^^ Co ciekawe przed samym wybudzeniem tłumaczyłem dwóm osobom obok mnie stojącym, że był to atak demona i wyjaśniałem im "zasady" na czym taki atak polega i jak przebiega punkt po punkcie hehe ^^ (ale trwało to krótko bo z dwie sekundy przed wybudzeniem zacząłem czuć, że trzeba uciekać z tego snu).

25/26.08.2012 -> O 23:03 idę na fotel spać, a o 4:06 wstaję - brak ataków.

26/27.08.2012 -> Około 3:00 idę na fotel spać, a o 6:30 wstaję - pod sam koniec był atak, zobaczyłem przed sobą jakąś postać która próbowała wbić we mnie strzykawkę (prosto w brzuch?) ale nie wiem czy jej się to udało i nie wiem czy nie był to przypadkiem tylko pewnego rodzaju "straszak", ale nie mniej jednak tuż po tym śnie miałem zmasowany atak "zombiaków", pewnie było ich ze 100 jak nie więcej - odparłem atak i się wybudziłem.

27/28.08.2012 -> O 21:36 idę na fotel spać, a o 3:44 wstaję - pod sam koniec miałem podejrzany sen - śniło mi się jak przyszedł do mnie listonosz (przyjaźnie wyglądająca postać i wzbudzająca zaufanie) i latał koło nas mój kotek (podobnie wyglądający) i trzeba było mu zrobić wstrzyknięcie "czegoś" obok oka (jakieś niby lekarstwo czy coś takiego - widziałem to jako pewnego rodzaju grube ziarenko ryżu ze strzykawką wypełnioną wodą - nie miała igły jak to zwykle bywa przy atakach), ja przytrzymałem kotka a on mu to wstrzykną głęboko obok lewej gałki ocznej. Po zabiegu kotek sobie pobiegał trochę i za chwilę mnie wybudziło. Nie wyczułem aby to się działo w jakiś sposób mi (to wstrzyknięcie) ale czy mi się to faktycznie nie stało? sam już nie wiem co ten "sen" ma oznaczać... ale był dość realny... interpretację pozostawiam wam...

PS. możliwe, że ten sen sugerował mi abym miał "oko" na kota z powodu iż jego zachowanie tego dnia mogło spowodować dla jego zdrowia poważne konsekwencje ale na szczęście nic złego się nie stało ^^

28/29.08.2012 -> O 20:28 idę na fotel spać, a o 00:42 wstaję - miałem kolejny dziwny sen. Była jakaś postać (z wyglądu przypominała mi osobę której nie lubię ale we śnie grała rolę bardziej neutralno-przyjacielską) i coś mi mówiła o tym, że szarzy do oka jakąś sól wpuszczają i że to ma niby dobre właściwości. Następnie widziałem i czułem jakby ktoś mi? próbował wpuścić tą sól do oka! Nie wiem czy coś zostało wpuszczone czy też nie. Nie wiem czy na prawdę do czegoś doszło ale nie mniej jednak czułem ten ucisk na oku. Może to tylko taki straszak? hmmm...  tak czy siak nie podoba mi się to co się czasem w nocy dzieje.

O 4:52 idę na fotel spać, a o 6:36 wstaję. Około 5:30 miałem sen gdzie pokazali mi mojego kota jak miał związaną szyję i się dusił - na szczęście nie wystraszyłem się tak jakbym pewnie zrobił to kiedyś, w tym przypadku starałem się mu pomóc, zachowując względny spokój.

O 6:41 idę na fotel spać, a o 8:58 wstaję - chyba brak ataków.

29/30.08.2012 -> O 22:50 idę na fotel spać, a o 5:03 wstaję - brak ataków.

O 5:26 położyłem się na łóżku i usnąłem, a o 7:06 wstałem - był pod koniec podejrzany sen ale nic mi się nie stało (prawdopodobnie był to atak ale akurat dzięki moje dobre reakcje wyszedłem z niego bez szwanku).

30/31.08.2012 -> O 21:46 idę na fotel spać, a o 1:30 wstaję - jakaś postać we śnie ("ekran" nie pokazywał jej twarzy) pod sam koniec przytuliła mnie dwukrotnie hmmm... nie podobało mi się to... już takich "objęć" miałem zbyt dużo w nocy... i nie wspominam ich dobrze...

O 1:49 usypiam na krześle od komputera, a o 3:40 wstaję - brak ataków.

Po chwili idę na fotel spać, a o 4:12 wstaję - pod sam koniec we śnie pokazana mi była bójka... było trochę w niej negatywnych emocji, a nawet pod sam koniec tego snu pojawiła mi się "ciężka" muzyka w głowie. Wcześniejszy sen też był podejrzany... tak jakby miał mnie on przygotować na ten sen z bójką, abym był bardziej podatny na przechodzenie przez mój mózg negatywnych myśli które pojawiają się wraz z patrzeniem na negatywne sceny.

O 12:25 idę na fotel spać, a o 14:50 wstaję - chyba brak ataków?

[WRZESIEŃ 2012]

31.08.2012/01.09.2012 -> O 4:01 idę na fotel spać, a o 5:30 wstaję z powodu ataku we śnie, po chwili ponownie wpadłem w negatywny sen i ponownie...

Jakiś czas później idę ponownie spać na fotel, a o 9:35 wstaję - brak ataków.

01/02.09.2012 -> O 18:55? idę na fotel spać, a o 4:47 wstaję - brak ataków.

02/03.09.2012 -> Około 20:15 idę ma fotel spać, a o 00:25 wstaję - brak ataków.

O 4:47 idę na fotel spać, a o 8:45 wstaję - były 3-4 ataki. W jednym z ataków dostałem kilka strzałów w 4 czakrę z jakiegoś "karabinu" hmm... nie było to miłe...

O 18:10 idę na fotel spać, a o 23:01 wstaję - brak ataków.

03/04.09.2012 -> O 5:41 idę na fotel spać, a o 8:00 wstaję - pod sam koniec był trochę podejrzany sen ale nie jestem pewien czy miał on coś wspólnego z atakiem...

04/05.09.2012 -> O 22:05 idę na fotel spać, a o 00:05 wstaję z powodu ataku we śnie - mojej 4 czakrze nic się nie stało -> po chwili zasypiam i znowu mam atak we śnie, ale wydaje mi się że również nic mi się nie stało. Po obudzeniu się zobaczyłem twarz kosmity na bodajże kocu ale szybko się "wytrąciłem" z tego widzenia i twarz znikła - może to była taka pozostawiona "wizytówka" tego kto mnie dzisiaj atakował?

O 5:07 idę ponownie na fotel spać, a o 6:11 budzę się z ataku we śnie (nic mi się nie stało), następnie po chwili ponownie zasypiam i wstaję o 6:20 gdzie we śnie poddany zostałem stresującej sytuacji.

Lekko? po 6:46 siadam na łóżku i po chwili usypiam zmieniając nieświadomie pozycję na leżącą, a o 13:57 wstaję - raczej brak ataków.

05/06.09.2012 -> O 23:05 idę na fotel spać, a o 00:55 był prawdopodobnie atak we śnie - po obudzeniu się i zamykaniu oczy pojawiał mi się przed nimi czarny pająk - wolałem wstać i nie ryzykować ponownego ataku.

O 3:01 idę ponownie na fotel spać, a o 5:20 wstaję - brak ataków.

O 5:57 idę ponownie na fotel spać, a o 9:00 wstaję - brak ataków.

06/07.09.2012 -> Około 19:40 idę na fotel spać, a o 00:52 wstaję - pod sam koniec miałem ciemny sen, gdzie były jakieś szczepionki itd ale z tego co się orientuję to nic mi się złego nie stało.

O 3:01 poszedłem do łóżka, usadowiłem się w pozycji lekko podpartej (miałem pewną krótką "wizję" jakby ktoś mnie palnikiem podpalał ale szybko to wyrzuciłem z głowy) i usnąłem, miałem atak (około 3:30?) ale nic mi się nie stało. Następnie zmieniłem pozycję na siedzącą i ponownie usnąłem co skutkowało dwoma atakami we śnie... (drugi był o 4:50) - również nic mi się nie stało.

Od chyba 5:58 do chyba 6:17 próbowałem jeszcze spać w łóżku ale były pewne ataki dlatego się ewakuowałem, a od 6:38 do 8:30 spałem na fotelu i było ok :)

Lekko? po 8:42 idę ponownie na fotel spać, a o 11:19 wstaję - pod sam koniec miałem sen gdzie (w skrócie) została wystrzelona do mnie strzała z łuku... i leciała i leciała... ja chciałem zrobić unik aby mnie nie trafiła. Strzała była "gdzieś" w powietrzu" przez kilka sekund i po tym czasie mnie wybudziło z ewidentnie szybciej bijącym sercem... czy był to atak? nie wiem... ale faktem jest, że ta niepewność czy trafi we mnie strzała czy też nie spowodowała iż moje serce przy wybudzeniu znacznie szybciej biło...

07/08.09.2012 -> O 1:20 idę na fotel spać, a o 7:25 wstaję - o 3:03 było coś podejrzanego ale nie pamiętam co to dokładnie było, poza tym "czymś" było spokojnie (fajnie jest mieć trochę normalnych snów).

08/09.09.2012 -> Lekko? po 21:30 idę na fotel spać, a o 1:13 wstaję - brak ataków.

O 2:58 idę na fotel spać, a o 6:47 wstaję - brak ataków.

09/10.09.2012 -> O 00:33 idę na fotel spać, a o 6:27 wstaję - brak ataków.

10/11.09.2012 -> O 19:04 idę na fotel spać, a o 4:43 wstaję - brak ataków.

Trzy dni bez ataków (o ile nie 4 bo nie wiem czy 07/08 był atak czy też nie)! Takiego czegoś to nie miałem chyba od kilku lat! Jestem ciekawy jak to się dalej potoczy!

11/12.09.2012 -> O 00:25 powoli usypiam na fotelu, a o 7:41 wstaję - brak ataków!

12/13.09.2012 -> O 23:33 idę na fotel spać, a o 2:59 wstaję - niestety ale pod sam koniec miałem atak we śnie -> byłem ścigany przez jakieś 3 osoby i kilkukrotnie zostałem przez nie cięty bardzo ostrym nożem (czułem te cięcia, nie były bolesne ale były niemiłe - po obudzeniu się czuję potrzebę trzymania ręki szczególnie w miejscu jednego "niemiłego" cięcia). We śnie stawiałem pewien mentalny opór ale niestety jak już wiemy nie dałem rady się bezstratnie wybronić. Dodam jeszcze, że atak był nagły i został dość szybko przeprowadzony. Jak widzimy muszę być wciąż czujny, fajnie że ostatnio miałem kilka dni wolnego ale nie mogę zbytnio "opuszczać gardy". Tak czy siak ten miesiąc wydaje się być interesujący odnośnie nocnych ataków.

O 4:49 idę na fotel spać, a o 8:42 wstaję - brak ataków.

13/14.09.2012 -> O 23:50 idę spać, a o 5:43 wstaję - brak ataków.

Między 19:25 a 20:21 spałem na fotelu - nie wiem dokładnie ile ale pewnie około 30 minut... może więcej - brak ataków.

O 20:29 idę na fotel spać, a o 21:51 wstaję z powodu ataku we śnie - jakieś operacyjne szczypce wsunęły mi się do lewego nozdrza i coś próbowały "zrobić" - nie wiem na ile im się to udało ale dobrze, że po niedługim czasie mnie wybudziło (gdy już za głęboko się pchały), bo wcale nie było to "fajne" - domyślam się, że to sprawka kosmitów no bo kogo innego? Zdecydowanie nie jestem jeszcze w nocy bezpieczny. Ogólnie w pewnym sensie to doświadczenie jest trochę traumatyczne - co innego jest straszenie we śnie a co innego jest pchanie jakiś szczypiec do nosa - i jak zwykle oczywiście... nie widać było sprawcy... dlatego ludzie nie mogą uwierzyć, że to są ataki... bo jak wiemy "demony, kosmici itp" się z reguły bardzo dobrze kamuflują... eh... Czasem się zastanawiam czemu dochodzi u mnie do "takich" ataków. Może po to abym to spisał? w sumie... na pewno takie coś pogłębia moją relację z Bogiem i jeszcze mocniej mnie odrywa od mało istotnych ziemskich spraw... Nie mniej jednak wcale tego typu ataki mi się nie podobają... no cóż... zobaczymy jak będą wyglądać następne dni... Tak na prawdę czuję pewien ucisk w miejscu gdzie te szczypce były wkładane... ale nie wiem na ile jest to spowodowane atakiem, a na ile pracą energii kundalini w tych obszarach... Ogólnie dzisiaj miałem sporo mocnych ale krótkich bólów na 3 oku i okolicach (normalnie takowych nie mam chodź raz na jakiś czas się zdarzyć mogą ale występują one raczej dość rzadko) i możliwe, że właśnie dlatego ten atak zaistniał, aby coś tam uszkodzić co ewentualnie było budowane... nie mniej jednak wydaje mi się, że ten atak specjalnych szkód mi nie zrobił ale oczywiście nie jestem tego do końca pewien.

14/15.09.2012 -> O 3:10 idę ponownie spać na fotel, a o 8:43 wstaję - w początkowej fazie spania były pewne dziwne sny ale chyba nie były to jednak ataki, a później na pewno już było spokojnie.

O 19:35 siadam na fotelu i po pewnym czasie zasypiam, a o 21:01 wstaję - brak ataków.

15/16.09.2012 -> Około 23:35? idę na fotel spać, a o 4:00 wstaję - brak ataków.

16/17.09.2012 -> O 23:25 idę na fotel spać, a o 7:03 wstaję - brak ataków.

O 10:05 idę na fotel spać, a o 13:11 wstaję - brak ataków.

17/18.09.2012 -> O 2:30 idę na fotel spać, a o 8:00 wstaję - brak ataków.

18/19.09.2012 -> O 19:25 idę na fotel spać, a o 4:36 wstaję - brak ataków.

19/20.09.2012 -> O 1:00 idę na fotel spać, a o 7:37 wstaję - brak ataków.

20/21.09.2012 -> O 22:36 idę na fotel spać, a o 4:57 wstaję - brak ataków.

O 9:05 idę do łóżka spać, a o 10:14 wstaję - brak ataków.

21/22.09.2012 -> Około 22:00 idę na fotel spać ,a o 2:45 wstaję - pod sam koniec miałem sen w którym ciągle natrafiałem na ciało martwego kosmity (lekko zoperowanego?), nie mogłem się uwolnić w tym śnie od ciągłego natrafiania na nie. Nie było żadnego ataku na czakrę czy czegoś z tym stylu ale już pod sam koniec snu poczułem lekki strach patrząc po raz kolejny na to ciało i zdając sobie sprawę iż "utknąłem" i nie mogę się "uwolnić" z tej sytuacji (w sensie "pójść dalej", ominąć to - ciało tego kosmity nie wzbudzało dobrych odczuć) i postanowiłem się wybudzić. Oczywiście nie zaliczam tego do ataku bo ataku jako takiego nie było ale było to na swój sposób dziwne, może gdzieś w moim pokoju kręcił się kosmita i stąd ten sen? a może to coś zupełnie innego? - tak czy siak wolę na wszelki wypadek zrobić sobie przerwę w spaniu. Nie miałem żadnego snu który powiedziałby mi iż moje nocne ataki się skończyły więc wciąż jestem czujny, nie mniej jednak nie wiem czy takowy sen w ogólę będę miał. Jak na razie widzę ogromną poprawę z porównaniu z tym co działo się w poprzednich miesiącach.

O 6:50 idę na fotel spać, a o 8:08 wstaję - w środku spania miałem atak, wszedłem do jakiejś ciemnej jamy i tam zaczęły mnie atakować ogromne, mocno negatywnie wyglądające robale (jednego pokonałem robiąc świadomy wysiłek mentalny), a przed samym wstaniem odczułem wyraźnie jakby ktoś mi coś upuścił na stopę i za chwilę to samo doświadczenie się pojawiło tylko na drugiej stopie (trudno mi powiedzieć co to było).

O 20:12 idę na fotel spać, a o 23:32 wstaję - był pod koniec jakiś podejrzany sen gdzie chyba coś mi wstrzyknięto? lub ja uciekałem przed tym "zastrzykiem"? - nie jestem pewien co się dokładnie tam stało, ale było to podejrzane... dodatkowo w między czasie wyjąłem sobie jakąś soczewkę z oka... hmm...

O 3:41 idę na fotel spać, a o 8:35 wstaję - brak ataków.

23/24.09.2012 -> O 21:55 idę na fotel spać, a o 7:37 wstaję - pod sam koniec miałem atak we śnie. Niby pogoniłem tych co mnie atakowali ale nie wyszedłem z tego całkowicie bez szwanku (mówiąc w dużym skrócie i uproszczeniu). Tak czy siak to pokazuje iż jeszcze ataki się nie skończyły. Dodam jeszcze, że wybudziłem się przed samym finałowym atakiem ale poszedłem od razu dalej spać... nie zorientowałem się iż jestem na celowniku tych ciemnych sił. Tej nocy przed tym atakiem były jeszcze dwa sny w których też mnie atakowano (w jednym śnie próbowano mnie przebić mieczem [możliwe że skutecznie?], a w drugim mnie straszono).

24/25.09.2012 -> O 1:50 idę na fotel spać, a o 7:12 wstaję - miałem dwa podejrzane sny, ale w sumie tylko jeden z nich prawdopodobnie był atakiem, nie mniej jednak pokojowo się zakończył co jest dość dziwne. Była pewna postać która mnie atakowała, nacierała na mnie z całych sił, ale ja się skutecznie broniłem (w miarę świadomie blokowałem jej ciosy) i w końcu odpuściła i po chwili zachowywała się jakby wręcz była moim przyjacielem - dziwne... ale nie zmienia to faktu iż atakowała mnie bardzo zacięcie. Tak czy siak nic mi się nie stało.

Około 19:15-19:30 idę do łóżka spać, a o 22:19 wstaję - brak ataków.

25/26.09.2012 -> O 4:30 idę na fotel spać, a o 10:26 wstaję - chyba były pewne próby ataku ale wydaje mi się, że nic specjalnego mi się nie stało?

26/27.09.2012 -> O 22:50 idę na fotel spać, a o 7:59 wstaję - prawdopodobnie brak ataków.

27/28.09.2012 -> O 00:07 idę na fotel spać, a o 1:45 wstaję - pod sam koniec miałem podejrzany sen (jakby nastąpiła jakaś negatywna mutacja mojej twarzy, we śnie odczuwałem to nad wyraz realnie), który spowodował, że po wybudzeniu miałem bardzo negatywne "wizje" pojawiające się w mojej głowie tuż po zamknięciu oczu, a nawet i przy otwartych oczach mnie atakowały (tylko z lekko mniejszą "siłą) - było to tak silne iż musiałem się ewakuować. Do pewnego stopnia byłem w stanie się przed tym bronić ale ostatecznie stwierdziłem, że ryzyko zrobienia mi "kuku" jest zbyt duże. Może oberwałem jakąś negatywną energią w głowię i stąd taki mój stan po wybudzeniu się? Tak czy siak dobrze, że nie kontynuowałem spania... i jak zwykle... wstanie pomaga, negatywne wizje się kończą - coś tam jeszcze w minimalnym stopniu się tli w głowie ale to tylko "okruszki z ciasta".

Około 10:41 idę do łóżka leżeć i po pewnym czasie usypiam, wstaję około 14:05 - raczej nie było żadnego ataku.

28/29.09.2012 -> O 00:39 idę na fotel spać, a o 5:50 wstaję - pod sam koniec był pewien podejrzany sen o szczepionkach ale nie wiem czy był to atak - tak czy siak wydaje mi się że i tak mi się nic nie stało.

29/30.09.2012 -> O 00:36 idę na fotel spać, a o 8:51 wstaję - wydaje mi się, że nie było ataków.

[PAŹDZIERNIK 2012]

30.09.2012/01.10.2012 -> O 1:49 idę na fotel spać, a o 3:28 wstaję - pod sam koniec miałem podejrzany sen (zalążek ataku) (w skrócie: "kombinowałem" tam z zapalnikami od kuchenki, chciałem je zakręcić; co jakiś czas buchał na mnie ogień; było ciemno). Wybudziło mnie z tego snu ale to nie rozwiązało mojego problemu, gdyż ktoś "kombinował" przy mojej głowie, nawet usłyszałem podejrzaną myśl w niej (na pewno nie była to moja myśl; to jedna z tych "głośnych" myśli), czyżby ktoś próbował podsłuchiwać moje myśli? - tak jakoś to odczułem - odparłem na chwilę ten atak wysyłając intencję iż moje myśli są szyfrowane przez samego Boga i o dziwo od razu wszystko ustało (bardzo wyraźne to było), niestety po może 5-10 sekundach ponownie pewien "dziwny" stan się zaczynał nasilać więc wolałem wstać bo przypominało mi to trochę atak z dnia 27/28.09.2012 ale bez wizji (obstawiam, że atak przeprowadzany był przez tego samego osobnika). Dodam jeszcze, że przed zaśnięciem jakiś upierdliwy myślokształt (skalpel) mnie atakował - walczyłem z nim do pewnego stopnia aż usnąłem. Wiem, że kilka osób pewnie by zasugerowało aby z nim nie walczyć, nie zasilać tego swoją energią i aby pozwolić mu zniknąć (rozpłynąć się z powodu braku energii) ale w tym przypadku jakoś tak dziwnie to jest iż ten myślokształt wcale nie chce zniknąć, on napiera i nie chce dać za wygraną, ktoś go zasila z "drugiej" strony.

O 5:46 idę na fotel spać, a około 9:20 lub lekko wcześniej wstałem - brak ataków.

01/02.10.2012 -> O 19:40? powoli zasypiam na fotelu, a o 1:30 zostaję wybudzony z podejrzanego snu, jakaś postać chciała prawdopodobnie mnie zaszczepić + ew. znowu przyczepić się do mojego nosa - był tam element stresujący ale nie mniej jednak mnie wybudziło na czas, za co jestem wdzięczny bo ten sen mógł się dla mnie źle skoczyć gdyby był kontynuowany...

O 5:54 idę ponownie spać na fotel, a o 9:10 wstaję - obudził mnie jakiś "dźwięk" wpadający w moją głowę ale raczej na pewno nie był to żaden atak...

O 10:29 idę na fotel spać, a o 13:43 wstaję - brak ataków.

02/03.10.2012 -> O 23:32 idę na fotel spać, a o 4:50 wstaję - był pewien podejrzany sen ale nie wiem czy miał on coś wspólnego z atakiem.

O 7:05 idę ponownie na fotel spać, a o 9:37 wstaję - chyba nie było ataków?

O 20:35 idę na fotel spać, a o 22:59 wstaję - pod sam koniec miałem atak który nazwałbym "zaszczepianiem fałszywych wspomnień" - był bardzo dobrze zrobiony i przeprowadzony, polegał jak tytuł sugeruję na wmówieniu mi iż coś się stało (coś niekorzystnego dla mnie) co tak na prawdę nie miało nigdy miejsca (nie miało to na celu wystraszenia mnie, a raczej zmylenie mnie [w pewnym sensie]) - najciekawsze jest to iż ja we śnie w to uwierzyłem, na dodatek było to rozegrane w kilku "scenach" dla uwiarygodnienia iż rzeczywiście miało to miejsce. Gdy się wybudziłem i zastanawiałem się nad tymi wspomnieniami to po krótkim czasie stwierdziłem iż nic z tego co widziałem, w co uwierzyłem we śnie itd nie miało miejsca, stwierdziłem iż był to atak i gdy tak stwierdziłem nagle zobaczyłem (było to coś na kształt nagłej wizji - całkowicie zniknął mi świat fizyczny) obrzydliwego pająka (był widoczny w kolorze, poruszał się) który chciał mnie zaatakować! To było dla mnie już ostatecznym potwierdzeniem, że ktoś przy mojej głowie kombinował. Raczej nie miewałem tego typu ataków więc... jest to dla mnie pewnego rodzaju nowość, nie mniej jednak tego pająka rozpoznaję... jakiś czas temu również go widziałem - wynika z tego iż atakuje mnie prawdopodobnie ostatnio ta sama "osoba", a przynajmniej jeżeli chodzi o ataki gdzie "widzę" tego pająka... a może to ten pająk (astralny) mnie atakuje?

03/04.10.2012 -> O 6:59 idę na fotel spać, a o 9:00 wstaję - nie jestem pewien czy coś było czy też nie, wiem na pewno, że nie było nic na tyle wyraźnego aby o tym pisać ;-) więc chyba było dość bezpiecznie ;-)

04/05.10.2012 -> O 20:30 idę na fotel spać, a o 1:34 wstaję z powodu podejrzanego snu - pod sam koniec spania najpierw miałem sny które "pobudzały" moje emocje, a za chwilkę miałem sen gdzie czułem że mam przyczepione jakieś rurki z "tlenem" do nosa (we śnie było to pokazane jakby ktoś inny, ktoś obok mnie miał je przyczepione do nosa, ja je dodatkowo poprawiałem aby dobrze w nim "siedziały" ale nie mniej jednak odczuwałem iż te rutki są w moim nosie) - cokolwiek to było dobrze, że mnie wybudziło... niby tlen jest ok ale zdecydowanie wolę abym nie miał żadnych rurek do nosa przyczepianych podczas spania. Ogólnie nie wiem czy był to atak...

O 2:16 idę na fotel spać, a o 6:11 wstaję - były w sumie minimum 2 ataki, oba wyglądały podobnie, w obu atakowała mnie jakaś postać.

05/06.10.2012 -> O 00:22 idę na fotel spać, a o 3:44 wstaję - był pod koniec sen gdzie chciano mi wstrzyknąć jakąś truciznę ale opierałem się temu aż mnie wybudziło ufff...

Około 10:00 zasypiam na fotelu, a o 10:25 mam atak we śnie, ogólnie rzecz ujmując to wybroniłem się z niego ale nie mniej jednak trochę strachu w trakcie trwania ataku się najadłem ale niezbyt dużo...

06/07.10.2012 -> O 20:35 idę na fotel spać, a o 3:25 wstaję - gdy już otworzyłem oczy i byłem jeszcze w pewnym stanie rozluźnienia miałem atak, zobaczyłem jak ktoś nożem próbował odciąż jakby jakieś moje połączenie wychodzące z 7 czakry (wyglądało to jak gruba lina) - tak czy siak otrząsnąłem się z tego na czas, chodź wydaje mi się, że lekko ją uszkodził, no ale nie przeciął jej. Kiedyś miałem podobne doświadczenie tylko wtedy niestety została ona odcięta co od razu spowodowało "pewne" wręcz fizyczne odczucie na głowie / 7 czakrze.

O 13:50 idę na fotel spać, a o 15:52 wstaję - brak ataków.

07/08.10.2012 -> O 00:07 idę na fotel spać, a o 7:53 wstaję - pod sam koniec we śnie walczyłem z jakimiś postaciami aż ostatecznie jedna złapała mnie za ręce i jakiś "trujący? gaz zaczęła w kierunku mojej twarzy uwalniać, ale zacząłem stawiać mentalny opór i po chwili mnie wybudziło.

08/09.10.2012 -> O 19:33 idę na fotel spać, a o 00:13 wstaję - pod sam koniec był sen gdzie można było wyczuć pewien posmak "niepokoju"... ale jako takiego "oficjalnego" ataku nie było...

08/09.10.2012 -> O 3:26 idę na fotel spać, a o 8:41 wstaję - brak ataków.

09/10.10.2012 -> O 22:51 idę na fotel spać, a o 6:35 wstaję - brak ataków.

Około 11:00 poszedłem spać na łóżku, a o 15:18 wstaję - były w sumie 2 ataki, najpierw jedna mocno negatywna postać się do mnie przyczepiła (stanęła bardzo blisko mnie) ale udało mi się odeprzeć ten atak chodź ta postać gdy przy mnie stała wywoływała we mnie pewną "dawkę" lęku (modliłem się podczas ataku i nic mi się nie stało). Drugi atak był już na samym końcu, jakaś postać położyła się przy mnie i atakowała mnie swoją nogą ale odparłem każdą jej zaczepkę i mnie wybudziło.

10/11.10.2012 -> Lekko po 00:43 idę na fotel spać, a o 3:14 wstaję - były w sumie 2 ataki bardzo negatywnej postaci (pierwszy był chyba po 1, a drugi o 3:14). Przy obu atakach demon stał bardzo blisko mnie. Przy drugim ataku mówił do mojego ucha pewnym "specyficznym" demonicznym głosem (nie takim grubym tylko bardziej to brzmiało jakby demoniczny chichot? - nie umiem zbytnio tego opisać ale ten głos powodował iż człowiek "nasiąkał" strachem, im dłużej do mnie mówił tym bardziej byłem nim nasiąknięty) -> ostatecznie wybroniłem się z tej sytuacji odchodząc w inne miejsce - lekko strachu się najadłem no ale nic ponad to... nie mniej jednak i tak muszę dać sobie chwilkę aby dojść do siebie (w sensie "zmycia" strachu który się we mnie pojawił; czuję również jakby moja 4 czakra się trochę "skuliła" od całej tej sytuacji spotkania z demonem ale już o 8:30 moja czakra czuła się znacznie lepiej). Po pierwszym ataku zostałem wybudzony i mogłem wstać ale ostatecznie zdecydowałem iż zaryzykuję i spróbuję jeszcze trochę dospać gdyż potrzebowałem mocno snu - nie wiem czy było to dobre posunięcie... zyskałem trochę snu oraz trochę dodatkowego strachu :/

Około 20:45 idę na fotel spać, a o 21:30 wstaję - brak ataków.

11/12.10.2012 -> Około 22:30 zasypiam w łóżku, a o 2:05 wstaję - brak ataków -> wydaje mi się iż we śnie osoba koło której się znajdowałem była moim opiekunem i dlatego pewna negatywna postać jaka znajdowała się we śnie (z 10 metrów ode mnie) nie miała do mnie dojścia.

O 5:43 idę na fotel spać, a o 8:20 wstaję - pod sam koniec miałem sen gdzie jakaś ręka ze strzykawką próbowała mnie zaszczepić ale z tego co pamiętam nie udało się jej, a następnie walczyłem z jakimiś postaciami ale wydaje mi się że ogólnie nic mi się nie stało.

12/13.10.2012 -> O 22:31 idę na fotel spać, a o 4:48 wstaję - pod sam koniec miałem bardzo dziwne doświadczenie, zostałem zahipnotyzowany we śnie ale zacznijmy od początku. Widziałem jakąś osobę która siedziała w taksówce (ja z hipnotyzerem i z dwoma widzami byłem na zewnątrz), która mówiła iż wierzy w demony. Hipnotyzer ją zahipnotyzował i spytał ją czy wierzy w demony, a ona odparła iż nie, gdy została wybudzona również przyznała się iż jednak wcześniej kłamała i prawda jest taka iż nie wierzy w demony. Pomyślałem sobie iż sam mogę zostać zahipnotyzowany aby w hipnozie udowodnić pozostałym osobom iż ja wierzę w demony. "Poprosiłem" hipnotyzera aby mnie zahipnotyzował mówiąc iż odpowiem tylko na to jedno pytanie (również przed samym zahipnotyzowaniem w myślach zaprogramowałem się iż wybudzę się po tym jednym pytaniu). Hipnotyzer staje przede mną i dotyka mojego 3 oka, natychmiast mój stan się zmienia, mój sen znika (chodź gdzieś tam głęboko jestem świadomy iż dalej trwa), widzę przed oczami coś na kształt koloru czerwonawego, ledwo co dociera do mnie ze snu - słyszę częściowo to co się tam dzieje ale bardzo słabo (usłyszałem słowo "masoni", chyba wypowiadane przeze mnie - ale nie przez tą świadomą część mnie - domyślam się iż hipnotyzer wyciągał ze mnie informacje pomimo iż nie tak się umawialiśmy). Praktycznie od samego początku zyskałem świadomość (tego co się dzieje) w trakcie trwania hipnozy. Jeżeli czyjś umysł jest słaby to osoba taka może być kompletnie pozbawiona "mechanizmów obronnych" w trakcie hipnozy (ja poprzez wieloletnie zmaganie się z demonami w trakcie trwania snu wyrobiłem sobie większą świadomość podczas "zagrożenia" - nie wiem jak wyglądałaby sytuacja w hipnozie która byłaby w "realu"). Spora część doświadczenia dzieje się na jakimś innym poziomie, bo ja byłem świadomy iż jestem zahipnotyzowany (czułem iż siedzę w pokoju na moim fotelu) oraz tego co dzieje się przed moimi oczami (a nie wiele się działo, praktycznie nic) to jednak reszta doświadczenia mi gdzieś umykała i nie mogłem zbytnio do niego dotrzeć w tym stanie (jedynie w małym procencie byłem świadomy tego co dzieje się we śnie - lepsze to niż nic). Czułem iż siedzę w tej taksówce a hipnotyzer nie przerwał hipnozy po mojej pierwszej odpowiedzi (nie wiem jaka ona była o ile w ogólę mnie spytał o to o co miał mnie spytać), tak czy siak hipnoza się przeciągała a ja byłem w jakimś sensie coraz bardziej "zdenerwowany" tym iż trwa to dłużej niż się umawialiśmy (w sumie max trwało to z 10 sekund?) - tak czy siak z tego zniecierpliwienia czułem iż zaczynam poruszać prawą ręką, widziałem iż w tej taksówce również nią poruszam (hipnotyzer starał się mnie uspokajać), w pewnym momencie postanowiłem się wybudzić bo poczułem iż jestem robiony w bambuko przez tego kogoś i poczułem nagle mocne szarpnięcie na 4 czakrze (powrót do ciała?) i mnie wybudziło. Nie czułem aby ten hipnotyzer mi coś robił innego niż zadawanie pytań ale tak na prawdę to nie wiem co się tam do końca działo. Tak czy siak nigdy więcej nie dam się już zahipnotyzować - niby we śnie podjąłem w miarę świadomą decyzję ale tak na prawdę nie byłem do końca świadomy całej sytuacji w jakiej się znalazłem. Ogólnie sądzę, że nic złego mi się nie stało ale też tego pewien nie jestem ale tak mi się wydaje. Na samym początku nie odczytałem tego jako atak ale obecnie po wstaniu i przeanalizowaniu tego "snu" nie jestem już tego taki pewien, w sumie tak czy siak jakaś istota "astralna" mnie jednak zahipnotyzowała... kto to był? nie wiem, nie wyglądała negatywnie, nie wyczułem od niej żadnego negatywizmu ale to też nie do końca świadczy o tym iż miała czyste wobec mnie intencje - z tego co wiem to hipnoza trwała dłużej niż miała trwać więc... ktoś tu zagrał nie fair. Tak czy siak hipnozom mówię już zdecydowanie NIE! chodź muszę przyznać, że była to dla mnie cenna lekcja - warto w sumie wiedzieć jak to jest być zahipnotyzowanym tylko nie wiem ile osób będzie w stanie zapamiętać ten stan po wybudzeniu - hipnoza w realu może być trochę innym doświadczeniem niż ta we śnie (nie byłem nigdy zahipnotyzowany w realu i zdecydowanie nie mam na to ochoty). Tak czy siak doświadczenie ciekawe ale więcej na takie coś się nie zgodzę. Ogólnie wydaje mi się, iż nie był to ten demon co mnie ostatnio atakuje, ale też na pewno nie miał do końca czystych intencji z powodu iż nie przerwał tej hipnozy zgodnie z naszą umową.

Około 11:22 idę na fotel spać, a o 14:53 wstaję - brak ataków.

13/14.10.2012 -> O 20:29 idę na fotel spać, a o 3:37 wstaję - pod sam koniec ktoś "nożyczkami" we śnie odciął mi pewne połączenie z głowy ale nie jestem pewien czy było to dla mnie dobre czy też złe... trudno powiedzieć - wydaje mi się, że nie każdy tego typu "sen" musi być zły... mam pewien tutaj problem z interpretacją... wczoraj np prosiłem o wypalenie z mojej głowy pewnych "myśli", nawet zapaliłem w tej intencji świeczkę, a dzisiaj ktoś odcina pewien kanał z mojej głowy, może to było coś dobrego dla mnie? może to było spełnienie mojej prośby? te nożyczki chciały jeszcze jeden kanał (kabel, połączenie) odciąć ale trochę się całej tej sytuacji wystraszyłem i się wybudziłem... Napiszę jeszcze, że wcześniejszy sen przedstawiał "głośno chodzący" komputer i szukanie kabla który był za to odpowiedzialny, a dopiero następny sen był snem "odcinającym kabel" więc to może sugerować iż było to dla mnie dobre - widocznie ktoś znalazł na mojej głowie kabel który był kablem "szkodliwym" i go odciął.

O 8:33 idę do łóżka spać, a o 11:29 wstaję - brak ataków.

14/15.10.2012 -> O 23:55 idę na fotel spać i po chwili mam pewnego rodzaju "wizję", iż jakaś żaba wpada przez 7 czakrę do mojej głowy, szybko się zerwałem i mentalnie ją z mojej głowy wyjąłem ale było to dość dziwne! i bardzo mocno podejrzane! Po tym doświadczeniu zasnąłem, a o 3:30 wstałem z powodu "złego snu" - usłyszałem w nim mojego kota który przeraźliwie zamiauczał (wyczułem iż cierpi), wbiegłem do pokoju w którym się znajdował, a tam jakieś dwie niby lekarki przenosiły go jedynie z łóżka do łóżka ale będąc w poczekalni miałem wrażenie że robią mu zastrzyk - taka myśl intensywnie przeszła przez moją głowę - tak czy siak cały sen spowodował pojawienie się pewnej ilości strachu we mnie (o zdrowie kota) - wołanie mojego pupila o pomoc może przeszyć człowieka na wylot... Mnie już jako tako ruszyć jest im trudno (w pojedynku jeden na jeden we śnie) to wykorzystują bezbronnego zwierzaka aby zadać mi "cios" (wywołać we mnie strach). Wcześniejsze sny również były podejrzane... ale nie aż tak jak ten...

O 14:20 idę na fotel spać, a o 19:44 wstaję - brak ataków.

15/16.10.2012 -> O 00:59 idę na fotel spać, a o 2:20 wstaję. Gdy zasypiałem widziałem w swojej "wyobraźni" "negatywne pająki" itp oraz po chwili miałem atak we śnie... pod sam koniec miałem kolejny atak we śnie który odparłem mentalnie - wielu żołnierzy (jeden po drugim) celowało mi karabinem w głowę ale udawało mi się uniknąć wystraszenia z tego powodu czy też zadania mi jakichkolwiek obrażeń.

O 8:47 idę do łóżka spać, a o 10:25 wstaję - pod sam koniec miałem pod rząd dwa ataki we śnie i z obu się skutecznie mentalnie wybroniłem - myślę że dość dobrze mi poszło ale nie mniej jednak zawsze jakiś "ślad" może taki "wybroniony" atak we mnie pozostawić - możliwe, że był jeszcze wcześniej jakiś atak... nie pamiętam już dokładnie. Tak czy siak te skurczybyki nie chcą odpuścić... a trzeba przyznać iż jest to trochę upierdliwe z ich strony... no ale cóż... widocznie im się nudzi i nie mają się z kim "bawić' : P

O 20:14 siadam na fotelu i po pewnym czasie zasypiam, a o 21:01 wstaję z powodu ataku we śnie - demon prawdopodobnie na mnie usiadł, we śnie zachowałem duży spokój ale ostatecznie i tak po obudzeniu się moje serce trochę szybciej biło. Na samym początku gdy siedziałem na fotelu widziałem lecące strzały (takie jakich używa się do strzelania z łuku) celujące w moje 3 oko. Tak czy siak po ataku o 21:01 zamknąłem na chwilę oczy aby zrobić podgląd pewnego myślokształtu (jakby kamień szlachetny koloru granatowego z diamentowym obramowaniem, całość w kształcie pochylonego czworoboku, nie był on kwadratowy, jego wysokość była większa niż jego szerokość), który miałem wrażenie że się przyczepił do mojego 3 oka gdy zasypiałem (to było chyba po tych "strzałach" z łuku) i gdy już miałem zobaczyć ten "kamień" zobaczyłem rzucającego się zielonego węża - oczywiście widziałem to bardzo dobrze przed oczami i to w kolorze! Złapałem mentalnie (z użyciem rąk) tego węża w pewnego rodzaju "siatkę", ale już po chwili zrozumiałem że jest ona za słaba na takiego przeciwnika i starałem się go mocniej "uwięzić" ale skubany zaczął szybko "uciekać" i mi się wymknął, a po chwili zobaczyłem jakby ogromnego pająka? lub coś w ten deseń co zdecydowanie mnie zniechęciło do walki i się ewakuowałem - czasem nie ma sensu walczyć z tym czymś. Strasznie zawzięta bestia, chyba non stop siedzi w moim pokoju i czeka aż pójdę spać. Po wstaniu chciałem przez chwilę usunąć ten kamień z 3 oka bo pomyślałem sobie iż pochodzi on z demonicznego źródła, gdy zamknąłem oczy aby to zrobić zobaczyłem na całym ekranie wielkie oko i pomyślałem sobie, że jednak muszę poprosić moich opiekunów, archanioła Michała itd o to aby przyjrzeli się temu kamieniowi, jeżeli jest "zły" to niech go usunął, a jeżeli jest dobry to niech go zostawią, niech się dzieje wola Boża - po krótkich przemyśleniach stwierdziłem iż prawdopodobnie jest on ok, ale dla pewności warto wezwać posiłki gdyż oni mają dużo większy wgląd w te sprawy niż my. Lepiej zostawić pewne rzeczy ekspertom niż samemu próbować "coś" cudować, nasza inteligencja jest malutka w porównaniu z aniołami czy archaniołami - oni mają na co dzień do czynienia z tym światem więc nie warto na własną rękę czasem coś robić gdy nie jesteśmy do końca pewni czy aby na pewno robimy to co trzeba, czasem możemy z powodu naszej niewiedzy sami się uszkodzić, a tego byśmy nie chcieli, dlatego jak potrzebna jest nam pomoc to ją wzywajmy, oni są po to aby nam pomagać, tylko trzeba poprosić ;-)

16/17.10.2012 -> O 1:26 idę na fotel spać, a o 8:42 wstaję - raczej brak ataków.

O 21:40 idę na fotel spać, a o 23:58 wstaję - brak ataków.

17/18.10.2012 -> Około 4:00 idę na fotel spać, a o 8:42 wstaję - brak ataków.

18/19.10.2012 -> O 19:10 idę na fotel spać, a o 00:09 wstaję - brak ataków.

O 4:09 idę na fotel spać, a o 7:22 wstaję - była pewna podejrzana sytuacja pod koniec snu ale chyba jednak nie był to atak - tak mi się wydaje... chodź pewien nie jestem...

19/20.10.2012 -> O 20:47 idę na fotel spać, a o 2:30 wstaję - pod sam koniec była lekko podejrzana sytuacja ale nie jestem pewien czy miała ona coś wspólnego z atakiem.

O 6:50 idę na fotel spać, a o 8:35 wstaję - brak ataków.

20/21.10.2012 -> O 20:53 idę na fotel spać, a o 00:22 wstaję - brak ataków.

O 00:25 idę na fotel spać, a o 4:40 wstaję - pod sam koniec goniło mnie kilku (minimum 3) dresiarzy ale gdy mnie doganiali pokonywałem ich i uciekałem dalej, sytuacja się powtarzała w sumie z 3x aż policjant ich dorwał, a ja zostałem od nich "uwolniony" i po chwili mnie wybudziło.

21/22.10.2012 -> O 21:28 idę na fotel spać, a o 5:28 wstaję - brak ataków.

22/23.10.2012 -> O 20:11 idę na fotel spać, a o 00:43 wstaję - pod sam koniec miałem atak we śnie, na początku zobaczyłem "przerażające" żądło skorpiona?, po chwili udało mi się jakby wyjść z tego snu (zostałem "bardziej "wybudzony" ale nie na tyle aby to coś nie mogło mnie zaatakować), a za kilka sekund poczułem ukłucie na plecach - skubany mnie "użądlił".

23/24.10.2012 -> O 21:20 idę na fotel spać, a o 1:13 wstaję - pod sam koniec ganiała mnie (we śnie) jakaś postać i chciała mnie trafić laserem, tak czy siak była bardzo zawzięta w swoim postanowieniu ale ogólnie rzecz ujmując nic mi nie zrobiła. Jakiś czas później usnąłem na chwilkę na biurku przed komputerem i miałem sen gdzie wycisnąłem ze swojego ciała białą larwę -> spadła ona na podłogę i poruszała się po niej... ten sen chyba mówi o wyjściu ze mnie jakiejś "astralnej larwy"? - tak czy siak sen był wyjątkowo wyraźny (obraz jak "żyleta").

Jakby coś ta larwa wyglądała tak:

... czyli niezbyt przyjemnie... więc dobrze że się jej z siebie pozbyłem...

O 5:44 idę na fotel spać a o 7:36 wstaję z powodu ataku we śnie.

24/25.10.2012 -> O 2:16 idę na fotel spać (od samego początku miałem pewne złe przeczucia - modlitwa mnie trochę uspokoiła), a o 3:16 wstaję - pod sam koniec we śnie pocałował mnie w policzek demon - ukazane to było jakby mnie pocałowała zwykła postać ale wiem, że był to demon - nie wiem jak to obrazowo nakreślić ale jestem pewien tego co mówią - dobrze, że mój umysł jest już dość mocno "wyrobiony" i jestem w stanie zachować dość mocny spokój z trakcie ataku we śnie. Przed zaśnięciem wzywam swoich opiekunów, Archanioła Michała, Jezusa itd aby mnie chronili... to wszystko składa się na mocne ograniczenie ewentualnych "bęcek".

O 3:29 idę na fotel spać, a o 7:55 wstaję - brak ataków.

O 9:01 idę na fotel spać, a o 12:37 wstaję - brak ataków.

25/26.10.2012 -> O 20:38 idę na fotel spać, a o 00:40 wstaję - miałem pod koniec lekko podejrzany sen ale nie wiem czy miał on coś wspólnego z atakiem - tak czy siak na wszelki wypadek wstałem.

O 5:04 idę na fotel spać, a o 5:16 wstaję z powodu próby wystraszenia mnie we śnie. Gdy się tylko wybudziłem poczułem silną wiązkę elektryczności przechodzącą przez mój mózg... hmm...

Po chwili ponownie idę na fotel, a o 5:58 wstaję - pod sam koniec miałem atak we śnie (ktoś zaszczepiał mi fałszywe wspomnienia ale na szczęście przeanalizowałem sytuację [we śnie] i gdy doszedłem do tego iż są one fałszywe zostałem wybudzony). Komuś bardzo zależy abym ponownie zaczął jeść cukier ale nie sądzę aby się doczekał... Zjadany przez nas cukier zdecydowanie może być pewnego rodzaju pożywką dla istot astralnych, a ja nie mam zamiaru ich odżywiać, wolę aby poumierały z głodu albo niech się przerzucą na jakieś zdrowe żarcie, proponuję ekologicznie uprawiane owoce i warzywa ^^ Tak sobie myślę że może dlatego ostatnio ta larwa astralna ze mnie wyszła z powodu iż nie miała co jeść i wolała się ewakuować szukając jakiegoś "cukrojada"... oczywiście jest to mój "domysł" ale moim zdaniem coś w tym jest (mówiąc ogólnie).

O 19:13 idę na fotel spać, a o 21:21 wstaję z powodu ataku we śnie. Moje serce nieźle przyspieszyło jak mnie ciemne siły złapały [we śnie], po obudzeniu się moje serce wciąż waliło jak młot... ale te demony są upierdliwe...

26/27.10.2012 -> O 22:21 idę na fotel spać, a o 00:43 wstaję - pod sam koniec była trochę podejrzana sytuacja, prawdopodobnie atak, ale tym razem wyszedłem z niego bez walącego serca jak było to ostatnio.

O 2:58 idę na fotel spać, a o 3:56 wstaję - pod sam koniec ktoś krzykną w mojej głowie i mnie wybudziło (3:40-3:50), za chwilę usnąłem ponownie i miałem sen gdzie widziałem obrzydliwego i przerażającego pająka, niestety był to atak.

O 4:05 usypiam na biurku od komputera, a o 6:10 wstaję z powodu ataku we śnie - widziałem jakby panią dentystkę? (oczywiście postać wyglądała przyjaźnie aby wzbudzić moje zaufanie i abym się zbyt szybko nie zorientował że jestem atakowany), która wbijała mi bardzo długą i ostrą igłę przez lewą dziurkę od nosa (w stronę mózgu) - sen był bardzo realny i czułem wszystko bardzo dobrze. Nie czułem aby mi coś wstrzyknięto (chodź pewności takowej nie mam) ale na pewno igła weszła głęboko, na szczęście po pewnej chwili mnie wybudziło ale gdy to nastąpiło to od razu poczułem ewidentny ucisk w miejscu przechodzenia igły. Dziwne rzeczy się czasem w nocy dzieją :(

PS. minęło już 5 godziny od zajścia a ja wciąż bardzo wyraźnie odczuwam ucisk w moim lewym nozdrzu i trochę głębiej wewnątrz mojej głowy gdzie przechodziła igła... :/

O 22:45 zasypiam przed komputerem, a o 23:40 wstaję - brak ataków.

27/28.10.2012 -> O 23:51 idę na fotel spać, a o 1:50 wstaję z powodu prawdopodobnie zaczątku ataku we śnie, w ogólę sen zaczął się dziwnie (w negatywny sposób) zmieniać ale na szczęście dość szybko mnie wybudziło z niego.

O 8:57 idę na fotel spać, a o 10:33 wstaję - brak ataków. Jeszcze trochę wcześniej spałem przez jakiś czas gdyż zasypiałem przed komputerem ze zmęczenia.

Po 12:04 idę na łóżko i po pewnym czasie zasypiam, a o 15:30 wstaję - pod sam koniec miałem trochę podejrzany sen ale nie wiem czy był on atakiem czy też nie.

28/29.10.2012 -> O 1:58 zasypiam na fotelu przed komputerem, a o 2:46 się budzę - brak ataków. Jeszcze troszkę wcześniej (przed 1:58) przez pewien krótki czas spałem - również brak ataków. O 2:53 ponownie zasypiam, a o 3:23 się budzę - brak ataków.

O 3:38 idę na fotel spać, a o 4:38 mam podejrzany sen z którego mnie szybko wybudziło, po chwili zasypiam ponownie i znowu mam (lekko) podejrzany sen (nie koniecznie musiał być to atak), budzę się o 5:00.

Po 6:02 idę do łóżka i po pewnym czasie tracę świadomość (nie planowałem zasypiać) -> o 8:25 się budzę - raczej brak ataków.

Po 9:44 położyłem się na łóżku i po pewnym czasie usnąłem -> obudziłem się o 14:37 - brak ataków.

29/30.10.2012 -> O 22:25 idę na fotel spać, a o 1:25 mam atak jakiejś postaci we śnie ale szybko zostaję wybudzony.

O 4:06 idę na fotel spać, a o 5:59 wstaję - brak ataków.

Około 7:40 położyłem się na łóżku i po chwili zasnąłem -> o 8:59 miałem atak we śnie jakiejś "wściekłej" postaci -> po chwilowej walce zostałem wybudzony.

30/31.10.2012 -> O 18:16 idę na fotel spać, a o 00:08 wstaję - brak ataków.

O 6:52 kładę się do łóżka i po chwili zasypiam -> wstaję o 8:42 - brak ataków.

[LISTOPAD 2012]

31.10.2012/01.11.2012 -> O 20:46 idę na fotel spać, a o 2:55 wstaję - brak ataków.

O 5:47 idę na fotel spać, a o 8:24 wstaję - były dwa podejrzane sny (jeden po drugim), które prawdopodobnie były atakami - tak czy siak nic mi się nie stało.

01/02.11.2012 -> O 22:57 idę na fotel spać, a o 2:34 wstaję z powodu ataków we śnie - dobrze sobie z nimi radziłem. Atak przechodził ze snu do snu, gdy raz się odeprze atak demona i nie zostanie się wybudzonym to często atak przechodzi od razu na sen następny, w takiej sytuacji sny są jakby ze sobą łączone (sklejane), sam atak i sceneria już we śnie następnym jest inna - atakowanym się jest aż do wybudzenia (czasami nawet 3? razy pod rząd - przeważnie wybudzam się w 1-2 śnie). Czasami nasza pierwsza obrona dzieje się na zbyt "głębokim poziomie" (wręcz "nieświadomości" / jakbyśmy byli wiele pięter pod ziemią, potrzebujemy czasu i wysiłku aby wyjść na powierzchnię) i dlatego nie udaje się nam (czasem) wybudzić w "pierwszym" śnie, zostajemy wrzuceni w sen następny gdzie próbujemy zyskać większą świadomość tego iż jesteśmy atakowani aby się wybudzić. Z każdym kolejnym snem oraz z długością trwania ataku nasza świadomość tego co się dzieje rośnie. Im bardziej nieświadomi jesteśmy tym dłużej będą trwały ataki - jakoś mniej więcej tak to wygląda.

Około 8-10? (nie pamiętam dokładnie), położyłem się na łóżku i dopadły mnie wyjątkowo czarne myśli, jak tylko wstałem one ustały.

O 18:45 idę na fotel spać, a o 19:58 wstaję z powodu ataku we śnie.

02/03.11.2012 -> O 20:01 idę na fotel spać, a o 2:57 wstaję - były pewne ataki we śnie, a pod sam koniec gdy już praktycznie nie spałem, niestety ale zobaczyłem przed oczami (na czas jednej sekundy oraz w kolorze) jak jakaś zawartość strzykawki jest "wstrzykiwana" (domyślam się iż we mnie ale nie wiem dokładnie w które miejsce) - odbyło się to zbyt szybko abym mógł jakoś zareagować :(

Od razu ewakuowałem się przed komputer... i po pewnym czasie na chwileczkę usnąłem doznając pewnej "wizji" - widziałem siebie trzymającego w ręce poskręcanego, wijącego się?, długiego węża, następnie stanąłem na krześle podnosząc go ku górze (wąż się wyprostował) - jego "pysk" był agresywny i widziałem jak próbował (częściowo z powodzeniem) przegryźć i atakować jadem i swoją szczęką pewną drewnianą "belkę". Nie będę tutaj interpretować tej wizji, chciałem ją jedynie spisać aby mi "nie uciekła" -> (nie był to atak jakby coś).

Około 7:30-8:00? (nie wiem dokładnie o której) usnąłem ze zmęczenia na fotelu w małym pokoju, a o 9:00 wstałem - brak ataków.

Z 2-3 godziny później zauważyłem na ręce porządny bąbel (jakby ukąszenie komara), czyżby miało to coś wspólnego z tym "zastrzykiem" z 2:57? może tak, a może nie, tak czy siak jak dla mnie jest to trochę podejrzane, nie widzę u mnie w mieszkaniu żadnych komarów czy "gryzących gryzoni", które mogłyby to ewentualnie spowodować. Co więcej wieczorem już nie było śladu po "bąblu" na ręce. Przypominam sobie jak kiedyś miałem wbijany ostry "pręt" w dłoń "we śnie" i gdy się obudziłem to po jakiejś minucie zauważyłem iż mam wiele bąbli dokładnie w miejscu wbijania tego "pręta" - to było akurat bolesne doświadczenie - nie mniej jednak ten bąbel z dzisiaj był mniej więcej identyczne z tymi które były spowodowane tym wbijaniem "pręta" w rękę.

03/04.11.2012 -> O 1:09 idę na fotel spać, a o 4:26 wstaję - chyba brak ataków.

Około 8 usypiam na łóżku, a o 10:23 wstaję - pod sam koniec spania zobaczyłem (co spowodowało zniknięcie snu) taki jakby obrazek (ukazał się na środku i wypełniał może 10-15% ekranu, pozostała część była wypełniona jakby "płynnym światłem" [żółto-pomarańczowym] / trwało to z 1-2 sekundy) pochylonych nade mną (lub przyglądających się mi) kosmitów ale gdy tylko ich zobaczyłem to na siłę się wybudziłem (tak na wszelki wypadek, zresztą działałem pod wpływem chwili - nie zastanawiałem się nad tym czy są oni dobrzy czy źli, czy jest to wizja czy "fizycznie są przy mnie", po prostu "zwiewałem"). Nie umiem stwierdzić czy na prawdę kosmici stali nade mną czy też nie. Ogólnie mój sen do tego momentu wydawał się być całkowicie normalny, bez jakiś widocznych "zakłóceń".  Po takim doświadczeniu na wszelki wypadek wolę odczekać dobre kilka godzin zanim ewentualnie pójdę spać ;-)

PS. O 16:00 naszła mnie myśl iż może nie byli to "źli" kosmici, może ktoś po prostu mi się przyglądał z "innego wymiaru?", z "innej rzeczywistości?", tak czy siak zastanawia mnie to "płynne światło" które widziałem - było ono dość "ładne". Dodam jeszcze, że we śnie, który został tą "wizją" przerwany (o ile nie był to koniec snu, a chyba był) pomagałem komuś dojść z punktu A do punktu B - komuś kto był zagubiony? (w pewnym sensie) i ja udzieliłem mu pomocy i doprowadziłem go tam gdzie powinien dojść (prawdopodobnie cały sen dział się poza ciałem - tak to odczuwam).

04/05.11.2012 -> O 23:57 idę na fotel spać, a o 2:21 wstaję z powodu gdyż gdy się wybudziłem ze snu (w którym końcówka była negatywna i związana z "robalami") na kocu zobaczyłem naprawdę sporego pająka (pająk astralny?) i trochę się wystraszyłem.

O 3:38 idę na fotel spać, a o 6:49 wstaję z powodu ataku we śnie :/

O 8:48 położyłem się do łóżka i po chwili usnąłem, a około 11:00 wstałem - pod sam koniec miałem sen gdzie niby moja "mama" wyjęła z torebki? strzykawkę z cienką igłą i powiedziała bodajże "czas na zastrzyk"? (nie jestem do końca pewien czy tak powiedziała czy trochę inaczej?) - tak czy siak wziąłem od niej tą strzykawkę (będąc zdenerwowany lekko), "wypsiukałem" jej zawartość do śmietnika i ją tam wyrzuciłem - po chwili zostałem wybudzony - hmmm, nie lubię tych snów ze strzykawkami...

05/06.11.2012 -> O 21:17 idę na fotel spać, a o 1:47 wstaję - brak ataków.

Około 4:30 idę na fotel spać, a o 7:32 wstaję - brak ataków.

06/07.11.2012 -> O 1:05 powoli zasypiam na fotelu, a około 4:40 wstaję z powodu ataku negatywnej postaci we śnie - początkowo stała przy mnie, a ja stawiałem jej pewien mentalny opór (mówiąc w skrócie) - po pewnym czasie ruszyła do ataku łapiąc mnie boleśnie ręką za plecy, zadawany był mi ból, z każdą chwilą coraz to większy, w końcu upadłem z tego powodu na ziemię i wtedy zobaczyłem przed oczami jakby dwa punkty i postać mnie zapytała coś w stylu które z nich są bardziej czułe (nie pamiętam dokładnego pytania) i odpowiedziałem mu (ponieważ chciałem aby przestał zadawać mi ból), wtedy na "ekranie" przed moimi oczami zostały one wybrane i dostałem tam (nie wiem dokładnie gdzie) dwa ciosy pięścią i mnie wybudziło - po obudzeniu się czuję fizyczny ucisk w miejscu gdzie ściskał mnie ręką. Postać która mnie zaatakowała na pewno nie była jakimś słabeuszem.

Około 11:00? zasypiam na łóżku, a o 15:54 wstaję - we śnie było dość niebezpiecznie, wiele osób chciało zrobić mi krzywdę, było trochę strachu (z powodu przede wszystkim jednej występującej tam postaci, chociaż reszta też powodowała uczucie zagrożenia) ale były też tam dobre osoby które mnie broniły - koniec końców właściwie nic mi się nie stało.

O 22:31 idę na fotel spać, a o 23:50 mam atak we śnie - jakaś postać próbowała jakąś linką odciąć mi włosy z głowy (nie udało jej się do końca tego zrobić); tak czy siak po wstaniu czuję się na głowie lekko dziwnie, w negatywnym sensie - jak się domyślam był to atak na 7 czakrę. Dziwne rzeczy się czasem w nocy dzieją. Jeszcze przed tym atakiem sen zaczął robić się "negatywny".

O 3:15 idę na fotel spać (i gdy tylko zamknąłem oczy poczułem uderzenie w 7 czakrę ale nie wiem czy był to atak czy co?), a o 8:25 wstaję - około 6:50-6:55 miałem dwa podejrzane sny, nie jestem pewien czy były to ataki czy też nie.

O 9:12 idę do łóżka spać, a o 12:05 wstaję - brak ataków.

08/09.11.2012 -> O 1:22 idę na fotel spać, a o 4:00 wstaję - pod sam koniec miałem dziwny sen -> w skrócie: zamknąłem się z dwoma osobami w pewnym pomieszczeniu i byłem przygotowywany do przejścia przez jakiś różowy? portal, osoby które ze mną były pomagały mi w przygotowaniach, a trwało to pewien dłuższy czas -> gdy już właściwie byłem gotowy do wejścia w portal nagle ktoś do mnie przyszedł z "zewnątrz" i coś do mnie zaczął mówić "odciągając" mnie do pomieszczenia obok, następnie wróciłem przed portal i gdy byłem gotowy do przejścia usłyszałem huk, to była ta osoba z zewnątrz która jak się okazało rozwaliła drzwi wyjściowe aby wyjść (domyślam się iż był to jakiś mój opiekun, którego zadaniem było nie dopuścić abym przeszedł przez ten portal); gdy następnie stałem przed portalem zdałem sobie sprawę iż wcale nie chce przez niego przechodzić -> jedna z osób która mi pomagała w przygotowaniach nie była z tego powodu zadowolona, zaczęła szlochać i mieć do mnie pretensje ale za chwilkę mnie wybudziło - wydaje mi się, że przejście przez ten portal byłoby dla mnie mocno niekorzystne - jakby nie osoba która mnie odwiedziła i zniszczyła drzwi wyjściowe pewnie miałbym teraz spore kłopoty (oczywiście nie wiem tego na pewno ale tak mi się wydaje).

Około 7:00 usypiam na fotelu, a o 8:21 wstaję - brak ataków.

Około 18:00? poszedłem spać do łóżka, a o 21:32 wstaję - pod sam koniec coś? jakby chciało mnie dotknąć? i gdy tylko to się stało to od razu mnie wybudziło - nie jestem pewien co dokładnie zaszło w tych ostatnich sekundach snu gdyż wszystko działo się bardzo szybko.

09/10.11.2012 -> O 1:15 idę na fotel spać, a o 3:26 wstaję - pod sam koniec miałem atak we śnie, uciekałem przed pewną postacią (nie wiem czy miała mnie dopiero zacząć gonić czy już mnie goniła ale uciekałem tak szybko jak tylko umiałem mając świadomość, że jestem w sporym niebezpieczeństwie), gdy się obudziłem moje serce zawaliło dobre kilka razy znacznie mocniej... niby nie zostałem nagle wystraszony ale napięcie całej sytuacji ucieczki widocznie w połączeniu z nagłym wybudzeniem zrobiło taką reakcję organizmu - a może ja nagle do ciała wróciłem i dlatego tak moje ciało zareagowało?

O 4:33 idę na fotel spać, a o 8:10 wstaję - pod sam koniec jakaś postać (negatywnie wyglądająca) zaatakowała inną postać (mnie?) i wybudziło mnie z walącym sercem... hmm...

Lekko? po 21:00 zasnąłem na łóżku, a o 23:14 wstaję z powodu dziwnego doświadczenia we śnie - w pewnym momencie zauważyłem iż jakieś minimum 2 postacie się koło mnie kręcą (mówiąc bardzo ogólnie), a później zobaczyłem jakieś druty miedziano-stalowe? (lekko zniszczone, poszarpane?) których dotknąłem lewym kciukiem i gdy tylko to zrobiłem od razu poczułem w nim ból - po chwili mnie wybudziło, a palec nie przestał boleć! mam wrażenie jakby kolce albo druty go poraniły. Niby "zwykły" sen a ból jest prawdziwy... nie będę spekulował co to dokładnie było bo nie jestem tego pewien... Około 00:40 ból powoli zaczyna znikać.

10/11.11.2012 -> O 2:14 idę na fotel spać, a o 6:19 wstaję - brak ataków.

O 6:43 idę na fotel spać, a około 7:55 wstaję - brak ataków.

11/12.11.2012 -> Około 17:40? zasypiam na łóżku, a o 00:00 wstaję - brak ataków.

O 15:17 idę do łóżka spać, a o 18:48 wstaję - brak ataków.

12/13.11.2012 -> O 23:38 idę na fotel spać, a o 2:05 wstaję z powodu ataku negatywnej postaci we śnie (nic mi się nie stało).

O 7:23 idę na fotel spać, a o 8:29 wstaję - brak ataków.

13/14.11.2012 -> O 21:02 idę na fotel spać, a o 5:48 wstaję - brak ataków.

14/15.11.2012 -> O 20:15 idę na fotel spać, a o 2:20 wstaję z powodu mocno podejrzanego snu - chyba był to atak ale pewien do końca nie jestem.

Około 7:30-8:30 zasypiam na łóżku, a o 9:40 wstaję -> pod sam koniec miałem atak we śnie.

15/16.11.2012 -> O 23:00 idę na fotel spać, a o 6:53 wstaję - ogólnie chyba brak ataków?

Około 22:00? (lub lekko wcześniej?) zasnąłem na łóżku, a o 22:45 się ocknąłem, po chwili zauważyłem, iż moja wyobraźnia stała się dziwnie negatywna (widziałem pewne negatywizmy w swojej głowie), nie wiem czy miało to coś wspólnego z atakiem ale wolałem na wszelki wypadek wstać (zmiana pozycji z leżącej na siedzącą lub stojącą praktycznie w 100% eliminuje tego typu negatywne doświadczenia).

16/17.11.2012 -> O 22:46 idę na fotel spać, a o 00:07 wstaję z powodu negatywnej postaci we śnie która szła w moim kierunku aby prawdopodobnie zrobić mi kuku (napisane w lekkim skrócie), nie zdążyła ona do mnie dojść gdyż mnie wybudziło - gdy "wróciłem do siebie" moje serce zdecydowanie szybciej biło - czyżby to był efekt nagłego powrotu do ciała?, wiem na pewno, że czasem szybko bijące serce jest spowodowane samym atakiem - opisywałem takie sytuacje w przeszłości, ale ostatnio zdarzają mi się sytuację gdzie nie zostanę zaatakowany (chodź do ataku niewiele brakuje) a serce zachowuje się podobnie, ale chyba jednak są pewne drobne różnice w biciu serca między zdecydowanym atakiem, a byciem "prawie" zaatakowanym ale jednak wybudzonym na czas... hmm... tak czy siak tutaj przy tym negatywnym śnie nie odczułem aby cokolwiek złego mi się stało - ale jako tako atak był, tylko "nie doszedł do skutku" z powodu mojego nagłego wybudzenia.

O 2:20 idę na fotel spać, a o 3:24 wstaję z powodu kilku podejrzanych snów, ostatni z nich to położenie przede mną jakiegoś zmutowanego dziecka, co ciekawe gdy się wybudziłem czułem ucisk na udach pomimo faktu że nie powinienem go tam czuć - czyżby ktoś na mnie siedział? - nie wiem o co chodzi ale wolę na razie nie zasypiać bo może się to źle dla mnie skończyć (tak coś czuję), już w przeszłości miałem tego typu uciski i z tego co pamiętam poprzedzały je "negatywne" sny (ataki).

Około 7:00? zasypiam na łóżku, a o 10:55 wstaję - brak ataków.

17/18.11.2012 -> O 00:21 idę na fotel spać, a o 4:01 wstaję z powodu pewnego podejrzanego snu... pod sam jego koniec pewne małe, czarne stworzenie ciachnęło mnie żyletką? po nodze (dobrze odczuwalne), a chwilę później mnie wybudziło z powodu iż skupiłem na sobie uwagę negatywnych sił (piszą w dużym skrócie) -> moje serce zdecydowanie szybciej biło po wybudzeniu.

O 5:08 idę na fotel spać, a o 9:25 wstaję - brak ataków.

18/19.11.2012 -> Chwilkę drzemkałem na łóżku ale przeniosłem się o 22:58 na fotel, a o 5:09 wstałem - chyba nie było ataków, chodź moje sny nie wydawały się być idealnie "czyste".

Lekko po? 7:26 idę do łóżka spać, gdy leżałem miałem negatywne myśli, które starałem się ignorować (dodatkowo dla ochrony zakrywałem głowę rękami), w końcu zasnąłem -> wstałem o 9:48 z powodu ataku we śnie -> byłem w autobusie ze skrajnie negatywną osobą, na początku mnie okradła (nie protestowałem)... sama jej obecność powodowała duży dyskomfort z powodu jej negatywności, wręcz promieniowała złą energią na "kilometr", pod koniec snu podeszła do mnie bardzo blisko i zastraszała mnie że zrobi mi "kuku", a ostatecznie zbliżyła swoją twarz do okolicy mojego 3 oka i się darła jak opętana -> sen opisuje w dużym skrócie, dodam jeszcze, że podczas jego trwania sporo się w nim modliłem, co jak się domyślam zapewniało mi dodatkową ochronę bo zauważcie iż ta istota nawet mnie nie dotknęła, jedynie słownie i poprzez obecność w moim śnie próbowała wywołać we mnie strach - jakimś cudem byłem wyjątkowo spokojny, we śnie miałem wrażenie iż zakrywam część ekranu ręką (fizycznie również zakrywałem twarz ręką/rękami) i nie widziałem jak wygląda ta postać ale na prawdę negatywizm jaki od niej płyną był bardzo ale to bardzo duży. Myślę, że ten sen nie wyglądałby tak gdybym spał na siedząco, nie mniej jednak na leżąco lepiej się człowiek regeneruje i odpoczywa. Tak czy siak jest to dla mnie cenne doświadczenie, te negatywne myśli jakie miałem przed zaśnięciem z pewnością były myślami które powodował demon, który się objawił niebawem w moim autobusowym śnie (który trwał około 25? sekund, czyli dość długo).

19/20.11.2012 -> O 23:22 idę na fotel spać, a o 7:10 wstaję - brak ataków.

20/21.11.2012 -> O 22:10 idę na fotel spać, a o 5:35 wstaję - brak ataków.

21/22.11.2012 -> O 21:20 idę na fotel spać, a o 1:16 wstaję - brak ataków.

22/23.11.2012 -> O 20:44 idę na fotel spać, a o 4:17 wstaję - brak ataków.

O 8:59 idę na fotel spać, a o 12:39 wstaję - pod sam koniec miałem sen gdzie szatan? w pewien "niewidzialny" sposób oddziaływał na mój mózg; nie wiem czy był to atak czy po prostu taki "dziwny" sen... hmm... tak czy siak nie zauważyłem aby coś mi się stało...

23/24.11.2012 -> O 00:06 idę na fotel spać, a o 5:56 wstaję - w pewnym śnie wszedłem na chwilkę w pewien "obszar" gdzie znajdował się jakiś "kosmita?" ale bardzo szybko mnie "z tego" wybudziło (nie wydaje mi się aby był to jakiś atak na moją osobę, bardziej to widzę jak otworzenie złych drzwi, wejście w niewłaściwy obszar - tak jakoś na moje oko to wyglądało ale oczywiście mogę się mylić); inny sen był o łapaniu pewnego "łobuza" który demolował mi mieszkanie, nawet w tym śnie modliłem się do moich opiekunów i do Archanioła Michała aby mi pomogli go złapać i udało się - nie traktuję tego snu jako "ataku" ale spisuję to tak na pamiątkę..., oczywiście miałem jeszcze inne sny ale nie będę ich tu wszystkich spisywać, ogólnie to zasypiałem kilka razy, nawet później zgasiłem już światło aby lepiej się wyspać, ostatnio coś tych ataków jest zdecydowanie "mniej" (co mnie cieszy) ale wciąż staram się zachować czujność.

24/25.11.2012 -> O 20:17 idę na fotel spać, a o 5:30 wstaję - brak ataków.

Około 7:17? (lub później) idę na fotel spać, a o 10:35 wstaję gdyż w stanie pomiędzy? realem a snem jakiś wielki robal zacisnął szczękę na mojej lewej ręce - na dolnej szczęce miał sporych rozmiarów dziób zakrzywiony do góry. Na samym początku dotykałem ręką czegoś niewidzialnego, nie wiedziałem co to jest ale było to dla mnie wyczuwalne, dopiero jak to coś mnie ugryzło to zobaczyłem jak to coś wygląda, a przynajmniej zobaczyłem jak wygląda łeb tego czegoś (był przezroczysty ale widoczny)... samo ugryzienie było odczuwalne i po wybudzeniu lekko boli mnie w tym miejscu ręka.

25/26.11.2012 -> O 21:29 idę na fotel spać, a o 3:03 wstaję - brak ataków.

26/27.11.2012 -> O 22:10 idę na fotel spać, a o 4:44 wstaję - brak ataków.

Około 8:00 idę do łóżka spać, a o 11:00 wstaję - brak ataków.

27/28.11.2012 -> O 23:11 idę na fotel spać, a o 7:12 wstaję - brak ataków.

28/29.11.2012 -> O 23:25 idę na fotel spać, a o 5:57 wstaję, w końcowej fazie spania zobaczyłem przed oczami jak rzuca się na mnie sporych rozmiarów pająk - gdy tylko go zobaczyłem (lecącego na mnie) wystraszyłem się i mnie wybudziło - całość "akcji" trwała około sekundy.

29/30.11.2012 -> O 1:39 idę na fotel spać, a o 4:45 wstaję - pod sam koniec miałem podejrzany sen, w skrócie: jakaś postać wielokrotnie (z 4-5x?) przestawiała mi pewien "suwaczek" (nie widziałem go, jedynie wyczuwałem jak postać przy nim "majstrowała") znajdujący się z tyłu na górnych jedynkach (raz w lewą stronę był przesuwany, a raz w prawą - chodziło chyba o to aby dopasować go na odpowiednią pozycję? - miał on tam tak jakby 4? pozycje na które można było go ustawić, na niektórych pozycjach było wygodnie [moja lewa strona], a na niektórych odczuwałem dyskomfort [moja prawa strona] - ostatecznie został ustawiony na pozycję "wygodną") - całe to grzebanie w tym miejscu (któro nie trwało zbyt długo) było bardzo realne - ogólnie nie wyczuwałem w tym śnie aby ta postać miała złe intencje wobec mnie... nie mniej jednak nie lubię jak ktoś mi "grzebie" w zębach, na dodatek jeżeli jest to bardzo dobrze odczuwalne... hmm... Wczoraj lub przedwczoraj miałem sen (mocno realny) iż ruszały mi się dwie górne jedynki ale potraktowałem to jako ostrzeżenie iż będę miał "cięższy" dzień (i tak faktycznie było) - a ten sen dzisiejszy może miał za zadanie jakby scalić? te dwa zęby? - to jedyne sensowne? myśli jakie mi przychodzą do głowy : P

O 9:20 idę do łóżka spać, a o 11:10 wstaję z powodu iż jakaś postać próbowała mi wyłamać rękę z barku, była na prawdę silna, co więcej odczuwałem "fizyczny" ból podczas próby wyłamania mojej ręki... stawiłem temu atakowi mentalny opór i po niedługim czasie zostałem wybudzony.

[GRUDZIEŃ 2012]

30.11.2012/01.12.2012 -> O 23:04 idę na fotel spać, a o 06:49 wstaję - raczej brak ataków.

Około 14:30 kładę się na łóżku i zasypiam, a około 16:30 wstaję - brak ataków.

01/02.12.2012 -> O 21:42 idę na fotel spać, a o 1:35 wstaję - pod sam koniec miałem dziwny sen - poszedłem do gabinetu dentystycznego bo martwił mnie mój stan kamienia na zębach, dentystka się mu przyjrzała (widziałem dużą twarz przed sobą, wydaje mi się iż dentystka spodziewała się mojej wizyty). Kamień między zębami odczuwałem "fizycznie", uczucie było jakbym miał reszki jedzenia między zębami, wizualnie wyglądało to jakbym miał tam jakieś szare grudki czy coś w ten deseń. Dentystka wzięła długopis? i naciskała ze sporą siłą tam gdzie był "kamień" (do tego stopnia iż odczuwałem dość dobrze fizyczny ból, nawet po chwili takiego "ciśnięcia" odczuwałem "smak krwi"), ogólnie nacisk szedł przede wszystkim między zęby (w tym między górne jedynki ale nie tylko) - osoba która to robiła nie sprawiała w żadnym aspekcie kogoś kto chce mi zrobić krzywdę. Już po tym "naciskaniu" powiedziałem jej aby uważała bo może mi "wyłamać" zęby z powodu dużej siły jaką w to wkłada. Pod sam koniec zapytała mnie na kiedy mnie zapisać, czy na niedzielę czy na poniedziałek (nie jestem pewien czy dobre dni tygodnia zapamiętałem, w głowie "chodzi" mi jeszcze "czwartek"). Uważam że nie był to atak chodź na samym początku miałem mieszane uczucia co do tego -> Jest teraz 16:50 i chciałem dodać że od rana ewidentnie (fizycznie) czuję pewne doznanie na dziąsłach - trudno jest je opisać ale moim zdaniem na 100% ma to związek z tym co działo się w nocy... na pewno to doznanie jakie teraz czuję nie jest jakimś moim wymysłem, jest na prawdę dobrze odczuwalne.

O 4:42 idę na fotel spać, a o 8:09 wstaję - brak ataków.

02/03.12.2012 -> O 21:45 powoli zasypiam na fotelu, a o 6:11 wstaję - brak ataków.

03/04.12.2012 -> O 1:36 idę na fotel spać, a o 3:45 mam podejrzany sen, wyglądało to tak jakby ktoś bardzo szybko wbił w mój tyłek jakąś igłę? (nie jestem pewien co dokładnie zaszło gdyż wszystko rozegrało się bardzo szybko) -> po chwili zasnąłem ponownie i spałem normalnie -> wstałem o 8:34.

04/05.12.2012 -> O 23:14 idę na fotel spać, a o 3:43 wstaję z powodu negatywnego snu - śniło mi się iż jakiś menel siedzący na fotelu dentystycznym zaatakował dentystę igłą i go nią dźgał (nie było tego do końca widać gdyż menel zasłaniał swoją osobą dentystę), sen był zdecydowanie negatywny i ciężko było się z niego uwolnić, odczuwałem pewien strach patrząc na całą tą sytuację.

O 8:37 idę na fotel spać, a o 11:17 wstaję - brak ataków.

05/06.12.2012 -> O 22:17 idę na fotel spać, a o 4:02 wstaję - brak ataków.

O 6:52 idę na fotel spać, a o 8:43 wstaję - brak ataków.

O 11:15 idę do łóżka spać, a o 14:07 wstaję - "w środku" spania miałem króciutki sen, w którym nagle zostałem zaatakowany przez jakieś wiertło dentystyczne... ale ogólnie nic mi się nie stało, szybko zostałem wybudzony - nie za bardzo wiem co to było, czy to jakiś atak czy tylko taki "dziwny" sen... tak czy siak nawet dźwięk tego wiertła usłyszałem... hmm.. po chwili usnąłem i już nic więcej mnie nie "atakowało"...

06/07.12.2012 -> O 22:26 idę na fotel spać, a o 3:24 wstaję - brak ataków.

O 6:27 idę na fotel spać, a o 8:07 wstaję - brak ataków.

07/08.12.2012 -> O 00:43 idę na fotel spać, a o 8:01 wstaję - brak ataków.

O 20:57 idę na fotel spać, a o 22:23 wstaję - o 22:20 wybudziłem się z dziwnego snu - na początku (we śnie) zobaczyłem kogoś (chodziło o mnie) kto uderzył o biurko (poczułem "szarpnięcie" całym ciałem), wyszedłem z ciała (poczułem to dobrze) i usłyszałem w głowie wyraźny głos "a może czymś popsiukaj" (prawdopodobnie podsłuchałem mimowolnie rozmowę dwóch osób które były obok mnie) - po chwili mnie wybudziło i powiem szczerze że byłem lekko zmieszany, nie za bardzo wiedziałem co mam o tym myśleć. Wydaje mi się że te minimum 2 osoby wyciągnęły mnie z ciała, chciały coś zrobić ale mój "sen" został przerwany. Po tym zdarzeniu po pewnej chwili ponownie usnąłem, miałem sen gdzie ktoś na kogoś był zły że wiele raz wbijał w tyłek krowie zastrzyk? i nie był w stanie tego dobrze zrobić (czyżby skrystalizowała mi się pewnego rodzaju "kłótnia" tych osób o to że nie udało im się wykonać planu w pierwszym podejściu?), jakaś postać podeszła do tyłka krowy, podciągnęła jej ogon do góry i w tym momencie mnie wybudziło z dziwnym uczuciem w dolnym odcinku kręgosłupa (mniej więcej wysokość 2 czakry) - na 100% ktoś coś tam zrobił, obstawiam że "wsadził" tam jakąś energie (mogę się mylić ale raczej mam rację - PS. nie widziałem żadnych strzykawek ani niczego podobnego), tylko teraz pytanie, czy te "osoby" które to zrobiły były dobre czy jednak złe - obstawiałbym że dobre z powodu iż była tu "próba" zrobienia tego poprzez wyciąganie mnie z ciała co może świadczyć (patrząc na moje przeszłe doświadczenia) że ktoś chciał uniknąć przeze mnie odczuwania jakiegoś bólu związanego z interwencją - tak czy siak wydaje mi się, że jakby to były złe istoty to bardziej zobaczyłbym to we śnie, w sensie bardziej mój sen stałby się negatywny, zobaczyłbym jakieś "atakujące" mnie strzykawki i tego typu rzeczy... Po obudzeniu się czuję pewien ucisk w dolnym odcinku kręgosłupa - jak wiemy jest to dość ważny obszar... hmm... Na koniec dodam jeszcze, że w przeszłości miałem z 1-2 tego typu bardzo podobne doświadczenia i do dzisiaj uważam iż nie były to ataki więc prawdopodobnie to również atakiem nie było - ale jak zwykle... mogę się mylić... chodź na obecną chwilę nie wydaje mi się abym się mylił ;-)

08/09.12.2012 - > O 00:54 idę na fotel spać, a o 8:51 wstaję - brak ataków - jedynie spiszę iż pod sam koniec miałem sen gdzie dentysta miał mi nałożyć na zęby jakieś fioletowe lekarstwo  (upewniałem się czy aby nie ma ono w sobie fluoru i dostałem odpowiedź przeczącą - chodzi chyba o usuwanie tych szarych grudek o których jakiś czas temu pisałem) - piszę o tym jedynie jako kontynuacja "snów" dentystycznych.

09/10.12.2012 -> O 21:47 idę na fotel spać, a o 5:37 wstaję - brak ataków.

O 7:56 lub lekko później idę na fotel spać, a o 11"58 wstaję - brak ataków.

10/11.12.2012 -> O 22:40 idę na fotel spać, a o 6:48 wstaję - brak ataków.

11/12.12.2012 -> O 20:42 idę na fotel spać, a o 2:18 mam podejrzany sen - we śnie było ciemno (tak zresztą jak w moim pokoju) i podbiegła do mnie jakaś postać (niby to miała być moja siostra) i zaczęła się ze mną "siłować" na ręce (takie odpychanie się rękami że tak to nazwę, odczuwałem to bardzo dobrze, po dość krótkim czasie zacząłem świadomie odpierać jej atak, postać mnie atakująca stała w cieniu i nie było widać jej oblicza, wszystko było w tym miejscu "czarne", odczuwałem jedynie jej ręce i do pewnego stopnia je widziałem), następnie ktoś (niby moja mama - pewnie opiekun?) z pokoju obok zaczął szybko zmierzać do pokoju w którym byłem, postać która mnie atakowała zaczęła uciekać, gdy "moja mama" wbiegła do pokoju i zapaliła światło ta postać mnie atakująca uciekła do łóżka chowając się pod kołdrę udając iż śpi ;-) - dodam iż nie odczuwałem w tym śnie żadnego strachu ani niczego podobnego. Po tym dziwnym śnie spałem już normalnie, wstałem o 4:37.

O 7:44 idę do łóżka spać, a o 10:05 wstaję - kilka minut przed wstaniem zobaczyłem we śnie jak jakaś ręka dotyka mnie kilka razy z lewej strony brzucha (czułem dotyk) - wydało mi się to podejrzane więc kilka minut później wstałem z uczuciem ucisku w tym miejscu.

12/13.12.2012 -> O 21:54 idę na fotel spać, a o 5:16 wstaję - brak ataków.

13/14.12.2012 -> O 19:42 idę na fotel spać, a o 6:44 wstaję - miałem w sumie z 2 podejrzane sny ale mentalnie je "odparłem" (że tak to nazwę) i nic mi się nie stało - nie jestem na 100% pewien czy były to ataki ale w minimum jednym z nich była pewnego rodzaju próba wywołania we mnie strachu co wydaje się podejrzane, mentalnie opanowałem sytuację więc nie doszło do żadnego mojego wystraszenia się... ale jak mówiłem wcześniej nie jestem absolutnie pewien czy te podejrzane sny były atakami.

O 18:30 zauważyłem bardzo wyraźne cztero centymetrowe "ciachnięcie" na mojej szyi (z lewej strony) - czyżby miało to związek z jakimś nocnym atakiem? hmm... Nie przypominam sobie abym w ostatnim czasie się w tym miejscu czymkolwiek zranił, kot też na mnie nie skakał (itd) więc ta ewentualna przyczyna na pewno odpada, zdecydowanie jest to zagadkowa rana... hmm... Mówiąc szczerze wydaje mi się, że gdy jadłem śniadanie to nagle mnie w tym miejscu coś zabolało ale nie jestem pewien czy nie jest to jakieś "fałszywe wspomnienie", po prostu nie pamiętam już dobrze czy tak było czy też nie, ale nie mniej jednak rana jest rzeczywista.

14/15.12.2012 -> O 23:15 idę na fotel spać, a o 4:01 mam bardzo podejrzany sen, a mianowicie byłem na jakimś obozie surwiwalowym (coś jak "selekcja") i dowódca (wielki osiłek) staną na wprost mnie, trzymał porządny młotek w ręku, na krótką chwilę przyłożył go do moich zębów (poczułem dokładnie jak ich dotyka, nie było to miłe uczucie), po chwili go odsunął, skierował swój wzrok na ścianę i uderzył w nią tym młotkiem dobre kilka razy (uszkadzając ją) - były to w pewnym sensie ruchy precyzyjne a zarazem ukazujące siłę ciosów tego narzędzia, następnie przyłożył ponownie młotek do moich zębów ale w odległości może dwóch milimetrów od nich i z ogromną siłą brał zamach tą ręką w bok i ponownie z ogromną prędkością przykładał młotek na tą niewielką odległość od moich zębów, i tak machał cały czas, taki pokaz precyzji, każdy kto tam jeszcze był wiedział że jeden nie udany zamach i nie mam zębów, sam zresztą podczas gdy ten osiłek to robił dobrze zdawałem sobie z tego sprawę, co więcej odczuwałem "wiatr" na zębach powodowany tymi szybkimi ruchami młotkiem, takich ruchów było z 15? albo i więcej, nie było ich zbyt mało, było ich w sumie zbyt dużo, ogólnie miałem zamknięte oczy gdy to robił (ale i tak wszystko widziałem, w końcu to sen) - im dłużej to robił tym bardziej chciałem aby natychmiast skończył. Z powodu dużego ryzyka uszkodzenia mnie starałem się nawet o milimetr nie poruszyć, ale cała sytuacja była bardzo realna, wręcz było to niesamowite, jakbym doświadczał tego naprawdę. Po pewnym czasie wybudziło mnie z powodu strachu, po wybudzeniu się nie waliło mi serce jak oszalałe (a chyba powinno) ale jednak odczuwam pewne skutki wystraszenia się itd - muszę psychicznie się lekko pozbierać po tym doświadczeniu, obstawiam że chodziło o to aby mnie wystraszyć i w sumie udało się to do pewnego stopnia ale gdyby to był atak to czy nie dostałbym w zęby tym młotkiem po pewnym czasie? - tak czy siak samo doświadczenie czegoś takiego nie różni się zbytnio od tego jakby się działo to w realu, a przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy - brrrr... to było dziwne doświadczenie... wolę już czegoś takiego nie doświadczyć nigdy więcej... cały czas miałem świadomość, że jeden czy dwa milimetry za blisko ten osiłek przybliży ten młotek do moich zębów i wszystkie pójdą się "kiwać".

15/16.12.2012 -> O 22:51 idę na fotel spać, a o 4:47 wstaję - w środku nocy i pod sam koniec spania miałem podejrzane sny, za tym drugim razem wolałem już wstać.

O 6:29 idę do łóżka spać, a o 10:45 wstaję - w sumie miałem z dwa podejrzane sny, w jednym mnie nawet jakiś "dinozaur reptiliański" gonił (mówiąc w dużym skrócie)... nie wiem czy był to atak ale było to "troszkę" podejrzane...

Około 21:00 poszedłem na fotel spać ale ciągle jak zamykałem oczy atakowały mnie jakieś strzykawki (jest to dość realne doświadczenie), tak już mam od dłuższego czasu (z kilka miesięcy?) i po jakichś 30 minutach gdy kolejna strzykawka mnie atakowała postanowiłem że spróbuję zlokalizować źródło problemu - czułem że jest to coś na kształt zakodowanego programu który się uruchamia gdy zamykam oczy (w sumie nawet gdy miałem je otwarte ale chciałem iść spać siedząc już na fotelu to też byłem przez te strzykawki do pewnego stopnia atakowany). Zamknąłem oczy, skupiłem się i wydałem polecenie aby zlokalizować źródło strzykawki, która mnie chwile wcześniej atakowała (podkreśliłem aby zostały mi pokazane tylko negatywne rzeczy), przed sobą (nie do końca wyraźnie ale jednak) zobaczyłem  pewien obszar w mózgu, po chwili ujrzałem jakby jakąś pluskwę (okrągłe białe urządzonko z pikającym zielonym światełkiem), zdałem sobie sprawę iż to jest przyczyną występowania moich "problemów" ze strzykawkami. Po chwili zlokalizowałem jeszcze jedną taką "pluskwę" (ogólnie było ich chyba kilka?, nie wiem dokładnie ile, myślę że minimum 2...) - postanowiłem je zniszczyć - gdy niszczyłem te urządzonka (piszę w dużym skrócie) już na wstępie (przy niszczeniu pierwszej) poczułem się dziwnie, odczuwałem to bardzo wyraźnie i wręcz fizycznie ale nie wiem jak to dokładnie opisać, jakby mnie przeszły zimne poty? - tak czy siak następowała ewidentna zmiana. W trakcie niszczenia tych "pluskiew" postanowiłem wezwać Archanioła Michała i Gabriela + moich opiekunów itd aby mi w tym pomogli. Zobaczyłem po chwili również jak jakieś kable się odłączają (tak po prostu). Następnie postanowiłem przeskanować cały mój mózg aby sprawdzić czy jeszcze coś tam negatywnego zalega - zobaczyłem po chwili jak mój mózg jest skanowany - wydałem polecenie do moich pomocników aby gdy coś znajdą pozbyli się tego i oczyścili mój mózg na tyle na ile jest to możliwe. Najlepsze jest to że gdy pierwsza pluskwa przestawała działać to atakujące mnie strzykawki nagle poznikały z mojej "głowy" (że tak to nazwę), nie wiem czy w 100% wyłączyłem ten negatywny program ale odczuwam bardzo dużą różnicę - możliwe że te "programy" zostały mi zakodowane przy którymś z nocnych ataków, możliwe że nastąpiło to w jakimś śnie, kodowanie odbywa się z pewnością na subtelnych polach naszej istoty, na poziomie podświadomym, aby później coś takiego usunąć trzeba zejść do tego poziomu i świadomie dokonać naprawy. Dodam jeszcze, że kilka dni temu jak mnie taka strzykawka atakowała po zamknięciu oczu to też próbowałem ją zlokalizować w swoim mózgu i udało mi się ją wyłączyć ale nie odnalazłem wtedy tych "urządzonek" które były źródłem problemu. Jak będę miał jeszcze jakieś problemy tego typu to będę stosował metodę namierzania i eliminacji źródła zagrożenia ;-)

16/17.12.2012 -> O 23:23 idę na fotel spać, a o 4:37 wstaję - w sumie było kilka podejrzanych snów, w jednym ewidentnie było mocno negatywnie... a co do zasypiania to było bez porównania lepiej, kolosalna różnica :)))

17/18.12.2012 -> O 21:09 idę na fotel spać, a o 7:04 wstaję - brak ataków.

18/19.12.2012 -> O 20:47 idę na fotel spać, a o 2:42 wstaję - brak ataków.

O 5:31 idę na fotel spać, a o 6:30 wstaję - pod sam koniec miałem atak złych postaci we śnie.

19/20.12.2012 -> O 20:44 idę na fotel spać, a o 3:15 wstaję z powodu ataku we śnie - w sumie było ich chyba aż 3 - dwa pod koniec i jeden trochę wcześniej - prawdopodobnie w tym ostatnim byli to jacyś kosmici (skrystalizowało mi się to jako obca rasa przybywająca na Ziemię, + widziałem jakby się otworzył jakiś "tunel"? między mną a nimi [miałem wrażenie, że mój opiekun? powiedział wtedy że nie dobrze, że tak się stało], tak czy siak ten sen przeplatał się z atakiem) - sam atak wyglądał tak że jakaś postać próbowała strzelić mi w twarz jakimś ostrym "kijkiem" ale jej się to nie udało (próbowała w sumie aż kilka razy), była też jakaś postać która stała tuż przede mną, tak jakby mnie osłaniała aby tamta postać we mnie nie trafiła, czyżby to był mój opiekun? - tak czy siak thx za pomoc.

Około 19:30? (nie wiem dokładnie o której) idę do łóżka spać, a o 20:30 wstaję - brak ataków.

20/21.12.2012 -> O 22:45 powoli zaczyna zasypiać na fotelu, a o 1:36 wstaję - brak ataków.

O 2:50 idę na fotel spać, a o 3:14 wstaję z powodu ataku we śnie - na początku widziałem jakąś negatywną postać która się do kogoś przyczepiła ale po chwili dała jej spokój, po chwili miałem inny sen gdzie przemieszczałem się przez jakieś pokoje, nagle doszedłem do pewnego miejsca gdzie były przede mną dwie postacie, nagle jedna chwyciła mnie za ubranie i drugą ręką biła mnie po twarzy, na szczęście jej ciosy nie były zbyt silne i po chwili mnie wybudziło.

O 5:01 idę na fotel spać, a o 8:17 wstaję - z tego co zapamiętałem było w miarę ok...

21/22.12.2012 -> O 21:47 idę na fotel spać, a o 7:07 wstaję - brak ataków.

22/23.12.2012 -> O 22:51 idę na fotel spać, a o 3:33 wstaję z powodu podejrzanego demonicznego snu.

O 4:53 idę na fotel spać, a o 5:48 wstaję - brak ataków.

O 7:25 idę na fotel spać, a o 12:12 wstaję - brak ataków.

23/24.12.2012 -> O 22:15 idę na fotel spać, a o 2:44 wstaję z powodu podejrzanego snu o szczepionkach i ufo, nie zauważyłem aby coś mi się stało no ale... wolałem jednak się ewakuować... tak na wszelki wypadek... nie jestem pewien czy był to atak... nie mniej jednak dmucham na zimne...

24/25.12.2012 -> O 23:21 idę na fotel spać, a o 4:53 wstaję z powodu ataku we śnie - miałem niby normalny sen, który trwał i trwał aż znalazłem się u siebie w mieszkaniu na fotelu (w pokoju obok niż normalnie się znajdowałem). Chodziła koło mnie jakaś miła postać, jakiś dziadek który miał rzekomo problemy ze zdrowiem, zaleciłem mu medytację, on powiedział że lekarz mu ją zalecił i aby napełniał się białym światłem ale miał wątpliwości czy aby na pewno kolor biały jest dobry, ja mu odpowiedziałem, że jest dobry że sam go "wciągam?" (chyba takiego słowa użyłem) i wtedy ten mile wyglądający dziadek staną obok mnie i trzymając w ręku prawdopodobnie strzykawkę, skierował ją bardzo szybko w kierunku mojego lewego nozdrza, jak tylko ją kierował w stronę mojego nosa to już zacząłem proces błyskawicznego wybudzania się, spieszyłem się jakby usiadł na mnie "skorpion", i wręcz od razu się wybudziłem - szansa, że coś mi się stało jest bardzo mała, chyba nigdy się tak szybko nie wybudziłem o własnych siłach. Przed samym atakiem nie było widać niczego podejrzanego, sugeruję to iż zaatakował mnie ktoś bardzo silny, ktoś kto nie pozostawia widocznych śladów we śnie, no i ten perfekcyjny kamuflaż starszego miłego człowieka, oraz ten dialog, prawdziwe mistrzostwo, co więcej domyślam się kto to był, jedyna opcja jaka przychodzi mi do głowy to "kosmita", i to ze zdecydowanie negatywnego bieguna. W najbliższym czasie na 100% nie wybiorę się spać, jak oni grasują po astralu to ja siedzę w świecie fizycznym ^^ Dodam jeszcze że ważnym jest iż pojawiłem się w końcowej fazie snu na fotelu (mimo iż byłem w innym pokoju to jednak jest to ważne), moim zdaniem sugeruje to iż znalazłem się w innej fazie śnienia, tej bliżej rzeczywistości, widocznie w tej fazie muszę być aby tego typu atak mógł być skutecznie przeprowadzony - dla mnie ma to sens.

O 11:26 lub lekko po położyłem się na łóżku i "przez przypadek" usnąłem... obudziłem się o 14:05... poleżałem jeszcze 10 minut i wstałem... na szczęście nie było żadnych ataków...

25/26.12.2012 -> O 21:18 idę na fotel spać, a o 6:41 wstaję - brak ataków.

26/27.12.2012 -> O 21:09 idę na fotel spać, a o 5:56 wstaję - brak ataków.

27/28.12.2012 -> O 00:26 idę na fotel spać, a o 9:04 wstaję - były w kilku moich snach podejrzane postacie z "diabełkami" w oczach, ale nie zauważyłem aby coś mi się stało, chodź usilnie próbowały do mnie dojść, co nawet im się udało no ale jak mówiłem nic specjalnego mi nie zrobiły.

28/29.12.2012 -> O 20:34 idę na fotel spać, a o 1:55 wstaję - brak ataków.

29/30.12.2012 -> O 22:08 idę na fotel spać, a o 4:10 mam sen gdzie jakaś postać ma twarz zszywaną igłą przez inną osobę, ja się przez chwilkę na to patrzyłem ale zdałem sobie sprawę iż patrzenie na to może spowodować moje "wystraszenie się" więc we śnie się odwróciłem i widziałem "bodajże" tylko czerń, a sen trwał dalej (z tego co pamiętam pewnymi zmysłami w ograniczonym stopniu widziałem co się tam dzieje ale mocno odbiegało to widzenie od "patrzenia" się na tą scenę w oczywisty sposób) - po chwili zostałem wybudzony - zasnąłem za jakiś krótki czas i spałem do 5:10... postanowiłem nie przedłużać spania gdyż nie czułem się zbyt pewnie, pod sam koniec w moim śnie zauważyłem jakąś postać stojącą koło mnie, wydaje mi się iż mógł to być mój anioł stróż ("anielski" wygląd, spokój wewnętrzny itp)... ale nie jestem do końca pewien kto to dokładnie był...

30/31.12.2012 -> O 22:36 idę na fotel spać, a o 5:52 wstaję - brak ataków.

O 7:33 idę na fotel spać, a o 9:54 wstaję - brak ataków.

cdn...

Dobry Samarytanin