NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2011
LINK! DO NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2010
LINK! DO NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2012

[STYCZEŃ 2011]

31.12.2010/01.01.2011 -> Z 1h? przed położeniem się bardzo chciało mi się spać i zamknąłem oczy siedząc na fotelu... po chwili dostałem cios w nogi, aż podskoczyłem fizycznie. O 1:59 położyłem się spać kropiąc cały pokój wodą święconą, ale to chyba i tak nic nie daje... :( O 4:15 dostałem z 1-3 ciosy... później o 4:23 obracam się na łóżku o 180 stopni, ale szybko stwierdzam, że to nic nie da, bo czuję nacieranie tego byta (hipnozy itd). O 4:27 włączam TV bo są ataki... Przykładam kryształ górski do głowy bo są hipnozy... przyłożyłem kryształ do punktu kilka centymetrów w tył od czubka głowy i o dziwo hipnoza bardzo osłabła, ale tylko na jakieś max 2 minuty? Dobre i to... o 4:44 wyłączam TV... Następnie chyba były znowu ataki? (nie mam spisanych). O 5:40 wyłączam TV (nie mam spisane kiedy ponownie włączyłem po wyłączeniu o 4:44, ale to i tak nie ważne). O 8:26 znowu miałem atak... Wspaniale się zaczyna ten nowy rok... moja czakra protestuje... Najlepszym rozwiązaniem byłoby nie spanie w ogóle... tylko trudno nie spać, gdy chce się spać ;) Nie wiem... czasem już nie mam siły "walczyć" z tą siłą... Czuję się mocno wymęczony... oj tak...

01/02.01.2011 -> O 00:49 kładę się spać. O 4:42 miałem atak we śnie -> włączam TV... o 5:20 wyłączam TV... O 7:50 był w moim śnie ale 0 strat...

02/03.01.2011 -> Poszedłem spać o 00:00; obudziłem się o 7:45; wstałem o 8:40. Nie zauważyłem ataków...

03/04.01.2011 -> Idę spać o 23:52. O 5:47 jest atak we śnie, ale wychodzę z niego bez szwanku (poczułem lekki niepokój w tracie snu i nagle spod łóżka wypełznął wąż, który po chwili mnie ukąsił, ale o dziwo nie wystraszyłem się i na dodatek zacząłem bić go po głowie, dzięki czemu szybko zostałem wybudzony ze snu bez straty energii). Następnie włączyłem sobie TV itd...

04/05.01.2011 -> Idę spać o 23:45, a budzę się o 8:00. Ogólnie dostałem dzisiaj w nocy, ale tak lekko (atak rozkodowujący przed zaśnięciem + coś jeszcze w nocy?)... nawet przed samym położeniem się spać oberwałem gdy siedziałem na fotelu -> bardzo silna hipnoza + atak w 4 czakrę... gdyby nie objawy w głowie (uczucie przemieszczania się czegoś w szyszynce?, z góry w dół) + na 4 czakrze (jak przy ciosie?) to pomyślałbym pewnie, że po prostu bardzo chce mi się spać (pomijając fakt, że 10 minut później już mi się tak spać nie chciało), ale znając życie i przypominając sobie poprzednie ataki (np. hipnoza w wannie) mogę z prawie całkowitą pewnością powiedzieć, że był to atak... (jakby nie był to atak, to po prostu bym usnął bez żadnych objawów i tyle... tak na chłopski rozum przyjmując), ale powiem szczerze, że jest to szczyt wyrafinowania... jest to tak "nieludzkie", że trudno w to uwierzyć (podczas ataku w wannie też nie chciałem przyjąć tego do wiadomości i dlatego prawie się nie utopiłem, bo wypychałem ze świadomości fakty, które przemawiały za tym co się na prawdę działo). Ogólnie te byty nie są ludźmi więc nic dziwnego, że ataki są "nieludzkie" i takie perfidne oraz wyrafinowane i ociekające bezwzględnością, nie mniej jednak w normalnym życiu nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak celowego i bezwzględnego atakowania drugiej osoby choć wiemy, że takie przypadki istnieją i różne złe rzeczy dzieją się na świecie; ale ogólnie ciągłe działanie z premedytacją w celu skrzywdzenia drugiej osoby jest sprzeczne z naturą człowieka i czasem trudno w to uwierzyć, że jedna osoba może celowo i świadomie krzywdzić drugą... Następnie, gdy już się położyłem szybko oberwałem atakiem rozkodowującym (bez wizji przed oczami itp) w 4 czakrę... walka wciąż trwa... a ja tanio skóry nie sprzedam ;)

05/06.01.2011 -> O 00:06 kładę się spać i po kilku minutach dostałem cios w 4 czakrę (przy zamkniętych oczach). O 4:49 oraz 7:45 miałem atak we śnie. Byt podszył się pod zaufaną mi osobę, przed którą się z łatwością mogę "otworzyć" i tak właśnie się stało... otworzyłem się dwukrotnie i dwukrotnie straciłem energię. Nie było tam żadnego ciosu czy łapania za rękę (ucisk itp)... po prostu "otworzenie" się (zabranie energii) i koniec akcji (wybudzenie).

06/07.01.2011 -> O 00:06 idę spać. O 5:19 atak we śnie, a o 6:21 kolejny... (postać wykręcała mi rękę / ucisk itp. -> typowe dla ataku we śnie)... O 6:30 włączyłem sobie TV, ale w między czasie byłem w specyficznym stanie "otępienia" (typowy stan), w którym jest się mocno podatnym na kolejny atak... nie wiem czy w tym czasie coś mi się stało, ale powinienem po ataku we śnie od razu włączyć TV...  i teraz pytanie czemu tego nie zrobiłem? odpowiedź jest prosta: bo jak się jest w tym stanie "otępienia" to bardzo mocno jest się rozleniwionym... najchętniej poszło by się spać dalej (bardzo duże prawdopodobieństwo kolejnego ataku). Ten stan nie jest przypadkowy... ma na celu spowodowanie, abyś się nie bronił... Następnym razem muszę być bardziej zdecydowany i nie czekać na nie wiadomo co :)

07/08.01.2011 -> O 1:06 idę spać. O 5:25 oraz 5:30 były ataki. Kolejny był o 6:25... we śnie był mój opiekun oraz negatywny byt. Dopóki mój opiekun był w pobliżu, mój wróg się do mnie nie zbliżał tylko był w pewnej odległości ode mnie, ale w pewnym momencie mój opiekun "zniknął" i mój przeciwnik od razu to wykorzystał rzucając się na mnie. Po szarpaniu się z moim wrogiem powrócił mój opiekun i byt zostawił mnie w spokoju. Nie wiem co spowodowało to, że mój opiekun mnie zostawił sam na sam z negatywną siłą. Może musiał walczyć na dwa fronty? (brak sugestii o tym we śnie), a może po prostu odszedł, aby zobaczyć jak sobie sam poradzę? (moim zdaniem nie logiczne i bezsensu?), a może walczył z tym bytem i po prostu nie mógł wygrać? (też w sumie brak sugestii we śnie... bo opiekun po prostu "zniknął" w sensie gdzieś przepadł bez śladu)... w sumie nie wiem czemu zostałem zostawiony sam sobie... tak czy siak dobrze, że po chwili do mnie wrócił. Obstawiam, że był jakiś ważny powód... może był jeszcze jakiś przeciwnik, który nie skrystalizował się w moim śnie? i mój opiekun z nim poszedł walczyć i jak go pokonał to mógł wrócić pozbyć się tego "skrystalizowanego" w moim śnie? może? nie wiem? Po tym ataku włączyłem TV... Podczas oglądania telewizji miałem wrażenie jakiegoś ataku o 7:12, ale pewien nie jestem... tak czy siak leżenie w stanie niepełnego wybudzenia się nie jest do końca bezpieczne... bo można w sumie w miarę łatwo wpaść w pewien stan relaksu, odprężenia, który może być na rękę atakującemu mnie bytowi... trzeba na to uważać...

08/09.01.2011 -> Po? 22:30 kładę się spać... oglądam sobie TV... około 23:10? wyczułem tego byta koło mojej głowy...  O 23:25 zamykam oczy... O 23:29 dostaje taki cios (kompletnie bez jakiegokolwiek ostrzeżenia!), że aż podskakuję całym ciałem na łóżku! (taki wstrząs jakby mnie ktoś prądem poraził) -> Uciekam z małego pokoju do dużego (łóżko koło okna). Dodam jeszcze, że od dobrych kilku godzin tak mnie szyszynka nawala, że nie mogę normalnie myśleć oraz funkcjonować... przy takich bólach gorzej się oddycha... ale wróćmy do ataków... zmieniłem łóżko...nie spodziewałem się, że to coś da... znaczy miałem cichą nadzieję... ale jak tylko się położyłem, to zacząłem widzieć kątem oka jakby demoniczne halucynacje, które szybko znikały. O 23:42 oraz 23:47 słabe ataki w czakrę. Miałem oczy raczej otwarte!? 23:51 kolejny atak..., a o 23:53 gdy znowu zostałem zaatakowany miałem już tego dosyć i się ewakuowałem do komputera... Dziwne te ataki... bardzo podstępne... również gdy miałem otwarte? oczy to dostawałem w czakrę, wydaje mi się, że była przy tym też pewnego rodzaju "ukryta" hipnoza, ale chyba nie przy każdym dzisiejszym ataku... chyba jedynie przy tych, przy których nie chciałem zamknąć oczu... pamiętam, że pomimo (moim zdaniem) otwartych oczu jakoś tak "odpływałem" w "świat myśli" (jakby sen z otwartymi oczami? -> chodź próbowałem być non stop świadomy tego co się dzieje oraz mieć oczy otwarte) i gdy tak "odpłynąłem myślami" (odpływałem całkowicie poza moją kontrolą) to właśnie wtedy dostawałem... bo synchronizowały się nasze "światy"? i mogło dojść do ataku... ogólnie pierniczę spanie... nie będę dawać się bić :( i ta szyszynka tak nawala (boli)... zwariować można... Moja czakra oczywiście jest obita... eh... szkoda słów... człowiek chce się wyspać, ale nie może... co za zryty świat...

Jest już 3:01... moja szyszynka dalej boli, ale już nie tak bardzo...wciąż jest nieprzyjemnie... chętnie poszedłbym spać, ale raczej nie służy to mojemu dobru więc postaram się nie spać tyle, ile tylko wytrzymam...

O 4:15 chyba próbował mnie zaatakować gdy siedziałem przed komputerem... takie dziwne uczucie było w głowie? i na 4 czakrze... (jak na moje oko był to atak / chyba próbował mnie wepchnąć do przestrzeni, w której mógłby zabrać mi energię / starał się mnie tak na chwilkę uśpić, aby mi przywalić... tak sądzę...), ale nic nie wskórał... Jak jestem w miarę rozbudzony to ma duże problemy aby mnie zaatakować, w porównaniu z leżeniem w łóżku itd...

A swoją drogą to ostatnio dość często wyłapuję 11, 111, 11:11, 11:10 itp... więc jest przy mnie światło itd., nie mniej jednak muszę jakoś doczołgać się do mety, gdzie byty mnie atakujące zostaną ode mnie definitywnie "odcięte" (tak się na 100% stanie, bo to wynika z moich snów). Denerwujące jest to, że te ataki są znacznie bardziej perfidne i wyrafinowane (nie mówiąc już o tym, że właściwie żadna metoda obrony już nie działa), niż te, które były np. rok temu. Są to bardzo inteligentne istoty... bardzo szybko neutralizują wszelkie metody obronne albo po prostu wysyłają kogoś silniejszego więc toczenie bojów z tą siłą to prawdziwe wyzwanie. Nie jest fajnie toczyć zacięte boje z ciemną stroną mocy, ale nie mniej jednak uwolnienie mnie od tych ataków przyniesie mi ogromną ulgę. Domyślam się, że będzie to wspaniała chwila... Jest już 4:40 i coraz bardziej chce mi się spać...

Postanowiłem spróbować zasnąć... kładę się do swojego łóżka... Jest 4:47... Szybko wyczułem tego byta nad moją głową (powinienem się od razu ewakuować, ale tak bardzo chciałbym się chodź trochę przespać...) -> trochę pomantrowałem, ale nic to nie dało... W pokoju paliły się górne światła więc było w miarę widno mimo, iż na dworze jest ciemno. Ten byt użył hipnozy i wpadłem w "wir myśli" (silne zamyślenie się / wbrew pozorom jest to narzucony stan podobny do podkręconej wyobraźni przy atakach rozkodowujących... nie jestem w stanie tego kontrolować)... O 4:51 dostałem w 4 czakrę! Oczywiście od razu uciekłem z łóżka!

5:17... mam wrażenie jakbym cały czas był hipnotyzowany i sprowadzany do stanu, w którym będzie mógł być zadany mi cios... już nie wiem co robić :(

Około 6? rano wysmarowałem sobie twarz wodą święconą, odmówiłem modlitwy egzorcyzmów oraz zapaliłem oryginalne tybetańskie kadzidełko, które jest właśnie na "negatywne energie", ale nie wiem czy coś pomogło? Następnie wziąłem siatkę, w której było sporo czosnku, którym się kiedyś broniłem i położyłem sobie to na głowę... miałem czasem wrażenie, że jest trochę lepiej, ale nie mniej jednak hipnoza trwała nadal... dostałem kilka razy podczas hipnozy... w końcu już tak chciało mi się spać, że zaryzykowałem i położyłem się w łóżku (mały pokój), aby zasnąć... oczywiście dostałem kilka razy na wstępie, ale udało mi się jakoś zasnąć... O 8:55 wstałem, ale moja czakra jest mocno obita... nawet za mocno :(

Kiedy wstałem, czułem się mocno osłabiony :(

17:55 od kilku godzin czuję się niepewnie... chyba ten byt już jest... w godzinach rannych i popołudniowych nie odczuwałem niczego negatywnego... pomijając fakt, że ledwo stałem na nogach po ciosach jakie zebrałem... Skropiłem sobie twarz wodą święconą i założyłem różaniec na szyję... również posypałem głowę solą święconą... lepsze to niż nic... lepiej dmuchać na zimne...

Trzymam też sobie często rękę na 4 czakrze, aby trochę ją doładować energią... trochę pomaga... ale do ideału jeszcze brakuje... podobno sen jest najlepszym lekarstwem ;) tylko jak tu usnąć? ;)

09/10.01.2011 -> O 23:50 idę spać (mały pokój). O 23:53 tylko zamknąłem oczy i już dostałem w 4 czakrę!, na dodatek z minutę temu też miałem atak... tylko lżejszy... Postanowiłem włączyć TV... Ogólnie ten byt mnie hipnotyzował i nawet widziałem jakąś halucynacje otwartymi oczami, która zaraz znikła (miała mnie wystraszyć). O 00:10 znowu idę spać, ale minutę później znowu jestem atakowany więc ponownie włączam TV... O 00:39 gdy miałem otwarte oczy zostałem lekko zaatakowany! była też przy tym hipnoza! O 00:44 wyłączam TV. O 00:53 ewakuuje się do dużego pokoju - łóżko koło okna. O 00:56 prawie dostałem... O 1:01 kolejne próby ataku.. -> postanawiam wstać z łóżka... O 1:10 ewakuuję się do mojego łóżka i zapalam na nim tybetańskie kadzidełko. O 1:15 obsypuję siebie oraz łóżko solą święconą, a na głowę kładę siatkę z czosnkiem. O dziwo jakoś udaje mi się zasnąć bez dostania w piernik. W nocy nie zauważyłem, aby został zadany mi jakiś cios chodź ktoś był w moich snach, ale czy to był opiekun czy wróg to nie wiem... ale nie byłem atakowany przez tą postać więc może opiekun... może może mnie bronić we śnie, ale bardziej w realu mi nie pomaga z jakiegoś względu? nie wiem? O 10:51 wstaję trochę obity (pewne ataki przed wstaniem)... ale ogólnie sporo spałem... ważne, że kolejna noc minęła... teraz tylko muszę się trochę zregenerować...

10/11.01.2011 -> O 2:57 kładę się spać (moje łóżko -> palę kadzidełko, posypuję siebie i łóżko "toną" soli święconej, ale to i tak nic nie daje!). Wyczuwałem tego byta jak leżałem... kręcił się jak zwykle koło szyi no i czuć było "niepokój"... O 3:26 gdy już zamykałem oczy to czułem, że ten byt już próbuje mnie atakować. O 3:30 dalej trwają ataki... wynoszę się do łóżka pod oknem... O 3:35 czuję jak jest koło mojej głowy... skierowałem otwartą dłoń w jego kierunku... chyba go to zdenerwowało... bo poczułem jak ruszył z miejsca w moim kierunku i mnie "dziabnął" w czakrę... co za dno... O 3:42 uciekam do małego pokoju... polałem się wodą z Lourdes itd... już nawet pisać nie ma sensu co robiłem dokładnie, bo to i tak nic nie daje... zostałem dziabnięty jeszcze kilka razy nawet, gdy miałem oczy otwarte! O 4:05 uciekłem do komputera i olewam spanie... nie dość, że nic nie pomagają moje metody obronne to wystarczy, że się położę to dostaję w piernik! i to nie zawsze gdy mam oczy zamknięte! Paranoja! Żałuję, że w ogóle próbowałem spać mimo, iż na samym początku wyczułem tego byta... ale tak jest gdy chce jest się sennym i marzy się o "podusi" :( Moja czakra jest smutna i czuje się źle :( no i chyba nie muszę dodawać, że przy tych atakach nie ma kompletnie żadnego znacznia w jakiej pozycji leżę... czy to na brzuchu czy na plecach... i tak efekt ataku jest identyczny...

Jest już 6:30... wydaje mi się, że wciąż ten byt tutaj jest...  6:39 -> byłem w kibelku i odczułem jego próbę ataku... -> coraz bardziej chce mi się spać...

O około 6:55 postanowiłem trochę poleżeć w dużym pokoju (łóżko koło okna), ale szybko się ewakuowałem... później wyniosłem się do małego pokoju... byłem cały czas hipnotyzowany... w sumie wciąż jestem... usilnie pragnie, abym zamknął oczy lub poddał się owej hipnozie... o 7:00 dostałem gdy siedziałem na łóżku... po ciosie hipnoza bardzo mocno się zmniejszyła... ale po minucie czy dwóch znowu mocno się nasila... Robi się powoli widniej na dworze... może to coś pomoże...  oby... bo już nie mam siły opierać się przed pójściem spać itd.

O 7:16 idę do małego pokoju... w końcu się położyłem mimo ewidentnej obecności tego byta. Jakoś się udało zasnąć mimo, iż w między czasie trochę mnie "podskubał" nie mówiąc już o bardzo upierdliwej hipnozie. Był przypadek gdzie tak bardzo mnie hipnotyzował, że nie miałem już siły stawiać oporu i "uległem", on mnie dziabnął w czakrę i nagle jakby hipnoza znikła... dopiero po 1-2 min pojawiła się ponownie... O 11:16 wstałem... zauważyłem, że nie miałem ataków we śnie tak samo jak wczoraj... hmmm... ale ogólnie chyba wolę ataki we śnie niż to, co się w ostatnich dniach dzieje...

11/12.01.2011 -> Już w południe zacząłem wyczuwać koło siebie tego byta... Kładę się o 1:30. Wyczuwam tego byta jak zwykle blisko mojej głowy... dostaje kilka drobnych ciosów... (niby drobne ciosy, ale moja czakra po wstaniu nie czuje się najlepiej). Również zaczynam mieć pobudzoną wyobraźnię do granic możliwości... nie mogę nad tym zapanować... taki atak... O 1:45 ewakuuję się do komputera... Nawet przed kompem próbuje mnie atakować... żyć nie umierać ;)

O 3:35 ponownie kładę się spać, a o 10:04 wstaję, a chwilę wcześniej dostałem kilka ciosów! Powinienem wstać 5 minut wcześniej i byłoby w miarę git. Po dostaniu nad ranem pierwszego ciosu powinienem jak sprężyna wyskoczyć z łóżka... mam trochę do siebie pretensji, że tego nie zrobiłem :/

PS. Jakoś nie mam od kilku dni ataków we śnie, ale są za to te przed zaśnięciem i przed wstaniem... jak dla mnie, są one gorsze niż te we śnie...

12/13.01.2011 -> Kładę się o 00:23. O 00:34 dostaje cios w 4 czakrę i wstaję z łóżka. Oczywiście cios był kilka sekund po zamknięciu oczu. Jakoś przez 11 minut (od położenia się) nie miałem ochoty ich zamykać ;) Na razie plan jest taki, aby poczekać z godzinę czy dwie i spróbować pójść spać ponownie ;)

1:20 atak na 3 czakrę? Ten byt wciąż tu jest...

Dopiero o 4:17 ponownie położyłem się spać i jakoś zasnąłem mimo, iż tuż przed samym zaśnięciem pojawił mi się w lustrze "zły kosmita" (jego głowa) (widziany z otwartymi oczami), ale było to coś bardziej na kształt odbijania się przedmiotów znajdujących się w pokoju i tworzących taki kształt... ale nie mniej jednak było to ewidentnie nasączone negatywną energią chodź patrzenie na to nie robiło mi krzywdy... choć lepiej na to nie patrzeć, bo w sumie kto wie... trzeba pamiętać, że co za dużo to nie zdrowo ;) Warto zastosować tutaj tę zasadę, bo po co ryzykować? ;) Następnie był atak we śnie o 6:38! Ostatnio mówiłem, że nie mam takowych ataków, a tu proszę. We śnie zacząłem stawiać opór temu bytowi, ale niestety trochę za późno. Byłem już w zbyt złej sytuacji, aby nie stracić energii... a przy tym ataku sporo jej straciłem... jednym słowem czułem siłę tego ciosu... Następnie gdy się wybudziłem zobaczyłem w pokoju (na biurku) kolejną negatywną "halucynację" stworzoną przez tego byta... jeszcze tak chce mnie wystraszyć, ale jakoś specjalnie na mnie to nie działa... mimo iż się na to patrzę... Po prostu daje mi znać, że tutaj jest... i że nie przyszedł do mnie w pokojowych zamiarach... co zresztą udowadnia na każdym kroku. Ogólnie w tym śnie, w którym zostałem zaatakowany było kilka postaci... wydawały się pozytywne lub neutralne... ale w swoim czasie pojawiła się jedna zła, która mnie dopadła. Po tym ciosie i kolejnej "halucynacji" wstałem z łóżka. Ogólnie czuję się nienajlepiej... kręci mi się w głowie i jestem osłabiony... czuję to wyraźnie...

PS. zacząłem dzisiaj odmawiać modlitwy które można znaleźć tutaj LINK! Może coś pomogą...

13/14.01.2011 -> O 23:12 kładę się spać... ale nie wiem po co, bo w sumie oczka mi się jeszcze tak bardzo nie kleiły... Dostałem o 23:17... ale i tak, gdy leżałem to wyczuwałem tego byta więc na własne życzenie dostałem, bo mogłem po prostu od razu wstać! ale tego nie zrobiłem! postąpiłem kompletnie nielogicznie! wmawiałem sobie, że może tylko mi się zdaje, że on jest koło mojej głowy! i to głupie wmawianie kosztowało mnie przywalenie w czakrę! W ogóle myślę, że dostaję dużo więcej niż tu spisuję... chodzi mi o ataki w dzień... nie jestem ich pewien więc praktycznie o nich nie wspominam... -> Po wstaniu ewakuowałem się do małego pokoju, ale oczywiście to nic nie dało... dostałem kilka razy i poszedłem do kompa... -> kompletny bezsens! ... dałem się obić... mam żal do samego siebie... co ja w ogóle robię? Dostawałem nawet z otwartymi oczami... po prostu hipnotyzował mnie (bardzo szybkie kompletne zatracenie się w myślach [widziałem myślokształty przed otwartymi oczami?] -> zestrojenie się moich i tego byta "pól"? -> cios w czakrę). Jestem zły na siebie, że dałem sobie zadać w sumie z 4-5 ciosów? mogłem nie iść spać... albo od razu po wyczuciu tego byta uciekać! Moja czakra obecnie jest obita jak worek treningowy! a było już w miarę ok! ;( Mam nadzieję, że już więcej tak nie postąpię i będę wiał gdzie pieprz rośnie jak tylko wyczuję tego byta... ale tu też chodzi o to, że mój organizm "marzy" o wygodnym i niczym niezakłóconym śnie i często jest to po prostu tak silne "marzenie", że nie myślę logicznie. Zresztą jestem już tym tak zmęczony, że pragnę snu jak nie wiem czego... nawet się normalnie przespać nie mogę bez dostania w piernik... czy to przed pójściem spać, czy to we śnie, czy to przed wstaniem z łóżka... po prostu cudownie... ale spoko... dam radę... powoli do celu... jestem wymęczony tymi atakami i tyle... mam nadzieję, że już niedługo będę mógł swobodnie spać... takie moje ciche marzenie... Ogólnie trzeba nawet w biały dzień uważać, aby nie zostać zahipnotyzowanym... bo ostatnie dni pokazują, że hipnoza może odbyć się bardzo szybko... bez "ołowianych" powiek... po prostu leżysz i wpadasz jakby w "sen" (myślokształty, myśli -> brak kontroli nad tym) i po chwili następuje atak i energia z czakry jest stracona. Ten czas, gdy widzi się owe myślokształty jest czasem "rozkodowywania" człowieka... po to aby dostroić "pola" moje z "polami" tego byta i wiadomo, gdy ten proces będzie zakończony to następuje atak. Oczywiście atak atakowi nie równy np. te myślokształty, które dzisiaj spisuję to trochę co innego, niż "obrazy", które są używane w "atakach rozkodowujących". Te obrazy widzi się na czarnym tle i zachowana jest raczej pełna świadomość tego co się dzieję...  czasem jest używana również hipnoza abym nie wstawał i trzymał oczy zamknięte... a myślokształty są rozlane na cały ekran (brak czarnego tła) i kompletnie tracisz świadomość tego co się dzieje (mocna hipnoza)... można by to określić jako "odpłynięcie" lub wpadnięcie w nagły,  "nieświadomy sen"... Z miesiąca na miesiąc ataki na moją osobę się lekko zmieniają... widać, że nie stoi to w miejscu... Robią co mogą, aby uprzykrzyć mi życie...

Jeszcze dodam, co do tego ataku gdzie bardzo szybko człowieka się "hipnotyzuje" i przed oczami zaczyna się mieć różnego rodzaju "myślokształty", to jak byłem w małym pokoju to broniłem się "obrazkiem" małego Jezusa, kierując owy obrazek w kierunku miejsca gdzie moim zdaniem ów byt się znajdował i co ciekawe, gdy byłem pogrążony w "sztucznym śnie" to wydawało mi się, że o dziwo byłem trochę bardziej świadomy, że jestem atakowany itd. Też czułem, że gdy pomyślałem o danym miejscu w tym "śnie myślokształtowym" gdzie "ciemne macki" owych bytów chciały mnie dopaść, to gdy użyłem tego obrazka skierowanego w jego kierunku to czułem jak "macki" itp. we śnie się szybko wycofują. Oczywiscie tych "macek" było wystarczająco dużo, abym nie dał rady się skutecznie obronić, ale myślę, że tak czy siak warto o tym napisać.

2:10! skubaniec hipnotyzował mnie już od jakiś 30min! i to porządnie! Właśnie wystarczająco mocno mnie zahipnotyzował, aby przeprowadzić atak i mi przywalić w 4 czakrę! Co ciekawe od razu po ataku hipnoza bardzo mocno ustąpiła, ale domyślam się, że może za chwilę wrócić z podobną intensywnością... Masakra... tak przy spisywaniu swoich doświadczeń być zahipnotyzowanym, a następnie zaatakowanym to już szczyt chamstwa... Może mu się nie podoba to co robię? że spisuję jego kryminalistyczną działalność...

Następnie o 2:20 idę spać do małego pokoju. Dostałem chyba jakieś bęcki przed zaśnięciem, a może i nie? (nie pamiętam / nie spisałem tego). Później był silny atak we śnie o 5:15 -> wstałem do komputera... Już widzę, że ten styczeń to najgorszy miesiąc...  Od kilku dni gdy wstaję czuję się wyjątkowo rozbity... kręci mi się w głowię... nogi jak z waty... chodzę chwiejnym krokiem... brak energii... Te ciosy jakie obrywam to nie przelewki...

Miałem ciekawy sen przed atakiem. Widziałem siebie i miałem sporą, głęboką ranę spowodowaną atakami na nosie. Następnie widziałem siebie w kuchni, a w niej było bardzo dużo "gratów" i różnego rodzaju śmieci... praktycznie cała kuchnia była nimi zawalona. Było tam sporo negatywnie nasączonych rzeczy. Postanowiłem zrobić porządek i zacząłem wszystko co niepotrzebne "drzeć" i składować w jednym miejscu... Przygotowałem ten jeden wielki śmietnik do wyrzucenia... ale w między czasie podczas "darcia"? jednego z papierów zostałem zaatakowany... i był to silny cios... to ten o 5:15... Mam wrażenie jakby nawet teraz ten byt chciał mi przywalić... trzymam mocno oczy otwarte... i masuję moją czakrę, bo zdecydowanie źle się czuje i nie tylko ona... ogólnie czuję się mocno rozbity :(

9:20... od jakiegoś juz czasu jestem bardzo senny... domyślam się, że może być to senność połączona z hipnozą? ale nie jestem pewien...

9:45... położyłem się na chwilkę, aby odpocząć i oczy miałem non stop na chama otwarte... ale niestety leciutko dostałem... ale to tylko takie draśnięcie... na dodatek po tym draśnięciu senność na chwilkę całkowicie znikła! ale po minucie czy dwóch wróciła na swoje stare tory... ogólnie bardzo chce mi się spać... rzuca mną we wszystkie strony... ciało domaga się solidnego odpoczynku...

10:05... (siedzę przed komputerem) nagle senność zmniejszyła się o 80%, a nie zrobiłem nic, aby w jakikolwiek sposób wyeliminować "senność"... sama nagle się drastycznie zmniejszyła...

10:57 chyba ponownie chce mi się spać... ale nie ma dramatu... choć z chęcią bym sobie z kilka godzinek pospał...

21:04 coś mnie dziabnęło w 4 czakrę... ale lekko... w sumie to się zdarza, a ja właściwie specjalnie o tym nie wspominam... bo skupiłem się na pewnikach... czyli atakach w nocy... ich jestem pewien... ale odnośnie ataków w ciągu dnia to mam jeszcze sporo pytań, nie mniej jednak już nie raz byłem pewien na 100%, że to co działo się w dzień było atakiem... jednak wciąż badam temat... Trzeba podkreślić, że ataki w dzień są jak najbardziej możliwe... i teza która potwierdza, że wiele z tych ataków jest na mnie przeprowadzanych jest fakt, że nie mogę spać w dzień gdyż po chwili dostaję bęcki! Wynika z tego, że ten byt jest przy mnie cały czas i raczej nie czeka aż zasnę... Jak ma sposobność ataku w biały dzień to czemu by nie? Przecież to nie ma dużej różnicy czy siedzę przed komputerem czy leżę w łóżku. Ogólnie mój umysł się mocno wysila i to dość często, a w szczególności ostatnio, aby przeciwstawić się hipnozie... (nie mylić z sennością, od której nie odczuwa się ciosu w 4 czakrę). Nawet teraz się opieram jego atakom... i wiem, że jest gdzieś w pobliżu... jak to się mówi... "żyć nie umierać" :D

O 22 byłem bardzo mocno poddawany hipnozie!... zresztą wcześniej też... jestem pewien na milion %, że nie jest to senność tylko atak... i zaraz powiem wam skąd ta moja pewność się wzięła. Jednym słowem byłem atakowany w dzień tak wiele razy i tak wiele razy byłem poddawany hipnozie, a ja tego nie spisywałem, bo myślałem, że może to objaw kundalini czy coś takiego! Ostatnio podczas hipnozy machałem jeszcze tak dziwnie nogami... napinałem mięśnie itd... nie wiem czemu to robiłem, ale to jakaś reakcja obronna organizmu przed atakami... i teraz najlepsze... Mama widziała, że coś jest nie tak... że moje oczy są dziwne (na siłę je otwierałem, aby ich nie zamknąć!), że dziwnie nogami poruszałem (taką hipnozę miałem, że wiłem się jak "nadepnięty wąż") i wtedy moja mama przyniosła mi taki Krzyż średnich rozmiarów...

posrebrzany, identyczny jaki miał na lasce Jan Paweł II (miałem identyczny [taki malutki] na wisiorku na szyi, ale został zgubiony w szpitalu... o czym już wcześniej pisałem, może to symbolicznie oznaczać, że jakiś krzyż ze mnie spada [który dźwigam], a może był to po prostu atak, aby wytrącić mi lepszą możliwość obrony?). Co ciekawe gdy mama mi go dała (krzyż papieski średnich rozmiarów [13,5cm]) to hipnoza ustąpiła całkowicie!!! Po prostu nie mogłem w to uwierzyć!!! Wszystkie objawy senności po prostu znikły!!! To było zdecydowanie niesamowite!!! Moj mama zrobiła wielkie oczy jak zobaczyła jak dużo to dało! Różnica była kolosalna! Nie mniej jednak wyczuwałem, że nie jestem w 100% bezpieczny... jeszcze nie... ale mówię... to było niesamowite! jakby ktoś ręką odjął całe moje cierpienie! :)

14/15.01.2011 -> O 23:50 idę spać (duży pokój) -> Oczywiście moja nowa "broń" była cały czas przy mnie, a ja zasnąłem beż żadnych problemów!!! Noc miałem spokojną!!! ale gdy już się obudziłem i miałem zamknięte oczy to mimo, że trzymałem przy sobie ten krzyż to oberwałem w czakrę o 7:10... więc nie jest to idealna ochrona, ale jednak bardzo dużo mi dała! Mam nadzieję, że nie obejdą jej... bo z doświadczenia wiem, że mogą to zrobić... i tego leciutko się obawiam no, ale zobaczymy... może im się nie uda... Jakby coś to dalej będę czujny... bo wiem, że mogę zostać jeszcze zaatakowany przy zamkniętych oczach... ale jakby chociaż ta hipnoza już nie mogła wejść w moje życie to byłoby już super! :) ... trzymam kciuki za to, abym został całkowicie uwolniony od tych ataków... w swoim czasie... i zgodnie z wolą Bożą :)

Założyłem sobie krzyż papieski na szyję... abym miał go cały czas blisko siebie... Jeszcze jak tak patrzę sobie wstecz, to byłem mocniej atakowany niż sądziłem... Trudno aż uwierzyć, że w dzień też takie masówki (ciągłe ataki) miałem... nie tylko w nocy...

9:09-9:11... wydawało mi się jakby był atak (typu dziabnięcie)... mówię wydawało mi się, bo został zniwelowany przez krzyż papieski więc był słabo odczuwalny! co ciekawe ~2 minuty później kolejne "odczucie" na  4 czakrze, ale takie jakieś dziwne... jakby "wygłuszone"! Jakby te odczucia na 4 czakrze nie były atakami to czemu po założeniu krzyża papieskiego nagle stały się takie stłumione!? Dziwne!!! ale daje do myślenia!

PS. na 3 czakrze też mam czasem takie odczucia... ale wciąż nie jestem pewien czy 100% tych odczuć na 3 i 4 czakrze to ataki... ciągle badam sprawę... ale jak mówiłem... na 100% pewna część tych odczuć to ataki... tylko jeszcze nie wiem jak duża...

13:55 Czuję tego byta koło siebie... próbuje mnie dziabać od czasu do czasu (nie mówię tego tylko w odniesieniu do tej konkretnej godziny...), nie mniej jednak słabo mu to wychodzi... bez hipnozy nie jest tak łatwo he? :) ale trzeba mu przyznać, że gościu jest zawzięty... nie daje za wygraną... Mam nadzieję, że hipnoza odeszła już w niepamięć... -> jestem ciekawy dzisiejszej nocy...

15/16.01.2011 -> Kładę się spać o 2:06... wyczuwam tego byta koło swojej szyi, a nawet i wcześniej go wyczuwałem jak siedziałem przed komputerem... długo zwlekałem z zamknięciem oczu... jak to zrobiłem o 2:21 to bardzo szybko dostałem w czakrę... oczywiście po chwili wstałem... ale jest jedna dobra rzecz... a mianowicie taka, że nie miałem założonej żadnej hipnozy!!! Jak wspaniale jest bez hipnozy!!! Czyli hipnoza nie jest wcale potrzebna do przeprowadzenia ataku! Jest ona jedynie po to, abyśmy zamknęli oczy!!! a wtedy już wiadomo co za chwilę nastąpi... -> oczywiście cios zadany mi w czakrę jest dobrze odczuwalny... W sumie mogłem nie iść spać.. skoro go wyczuwałem, to atak był praktycznie pewny... no ale cóż...

2:41 chyba mnie przed komputerem zaatakował... szalony byt... nie mniej jednak nie celował w czakrę... nie wiem co on zrobił... wyczuwam go obecnie z mojej prawej strony... i coś kombinuje... tylko co?

Jest już 5:51... jakoś nie chce mi się spać... brak hipnoz!!! Nie ma to jak zawieszony na szyi 13,5 centymetrowy krzyż papieski! Co więcej wczoraj nie czułem się "pijany" po wstaniu, chodziłem normalnym krokiem, a nie niepewnym itd... to samo teraz... czuję się dobrze i normalnie... bo te stany były spowodowane chyba hipnozą + innym dodatkowym mi nieznanym mieszaniem w moich energiach? Wiem, że jak mocno się w piernik dostanie to też po wstaniu człowiek czuje się mocno rozbity...

6:03... zaczynam się robić trochę senny... coraz bardziej senny... hipnoza? czy senność?

6:12... kilka minut temu położyłem się spać, bo oczy same mi się zamykały... po chwili oberwałem i hipnoza odeszła... ale już za 10-30sek powróciła... lipa... Tylko nie mówcie, że ten byt znalazł obejście krzyża papieskiego? :( a może w ogóle to nie była hipnoza tylko zwykła senność? nie jestem w stanie ze 100% pewnością tego określić! Nie rozumiem czemu na chwilkę po ataku senność? w bardzo dużym stopniu ustąpiła...

Poszedłem spać do małego pokoju... na wstępie oberwałem cios... jakoś usnąłem... -> 7:55 oberwałem kolejno cios... bardzo mocny... -> wstaję... i żałuję, że w ogóle poszedłem spać, ale tak mnie zmogło... czuję się jak pijany! moje nogi chodzą "błędnym" krokiem, mam mało energii życiowej i w ogóle czuje się źle :( Uwzięli się w styczniu niesamowicie :( Kładę rękę na 4 czakrę i ładuje ją energią... trochę pomaga :/

PS. straciłem jeszcze energię ze 2-3 razy przed? 6? rano ale nie spisałem tego...

Jest już 21:26, a ja czuję się dość dobrze... 0 hipnoz itp...

Jest 23:47... chce mi się spać... W sumie dzisiaj spałem tylko niecałą godzinę... więc nic dziwnego, że jestem senny... Czy to hipnoza? raczej nie... skoro mam na sobie krzyż papieski... nie sądzę, aby go obeszli? ale nie wiem? ale raczej nie...

O 00:21 kładę się spać... nie wyczuwam tego byta, ale już 3 minuty później obrywam (lekko) w 4 czakrę... ewakuuje się na chwilę do małego pokoju... ale tam nie czuję się bezpiecznie i po kilku minutach wracam do dużego pokoju... i siadam przed komputerem... Po krótkim czasie wracam do swojego łóżka. Smaruję sobie (odrobinę) 4 czakrę i czubek głowy (bardzo śmierdzącym, pokrojonym itd) czosnkiem. Biorę jeszcze z ~22cm krzyż z Jezusem który trzymam koło głowy. Zasypiam bez ataku. Miałem we śnie pewien niepokojący atak -> operacja (postać) i przecinanie narządów wewnętrznych! Dość nie fajnie! Nad ranem chyba nic specjalnego się nie wydarzyło... chodź pewien na milion % nie jestem, ale raczej spokojnie... Wstałem o 8:20.

17:22... muszę dodać, że wciąż nie odczuwam żadnej hipnozy!!! Jest to wspaniałe uczucie!!! Niby takie normalne, a jednak takie niezwykłe!!! Dzięki Ci krzyżu papieski!!! :)

17/18.01.2010 -> Jest już 00:10 i jestem senny... ale nie odczuwam żadnej hipnozy! Jest to taki naturalny stan, o którym chyba na długo zapomniałem! Jak dobrze znowu to poczuć :)

01:09 siedzę sobie przed komputerem i dostaję cios w 4 czakrę, a może to ruch energii? ale wątpię... w sumie 100% pewności nie mam, że był to atak choć idealnie mi to do tego pasuje... hmm... Było to uczucie identyczne jak po zamknięciu oczu i odczekaniu kilku-kilkunastu sekund... no i silne to było... nie jakiś mały ruch energii tylko takie "bum"... wiem, że nie każdy ruch energii w dzień na 4 czakrze jest atakiem i tego jestem pewien... teraz trzeba oddzielić co jest co... moim zdaniem to był atak, ale nie mówię tego ze 100% pewnością... ale nie było takowego powodu, aby ta energia zrobiła tam aż takie "bum"... wyglądało to jakbym dostał tam silny cios... tak to odczułem... ale co fajne wciąż 0 hipnoz :))) ... szkoda tylko, że jeszcze te "ciosy" są na mnie stosowane...

Zauważyłem, że w nocy też jestem bardziej podatny na wystraszenie czy "nagłe" dźwięki... hmmm...

Około 01:20? kładę się spać (mały pokój). Przed zaśnięciem dostaje z 1-3 razy? (nie pamiętam już ile razy, bo nie spisywałem tego). We śnie zostałem zaatakowany ze 2 razy? + z 4-5 razy podczas, gdy już się wybudziłem i sobie tylko leżałem. Nie odczułem żadnej hipnozy związanej z "ciężkimi powiekami", ale nie mniej jednak było wprowadzanie w "sen"... wyglądało to tak, że leżałem sobie przebudzony na łóżku i starałem się mieć otwarte oczy i nie wiedzieć kiedy byłem już jakby we śnie (coś jakby śnienie) i wtedy dostawałem cios w 4 czakrę. Wchodzenie w ten "sen" było bardzo "nieświadome". Moją winą było to, że tak długo zwlekałem ze wstaniem, ale na,rawdę gdy leży się w łóżeczku i jest tak przytulnie to mimo, iż są ataki człowiek pragnie "spać" i to jest pewnego rodzaju problem ;) Myślę, że w tym przypadku powinienem się ewakuować trochę wcześniej ;) no, ale jest jak jest :) W sumie brak hipnoz typu "ciężkie powieki" jest sporą ulgą... ale to zdecydowanie nie koniec walki... Wstałem około 06:25. PS. zapomniałem nałożyć na siebie moich wszystkich różańców... jakiś założyłem, ale nie pamiętam już który... to tak tylko piszę...

22:24... siedzę sobie na krześle od komputera i patrzę w podłogę... a tu naglę widzę małą, czarną kuleczkę która bardzo szybko przemknęła tuż nad podłogą, pod moimi nogami i pomknęła w siną dal... ciekawe... trochę potupię i poklaszczę to może się wystraszy i już nie wróci o ile w ogóle ma zamiar wrócić ;) trzymaj się ode mnie z daleka... ty mała, czarna wiązko złej energii ;))))))

18/19.01.2011 -> O 1:13 kładę się spać... o 9:51 wstaję... brak ataków :) Pospałbym dłużej, ale wolałem nie ryzykować ;) i tak ponad 8,5h niczym niezakłóconego snu to dla mnie bardzo dużo... Nie miałem na sobie większości różańców... nie chciało mi się ich szukać po nocy... ważne, że krzyż papieski mam non stop na sobie... każdy musi znaleźć swój "krzyż papieski", bo nie wiadomo czy w "Twoim" przypadku będzie to skuteczne... oczywiście przypominam, że ma on 13,5 cm więc swoje rozmiary ma...

19/20.01.2011 -> O 2:51 kładę się spać. O 6:54 mam atak we śnie, który mi nic nie robi (ścigał mnie wir ciemnej energii). Po przebudzeniu dostałem 3-4 razy w czakrę... powinienem wstać wcześniej, ale mój organizm bardzo domagał się snu... i próbowałem mimo ataków jakoś usnąć...

20/21.01.2011 -> (duży pokój) O 00:10 kładę się spać. Nie nałożyłem różańców o czym więcej za chwilę... Już nie pamiętam czy coś dostałem przed zaśnięciem czy nie? W nocy na pewno dostałem... i ewakuowałem się do małego pokoju... tam ponownie dostałem gdy próbowałem zasnąć, we śnie oraz przed wstaniem... w międzyczasie we śnie, śnił mi się ktoś, kto miał różańce (te które zakładałem na siebie) na szyi i pomyślałem sobie, że jest to znak, abym je jednak założył i abym je miał co noc.. tak też zrobiłem (i będę już je regularnie zakładać, co właściwie robiłem od dawien dawna, ale te ostatnie 2? dni troszkę sobie olałem... no, ale przypomniało mi abym jednak nie olewał)... nie spałem później wcale spokojnie... w jednym śnie nawet anioł stróż mnie bronił, ale niestety ciemna strona mocy tak napierała, że nie miał już pod koniec szans... nie mniej jednak udało mi się jakoś wybudzić praktycznie bez strat? więc pomógł mi na tyle, na ile umiał i chwała mu za to :) Ogólnie sporo ciosów dostałem w 4 czakrę...

23:20... siedzę przed komputerem i poczułem z prawej strony jakby ktoś mi dmuchnął w prawe ucho i jakby coś tam wleciało i szybko przeleciało przez szyję itd  i uderzyło w 4 czakrę (od strony wewnętrznej)... dziwne... ale już wspominałem, że jak siedzę przed komputerem to zdarza mi się czuć taki niepokój przeważnie z prawej strony... jakby ktoś tam był... ale czy to prawda? możliwe... ale nie jestem pewien na 100%... ale to całkiem prawdopodobne... nie chcę zwalać wszystkiego na ataki, ale wiem, że "oni" celują w uszy itd. więc by się zgadzało... zresztą chyba jeszcze jakiś czas temu też miałem podobne uczucie... ale je zignorowałem i chyba było trochę słabsze... a może nawet i dużo słabsze... z tego co wiem przy takim ataku (o ile był to atak) obrazek z Jezusem (zakrywający ucho) powinien pomóc... Wiesia miała takie strzały więc stąd wiem, że takowe rzeczy się dzieją oraz stąd również wiem o skutecznej metodzie obrony przed tym... tylko czy każdy obrazek z Jezusem będzie w pełni odpowiedni do tego, aby w 100% się przed tym obronić? Ogólnie nie fajna sprawa...

00:31... po ciosie w ucho czuję tam leciutkie pobolewanie... a drugie ucho ma się doskonale...

01:28... cios w 4 czakrę... a jestem wciąż przed komputerem... czy śpię, czy nie śpię i tak dostaje...

21/22.01.2011 -> O 1:51 kładę się spać... jakieś tam lekkie ataki były... ale nic specjalnego... O 6:55 wstaję i w mniej więcej tym czasie dostałem około 2-3 ciosy w czakrę (odczuwalne po wstaniu i jeszcze długo później)... ataki były, gdy miałem zamknięte oczy... gdy wstałem rano nie miałem na sobie krzyża papieskiego... na początku nie mogłem go znaleźć... szukałem pod łóżkiem i za łóżkiem i z każdej strony i w poduszkach i w kołdrze itd... zniknął... po lekkiej "panice" zacząłem prosić św. Antoniego o pomoc w jego znalezieniu... dziwna sprawa, bo za chwilę znalazł się pod łóżkiem z 10cm? od ściany... gdy wcześniej go szukałem pod łóżkiem to zakrywała go sztanga która tam leży... na moje oko nie jest możliwe, aby mi się aż tak daleko wsunął pod łóżko... tak jakby ktoś popchnął ten krzyżyk, abym nie mógł go znaleźć.. mógł być przy ścianie, ale nie z 10 cm (czy więcej) od niej... bardzo dziwne... chyba chcieli mi schować moją broń przed hipnozami... Jeszcze raz podkreślę... moim zdaniem nie jest możliwe, aby mój krzyż papieski po spadnięciu w szczelinę między ścianą, a łóżkiem znalazł się z około 10 cm od ściany... moim zdaniem teoretycznie i praktycznie jest to nie możliwe... Wiesia już miała podobne zdarzenia więc domyślam się o co chodzi... no, bo niby jak to inaczej racjonalnie wytłumaczyć? ale w sumie... kto by się kierował "racjonalizmem" jak takie rzeczy na świecie się dzieją jak choćby te nocne ataki... a to tylko jedna z "miliona" "tajemnic" tego świata...

22/23.01.2011 -> O 23:25 kładę się spać... 5 minut później był atak... O 6:30 wstaję... ogólnie były jakieś dziabnięcia, ale nie jest źle...

23/24.01.2011 -> O 23:16 kładę się spać... O 4:22, gdy się przebudziłem dostałem w 4 czakrę (silny cios). Wstałem o 7:54. Ogólnie ta noc była spokojna... ale nie jestem pewien na 100% czy jeszcze czegoś nie było... PS. od wczoraj czuję się jakoś bezpieczniej w dzień... jakoś nie czuję "zagrożenia" (obcej obecności)... faktem jest, że siedzę w "10 różańcach" itd ;D, a tak na serio to wcześniej mimo iż siedziałem w "tonie różańców" i tak wyczuwałem tego byta + niepokój itd... a od 2 dni jest spokój... choć jeszcze w nocy dostaję bęcki... może to tylko chwilowo tak jest, a może coś się wreszcie zmienia? sam fakt, że nie mam już hipnoz jest dla mnie ogromną radością :)

22:45... leciutko przysnąłem na fotelu (ziewanie, zmęczenie, senność, a może jednak hipnoza!?) i tylko zamknąłem oczy na 1-2 sekundy to dostałem w czakrę! Po ciosie od razu pojawił się w konkretnym miejscu (z lewej strony) ucisk na czakrze... tam było uderzenie... PS. Niby niewyczuwalny jest ten byt od 2 dni, ale jak przyjdzie co do czego, to cios zadać umie... hmmm... Zastanawiam się czy to nie była jakiegoś rodzaju hipnoza? Bo nie wykluczam, że jeszcze jakieś mogą być... może wykorzystał to, że byłem senny i wprowadził mnie w jeszcze głębszą senność? Chyba zbyt pewny siebie byłem odnośnie tego, że już hipnozy są za mną... jak widać chyba nie jest to prawdą.. nie mniej jednak jest ogromna różnica między tym co było przed 14 stycznia, a co jest obecnie... Po dostaniu ciosu na jakieś 10 sekund stałem się mocno przytomny... senność gdzieś chwilowo wyparowała... ale już po chwili wróciła jak bumerang... muszę być bardziej czujny... a swoją pewność siebie muszę wyrzucić do śmietnika ;)

24/25.01.2011 -> O 23:06 kładę się spać, a o 23:10 gdy zamknąłem oczy dostałem cios w czakrę! Następnie 5 minut później również dostaję cios, ale chyba już przy otwartych oczach... ogólnie byłem senny i gdy jest odpowiednie "zgranie" moich i tego byta 'pól' to czy są otwarte oczy, czy zamknięte, to chyba nie ma to znaczenia... oczywiście po tym ciosie od razu wstałem... Wniosek z tego taki, że niby od 2 dni nie wyczuwam tego byta ale on wciąż tutaj jest... ale pytanie brzmi czy mnie dalej hipnotyzuje? Ogólnie nie (w porównaniu z tym co było przed 14 stycznia)... ale wydaje mi się, że jeszcze od czasu do czasu coś mu się udaje (jak dzisiejsza sytuacja na fotelu)... i wpadam w hipnozę większą lub mniejszą... on się tak łatwo nie zniechęca... mam twardego przeciwnika... Muszę być bardziej czujny...

O 00:50? posmarowałem sobie głowę wodą święconą, bo spać mi się chce, a nie wiem czy to nie jakaś hipnoza? obrazek z Jezusem też sobie do głowy przyłożyłem... tylko czy to coś pomogło?

O1:02 położyłem sobie cały słoik z wodą święconą na głowie... i chyba pomogło? a może nie? chyba trochę zmalała moja "senność"? jak na moje oko gościu mnie hipnotyzuje... ale przed 14 stycznia było znacznie gorzej... ale... hipnoza to hipnoza... hmm... w sumie sam już nie wiem...

Ogólnie kilka ciosów w czakrę jest mocno odczuwalne :(

Ewakuowałem się do małego pokoju, ale i tak dostałem... nawet jakiś zastrzyk mi wstrzyknięto w tylnią 4 czakrę z prawej strony (obok kręgosłupa)... nie lubię takich rzeczy... no ale kto lubi? no i nie mam zbytnio na to jakiegoś wpływu... o 8:51 wstałem...

Zastanawiam się jak to jest obecnie z tymi hipnozami... bo ogólnie ich nie mam... ale jak jestem senny czy wtedy ten byt na siłę próbuje mnie zahipnotyzować wykorzystując fakt, że chce mi się spać? a może to już nie jest hipnoza tylko zwykła senność? Nie wiem... Tak czy siak jak jest się mocno sennym to jest duża szansa, że po zamknięciu oczu będzie cios... W dzień nie odczuwam żadnych hipnoz... przed 14 stycznia takowe były... hmmm... Kwestia hipnoz po 14 stycznia wymaga więcej "badań"...

Około 19? leżałem z 15 min na łóżku (bez zamykania oczu) i nie byłem hipnotyzowany... Przed 14-stym nawet bałem się tak leżeć, gdyż hipnoza była powszechna... Jeszcze jakbym nie dostawał "w piernik" przy zamykaniu oczu to byłoby super ;)))

23:25... siedziałem sobie spokojnie na fotelu i byłem lekko senny, ale nie było tam żadnej hipnozy! Przed 14 stycznia byłoby to nie możliwe... machałbym nogami próbując się wybudzić... moje oczy otwierałyby się automatycznie na maxa w akcie obrony przed atakiem... Nie ma to jak krzyż papieski!!! ale nie mniej jednak poszedłbym sobie już spać... tylko jest mały problem... wiadomo jaki :D więc poczekam jeszcze trochę... ;)

PS. niezależnie od tego czy jest hipnoza, czy jej nie ma, muszę być bardzo czujny...

25/26.01.2011 -> (duży pokój / łóżko koło okna) O 00:35 kładę się spać. O 6:32 dostaje cios w czakrę gdy mam zamknięte oczy... następnie o 6:46 dostaje lekki cios i o 6:50 wstaję. Trochę jestem niewyspany no, ale lepiej się ewakuować... PS. Między 6:32, a 6:50 było chyba jeszcze jakieś malutki "dziabnięcie"...

7:14... czyżby strzał w prawe ucho? Nie jestem pewien... (siedzę przed komputerem)

Oczywiście nie jestem pewien na 100%, że to jest atak, ale na takowy mi wygląda... Wiem, że istnieje taki typ ataku gdzie występują strzały w uszy więc może teraz ja przerabiam ten typ ataku?

8:09... boli mnie troszkę to ucho... hmmm... a drugie wcale...

26/27.01.2011 -> 00:16 kładę się spać -> wyczuwam tego byta... dostaję kilka razy, ale tak lekko... szybko uciekam do małego pokoju, ale tam to samo... o 00:46 wstaję... Na samym początku jak mnie atakował to miałem wrażenie jakby próbował mnie odpowiednio rozbić (jakby kopanie w drzwi, aby wyłamać wszystkie zamki), aby po kilku "mniejszych" atakach móc już atakować z pełną siłą. Już mnie ta cała sytuacja z tymi atakami irytuje... wciąż normalny sen jest w sferze moich marzeń... Ogólnie dostaję zdecydowanie bardziej w lewą stronę czakry, niż w prawą... Zauważyłem też, że mimo iż wiem, że ten byt jest koło mnie i mimo, że dostanę pierwszy cios w czakrę, to mimo to, dalej chcę próbować spać... Ogólnie powinienem od razu wstać, ale to jest jakieś silniejsze ode mnie... po prostu mój organizm się domaga snu, ale i tak nigdy się to dla mnie dobrze nie kończy takie zwlekanie z ewakuacją...

1:15... oj poszedłbym sobie spać... ale czuję, że wciąż nie jest bezpiecznie :(

1:25... zaraz chyba usnę na siedząco... (hipnoza!)

1:32... moim zdaniem jestem poddawany hipnozie... chyba pod wieczór jest mu łatwiej?

1:37... smaruje sobie czoło i głowę wodą święconą i nagle ożywam! i ta "senność" w bardzo dużym stopniu znika! ha ha ha! :)

Po chwili kładę się spać (bez żadnych ataków)... o 8:18 budzę się, bo przed chwilą była koło mnie we śnie podejrzana postać (wiadomo kto)... Już więcej nie zamykałem oczu... Wstaję o 8:24...

Umieściłem dzisiaj sporo towerbusterów w mieszkaniu... może coś pomoże...

27/28.01.2011 -> 1:09... posmarowałem czoło i głowę wodą święconą i co dziwne od razu zniknął pewien ucisk na 3 oku... ciekawe... 2:45... jeszcze raz "smaruję" się wodą święconą... tak na wszelki wypadek... O 2:50 kładę się spać. O 3:03 dostaję cios w czakrę... kilka minut wcześniej również był atak... O 7:04 był cios w czakrę... O 7:20 ewakuuję się do małego pokoju (leżałem tam [bez zamykania oczu] do około 8:00).

~21:15... hipnoza na fotelu mimo, iż mam na sobie krzyż papieski! Kropiłem się wodą święconą itd... ale to nic nie dało? dostałem kilka razy w czakrę... ten byt ciągle tu jest... :(

~22:17... ale się uwziął...

28/29.01.2011 -> Już nie pamiętam, o której poszedłem spać, ale były jakieś ataki przed zaśnięciem... Następnie ewakuowałem się do małego pokoju... tam spokojnie zasnąłem... dopiero o 8:44 zostałem zaatakowany w czakrę (nie we śnie / miałem tylko zamknięte oczy) i od razu wstałem...

29/30.01.2011 -> 1:28... wciąż siedzę przed kompem... zaraz idę spać... jestem trochę zmęczony, ale nie mam żadnych objawów tak zwanej "senności" czy "ciężkich powiek"... O 1:35 kładę się spać... o 1:55 i 1:56 dostaję ciosy w 4 czakrę (zwlekałem 20 minut, aby zamknąć oczy, ale jak tylko je zamknąłem to bęcki poleciały... no może nie tak od razu.. ale tak po kilku-kilkunastu sekundach). -> ewakuowałem się do małego pokoju... Przed zaśnięciem dostałem z 2? ciosy (nie pamiętam dokładnie). Następnie spałem sobie spokojnie i dopiero około 6:15 dostałem kolejny cios, gdy miałem zamknięte oczy... -> do 7:15 dostałem jeszcze z około 5? takich ciosów... później już leżałem z otwartymi oczami... a o 8:00 wstałem... Ogólnie rzecz ujmując moja czakra nie czuje się najlepiej :(

PS. czasami ciosy jakie zrywam w nocy wydają się nieszkodliwe i je ignoruję i staram się spać dalej... (jak dzisiaj od ~6:15 do ~7:15) ale często po wstaniu okazuje się, że z moją czakrą jest nie fajnie... chodź czasem bywa, że po jednym ciosie muszę "uciekać"... wszystko zależy od konkretnego dnia... a raczej nocy ;)

30/31.01.2011 -> O 23:04 kładę się spać. O 3:50 był chyba atak we śnie? ale nieudany dla tego byta? i po chwili jak się wybudziłem i zamknąłem oczy miałem małe dziabnięcie w czakrę. O 7:36 wstaję. Ogólnie bardzo spokojna noc... Pospałbym dłużej, ale już nie chciałem ryzykować... i tak się w miarę wyspałem... w porównaniu z innymi dniami ;) Trzeba również pamiętać, że zawsze staram się spać, albo na boku, albo na brzuchu i nie do końca są to pozycje w jakich spałbym, gdybym nie miał w ogóle ataków więc to też powoduje, że nie wysypiam się tak dobrze jakbym sobie tego życzył. Mnie się marzy spanie na plecach... ale z przyczyn oczywistych ta pozycja jest już od dawna zakazana... Ogólnie dzisiaj dobrze chronili mnie moi opiekunowie (postacie chroniące mnie we śnie [idące koło mnie] -> minimum jedna, ale chyba było ich więcej? już nie pamiętam).

[LUTY 2011]

31.01.2011/01.02.2011 -> O 3:00 kładę się spać. Około 4? dostaję lekko? w czakrę? nie jestem pewien, ale chyba tak? Później było spokojnie i o około 8:30 dostaję kilka lekkich ciosów w czakrę? Też nie jestem pewien... O 8:49 wstaję.

01/02.02.2011 - > Gdy siedziałem przed komputerem dostałem dwa ciosy w czakrę... o 00:12 oraz około 2 min. później. Pomyślałem przez chwilę, że może to tylko jakiś objaw kundalini, ale gdy położyłem się spać o 00:30 i zleciały bęcki to wszystko dla mnie stało się jasne... oczywiście ewakuowałem się do pokoju obok... ale dużo to nie zmieniło... ciężko było mi zasnąć... dostawałem liczne ciosy... W nocy nie lepiej... O 5:15 musiałem wstać z powodu zbyt dużej ilości ataków... w ostatnim ataku naliczyłem około 3 przeciwników (możliwe, że było ich więcej)... widziałem też 1 opiekuna (też możliwe, że było ich więcej)... ogólnie to nie miałem zbyt dużych szans... mimo zachowania dużego spokoju podczas ataków... spokój na pewno trochę przedłużył zmaganie się we śnie (dając mi większą szansę na wybudzenie się), ale gdy przeciwnik jest uparty i zdeterminowaby aby zrobić ci kuku, to sprawa nie wygląda przeważnie zbyt łatwo... a już jakiś czas nie miałem ataków we śnie... :/ Łapką jak zwykle trzeba trochę doładować czakrę :/ ... po wstaniu używałem: soli i wody święconej, tingsha, zapaliłem świeczkę itd... ogólnie to trzeba się wybudzić z pewnego stanu, w który prawdopodobnie wprowadza ten byt... sądzę, że tak właśnie robi... taki stan "zamotania", aby łatwiej przeprowadzić atak... po wstaniu człowiek musi się z tego "otrzepać"...

Jest 15:15 i miałem już kilka razy takie samo odczucie na 4 czakrze jak wczoraj przed komputerem o 00:12 :/ Domyślam się co to może być :/ Ciemne siły nie odpuszczają... uparty przeciwnik... Oczywiście może być to objaw kundalini lub coś w tym stylu, ale wydaje mi się, że jest to jednak atak... a przynajmniej tak sądzę na obecną chwilę... Takie rzeczy trudno opisywać, bo przeciwnik jest niewidzialny... hmmm... Troszkę później (16:15) chyba były ataki na 3 oko...ale jak mówię nie jestem pewien na milion %, że to są ataki... chodź z drugiej strony takowymi się wydają... co do ataków "nocnych" to jestem ich pewien, ale co do tych dziennych to już troszkę mniej... niby objawy praktycznie takie same, ale jakieś mam większe wątpliwości... W sumie kiedyś wciąż myślałem, że jestem senny i odrzucałem fakt, że byłem hipnotyzowany (w tracie dnia)... a przynajmniej nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo byłem atakowany do czasu, aż wziąłem w ręce krzyż papieski... ten moment otworzył mi oczy na to, jak bardzo było źle... chodź w sumie domyślałem się tego...

Denerwujące są te dziabnięcia w czakrę... muszę to jakoś przeczekać... Jeżeli te odczucia w dzień są atakami to jest ich całkiem sporo... ale to też zależy od dnia... co ciekawe wczoraj i przedwczoraj (kiedy spałem, w miarę spokojnie) nie miałem żadnych dziabnięć w czakrę gdy siedziałem przed komputerem oraz gdy zasypiałem... a dzisiaj miałem atak i gdy siedziałem przed komputerem oraz gdy zasypiałem! Również co jakiś czas mam uczucie, że ktoś jest koło mnie... ale gdy się tam patrzę to nikogo nie widzę... wiadomo... oni są niewidzialni dla fizycznego wzroku... podczas ataku we śnie prostym jest zorientować się, że jest to atak, gdyż ciemne jak i dobre "moce" krystalizują się w owym śnie więc rozpoznanie ataku jest dość proste (trzeba też nabrać pewnej wprawy)... tak samo w stanie pomiędzy snem, a rzeczywistością rozpoznanie ataku nie należy do zbyt trudnych (chodź ostatnio nie mam specjalnie ataków w tym "stanie")... najgorzej jest w realu... chodź zdarza się czasem ich zobaczyć... jak to miało miejsce kilka dni temu (czarna kulka energii). Ogólnie jest to ciężki temat do spisywania...

O 22:55 gdy siedziałem na fotelu dostałem 3 razy w czakrę w niewielkich odcinkach czasu. Byłem w tym czasie (jak i wcześniej oraz później) poddawany hipnozie. Nie codziennie występuje wieczorna hipnoza... po 14 stycznia sporo się zmieniło (na + dla mnie) odnośnie kwestii hipnoz... nie mniej jednak, jeszcze nie uwolniłem się z jej "szponów" w 100 procentach...

02/03.02.2011 -> (mały pokój) -> posmarowałem sobie czosnkiem 3 oko oraz 4 czakrę (nieźle śmierdziało). W nocy było spokojnie chodź jak zwykle miałem nieproszonych gości... Na szczęście widziałem około 3-5 opiekunów, którzy mnie przed nimi chronili (jeden z nich miał bardzo ładny miecz... ewidentnie wyróżniał się swoim wyglądam [ten miecz] w porównaniu z resztą snu [tak jakby ktoś chciał, abym go zobaczył]... może po coś miał być mi pokazany?). Ogólnie udana noc... dzięki moim strażnikom ;) ale chyba coś tam oberwałem, chyba jednak nie za wiele? jakoś tak to pamiętam... w sumie mniejsza o to ;) ważne, że jest kolejny dzień, a ja czuję się w miarę git ;)

03/04.02.2011 -> (duży pokój) O 00:26 kładę się spać. O 5:17 gdy nie miałem już fazy sennej dostałem dziabnięcie w czakrę, ale to zlekceważyłem... następnie do 5:25 dostałem jeszcze 4 ciosy i wstałem... Mój mózg chyba sobie wmawia, że to nie jest to co jest... jest takie niepozorne w porównaniu z atakami gdzie wyczuwałem tego byta lub gdzie widziałem "wizje" / "obrazy" przed oczami... tutaj kompletnie nic się nie dzieje oprócz ciosu... Moja wina, że tyle zwlekałem... ale z drugiej strony już wiem  na 100%, że nie jest to żaden objaw kundalini czy coś takiego... to chamski atak i tyle... baaaardzo wyrafinowany i baaaardzo niepozorny! Ciekawe, że jak tylko wstałem to nie mam żadnych odczuć jakie miałem przed chwilką (dziabnięcia) na 4 czakrze (jedyne czuje ucisk po zadanych mi ciosach, którego nie było gdy zasypiałem)! Ciężko mojemu umysłowi uwierzyć w to co się dzieje... chodzi mi o perfekcyjny kamuflaż tego byta... jest to ostateczny geniusz sił zła... Teraz muszę się jakoś pozbierać po moim czekaniu na nie wiadomo co :( , ale nie mniej jednak uświadomiło mi to dość dobrze, że to są ciosy... teraz jestem tego pewien... co ciekawe przed zaśnięciem oraz w moich snach nic złego się nie działo... Jest 5:53... nie miałem od czasu wstania (5:30?) nawet 1 odczucia na 4 czakrze przypominającego "dziabnięcie"! Wszystko się rozchodzi o zamykanie oczu... ale jak atakują w biały dzień? Podczas ataku w nocy miałem też takie dziwne uczucie w okolicy szyszynki... jakby ktoś coś szybko przepchnął... może cios idzie przez ten kanał i uderza w 4 czakrę? Nie wiem... brzmi dziwnie... ale kto wie? no bo skąd to uczucie? Tak już próbuję rozszyfrować jak to działa... kiedyś na pewno była atakowana 4 czakra bezpośrednio, ale jak jest dzisiaj? Przez fakt niewidzialności mam utrudnione zadanie, aby to dokładnie stwierdzić... Pamiętam cios w ucho i to samo uczucie... jakby "pocisk" leciał kanałem aż do czakry i bum... tutaj mam podobne wrażenie ale w sumie nie wiem czy przy każdym ciosie itd? To zdecydowanie wymaga więcej testów... ale widać, że ataki przeprowadzane na moją osobę co jakiś czas ulegają zmianie... jakby musieli znaleźć nową metodę, aby dalej mogli mnie skutecznie obijać... Jak na razie wybrali bardzo dobrą (dla nich) metodę, która nazywa się "niepozorność"... bo na prawdę te ataki, które są obecnie, są jak ja to mówię "sneaky" (podstępne), a nawet "very sneaky" (bardzo podstępne). Mojej świadomości zajmuje trochę czasu, aby dopasować się do nowych ataków... do nowego podstępnego działania ciemnej siły względem mojej osoby... Ja i tak nie piszę o wielu prawdopodobnych atakach w dzień jakie występują bo ich nie jestem pewien choć domyślam się co to jest, ale przede wszystkim skupiam się na nocnych atakach... nie mogę odsypiać w dzień gdy nie wyśpię się w nocy, bo ten byt jest albo cały czas w pobliżu albo przez większość czasu z małymi przerwami... niestety, ale raczej tak właśnie jest... nie widzę jak przychodzi i odchodzi i praktycznie jest już nie do wyczucia (chodź wyczuwam go raz na jakiś czas) to zadaje ciosy i nic sobie z tego nie robi... a stara się robić to tak, abym to zlekceważył i abym pozwolił mu działać dalej... jest to iście diabelskie... ale właśnie z takim przeciwnikiem walczę... dobrze, że moje ataki zaczęły się od "ewidentnych" ataków, w miarę łatwych do rozpoznania (choć na początku się nie broniłem itd., bo moja świadomość nie dorosła wtedy do tego co się działo, ale po pewnym czasie się to zmieniło)... jakby  zaczęły się od takich jakie mam obecnie, to pewnie nigdy bym się nie zorientował co się dzieje... ale widocznie nie były dopuszczone do mnie, aż tak podstępne i diabelskie metody ataków... musiałem przejść przez wiele faz od "widocznych" ataków poprzez "totalnie niepozorne i ukryte"... tak to jakoś wygląda... moja świadomość dzisiaj znowu się podniosła... dobre i to... po 5 godzinach snu jestem w sumie wyspany... jak zwykle żałuję, że nie wstałem wcześniej (po 1 ciosie)... ale tak to jest... uczenie się poprzez cierpienie :)

PS. (6:35) i jakoś nie może teraz atakować gdy mam otwarte oczy... czemu? a będzie mógł za godzinę czy dwie? o co chodzi z tymi zamkniętymi oczami? ... choć w ucho mnie chyba strzelił około 5:50, ale już nie chce mi się tego pisać, bo kto wie co to było... nie wszystko jest atakiem więc staram się być powściągliwy ze spisywaniem każdego podejrzanego "objawu"... tak czy siak życie pokazuje jak przez długi okras czasu "lekceważyłem" hipnozy (w dzień), (no może tak nie do końca, ale nie sądziłem, że są aż tak częste itd), a po wzięciu do ręki 14 stycznia krzyża papieskiego hipnozy nagle odeszły... i co? i to pokazuje, że i w dzień są możliwe ataki... już tak bardzo miałem dosyć tamtej hipnozy... wzięcie do ręki krzyża papieskiego było dla mnie totalnym wybawieniem... to była cudowna chwila... aż miło powspominać... Pamiętam też ten atak o 3 w nocy jak siedziałem przed kompem i zadany został cios tak silny, że aż mi spuchło miejsce gdzie oberwałem (jakby ktoś pazurem przejechał) itd... Gdy zamykamy oczy zaczynamy automatycznie wchodzić w stan alfa i wtedy zapewne występują jakieś mechanizmy, które umożliwiają przenikanie się naszego świata z ich światem... i dochodzi do interakcji... wyjaśniałoby to, dlaczego po zamknięciu oczu zadawany jest cios...

PS2. Ogólnie naprawdę mocno mi dowalili :( muszę uciekać natychmiast w takich sytuacjach :( ... czemu tak zwlekałem? eh :(

21:50... od jakiegoś już czasu jestem coraz bardziej "senny"... ale odczuwam te dziwne ruchy energii w głowie (zjeżające w dół)... te same które odczuwałem dzisiaj rano, gdy dostawałem bęcki... oczywiście 4 czakra też ma swoje odczucia... co ciekawe postanowiłem w końcu przyłożyć do twarzy krzyż papieski którzy mam zawieszony na szyi i o dziwo hipnoza na jakieś 45 sekund ustąpiła w bardzo dużym stopniu!!! Niestety po tym czasie powróciła o podobnej sile jak wcześniej, ale sam fakt ustąpienia jej uwidacznia, że jest to hipnoza!

22:11... smarowanie 4 i 6 czakry czosnkiem... ale śmierdzi ;) ale po tym też jakoś nagle ożyłem ;) oby na długo... Może w ogóle atak idzie przez głowę do 4 czakry? A może coś cuduje już? No bo skąd to uczucie w środku głowy, a później na 4 czakrze? Hmmm... Jeżeli te odczucia to są ciosy, a wszystko wskazuje na to, że tak, no to jestem niezłym workiem treningowym... Oczywiście te odczucia w nocy to na pewno ataki, ale czy te w dzień też nimi są? skoro odczucia są praktycznie identyczne to raczej tak... brzmi logicznie... Ogólnie czuję się trochę jakbym wszedł na terytorium wroga który ma lepszą technologię ode mnie i wykorzystuje ją przeciwko mnie... a moim zadaniem jest przejść z jak najmniejszymi stratami przez "jego" teren... Mówiąc szczerze mam już dosyć tych "senności", "hipnoz" i wszelkiego rodzaju ataków... no, ale kto by nie miał tego po dziurki w nosie? ile można się z tymi mocami zmagać?, a przecież jako małe dziecko (przedszkole / podstawówka) miałem już ataki tych sił... tylko wtedy moja świadomość na ten temat była "zerowa". Chowałem się pod kołdrą, bo wyczuwałem coś złego za swoją głową... czułem dużo złej energii... i ewidentnie kogoś wyczuwałem... pamiętam to jak dziś... może bez szczegółów, ale ogólny zarys... tak czy siak, coś mnie nie lubiło od dziecka... a obecnie jest na mnie wściekłe... a przecież "nic złego nie robię" ;))) staram się być grzeczny ;)))

22:29... polałem się wodą święconą... dalej czuję się senny... ale jak odróżnić hipnozę od senności? Ogólnie czasem "senność" jest zdecydowanie nierealnie "mocna" itd... Ogólnie hipnoza nie robi mi nic poważnego oprócz tego, że zła moc pragnie, abym ze "zmęczenia" zamknął oczy...

04/05.02.2011 -> O 22:40 kładę się spać... O 3:25 był atak we śnie -> miałem uczucie jakby wyłamywania zębów (odczuwalny bardzo duży ucisk na zębach -> jakoś podświadomie je zaciskałem, aby mi ich nie wyłamał)! Bardzo dawno nie miałem tego typu ataku! Pamiętam, że pod koniec 2004 roku miałem sporo takich ataków, ale wtedy nie miałem zielonego pojęcia co to jest! Kompletnie nie wiązałem tego z atakami! Po tym ataku ewakuowałem się do małego pokoju. Wziąłem ze sobą obrazek Jezusa którym się broniłem + kryształ górski trzymałem w ręce... ale i tak byłem atakowany... Następnie został użyty czosnek do smarowania 4 oraz 6 czakry jak i czubka głowy... ale czy to coś pomogło? W nocy ogólnie bywało różnie... co jakiś czas dostawałem cios... O 8:40 wstałem... Kolejna noc jakoś "przetrwana"...

15:55... od jakiegoś czasu ciągle czuję jakby strzały? lub wybuchy? (bardzo wyraźnie odczuwalne) na 3 i 4 czakrze + dziwne przemieszczanie? się energii... nie wiem czy to atak czy objaw kundalini, ale jedna rzecz mnie zaciekawiła... jak położyłem w tamtym miejscu figurkę Maryi to nagle wszystko ustąpiło (były jedynie dwa słabiutkie odczucia tych "strzałów? / wybuchów?")... przypadek? możliwe... ogólnie sam już nie wiem... nie chce pisać, że to na 100% atak, bo tego nie wiem... A może to po prostu energia rozwija tamte ośrodki? bardzo możliwe... muszę przeprowadzić więcej testów... na razie daje tutaj duży znak zapytania... na obecną chwilę uważam, że niektóre z tych objawów które mam na 3 lub 4 czakrze są atakami, a niektóre są związane z rozwojem 3 i 4 czakry... tak mi się wydaje... bo co do ataków w nocy, to jestem pewien co to jest, ale co do tych w dzień to wciąż nie jestem pewien... problem oczywiście polega na tym, że ja nie widzę tego byta... czasem go wyczuwam, ale to wszystko (oczywiście mówię o dziennych atakach) (czasem uda się zobaczyć tego byta [czarna kulka energii] bocznym widzeniem, ale to skrajna rzadkość). Ogólnie te ciemne moce są w stanie "strzelać" w czakry itp... czy takie ataki są mi serwowane? możliwe... skoro byłem w biały dzień, wiele razy hipnotyzowany i to bardzo mocno, to czemu nie mieliby stosować jeszcze innych metod ataku? To jest dobre pytanie... ja na ich miejscu pewnie bym stosował... ogólnie mam drobny mętlik w głowie co mam na ten temat myśleć...

05/06.02.2011 -> O 00:09 kładę się spać. O 3:45 dostaję we śnie jakiś zastrzyk? (atak) (tam też były jakieś "ciosy" / "strzały" w czakrę z tego co pamiętam, ale ile ich było to nie jestem w stanie sobie przypomnieć) ... O 3:50 się ewakuuję do małego pokoju... ale to nic nie dało... ogólnie tam zostaje porządnie obity... 3 i 4 czakra dostaje porządne bęcki :( ... o 5:29 wstaję i nie czuję się najlepiej :( ... bez energii... chwiejny krok... niewyspany... obity :( no i jak te strzały szły, to właśnie było to doznanie jakby nie szły one bezpośrednio w 4 czakrę tylko jakby gdzieś indziej był strzał (może w głowę? w 7 czakrę? nie jestem pewien?), a później szedł on kanałem tam gdzie jest szyszynka? poprzez odcinek szyjny? i dopiero docierał do czakry i w nią uderzał... (kiedyś na pewno tak nie miałem), a odnośnie 3 czakry to chyba tak nie było? nie jestem pewien... ogólnie 3 i 4 czakra była pod ostrzałem... ciekawe, że wczoraj miałem różne doznania właśnie na 3 i 4 czakrze :(

PS. oczywiście używałem i smarowania się czosnkiem i "dzwoniłem" tingsha i klaskania itd... i nic to nie pomogło... jak dostawałem tak dostawałem :( ... zakrywanie czakry obrazkiem z Maryją również nic nie dawało... może dlatego, że strzały idą nie bezpośrednio w czakrę? ale kładłem obrazek na głowę i też to samo się działo :( już sam nie wiem :(

6:09... jestem przed komputerem i jest spokojnie... będę chyba musiał skrócić okresy spania :( , a i tak 5,5h pozornego snu to nie za dużo... jakbym chociaż mógł się na serio wyspać przez te kilka godzin to byłoby jeszcze git... ale z atakami, ewakuacjami, ciągłym "czuwaniem" itd. to nie jest to najlepszy odpoczynek... ale musi mi jakoś starczyć... a tak w ogóle to muszę się zregenerować :(

11:04... mam jeszcze pewną teorię odnośnie tych odczuć (wybuchów?) na 3 i 4 czakrze, których doświadczam w dzień... może to są wybuchy, które niszczą jakieś blokady czy zatory energetyczne, które były spowodowane atakami? To tylko teoria i nie mam zielonego pojęcia czy jest prawdziwa... ale poczułem, że warto o tym wspomnieć...

12:49... kolejne przemyślenia... 4 i 7 czakra są ze sobą połączone... może to mieć coś wspólnego z odczuwaniem tej energii, która leci od okolic szyszynki w dół, aż do 4 czakry i w nią "uderza"? Nie za bardzo wiem jak mam do tego podejść... Zawsze miałem ataki bezpośrednio w czakrę... a teraz zdarzają się jakieś takie dziwne? ale nie wszystkie takie są... różnie bywa... ale w sumie... kiedyś też coś pisałem o dziwnym uczuciu w głowie podczas ataków... hmm...

13:10... a może ten byt chce po prostu zniszczyć moje połączenie między 4 a 7 czakrą, które się tworzy? Tego jeszcze nie wiem... to tylko takie moje luźne przemyślenie... ale faktem jest, że 4 czakra jest mocno na celowniku...

17:32... nowe przemyślenia... wydaje mi się, że te wybuchy na czakrze, które odbywają się w dzień nie są atakami, ale niektóre z nich mogą nimi być... pamiętam dzień, gdy około pierwszej w nocy zostałem uderzony (jakby pięścią / nie był to "wybuch" z tego co pamiętam) w 4 czakrę i to raczej na 100% był atak... (od razu pojawił się ucisk na czakrze itd.) i to był ten dzień gdzie za kolejne jakieś 2 godziny zostałem fizycznie draśnięty w szyję mimo, iż nie spałem tylko siedziałem przed komputerem! więc ciosy w czakrę występują, tylko problem jest w kwestii rozróżnienia: czy to objaw "rozwoju", czy to jednak "atak" i właśnie w tym leży największa trudność (tyczy się dziennych ataków, bo te nocne rozpoznać jest znacznie łatwiej)... Co do wybuchów na czakrze to dzisiaj w nocy podczas dzisiejszych ataków miałem je, ale jednak jakoś jestem przekonany, że były to ataki; to uczucie jest takie samo (lub bardzo podobne) do tego czego doświadczam w dzień, ale już tego, czego doświadczam w dzień obecnie za ataki nie uznaję więc tu mam spory mętlik... ciężko jest to opisać i chyba jestem w sumie pierwszą osobą w Polsce, która tak dokładnie i szczegółowo stara się to zrobić... czasem mogę się pomylić w czymś np. nazywając jakiś objaw kundalini atakiem lub coś w tym stylu, ale nie mniej jednak to tyczy się praktycznie tylko objawów w trakcie dnia... bo ataki nocne są o wiele łatwiejsze do rozpoznania... to samo tyczy się hipnozy... przecież hipnozę można pomylić z sennością, a mimo to wiem, że byłem bardzo mocno hipnotyzowany o czym najlepiej świadczy dzień (14 stycznia 2011) w którym wziąłem do ręki krzyż papieski (13,5cm) i nagle cała hipnoza ustąpiła! Moja mama jest świadkiem tego zdarzenia, bo sama mi podała ów krzyż, więc ona uwierzyła jak zobaczyła jak bardzo mi to pomogło... właściwie to było jak cud... naprawdę... piękna chwila... cieszyłem się jak "dziecko", a zarazem "modliłem" się, aby nie zdołali obejść tej "metody obrony"... oni są znani z "kuchennych drzwi" (obejścia metody obrony i atakowanie tak jakby nie działała)... ale jakoś krzyż papieski wytrzymał próbę czasu... oczywiście nie znaczy to, że i wam pomoże tak samo dobrze jak mnie (na hipnozy), ale kto wie, kto wie... prawdopodobnie każdy ma swój "artefakt", który wybawia z jakiejś opresji... moją styczniową opresją były mega hipnozy, ale dzięki łasce Bożej zostały one pokonane... nie mniej jednak ataki się nie skończyły... dalej muszę walczyć... jest trochę lżej... trochę... Ogólnie myślę, że temat nocnych ataków jest bardziej skomplikowany niż nam się wydaje... ciężko jest wszystko bardzo dokładnie opisać... trzeba samu rozwiązywać jak atak jest przeprowadzany i jaka metoda obrony będzie skuteczna... czasem zajmuje nam naprawdę sporo czasu, aby znaleźć skuteczne rozwiązanie... ogólnie nie jest to łatwy temat, ale jakoś staram się rozświetlić sprawę owych ataków na tyle, na ile umiem... wiadomo, że czasem może zdarzyć się błąd w interpretacji tego, czego doświadczyłem, ale myślę, że na ogół się nie mylę... w szczególności tyczy się to nocnych potyczek...

18:29... dodam jeszcze, że czasem jak zasypiałem (o czym już pisałem) to bardzo szybko czułem tego byta nade mną i to bardzo wyraźnie! Nie widziałem go, ale wyczuwałem go perfekcyjnie i oczywiście po chwili następowało dziabnięcie w czakrę pomimo faktu, że ją całkowicie zakrywałem! Oni mają swoje sposoby! Tak samo jak widziałem bocznym widzeniem w biały dzień czarną kulkę która przeleciała przez pokój... te byty tutaj są i mnie dręczą, ale przecież skoro są w dzień to myślicie, że nic nie próbują mi zrobić? Byłoby bardzo nie rozsądnie tak myśleć :) Jakby wiedzieli, że w dzień nie są w stanie mi nic zrobić, to przychodziliby tylko gdy jest pora snu, a odchodziliby gdy wstaję... a jednak tak nie jest...

21:29... oczy mi się same kleją... zasypiam na siedząco... myślę sobie pewnie zwykła senność przecież spałem dzisiaj tylko 5,5h i to na dodatek z przygodami... ale co się okazało... wziąłem krzyż papieski do ręki (tak jak zrobiłem to 14 stycznia) i nagle cała ta hipnoza ustąpiła! Dalej jestem senny, ale zdecydowanie nie tak jak byłem przed wzięciem krzyża papieskiego do ręki! Czyli sprawa z hipnozą na dzień dzisiejszy wygląda tak, że noszenie go na szyi zmniejsza hipnozy, ale jej nie eliminuje, a trzymanie krzyża papieskiego w ręce znacząco zwiększa jego moc lub coś w tym stylu, ale czuję, że nie rozwiązuje to w pełni problemu...

PS. oczywiście hipnoza może trwać dalej (tylko jeszcze słabsza) mimo trzymania w ręku krzyża papieskiego, ale po wzięciu go w rękę czuć sporą różnicę... przed chwilą już poważnie rozważałem położenie się spać, jednak coś czułem, że po zamknięciu oczu będą bęcki (2 razy lekko zamknąłem oczy i były pewne niepokojące doznania)... dobrze, że jednak spać nie poszedłem... Ten fakt pokazuje, że dzień czy noc, czy leżę czy siedzę ataki są przeprowadzane... nie ma zlituj... Ogólnie przydałaby się jakaś metoda, aby w 100% pozbyć się hipnoz, ale nie wiem czy w ogóle takowa istnieje... Znając życie ten byt będzie jeszcze mocno kombinował, aby mnie zahipnotyzować... nie mniej jednak ma coraz to trudniej...

06/07.02.2011 -> Kładę się o 22:16... o 1:56 mam atak we śnie... obrywam... wstaję... Ogólnie po wstaniu czuję się totalnie rozbity... nie wiem czemu... dostałem chyba tylko 1? cios... a czuje się jakbym dostał z 20... ogólnie było ich kilku... mam nawet problemy z pisaniem na klawiaturze... jakby mój mózg w jakiś sposób został chwilowo "uszkodzony"... to samo tyczy się chodzenia... chodzę jak pijany... no i wszystko mi się rozmazuje przed oczami... nie muszę chyba mówić, że jestem bez energii oraz, że moja czakra źle się czuje...

4:31... ogólnie czuję się trochę lepiej... pisać na klawiaturze już mogę... ale wciąż jestem rozbity... te ataki to prawdziwa szkoła przetrwania ;P

5:05... kiedyś jak byłem masakrycznie pobity to wstałem tak samo rozbity i trzęsący się jak dzisiaj... ale wtedy wyrwałem bardzo dużo ciosów w ciągu jakiś 10 sekund... a dzisiaj był tylko 1? atak we śnie... ale widocznie extremalnie udany dla mojego przeciwnika... w sumie nie był on sam... pewnie mi coś uszkodził albo przywalił w jakiś specyficzny punkt, który mnie rozbił w drobny mak... pewnie minimum cały dzień będę się składać do kupy... jak nie więcej... tylko, że bez snu ciężko jest się porządnie zregenerować... Zapaliłem kadzidełko... niech się pali... Zauważyłem również, że jak dostanę bęcki to się kulę... tak jakbym chciał zasłonić czakrę przed ciosami... tak samo ręce lecą mi automatycznie w dzień, aby osłaniać czakrę... często też kładę rękę na czakrze, aby doładować ją energią... zdarza się, że robię to powyżej godziny... a czasem pewnie i więcej... zresztą samo położenie ręki na czakrze ją automatycznie do jakiegoś stopnia osłania i chroni...

5:37... ewakuuje się do małego pokoju... oczywiście dalej byłem obijany, ale jakoś lżej (w sumie dostałem jeszcze chyba z 10 ciosów? tak na oko mówię)... ogólnie chyba większość (jak nie wszystkie) tych ataków była wtedy, gdy miałem zamknięte oczy (chodzi mi o to, że nie były to ataki we śnie)... i dostawałem takie "dziabnięcia" w czakrę... gdy otwiera się oczy to czuje się ulgę, bo jest spokój... no, ale trudno mieć cały czas otworzone oczy jak jest się bardzo zmęczonym... kiedyś niestety trzeba je zamknąć ;p -> o 8:40 wstałem... w nocy jak już kilka razy oberwałem położyłem sobie na 4 czakrze średnich rozmiarów figurkę Jezusa... myślę, że mogła coś pomóc? czosnkiem też się wysmarowałem ;) Przeszukałem dzisiaj swoje stare "klamoty" i znalazłem zdjęcie Jezusa, który był mi wręczona jako znak dopuszczenia do pierwszej spowiedzi i komunii świętej... jest to pewnego rodzaju "artefakt" (nie wiem czy dobrze to nazywam?) który ma na pewno większą moc niż mają "zwykłe" obrazki... przetestuje ten obrazek w najbliższych dniach... znalazłem też jakieś różańce, ale nie pamiętam już skąd je mam... no i sporo obrazków... jednym słowem mam trochę nowych rzeczy do obrony, ale czy okażą się skuteczne? z pewnością już niebawem się tego dowiem... ale mam takie wrażenie, że na tego diabła bardziej by się miecz przydał niż obrazek ;)))))) a i jeszcze jedno... znalazłem również książeczkę pierwszopiątkową... też może się przydać :]

07/08.02.2011 -> O 2:23 kładę się spać. Obłożyłem siebie jak i całe łóżko "świętymi" obrazkami, kryształami, a nawet orgonit ułożyłem na poduszce... dodałem też na szyję dodatkowy różaniec... skropiłem wszystko wodą święconą, a na 4 czakrze trzymałem te "artefakty" o których wczoraj wspominałem + średnich rozmiarów figurkę Jezusa... ogólnie to nic nie dało, bo o 2:35 był strzał w czakrę... inaczej mówiąc tak zwane dziabnięcie... to odczucie nie jest tym samym co "wybuch" na czakrze...  taki "strzał" jest bezpośrednim atakiem na konkretną czakrę... -> ewakuowałem się do łóżka obok... wziąłem do niego tylko rzeczy do obrony 4 czakry, o których pisałem wyżej... na początku po zmianie łóżka próbowałem schować się pod kołdrą i tak zasnąć, ale ten byt szybko mi uzmysłowił, że to i tak nic nie da... później poszedłem już spać normalnie, nie mniej jednak skuliłem się osłaniając czakrę przed strzałami i o dziwo jakoś usnąłem... ogólnie zasłanianie czakry nie chroni przed tymi strzałami, dlatego ogólnie rzecz ujmując zdziwiłem się, że udało mi się jakoś usnąć... dopiero o 7:45 był kolejny atak (strzał) (zamknięte oczy)... niestety był dość silny... no ale cóż... poleżałem sobie z otwartymi oczami do 8:11 i wstałem...

08/09.02.2011 -> O 1:46 kładę się spać. O 2:30 dostaję cios... ewakuuję się do łóżka obok... o 4:15 był kolejny atak (we śnie / obrywam)... przed 8:00 była próba ataku we śnie, ale nie udana dla tego byta... Około 8:05 wstaję...

09/10.02.2011 -> O 21:40 kładę się spać. O 7:50 wstaję. Widziałem tego byta w moich snach, ale jakoś nic mi specjalnie nie zrobił... choć były chyba takie drobne oznaki na 4 czakrze jego działalności, ale ogólnie to bardzo udana noc...

10/11.02.2011 -> O 3:45 kładę się spać... o 4:00 zamykam oczy i dostaję cios... ewakuuję się do małego pokoju... tam to samo... ale po jakimś czasie udało się zasnąć... w nocy spokojnie... nad ranem też jakieś drobne dziabnięcia... ale słabe... o 9:31 wstaję...

11/12.02.2011 -> 21:59 kładę się spać, ale wcześniej posmarowałem się czosnkiem. Gdy już leżałem położyłem na swojej czakrzę górę obrazków z Jezusem itp. + krzyże itd., ale to nic nie dało, a już o 22:04 był atak. O 23:28 kolejny... 5:05 atak we śnie... i jeszcze jeden o 6:11... ostatni był o 6:25 i od tej pory miałem już cały czas otwarte oczy... Wstałem o 8:41... Obecnie nie znam dobrej metody obronnej przed tymi strzałami... najlepiej jest po prostu nie spać.. lub sobie leżeć z otwartymi oczami... Ogólnie dzisiaj mocno dostałem... jest obecnie już 18:13 i pół dnia trzymałem na czakrze rękę, ale wciąż nie czuję się dobrze...

12/13.02.2011 -> O 2:20 kładę się spać. Położyłem na 4 czakrze deseczkę z namalowaną na niej Maryją (LINK!) oraz jeszcze na to wydrukowane zdjęcie Jezusa zrobione aparatem fotograficznym i przesłane mi na emaila przez Wiesię (ten obrazek [LINK!] odbijał "strzały" w Jej przypadku!). Spałem całą noc w jednej pozycji (plecami przytkniętymi do ściany [mniej lub bardziej]). Nie była to najwygodniejsza pozycja ale cały czas miałem moją nową obronę przytkniętą do 4 czakry, ale nie mniej jednak i tak były strzały no i zostałem obity... ale wydaje mi się, że przy niektórych strzałach obrona mogła być skuteczna? ale w sumie nie jestem tego taki pewien? Potrzebuję więcej testów... ale ogólnie dostałem w 4 czakrę wiele razy :( Wstałem o 9:05.

Około 20:30 pokropiłem wodą święconą wydrukowane zdjęcie Jezusa oraz je pobłogosławiłem... może to zwiększy moce ochronne ;)

13/14.02.2011 -> O 00:18 kładę się spać. Bronię się Maryją i wydrukowanym zdjęciem Jezusa. O 00:30 dostaję w czakrę. O 00:31 kolejny cios. O 00:35 ewakuuję się do łóżka obok. O 00:36 kolejny cios... ewakuuje się do małego pokoju... dostaję tam 3 razy i uciekam do kompa... Jest 00:50... jednym słowem niestety moja obrona nie działa... choć mam wrażenie jakby owe ciosy były lżejsze? a może sobie tylko coś wmawiam? Nie wiem... ale chcąc nie chcąc oberwałem już za dużo... starczy mi tych testów... na razie brak spania będzie najlepszą obroną... podładuję trochę czakrę ręką... Wziąłem do obrony obrazek namalowany przez niepełnosprawnych na takim drewienku... może on odbije te strzały... warto przetestować... i tak nie mam nic do stracenia... Nasmarowałem się czosnkiem... Mam też jeszcze jakiś inny krzyżyk, którego nie testowałem... coś w końcu musi zadziałać... O 3:03 kładę się ponownie spać. O 3:07 jest atak gdy bronię się 3 okiem (LINK!), o 3:10 kolejny cios gdy bronię się obrazkiem namalowanym przez niepełnosprawnych na takim drewienku + innym krzyżem; o 5:20 jeszcze jeden cios... i po chwili kolejny (broniłem się orgonem w tym czasie)... o 5:30 wstaję... ogólnie na te strzały to kompletnie nic nie działa... :a czakra czuje się coraz gorzej :( W ogóle prawdopodobnie dostałem więcej razy niż tutaj spisałem... ale nie wiele więcej... Już nie wiem co robić :( ... a strzelają, aby rozwalić mi czakrę lub coś w tym stylu :( Posmarowałem sobie głowę i czakrę wodą święconą, ale co to ma niby dać? :( Pouderzam trochę tingsha... może to coś da :( W ogóle mam wrażenie, że używa pewnej hipnozy gdy leżę w łóżku oraz jak np. teraz siedzę przed kompem... coś manipulują przy mojej głowie... chcą abym zamknął oczka... ale mi już dzisiaj wystarczy zamykania oczek... ogólnie nie jest dobrze... Dodam jeszcze, że nie ma żadnego znaczenia czy leżę na plecach, na boku czy na brzuchu... i tak dostanę strzał w czakrę...

Nałożyłem sobie na szyję mamy złoty wisiorek z Maryją z Jej komunii... może coś pomoże... oby...

Około 18:50 rozstawiłem w różnych miejscach w swoim pokoju około 35 małych kryształów górskich (kiedyś oczyszczanych 7 dni w wodzie z solą). A kolejne około 10 kryształów dałem w inne miejsca w mieszkaniu. Niech trochę powciągają negatywną energię :)

14/15.02.2011 -> Przed 22? poszedłem spać. Zapomniałem na siebie założyć różańców, ale postaram się, aby się to już więcej nie powtórzyło :) Oczywiście obrywałem i gdy zamykałem oczy i we śnie. Wstałem o 7:18.

15/16.02.2011 -> O 2:32 poszedłem spać, ale nic nie dała późna pora położenia się. O 2:50 (czyli po zamknięciu oczy) dostałem strzał.. za minutę kolejny... i za chwilę jeszcze z kilka... W końcu udało mi się zasnąć... O 5:15 kolejny cios... o 8:14 jeszcze jeden... a o 8:36 jakiś słabiutki... minutę później wstałem... prawdopodobnie były jeszcze jakieś strzały (takie mniejsze)... ale ich nie spisałem...

16/17.02.2011 -> O 3:09 kładę się spać... o 3:14 zaczynają się ataki... ogólnie reszta nocy spokojna... wstaję o 10:15...

17/18.02.2011 -> O 2:44 poszedłem spać... około 4 w nocy był atak na 4 czakrę... o 10:10 też coś było... a o 10:37 wstałem...

18/19.02.2011 -> O 1:04 kładę się spać... przed 7:45 i po tej godzinie były słabe ciosy w czakrę (nie miało znaczenia czy miałem oczy zamknięte czy otwarte... ważne, aby mój umysł był w odpowiednim "stanie"... wtedy nawet jak miałem oczy otwarte to możliwy był atak...). O 8:15 wstaję... Ogólnie w nocy widziałem tego byta we śnie... ale wydawało się jakby nic nie był w stanie mi zrobić (stał w pewnej odległości)... w sumie powinienem o 7:45 wstać... no, ale tak dobrze mi się leżało ; P

19/20.02.2011 -> O 00:44 kładę się spać. O 3:57 miałem sen, w którym ten byt zamontował mi (nie widziałem samego "aktu" montowania, ale czułem, że on to zrobił) w ręce jakiś chip? (czerwona migające kulka)... co ciekawe od razu chwycił mnie za rękę opiekun i zaczął wycinać to jakimś laserem! jak to robił to krew "sikała" na boki... zabrałem mu rękę, bo się trochę wystraszyłem, ale wziął ją szybko z powrotem i wyciął to do końca... następnie za kilka chwil ten byt (nie opiekun) zaatakował mnie gdy znajdowałem się już w innym miejscu i przywalił mi chyba całym swoim ciałem w 4 czakrę... to był bardzo mocny cios :/ W ogóle chyba cały we mnie wleciał? Nie wiem :/ Jak się wybudziłem to krzyż papieski był w ogóle nie w okolicy 4 czakry... może jakby był na swoim miejscu to nie mógłby mi tak przywalić całym sobą? Nie wiem... O 9:04 był atak przed zamkniętymi oczami... ale lekki... w sumie ataków tego typu było jeszcze trochę (przed i po 9:04)... ale i tak żaden nie mógł się równać z tym atakiem we śnie :/ Muszę się zregenerować po tym "ciosie" ;/

20/21.02.2011 -> O 1:29 kładę się spać. O 7:24 wstaję. Praktycznie całą noc spałem skierowany brzuchem w kierunku ściany tak, aby jak najlepiej zagrodzić dojście do czakry i jakimś cudem noc była spokojna. Oczywiście ta pozycja nie chroni przed strzałami, ale jakimś cudem tego typu ataku nie zaobserwowałem... ale chcąc nie chcąc spanie całą noc w tej pozycji trochę męczy...

21/22.02.2011 -> O 00:30 kładę się spać. O 4:05 był atak. O 5:20 atak we śnie -> ewakuacja do łóżka pod oknem. 7:43 strzał? w czakrę. 8:31 wstaję. Niby nie wiele "ciosów", ale jednak moja czakra te "potyczki" wyraźnie odczuwa :/

22/23.02.2011 -> 0 2:19 kładę się spać. W ciągu następnych kilku minut miałem dwa ataki przed zamkniętymi oczami, ale na szczęście nic mi nie zrobiły, a przynajmniej tak sądzę. Miałem wrażenie jakby te strzały? nie mogły się przebić przez taką jakby skorupę ochronną? (ale nie gdzieś wokół mnie tylko przy samym ciele). Następnie ewakuowałem się do łóżka obok. Około 7:50 miałem we śnie wbijane (2 razy) strzykawki, ale chyba nie było mi nic wstrzyknięte? Ogólnie jak można się domyślić nie przepadam za tego typu atakami. We śnie też byłem w pewnym sensie chroniony i było to pokazane jak siedziałem koło sporej ilości orgonu i było bardzo jasno i słonecznie, a gdy nie byłem pod tak dobrą ochroną to siedziałem w ciemnym pomieszczeniu z różnymi postaciami, które były blisko mnie. Ogólnie we śnie zachowywałem spory spokój i nie było w nich jakiś specjalnych emocji czy czegoś takiego. O 8:35 wstaję.

23/24.02.2011 -> O 2:03 kładę się spać. O 2:06 był próba ataku? ale chyba nieudanego? O 7:46 próba ataku we śnie... opiszę ten sen... -> Uciekałem przed 4 postaciami... goniły mnie przez pewien czas aż mnie dogoniły... nie mniej jednak stały przede mną nie dotykając mnie (tak jakby się bały do mnie podejść). Jedna z tych 4 postaci dała mi 4 turkusy. Wyglądały one identycznie jak na zdjęciu:

... nie mniej jednak wciąż te postacie trzymały się ode mnie w pewnej odległości... czemu nie byłem atakowany jak kiedyś? czego te postacie się obawiają? ostatnio mają problemy, aby rzucić się na mnie tak jak robiły to kiedyś... raczej trzymają się na dystans lub po prostu strzelają do mnie... Gdy wziąłem te kamienie do ręki na nich były liczby. Odwracam pierwszy kamień, a tam liczba 44, odwracam kolejny a tam cyfra 6 i w tym momencie musiałem przerwać, gdyż moi wrogowie zaczęli przed kimś uciekać! Sam nie wiedziałem kto nadchodzi to zacząłem uciekać (powoli się oddalać) razem z nimi. Po pewnym czasie jak już te negatywne postacie były daleko ode mnie zorientowałem się (poczułem), że to oddział "opiekunów" przybył mi na pomoc... nie widziałem ich, ale czułem kim (mniej więcej) są... dzięki za przybycie jasna strono mocy! :)

Jak można się domyślić wstawiłem od razu do wody z solą swój topaz (aby go oczyścić) i przed zaśnięciem włożę do na szyję... i niech na razie już tam pozostanie :) Może to znak, abym go ponownie założył :)

24/25.02.2011 -> O 23:41 kładę się spać. O 5:12 próba ataku we śnie. O 6:33 kolejna... + jeszcze kilka dziabnięć itp... O 6:48 wciąż trwają ataki... Ogólnie powinienem już wstać, ale mocno chciało mi się spać i nie miałem "weny" do wstawania (hipnoza?)... przez te ataki ciężko się wyspać... tak porządnie jakbym sobie tego życzył... choć i tak ostatnio jest lepiej niż było :) -> Następnie były jeszcze jakieś tam skubnięcia i ostatecznie postanowiłem wstać o 7:20. Ogólnie rzecz ujmując to trochę mnie poskubał... i jak zwykłe żałuję, że nie wstałem wcześniej... ale jakoś tak bardzo ciężko jest mi się zebrać aby wstać... czyżby była tu używana jakaś hipnoza? bo z tego co pamiętam to takie uczucia jak: brak motywacji do wstania mimo ataków!, bardzo szybkie i nieświadome! zapadanie w sen! (pomimo iż staram się utrzymać oczy cały czas otwarte), uczucie zobojętnienia na to co się dzieje! (pomijam tutaj aspekty klejących się oczu, rozmazującego się wzroku itd... to co ten byt robi to takie "usypianie"... ale robi to wyjątkowo dobrze... trzeba mu to przyznać...) są bardzo powszechnymi objawami przy hipnozie... o czym z pewnością pisałem w poprzednich miesiącach... Wiem, że jak się "wkurzę" to wstanę... więc muszę się przemóc i wyrwać spod okowów tego byta... ale z doświadczenia wiem, że łatwo się o tym mówi, ale w praktyce trudniej wykonać...

25/26.02.2011 -> O 2:31 kładę się spać. Przed zaśnięciem były jakieś 2? strzały czy szarpnięcia? ... w nocy spokojnie... przed wstaniem były 2 strzały? -> o 8:30 wstałem...

26/27.02.2011 -> O 23:42 kładę się spać. O 1:22 dostaję strzał w czakrę. O 3:05 kolejny (ale chyba było ich więcej niż 1). Ewakuuję się do małego pokoju. Następnie obrywałem co jakiś czas do momentu aż wstałem o 8:18. Był nawet atak z wystraszeniem, którego już chyba dość dawno nie było. Przy takim ataku ewidentnie traci się jakąś ilość energii na czakrze (czuć przepływ energii ode mnie do tego byta, nie tak jak przy "strzałach"). Może przypomnę jak taki atak wygląda... jakaś postać we śnie (symbolizująca tego byta) podchodzi bardzo blisko mnie (brak ochrony aniołków?) i np. szybko mnie łapie (nie dzisiejszy atak) (czuć ucisk i następuje bardzo szybkie wystraszenie i strata energii) lub postać wydaje się postacią "zmysłową" i "atrakcyjną" (dzisiejszy atak) (często może być to np. osoba w której się kiedyś zakochałem czy właśnie ktoś tego typu) i w tym ataku chodzi o to, abym się przed tą osobą (bytem) otworzył i gdy się to stanie to oczywiście tracę energię. Tak na prawdę cały ten atak to wpuszczanie w głowę człowieka pewnego programu, który ma za zadanie go otworzyć, ale nie mniej jednak ten byt chyba też w jakiś sposób ingeruje w to? Nie jestem pewien szczegółów technicznych, bo przy ataku we śnie gdzie np. będę czuł ucisk to z pewnością ten byt tam urzęduje (siedzi na mnie czy coś w tym stylu)... hmm... Nie jestem pewien dokładnie jak wygląda tego typu atak, gdyż jestem pogrążony we śnie i widzę tylko to co się dzieje we śnie, ale też odczuwam różne "emocje", "uciski", "otwieranie się", "włamywanie się do mnie" itp. "rzeczy"... Niektóre ataki we śnie są ukierunkowane na szybkie wystraszenie, inne na "otworzenie" poprzez np. zmysłowość czy wzbudzenie zaufania (np. spotykamy postać która jest naszym przyjacielem lub kimś z rodziny). Wszystkie metody są dobre, aby tylko osiągnąć swój cel... iście diabelskie metody... bazujące na zaufaniu... no, ale czasem po prostu atak jest brutalny bez zbędnych ceregieli jak np. "rzucenie?" pająka w twarz (automatyczne wystraszenie się), albo pokłucie ręki ostrym kolcem (taki atak był dawno temu... po godzinie? od wstania zorientowałem się, że miałem bąble na ręce w miejscach gdzie byłem dźgany)... Gdy wstałem rano zorientowałem się, że mój różaniec jest przerwany (krzyżyk z Jezusem i 5 paciorkami odpadł) i będzie trzeba go naprawić).

PS. gdy podczas ataku we śnie typu "zmysłowego" zorientujemy się, że jesteśmy otwierani to jest raczej mała szansa na ucieczkę. gdyż proces "otwierania" (rozkodowywania) raczej jest już dalej niż bliżej i nawet jak zaczniemy szybko się wyszarpywać lub będziemy próbować uciec poprzez zachowanie spokoju, aby nie wzbudzać zbędnych emocji to szansa na brak strat energetycznych jest mała. Może się udać uciec bez strat energetycznych. ale raczej tylko w przypadku. gdy "rozkodowywanie" nie jest na "ukończeniu". Dzisiaj się zorientowałem podczas takiego ataku co się dzieje (postać we śnie zaczęła się dziwnie uśmiechać?) ale nie udało mi się wyjść bez strat energetycznych mimo, iż świadomie przez kilka sekund próbowałem się uwolnić... ani wyszarpywanie się, ani zachowanie spokoju tutaj już raczej nie pomogą jak proces rozkodowania będzie zbyt daleko posunięty. Gdy się za bardzo otworzymy to jest już po ptokach jak to się mówi... no ale jest jak jest...

PS 2. Różaniec został naprawiony :)

27/28.02.2011 -> O 3:58 kładę się spać i chyba przed zaśnięciem było jakieś drobne dziabnięcie? ale nie pamiętam już dobrze... ale chyba jednak coś było? O 8:58 wstaję. Ogólnie w nocy był spokój... tylko nie wiem co robi to draśnięcie na moich plecach (chyba stare?) i prawym barku (na pewno nowe)? No i jakoś dziwnie mnie boli to miejsce, gdy pochylam głowę do przodu...

[MARZEC 2011]

28.02.2011/01.03.2011 -> O 21:16 położyłem się spać, bo jakoś oczka mi się kleiły, ale tylko je zamknąłem to był lekki strzał w czakrę więc szybko wstałem. Później jeszcze przed kompem kilka razy zamknąłem oczka i to samo. O 22:44 kładę się ponownie spać. O 3:05 był atak? O 7:45 strzał w czakrę (zamknięte oczy), następnie były jeszcze jakieś takie małe strzały aż do wstania o 8:41, ale nie było ich w sumie zbyt wiele.

01/02.03.2011 -> O 23:58 kładę się spać. O 5:20 był strzał w czakrę. O 6:48 atak, ale jakiś taki ucięty? jakby nie do końca przeprowadzony? Nie wiem o co chodzi... O 6:58 małe dziabnięcie. O 7:45 kolejne... (niestety troszkę przysnąłem sobie), a o 8:38 wstałem.

02/03.03.2011 -> Kładę się o 00:21. O 00:34 (+ jakieś szarpnięcie w nodze), 00:36 i 00:39 były strzały w czakrę -> ewakuacja do małego pokoju... ale tam nie lepiej... zostałem tam z deczka ostrzelany (w sumie około 6 strzałów) (3 byty mnie atakowały). O 5:24 wracam do dużego pokoju, ale od razu dostałem strzał w czakrę. O 6:56 kolejny strzał... i o 7:04 następny -> wstaję... Ogólnie myślę, że jeszcze jakiś strzał nie został spisany... Dzisiaj w nocy dali mi popalić... :( Dodam jeszcze, że nie ma już kompletnie żadnego znaczenia w jakiej pozycji zasypiam... mogę się nawet zwinąć w kulkę... ale to nic nie da... i tak dostaje strzał... A tak w ogóle to ciekawe czy ja się kiedyś nauczę, że jak jest taka nawałnica "strzałów" to najlepiej jest wstać, a nie próbować spać dalej? Ewakuacja do innego pokoju już nic nie daje... może do innego mieszkania by coś pomogła ;) ale nie mam takiej możliwości aby to przetestować... Ogólnie to polecam zapoznać się z ochronnymi modlitwami (LINK!)... ostatnio zostały zrobione w formie wideo, aby można było sobie je np. non stop puszczać w kółko ;)))

03/04.03.2011 -> Z ~2h przed zaśnięciem czułem jakieś niepokojące "sygnały" które mogły sugerować ataki. Kładę się o 1:21 (przed położeniem się słuchałem  tych wideo LINK!, posypałem siebie i łóżko solą święconą oraz wodą święconą itd) -> chyba było jakieś szarpnięcie przed zaśnięciem? O 4:00 był atak we śnie. Był też tam opiekun, który mi pomógł i ocalił przed atakiem... ale po chwili już mu się to nie udało i oberwałem... no ale thx za sam fakt bronienia mnie. O 4:06 wstałem, ale chyba jeszcze w tej minucie zarwałem? Ogólnie ~2,5h snu to nie wiele, ale nie jest tak źle... przynajmniej moja czakra czuje się lepiej niż wczoraj. Dam jeszcze zdjęcie zrobione o 19:20.

Widzimy tutaj prawą stronę pleców. Wyżej widać też chyba starszą ranę, a te dwie na środku są raczej na pewno nowe (dzisiejsze). Jedna ma ~6 cm, a druga ~4,5 cm. Jest jeszcze taka 8 cm z lewej strony, ale jest już stara i nie robiłem jej zdjęcia. Ogólnie to takie ranki się zdarzają, ale przeważnie nie robię im zdjęć... no chyba, że będzie wyjątkowo ciekawa ;) no i oczywiście jak ją wyhaczę swoim wzrokiem ;)

Dodam jeszcze, że czuję w tamtym miejscu ucisk w połączeniu z jakimś wibrowaniem? Ogólnie czuć, że tam był jakiś "cios"... Zastanawiam się w którym momencie zostało mi to zrobione...

04/05.03.2011 -> Bardzo chce mi się spać... i niestety o ~22:10 zmogło mnie na tyle, że zamknąłem na chwilkę oczy i praktycznie od razu dostałem w 4 czakrę oraz było jeszcze jakieś szarpnięcie w głowie. Niestety 10 minut później również, ze zmęczenia zamknąłem oczy i stało się to samo, a o 23 jakoś już mi się tak bardzo spać nie chce hmm dziwne! Tak czy siak i tak niedługo idę spać...

O 23:09 kładę się spać. O 2:10 dostałem w krótkich odstępach czasu w sumie aż 4 ciosy -> ewakuuje się do łóżka pod oknem. Wciąż czułem pewnego rodzaju "niepokój" itp. Nie mam tego spisanego, ale chyba oberwałem jakiś cios? Tak czy siak pamiętam, że nie było fajnie i modliłem się o pomoc do opiekunów, Archanioła Michała, Maryi... itd... o przykrycie mnie jakby ochronnym płaszczem i tak się też stało! Po chwili poczułem jakby ktoś mnie czymś nakrywał? i doznałem uczucia spokoju i bezpieczeństwa! Niestety za chwilę lekko się to bezpieczeństwo zmniejszyło, ale dość szybko ponownie się pojawiło... może ten byt próbował przedrzeć się przez ową "zasłonę"?... tego nie wiem... mogę się jedynie tego domyślać... ale fajne jest uczucie gdy wiesz, że jesteś "bezpieczny". Dzięki temu udało mi się spokojnie zasnąć. O 7:30 miałem atak we śnie, ale udało mi się obronić przed napastnikami. Następnie leżałem sobie już z otwartymi oczami. O 8:22 wstaję.

05/06.03.2011 -> O 4:10 kładę się spać. O 9:24 wstaję. Czy były jakieś ataki? Nie pamiętam... Ogólnie noc wydawała się spokojna... a jak coś było to nie zwróciłem na to specjalnej uwagi. PS. położyłem sobie przy poduszce trochę pachnącej lawendy w woreczku... może to coś pomogło?

06/07.03.2011 -> O 2:27 kładę się spać (łóżko koło okna). O 2:33, 2:34, 2:35, 2:37 i 2:39 miałem strzały w czakrę (3 i 4). Ogólnie nawet raz poczułem jak ten byt koło mnie zawisł w powietrzu. Kierowałem w jego stronę obrazek z Jezusem, ale on bez problemu pokonał moją obronę (wystarczy podlecieć z drugiej strony i strzelić... nic prostszego). Ogólnie myślałem, że uda mi się jakoś zasnąć (mimo tych ataków), no ale jednak się przeliczyłem i stąd taka długa seria strzałów w moją osobę... powinienem ją wcześniej przerwać (ewakuacją czy po prostu "wstaniem")... jakoś nie wiem czemu tego nie zrobiłem... hmm... Ewakuowałem się do łóżka pod ścianą i o dziwo spokojnie zasnąłem. Wstałem o 9:48. Czy boli mnie czakra po tych 5 strzałach? Zdecydowanie tak... Czy warto było próbować się bronić zamiast uciekać? Zdecydowanie nie... ucieczka wydaje się jedyną sensowną opcją... Nie mniej jednak co robić gdy chce się bardzo spać, a wiemy, że gdy zamkniemy oczy będziemy zaatakowani? To jest dobre pytanie... wiem jedno... czasem spać trzeba. Dzisiaj spróbuję obronić się olejkiem kamforowym... może coś pomoże... chociaż w sumie już tego próbowałem... i jakoś nic nie pomogło... ale i tak warto spróbować... bo niby co mam do stracenia? :P

PS. Jest 22:18, a moja czakra dalej czuje się źle :( ... a niedługo trzeba iść spać :(

07/08.03.2011 -> Jest ~1:45... pokropiłem 4 czakrę olejkiem kamforowym, a o 2:12 trzecie oko... Wziąłem do obrony obrazek Jana Pawła II... -> Posłuchałem sobie sporo piosenek o Jezusie, modlitw ochraniających itd... O 3:01 kładę się spać. Zapaliłem sobie dodatkowo górne światła... o dziwo jakoś w nocy nic mnie nie zaatakowało? tak sądzę? O 5:30 zgaszone zostały górne światła (dziwnie się czułem na czakrze... w negatywnym sensie). O 9:16 wstałem... ktoś był w moim śnie... ale chyba pozytywny...

08/09.03.2011 -> O 00:55 pokropiłem 4 i 7 czakrę olejkiem z drzewa różanego. O 1:45 kładę się spać. Ogólnie to widziałem tego byta w moim śnie około 4 w nocy?... a o 4:17 strzelał do mnie z karabinu! Strzelił we mnie z 20-30 razy!!! Po prostu mnie zmasakrował :((( Ogólnie to moja 4 czakra to jedna wielka rana! :((( Po wstaniu okazało się, że zapomniałem tej nocy nałożyć na siebie różańców :((( W ogóle pierwszy raz w życiu mam serię z karabinu... ciągle były te pojedyncze strzały... a teraz takie coś? Ewakuowałem się do małego pokoju, ale tylko tak, aby poleżeć sobie bez zamykania oczu. Ogólnie mam intensywne wstrząsy całego ciała (chwilowe uszkodzenie układu nerwowego?)... szczególnie na 4 czakrze... ale też na nogach, barkach i innych częściach ciała... Ta reakcja jest normalna po takich bęckach... Oczywiście po zmianie łóżka już miałem na sobie 3 różańce na szyi... Położyłem też na czakrze modlitewnik oraz obrazek z małym Jezusem... Wylosowałem stronę w modlitewniku, nakierowałem palcem i czytam "-Bracie (Siostro), czy odrzekasz się ducha złego i wszystkich spraw jego? -Odrzekam!" ... później dołożyłem na czakrę kryształ górski. O 5:00 zamknąłem na chwilę oczy i wpadłem w sen... i po chwili prawdopodobnie dostałem strzał (pojedynczy) w czakrę... Ogólnie około ~5:08? poszedłem do komputera spisać te wydarzenia... Mam zachrypnięty głos... O 5:48 odmyłem wodą ręce, czoło i 4 czakrę... Te ciosy czuję nawet tuż pod obojczykami... Ogólnie morał jest taki: pamiętaj o nałożeniu różańców!!!

Jest już 16, a ja wciąż czuję się słabiutko :( Czakra mooocno obolała; ból rozciągnięty na duży obszar (praktycznie cała klatka piersiowa). Wciąż mam pewne wstrząsy ciała... ale nie tak intensywne jak po tym okropnym ataku...

Około 20:00 bardzo zachciało mi się spać. Usypiałem na siedząco... nawet nieświadomie wpadałem w sen, a już po chwili dostawałem strzał w czakrę... Kilka minut we śnie spowodowało 4-5? strzałów oraz to, że nie jestem już tak strasznie śpiący... ale nie mniej jednak... spać to mi się chce... i doczekać się nie mogę gdy będę robić to z wiedzą, że nic mi się nie stanie. Ogólnie to są jeszcze szarpnięcia i strzały gdy nie śpię i nie mam zamkniętych oczu... ale raczej o nich nie wspominam...

09/10.03.2011 -> O 23:40 kładę się spać (były ataki przed zaśnięciem). O 1:59 była próba ataku we śnie... ewakuowałem się do małego pokoju. O 8:13 wstałem, ale z ~30 minut wcześniej była próba ataku we śnie, nieudana dla mojego przeciwnika.

Jest już ~23... siedzę przed kompem, a ten mnie kilka razy zaatakował... Podczas takiego ataku czuć takie specyficzne uczucie w głowie... jakby szybkie "uśnięcie" (strata świadomości), a zarazem przemieszczenie się czegoś w głowie (meridianą?) i przez pewien bardzo krótki czas jestem w takim dziwnym stanie jakby wyłączenia? i właśnie wtedy dostaję cios w czakrę... po ciosie oczywiście czuję ucisk na czakrze itd... Samo "wyłączenie" nie wydaje się "złe" ale już strzał w czakrę tak...

10/11.03.2011 -> O 23:35 kładę się spać... były ataki przed zaśnięciem. O 5:00 była próba ataku we śnie. Następnie było kilka strzałów w czakrę i ewakuowałem się do łóżka obok. Pokropiłem siebie i łóżko wodą święconą... o 5:05 kładę się ponownie spać. O 7:05 strzał w czakrę... na dodatek wcześniej też było kilka strzałów... a po 7:05 był chyba jeszcze z jedne strzał, ale od 7:05 leżałem już z otwartymi oczami aż do wstania o 8:11.

PS. Jest 18:08... zauważyłem dwa małe ciachnięcia z lewej strony pleców... (na górze).

11/12.03.2011 -> Około 00:50 jak i wcześniej byłem atakowany (3 i 4 czakra) gdy siedziałem przed komputerem... Zasłoniłem sobie czakrę obrazkiem z Jezusem... Ogólnie nie czuję jakiejś swobody w pokoju... niestety wygląda mi na to, że moi niechciani towarzysze się uaktywnili... 4:35 -> atak na 4 czakrę? ... wciąż nie śpię...  ale już 2 minuty później leżę w łóżku :) O 4:43 był atak... O 6:54 były 2 strzały... O 10:41 wstaję...

12/13.03.2011 -> O 23:11 kładę się spać. O 23:35 próba ataku (wyczuwałem tego byta od strony pleców). O 5:55 strzał. O 6:50 widziałem tego byta we śnie, ale nic mi nie zrobił (we śnie zakrywałem swoją czakrę kryształami górskim i ten byt zrezygnował z ataku -> może ma to coś wspólnego z tym, że spałem mniej więcej na brzuchu?). O 7:00 strzał? O 8:15 wstaje. PS. Zauważyłem (to około 20:00), że ciachnął mnie na 3 oku (~2 cm)... ale nie do krwi...

13/14.03.2011 -> O 2:56 kładę się spać. Ogólnie było kilka strzałów. O 9:59 wstaję.

14/15.03.2011 -> O 00:45 kładę się spać (posmarowałem sobie 4 czakrę itd. olejkiem różanym). Były malutkie ataki na 4 czakrę. O 4:09 dostałem dwa zastrzyki :( Pierwszy chyba w okolice 1-2 czakry z tyłu? (już nie pamiętam dokładnie) a drugi w lewy pośladek. Przy tym drugim zastrzyku próbowałem zasłonić to miejsce ręką, aby nie był mi zrobiony ów zastrzyk, ale niestety strzykawka  przeszła przez rękę i wbiła się w pośladek :( Co ciekawe czułem tą długą! igłę i to bardzo wyraźnie... nie było to miłe... nie wiem co mi wstrzyknęli, ale z pewnością nic dobrego :( Na dodatek po obudzeniu się czułem lekki ból w miejscu gdzie igła przebiła moją rękę. O 4:30 się ewakuowałem do pokoju obok. Tam miałem kilka strzałów... takich mniejszych... O 9:25 wstałem... Rozmawiałem z Wiesią i wspomniała, że może to są "szarzy" i w tej samej sekundzie zobaczyłem na komputerze liczbę 666 :((( Strzały w czakrę to pikuś przy zastrzykach :((( To już jest bardzo poważna sprawa :(((

Pojechałem z mamą do katedry i podczas wyprawy do niej w autobusie był plakat sugerujący, że tam mi pomogą? lub coś w tym stylu? W katedrze się pomodliliśmy i były tam takie karteczki z prośbami do Boga... wypełniłem ją i wrzuciłem ją tam gdzie trzeba... oczywiście intencją moją było, aby owe ataki się zakończyły, ale aby odbyło się to zgodnie z wolą Bożą... itd... później poszliśmy do sklepu "religijnego" i kupiłem sobie krzyż papieski, srebrny, ale aż ~26,5 centymetrowy. Skoro ten co mam (13,5cm) zlikwidował praktycznie całkowicie hipnozy (o ile nie całkowicie) to co dopiero krzyż prawie 2x większy. Myślę, że powinien mi pomóc. Ogólnie sytuacja w jakiej się znajduje nie jest zbyt ciekawa... Jest już 13:06 i dalej mnie tyłek boli w miejscu w którym była wbita igła :( Jeszcze taka jedna rzecz... gdy wróciłem z kościoła i wszedłem do pokoju to spojrzałem na zegar i była pierwsza za jeden i chyba było 11 sekund na wskazówce sekundowej... może to dobry znak? Kupiłem sobie też sporą świecę...

Podczas rozmowy na skype z pewną osobą gdy opowiadałem Jej o moich atakach to wspomniałem, że to są już ostatnie podrygi szatana i wtedy od razu na komputerze zobaczyłem liczbę 666 (na statystykach strony). Ciekawe te pojawiające się liczby... nie sądzę, aby pojawiały się one przypadkowo...

Mam w domu również gromnicę (świeca) i chyba ją dzisiaj w nocy będę palić... a świece którą dzisiaj zakupiłem zostawię na później...

Około 18:30 zapaliłem świecę gromniczną... i niech się pali...

Tak sobie trzymam mój nowy krzyż papieski i czuję się z nim jakoś bezpieczniej...

15/16.03.2011 -> O 00:00 kładę się spać -> wypaliłem kadzidełko oraz zapaliłem dodatkowo górne światło, aby było jaśniej. Rozstawiłem również opiekunów na każdy kąt łóżka itd Położyłem się w pozycji takiej, aby plecy dotykały ściany (pozycja męcząca na dłuższą metę). Mój nowy krzyż papieski położyłem na sobie (okolice 4 czakry)... ale oczywiście cały czas trzymałem go w ręce. O 4:30 widziałem ich we śnie, ale nic mi nie zrobili. Było ich chyba 3-4? z karabinami. Gdy otworzyłem oczy po kilku minutach miałem chyba dwa strzały w czakrę... ale takie nie za  mocne... O 4:46 wstałem. Oczywiście cały czas pali się świeca gromniczna...

16/17.03.2011 -> O 1:11 kładę się spać. Tak jak wczoraj miałem zapalone światła, świecę (gromnica pali się non stop), kadzidełko itd... ale bardzo szybko po zamknięciu oczu zacząłem być szarpany. O 1:21 ewakuowałem się do małego pokoju, ale tam było to samo. O 1:32 wstałem. Niestety w sumie z 10x mnie szarpnął... szarpnięcia są raczej czymś słabszym od strzałów... jakoś tak to widzę? Tak czy siak trochę oberwałem... może nawet trochę za mocno... mogłem wstać wcześniej, ale myślałem, że może uda mi się jakoś usnąć... ale jednak się myliłem... może za jakiś czas spróbuję ponownie... ogólnie jak zwykle mam do siebie pretensje, że nie wstałem od razu po "szarpnięciu"... dałem się temu bytowi obić... ale z drugiej strony głupio mieć do siebie pretensje, że chce się człowiekowi spać... wczoraj spałem jakieś 4,5h, a dzisiaj jak tylko się położyłem zostałem poszarpany... żyć nie umierać... przy tych szarpnięciach były też jakby pewne wizje (obrazy / w kolorze) rzucane mi nawet przed otwartymi oczami i jak się domyślam było to robione po to, aby mnie "rozkodować" (otworzyć) i zabrać mi energię? lub aby łatwiej ten byt mógł mnie poszarpać? Mówiąc szczerze nie chce mi się specjalnie nad tym zastanawiać... wiem, że jak zamykam oczy to dostaję... i ta wiedza mi prawdopodobnie jeszcze na długo wystarczy ;) Niestety mój duży krzyż papieski nie działa na te szarpnięcia :/ ... ha! jednak dalej jestem hipnotyzowany! oczka mi się zamykają i w ogóle usypiam na siedząco... pomijając fakt, że gdy zostanę tak na chwilkę uśpiony, to zbiorę bęcka w czakrę O 2:14 podczas hipnozy przyłożyłem sobie duży krzyż papieski do 7 czakry i cała hipnoza ustała! Więc ten nowy krzyż papieski działa! ale moja radość nie trwała zbyt długo (dalsza hipnoza) ... później przykładałem krzyż również do 3 oka, tyłu głowy... itd.. i tak kombinowałem... raz działało lepiej raz gorzej.... O ~2:30 postukałem również tinghsa.... O 2:43 chyba odpuścił :) ogromna różnica w "senności"... ~2:55 znowu się zaczyna...  z jednej strony jestem senny i niewyspany, ale z drugiej strony czemu przyłożenie krzyża papieskiego zlikwidowało tak nagle ową senność? to jest dobre pytanie ;) ale chcąc nie chcąc zaraz idę spać...

O 3:25 kładę się ponownie spać. Pokropiłem głowę, 4 czakrę i łóżko wodą święconą. O 10:50 wstaję. Nie za wygodnie jest spać w jednej pozycji całą noc, no ale jest jak jest. Ogólnie tym razem nie było jako takich ataków. Wydaje mi się, że mogła być pewne próba ataku we śnie, ale nawet jak był to atak, to nieudany dla mojego przeciwnika. A taka ciekawostka, że gdy siadłem przed komputerem to była godzina 11:01 :) (pierwsze położenie się spać było o 1:11). Ogólnie sporo ostatnio trafiam na tego typu godziny :)

Zauważyłem również pewną ciekawą zależność... a mianowicie... że gdy jestem w miarę rozbudzony, a jednak idę spać to jest bardzo duża szansa na strzały, szarpnięcia itp. (przykład to dzisiejsza noc i wiele innych), a jak jestem bardzo zmęczonym, senny itd. to jest chyba! mniejsza szansa na dostanie dużej ilości strzałów itp. przed zaśnięciem gdyż szybciej mogę wejść w "inny" stan bliższy snu. Jak jestem rozbudzony to długo przebywam w stanie mocno podatnym na ataki przed zaśnięciem i tyle... oczywiście różnie z tym bywa... ale to takie moje przemyślenia... bo już któryś raz zaobserwowałem takową zależność... ale nie jest to jakaś zasada czy reguła... moje przemyślenia mają raczej płynną granicę :)

17/18.03.2011 -> O 4:18 kładę się spać, a o 11:05 wstaję. Ogólnie były jakieś tam szarpnięcia czy coś w tym stylu, ale ogólnie w miarę spokojnie...  nie mniej jednak gdy leżę plecami przytknięty do ściany to zauważyłem, że po pewnym czasie zaczyna boleć mnie czakra... i nie wiem czy to dzieje się od jakiś ataków, których nie wyczułem, czy może jest to spowodowane niewygodną pozycją? Ważne, że gdy wstanę to dość szybko to przechodzi więc domyślam się, że nie jest to nic poważnego? Tak mi się wydaje? ale będę obserwować to... może dowiem się czegoś więcej na ten temat...

O 23:28 zgasła mi gromnica... ale od razu zapaliłem moją drugą sporą świecę... ogólnie palą się one w intencji odepchnięcia tych ciemnych sił ode mnie... ale nie tylko...

18/19.03.2011 -> Kropię siebie i łóżko wodą święconą itd... O 4:45 kładę się spać. O 7:06 chyba był mały atak we śnie... O 10:21 wstaję...

19/20.03.2011 -> O 2:46 kładę się spać. O 2:51 mnie szarpnął, ale ogólnie udało mi się jakoś usnąć. O 4:26 był w moim śnie i próbował mnie zaatakować? O 10:35 znowu pojawił się w moim śnie, ale o dziwo nic mi nie zrobił (postać będąca bardzo blisko mnie itd. / opis próby ataku w dużym skrócie / ja tego byta w moich snach rozpoznaję już na "kilometr", nie mniej jednak ostatnio jakoś się w nich zaczął  lepiej kamuflować... tak mi się wydaje? tak czy siak będę dalej obserwować jego poczynania względem mojej osoby). O 10:50 wstaję.

20/21.03.2011 -> O 3:31 zgasła mi moja świeca, ale od razu ją zapaliłem ponownie. O 3:36 kładę się spać. O 3:46 jestem szarpnięty. O 5:44 był atak we śnie. O 5:50 próba ataku, gdy leżę z otwartymi oczami. Ta próba była ciekawa więc ją opiszę.... Ten byt jakby nacisnął jakiś guzik w środku? mojej głowy i mnie przełączył w "sen"? (chodzi o to, że poczułem to przełączenie) i w tym "półsekundowym" śnie widziałem obraz na całym ekranie (nie było czarnego ekranu). Po tej pół sekundzie udało mi się przełączyć ten przełącznik w głowie ponownie na swoją naturalną pozycję i wróciłem na swoje tory (normalne widzenie). Przypomina mi to trochę hipnotyzera, który pstryka palcami i Cię "przełącza" do "innej rzeczywistości"... wydaje mi się, że tutaj jest podobnie... Ten byt znajduje "klucz" i "otwiera" mnie, ale ja się orientuję jako "pan i władca" pomieszczenia i go wyrzucam za drzwi... ale nie mniej jednak w tak krótkim czasie może zabrać mi coś z pokoju. Następnie o 7:58 niepozorny atak we śnie, ale ogólnie chyba dużo mi w nim nie zrobił? O 8:08 wstaję i czuję ból na czakrze z lewej strony... ogólnie wydaje się jakbym zbyt mocno nie dostał, ale jednak dostałem... nie wiem czy można powiedzieć, że mocno, ale na pewno jakoś... mam też wrażenie, że nie spisałem wszystkiego... Chyba coś się zmieniło w tych nocnych atakach... są jakieś takie niepozorne... ale jednak "bolą"... od kilku dni jest sporo szarpnięć... właściwie nie ma strzałów... muszę uważać na to "przełączanie"... bo jak mu się uda to ma jakby dostęp do "głównego komputera", która zarządza energią i może ją sobie wziąć... co nie leży oczywiście w moim interesie... muszę dobrze zaryglować drzwi... ale z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to zbyt łatwe...

21/22.03.2011 -> O 00:17 kładę się spać (uderzam wiele razy tingsha). O 5:16 był atak we śnie, ale taki nie pozorny... że niby wszystko jest w porządku, że nie ma "ciosu", ale moim zdaniem w czasie trwania tego snu jest jakieś zabieranie energii lub coś w tym stylu. Po prostu trwa sen gdzie ten byt jest cały czas koło mnie (widoczny jako postać) i tak jakby wyczekiwał na moment, w którym będzie mógł mnie zaatakować...  czasem też podchodzi zbyt blisko... zdecydowanie za blisko... nie wspominając o podszywaniu się pod osoby, którym ufam itd... typowa diabelska sztuczka. O 5:25 był atak... -> tingsha... O 6:57 atak we śnie... bez uderzenia na końcu snu czy czegoś takiego, ale nie mniej jednak dla mnie obecnie nawet próby ataku bez finału są podejrzane... jak pisałem wcześniej wydaje mi się, że mimo braku ewidentnego ciosu czasem jednak jestem pokrzywdzony... po prostu wydaje mi się, że cios może czasem zostać zadany, ale tak niepozornie, że nie skrystalizuje się on we śnie (nie mniej jednak może być odczuwalny, gdy będzie zadawany lub skrystalizuje się on jako "ból" na czakrze po przebudzeniu)! Uważam ponadto, że w trakcie trwania snu i gdy jestem w bliskiej obecności tego byta to jest duża szansa, że jestem okradany z energii itd... on cały czas coś tam przy mnie kombinuje... a to na pewno nie jest korzystne dla moich czakr -> tingsha... O 7:12 gdy już leżałem z otwartymi oczami dostałem cios w 3 czakrę i postanowiłem od razu wstać.

Mam nową gromnicę... ma jedynie 58cm wysokości... Zapaliłem ją o 22:04 z intencją, aby wszelka negatywna energia w mojej rodzinie + te ataki zostały w pełni oczyszczone wraz z wypaleniem się tej świecy (coś w tym stylu)... a moja poprzednia świeca już się dopala i niedługo zgaśnie... Niestety kilka minut później moja nowa świeca mi zgasła... knot się przekrzywił... ale od razu zapaliłem ją z powrotem... z prawidłowym ustawieniem knota... teraz powinno być już ok :)

22/23.03.2011 -> Już przed zaśnięciem wyczuwałem tego byta (normalka)... prawdopodobnie też kilka razy mnie uderzył... O 1:10 kładę się spać. O 1:13 był strzał w lewą nogę (jakby strzał z paralizatora?) z zabraniem energii z 4 czakry... podczas ataku leżałem całkowicie na brzuchu (pewnie chciał, abym się obrócił 4 czakrą do niego) -> tingsha. Następnie sobie siedziałem i o 1:26 nagle zapadłem w sen... i dostałem? -> poszedłem normalnie spać. O 3:40 dostałem we śnie... było wiele bytów (z 8!?)... na początkowym etapie snu omijałem ich itd., ale w końcu mnie dopadli i nie miałem już jak uciec... -> po tym ataku postanowiłem wstać... Ogólnie jestem z deczka rozbity... czakra boli... trochę mną telepie... 2,5h snu to nie za dużo... O dziwo moja mniejsza świeca dalej się pali...

O 9:23 została mi niechcący zgaszona świeca (58cm), ale szybko została zapalona ponownie.. nie wiem czy warto o tym w ogóle mówić, ale tak czy siak o tym wspominam...

Około 15? zgasła moja poprzednia świeca, a około 16:30 trochę leżałem z otwartymi oczami i chyba coś dostałem? ale nie jestem pewien... tak czy siak jestem już tym wszystkim "troszkę" zmęczony... byleby już ten marzec przetrwać...

23/24.03.2011 -> O 22:04 kładę się spać (woda święcona na głowę itd) -> ogólnie jestem bardzo senny. Około 6-7? widziałem we śnie dwóch broniących mojego bezpieczeństwa opiekunów + siedzącą przy mnie moją drugą połówkę!!! (tym razem nie był to byt, który się pod Nią podszywał!) i ogólnie do tego czasu spałem bardzo dobrze. Następnie trochę później był już ten byt, który próbował się do mnie dobrać, ale z jakiegoś powodu miał spore problemy i musiał trzymać się na dystans. Niestety o 8:04 zostałem przez niego dziabnięty... i postanowiłem sobie, że jeszcze trochę poleżę, ale już tylko z otwartymi oczami, niestety około 8:10 wpadłem w sen i chyba dostałem (nie jestem na 100% pewien) i niestety za kilka minut (8:14) również wpadłem w sen i teraz to już na 100% zostałem dziabnięty... Po tym incydencie od razu wstałem...

24/25.03.2011 -> O 3:58 kładę się spać. O 4:00 dostaję z dwa szybkie ciosy... minutę później jeszcze jeden... ewakuuje się do małego pokoju... tam nie lepiej... zanim zasnąłem dostałem dobre kilka razy... nie jest to fajne uczucie jak "powietrze" cię bije... Nad ranem nie lepiej... mocny cios w 3 czakrę i 4 czakra też dostała... O 9:26 wstaje... obity... i zmęczony całymi tymi atakami...

Dostałem cynk od Wiesi o pewnym punkcie na prawej ręce na palcu serdecznym gdzie znajduje się pewien tajemniczy punkt na stawie (z boku / dokładnie tam gdzie pokazuje strzałka na zdjęciu). Jest to punkt który należy masować mglistym, białym kamieniem np: angelitem, opalem, okenitem lub śnieżnym kryształem górskim. Podobno gdy tak się robi rośnie nasza moc obrony przed ciemnymi bytami... lub  coś w tym stylu... zobaczymy czy to coś pomoże... ja osobiście używam kryształu górskiego (taki mglisty; nie przezroczysty)...

25/26.03.2011 -> O 2:45 kładę się spać. O 4:36, ~10? oraz 10:14 były ataki we śnie... Przed wstaniem na pewno było też jakieś "dziabnięcia"... Jak zwykle moja czakra potrzebuje odpoczynku...

23:18... z 10 minut wcześniej zachciało mi się bardzo mocno spać (czasem się zdarza taka dziwna senność)... ale opierałem się temu myśląc, że może być to hipnoza... Założyłem na siebie różańce itd... po jakiś 2-5 minutach od zastosowania tej metody obrony owa skrajna senność po prostu znikła! Czy to nie dziwne? znikła tak sama z siebie? Oczywiście dalej chce mi się spać, ale nie tak jak jeszcze przed chwilą... w mgnieniu oka wszystko się zmieniło... Wrażenie jakby coś mnie opuściło (lub ze mnie zeszło -> odklejenie się obcego byta?)... sądzę, że obecnie mogę mieć w pokoju nieproszonych gości ;) ale chciałbym się mylić ;) Wiem, że hipnoza w biały dzień (choć obecnie jest ciemno) jest całkowicie możliwa (patrz doświadczenia przed 14 stycznia 2011 oraz samo uwolnienie od hipnoz w biały dzień za pomocą krzyża papieskiego 14 stycznia 2011 roku) więc i obecnie mogę być hipnotyzowany... bardzo możliwe... ale nie jestem pewien tego na 100%... tak czy siak dziwnym jest to, że tak po prostu taka wielka senność tak po prostu znikła... a takie rzeczy już się zdarzały w przeszłości... i dobrze mi się nie kojarzą...

26/28.03.2011 -> O 23:40 kładę się spać. O 8:44 wstaję (była zmiana czasu więc spałem tak na prawdę godzinę krócej). Ogólnie dzisiejsza noc nie była taka zła... trochę ten byt wojował w moich snach i pewne straty na czakrze odczuwam... no, ale to normalne po odwiedzinach kogoś takiego... Kolejna noc odhaczona...

PS. w nocy wypaliła się już do końca moja gromnica... teraz czas na palenie takich małych świeczek...

Jest 1:34... i jakieś ~30 minut temu coraz mocniej zaczęło mnie piec czoło. Co ciekawe po upływie tych ~30 minut (już bardzo piekło) moim oczom ukazało się ciachnięcie (1,5cm) wiadomo przez kogo spowodowane :/ Po kolejnych minutach pieczenie stało się mniejsze, ale jednak utrzymywało się na pewnym stałym poziomie. Już nawet nie trzeba spać, aby bęcki obrywać :/ Nie zachęca mnie to do pójścia spać :/ Tak w ogóle to ja jeszcze przed tym pieczeniem wyczuwałem tego byta za sobą (z prawej strony)... kierowałem w tym kierunku krzyż papieski (ten duży), ale widocznie nie pomogło...

O 1:42 posmarowałem sobie 3 oko wodą święconą no i naginam na tingsha ;) może go to trochę zniechęci do działania...

1:46 -> puszczę sobie trochę muzyczki religijnej ;) Te byty to bardzo lubią hehe ;)))

27/28.03.2011 -> O 2:11 kładę się spać. O 4:45 był atak we śnie, następnie z 3-4 ataki w czasie gdy byłem obudzony? nie jestem już tego pewien na 100%, a te ciosy nie wyglądały jak zwykłe strzały czy dziabnięcia hmmm... w sumie sam nie wiem... po obudzeniu wyczuwałem tego byta... i aby nie dostać jeszcze mocniej to postanowiłem wstać (ale nie zrobiłem tego od razu tylko odczekałem kilka minut... pewnie był to błąd). Chcąc nie chcąc czuję uszkodzoną motorykę ciała... spowodowane bęckami w układ nerwowy? źle mi się pisze na klawiaturze (w taki specyficzny sposób)... to się czasem niestety zdarza po nocnych przygodach... na 4 czakrze z lewej strony czuję "bombę" którą dostałem... chodź we śnie ten cios był dziwnie odczuwalny... nie jak typowy strzał czy dziabnięcie. Moje draśnięcie na 3 oku jest obecnie dużo bardziej widoczne niż jeszcze kilka godzin temu. Zastanawia mnie tylko dlaczego nie zaatakował przed zasypianiem skoro był u mnie w pokoju? Chyba jednak nie jestem w stanie sobie wyobrazić ulgi jaką poczuję, gdy już ten "cyrk" się skończy... to będzie wiekopomna chwila... oj tak... dla mnie na pewno :)))

O 5:46 posypałem głowę poświęconą solą (i to pomogło!!!), oraz wodą święconą! ale czakra dalej boli... no ale nic... Zauważyłem, że bardzo często po atakach mam chrypę... na pewno jest to związane z atakami... celują we mnie negatywną energią i chcą zaniżyć moje wibracje... moja 5 czakra, która jest również filtrem nie tylko dla toksyn ziemskich, ale jak widać i eterycznych wyłapuje te toksyny i zaraz objawia się to chrypą co wskazuje na oczyszczanie tego syfu, aby przywrócić czakrę do normalnego stanu... tak czy siak przeważnie po kilku godzinach chrypa mija (jest to sczyszczone).

Ogólnie obstawiam, że posypanie głowy poświęconą solą spowodowało odklejenie tego byta, który prawdopodobnie przyczepił się do mojej głowy i co gorsze on chyba siedział na mnie w czasie, gdy byłem ciachnięty w czoło! Teraz sobie przypominam, że były to bardzo podobne odczucia (silny ucisk + senność itp). Sypanie się solą podwyższa wibracje dlatego odklejają się od nas negatywne byty! Dobrze zapamiętam ten sposób! Sądzę, że może się jeszcze przydać!

7:08 -> właśnie skończyłem płukać gardło wodą z solą + na koniec mały łyk się napiłem. Jak na moje oko moja chrypka się zmniejszyła... nie jest idealnie, ale jest lepiej... Może ona również wynikać z "chemicznego" powietrza spowodowanego chemtrailsami, które latają na niebie jak oszalałe... tak czy siak gardło sczyszcza te niskie energie więc nie jest źle...

Jeszcze jedną rzecz warto zrobić, a mianowicie akt ofiarowania się Bogu, Maryi... ale w taki sposób, aby moje wszelkie cierpienie jakie zada mi ten byt oraz z wszelkich innych sytuacji życiowych, aby było zamienione jako odkupienie dla dusz czyśćcowych oraz dla ludzi, którzy potrzebują pomocy (nie koniecznie umarłych). Z tego co pamiętam to robiłem to już kiedyś, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Wtedy każde moje cierpienie mi zadane nie pójdzie na marne tylko komuś pomoże :) Wiem, że takie rzeczy można robić i działają więc na pewno trochę zniechęci tego byta do atakowania mnie... może nie od razu, ale po pewnym czasie stwierdzi, że im mocniej mnie atakuje tym więcej "dusz" traci... Wiadomo... trzeba zapalić świecę... nawiązać kontakt z Bogiem... i nie zrobić tego na odwal tylko poważnie podejść do sprawy :) ... dzisiaj to zrobię... i zobaczymy jakie będą tego efekty...

~9:35 leżę w łóżku i... znowu poczułem pieczenie na czole! wstaję i co widzę? kolejne ciachnięcie :/ jedno koło drugiego :/ -> mam też tutaj pewnego rodzaju (całkiem spore) zaczerwienienie... oczywiście widoczne fizycznie... wygląda to trochę tak jakbym przywalił w coś głową... nasmarowałem się tam solą... może to odgoni tego byta przed ciachaniem mi mojego 3 oka ;/ (oczywiście zaczerwienienie było przed smarowaniem się solą).

Ogólnie czuję się jakbym był lustrem, w które ktoś przywalił... teraz staram się jakoś poskładać do kupy...

O 11:22 skończyłem modlitwę w sprawie ofiarowania swojego cierpienia, aby oczyszczało dusze będące w czyśćcu oraz innych potrzebujących... więc teraz jest tak, że gdy zostanę zaatakowany to ktoś gdzieś tam dozna ulgi lub w jakimś stopniu zostanie oczyszczony. Myślę, że moja modlitwa została wysłuchana i te ciemne byty szybko się nauczą, że atakowanie mojej osoby nie jest dla nich korzystne...

Około 18:00 posypałem solą w 4 kąty pokoju + na łóżko... może coś pomoże... warto próbować... skoro te byty tak się boją soli...

28/29.03.2011 -> O 21:45 kładę się spać. 2 minuty później miałem szarpnięcie... -> posypałem siebie oraz całą kołdrę itd. solą... no i najwidoczniej pomogło... Około 3-6 był atak? O 6:45 kolejny... O 6:54 wstaję... Mam pewną chrypkę (dużo mniejszą niż wczoraj) oraz malutki ból (który szybko minął) na 5 czakrze... nie wspominając już o 4 czakrze, która czuje się jakby dostała pięścią... no ale to standardzik...

29/30.03.2011 -> O 1:09 kładę się spać + posypuję siebie + łóżko + nacieram koszulkę solą. O 4:05 dostaje cios we śnie -> wstaję...

30/31.03.2011 -> O 21:50 kładę się spać... oczywiście sypię sporo soli... O 2:13 był atak?, a o 3:45 kolejny? nie jestem pewien... O 5:20 wstaję. Mogłem spać dalej, ale w sumie sporo godzin dzisiaj już odespałem i wolę nie ryzykować... zresztą niewygodnie jest spać całą noc w jednej pozycji... tak czy siak kolejna noc odhaczona :)

[KWIECIEŃ 2011]

31.03.2011/01.04.2011 -> O 00:29 kładę się spać. O 5:35 dostaję w czakrę silną "bombę" (silny cios)... auć... -> wstaję -> prawdopodobnie był jeszcze jakiś cios tej nocy, ale ten był wyjątkowo nie fajny... a tak swoją drogą pewnie można już powiedzieć, że śpię w soli... sporo już jej mam w swoim łóżku hehe... ale jak coś pomaga to nie ma bata... trzeba stosować ;) ale nie mniej jednak ten byt zaatakować jeszcze umie... W chwili ataku spałem bokiem, przytkniętym (mniej więcej) plecami do ściany... postaram się więcej leżeć na brzuchu, aby utrudnić mu atak na czakrę, ale z doświadczenia wiem, że nie koniecznie musi to pomagać, nie mniej jednak będę próbować...

O 6:52 natarłem 4 czakrę olejkiem różanym... może trochę złagodzi skutki uderzenia...

01/02.04.2011 -> O 23:05 kładę się spać (wiadomo... sporo soli sypię i kładę się tym razem już ładnie na brzuchu). Około 4? budzę się i w tym czasie do 4:31 (o której wstałem) było chyba kilka ataków? nie jestem pewien... na pewno był jeden typu halucynacja... niestety patrzyłem się na ową halucynację i źle się dla mnie to skończyło... Następnie miałem przełączany przełącznik w głowie i doznawałem w sumie z 4x wybuchu mokrej kulki na 4 czakrze... do dzisiaj nie jestem pewien co to za objaw... czy atak czy coś innego? tak czy siak zdarza się to gdy za bardzo się wyluzuję... wtedy jakby nie trzymam tego przełącznika i pozwalam mu się przełączyć i bum...

Dodam jeszcze, że ogólnie chodzi o to, aby atak był nie pozorny! Im bardziej jest zakamuflowany tym lepiej dla tego byta. My mamy nie wiedzieć, że zostaliśmy zaatakowani... mamy o tym jak najszybciej zapomnieć! Było minęło! Mamy nie stawiać oporu i być zdezorientowanymi! To był tylko zły sen! Na tym polega geniusz "czarnego"... na tym, że uważamy siebie za inteligentnych..., a przecież "czarny" jest nieporównywalnie inteligentniejszy od nas! Musimy zdać się na Boga i Jego mądrość która rozświetli nam umysł, bo inaczej jesteśmy zgubieni... Gdyby nie opatrzność Boża nad ludźmi którzy są atakowani to nie byłoby co zbierać... Gdyby nie poświęcenie Jezusa na krzyżu to prawdopodobnie mnie już by nie było... Wykończyliby mnie już dawno... Myślicie, że wciąż się trzymam dzięki swojej sile? i swoim metodom obrony? Co było gdy nie założyłem różańca? Dostałem serię z karabinu, a normalnie dostaję "pojedyncze" ciosy... co byłoby gdyby krzyż papieski nie działał? Zostałbym tak wrednie hipnotyzowany w biały dzień i w nocy, że nie miałbym szans na nie obicie tak mocne, że nie mógłbym chodzić, aż w końcu doprowadziłoby to do całkowitego załamania i ostatecznej porażki... Jesteśmy bez szans bez Boga... stracisz ochronę Bożą to stracisz swoje życie, bo tego nie da się przetrwać bez Boga... Po prostu się nie da tego przejść bez Niego...

22:55 -> "zamyśliłem się" (w pewnym sensie) przed kompem... i... przełączył się przełącznik w głowie (wyraźne odczucie -> okolice thalamusa?) i poczułem ten "wybuch" na 4 czakrze (wciąż odczuwalny po 15 min...). i teraz pytanie... czy to był atak? i moja odpowiedź... NIE WIEM! i nie mogę tego jakoś rozgryźć... Mam odczucie przełącznika w środku głowy i od razu gdy przełącznik zostanie przełączony to mam odczucie wybuchu "kulki" na 4 czakrze. Gdy tracę czujność to takie coś mi się przytrafia... Mam również wrażenie, że gdy jestem czujny to mogę trzymać ten przełącznik w stałej pozycji... ale gdy bardziej się rozluźnię to może zostać przełączony... dlatego muszę być czujny... mogę siłą mentalną to kontrolować (pilnować, aby się nie przełączył). Mam również pewne wrażenie przechodzenia jakiś wymiarów... jakbym przechodził przez jakieś eteryczne falbanki...

Już wiele rzeczy z tego co mi się dzieje zdołałem dobrze zaklasyfikować... ale tego co opisuje powyżej jeszcze nie jestem w stanie dokładnie rozgryźć...

Mam też wrażenie, że muszę trzymać ten przełącznik w swojej normalnej pozycji, aby osiągnąć jakiś punkt balansu?... nie wiem jak to opisać... ale takie jakieś mam odczucia i myśli... więc spisuję to... Kojarzy mi się to trochę z jakimś dostrajaniem umysłu... lub jakimś treningiem? jeżeli nie chcę być "kopnięty" w 4 czakrę to muszę się pilnować :)

02/03.04.2011 -> O 23:50 kładę się spać. O 2:37 miałem uczucie wybuchających kulek na 4 czakrze, ale nie czułem żadnego przełącznika w głowie (hmmm). O 2:41 miałem atak... -> ewakuacja do małego pokoju -> tam od razu posmarowałem 4 czakrę olejkiem różanym i jakoś usnąłem? Następnie o 7:50 miałem atak we śnie, z którego ledwo co wyszedłem... Na pewno były co najmniej 2 byty... jeden z nich chciał mnie wystraszyć, ale przed nim "uciekłem", a ten drugi złapał mnie za ręce i groził mi (lub coś w tym stylu). Ja o dziwo zachowywałem spokój... i jakoś długo ta nasza "rozmowa" trwała... Następnie zauważyłem dwóch policjantów i zacząłem ich wołać... oni jakoś dziwnie nie reagowali... ale w końcu coś się ruszyli, aby coś zrobić w mojej sprawie i wtedy cała akcja nabrała tempa... Ten byt cały czas mnie trzymał, ale w końcu wyciągnął nóż i zaczął mnie nim atakować... na szczęście nic specjalnego mi nie zrobił... i po chwili jakoś udało mi się wybudzić (jakbym przechodził przez kilka wymiarów, aby do tego wybudzenia doszło). Po obudzeniu poczułem na 3 czakrze uczucie wybuchającej kulki i w sumie tyle... Poleżałem jeszcze chwilkę i wstałem...

03/04.04.2011 -> O 00:36 kładę się spać. O 5:10 budzę się. O 5:17 wstaję. Czyżby brak ataków? Nie spałem dłużej, bo gdy się obudzę już taki trochę wyspany to czuję, że jestem łatwiejszym celem dla tego byta... więc lepiej wstać... tak na wszelki wypadek... Zastanawiam się czy w ogóle ten byt u mnie był? Moim zdaniem był i nawet chyba go gdzieś widziałem we śnie, ale tak jakby był gdzieś hen, hen daleko. Widocznie sypanie solą + akt ofiarowania swojego cierpienia za dusze czyśćcowe robi swoje...

04/05.04.2011 -> O 21:52 kładę się spać. O 3:40 był atak (lekki?), a następnie o 4:49 (już mocniejszy) -> wstaję. Niestety często bywa tak, że jest mi w nocy gaszone górne światła z uwagi na oszczędność prądu i zostaje mi tylko lampka... nie wiem czy te zapalone światła coś dają (moim zdaniem  tak), ale muszę coś w tej sprawie zrobić, aby te "głupie" światła mogły się palić całą noc.. lub dotąd aż wstanę... PS. zużyłem już wszystkie małe świeczki... w sumie sporo ich paliłem, ale była taka potrzeba :)

05/06.04.2011 -> O 00:34 kładę się spać. O 3:05 był atak -> ewakuacja do małego pokoju -> następnie było jeszcze z 5 ataków. O 7:59 wstaję.

06/07.04.2011 -> O 00:20 kładę się spać. Następnie w nocy była próba ataku, ale nie wiem czy skuteczna? O 5:43 był atak? O 5:46 wstaję.

07/08.04.2011 -> O 1:37 kładę się spać, a o 8:22 wstaję. Nie wiem czy był jakiś atak czy? Jak był to był trudniej wykrywalny niż zwykle...

08/09.04.2011 -> O 23:10 kładę się spać, ale nie zasypiam zbyt spokojnie. Następnie o 00:45 jest atak we śnie i później dostaję negatywnych wizji (np pająków) przed zamkniętymi oczami i ogólnie ktoś majstruje przy mojej głowie :( O 00:55 ewakuuje się do małego pokoju gdyż w dużym pokoju zostałem już poturbowany, ale tam wcale nie jest lepiej... już na wstępie dostaje bęcki... Od około 2:45 oglądam sobie TV do około 3:30, a 10 min później postanawiam wstać, gdyż sytuacja nie wygląda zbyt ciekawie. Ogólnie moja 4 czakra boli itd..., a w 3 też oberwała przy okazji...

Jakoś tak często bywa, że jak jednej nocy zostanę lekko obity to następnej dostaję dużo mocniej... może gdy ten byt sobie poradzić nie może to przychodzi z kolegami? bo dzisiejszej nocy czuć było "moc" tych ataków... i nie zauważyłem, aby mieli większe problemy, aby mnie otłuc. Mam nadzieję, że te ataki nie potrwają już zbyt długo... bo ciągłe niewyspanie nie wpływa na mnie zbyt dobrze...

09/10.04.2011 -> O 22:20 kładę się spać. O 6:05 mam atak we śnie (koleś kładł mi białego, małego robala na 4 czakrę z tyłu, a ja próbowałem go jakoś odgonić, ale nie dałem rady i w końcu się wystraszyłem i po ptokach)... po tym ataku wstałem... i wyczułem jakiś dziwny ucisk z tyłu na 4 czakrze, który wcale nie chciał zniknąć :/

10/11.04.2011 -> O 01:05 kładę się spać. O 4:33, 5:17 i 6:10 są ataki -> po ostatnim ataku od razu wstaję i moja czakra nie czuje się najlepiej... i nie tylko ona :/

11/12.04.2011 -> O 00:58 kładę się spać. O 5:02, 6:20 i chyba przed samym wstaniem czyli około 8:54 były ataki. Ogólnie nie są one ciosami wagi piórkowej więc nie jest zbyt fajnie, ale chcąc nie chcą wydaje mi się, że jakieś powiedzmy 2 miesiące temu miałem znacznie gorsze ataki niż te obecnie... tak czy siak na pewno coś się zmienia... i to widać... zaryzykowałbym stwierdzenie, że zmienia się na lepsze chodź ciosy jakie obrywam są bolesne...

12/13.04.2011 -> Znowu mam świeczki... O 5:05 kładę się spać. Posypałem kołdrę itd duuużo ilością soli, ale niestety to nic nie dało, bo już po chwili byłem szarpany :( i po 10 minutach leżenia musiałem wstać, gdyż marnie to widziałem :( więc dzisiaj tylko 10 min leżenia :/, ale moja czakra została poszarpana :( Ogólnie nie warto było się kłaść :(

Dzisiaj po południu przez przypadek zasnąłem... byłem tak zmęczony, że mój organizm "sam" mnie wyłączył... po pewnym czasie jak się zorientowałem, że śpię to po chwili wstałem... nie wiem czy był w między czasie jakiś atak... może nie było... ale moja czakra nie czuła się dobrze po tym śnie... ale może to były jeszcze skutki tego szarpania o 5 nad ranem... nie wiem... tak czy siak troszkę się przespałem... PS. w ogóle nie pamiętam momentu gdy zasnąłem... pamiętam jedynie budzenie się ;)

13/14.04.2011 -> O 21:00 kładę się spać. O 23:25 jest atak, a o 1:35 kolejny i to bardzo silny :( -> wstaję i w ogóle mną trzęsie i ledwo żyję :((( Mam oczywiście mimowolne skurcze mięsni (jakby drgawki -> spowodowane jest to tym ciosem -> jakby rozstrojenie człowieka energetyki?... takie rozbicie od środka...).

A i jeszcze jedna sprawa... co do świeczek to palę je nie tylko za siebie, ale za całą rodzinę itd. więc bywa, że pali się nawet i 5 świeczek jednocześnie. Trzeba jakoś poluzować więzy karmiczne itd ;)))

Kolejną dobrą rzeczą na odreagowanie nocnych potyczek jest prysznic lub kąpiel. Oczywiście należy pamiętać o założeniu krzyża papieskiego na szyję bo bez niego hipnoza gwarantowana ;) o ile ktoś jej doświadcza. Podczas kąpieli dobrze jest wsypać sobie trochę soli do wanny, a podczas prysznica możemy się nią trochę nasmarować. Podobno jest to dobry sposób na zneutralizowanie negatywnej energii która na nas osiadła. Ogólnie każda forma relaksu i odpoczynku jest dobra, ale nie zawsze możemy pozwolić sobie na zamknięcie oczu :)

14/15.04.2011 -> Przed położeniem się spać kładłem się, ze zmęczenia do łóżka i chyba na chwilkę wpadałem w sen, ale tak mimowolnie (ze zmęczenia) i chyba kilka razy oberwałem? (nie jestem pewien). O 01:03 kładę się spać już tak oficjalnie. O 3:08 dostaję cios... jak zwykle mocny... nie wiem czym oni mnie biją, ale powinno to być zakazane! Wstaję "pijany", zataczający się, trzęsący, mam mimowolne skurcze całego ciała. 2h snu to troszkę za mało dla mnie ech :( ... ciężki ten kwiecień :( Jest już 3:51... słucham sobie religijnych piosenek... ale wciąż mną trzęsie i ogólnie jest kiepsko :/

Chyba po 5? położyłem się spać w łóżku obok i zasnąłem jak małe dziecko ;) ale to ze zmęczenia itd. Ten byt oczywiście był w moich snach i próbował mnie atakować, ale o dziwo jakoś nic specjalnego mi nie zrobił (nie wiem jakim cudem). Spałem aż do 13:06!

15/16.04.2011 -> Łóżko obok -> O 00:31 kładę się spać. O 4:03 atakuje mnie we śnię ale na szczęście udaje mi się wybudzić w trakcie próby ataku. Zawsze jest ciekawym jak normalny sen zmienia się (gdy ten byt do mnie się "przyczepi") w bardzo negatywny... W dzisiejszym śnie była noc, byli źli ludzie itd. Przemierzałem jakieś blokowiska i zacząłem czuć "niebezpieczeństwo" jakby mnie otaczało zewsząd, widziałem duże ilości "dresiarzy" którzy mnie obserwowali i w pewnym momencie mnie "wyhaczyli" i podążali za mną... i ostatecznie mnie dorwali... jeden z nich mnie złapał i odciągnął rękę do tyłu jakby chciał mnie uderzyć, ale nie zadawał ciosu i to jest moment, w którym ten byt chce Cię wystraszyć! To jeden z tych ataków gdzie nie ma ciosu, ale jest próba spowodowania "otwarcia" Ciebie poprzez wystraszenie. Na szczęście dla mnie ta sytuacja mnie nie wystraszyła i dzięki temu byłem w stanie się wybudzić. W trakcie wybudzania czułem tego byta będącego za moimi plecami. 4 godziny snu to nie tak dużo, ale zarazem wystarczająco, aby jakoś funkcjonować. Jestem ciekawy czy ten byt był jeszcze wcześniej? bo mam co do tego pewne podejrzenia, ale pewien nie jestem. Jeżeli był wcześniej to czy musiał czekać, aż pojawi się u mnie sen? Prawdopodobnie sen jest specyficznym stanem gdzie atak obcych istot jest znacznie ułatwiony. Można tak zmanipulować snem, aby człowiek się "otworzył"... oczywiście stosuje się tutaj metodę "wystraszenia" choć nie tylko ta metoda jest do wyboru... może być jeszcze bicie prosto w ryj ;))) Tak się zastanawiam... bywało, że dostawałem bęcki w twarz i jestem ciekawy czemu jednak mnie nie uderzył? Może w taki sposób bym się bardziej wystraszył niż podczas "próby uderzenia"? Może "próba uderzenia / wystraszenia" jest ogólnie bardziej skuteczna niż bicie? Może poprzez bicie osiąga się inne rezultaty? Nie wiem? To nie są łatwe pytania i ciężko będzie znaleźć na nie odpowiedź, ale warto je zadawać... Po wstaniu znalazłem takie wideo "The Race" któro daje dużą motywację do wytrwania tych złych rzeczy jakie mi się przytrafiają... Tego mi było trzeba ;)

16/17.04.2011 -> O 02:03 kładę się spać. O 5:07 był atak i niby udało mi się przed nim uciec (wybudzić przed skrystalizowanym we śnie ciosem lub wystraszeniem), ale gdy wstałem stwierdziłem, że jestem nieźle obity mimo, iż we śnie nie dostrzegłem "pobicia"... Prawdopodobnie obecnie nie jest to już wymagane. Wystarcza już sama obecność tego byta we śnie, abym zaczął odnosić "rany wojenne" i tak jest nie od dzisiaj. Ja o tym nie pisałem za każdym razem, ale bardzo często, gdy ten byt po prostu za dugo siedzi w moich snach to ja wstaję rozbity i to porządnie. Moja czakra czuje się źle..  lekko mną trzęsie... mam trudności z utrzymaniem równowagi... itd... ogólnie jak po niezłym turbowaniu... i tak jest często... nawet jak piszę, że udało mi się wybudzić w trakcie ataku to często nie ma to większego znaczenia, bo do gdy wstaję to z moim stanem "zdrowia" nie jest za ciekawie. Obecnie cios nie musi się skrystalizować i "oficjalnie" być umieszczony na mojej twarzy lub nie muszę być "oficjalnie" wystraszony, aby odnieść straty... to już nie jest konieczne... wystarczy, że ten byt pobędzie dłuższą chwilkę w moich snach i nawet jak ucieknę przed "finałowym" ciosem to mogę wstać porządnie obity i mocno rozbity...  i tak właśnie przeważnie jest... ale wydaje mi się, że kiedyś było inaczej? że jak uciekłem to uciekłem... tak mi się wydaje? no, ale teraz jest teraz..., a tamte czasy były raczej dobre kilka miesięcy temu... (jakoś tak?)

PS. Ogólnie dzisiaj czuję obolałą 3 i 4 czakrę... O 7:34 moja koordynacja ruchów jest dużo lepsza... już się tak nie zataczam jak pijany ;) ale nie mniej jednak jeszcze sporo potrzeba mi czasu, aby się jako tako zregenerować...

btw. Palę już 3 ostatnie świeczki... ogólnie sporo ich zużywam...

PS2. Właśnie znalazłem mój 26,5cm krzyż papieski... od kilku dni mi gdzieś przepadł i nie miałem go podczas spania... ale teraz znowu go mam ;)

Ciekawa sprawa... Siedziałem przed kompem i baaardzo chciało mi się spać... po prostu usypiałem z otwartymi oczami... i musiałem się położyć i gdy to zrobiłem to bardzo szybko usnąłem. Na samym początku mojego leżenia w łóżku wyczuwałem czyjaś obecność (tego byta?), ale  miałem wrażenie jakbym był chmurą, która znika i tak jakbym zniknął temu bytowi z pola widzenia i już nic nie mógł mi zrobić... to oczywiście nie musi być prawdą..., ale miałem takie wrażenie..., bo w sumie jakby tak nie było to wg teorii ten byt powinien mnie zaatakować, a jakoś tego nie zrobił więc możne jednak poszedłem w jakiś wyższy wymiar, do którego nie miał dostępu? nie wiem? Wstałem dopiero o 10:05! Na maxa mnie wyłączyło... miałem się położyć na chwilkę, a tu zrobił się ponad 5 godzinny odpoczynek..., który mi pomógł być trochę bardziej wypoczętym :)

17/18.04.2011 -> O 1:40 kładę się spać (dodatkowo nałożyłem na prawą  rękę różaniec, który wisiał na łóżku który chyba jest z Lichenia?,,, bliżej ciała bardziej mi się przyda), Wstaję o 3:54 i ogólnie  widziałem swojego wroga we śnie... tak  czy siak czuję się słabo...  ciekawe co on robi z moją czakrą? i czemu mam takie dziwne doznania w głowie (normalne dla okresu ostatnich kilku miesięcy?)? Jak ja już bym chciał się uwolnić od tych ataków :(. Co ciekawe wczoraj po 5h spokojnego snu nie miałem, żadnych rewelacji na jakiejkolwiek czakrze..., a po spotkaniu z tymi "bytami" mam prawie zawsze jakie sensację... kurcze... usypiam przed kompem... dosłownie... tak jak wczoraj... identyczna sytuacja... właśnie się ocknąłem (4:41)...

18/19.04.2011 -> O 00:39 kładę się spać. O 4:32 + wcześniej były ataki (kosmici + zastrzyki)... ogólnie nie fajnie... -> wstałem...

Około 13:30? czy jakoś tak, położyłem się na chwilkę, gdyż bardzo zachciało mi się spać i znowu wpadałem w ten dziwny, błyskawiczny sen... i traciłem możliwość widzenia świata fizycznego, ale za to widziałem "sen" (lub wizję?) na całej długości ekranu, ale traciłem do pewnego stopnia świadomość jak to się działo. W sumie nie wiem czy to atak, czy co?! Jest to dość dziwne! Tylko po tym? czy w trakcie? tego doświadczenia czuję jakby ciosy lub uderzenia w 4 czakrę :/ i to już budzi moje podejrzenia... no, ale może to jednak coś innego niż atak? np. hmmm łączenie się 4 i 7 czakry? czy coś takiego? nie wiem? ale jak wpadam w ten sen to czuję jakby przełączenie przycisku w środku głowy (pstryczka) i później (czasem?) właśnie to uderzenie w 4 czakrę... hmmm...

Około 22, gdy siedziałem przed komputerem nagle "usnąłem" i moja 4 czakra została obita (przy wybudzaniu się?)..., ale czy to przez tego byta jest robione? czy może to zupełnie inny proces? To on mnie tak usypia? czy nie? Moim zdaniem to nie jest jego sprawka (odnośnie usypiania)... myślę, że ataki w nocy, a to konkretne doświadczenie to są dwie różne sprawy (chodź uderzenie w czakrę przy atakach jest właściwie identyczne [pamiętajmy, że są różne typy uderzeń, ale akurat te, które mam obecnie w nocy są identyczne jak te przy wychodzeniu ze stanu "nagłego uśnięcia", w który wpadam w dzień])... Jak "odpływam" to często się właśnie ten przycisk w głowie przełącza (ale czy zawsze?), a jak wracam do "rzeczywistości" to czuję szarpnięcie na 4 czakrze (ten byt mnie wybudza uderzeniem z tego stanu? a może on nie ma z tym nic wspólnego?)... co ciekawe przed samym "odpłynięciem" czuję dziwne uczucie (ale nie zawsze?) na czubku głowy (lekko z tyłu) (mam tam też pewne zgrubienie od energii która tam coś robi od wielu lat -> pisałem o tym tutaj LINK! [23.06.2008])... to uczucie przypomina ucisk oraz pewne inne jeszcze doznania, które mi obecnie ciężko teraz opisać słowami... ale jak tam coś takiego czuję, to domyślam się, że niedługo mogę stracić kontakt z rzeczywistością...

Hmmm jest 2:50... wyłączyło mnie na chwilkę... podczas nieobecności pochyliłem się do przodu na krześle... i jakbym nie wrócił do siebie to bym się przewrócił... hmm...

19/20.04.2011 -> O 03:00 poszedłem spać. Wstałem o 12:27 (telefon mnie obudził). Nie było ataków! Ogólnie spałem mocnym snem. Miałem dzisiaj też sen jak zdejmowałem swoje różańce i łańcuszki (które zakładam w nocy)... widocznie tej nocy ich nie potrzebowałem do obrony, gdyż nie było ataków ;)

20/21.04.2011 -> O 6:40 kładę się spać. Były dziabnięcia po zamknięciu oczu (+ mini negatywne wizje przed zamkniętymi oczami). O 7:08 był atak we śnie (oberwałem). Później było już "w miarę" spokojnie. Wstałem o 11:50. Chyba za długo spałem... czuję się jakoś zmęczony tym leżeniem... hmmm... ten byt jeszcze nie odpuszcza... trzeba mu przyznać, że jest uparty...

21/22.04.2011 -> O 00:17 zauważyłem jakieś ciachnięcie w środkowym odcinku pleców. Założyłem też na siebie różaniec i jakoś tak bezpieczniej się poczułem. Mam wrażenie że te byty gdzieś tutaj krążą..., ale jeszcze spać mi się nie chce więc na razie nie mam czym się przejmować ;) Dodam jeszcze, że wieczorem jakoś mocno mnie wyłącza... i nie koniecznie na długo... dzisiaj są to krótsze chwilę... (nie przy każdym wyłączeniu dostajesz "wizji") i też po "wybudzeniu" się moja czakra ma uczucie jakby dostała cios... może jest tak dlatego, że zamykam oczy, a wiadomo, że jak są te byty i zamykasz oczy to nie wróży to nic dobrego..., ale to tylko moja hipoteza... jedna z wielu... Ogólnie obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić o co chodzi... raczej na 100% jestem pewien, że sam proces "wyłączania" jest dobry... myślę, że ma to związek z głębszym rozwojem człowieka..,. a uczuciom doznawanym przy wychodzeniu z tego stanu będę się bacznie przyglądał... O 3:36 tak na krótko mnie "wcięło" i po 1-2 sekundach się wybudziłem i poczułem jednocześnie pewne uczucie szarpnięcia? w 4 i 7 czakrze... hmmm... Nie wydaje mi się, aby ten byt to robił... to chyba skutek uboczny wejścia w ten dziwny "wymiar". O 3:53 kładę się spać. Były ataki w nocy... choć niepozorne (ciężko dostrzegalne, ale rano odczuwalne i ogólnie wiadomo o co chodzi)... wstałem obity (szczególne na 4 czakrze... jego ulubione miejsce do ataków)... trochę trzęsący się... z kręćkiem w głowie (pewne trudności z utrzymaniem równowagi)... ogólnie ten byt nie ma zamiaru odpuścić... O 7:37 wstaję... A może ten sen, że zdejmowałem różańce tyczył się tylko tamtego dnia, w którym nie miałem ataków? bo jak na razie ataki mam... niestety... Ogólnie nie mam już pomysłu na jakąś obronę... chcę to po prostu jakoś przeczekać...

22/23.04.2011 -> Po północy poszedłem spać. O 8:48 wstałem... chyba nie było ataków? :)

23/24.04.2011 -> O 00:36 kładę się spać. O 4:05 był atak we śnie..., a o 4:46 kolejny -> ewakuuje się do małego pokoju... tam były kolejne dwa ataki... jeden o ~6:30 i drugi nie pamiętam o której? chyba z godzinę wcześniej. Wstałem o ~10:35. Ogólnie dalej ten byt nie daje mi spać.

24/25.04.2011 -> O 00:06 kładę się spać. W prawej ręce trzymałem różaniec + 26,5cm krzyż papieski, który położyłem sobie na głowie, a o 00:11 dostałem w tę rękę strzał oraz jednocześnie poczułem go na 4 czakrze. Widocznie ta ochrona przeszkadza tym bytom w prowadzaniu jeszcze skuteczniejszego ataku. O 00:20 dostaję cios w 4 czakrę i ewakuuje się do małego pokoju, ale to nic nie dało... dostałem tam w sumie z 5x... około 7:30 wstałem (wcześniej jeszcze oglądałem TV). Bardzo zawzięty jest ten byt... moja czakra potrzebuje odpoczynku :(

25/26.04.2011 -> O 00:21 kładę się spać. Przed 6:40 miałem atak we śnie, ale chyba nieudany dla tego byta... kilka chwil później dostałem cios w 4 czakrę... i wstałem.

26/27.04.2011 -> O 23:40 kładę się spać. Po 7 chyba był atak we śnie (czasem ciężko stwierdzić, gdy nie ma konkretnego ciosu, ale raczej w tym przypadku się nie mylę)... ogólnie czuję pewne "bęcki" na czakrze. O 7:39 wstaję. No i chyba potwierdza się tutaj moja teoria, że nawet gdy nie ma konkretnego (np. skrystalizowanego we śnie) ciosu to, gdy ten byt gdzieś przy nas jest i coś przy nas kombinuje, to jest duża szansa, że będziemy stratni na czakrze, którą sobie upatrzył (lub wystąpi ogólne "rozbicie" spowodowane jego obecnością lub jakimś działaniem bliżej nieokreślonym) ,ale trzeba podkreślić jedną rzecz... że może nie dotyczyć to słabszych bytów... w sumie jeszcze wciąż to rozgryzam więc na razie nie wyciągam ostatecznych wniosków...

27/28.04.2011 -> O 2:26 kładę się spać. O 7:55 dostaję cios w 4 czakrę -> wstaję.

28/29.04.2011 -> (5 rocznica wniesienia kundalini) O 23:43 kładę się spać. Od 5:20 do wstania (7:49) dostawałem co jakiś czas cios w czakrę... ogólnie zostałem obity :(

Dodam jeszcze, że do około południa czułem się dziwnie otoczony przez ciemność... i czułem jakiś bliżej niesprecyzowany lęk... pewnie się kręcą przy mnie i stąd te odczucia..., a były one mocno odczuwalne..,. ale nic złego mi się nie stało... np. teraz jest 20:30 i nie odczuwam, żadnych "lęków" itp. rzeczy...

29/30.04.2011 -> O 3:18 kładę się spać, a o 5:42 wstaję... ataki były przed wstaniem i były praktycznie niewidoczne ("ataki ukryte") -> jedynym znakiem było pewne "zepsucie" się snu co zasugerowało mi obecność nieproszonego gościa, ale i tak nie mogłem nic z tym zrobić gdyż spałem. Jak tylko się wybudziłem to od razu moją uwagę zwrócił ból na czakrze... ogólnie jestem rozbity i mam już tego dosyć... :( Chyba poziom prowadzenia ataków przez tego byta wszedł na wyższy poziom... stara się on przeprowadzać ataki w taki sposób, aby były one jak najmniej widoczne... choć wiadomo, że gdy ma okazję to i postrzela do mnie.. Wydaje mi się, że coś przy mojej czakrze kombinuje (operacje?) i to w taki sposób, aby moje zmysły nie wszczęły alarmu... :( Teraz muszę odczekać dobre kilka godzin, aby jakoś dojść do siebie... ogólnie to siedzę skulony i zgarbiony jakbym dostał młotem w mostek, ale akurat tak często się czuję po nocnych bęckach... ech... :/

W południe musiałem się położyć spać (ze zmęczenia)... oczywiście nie obyło się bez kilku ciosów, ale wydaje mi się, że nie były zbyt silne? tak sądzę... tak czy siak trochę się przespałem...

[MAJ 2011]

30.04.2011/01.05.2011 -> Dzisiaj wcale nie spałem, ale miałem za to sporo "wyłączeń" (chwilowe utraty świadomości) o których już wcześniej wspominałem.

Mam nowy krzyżyk do obrony... ma 9cm i jest z Rzymu... może okaże się pomocny... przetestuje go przy najbliższej okazji... ma na sobie 4 symbole (alfa, omega, gołąbek i ryby) oraz na środku posiada baranka.

Spałem w południe z godzinę czy dwie..., ale już nie ogarniam tego co się dzieje... niby są "strzały" i w ogóle, ale jakoś nie czuję już przeciwnika... nie wiem o co chodzi... jak go wyczuwałem, a nawet widziałem (itp.) to jakoś lepiej się czułem w tym sensie, że wiedziałem, że to on mnie bije... miałem pewność co się dzieje... a teraz to już sam nie wiem... można zgłupieć od tego... chciałbym wszystko rzetelnie spisać, ale chyba się po prostu nie da..., bo po prostu informacji o tym co się dzieje mi brak... mogę się jedynie domyślać i stawiać hipotezy wyciągnięte na podstawie poprzednich miesięcy i lat... i w ogóle... w jakieś głębokie stany "senne" wpadałem... nie wiem w jakie "wymiary" wchodzę..., ale robi się ciekawie... miałem dzisiaj podczas mojej "drzemki" dziwne wrażenie śnienia z otwartymi oczami... pewnie mam je fizycznie zamknięte, ale jest po prostu takie wrażenie, że patrzę na sen otwartymi oczami... dziwne to wszystko... hmm..., a oczywiście czakra czuję się do bani..., ale czy tak się czuje od strzałów tego byta, czy może od jakiś strzałów, które są objawem kundalini? a może chodzi tutaj o jakieś promienie kosmiczne? które mają mi pomóc? już nie wiem! na serio ciężko już stwierdzić... jak pisałem... gdy widziałem wroga to miałem pewność co się dzieje..., a teraz mam po prostu mętlik w głowie... może te "strzały" są połączone z tymi dziwnymi "wyłączeniami" i chwilowymi utratami świadomości? zawsze jak to się dzieje, to jak "wracam" to czuję to "uderzenie" na 4 czakrze... to się robi coraz dziwniejsze...

Około 22:30.  2 w nocy i później były te dziwne "wyłączenia" (i krótsze i dłuższe), ale mniejsza o to...

Około 5:05 poszedłem spać... a o 9:40 wstałem..., a w nocy zostałem ostrzelany jak małe dziecko... :/ Jakoś muszę to przejść... w sumie jakbym wiedział, że tak będzie to pewnie w ogóle nie poszedł bym spać... hmmm... Czuje się wręcz zdrętwiały na 4 czakrze od ciosów :( a i we śnie mi się coś tam krystalizowało :( ale dam radę...

Na razie zdjąłem z szyi mój spory turkus, bo za dużo już mam tego uwieszonego na sobie.

02/03.05.2011 -> O 23:35 kładę się spać, a o 4:00 wstaję. Tylko zamknąłem oczy to po chwili zostałem strzelony w czakrę..., a następnie kilka chwil później..., ale jakoś udało mi się usnąć... Dzisiaj ten byt był ewidentnie widoczny w moim śnie (negatywne postacie krążące przy mnie które powodowały we mnie strach itp.)! Zostałeś nakryty bycie choć trzeba przyznać, że ostatnio dobrze się kamuflowałeś! Spałem dzisiaj bardziej na brzuchu, niż na boku (nie to co wczoraj) i moja tylnia 4 czakra czuje się kiepsko (ucisk itp. + ogólne rozbicie, a przed zaśnięciem czuła się bardzo dobrze). Co ciekawe, gdy ten byt przy mnie krążył to pod koniec snu ciągle mówiłem "Jezu ufam Tobie" i może dzięki temu gładko wyszedłem ze snu? Tak czy siak jestem już pewien na 100%, że nie musi być oficjalnego ciosu, aby człowiek został "uszkodzony"! Wystarczy obecność tego byta (który potajemnie przy tobie grzebie)! We śnie ten byt powodował, że czułem lęk (samo to na pewno powoduje moje uszkadzanie przez tego byta, bo kto go wie, co on w tym momencie robi przy moich czakrach!)..., ale nie uderzył mnie, ani nie strzelił (we śnie), a mimo to moja tylnia czakra jest uszkodzona (do jakiego stopnia -> kwestia czasu, aby się naprawiła / zregenerowała). Niestety muszę czasem chodzić spać... nad czym do pewnego stopnia ubolewam... choć ogólnie rzecz ujmując to uwielbiam spać..., ale snem bez zakłóceń, o który ostatnio bardzo ciężko :/

Zapomniałem dzisiaj wziąć nowego krzyżyka do przetestowania (tego z symbolami), ale właśnie przed chwilą byłem trochę "wyłączany" i czułem pobudzoną wyobraźnię? (zdarza się to przy atakach "rozkodowujących", czyli widoczne są "obrazy" [pobudzona wyobraźnia] widziane przed oczami w celu otworzenia człowieka czakry, aby zabrać energię -> reakcja na to co widzisz przed zamkniętymi oczami jest "kluczem" do czakry). Co ciekawe wziąłem do ręki ten krzyżyk z symbolami i jakoś poczułem się o wiele lepiej? Dziwne... Może ten byt coś przy mnie kombinował i to go odrzuciło? tak jak było to 14 stycznia w związku z wzięciem do ręki krzyża papieskiego?

Już nie wspominam jak mnie "wyłączało" przed pójściem spać..., ale moja wyobraźnia wtedy nie jest specjalnie podkręcona... raczej wpadam w "sen / wizję", ale rozciągającą się na cały ekran, a jest to zupełnie co innego, niż "pobudzona wyobraźnia". Nie mniej jednak przy "wyłączeniu" mam zamknięte oczy i prawdopodobieństwo ataku w tym momencie jest raczej spore... tylko czy jestem wtedy atakowany? to jest dobre pytanie...

Zauważyłem jeszcze jedną rzecz (ale muszę się jej jeszcze mocniej przyjrzeć), że gdy jestem "wyłączany" (prawdopodobnie nie atak?) to moje oczy automatycznie kierują się do góry (ale czy zawsze?) (język perswazji mówi, że jest to związane z wizualizacją)... to by miało sens, gdyż często dostaję jakiś "wizji" na cały ekran" przy tym "wyłączeniu", ale czasem nic takiego się nie dzieje... i po prostu gdzieś znikam..., aby po chwili? pojawić się ponownie...

PS. przy zwykłym ataku rozkodowującym oczy nie lecą w żadnym kierunku, ani nie ma żadnych podobnych objawów jak podczas "wyłączania".

PS2. nie przy każdym "wyłączaniu" jest to szarpnięcie na czakrze przy powrocie... czasami "wyłączenia" są bardzo krótkie i słabe i jest tylko (ale to zależy) takie dziwne uczucie jakby przelatującej energii przez lub na? 4 czakrze. Ogólnie uczucie nijakie (średnio przyjemne)... ale nie jest to atak..., a jak są "strzały" to przypomina to bardzo strzały jakie są robione przez tego byta... jakbyś dostał prądem i wykrzywia Ci mięśnie itd. Ogólnie rzecz ujmując to istnieje coś takiego jak promienie kosmiczne i one chyba uderzają w tą czakrę? aby ją rozwinąć? czy coś takiego? a może robić jakieś twarde struktury? nie wiem? pewien nie jestem? tak czy siak negatywna strona mocy ma takie same narzędzia (odczuciowo) do ataku... Robi się to wszystko coraz bardziej zakręcone... aż chce się powiedzieć "wiem, że nic nie wiem" ;)

Spałem dzisiaj jako tako... mówiąc szczerze to prawie nic nie pamiętam z tego, co działo się w nocy... wiem, że rano wstałem (około 6:30?)... uaktualniłem stronkę i poszedłem później około 9? spać do małego pokoju... wstałem o 12:11... Ogólnie czasem też leżę sobie w dzień... bez zamykania oczu... tak, aby trochę się zregenerować...

03/04.05.2011 -> Jest 00:42 i miałem wrażenie, że coś mnie strzeliło w prawą stronę szyi (jakby strzał prądem)... na dodatek mam wrażenie, że ktoś jest koło mnie... (nie jest to miłe wrażenie i często się pojawia wieczorem... szczególnie ostatnio). Kilka minut później kolejny dziwny strzał w szyję + odczucie uderzenia na 4 czakrze! Jak kierowałem w tym kierunku krzyżyk z symbolami to jakoś było spokojnie, a jak zabierałem to znowu jakoś dziwnie mi się robiło... no i czasem mam wrażenie jakby ktoś dmuchał mnie powietrzem? albo jakimś chłodem? sam nie wiem... może tylko mi się wydaje... a może nie... Na wszelki wypadek założyłem na siebie dodatkowe różańce itd... Może już świruję, ale różne miałem sytuacje, gdy siedziałem przed kompem... nawet takie gdzie zostałem draśnięty fizycznie więc nie zdziwię się, jeżeli na prawdę ktoś koło mnie jest... na dodatek jest to odczucie dyskomfortu i braku spokoju... nie mam spokoju ducha w tym momencie... ech... Czas posłuchać jakiś piosenek religijnych... wiem, że te byty bardzo je lubią hehehe ;D

O 2:06 kładę się spać. O 4:17 był atak we śnie... -> ewakuacja do małego pokoju (nie wziąłem krzyżyka z symbolami)... -> o 7:00 był atak we śnie, ale jakoś się wybudziłem, a o 7:50 wstałem (od 7:00 miałem już otwarte oczy). Ogólnie czuję pewne bęcki na 4 czakrze + pewne, małe wewnętrzne rozbicie...

...i teraz opiszę ten atak o 7:00... bo był iście mistrzowski! Byłem ja i był kotek... taki piękny i miły i on się ze mną bawił... kotka można by nazwać "skaczącym słodziakiem"... taki piękny i puszysty... i dotykał mnie łapkami po twarzy (takie jakby uderzenia lekkie) oraz powodował we mnie "otwarcie"! i radość! bardzo typowe dla ataku! i ogólnie rzecz ujmując jestem pewien na milion %, że był to atak demoniczny! i nie mówię tego nawet na podstawie "dotyku", próby "otwarcia" poprzez radość i zaufanie tylko wyczuwa się takie rzeczy "wyższymi" zmysłami. Ja mam już wieloletnie doświadczenie w tych atakach więc mi jest znacznie łatwiej rozpoznać takie coś w porównaniu do kogoś, kto takowego doświadczenia nie posiada, a chyba niewiele osób w Polsce takowe posiada? Tak czy siak był to bardzo podstępny atak! Pod przykrywką "przyjaźni" i "zabawy" po prostu demon próbował mnie "otworzyć", aby mnie okraść z energii... wiem, że teraz kilka osób się popuka w czoło czytając co piszę, ale proszę pamiętać, że ataki upadłych istot są tak przeprowadzane, aby "ofiara" się nie zorientowała, że jest atakowana! Ona nawet po udanym ataku ma nie wiedzieć, że był to atak! Ma myśleć, że był to tylko "zły" sen! i tyle! Nie ma zakładać różańców czy szukać o tym informacji! Nie ma o tym nikomu mówić, ani walczyć z tym! Ma być bezbronna i myśleć, że to nic takiego! i w ten sposób "zły byt" może działać bezkarnie, bo ludzie uważają, że on nie istnieje mimo, że ich atakuje! Jak już kiedyś pisałem... jestem pod wrażeniem jego demonicznego geniuszu... ludzie po prostu nie zdają sobie z tego sprawy... lub uważają, że jest on jakimś kretynem, który byłby przez ludzi o wiele łatwiejszy do wykrycia... o nie nie nie... ataki demoniczne mogą przybrać iście mistrzowski kamuflaż... i należy o tym pamiętać! Nie dajmy satysfakcji tym ciemnym energiom! Do pewnego stopnia można im stawić opór! Na razie jeszcze nie wiem jak w 100% być bezpiecznym, ale na pewno na podstawie moich doświadczeń będziecie mogli podjąć pewne kroki, aby się zabezpieczyć przed upadłymi istotami (różaniec, krzyż papieski,  święcona sól...)!

A co do "wyłączeń" to przeważnie się mocniej zaczynają tak od około 18 i trwają (nieregularnie itd.) aż do późnej nocy...  ogólnie jak zwykle należy wspomnieć o tym, że z tymi wyłączeniami to "różnie bywa"... każdy dzień jest inny... dzisiaj zaczęło mnie np. dość mocno wyłączać tak około 23:10?, a już o 23:30 bardzo silnie... i gdy tak mocno mnie "wcięło" to jak wróciłem to poczułem mocne szarpnięcie na 4 czakrze (odczuwalny: ucisk, nawet pewnego rodzaju ból) i co ciekawe od razu zmniejszyła się chęć mojego organizmu na "wyłączanie"... już dawno temu kiedyś coś takiego pisałem... ogólnie dziwne to... nie za bardzo wiem jak do tego podejść..., ale uważam, że warto to spisać... nawet jeżeli nie byłoby to żadnym atakiem..., bo to wszystko jakoś ze sobą jest powiązane... w ogóle to dość ciekawe... nie czuje przy tym jakiejś "hipnozy" czy czegoś takiego, choć w pewnym sensie na takową może wyglądać, że po prostu usypiasz i gdzieś znikasz..., ale obecnie to mi się jakoś dobrze kojarzy... jedynie trzeba uważać, żeby nie dostać strzału podczas zamkniętych oczu, gdy znikniesz... tylko jak rozpoznać jedno od drugiego? to jest dobre pytanie... trochę to zakręcone...

05.05.2011 -> O 1:31 kładę się spać i po chwili dostaję cios w czakrę... W nocy był jakiś atak (we śnie), ale ogólnie nic takiego, aby to dokładnie spisywać... O 9:46 wstaję. Co ciekawsze tej nocy miałem bardzo znaczący sen! Wspinałem się na jakąś skalistą skarpę... trzymałem się jedynie czubkami palców, ale nie sprawiało mi to zbytniego trudu. Na początku nawet raz spadłem, ale zaraz pojawiłem się na ścianie ponownie tak jakby nic się nie stało. Po pewnym czasie mojej wspinaczki zauważyłem koło siebie negatywną postać, ale nic mi nie zrobiła (nie był to atak, ani nie była to skrystalizowana we śnie obecność negatywnego byta). Wspinałem się dalej... aż wszedłem na sam szczyt (tak na prawdę bez większego wysiłku)... i nagle zobaczyłem, że jestem w swoim pokoju i widzę siedzącą na krześle przed komputerem jakby moją dziewczynę? (nie mam obecnie dziewczyny, ale jakieś takie miałem myśli) i miałem wrażenie, że ona była moją nagrodą? za trud wspinaczki? może chodzi o jakieś zjednoczenie? lub coś w tym stylu?, a obok na krześle widziałem moją siostrę, która jakby coś edytowała? na stronie "rose of sharon" i w tym momencie sen się skończył... a jest on na 100% znaczący i proroczy... domyślam się, że mówi on o mojej najbliższej przyszłości...

05/06.05.2011 -> O 23:29 kładę się spać. O 2:40 i chwilę później dostałem po strzale. O 7:10 atak we śnie. O 7:19 wstaję. Zauważyłem też ciachnięcie na nosie... takie centymetrowe.

06/07.05.2011 -> O 1:58 kładę się spać... były ataki przed zaśnięciem. O 4:02 było bardzo silne uderzenie w czakrę. O 8:25 był atak we śnie gdzie walczyłem chwilę z tym bytem (z postacią we śnie) i przybiegł mi na pomoc opiekun (inna postać we śnie), który pokonał tego byta... thx... Ogólnie to jestem rozbity + mam mimowolne skurcze mięśni (przede wszystkim na klatce piersiowej) z powodu tego ciosu o 4:02... był zdecydowanie niefajny :(

07/08.05.2011 -> O 1:24 kładę się spać. O 4:38 widziałem tego byta we śnie i po pewnym czasie akcja przerzuciła się do stanu pomiędzy snem, a realem? i widziałem jak jakaś postać (kosmita?) się nade mną pochyliła i chciała mi wbić strzykawkę w lewe ramię i gdy już miała ją wbić to cały ekran (przed moimi oczami) wypełnił się światłem (taki szybki rozbłysk światła / na środku było jaśniej niż po bokach) i mnie wybudziło. Wygląda na to, że ktoś mnie uratował (Jezus?)... tak czy siak THX! :) Następnie się ewakuowałem do małego pokoju, ale tam tylko trochę poleżałem, a około 5 wstałem.

08/09.05.2011 -> Nie wiem, o której poszedłem spać... chyba około 22? Ogólnie były ataki... ostatni był o 3:25 (stawiałem w miarę dobry opór walcząc we śnie z tym bytem). Ogólnie czuje się trochę nijak... kręci mi się w głowie itd... już jestem tym wszystkim mocno umęczony :/ ... po pewnym czasie poszedłem ponownie spać... chyba po 5? i spałem do 8:17... przed wstaniem we śnie były 2 byty, które z jakiegoś powodu nie podchodziły do mnie zbyt blisko... nie wiem czemu... ewidentnie chciały mnie zaatakować, ale tak jakby nie wiedziały, z której strony to zrobić... no i widać było złośliwość i pewnego rodzaju wyrafinowanie na ich twarzach. Ogólnie potrzebuję trochę czasu,aby dojść do siebie.

Lekko przed 22 czuję kogoś w pokoju (więcej? niż 1 byta / osobę?)... czuję przeszywający strach :( szybko nałożyłem różańce itd... 20 min. później już jest lepiej... a kolejne 20 min. później (22:40) mantruję na głos "Jezus Chrystus" i czuję, że to pomaga. Ogólnie trzeba zachować spokój, bo te byty żywią się naszym strachem no, ale czasem po prostu strach wywołany przez ich obecność jest tak duży, że trudno się opanować, ale teraz będę mantrować w takich sytuacjach. Trochę muzyczki religijnej im puszczę... oni to bardzo lubią hehe ;D

09/10.05.2011 -> O 1:11 kładę się spać, a o 5:00 wstaję. Przed zaśnięciem były z 2 strzały (prądem?) w 4 czakrę i 1 w prawą rękę, ale nie jestem przekonany czy były to ataki. Gdy mnie wyłącza to mam podobne doświadczenia, a to wyłączanie to chyba nie jest związane z atakiem... tak mi się wydaje, ale 100% pewności nie mam... ogólnie powoli przestaję spisywać to wyłączanie..., a w nocy było spokojnie... choć przed wstaniem jakoś ciemno się zrobiło w moim śnie, ale nie wiązałbym akurat tego konkretnego "snu" z atakiem... tak jakoś mi się wydaje... Staram się ogólnie dość dokładnie to spisywać, ale czasem natrafiam na tak zwane "znaki zapytania" (np. strzały przy wyłączaniu itp.) i nie wiem wtedy jak podejść do "jakiejś" kwestii i potrzebny jest mi czas, aby rozgryźć co i jak... Ogólnie to cała ta kwestia "nocnych ataków" jest mocno "zakręcona"... analizowanie tego i próba wyciągnięcia odpowiednich wniosków nie zawsze należy do rzeczy łatwych... co innego gdy widzisz atak we śnie czy masz mocno pobudzoną wyobraźnie (atak rozkodowujący), a co innego gdy zasypiasz i dostajesz ni z tego ni z owego dziwne strzały w czakrę czy np. w nogę czy w rękę... i całe te chwilowe utraty świadomości itd... zakręcone to... i to porządnie... bądź człowieku mądry i spisz to jak należy :) Czasem nie rozumiem czemu np. te strzały dostaję np. w nogę lub w rękę gdzie trzymam krzyż papieski... hmm? czemu tak się dzieje? Obstawiam, że jeżeli są to jakieś promienie kosmiczne (pozytywne?????) to mają za zadanie otworzyć moją 4 czakrę na głębszym poziomie?, a może już jakieś bzdury gadam? hmmm... Przy wyłączeniach dostaje się czasem wizji na cały ekran, a przy atakach  rozkodowujących była pobudzana jedynie wyobraźnia (do granic możliwości)... więc taka jest różnica między tymi doświadczeniami... tu były strzały i tutaj są... niby to samo, ale zarazem to coś zupełnie innego... ogólnie to nie mam już takowych ataków z pobudzoną wyobraźnią..., a jak mnie wyłącza to czasem dostaję proroczych wizji! i tylko wizja się kończy to takie szarpnięcie występuje na 4 czakrze... hmmm... takie to trochę... tajemnicze... czasem też czuję jak energia przechodzi jakby z czubka głowy i leci przez szyję i trafia w 4 czakrę... hmmm...

Jeszcze tylko dopiszę dlaczego ataki gdzie mam pobudzoną wyobraźnię (właściwie ostatnio ich już nie mam) nazwałem atakami rozkodowującymi... ja już to tłumaczyłem, ale jak ktoś nie czytał poprzednich doświadczeń to tak na szybkiego to wyjaśnię. Chodzi o to, że gdy dostaje się pewnego widzenia przed zamkniętymi oczami (pobudzona wyobraźnia / wsadzone myśli przez tego byta. których nie możesz kontrolować itp.) działają na zasadzie im dłużej na ową "wizję" / "obrazy" patrzysz tym bardziej jesteś "rozkodowywany" (hackowany) i dlatego taką nadałem temu nazwę. To jest takie włamywanie się do naszego systemu i próba złamania zabezpieczeń. Gdy zostaniemy "rozkodowani" / "zhackowani" to tracimy energię itd... dlatego, gdy takie rzeczy się dzieją należy natychmiast otworzyć oczy... patrzenie się na te "obrazy" (np. przerażający pająk) spowoduje tylko naszą stratę..., a jak pisałem przy wyłączaniu dostaje się wizji na cały ekran... to zupełnie co innego niż "pobudzona wyobraźnia"... to trochę tak, jak posiadanie oryginalnego rolexa i jego tanią kopię :) Niby w obu wersjach widzisz przed zamkniętymi oczami, ale widać, że jedno widzenie jest znacznie głębsze od drugiego. Na razie tyle na ten temat... Strzały przy obu atakach też się chyba jednak trochę różnią... przy atakach rozkodowujących opisywałem to bodajże jako "ciosy", a przy "wyłączaniu" ma się wrażenie, że słowo "strzał" lub "szarpnięcie" (zależy) jest lepszym określeniem. Tak czy siak coś we mnie strzela i tak na prawdę do końca nie wiem co to jest... oczywiście ja to czuję bardzo wyraźnie fizycznie, a uczucie po uderzeniu utrzymuje się wiele godzin...

Od 11:25 do 14:25 się zdrzemnąłem... nie zauważyłem jakiś ataków we śnie, ale nie mniej jednak po wstaniu czuje się mocno "ostrzelany" na 4 czakrze... czy to przez ataki, których nie byłem w stanie dostrzec, czy może przez jakieś "promienie", które są związane z procesem kundalini i podnoszenia 4 czakry na wyższy poziom? a może jest to związane jeszcze z czymś innym?

10/11.05.2011 -> O 23:38 kładę się spać. Przed zaśnięciem były jakieś strzały w czakrę... ale to chyba nie było związane z atakiem? ale w sumie kto go tam do końca wie... O 00:15 był atak we śnie? O 4:00 był atak typu halucynacja (po obudzeniu się zobaczyłem postać z metr... może lekko więcej? od mojego łóżka) i niestety lekko się wystraszyłem. O 4:05 wstałem.

Jakoś w dzień zacząłem sypiać i jest git... Nie wiem, o której się położyłem, ale wstałem o 12:40... w sumie nie wiem czy warto to spisywać... podczas snu moja czakra jest "przebijana" przez jakaś siłę... brzmi strasznie... ale chyba nie ma czego się bać... przy tym procederze nie widzę przeciwnika i nawet chyba go tam nie ma... no i co ciekawe podczas tego spania zaczynam dostawać wizji na cały ekran... ogólnie robi się ciekawie...

11/12.05.2011 -> Było sporo wyłączeń przed położeniem się spać (a może to ktoś mnie tak wyłącza? ... mam coraz większy mętlik w głowie od tego wszystkiego choć dalej uważam [na obecną chwilę], że "uderzenia", "strzały" przy "wyłączeniu" nie są negatywne [mogę się mylić] z tego względu, że występują one tuż przy samym wybudzeniu się, a nie jak przy normalnych strzałach czyli w trakcie "leżenia" z zamkniętymi oczami... chodź czasem dostaję strzała przy otwartych oczach [dzisiaj dostałem tak w nogę] i jak to zaklasyfikować? na dodatek czasem dostaję wizji na cały ekran [nie zawsze... czasem!; zresztą pisałem już o tym...]... również czasem czuję jak energia przechodzi z czubka głowy w dół [może to atak? albo spadająca energia i próbująca uderzyć z jakiegoś powodu w 4 czakrę?]... mówiłem już, że to "zakręcone"?)... podobno są na czakrach [niektórych? nie wiem?] pewne "blokady" (jak tamy w rzekach?)... coś jak pieczęcie, które na jakimś poziomi rozwoju powinny być "rozbite", aby człowiek mógł pójść na wyższy poziom... czy tak jest w moim przypadku? możliwe..., ale 100% pewności nie mam... to są tylko pewnego rodzaju hipotezy i przypuszczenia... O 00:11 kładę się spać... i praktycznie od razu mam strzały w czakrę itd... tylko nie jestem pewien czy były one pozytywne :/ o ile w ogóle można powiedzieć, że któreś takowe są. Niektóre raczej na pewno były ciosami :/ Co do leżenia sobie z zamkniętymi oczami to jest to jedna wielka niewiadoma. Gdy dostaję strzał podczas leżenia to on wcale nie musi być połączony z "wyłączeniami" (zakładając że owe wyłączenia nie są czymś złym)...  jak wiemy ten byt lubi atakować, gdy zamykam oczy... więc czemu by sobie do mnie nie postrzelać skoro jest taka okazja? Pamiętam jak pewnej nocy poszedłem spać... zamknąłem oczy i po chwili poczułem za sobą tą "zjawę" która mi przywaliła w czakrę (bodajże odczułem to bardziej jako "cios" niż "strzał", ale wiem, że i różnego rodzaju "sprzęt" posiadają do "masakrowania" ludzi...). Ogólnie już trochę męczy mnie to "rozgryzanie" co jest czym... można dostać od tego niezłego kręćka ;) O 2:48 mam atak we śnie... koleś siadł na mnie (nie wiem czy naprawdę na mnie usiadł czy tylko we śnie się tak skrystalizowało, bo nie czułem ucisku na sobie) i bił mnie po twarzy (to akurat czułem)... jakoś się broniłem, ale słabo mi to wychodziło... było w tym pomieszczeniu sporo osób (prawdopodobnie te postacie to jakieś prawdziwe "byty") więc krzyczałem w niebo głosy prosząc o pomoc... ale nikt mi nie pomógł... na dodatek jedna osoba siedząca obok mnie powiedziała mi, abym przestał się drzeć... po chwili się wybudziłem, ale ile energii straciłem to nie wiem... -> po tym ataku wstałem... 1,5h snu hmmm... nie za wiele... dobrze, że chociaż trochę w dzień spałem... pomijając fakt ostrzelania jakąś energią mojej czakry... :/

Jakiś czas później znowu poszedłem spać... i wstałem dopiero o 10:51... nie zauważyłem jakiś specjalnych ataków?

12/13.05.2011 -> O 00:45 kładę się spać. O 3:30 miałem wystraszenie we śnie, a 30 minut później mocny atak we śnie :( ... Teraz jeden cios jest jak kiedyś cała noc bęcek..., a nawet i gorszy :((( Po wstaniu mam takie skurcze mięśni na klatce piersiowej i okolicach... tak często bywa po silnych ciosach :(((

Około 5? (nie pamiętam dokładnie) poszedłem ponownie spać. Wstałem około 9:30... i nie pamiętam, aby były jakieś specjalne ataki na moją osobę..., ale za to miałem przed wstaniem ciekawy sen... Szedłem po cienkim lodzie i nagle lód się pode mną załamał i wpadłem do wody... woda była głęboka i niebieska (nie jakaś brudna czy coś)... za mną wpadła moja mama... i razem płynęliśmy do brzegu..., a brzegiem okazała się pionowa skarpa, na którą trzeba było się wdrapać... ale nie było to zbyt trudne, a skarpa nie była zbyt wysoka... ja się wspiąłem, ale nie widziałem, aby mama się wspinała... następnie zmiana "ekranu" i widzę jadącą czarną limuzynę, z której wysiada jakaś pani? która idzie na jakąś posesję (otwarty teren) gdzie chyba mieszkał jakiś szeryf? i tam czekają na nią ustawione drzwi, które w obecności szeryfa kopie (od strony posesji na zewnątrz) w taki sposób, aby wyważyć "zamek" i udaje się jej to za pierwszym razem... (ja to wszystko obserwuję od strony zewnętrznej) Następnie widzę (od strony wewnętrznej / będąc na posesji) jak drzwi są już zreperowane z nowym "złotym"? zamkiem. Następnie zmiana "ekranu" i widzę siebie siedzącego w klasie... chyba chodzi o dalszą moją naukę?... niestety były tam jakieś złośliwe dzieci...

13/14.05.2011 -> O 00:15 kładę się spać. O 00:40 ten byt złapał mnie we śnie za nogi, ale jakoś udało mi się wybudzić. O 2:46 po obudzeniu się (wcześniej widziałem? tego byta we śnie) czułem się bardzo "zamotany" i "zamulony"... ewidentnie było coś nie tak (ja się tak dość często? czuję po przebudzeniu ze snu)... i... postanowiłem (w realu!) zamantrować słowem "Jezus Chrystus"!!! i tylko to zrobiłem (a zrobiłem to minimum 3x pod rząd) to poczułem tak samo jak było to 14 stycznia tego roku (gdy wziąłem do ręki krzyż papieski) jak całe zło, które na mnie siedziało w mgnieniu oka ze mnie zeszło! i w ciągu sekundy poczułem się znacznie lepiej!!! Wynika z tego, że te byty mogą na mnie siedzieć lub czymś mnie oblepiać? nie jestem pewien na 100% co dokładnie mi się działo. Pamiętam jak kiedyś miałem sen? czy coś "sno-podobnego" gdzie ten byt (czarna zjawa) nakryła moją aurę czarnym płatem energii (jakby czarnym kocem) co mnie automatycznie "zamuliło" (obniżyło wibrację?) itp. więc może w tym przypadku jest tak samo? albo po prostu te byty siedzą na mojej aurze i gdy użyłem tak silnej mantry to wszystko co negatywnego się na mnie znajdowało musiało po prostu pod wpływem niesionej bardzo wysokiej wibracji dźwięku zostać zniszczone lub odepchnięte... Ogólnie to poczułem jakby coś inteligentnego ze mnie zeszło... hmmm ciekawe... myślałem, że krzyż papieski chroni mnie przed oblepieniem mojej aury przez negatywne osobniki hmmm.... wynika z tego, że nie jest tak do końca... ale chcąc nie chcąc 14 stycznia tego roku skończyły mi się te "wredne" hipnozy, które bardzo mi przeszkadzały w normalnym egzystowaniu (szczególnie w trakcie dnia!)... więc każda metoda obronna coś tam daje...

Co ważne po oblepieniu mnie o 2:46 miałem kolejne oblepienie 3 minuty później, ale już mniejsze i znowu użyłem mantry i pomogło!!! Najlepiej mantra działa jak w jakimś stopniu jestem w stanie wyczuć tego byta... im lepiej jest wyczuwalny mój przeciwnik tym mam większe prawdopodobieństwo, że mantra go odrzuci (coś na kształt patronusa w Harrym Potterze), a gdy przeciwnik jest bardzo słabo wyczuwalny to ciężko jest mi stwierdzić jak skutecznie działa w takim przypadku mantra...

Dodam jeszcze, że moja czakra po dzisiejszych atakach + oblepieniu mojej aury nie czuje się najlepiej...

Mam dzisiaj dostawę świeczek... od 15:08 zacząłem je palić...

Od około 2? dni gdy mnie "wyłącza" i jest już moment "powrotu" to praktycznie nie odczuwam tego "szarpnięcia" na czakrze... tak jakby energia tamtędy swobodnie "przeszła"? lub coś w tym stylu? Ogólnie wydaje mi się, że przy tym doświadczeniu energia spada na moją głowę (wtedy mnie "wyłącza"?), przechodzi przez szyję i trafia do 4 czakry... im więcej takich przesłanych "wiązek" energii tym większy ucisk na owej czakrze będę odczuwać... domyślam się, że wynika to z nagromadzenia się większej ilości energii w jednym miejscu...

Około 18? położyłem się na chwilę (bez różańców itp.) i jakoś mi się film "urwał"... nie wiem czy to z ogólnego zmęczenia, czy z powodu pewnych "wyłączeń" które miałem. W początkowej fazie "zasypiania" odczuwałem ciosy w czakrę (niektóre silne). Obudziłem się około 19:39 i od razu wstałem gdyż zorientowałem się, że nie mam przy sobie żadnego różańca itd... Po wstaniu byłem mocno zdezorientowany i nie wiedziałem czy jest ranek czy wieczór... Ogólnie jeden wielki "teleport" / "wyłączenie"...

14/15.05.2011 -> Siedzę przed kompem... około 2:35 mam wrażenie, że ktoś chodzi (przemieszcza się?) po podłodze (coś małego?) (z mojej prawej strony), a o 2:40 czuję jakby coś (mała kulka?) przeleciało mi koło prawego ucha... i poczułem przy uchu taki jakby lekki powiew powietrza oraz lęk (więc pewnie to ktoś negatywny)... w ogóle mam wrażenie jakby coś się tutaj koło mnie kręciło... hmmm.... trochę to pomantruję... no i zapuszczę piosenki religijne :D skoro mam towarzystwo to sobie razem posłuchamy piosenek o Bogu :)

3:35... jakoś dziwnie ciężko mi się na czubku głowy zrobiło... taka zamułka... i zacząłem mantrować i od razu poczułem się lepiej... ale czy to był atak czy coś innego to nie wiem?

Około 4:30? może wcześniej mnie zmogło... siadłem sobie na fotel i mnie wyłączyło... z 10-15 min. później się ocknąłem i o dziwo nic mi się nie stało... ale i tak chętnie poszedłbym sobie normalnie spać.. hmmm...

O 5:11 poszedłem spać. Na komputerze nagrałem sobie jak mówię "Jezus Chrystus" i puściłem sobie to w pokoju w miarę "głośno" (ale bez przesady) w taki sposób aby było to powtarzane non-stop... (po kilku godzinach wyłączyłem tą mantrę) czy coś to pomogło? Nie wiem... tak czy siak ten byt był w moich snach.. ale jako takiego ciosu mi nie zadał... nie mniej jednak przebywanie w bliskiej odległości tego byta nie działa na mnie zbyt radośnie... Przeważnie po takich "nocnych" spotkaniach mimo, iż czasem nie zostałem uderzony nie czuję się najlepiej... Wstałem o 11:52...

15/16.05.2011 -> O 2:42 kładę się spać. Przed zaśnięciem dostałem kilka strzałów (w tym jeden w rękę w której trzymałem krzyż papieski). Miałem również wrażenie jakbym przed zaśnięciem był czymś odlepiany?, zamulany? czy coś w ten ton... Pewnie chodzi o to, że byłem przygotowywany do tego, aby można było lepiej skopać mi tyłek... Próbowałem mantrować tego byta, ale to nic nie dało... a przynajmniej ja nie odczułem żadnej poprawy... ten byt nie był tak dobrze odczuwalny jak wtedy, gdy "siedział"? na mojej aurze (13/14.05.2011)... wtedy mantra zadziałała idealnie... bo w pewnym sensie oboje przenikaliśmy swoje "rzeczywistości"... a tutaj chyba było inaczej... Miałem wrażenie jakby ten byt strzelał do mnie z jakiegoś "ukrytego wymiaru" (on się tam często znajduje) i przez to czułem się dość bezradnie... tylko czy aby na pewno moje mantrowanie kompletnie nic mu nie robiło? to jest dobre pytanie... w końcu to prawdopodobnie najsilniejsza mantra na świecie... O 4:48 był atak we śnie... gościu strzelał do mnie, a ja te strzały omijałem (nie mogli we mnie trafić?) ale niestety ostatni strzał trafił mnie prosto w 4  czakrę i to nie było miłe :( -> po chwili wstaję... i czuję się kaszaniarsko :( mam mega skurcze mięśni na klatce piersiowej :( i ogólnie jest kiepsko... Wiesia popatrzyła trochę przez kamerę internetową jak to u mnie wygląda i sama stwierdziła, że mam fatalną atmosferę w domu (nieproszeni goście)... oraz, że jestem jakby oblepiony? jakąś paskudną energią (dobrze to czułem więc potwierdzam Jej słowa)... no i popracowałem trochę kryształem górskim (masowanie praktycznie całej głowy, szyi, klatki piersiowej, brzucha itd... - wykonywałem kryształem okrężne ruchy zgodnie ze wskazówkami zegara). Zapaliłem kadzidełko i poczułem się troszkę lepiej i podobno atmosfera w domu zrobiła się lepsza... ale ogólnie i tak jestem mocno rozbity...

Zabrałem te dwa ogromne kryształy górskie z balkonu (~8:40) i wsadziłem je do wody z solą na porządne oczyszczanie (aż 7 dni bo dawno nie były oczyszczane i na pewno sporo syfu zebrały). Dodałem też kilka mniejszych kryształów do miski, ale raczej nie będę ich tam tak długo trzymać. Ogólnie te duże kryształy na razie pożegnają balkon i przywitają mój pokój... będą stały koło komputera lub gdzieś w tej okolicy... pewnie będę również z nimi spał... :)

Jest 10:42... właśnie wróciłem spod prysznica... czuję się lepiej... ale czakra dalej boli :/

O 18:50 coś strzeliło mnie w lewe ucho... coś ciepłego... i rozgrzało mi całe ucho... prawe gdzie nie było żadnego strzału jest zimne... a lewo ciepłe (ewidentna różnica).

21:05... czas zapalić kadzidełko... niech się trochę zadymi ;)

16/17.05.2011 -> O 22:07 kładę się spać. Miałem w nocy sen jakby jakaś dziewczyna się we mnie zakochała i to niby była moją drugą połówką czy coś w tym stylu? i chyba sporo za mną łaziła w tym śnie? czy w snach? (chyba nie był to atak? może był to jakiś szpieg? a może opiekun? ale tak czy siak ta postać nic mi nie zrobiła) -> O 7:48 wstaję... OGÓLNIE RZECZ UJMUJĄC TO NIE BYŁO ATAKÓW!!! a przed położeniem się spać prosiłem Boga o dzień wolnego! ale oczywiście podkreśliłem, aby Jego wola się wypełniła, a nie moja! Tak czy siak miło jest odpocząć po wczorajszych bęckach :)

Po południu miałem jeszcze takie dziwne doznanie... poczułem jakby jakiś pręt (cienki) czy coś takiego? przebiło moją przednią i tylnią czakrę jednocześnie. Czasem bywało, że coś mnie kłuło z jednej strony czakry, ale nie z obu na raz... hmm...

17/18.05.2011 -> O 23:41 kładę się spać... i niestety o 23:50 dostałem silnego (bolesnego) strzała w czakrę (uczucie jakby jakiś pocisk z pistoletu we mnie trafił)... i chwilę później lub wcześniej? dostałem jeszcze jednego strzała, ale słabszego. Kolejny atak był o 5:15, ale tym razem był on we śnie... a o 5:18 wstałem... Niestety tym razem kadzidełko nic nie dało :/

Jest już 15:00, a czakra jak bolała tak boli mimo pracy z kryształem górskim itd :/

Skurcze mięśni na klatce piersiowej to standard... po takim strzale...

Właśnie doszły do mnie moje dwa nowe kryształy górskie... jeden około 1kg, a drugi około 0,4kg. Poszły na 7 dni do wody z solą... przydadzą się... Zakupiłem też agaty... jeden około 0,5kg a drugi 3kg... też poszły do solanki... one są tak bardziej do ozdoby... ale i tak na pewno wniosą do mojego mieszkania trochę pozytywnej energii :)

18/19.05.2011 -> Jest już 2:42, a ja dalej nie idę spać... czakra mnie dalej mocno boli... jakbym miał tam jakiś pocisk wsadzony... ogólnie wolę nie ryzykować kolejnego strzału... to mogłoby się dla mnie źle skończyć :/ muszę się trochę zregenerować... tylko jak mam się regenerować bez snu?

Około 4:30? Wiesia mi pomagała w pozbyciu się tego bólu (relax, healing mój i Wiesi) i trochę pomogło... i co ciekawe, że o 5:20 poczułem jak mnie tak leciutko wyłącza... ta energia tak spadała jakby na czubek głowy i przechodziła przez głowę itd... i postanowiłem zamknąć oczy i zobaczyłem przed nimi to:

Sorki za "wspaniałe dzieło artystyczne ;) ale taki mój "talent" do rysowania w "paincie" :) i widziałem jak to oko na początku było zamknięte, a później się otworzyło, a promienie jakby falowały na delikatnym wietrze i po krótkiej chwili patrzenia na tą wizję? się wystraszyłem... i później ponownie zamknąłem oczy i znowu to samo widzę i to samo oko któro chyba już tym razem było od razu otwarte i patrzyło na mnie. Niestety również szybko otworzyłem oczy... hmm... ciekawe doświadczenie...

Około 5:30? poszedłem spać. Kilka godzin później? był atak we śnie, ale chyba wiele mi nie zrobił? Przed 11:00 był kolejny atak, ale też wyszedłem z niego w miarę w jednym kawałku? O 11:00 wstałem.

Około 22:10 z Wiesią robiłem 10 minutowy healing 4 czakry itd.

19/20.05.2011 -> O 00:17 kładę się spać. O 3:40 miałem atak we śnie. Po obudzeniu się czuję jak jestem oblepiony negatywną energią :( -> kryształem górskim staram się to sczyszczać. Ogólnie to ten byt ma ciekawy plan... oblepić mnie syfem, a później zaatakować...

Około 5:45 z Wiesią robiłem 65 minutowy healing. Ogólnie owocnie spędzony czas... sporo brudu ze mnie zeszło, ale jeszcze jest nad czym pracować. Również miałem pewnego rodzaju "wizję / widzenia" oraz odczucia w ciele podczas mojego "uzdrawiania". W astronomicznym skrócie opiszę kilka "widzeń", a resztę zatrzymam dla siebie :) Oczywiście to tylko malutkie wycinki! z tego co się działo przy 65 minutowym healingu!

Widziałem bardzo wyraźnie niebieską (kolor nieba) kulkę energii, która była w mojej szyi i miała mi ona pomóc w oczyszczeniu 5 czakry (o 17:50 20.05.2011 wciąż czuję tam ucisk).

Widziałem na ciemnym tle swój mózg (czyżby oznaczało to, że nie ma jeszcze w moim mózgu światła? (prawdopodobnie chodzi o to że wciąż nie widzę kolorowo przed zamkniętymi oczami).

Widziałem siebie pogrążonego w ciemnościach i powoli, powoli ta ciemność ustępowała... po pewnym czasie już moja głowa wystawała z owej ciemności... i widziałem plażę. Miałem wrażenie jakby ktoś spuszczał w wannie brudną wodę... i tak jeszcze trochę to potrwało aż cała ciemna energia gdzieś wsiąkła w piasek (na plaży) i w ogóle znikła.

Widziałem siebie na plaży, gdzie znajdowały się drzwi, które się cały czas otwierały i zamykały... czyżbym nie był gotowy, aby je przekroczyć?

A reszta "wizji"  to moja słodka tajemnica ;)))

Ten healing był również troszkę nakierowany na to, aby mnie uwolnić od negatywnych ataków... aby wybaczyć moim oprawcom itd...

Tak czy siak nie mogę się doczekać do kolejnej takiej "sesji" :)

A tak swoją drogą to dalej mnie boli lewy pośladek po zastrzyku zrobionym przez obcych :/ a było to już dobre kilka tygodni temu...

Około 20:05 poczułem dziwne mrowienie na głowie, kilka centymetrów do tyłu od czubka głowy...

Coś mnie (21:30)  intensywnie "wyłącza" hmm... i znowu czuję te "uderzenia" przy wybudzaniu, ... wydaje mi się, że te "uderzenia" nie są już aż tak mocne jak były kiedyś... ale są dobrze wyczuwalne.. a jeszcze jakiś czas temu prawie już ich nie czułem... hmmm... a jak już "wracam" do rzeczywistości, a miałem w między czasie jakieś "widzenie" to praktycznie nie jestem w stanie odtworzyć w umyśle nawet kawałka "wizji"...  chociaż w przeszłości czasem sobie coś tam przypomniałem ;)

20/21.05.2011 -> O 22:47 kładę się spać, a o 5:55 wstaję. Nie zaobserwowałem żadnych ataków... ale nie jestem pewien na 100% czy aby na pewno nie było u mnie żadnych nieproszonych gości... trochę się nie najlepiej czułem po wstaniu... jakbym był oblepiony jakąś negatywną energią...

Około 12? poszedłem spać... i po kilku minutach? dostałem małego strzała w czakrę, a następnie większego tuż przed samym wstaniem o 13:32... W obu przypadkach przed strzałem miałem "sny", które moim zdaniem były połączone z tymi strzałami.

23:36... tak mnie wyłączało i wyłączało i gdy już wracałem to mnie mocno szarpnęło na czakrze... widać, że z tymi "szarpnięciami" to jeszcze różnie bywa... raz prawie tego nie czuć, a innym razem jest wręcz odwrotnie...

21/22.05.2011 -> Kładę się spać o 3:10. Był atak we śnie o 3:25, a następnie o 3:36... nie poczułem straty energii, ale nie mniej jednak atak to atak. Po tym ataku siadłem na łóżku. O 3:39 poczułem coś dziwnego w lewym uchu... jakby strzał? Nie zastanawiając się nad tym zbyt wiele od razu wstałem... Około 25 minut "snu" to nie za dużo... ale jak na razie musi mi to wystarczyć... Zapaliłem kadzidełko... może to pomoże wygonić te byty z mieszkania... Po wstaniu zauważyłem, że jakoś często mnie "wyłącza" + uderzenia przy "powrocie"... muszę uważać bo przy tym "doświadczeniu" mam zamknięte oczy...

Za jakiś czas poszedłem spać do małego pokoju... też było trochę ataków i trochę oberwałem, ale ostatni atak był ciekawy... był to atak we śnie... i ten byt skrystalizował mi się jako główny boss z Harrego Pottera i posiadał on tą najpotężniejszą różdżkę... ja posiadałem tylko swoją... zwykłą... Mój przeciwnik ciskał we mnie strzałami, a ja starałem się je omijać... w pewnym momencie moja różdżka przemieniła się w trzy złączone różdżki i stała się tak samo silna jak jego. Było powiedziane, że mogę się nią bronić i gdy pomyślę o tym będzie utworzona obrona... co ciekawe to działało i gdy leciał strzał ja tworzyłem ochronę wokół siebie, ale gdy o tym nie pomyślałem to dostawałem (odczuwałem cios fizycznie w 3? czakrę). Może to mi mówi, abym zastosował mentalną obronę? wypróbuję to na 100%!, a co ciekawe Wiesia dzisiaj naszykowała artykuł o "energii" (LINK!) i to nie może być przypadek! :)

22/23.05.2011 -> Jest 1:13 i non stop mnie wyłącza... + szarpnięcia przy powrocie... O 1:25 kładę się spać... robię wokół siebie mentalną tarczę ochronną. O 4:06 poczułem jak dostałem jakąś negatywną energią? w głowę. Na początku myślałem, że usiadł na mnie ten negatywny byt i trochę się wystraszyłem; zacząłem mantrować i się "szarpać", aby się wybudzić i owszem wybudziłem się, ale trochę energii z czakry mi przy tym ubyło. Tak czy siak ucisk na głowie jest ewidentnie wyczuwalny nawet po wstaniu. Ogólnie ma się wrażenie jakby ktoś rzucił we mnie jakąś "bombą" z błota. Po wstaniu przyłożyłem tam kryształ górski oraz zapaliłem w pokoju kadzidełko...

O 4:42 z Wiesią robiliśmy healing... trwał godzinę + ~10min przy otwartych oczach. Ogólnie było healowanie 3, 4, 5, 6 i 7 czakry (itd.) + leczenie miejsca gdzie był zastrzyk. Jak zwykle owocnie spędzona godzina :)))

Około 9:30 wyjąłem moje kryształy górskie z solanki, które wsadziłem tam tydzień temu. Już dwa duże kryształy zostały postawione koło komputera gdzie sporo czasu przebywam :) Dodatkowo je przeprogramowałem, bo wcześniej miały program do oczyszczania nieba, a teraz mają program do zasysania w siebie wszelkiej negatywnej energii niczym magnes oraz neutralizacji jej.

23/24.05.2011 -> O 22:01 kładę się spać, O 3:47 wstaję gdyż był już drugi atak we śnie. Starczy tego dobrego... miałem też przy sobie (gdy spałem) te dwa duże, wczoraj wyjęte z solanki kryształy górskie, ale jak widać nie wiele to pomogło choć pewnie wibracje kryształu trochę w między czasie mnie sczyściły. Zapomniałem zrobić przed zaśnięciem obrony mentalnej...

24/25.05.2011 -> Przed zaśnięciem bardzo mocno mnie "wyłączało"... co ciekawe często się zdarza, że gdy mnie wyłączy to natychmiast wpadam jakby w "sen" (chodzi o "wizje" oraz o wyłączenie raczej minimum kilku sekundowe; czasem wpadam w "pustkę" gdzie nie ma "wizji"). To "wyłączanie" jest czymś innym niż "usypianie z niewyspania"... np. przy wyłączaniu nie ma żadnego ziewania itp. rzeczy... Przed zaśnięciem zastosowałem obronę mentalną (tworzenie mentalnego kokonu wokół siebie) + spanie przy dużych kryształach górskich... O 22:14 kładę się spać. O 3:15 ten byt złapał mnie za lewą nogę (czułem we śnie ucisk + widziałem go jako nie lubiana przeze mnie osoba która mnie łapie za nogę), ale na szczęście nie wystraszyłem się i w łagodny sposób się wybudziłem i od razu wstałem. Około 8:30? poszedłem ponownie spać (bez różańca i kryształów) i chyba na samym początku widziałem tego byta, ale nie jestem pewien... tak czy siak raczej na pewno nic mi się nie stało i spałem do 9:50.

Około 21 wyjąłem swoją drugą serię kamieni (ametysty + kryształy górskie), które moczyły się przez tydzień w solance. Dodatkowo od wczoraj czy przedwczoraj? zacząłem palić sobie świeczkę przed ekranem monitora (tak na środku), aby ewentualnie patrzeć się w płomień świecy. Podobno to pomaga wybalansować obie półkule mózgowe. Wszystkie te zabiegi mogą mi pomóc w uwolnieniu się od tych ataków, a przynajmniej mam taką nadzieję... ale i tak najważniejszym jest, aby powierzać się Jezusowi. Tak czy siak wokół mnie zrobiło się już całkiem sporo kryształów górskich... taka mała kolekcja...

25/26.05.2011 -> Już przed pójściem spać czułem tego byta u mnie w pokoju. O 00:45 kładę się spać i dość szybko dostałem z 5 (jak nie więcej) strzałów w prawą rękę (gdzie trzymałem krzyż papieski [26,5cm] + różaniec) oraz jednocześnie dostawałem w 4 czakrę. W nocy był jeszcze ten byt w moim śnie i chciał mi coś zrobić, ale nie udało mu się. O 3:40 kolejny raz próbował, ale również nic mu nie wyszło... szybko się wybudziłem. Po chwili wstałem. Przed zaśnięciem oczywiście położyłem sobie do łóżka kryształy górskie (większą ilość niż zwykle bo miałem dodatkowo te wyjęte z solanki) oraz oczywiście obrona mentalna (tworzenie kokonu ochronnego myślami), ale tak na prawdę nie mam pewności czy coś to daje, a jak coś daje to w jak dużym stopniu... nie mniej jednak moim zdaniem "coś" to daje... a lepsze to "coś" niż nic ;)

Przed 18:30 przyszły do mnie moje drobne bursztyny (850 gram). Nie mam mleka to wsadziłem je do solanki (też jest ok). Normalnie bursztyny daje się na 3 godziny do "mikstury", ale można też dłużej... ja wyjąłem je dopiero rano następnego dnia :)

Takie przemyślenia mnie wzięły odnośnie strzałów w rękę, w której trzymam krzyż papieski... oraz odnośnie kwestii czemu również czuję uderzenie na 4 czakrze... i moja hipoteza jest taka, że możliwe jest, iż krzyż papieski zakrzywia trajektorię lotu wycelowanego we mnie pocisku i zamiast w 100% trafić w czakrę to dużą część ściągana jest na rękę która trzyma krzyż papieski? ale to tylko taka moja mała hipoteza.... a krzyż papieski trzymam mniej więcej w okolicy głowy...

A swoją drogą jeszcze wrócę na chwilę do "wyłączania" choć nie jest to atak, ale gdy dzisiaj oglądałem film to co jakiś czas mnie wyłączało na kilka sekund i nie czułem tego "znikania", ale czułem powrót... nie miałem też żadnych wizji... tylko sama pustka itp... ogólnie ciekawe doświadczenie... znikam gdzieś... nawet nie wiem kiedy (w tym przypadku)... po kilku sekundach wracam hehe... ale fajnie jest tak zniknąć... nie ma tam czasu... ciekawe doświadczenie...

26/27.05.2011 -> O 22:41 kładę się spać... i już po chwili wiedziałem, że ten byt już coś przy mnie kombinuje (wywoływał u mnie halucynacje / obrazy widziane przed otwartymi oczami). O 7:20 był atak we śnie (postać mnie ściskała itd.) ale ogólnie chyba dużo energii nie straciłem? Jeszcze wcześniej w nocy widziałem tę postać we śnie... ale nic mi nie zrobiła... Tak czy siak po tym ostatnim ataku wstałem.

A co do tego zastrzyku, który był mi zrobiony przez obcych to kilka dni po healingu  wciąż czuję tam pewien dyskomfort (ból, itp.) ale jest troszkę lepiej... Ogólnie mam też wrażenie jakby energia kundalini próbowała się pozbyć wszystkiego "negatywnego" co się tam znajduje... nie wiem jak duże postępy robi np. w ciągu dnia, ale wiedząc co robi kundalini to na pewno stara się oczyścić to miejsce jak najszybciej... często czuję tam takie dziwne nagłe, chwilowe uciski itp...

Co do bursztynów to musiałem je jeszcze kilka razy opłukać w wodzie, bo po wysuszeniu były pokryte solą. Na razie wsadziłem je do trzech takich plastikowych miseczek (po płytach DVD na 50 sztuk) przed komputerem, ale możliwe, że ustawię je w różnych częściach mieszkania... zobaczymy... podobno mają bardzo dobre właściwości związane z energią kundalini oraz z np. neutralizacją "negatywnego" oddziaływania komputera itd... Myślę również, aby kłaść je gdzieś koło łóżka gdy będę już szedł spać... te byty raczej na pewno energii bursztynów nie lubią :)

27/28.05.2011 -> O 23:31 kładę się spać i dodatkowo biorę bursztyny do łóżka. Zapomniałem zrobić obrony mentalnej hmmm. O 2:49 miałem atak we śnie gdzie jakiś "przyjazny ryś" ugniatał łapami moją klatkę piersiową. Po tym ataku wstałem i wiedziałem, że straciłem energię na czakrze... wcześniej (nie wiem o której) również był "jakiś" atak. Ogólnie ten byt stara się przeprowadzać takie bardziej "ukryte" ataki... ale jak dla mnie wciąż jest widoczny. Po wstaniu kryształem górskim masuję sobie czakrę. Zastanawia mnie jedna rzecz... czemu dzisiaj nie było strzałów? Raz są, a raz ich nie ma... czemu? Czyżby krzyż papieski trzymany w ręce mnie zbyt dobrze chroni? ale przecież nie robi tego w 100% więc? może chodzi o kryształy górskie, czy bursztyny? Nie wiem... na ich miejscu bym strzelał... czemu czasem tego nie robią? to jest dobre pytanie. Oczywiście ja się z tego cieszę, bo strzały nie są fajne, ale nie mniej jednak pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Muszą mieć jakiś dobry powód...

Po? 7? poszedłem się położyć i trochę mnie wyłączało... i w czasie jak znikałem i wpadałem w "sen" to byłem atakowany... ostatni atak był najmocniejszy... wciągnęli mnie w jakiś "inny wymiar" i był tam ten byt... wydaje mi się, że był widoczny jako pewien szary? dymek? chciałem to zmantrować, ale miałem problemy, aby wypowiedzieć słowo "Bóg"... wypowiadałem je błędnie... i z tego powodu mantra nie działała... nie jestem pewien czy chociaż raz wypowiedziałem ją prawidłowo? Na czakrze po wstaniu jakoś tak dziwnie się czułem... wykorzystali to, że mnie wyłączało i sprowadzili mnie do "swojego" wymiaru, aby mnie otłuc... O 7:48 wstałem... i żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej... no, ale człowiekowi chce się spać... no i nie zawsze od razu się zorientuje co się dzieje... ja się nie zorientowałem...

28/29.05.2011 -> O 23:15 kładę się spać (tym razem obrona mentalna, kryształy, bursztyny, modlitwa przed i w trakcie leżenie były zrobione jak należy). Po chwili miałem już atak we śnie (małym pajączkiem chcieli mnie wystraszyć). Moją czakrę też lekko atakowali, ale to tak tylko lekko? Otwierali mi też jakieś furtki "negatywne" i na siłę je mentalnie zamykałem i prosiłem Jezusa, aby mi pomógł je pozamykać, aby były one solidnie zamknięte zgodnie z Jego wolą.  Ja widziałem wyraźnie jak się otwierała ta pierwsza "furtka"... szybko zobaczyłem tam postacie... które nie wydawały mi się zbyt pozytywne dlatego rzuciłem się szybko do zamykania tego "otworzonego wejścia" i udało mi się... druga furtka została otworzona kilka chwil później i nie pamiętam co tam zobaczyłem, ale też wzbudziła mój niepokój więc też ją zamknąłem. Ogólnie nie fajnie było dzisiaj zasypiać więc chcąc nie chcąc musiałem wstać... bo trochę niebezpiecznie się robiło moim zdaniem... nie lubię jak ktoś się ze mną tak nieładnie bawi.

O 00:09 zapaliłem kadzidełko w intencji, aby te byty odeszły z mojego mieszkania. Oby pomogło... O 00:20 wypędzałem te byty również za pomocą imienia Jezusa Chrystusa... ciekawe czy ich już nie ma? Staram się robić to z wiarą itd.

O 3:31 poszedłem ponownie spać. Były pewne ataki w nocy... a o 4:13 chyba mi wbili strzykawkę (cieniutką) ponownie w lewy pośladek, ale w tym samym momencie się wybudziłem i chyba nic nie wstrzyknęli? Nie jestem pewien czy na pewno była to strzykawka, ale raczej tak :( ale na szczęście chyba! nic nie wstrzyknęli... CHYBA! :(

Poszedłem później spać, ale nie wiem o której? i wstałem o 13:13.

29/30.05.2011 -> Dzisiaj w nocy w ogóle nie spałem... jedynie na pewien czas zamykały mi się oczy ze zmęczenia, gdy siedziałem przed komputerem... Obecnie jest już 5:25 i czuję się lepiej niż jeszcze godzinę temu... jakoś zaczynam powoli nabierać sił... słonko powoli "budzi się" do życia :)

Około 5:30-6:00 poszedłem spać... i spałem do 8:47... ale i tak dostawałem bęcki... i wstałem obity... moja czakra nie czuje się najlepiej... ale dam radę... około 16:15 wstałem po około godzinnej? drzemce...

30/31.05.2011 -> O 00:49 kładę się spać (kadzidełko, sól na głowie, kryształy w okolicy 4 czakry, obrona mentalna itd). Położyłem się bardziej na plecach, niż na boku. Na rękach założyłem więcej różańców i trzymałem ręce w okolicy 4 czakry. O 4:28 dostaję jakby zastrzykiem (czułem szybkie, fizyczne ukłucie, ale nie wiem czy mi coś wstrzyknęli, czy może było to tylko zwykle "ukłucie") w "pośladek" (mimo iż leżałem na plecach) i po ukłuciu we śnie zaczynają mnie jeszcze mocniej te byty w nim gonić (przed ukłuciem goniły mnie 2 byty), aż mnie otaczają i rzucają się na mnie z każdej strony... budzę się i wstaję... robi się coraz mniej ciekawie z tymi zastrzykami... :/

Po pewnym czasie ponownie poszedłem spać (nie wiem o której). Wstałem o 10:25... tym razem chyba nie było ataków oprócz jednego (chyba) na samym końcu (typu halucynacja / po wybudzeniu się widziałem, [niewyraźnie] jakąś postać koło łóżka), ale poradziłem sobie z tym (odwracając wzrok i budząc się jeszcze mocniej) bez straty energii.

[CZERWIEC 2011]

31.05.2011/01.06.2011 -> O 00:58 siedzę przed kompem i jakoś mi się na chwileczkę usnęło... i po chwili poczułem mocne szarpnięcie na 4 czakrze co mnie od razu wybudziło... mógł być to atak... bo przy "wyłączeniach" szarpie mnie na 4 czakrze gdy "wracam", a nie w trakcie "drzemkania", ale co to było na 100% to nie wiem... jakieś szarpnięcie... w miarę mocne..

O 1:15 kładę się spać. Jak na razie testuję pozycję na plecach z mocnym zakryciem czakry różnymi "rzeczami" (różańce, kryształy itd). O 4:48 dostaję jakiś mocniejszy strzał w czakrę... kilka minut później wstaję.

Muszę wspomnieć, że kilka dni temu robiłem pewien mentalny healing miejsca, w który wstrzyknięto mi niechciany zastrzyk przez kosmitów. Ten healing jest bardzo skuteczny i polega na zobaczeniu przed zamkniętymi oczami miejsca, w którym jest problem. Ja zobaczyłem jakby podłużny czarny, twardy stożek który był w miejscu zrobionego zastrzyku. Sporo czasu mi zajęło "pokruszenie" go. Takiego healingu nie można robić na "odwal"... trzeba się przyłożyć i cały czas patrzeć jak wygląda miejsce które "reperujemy". Po wielu minutach udało mi się zniszczyć ten stożek i wyciągnąć wszelkie "nieczystości" na zewnątrz. Uderzałem w niego energią tak, aby go pokruszyć. Gdy to robiłem widziałem jak powoli pojawiają się w tym stożku dziurki (coś jakby odwapnienie kości) i dzięki temu stawał się coraz słabszy i powoli się kruszył. To co nadawało się do wyjęcia wyjmowałem. Gdy wszystko wyrzuciłem wypełniłem to miejsce złotą energią. Następnie zakleiłem miejsce "wkłucia igły" (jakby plastrem) jasno niebieską energią (aby złota energia została na swoim miejscu i aby przez przypadek nie wyciekła na zewnątrz). Ogólnie czuję, że jest jeszcze problem w meridianach wokół stożka (którego już nie ma), ale tym to ja się dzisiaj zajmę. Wciąż mnie jeszcze troszkę boli mnie to miejsce, ale jest znacznie lepiej, niż było to jakieś 2 tygodnie temu. Taki healing warto powtarzać co jakiś czas... aby doprowadzić "chore" miejsce do pełnego uleczenia. Przykładanie kryształu górskiego w bolące miejsce też jest dobrym pomysłem. Dodatkowo można bawić się "mentalnym odkurzaczem" aby wysysać z bolącego miejsca wszelką negatywną energię.

O 15:38 i wcześniej miałem zamknięte oczy (najpierw przed komputerem, a później zrobiłem sobie krótką drzemkę) i zostałem mocno szarpnięty na 4 czakrze. Za tym drugim razem to było tak mocno, że aż kryształ górski wypadł mi z ręki, a przecież "uderzenie / szarpnięcie" było w 4 czakrę a nie w rękę wycelowane. Po prostu całe ciało zareagowało wstrząsem na to "coś". Czy to był atak? Nie wiem... ale jestem ostrożny co do takich szarpnięć... lepiej uważać... tak czy siak informuję o tym, że takowe doświadczenie miało miejsce ;)

01/02.06.2011 -> O 23:37 kładę się spać. Miałem w nocy ciekawy sen... był w nim pokazany czarny ekran na którym rozbłysło się światło (coś jakby "wielki wybuch" / "big bang") oraz po chwili zobaczyłem stającego koło mnie? "Hitlera" który został ode mnie zabrany! Przed 3 w nocy miałem jeszcze jeden ciekawy sen gdzie pokazano mi, że jestem już całkiem blisko (tak chyba wynika z mojego snu) "balansu"? energii męskiej i żeńskiej (który doprowadziłby mnie do uwolnienia się od tego byta?), ale był w tym śnie również mój przeciwnik który mi utrudniał kontakt z moją "drugą połówką"... więc muszę jeszcze go "pokonać"... ale już chyba niewiele brakuje aby tak się stało? Ogólnie tego typu motyw pojawia się w moich snach raz na jakiś czas. O 3:01 wstałem.

02/03.06.2011 ->  O 21:05 kładę się spać. O 23:10 zostałem zaatakowany. Głos we śnie się zmienił na taki negatywny i mnie wystraszył (strata energii). Po kilku minutach wstałem, bo poczułem jak "pomieszał mi w myślach" i nie mogłem myśleć do końca swoimi myślami. Po wstaniu czyszczę się kryształem górskim. O 23:53 zapalam dodatkowo kadzidełko tybetańskie. O 5:45 położyłem się na chwilkę na łóżku... i bardzo szybko zacząłem mieć "negatywne myśli" (ewidentnie powodowane przez tego byta) oraz "halucynacje" (również to jego sprawka). Ogólnie bardzo szybko (nieświadomie) wpadałem w "jego?" wymiar. Również czułem jak dostaję lekkie strzały w rękę, w której trzymałem krzyż papieski. W końcu o 5:53  zostałem uderzony w 4 czakrę i po tym incydencie od razu wstałem... niestety wciąż nie mogę spać normalnie... po ciosie zrobiło mi się jakoś tak dziwnie na czakrze... oczywiście dziwnie w negatywnym sensie... trochę się tam pohealuje ręką... kryształem... zapalę kolejne kadzidełko...

Położyłem się na chwilkę około 15:45? i znowu zacząłem mieć "przejmowaną kontrolę nad moimi myślami" itd... byłem wciągany w wymiar, w którym ten byt mógłby spuścić mi łomot tak jak zrobił to dzisiaj o 5:53 (a robił to od 5:45). Walczyłem z tym bytem mentalnie (wszystko widziałem przed oczami) i o dziwo odparłem jego atak i się wybudziłem. Wynika z tego, że ten byt jest gdzieś przy mnie... i to cały czas... taki cichy adorator... hmmm... A to przejmowanie kontroli nad myślami jest tak silne, że ja przestaję widzieć oczami fizycznymi... tak jakby mi się 3 oko otworzyło, ale powiedziałbym, że jest to bardziej coś na kształt wpadania w "sen" (celowy zabieg, aby łatwiej temu bytowi było mnie obić)... i to w tempie ekspresowym... oczywiście można powiedzieć, że spałem tylko 2 godziny i stąd takie szybkie wpadanie w "sen" (w inną rzeczywistość), ale jednak jestem pewien na 100%, że był to atak i nie mam co do tego żadnych wątpliwości... oczywiście po wstaniu lekko gorzej się czuję na czakrze z przodu... nie widziałem ataku na czakrę, ale mimo wszystko to jest poszkodowana i wymaga odpoczynku... Ten byt umie takie rzeczy robić... niby atakuje cię mentalnie, ale tak na prawdę on skupia się na tym, aby uszkodzić ci czakrę lub zabrać z niej energię więc on wie co robi... nie przychodzi tutaj, aby bawić się w "wizualizację" czy coś w tym stylu... on jest wysłany tylko w jednym celu... aby jak najmocniej uszkodzić Ci czakry itd... Oczywiście przed położeniem się moja czakra czuła się dużo lepiej... i oczywiście ja w ogóle nie miałem zamiaru nawet zamykać oczu... same "siłą" mi się zamknęły... ale nie ze zmęczenia... W ogóle ciekawa sprawa, że spałem tak krótko dzisiaj, pracowałem sporo nad stroną i nie czuje się jakiś "maxymalnie padnięty"... a chyba powinienem? Nie wspominając, że dzisiaj oberwałem + codziennie jestem właściwie niewyspany itd... Chyba mój organizm powoli się dostosowuje do sytuacji, w której mało sypia, ale jednak jakoś sobie z tym radzi...

Dzisiaj udało mi się nawiązać bardzo dobry kontakt z Bogiem i spowodowało to bardzo silne oczyszczenie mojej osoby... Pamiętam, że podczas całego tego doświadczenia (30-60min) miałem po pewnym czasie jakby chwilowe "flashe" gdzie na początku ujrzałem jakąś uśmiechniętą dziewczynę... później był powrót do "fizycznego widzenia", a następnie widziałem jak leciałem w samolocie nad oceanem... i później były dalsze "różne" flashe... ale te dwa wydają mi się najbardziej znaczące... w sumie były one tymi "pierwszymi" jakie ujrzałem... Ogólnie podczas kontaktu z Bogiem tony "brudu" ze mnie zeszły... co ciekawe w pewnym momencie usnąłem (nawet nie pamiętam tego momentu)... i nikt ani nic mnie nie zaatakowało! Spałem sobie spokojnie z 2-3? godziny. Gdy się zorientowałem, że śpię i że nie mam różańca na sobie itd. to szybko wstałem, ale naprawdę dużo mi dało takie kilka godzin snu, niezakłóconego przez żadne "negatywne" istoty. Ogólnie czuję się jak po spowiedzi... :)

O 1:25 (i wcześniej) bardzo mocno mnie wyłączało... wziąłem kryształ górski i przyłożyłem do tyłu głowy (tam gdzie jest to wgłębienie) i o dziwo bardzo szybko przywróciło mnie do stanu "normalnego"... oczywiście po  kilku minutach dalej mnie "wyłączało", ale sam fakt tak szybkiej i gwałtownej poprawy spowodowanej przyłożeniem kryształu górskiego do jakiegoś punktu jest godny odnotowania..

03/04.06.2011 -> Około 1:40 położyłem się na łóżku i usnąłem... a o 2:09 we śnie czułem i widziałem jego łapy, które zaczęły mnie dotykać... pewnie coś energii straciłem... Później położyłem na 4 czakrę ten 2,5kg kryształ górski itd. i poszedłem spać. O dziwo chyba nic już złego się tej nocy nie działo? O 10:33 wstałem.

Wiesia mi podpowiedziała kolejny sposób na obronę (który częściowo kiedyś stosowałem)... ten sposób polega na tym, aby wołać Archanioła Michała i prosić go, aby stał przede mną, z tyłu, z lewej, z prawej, z góry i z dołu oraz aby mnie otaczał niebieską energią (odcina wszelkie zło itp.) oraz aby chronił mnie z gwardią swoich pomocników.

04/05.06.2011 -> O 2:00 kładę się spać i 2,5kg kryształ na 4 czakrze tak jak wczoraj, ale niestety o 5:05 był atak we śnie i jakoś to nie wiele pomogło :( Po obudzeniu się kryształ górski był z 2-3?cm przesunięty od centrum czakry więc może to miało jakieś znaczenie? albo po prostu to nie broni przed atakami tak jakbym sobie tego życzył... Tak czy siak wstałem z obolałą czakrą :/

05/06.06.2011 -> O 23:22 kładę się spać. O 3:56 miałem atak we śnie (próba wystraszenia), ale nie wystraszył mnie w pełni... coś tam zrobił, ale bywało znacznie gorzej. Oczywiście po tym ataku wstałem.
PS. Nie kładłem kryształu górskiego na 4 czakrę...

06/07.06.2011 -> Około 20? poszedłem spać. O 3:15 wstałem. Były jakieś podejrzane sny... ale nie czuję abym dzisiaj w nocy dostał bęcki. A swoją drogą wypaliłem już ostatnią "małą" świeczkę... trzeba będzie dokupić nowe...

07/08.06.2011 -> O 23:14 kładę się spać. O 3:00 wstaję. Czyżby brak ataków? Choć miałem pewien dziwny sen, ale chyba nie był to atak?

Byłem w jakimś niewielkim, zamkniętym pomieszczeniu i była tam postać, która jakby zmuszała do ćwiczeń? wszystkie znajdujące się tam osoby oraz nie pozwalała im wyjść. Mnie też zmusiła do ćwiczeń, ale pamiętam jak nie chciałem już więcej tego robić i postanowiłem patrzeć co się będzie działo w naszym małym pomieszczeniu, w którym nas więził. Widziałem kogoś kto postanowił, że nie da się już terroryzować i udawał, że zrobiło mu się coś w nogę i z tego powodu leżał na podłodze. Nasz "boss" wiedział, że ten człowiek "symuluje" (udaje kontuzję) i za karę wbił mu gwoździa w prawą stopę. Po chwili zobaczyłem zbliżenie tego bolącego miejsca (gwóźdź miał zakrzywiony koniec, a miejsca wbicia krwawiło). Obudziłem się o 3:00 (Ewangelia Marka mówi,. że o tej godzinie ukrzyżowano Jezusa [Mk.15:25]). Moje stopy były złączone jak stopy Jezusa na krzyżu... hmmm... dziwne...

Ponownie poszedłem spać o godzinach: od 6:01 do 9:17 oraz  od ~1:15 do 3:23 i nic mnie nie zaatakowało...

08/09.06.2011 -> O 23:26 kładę się spać. Jak tylko zamykałem oczy dostawałem strzał w czakrę :( Pierwszy strzał był o 23:39, gdyż wcześniej miałem oczy cały czas otwarte... hmm... mogłem położyć mój duży kryształ górski na czakrę... może by pomogło przeciwko tym strzałom... a może nie? Jak będę miał jeszcze takie strzały to wypróbuję... a w nocy też było kilka ataków... wstałem o 4:47 (choć powinienem chyba wstać wcześniej)... Jestem z deczka obity na czakrze...

A tak apropos ataków we śnie... przypomniał mi się pewien program, który leciał dawno temu w telewizji. Było w nim jak ułożyli pewną ilość ochotników do snu i gdy już mocniej zasnęli polewali ich czoło wodą. Po pewnym czasie ich budzili i pytali się ich co im się śniło i dużej ilości ludzi śniła się woda i czemu niby o tym pisze? co to ma wspólnego z atakami? Wbrew pozorom bardzo dużo, gdyż kiedy mocniej śpię, a ten byt jest przy mnie to "krystalizuje" mi się we śnie jako jakaś "osoba" (negatywna, neutralna lub pozytywna). Jest to ten sam motyw co z wodą... jak masz kontakt z wodą podczas snu to śni Ci się woda... a jak masz kontakt z ciemnymi mocami gdy śpisz, to śnią Ci się ciemne moce... proste i logiczne...

09/10.06.2011 -> O 23:42 kładę się spać. Miałem na swojej czakrze cały czas 2,5kg kryształ górski. Nie było strzałów, ale moje sny były jakieś takie ponure... no i te ciągłe postacie we śnie... Wciąż nie czuję się bezpiecznie podczas snu... i dlatego wolę spać krócej niż dłużej... Wstałem o 2:43... Ten "ponury" sen nie musiał mieć związku z atakiem...

Poczułem się zmęczony małą ilością snu i postanowiłem ponownie pójść spać (o 5:05) (zmieniłem kryształ górski na czakrze z 2,5kg na 0,4kg)... niestety o 5:30 musiałem wstać, gdyż mój przeciwnik atakował mnie we śnie + przed samym wybudzeniem (wszedłem w stan widzenia swojego ciała; stan gdy sen się kończy, ale gdy wciąż nie jestem wybudzony tylko jestem jakby w "innym wymiarze") czułem i widziałem jego wredne łapska na moim ciele, ale na szczęście jakoś udało mi się wybudzić bez większych strat?

Brak snu to genialna metoda obrony, ale nie da się wytrzymać tak zbyt długo... w końcu organizm będzie się tak mocno domagać snu, że nie będziemy w stanie się mu przeciwstawić... Ale tak ogólnie to na serio położyłbym się jeszcze do łóżeczka i trochę pospał... oczy mi się same zamykają... ale niestety nie będę szedł spać, gdy ten byt tutaj urzęduje... mam nadzieję, że niedługo się te ataki skończą... bo są już z deczka męczące... Na dodatek mam tak dużo czasu wolnego, że nie mam jak go wypełnić i po prostu przez pewien czas się nudzę... co też jest w pewnym sensie męczące.. niby to dobrze, że mam sporo wolnego czasu, bo ze wszystkim się wyrabiam, ale czasem po prostu chciałbym, aby ten czas szybciej zleciał... czyli, aby można było po prostu przespać czas, w którym nie ma już nic "owocnego" do zrobienia... no, ale niestety chwilowo w moim przypadku jest to nie możliwe... już pomijam fakt, że jestem praktycznie ciągle niewyspany, nie zregenerowany itd... no, ale na szczęście jakoś daję radę... do tego wszystkiego dochodzi też pewnego rodzaju stan "napięcia" / "zdenerwowania" / "rozdrażnienia" właśnie wynikające ze zbyt małej ilości snu...

10/11.06.2011 -> O 20:25 poszedłem spać. O 2:21 wstałem, a chwilę wcześniej miałem atak we śnie, ale na szczęście był przy mnie mój opiekun, który mnie cały czas bronił przed napastnikiem! (thx!!!) Ten byt (postać) ciągle się o coś czepiała mnie we śnie i widać było w niej złe zamiary i jak to się działo podchodziła do mnie lub była przy mnie druga postać, która nie pozwalała, aby cokolwiek mi się stało, aż do wybudzenia. Jednym słowem trzymała tego byta na dystans. Jakby nie mój opiekun, to marny byłby mój los... ciekawe czemu nie jestem broniony w ten sposób codziennie? ale jakby tak było to w ogóle nie zostałbym "ruszony" przez te ciemne siły... i niczego bym pewnie tutaj nie spisał... hmm...

Od około 11? spałem do 12:50... jakoś tak samo z siebie mnie "uśpiło"... ale nie miałem, żadnych ataków i dzięki tej drzemce trochę się zregenerowałem :]

11/12.06.2011 -> O 00:17 kładę się spać. O 2:35 jest atak we śnie :( -> wstaję...

O 11:47 poszedłem się zdrzemnąć... O 12:03 był atak we śnie? ale postanowiłem spać dalej... i spałem spokojnie do 19:35! jednym słowem trochę odespałem ;)

12/13.06.2011 -> O 4:48 kładę się spać i już za chwilkę miałem wizję (coś jakby sen) przed oczami gdzie jestem bity z kolana (ten byt celowo mnie wprowadza w ten "sen", aby mnie skuteczniej bić oraz ja w pewien sposób odczuwam te uderzenia). Po tym ataku postanowiłem dalej próbować spać, ale nie był to dobry pomysł. Byłem następnie "szarpany" oraz atakował moją 3, 4 i chyba 6 czakre (te ataki były nawet wtedy, gdy nie spałem - on wprowadza człowieka w pewien taki jakby "hipnotyczny stan" i czasami wydaje się człowiekowi, że ma otwarte oczy [a w rzeczywistości może mieć je zamknięte] i będąc w tym stanie można z większą intensywnością obrywać bęcki, gdyż ten byt przebywa w tym "wymiarze" w który nas wciąga... on nas "zaszczepia" takim "głupim Jasiem"... Dodatkowo chyba coś przy 3 oku chyba grzebał... pewnie musiał tam coś robić abym dostawał tych "wizji"... tak czy siak o 5:00 wstałem... mogłem w sumie se olać dzisiaj spanie, no, ale chciałem spróbować... Muszę się trochę kryształem pohealować... bo chyba oblepił mnie jakimś syfem... podczas leżenia miałem wrażenie, że rzuca we mnie jakimiś negatywnymi kulkami? a może to były ciosy? (odnośnie ataków na 3, 4 i 6 czakre). Zastanawiam się dlaczego, gdy wołam o jakąś pomoc to nic się nie dzieje... może po prostu muszę się czasami obejść bez niej? aby spisać moje nocne potyczki, bo jakby mnie ciągle bronili, to nie miałbym o czym tutaj pisać... a tak... mogę pisać i pisać udowadniając, że ten "drugi" świat jest realniejszy, niż się wielu ludziom wydaje... nie mniej jednak jest to już troszkę męczące... marzą mi się wakacje. A może dlatego tak do mnie skutecznie strzelał, bo nie miałem przy sobie kryształów górskich? Następnym razem na pewno będę mieć je przy sobie.

Dodam jeszcze, że jakiś tydzień temu (nie spisałem tego) gdy byłem na balkonie i wygrzewałem się na słoneczku to zostałem zaatakowany. Atak polegał na tym, że ten byt przejął moje myśli oraz moją wyobraźnię. Wpadłem jakby w "negatywny sen". Nie wiem jak do końca to opisać, ale "przed oczami" widziałem różne rzeczy, które były nasiąknięte "złem". Im dłużej człowiek jest poddawany takiemu atakowi tym większa szansa na stratę energii itd. Jak się zorientujemy, że takie coś się dzieje to musimy na siłę się "ocknąć" co oczywiście nie jest takie łatwe, bo tracimy kontrolę nad tym, co się dzieje, ale dla chcącego nic trudnego ;))) Ogólnie wspominam o tym, gdyż widać po tym przykładzie, że nawet gdy jestem "na słoneczku" może zaistnieć atak... a podobno te byty nie lubią promieni słonecznych? widocznie mają dobre metody obronne przed nimi. Jak widzą okazję do ataku to atakują... nie ma zmiłuj... dlatego trzeba być czujnym... i to cały czas... a nie tylko w nocy...

13/14.06.2011 -> O 3:01 kładę się spać. Przed 4 i o 4 były ataki. W tym drugim widziałem naszykowaną dla mnie strzykawę, ale na szczęście nie została mi wstrzyknięta. Może to tylko taki straszak był? abym się wystraszył? może... ale nie koniecznie tak musiało być... Jakby coś to w obu snach zostałem "stratny". Nawet bardziej w tym drugim, niż w pierwszym. Tej nocy już miałem kryształy przy sobie... na czakrę kładłem ten 0,4kg (chyba mi spadł po pewnym czasie?). Na razie godzina snu musi mi wystarczyć... nie mam zamiaru wracać do łóżeczka ;/ nie z takim towarzystwem :/

Siedzę już przed kompem 1,5h i non stop (wiele razy i na siłę) mnie "wyłącza"... ten czas mi minął jakby pstryknięcie palcami... na dodatek nic negatywnego mnie nie tknęło... w tym "wymiarze" w jaki mnie przenosi jestem bezpieczny (z tego co zaobserwowałem). Domyślam się, że dzieje się tak abym jakoś "odespał" ataki... bo chcąc nie chcąc mnie to regeneruje... zdarza się, że jak mnie wyłączy to dostanę pewnych "wizji" (wizja? sen?), ale gdy wracam to ich nie pamiętam... ale chyba przeważnie? nie ma tam zupełnie nic... jest pustka... czasem może przeleci jakaś "forma" myślowa? i zniknie gdzieś w niebycie... W normalnym "śnie" nie ma się uczucia takiej "pustki" i tak szybkiego upływu czasu (wręcz teleportacji).

Nie wiem dokładnie o której godzinie, ale pewnie około 6-7? ze zmęczenia samoistnie usnąłem w pokoju obok. I dopiero na samym końcu miałem "negatywny sen" gdzie dostałem jakby kulę wystrzeloną z pistoletu w 4 czakrę (bolesna sprawa) i to było o 8:07, a wcześniej byłem jakby w pustce... nic nie pamiętam... w ogóle jakbym był w innym wymiarze... jakby mnie nie było... i mam wrażenie jakby minęła "sekunda"... dopiero czas zaczął mi lecieć od pojawienia się snu w mojej głowie... co okazało się od razu atakiem... no może nie na samym początku... ale dość szybko... ten byt na pewno czekał, aż wrócę z "innego wymiaru" i się doczekał... zacząłem śnić na "niższym poziomie" i dostałem mocnego strzała... tak mi się wydaje, że jest tak jak opisuję? Przynajmniej dla mnie ma sens z tym wyższym i niższym wymiarem... Jak tak "znikam" to ten byt nie ma do mnie dostępu... a przynajmniej nic nie wiem o tym, aby do mnie jakiś dostęp miał... Gdy "znikłem" żadnych ataków nie było... gdy się "pojawiłem" atak nastąpił... dla mnie sprawa jest jasna... oczywiście jak mnie nie było to nie pamiętam, aby były jakieś sny... tam jest raczej pusto... a nawet jak coś jest to praktycznie nie ma szans, abym to dobrze zapamiętał... nawet małe szczegóły zapamiętać to duży wyczyn... o ile takowe się w ogóle pojawią... Jest to bardzo ciekawy stan i muszę się mu znacznie mocniej przyjrzeć... na dodatek po wstaniu czuję się jakby napełniony energią (w głowie i w ciele, ale najmocniej w głowie). Owa energia jest troszkę męcząca itd., ale na pewno jest pozytywna. Czuję, że dobrze na mnie wpływa... ale niestety przez te ataki mam utrudniony do niej dostęp, bo ona się we mnie nalewa wtedy gdy "śpię", a z tym ostatnio mam problem...

Ponownie idę spać, ale nie wiem o której... ale o 13:49 wstaję... spałem chyba z 1-2h?

14/15.06.2011 -> Od 00:00 do około 4:50 spałem jakieś kilkanaście minut będąc przed komputerem, a około 4:50 usiadłem na fotelu przykryty kocem + trzymając w ręce krzyż papieski i kryształ górski (0,4kg) + zakładając różaniec na szyję. Ze zmęczenia w końcu usnąłem. Obudziłem się około 6:55. Ogólnie chyba coś było przed zaśnięciem, ale olać to... mało ważne...

PS. zakupiłem kolejne 100 sztuk świeczek... zacząłem je palić od 18:50... oczywiście w intencji "oczyszczenia" ataków itp...

Grubo po południu usnąłem ze zmęczenia... Nie miałem ataków, a spałem z 1-2h... co więcej miałem nawet sen, który mówił o jakimś głoszeniu prawdy i bezpieczeństwie? sen był wyjątkowo wyraźny i wydawał się być znaczący, ale nie pamiętam go już zbyt dokładnie... Następnie po jakimś krótkim czasie ponownie usnąłem... i wstałem o 23:30... i znowu brak ataków więc troszkę odespałem ostatnią noc :)

15/16.06.2011 -> O 2:17 siedzę sobie na łóżku i wprowadzono mnie w "negatywny sen", ale udało mi się z niego bezpiecznie wyjść... a chwilę później usłyszałem w głowie? głos "hallo" (był to taki specyficzny, negatywny głos... niby usłyszałem go w głowie, ale to było takie "specyficzne" i nie wiem jak to dokładnie ująć w słowa, wiem jedynie, że nie było to nic pozytywnego... po prostu ten byt się ze mną "przywitał".. ale nie odpowiedziałem mu powitaniem na powitanie...) -> w momencie jak to usłyszałem byłem wprowadzony w trans (hipnoza). Dopiero o 2:46 zdecydowałem się pójść spać, ale chwile wcześniej zobaczyłem koło siebie całkiem spory (wielkości 3/5? torsu), jasno, szary dym (jakby z papierosa... ale, aby coś takiego zrobić trzeba byłoby sporo "nakopcić" a u mnie w domu i tak nikt nie pali),  trwało to bardzo krótko... w sumie te byty często w takiej formie występują... dym, kulki... czasem przeźroczyści... itd... Zbyt długo sobie nie pospałem, bo już o 3:03 miałem atak we śnie, gdzie zostałem uderzony w twarz, ale ogólnie to nic takiego mi się nie stało... był przy mnie chyba mój opiekun (możliwe, że było ich dwóch), który próbował tego byta powstrzymać, ale tak czy siak i tak cios dostałem. Od razu po tym doświadczeniu postanowiłem już więcej nie spać -> zapaliłem kadzidełko. Dobrze, że w dzień trochę spałem...

Poszedłem spać około 7? Wstałem o 8:57... niestety w tym czasie dostałem 3-4x... ale musiałem iść dalej spać bo byłem ledwo żywy... oczywiście po wstaniu również jestem ledwo żywy... więc dużo się nie zmieniło...

Ponownie poszedłem spać tylko nie wiem o której. Wstałem o 13:11. Dostałem kilka razy, ale nie były to ciosy chyba zbyt mocne. Przed samym wstaniem miałem sen i nagle usłyszałem wyraźny i głośny dzwonek (do drzwi) w głowie. Od razu mnie to wybudziło i szybko wstałem aby otworzyć drzwi, ale nikogo nie było, ani nikt nie uciekał czy coś w tym stylu. Co ciekawe jak sobie to teraz przypominam to ten dźwięk dzwonka był lekko inny niż ten, który mam fizycznie zamontowany w drzwiach więc ktoś mnie w ten sposób wybudził ze snu, który może miał się przemienić w sen negatywny? Tak czy siak kiedyś miewałem już takie dzwonki więc wiem, że takie rzeczy się dzieją (pisałem o tym tutaj: "Domofon w uchu..." [zjedź na dół]).

16/17.06.2011 -> O 23:13 kładę się spać. O 00:52 mam atak we śnie... wstaję chwiejąc się na nogach... :(

O 5:11 ponownie poszedłem spać, ale nie był to dobry pomysł. Dość szybko dostałem lekki strzał... a o 5:20 zostałem zaatakowany we śnie (po czym wstałem). Jakaś postać (we śnie stała przytknięta do mnie - więc w realu pewnie na mnie usiadła? lub na mnie leżała?) próbowała mi wbić jakiś pręt (nie był ostry) w brzuch (a może to tylko taki straszak był? aby mnie wystraszyć?). Oczywiście wszystko bardzo dobrze czułem (silny ucisk). Trochę się obawiałem, gdyż nie wiedziałem czy nie wbije mi tego w ciało? lub ciało energetyczne? więc po pewnej przepychance (dobrze mi w sumie szło) postanowiłem, że nie będę ryzykować i zastosowałem nagłe wybudzenie. Plusem takiego rozwiązania jest to, że budzisz się praktycznie od razu (bardzo szybkie przenikanie wymiarów do reala), ale minusem jest to, że tracisz sporo energii z czakry, a przy powolnym wybudzaniu można mocno ograniczyć straty energetyczne o ile ładnie się to rozegra... oczywiście gdybym wybrał opcję wolnego przechodzenia wymiarów to mógłby mi wbić ten pręt w ciało i mógłbym mieć dużo większy problem niż strata energii więc w tym przypadku moim zdaniem podjąłem dobrą decyzję... choć może ten "pręt" to był tylko taki straszak? Właśnie sobie przypomniałem, że dobre kilka lat temu miałem sporo tego typu ataków, ale brałem je za zwykłe sny... hmm...

Od około 9:50? poszedłem spać i spałem do 12:55... coś tam dostałem, ale jest ok...

17/18.06.2011 -> O 5:35 poszedłem spać (ze zmęczenia), a o 6:20 wstałem... miałem w tym czasie z 4-5 ataków... jestem zmęczony jak nie wiem co... no i dodatkowo obity...

Dzisiaj mam nowego domownika, a mianowicie dwumiesięcznego kota. Z tego co wiem koty widzą obce byty oraz umieją je od człowieka odpędzić. Zobaczymy czy będzie jakaś zmiana w atakach na moją osobę...

18/19.06.2011 -> Położyłem się o 22:25. Kot położył się na tyłach łóżka, ale gdy się obudziłem w nocy (po godzinie?) zobaczyłem, że śpi na moim brzuchu i tak było do samego wstania. Wstałem o 8:26. Ogólnie były strzały w 4 czakrę, ale nie wiem czy były to ataki? Nie zaobserwowałem żadnego negatywnego snu czy obecności tego byta. Tak czy siak te strzały są bardzo dobrze odczuwalne na czakrze...

19/20.06.2011 -> O 23:10 kładę się spać. Kot położył mi się na brzuchu... po chwili zmienił miejsce na czakrę gardła... a ostatecznie położył się mniej więcej na 4 czakrze (może lekko niżej?). Pierwszy atak był o 3:30... a drugi o 4:55. Niestety ten drugi atak był mniej przyjemny. We śnie było pokazane jak mój kot był schowany do jakiegoś czarnego pudełka (czyżby aż tak im przeszkadzał?) i został zabrany jakimś korytarzem na kastrację chodź mówiłem, że jest na to za młody, a gdy został wyjęty (z pudełka) to mnie zaatakował (to był jakiś duży kot, a nie mój malutki) i pogryzł mi palce w lewej stopie (odczuwalny ból po wstaniu), następnie we śnie szykowali dla mnie strzykawkę, ale możliwe, że był to tylko straszak, kto wie? Tak czy siak po nieudanej próbie? zastrzyku wstałem...  z lekkim bólem palców u nogi. Kot nie czyni cudów... ale w sumie ma on dopiero 2 miesiące więc jest jeszcze malutki. Nie mniej jednak chyba tym ciemnym bytom troszkę przeszkadza. A tak w ogóle to kot sam się na mnie kładzie gdy idę spać więc mądry z niego zwierzak :)

20/21.06.2011 -> Przed zaśnięciem kot mruczał i kładł się na mnie w różnych miejscach (brzuch, 4 czakra, 5 czakra)... na dodatek łaził wokół mnie mrucząc. Ogólnie dość ciekawe zachowanie kota :) Przed samym zaśnięciem chyba było kilka prób wciągnięcia mnie w "wymiar tego byta", ale miałem wrażenie jakby kot, który wtedy mruczał koło mojej głowy (leżał tam) odpychał te ataki... ale może mi się wydaje? ale może być coś na rzeczy... w ogóle miałem wrażenie jakby kot próbował mnie "chronić"... O 22:25 kładę się spać. O 7:36 wstaję, a o 4:49 był atak we śnie, ale ogólnie wyszedłem z niego chyba bez szwanku? Nie mniej jednak kręgosłup mnie boli od leżenia w jednej pozycji, ale jak tylko ataki się całkowicie skończą to będę sobie leżał w w pozycji jakiej będzie mi się podobało ;)

21/22.06.2011 -> O 3:21 kładę się spać... a kot kładzie się na mnie (okolice 4 czakry). Następnie było kilka ataków przed samym zaśnięciem. Czy były w nocy? Chyba nie? O 8:47 wstaje. Podobno gdy rano wciąż spałem, a mama weszła do pokoju to kot był już obudzony i siedział koło mojej szyi. Czyżby mnie pilnował?

Spałem dzisiaj z 1-2h w dzień (z kotem) i nic się specjalnego nie działo.

22/23.06.2011 -> O 1:24 kładę się spać (przed zaśnięciem coś było? jak tak to bardzo słabe, ale możliwe, że nic nie było?). O 7:59 wstaję. Spokojną noc miałem.

Miałem dzisiaj sen, gdzie królowi miałem pomóc w ujawnieniu negatywnych dla niego osób (tak w dużym skrócie). Była też jakaś walka na kryształy górskie? Następnie widziałem siebie jak gnam samochodem do zamku. Gdy już tam byłem to przed schodami (prowadzącymi do króla???) był z metrowy kryształ górski (leżał). Zacząłem wchodzić na schody... widziałem przed sobą dwie służące, które też szły w górę... nagle pojawił się negatywny człowiek, który kazał wszystkim być za nim i musieliśmy cofnąć się, aby on mógł przejść przodem. Gdy był przed nami zaczęliśmy iść na przód po schodach w górę.

23/24.06.2011 -> O 22:08 kładę się spać. O 00:02 kot ze mnie zszedł i bez niego zasnąłem i od razu miałem atak (po zamknięciu oczu po kilku sekundach zapadłem w sen). Następnie po tym przykrym doświadczeniu (choć atak nie był zbyt mocny) czekałem prawie? godzinę? na powrót kotka do łóżka (chciał się bawić, zwiedzać pokój itd.) ale gdy już to nastąpiło to spałem spokojnie, aż do kilku? minut przed 7 rano gdzie zostałem mocno wystraszony we śnie mimo iż kotek spał na mojej 4 czakrze. O  7:30 wstałem. Jak zwykle boli mnie kręgosłup po leżeniu cały czas na plecach, no ale jakoś tak chce się chronić przed zastrzykiem w tyłek... chodź i tak pewnie niewiele to da jakby coś... ale jakoś próbuję...

24/25.06.2011 -> O 22:36 kładę się spać. Były przed zaśnięciem pewne ataki (strzały były częściowo zbierane na krzyż papieski?). O 3:16 i 6:25 były ataki we śnie. O 6:40 kolejny "jakiś" atak i jeszcze chwilę później była próba ataku? O 6:44 wstaję. Pewnie jeszcze coś było czego nie spisałem.

Spałem dzisiaj jakiś czas z kotem w łóżku i były jakieś strzały... ale nie tylko w 4 czakrę... w ramię i nogę również... ale nie były one zbyt mocne...

Niestety wczoraj mój kotek został "otruty" przez pewną osobę nie z mojej rodziny. Oczywiście ta osoba nie zrobiła tego specjalnie (nie będę wnikał w szczegóły). Kotek wczoraj jeszcze czuł się dobrze ale dzisiaj (25.06.2011) już nic nie jadł ani nie pił i wymiotował 10x (+ jeszcze raz u pierwszego weterynarza przy próbie podania mu wody do pyszczka) oraz praktycznie cały czas spał. Sytuacja była na tyle poważna, że musiałem go oddać do szpitala dla zwierząt. Dzisiejszej nocy nie będzie kotka ze mną i w ogóle jest mi smutno, że nie ma go przy mnie :(

Jednym słowem ciemne siły zaatakowały mojego kotka :(

25/26.06.2011 -> Około 22:30? poszedłem spać? O 5:09 wstałem. Oczywiście były ataki we śnie. Trochę oberwałem i boli mnie po atakach czakra. Ten byt nie odpuszcza. Miałem duuużo snów z kotkiem. Myślę, że będzie ok.

O 18:24 leżałem sobie z zamkniętymi oczami (po wcześniejszej bardzo intensywnej modlitwie za kotka) i zostałem szarpnięty na 4 czakrze :/ Oczywiście od razu wstałem, a ogólnego leżenia (po modlitwie) z zamkniętymi oczami raczej nie było więcej niż kilka minut. Chyba im moja modlitwa za kotka przeszkadza... na szczęście dostałem cios po praktycznie ukończonej modlitwie :)

26/27.06.2011 -> O 23:50 kładę się spać. O 8:25 wstałem. Były ataki.

O 15:30 byłem u kotka. Czuje się lepiej niż wczoraj, ale nie mniej jednak jest jeszcze bardzo słaby (nie ma już tak smutnych oczu jak było to wczoraj). Ma powiększoną wątrobę itd... wiadomo zatrucie (wyniki krwi). Wciąż nie je i nie pije o własnych siłach... cały czas jest na kroplówce.

27/28.06.2011 -> O 23:35 kładę się spać. O 4:26 wstałem bo już moja 4 czakra została zbyt mocno obita (auć) :(

Denerwują mnie też ataki polegające na przejmowaniu kontroli nad myślami (wprowadzają w głowę myśli, które mają wywołać w człowieku lęk, strach itd). Taki atak ma doprowadzić do "uśpienia" i wepchnięcia człowieka w sen, gdzie już bez problemu te byty zrobią to co mają z człowiekiem zrobić. Pamiętam jak jakiś czas temu miałem taki atak na balkonie... zresztą pisałem o tym. Takie ataki są bardzo, ale to bardzo podstępne. Dzisiaj jak np. leżałem sobie przed 9 rano w łóżku (takie leżakowanie) to wpychali mi w głowę różne "negatywne" myśli (atakujące mnie szczepionki), a ja bardzo szybko wpadałem w sen gdzie widziałem te myśli przed swoimi oczami. Przypomina mi to trochę ataki rozkodowujące, które miały to do siebie, że gdy zamknąłem oczy to pojawiały mi się różne niechciane "wizje" i "obrazy", ale była to pobudzona wyobraźnia przez negatywnego osobnika, a w tym przypadku o którym mówię jest to po prostu sen [obraz na cały ekran]. Trudno się takich niechcianych myśli pozbyć, gdyż są one bardzo natrętne. To trochę tak jakby ktoś na siłę wpychał Ci coś czego nie chcesz i nie możesz się odczepić od tego kogoś. Oczywiście nie można dopuścić do tego, aby zamknąć oczy, bo wtedy wpada się od razu w sen i można dostać bęcki (bardzo duże prawdopodobieństwo). Na pewno są tutaj elementy hipnozy.

Jest już 9:02, a dalej mnie czakra boli i to jak zwykle jest to bardzo dobrze odczuwalne...

Stan kotka nie jest dobry... jest bardzo osłabiony... cały czas śpi... wciąż nie je i nie pije... nawet pojawiły się wymioty... ale prawdopodobnie? spowodowane karmieniem strzykawką... jego życie jest zagrożone :(((, a wczoraj wydawało się, że wraca już do zdrowia... ale nie tracę nadziei :(

Niestety o 15:10 miałem telefon, że kotek zmarł ;(

Tak bardzo się do niego przywiązałem ;(

Cios w samo serce ;(

Odwiedzałem go codziennie, dawałem mu przy spotkaniach sporo energii, modliłem się za niego bardzo mocno, ale niestety nie udało się go uratować ;( ... jest to dla mnie bardzo smutny dzień ;(

Przy ostatnim spotkaniu lekarz pomachał kotka łapką w moim kierunku tak jakby kotek się już ze mną żegnał, a ja jeszcze ścisnąłem jego łapkę jakby na pożegnanie.

Zrobili Atmankowi (tak się nazywał mój kotek) sekcję zwłok i wyszło, że miał krwotoczny stan zapalny przewodu pokarmowego, a przede wszystkim jelita cienkiego i dlatego nic nie jadł ani nie pił. Ogólnie rzecz ujmując stan był beznadziejny i praktycznie nie do odratowania.

Dodam jeszcze, że dzisiaj miałem umówione spotkanie o 17:00 u dentysty i jakaś dziewczyna była przede mną i zostawiła swój plecak na podłodze i ja na niego patrzę a tam była przypięta do niego plakietka? z napisem "I LOVE CATS" (kocham koty)... to pewnie jakiś znak od kotka :)

Mam nadzieję, że kotek jest już w kocim raju :)

Na pewno Atmanek wniósł do mojego domu bardzo dużo ciepła i radości. Czuję, że jego zatrucie pomogło mi wznieść czakrę serca na wyższy poziom... eh... Muszę jakoś dość do siebie... a nie jest mi łatwo... Piszę tak dużo o kotku w "nocnych atakach", gdyż koty chronią (mniej lub bardziej) przed negatywnymi bytami... mój kotek był bardzo mały (2-2,5 miesiąca), ale zawsze ze mną spał i na pewno dawał mi dodatkową ochronę. Chwilowo muszę radzić sobie sam... może w przyszłości będę mieć jeszcze jakiegoś kotka? Chodź wciąż tęsknię za Atmankiem :( no ale muszę zostawić to za sobą... choć nie jest to łatwe... gdyż bardzo się z nim zżyłem. Niby tylko około dwóch tygodni go miałem, ale to wystarczyło, aby nawiązała się między nami silna więź. W sumie może to i lepiej, że odszedł teraz, a nie za miesiąc czy rok... wtedy byłoby mi jeszcze znacznie trudniej pogodzić się z jego stratą... :/

Na koniec jeszcze dodam, że 19/20.06.2011 miałem sen z moim kotkiem, którego wsadzili do czarnego pudełka itd... widać, że im przeszkadzał i próbowali się go pozbyć... niestety ostatecznie im się to udało... :(

28/29.06.2011 -> O 23:30 kładę się spać. O 5:05 mam atak we śnie. O 5:23 wstaję i możliwe, że dostałem jeszcze coś w między czasie.

Leżałem sobie dzisiaj w południe w łóżku i nawet lekko spałem, ale bez ataków się nie odbyło... strzelają i w sen wchodzą... ech...

29/30.06.2011 -> Około 22:45? kładę się spać. O 9:15 wstaję. Były pewne ataki, ale nie było ich zbyt dużo.

Około 20:30 leżałem na łóżku i z otwartymi oczami mignęło mi kilka kotów (tak szybko w sumie) i kilka chwil później zobaczyłem lekko? z prawej strony kotka około 2 miesięcznego? który utrzymywał się mi przed oczami z jakieś max 5? sekund i był dobrze widoczny itd... możliwe, że jest to kot, który niedługo? wejdzie w moje życie? Zobaczymy... bo ogólnie myślę o nowym kocie, ale chyba właśnie pokazał mi się ten którego będę mieć... ale czy tak będzie? życie zweryfikuje ;) Co do samej wizji to widzi się normalnie wszystko (np. meble, ściany itd) + dodatkowo zawieszony obraz w powietrzu. Już kiedyś miałem podobną wizję i sprawdziła się idealnie... Nie mniej jednak wciąż tęsknię za Atmankiem :(

[LIPIEC 2011]

30.06.2011/01.07.2011 -> O 00:15 kładę się spać. O 1:01 wstaję. Kompletnie nie da się spać! Strzelają we mnie! Atakują we śnie! No porąbało te demony już do reszty! Muszę dojść do siebie bo mnie obili :/ O 1:19 zapaliłem kadzidełko... wąchajcie demony hehe!

Nad ranem jeszcze położyłem się spać (ze zmęczenia) w innym pokoju... i również do mnie strzelali...

W południe położyłem się spać na kilka godzin i też coś tam próbowali mnie obijać... jakby nie oni to spałbym kolejne kilka godzin...

Około 21:15? poszedłem sobie poleżeć na łóżku... i mi się lekko usnęło i szybko dostałem w czakrę (21:26). Następnie zmieniłem pokój i usiadłem na fotel, na którym też lekko mi się przysnęło, ale właściwie gdy tylko zamknąłem oczy to było łup w czakrę i tyle było z mojej regeneracji. Muszę sobie szybko nowego kota załatwić... ale jakoś chwilowo nie mam nic na oku...

01/02.07.2011 -> O 00:50 kładę się spać. O 00:55 dostaje strzała (jednocześnie) w czakrę i krzyż papieski. O 1:32 wstaję, gdyż od 00:55 do 1:32 dostałem tak wiele razy, że nawet tego nie liczyłem (i w 3 i w 4 czakrę). Próbowałem na siłę spać, ale się po prostu nie da usnąć od ilości strzałów. Moja czakra czuje się źle :( Jak nie mam kota to w ogóle nie dają mi spać, a jak miałem kota to przynajmniej się "jako tako" wysypiałem! Zapaliłem kadzidełko, ale i tak spać nie idę. Chyba muszę załatwić sobie kota w tempie ekspresowym.

Spałem jeszcze kilka godzin rano, ale moja czakra czuje się hm... bez komentarza... a swoją drogą... mam nowego kotka!!! a raczej kotkę! Urodziła się 8 maja 2011 więc ma dopiero 8 tygodni! ale jest identyczna jak z mojej wizji!!!

02/03.07.2011 -> O 23:11 kładę się spać z nowym kotem, który leży koło mnie. O 23:25 dostałem mocnego strzała, aż mi fizycznie nogi podskoczyły (wcześniej dostałem też jakieś mniejsze strzały)! Kot po pewnym czasie postanowił pozwiedzać łóżko i robił to przez jakąś godzinę ;) i po tym czasie ja usnąłem? a po chwili? kot znienacka na mnie wszedł i położył się na mojej 4 czakrze :) Spałem do 7:57 i w tym czasie były co jakiś czas strzały, ale nie przypominam sobie, aby był jakiś atak we śnie?, a strzały wydawały się słabsze niż te gdy byłem bez kota na sobie.

03/04.07.2011 -> Około 21:55 kładę się spać. Kot spał czasem na 4 czakrze, a czasem niżej. O 4:23 był atak we śnie (nie pamiętam gdzie dokładnie spał kot...). Strzałów chyba nie było lub było ich bardzo mało? mówiąc szczerze nie pamiętam. O 4:56 wstałem.

04/05.07.2011 -> O 22:37 kładę się spać. Kot kładzie się w okolicy 2-3 czakry. O 00:26 był atak we śnie? ale obudził mnie kot łapą? czy wierceniem się? Później o 3:17 był atak? i chyba tutaj wbito mi (szybko) jakiś ostry przedmiot (jakby strzykawkę), ale na szczęście od razu wyjęto. Miałem kiedyś takie doświadczenia i po wstaniu nawet po dość krótkim czasie miałem nawet w miejscach wbicia bąble więc to nie jest takie miłe, a we śnie czuje się to wbicie (no i oczywiście się to widzi). Następnie był jeszcze jeden atak we śnie, ale nie spisałem godziny + jakieś pomniejsze zdarzenia, których nie spisywałem. O 7:56 wstaję. Ogólnie czakra boli i potrzebuje regeneracji.

05/06.07.2011 -> O 21:16 kładę się spać (kot jeszcze chodził po łóżku więc zanim naprawdę usnąłem to trochę jeszcze minęło). Dopiero o 3:46 miałem pierwszy atak (we śnie), ale bardzo nieprzyjemny :( Jakaś pani dentystka (wyglądała przyjaźnie do samego końca) wierciła mi w zębie (później ząb znalazł się w jakimś innym miejscu niż powinien być choć wciąż był przyczepiony do szczęki? tak z przodu jakoś był za bardzo? nie wiem czemu tak i o co chodzi? może jakiś błąd we śnie?),  a następnie wzięła ogromną strzykawę i wbiła mi ją przez dziąsła aż w krtań? Na szczęście się wybudziłem w połowie zawartości tej strzykawki, ale po wstaniu czułem fizyczny ból w miejscu ukłucia :(

06/07.07.2011 -> Kładę się o 21:37 (jak zwykle czekam na kota aż się położy). O 3:10 mam atak we śnie... i 10min później wstaję... eh... kiedy to się skończy? :(

Możliwe, że wczoraj i dzisiaj były pewne malutkie strzały w czakry, ale wydały mi się one tak mało znaczące, że nawet nie były warte spisania w porównaniu np. do ataku we śnie lub ewidentnego strzału po zamknięciu oczu. Tak czy siak moim zdaniem z kotem jest znacznie lepiej. Szkoda tylko, że jeszcze nie eliminuje ataków we śnie ale nie można mieć wszystkiego. Ważne, że strzały mocno ucichły. Jak kot będzie większy to i pewnie lepiej bronić mnie będzie. Obecnie jest przecież bardzo młody... jutro będzie miał dopiero 2 miesiące... ale jest kochany... z każdym dniem lubię go coraz bardziej :)

PS. Co do kładzenia kryształów górskich do łóżka to nie zauważyłem, aby one coś dawały. Bywało tak, że spałem nawet z czterema kilogramami kryształów górskich albo np. trzymałem duży kryształ na mojej czakrze i jakoś ataki dalej były przeprowadzane. Może w jakimś przypadku mi to pomogło... możliwe... ale ogólnie ta metoda obrony nie spełnia moich oczekiwań.

Nawet dzisiaj w dzień się kładłem (rano) i też jakieś strzały były czy coś w tym stylu (oczywiście po zamknięciu oczu), ale to już nie ma co o tym specjalnie wspominać. Tak tylko już "jednym" zdaniem o tym piszę.

Spałem jeszcze chwilkę z kotem w dzień.

07/08.07.2011 -> O 21:32 kładę się spać (kot spał na początku w okolicy 3-4 czakry, a później koło mnie gdyż przekręciłem się na prawy bok). O 1:15 miałem atak we śnie, ale na szczęście zanim doszło do "kulminacji ataku" ja zostałem wybudzony więc nic mi się jako tako nie stało. Nie było również żadnych strzałów. Wstaję kilka minut później.

08/09.07.2011 -> O 21:40 kładę się spać (kot położył się w nogach). Następnie było kilka strzałów / szarpnięć. Później kot położył się w okolicy 4? czakry, a nad ranem zastałem go leżącego koło mnie w okolicy 3 czakry. Wiem, że po początkowych strzałach był chyba jakiś nieudany atak we śnie? lub coś takiego? a o 6:39 widziałem, we śnie minimum dwóch negatywnych bytów, ale na szczęście nie przeprowadzili ataku nie mniej jednak po wstaniu moja czakra czuła się trochę uszkodzona, ale może za dobre kilka godzin "ból" się trochę zminimalizuje. O 10:48 jest już dużo lepiej.

09/10.07.2011 -> O 22:18 kładę się spać. Przed zaśnięciem miałem chyba kilka lekkich strzałów? Nie pamiętam już dokładnie... O 5:24 był atak we śnie... -> wstałem po nim. Muszę teraz trochę zregenerować czakrę bo boli :/ ... no i mam zadrapanie w okolicy kręgów szyjnych... i na pewno nie jest to sprawka kota...

10/11.07.2011 -> Około 21:30? idę spać... po chwili były jakieś małe strzały? Kot gdzieś łaził w między czasie chyba po pokoju? albo był w tylnej części łóżka? Kilka godzin później był atak we śnie? (nie do końca udany?)... tym razem już kot spał koło mnie (na wysokości 2?-3? czakry)... następnie był jeszcze atak typu halucynacja, a o 4:35 dostałem łomot od kilku bytów jednocześnie... tak zwane bęcki we śnie... i czakra na serio oberwała... oj tak :/ widocznie muszą w kilku już przychodzić, bo w pojedynkę im słabiej idzie... hehe... ale na serio mocno dostałem... kilka godzin raczej nie wystarczy, aby dojść do siebie :/ PS. kładłem też sobie obrazek z Jezusem na 4 czakrze... ale pewnie przesunął mi się na bok podczas ataków...

11/12.07.2011 -> O 21:24 kładę się spać. Kot na początku spał w moich nogach, później w okolicy bioder, później widzę go na krześle obok i później znowu w okolicy bioder, nie wliczając w między czasie karmienia, kuwety itd ;) to tak odnośnie kota, a co do ataków to o 21:39 gdy jeszcze nie spałem, ale miałem zamknięte oczy poczułem jakby "pazur kota" wbił mi się w palec u ręki... co ciekawe gdy otworzyłem oczy w ogóle kota nie było koło mnie... (był w nogach pod kołdrą) więc... kto mnie tak dziabnął? a to było bardzo dobrze fizycznie odczuwalne! Następnie o 4:20 był atak we śnie... a o 4:40 wstaję... już nie muszę chyba mówić, że moja 4 czakra wymaga regeneracji... i w ogólę sądzę, że obrywam więcej niż tutaj spisuje... nie sądzę aby dzisiejszej nocy były tylko te "dwa" ataki które spisałem... myślę, że było więcej "akcji", ale albo tego nie zauważyłem albo nie spisałem tego...

12/13.07.2011 -> Około 22 kładę się spać. O 23:19 miałem atak we śnie, a następny (ale chyba nie udany) o 5:15... o 5:20 wstaję. Kot spał koło mnie.

Spałem i leżałem w dzień w sumie około 2 godziny... miałem jakieś szarpnięcia na 4 czakrze, ale olewałem je... musiałem trochę odpocząć... jakbym miał atak we śnie albo silny cios to bym oczywiście od razu wstał...

13/14.07.2011 -> Około 23:30 kładę się spać. O 5:45 wstaję. Coś było w nocy... jakieś próby ataku w snach... moja czakra odczuwa pewne "bęcki"... hmm...

14/15.07.2011 -> Około 22:33 kładę się spać. O 2:12 był atak we śnie (nie taki mocny), a o 5:50 kolejny... ale dużo mocniejszy... po którym wstałem, gdyż ledwo "dycham" ;/

Spałem kilka godzin w dzień (kot był koło mnie)... i nic mi się nie stało. Trochę odpocząłem, ale i tak to wciąż za mało. Oczywiście spałem w różańcu... to absolutna podstawa.

15/16.07.2011 -> O 21:59 kładę się spać. Było kilka ataków we śnie (4 lub więcej?). W jednym ataku widziałem nawet około 5 negatywnych postaci jednocześnie... Ogólnie to w moich snach faktycznie było ich jakoś tak więcej... Chyba nie lubią już przychodzić na "solówki" ;))) Nawet były ukryte ataki we śnie, czyli takie gdzie nie widać we śnie, że jest się "bitym". Są w takim przypadku postacie, które są obok ciebie, ale nie widać motywu "ataku" nie mniej jednak jest się obijanym (po wstaniu wiesz, że jesteś pobity i ogólnie jakoś to czujesz, ale ciężko to opisać w słowach - ja to widzę tak, że te postacie krystalizują się we śnie, a "fizycznie" coś przy tobie kombinują... po wstaniu czujesz to ich kombinowanie w postaci "obicia" czakry i mimo iż nie pokazało się we śnie, że dostajesz w "ryja",nie byłeś ściskany czy wystraszony to nie mniej jednak obitym się wstaje... więc sama obecność we śnie tych postaci jest już niebezpieczna, bo oznacza to, że są przy człowieku i nie wiadomo czym dokładnie się zajmują... a cokolwiek by nie robili nie jest to dla mnie korzystne). Oczywiście czasem bywa, że nic mi się nie stanie mimo, iż widziałem negatywne postacie w moim śnie... po prostu różnie z tym bywa.. O 4:23 wstaję i moja czakra jest obita jak worek ziemniaków... powinienem wstać wcześniej, ale tak mi się spać chciało i chce nadal..., że ciężko nie spać... jak zwykle noc przespałem na plecach, ale obecnie marzy mi się pozycja boczna... przed pójściem spać przez chwilę tak leżałem i normalnie jak w raju... Jak już się skończą te ataki to każda noc będzie dla mnie "rajem" :D

A swoją drogą to te NOCNE ataki miałem nawet gdy byłem małym dzieckiem (czasy przedszkola / podstawówki)... pamiętam motywy jak jakaś postać (niewidzialna) wywoływała we mnie strach będąc za moją głową. Chowałem się wtedy pod kołdrę... były również ataki we śnie gdzie byłem straszony i przez to traciłem energię czego nie byłem wtedy świadom... więc motyw NOCNYCH ataków jest mi znany już od dziecka. Oczywiście nie pamiętam jak często one występowały, ale pamiętam, że były... Pomijam już ataki w "fizycznej" postaci przez ludzi mi nieżyczliwych... dlatego podkreślam z dużych liter, że piszę tutaj tylko o NOCNYCH atakach, bo pamiętajmy, że ludzie też bywają opętani i te demony atakują poprzez nich... a to jakoś dziwnie w moim życiu występowało w tak dużej skali, że ciężko zrozumieć czemu tak się działo skoro jak ja to mówię "nie robię przecież nic złego", a te ciemne moce od dziecka starały się mnie "udupić". Dobrze, że jakoś to przetrwałem... ale od czasów mojej medytacji bardzo mocno nasilił się motyw nocnych ataków, bo przecież z miesiąc? po rozpoczęciu medytacji zacząłem mieć nocne ataki (23.09.2004 rozpocząłem się zajmować rozwojem / medytacja itd). Więc te ataki o których piszę, nie występowały tylko w 2009-2011... lecz minimum od końca 2004 roku do teraz i pewnie jeszcze trochę potrwają... pomijam oczywiście wszystkie wcześniejsze nocne ataki, których albo nie pamiętam, albo były w czasie gdy byłem małym dzieckiem (akurat ten fakt zapamiętałem). Jakoś tak się zastanawiałem zawsze... czemu tak się dzieje, że tyle ludzi mnie atakuje, choć nie ma powodu do takiej agresji do mojej osoby... a teraz po wielu latach mam swoją odpowiedź... Już od dziecka próbowali mnie "wyeliminować z gry"... no, ale ręka Boska mnie jakoś przez te ciemne czasy przeprowadziła... jeszcze tylko te obecne nocne ataki muszę przejść i będzie git ;) ... wiem, że się uda, ale fajnie byłoby już mieć to za sobą... no ale widocznie jeszcze nie czas pójść dalej ;) Muszę być cierpliwy ;)

A swoją drogą w pewnym sensie jestem wdzięczny za tak ciężkie doświadczenia jakie miałem w swoim życiu, gdyż pomogły mi lepiej zrozumieć problem opętań u ludzi, którzy uważani są raczej za "normalnych". Na pierwszy rzut oka ciężko stwierdzić czy dana osoba jest pod wpływem złego ducha czy nie. Czasem osoby są na stałe opętane, a czasem tylko chwilowo... z tym różnie bywa. Tak czy siak problem jest bardzo duży.

Kundalini ma do siebie to, że czyści czakry, aurę itd. więc wszelkie urazy z dzieciństwa, lat szkolnych itd. są mi "zabierane / oczyszczane". Oczywiście trwa to jakiś czas, ale prędzej czy później energia kundalini stawia człowieka na mocnych nogach, a jego urazy życiowe gdzieś przepadają.

Pogrubiłem ten tekst gdyż uważam, że jest dość ważny i że warto wiedzieć, że ataki w nocy (o ile ktoś je ma) to tylko mała część z tego, co się naprawdę na świecie dzieje. Gdy ktoś jest atakowany fizycznie poprzez ludzi i świat stara się go zniszczyć, a ten dalej stara się czynić dobrze i iść do Boga, to może spodziewać się nocnych wizyt, bo dopóki ludzie pod wpływem demonów go atakują to ten człowiek nie koniecznie musi wierzyć w "nocne zmory". Pamiętajmy, że "zły duch" nie chce się ujawniać i woli pozostać w ukryciu, ale gdy już nie ma wyboru to wysyła swoich "żołnierzy", aby gnębili daną osobę w nocnych atakach, aby odstąpiła od Boga i wróciła do "świata materialnego". Należy pamiętać, że Jezus mówił, że kto idzie za Nim również będzie prześladowany, ale należy zaufać Bogu gdyż Jego owce mają dobrą ochronę i tak jak mnie kiedyś Jezus uratował przed zastrzykiem od obcych tak samo i Was przeprowadzi przez wszelkie trudności życia. To że dostaniemy trochę po tyłku to pewne, ale za to gdy uczepimy się Jego płaszcza możemy mieć gwarancję, że uda się przejść każdą choćby najcięższą sytuację gdyż sam Jezus zwyciężył "świat" więc jak nam pod Jego panowaniem miałoby się to nie udać? Więc głowa do góry i nieśmy nasz krzyż na samą górę gdyż tam jest nasze ukrzyżowanie oraz zmartwychwstanie.

16/17.07.2011 -> O 21:42 kładę się spać. Kot leżał koło mnie. Dostałem kilka "strzałów" w 4 czakrę przy samym zasypianiu. Położyłem kota na 4 czakrze, ale dużo to nie pomogło choć miałem wrażenie, że trochę jednak zniwelowało to moc ataków, ale czy nie naraziłem kota na niebezpieczeństwo? hmmm... <głęboka zaduma> ... chyba wiedział na co się pisze przychodząc do mnie? ;) podobno koty w jakimś stopniu umieją transmutować te "negatywne energie"? w tym ataki?... w nocy miałem ataki we śnie... widziałem też jakaś kroplówkę przyłączaną do mnie i w środku była krew? już nawet nie chce wiedzieć co to było... wstałem o 3:32... jestem wykończony, niewyspany, trzęsie mną, moja czakra czuje się do bani...ogólnie ledwo żyję. Chyba znowu muszę zacząć mniej spać, bo nie wyrobię :(

Na razie zdjąłem z siebie złoty łańcuszek z Matką Boską (mojej mamy z komunii) i zastąpiłem to wisiorkiem z kamieniem lapis lazuli.

Po 12 na chwilkę zamknąłem oczy aby odpocząć... niestety nie dało się zasnąć z powodu uderzeń w czakrę... na początku takie małe, słabo wyczuwalne strzały, a później doszło do mocnego szarpnięcia... po stwierdzeniu, że nic z drzemki nie wyjdzie musiałem niestety dać sobie spokój z tego typu odpoczynkiem.

Jest już 22:47 i usypiam przed kompem... oczy mi się już same zamykają... ale jeszcze jakoś się trzymam... ale i tak wiem, że kiedyś zasnąć będę musiał hmmm...

17/18.07.2011 -> Jest już 00:12 i nie czuję się już tak senny jak było to jeszcze godzinę temu... znaczy z chęcią poszedłbym spać, ale chyba największy "kryzys senny" mam już za sobą... ciekawe czemu tak się dzieje, że człowiek usypia na siedząco, a kilkadziesiąt minut później już może jakoś funkcjonować... hmmm...

Około 1:30? postanowiłem jednak pójść spać, ale nie na łóżku tylko na fotelu (pozycja siedząca) (kot na kolanach) i o dziwo nie było ataków! Spałem tak do 6:05 gdzie na końcu zmieniałem na fotelu lekko pozycję (odrywając nogi od ziemi) i chyba coś tam na czakrze było? ale nie jestem pewien. Kot nie spał cały czas ze mną. Czasem schodził i sobie gdzieś i łaził po pokoju. Muszę przeprowadzić więcej testów takiego spania. Pozycja nie jest zbyt wygodna, ale może w tym szaleństwie jest metoda?

PS. Krzyż papieski (ten duży / ~26cm) miałem między 3 a 4 czakrą... może ma to jakieś znaczenie? ale pewnie nie, bo jak leżałem w łóżku to jakoś byłem jednak atakowany, a też się nim broniłem. Ogólnie ten fotel jest dość spory... ale czy to aby o pozycję chodzi? że niby siedzę, a nie leżę? hmmm... zobaczymy jak to będzie w najbliższych dniach...

PS2. a może to ten kamyk (lapis lazuli) spowodował, że nie miałem ataku we śnie? a może to po prostu przypadek? Zobaczymy jak będzie dzisiejszej nocy.

Spałem z kotem od ~12 do ~13... i nic mi się nie stało.

18/19.07.2011 -> Przed 22 leżałem sobie na łóżku z kotem... były szarpnięcia na czakrze + ataki typu halucynacja. Po pewnym czasie postanowiłem pójść spać na fotelu z kotem... ale ponownie miałem ten sam problem. Około 2 w nocy postanowiłem ewakuować się do łóżka... na początku było ok... (kot położył mi się w nogach), ale później zostałem zaatakowany we śnie + "halucynacjami" (po otwarciu oczu widziałem jakiegoś kota chodzącego po biurku... oczywiście nie był on realny... choć teoretycznie jest możliwe, że był to jakiś byt w "przebraniu", ale szczerze nie sądzę aby tak było... chociaż czasem może z tym różnie bywać... ale chcąc nie chcąc taka halucynacja ma za zadanie wystraszenie mnie więc szybko zabrałem wzrok z podejrzanego kota oraz poczekałem, aż wyjdę z tego stanu "omotania")... po tych atakach odechciało mi się już spać ;)

Niestety nie da się normalnie spać...

O 6:27 zasnąłem na chwilkę przed komputerem (dosłownie kilka sekund) i tak mocne szarpnięcie było na 4 czakrze, że całym moim ciałem wstrząsnęło...

O 6:55 zapaliłem kadzidełko... może to ich trochę odstraszy...

Po 21? wciąż jak zamknę oczy itd... to moja 4 czakra jest atakowana... aż moje fizyczne ciało "podskakuje / wzdryguje się".  O 21:31 zapaliłem kadzidełko.

19/20.07.2011 -> Nie wiem o której usnąłem (22?-23?), ale obudziłem się o 3 w nocy na łóżku... Poszedłem następnie spać. O 4:20 był atak we śnie po którym wstałem. Co ciekawe przed atakiem (we śnie) siedziałem sobie ze swoją "drugą połówką" w ławce szkolnej (czasem pojawia się taki motyw w moich snach) i dopiero jak wstałem i "wyszedłem z klasy" to po krótkiej chwili zostałem zaatakowany. Czyżby moja "druga połówka" dawała mi jakąś ochronę? a może był to jakiś mój strażnik?

20/21.07.2011 -> Po 00:20 kładę się spać i od razu czułem ataki "zła" na 4  czakrę. O 2:20 zostałem zaatakowany we śnie... i po tym ataku wstałem i zapaliłem kadzidełko... cios był silny... mam skurcze mięśni po nim (jak i po wielu innych ciosach)... ale to normalne po tak silnym uderzeniu... prawdopodobnie układ ruchowy lekko został uszkodzony oraz funkcje w mózgu odpowiadające za łapanie równowagi... na szczęście takie uszkodzenia są chwilowe :|

PS. kot spał koło mnie.

O jakiejś 3? poszedłem spać do małego pokoju (z kotem) i już po chwili czułem "kombinacje" złych sił przy mnie... zresztą w ogóle ich wyczuwałem (w pokoju nie było czuć "spokoju"). O 6:20 był atak we śnie i chyba godzinę później kolejny? ale nie jestem pewien? O 7:25 wstaję i zapalam kadzidełko.

21/22.07.2011 -> O 23:23 kładę się spać (kot spał raz na mnie, raz koło mnie). Koło siebie kładę 2,5kg kryształ górski. O 6:07 wstaję i stwierdzam, że chyba nie było ataków?! Oczywiście spałbym dłużej, ale już zdarzały się sytuacje gdy było tak, że nie było ataków i postanawiałem spać dłużej i rano był atak i psuło mi to "cały dzień" z powodu zadanych mi obrażeń więc wolałem już nie ryzykować, a i tak dość długo spałem... no i miałem sporo nie zakłóconych przez negatywne moce snów :]

PS.  i znowu była w jednym z moich snów moja druga połówka hmm... no ale jak pisałem to się czasem zdarza ;)

22/23.07.2011 -> O 23:19 kładę się spać. Na początku kot spał obok mnie, a później na mnie [brzuch] i ponownie obok mnie. Był jeden jedyny atak przed samym zaśnięciem, ale to tylko do tego mógłbym się przyczepić - gdy zasypiałem zobaczyłem przed oczami jakąś negatywną postać atakującą mnie (nawet coś do mnie wołała?) - widać było, że była to próba wystraszenia mnie, ale tak czy siak nie odczułem jakiś "strat" gdyż szybko otworzyłem oczy. Całą pozostałą noc spałem spokojnie. O 6:40 wstałem. Oczywiście spałbym więcej (dużo więcej), ale na razie i tak jest bardzo dobrze.

23/24.07.2011 -> O 23:08 kładę się spać.  Były pewne ataki przed zaśnięciem. O 3:50 był atak typu halucynacja. Około 7 były te byty w moim śnie, ale byłem dobrze chroniony przez moich opiekunów, ale czy w 100% mnie ochronili? tego nie wiem, ale ważne, że mnie chronili i to całkiem dobrze jak mniemam po "śnie". O 7:15 wstaję. Spałem w dzień kilka (1-3?) godzin (z kotem) i nic mi się nie stało.

24/25.07.2011 -> O 23:11 kładę się spać (dopiero po 00:00 zamknąłem oczy). O 1:40 był atak we śnie. O 2:34 kolejny... -> wstaję. Mam nieodparte wrażenie, że pominąłem jakiś atak... Ogólnie dostałem w 3 i 4 czakrę.

Po 11 poszedłem spać (dostałem na wstępie kilka razy). Wstałem przed 13. Następnie poszedłem spać po 13 i wstałem o 16:36. Trochę odespałem noc.

25/26.07.2011 -> O 23:40 kładę się spać. O 00:10 dostaje strzał w czakrę. O 2:29 i 2:45 miałem ataki we śnie... -> od razu po tym ostatnim wstałem... muszę dojść do siebie...

O 10:10 poszedłem się na chwilę położyć, ale po chwili zacząłem wyczuwać próby strzałów w czakrę (jeszcze nie wszedłem w pełni w "ich" wymiar i strzały były mizerne)... po zorientowaniu się, że nici ze spania postanowiłem trochę poleżeć i zaraz wstać (10:14)... może za jakiś czas spróbuję ponownie...

Udało mi się zasnąć około 11-12? i wstałem o około 13:20. Całkiem dobrze spałem... nie pamiętam czy przed zaśnięciem coś było... wiem jedynie, że jak już zasnąłem to spałem jak kamień...

26/27.07.2011 -> O 23:16 kładę się spać. O 2:28 został mi przerwany sen i zobaczyłem czarną zjawę na czarnym tle (mimo to widziałem całą rozgrywającą się "akcję"), która rzuca we mnie jakby "kulą" (przypominało to wchodzący w atmosferę meteoryt; była wielkości trochę większej? niż piłka bejzbolowa? ale z drugiej strony to ciężko to dokładnie stwierdzić). Oczywiście ta kula trafiła mnie w 4 czakrę... auć...

Trochę odsypiam przed komputerem... automatycznie zasypiam ze zmęczenia... możliwe, że leciutko oberwałem raz czy dwa, ale ogólnie było w miarę spokojnie...

Około 5:45 położyłem się spać zakrywając 4 czakrę obrazkiem z Jezusem i "programując" go, że będzie odbijać wszystkie strzały takie jakie zobaczyłem po moim poprzednim śnie. Po pewnym czasie miałem wrażenie ataków na 3 czakrę to dołożyłem obrazek i na tą czakrę. Następnie był cios w 4 czakrę (niezbyt mocny?) hmmm... a później atak we śnie (ucisk na nos)... O 6:45 wstałem... w sumie jestem stratny po tym spaniu, no ale chociaż trochę się przespałem... ale trzeba przyznać, że ten ucisk na nosie to ciekawa sprawa... czemu nie uderzył w czakrę czy w nią nie strzelił tylko uciskał nos? (ucisk na nosie ma za zadanie "otworzenie" [czakry?] człowieka lub jego wystraszenie [na jedno wychodzi] i dzięki temu traci on energię z czakry - w moim przypadku z 4). Praktycznie nie zdarza mi się ucisk na nosie... Czyżby przeszkadzały mu obrazki Jezusa na moich czakrach i przez to w jakiś inny sposób próbował mnie atakować? W sumie zapomniałem założyć na czas tej "drzemki" różańców, no ale czy to by coś pomogło w tym przypadku? tak czy siak muszę o różańcach pamiętać... po co dokładać sobie "ryzyka".

O 12:48 położyłem się na chwilkę. Tym razem miałem różaniec na sobie. O 13:00 chyba coś było... tak czy siak długo się nad tym nie rozwodziłem i od razu wstałem.

21:16 zapaliłem kadzidełko koło łóżka.

27/28.07.2011 -> O 22:11 kładę się spać. Zapaliłem dodatkowe górne światło + lampkę przy łóżku (normalnie zapalam tylko górne światło -> bo kto by chciał po ciemku spać z demonami?). Na 4 czakrę położyłem kryształ górski (+ większą ilość [niż ostatnio] koło siebie) i obrazek z Jezusem + duży krzyż papieski, a na 3 czakrę obrazek z Jezusem. Oczywiście różańce to standard i o dziwo chyba nie było ataków? Nie jestem pewien co do zasypiania (chyba coś było? a może nie?) ale tak ogólnie to noc była spokojna.

Od około 10:10 do około 11:15 sobie drzemkałem (z budzeniem się). Ogólnie spokojnie było. Pod sam koniec "drzemkania" usłyszałem dzwonek... tylko nie wiem czy do drzwi czy w głowie. Wstałem otworzyłem drzwi, ale nikogo nie było... jeżeli to był dzwonek w głowie to może było to ostrzeżenie abym wstał? Tak czy siak mimo iż chciało mi się dalej spać to jednak postanowiłem już się nie kłaść... lepiej nie ryzykować... a takiego dzwonienia w głowie to już nie pierwszy raz doświadczam...

28/29.07.2011 -> O 00:35 kładę się spać. Całą noc leżałem w jednej pozycji (na plecach). Zrobiłem przed zaśnięciem wszystko tak jak wczoraj (kadzidełko, światła, różne rzeczy na 4 czakrze). O 5:04 był atak we śnie (niestety skuteczny dla mojego przeciwnika). Ogólnie wiele razy próbował mnie atakować (w tym ostatnim śnie), ale coś mu nie wychodziło. Próbował wyzwolić we mnie wiele różnych uczuć od troski i chęci pomocy po obawę i lęk. Któreś podejście z kolei dało mu upragnione zwycięstwo, ale dobrze chociaż, że trochę się namęczyć musiał.

Od 10:17 do 12:48 sobie spałem... nie pamiętam aby były jakieś ataki.

29/30.07.2011 -> O 23:15 kładę się spać. O 5:34 wstaję. Był jakby cios w czakrę w nocy, ale nie pamiętam o której (nie był to atak we śnie). A co do kotka to sam się kładzie na kołderce (po pewnym czasie) wtedy gdy ja idę spać :)

Około 22:45 gdy siedziałem z kotem i robiłem się coraz bardziej senny poczułem "szapnięcie"? na 4 czakrze...

30/31.07.2011 -> O 22:55 kładę się spać. O 23:04 coś mnie "strzeliło", że aż moje nogi podskoczyły do góry. O 1:04 był atak we śnie, a o ~3:45 były jeszcze dwa kolejne ataki we śnie (jeden po drugim w krótkim odstępie czasu). O 3:50 wstaję. Około 5:30? ewakuowałem się spać do pokoju obok... oczywiście dostałem kilka razy... szczególnie na wstępie... Ogólnie to same mi się oczy zamykały ze zmęczenia i po prostu musiałem jakoś "odespać" pomimo ataków... O 7:55 wstałem...

Od 15:55 do około 16:35 spałem / leżałem i wszystko było ok.

[SIERPIEŃ 2011]

31.07.2011/01.08.2011 -> O 00:17 kładę się spać. Darowałem sobie kadzidełko, bo udusić się od tego można. Przed zaśnięciem były jakieś mało znaczące "strzały" w 4 czakrę. O 3:03 miałem atak we śnie (symulacja mojej walki z przeciwnikami [najpierw z jednym, a później z kilkoma], lała się krew [aby wzbudzić większy "strach" i szybciej mnie "otworzyć"], ogólnie dobrze mi szło... więc to trwało i trwało [coś jak łamanie hasła przez hakera / czasem nazywałem to "rozkodowywaniem"], aż w końcu nie dałem rady jak walczyłem z trzema na raz... i zostałem obity... następnie było wybudzenie i zły stan "zdrowia" 4 czakry itd). Po tym ataku nie położyłem się już spać.

O 8:10 poszedłem spać do pokoju obok, ale 10 min. później zostałem zaatakowany we śnie (nic specjalnego mi się nie stało)... później pospałem jeszcze z 10 min. i sobie odpuściłem... spróbuję może jeszcze później, ale ogólnie to bardzo mocno niewyspany jestem... Jak w nocy siedziałem przed komputerem, to co jakiś czas sam z siebie zasypiałem (nawet nie wiedziałem kiedy)... i po chwili się budziłem...

O 9:48 kładę się spać. Wstaję o 12:12... ogólnie coś tam z motywu ataków było, ale nawet tego nie zapisywałem... tak czy siak nie było to nic poważnego z tego co pamiętam...

Od 13:31 do 16:56 "śpię" (bez kota i bez ataków).

01/02/08.2011 -> O 00:50 poszedłem spać. O 4:35 miałem próby ataku, wywoływanie strachu itd.), a o 5:00 dostałem mocnego "strzała" w czakrę i po tym ataku oczywiście od razu wstałem.

Przy tym drugim ataku jeszcze dobre kilka chwil wcześniej (zanim zostałem mocno strzelony w czakrę) miałem ciekawy motyw we śnie. Był tam Eckhart Tolle (prawdopodobnie nie ma to z tą postacią kompletnie nic wspólnego - prawdopodobnie E. T. symbolizował tutaj postać o której piszę "piętro" niżej) i został on opętany, a na niebie zobaczyłem jak z czarnej energii formuje się wielki negatywny portal... (to na prawdę było "duże"). Po chwili ja lub ta postać zaczęła mantrować "Jezus Chrystus" i ta czarna energia na niebie zaczęła się rozbijać w "drobny mak" (przy każdym zamantrowaniu był jej wybuch), a na samym już końcu wybuchła na niebie jakby złota kula (przypominająca fajerwerek w sylwestra) i eksplodowała wieloma pobocznymi kulkami które również eksplodowały i ostatecznie pokonały tą złą energię która znajdowała się na niebie. Osoba w moim śnie została uwolniona z opętania! Za następne "kilka minut" snu był już atak na moją osobę...

Przed zaśnięciem zapaliłem świeczkę (+ kilka słów "modlitwy") za osobę którą znam, a która jest skrajnie zła. Ta osoba jest na 100% bardzo mocno opętana i możliwe, że miało to coś wspólnego z moim snem. Może pomogłem jej się uwolnić od bycia opętanym? hmmm oby... Zapalę kolejną świeczkę za nią... może tak na prawdę każda taka świeczka czy chociaż krótka modlitwa może zdziałać bardzo wiele... już nawet nie wspominam jak może wspaniale zadziałać modlitwa z głębi serca czy szczera rozmowa z Bogiem.

Spałem około 2 godziny w przedziale czasowym 11:10 - 13:46 z przerwą. Nic specjalnego się nie działo... chociaż... sam nie jestem pewien czy jakiś prób ataków nie było... chyba nie? trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale ważne jest, że nie stwierdzam, abym rano dostawał "mocno" co niestety zdarza się w nocy. Bardzo się cieszę, że mogę jako tako odsypiać w dzień... kiedyś się nie dało...

Od około 19:20 do 19:50? sobie leżałem, spałem... z przerwami... i jak dochodziła 20... moja wyobraźnia zaczęła się robić dziwnie negatywna... musiałem wstać... lepiej nie ryzykować...

02/03.08.2011 -> O 22:46 kładę się spać. O 22:55 dostaje strzała w nogi. O 4:30, ~5:55, 6:00, ~6:05, ~6:25 były strzały/szarpnięcia na czakrze. O 6:29 wstaję. Chyba trochę zbyt długo zwlekałem z tym wstaniem :/

Od 11:50 do 12:15 sobie leżałem / spałem. Na początku było ok., ale później wydaje mi się, że były pewne małe strzały... oraz wyobraźnia zaczęła być dziwnie negatywna... dlatego postanowiłem wstać.

03/04.08.2011 -> O 00:16 kładę się spać, a o 5:35 wstaję. Były strzały przed zaśnięciem i przed wstaniem. Nie było ataków we śnie? Ogólnie nie wiem jak się bronić przed tymi strzałami :(

Próbowałem na chwilę się położyć (przed 11), ale nie da rady zasnąć... już po kilku minutach zaczynają się ataki... nawet w międzyczasie kot mnie budził (miauczał) abym nie spał, ale to chyba z powodu, że chciał iść na balkon ;) no ale jednak... może to miała być jakaś forma odciągnięcia mnie od snu? ;)

04/05.08.2011 -> O 1:35 kładę się spać. Były ataki przed zaśnięciem. O 4:15 miałem dodatkowo atak we śnie. Widziałem na początku siedzącą przy stoliku piękną kobietę ubraną na biało (przywitałem się z nią itd.). Następnie zobaczyłem dziewczynę która często ukazuje mi się jako moja druga połówka (co ciekawe była ubrana na czarno - nie do końca, no ale jednak...). Wtedy ta biała pani odeszła, i zacząłem rozmawiać z tą drugą osobą. Na początku wszystko wydawało się być ok., ale gdy spojrzałem bliżej na jej twarz to zobaczyłem, że staje się coraz brzydsza i brzydsza. Nagle się wybudziłem i było już po wszystkim... na czakrze czułem mocny ból po obudzeniu się... to na prawdę nie są lekkie ciosy... jestem aż skulony od zadanych mi obrażeń... dodatkowo mam skurcze mięśni na klatce piersiowej z powodu "obicia" czakry.

Ogólnie po ciosach przeważnie masuję czakrę różowym kwarcem (podobno na 4 czakrę jest on lepszy od kryształu górskiego) oraz kładę na nią rękę... coś tam zawsze pomoże. Głowę też czasem wymasuję (kryształem górskim). Ogólnie trzeba sobie jakoś radzić i goić rany.

Około 11? próbowałem usnąć, ale tylko niepotrzebnie obrywałem... Następnie około 15:30 była kolejna próba... już od samego początku moje myśli oraz wyobraźnia były kierowane na negatywne "tory" oraz byłem lekko ostrzeliwany... po jakimś czasie udało mi się usnąć, ale około 16:30 zostałem zaatakowany we śnie i musiałem wstać. Niby fajnie, że udało mi się trochę przespać, ale z drugiej strony trochę oberwałem więc hmm... Ogólny wniosek jest taki, że oni są przy mnie praktycznie non stop o ile nie non stop.

Zauważyłem, że jak zamykam oczy to w moją głowę zaczyna wlewać się (szczególnie podczas snu) bardzo dobra energia, ale w tym samym czasie jestem bardzo podatny na ataki. Te byty nie lubią jak ta energia się we mnie wlewa... więc nie pozwalają mi zamykać oczu... cwaniaczki...

05/06.08.2011 -> Poszedłem spać do pokoju obok o 4:12. Od Od samego początku czułem, że w pokoju jest "gęsta atmosfera"... bardzo szybko pojawiły się pierwsze strzały oraz wprowadzanie mnie w pewien stan hipnozy gdzie z otwartymi oczami pokazywały mi się różne "zjawy / postacie / kreatury" np. na telewizorze czy parapecie po to, aby mnie wystraszyć (tak zwany atak typu halucynacja). Głośno klaskałem, aby odstraszyć te byty, ale nie dawały za wygraną. W nocy też mnie we śnie obili... ogólnie spałem do 9:50.

Udało mi się "kilka minut" przespać w biały dzień.

06/07.08.2011 -> O 23:11 kładę się spać. O 23:32 był atak we śnie, a o 2:15 był kolejny ale dużo bardziej dotkliwy :( Teraz potrzebuję kilku dobrych godzin odpoczynku, aby jakoś dojść do siebie :(

Próbowałem zamykać oczy około 17:30?, ale niestety bardzo szybko moja wyobraźnia zaczęła być mocno negatywna więc nie mogłem ryzykować patrzenia się na te "obrazy" z przyczyn oczywistych. Chwilowo nici z odsypiania w dzień.

07/08.08.2011 -> (zapomniałem nałożyć różańców ops!) -> O 21:30 kładę się spać. Dostałem o 00:55 (atak we śnie) i chyba jeszcze później? czego nie spisałem? nie jestem pewien... o 5:08 wstaję. Ogólnie przeważnie spisuje mniej ataków niż ich rzeczywiście było... ciężko byłoby spisać każdy nawet najmniejszy atak. Oczywiście w przeszłości próbowałem to robić, ale obecnie trochę mniej się do tego przykładam ;) w sumie doświadczenia są bardzo podobne ;)

08/09.08.2011 -> O 23:01 kładę się spać. O 4:14 budzę się ze snu, w którym kręcił się koło mnie negatywny osobnik. Wydaje mi się, że były tam również siły dobra. Tak czy siak chyba? nie odniosłem strat? lub jakby już coś to były one małe? Nie jestem pewien... jako takiego wystraszenia nie było?

09/10.08.2011 -> O 1:07 kładę się spać. O 7:00 wstaję. Nie było ataków.

10:55-11:08, ~11:15-14:31, 14:42-15:37 - o tych godzinach sobie "spałem / leżałem" i w sumie nic takiego złego się nie działo... ale mam pewne małe wątpliwości co do "małych strzałów" w czakrę,na tyle nie jestem pewien czy aby one na pewno były, ale załóżmy, że ich nie było hmm...

10/11.08.2011 -> O 23:46 kładę się spać. O 2:00 zadzwonił mój budzik w zegarku! a następnie gdy tylko zamknąłem oczy miałem już bardzo negatywne myślokształty przed oczami! Niestety zamiast wstawać próbowałem spać dalej (chodź z dużą dozą niepewności) i co się okazało?, że po chwili oberwałem w czakrę... następnie pomyślałem, że przydałby mi się jakiś znak czy mam wstać (oczywiście budzik był znakiem, którego powinienem posłuchać! nie wspominając ciosu w czakrę) i zobaczyłem przed oczami wściekłego, wrzeszczącego kota (typowy atak) i oczywiście otworzyłem oczy, ale dalej jakoś nie chciałem wstawać... Później widziałem jakiegoś złego wilka itd... oczywiście po krótkiej chwili oberwałem 2-gi raz w czakrę i o 2:11 wstałem. Powinienem to zrobić wcześniej, ale może nie ująłbym tak ładnie tego aspektu budzenia o 2:00... przez pomyłkę musiał mi się sam z siebie budzik ustawić (nie ustawiam, ani nie ustawiałem budzenia) na dokładną godzinę przyjścia tego byta ;) hmmm ciekawe ;)

Tak w ogóle to następnym razem jak będę miał podobną sytuację to muszę wstać wcześniej, gdyż nie jest niczym miłym dostanie ciosu w czakrę... po prostu czasem tak bardzo nie chce się wstawać... a może to nie jest spowodowane moim lenistwem czy potrzebą snu tylko usilną pracą tego byta abym wstać nie chciał? no bo skoro wiem, że za chwilę dostanę bęcki i widzę stuprocentowo co się dzieje i co się szykuje to czemu nie wstaję? to jest dobre pytanie... hipnoza? mieszanie w myślach? pewnie wszystko po trochu...

O 10:01: kładę się spać. Wstaję o 14:48. Nie było żadnych ataków... nie było ani podejrzanych negatywnych myśli, myślokształtów ani żadnych dziwnych odczuć na 4 czakrze... spałbym dłużej gdyby nie umówiona wizyta u dentysty ;)

Od 18;17 do 18:54 sobie "leżałem / spałem"... -> brak ataków.

11/12.08.2011 -> O 23:20 kładę się spać. O 00:06 była próba ataku, a następna o 2:15... -> po tej drugiej od razu wstałem...

Od 9:58 do 10:13 położyłem się na drzemkę... ale niestety w trakcie byłem straszony (przed oczami) oraz dostałem z 1-2 strzały (nie za mocne?) w czakrę...

O 15:34 idę spać. Wstaję o 19:05... nie było ataków...

12/13.08.2011 -> O 23:15 kładę się spać. O 00:35 zostaję wystraszony we śnie (dziwna postać przeszła mi przed oczami)... no i wstałem...

Spałem w godzinach: 10:50-14:37; 14:45-16:55; 17:55-17:46 i nie było żadnych ataków.

13/14.08.2011 -> O 22:45 kładę się spać. O 23:28 dostałem strzała w czakrę (jakby w wizji sennej), następnie po bolesnym przebudzeniu widziałem przed otwartymi oczami jakby paskudne szczury itp. stwory... Około 23:40 wstałem... Czuję się jakbym miał jakiś pocisk w czakrze :/ ... masuje to miejsce różowym kwarcem :/ O 3:30 ewakuowałem się do małego pokoju i poszedłem spać. Około 4:00 dostałem... następnie około 7... (oba ataki chyba nie były strzałami, a raczej okradzeniem mnie z energii, a w miejscu czakry w czasie tych dwóch ataków trzymałem "modlitewnik"... już sam nie wiem jak się bronić... ale jakoś tam próbuję...) -> później mi się w miarę dobrze spało aż do 10:30 (wstałem).

Od 14:49 do 16:40 "spałem / leżałem" i nie było ataków :)

14/15.08.2011 -> O 22:07 kładę się spać. O 1:36 mam atak we śnie gdzie widzę na ciemnym tle Wiesię (ogólnie jest to taka ściemka która ma powodować "wzbudzenie mojego zaufania") która ma dwie strzykawki i na jednej jest przyklejany napis ROS" (Rose of Sharon) (kolejna ściemka aby zaufać i nie wyszarpywać się ze snu). Następnie widzę, jak strzykawka wbija się wiele razy w moją prawą nogę i wstrzykuje jakąś substancję :( ... na dodatek czuję te wkłucia :( ... nawet tego nie skomentuję :( ...od razu po tym doświadczeniu wstałem :(

Przyłożyłem sobie do tego miejsca kryształ górski... :(

Oczywiście jest możliwe, że ten byt mnie czymś kłuł w nogę i jedynie mi się to tak skrystalizowało we śnie jako wbijanie w tamto miejsce strzykawki... o ile nie celem było wstrzyknięcie mi jakiejś toksycznej substancji to w tym hipotetycznym założeniu (jakim jest, że jednak nie było to wstrzykiwanie mi prawdziwej strzykawki w nogę) byłaby to po prostu próba "otworzenia" mnie, aby okraść mnie z energii co właściwie nastąpiło... a swoją drogą były ataki gdzie byłem na 100% pewien, że wbijana mi była strzykawka to wtedy miałem wrażenie, że robi to jakaś postać i było to dość mocno realne (stan pomiędzy realem a snem)... oczywiście owa strzykawka nie szalała jak ta dzisiaj tylko wkłuwana była w ciało (czułem idealnie wejście igły), a następnie "toksyna" była wlewana we mnie :( ...a w tym przypadku (we śnie) widziałem samą strzykawkę przed oczami która wbijała się wielokrotnie w moją nogę (+ próbowała wlać we mnie toksynę - może taki straszak?). W sumie nie dam sobie głowy uciąć, że naprawdę mi czegoś nie wstrzyknięto... tak czy siak bardzo nie lubię ataków "strzykawkowych" :(

Po tym doświadczeniu zasypiałem trochę na siedząco (ze zmęczenia)... Jest teraz 5:38... poczekam jeszcze kilka godzin i spróbuję się przespać... może się uda...

O 8:46 poszedłem spać. O 9:39 obudził mnie dziwny sen... był to albo atak na moją osobę albo obrona mojej osoby... ciężko do końca stwierdzić...

Od 12:07 do 12:23 sobie "spałem / leżałem"... i raczej nie było ataków... ogólnie zmęczony byłem, ale jakoś głęboko usnąć nie mogłem więc sobie olałem próbowanie... zresztą nie czułem się do końca bezpieczny...

Jakieś 2-3 dni temu skończyły mi się moje małe świeczki, ale i tak przeważnie nie paliłem ich za siebie więc nie wiem czy warto o tym wspominać... tak czy siak lubię gdy pali się świeczka.. w nieważne jakiej intencji...

Przed 21 zapaliłem szałwię w pokoju... okadziłem nią kąty i ogólnie cały pokój... jedno okno mam lekko uchylone aby "demony" miały którędy uciekać hehe ;) a tak na poważnie, to około 21:25 leżałem ledwo przytomny na łóżku i miałem 2 razy takie odczucie jakbym dostał w 4 czakrę... czy były to ciosy? pewnie tak... tak czy siak ledwo żyję i powoli robi mi się już wszystko jedno... (w pewnym sensie)... spróbuję pospać dzisiaj na siedząco...

O 23:00 siadam na fotel i próbuję zasnąć... o 3:35 wstaję... nie było ataków, ale chwilowo muszę wstać ;)

O 4:52 idę znowu na fotel... ale o 5:17 wstaję... były pewne małe (słabe) strzały w czakrę...  wcześniej miałem duży krzyż papieski w ręku (chroniłem nim czakrę), a kot był za mną na łóżku... a w tej drugiej próbie snu nie wziąłem już krzyża papieskiego tylko kota i może stąd te małe strzały?

O 6:36 ponownie poszedłem spać (z krzyżem papieskim)... wstałem o 7:29. Co ciekawe w trakcie spania zorientowałem się, że kot przyszedł na kolanka :), a co do ataków to były niby ze 2 podejrzane sny, ale w sumie czy były to ataki? nie jestem pewien... chyba nie? tak czy siak dzisiaj na pewno była lepsza noc niż wczoraj :)

Może to ta szałwia tak zminimalizowała ataki? a może pozycja siedząca? a może jedno i drugie?

Ponownie palę szałwię (dwie torebeczki) w pokoju (~21:00)... ale się dymi hehe...

15/16.08.2011 -> O 23:25 idę spać na fotel... niestety bardzo szybko dostałem strzała... i później kolejnego i kolejnego... i tak w sumie z 4-5 strzałów... później zasłoniłem się obrazkiem Jezusa, ale też dostałem bęcki... i po 23:40 wstałem... :(

W międzyczasie dostałem jeszcze strzała w prawe ucho... (większości takich strzałów nawet tutaj nie spisuję) (czasem takie strzały zdarzają się gdy siedzę przed komputerem, ale raczej nie za często?).

Co do tych strzałów to były one identyczne jak te, których doświadczałem dobre kilka miesięcy temu (okres przed 14.01.2011?), a cała akcja (wielokrotnie) odbywała się w biały dzień (bardzo wiele takich ataków nie zostało w ogóle tutaj spisanych) i właśnie miało się uczucie takiego jakby wybuchu, mokrej kulki na czakrze (strzał z wybuchem?). Oczywiście może nie być to atak gdyż przy nim nie widziałem, żadnych negatywnych myślokształtów, halucynacji itp. rzeczy, no ale jest to dziwne zjawisko... może nie wszystko co tutaj spisuje jest atakiem... Może ktoś próbuje też pomóc mi otworzyć czakrę i wkłada do niej lepszą energię, aby rozpalić w niej płomień miłości? Tego nie wiem, ale wiem, że jeżeli byłyby to ataki to niebezpiecznie i nierozsądnie byłoby pozostać z zamkniętymi oczami. Wiem na 100%, że gdy zamykam oczy i widzę negatywne myślokształty lub czuję tego byta koło siebie to mogę być pewien, że jest to atak, ale gdy nic nie widzę i dostaję strzały to "głupieję" i oczywiście mam mętlik w głowie jak do tego podejść.

Co do atmosfery panującej w pokoju to mam wrażenie jakby "czekali" aż zamknę oczy... jednym słowem wyczuwa się "gęstą" atmosferę... hmm...

00:39 -> zamknąłem okna i zapaliłem kolejną porcję szałwii... niech się dymi... przy poprzedniej szałwii sporo dymu wywiało, bo za bardzo miałem okna pootwierane... ale tym razem będzie inaczej...

Po chwili ewakuuje się z kotem do pokoju obok. Niestety bardzo szybko mnie dorwali... następnie mama błogosławi mi czakre? czy coś takiego? oraz kładę sobie kota na siebie... i co ciekawe były dwa ataki, ale żaden mi nic nie zrobił... jakby brakowało ciosu i spokojnie zasnąłem. Później kot ze mnie zszedł i leżał koło mnie... O 4:05 dostałem mocny cios w czakrę (atak we śnie - wbicie noża w czakrę). To akurat było bolesne... wstałem w nie za fajnym stanie... Jak widziałem tę postać we śnie to widziałem w jej oczach totalny brak uczuć oraz chęć dopadnięcia mnie za wszelką cenę...

Poszedłem spać za jakiś czas (do lóżka przy oknie w dużym pokoju) i znowu w moim śnie była jakaś skrajnie zła negatywna postać... ale udało mi się jakoś przed nią się "ochronić/uciec" (najpierw była walka, a później ucieczka)... Właściwie to w ucieczce pomogła mi jakaś kobieta,  która wyprowadziła mnie z  "niebezpiecznego miejsca" w którym przebywałem...

Ogólnie po wstaniu czuję się kiepsko... przyłożenie na jakiś czas ogromnego kryształu górskiego do 4 czakry trochę pomogło...

Poszedłem spać o 10:01 i wstałem o 19:05 -> Nie było ataków...

17/18.08.2011 -> Następnie kontynuowałem swoją regenerację od 19:24 do 2:10 gdzie niestety był atak we śnie. Widziałem bardzo negatywną postać powodującą dużo cierpienia innym ludziom (ucinała im ręce - dużo krwi się lało) i jak patrzyłem na te drastyczne sceny to czułem jak moje serce bardzo źle się czuje (oczywiście musiałem na nie patrzeć - nie mogłem sobie przecież we śnie zamknąć oczu czy odwrócić wzroku). Oczywiście wstałem po tym "śnie", ale jakby nie on to pewnie spałbym do rana.

A swoją drogą to atak był dość ciekawy, bo stale był wywoływany "strach" na mojej czakrze (4) lub sercu (już nie pamiętam dokładnie gdzie... może na jednym i na drugim?) i w tym ataku nie było ciosu; również atak nie polegał na nagłym wystraszeniu mnie... po prostu stały strach, aż czakra się wręcz "kuliła".

O 17:15 kładę się spać. Po kilku minutach dostaję jakiegoś strzała w czakrę, ale powiedzmy, że nie musiał to być atak. O 19:00 wstaję - spałem sobie spokojnie.

18/19.08.2011 -> Dopiero około 7:30 się położyłem... spałem do 10:55 bez ataków. Były pewne "strzały", ale nie zaliczyłbym ich do ataków... sądzę, że jedne "strzały" są atakami, ale inne nie... oczywiście mogę się mylić i dlatego o tym wspominam.

Od 11:25 do 13:35 z małymi przerwami spałem... brak ataków.

Od 15:13 do 15:56 spałem / leżałem... brak ataków.

Około 20 próbowałem zasnąć, ale moje myśli oraz myślokształty po zamknięciu oczu bardzo szybko robiły się negatywne... i nie mogłem nad tym zapanować... domyśliłem się w czym jest problem i darowałem sobie "spanie".

19/20.08.2011 -> O 3:55 poszedłem spać, ale nie był to dobry pomysł... bardzo szybko miałem wrażenie jakiejś hipnozy zakładanej na moją głowę... już wiele razy z tym uczuciem się spotkałem... ogólnie tą "hipnozę" mam (chyba) tak często, że zapomniałem jak wygląda normalne zasypianie bez kombinowania mi przy mojej głowie... Ostatnio sobie to jednak przypomniałem, gdyż mam możliwość spania w biały dzień... co mnie zresztą bardzo cieszy... Przed zaśnięciem miałem bardzo silne wrażenie, że ktoś koło mnie stoi (z prawej strony; jakaś wysoka postać - miała ze 2 metry? i była szeroka; miałem odczucie jakby wymiary się lekko nałożyły na siebie i ona lekko przenikała mój wymiar i dlatego była lepiej "widoczna" / "wyczuwalna"). Niestety po chwili urwał mi się film i znalazłem się we śnie... byłem tam bity i popychany przez "powietrze". Obudziłem się o 4:10 i moja przygoda z próbą spania została zakończona... moja czakra jest mocno obita..., a tak dobrze czuła się jeszcze przed położeniem się spać... po wstaniu pojawiły się skurcze mięśni na klatce piersiowej... Nie wiem po co ja się w ogóle kładłem... w sumie nie byłem zbytnio senny... Ciągle się nabieram na to, że może jednak tej nocy nie przyjdą... niestety... jak zwykle się mylę... Dodam jeszcze, że po obudzeniu się miałem atak gdzie wywołali we mnie halucynacje, ale jakoś ze spokojem się ich pozbyłem i widzenie wróciło do normy. Postaram się już więcej tak nie ryzykować... skoro wyczuwałem tak dobrze przeciwnika to kładzenie się spać nie było najmądrzejszym posunięciem z mojej strony... no ale cóż... jest jak jest... Mam nadzieję, że uda mi się trochę zregenerować po południu...

Mam ostatnio takie wrażenie (może mylne), że w dzień nie mają "odwagi" do mnie przyjść... może słońce im w tym przeszkadza? ale kiedyś nie mieli z tym problemów hmm... nie wiem... ale chyba coś jest na rzeczy... Zauważyłem również jak np. wczoraj około 20 gdy próbowałem zasypiać to moje myśli były nasiąknięte negatywizmem... a w biały dzień (przynajmniej ostatnio?) tego nie mam... więc wynika z tego, że im jest ciemniej (brak słońca) tym mają większą moc bicia mnie... hmm... ale to jakieś dziwne jest o ile to prawda... bo kiedyś nie miało to znaczenia, a teraz nagle ma? w sumie sytuacja we mnie i pewnie u nich ulega ciągłej zmianie... na pewno nie atakują mnie ciągle te same istoty... gdyż raz widziałem ich jako czarne kulki energii, a innym razem np. jako przezroczyste postacie itd... Spanie w nocy to już chyba sobie całkowicie daruję... o ile będzie możliwość spania w dzień...

O 4:50 zapaliłem szałwię... niech się trochę podymi... bo czuję, że może się to przydać... Dodam jeszcze, że tym bytom wystarczy chwila, aby mnie obić na kwaśne jabłko... nie potrzebują na to całego dnia... wiedzą gdzie i jak uderzać... Możliwe, że nie potrzebnie gasiłem górne światło (miałem zapaloną jedynie lampkę przy łóżku)... ale czy z nim (górnym światłem) byłoby lepiej? Jakoś śmiem w to wątpić, ale kto to teraz może wiedzieć... Kota podczas tych ataków też przy mnie nie było hmmm.... tak czy siak staram się obecnie jakoś zregenerować (przykładanie różowego kwarcu i ręki do czakry)...

O 5:14 siedząc przed komputerem niestety urwał mi się film co niestety spowodowało zamknięcie moich oczu i już po "sekundzie" tak dostałem w czakrę  że aż "podskoczyłem"... wrrrr! Nie wiem czy mnie zahipnotyzowali czy co, ale jakoś to wszystko szybko się wydarzyło... w ogóle to hipnoza po to właśnie jest, aby zamknąć oczy i wtedy automatycznie wkracza się w ich terytorium gdzie bez większych problemów mogą przerobić człowieka na kwaśne jabłko (albo zbite jabłko hehe)... Temat ataków nie jest łatwy... często jest bolesny (ciosy) i frustrujący (przede wszystkim jeżeli chodzi o brak snu)..., no ale ja jako "detektyw śledczy" (hehe) mam za zadanie ujawnić ich niecne postępowania na tyle, na ile jest to możliwe...

Dodam jeszcze, że czasem tak dziwnie usypiam przed komputerem, a później w jednej sekundzie wszystko puszcza i już śpiący nie jestem... wspominałem już o tym jakiś czas temu... Niestety te byty umieją na nas wpływać nawet jeżeli nie śpimy...

Jeszcze dodam, że po silnym obiciu czakry (+ ewentualnych ciosach w miejsca koło niej) mogą wystąpić problemy z koordynacją ruchową... mi czasem po solidnych bęckach ciężko iść prosto... no i te denerwujące skurcze ciała... chociaż z dwojga złego wolę chyba jednak te skurcze, niż chodzić zygzakiem od ściany do ściany, choć trzeba przyznać, że rzadko kiedy występuje, aż tak poważny stan... nie mniej jednak jak już wystąpi to są minimum lekkie zaburzenia ruchowe (problem z utrzymaniem równowagi)... czasem trochę większe... wszystko zależy od siły i ilości ciosów...

hmmm... zarobiłem kolejne 2 strzały... jeden przed i drugi po 6...

Poszedłem spać o nie wiem której... Wstałem o 7:55... Nie za bardzo pamiętam co się działo w nocy... wiem, że coś mi się śniło ;)

Kładę się spać o 11:35... wstaję o 13:45 - brak ataków! (piszę to o 19:30 -> chyba przy tym "spaniu" miałem wizję gdzie widziałem przed oczami zieloną roślinę, która rosła w miarę szybko do góry i trochę na boki... widziałem jak rosną jej liście i wydłuża się łodyga... ogólnie pozytywna wizja)

Od 14:55 do 16:36 sobie spokojnie spałem :)

20/21.08.2011 -> W ogóle nie spałem w nocy... O 11:14 poszedłem spać... Wstałem o 18:15... raczej nie było ataków... Dzisiaj mam dostawę małych świeczek więc znowu zaczynam je palić :)

21/22.08.2011 -> Poszedłem się położyć dopiero o 5:50... i zacząłem czuć pewne wstrząśnięcia ciałem (jakby porażenie prądem) oraz jakby omdlenia na 4 czakrze i czubku głowy ("omdlenie" / "utrata świadomości" trwa mniej więcej sekundę). Przypomnę w tym miejscu, że 4 czakra jest połączona z 7. Ogólnie ma się wrażenie jakby energia spadała z nieba, a następnie uderzała w 7 czakrę (czubek głowy), po uderzeniu od razu traci się świadomości (do pewnego stopnia) i czuć "omdlenie" (trwa to około sekundy), a następnie czuję jak energia przechodzi kanałem do 4 czakry i w niej powoduje kolejne omdlenie (uderzenie) -> to się dzieje bardzo szybko i ma się wrażenie praktycznie jednoczesnego wybuchu na 4 i 7 czakrze. Czasem bardzo dobrze czuć przejście tej energii przez kanał. Ma to też pewien związek z otwieraniem i zamykaniem oczu. Mam wrażenie, że jak ta energia chce przelecieć przez kanał (łączący 7 czakrę z 4) to muszę zamknąć i otworzyć oczy (nawet na bardzo krótko - często właśnie dzieje się to podczas utraty świadomości) i gdy to zrobię to energia przepływa przez kanał i leci do 4 czakry gdzie następuje jej omdlenie.

Czasem w przeszłości łączyłem to doświadczenie z atakami (szczególnie gdy działo się to w nocy), ale teraz widzę wyraźniej, że jest to coś co może przypominać ataki, ale nimi nie jest...

Gdy po chwili usnąłem to miałem sen, w którym widziałem moją drugą połówkę (nie opisuje snu tylko mówię jedynie o pewnym aspekcie, który się w nim znajdował [moja druga połówka])... podczas snu czułem też pewne uderzenia? w klatkę piersiową, ale nie powiedziałbym aby to był atak... raczej jakby ta energia z kosmosu? mogła do mnie lepiej dotrzeć i wparowywała we mnie gdyż nadarzyła się ku temu dobra okazja... hmmm... a może jednak to był atak? w sumie chyba nie? ale do końca to ja tego nie wiem... hmm! (osobiście na chwilę obecną obstawiam, że to uderzanie we śnie nie było atakiem, ale to co wydarzyło się wczoraj nim na pewno było!). Teraz jest 6:19 i czuję, że mam całkiem sporo energii na czubku głowy oraz na 4 czakrze... w porównaniu z tym, co było jeszcze przed pójściem do pokoju obok.

PS. Takie "omdlenia" mam również w dzień... nie muszę specjalnie kłaść się spać, aby ich doświadczać... ale ogólnie widzę, że temat jest troszkę skomplikowany więc może lepiej skupię się na samych atakach, co do których mam pewność jak np. do tego wczorajszego pobicia i co ciekawe dzisiaj jak i wczoraj urwało mi film i po ocknięciu się byłem już we śnie... i w obu snach miałem jakby odczucia "bicia" tylko, że w jednym przypadku, był to na 100% atak, a w tym drugim prawdopodobnie było to zupełnie coś innego więc widać tutaj jak czasem jest ciężko odróżnić objaw pozytywny od ataku. Chociaż w sumie podczas ataku pojawiają się jeszcze negatywne myśli, negatywne myślokształty... oczywiście nie zawsze... a we śnie pojawiają się złe postacie... chodź to też różnie bywa, bo wczoraj nie widziałem żadnej postaci oprócz tego czegoś złego stojącego koło mojego łóżka, ale to nie było we śnie tylko w realu... ogólnie jest to temat rzeka i pewnie można by dać jeszcze z kilka hipotez na temat doświadczeń odnośnie których pochodzenia nie jestem pewien... ale chcąc nie chcąc zaczyna się to powoli układać z bardziej zwięzłą całość... moja hipoteza obecna wygląda tak, że z jednej strony pewne kosmiczne energie rozwijają mi mocno 4 i 7 czakrę i próbują mnie wynieść na wyższy poziom... pewnie przy okazji masa innych rzeczy się rozwija przy tych "dobrych" strzałach, ale są też chwilę gdzie jestem atakowany przez demony i mnie szarpią oraz strzelają do mnie tylko po to,aby zakłócić lub maksymalnie spowolnić ten proces... i to ma sens...

Od 07:55 do 11:09 spałem... brak ataków, ale dość szybko przyśniła mi się ponownie moja druga połówka hehe :)

Od 11:23 do 13:40 spałem... moim zdaniem około 12? była próba ataku, ale aniołki szybko zareagowały (wyszła osoba A i szybko przykleiła się do mnie osoba B, ale osoba A szybko wróciła i nic mi się nie stało)... Następnie była podejrzana sytuacja o 13:35, ale kompletnie nic mi się nie stało, bo też była reakcja aniołków (osoba A chciała mnie "otworzyć", ale osoba B przerwała jej "starania"). Wiem jak brzmią moje opisy z postaciami... dla niektórych na pewno niewiarygodnie itd., ale ja już jestem wyczulony jak żyleta na wszelkie zachowania postaci we śnie... szansa, że się mylę co do tych "ataków" jest bardzo mała (moim zdaniem żadna) choć na pierwszy rzut oka dla przeciętnego Kowalskiego nie ma w tych snach nic z ataków, to nie mniej jednak gdy się patrzy na to okiem "doświadczonego gracza" to próby ataków są ewidentne. Nie mniej jednak trzeba wspomnieć, że mam dzisiaj dobrą ochronę, która bardzo szybko reaguje co mnie bardzo cieszy. Sny są opisane bardzo skrótowo.

Leżałem w godzinach: 15:30-16:10 -> brak ataków.

22/23.09.2011 -> Kładę się dopiero o 9:42... wstaję o 13:20... nie jestem przekonany czy nie było ataków...

Następnie kładę się około 15 i wstaję o 17:10 -> brak ataków?

Spałem od 18:40 do 20:20 - brak ataków.

23/24.08.2011 -> O 00:45 kładę się spać. O 1:05 miałem ciekawy atak. Akcja dzieje się we śnie gdzie jestem bardzo mocno przyciągany przez jakąś niewidzialną siłę do ściany. Mam bardzo duże problemy, aby cokolwiek zrobić... nagle widzę moją mamę (opiekun?) która wyciąga do mnie rękę... ja swoją jakby siłą woli (wysiłek umysłowy) staram się ją za nią złapać, ale nie udaje mi się to... oddalam się... przyciąganie mnie znowu ściąga w kierunku ściany... wołam w myślach do Jezusa, aby mi pomógł itd... następuje kolejna próba chwycenia mamy za wyciągniętą w moim kierunku rękę... udało się! szczęśliwie jestem do niej przyciągnięty i zostaje przytulony... i w tym momencie przeszła mi po głowie myśl, że może być to atak, gdyż często takie "przytulanie" było po prostu bezczelnym atakiem, ale tym razem nic takiego nie miało miejsca... po prostu się wybudziłem... w końcu ta postać próbowała mnie uratować, a nie mi zaszkodzić. Chwilę później wpadłem w negatywny sen, ale się wybudziłem i wstałem (około 1:30). Zdecydowanie w nocy jest znacznie mniej bezpiecznie niż w dzień...

Około 6:30 poszedłem do pokoju obok i na chwilę przysnąłem... o 6:43 zostałem zaatakowany we śnie (jakaś postać objęła mnie od tyłu rękami i po chwili nastąpiło mimowolne wystraszenie i obudzenie). Później zasnąłem jeszcze ze 2 razy i miałem jakieś negatywne sny... Zapomniałem też nałożyć na siebie różańca... hmmm... ale wcześniej go na sobie miałem (+ inne "rzeczy") i mimo tego też zostałem zaatakowany, no ale tym razem jednak nie udało mi się wyjść z tego bez szwanku... tak czy siak wiadomo, że lepiej go mieć niż nie... ale i tak w nocy spać się nie da... pewnie ten byt gdzieś tutaj się kręci hmm... i znowu mam te głupie skurcze na klatce piersiowej itd... eh :/

Poszedłem spać o 10:18 i po chwili w odstępach około minutowych dostałem w sumie 3 ciosy w 4 czakrę (uczucie jakby ktoś uderzył cię końcówką drewnianego kija)... co dokładnie to było to nie wiem... ale czułem to idealnie... następnie spałem spokojnie... wstałem o 15:37.

O 18:47 poszedłem spać... O 20:00 wstałem, bo coś się chyba już szykowało w moim śnie... zresztą wcześniej podczas leżenia/spania też była pewna podejrzana akcja.. na szczęście nic mi się takiego nie stało, aby było warto o tym głębiej wspominać...

24/25.08.2011 -> O 1:42 idę spać... co nie było dobrym pomysłem... no ale tak mi się już nudziło, że chciałem sobie chociaż poleżeć, ale niestety nic nie wyszło z mojego planu, gdyż już po chwili leżenia dostałem jakby kijem od szczoty w czakrę... Następnie byłem nagle wprowadzany w sen... i ograbiany z energii (straszenie)... O 2:59 oberwałem i uciekłem z łóżka... zostanie tam byłoby bardzo złym pomysłem...

3:17 -> siedzę przed komputerem -> moim zdaniem próbują mnie "uśpić"... i to już nie pierwszy raz (dzisiejszej nocy) kiedy film mi się urywa i odnajduję się we śnie (co jest dla mnie niebezpieczne)... akurat to "usypianie" nie wynika ze zmęczenia (w tym przypadku)... gdy wybudzę się po "urwanym filmie" to mam mocne odczucie jakby moja świadomość powróciła do mojej głowy, a wcześniej została jakby wypchnięta na zewnątrz... Ogólnie mam wrażenie (może mylne), że to całe "usypianie" jest jakoś związane z tyłem głowy.

Uwolnienie się od tych demonów będzie prawdziwą nirwaną... ale widocznie jeszcze nie jestem na to gotowy...

Nie wiem dokładnie o której, ale chyba około 4:15 położyłem się na łóżku... aż w końcu usnąłem... przez całą noc moje sny były negatywne... wstałem o 7:50.

Od 10:17 do 12:55 spałem... brak ataków.

Od 21:31 di 22:59 spałem i pod sam koniec obudził mnie dzwonek w głowie... - brak ataków.

Od 23:15 do 23:45 spałem - brak ataków.

25/26.08.2011 -> Od 00:02 do 7:20 spałem... pod sam koniec były złe byty w moim śnie, ale byli również przy mnie opiekunowie i nic mi się nie stało.

Od 14:52 do 17:38 spałem... i to bez ataków :]

Od 18:47 do 19:36 "leżałem / spałem"... bez ataków :]

26/27.08.2011 -> O 3:06 kładę się spać. O 3:15 dostaję lekki cios w czakrę... i 2 minuty później kolejny... ale sporo mocniejszy... Ogólnie miałem wrażenie, że coś jest pochylone nade mną... ale pewności, że tak było nie mam... tak czy siak wolałem wstać i nie ryzykować dodatkowych bęcek... poczekam do rana... w nocy jest zdecydowanie mniej bezpiecznie... nie czułem się zbyt komfortowo gdy zasypiałem... a sam cios jest podobno do uderzenia kijem od szczotki... Jest obecnie lekko po 4 a te ciosy kijem dalej bolą... auć... Około 4:45 siedziałem na krześle i trochę mi się przysnęło i od razu wybudził mnie strzał... i po chwili kolejny (nie koniecznie w czakrę)... (ogólnie strzałów było raczej więcej niż 2)... 5:05 -> powoli robi się widno... Poszedłem spać około 30 min. później... były pewne ataki... wstałem około 7:30...

O 8:30 poszedłem spać, a o 12:25 wstałem... jak dobrze jest jak nikt mnie nie uderza kijem w czakrę... mmm....

27/28.08.2011 -> O 1:16 kładę się spać, a o 8:31 wstaję. Nie było ataków!

O 16:18 idę spać, a o 18:40 wstaję - brak ataków -> ciekawą rzeczą było jednak to, że miałem jakąś "burzę piaskową" w głowie... po prostu ogromny wiatr wiał w mojej głowie...

28/29.08.2011 -> O 23:00 kładę się spać. O 1:33 doznałem paraliżu mojego ciała (ostatni paraliż miałem [z tego co zaglądam w swoje notatki] ponad rok temu - 21/22.05.2010). Oczywiście wyrywałem się z tego stanu i to kilkukrotnie gdyż sądziłem, że jest to atak... Miałem też uczucie jakbym miał wielkie tornado w środku głowy... tak czy siak jak się ocknąłem to poprosiłem opiekunów, że jeżeli jest to negatywny stan (atak) to aby to odcięły i w jednej sekundzie wszystko wróciło do normy! Całe te dziwne stany odeszły! Po tym doświadczeniu wstałem i wciąż odczuwałem niezłe "zakręcenie" w głowie (w szyszynce?)... Wezwanie aniołków zadziałało tak samo jak wzięcie 14.02.2011 krzyża papieskiego do ręki... Oczywiście jeżeli nie był to atak to czemu aniołki przerwały ten stan? może uznały, że jest to dla mnie aż nadto i wolały nie kontynuować tego "tornada"... Ogólnie podczas całej tej "akcji" nie wyczuwałem, żadnych istot koło siebie... Wiesia sugeruje, że nadmiar energii w głowie mógł spowodować ten paraliż...

O 8:13 kładę się spać. O 8:30 miałem atak we śnie (postać mnie złapała itd.), ale niezbyt udany przez tego "byta"... ale nie mniej jednak trochę energii straciłem... chyba za wcześnie poszedłem spać... -> postanowiłem dalej kontynuować spanie... wstałem o 12:13... na szczęście nie było już kolejnego ataku.

Spałem od 14:06 do 15:14 - brak ataków.

29/30.08.2011 -> O 22:00 kładę się spać. O 8:24 wstaję. W nocy były 2-3 ataki we śnie, ale takie słabe... dużych szkód mi nie zrobiły.

W dzień gdy kładę się spać przeważnie na siebie nakładam dodatkowo już tylko jeden różaniec, a w nocy też nie zawsze zakładam jeszcze kolejny dodatkowy różaniec + złoty wisiorek z krzyżykiem (jak było to dotychczas). Powoli zmniejszam ilość "medalików ochronnych" do tylko dodatkowego jednego różańca... wciąż pamiętam słowa "opiekuna" który powiedział do mnie słowo "załóż" (było to dawno temu), gdy zastanawiałem się czy nałożyć na siebie różaniec na noc czy też nie.

Od 9:59 do 11:56 spałem - brak ataków.... chociaż przed samym obudzeniem się było coś co mogło być atakiem (we śnie), ale nie koniecznie nim być musiało, ale że nic mi się nie stało to nie będę o tym mocniej rozwijać tematu... gdyż nie wiem do końca czy to był jakiś atak czy też nie ;)

Od 16:11 do 17:07 drzemkam - brak ataków.

30/31.08.2011 -> O 23:17 kładę się spać. Około 3:30-4:00 i o 4:15 miałem ataki we śnie... niestety straciłem przy obu energię :( Oba ataki wyglądały bardzo podobnie. Do wzbudzenia mojego zaufania została wykorzystana postać dziewczyny ukazującej się w moich snach jako moja druga połówka (niestety ten byt czasem się pod nią podszywa ech...). W obu przypadkach na początku była jakaś "tania gadka", która miała mnie zapewnić o jej miłości (gadka ma na celu otwarcie mnie na rozmówcę - ogólnie chyba pierwszy raz zdarza mi się tak wyraźna rozmowa... przeważnie chyba nie ma żadnych? dialogów), a następnie w pierwszym śnie był pocałunek (odczuwalny dotyk - całkowite otwarcie i po chwili było wybudzenie ze stratą energii), a w drugim przypadku przytulenie i dalej tak samo... co ciekawe przy przytuleniu odgradzałem się kolanem od tej osoby... ciekawe dlaczego!? pewnie już podświadomie coś przeczuwałem! -> o 4:34 wstałem, bo ten byt zaczynał mi już "mieszać w głowie"... i jestem pewien, że jakbym zasnął to zaatakowałby mnie ponownie... Ogólnie ataków "pocałunkowych" miałem więcej, ale raczej spisywałem je jako ataki we śnie... tak więc jeżeli macie coś podobnego to lepiej się wybudzcie i darujcie sobie spanie :) (jakby coś to jestem pewien na milion %, że to co opisałem jest atakiem).

Od 14:52 do 17:58 spałem... - brak ataków.

[WRZESIEŃ 2011]

31.08.2011/01.09.2011 -> O 00:46 kładę się spać. O 3:12 mam atak we śnie... poczułem jakby pociągnięcie za czakrę? sam nie wiem jak to opisać... tak czy siak nie było to fajne... od razu wstałem... a przed zaśnięciem czułem się dość dobrze na czakrze :/

Od 11:09 do 14:23 spałem - brak ataków.

Od 16:23 do 17:15 leżakowałem, ale zasnąć nie mogłem - brak ataków.

Od 18:49 do 19:25 kolejna próba spania... nie udało się, ale ataków brak...

01/02.09.2011 -> Około 4 idę do małego pokoju, ale szybko dostaje cios... miewam też halucynacje (typowe gdy w pokoju jest ciemno; jak jest jasno to chyba jest ich mniej? no, ale akurat światło miałem zgaszone)... po pewnym czasie usnąłem i dostałem we śnie (ktoś mnie kopnął)... później próbowałem siedzieć itd., ale to nic nie dawało... ciągle czułem jakąś złą "obecność" koło siebie i musiałem robić wysiłek aby nie usnąć, bo czułem, że non stop jest coś kombinowane przy mojej głowie (oczywiście w międzyczasie obrywałem bęcki, bo nie udawało mi się utrzymać do końca "trzeźwego" umysłu)... więc około 4:35 wróciłem przed komputer do dużego pokoju... niestety z deczka obity... Tak w ogólę to chyba po 3-ciej zacząłem wyczuwać tego byta w moim pokoju... ale wtedy jeszcze mi się tak mocno spać nie chciało... tak czy siak jakoś do rana wytrzymam... jak zwykle jestem z deczka wnerwiony, że oberwałem... w sumie mogłem jakoś dopełznąć do rana... ale z drugiej stronie to też nie jest takie proste... eh... kiedy to się skończy? :/

4:48... zapalam kadzidełko... -> może choć trochę tego stwora ode mnie to odciągnie... -> ładuję sobie czakrę energią... bo ewidentnie tego potrzebuje :( ... powinienem napisać książkę o tym pod tytułem "jak w 30 minut poczuć się znacznie gorzej" :(

5:05... coraz bardziej chce mi się spać :(

5:30... zrobiło się już w miarę widno... ale czakra boli :(

Obudziłem się około 8:40... ale kiedy usnąłem? i czemu spałem w pozycji pół-siedzącej na łóżku? chyba mi się film urwał ze zmęczenia?

Od 13:08 do 17:21 spałem... bez ataków (do około 17:00 spałem jak kamień)

02/03.09.2011 -> Jest 1:25 i siedzę przed komputerem i jakoś tak nagle zrobiło się "negatywnie w pokoju"... po prostu to czuć, że nie jest się samemu... Mam też wrażenie jakby ktoś mi "chuchał powietrzem" w szyję lub w okolicach głowy... Zapaliłem kadzidełko... niech się trochę podymi... Ogólnie mam wrażenie, że są za mną... albo krążą koło mnie... nie lubię mieć tego odczucia... co więcej jak zacząłem ich wyczuwać to mój prąd, który płynie przez moje ciało mocno się wzmocnił... nie nazwałbym tego przypadkiem... Zacząłem sobie masować tył głowy kryształem górskim... z jakiegoś powodu czuję taką potrzebę...

Jakieś 30-60 min. później sytuacja się unormowała... ale i tak nie mam zamiaru iść spać ;)

Od 10:14 do 12:40 spałem... na początku czułem jakby strzały w czakrę, ale nie sądzę aby był to atak? raczej jakiś objaw związany z rozwojem 4 czakry? tak sądzę? ... nie miałem żadnych ataków we śnie...

Od 13:05 do 15:32 spałem - brak ataków.

Od 16:15 do 16:42 spałem - brak ataków.

Od 17:37 do 18:12 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej... tak czy siak nie było żadnych zaczepek ze strony negatywnych bytów... tak mi się wydaje?

O 4:45 na sekundkę przysnąłem... i praktycznie od razu doznałem jakby strzała w czakrę... nie wiem dokładnie co to było... ale aż podskoczyłem do góry gdy to się stało... Mocno chce mi się spać... Wcześniej miałem jeszcze kilka takich sytuacji... ale nie "szarpnęło" mną aż tak... Osobiście uważam, że nie był to atak choć na takowy może wyglądać...

PS. Niby w nocy nie spałem, ale nie mniej jednak wlało mi się w 4 czakrę i głowę sporo energii.

03/04.09.2011 -> O 10:00 kładę się spać. O 10:20 miałem (niestety) atak we śnie. Zanim go opiszę dodam tylko, że kot został mi zabrany z pokoju tuż przed samym atakiem (a po ataku został zwrócony). Sen wyglądał tak, że szedłem do piwnicy za kotem, ale okazało się, że jest tam kuchnia. Nagle zobaczyłem, że podłoga pode mną jest śliska, ale było już za późno... wywaliłem się i uderzyłem twarzą w posadzkę... jak możecie się domyślić to było bolesne. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem ten rodzaj ataku... raczej dość dawno temu. Ból podczas uderzenia jest dość dziwny... nie ma takiego bólu na Ziemi, ale przypomina uderzenie głową w marmur + przenikający ból do szpiku kości... W tym ataku oczywiście nie chodzi o to, że walnąłem w posadzkę tylko o to, że ten byt przywalił mi prostu w głowę, a we śnie po prostu tak się to skrystalizowało... Co ciekawe to spałem na brzuchu, a głowę miałem przykrytą poduszką... czyli uderzenie musiało być od dołu...

Możliwe, że powinienem wstać, ale byłem tak zmęczony i niewyspany, że postanowiłem kontynuować moją przygodę ze spaniem. Niestety o 12:35 był atak we śnie, ale na szczęście nic mi się (moim zdaniem) nie stało. Mam nieodparte wrażenie, że był jeszcze jeden atak we śnie gdzie również chyba nic mi się nie stało, no ale nie mam tego spisanego. Oczywiście około 12:35 wstałem... może spróbuję trochę później z tym spaniem... mam nadzieję, że nie zostanie mi zabrana możliwość spania w dzień :(

Od 14:51 do 15:15 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej... zresztą miałem wrażenie, że coś chce mnie "zbić"... więc wstałem... hmmm...

Od 17:59 do 18:48 również próbowałem spać... nijak mi to wychodziło... ale nie było ataków...

04/05.09.2011 -> O 4:05 kładę się spać... i wstaję około 5:30? - brak ataków? Od 5:50 do 8:35 spałem - brak ataków?

Od 9:07 do 12:00 spałem - brak ataków.

Od 14:15 do 18:05 spałem - brak ataków?

Na razie zdjąłem szkaplerz... bo ciągle mi się plątał z innymi łańcuszkami i musiałem go często poprawiać... było to dość irytujące...

05/06.09.2011 -> O 5:55 kładę się spać. O 6:20, 8:05 oraz 8:29 były ataki we śnie, ale nic mi się chyba? specjalnego nie stało. Oczywiście po tym ostatnim wstałem.

Od 10:12 do 12:44 spałem - o 12:25 miałem atak we śnie... ale podczas niego byłem spokojny i gładko się wybudziłem...

Od 18:20 do 19:19 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej, a pod koniec zacząłem mieć negatywne myślokształty i nie mogłem się ich pozbyć i po prostu darowałem sobie dalsze próby spania.

06/07.09.2011 -> Około 6:30 kładę się spać. Wstaję o 11:46 - brak ataków.

Od 13:29 do 16:01 śpię. O 15:04 miałem paraliż przysenny i po chwili wskoczył na moje łóżko jakiś czarny kot (wystraszyłem się i poczułem ruch energii - stratę? - na 3 czakrze), następnie miałem motyw podwójnego wybudzenia... czyli wybudziłem się z tego paraliżu, ale wciąż nie byłem w realu... następnie ponownie się wybudziłem i już byłem w pełni wybudzony. Ogólnie nie miewam tych motywów z podwójnym wybudzeniem hmm...

Od 17:55 do 19:00 leżałem z zamkniętymi oczami - brak ataków.

07/08.09.2011 -> O  23:36 kładę się spać, a wstaję o 3:47. O 23:51 i o 3:47 miałem ataki we śnie.

O 9:59 poszedłem spać, niestety oberwałem we śnie o 10:16... a później o 11:54 :( ... po chwili wstałem. Drugi atak był z tych gdzie czakra kuli się ze strachu (koleś we śnie rzucał kamieniami w moje okna balkonowe, ale nie mógł trafić... ja w tym śnie nie chciałem, aby trafił... a on ciągle ponawiał próby.. ja się zacząłem denerwować, że w końcu trafi i wybije mi okno... w pewnym momencie zacząłem czuć jak się czakra zaczyna "kulić" ze strachu).

Od 15:36 do 17:20 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej - brak ataków?

08/09.09.2011 -> O 23:44 kładę się spać, a wstaję o 8:00 - nie było ataków?

Od 13:14 do 14:31 "spałem / leżałem" - brak ataków. Miałem sen gdzie jechałem autobusem i czułem jakby w nim były te negatywne byty, ale po przejechaniu pewnego kolejnego przystanku poczułem w autobusie ogromną ulgę... jakby całe to zło odeszło...

09/10.09.2011 -> O 19:12 kładę się spać. O 22:34, 00:20 i chyba jeszcze raz? był pewien atak (niewielki). Ogólnie było czuć obecność "złego". O 2:10 wstaję.

Od 10:20 do 13:37 śpię - nie jestem pewien czy nie było jakiegoś ataku...

Od 17:22 do 18:10 sobie leżałem... czasem miałem zamknięte oczy... nie było ataków.

10/11.09.2011 -> O 1:15 kładę się spać i wyczuwam zmysłami, że nie jestem sam. O 3:01 zostaję zaatakowany we śnię i moim zdaniem tracę bardzo dużo energii :( We śnie wyglądało to tak, że jakaś zakamuflowana postać bardzo szybko do mnie podbiegła i w międzyczasie wyjęła nóż... następnie bardzo wyraźnie w głowie usłyszałem taki dźwięk "błyśnięcia" (wyjmowanego noża) jaki czasem pojawia się w bajkach (może ma to głębsze znaczenie?), a następnie widziałem? ukłucie? (bezbolesne) w czakrę. W jednej sekundzie poczułem jak cała energia z czakry ze mnie ucieka... jakby ktoś przebił balon z wodą, gdzie w moim przypadku wodą była moja energią. Po obudzeniu się od razu poczułem silny ucisk na 4 czakrze, miałem skurcze klatki piersiowej oraz zakłóconą motorykę ciała (itp). Ogólnie znowu się przychylam do opcji, żeby nie spać jak nie muszę albo chociaż nie spać około 3 w nocy... to chyba jakaś "zła" godzina...

Jestem ciekawy czy to cios spowodował, że moja energia poleciała w "kosmos" czy to ten "dźwięk" mnie otworzył jak drzwi do salonu? Nie było czuć ciosu więc nie musiał zostać zadany... Równie dobrze jakiś byt mógł stać nade mną i coś robić, aż w końcu stwierdził "ok powinno się udać" i przepuścił przez moją głowę "dźwięk", który jego zdaniem otworzy mnie jak klucz drzwi... no i udało mu się... na ile jest prawdziwa moja hipoteza to nie wiem... ale wydaje mi się prawdopodobna...

Kot wyjątkowo nie spał w moim łóżku... usnął ze 2 metry od niego i nie chciałem go już przenosić...

Około 6 położyłem się do łóżka i przez pomyłkę zasnąłem. Przyśnił mi się poplątany różaniec. Po obudzeniu się szybko założyłem różaniec na szyję, gdyż zdjąłem go jako, że  nie miałem zamiaru po wstaniu o 3 w nocy ponownie spać. Niestety po tym śnie ponownie bardzo szybko zasnąłem (chyba ze zmęczenia...) i spałem do 8... ale na szczęście nic mi się nie stało... uff...

Od 12:35 do 14:46 spałem - brak ataków.

Od 14:58 do 16:15 spałem - brak ataków.

11/12.09.2011 -> Około 6:50 zasnąłem ze zmęczenia na fotelu... bardzo szybko przyśnił mi się sen gdzie robaki na mnie spadają... ale na szczęścia jak szybko w niego wszedłem tak szybko z niego wyszedłem i nic mi się nie stało...

Od 9:11 do 12:47 spałem - brak ataków.

Od ~17:00 do ~18:30 spałem - pod koniec prawdopodobnie były 2-3 ataki na 4 czakrę.

12/13.09.2011 -> Ze zmęczenia położyłem się spać o 2:20... ale musiałem o 2:40 wstać, bo miałem atak we śnie (koleś szedł koło mnie i strzepywał na mnie gorący popiół z papierosa). Ogólnie chyba nic takiego mi się nie stało... tak sądzę? Nie jest tak łatwo wysiedzieć całą noc...

O 4:32 kładę się spać. O 5:15 i 6:50 były ataki we śnie + chyba jeszcze jakiś, którego nie spisałem. O 6:40 wstaję.

Od 9:45 do 12:34 spałem - brak ataków.

Od 13:38 do 14:20 spałem - brak ataków.

Nie wiem o której zasnąłem... zostałem zaatakowany we śnie o 00:25 -> wstaję.

13/14.09.2011 -> Nie wiem o której poszedłem spać... ale chyba coś koło 5:00-5:30?, a o 5:50 i 6:00 miałem ataki we śnie. Następnie ewakuowałem się (za jakiś czas) do małego pokoju i tam leżałem/spałem... nie pamiętam czy tam też oberwałem. O 8:20 wstałem.

Od 10:50 do 11:18 leżakowałem - brak ataków.

Od 11:30 do 13:20 spałem - brak ataków.

Od 13:26 do 16:34 spałem - brak ataków.

14/15.09.2011 -> O 2:13 kładę się spać. O 4:42 obrywam - jakaś wściekła łasica się na mnie we śnie rzuciła... Niestety sporo energii straciłem... Oczywiście od razu wstałem. Od samego początku jak kładłem się spać, a nawet jeszcze wcześniej, wyczuwałem, że nie jestem sam, ale chęć spania przeważyła nad zdrowym rozsądkiem. Ogólnie jeszcze przed zaśnięciem były pewne ataki  - uderzenia w czakrę + przejmowanie kontroli nad myślami (siłą mentalną można się od tego uwolnić, ale za chwilę ponawiają próby).

Od 8:36 do 12:05 spałem - brak ataków.

Od 15:04 do 18:40 spałem - brak ataków.

15/16.09.2011 -> Około 6:30 poszedłem się położyć do małego pokoju, ale niestety usnąłem (chociaż nie był to mój plan) i o 6:50 miałem sen gdzie mało brakowało, a skończyłoby się to dla mnie bardzo kiepsko. Na szczęście był przy mnie jakiś opiekun więc pewnie ten fakt dał mi trochę dodatkowych sekund, aby bezpiecznie się wybudzić.

O 9:36 kładę się spać. O 9:48 i 9:56 miałem słabe ataki we śnie. Następnie spałem spokojnie i wstałem o 12:45.

Od 13:24 do 15:45 spałem - brak ataków.

Od 15:52 do 16:24 spałem - brak ataków.

Od około 16:40? poszedłem dalej spać, aż do 18:25 - brak ataków.

Jeszcze trochę później poszedłem spać... tak około 22? nie jestem pewien... ale o 23:50 dostałem w czakrę (najpierw był negatywny sen, później wybudzenie i cios przy zamkniętych oczach)... i chyba jeszcze trochę później był kolejny atak... tak czy siak na pewno ten byt już się przy mnie kręcił więc się ewakuowałem o 00:38.

16/17.09.2011 -> O 10:54 kładę się spać. Po kilku minutach dostaję dwa silne ciosy w czakrę (aż fizycznie mną "rzuciło")... następnie spokojnie zasypiam i wstaję o 13:15. Ogólnie co do tych dwóch ciosów to na obecną chwilę uważam, że nie są to ataki choć na takowe mogą wyglądać... nie widziałem nic negatywnego przed oczami, nikogo w pokoju nie wyczuwałem, nie miałem negatywnych myśli, po ciosach spałem i nie było ataków we śnie, które na pewno by wystąpiły gdyby ten byt był przy mnie więc na moje oko może to być coś związanego z rozwojem 4 czakry lub z "pękaniem" blokad? sam dokładnie nie wiem co to jest... może się mylę i są to ataki, ale na obecną chwilę nie jestem co do tego taki pewien więc piszę tutaj o moich wątpliwościach i ewentualnych hipotezach.

Od 14:15 do 17:15 spałem - brak ataków.

17/18.09.2011 -> Położyłem się spać o 4:17... a o 4:30 miałem już atak we śnie. Byłem z moim opiekunem, ale te ciemne byty od razu go obezwładniły i zostałem sam... szedłem dalej oglądając się co chwilę za siebie i wołając go... szamotał się ale było ich zbyt wielu. Okolica przez którą szedłem nie była przyjazna. Nagle wyskoczył mi z tyłu jakiś negatywny typ i zaczął mnie atakować... zorientowałem się co się "kroi" i zacząłem wychodzić ze snu... nie wyszedłem idealnie, ale w miarę mi to poszło (to jest jak z nurkowaniem gdy brakuje ci powietrza... nie możesz wypłynąć zbyt wolno bo się udusisz [byt zdąży cię zaatakować i stracisz dużo energii], a z drugiej strony nie możesz zrobić tego zbyt szybko, bo możesz zginąć przez zbyt dużą różnice ciśnień [zbytnio się otworzyć i też stracisz dużo energii] - cała sztuka polega na wyjściu ze snu z odpowiednią prędkością - nie za szybko, ale jednak zdecydowanie, nie należy się "otwierać" i trzeba zachować spokojny umysł). Myślę, że troszkę energii mogłem stracić, ale i tak jest dobrze w porównaniu z tym co mogło mi się stać. Muszę jeszcze "zdusić" (przeczekać) te kilka godzin i położę się spać... Już powoli piąta dochodzi jak piszę te słowa...

Około 6? poszedłem do małego pokoju się położyć... niestety też mnie wchłonęło w sen, ale na szczęście wyszedłem z tego bez szwanku. Po pewnym czasie się ewakuowałem i około 7? padłem ze zmęczenia w łóżku w dużym pokoju i miałem sporo negatywnych snów (wiadomo o co chodzi - w jednym śnie pokazywały się nawet demoniczne twarze itd.) ale mimo iż wszystko trwało aż około 30 min. jakimś cudem nic mi się nie stało... a przynajmniej ja nic o tym nie wiem? normalnie powinienem być porządnie obity... bo szedł negatywny sen za negatywnym snem, a tu nic? Może ktoś tam na górze się nade mną zlitował ;)

"Jednym słowem" wynika z dzisiejszego doświadczenia, że nawet rano nie odpuszczają... ale myślę, że tak około 10-11? powinno być już w miarę ok? tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia z ostatnich kilku tygodni... no zobaczymy... ja się ogólnie nie mogę doczekać na sen... o tak...

Od 11:01 do 14:25 śpię - brak ataków.

18/19.09.2011 -> O 22:31 idę spać... dość szybko otrzymałem cios w czakrę... to był atak? w sumie nie wiem... ale było uderzenie... hmm... O 1:44 miałem atak we śnie. W pierwszym podejściu opiekun mnie ochronił (w ogóle chyba miałem ich dwóch?), ale w drugim niestety już go nigdzie we śnie nie widziałem i oberwałem (siedziałem w ławce koło jakiejś osoby... nagle się wybudziłem z jednoczesną stratą energii - takie ataki niestety też są - dużo bardziej ukryte niż ewidentny atak z postaciami które atakują).

O 14:10 kładę się spać, ale już po chwili zobaczyłem postać, która mnie atakowała więc musiałem szybko otworzyć oczy (nic mi się nie stało). Po chwili próbuję dalej spać i zapadam w sen. Widziałem siebie idącego wraz z opiekunem jakąś ścieżką... następnie przyczepiło się do nas minimum dwie (max. 3) negatywne postacie. Na szczęście udało mi się wyjść z tego bez szwanku (zachowałem duży spokój, a pewnie opiekun też starał się robić co mógł - w końcu po to tam jest).

O 18:31 idę spać, a o 19:31 wstaję - chyba nie było ataków, ale nie czułem się zbyt bezpiecznie...

19/20.09.2011 -> O 19:46 kładę się spać. Wstaję około 4:33. Ogólnie były pewne ataki.

O 5:35 ponownie idę spać. Wstaję około 9? Przed wstaniem był atak gdzie przyłożyli mi skorpiona do 3 czakry i nie zdołałem się obronić przed nim i mnie udziabał... i chyba mi wstrzyknął jakąś truciznę (negatywne postacie zapewniały, że jest to dla mnie dobre - to są ich diabelskie sztuczki) -> tak czy siak boli mnie to miejsce po wstaniu jakbym dostał mocny cios w brzuch, a jeszcze wcześniej oczywiście był koło mnie mój opiekun, ale został on ode mnie przez ciemne postacie oddzielony. Wydaje mi się, że ogólnie ataków było więcej... ten ze skorpionem to jeden z kilku? Nie pamiętam już... ale wiem, że jak się budziłem to doświadczałem halucynacji - typowe, gdy te byty są przy mnie (nie należy się patrzeć długo na owe halucynacje - najlepiej w ogóle odwrócić od nich wzrok - zbyt długie przyglądanie się halucynacjom może spowodować stratę energii, gdyż jest to atak, który ma nas "otworzyć").

Zresztą... we śnie widzę przeważnie ostatnio 2-3 atakujących, a przy mnie jest tylko 1 opiekun... więc kilku na jednego to trochę nie fer... szybko go ode mnie odciągają i dopadają mnie... hmmm... przydałoby mi się jakieś mocniejsze wsparcie... a może jest tylko o tym nie wiem? Tak czy siak ta negatywna siła musi być silna... skoro ciągle mnie dopada mimo, iż jestem chroniony... ale wszystko jest do czasu... niech się cieszą póki mogą...

O 16:13 położyłem się spać i po chwili zacząłem mieć bardzo negatywne myśli... aż do tego stopnia, że wytwarzałem bardzo silne negatywne emocje. Kompletnie nie mogłem nad tym zapanować i o 16:25 zorientowałem się, że jest to po prostu atak. Te byty po prostu podczepiają się do swojej ofiary i chcą, aby wytwarzała ona negatywne emocje, którymi się prawdopodobnie żywią. Jest to moja hipoteza, ale prawdopodobnie całkowicie prawdziwa. Tak czy siak byłem przyzwyczajony do ataków przed zaśnięciem, które np. polegały na tym, że widziałem przed oczami różne negatywne myślokształty itp., a tutaj po prostu same myśli... zamienione po czasie w bardzo negatywne emocje. Nie mam wątpliwości, że jest to ich sprawka. Oczywiście jak się zorientowałem co się dzieje to wstałem... nie chce być ich przekąską choć i tak pewnie się trochę najadły. Postaram się mocniej zwrócić na to uwagę przy zasypianiu i w ogóle bo przecież wiem, że te byty się podczepiają do ludzi nawet w biały dzień. To pewne na 100%. Sam byłem świadkiem takiego "przejęcia" kontroli nad pewną osobą. Była ona bardzo zdenerwowana i wytwarzała ogromne ilości negatywnej energii - po prostu wpadła w taki negatywny szał. Widziałem co się dzieje i machnąłem nad jej głową ręką i nagle wszystko minęło, gdyż te byty się od niej odczepiły! Oczywiście ja miałem taką intencję, aby to się stało i nie wiem czy takie machnięcie nad czyjąś głową pomoże w każdym przypadku, ale tak czy siak warto spróbować jak będziecie mieli podobny przypadek. Ta osoba oczywiście sama zorientowała się co się stało choć nie wiem czy wierzy w demony, ale zauważyła po moim machnięciu nad jej głową ręką kolosalną różnicę i cieszyła się jak małe dziecko z faktu tak ogromnej różnicy. Po chwili pytała mnie się co ja zrobiłem i w ogóle co się stało. Wytłumaczyłem jej mój punkt widzenia, ale czy uwierzyła? nie wiem... ale efekt mojej interwencji był nadzwyczajnie skuteczny.

20/21.09.2011 -> Około 10:30? do 12:56 spałem - brak ataków. Od 13:16 do 17:06 spałem - brak ataków.

21/22.09.2011 -> O 3:01 poczułem, że przyszedł "wróg" (powiew wiaterku koło głowy oraz prawej ręki itp. odczucia - oczywiście okna mam zamknięte więc nie ma mowy o przeciągu). O 4:46 poszedłem spać, ale od razu czułem, że już coś przy mnie ten byt kombinuje (negatywne wizje przed oczami itp)... a o 5:00 miałem atak we śnie (atak wściekłego wilka) i straciłem energię z czakry :( W sumie moja wina, że próbowałem iść spać mimo, iż wiedziałem, że ten byt na mnie czeka... eh... nie mogę popełniać takich głupich błędów - jednym słowem to taki błąd na poziomie podstawówki... albo przedszkola...

Kupiłem sobie (trochę przypadkowo) łapacza snów. Zobaczymy czy coś to "urządzonko" pomoże. Indianie używali tego, aby wszelkie "złe" sny były w to wyłapywane więc jest to dokładnie na mój problem. Powiesiłem to koło łóżka (tym dalej od okna), ale trochę wyżej niż bym chciał ,gdyż kot jak to zobaczył to chciał od razu zrobić z moim nowym zakupem porządek ;) Od 16:17 do 19:00 spałem i nie było ataków.

O 22:05 poszedłem spać. O 23:26 miałem atak (zamiauczał jakiś kot w moim śnie i straciłem energię - oczywiście idealnie poczułem jak ze mnie uszła). Widać na tym przykładzie, że nie tylko postacie w formie ludzkiej muszą się przy ataku pojawiać... mogą te byty przybrać również postać zwierzęcą. Kot trochę przypominał z wyglądu mojego więc pewnie moja podświadomość nie wykryła go jako wroga - zresztą sen był bardzo krótki i może też z tego powodu nie miała odpowiedniej ilości czasu, aby sobie z tym poradzić.. może? No cóż... tak czy siak dobry kamuflaż to podstawa, ale na szczęście nie straciłem zbyt dużo energii. Dobre i to. Nie mniej jednak każda strata jest przykrą stratą. Nie wiem czy mój nowo zakupiony łapacz snów coś tutaj pomógł czy nie, ale zostawię go... niech sobie wisi :)

Około 5:30 położyłem się i zasnąłem... a o 5:44 ktoś mnie dusił we śnie. Wybudziłem się bez większych strat (ale nie mniej jednak pewne są... ale nie ma tragedii).

22/23.09.2011 -> Od 12:20 do 13:00 spałem - brak ataków. Od 13:25 do 17:46 spałem - brak ataków.

23/24.09.2011 -> O 00:10 idę spać. O 00:24 miałem jakiś atak we śnie, oraz o 00:37, po którym wstałem. Spałem w łóżku koło okna, nad którym nie wisi łapacz snów no, ale ogólnie wisi w pokoju i o ile działa to pewnie robi co ma robić? W sumie nie wiem... niech sobie wisi... ja tam śpię jakoś tak gdzie popadnie... raz tu raz tam.. tak czy siak spać się nie da... W tym drugim śnie byłem w swoim mieszkaniu i zaczęły się rozpadać ściany i sufit (poczucie strachu). Wziąłem kota i zacząłem uciekać i kot zaczął mi się mocno wyszarpywać i ogólnie szaleć w moich objęciach (agresywny atak byta na moją czakrę) i za chwilę się wybudziłem z poczuciem pewnych braków energetycznych na 4 czakrze. O jakiejś 3? się położyłem, ale nie miałem planu spać, ale chcąc nie chcąc usnąłem i miałem atak we śnie o 3:24.

O 7:55 idę spać, a 10:16 wstaję - brak ataków?

O 10:59 idę spać, a o 12:56 wstaję - brak ataków.

O 14:25 idę spać, a o 16:15 wstaję - brak ataków.

24/25.09.2011 -> Około 5:45 trochę leżałem i bardzo szybko wpadałem w takie jakby połowiczne sny czy też dostawałem jakby takich wizji przed otwartymi oczami? czy coś takiego? halucynacje też występowały... ogólnie te rzeczy nie jaśniały światłem i dobrocią (widziałem np. twarz demona itd.)... nawet w czakrę poczułem pewne "ciosy" więc musiałem olać sobie leżenie... w sumie nie może mi być zbyt dobrze. Że też temu bytowi chce się tak przy mnie czuwać... płacą mu za to czy jak? Szkoda, że trochę oberwałem... ale następnym razem zwrócę na to dużo większą uwagę...

O 12:02 idę spać, a o 13:29 wstaję. O 12:15 miałem atak we śnie... a jeszcze wcześniej chyba jakiś cios w ciało?

O 13:50 idę spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.

25/26.09.2011 -> O 1:24 idę spać, a o 6:00 wstaję. Było kilka ataków we śnie. Ogólnie nie były one specjalnie dotkliwe dla mnie. Tym razem (w porównaniu z poprzednimi dniami) spałem w łóżku (z daleka od okna) nad którym wisi łapacz snów. Na pewno były ataki o 4:12 i 6:00, ale były też wcześniej jakieś? Nie wiem czy 1 czy więcej? Tak czy siak np. ten o 6:00 był wparowaniem do pokoju ogromnego czarnego psa (motyw czarnego psa jest dość znany na świecie). Trochę polatał po mieszkaniu (aby mnie wystraszyć), ale jakoś dużo sobie z tego nie zrobiłem i się wybudziłem. Wiadomo, że ogólnie coś tam energii potraciłem przy tych atakach, ale nie jest źle. Dzisiaj jakoś wyjątkowo potrzebowałem snu, więc jak widziałem, że ciosy nie idą bardzo silne to kontynuowałem spanie.

O 9:50 idę spać, a o 12:15 wstaję. O 12:00 było coś podejrzanego we śnie, ale nie jestem pewien do końca czy był to atak... raczej tak, ale domyślam się, że miałem również jakąś ochronę hmmm, tak czy siak były aż 4 postacie koło mnie... po obudzeniu się jeszcze miałem halucynację, ale szybko jej się pozbyłem zamykając oczy i "wyciszając" ją (po prostu przeczekałem, aż ten stan "halucynogenny" minie). Chyba było coś jeszcze wcześniej, ale już nie pamiętam tego nawet. Tak czy siak nic specjalnego mi się nie stało. Spałem na łóżku gdzie jest łapacz snów i jak się kładę to mówię, aby wyłapywał wszystkie negatywne byty i je tam gromadził/więził - ogólnie, aby robił swoje :)

O 17:26 kładę się spać, ale niestety nie da się zasnąć... pojawiają mi się przed oczami różne negatywne myślokształty, które mnie atakują np. atakująca mnie ośmiornica, czy rzucające we mnie kamieniem dziecko itd... tak czy siak o 17:54 wstałem z lekką stratą energii...

26/27.09.2011 -> O 23:40 kładę się spać. O 00:15 miałem atak we śnie (końcówka snu wyglądała tak, że widziałem "uszkodzonego" przez drzwi mojego kota -> chciałem mu jakoś pomóc i wciąłem go na ręce -> uruchomiło się we mnie współczucie itp. uczucia -> nastąpiło u mnie otworzenie czakry lub coś takiego -> następnie kot zaczął się bodajże szarpać i wyrywać [atak na czakrę tego byta] no i zaraz nastąpiło wybudzenie i było po wszystkim). O 00:22 wstaję bo czułem, że jest nade mną "gęsto". Niby moja czakra po ataku czuje się kiepsko, ale ogólnie czuję, że trochę odpocząłem... tylko tej czakry szkoda :( ... Jest już 1:41, a ja praktycznie ciągle trzymam rękę na czakrze (aby ją ładować energią)... ech...

Ze zmęczenia zasnąłem przed kompem o 5:52... i we śnie rzucił się na mnie "mój" kot... Nawet pod kota się podszywają... diabełki małe..

O 12:13 idę spać, a o 14:25 wstaję - brak ataków.

O 14:54 idę spać, a o 17:55 wstaję - brak ataków.

27/28.09.2011 -> O 19:10 kładę się spać. O 2:49 miałem atak pocałunkowy we śnie (we wcześniejszych dwóch snach również były próby ataku, ale nic mi się nie stało). Opiszę jak wygląda dokładnie taki atak, gdyż mało o nim w swoich doświadczeniach pisałem. Widziałem kilka postaci we śnie. Jedną z nich była moja druga połówka (podszywał się pod nią ten byt), inną był mój kolega z liceum (też prawdopodobnie negatywny stwór) i chyba były jeszcze z 1-2 postaci? Nie jestem pewien kto to był itd. Moja druga połówka ciągle mi uciekała, a ja za nią ganiałem, bo chciałem się z nią spotkać (robienie wysiłku na rzecz spotkania). Następnie rzucił się na mnie mój kolega z liceum robiąc tak, że nie mogłem się specjalnie poruszyć (chciał, abym nie doszedł do mojej drugiej połówki - albo mnie bronił abym nie został zaatakowany, albo mnie atakował - moim zdaniem raczej mnie atakował dlatego określiłem go wcześniej jako kogoś złego). Wyrwałem się mu i pobiegłem do mojej drugiej połówki. Następnie wiele postaci mnie otoczyło kiedy ja byłem przyparty do muru. Nikt mnie nie atakował, ale byłem odgrodzony od drogi "wyjścia" od ich obecności. Moja druga połówka zaczęła mówić, że ma problemy z wątrobą i "czemu ją to spotkało" itd... ja zacząłem jej współczuć (zaczynam się otwierać), następnie ona mówi coś w stylu, że mnie kocha itd. (następuje coraz większe moje otwarcie się) i następuje pocałunek i ja tracę energię i budzę się. Tak właśnie podstępem kradnie się energię w ataku we śnie pocałunkowym. W skrócie chodzi o to abyś współczuł lub "kochał" osobę we śnie, która jawi Ci się jako ktoś dla Ciebie bardzo ważny - ma to na celu otworzenie ciebie / twojej czakry - jeżeli to nastąpi to kulminacją ataku będzie pocałunek, który sprawi, że twoja energia zostanie Ci zabrana, a ty zostaniesz wybudzony.

O 13:01 kładę się spać, a o 17:01 wstaję - brak ataków.

28/29.09.2011 -> O 4:44 kładę się spać mimo, iż czuję nad sobą "gęstą zupę zła" (oczywiście to duży błąd kłaść się z "demonami" spać, ale chyba coś mi chwilowo odbiło)... bardzo szybko wpadam w sen... i ostatecznie obrywam o 4:51... Nie wiem czemu poszedłem spać mimo iż czułem idealnie, że zło nade mną wisiało... chyba wciąż mam nadzieję, że to tylko "zły sen" i całe te ataki nie dzieją się na prawdę... no ale strata energii bardzo szybko uświadomiła mi brutalną rzeczywistość. Tak czy siak jakoś to przeboleję, ale nie mniej jednak jak zwykle trochę żałuję, że popełniłem taki głupi błąd... Postaram się poprawić na przyszłość ;) A co do samego ataku to jakaś czarna dziura chciała mnie wchłonąć i w międzyczasie zostałem wybudzony z jednoczesną stratą energii... hmmm...

O 11:00 chciałem pójść spać, ale niestety już o 11:07 dostałem w czakrę i musiałem przerwać moją próbę spania...

Od 13:26 do 17:55 spałem - brak ataków.

29/30.09.2011 -> Około 4? nieświadomie ze zmęczenia zasnąłem przed komputerem. O 4:13 straciłem energię w ataku we śnie, który wyglądał tak: na przejściu dla pieszych rzuciła się na mnie (jakby oblazła mnie) jakaś postać (od razu poczułem na sobie ucisk), ale dość szybko zorientowałem się co się dzieje, ale nie mogłem przerwać snu (brak dostępu do tej opcji - byłem jakby w zbyt głębokim stanie/śnie) i musiałem stawiać temu bytowi mentalny opór. Co ciekawe jak mentalnie wyobrażałem sobie, że go odpycham itd. to ja go na prawdę odpychałem (miałem wrażenie że mam ręce, nogi itd., ale musiałem robić naprawdę silny mentalny wysiłek - czasem miałem też wrażenie jakbym tracił koncentrację i ponownie bardzo szybko musiałem się mocno skupić, aby kontynuować mój opór - oczywiście czułem dotyk gdy go odpychałem itd.), ale on był bardzo silny. Starałem się jak mogłem, ale mój przeciwnik górował nade mną siłą "fizyczną?". Przegrałem tą walkę, ale było to ciekawe doświadczenie. Czyżbym sterował ciałem mentalnym? sam nie jestem tego pewien... ale zdarzały mi się już tego typu potyczki w mojej "karierze".

Od 12:50 do 13:54 spałem - brak ataków.

Od 14:07 do 16:51 spałem - brak ataków.

Od 17:04 do 18:48 spałem - brak ataków.

[PAŹDZIERNIK 2011]

30.09.2011/01.10.2011 -> Około 2:40? usnąłem nieświadomie ze zmęczenia przed komputerem i oczywiście zostałem po chwili zaatakowany we śnie (2:47): jakaś babka mnie objęła  i coś do mnie gadała -> już po chwili poczułem stratę energii i mnie wybudziło.

O 13:05 kładę się spać, a o 14:42 miałem atak we śnie. Nie skończyło się to dla mnie najlepiej... a myślałem, że w dzień dadzą mi już spokój... Miałem wczoraj dostawę wody z Lourdes... nawet przed pójściem spać się nią posmarowałem na głowie i na 3, 4 i 6 czakrze... ale jakiś dresiarz? we śnie wyginał jakiś wkręcony pręt w prawą łopatkę... i w końcu spowodował moje "otwarcie" się i stratę energii...

01/02.10.2011 -> O 22:00 kładę się spać. O 3:23 mam już 3-ci atak we śnie i wstaję z łóżka, ale i tak mocno chce mi się spać... Ostatni atak wyglądał tak, że jakieś okropne robale się na mnie patrzyły i to w dużych ilościach... oczywiście z tego co pamiętam to straciłem energię w każdym z tych ataku...

O 15:50 kładę się spać. Przed 18 ten byt zaczyna nade mną coś kombinować i były pewne ataki. O 18:36 wstaję. Powiem szczerze, że zaczynam powoli już być tym zmęczony.

Musiałem dzisiaj przewiesić mój łapacz snów, gdyż kot bardzo chciał dopaść "pióra" jakie na nim się znajdują. Obecnie jest nie z lewej strony łóżka, a na ścianie za moją głową... oczywiście pod samym sufitem. Mam nadzieję, że już do tego się nie dostanie, ale po moim kocie wszystkiego można się spodziewać więc muszę być czujny hehe ;)

02/03.10.2011 -> O 3:40 zasnąłem na "sekundkę" przed komputerem i od razu miałem sen jak mój kot wyskakuje przez balkon i się wystraszyłem i od razu wybudziłem :/

3:52: znowu zasypiam przed kompem (chwilę wcześniej dostaję jeszcze cios w 4 czakrę)... zbyt zmęczony jestem... tym razem we śnie dentystka chciała mi zrobić zastrzyk (możliwe że straszak) ale na szczęście się wybudziłem!

Pokropiłem sobie głowę wodą z Lourdes oraz założyłem różaniec... może to coś pomoże. Z wielką chęcią poszedł bym sobie spać.. no, ale bez tej negatywności w "powietrzu" która mnie bije.

Jest 4:56, a moje oczy same mi się zamykają... muszę jakoś wytrzymać do południa? a swoją drogą to czakra mnie boli po wcześniejszym uderzeniu.

Około 5:11 znowu zasnąłem i ten byt chciał mi palce wyginać, aby mnie "otworzyć", ale na szczęście wybudzilo mnie bez straty energii. Nie jest lekko... brak snu robi swoje... oczy same mi się zamykają... ale nie daję za wygraną...

O 11:31 kładę się spać. O 11:48 mam atak we śnie, ale na szczęście nic specjalnego mi się nie stało... tak sądzę? Postanowiłem już nie zasypiać, a tylko sobie poleżeć... niestety zacząłem wpadać w sen więc szybko wstałem o 11:58. A tak w ogólę, to ja praktycznie non stop w pewnym sensie czuję tego byta koło siebie. Nie ma w moim mieszkaniu takiego spokoju jaki powinien być i jaki odczuwam gdy nie jestem atakowany gdy idę spać.

Około 12:15 zapaliłem kadzidełko... niech się trochę podymi.

O 14:45 kładę się spać. O 18:05 był jakiś atak? i wstałem.

O 19:44 kładę się spać. O 21:06 jestem zaatakowany we śnie. Na pewno był przy mnie minimum 1 opiekun (możliwe, że było ich 2, ale raczej był 1). Atakujących było minimum 3 (ale możliwe, że było ich 4). Niestety przegraliśmy potyczkę choć przez pewien czas wydawało się jakbyśmy wygrywali...

03/04.10.2011 -> O 4:10 zapalam kadzidełko. Około 6:20? zasnąłem przed kompem... za kilka minut? albo jakoś tak? wpadłem w sen i już miał być atak, ale się wybudzłem... albo mnie coś wybudziło?

Od 8:56 do 14:19 spałem. Były pewne ataki na początku, ale nie na tyle groźne, aby oderwać mnie od poduszki ;)

Od 15:01 do 18:42 spałem - brak ataków.

O 21:33 do 22:55 leżałem/spałem - na samym końcu zostałem zaatakowany we śnie. Niestety nie dało się nic specjalnego zrobić, aby nie stracić energii. Po wstaniu moja czakra czuje się kiepsko... jakbym miał w nią wpakowany jakiś pocisk :(

04/05.10.2011 -> O 12:12 kładę się spać, a już o 12:24 miałem atak we śnie... super... Domyślam się, że mają przy mnie całodobową wartę... tylko czasem idą coś przekąsić do kogoś innego hehe ;)

O 20:28 kładę się spać, a o 22:45 dostaję (ale nie wiem jak mocno?) we śnie i wstaję... i tak w sumie trochę pospałem, a co ciekawe nakryłem się białym prześcieradłem przed zaśnięciem... nie wiem czy ma to jakiekolwiek znaczenie, ale pomyślałem sobie, że może ten byt takiego koloru nie lubi... czy to pomogło? Nie wiem... ale fakt jest, że pospałem ponad 2h :) Ogólnie to mój organizm w tym momencie woła o sen...

05/06.10.2011 -> O 3:15 wybudziłem się z kilkuminutowego snu (zasnąłem ze zmęczenia). Był tam pewien motyw ataku, ale kompletnie nic mi się nie stało i chyba był przy mnie mój opiekun. O 3:45 poszedłem spać, a o 5:47 miałem atak, którego nie pamiętam hmm wyparował mi z głowy... ale chyba nic specjalnego mi się nie stało... hmmm... tak czy siak 2h snu... oczywiście znowu byłem przykryty białym prześcieradłem... podobno różowe również jest dobre... ale na razie potestuję biały kolor...

O 9:25 kładę się spać, a o 12:11 chyba był atak? lub coś co mogło przypominać atak ale nim być nie musiało? w sumie daję tu duży znak zapytania... tak czy siak jeżeli był to atak, to raczej kompletnie nieskuteczny.

O 14:04 kładę się spać, a o 16:31 wstaję. Nie jestem pewien czy coś się "działo" czy nie.

06/07.10.2011 -> O 2:30 kładę się spać, a o 2:47 mam atak pocałunkowy :( demoniczne pocałunki nie są fajne :( Jeszcze przed zaśnięciem poczułem jakby ktoś wbił mi coś w szyję (jakiś cienki pręt?). Oczywiście po ataku odczuwam jakby pocisk na 4 czakrze... oraz w głowie jest tak dziwnie... Jest już 4:20, a ten byt bardzo stara się mnie "uśpić"... już kilkukrotnie wpadałem w sen... na szczęście chyba nic specjalnego mi się nie stało. O 4:20 nałożyłem ponownie na siebie różaniec i wziąłem duży krzyż papieski do ręki i wszystko ustąpiło jak ręką odjął... mam nadzieję, że to już nie wróci... Przynajmniej wiem co robić na te nocne usypiania.

Niestety około 5:00 mnie dopadł w ataku we śnie, ale nie mniej jednak różnica z krzyżem papieskim i różańcem jest bardzo duża odnośnie usypiania przed komputerem... może po prostu usnąłem już siłą rzeczy... ze zmęczenia... hmm... Zapomniałem już o hipnozach... myślałem, że mam je już za sobą, ale gdzie tam... w sumie nie są one w dzień tylko w nocy... ale to nocne usypianie jest na prawdę silne... teraz różaniec i krzyż papieski powinny mi za każdym razem mocno pomóc... tak czy siak będę o tym teraz pamiętać... dzisiaj zadziałało idealnie... tylko później padłem... w sumie nawet nie zauważyłem kiedy usnąłem... hmm...

Spałem około 15?-30? minut i mniej więcej około 13:00 wstałem... usnąłem sam z siebie... ale nic mi się nie stało...

O 14:04 poszedłem spać... a o 15:23 wstałem gdyż zaczęło się w moich snach i przed oczami robić mocno negatywnie. Na samym początku jak się kładłem też było trochę negatywnych myślokształtów, ale jakoś udało mi się zasnąć. Nie mówię, że ogólnie nic mi się nie stało, ale było w miarę git...

O 15:55 zmieniłem łóżko i spałem spokojnie do 17:52.

07/08.10.2011 -> O 1:28 kładę się spać. O 1:37 widzę jakąś zjawę, która zawisa nade mną i nagle tracę energię i się budzę... :/ Od około 2:00 do około 2:30 usnąłem na biurku od komputera... chyba nic mi się nie stało? Od 3:00 do 3:50 Wiesia robiła mi healing. Następnie do około 4:20 odpoczywałem na krześle z zamkniętymi oczami.

O 8:20 poszedłem spać, a o 11:24 wstałem - brak ewidentnych ataków.

O 13:40 poszedłem spać, a o 18:26 wstałem - brak ewidentnych ataków.

Od 19:45 do 20:48 spałem - brak ewidentnych ataków.

O 22:16 idę spać... o 23:12 wstaję, a o 23:05 zostałem zaatakowany we śnie i wstałem z walącym sercem :(

Tak na prawdę to po healingu, gdy spałem lub zasypiałem moim zdaniem byłem kilkukrotnie atakowany w 3 czakrę... oraz czasem przed zaśnięciem przemknęły przez moją głowę pewne negatywne myślokształty oraz były może lekkie? jakieś podejrzane motywy we śnie. Tak czy siak healing sporo pomógł. Wcześniej miałem problem, aby "10 minut" przespać, a dzisiaj wyspałem się całkiem porządnie. Chyba dobra, ochronna energia się skończyła ;)

08/09.10.2011 -> Około 1:50? położyłem się na łóżku. Trochę mnie usypiał itd. (czasem widoczne halucynacje) ale jakoś nic mi specjalnego nie zrobił. Około 2:27 wstałem. W między czasie otaczałem się niebieską energią. O 3:15 kładę się spać, a o 3:30 muszę wstawać, bo miałem atak pocałunkowy, ale co ciekawe przed pocałunkiem zorientowałem się co się dzieje, i postać znikła, ale ja zostałem uwięziony w tym "wymiarze" i nie mogłem się wydostać mimo, iż wiedziałem całkowicie co się dzieje. Po dobrych kilku sekundach udało mi się uwolnić z tego "wymiaru", ale nie było to idealnie gładkie wyjście... jednocześnie był pewien ruch energii na 4 czakrze. Tak czy siak na pewno skończyło się to dla mnie nieporównywalnie lepiej, niż jakbym się nie zorientował we śnie co się dzieje. Dodam jeszcze, że nie spodziewałem się, że ugrzęznę we śnie... myślałem, że się wybudzę, a tu proszę... takie zaskoczenie...

Od 9:53 do 11:20 spałem - brak ataków.

09/10.10.2011 -> Przed położeniem się spać starałem się zrobić kokon wokół siebie z niebieskiej, ochronnej energii, ale niestety chyba to nic nie dało :/ O 23:54 idę spać, a o 00:10 miałem atak we śnie. Wyglądał on tak, że próbowałem podnieść z podłogi kota, ale było z nim coś nie tak... jakby był połamany i wołałem mamę aby przyszła... i wołałem i wołałem, ale nikt nie przychodził, a ten kot wciąż taki przetrącony był... i w końcu nastąpiło wybudzenie i budzę się z walącym sercem itd... Jak widzimy nie zawsze przy ataku we śnie są jakieś ludzkie postacie. Tak czy siak dalej spać nie mam zamiaru. Ten byt uśpił mnie przed kompem o 00:45 :/ Już nie piszę, że próbował mnie uśpić wcześniej... tak czy siak o 00:49 pokropiłem sobie głowę wodą z Lourdes... może coś pomoże... Moja czakra wymaga regeneracji :( O 00:58 zapalam świeczkę, gdyż nie wiem jak wytrzymam do rana... zostało jeszcze tyle godzin... Około 2:20 gdy usnąłem na fotelu też coś było... ale już nie ma co pisać dokładnie... O 3:23 kolejny atak... spać mi się chce i obrywam jak małe dziecko... Przy tym ataku zorientowałem się co się dzieje, ale to nie pomogło... Wyglądało to tak, że jakaś postać mnie zabrała od stolika i gdzieś mnie prowadziła, następnie po chwili zorientowałem się, że ma złe zamiary co do mojej osoby (na pewno się nie myliłem) i jak sobie to uświadomiłem to chciałem wyjść ze snu i podczas tej procedury poczułem stratę energii. Ta postać się na mnie nie rzuciła, ale to jest jakoś tak zrobione, że nawet jak się zorientujesz i uciekasz to rzadko kiedy uda się wyjść w trakcie ataku bez szwanku. Tak czy siak dzisiaj jest kiepsko... zbieram "baty". Ogólnie gościu cały czas próbuje mnie uśpić... jest to troszkę denerwujące... Około 6-7? poszedłem spać do łóżka, bo już byłem tak zmęczony, że musiałem coś z tym zrobić... ale o 8:48 zostałem zaatakowany we śnie :( ... jakaś surykatka? wymiotowała do garnka (mojej czakry?)... tak czy siak czakra czuje się źle :( ale kaszaniarska noc :/

Można łatwo zauważyć, że w atakach we śnie raz atakują "ludzie", a innym razem "zwierzęta".

O 13:10 poszedłem spać, ale około 14:50 był atak we śnie... i kilka minut później wstałem.

O 20:24 postanowiłem trochę poleżeć... o 20:40 zamknąłem wreszcie oczy i za chwilę poczułem lekkie szarpnięcie na ciele (nie na 4 czakrze) i postanowiłem, że lepiej wstanę.

O 4:37 położyłem się spać, a o 4:46 miałem atak we śnie, który nie wyszedł temu bytowi do końca, bo zorientowałem się w trakcie i udało mi się gładko z niego wyjść - oczywiście nie mogę stwierdzić jakie straty poniosłem i czy jakieś one są... domyślam się, że przy każdym spotkaniu z tym bytem doznaję pewnej szkody, ale czasem jest ona mniejsza, a czasem większa... w tym przypadku była ona zdecydowanie mniejsza co mnie oczywiście cieszy. Muszę poczekać do rana albo jeszcze później, aby ponownie spróbować się położyć... takie nie spanie w nocy nie jest zbyt fajne dla mojego organizmu. Ciekawe było to, że po ataku gdy zamknąłem oczy leciałem przez jakiś czarno-kolorowy tunel. Nie wiem czym on był, ale wolałem to przerwać wiedząc, że ten byt jest koło mnie. Może to była próba kolejnego ataku, a może coś zupełnie innego? Tak czy siak lepiej nie ryzykować... może innym razem dowiem się co jest na końcu tunelu ;) gdy warunki będą bardziej sprzyjające :)

Około 5:30? położyłem się ponownie i znowu był atak (humanoidalna postać diabła) i znowu udało mi się gładko z niego wyjść... kilka chwil później czułem jakiś ruch energii na 4 czakrze... nie wiem co to było, ale wolałem wstać i już nie igrać z losem. Nie wyspałem się najlepiej, ale wystarczająco, aby jakoś dotrwać do rana bez nagłego wyłączenia systemu z powodu braku snu ;)

Po 7 położyłem się i usnąłem... o 7:32 był atak we śnie i z 3 minuty później kolejny :/

O 15:30 kładę się spać, a o 18:15 jestem zaatakowany we śnie. Dostałem najpierw cios czymś ostrym w nogę, a później pamiętam już tylko wybudzenie ze stratą energii. Po tym ataku musiałem kilka dobrych minut dochodzić do siebie.

Mam dostawę nowych, małych świeczek (50 sztuk). Będę je palić w takim małym lampioniku... i będę pilnować, aby kot nie miał do niego dostępu ;)

11/12.10.2011 -> Około 4? siadam na łóżku i opieram się o ścianę, aby jakoś opanować sen, gdyż przed komputerem już usypiałem. Zobaczyłem kątem oka jak coś szybko przeleciało z lewej strony... domyślam się co to było ;) Miałem również halucynacje np. widziałem czarnego kota na biurku, którego oczywiście tam nie było. A co ciekawe w jednym z ataków we śnie ten byt był pod postacią małego, szarego kotka... ktoś mi pomagał go wyganiać, ale i tak ostatecznie oberwałem. Tak ogólnie to kilkukrotnie usnąłem i zostałem obity. Raz nawet wręcz czułem jakby jakiś wiatr się koło mnie poruszał. O 4:30 wstałem... bo za dużo ciosów zebrałem... ale też lekko się wyspałem choć nie miałem w planach snu jako takiego (czystego, bez ataków)... ale mimo wszystko czakra czuje się kiepsko... Przyłożyłem do niej duży kryształ górski... Ogólnie muszę uważać, aby nie usnąć... ten byt na pewno nie odpuści...

O 12:14 kładę spać, a o 12:31 mam atak we śnie (ponownie motyw kota). Próbowałem spać jeszcze około 10, ale też się nie dało (po zamykaniu oczu czułem atak na czakrę więc szybko wstałem). Zauważyłem, że od położenia się spać do ataku we śnie często mija około 15 minut. Tak czy siak jestem coraz bardziej zmęczony... za mało snu... za dużo bęcek itd...

O 16:43 kładę się spać, a o 17:45 mam atak we śnie.

12/13.10.2011 -> O 2:49 kładę się spać, a w staję o 3:35 -> były w sumie 3-4 ataki we śnie... musiałem wstać, bo kolejny atak byłby już przesadą. Niespanie jest fajną metodą obrony, ale niestety nie umiem nie spać non-stop.

Nie wiem o której idę spać (chyba coś około 8? - gdzieś zgubiłem swoje notatki?) -> wstaję o 10:22, a o 9:50 miałem atak we śnie... nie pamiętam czy było ich więcej?

O 14:25 kładę się spać, a o 16:00 wstaję - brak ataków?

O 18:01 kładę się spać, a o 19:24 wstaję - brak ataków.

O 19:59 kładę się spać, a o 00:02 wstaję - chyba coś było? ale ogólnie ok?

13/14.10.2011 -> O 14:31 kładę się spać, a o 16:56 wstaję. Na początku po zamknięciu oczy były takie jakby strzały prądem w ciało (w różne miejsca), ale później wszystko się uspokoiło... gdyż zasnąłem ;) Nie mówię, że były to ataki czy coś... tak tylko stwierdzam, że coś takiego było ;) Następnie od 17:15 do 17:33 sobie leżałem i nie było ataków :)

Około 22 lub później poszedłem spać.. wstałem o 1:44 po ataku we śnie :/

Około 7:40 kładę się do łóżka, aby trochę poleżeć (nie miałem na sobie różańca itp rzeczy... ale czy to miało jakieś znaczenie?) i po krótkiej chwili tak jakby ktoś mi wrzasnął w głowie i się lekko wystraszyłem (otwarcie -> strata energii), a kilka chwil później miałem podobne zdarzenie (wrzaśnięcie + tupnięcie?) przy którym dodatkowo poczułem jakby jakiś odkurzacz? (w chwili tego wrzaśnięcia lub minimalnie później) zebrał z mojej klatki piersiowej część energii. O 7:50 wstałem (po ostatnim ataku).

O 13:13 kładę się spać, a o 15:20 wstaję - brak ataków.

O 15:50 kładę się spać, a o 19:05 wstaję - brak ataków.

15/16.10.2011 -> Około 4:30? zasnąłem na podłodze podczas głaskania kota... obudziłem się pół godziny później... o dziwo nic mi się nie stało choć był pewien podejrzany sen... Następnie poszedłem spać o 7:02? (lub wcześniej?) i wstałem o 7:42 - brak ataków (usypałem sobie pewną górkę na łóżku, aby spać pod pewnym kontem... tak dla testu).

O 8:37 kładę się spać, a o 11:15 wstaję - brak ataków.

Próbowałem jeszcze trochę spać w południe, ale nie wychodziło mi to najlepiej,nie z powodu ataków (bo tych nie było) tylko po prostu jakoś nie mogłem usnąć.

Około 21:30?, a może lekko wcześniej? miałem wrażenie jakby ten byt mnie odwiedził. O 21:49 kładę się spać (z powodu, że chce mi się spać ;)) i już po chwili słyszę jakby jakiś diabelski głos wrzasnął mi w głowie (wystraszenie -> otwarcie -> strata energii... ogólnie gdy następuje to wrzaśnięcie ma się wrażenie jakby już kilka chwil wcześniej mój mózg został lekko przygotowany-zmanipulowany przez tego byta, aby atak mógł zostać przeprowadzony)... kilka chwil później gdy zamknąłem oczy dostałem cios w 4 czakrę i od razu wstałem (21:54)... szkoda, że wciąż nie mogę spać w nocy...

16/17.10.2011 -> Od 1:01 do około 1:50 Wiesia robiła mi healing :) -> jak zwykle bardzo owocny :) -> piszę o tym tutaj, gdyż może mieć to wpływa na ataki ;)

Usypiałem dzisiaj w nocy przed komputerem kilka razy... chyba ataków nie było?

O 10:54 kładę się spać, a o 11:05 wstaję gdyż oberwałem z 3-4x w czakrę co mnie wystarczająco mocno zniechęciło do dalszych prób zaśnięcia ;)

O 14:35 kładę się spać, a o 17:41 wstaję - chyba pod koniec coś było?

17/18.10.2011 -> O  00:55 kładę się spać, a o 1:12 wstaję gdyż zostałem zaatakowany we śnie. Była przy mnie jakaś postać we śnie, która szła koło mnie, a w tym samym czasie biegły na mnie jakieś potwory do których strzelałem z karabinu. Tak czy siak zostałem wybudzony w trakcie ataku, ale chcąc nie chcąc coś tam energii straciłem... w sumie mało kiedy nie traci się nic.

Następnie zasypiałem przed komputerem, ale ataków nie zauważyłem?

Po 4 poszedłem spać do łóżka... było kilka? ataków... ostatni był o 6:07 (jakaś postać uruchomiła wiertło i przez sekundę wierciła mi w kolanie - był to raczej na pewno straszak - niestety skuteczny dla tego byta). Ogólnie cieszę się, że jestem już na chodzie, choć nie ukrywam, że z chęcią bym sobie jeszcze trochę pospał ;)

O 15:55 kładę się spać, a o 19:31 zostaję zaatakowany przez jakieś "zwierzę" we śnie (dobre i te kilka godzin snu... mimo tego ataku).

18/19.10.2011 -> O 3:07 kładę się spać (gdyż zasypiałem na biurku przed komputerem i jakoś nic mi się specjalnego nie działo), a o 3:22 mam atak we śnie... były również z 1-2 ataki jeszcze wcześniej (których praktycznie nie pamiętam - jedynie zapamiętałem, że dostałem w czakrę). O 3:25 wstałem. W ostatnim ataku maszerowałem w słoneczny, jasny dzień z dwoma opiekunami (jeden z nich miał "dobrego" psa)... pośród nas szedł jeszcze dodatkowo zabłąkany "atakujący nas" (nie cały czas) pies. Po pewnym czasie wszedłem z jednym opiekunem do ciemnego pomieszczenia (więc dobry pies + jeden z opiekunów zostali ode mnie z pewnością odciągnięci skoro się rozdzieliliśmy)... nagle ten drugi opiekun gdzieś "zniknął" i wpadłem w jakąś ciemność? i stałem się świadomy co się dzieje (czułem, że jestem "głęboko" uwięziony we śnie) i powiedziałem "Boże ratuj" i w tym momencie poczułem cios w czakrę i jednoczesne nagłe wybudzenie (takie szybkie cięcie zostało zrobione, ale nie obyło się bez strat). Ogólnie mam wrażenie jakby te wszystkie ciosy były tak jakoś jednym ciurkiem mi zadawane... tak jakbym nie miał okazji do wstania z łóżka już po pierwszym ciosie hmm...

Po 4:10? poszedłem do łóżka, usiadłem i oparłem się o ścianę, położyłem 1,5kg kryształ na 4 czakrze i zamknąłem oczy... o dziwo nie oberwałem, choć sądzę, że były pewne próby no, ale chcąc nie chcąc nie dostałem żadnego "strzała", a o 5:18 wstałem. Wychodzi na to, że pozycja w jakiej się zasypia ma spore znaczenie, albo to zasługa kryształu położonego na czakrze... albo to jakiś przypadek ;)

Około 6:45 poszedłem spać... na początku na siedząco, a później zmieniłem jednak pozycję na leżącą... i spałem do 9:06 gdzie był pewien atak, ale w miarę "ok" z niego wyszedłem...

O 13:10 kładę się spać, a o 16:42 wstaję - brak ataków.

O 17:25 kładę się spać, a o 18:41 wstaję gdyż chyba powrócił ten byt... i objawił się "stresem" we śnie... tak czy siak wolałem wstać...

19/20.10.2011 -> O 3:40? zasypiam przed komputerem (świadomie to robię), ale niestety po chwili słyszę jakieś wrzaśnięcie do ucha? czy w głowie? tak czy siak jest to atak... o 3:44 próbuję kontynuować spanie, ale już o 3:56 zostałem zaatakowany tym razem we śnie (jakieś postacie weszły do mojego pokoju i jedna z nich zaczęła grzebać mi przy zębie... w końcu nastąpiło wystraszenie itd...). O 5:24 idę spać do łóżka w pozycji siedzącej... ale o 6:05 zmieniam pozycję na leżącą z powodu niewygody itp... ale niestety 5 minut później obrywam we śnie i chwilowo daruję sobie próby spania :/ (jakaś negatywna postać biła mnie w korpus). Pamiętam, że jeszcze chwilę? wcześniej miałem na rękach jakiegoś kota... nie pamiętam co się tam dalej działo, ale z doświadczenia wiem, że prawdopodobnie był to ten byt...

O 9:48 kładę się spać, a o 11:30 wstaję - brak ataków.

O 12:33 kładę się spać, a o 13:15 miałem sen gdzie jakaś postać chciała mi zrobić zastrzyk (straszak), ale na szczęście wybudziłem się bez szwanku. Za kolejne jakieś 5 minut idę dalej spać i wstaję o 15:05 - brak ataków.

20/21.10.2011 -> Po 2? siadam na fotelu i zasypiam, a o 6:20 wstaję. Było kilka ataków, ale gdy postacie "negatywne" były we śnie już blisko mnie to sen zostawał przerwany (wybudzenie), ale domyślam się, że coś tam energii straciłem.

O 10:34 kładę się spać, a o 12:20 wstaję gdyż dostałem mocny "cios" w czakrę :( Akcja działa się na klatce schodowej na której czekali na mnie całą gromadką. Nawet spotkałem jakiegoś przechodnia, którego zahaczyłem, aby mi pomógł. Poszedł ze mną... zobaczył tych łotrów i zawrócił i przeszedł jak duch przez jakieś drzwi. No cóż... nie okazał się pomocny. Następnie poszedłem do sąsiadki... (łotry stały blisko drzwi)... zapukałem i udało mi się do niej wejść (chodź ewidentnie była zdziwiona, że przyszedłem... myślę, że mogła być do pewnego stopnia niezadowolona? to raczej nie był mój opiekun... ale kto go tam ostatecznie wie?). U niej czułem się przez chwilę bezpiecznie. Następnie wychodzimy i chyba ona gdzieś znika i widzę, że jakieś dwie postacie (wydawały mi się pozytywne, ale chyba nimi jednak nie były) próbowały domknąć jakąś furtkę i ja do nich się przyłączyłem (wszedłem między obie postacie) i następowało na siłę zamykanie tej furtki która się zamknąć nie chciała i to tak trwało i trwało (siłowo), aż w końcu mnie wybudziło ze stratą energii... to był ewidentny atak (możliwe, że ta furtka symbolizowała moją czakrę? może?). Ogólnie to był mocny atak... nie taki "papierkowy" jak w nocy. Po jakiś 5 godzinach jako tako doszedłem do siebie po tym ataku (już odruchowo nie trzymam ręki na czakrze, nie odczuwam tak dużego ucisku jak to miało miejsce jeszcze jakiś czas temu oraz nie jestem taki skulony jak to często bywa po atakach). O 22:30 czuje się już dużo lepiej.

21/22.10.2011 -> O 2:16 idę spać na fotelu, a o 7:12 wstaję - niestety nie pamiętam czy były jakieś ataki... w ogólę praktycznie nie pamiętam co się w nocy działo... tylko urywki snów...

O 15:56 kładę się spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.

22/23.10.2011 -> Około 3:10 zasypiam na krześle z głową skierowaną w dół (a ręce oparte o uda) - w takiej pozycji baaardzo szybko zasypiam (gdy chce mi się spać)... wręcz natychmiast. Niestety od razu mam sen gdzie otoczyło mnie kilka postaci i jedna z nich biła mnie poduszką po twarzy, na szczęście sen został przerwany choć mam wątpliwości czy to czego doświadczam jest niby zwykłymi snami, ponieważ gdy się budziłem to zauważyłem, że przez krótką chwilkę (1? sekundę) nie mogłem poruszyć rękami tak jakbym był poza ciałem, a moja świadomość? wracała dopiero do ciała i gdy wróciła to wtedy dopiero się uruchomiły wszystkie funkcje ciała... nie mniej jednak będę to dalej nazywać "snem" no bo to wygląda jak sen i znamy to doświadczenie pod pojęciem "snu" ;)

O 4:32 idę spać na fotel, a o 6:16 wstaję - były ataki.

O 11:39 kładę się spać, a o 13:04 wstaję - brak ataków?

O 13:30 kładę się spać, a o 17:21 wstaję - brak ataków.

23/24.10.2011 -> O 22:10 idę spać na fotel, o 23:50 wstaję (były pewne ataki) i przenoszę się do łóżka do 00:46, ale tu też byłem atakowany i ponownie idę na fotel, ale nic to nie pomogło i ostatecznie wstaję o 1:32. Niestety nie dadzą mi się wyspać w nocy. Przy ostatnim (ale nie jedynym) ataku na fotelu widziałem tego byta. Siedział na moich kolanach - był przezroczysty (byłem w stanie pomiędzy realem, a snem i dlatego mimo iż był "niewidzialny" to jednak byłem w pewnym sensie w stanie go "zobaczyć") i dość mały (wielkość zaciśniętej pięści), ale to mu wystarczyło, aby mnie uderzyć itd. Jeszcze wcześniej atakował mnie we śnie... ale tam był widoczny jako postać osoby, której nie lubię i w pewnym momencie zacząłem ją bić (z czego ten byt się cieszył, gdyż wytwarzałem negatywne emocje którymi się żywi).

O 9:02 poszedłem spać, a o 9:18 wstałem - były 2 ataki we śnie.

O 13:39 poszedłem spać, a o 18:00 wstałem - brak ataków (możliwe, że pod sam koniec coś zaczynało się dziać, ale nie jestem tego pewien - tak czy siak bardzo udany miałem sen - po raz pierwszy od dawna spałem przy zgaszonym świetle) :)

24/25.11.2011 -> Około 5 zacząłem zasypiać... usnąłem kilka razy ze zmęczenia na krześle (i nie tylko)... i zostałem kilkukrotnie zaatakowany... o 5:25 się mocniej ocknąłem. Ostatni atak był ciekawy... byt podszył się pod mojego kota! (nie przy każdym ataku gdzie byt podszywa się pod jakieś zwierzę jest to mój kot - tak czy siak o ile nie jest to jakiś wściekły wilk to z pewnością będzie to jakiś miły zwierzaczek)... miałem go na rękach (typowe przy ataku gdzie byt podszywa się pod zwierze! - chce dostać się do czakry więc jest tam gdzie czakry!)... i grzebał ręką w moim głośniku który psuł (czyżby grzebał w czakrze?!), a ja próbowałem wyjąć jego rękę z niego, ale nie mogłem i bałem się uszkodzić łapkę kota (jakbym wiedział, że to ten byt to bym się nie bał hehe)... oraz głośnik (przy wyjmowaniu). Tak czy siak widać tutaj demoniczny umysł tego byta... podszywa się pod kogoś komu ufam... ostatnio jakoś lubi wcielać się w zwierzątka... hmmm... Tak czy siak moja czakra musi się zregenerować :/

Za jakiś czas ponownie zasnąłem przed komputerem i oberwałem. O 6:30 się budzę.

Położyłem się później (ze zmęczenia) na łóżku i zaraz odpłynąłem. Oczywiście był jakiś atak we śnie (nie wiem czy jeden czy więcej), a później już pod sam koniec (byłem chyba w jakimś dziwnym stanie) widziałem jak to "zło" przykryło mnie swoją czarną energią. Widziałem jak z około 3? centymetry od mojego ciała było jasno, a wszędzie indziej było czarno od złej energii (czyli ten byt mnie nie dotykał). Zacząłem się szybko modlić itd. Ten byt straszył mnie, że wbije mi w ciało coś ostrego (ta czarna energia blisko ciała zmieniała się w ostre narzędzia)... nie mniej jednak były to tylko takie "straszaki" którym nie uległem. Wstałem o około 7:40.

O 11:14 kładę się spać, a o 14:00 wstaję - brak ataków.

O 16:42 kładę się spać, a o 18:23 wstaję - brak ataków.

25/26.10.2011 -> Około północy zasypiałem przed komputerem. O 00:35 kładę się spać, a o 1:51 wstaję z powodu silnego ataku we śnie... następnie kilka chwil później kładę się na łóżko, ale z zamiarem odpoczynku, a nie zasypiania - niestety szybko usnąłem i pod sam koniec pewnego snu jakaś postać zbliżyła się do mnie i przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem (widziałem siebie leżącego w łóżku) i usłyszałem jak ktoś mi szepce do mojego prawego ucha jakieś zdania w języku polskim? (był to demoniczny głos) - na dodatek w pewnym sensie wyczuwałem twarz tego byta skierowaną do mojego ucha - na szczęście nic mi się nie stało - próbuje mnie w ten sposób wystraszyć oraz zastraszyć no, ale nie ze mną te numery (szczególnie wtedy gdy wiem co się dzieje i mam kontrolę nad swoimi reakcjami i emocjami [tyczy się to przede wszystkim stanu między realem a snem]). Około 4? usnąłem z kotem na podłodze oparty o krzesło i o 4:29 zostałem "zaatakowany" (próba wystraszenia) przez agresywnego kota we śnie (takim syknięciem), ale chyba nic mi się nie stało. Za jakiś czas zauważyłem (jak i wcześniej) pewne jakby skrzypnięcia w mieszkaniu - było to dość dziwne... miałem wrażenie jakby ten negatywny byt dawał mi znać, że tutaj jest -> nie wiem czy tak było czy nie, ale w sumie jest to teoretycznie możliwe -> tak czy siak w tym czasie kiedy to się działo odczuwałem "zło" w pokoju (w miejscu z którego pochodził owy dźwięk). Około 7:30? do około 8:30? spałem w drugim pokoju... i nic mi się nie stało choć nie jestem pewien czy aby ten byt się tam w moim śnie gdzieś nie kręcił... ale nie mniej jednak byłem bezstratny :)

O 9:03 kładę się spać, a o 12:17 wstaję - brak ataków.

O 15:06 kładę się spać, a o 19:00 wstaję - brak ataków.

26/27.10.2011 -> O 4:17 kładę się spać, a o 4:25 wstaję gdyż po zamknięciu oczu nie czułem się bezpiecznie -> gdy miałem zamknięte oczy doznawałem pewnych strzałów prądem w ciało (to mnie specjalnie nie martwiło) jak również (po wejściu w "głębszy stan") czułem dziwny ucisk na ciele... jakby ten byt na mnie siadał? nie jestem pewien co to było... ale kilka chwil później doznałem "halucynacji" jakiejś postaci w pokoju (z otwartymi oczami w stanie relaksu)... więc wolałem nie ryzykować i wstałem.

O 13:51 kładę się spać, a o 19:30 wstaję gdyż miałem "ukryty" atak we śnie - czyli taki gdzie nie było widać bezpośredniego "ataku" -> oczywiście opiszę jak to wygląda, bo sądzę, że 99,9% ludzi w ogóle olałaby sobie to doświadczenie gdyby im się przytrafiło w nocy. Trzeba również mieć na uwadze, że szatanowi nie zależy na tym abyście wiedzieli, że doświadczyliście ataku z jego strony... macie być kompletnie nieświadomi tego co się stało i potraktować to jedynie jako "zwykły sen". Dobra... czas opisać sam "sen": (nie pamiętam początku) nagle pojawiła się jakaś postać koło mnie stojąca z nożem (sam fakt takiego czegoś jest już podejrzany), następnie przechodzę przez most i uciekam jadąc w samochodzie z jakimś kolesiem przed policją (ucieczka - motyw strachu)... rozbija się nam nasze auto i chowamy się za rogiem w oczekiwaniu czy zaraz się gliny pojawią czy też nie (kolejny motyw "stresu") i w pewnym momencie występuje nagłe wybudzenie! (właściwie nieodłączny motyw ataków we śnie!) -> co ciekawe tego dnia spałem bardzo mocno... śmiem sądzić, że gdzieś fruwałem sobie to tu to tam po astralu. Nagłe wybudzenie może być spowodowane tym, że zostałem natychmiast wrzucony z powrotem w ciało (to taka teoria ale może być prawdziwa). Tak czy siak miałem przy wybudzeniu uczucie jakby ktoś mi kijem od szczotki w czakrę przywalił i po obudzeniu mam odruch kładzenia ręki na czakrę (aby ją ładować energią). Ogólnie ktoś może zadać pytanie czy jestem pewien, że był to atak mimo, że nie było bezpośredniego motywu ataku we śnie (typu atak jakiejś postaci, czy atakujący wilk, czy też szarpiący się na rękach kot) -> odpowiem, że jestem pewien na 100%, że był to atak we śnie (chodź moim zdaniem jest to astral, ale jak już pisałem wcześniej, nazywamy to snem więc tak też będę to nazywać gdyż dla ludzi jest to po prostu sen). Mam nadzieję, że rozświetliłem trochę sprawę "ukrytych ataków" we śnie (brak skrystalizowanego bezpośredniego "ataku" / "uderzenia" we śnie). Niestety wciąż nie mam pojęcia jak się przed tym obronić... choć miałem na przestrzeni lat tysiące takich ataków (no może nie tych "ukrytych", ale chodzi mi ogólnie o ataki we "śnie").

27/28.10.2011 -> Około 4? zamknąłem oczy ze zmęczenia i od razu znalazłem się we "śnie" (obraz był niewyraźny) -> widziałem siebie (tak normalnie jak się widzi oczami fizycznymi) oraz jakąś niewyraźną, czarną, humanoidalną postać (~180cm wzrostu), która stała koło mnie -> na  szczęście szybko się wybudziłem... ale za chwilę ponownie "usnąłem" i czułem jak ktoś dotykał mojej ręki (po chwili nastąpiło wybudzenie). Około 7:30 ewakuowałem się do pokoju obok i tam się położyłem... oczywiście nie miałem zamiaru zasypiać, ale mimowolnie zasnąłem i miałem atak we śnie, ale z tego co się orientuję to nic specjalnego mi się nie stało... można powiedzieć, że wybudziłem się na czas (nie było widocznego ciosu czy wyssania energii), ale czy mimo tego jestem bez straty? to jest dobre pytanie (w sumie czułem we śnie pewną "grozę" itp)... tak czy siak dobrze, że tylko tak to wyglądało, bo mogło być znacznie gorzej. Wiadomo, że nie jest dla mnie korzystne znaleźć się w jednym "wymiarze" z tym bytem - warto mieć na uwadze, że on raczej jest tam cały czas (w astralu) i świetnie się zna na swojej roli "zbira". Domyślam się, że jak wejdę w "jego" wymiar nawet na bardzo krótko to on już robi te swoje "sztuczki", abym nie wyszedł stamtąd w jednym kawałku... w sumie czasem musi na mnie długo czekać więc z pewnością jest czujny i patrzy czy zamykają mi się już oczka czy jeszcze nie...

O 13:48 kładę się spać, a o 18:40 wstaję - brak ataków.

28/29.10.2011 -> Przed 00:00 trochę zasypiam na fotelu. Około 00:06 zaczynam na poważnie myśleć o spaniu. O 1:11 i 1:30 dostaję we śnie (w jednym we śnie przed samym atakiem ten byt dotknął palcem mojego 3 oka...- łapy precz ode mnie szatanie!)

Po trzeciej siedziałem na podłodze z kotem i usypiałem... i tak się zastanawiałem czy to czego doświadczam (bardzo silne usypianie) jest naturalnym stanem czy też jest on sztucznie wywoływany przez tego byta w celu abym zamknął oczy i dostał od niego bęcki. Co ciekawe o 3:22  powiedziałem "aniołki (odnośnie opiekunów), jeżeli jest to nienaturalny stan to proszę odetnijcie to ode mnie" i w jednej sekundzie wszystko się skończyło! Nie chce mi się już spać! Jak ręką odjął! Nastąpił tak samo silny efekt jak wzięcie krzyża papieskiego do ręki 14 stycznia 2011 roku. Niestety wynika z tego, że byłem od dawna usypiany w nocy. Tak czy siak jak znowu takie coś nastąpi to ponownie będę prosić opiekunów o pomoc.

O 8:10 położyłem się spać, ale nie mogłem opanować pobudzonej wyobraźni (coś do mnie non stop strzelało) -> szybko wstałem i jakieś 5 minut później położyłem się na łóżku obok (nie miałem zamiaru zasypiać), ale zostałem zahipnotyzowany. O 8:36 zostałem zaatakowany we śnie - jakaś postać mi się przyglądała, a ja wirowałem w tym śnie nie będąc w stanie złapać równowagi... i co chwilę uderzałem twarzą w płytki chodnikowe... na szczęście nie było to zbyt bolesne (a przeważnie bywa)... ale karuzele miałem najlepszą z najlepszych. Gdy tak leżałem obity na chodniku widziałem nadjeżdżający autobus nr 65 hmm... Trochę za wcześnie próbowałem iść spać... a proszenie aniołków tym razem nic nie pomogło hmmm... Po wstaniu czuję w głowie lekkiego "kręćka", a na czakrze dziwny ucisk :/ .... Przyznam szczerze, że dość silna jest ta hipnoza... kiedyś krzyż papieski sobie z nią poradził i miałem przez jakiś czas względny spokój... no ale te ciemne istoty nie próżnują... pewnie wysyłają silniejsze istoty, aby mnie nękały hmm... tak czy siak trzeba opracować jakiś nowy plan działania...

29/30.10.2011 -> Przed 3? zasnąłem przed komputerem na jakieś 10? minut -> była we śnie jakaś postać, która poruszała (przez chwilę ze mną) gwałtownie stołem hmmm... tak czy siak odszedłem od niej i się wybudziłem hmm... Nie chce być przewrażliwiony i wszystkie sny z postaciami traktować jako atak lub jako potencjalny atak, ale jestem czujny i mocno prześwietlam (na ile to możliwe) każdy sen i wszelkie szczegóły jakie w trakcie jego trwania odczuwam (emocje, strach, lęk, złość, "otwieranie się" na "przyjaciela" itd)... np. w tym śnie niepokojące mogły być te "uderzenia / poruszenia" stołem... ale chwilę później wybudziłem się spokojnie... Tak czy siak jest ok... po odespaniu tych 10? minut czuje się dużo lepiej. Ogólnie rzecz ujmując dobrze jest dokładnie analizować wszystko co dzieje się we śnie, aby rozszyfrować działanie negatywnych sił podczas ataku. Im więcej szczegółów i doświadczeń w trakcie trwania ataku oraz po wybudzeniu się będę zawracać uwagę, tym lepiej dla mnie. Staram się tutaj dokładnie przekazać wiedzę jak taki atak wygląda i na co należy zwracać uwagę, gdyż czasem jest on tak zakamuflowany, że po prostu nie traktujemy takiego "snu" jako coś złego. Czy ten sen z postacią był atakiem? Nie wiem. Wiem, że nagminnie pojawiają się jakieś postacie w moich snach i że większość ataków jestem w stanie rozpoznać, ale jest mały procent gdzie stawiam znak zapytania. W pewnym sensie mógłbym zlekceważyć ten sen gdyby nie pewne "emocje" które się pojawiły we mnie podczas ruszania tym stołem -> śmiem twierdzić, że może być to takie "wytrącanie energii" z czakry... ale czy tak jest? Nie jestem pewien...

Około 8 położyłem się na łóżku i z 2x ktoś mi jakby wrzasnął (w krótkim odstępie czasu) w głowie? już pisałem o czymś takim jakiś czas temu... to chyba atak? tak czy siak po chwili wstałem. Zresztą na czakrze, też miałem pewne objawy przy tym więc... lepiej się ulotnić... już nie wspomnę o hipnotycznym stanie w głowie jaki się pojawił przy tych wrzaskach. Ogólnie wynika z tego, że łatwiej jest nas hipnotyzować gdy leżymy, niż gdy siedzimy (prawdopodobnie chodzi tutaj o szybsze wpadnie w stan relaksu - alfa).

11:03 -> praktycznie usypiam na krześle... proszę aniołki jak ostatnio o odcięcie tego stanu jeżeli jest nienaturalny i co się dzieje? stan "zasypiania" znika... hmm ciekawe...

O 13:40 próbuję zasnąć, ale niestety się nie da... moja wyobraźnia szaleje... cały czas jakieś myślokształty do mnie strzelają i jakieś potwory mnie atakują. Strzelałem do nich mentalnymi "pociskami próżniowymi" (trafia pocisk w cel i wywołuję jakby okrąg od wybuchu [obejmując myślokształt] i nagle zasysa się całość do środka [pochłaniając myślokształt] i zamieniając się ostatecznie w spadającą, srebrną puszkę [tak mi się objawiało to]). Ciekawe jest to, że ta obrona była skuteczna tylko ten byt coraz więcej i więcej tych myślokształtów tworzył w mojej głowie i nie byłem w stanie tego ogarnąć i w końcu oberwałem. Oczywiście otwierałem w między czasie oczy (ale wciąż widziałem te "pociski" itp.), ale ogólnie zafascynowało mnie to, że mogłem się bronić! To było takie mentalne starcie... które przegrałem... no ale jednak podjąłem jakąś walkę ;) Oprócz pocisków próżniowych również brałem czasem myślokształty w taki jakby kokon... niestety gościu ma spore doświadczenie w tego typu atakach i zdecydowanie pokonał mnie swoim doświadczeniem - po prostu zasypywał mnie później negatywnymi "obrazami" (robale itp.) z każdej strony ekranu (tego co widziałem przed oczami).

Bombardowanie tymi "obrazami" nawet gdy byłem na "chodzie" (nie leżałem, ani nie spałem) nie ustępowało, ale po jakimś czasie udało mi się ponownie zasnąć. Spałem spokojnie i wstałem o ~19:20.

Jakiś czas później ponownie idę spać do pokoju obok i od razu na wstępie mam myślokształty, które do mnie strzelają (rakiety, działa itp.) (one są nawet wtedy, gdy mam otwarte oczy). Jakimś cudem udaje mi się usnąć, ale dostaję 2x we śnie... za pierwszym razem po ataku nie zostałem wybudzony! tylko sen trwał nadal! Wstałem około 00:00 roztrzęsiony i obolały na czakrze :/

PS. jakoś wyjątkowo nie założyłem różańca na siebie (co się bardzo rzadko zdarza) i przy 2-gim ataku we śnie widziałem najpierw księdza z różańcem hmmm... po wstaniu od razu założyłem różaniec na siebie - staram się o tym nigdy nie zapominać, ale jakoś tak poszedłem do drugiego pokoju i usnąłem.

30/31.10.2011 -> O 2:41 po uśnięciu na kilka chwil na fotelu ujrzałem jak jakaś postać uderza bardzo mocno drugą prosto w twarz, a następnie ją kopie głowę, aż krew poleciała -> oczywiście w trakcie tej sceny następuje wybudzenie ze stratą energii :/

3:47 -> usypiam ze zmęczenia na fotelu -> atakuje mnie jakaś postać we śnie... -> oczywiście tracę trochę energii...

Około 6? poszedłem do małego pokoju i trochę przysypiałem na fotelu. Były pewne ataki. Następnie poszedłem spać do łóżka... też na wstępie coś było, ale później udało mi się usnąć i spałem spokojnie do 11:32 (o której wstałem).

Około 21:57 gdy leżałem sobie w łóżku (odpoczynek bez zasypiania) widziałem (z otwartymi oczami) jakby bocznym widzeniem (widzenie astralne) jak ktoś wybija nogami szybę, a za chwilę głowę wilka (koło telewizora) -> przy tym drugim widzeniu poczułem przemieszczenie się energii na 4 czakrze.

[LISTOPAD 2011]

31.10.2011/01.11.2011 -> O1:15 usypiam na krześle i bardzo szybko dostaje jakby "cios" w czakrę ale do końca nie wiem co to tak na prawdę jest gdyż nic prócz "ciosu" nie jestem w stanie powiedzieć w takim sensie, że nic mi się nie śniło, ani w żaden sposób nie wyczuwałem tego byta. Ogólnie takie rzeczy zdarzają się częściej ale nie zawsze je spisuje ;)

Po 1 poszedłem spać, a 2:35 mam atak we śnie, następnie o 3:32 (wstaję).

O 11:07 kładę się spać, a około 15:30 już jest ten byt w moim śnie (pyta się o jakiś wrażliwe dla mnie informacje będąc pod postacią osoby której ufam, ale z tego co widzę to te informacje są tak jakby "zaszyfrowane" i chyba nie udaje mu się ich rozszyfrować? a przynajmniej tak chyba wynikało z mojego "snu" - a może w ogólę chodziło o to abym się "otworzył"? ale chyba się nie otworzyłem na tyle aby zabrał mi energię? hmm) - tak czy siak nie zauważyłem aby coś mi zrobił złego choć ewidentnie przy mnie się kręcił. O 16:10 wstałem, gdyż przed oczami zaczęły pojawiać się jakieś negatywne myślokształty - niezbyt nachalnie, ale wolałem tak czy siak wstać.

01/02.11.2011 -> O 00:47 idę spać na fotelu. O 3:45 kładę się do łóżka, gdyż nie zaobserwowałem żadnych ataków. O 6:47 wstaję - wciąż brak ataków -> dość ciekawa sytuacja... w nocy nic się nie działo!?

O 14:54 próbowałem pójść spać, ale niestety byłem atakowany przez "myślokształty" i mówiąc szczerze trochę oberwałem... Po zamknięciu oczu widziałem jakąś igłę, która chciała się we mnie wbić, ktoś nagle otworzył okno i się wystraszyłem, ktoś kogoś uderzył i znowu negatywne emocje poczułem itd... niestety trochę energii ze mnie uszło... następnym razem postaram się szybciej ewakuować. Dodam jeszcze, że przed położeniem się spać czasem moje myśli stawały się dziwnie negatywne i stawałem się taki pogrążony w nich (to również atak) więc trzeba tak naprawdę uważać na to o czym się myśli i jak głęboko w to wchodzimy, bo może być tak, że będziemy produkować "papu" dla negatywnych istot, które z premedytacją mieszają przy naszej głowie po to, aby się po prostu najeść.

02/03.11.2011 -> Około 23? poszedłem spać, a o 1:42 wstałem. Przed samym wstaniem we śnie obeszły mnie 4 (piękne) postacie. Udało mi się uciec od 3-ch. Nie wiem kim była ta 4-ta, ale nic mi nie zrobiła (schowaliśmy się w tłumie). Za chwilę nastąpiło wybudzenie. Na szczęście nic mi się nie stało. Około 7? lekko drzemkałem na fotelu, a później chwilę w łóżku - w sumie tak do około 7:30 - raczej brak ataków. Następnie próbowałem zasnąć o 9:20, ale pewien negatywny myślokształt (kosmita ze strzykawką -> czułem przy tym strach) nie chciał wyjść z mojej głowy i musiałem się szybko ewakuować.

Około 12-13? poszedłem spać (to był jeden wielki i głęboki sen) i wstałem o 15:32 - brak ataków.

O 15:50 kładę się spać i od razu mam negatywne myślokształty przed oczami, ale jakoś udaje mi się zasnąć -> o 17:14 wstaję, gdyż był atak we śnie (2 postacie + kot, którego często brałem na ręce - wiadomo o co chodzi).

03/04.11.2011 -> Po 2 w nocy widziałem kątem oka jakąś czarną kulę energii wielkości średniego psa, a po kolejnych kilku? minutach jakąś postać, która miała ze 180? cm (była niewyraźna, ale ewidentnie humanoid jakiś). Tak czy siak nie zachęcało mnie to do spania więc o 2:43 poszedłem na fotel (a nie do łóżka). Ogólnie w nocy "coś było", ale nie pamiętam abym oberwał... pamiętam jedynie, że o 4:25 był jakiś dość podejrzany "sen"... więcej nie mogę sobie "przypomnieć". Wstałem o 6:31.

Około 9? może wcześniej siedziałem i co jakiś czas drzemkałem na fotelu i wszystko było ok więc o 9:38 się położyłem i spałem do 12:10. W między czasie był pewien atak we śnie (stał ten byt na przeciwko mnie i mnie denerwował) -> straciłem lekko energii, ale ogólnie zdecydowanie jest ok.

W południe próbowałem zasnąć, ale negatywne myśli mi na to nie pozwoliły.

Po? 20? siedziałem/spałem na fotelu -> O 20:56 położyłem się do łóżka -> o 21:58 miałem atak we śnie (ciemno, dresiarze, uczucie strachu) -> niestety straciłem trochę energii (przed tym atakiem spotkałem jakieś "nieagresywne" postacie we śnie). Co ciekawe gdy po wstaniu szedłem do kuchni to widziałem czarnego kota, który wszedł do niej przede mną -> nie był to mój kot, bo mój wszedł kilka chwil później hmm... nie jestem pewien co mam o tym myśleć...

04/05.11.2011 -> Nad ranem poszedłem do pokoju obok i położyłem się na chwileczkę około 7:30, ale co chwilę miałem po zamknięciu oczu jakieś dziwne uderzenie w czakrę (niczego złego nie wyczuwałem) i z tego powodu mój "odpoczynek" trwał dość krótko.

O 10:19 kładę się spać, a o 12:26 wstaję - brak ataków.

Około 19:30? usnąłem, i wstałem o 21:30. Na początku coś było, ale nie pamiętam co dokładnie... wiem, że nic specjalnego mi się nie stało... później było już spokojnie.

05/06.11.2011 -> O 3:34 idę na fotel. Miałem wrażenie jakby (w pewnym sensie) inny wymiar i nasza rzeczywistość się mocno przenikały. Gdy lekko zamykałem oczy lub? jak mój umysł był mocno odprężony? to słyszałem jakby jakieś (niewyraźne) głosy? w głowie? lub coś na kształt jakiś dziwnych "demonicznych szeptów?" (oberwałem w między czasie z kilka razy). Następnie wpadam w sen i czuję jakiś ucisk na kolanach, a we śnie jestem bardzo blisko kota -> na szczęście się wybudziłem. O 4:01 dostaję we śnie od jakiejś modliszki? która się na mnie rzucała. Tak czy siak koniec spania. Ogólnie rzecz ujmując ciosy nie wydawały się zbyt mocne dlatego kontynuowałem próby spania, ale był to błąd - powinienem się dużo wcześniej "ewakuować". Jeszcze trochę później znowu poszedłem na fotel (przed zaśnięciem było spokojnie), ale dostałem we śnie o 7:30. Około 8:30?-9:30? ponownie poszedłem spać, ale tym razem do łóżka... o 10:25? oberwałem we śnie... coś już sporo dzisiaj oberwałem :/

06/07.11.2011 -> Około 21:30 poszedłem na fotel... oczywiście nie dało się spokojnie spać... O 23:52 idę do łóżka... i to samo... O 2:46 wstaję obity...

07/08.11.2011 -> Około 22? poszedłem spać, a o około 00:30 wstałem - nie pamiętam czy coś było? O 1:30? poszedłem spać, a o 7:20 wstałem - na początku było jakieś ugryzienie (we śnie) przez jakieś zwierze, ale chyba tylko tyle było ataków?

O 13:10 do 13:30 sobie leżałem/próbowałem spać - miałem trochę negatywnych myśli, ale raczej to żaden atak... tak czy siak sobie trochę odpocząłem.

Od 14:00 do 16:30 spałem - pod sam koniec miałem atak we śnie. Wyglądało to mniej więcej tak: był sobie normalny sen i w pewnym momencie zrobił się bardzo ponury. Zobaczyłem jakiś ludzi którzy mieli wyrywać? jakieś części ciała ze szkieletów specjalnie do tego celu przygotowanych (potęgowało to atmosferę strachu). Następnie zaczął mnie gonić jakiś wielki potwór... ja uciekałem i się w pewnym momencie bardzo mocno! wystraszyłem -> wybudzenie -> strata dużej ilości energii (możliwe, że czakra została też w jakiś sposób chwilowo uszkodzona?) -> :(

Akurat wyjątkowo przy tym silnym ataku spałem po ciemku (o 14:00 było jeszcze jasno, ale o 16:30 zrobiło się już ciemno). Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale wspomnę o tym ;)

Jest już 22:25, a moje czakra nadal czuje się dosyć słabo :/ To było jedno z najmocniejszych wystraszeń na przestrzeni ostatnich tygodni... jak nie miesięcy.

08/09.11.2011 -> Za jakiś czas poszedłem spać. Około 1:45 zostałem zaatakowany. Najpierw widziałem atak w przenikającym naszą rzeczywistość wymiarze (widziałem jak leżę + częściowo pokój -> mam w tym stanie często wrażenie, że moje oczy znajdują się lekko? wyżej niż w rzeczywistości... pewnie wzrok fizyczny się tam wyłącza, a jakieś oczy duchowe się uruchamiają i stąd to wrażenie?) -> przy tym ataku zobaczyłem czarną energię na ciele (czułem tam ucisk i miałem wrażenie, że ten byt tam przyciska swoimi paluchami? choć go osobiście nie widziałem) -> następnie akcja przerzuciła się do snu gdzie zostałem wystraszony. Około 1:52 był kolejny atak we śnie, po którym wstałem.

Około 21? poszedłem spać - Około 21:52 i wcześniej miałem sny (minimum 2) gdzie próbowano mnie wystraszyć, ale ogólnie słabo im to wychodziło. W sumie dobrze, że się wybudziłem... bo pewnie w końcu by im się to udało. Ten drugi sen wyglądał tak, że mój kot został wypuszczony na wolność i od razu zaczął gdzieś latać, a ja biegałem za nim ze strachem! i lękiem! że mi gdzieś przepadnie (już się zaczynało "rozkodowywanie" / "otwieranie" mnie, aby ukraść mi energię - można powiedzieć, że jest to taki etap nr "1"... w pewnym sensie). Następnie jakiś pies zaatakował mojego kota i miałem się tutaj wystraszyć o jego życie (może nawet leciutko przez chwilkę to nastąpiło), ale ostatecznie zamiast lęku jakby skupiłem się mentalnie na zmianie tej sytuacji w bardziej pozytywną? nie jestem pewien jak to do końca nazwać, ale wiem, że byłem w tym momencie może trochę bardziej świadomy całej sytuacji i mentalnie nie chciałem dopuścić, aby negatywne uczucia lęku i strachu (o życie kota) się we mnie pojawiły i tym sposobem udało mi się wyjść z tego ataku bez szwanku (myślę, że można byłoby to nazwać w pewnym sensie obroną mentalną?).

Ogólnie jak już kiedyś pisałem jestem pod wielkim wrażeniem przebiegłości tych ciemnych istot. Zdecydowanie należy poznać mechanizmy, które występują przy atakach, a wtedy dużo łatwiej będzie nam rozpoznać czy aby mamy "czysty" sen czy może mamy w nim jakiegoś nieproszonego lokatora. Pamiętajcie, że gdy odczuwacie lęk, strach itd. to może być to wskazówka, że ktoś się do nas podłączył i hackuje nasz system, a jeżeli się wystraszycie we śnie to przykro mi, ale wtedy jest 1:0 dla demonów.

09/10.11.2011 -> Około 3:55 usnąłem ze zmęczenia na krześle i już po chwili zostałem zaatakowany we śnie (mimo, iż zyskałem w pewnym momencie świadomość we śnie i wiedziałem dokładnie co się dzieje nie mogłem już nic zrobić, aby nie stracić energii z czakry). Jeszcze przed zaśnięciem słyszałem jak ktoś drze mi się do ucha? i w tym samym momencie zobaczyłem przed zamkniętymi na chwilkę oczami drącą się twarz.

Fajnie byłoby gdybym nie musiał spać... byłoby mi znacznie łatwiej ;)

Nie wiem o której, ale trochę później mi się przysnęło na fotelu i był we śnie prawdopodobnie atak (około 5:45), ale na szczęście nic mi się nie stało. Tam jeszcze coś wcześniej było, ale już nie wspominam o tym ;) w sumie nie ma sensu pisać absolutnie o wszystkim ;)

Około 7:15? poszedłem spać, a o 9:20 solidnie oberwałem we śnie :/

10/11.11.2011 -> Położyłem się około 4:30?, a już 4:36 miałem atak we śnie. Ogólnie rzecz ujmując to ten byt non stop na mnie czyhał i z pewnością czyha dalej. Jak tylko lekko zasypiałem przed komputerem to już miałem różne dziwne objawy w głowie sugerujące obecność tego byta (np. słyszałem tak jakby demoniczny głos) lub gdy tylko na chwilę ze zmęczenia zamknąłem oczy to natychmiast wpadałem w "negatywny" sen. Czasem również bywają "negatywne" halucynacje, gdy się patrzę na jakieś rzeczy w pokoju - to wszystko jest jednoznaczną wskazówką, że jak usnę to dostanę bęcki.

Około 7? poszedłem spać do pokoju obok... ale zapomniałem nałożyć różańca na siebie... nie wiem na ile to miało wpływ na ataki, ale dostałem bardzo mocno. Miałem atak za atakiem we śnie oraz w stanie pomiędzy realem a snem i nie mogłem się wybudzić. Widziałem przez jakiś czas postać koło siebie, która mnie atakowała (starała się przyjmować przyjazną "formę"). Dostałem może z 10 razy pod rząd i dopiero po takiej ilości ciosów mnie wybudziło (~8:35). Moja 4 czakra czuje się oklepana jak worek treningowy...

Jest 21:24 i jakiś czas temu lekko zasypiałem na krześle. Wpadałem co jakiś czas w sen gdzie był ten byt i chyba próbował mnie atakować? ale ogólnie nic specjalnego mi się nie stało (miałem na sobie różaniec).

11/12.11.2011 -> O 23:25 idę spać na fotel. O 23:49 mam atak we śnie kolesia z nożem (dobrze mi szło odpieranie jego ataku [świadoma obrona], ale nie chciałem ryzykować dziabnięcia i dlatego szybko przerwałem sen tracąc przy tym energię - prawdopodobnie nóż był tylko takim "straszakiem", ale chcąc nie chcąc wolałem nie ryzykować potencjalnego dźgnięcia). Następny atak był o 00:05 gdzie cały oddział specjalny staną przede mną i nie mogłem nic zrobić... byłem w stanie jedynie patrzeć na sen i zaobserwować jak ucieka moja energia. Na razie starczy tego spania. Około 2:10? położyłem się na chwilkę i wpadłem w sen (nie chciałem tego) i miałem atak... w trakcie snu zorientowałem się co jest grane i nie chciałem z niego nagle się wybudzać... efekt był taki, że wydaje mi się, że łagodniej to zniosłem, ale nie mniej jednak po wybudzeniu moje serce waliło dużo szybciej. Ogólnie rzecz ujmując miałem plan aby leżeć, ale nie zapadać w sen,ale już z doświadczenia wiem, że jest to dość trudne gdy te byty coś przy tobie kombinują, a ty nawet nie wiesz co... bardzo łatwo tutaj o nieświadome wpadnięcie w "negatywny sen".

Ogólnie to doświadczam więcej ataków niż tutaj ich tutaj spisuję, no ale zamęczyłoby mnie spisywanie absolutnie wszystkiego.

O 3:15 kładę się do łóżka... szybko zasypiam... wstaję o 6:28. Miałem kilka ataków we śnie. Była również ciekawa sytuacja, bo gdy się budziłem w nocy widziałem jak koło kota (który spał na kołdrze) był jakiś kot astralny?, za jakiś czas widziałem już tam dwa, a ostatecznie nawet i trzy koty leżące koło niego (widziałem to normalnie na wprost, a nie bocznym widzeniem -> mogłem się na to patrzeć i patrzeć... ten "obraz" nie znikał). Również widziałem koty na szafie na wprost mnie - tam były maksymalnie dwa koty... nawet co jakiś czas chyba zmieniały pozycję? Może to tacy koci opiekunowie? albo mój kot przyprowadził swoich kumpli do ochrony? ;)

Jakiś czas później znowu poszedłem spać... a o 11:23 wstałem. Było kilka ataków. Co ciekawe pod sam koniec mojego spania we śnie ujrzałem super bohaterów, którzy przyszli walczyć z tymi bytami (czyli po prostu przyszła pomoc, ale to i tak nie uchroniło mnie przed bęckami). Był pewien sen jak jakiś potwór zjadał żywą kobietę i było dużo krwi i krzyku (i mój strach). Ostatnim atakiem była walka moja i tego byta z postacią ukrywającą się w "przebraniu" mojej mamy. Na samym początku przyszedł mi na pomoc sam batman (hehe), ale niestety nie dał rady (skończył jako szkielet stopiony kwasem) choć dał mi trochę czasu na zabarykadowanie się w kuchni. Następnie widziałem siebie tam z babcią (neutralny byt? lub pomocnik?), a mama zaczęła z całych sił dobijać się do drzwi. Ja z jednej strony barykady, a ona z drugiej i było takie siłowanie się... nawet dobrze mi szło, ale powoli traciłem siły. Nagle postanowiłem, że puszczę drzwi i w tym momencie ten byt wleciał do kuchni, a ja szybko poleciałem na balkon ("wymieniliśmy się miejscami"). Skoczyłem z balkonu na ziemię i przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem. Gdy byłem już w tym stanie (widziałem swoje ciało, pokój itd.) to czułem jak ktoś dotyka moich palców u nogi (niewidzialny? humanoid?) i za chwilę nastąpiło wybudzenie do reala ze stratą energii... no cóż... przynajmniej stawiłem pewien opór... ech... Ogólnie rzecz ujmując zdecydowanie muszę odpocząć...

12/13.11.2011 -> Nie pamiętam o której poszedłem spać. O 6:28 wstałem. Oberwałem w nocy kilkukrotnie (około 5-6x).

13/14.11.2011 -> Około? 22:30?-23:00? poszedłem spać, a około 2:12 zostałem zaatakowany we śnie (powinien być zakaz straszenia w nocy) -> oczywiście wstaję. O 3:55 idę na fotel. Po 5 mam atak.... i chyba jeszcze jeden za jakiś czas? ... o 7:23 wstaję.

O 14:35 kładę się spać, a o 18:21 obrywam we śnie. Nie ma to jak wpaść w objęcia demona chowającego się za przyjaźnie wyglądającą "powłoką" :/

14/15.11.2011 -> Od 6:10 do 6:30 siedziałem/drzemkałem na fotelu - brak ataków. Od 7:00 do 9:50 spałem - brak ataków. Od 10:00 do 12:44 spałem - brak ataków. Od 13:46 do 14:15 sobie lekko drzemkałem - brak ataków. Około 19:30? kładę się spać, a o 22:24 wstaję - raczej nic specjalnego nie było o czym warto byłoby wspominać ;)

15/16.11.2011 -> Około 5:30 położyłem się spać i już po chwili słyszałem wewnętrznym? słuchem? jakieś dźwięki?, głosy? z wymiaru? który przenika? naszą rzeczywistość? - domyślam się, że jak się tak dzieje to jest bardzo duża? szansa na to, że są gdzieś w moim pobliżu? jakieś obce byty? i, że mogę być za chwilę? lub za jakiś czas? zaatakowany (np. poprzez wrzaśnięcie do ucha lub atak we śnie itd?). O 5:55 zostałem zaatakowany we śnie przez minimum 2 byty. Szturchały mnie (gdy mnie dotykały czułem ucisk), ale na szczęście szybko mnie wybudziło i w miarę bez większych strat się to dla mnie skończyło. O 9:34 ponownie kładę się spać, a o 11:04 wstaję - brak ataków. Około 18-19? spałem? na fotelu jakieś 30? minut - brak ataków.

16/17.11.2011 -> O 21:05 idę na fotel... o 1:46 "przesiadam" się do łóżka... o 6:13 wstaję... coś tam w nocy było, ale chyba nie za wiele? Około 9? idę spać... wstaję o 12:11 - brak ataków.

17/18.11.2011 -> O 3:13 idę na fotel i mam po zamknięciu oczu pewne jakby "wybuchy" na 4 czakrze, ale nie wyczuwam nikogo kto mógłby to robić. Nie jestem przekonany, aby to było coś złego. Czasem mam to doświadczenie, ale brak wyczuwalnego "negatywnego" źródła. Obecnie nie jestem pewien jak to "liczyć" itd. Tak czy siak nie musi być to czymś złym. O 6:01 zmieniam miejscówkę na łóżko. Śpię do 9:54 bez jakichkolwiek ataków.

18/19.11.2011 -> O 20:22 kładę się spać, a o 5:25 wstaję - były ataki. Następnie o 13:02 kładę się spać, a o 16:37 wstaję - brak ataków.

19/20.11.2011 -> Około 22:30 kładę się spać, a o 5:20 wstaję. Był pewien atak (lub max. 2?) na samym początku, ale później było już spokojnie... nawet miałem normalne sny! czego dość dawno nie doświadczałem w takiej ilości jak dzisiaj :)))

20/21.11.2011 -> O 2:24 kładę się spać, a o 4:06 wstaję - były ataki i zdecydowanie moim błędem było, że kontynuowałem próby spania :(, muszę wbić sobie do głowy, że trzeba wiać gdy jest jakakolwiek oznaka, że może stać mi się kuku. Na początku usłyszałem w głowie jakiś dziwny trzask? (ciężki do opisania, ale był on bardzo wyraźny i dosyć głośny... coś jakby zarechotanie? żaby? w połączeniu z komputerowym basem? -> ten dźwięk był taki "elektroniczny"), później to coś niewidzialnego wisiało nade mną i mnie "atakowało" (coś jakby strzały w mój układ nerwowy?), a ostatecznie zaatakowało mnie we śnie gdzie widziałem jak igła wbiła mi się między zęby, a po chwili zobaczyłem jakąś rękę (nie wiem czy była ona moja, czy tego byta?) która próbowała ją wyjąć, ale zamiast ją wyjmować spowodowała, że jeszcze bardziej się zaklinowała (było to baaardzo realne i oczywiście wszystko bardzo dobrze odczuwałem) -> w takim stanie zostałem wybudzony. Ogólnie moja czakra czuje się dużo gorzej niż jeszcze 1,5h temu... ech... Chyba za bardzo spodobał mi się wczorajszy dzień gdzie nawet sny miałem "swoje" i nie zmodyfikowane przez tego byta i chyba dlatego na siłę starałem się dzisiaj usnąć :/

O 6:48 gdy siedziałem na fotelu poczułem kilkukrotnie (6-12), bardzo dobrze odczuwalne pulsowanie w miejscu wbicia tej igły.

Około 7:30? do około 8:00? sobie przysypiałem na fotelu, ale będąc czujnym w jaki "sen" wchodzę... na szczęście nic złego się nie wydarzyło.

Bardzo niefajnie dzisiaj ten byt ze mną postąpił. W ogólę wydaje mi się, że to nie był typowy atak we śnie gdzie ten byt próbuje mnie wystraszyć aby zabrać mi energię, gdyż ja się nawet po wybudzeniu nie wystraszyłem. Celem tego ataku było wbicie we mnie tej igły... a sen był wyjątkowo wyraźny i realny :/

Jest już 15:30... odczuwam jakieś dziwne ukłucia, a nawet trwały lekki ból w miejscu wbicia igły... o 20:30 trwały ból nie ustępuje...

Około 20:50 poszedłem na fotel i trochę drzemkałem... i było spokojnie aż do 21:58, o której nagle naszła mnie w głowie myśl, że trzeba zrobić kolejną igłę? czy coś takiego? tak czy siak ta myśl mnie od razu wystraszyła (była prawdopodobnie podłożona przez tego byta) i przeniosło mnie w stan pomiędzy realem a snem (widziałem swoje ciało mimo zamkniętych oczu, ale tego byta nie widziałem... pewnie to ten jeden z tych "niewidzialnych") -> od razu mnie sparaliżowało (czułem wibrację na całym ciele i nie mogłem się ruszyć) i w tym samym momencie usłyszałem jakby w głowie? jakiś demoniczny głos... wiedziałem o co chodzi i z całych sił starałem się uwolnić z owego paraliżu (czułem, że jak nie zrobię tego natychmiast to mogę mieć spore kłopoty) -> na szczęście udało mi się szybko uwolnić i dałem lotę z fotela. Nie uśmiecha mi się pójście spać w najbliższym czasie...

21/22.11.2011 -> Około 23:30? położyłem się na łóżku i za jakąś godzinę zasnąłem... ogólnie 2x wszedłem na chwilkę w stan pomiędzy realem, a snem i za każdym razem czułem ucisk w okolicy 3 czakry (prawdopodobnie siadał na mnie ten niewidzialny byt - tak mi się wydaje -> porównuje doznania z doświadczeń gdy ten byt dotykał mnie w takim stanie więc chyba się nie mylę) -> na szczęście nic mi się nie stało. Około 2:00 miałem atak we śnie z wystraszeniem (dobrze, że tylko tyle mi się stało), po którym darowałem sobie już spanie. Ogólnie w nocy gdy spałem (z kotem), było sporo zamieszania w moich snach. Domyślam się, że mogły być robione w tym czasie przygotowania, aby mnie zaatakować. Było sporo postaci, były dwa koty, z wieloma osobami się witałem, przechodziłem koło nich... ogólnie dużo się działo, a ostatecznie wiadomo... zostałem wystraszony we śnie, ale to się odbyło już w innym śnie (nie pamiętam czy było płynne przejście ze snu w kolejny sen czy był zupełnie nowy sen rozpoczęty od "zera").

Jest 5:24 a ja wciąż czuję ten ból po wkłuciu igły.

Od około 7-8 do około 9:00 spałem - brak ataków, a następnie od około 9:30 do 12:15 spałem i również nie było ataków.

Od około 20:10? do 22:35 spałem - brak ataków.

22/23.11.2011 -> Około 2-3? poszedłem spać, a o 3:29 wstałem - nie zauważyłem aby coś mnie zaatakowało, nie mniej jednak mogło być coś negatywnego w moim śnie.. ale to nie zmienia faktu, że nie zauważyłem aby w jakikolwiek sposób zrobiono mi kuku. Około 3:35 idę ponownie spać i wstaję o 5:18 o której mam atak pocałunkowy ale nie wszystko w trakcie tego ataku poszło zgodnie z planem tego byta i w trakcie trwania "pocałunku" zorientowałem się, że coś jest nie tak i wybudziło mnie z mniejszą stratą energii niż bywało to zazwyczaj.

Około 11? idę spać, a o 12:40 wstaję - brak ataków? chociaż mogło być jakieś dziwne wystraszenie przy wybudzeniu? Nie jestem pewien czy był atak czy jednak go nie było?

O 22:36 kładę się spać ale dość szybko w mojej głowie pojawiły się negatywne myśli (oczywiście nie są to jakieś tam zwykłe negatywne myśli tylko takie, które są bardzo upierdliwe i nawet jak na chwilę się je z głowy wypchnie to za chwilę wracają i często są takie nieprzyjemne jak np powolne łamanie kręgosłupa + odczuwanie jak pękają kręgi itd... -> jest to często połączone z niechcianą wizualizacją -> oczywiście im dłużej ta myśl penetruje moją głowę tym większa szansa, że stanie mi się szeroko rozumiane "kuku"), a chwilę później (o 22:45) miałem uderzenie w 4 czakrę (czasami te uderzenia były tak zupełnie bez zapowiedzi dlatego w przeszłości nie byłem pewien czym one dokładnie są [chodź podejrzanie występowały po zamknięciu oczu] ale teraz ewidentnie widać o co chodzi -> tak czy siak takie uderzenie wcale nie jest przyjemne... -> jakby ktoś uderzył cię kijem od szczotki w 4 czakrę i trzeba do tego dodać jeszcze "porażenie prądem" z chwilowym skurczem mięśni na klatce piersiowej + z pewnym chwilowym usztywnieniem ciała + takim lekkim lub większym "podrzutem" ciała do góry... chodź to chyba już zależy od siły ciosu?). Ogólnie atmosfera nade mną robiła się jakaś taka "gęsta" więc wolałem już dalej nie ryzykować swoim zdrowiem.

23/24.11.2011 -> O 00:08 poszedłem na fotel. O 5:00 wstałem. Pod sam koniec spania miałem podejrzane sytuacje z postaciami we śnie. Jedna mi groziła i przyciskała do "muru" (mentalnie ciągle próbowałem się z nią pogodzić i dała mi spokój - czyżby podświadoma obrona mentalna? o ile był to atak, a na takowy chyba wyglądał?), następnie inna postać przez jakiś czas szła koło mnie (czasem jest to rola opiekuna... a czasem nie?), a za chwilę jeszcze inna gadała koło mnie o czymś z kimś obok i przy takiej rozmowie zostałem wybudzony i miałem ten skurcz na klatce piersiowej z falą prądu, która przeszła przez moje ciało... i to mnie zastanawia! Na samym końcu snu jako takiego ataku nie było... ale ta gadająca postać była na swój sposób podejrzana. W sumie nie wszystko musi się "skrystalizować" we śnie... tak mi się wydaje? hmmm -> jeszcze dodam, że po wstaniu miałem prawdopodobnie? pewne halucynacje... tak mi się wydaje? dzisiaj jakoś mam więcej znaków zapytania niż w inne dni... W sumie nie chcę pisać, że było coś na pewno skoro nie jestem tego pewien ;)

Jakiś czas później idę spać... wstaję o 10:25 - brak ataków? chyba tak... ale dobrze nie pamiętam, bo film mi się urwał... ale chyba nic już nie było?

Około 17:15 poszedłem spać, a o 21:30 wstałem - brak ataków.

24/25.11.2011 -> O 3:36 kładę się spać, ale bardzo szybko dopadły mnie negatywne myśli, myślokształty, wizje? senne itp. Niestety po chwilowym zamknięciu oczu (wpadłem od razu w coś na kształt snu) dostałem lekki? cios w czakrę oraz gdy otworzyłem już oczy to miałem wrażenie jakby mnie w nią co jakiś czas uderzał...  tak czy siak po chwili wstałem.

Jak siedzę przed komputerem to nie ma on takiej mocy atakowania mnie. Domyślam się, że chodzi tutaj o stan umysłu gdzie podczas zasypiania mocno wpada się w głęboki stan relaksu i któreś z ciał? energetycznych? przenika wymiar w którym się znajduje ten byt? lub coś w tym stylu? tak czy siak gdy umysł w pewnym sensie do pewnego stopnia "odpłynie" to jest możliwość mocniejszej ingerencji istot z innego wymiaru na nas. Oczywiście najszybsze i najmocniejsze ataki zachodzą wtedy, gdy zamkniemy oczy, ale mieszanie w głowie jest możliwe przy otwartych oczach (umysł się relaksuje, ten byt hipnotyzuje i "omamia" i zaczynają się pojawiać wszelkie negatywne "rzeczy" w głowie itd). Obserwując swój umysł przy zasypianiu możemy się dość szybko dowiedzieć czy ktoś ingeruje w nasze procesy myślowe oraz w powstające w naszej głowie myślokształty czy jednak nie. Gdy upewnimy się, że jest spokojnie i nic złego się z nami nie dzieje to możemy przejść do etapu gdzie zamykamy oczy na krótkie chwile i testujemy dalej to czy doznajemy jakiś dziwnych doznań np. strzałów w czakrę itp. Jeżeli nic takiego się nie dzieje możemy próbować zasnąć. Oczywiście i tak możemy oberwać we śnie nawet jeżeli przed zaśnięciem nic złego się nam nie przytrafiło, no ale warto robić te "testy" przed zaśnięciem, aby w razie czego po prostu się ewakuować i ewentualnie poczekać kilka godzin i spróbować zasnąć ponownie.

PS. a może zamknięcie oczu powoduje jakieś otwarcie się czakr, które chcą pobierać energię? czy coś takiego? i może dlatego ten byt jest w stanie wtedy tak solidnie przywalić? w sumie nie wiem dokładnie na czym polega fenomen "zamkniętych oczu", ale faktem jest, że ten byt do ich zamknięcia próbuje doprowadzić wszelkimi metodami (np. poprzez hipnozę... wprowadzaniem w sen itd).

PS 2. Ogólnie w pokoju nie ma tej atmosfery spokoju. Wiadomo kto powoduje, że tak jest.

Od około 7:40 idę na fotel i śpię na nim do 9:45. Na początku były ze 2? ataki, a pod sam koniec jeszcze jeden?

Około 21-22? idę spać na fotelu, a około 22:45 wstaję - brak ataków (choć było na początku kilka szarpnięć na 4 czakrze, ale one były jakieś takie niby podobne do tych co wczoraj, ale zarazem były trochę inne, hmmm, tak czy siak nie wydawały się tym razem powodowane przez tego byta, hmmm - tak mi się wydaje).

25/26.11.2011 -> O 3:49 idę spać na fotel, a o 6:11 wstaję (nieźle tyłek drętwieje od takiego siedzenia w jednej pozycji... zmienianie pozycji pomaga tylko odrobinę i na krótką chwilę). Na samym początku były szarpnięcia na czakrze, a trochę później był atak psa we śnie. Ten atak był ciekawy, bo po raz pierwszy w życiu udało mi się mantrować (mówić cały czas słowo "Bóg") we śnie! Jak wiemy podczas ataku w stanie pomiędzy realem, a snem po wypowiedzeniu słowa "Bóg" powstaje jakby kula "dźwięku / energii" która rozchodzi się po całym mieszkaniu odpychając wszelkie negatywne stwory (coś jak zaklęcie patronusa w Harrym Potterze), a we śnie działało to trochę podobnie, ale odpychało to tego psa tylko na jakiś metr? Na pewno plusem było to, że nie mógł się on do mnie zbliżyć, ale podczas mantrowania czułem przemieszczającą się energię na 4 czakrze lub coś w tym stylu i tak było, aż do wybudzenia mnie za kilka sekund. Tak czy siak na pewno mantrowanie pomogło mi w obronie przed tym bytem, ale też jednak coś działo się na tej 4 czakrze... teraz pytanie... co dokładnie się tam działo?

26/27.11.2011 -> O 1:50 idę spać na fotel. O 3:10 miałem atak we śnie. Broniły mnie (mój domysł wynikający z ich obecności w moim śnie) dwa koty (jeden mały i drugi dużo większy - nie wyglądały mi te koty na zwykłe myślokształty... zresztą mam wrażenie, że już kiedyś one były w moim śnie - ten duży był prawdopodobnie tym którego widziałem jakiś czas temu w biały dzień na biurku), oraz 2 postacie. Jedna z dobrych postaci zdemaskowała demona który ukrywał się pod postacią pięknej dziewczyny (która się do mnie przymilała) - sporo to pomogło, bo zmieniłem stosunek do niej co spowodowało ruszenie demona do ataku - ugodził on mojego opiekuna w twarz i chyba mnie albo tego drugiego w rękę. Tak czy siak po chwili uciekł (tak opowiadając w dużym skrócie zostawiając za sobą "soczewkę" z oka jako dowód rzeczowy -> nie wiem dokładnie o co chodzi, ale może teraz będzie jakoś go łatwiej namierzyć? - pierwszy raz mam takie coś i sam złapałem tą soczewkę, którą demon jakby wyciągnął sam sobie? z oka). Lekko odczułem ten atak, ale na pewno byłoby znaaaacznie gorzej gdyby nie ochrona jaka została mi udzielona (thx).

Chyba przed 6? poszedłem spać do pokoju obok, a o 9:44 wstaję - brak ataków.

O 13:45 kładę się spać, a o 16:25 wstaję - ogólnie brak ataków, ale pod sam koniec było coś mocno podejrzanego, coś na kształt "negatywnego" snu, ale na szczęście byłem mocno świadomy tego co się dzieje i rozłączyłem się w trakcie jego trwania -> ogólnie sądzę, że jakbym tego nie zrobił to mógłbym oberwać.

27/28.11.2011 -> Od 2:00 do 3:20 Wiesia robiła mi healing. Najważniejszym dla mnie momentem było uzdrowienie miejsca w którym wbili mi igłę sprzed tygodnia.

O 6:26 kładę się spać, a o 10:11 wstaję - brak ataków :)

O 19:35 kładę się spać, a o 20:50 wstaję, gdyż miałem właśnie o tej godzinie atak we śnie gdzie ten byt usiadł na moim boku (spałem na boku). Idealnie czułem "zmienny" ucisk w tym miejscu (jakby ktoś mnie gniótł rękami?). Jakoś się z tego snu wybudziłem choć nie było łatwo, bo traciłem co kilka sekund świadomość. Po wstaniu czuję pewien ucisk w miejscu jego ataku. Ogólnie przed samym atakiem była bardzo negatywna postać we śnie, ale ona jako tako nic mi nie zrobiła... było również bardzo ciemno. Ogólnie było to lekko dziwne, że byłem we śnie, ale czułem się jakbym był w stanie pomiędzy realem a snem. Czułem idealnie jak leżę, ale byta który mnie atakował nie widziałem... jedynie czułem jego atak i wiedziałem ze 100% pewnością, że to on... skubana niewidzialność ;) (wyjątkowo nie miałem na sobie różańca, ale nie wiem czy jakbym go miał to by ten atak nie nastąpił... pewnie byłby... a może byłby w innej formie? nie wiem... może tak może nie).

Wyjaśnię dodatkowo na czym polega ta utrata świadomości. Miałem wrażenie, że moja świadomość jest taką małą piłeczką w samym środku mojej głowy. Gdy utrzymywała się na swoim miejscu to byłem świadomy tego co dzieje się we śnie. Gdy traciłem świadomość miałem wrażenie, że ta kuleczka przemieszcza się gdzieś poza obszar mojej głowy i wpadałem jakby w obszar nieświadomości (ten byt chyba ją wypycha z mojej głowy jak widzi, że orientuje się we śnie, że jestem przez niego atakowany). Aby przywrócić "kuleczkę" na swoje miejsce muszę zrobić pewien jakby umysłowy? wysiłek.

28/29.11.2011 -> O 00:50 kładę się spać, a o 2:35 wstaję, gdyż miałem atak we śnie. Mimo iż leżałem normalnie na boku, siebie we śnie (który zrobił się cały ciemny w porównaniu ze snem jaki miałem jeszcze chwilę wcześniej) widziałem leżącego na plecach (z tego co pamiętam to we śnie przez chwilę leżałem na boku, ale on mnie obrócił na plecy). Niestety ten byt mimo, iż miałem już na sobie różaniec wszedł na mnie (nie czułem ucisku, ale widziałem go choć niewyraźnie [ciemna postać]) całym swoim "wrednym cielskiem", ale zorientowałem się co się dzieje! i zacząłem odpychać go nogą co dało bardzo dobry skutek w postaci zepchnięcia go ze mnie... nie mniej jednak nie spodobało mu się to i rzucił się na mnie i ja wtedy zacząłem mantrować słowo "Bóg", ale nie zauważyłem jakiegoś skutku... jedyne co zauważyłem to, że mnie szybko wybudziło, ale nie wiem czy od mantrowania czy od rzucenia się na mnie demona.

Około 5:00? usnąłem na foteli czy o 5:05? nie wiem dokładnie, ale właśnie o 5:05 miałem atak we śnie, ale nic mi się chyba nie stało?

O 9:30 kładę się spać, a około 11? mam atak we śnie... następnie o 11:26 i jeszcze trochę później. Wstaję o około 12:45.

O 19:36 kładę się spać, a o 23:05 obrywam w ataku we śnie (auć). Ogólnie ostatnio dosyć często mam wrażenie przy "wybudzeniu" po ataku jakby czakra zamiast stracić energię to się jakby kuliła? lub coś w tym stylu (w przeszłości, ale nie w każdym przypadku! mogłem to zjawisko określić czasem mianem "straty energii" co obecnie wydaje mi się nie do końca poprawne, ale nie mniej jednak też bywało wielokrotnie, że miałem uczucie jakby energia frunęła do tego byta... różnie z tym bywało - tak czy siak żadne oberwanie nie jest miłe).

29/30.11.2011 -> O 2:36 idę spać na fotelu -> o 4:30 zmieniam miejsce na łóżko (w tym czasie nie miałem ataków) -> o 7:36 wstaję, ale gdy leżałem na łóżku oberwałem kilka razy.

Od 8:30 do 11:20 spałem - brak ataków. Następnie od 11:27 do 12:09 spałem/leżałem i również brak ataków.

Spałem jeszcze tego dnia kilka? godzin - brak ataków.

[GRUDZIEŃ 2011]

30.11.2011/01.12.2011 -> Sporo spałem i leżałem (rozchorowałem się) - brak ataków - Chyba Bóg mi ich oszczędził? a może nie byłem ich w stanie wyłapać?

 01/02.12.2011 -> Sporo spałem i leżałem (były pewne uporczywe myślokształty, ale nie jestem przekonany czy były to ataki? - daję tutaj duży znak zapytania).

02/03.12.2011 -> Lekko po północy dostałem 2-3 strzały prądem w 3 czakrę (najpierw we śnie [aż mnie wybudziło], a później jak sobie leżałem z zamkniętymi oczami) - czy to były ataki? sam nie wiem... niby tak to wygląda, ale nie jestem w 100% co do tego przekonany - na wszelki wypadek wstałem - po wstaniu odczuwam ból na 3 czakrze. Za jakiś niedługi czas ponownie poszedłem spać (do 5:42) i było w miarę ok?

O 21:09 poszedłem spać, ale od razu przed oczami zacząłem widzieć różne negatywne myślokształty. Gdy otwierałem oczy moje myśli były dużo spokojniejsze, ale gdy je zamykałem to normalnie jakby jakiś potok negatywizmu się wlewał w moją głowę i to wszystko widziałem przed oczami w postaci obrazów. Po chwili gdy miałem zamknięte oczy odczułem bardzo silnie jakby jakaś zjawa zawisła nade mną -> szybko otworzyłem oczy -> trochę odczekałem i ponownie zamknąłem oczy -> znowu od razu pojawiły się negatywne myślokształty i po chwili ponownie mam bardzo silne odczucie, że jakaś zjawa nade mną zawisła -> szybko się ewakuowałem (21:09) i darowałem sobie spanie. Ogólnie nic mi się nie stało, ale nie lubię takich wizyt :/

03/04.12.2011 -> O 00:34 idę na fotel. O 2:02 poczułem jak na mnie usiadł, ale wybudziłem się i chyba nic mi się nie stało. O 3:39 zaatakował mnie we śnie po czym wstałem. Od około 6:15? poszedłem spać na fotel... i trwało to do 8:15 - czyżby atak ataków? a może było coś małego? nie pamiętam już.

O 9:21 kładę się spać, a o 10:46 wstaję - brak ataków.

Około 18:30? poszedłem spać, a o 20:37 wstałem - pod sam koniec były jakieś dwa "małe" strzały? w czakrę? - nie wiem co to było, ale wolałem na wszelki wypadek wstać.

04/05.12.2011 -> Przed 1 idę na fotel, a o 2:40 wstaję (jak do tej pory brak? ataków) i idę do łóżka. Śpię do 5:58 i pod sam koniec był atak we śnie skierowany na 3? czakrę.

Od około 17:25? do 18:35 spałem - brak ataków.

O 18:53 idę na fotel, ale widzę, że nic się nie dzieje więc po chwili idę do łóżka. Śpię do 23:50 gdzie pod sam koniec snu była jakaś podejrzana strzykawka z dziwną zawartością (prawdopodobnie straszak?) którą ktoś chciał abym sobie wstrzyknął, ale ja kategorycznie tego nie chciałem (strzykawka ciągle była położona) i mnie nagle w trakcie trwania tego snu wybudziło podobnie jak to dzieje się przy ataku (chodzi o pewne odczucie na 4 czakrze - szarpnięcie).

05/06.12.2011 -> O 3:29 idę na fotel i śpię do 5:06 o której obrywam we śnie (chyba jakiś opiekun mi pomagał, ale nie daliśmy rady - odganialiśmy jakieś chochliki, ale było ich zbyt wiele). Moja czakra musi dojść do siebie... czasem te uderzenia / szarpnięcia przy wybudzeniu nie są zbyt przyjemne. Od 15:56 (i może jeszcze trochę wcześniej) do 19:15 spałem - brak ataków.

06/07.12.2011 -> O 1:30 idę na fotel, a o 3:58 wstaję gdyż wiele razy byłem atakowany we śnie (wiele ataków udało mi się przerwać). Ostatni atak był ciekawy. Złapał mnie za nogę (niewidzialny byt) i moim ciałem "astralnym"? miotał po całym pokoju, aż do wybudzenia. O 6:50? do 8:43 spałem - brak ataków, ale ogólnie czuję się marnie po tych wcześniejszych bęckach. Od 13:13 do 14:42 spałem - brak ataków. Od około 19:00 do 21:05 spałem - brak ataków.

07/08.12.2011 -> Od około 23:35? idę spać na fotel, a o 1:03 wstaję gdyż był atak we śnie - była pewna postać, która zachowywała się natarczywie i wchodziła na mnie próbując dojść do pewnego miejsca -> gdy jej to uniemożliwiłem wrzasnęła na mnie i nastąpiło wybudzenie -> nie mniej jednak ten konkretny atak określiłbym jako dość słaby. Około 1:30-2:00? idę na fotel, a o 3:20 wstaję - było coś niby we śnie, ale nieskuteczne dla tego byta. Od 8:04 do 10:48 spałem - brak ataków. Od 13:55 do 16:55 spałem - brak ataków.

08/09.12.2011 -> Od 4:10 do 6:08 jestem na fotelu - brak ataków. Następnie przenoszę się do łóżka od 6:09 do 8:00 i również brak ataków. O 10:37 kładę się spać, a o 11:55 wstaję - brak ataków.

09/10.12.2011 -> O 18:50 idę na fotel, ale 10 minut później postanawiam już się położyć do łóżka -> o 00:04 wstaję - brak ataków -> ciekawe było to, że w snach moja podświadomość? zachowywała się tak jakby skanowała sny w poszukiwaniu wroga - na szczęście nikogo nie znalazła, ale samo doświadczenie było ciekawe. O 5:26 poszedłem spać, a o 5:50 wstałem - na samym początku gdy zasypiałem odczuwałem jakiś dziwy niepokój (przez dłuższy czas) na 4 czakrze oraz było kilka strzałów jakby prądem w nogi (aż fizycznie "podskakiwały") -> gdy już zasnąłem to we śnie były koło mnie dość mocno podejrzane postacie - tak czy siak jako tako nie zostałem uderzony (w czakrę), ale niemniej jednak niepokój na mojej 4 czakrze został wytworzony więc można powiedzieć, że w pewnym sensie jestem stratny (zresztą czuję to po wstaniu, że coś jest nie tak) - następnym razem postaram się szybciej ewakuować z łóżka gdy będę doznawać tego typu objawów. O 12:26 idę spać, a o 16:25 wstaję - ogólnie brak ataków, ale był pewien ciekawy motyw przed zaśnięciem, a mianowicie chodziły mi po głowie pewne negatywne myśli i sobie pomyślałem, że strzelę w nie "srebrną rakietą" i gdy nastąpi wybuch to złapię je w srebrną kulę -> i tak też zrobiłem -> co ciekawe zobaczyłem przed oczami (w wyobraźni?) jak w srebrnej kuli jest uwięziona czarna energia i to taka żywa, która chce się wydostać na zewnątrz! co lepsze to moje wszystkie negatywne myśli zniknęły! Były uwięzione w tej srebrnej kuli! Byłem zdziwiony, że ta czarna energia jest taka "żywa". Posypywałem ją srebrnym proszkiem, aby rozpuścić tą energię, ale ona jakby na to jakoś specjalnie nie reagowała. Ta energia stawała się coraz bardziej agresywna więc postanowiłem tą srebrną kulę z czarną energią włożyć w kolejną srebrną kulę, aby mi przez przypadek się nie "ulotniła". Tą pierwotną kulą próbowałem zgnieść tą czarną energię, ale nie dało się. Myślałem, że po pewnym czasie ona zniknie lub "podda się" i wygram, ale gdzie tam... non stop wierzgała jak młody źrebak ;) Co oczywiście najlepsze to nie miałem w głowie negatywnych myśli - wszystkie były zgromadzone w tej czarnej, "szalonej" energii - więc wynika z tego, że jest to żywa, astralna istota i jakimś cudem ją złapałem w silną pułapkę :) Jeszcze raz podkreślę, że jak ją złapałem to wszystkie negatywne myśli zniknęły! to było na prawdę "spektakularne" i "uwalniające". Tak czy siak po pewnym czasie ta energia rozbiła moją srebrną kulę i wydostała się na zewnątrz. Zaczęła się rozprzestrzeniać mi przed oczami. Próbowałem ją złapać, ale nie było to takie łatwe - nie dawała się ponownie zamknąć do kuli. Tak czy siak pomyślałem sobie, że użyję innej metody -> próbowałem tą energię wessać odkurzaczem, który ma w swoim "pojemniku" czerwoną energię (jakby lawa - jeżeli negatywna energia się z nią zetknie jest "niszczona"). Udało mi się w sumie całkiem sporo jej wciągnąć i chyba zniszczyć? Koniec końców motyw z odkurzaczem spowodował, że ta czarna energia gdzieś zniknęła - nie wiem czy została zniszczona czy się gdzieś ewakuowała - ważne, że mogłem spokojnie zasnąć bez żadnych dziwnych "snów" itp. :)

10/11.12.2011 -> O 22:47 idę spać, a o 1:17 budzę się ze snu, w którym było sporo akcji (nie koniecznie negatywnej, po prostu dużo biegania itd) i widzę na swoim łóżku siedzącą na wpół przezroczystą blondynę! -> nie widziałem jej zbyt dokładnie, ale jej blond włosy rzuciły mi się w oczy. Ogólnie nie poruszała się... szybko odwróciłem wzrok i zacząłem mantrować słowo Bóg i wyszedłem z tego "wymiaru" i wszedłem w "real". Po chwili położyłem się na jeszcze chwilkę... wpadłem od razu w sen... było jasno... ktoś przy mnie był... raczej przyjaciel... ale nad nami były jakieś dziwne, bardzo nowoczesne samoloty, helikoptery... całe białe... lub biało-zielone... i tak krążyły i krążyły... gdy się wybudziłem już nie zasypiałem... jakieś to trochę podejrzane było... Około 5:15 idę na fotel, o 5:35 zostaję wystraszony przez jakąś postać we śnie... jakiś czas później ponownie zasypiam i śpię spokojnie do 6:45. Od 8:25 do 10:30 śpię - brak ataków.

O 22:35 idę spać (wyczuwam niepokój przed zaśnięciem, ale nic mi się nie dzieje - zacząłem sobie śpiewać "Pan jest moim pasterzem..." i niepokój się zmniejszył), a o 23:45 miałem atak we śnie.

11/12.12.2011 -> Około 3? (może lekko przed) usnąłem na łóżku, a o 3:05 jakaś podejrzana postać blisko do mnie podeszła (niby zagadać, zaprzyjaźnić się)... i mnie wybudziło. Postać była ładna -> motyw urody jest często stosowany przy ataku, aby podświadomość nie rozpoznała zagrożenia - kojarzy mi się to trochę z filmem "Incepcja" (kto nie oglądał tego filmu to polecam obejrzeć i przeanalizować motyw "oszukania podświadomości" podczas "włamania się do snu" ofiary). W oczach tej postaci było widać "życie" i "inteligencję". Im dłużej patrzyłem na tą postać tym bardziej brzydła (a przynajmniej tak mi się wydaje) - czasem ten motyw się pojawia - jakby mnie nie wybudziło tak szybko to możliwe, że zobaczyłbym twarz pełną nienawiści co oczywiście już nieraz miałem okazję doświadczyć, ale właśnie często na początku jest piękna twarz, pełna gracji i wdzięku... a dopiero później w miarę wpatrywania się w nią zaczyna wychodzić jej prawdziwe "oblicze". Około 3:50? do około 4:10? zasnąłem przed komputerem - brak ataków. Około 4:30? idę spać, a o 7:47 wstaję - brak ataków. Od 10:45 do 12:42 spałem - brak ataków. Około 20:00? idę na fotel, a o 21:46 wstaję - brak ataków.

12/13.12.2011 -> O 4:50 próbowałem zasnąć (od razu zacząłem wyczuwać coś niefajnego w moim pobliżu - taka ogólnie negatywna atmosfera), a 5 minut później musiałem już uciekać, gdyż czułem jak "zło" manipuluje moją głową wciągając mnie jakby w inny stan "świadomości" (słychać tam głosy astralne) i w tym stanie to coś dobierało się do mojej 4 czakry -> musiałem to przerwać, choć i tak czuję tam pewien ucisk po tym doświadczeniu, ale jakbym dłużej zwlekał byłoby znacznie gorzej.

O 11:55 kładę się spać, a o 15:20 wstaję - brak ataków.

O 16:35 kładę się spać, a o 17:59 miałem atak we śnie - na szczęście był przy mnie opiekun i jakimś fartem nie oberwałem (brak uderzenia itp. objawów) - oczywiście nigdy do końca nie wiem czy nie odniosłem innych obrażeń, no ale powiedzmy, że przed "negatywnym finałem" udało mi się uciec / wybudzić. Ogólnie to było tam kilku negatywnych osobników więc walka sama w sobie była trochę nierówna... no ale co ich to obchodzi? Dobrze, że opiekun mi przyszedł na pomoc, zresztą on się pojawił zanim zobaczyłem jakiegokolwiek negatywnego osobnika - najwidoczniej on już wiedział co się szykuje - co ciekawe na początku widziałem go z psem na smyczy - czyżby to był jeszcze jeden pomocnik? tego nie wiem - w dalszej części snu nie widziałem "psiego pomocnika". Wiedział co robił przychodząc mi na pomoc. Sam pewnie miałbym znacznie większe problemy i pewnie nie skończyłoby się tak jak się skończyło (nawet przy wybudzeniu nie było tego szarpnięcia na czakrze). Zresztą nawet opiekun we śnie został zaatakowany - opluli mu plecy (oczywiście tak to się skrystalizowało we śnie, a jak wyglądało to w "realu" to nie wiem). Na samym końcu snu dorwałem jednego demona, który został chyba przeze mnie popchnięty i leżał na podłodze, a ja mu położyłem rękę na klacie i mówiłem do niego coś w stylu, aby w imieniu Jezusa Chrystusa demony z niego wyszły i za chwilkę mnie ładnie wybudziło - może właśnie dlatego, że wymieniłem słownie Jezusa? Tak czy siak podczas całej tej "negatywnej przygody" byłem raczej "agresywny" i nie dawałem sobie w "kaszę dmuchać". Jak mnie otaczali z każdej strony to się wyrywałem i odchodziłem na bok. Najważniejsze w sumie, że wszystko dobrze się skończyło.

13/14.12.2011 -> Około 22:30-23:00 usnąłem, a wstałem o 00:10 - były dwa podejrzane sny, ale ogólnie nic mi się nie stało (nie jestem pewien czy oba były atakami - możliwe, że nie, ale i tak były podejrzane więc lepiej nie spać gdy takie sny chodzą po głowie i nigdy nie wiadomo czy aby się nie przekształcą w jakiś niechciany "koszmar"). Około 5:22? przysnąłem lekko na fotelu, a o 5:25 usłyszałem dzwonek dzwoniący w mojej głowie i postanowiłem się otrząsnąć i wstać ;) gdyż mogło to być ostrzeżenie przed "ciemnym bytem", który lubi gdy moje oczy są zamknięte ;) -> ogólnie miałem już tego typu "dzwonki" w przeszłości.

Około 7:30? poszedłem spać, a wstałem o 9:35 - brak ataków.

Poszedłem spać o 11:23 i wstałem o 13:23 - brak ataków.

Około 20:35 idę spać i wstaję o 22:10 - brak ataków.

14/15.12.2011 -> O  23:00 idę na fotel, o 00:24 wstaję, gdyż zostałem zaatakowany we śnie (mojej czakrze się to nie spodobało :/)

O 15:02 kładę się spać, a o 16:24 wstaję - brak ataków.

Około 22:30? usnąłem na łóżku, a o 23:20 wstałem - był na samym końcu atak, którego praktycznie nie pamiętam - bodajże jakiś wilk się na mnie rzucił? ... nie jestem pewien. Tak czy siak z tego co pamiętam to chyba? nic mi się nie stało, a co ciekawsze przed samym tym atakiem dołączył do mnie duży, "solidny" kot (7-10 lat może miał?) -> i wędrował ze mną (nawet dał się pogłaskać). Domyślam się, że był to jakiś mój koci opiekun. Czasami te ciemne byty wyglądają jak koty, ale ten akurat nie zachowywał się w żaden sposób podejrzanie. Było też od niego czuć pewną "siłę" oraz było w nim "życie"... z pewnością nie był to zwykły, martwy "myślokształt".

15/16.12.2011 -> Około 2? zasnąłem przed komputerem, a około 2:43? się obudziłem - była pewna mocno podejrzana sytuacja we śnie, ale czy był to atak? możliwe... ale na szczęście nic mi się nie stało.

O 4:42 idę na fotel, a o 6:14 wstaję - brak ataków. Po chwili idę spać do pokoju obok - wstaję o 8:30 - brak ataków.

O 15:00 kładę się spać, a o 16:46 wstaję - brak ataków.

16/17.12.2011 -> Około 00:30? kładę się spać, a o 00:50 zostaje zaatakowany przez jakiegoś dużego psa, choć dopiero po mocniejszym przyjrzeniu się zobaczyłem, że jest to pies (tak jakby wcześniej chował się pod inną "postacią" [lub coś w tym stylu] - taki kamuflaż). Podczas samego ataku (gdy pies był tak jakby na mnie) znajdowałem się w stanie pomiędzy realem, a snem - wiedziałem co się dzieje, ale nie mogłem się poruszyć ani nic powiedzieć. Na szczęście jakoś udało mi się wybudzić. Czy jestem w jakiś sposób stratny? Sam nie wiem... jako takiego ciosu nie było -  na pewno nie podoba mi się fakt, że nie mogę spać oraz to, że jakiś negatywny stwór łazi mi po pokoju... aniołki zajmijcie się moim nocnym gościem... Jestem ciekawy czy to naprawdę był jakiś astralny pies czy może jeszcze jakiś inny stwór krył się pod tą powłoką. Tak czy siak niezłe bydle mnie zaatakowało. Ogólnie im więcej doświadczam tych ataków tym lepiej rozpracowuje działanie tych negatywnych istot... ale nie mniej jednak jeszcze jest wciąż wiele znaków zapytania.

O 4:47 idę spać na fotel, ale już o 5:00 mam atak we śnie. Następnie było kilka? ataków, a  ostatni był o 6:25 (po którym wstałem).

O 15:30 kładę się spać, a o 17:03 wstaję - brak ataków.

17/18.12.2011 -> Jakiś czas później idę ponownie spać, wstaję dopiero o 00:05 - brak ataków.

Około 8:20 położyłem się na łóżku i bardzo mocno mnie wciągało w sen (nie byłem pewien czy to pewnego rodzaju hipnoza czy może po prostu chce mi się spać - po ataku domyślam się, że było to i jedno i drugie). Poczułem też kilka strzałów w 3 lub 4 czakrę (już nie pamiętam dokładnie). Postanowiłem zmienić łóżko i tam się położyć - bardzo szybko zasnąłem (~8:25) ale już o 8:30 musiałem wstać, gdyż zostałem uderzony we śnie w 4 czakrę - co ciekawe po uderzeniu nie zostałem od razu wybudzony, ale po krótkiej chwili sam siebie wybudziłem aby to przerwać (byłem na tyle świadomy, aby tego dokonać). Sam atak wyglądał mniej więcej tak: na początku był jakiś sen gdzie trochę latałem itd -> później idę dalej i widzę jakąś postać (wyglądała normalnie, ale to był ten byt), która do mnie zagaduje... ja coś odpowiadam i odchodzę, ale ta postać znowu zagaduje i wciągnąłem się mocniej w rozmowę (aby jej wytłumaczyć to o co pyta - oczywiście ona to robi specjalnie abym się "otworzył", zatrzymał, rozluźnił lub nawet zdenerwował - ważne abym nie uciekał i został w jej zasięgu) i ona wyciąga do mnie rękę (otwarta, skierowana w moim kierunku dłoń) i strzela z niej do mnie jakby jakimś niewidzialnym pociskiem? - tak czy siak gdy został oddany strzał to widziałem jakby dużych rozmiarów ruch powietrza przebiegający od ręki tego byta do mojej czakry) i bardzo szybko poczułem uderzenie w 4 czakrę i nagle obok mnie pojawia się kot podobny do mojego, ale to był ten, który mnie czasem w snach atakował. Następnie się sam wybudziłem, bo nie zostałem automatycznie wybudzony. Oczywiście po wstaniu czuję fizyczny ucisk na 4 czakrze itd. Już nie pierwszy raz spotykam się z atakiem gdzie postać wyciąga do mnie otwartą dłoń i po chwili zostaję uderzony (postrzelony) w czakrę. To wszystko działo się na odległość. Ciekawe jest to czemu ten kot (gdy dostałem w czakrę) pojawił się koło mnie...

O 14:59 kładę się spać, a o 17:56 wstaję - brak ataków -> moja czakra czuję się trochę lepiej po strzale jaki dostałem rano -> sen trochę ją zregenerował.

18/19.12.2011 -> O 7:44 kładę się spać, a o 12:44 wstaję - brak ataków - ogólnie rzecz ujmując to urwał mi się film na te 5 godzin.

Około 17:00 kładę się spać, a o 19:35 wstaję - na samym końcu był atak na 7 czakrę. Uderzenie w 7 czakrę odczułem jakby klepnięcie palcami ręki w czubek głowy. We śnie wyglądało to tak: jakiś pająk? spuścił się na linie -> uderzył mnie w 7 czakrę i szybko uciekł po niej w górę. Nie jestem pewien czy przypadkiem w którymś momencie i 4 czakra nie dostała? ale chyba nie? Tak ogólnie to sprytnie ten byt to wykombinował - uderzył i uciekł. Obstawiam, że rozproszył mi trochę energii na czakrze korony... ale do końca nie wiem co się tam stało - wiem jedynie, że nie było to dla mnie korzystne. Plusem jest to, że trochę sobie pospałem. Myślę, że mało kto zdałby sobie sprawę z "normalnych" ludzi, że to był atak "demona". Po raz kolejny jestem pod wrażeniem ataku, który jest bardzo niepozorny - dla demona idealny atak to taki gdzie ofiara nie zorientowała się co się stało.

19/20.12.2011 -> Od około 7-8? kładę się spać, a około 12:30 wstaję - brak ataków.

O 13:52 kładę się spać, a o 15:36 wstaję - brak ataków.

Od jakiegoś czasu (1-2 tyg) mniej sypiam w różańcu.

Od około 22:10 do około 22:20 spałem - brak ataków.

20/21.12.2011 -> Od około 22:30? do około 00:30 spałem i chyba mnie zachipowali :( We śnie była jakaś postać co mi coś montowała koło lewej łopatki (spałem na prawym boku) i było coś mówione o jakimś urządzeniu? -> co ciekawe po zamontowaniu tego czegoś zacząłem się rzucać we śnie, że mnie zachipowali i aby ktoś mi to wyjął... i ktoś próbował takimi szczypcami to zrobić (czułem pewien ucisk wtedy), ale nie dał rady -> po obudzeniu się patrzę czy nie ma tam jakiegoś cięcia i niestety okazało się, że jest (pod lewą łopatką, przy kręgosłupie - około dwu centymetrowa rana). Czuje tam i w okolicach pewien ucisk.

Możliwe, że to coś zostało zamontowane na jakimś poziomie energetycznym? podobnie jak ta igła jakiś czas temu - na szczęście igłę udało się usunąć Wiesi healingiem... może i to w ten sposób się uda usunąć? Tak czy siak na razie zacząłem sam to "usuwać". Na samym początku wszedłem w tą ranę i owinąłem podejrzany "kwadracik" bardzo mocno w złoty kokon - a następnie starałem się go wciągnąć odkurzaczem, ale nie wiem czy się udało. To była taka moja pierwsza próba, ale po chwili postanowiłem zrobić to od nowa. Oczywiście wszystko co tutaj opisuję widziałem przed oczami - z pewnością nie tak jak widzą to osoby z "otwartym 3 okiem", ale to widzenie całkowicie wystarcza, aby przyjrzeć się miejscu które zostało "uszkodzone".

Podejście nr 2: Zamknąłem oczy i postanowiłem zobaczyć moje plecy: ujrzałem i tam gdzie powinno być rozcięcie widziałem dziurę, z której zaczęły wystawać wielkie meduzowe? macki. Wziąłem mentalny miecz do ręki i zacząłem je ucinać. Oczywiście miałem zapaloną świeczkę i moi opiekuni byli już wezwani do pomocy. Poucinane macki wrzuciłem w ogień, a czasem zawijałem w kokon i przekazywałem do zabrania opiekunom. Następnie  zobaczyłem w tej ranie meduzę, którą udało mi się wyjąć i zawinąć w kokon itd. (oczywiście bardzo solidnie zawijałem wszystko w kokon i bardzo ładnie widziałem to przed oczami). Następnie zobaczyłem macki ośmiornicy wyłaniające się z rany - wszystkie pociąłem. Później resztę ośmiornicy która stamtąd wyszła uśmierciłem. Następnie już chyba mogłem zajrzeć co jest w środku rany. Było tam coś na środku mechanicznego - niewielkie urządzonko -> zawinąłem je w kokon i wywaliłem stamtąd. Następnie poprosiłem aniołów, Boga itd. aby w moją rękę została włożona złota energia i od środka ranę wypełniałem tym złotem. Gdy skończyłem wypełniać wnętrze to zacząłem polewać tą złotą energią ranę i okolice rany. Samo nacięcie dobrze nią spryskałem - nawet miałem wrażenie jakby rana się zamykała. Na razie skończyłem healing.

Po pewnej chwili postanowiłem sprawdzić jak to wygląda. Przyglądam się plecom i widzę jakby szew na ranie. Postanowiłem ją otworzyć. Patrzę do środka i nic tam specjalnego nie widzę. Dodałem trochę złotej energii i wracam do widoku pleców. Zaszywam ranę złotą nicią i polewam ją złotą energią. Naglę pojawia mi się z lewej strony ogromne przerażone oko patrzące na moje plecy. Chciałem się jego pozbyć, ale nie mogłem. Otworzyłem oczy i wiadomo... wszystko znikło. Może to oko to ten byt, który zobaczył co zrobiłem i że jego praca poszła na marne? Mam nadzieję, że moja operacja zakończyła się pełnym sukcesem, a przynajmniej tak to mniej więcej wyglądało z mojego punktu widzenia.

Na sam koniec jeszcze poszedłem do łazienki i postarałem się tyle na ile mogę zdrapać tą ranę. Jak na razie dalej czuję tam pewien ucisk, no ale zobaczymy jak to będzie wyglądać w następnych dniach.

Jeszcze około 8:35 na chwilkę spojrzałem jak to wygląda. Zauważyłem, że ranka jest trochę rozwalona i jest tam  lekko ciemna energia (może mi się wydawało?) -> tak czy siak zebrałem to do woreczka (idealnie go widziałem przed oczami) i wrzuciłem w ogień (ogień to wessał podobnie jakby to zrobił odkurzacz). Następnie wszedłem do środka i nie widziałem tam niczego złego... aż tu nagle mi wyskoczył przed oczami widok takiej głowy "szatańskiego kozła" -> wziąłem to w woreczek i w ogień. Wypełniłem dodatkowo złotą energią wnętrze rany oraz zaszyłem jeszcze raz ten otwór i polałem to mocno złotą energią -> zauważyłem, że rana całkowicie znikła. Po chwili zobaczyłem przed oczami kwiatka  z białymi liśćmi. Na początku rozkwitał, później z powrotem zwijał swoje płatki i tak kilka razy. W między czasie zmienił się jakby w kwiat lotosu? Tak czy siak ciekawe to było...

Około 17-18 poszedłem spać, a o 19:25 wstaję -  brak ataków. Chwilę później kładę się ponownie, a o 22:45 wstaję, gdyż był atak we śnie, który na szczęście został przerwany w odpowiednim momencie. Możliwe, że był przy mnie opiekun. Jeszcze co ciekawe w międzyczasie się obudziłem i spojrzałem na komputer i zamiast niego widziałem kota. Czyżby koci strażnik?

21/22.12.2011 -> Około 22? poszedłem spać, wstałem o 1:00 -> brak ataków.

22/23.12.2011 -> Około 3:45? kładę się spać, a o 4:14 wstaję gdyż był atak we śnie. Jakaś postać wbiła mi w lewą łydkę jakiś sporych rozmiarów pręt. Co ciekawe podczas samego ataku dwóch policjantów się na tego kogoś rzuciło, aby go powstrzymać, ale nie dali rady. Po wstaniu czuję tam dyskomfort - pewien ucisk itp. Nie czekając zbyt długo zrobiłem sobie tam healing -> dodatkowo wydychałem z siebie negatywną energię oraz masowałem to miejsce kryształem górskim.

O 10:57 kładę się spać, a o 12:05 wstaję - brak? ataków. Około 12:42 idę na fotel i śpię do 3:02 - brak ataków.

23/24.12.2011 -> Nie wiem o której poszedłem na fotel (trochę przed 00:00?) ale na pewno o 00:34 wstałem. We śnie raczej na pewno był koło mnie opiekun, który ostrzegał mnie przed czymś negatywnym... coś się do mnie złego zbliżało (kosmici?) ale na szczęście zostałem wybudzony na czas. Następnie za chwilę położyłem się i usnąłem (nie do końca początkowo miałem to w planach), o 2:30 wstałem - brak ataków. Oczywiście dalej chce mi się spać, ale wolę nie ryzykować... i tak już trochę się wyspałem. Między 5:15 a 6:30? (nie pamiętam dokładnie) poszedłem spać na fotel, a o 7:28 wstałem - brak ataków.

24/25.12.2011 -> O 1:45 idę na fotel, a o 6:05 wstaję - brak ataków. Jeszcze do 6:25 próbowałem spać w łóżku, ale kot szalał i musiałem wstać ;)

O 14:47 kładę się spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.

25/26.12.2011 -> O 3:23 kładę się spać, a o 3:28 wstaję - gdy tylko się położyłem to przez moją głowę zaczęły przepływać negatywne myśli i obrazy. Nawet przekleństwo usłyszałem głośno w głowie, a po zamknięciu oczu miałem "negatywne" odczucia na 4 czakrze - te same co jakiś czas temu gdy zawisła nade mną zjawa. Dobrze, że szybko wstałem. Około 4:27 obudziłem się z kilku? minutowego snu - nieświadomie usnąłem przed komputerem - końcówka snu była podejrzana (potencjalny atak) ale nic mi się nie stało (wybudziło mnie). Tak z 1-2h przed wstaniem (~10:00) przysypiałem lekko na fotelu - brak ataków.

O 14:39 kładę się spać, a o 17:11 wstaję - brak ataków.

Około 22 na jakiś krótki czas usnąłem w kuchni (wyłączyło mnie) - na szczęścia nic mi się nie stało.

26/27.12.2011 -> O 00:00 idę na fotel i bardzo szybko zasypiam, a o 00:28 wstaję - był atak pocałunkowy, ale jakoś gładko mnie wybudziło (a właściwie mi to wyglądało na powrót do ciała). Było też ładnie pokazane jak ze zwykłego snu przemienił się on w ciemny z negatywnymi postaciami (co ciekawe nikt mi w tym etapie "śnienia" nic nie zrobił) i po chwili nastąpił kolejny etap (bardzo jasny i miły) z pięknymi paniami -> po chwili jedna z nich zaczęła się do mnie przystawiać, ale jej twarz była taka jakaś brzydka -> opierałem się i może dlatego mnie gładko wybudziło, a przynajmniej nie czuję się stratny. Ogólnie ciekawym motywem jest tutaj zastosowanie podwójnego przejścia. Czyli najpierw przejście z jasnego snu do ciemnego (gdzie przeważnie już tutaj powinien nastąpić atak), a następnie z powrotem do jasnego (z miło wyglądającymi postaciami - gdzie faktycznie nastąpił atak). W ciemnym śnie odczuwałem strach, a w jasnym nie. Przypominam sobie, że był jeszcze jeden atak... jakaś ręka chciała mi coś zrobić, ale bez problemu ją "obezwładniłem".

Trochę później poszedłem do łóżka spać, a o 2:28 wstałem z powodu ataku - na szczęście nic mi się nie stało -> miałem bardzo silną ochronę.

Widziałem z 10 różnych (jak nie więcej) broniących mnie "osób" -  nie wiem czy wszystkie były prawdziwe, ale jedna na pewno była (ogólnie tego typu opiekunów było dwóch, ale nie wiem czy oboje byli w pełni żywi) - a był to robot taki jaki jest w filmie "Thor" - ktokolwiek wszedł negatywny w moją przestrzeń wtedy ten strzelał swoim promieniem i był bardzo skuteczny.

O 8:25 kładę się spać, a o 11:46 wstaję - brak ataków.

O 12:47 kładę się spać, a o 15:35 wstaję - brak ataków.

27/28.12.2011 -> Od około 00:00 do około 1:15 miałem prawie cały czas zamknięte oczy i lekko podsypiałem (nie wszedłem chyba w głębszy sen) i nic specjalnego się nie działo. O 2:44 idę na fotel, a o 4:30? wstaję z powodu ataku. Jakiś doktorek coś na mnie eksperymentował. Wiem, że składało się to z dwóch zabiegów - jeden udało mu się przeprowadzić (nie mogę sobie przypomnieć co to było), a drugi nie doszedł do skutku (miał mi wbić w nogę jakieś urządzenie z długą igłą i miał wyciąć jakąś "żyłkę"?) ale na szczęście mnie wybudziło. Oj, jak ja nie lubię takich rzeczy.

28/29.12.2011 -> O 19:56 idę na fotel, a o 00:44 wstaję - raczej brak ataków choć pod sam koniec jakieś dwie postacie stanęły blisko mnie (szybko się im wymknąłem) oraz za chwilę we śnie wziąłem mojego kota na ręce (nie pamiętam czy się wyrywał - ale to był częsty motyw ataku gdy ten byt podszywał się pod niego) - tak czy siak nie zauważyłem abym w jakikolwiek sposób oberwał czy coś takiego. Te sytuacje mogły być potencjalnymi atakami, ale nie wiem czy na 100% nimi były - tak czy siak ciekawe jest to, że po wzięciu tego kota na ręce zaraz zostałem wybudzonu - jakby uratowany przed potencjalnymi szkodami? - możliwe, że wyrzuciłem tego kota na łóżko i dopiero wtedy mnie wybudziło - nie pamiętam dokładnie. Tak czy siak czuję się w jednym kawałku :)

Około 9 rano położyłem się na kilka minut i niestety nie zorientowałem się, że byłem w międzyczasie hipnotyzowany i byłem wprowadzany w stan między realem a snem. Około 3x byłem wprowadzony w ten hipnotyczny stan i tyle samo razy się wybudzałem, ale ostatnim razem wybudziłem się na dobre. Ogólnie jak wprowadzany jest ktoś w ten stan to on jest taki "magnetyczny" czyli, że nawet gdy w pewnym sensie się obudzisz (otwarte oczy itp.) to ma się pewien problem z powrotem do "reala" tak na 100% (bez stanu hipnozy nałożonej na głowę). Tak czy siak za ostatnim razem zobaczyłem tego byta (jakby głowę z tułowiem) jak na mnie leży? lub coś takiego? było to niewyraźne, ale wydaje mi się, że leżał na mojej 4 czakrze. Nie było żadnych strzałów ani czegoś podobnego, ale obstawiam, że troszkę energii mi wytrącił? w sumie sam nie wiem. Tak czy siak był atak, a ja jako tako temu bytowi się wyślizgnąłem.

Próbowałem usnąć o 12:45, ale się nie udało. Od razu po zamknięciu oczu poczułem ucisk w okolicy szyi wraz z jakby takim nagłym przekrzywieniem głowy (jakby ktoś próbował skręcić mi kark). Następnie po chwili ponownie zamknąłem oczy i praktycznie od razu poczułem ucisk na 4 czakrze i bardzo szybko otworzyłem oczy. Więcej nie próbowałem już zasypiać. Ogólnie w pokoju miało się wrażenie negatywnej obecności.

Około 18:30-19:00? (nie pamiętam dokładnie) poszedłem spać gdyż poczułem, że nikogo nie ma w pokoju, a wstałem o 20:05 - brak ataków.

O 20:23 kładę się spać (gdyż poczułem, że nikogo nie ma u mnie w pokoju), a o 23:44 wstaję - gdy się obudziłem wydawało się, że wszystko jest ok... zmieniłem pozycję na łóżku i zamknąłem na chwilę oczy i poczułem jakby ktoś się na mnie położył czy coś w tym stylu (było to negatywne doznanie - wiadomo o co chodzi) -> od razu otworzyłem oczy i się ewakuowałem.

29/30.12.2011 -> Około 1:25? usnąłem na fotelu, a wstałem o 1:40 -> na samym końcu był atak. Otaczało mnie sporo postaci, w tym ściana z dwóch? stron - jedna z nich zaczęła mnie szturchać (odczuwalne fizycznie - celowa prowokacja) i chciała abym ją uderzył (choć nie sugerowała tego wprost - to był jej ukryty cel) - zrobiłem to i poczułem się z tym lekko "źle" (próba wywołania we mnie odpowiednich emocji i reakcji typu "o sorki nic ci nie jest?" - i odczuwanie zmartwienia itp. - a diabeł się śmieje w niebogłosy) - i mnie  po chwili wybudziło - ogólnie jak pisałem wcześniej nic mi się specjalnie od tego nie stało - chociaż na pewno w jakimś małym stopniu wpłynęło to na mnie negatywnie.

Około 8:00 poszedłem sobie na chwilkę spać, ale od razu we śnie widziałem mojego "przeciwnika", który próbował mnie atakować - na szczęście udało mi się w miarę gładko wybudzić. Gdy sobie leżałem i wpadałem w głębszy relaks to z  1 czy 2x odczułem ucisk na 4 czakrze  - ale się w miarę szybko ewakuowałem - zresztą gdy czuje się ten ucisk to jest się jakby w takim specyficznym stanie... jakby w transie? sam nie wiem jak to dokładnie opisać, ale wiem, że trzeba się z tego stanu szybko ewakuować... im szybciej tym lepiej.

O 14:49 idę na fotel, ale widzę, że wszystko jest ok i o 15:00 przenoszę się do łóżka -> tam jestem do 15:25 i wstaję - brak ataków. Następnie ponownie kładę się spać (od 16:11 do 20:11) - brak ataków.

Około 22:30 przysypiałem trochę na łóżku (nie wiem dokładnie ile czasu spałem - może z 15? min.) i nic mi się nie stało - piszę o tym, bo przed zaśnięciem czułem "dobrą" i "czystą" atmosferę w pokoju (normalnie lub często czuję pewien "niepokój", "niepewność" lub np. gdy leżę na łóżku to czuję jak coś wisi w powietrzu koło mnie lub mniej więcej nade mną) - a tym razem czułem po prostu, że w pokoju nikogo nie ma więc szansa na atak (przede wszystkim przy zasypianiu) była dość mała o ile nie bliska zeru. Niestety przeważnie nie odczuwam tego "spokoju", ale tak czy siak miło było to poczuć.

30/31.12.2011 -> Nie wiem dokładnie o której, ale chyba około 9? zasnąłem na kanapie i obudziłem się o 11:41 -> brak ataków.

O 14:37 kładę się spać, a o 15:40 wstaję, gdyż zostałem zaatakowany we śnie przez czarno-białego kota. Sam sen wyglądał tak: na początku widziałem tego kota będącego pod samochodem -> auto ruszyło i się mocno przejąłem, aby kot nie został uszkodzony, ale "na szczęście" nic się nie stało (ta scena, która właśnie została mi pokazana ma na celu wywołanie we mnie określonych reakcji jak np. "przejęcie się", "współczucie", "otworzenie swojego serca" na chęć pomocy temu kotu, który przecież jest negatywnym bytem! - otwarcie się mojej czakry na niego jest dla mnie skrajnie niekorzystne - no ale taką sceną mnie początkowo przygotowuje, aby za chwilę mnie skutecznie wystraszyć). Następnie kot latał po moim mieszkaniu, a ja chciałem go złapać w ręce (aby go przytulić itd). Po chwili leżałem na podłodze? a kot był bardzo blisko mojej 4 czakry - nagle nastąpiło wybudzenie z automatycznym wystraszeniem się czakry.

Usnąłem na fotelu o... nie pamiętam o której, ale spałem z 15min? może więcej? -> wstałem o 21:35 - brak ataków.

Około 23? (nie pamiętam dokładnie) usnąłem na łóżku i wstałem o 23:51 gdyż miałem atak we śnie, który wyglądał tak: pierwszy demon siedział na ławce (oczywiście wyglądał jak normalny człowiek) i usiadłem koło niego, ale po chwili zaczął do mnie "ziugać" (w tym dziwnie wyginać palcami) więc szybko wstałem i odszedłem. Następnie rozstawione po podwórku postacie (gwardia przyboczna tego byta?) zaczęły do mnie szybko iść i mnie "łapać", ale ja szybko reagowałem (wyrywałem się) i byłem w miarę świadomy tego co się dzieje i po chwili obrony zostałem wybudzony "w miarę" gładko.

cdn...

Dobry Samarytanin