NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2010
LINK! DO NOCNE DEMONICZNE ATAKI W ROKU 2011

[STYCZEŃ 2010]

W 2009 (LINK!) i wcześniej również miałem odwiedziny nocnych gości tylko nie spisywałem tego z taką intensywnością jak spisuje to obecnie - i owszem miałem ich troszkę mniej ale nie mniej jednak były... w tym również zranienia itp. Ogólnie motyw nocnych ataków ciągnie się za mną już od wielu lat... tylko kiedyś nie wiedziałem z czym mam do czynienia... ale dobrze, że w pewnym momencie otworzyły mi się oczy na tą "rzeczywistość". (dopisane 20.03.2012)

Notka wstępna odnośnie użytego obrazka: Niby postać na obrazku nie przypomina z wyglądu byta, który mnie atakuje (czasem są to byty zrobione z czarnej energii, a czasem całkowicie niewidzialne - różnie bywa), ale ten obrazek idealnie odwzorowuje wnętrze tych "upadłych" istot, a mianowicie chodzi tutaj o brak jakichkolwiek uczyć wyższych (typu współczucie itd)! Przypomina mi to trochę postawę iluminatów którzy mają zwykłych ludzi za bydło i nie mają wyrzutów sumienia gdy ich zabijają (np WTC 9/11, chemtrails itd). Ładnie było to ujęte w Harrym Potterze odnośnie dementorów, że "w ich naturze nie leży wyrozumiałość" (chodzi mi tutaj ogólnie o naturę tych bytów). Ogólnie warto zdawać sobie sprawę z tego, że ze strony tych bytów nie ma co liczyć na jakikolwiek akt współczucia, zrozumienia czy czegoś podobnego. Trzeba pamiętać, że ten byt wykorzysta Twoje najsłabsze punkty, a nawet jak znajdziesz skuteczną metodę obrony to po 1-2 dniach już będziesz miał nowy typ ataku lub przyjdzie ktoś silniejszy kto da Ci radę albo po prostu owy byt znajdzie kolejny Twój słaby punkt i będzie Cię "farmił" (regularnie okradał z energii) bez litośnie aż Twoje morale spadną na łeb na szyję. Nie oczekuj, że skończą się te ataki gdy będziesz miał już dosyć... o nie nie nie... Należy się bronić do ostatnich sekund przed wstaniem z łóżka... nigdy nie wolno odpuszczać i pozwalać się "sfarmić" (dać sobie ukraść energię bez stawienia oporu). Uświadomienie sobie złej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy to już połowa sukcesu, następnie należy poznać metody obronne bo bez nich to po kilku dniach potyczek z ciemną mocą będziemy mieli zerowe morale oraz nasze czakry (lub któraś konkretna czakra) będą w opłakanym stanie. Złe siły nie dość, że kradną Ci energię to jeszcze próbują zniszczyć czakry (w moim przypadku celują przede wszystkim w czakre serca, ale czasem przy okazji dostanę jeszcze w jakąś inną)! Więc to nie są żarty. Jak się ktoś nie będzie bronił to raczej marny jego los. Pierwszy etap to uświadomienie sobie tego co się dzieję, a wmawianie sobie, że to "zwykły sen" jest dla takiej osoby czystym "samobójstwem"! Ja na początku swoich "przygód" z nocnymi atakami (powiedźmy, że chodzi o rok 2009 gdzie było już tych ataków znacznie więcej niż w poprzednich latach) też za bardzo się nie broniłem bo nie zdawałem sobie do końca sprawy z tego co się właściwie dzieje. Bardzo mocno te byty pracują nad człowieka głową (hipnoza). Wprowadzają człowieka w "przyjemny" stan aby nawet nie myślał o obronie (warto zobaczyć serial "V" i metody przywódczyni obcych - błogość używana do kontroli). Trzeba postawić się temu złu które nadciąga w nocy! Jest takie powiedzenie "zesraj się a nie daj się" i każdy kto jest w podobnej sytuacji wręcz zdecydowanie powinien zastosować się do tych słów! Jeżeli ktoś tego nie zrobi może stać się "farmą" dla tego byta i wtedy nie zazna już w nocy spokoju (chyba, że postanowi się bronić). Trzeba zdecydowanie stawić opór... innej opcji nie ma!
(notka napisana 05.09.2010)

31.12.2009/01.01.2010 -> Dobrze się chroniłem ostatnio (a przynajmniej tak mi się wydaję) i "czarny"? zastosował nowy rodzaj ataku aby się do mnie dostać. Polega on na tym, że we śnie pojawia się jakąś akcja która ma wywołać w Tobie "przestraszenie się" i wtedy jest wysysana energia z 4 czakry. Podam może przykład takiego snu np. wpadam do czarnej wody i się prawię topię i łup czuje jak z 4 czakry mi energia uciekła :/ -> następny przykład: schodzę brudnymi schodami w dół do piwnicy; jestem już w piwnicy i nagle ktoś nieznajomy otwiera drzwi i się na mnie patrzy i energia poleciała z czakry :/ -> i jeszcze jeden przykład, który pamiętam: coś w stylu walca zmieliło faceta na miazgę i też straciłem energie -> był jeszcze jeden taki sen przy którym straciłem energie, ale już go nie pamiętam -> chodzi tylko o ukazanie jak taki atak poprzez sen może wyglądać. Oczywiście podkreślę, że za każdym razem czułem jak tracę energię, a ja już na tego typu rzeczy jestem mocno wyczulony hehe. W sumie dzisiaj w nocy straciłem energię w ten sposób aż 4 razy! Niby dużo, ale byłem całkowicie zaskoczony innym niż dotychczas typem ataku. Przy pierwszym ataku olałem to zupełnie chodź poczułem, że z 4 czakry uszła mi energia. Przy drugim ataku już wiedziałem, że coś jest nie tak i zacząłem jeszcze szczelniej się "zapatulać" kołdrą i spać na boku. Niestety to nic nie pomogło. Przyszedł 3 i 4 atak i uświadomiłem sobie, że moja obrona jest po prostu nie skuteczna. Ale było coś bardzo pocieszającego w tym wszystkim. Przy każdym z tych czterech ataków traciłem bardzo mało energii z 4 czakry (a przynajmniej tak mi się na dzień dzisiejszy wydaje)! Przy normalnym jednym "frontalnym ataki", który wygląda tak, że budzę się i widzę czarną energię np. nad sobą i przy udanej próbie ataku udaje jej się wyssać moją energie z 4 czakry -> to przy jednym takim ataku traciłem bardzo dużo energii! a przy tych co były dzisiaj bardzo mało, a przynajmniej takie są odczucia moje co do ilości traconej energii. Oczywiście dość szybko wymyśliłem metodę obrony. Kładłem jedną rękę na 4 czakrze tak jakbym chciał ją doenergetyzować i okazało się to skuteczne! Wydaje mi się, że było jeszcze kilka prób wystraszenia mnie we śnie, ale przy żadnej z tych prób nie poczułem abym stracił jakąkolwiek energie! Co ciekawe już rano leżałem sobie na plecach i nastąpił ponowny atak -> cały czas trzymałem rękę na 4 czakrze -> poczułem jakby lewa strona mojego ciała (od tej strony szedł atak) zdrętwiała? coś w stylu ucisku? ciężko to opisać, ale trwałem w tym stanie jakaś chwile sprawdzając czy zabierze mi energie ten byt i nic nie zabrał :) -> Następnie obudziłem się i bez jakiegoś poruszania się znowu szybko wszedłem w głęboki stan relaxu i znowu to samo i ten sam atak, tak samo wyglądający i znowu nic nie straciłem (jak się traci energię to jest takie specyficzne uczucie na 4 czakrze -> jak ktoś wyskoczy nagle z szafy i was wystraszy to może to być coś zbliżonego do tego? nie wiem czy to dobry przykład, ale myślę, że trochę zbliżony do tego co się czuje na tej czakrze przy "udanym dla czarnego" ataku). Chyba w sumie 4 razy byłem w tym stanie zdrętwienia/ucisku połowy mojego ciała testując (zaczynając test od drugiego ataku) czy metoda nakrywania czakry ręką jest skuteczna i okazała się skuteczna. Nie testowałem tego więcej razy bo nie warto kusić losu jak już to gdzieś pisałem i ten test sam z siebie wyszedł tak trochę spontanicznie, ale dzięki niemu wiem co powinienem robić przy tego typu ataku. Niestety trzymanie ręki na czakrze w każdej pozycji gdy zasypiam nie zawsze jest wygodne :/, ale jakoś sobie poradzę ;)

01/02.01.2010
-> dzisiaj "zabawa" trwała całą noc... chyba w każdym śnie miałem atak! Ogólnie to nie czułem aby wyssał energie z 4 czakry, ale moim zdaniem trochę jej ukradł. Ciężko się bronić gdy śpię na bokach przy tym typie ataku -> ciężko trzymać ciągle rękę zakrywającą czakre serca. Na dodatek przy ostatnim ataku we śnie wyssał mi energię z 3 czakry! Muszę coś szybko wymyśleć bo tak być nie może :/

02/03.01.2010
-> testowałem dzisiaj czy poduszka włożona pod koszulkę, zakrywająca czakry 3 i 4 coś pomoże przy tym typie ataku, ale niestety straciłem tylko dwa razy energię przez ten test :/ Później tylko trzymałem rękę na 4 czakrze i już nic nie straciłem przy próbie wystraszenia we śnie. Gdy kładę się na plecach bardzo łatwo tą metodą się bronić, ale gdy już chce zasypiać leżąc bokiem to ciężko jest trzymać rękę zakrywającą 4 czakre przy ciele cały czas... położyłem poduszkę za moją ręką aby ręką gdy chce oddalić się od czakry wtedy poduszka ją przytrzyma na miejscu, ale wciąż nie jest zbyt wygodnie dlatego nie za bardzo się dzisiaj wyspałem... , ale to nic...

04/05.01.2010
-> okazało się, że nie potrzebnie tyle uwagi i wysiłku skupiłem na zakrywaniu ręką 4 czakry. Nie zauważyłem że praktycznie codziennie (nie wiem nawet od jak dawna) byłem w pewnym sensie hipnotyzowany (wprowadzany w taki trochę przyjemny stan, że nie masz weny na obronę -> jakby jakąś morfinka czy "głupiego Jasia" ci podali), ale jakoś tego nie zauważyłem -> dopiero dzisiaj się zorientowałem :/ Dzisiaj dostałem mocny atak w 4 czakre :/ Poczułem jakbym dostał jakimś karabinem snajperskim w czakre (atak było około 4 w nocy) i uszło mi sporo energii względem poprzednich ataków i właśnie wtedy powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że wciąż jest coś nie tak, że moja obrona nie jest tak skuteczna jak skuteczna być powinna... nawet raz ten byt mnie zaatakował, że wlazł mi na szyję / głowę i wtedy doszło do mnie jeszcze mocniej, że wciąż jak leże to jestem w jakimś dziwnym stanie!, że tak być nie powinno! Najgorsze jest to, że ten stan jest przyjemny dlatego jakoś nie chce się człowiekowi walczyć w tym stanie specjalnie albo uwolnić się z niego. Nie za bardzo wiedziałem co robić, ale wiedziałem, że taka obrona jaką stosuje jest nie skuteczna chodź wydawała mi się właściwa jeszcze dzień wcześniej! Przypomniałem sobie o tym, że kryształ górski pod poduszką bardzo skutecznie działał na atak na szyję / głowę. Położyłem go pod poduszkę i poszedłem spać. Gdy usnąłem oczywiście znowu ten byt atakuje i wchodzę w ten przyjemny "zwodniczy" stan (powodowany przez tego byta) i po chwili śnienia po prostu mnie wyrzuca ze snu i w pewnym sensie się budzę i jestem w normalnym stanie, a nie w stanie "hipnotycznym" i tak się działo jeszcze dobre kilka razy (oczywiście gdy nie miałem tego kryształu pod poduszką to nie byłem wyrzucany ze snu, a gdy sen się skończył to byłem w tym "hipnotycznym" stanie). Już wiem, że od teraz kryształ zawsze będzie pod poduszką albo koło głowy gdy będę zasypiać. To powinno znacznie utrudnić temu bytowi ataki na moją osobę. Szkoda jedynie, że tak późno to zastosowałem  ale na dzień dzisiejszy wydaje się to być mocno skuteczne i kasuje po obudzeniu się stan "hipnotyczny" wywoływany właśnie przez tego byta. Fajnie było sobie leżeć w łóżku bez tego dziwnego stanu :)

05.06.01.2010
-> dzisiaj dostałem mocno w 4 czakre... było wiele ataków przez całą noc..., ale nie byłem hipnotyzowany bo ciągle trzymałem kryształ górski pod poduszką... zawsze coś, ale to wciąż za mało aby się w pełni skutecznie obronić :/

06/07.01.2010
-> chciałem dzisiaj w nocy wypróbować metodę spania na brzuchu, ale podczas snu przekręciłem się na plecy jakimś cudem i nic z tego nie wyszło :/ Jak byłem młodszy to nigdy nie spałem na plecach, a zawsze na boku, a teraz jakoś non stop chce mi się spać na plecach (na boku oczywiście też) nie wiem czemu, ale jakoś mi tak bardzo wygodnie (a kiedyś nie była to wygodna pozycja dla mnie). Spanie na brzuchu jak na razie jest dla mnie dość mało komfortowe :/ Postaram się zasypiać przynajmniej pomiędzy pozycjami na boku, a na brzuchu. Dzisiaj też dostałem bęcki i dlatego tak kombinuje..., ale czasem mam wrażenie, że te wszystkie metody są praktycznie nic nie warte... chodź raczej jest to nie prawda bo pamiętam jak kiedyś woda święcona położona pod poduszkę uniemożliwiała hipnotyzowanie mnie we śnie, ale teraz wydaje się jakby to nic nie dawało... Oczywiście wiem że teraz przychodzą mocniejsi przeciwnicy niż byli kiedyś i dlatego wydaje mi się, że moje metody obronne są mało skuteczne no, ale przecież nie będę leżał na plecach nie przykryty kołdrą z wywieszoną tabliczką "zapraszam" no nie? ;) -> jakoś bronić się trzeba i dalej będę kombinować :) Właśnie na księdze gości podsunięto mi ciekawy pomysł na obronę. Kiedyś o ile się nie mylę sposobem aby wampir Cię nie skrzywdził było obsypanie solą się dookoła (a może coś mi się wydaje tylko?) -> tak czy siak obsypałem lekko solą (później poświęconą przeze mnie) dookoła swoje łóżku i zobaczymy czy to cokolwiek pomoże -> posypałem sobie też lekko poświęconą przeze mnie solą czubek głowy... tak dla ochrony :)

07/08.01.2010
-> jakoś ta sól chyba nic nie dała :/ -> dzisiaj ataki były bardzo zakamuflowane... ciężko było wykryć czy we śnie był atak czy nie... oczywiście czułem to po utracie energii z 4 czakry itd. itp. Nie hipnotyzowali mnie dzisiaj (miałem kryształ górski pod poduszką), ale z drugiej strony sobie myślę, że nie potrzebują mnie hipnotyzować skoro mają dojście do energii na 4 czakrze no nie? Nie jestem dokładnie pewien czy są w stanie mnie skutecznie hipnotyzować gdy mam kryształ górski pod poduszką czy nie (wydaje mi się na dzień dzisiejszy, że nie)? W sumie dzisiaj nie było takiej potrzeby bo i tak dostali to po co przyszli :/, ale ja nie składam broni...

12/13.01.2010
-> obecne metody jakie stosuje wydaje się nieskuteczne -> dostałem dzisiaj bęcki i postanowiłem wrócić do metody z zakrywaniem 4 czakry ręką. Na razie nie mam lepszej metody, a metodę obrony muszę dostosować do typu ataku więc może się uda... od następnej nocy postaram się bronić każdej nocy tą metoda że: gdy leże na plecach to zakrywam ręką 4 czakrę, następnie kładę kryształ górski na nią i przykrywam kryształ drugą ręką lub kryształ górski najpierw kładę na czakrę, a później obie ręce na kryształ -> zależy jak mi będzie bardziej pasowało w danej chwili (bo około 90-95% tych ataków występuje gdy leżę na plecach), a gdy leżę na boku to zakrywam ręką czakre i chyba tyle -> może jeszcze kryształ górski będę przytykał do 4 czakry? zobaczymy jak wyjdzie to w praktyce... ostatnio w ogóle nie atakują już mnie inaczej niż we śnie... to chyba teraz ich ulubiona metoda ataku... ciężko mi się bronić przed nią, ale może ta metoda którą opisałem wyżej przyniesie dobre rezultaty... zresztą już ją stosowałem, ale się zniechęciłem..., ale na razie nie mam lepszych pomysłów... Dzisiaj 2x w nocy straciłem energię i to całkiem sporo :/ -> jeden atak we śnie był typu "ucisk" i później prowokowania aby doszło do bójki we śnie do której doszło i energia ze mnie uszła :/ -> a następny atak był typu "wystraszenie we snie" czyli ktoś wziął okropnego robala i położył mi go na szyi i się wystraszyłem. Oczywiście wiele osób stwierdzi, że to tylko zwykłe sny, ale na 100% tak nie jest. Jestem już dość mocno obeznany z tymi atakami, jak to wygląda i jakie są odczucia. Jestem pewien, że z całą pewnością są to przemyślane ataki. Te ataki trwają już praktycznie non stop od ponad 9 tygodni.

14/15.01.2010
-> dzisiaj tylko dwa (lub 3?) ataki i przy obu atakach leżałem na boku. Zauważyłem, że zawsze jak leże na boku i następuje tego typu atak poprzez wystraszenie we śnie lub coś w tym stylu to "byt" atakuje od strony pleców. Z tego co udało mi się zorientować to dotyka pleców lub szyi aby przeprowadzić ten typ ataku. W ten sposób oddziaływuje na sen, który człowiek ma i może go tak zmienić aby wywołać przestraszenie się "ofiary" i ukradnięcie energii jednakże nie straciłem dzisiaj energii bo zachowałem we śnie zimną krew co mnie uratowało moim zdaniem. Trzeba zachować spokój w trakcie ataku we śnie, a nasze szanse zwycięstwa znacząco rosną. Raczej nie broniłem jakoś specjalnie 4 czakry leżąc na boku... po prostu byłem zatulony w kołdrę itd. itp. Myślę że przez to, że nie spanikowałem "emocjonalnie?" we śnie to pozwoliło mi to zachować moją energię. Bo czasem we śnie "rzucą Cię robalem" i panika gwarantowana, ale jakby człowiek atakowany zachował spokój to mógłby wtedy nie "otworzyć" się i nie stracić energii :) tylko nie zawsze jest łatwo zachować spokój we śnie skoro nie zdajesz sobie sprawy, że to tylko sen, a gdy już się obudzisz z takiego ataku i dalej czujesz obecność obcego byta na swoich plecach (jeżeli leżysz na boku przy tym typie ataku) to tylko mówisz fizycznie "Bóg, Bóg, Bóg..." i po sprawie.

18/19.01.2010
-> od kilku dni wydaje mi się, że następuje jakiś inny bardziej perfidny i trudniejszy do wykrycia atak. Nie wiem nawet jak miałby to opisać. Ale widzę, że sposób ataku na moją osobę ewoluował na wyższy poziom hehe :D i z jednej strony mi się to nie podoba bo mam utrudnione zadanie bo te ataki teraz są cięższe do wykrycia, bardziej niespodziewane i nawet ciężko je opisać jak to wygląda bo pac i już energii nie masz, a z drugiej strony to zauważyłem że co jakieś może 2 tygodnie? następuje jakaś zmiana w sposobie atakowania mnie. Czy to dobrze czy to źle? Nie wiem... pewnie można to dwojako odczytywać. Może ten byt chce być bardziej skuteczny i postanowił atakować bardziej wyrafinowanie aby odnosić większe korzyści z ataków albo po prostu czuje, że źle mu idzie atakując mnie przestarzałymi metodami i postanawia udoskonalić swoją technikę nocnego ataku...

19/20.01.2010
-> dzisiaj o dziwo spałem całkiem dobrze i spokojnie :) -> Taki dzień regeneracji ;) -> Też od kilku dni zacząłem palić świeczki za te byty które mnie atakują. Jednakże był pewien mały atak tego dnia, ale był bardzo nieskuteczny :)

20/21.01.2010
-> dzisiaj znowu dostałem bęcki... dwa razy zostałem wystraszony we śnie i straciłem sporo energii... ale już powoli zaczynam rozumieć jak przebiega lekko zmodyfikowany atak. We śnie jest coś co wywołuje we mnie strach (wczesniej niby też tak było, ale tym razem jest trochę inaczej)... nawet jakąś postać idąca w moim kierunku może to spowodować no i wtedy oczywiście tracę energię. Dzisiaj jak dwa razy straciłem energię to dwa razy leżałem na plecach oraz nie zakrywałem rękami czakry :/ -> później jednak postanowiłem przykryć czakrę ręką, później na to kryształ górski i druga ręka na kryształ i jak zasnąłem to we śnie coś jakby rozsuwało mi to ręce na boki aby się dostać do czakry! Na szczęście zorientowałem się co jest grane i szybko się wybudziłem bez straty energii. Później również był atak (również trzymałem ręce na czakrze), ale też udało mi się wyjść z tego bez szwanku. Jednak pomaga to przykrywanie rękami, ale też trzeba pamiętać, że w tych dwóch przypadkach gdzie zakryłem rękami i kryształem czakrę to nie spałem w sumie zbyt mocno chodź sniłem!, ale z kolejnej strony sam fakt, że ten byt chciał rozsunąć mi ręce aby dostać się do czakry dał mi szansę zorientowania się co się dzieje i prawidłową reakcję czyli pomyślna próba wybudzenia która zakończyła się bez straty energii. Jeszcze był jeden ciekawy przypadek... jak spałem na boku i przykryłem się kołdrą dla ochrony oraz zasnąłem już to ten byt wszedł między moje ciało, a kołdrę! Więc wynika z tego, że kołdra raczej nie jest żadną przeszkodą dla tego byta, ale miałem ręce ułożone jakoś tak, że chyba przeszkadzały mu w dotarciu do czakry i udało mi się wybudzić na czas przed utratą energii. Jak się wybudzam to jakoś ciężko mi było zlokalizować gdzie mój przeciwnik się znajduje -> tak jakby od razu się rozpływał gdzieś w niebycie, ale jednak miałem wrażenie, że jest gdzieś niedaleko. Wydaje mi się jakby w odległości około pół metra, ale pewien nie jestem... to taka moja hipoteza nie koniecznie musi być prawdziwa. Również przy tym bodajże ataku powiedziałem w myslach słowo "Bóg" i wydaje mi się, że mój przeciwnik to poczuł..., ale i tak nic nie zastąpi wypowiedzenie tego słowa na głos. Dodam jeszcze że ostatnio we śnie nie ma uczucia "ucisku" ani czegoś podobnego, ale jednak ataki tej istoty są w miarę skuteczne..., ale wszystko jest do czasu ;) Zdarzał się też ostatnio atak, że budziłem się patrzyłem np. na krzesło i widziałem jakąś jakby kreskę czarnej energii czy czegoś takiego i się wystraszyłem itd. itp. Te ataki różnią się od tych sprzed ponad tygodnia? i dawniejszych... tam też polegało to na wystraszeniu mnie, ale w tym przypadku jakoś dużo łatwiej temu bytowi jest to zrobić. Nie ma jakiś "ucisków" we śnie, ani rzucania robalem we mnie... po prostu widzę jakiegoś np. gościa idącego na mnie i w sumie on nawet nic nie robi i tracę energie i to całkiem sporo bo z jakiegoś powodu pojawia się we mnie strach. Ale jak tracę tą energię to też w inny sposób niż to było kiedyś. Dawniej mówiłem, że to wygląda jakby ktoś wypił mi trochę wody ze studni, a teraz jest jakoś inaczej, ale nie za bardzo wiem jak ubrać to w słowa. Tak jakby czakra bardziej była jeziorkiem niż studnią? i przy udanym ataku przez tego byta jakby atak był rozciągnięty na całe jeziorko aż po same brzegi. Jak się wystraszę we śnie to czuje to na całej czakrze, a wcześniej czułem jakby ktoś ze studni wypił pewną ilość wody i czułem brak tej "wody" (energii) na 4 czakrze tak bardziej w jednym miejscu niż na całej powierzchni. Ciężko to opisać w słowach więc nie wiem czy mój opis jest zrozumiały :/ Trzeba tego doświadczyć aby zrozumieć :/

21/22.01.2010
-> dzisiaj podam przykład jednego ataku jakby był w nocy. Leżałem na plecach i miałem prawą rękę położoną na 4 czakre, a na nią kryształ górski i na to kołdrę. Drugą rękę miałem pod głową. Miałem sen i we śnie zaczęło się wszystko zaciemniać (jakby cień wszystko nakrywał) i w pewnym momencie już byłem świadomy tego, że następuje atak i postanowiłem we śnie zakryć 4 czakrę (bo nie wiedziałem czy mam ręce na 4 czakrze czy nie bo spałem i znajdowałem się we śnie i poczułem na 4 czakrze jakby okno które się zamyka (takie złożone jakby z dwóch części - lewej i prawej). We śnie starałem się zachować spokój i tak też się stało. Sen powoli się kończył. 4 czakra zamknięta? Spokój zachowany. Zobaczymy co się stanie. I jak sen się skończył to poczułem strach na 4 czakrze i jakby w całym ciele. Poczułem jakby przez 4 czakrze i przez palce przeciekał owy strach. Nie jestem pewien jak ważne przy tym typie ataku było zakrycie 4 czakry ręką i nakrycie kryształem, ale znaczące na pewno było jakby "zamknięcie czakry". Miałem wrażenie we śnie jakby on chciał otworzyć ją? albo coś mi się wydaje teraz... Tak czy siak czuje, że mogłem stracić dużo więcej energii niż straciłem podczas tego ataku. Na ile jest skuteczne zakrywanie czakry ręką? sam nie wiem... na pewno pomogło "zamknięcie czakry" -> czuje, że miało to znaczenie. Dodam jeszcze, że gdy pojawiły się te trochę zmodyfikowane ataki ze straszeniem mnie (w ten trochę inny sposób niż wcześniej, ale jednak podobny) to zaobserwowałem jeszcze jeden typ atak, a mianowicie jak się obudzę w nocy to z otwartymi oczami (gdy jest atak) widzę jakieś czarne kropki lub kreski zrobione z energii? lub coś w tym stylu unoszące się w powietrzu lub będące np. na fotelu i gdy za długo będę się na to patrzeć to pojawi się u mnie ten "strach" i stracę energię, ale jeżeli odwrócę głowę i pójdę spać to nic mi taki atak nie może zrobić... wiem to bo sprawdzałem to dzisiaj :)

23/24.01.2010
-> dzisiaj miałem takie coś ciekawego, że gdy się obudziłem w nocy to widziałem z otwartymi oczami latające nad łóżkiem dużą ilość czarnych much -> oczywiście to były takie energetyczne muchy ;), ale wiadomo, że one nie wróżą nic dobrego... skojarzyłem je z atakiem typu "kropki kreski" jak pisałem to 21/22.01.2010 więc popatrzyłem chwilkę i odwróciłem wzrok i poszedłem spać. Ale w sumie mogłem spróbować powiedzieć fizycznie "Bóg, Bóg, Bóg..." i zobaczyć co się stanie... następnym razem postaram się to zrobić :) Powiem jeszcze o jednym doświadczeniu które miałem z 1-2tyg temu, a mianowicie dostałem solidny cios w twarz i czułem taki jakby dziwny energetyczny ból na policzku... jakby mój układ nerwowy był  porządnie "zbity" w tym miejscu. Jak się obudziłem na  szczęści nic nie czułem :) Tego rodzaju pobicia raczej nie kończą się utratą energii i nie występują zbyt często.

24/25.01.2010
-> Dzisiaj np. nie wydaje mi się aby ich pierwszorzędnym celem było wyssanie energii z 4 czakry tylko jakby uszkodzenie czakry... miałem wrażenie jakby czymś strzelali w nią? jakby chcieli ją zniszczyć? i tak całą noc... w pewnych odstępach czasu pojawiał się atak... ciężko opisać sam atak... były dość dobrze zakamuflowane (coś jakby snajper strzelający z gęstych krzaków i ludzie w których są strzały kierowane nie wiedzą skąd i co w nich strzela), ale jednak odczuwałem skutki ataku :/ i nawet teraz jak to piszę czuje właśnie, że moja czakra jest tak jakby "poturbowana".

25-27.01.2010
-> dzisiaj i wczoraj w nocy postanowiłem spać tylko na boku lewym lub prawym jako iż zdecydowana większość ataków odbywa się gdy leżę na plecach i okazało się, że 25/26.01.2010 nie miałem żadnego ataku! No chyba, że czekali aby go przeprowadzić lub coś w tym stylu, ale nic się takiego tej nocy nie stało. Następnej nocy czyli 26/27.01.2010 również postanowiłem zrobić tak samo aby regenerować dalej 4 czakrę. Ale niestety nie jest mi wygodnie całą noc spać na jednym czy drugim boku. Raz w nocy niestety podczas snu nieświadomie przekręciłem się na plecy i odbył się atak o sile słabo-średniej na moją 4 czakre (wystraszenie). Więc to pokazuje jakby tylko czekali aż ustawię się w odpowiedniej pozycji aby mogli skutecznie zaatakować. Czasami w nocy też czuje taki strach dziwny... niby nic się nie dzieje, a strach człowieka tak jakoś dziwnie ogarnia... ni z tego ni z owego... wydaje mi się, że wtedy są gdzieś w pobliżu gotowi do ataku. Miałem jeszcze jedno ciekawe zdarzenie tej nocy, a mianowicie spałem sobie na lewym boku i nagle we śnie wszystko zrobiło się takie straszne (wiadomo o co chodzi...) i miałem wrażenie, że jakby coś się "ładowało" i się budzę i czuje jakby z prawej strony z pewnej wysokości następuje strzał z jakiejś broni (sonic weapon?, wave weapon?). Nie widziałem tego strzału oczami fizycznymi, ale odbierałem go jakimiś innymi zmysłami. Gdy został wystrzelony ja już byłem świadomy tego strzału jak zbliża się coraz to bliżej mojej osoby. W pewnym sensie go widziałem. Były to takie jakby fale skierowane w moim kierunku... Takie jakby pół księżyce... i dostałem tym strzałem w 5 czakrę (szyję), ale nie bolało jakoś specjalnie czy coś, ale nie chciałbym tym oberwać jeszcze raz ;) Pewnie chcieli mnie zmusić abym zmienił pozycję aby mogli przeprowadzić skuteczny atak, ale ja wciąż trzymałem się planu leżenia na boku. Czasem też była to pozycja embrionalna czyli z podkulonymi nogami, a czasem z wyprostowanymi... ważne aby była to pozycja boczna. Oczywiście nie było mi wygodnie przez całą noc i często się budziłem bo nie jestem przyzwyczajony do tej pozycji przez tak długi czas, ale i tak się opłaca bo przynajmniej nie obrywam tak jak wcześniej gdy leżałem na plecach. Mam zamiar kontynuować spanie na boku... zobaczymy jak to dalej się potoczy.

27/28.01.2010
-> gdy leżałem na boku wbijali mi jakieś gwoździe? w dłoń?, ale wyrwałem ją po chwili i nic mi nie zrobili...

28/29.01.2010
-> mimo iż leżałem cały czas w pozycji bocznej dwa razy mi ukradli energie z 4 czakry :/ (strach na całej czakrze, a nie wyssanie wody ze studni ;)). Jakbym miał więcej czasu na obronę tak z np. 3 sekundy to może by się to inaczej potoczyło, ale niestety te ataki są szybkie i skuteczne na niekorzyść dla mnie oczywiście. Nawet zobaczyłem kawałek czarnej postaci która jakby patrzyła się z bardzo bliskiej odległości na mnie i sama jej obecność spowodowała, że obleciał mnie strach i straciłem energie! Gdy zobaczyłem tą postać starałem się wypowiadać fizycznie słowo "Bóg", ale miałem z tym problemy i ta postać się na mnie patrzyła i nie zdążyłem się skutecznie obronić i po ptokach jak to się mówi. Ta postać która mnie atakuje to nawet chyba nie musi mnie dotykać jakoś specjalnie ani przybierać jakiejś złowrogiej "formy" jak to było kiedyś. Jedną z obecnych metod ataku jest jeszcze wywołanie jakiś halucynacji (jak dotychczas zawsze były one zrobione jakby z czarnej energii). Wcześniej te halucynacje nazwałem atakiem "kreski kropki" bo pojawiały się kreski lub kropki poruszające się w przestrzeni lub będące gdzieś na fotelu czy biurku i zbyt długie wpatrywanie się w nie kończyło się utratą energii. Jest to coś na wzór patrzenia się w wahadełko kogoś kto chce cię zahipnotyzować. Jeżeli za długo się na nie patrzysz to zostajesz zahipnotyzowany, a w odniesieniu do ataków okradziony z energii. Dzisiaj miałem coś innego niż kropka czy kreska... był to jakiś kształt koloru czarnego, który się po prostu poruszał na biurku, ale wiem, że to jest próba ataku i, że nie mogę się zbytnio na to patrzeć bo grozi utratą energii. Ale jest coś w tym, że chciałoby się patrzeć na to dłużej, ale niestety nie skończy się to dla mnie korzystnie jak tak zrobię więc odwracam w miarę szybko wzrok gdy takie coś zobaczę w nocy (oczywiście z otwartymi oczami).

29/30.01.2010
-> dzisiaj tylko dodam, że pozycja boczna wydaje się nie skuteczna :/ -> może coś tam daje, ale w nocy jak miałem dwa ataki to na styk udało mi się obronić i bardzo mało brakowało abym stracił energie... kiedyś mogłem swobodnie wypowiadać fizycznie słowo "Bóg", a teraz jest ciężko! i w tym jest właśnie między innymi problem... w myślach dzisiaj podczas ataku mówiłem "Jezus, Jezus..." i to praktycznie nic nie dawało i w końcu udało mi się przebić i wypowiedzieć to kilka razy fizycznie i dopiero się udało odeprzeć atak... Niestety musze bardzo szybko odzyskać "głos" aby skutecznie się obronić... to wszystko odbywa się w ciągu jakiś 5 sekund? może mniej? może czasem więcej? ciężko powiedzieć, ale czasu na obronę jest mało... nikt się tam nie cacka ze mną ;)

30/31.01.2010
-> ten byt, który mnie atakuje przypomina mi trochę cichego ninja... skrada się bezszelestnie do mnie kiedy się tego nie spodziewam :/ -> chociaż nawet jak się tego spodziewam to czeka aż nie będę w stanie się bronić... Też była tej nocy używa hipnoza, ale jak zwykle się nie zorientowałem... obudziłem się i bardzo chciało mi się ponownie spać... jest to taki specyficzny stan w sumie nie trudny do rozpoznania, ale jest taki właśnie hipnotyczny, że człowiekowi jest to obojętne czy jest hipnoza czy jej nie ma i idzie spać i atak... eh... Może dam kilka zdjęć zrobionych 31.01.2010 około 21:00 (niektóre rany raczej na pewno mają kilka dni?). Te najdłuższe rany mają około 8cm.







Dzisiaj zmieniam łóżko... może mnie nie znajdą ;) -> chodź jakoś w to wątpię, ale tak dla testu warto spróbować ;) -> Dodam jeszcze o czym mówiłem już kiedyś wcześniej, że nigdy nie jestem świadomy jak zadają te rany i nigdy tego nie czuje. Można powiedzieć, że zawsze w pewnym sensie jestem zaskoczony że one są na ciele bo nie widziałem w nocy aby coś mnie tam drapało czy coś w tym stylu... mogły być pewne "pokątne" doznania, ale takie aby ktoś mnie drapał czy coś to nie przypominam sobie takiego zdarzenia. Z tego wynika również że nie czuje bólu gdy to się dzieje albo nie jestem jego świadomy. W sumie ostatnio odwracam się do "nich" plecami (pozycja boczna) to może za kare mi je podrapali... może mają jakiś problem z zabraniem mi energii i to jest ich akt desperacji ;)

[LUTY 2010]

31.01.2010/01.02/2010 -> leżenie w innym łóżku nic nie pomogło (ten sam pokój tylko na drugim jego końcu), ale i tak warto było spróbować ;)

01/02.02.2010
-> wczoraj i dzisiaj miałem doczynienia z bytem, który mnie atakował pod koniec 2009 roku. Nie jest to osobnik, który powoduje "strach na czakrze" tylko ten co na mnie włazi i próbuje dostać się do czakry. Dzisiaj straciłem kilka razy energie, ale w małych ilościach. Jak zwykle "łaził" po mnie aby dostać się do 4 czakry. Dla mnie ten przeciwnik jest moim zdaniem nawet lepszy bo uważam go za łatwiejszego do pokonania niż ten od "strachu na czakrze". Ale trochę dzisiaj sam jestem sobie winny za te dzisiejsze utraty energii... leżałem na plecach i "oberwałem" kilka razy... eh... ciężko się tak przestawić na spanie non stop w pozycji bocznej jak się tego wewnętrznie nie czuje :P (kiedyś nie miałem z tym problemu) :/

01/02.02.2010
-> dzisiaj praktycznie nie straciłem nic energii :)

02/03.02.2010
-> niestety straciłem kilka razy, ale w małych ilościach... zdarzyło się nawet tak, że spałem na brzuchu i ten byt szeptał mi coś do ucha i nie byłem wtedy świadom, że to atak i się wsłuchiwałem i straciłem nie wielką ilość energii... nawet leżąc na brzuchu można ją stracić chodź nie miał bezpośredniego dostępu do czakry... podkreślę jeszcze raz, że teraz atakuje mnie ten byt z końca roku 2009, a nie z początku roku 2010 ;)

04/05.02.2010
-> jednak ten byt nie jest taki słaby jak myślałem ;P -> pomijając ataki to nawet nad ranem? czarnego psa w pokoju widziałem z otwartymi oczami, a jak wiemy nie jest to zbyt dobry symbol ;/

05/06.02.2010
-> jakoś nie chce się odczepić ode mnie :/ -> dotykał mnie swoją łapą po plecach itd. itp. ;/ -> ewidentnie zbytnio się spouchwala ;P -> domyślam się, że te ataki jeszcze trochę potrwają, ale prędzej czy później się zakończą ;) Dzisiaj nawet przez chwilę myślałem, że normalnie się wyśpię, ale niestety ;)

06/07.02.2010
-> dzisiaj nastąpił chyba nowy typ ataku... było ich około dziesięciu z tego co naliczyłem... niestety straciłem dzisiaj trochę tej energii z 4 czakry... pierwszy był chyba na jawie (postać idąca w ciemności do mojego łóżka -> miała za zadanie wywołać we mnie lęk i tak też się stało na moją niekorzyść), a reszta we śnie... nie byłem hipnotyzowany więc mogłem jak się już obudziłem poleżeć sobie spokojnie i przemyśleć co i jak... atak wygląda tak, że we śnie widzisz jakąś postać która ma za zadanie wywołać w Tobie strach i wtedy tracisz energie... teoretycznie owa postać jest fikcyjna i wyprodukowana przez mózg, ale utrata energii jest realna... wynika z tego to iż postać jest stworzona przez byta, który jest gdzieś obok mnie (jak się obudzę to praktycznie nie da się wykryć tego byta czy jest gdzieś obok czy nie) i stosuje atak "poprzez sen" czyli, że nie bezpośrednio mnie atakuje tylko powoduje we śnie coś co ma wywołać we mnie strach i zabrać mi energię która trafia oczywiście do tego byta. Jak zwykle jest to dość chamska metoda ataku... ja śpię, widzę postać i tracę energię... nie ma tu nic fajnego ;/ ale! około 2-3 razy udało mi się obronić przed tym atakiem. Tylko jest mały problem, że trzeba być świadom gdy następuje atak co wcale nie jest takie łatwe... gdy był już sen on się toczył jakimś tam swoim życiem i pojawiała się postać (zawsze jakąś tam inna) i zauważyłem, że jak patrzę na nią bezpośrednio w twarz / oczy to utrata energii gwarantowana... starałem się nie patrzeć tej postaci w oczy... wiadomo, że w życiu realnym między innymi przez oczy kradnie się energię... starałem się w ogóle nie patrzeć na tą postać i w snach widziałem ją do pasa... (nie pamiętam już wszystkich 10 przypadków więc mój opis jest mniej więcej poprawny, ale jak wiadomo sen to sen i nie zawsze będąc nie świadomy we śnie jestem w stanie zastosować się do moich metod bycia w nim świadomym i do świadomego i skutecznego stawienia oporu przeciwnikowi). Tak czy siak w miarę ta metoda nie patrzenia się działała, ale wtedy np. w jednym z przypadków postać widziana przeze mnie do pasa złapała mnie za nogę... ja starałem się zachować spokój jak tylko mogłem i powoli się wygramolić i myślę, że udałoby się i to bez utraty energii gdybym nie próbował później jej kopnąć :/ bo właśnie wtedy jakby człowiek się "otwiera" i traci energię :/ i tak właśnie się stało... najlepszym sposobem jest po prostu świadoma, nie za szybka ale zdecydowana reakcja w miarę szybkiego wzbudzenia się bez patrzenia na przeciwnika odnośnie tego typu ataku. Najgorsze jest to, że naprawdę ciężko jest się obronić przed takim atakiem :/

07/08.02.2010
-> dzisiaj we śnie (to nie był atak we śnie tylko zwykły sen) w bardzo dużym skrócie zabiłem? swojego prześladowcę (ktoś kto mnie ewidentnie gnębił -> tak to odczuwałem we śnie) i później było pokazane jak trafił on do więzienia (niby żywy, ale zamknięty w "czterech ścianach") -> (niestety później jeszcze było pokazane jakby jakąś ciemna postać odwiedziła tego kogoś w więzieniu? -> nie pamiętam dokładnie -> i później widziałem jak ta czarna postać stamtąd? czy skądś? wychodziła.., ale co to może znaczyć to nie jestem pewien -> nie pamiętam dokładnie niestety tego fragmentu -> może chodzi w nim, że na jakiś czas ten byt? został umieszczony w więzieniu, ale później ponownie wyjdzie na wolność?). Ten sen opowiadam w maxymalnym skrócie i nie są zawarte pewne fragmenty tylko sam szkielet, ale wiem, że ten sen ma głębsze znaczenie... jestem ciekawy czy coś się zmieni odnośnie tych ataków nocnych po tym śnie czy nie? bo dzisiaj teoretycznie nie było ataku... był jeden moment pod koniec tego snu, który zresztą był podzielony bodajże na dwie części (pierwsza część z pokonaniem prześladowcy, a druga część z tym, że jest w więzieniu) (więc chodzi tutaj o koniec pierwszej części z dwóch) coś co mogłoby sugerować atak, ale nie koniecznie nim być musiało... i domyślam się, że nim nie było. Oczywiście ten sen nie musi być związany z atakami chodź może być (chodzi przede wszystkim o prześladowcę, który może być symbolicznym ukazaniem tego byta, który mnie atakuje w nocy) -> może też sugerować coś innego..., ale chyba chodzi o tego byta no bo o co innego mogłoby chodzić? Z doświadczenia wiem, że jest to pozytywny dla mojej osoby sen... w dalszych snach miałem pokazaną dalszą "naukę" więc mam jeszcze pewne "lekcje" do "odrobienia" i "nauczenia" ;) -> Ogólnie dzisiaj mija 13 tydzień ataków i czyżby na tym się zakończyło? (jak wiemy... ataki trwają dalej..., ale jakby słabsze...?, ale czy na pewno słabsze?)

08/09.02.2010
-> były jakieś ataki (pisze to 13.02.2010 i nie pamiętam jak te ataki już wyglądały, ale zapamiętałem sobie, że jakieś były) to chyba ich ostatni desperacki ruch?

09/10.02.2010
-> brak ataków... miałem sen w którym starałem się "desperacko"? przed czymś uwolnić...

10/11.02.2010
-> brak ataków (w sumie spałem krótko, ale ataków brak) -> chociaż chyba tego dnia? nie pamiętam bo piszę to już trochę dni później miałem atak typu "kreski kropki", ale nie jestem pamiętam czy to było tego dnia na 100%... nic energii nie straciłem i nie uznałem tego jako atak, ale to chyba był atak o małej sile i małej skuteczności który mi nic nie zrobił...

11/12.02.2010
-> brak ataków

12/13.02.2010
-> ktoś we śnie mnie śledził i mnie wystraszył tak, że jak się obudziłem to serce mi nieźle szybko biło, ale nie zanotowałem jakiejkolwiek utraty energii... nie wiem czy to w ogóle był atak? ciężko to stwierdzić...

13/14.02.2010
-> dzisiaj się zorientowałem, że wczoraj to na pewno był atak i dzisiaj też był... bili mnie w śnie (i to całkiem długo) ale! co ważne ostatni poważniejszy atak był 08/09.02.2010 i wszystko co się później wydarzyło to albo nie było żadnego ataku albo był "atak we śnie" o słabej sile i w sumie tyle... dzisiaj straciłem bardzo mało energii... w ogóle te ataki stały się bardzo słabe... a przynajmniej ja na tą chwilę tak to widzę... i dodam jeszcze, że między dniami 09-11.02.2010 widziałem też z otwartymi oczami doświadczyłem ataku typu "kreski kropki" jak ja to nazwałem wcześniej x) i zupełnie nic mi nie zrobił... nie opisałem tego bo myślałem, że to nawet nie jest atak, ale jednak był tylko siła tych ataków tak mocno zmalała, że aż dziwne... mam nadzieja, że siła tych ataków jeszcze mocniej osłabnie aż całkowicie się skończą :)

14/15.02.2010
-> niestety ataki dalej trwają (czyli zaczął się 14 tydzień ataków), ale ze zmniejszoną siłą (przynajmniej ja to tak widzę) lecz nie z mniejszą intensywnością w nocy! Dzisiaj we śnie z 10 sekund gościu grzebał mi przy czakrze i dopiero po tak długim czasie zorientowałem się co się dzieje i obrona "Bóg, Bóg, Bóg..." i po sprawie, ale co ciekawe nawet nic energii nie ukradł! Około 10 sekund bez mojej reakcji to bardzo długo... wcześniej "kilka x" straciłbym pewnie energie... gościu ewidentnie teraz ma jakiś problem... a może moja energetyka się poprawiła lub coś i jest mu ciężej? Pierwszy atak był w nocy... później o 7 rano i jeszcze z 1-3 ataki później... dziwne, że w nocy był tylko 1 atak, a wtedy gdy robi się widno przyatakował mocniej... był jeden moment gdzie chyba ukradł mi bardzo mało energii bo nie mogłem wypowiedzieć słowa "Bóg" (czasem się tak zdarza, że jakaś blokada jest na wypowiadanie słów) i zajęło mi to z 2-3 sek aby się przebić przez tą "blokadę słowną". Czuje się jakby minimalnie mi coś tam zrobił w czakre, ale takie coś zaliczam do "otarć" podczas wojny ;)

15/16.02.2010
-> nie mogę se jednak olewać tych ataków... nie ma sensu tracić bezsensownie energii...

16/17.02.2010
-> dzisiaj podczas trzech ataków straciłem po małej dawce energii w każdym z nich... w sumie za każdym razem nie wiele, ale razy trzy to już trochę tego jest... (zapomniałem dzisiaj kryształu górskiego na szyje zawiesić) :/ No i leżałem na plecach podczas tych ataków :/ -> Ataki miały miejsce miej więcej o 6-7 rano (z tego co pamiętam to jeden z ataków był równo o 6:00, a kolejny o 7:00...? W sumie każdy z tych ataków nie wydawał się groźny, ale już kilka godzin po przebudzeniu odczuwam coraz wyraźniej skutki tego ataku :/ (płytki oddech oraz uczucie jakby ktoś mi wbił nóż w czakre) -> Wieczorem przed pójściem spać już czuje się lepiej -> mogę swobodniej oddychać i znacznie mniej dokucza mi uczucie "wbitego noża" w czakrę chodź nie czuje się jeszcze tam wystarczająco komfortowo i odpowiednio zregenerowany, a zaraz pewnie się szykuje kolejna potyczka. Po śnie z 07/08.02.2010 tak jakby trochę te ataki ucichły i jakby ten byt miał jakieś problemy w atakowaniu mnie przez następne dni, ale już chyba poradził sobie z trudnościami i znowu wróciła mu wysoka skuteczność :/

17/18.02.2010
-> ciekawa sprawa bo dzisiaj też były mniej więcej 3-4 ataki? i pierwszy był o 6:00!, kolejny o 7:00! (tak jak wczoraj!), ale straciłem bardzo mało energii przy tych dwóch pierwszych atakach... później wziąłem sobie obrazek Ojca Pio taki z Włoch :) -> i trzymałem go na czakrze serca i przy następnych 1-2? atakach nic mi się nie stało :)

18/19.02.2010
-> dzisiaj miałem sen około 4 w nocy? w którym widziałem wnętrze kościoła i widziałem tam Ojca Pio. Ja również byłem w tym kościele i siedziałem w ławce i się modliłem -> pamiętam, że patrzyłem ja ukrzyżowanego Jezusa i nagle ktoś ewidentnie źle ustosunkowany do mnie usiadł obok mnie (domyślam się, że to symbol tego byta, który mnie atakuje po nocach). Następnie obudziłem się i wziąłem obrazek Ojca Pio o którym ostatnio wspominałem i położyłem go na 4 czakrze i poszedłem spać. Później "zobaczyłem" przezroczystą lub niewidzialną postać jakby w okolicach moich nóg? Niby była ta postać niewidzialna, ale wiedziałem, że ona tam jest i w pewnym sensie ją widziałem -> nie wiem jak to wytłumaczyć. Cały czas miałem na 4 czakrze obrazek Ojca Pio... nagle poczułem jakby ucisk po całej lewej stronie klatki piersiowej połączony z wibracjami -> na dodatek miałem problemy z wymówieniem fizycznie czegokolwiek (utrudniona obrona przed tym atakiem). Tam gdzie był obrazek nie odczuwałem żadnego ucisku... korciło mnie aby ten obrazek przesunąć tam gdzie odbywał się "atak", ale obawiałem się, że jakbym to zrobił wtedy ten byt miałby dostęp do czakry która nie byłaby nim chroniona więc wolałem nie ryzykować. Ten atak odbywał się kilka x podczas dzisiejszej nocy. Nie odniosłem jakiś większych strat. Leciutko jakby lewy koniuszek czakry może minimalnie "poturbowany", a tak ogólnie to wszystko w porządku. Miałem wrażenie, że ten byt jakby wciągał mnie w swój "wymiar" szeroko rozumiany. Jakby chciał abym znajdował się w dostępnej dla niego przestrzeni w której może mnie atakować. Niestety w takim stanie w jaki on wprowadza osobę człowiek nawet zapomina o obronie (wypowiadanie słowa "Bóg")... ja się zastanawiałem trochę podczas tego co się działo "o co chodzi!?" zamiast próbować za wszelką cenę się bronić... w sumie tak czy siak wyniosłem moim zdaniem dobre doświadczenie z tej nocy... Jeszcze dodam że myślę, że Ojciec Pio ostrzegł mnie przed tym atakiem pokazując mi się we śnie... myślę, że chciał abym wziął Jego obrazek i abym się nim bronił co też uczyniłem i może dlatego nie poniosłem jakiś dużych "strat" które może bym odniósł gdyby nie ten sen! Zresztą już jakiś czas nie miałem innych ataków niż "we śnie" / "poprzez sen" (to w sumie to samo) więc jakaś odmiana to była : P

19/20.02.2010
-> pominę wiele dzisiejszych ataków i powiem tylko, że o 6:30 jak otworzyłem oczy to widziałem jedynie kilka klatek na sekundę... (to oczywiście jest atak) -> widziałem wyłaniającą się zza szafy czarną głowę (czyży to ten byt był?, a może tylko wywołana specjalnie wizja poprzez manipulacje wzroku / mózgu?) -> kto go tam wie... To całe przedstawienie jest robione tylko i wyłącznie w celu okradnięcia z energii. W ogóle to niezłe shizy się dzieją (chodź ten typ ataku jest mi znany), ale nagle nastąpiło takie pstryk i wszystko wróciło do normy. Po prostu ten byt w tym momencie się odłączył ode mnie lub coś go ode mnie odłączyło... Jeszcze dzisiaj był taki rodzaj ataku, który tyczy się manipulacji zmysłem wzroku?, który polega na: (wszystko się dzieje z otwartymi oczami) gdy patrzysz się na np bluzę lub coś innego to ona wydaje się przybierać tak jakby złowrogą "energię"? nie wiem za bardzo jak to nazwać ale gdy za długo się na nią patrzysz to możesz stracić energię... może to też być połączenie kilku rzeczy np. fotel + ubrania na nim które stworzą coś przypominające straszną postać lub coś co będzie wydawało Ci się, że jest nasączone negatywną energią i nawet może sprawiać wrażenie, że się porusza... oczywiście ma się wrażenie, że człowiek w inny sposób widzi... jakby wolniej?, ale to tempo też jest różne... od całkowicie? płynnego do bardzo zwolnionego (jak dzisiaj jakieś 3-5 klatek na sekundę, ale nie przy patrzeniu się w "fotel + ubrania -> tutaj tempo było znacznie szybsze) (oczywiście te techniki ataku również są mi już dobrze znane). Przy tej manipulacji wzrokiem? ma się wrażenie jakby jakiegoś zamulenia głowy. Takie subtelne, ale jak nagle ta "manipulacja" zejdzie z Ciebie to czujesz ogromną różnicę... Tego jest całkiem sporo i można by pisać i pisać..., ale nie ma co się tak rozpisywać... kto będzie doświadczać to będzie wiedzieć o co chodzi ;)

20/21.02.2010
-> Męczący gościu :/ -> jak nie z jednej strony to z drugiej Cię zaatakuje... jak wywoływał te "halucynacje" (może to będzie w miarę dobre określenie?) to starałem się na nie nie patrzeć i się odwracałem + mówiłem wiele razy fizycznie słowo "Bóg" i po jakimś czasie pomagało, ale za chwilę ten byt dalej wywoływał te stany... to jest o tyle chamskie, że nie wiem gdzie on się znajduje, ani go nie widzę, nawet nie da się go wyczuć (czasem się da ale ostatnio nie). Więc tak naprawdę nie wiadomo skąd i co Cię atakuję... to coś w stylu idziesz se ulicą i dostajesz nagle cegłą, ale skąd i kto ją rzucił to nie wiadomo... i jak już dostałeś cegłą to później lecą kolejne cegły z różnych stron w różnym czasie i nawet jak wiele z nich unikniesz to zawsze jakąś Cię trafi czy to lżej czy mocniej i tak samo jest z tymi atakami ostatnio. Jak nie "halucynacją" to "we śnie", jak nie za pierwszy razem wyjdzie atak to za dziesiątym... wydaje mi się jakby ten byt miał "anielską" cierpliwość. Dzisiaj już nawet nie wiedziałem czy śnie czy to "halucynacje" wywołane przez tego byta, ale jak oberwałem to wiedziałem, że nie jest dobrze... i na np. powiedzmy 10 ataków wystarczy, że jeden mu wyjdzie jak trzeba i ja jestem mocno poszkodowany na 4 czakrze (duża strata energii) i weś tak funkcjonuje w dzień... wiadomo, że się da i w ogóle, ale aby zregenerować tą czakre to minimum od 0,5 do 2 dni jakieś trzeba, a jak mam ataki praktycznie codziennie to nie tak łatwo się zregenerować no i wyspać się też jest bardzo ciężko... Przydałobym się kilka dni porządnego snu... staram się wołać "aniołki" itd. itp. na pomoc, ale nie wiem na ile to pomaga? może po prostu musze tego doświadczyć i spisać to dokładnie? może między innymi po to są te ataki no i abym miał bogate doświadczenie w starciu z takimi ciemnymi typami nocnymi... Nie jest łatwo... nie jest on taki słaby jak mi się czasem wydawało..., ale morale mam w miarę spore... chodź kilka dni temu były niskie... to się często zmienia. Dzisiaj straciłem sporo energii niestety i to tylko za sprawą właściwie jednego ataku... staram się bronić, ale to ciężka sprawa bo on uderza dokładnie w te punkty które są najsłabsze... atakuje wtedy gdy jesteś bezbronny... to jego najlepsza metoda :/

21/22.02.2010
-> nie pisałem tego dnia swoich doświadczeń... ale chyba nic nie było godnego uwagi?

22/23.02.2010
->
dzisiaj słabe ataki... mało energii straciłem...

23/24.02.2010
-> dzisiaj mało energii straciłem, ale jeden atak im (lub mu) wyszedł... wystraszyli mnie jakimś obrzydliwym robalem we śnie i pach energia wędruje do nich (lub do niego -> właśnie nie wiem czy pisać w liczbie mnogiej czy w pojedynczej -> w sumie to chyba jeden na raz do mnie przychodzi, ale kto go tam wie do końca więc raz piszę w pojedynczej, a raz w mnogiej ;)), ale to nic! bo wcale nie tak dużo straciłem ale! później tylko otworzyłem oczy to dalsza część ataku była czyli "halucynacje" (nie wiem jak to nazywać może omamy wzrokowe? albo nie wiem x) -> na razie nazywam to halucynacjami jak wymyślę lepszą nazwę to dam znać ;)) -> no i widzę z otwartymi oczami normalnie jakiegoś robala na fotelu (ten co był we śnie) (wydaje mi się, że on mógł nie być realny w sensie, że to nie był nawet jakiś byt astralny czy coś takiego -> oczywiście pewien nie jestem na 100% w sumie kto go tam wie... to chyba tylko taka "projekcja" strasznych rzeczy... coś jak wyświetlanie "horroru" na projektorze tylko tutaj są lepsze efekty 3D ;)) oraz po chwili jakąś groźnie wyglądającą postać zobaczyłem i zczaiłem się co się dzieje i szybko odwróciłem wzrok i nic mi zrobić nie mogli x) Później odczekałem kilka sekund, zamknąłem oczy i w kierunku w którym odbywał się atak powiedziałem fizycznie "Bóg, Bóg, Bóg..." (bo ja tam jeszcze wcześniej tak na szybko zerknąłem czy dalej są te "halucynacje" i były więc postanowiłem zrobić z nimi porządek i po magicznej mantrze wszystko znikło, ale jakbym patrzył z otwartymi oczami na te "halucynacje" i mówił "mantrę" to moim zdaniem istnieje duże prawdopodobieństwo, że straciłbym energię bo nie zdążyłbym "pokonać wroga" po prostu czasowo mógłbym się nie wyrobić. To trochę jak z grami wideo ;) -> to jest taki "Boss" na końcu "etapu" i "mantra" to "torpedy" kierowane w jego kierunku aby go zniszczyć, ale on celuje w ciebie mocne działo i zaraz strzeli i nie wiadomo czy zdążysz go pokonać bo musisz puścić w niego kilka słów "Bóg" i nie wiadomo jak wiele, a on już ładuje broń... już celuje... i czy zdążę w ten sposób go pokonać? wole nie sprawdzać, ale pewnie jest 50:50... o wiele lepiej jest odwrócić się i z zamkniętymi oczami to zrobić... wtedy ma się jakby super pancerz przez który jego broń nie ma szansy się przebić! Więc jak będziecie mieli taki atak to już wiecie jak się bronić! :) -> Tylko to musi być dokładnie ten atak! Bo to nie jest to samo gdy np. widzi się lecącą w powietrzu czarną energię! To zupełnie dwie różne rzeczy! Trzeba po prostu to dobrze odróżniać, ale to tak naprawdę nie jest problem np. dla mnie bo już mam spore doświadczenie w walce z nimi, ale dla kogoś kto dopiero zaczyna mieć takie ataki może być lekki problem ale myślę, że przetestuje metody obrony jakie ja stosowałem i dużo szybciej, a co najważniejsze skutecznie będzie się bronić... nie będzie musiał tyle razy tracić energii co ja traciłem... staram się rozwiązania podawać gotowe rozwiązania w kwestii walki z "ciemną stroną mocy" ;)

24/25.02.2010
-> dzisiaj w sumie jakoś nic specjalnego się nie działo :) (w snach pojawiały się "negatywne" "symbole" itd itp, ale nie było jako takiego ataku przy którym bym stracił energie więc ta noc była w pewnym sensie spokojna)

25/26.02.2010
-> pierwszy atak o 2:40, ale fartem się obroniłem... Atak we śnie wyglądał tak, że ktoś we śnie (opowiem w skrócie) zaatakował mnie jakimś gazem psikając mi go w twarz przez długi czas i ja zacząłem się jakby dusić czy coś takiego i psikał mi nim po oczach i psikał aż w końcu się wybudziłem i zmantrowałem wroga (powtarzając słowo Bóg). Robie 7 krzyżyków krwią Jezusa na czakrze serca przed zaśnięciem więc może dlatego udało mi się wytrzymać te 7-8 sekund we śnie bez utraty energii? Ataki ogólnie trwały do 7:30-8:00 i straciłem tak pod ranem już trochę energii (mało)... ogólnie zaliczam noc za udaną... lepiej stracić mało energii niż dużo ;) (czuje trochę uraz z lewej strony czakry, ale to taki mały).

26/27.02.2010
-> dzisiaj atak o ~3:00 w nocy (podobno do wczorajszego tylko byłem rażony prądem i niestety z tego co pamiętam nie udało mi się skutecznie przed tym obronić...) + halucynacje od razu po ataku... (jakąś pięść się ukazała nad kołdrą aby mnie wystraszyć i trochę im się udało -> zaskoczyło mnie to). Straciłem ogólnie podobną ilość energii co wczoraj.

27/28.02.2010
-> nie za bardzo pamiętam jak to dzisiaj wyglądało... nie pamiętam aby był jakiś atak... ale nie czuje się też wyspany... dziwne sny miałem... trochę negatywnych postaci w nich... czuje się jakbym przez te sny był nie wyspany hmmm...

[MARZEC 2010]

28.02.2010/01.03.2010 -> przed 5 rano jakaś żałosna próba ataku była... później o 5 rano straszenie we śnie i lekko straciłem energię... jeszcze później widziałem we śnie czarną zakapturzoną postać która zamiast twarzy miała jakby tylko czarną energię (podobna do dementora z Harrego Pottera) i zaczęła do mnie mówić i czułem jej głos (nie zrozumiany i demoniczny) na 4 czakrze... czułem też na tej czakrze wielkie zło i zero współczucia czy jakiejkolwiek empatii... nie był to niby atak, ale takie ciekawe doświadczenie... wole już nie spotkać tej postaci :) -> i jeszcze około 7 rano miałem spotkanie z "przezroczystym" bytem, który siedział mi na 4 czakrze i ja się zorientowałem i rękami astralnymi chciałem go zepchnąć z niej i częściowo się udawało, ale on wracał i tak się przepychaliśmy (silny jest)... nie wybudzałem się od razu bo czasem bywało tak, że jak szybko reagował to tak jakbym się "otwierał" i traciłem wtedy energię, a tutaj zachowałem "spokój Zen" normalnie hehe :) i się z nim przepychałem, ale też powoli się wybudzałem, ale i tak troszkę energii mi skubną niestety... rano po obudzeniu czuje braki energii na 4 czakrze niestety :/

01/02.03.2010 -> Dzisiaj był stosowany przede wszystkim jeden ty ataku, a mianowicie podszywanie się pod jakąś np. dobrą postać ("pozytywną"; wzbudzającą "zainteresowanie"; ciekawą; przyjaźnie nastawioną). Czyli spotykam np. kogoś miłego we śnie (spotkałem nawet pingiwna!) i ten ktoś mnie wystraszy (wystarczy, że będę blisko niego przez krótki czas to mogę już stracić energię -> sama obecność tego kogoś powoduje strach i występuje on nagle... na początku jest wszystko dobrze i "przyjaźnie"). Straciłem dzisiaj tak energię z 7-8x? sporo..., ale nie czuje się abym miał jakieś poważne braki na czakrze... czuje, że mi brakuje trochę energii, ale wydaje mi się, że nie jest tak źle. Spanie na brzuchu oraz przykrywanie ręką czakry praktycznie nic nie dawało bo to się odbywało bardziej na "odległość" (wysysanie energii przy tym typie ataku) niż aby ktoś musiał grzebać przy czakrze (tak ja to widzę na dzień dzisiejszy). Będąc nawet w pełni spokojny również można stracić energię..., ale spokój bardziej się przydaje... raz udało mi się obronić przed tym atakiem... zachowałem spokój, ale też zorientowałem się, że to atak i udało mi się w połączeniu jakby tych dwóch "rzeczy" skutecznie "obronić / wyjść" ze snu. Jest to dość chamski atak jak wiele ataków zresztą, ale trzeba uwzględnić że ten ktoś jest nad wyraz inteligentny i przebiegły. Podszywa się pod kogoś pozytywnego aby później zadać cios... nie ładnie!

02/03.03.2010
-> Dzisiaj dostałem 3x... mocniejsze były to ataki niż wczoraj...

03/04.03.2010
-> Dzisiaj widziałem jakby czarną zjawę w swoim pokoju (prawdopodobnie atak typu "halucynacja" -> dodam jeszcze, że ten atak cechuje się raczej nie za wielkim zakresem ruchu owej "halucynacji" -> może się np. lekko "kołysać" czy zmieniać odrobinę kształt). Straciłem energię tylko 1x (wystraszenie) w nie za dużej ilości. Nie potrzebnie próbowałem "mantrować" tą "halucynacje / atak". Czasem lepiej po prostu przekręcić się na drugi bok i dalej "spać". "Mantrowanie" takich "akcji" zawsze wiąże się z ryzykiem utraty energii. Nie potrzebnie zbyt intensywnie patrzyłem wzrokiem na tą "halucynacje"... Najlepiej chyba jest mantrować nie do końca bezpośrednio w kierunku "halucynacji" tylko lekko obok (dźwięk idzie i tak dookoła więc nie ma to chyba znaczenia czy będę się patrzył bezpośrednio na "halucynacje" czy nie, a patrząc się bezpośrednio wystawiamy się na ryzyko utraty energii. Czasem bywa, że jak naprawdę dużo energii na 4 czakrze stracę to w ciągu dnie mam problemy z oddychaniem.

04/05.03.2010 -> Dzisiaj zastosowana została stara metoda ataku która pierwszy raz została użyta jakieś 4,5 roku temu, a mianowicie wciskanie zębów tak aby we śnie się miało wrażenie, że zaraz ktoś palcem wyłamie ci zęby, a, że nie jest się świadomym, że o sen to można się wystraszyć i stracić energii trochę :/ Denerwującym jest to, że nawet nie mogę się zregenerować porządnie we śnie :/ tylko atak i atak... moje czakra raz dostanie lżej, ale czasem mocniej i gdzie tu regeneracja? a podobno sen jest do tego wymarzoną sprawą ;) aby się uleczyć ;) Tęsknię za wysypianiem się itd. itp. :)

05/06.03.2010 -> Dzisiaj niby nie było żadnego ataku, ale w moich snach pojawia się spora ilość scen gdzie walczę z "wrogami" czy z "negatywnymi postaciami" które chcą mnie "pokonać".

06/07.03.2010
-> Znowu brak ataku? :)

07/08.03.2010
-> Dzisiaj prawdopodobnie były 3 próby ataku ale tylko jedna udana. Straciłem mało energii, ale po minucie od ataku jakoś rozbolała mnie 4 czakra na okres około minuty max dwóch i później było już ok no może leciutki ból typu "poturbowanie" ;) To były ataki we śnie, ale bazujące na jakiś złych wydarzeniach typu "psująca się maszyna" której nie mogę naprawić i w końcu panikuje i tracę energie... w ogóle dziwna sprawa... wcześniej była jakaś postać która mnie straszyła teraz jakimiś złymi zdarzeniami mnie straszą? Tak czy siak poczułem przy jedynym takim wydarzeniu (tym z "maszyną") ubytek energii więc wychodzi na to, że to był atak.

08/09.03.2010
-> Dzisiaj były 3 ataki, ale dobrze pomagał mi mój "Anioł Stróż". Pierwszy polegał na otoczeniu mnie przez jakiś osoby, ale 2x? bodajże chwytał mnie za rękę we śnie pewnie mój Anioł Stróż no bo kto inny? i mnie wyciągał z tego towarzystwa. Nawet jakoś ja sam we śnie powiedziałem, że jakby coś się złego działo to aby mnie z tego towarzystwa wyciągał i tak się działo, ale później po tych dwóch wyciągnięciach znowu mnie otoczyli, ale nie byli widocznie w stanie mi nic zrobić. Następny atak był gdy we śnie wszedłem do jakiegoś ładnego pokoju i usłyszałem "zły" głos jakby demoniczny i nagle poczułem, że ktoś mnie chwycił za lewą rękę i pociągnął w kierunku drzwi i poczułem jakby od tego złego w tym samym czasie jakby magnes, który mnie chciał wciągnąć do tego pokoju, a ze strony anioła?, który mnie ratował poczułem właśnie takie jakby pociągnięcie jakby przez tunel? takie specyficzne cofnięcie do tyłu na "bezpieczną" odległość i nastąpiło wybudzenie. Ostatni atak we śnie odbywał się w klasie i siedziałem w ławce szkolnej. Nie jestem pewien czy był tam mój Anioł Stróż czy nie? Bo był ktoś tam taki kto chyba chciał się mną opiekować tam, ale nigdy na 100% nie można być tego pewien czy przypadkiem to nie jakiś wilk w owczej skórze bo ten "zły" lubi takie "przebieranki" x) No i niestety w tym śnie straciłem trochę energii :/ i jak się obudziłem to też czułem to "poturbowanie" na czakrze... jakby ktoś mnie tam uderzył albo wbił lekko nóż (czasem lekko czasem mocno "nóż" jest wbity). Niestety też gorzej mi się oddycha przez ten uszczerbek na czakrze, ale w sumie to dość normalny objaw. Na dodatek miałem idealną pozycję do obrony bo leżałem na brzuchu + byłem przykryty od strony brzucha kołdrą + byłem ogólnie w takim trochę kokonie z kołdry, ale to jest dobra pozycja tak naprawdę do ataków "bezpośrednich", a nie do ataków na "odległość" jak te (atak bezpośredni to taki gdy ktoś cię uderzy i wtedy tracisz energię, a atak na odległość to np. wyssanie energii przez "dresiarza" poprzez atak "oczami"). Jeszcze przed udanym przez nich atakiem gdy sobie leżałem to czułem się jakby moja czakra i okolice (system energetyczny) coraz lepiej się regenerował i odnawiał po tych 17sto tygodniowych walkach, ale niestety musiałem zostać jeszcze ugodzony aby "oddalić" na jakiś czas to bardzo fajne uczucie regeneracji.

09/10.03.2010
-> Były ataki, ale wyszedłem z nich praktycznie bez szwanku nie mniej jednak w pewnym sensie "męczącym" jest mierzenie się we snach z tym czymś. Marzy mi się wyspanie całkowite gdzie w snach nie pojawiają się "potyczki" i "zmagania" gdzie po prostu mogę sobie leżeć i najnormalniej w świecie się wyspać aby się w pełni zregenerować. 06/08.03.2010 -> w te dwie noce gdzie nie było ataków miałem właśnie przebłysk tego jak to powinno wyglądać. 08/09.03.2010 -> było to wspaniałe uczucie "regeneracji" okolic 4 czakry którego nie czułem z jakieś 17 tygodni... nawet zapomniałem, że takie uczucie istnieje... takiego "pełnego" uczucia regeneracji bym sobie życzył. Czuje się zmęczony na czakrze mimo iż nie oberwałem w nocy. Był atak "halucynacyjny", były ataki we śnie, ale jakoś je podpierałem. Nawet we śnie bodajże złapałem go i "obezwładniłem" z tego co pamiętam, ale mimo to czuje się jakby ktoś mi czymś w czakre przywalił i w ogóle :/ Niby moje moralne nie są niski bo jednak noc za nocą mija i czuje że to skończyć się już niedługo musi, ale no jak mówiłem chciałbym się wyspać tak porządnie... byłoby fajnie ;) Przydałaby mi się taka z minimum kilku dniowa jak nie więcej regeneracja okolic czakry 4 i tego sobie życzę :]

10/11.03.2010
-> Były ataki... nie wielkie straty energii...

11/12.03.2010
-> Były ataki... bardzo małe straty energii...

12/13.03.2010
-> Dostałem kilka x... kolejna pewna porcja mojej energii "wyparowała"... eh :/ -> trochę morale mi spadły...

13/14.03.2010
-> 1-2 ataki? Jeden udany -> bardzo mało straciłem energii -> wciąż jest uczucie "poturbowanej" czakry -> jest również leciutkie uczucie ogólnej regeneracji okolic 4 czakry -> morale lekko wzrosły ;)

14/15.03.2010
-> Brak ataków. Nie mniej jednak były pewne symbole we śnie które mogły sugerować czyjąś negatywną obecność nie mniej jednak nie musi to oznaczać, że ktoś u mnie tej nocy np. obok mnie lub w pobliżu się znajdował. Czasami jest ciężko jednoznacznie to stwierdzić (jak w tym przypadku). Ale tak czy siak nie odnotowałem jakiegokolwiek ubytku energii, a to jak dla mnie jest najważniejsze.

15/16.03.2010
-> Dzisiaj dostałem i to kilka x... w ogóle wywoływane były jakieś silnej wibracje w moim ciele (jakiś skutek uboczny ataku? albo celowy zabieg?) no i strach... zabrali mi kilka x energie w bardzo małych ilościach i chyba z 1-2x w małych ilościach? Jakoś tak... Mantrowanie "Bóg" pomagało w uwolnieniu się z tego stanu tylko szkoda, że zbyt późno wpadłem na to aby się w ten sposób bronić... Jestem już jakoś wewnętrznie zmęczony tymi atakami..., ale jednak wiem, że sobie z nimi poradzę i przejdę to wszystko. W ogóle to dość długo one dzisiaj trwały... z dobre kilka godzin... Mojej czakrze przydałby się z tydzień odpoczynku aby dość do siebie...

16/17.03.2010
-> Dzisiaj było mniej więcej z 10-12 ataków. Był nowy sposób ataku we śnie, a mianowicie byłem łapany rękami jakby dookoła tułowia i ściskany... był też atak, że jakby ktoś wbijał mi nóż lub coś w tym stylu w 4 czakrę (mieli jakieś problemy aby go wbić w czakre... tak jakby czakra była za twarda, a oni mieli nóż z plastiku), ale o dziwo nie straciłem jakoś specjalnie tej nocy dużo energii. Od kilku dni regularnie przed zaśnięciem "smaruje" 4 czakrę krwią Jezusa (dla ochrony przed atakiem) + standardowo 7 krzyżyków na niej również zaznaczam Jego krwią.

17/18.03.2010
-> Dzisiaj były ataki, ale nie zabrali mi energii... co więcej we śnie skutecznie się broniłem! Gdy byłem atakowany to nie pozwalałem przeciwnikowi mnie "skrzywdzić" w żaden sposób "blokując" jego ciosy i samemu atakując itd. itp. Oczywiście nie jest to zwykły sen jak ktoś mógłby sugerować. Ja w takim śnie jestem w 1 albo w 3 osobie (przeważnie w 3, ale to też zależy). Przeciwnik z tego co moje doświadczenie wskazuje jest zawsze w 3. W takim śnie gdzie ktoś w sensie jakiś "byt" Cię atakuje ma się wrażenie że Twój przeciwnik jest bardziej "żywy" i "myślący" niż jakby to był zwykły sen, nawet jak się z nim walczy wydaje się jakby dobrze wiedział co robi, jakby robił to świadomie i z premedytacją. Trochę w nocy z nimi "walczyłem" co kosztowało mnie jakieś minimalne pokłady energii, ale moja czakra nawet w najmniejszym stopniu nie ucierpiała. Ogólnie trochę zregenerowałem się tej nocy co mnie bardzo cieszy...

18/19.03.2010
-> Dzisiaj jakieś dwa żałosne ataki... jeden polegał, że kot na mnie wskoczył i pazurki wbił i chciał chyba mnie powalić na dół? Oj jakiś kaszaniarski atak nawet nie ma sensu się rozpisywać... drugiego ataku nawet nie pamiętam... "Zwierzęcego" ataku już dawno jakoś nie miałem chodź się zdarzały ;) Ważne, że ostatnio jakoś mało mi robią... moja czakra powoli lecz systematycznie się regeneruje co mnie bardzo cieszy :) chodź zajmie to pewnie trochę czasu zanim wróci do pełni sił, ale jak tak dalej pójdzie to widzę to w kolorowych barwach.

19/20.03.2010
-> Dzisiaj niby bez ataków? (pojawiały się negatywne osoby we śnie, ale nie sadzę aby były one "spowodowane" obecnością/atakiem byta, ale kto go tam do końca wie... Ważne, że powoli się regeneruje...

20/21.03.2010
-> Bez ataków... Zauważyłem też taką rzecz, że jak mnie atakowali intensywnie to przeważnie lewą część 4 czakry miałem jakby "uszkodzoną"? i teraz może od wczorajszego dnia? czy jeszcze wcześniejszego czuje taki jakby ból coś na kształt kłucia raz na jakiś czas (nie jest to przyjemne, ale da się spokojnie wytrzymać bo trwa to krótko i w ogóle... bez przesady hehe). Wydaje mi się, że to kłucie to może być oznaka reperacji się czakry, ale to tylko moja hipoteza. Może to miejsce które było tak "obite" przez te byty wreszcie próbuje się "zagoić" (naprawić).

21/22.03.2010
-> Dostałem dzisiaj jakąś nie fizyczną pięścią w twarz podczas lekkiego snu. Zazwyczaj dostawałem w ten sposób we śnie, a tym razem było inaczej. Straciłem mało energii przy pierwszym ciosie. Oczywiście poczułem go w pewien jakby energetyczny? sposób, ale nie widziałem tak jakby pieści która do mnie zmierza (bo niby śniłem w tym momencie?) chodź wydaje mi się, że jakimiś zmysłami to "ogarnąłem". Był to dość mocno niespodziewany atak. Za jakąś godzinę od tego ciosu pojawił się znienacka następny cios tylko silniejszy i straciłem jeszcze więcej energii.

22/23.03.2010
-> Znowu straciłem energie przy nocnych atakach eh :/ Ciężko się bronić przed tymi podstępnymi atakami... :/

23/24.03.2010
-> W sumie 4 ataki i się skutecznie obroniłem (pierwszy halucynacja i trzy pozostałe to ataki bezpośrednie z bliskiej odległości, jak mniemam w celu dostania się do 4 czakry). Przy każdym ataku zalecam zachowanie stoickiego spokoju! To bardzo pomaga w obronie i nie straceniu energii. Z mojego doświadczenia wynika, że jak się szarpiesz i szybko oraz emocjonalnie próbujesz "wydostać się" to często się to udaje, ale ze stratą energii z czakry, ale jak ja dzisiaj robiłem to z wielkim spokojem, ale zarazem zdecydowanie, ale bez jakiś bardzo gwałtownych ruchów i zbędnych emocji to udało mi się wyjść z "negatywnego" stanu (przenikanie się reala i astrala gdzie może zajść atak) bez utraty energii. Zachowanie spokoju na początku nie jest łatwe i człowiek chce jak najszybciej uciec przed takim atakiem. Im więcej emocji? wkładamy w obronę tym prawdopodobnie bardziej się "otwieramy" co powoduje, że energie nam łatwiej wykraść, a jak będziemy spokojni jak skała to się nie otworzymy i energia z nas nie ujdzie!

24/25.03.2010
-> Brak ataków...

25/26.03.2010
-> Brak ataków...

26/27.03.2010
-> Brak ataków...

27/28.03.2010
-> Jeden atak typu "halucynacja".

28/29.03.2010
-> Niby brak ataków, ale jednak w nocy poczułem stratę energii na 3 i 4 czakrzę... więc ataki były jakieś których nawet nie byłem dobrze świadom...

29/30.03.2010
-> Jeden atak typu "halucynacja".

30/31.03.2010
-> Dzisiaj atakowali mnie niewidzialne byty? Oczywiście nie wiem czy był on jeden czy kilku? Pewnie jeden? Tak czy siak były to chyba ataki we śnie / lub pomiędzy realem a snem? Wyczuwałem tą istotę? niewidzialną innymi zmyślamy, że tak powiem. Z bliskiej odległości była dopiero wykrywalna i oczywiście kilka x straciłem energie z 4 czakry :/ Leżenie na brzuchu nic nie dało. Wykradanie energii odbywało się na odległość czyli, że nie był konieczny bardzo bliski ("dotykowy") kontakt (tak jakoś to widzę). Dzisiejsze wysysanie energii kojarzy mi się z takimi jakby liźnięciami czakry... jak dziecko liże lizaka to ten byt jakby lizną przy każdym ataku moją energie na czakrze chodź wydaje mi się, że atak odbywał się z pewnej odległości i, że ten byt nawet mnie nie dotykał, ale kto go tam do końca wie ;)

[KWIECIEŃ 2010]

31.03.2010/01.04.2010 -> Dzisiaj podczas ataków ten byt się do mnie przyklejał jak spałem (przejawiało się to również we śnie, że byłem jakby przyklejony do jakiejś postaci i czułem "dotyk / ucisk") i było kilka takich ataków i ten byt czekał aż się "otworzę", ale to nie nastąpiło bo jakoś zachowywałem spokój i się "nie otwierałem" i dzięki temu nie straciłem energii. Chodź może jakąś tam straciłem, ale ogólnie rzecz ujmując nie odczułem transferu mojej energii do tego byta.

01/02.04.2010 -> Dzisiaj niestety trochę oberwałem. Były ataki gdzie byt przyczepiał się do 4 czakry i próbował ją "rozkodować?" / "otworzyć?" po prostu się do niej dostać może tak to nazwę hehe. Oczywiście we śnie objawiało się to uciskiem w miejscach gdzie przebywał byt na mnie (we śnie był to tak jakby pas, który mnie ściskał). Tak czy siak przy jednym takim ataku zacząłem szybko i nagle się wyrywać i zmantrowałem później go słowem "Bóg", ale straciłem przy tym trochę energii z czakry chodź go pokonałem! Tak jakbym się "otworzył" na czakrze przy tych gwałtownych ruchach... zawsze przy tego typu ataku trzeba zachować spokój, ale łatwo to napisać i się skrytykować w swoich doświadczeniach, a trochę to inaczej wygląda w prawdziwym boju gdy byt atakuje. Nie zawsze pamięta się wszystkie "złote" rady i wszystkie wyciągnięte wnioski ze wszystkich poprzednich ataków. Byt ten atakował wtedy gdy leżałem na plecach. Nawet później się położyłem w pozycji bardzo podobnej do embrionalnej i było ok, ale później we śnie się nieświadomie przekręciłem i byt ponownie zaatakował :/ -> zapomniałem podłożyć sobie coś pod plecy (np kołdrę odpowiednio "upchać") abym nie mógł się tak łatwo nieświadomie przekręcić. Jestem ciekawy czy ten byt to ten sam co mnie cały czas atakuje czy oni? się zmieniają co jakiś czas? Bo ten się "przylepiał" do czakry, że tak to nazwę i jestem ciekawy czy jakbym leżał na brzuchu to czy byłby wstanie mnie zaatakować? bo jeżeli musi mieć kontakt z czakrą to prawdopodobnie nie byłby w stanie?, ale w ostatnich dniach bywały ataki gdzie bezpośredni kontakt z czakrą nie był wymagany hmmm... Dzisiaj niestety moja czakra bardzo źle się czuje :( -> patrzenie w słońce trochę mi pomogło...

02/03.04.2010 -> Dzisiaj ten sam gościu mnie atakował... Po dwóch pierwszych atakach wiedziałem już, że nie jest dobrze... Zacząłem prosić wszystkich którzy mi przyszło do głowy o pomoc... Postanowiłem, że nie będę spał przez jakiś czas, ale niestety chyba byłem poddany jakiejś kontroli umysłu (hipnoza?) bo nie mogłem normalnie trzymać kilku sekund otwartych oczu bo powieki były tak ciężki, że same oczy mi się zamykały i na silę, na cham próbowałem trzymać je otwarte, ale to było bardzo trudne! To nie jest normalne! ;p Później nastąpiło chyba coś w stylu odcięcia go ode mnie? Tak to jakoś odebrałem i było to ukazane we śnie symbolicznie i co ciekawe to ujrzałem go przez jakąś 1 sekundę? Pamiętam, że za nim był ogień i nie wyglądał zbyt przyjaźnie (szybko mignął i nie widziałem go dokładnie). Ale przy tym uwalnianiu z hipnozy? Też coś uszło mi z czakry energii... Po tym zdarzeniu jakoś juz mi się tak oczy nie zamykały, ale jeszcze rano mnie lekko dziabnął w czakrę :(

03/04.04.2010 -> Dwa pierwsze ataki były "we śnie" i zachowałem spokój przez co się nie otworzyłem i energii nie straciłem, ale niestety o 8:30 rano był atak "we śnie" w którym się niestety wystraszyłem lekko i zostałem "dziabnięty" po czakrze, że tak to określę i straciłem trochę energii... zapomniałem chyba, że nawet tak rano i gdy jest widno może być przeprowadzony atak... kiedy dawno temu jak już było tak widno to raczej ataki się nie odbywały ;)

04/05.04.2010 -> Dzisiaj dostałem około 6 razy (była też hipnoza i jeden atak typu halucynacja) i trochę spanikowałem. Niechciałem dostać ani razu więcej... jak dla mnie to było już nadto to co dzisiaj "zebrałem". Położyłem obrazek Jezusa, Ojca Pio, kryształ górski, różaniec z szyi i z ręki + obie dłonie na 4 czakrze i leżałem / spałem tak na plecach i był jeszcze jeden atak, ale kompletnie nie mógł nic zrobić i tak trwałem w tej pozycji z 2h, ale żaden atak następny już się nie pojawił. Przy okazji doładowałem energią trochę 4 czakrę trzymając na niej dłoń. Dobrze, że nie dostałem więcej bo moje morale na prawdę mocno spadły. Technika kładzenia "wszystkiego" na czakre okazała się dobra i sądzę, że będę ją jeszcze testował przy przyszłych atakach. Są też cztery ranki kilku centymetrowe poniżej szyi (na plecach). Ranki takie są dość normalne przy takich atakach... nawet nie zwracam już praktycznie na nie uwagi. Zawsze jest lepiej doznać takich "zadrapań" niż stracić cenną energie z czakry, ale jest jak jest...

05/06.04.2010 -> 3-4x dostałem dzisiaj..., ale czuje się w miarę ok...

06/07.04.2010 -> Dzisiaj dwa ataki. Przy pierwszym straciłem energię bo spanikowałem. Było tak, że poczułem, że ten byt siedzi na mnie? i zorientowałem się, że to atak itd. itp. -> wciąż byłem spokojny i opanowany. Chciałem go zmantrować, ale nie mogłem (brak możliwości wypowiadania słów -> teraz przeważnie te byty stosują jakąś blokadę na to... kiedyś tej blokady nie było więc łatwo się można było rozprawić z takim bytem...). Gdy okazało się, że nie jestem w stanie fizycznie wypowiedzieć słowa Bóg i czułem to coś na mojej klatce piersiowej to coś we mnie chciało się bardzo szybko tego czegoś ze mnie pozbyć i zacząłem jakoś sam z siebie panikować. Zacząłem się jak zwykle wyszarpywać z tego "stanu" w którym byłem i się oczywiście uwolniłem, ale tracąc energię. Muszę zachować zimną krew w momencie gdy czuje tego byta na sobie (zmysłami ogarniałem go jako coś przezroczystego? -> nie widziałem go jakby oczami fizycznymi? nie wiem nawet jak to opisać?). Gdy będę spokojny wiedząc, że nie mogę go zmantrować i zdając sobie sprawę, że on jest na mnie i nie może mi nic zrobić dopóki się nie otworzę to mogę zdecydowanie to wygrać. Domyślam się że w takiej sytuacji muszę poprosić w myślach Boga albo opiekunów czy może Archanioła Michała aby przybył mi na pomoc i zabrał to coś ze mnie. Pewnie będę miał okazje to przetestować jeszcze... chodź wolałbym już nie mieć styczności z tym czymś... A co do drugiego ataku to nie za bardzo go pamiętam i chyba nie straciłem energii albo bardzo mało? Nie pamiętam tego zbyt dobrze ;) Wiem, że kładłem na 4 czakre wszystko co miałem pod ręką z rękami włącznie hehe tak jak robiłem to 04/05.04.2010 -> tylko gdzieś zdjęcie Ojca Pio mi się zapodziało :/ -> i chyba był też przy tym drugim ataku atak typu halucynacja, ale nie pamiętam już dokładnie co i jak!

07/08.04.2010 -> Był jakiś atak i straciłem trochę energii. Nie pamiętam już dokładnie jaki to był atak. Później był atak hipnotyczny i straciłem 2x energie na nim. Muszę sobie olać rozkminianie czy to atak czy nie tylko po prostu się odwrócić jak najszybciej się da. Nie ma sensu się zastanawiać czy to aby na pewno atak. Chodź staram się robić to dość szybko to jednak trwa to na moje oko zbyt długo. Nie mogę rozważać w głowie czy to aby na pewno atak i zerkać na chwilkę na "halucynację". Tak robić nie mogę! Musze w ułamku sekundy się odwrócić jeżeli będę mieć chodź ułamek pewności, że może być to atak! Nie ma się tu nad czym zastanawiać dłużej niż 1 sek ;) Oczywiście łatwo się to piszę, a trudniej jakoś się wykonuje w "nocnym boju", ale jestem optymistą co do ulepszenia mojej obrony przed tym typem ataku. Nie jest to wszystko łatwe. Jak się to opisuje to wydaje się, że trzeba zrobić to tak i tak i będzie dobrze, ale w nocy jakby całe plany i strategie często się rozpadają na kawałki i trzeba kombinować. To nie jest czysta gra. Nie ma tu zasad fair-play. To trochę tak jak odpowiadanie na pytania w teleturnieju siedząc przed telewizorem. Bez stresu i na spokojnie znamy odpowiedzi... ale jak już miałoby nam przyjść wystąpić na żywo w telewizji to zapominamy jak się nazywamy. Z tymi atakami jest trochę podobnie. Trwa to tak długo już... przetestowałem bardzo dużo metod obrony, a jednak wciąż mnie podchodzą i kradną moją energię, a ja naprawdę się staram chodź faktem jest, że całą tą sytuacją już jestem zmęczony. Chciałbym odpocząć... wyspać się tak jak ludzie się wysypiają. Mam już mgliste wspomnienie tego jak to jest się "zregenerować poprzez sen". Ludzie idą spać aby odpocząć, a ja idę spać aby toczyć boje hehe... wiem, że prędzej czy później te ataki się zakończą i wtedy pojęcie "regeneracji poprzez sen" nabierze dla mnie nowego znaczenia.

08/09.04.2010 -> Był jeden atak... nic mi nie zrobił... nawet zobaczyłem tego kogoś nade mną, ale jakoś tak, że nie jestem w stanie opisać jak wyglądał... (dziwne bo był wcześniej przezroczysty?, a teraz bardziej widoczny się stał?) w ogóle to chciał się dostać do 4 czakry ale najwidoczniej mu się nie udało ;) W pewnym sensie można powiedzieć, że w miarę się wyspałem ;) Miałem tam później jeszcze takie nie przyjemne i stresujące sny! (czy to może być atak? nie mam pojęcia! może to już lekka paranoja moja szukająca wszędzie ataków, ale sny które wywołują negatywne emocje podlegają mojej ścisłej obserwacji ;)). Tak czy siak w miarę się dzisiaj wyspałem, ale moja 4 czakra potrzebuje wielu dni regeneracji... oj tak...

09/10.04.2010
->
3 ataki o 6:15 (niewidzialny byt atakował... przy 1 ataku dusił mnie... przy następnych nie pamiętam) -> 3x straciłem energię... -> 2 ataki o 7:15 (wykręcanie ręki -> wszystko to odbywa się chyba na poziomie ciała astralnego? tak mi się wydaje? czyli, że moja ręka astralna jest wykręcana?, ale pewien nie jestem, ale tak mi się na tą chwilę wydaje) -> 1x straciłem energię... Ogólnie moralne mam niskie i moja czakra ma już tego dosyć :(

10
/11.04.2010 -> Dzisiaj nie było żadnego takiego "oficjalnego" ataku! Moja czakra od razu rano czuje się lepiej (brakuje dużo do ideału, ale jednak jest odczuwalna poprawa). Chociaż w ostatnich dniach i nawet dzisiaj w nocy pojawiały się chwilę gdy jak się budziłem to miałem wrażenie (nie zawsze, ale czasem), że tracę co jakiś czas odrobinę energii z 4 czakry! Niby nic się nie działo, a jednak moim zdaniem traciłem energie! Może było to spowodowane obecnością tego byta, który jakby zasiał "zło" w pomieszczeniu. Pamiętam, że jak kiedyś był byt w moim pokoju to czuć było "zło", a jak odszedł to od razu w ciągu sekundy cała atmosfera w pokoju się zmieniła na normalną. Coś w tym musi być... Może to jakiś nowy typ ataku?

11/12.04.2010 -> Były 3 ataki "we śnie" czyli była jakaś postać która np. wzbudzała moje zaufanie, szybko się do mnie zbliżała i się do mnie "przykleja" (uczucie dotyku albo na dużej powierzchni ciała albo na mniejszej np. coś w stylu dotykania palcem? różnie bywa, ale przeważnie jest to dotyk raczej na większym obszarze ciała -> wiadomo, że byt prawdopodobnie siedzi na mnie już wtedy gdy odczuwam dotyk we śnie) i przy każdym takim ataku trwał jakiś czas ten "ucisk", ale jakimś cudem nie została mi zabrana energia w żadnym z tych ataków (a przynajmniej nic nie czułem aby energia była mi zabierana)! Po wstaniu z łóżka czuje się jakbym dostał pięścią w czakre. Ale prawda jest tak, że aby moja czakra się w pełni zregenerowała to potrzebne mi są pewnie z 1-2 tygodnie kompletnie pozbawione jakichkolwiek ataków... W ogóle ostatnio praktycznie codziennie czuje jakbym miał wbity jakis nóż w czakre serca :/

12/13.04.2010 -> O 2:54 pierwszy atak... koleś we śnie bardzo mocno się na mnie zamachnąć aby mnie uderzyć w twarz, a ja po raz pierwszy w ogóle (chyba) zrobiłem unik (odchylenie w tył)! Wiem, że jakbym dostał to poczułbym na twarzy prawdopodobnie taki energetyczny ból, ale zrobiłem unik! Nie wiem jak to technicznie wyglądało czy się ciałem astralnym? czy jakimś energetycznym wychyliłem do tyłu czy jak, że on nie trafił? To na pewno był atak na odległość bo gość mnie nie "dotykał" i co ciekawe nie straciłem energii chodź leciutko emocjonalnie zareagowałem jak się odchylałem i leciał cios przed moją twarzą ;), ale ogólnie brak strat (minimalnie pewnie tak, ale zaliczam to do kategorii brak strat). Później był atak we śnie chyba o 6:00? i niestety 2x pod rząd straciłem energie w odstępie 1-2 sek :/ Jak były jeszcze jakieś ataki to już ich nie pamiętam... tyle zapamiętałem ;) Szkoda tylko, że przy tym ataku o 6 rano nie miałem dłoni, kryształu, różańca itd. itp. na 4 czakrze bo mi się po przemieszczało wszystko... pewnie by pomogło...

13/14.04.2010 -> Były ataki i straciłem trochę energii. Przy tym typie ataku i tym konkretnym bycie skuteczne jest kładzenie na czakre różańców, kryształu górskiego, dłoni itd. itp... jak tak zrobiłem i nastąpił atak to czułem takie ciepło na czakrze i jakby ta energia się tam blokowała i nie chciała opuścić czakry... nie mniej jednak trochę energii przy tym straciłem, ale byt jakby "zasysał" energie (jak odkurzacz). Stał koło łóżka (niewidzialny -> jakimiś zmysłami go "ogarniałem") i jakby był takim odkurzaczem co zasysa energie (mi się to kojarzy z dementorem z Harrego Pottera [nie chodzi o wygląd], który zasysa tak energie... chodź to trochę inaczej wyglądało, ale to jest coś powiedzmy podobnego... mniej więcej?). Nie wiem jak to opisać dobrze. Czasem następuje zabranie energii poprzez np. cios i wtedy od razu pewna ilość energii leci ode mnie do byta, a czasem jest to "zasysanie" gdzie jest jakby w pewnym tempie przesyłana energia ode mnie do byta. Czasem ostatnio właśnie wydawało mi się, że niby nie było jako takiego "ciosu", ale jednak czułem, że straciłem odrobinę energii i ta strata energii była właśnie spowodowana tym "zasysaniem" energii przez byta. Mówiąc szczerze zaczyna mi się to wszystko już mieszać i zlewać :) W sumie coraz słabiej pamiętam te ataki i jakoś wydaje mi się już bez większego znaczenia to spisywanie ich. Np dzisiaj mnie sparaliżowało przy ataku (raczej normalny objaw) i nie wyrywałem się bo wiadomo, że straciłbym energie tylko. Na siłę otwierałem oczy i starałem się je utrzymać otwarte jak tylko mogłem oraz w myślach powtarzałem sobie coś w stylu, że muszę się wybudzić (i się udało, ale byt ciągle "zasysał" więc energii troszkę straciłem). W sumie przypomniałem sobie po tym ataku, że jest jeszcze taka metoda, że ruszasz którymś z palców u ręki lub nogi (trzeba znaleźć, który to palec) i wtedy można wyjść z tego paraliżu. Już kiedyś stosowałem tą metodę i z tego co pamiętam to działała. Już chyba wszystko co się dało opisałem. Każdy kto będzie doświadczać takich ataków powinien znaleźć tu wystarczająco dużo informacji jak się bronić i jak te  ataki wyglądają. Jeszcze dodam jedną rzecz... We śnie często pojawia się jakaś postać która Cię nie atakuje (na początku) tylko po prostu gdzieś sobie tam łazi we śnie. Ta postać może wyglądać jak ktoś kogo nie lubisz lub może wzbudzać Twoje zainteresowanie (po to abyś się łatwiej "otworzył" -> różnie bywa). Później jak się chyba otworze bardziej? nie wiem do końca na czym to polega ale próbuje na czuja to rozgryźć to wtedy ta postać już jest bliżej Ciebie we śnie (to chyba jakaś gra w "podchody" hehe). Następnie już się albo przykleja do ciebie (ucisk itd. itp) albo po prosu "zasysa" albo atakuje pięściami. Ogólnie nie przepadam za atakami we śnie, ale nie można się poddawać tylko trzeba robić swoje :) Pewnie i tak nie wytłumaczyłem tego odpowiednio dobrze dla kogoś kto nie doświadcza ataków ale taki ktoś pewnie nie będzie zbytnio zainteresowany czytaniem tego chociaż kto wie? Myślę, że jest tu wystarczająco dużo wskazówek które ułatwią zrozumienie tematu i przyspieszą "skuteczną obronę" aby nie musieć się męczyć miesiącami szukając skutecznych metod obrony odnośnie ataków wszelkiego rodzaju od ataków z otwartymi oczami po ataki we śnie, od bytów "zrobionych" z ciemnej energii po byty "niewidzialne".

14/15.04.2010
-> Dzisiaj były ataki całą noc, ale skutecznie się broniłem. Straciłem mało energii. Im więcej tych ataków tym mniej mam "symbolicznych / proroczych" snów które bardzo lubię ;) Nawet podczas jednego z ataków we śnie wyszedłem z ciała i znalazłem się poza ciałem, ale we śnie (ciekawe hehe) ale co interesujące czułem wtedy ból na 4 czakrze i bliskich okolicach... pewnie to sugeruje, że na ciele astralnym mam ten obszar do regeneracji? może ;) to tylko moja interpretacja :)

15/16.04.2010
-> Były ataki... straciłem trochę energii...

16/17.04.2010
-> Były ataki... straciłem trochę energii... trochę za dużo... Denerwujące jest to, że temu bytowi z taką łatwością przychodzi okradanie mnie z energii, a mi z takim trudem bronienie się przed nim. On jest cierpliwy... czeka na dogodną okazję... jak nie za pierwszym razem to za dziesiątym... będzie atakować aż do skutku... to wnerwiające! hehe ;) chodź poczucia humoru jeszcze mnie nie pozbawił! :)

17/18.04.2010
-> Tylko dwa ataki... najpierw halucynacja nowego typu (o niej za chwilę), a później atak we śnie (praktycznie bez szans na obronę). Halucynacja nowego typu albo można to nazwać halucynacja typu drugiego... obejmuje dużo większą powierzchnię pokoju czyli praktycznie nie ważne gdzie się popatrzę to będzie to atak! Pisałem o tym kilka dni temu, ale wtedy nie byłem pewien czy to nowy typ ataku! ale teraz już to wiem. Na dodatek dzisiaj popatrzyłem (podczas ataku "halucynacja") nie wiem czy całą sekundę i straciłem odrobinę energii! Wiem, że jakbym popatrzył dłużej to byłoby znacznie gorzej! Świadczy to o inteligencji tego byta! Przy ataku halucynacja typu pierwszego mam jakieś 3? sekundy na patrzenie się na halucynację bez utraty energii, a przy typie drugim jest chyba to poniżej sekundy! no chyba że to był jakiś specjalny przypadek? Tak czy siak gdy jedna metoda zaczyna nie odnosić korzyści dla tego byta to stosuje taką która będzie na mnie skuteczna dlatego atak typu halucynacja stał się dla mnie jeszcze bardziej niebezpieczny, a dlatego, że skutecznie wiedziałem (nie zawsze udawało się zastosować w praktyce...) jak się przed nim obronić (typ pierwszy) i stąd ta ewolucja (na typ drugi). A co do poprzednich dni gdzie mi się tak powieki zamykały to na 100% był atak hipnotyczny... to tak btw...

18/19.04.2010
-> Dzisiaj ukradli mi trochę energii z 3 czakry, ale nie pamiętam jak do tego doszło... a tak to spokój mimo iż widziałem ich obecność w snach, ale jakoś non stop stawiałem silny opór! Tak czy siak moja 4 czakra dzisiaj trochę odpoczęła :)

19/20.04.2010
-> Były ataki... 3 i 4 czakra oberwała... trochę tej energii straciłem... to były ataki w stanie pomiędzy realem a snem? czy czymś takim? Znowu ten niewidzialny debil mnie atakował...

20/21.04.2010
-> Pominę opis ataków... Gdy się czasem budzę zauważyłem, że gdy patrzę na pokój fizycznymi oczami to pokój jest tak jakby w jakiś sposób dziwny... jakbym był poddany jakiemuś efektowi halucynacji -> niby nie jest to atak (chyba!), ale może lekko pod niego podchodzić... czuje się pewną grozę w pomieszczeniu. Na pewno jest to wywoływane przez byta tylko nie wiem czy wywołuje ten efekt halucynacji sama jego obecność czy jest to jego całkowicie świadome działanie na zasadzie włączania efektu i wyłączenia kiedy mu się podoba. Dzisiaj juz po atakach na których nie będę się skupiać widziałem oczami fizycznymi jak ten byt (przezroczysty, ale jakby kontury itd. itp. widoczne) odchodził z mojego pokoju. Widziałem jakby miał jakieś skrzydła? takie owadzie? nie wiem trudno powiedzieć. Tak czy siak jak odszedł poczułem jakby cały ten efekt halucynacji i "grozy" w pokoju odszedł. Ten efekt pojawiał się też w niektórych poprzednich dniach. Jest on mi znany. Ale co ciekawe... poszedłem później spać i znowu były ataki, ale już bez efektu halucynacji i "grozy" w pokoju! Więc ciekawe czy atakował ten sam byt czy ktoś inny! Jeżeli ten sam to nieźle sobie to wykombinował... niby odchodzi (taka ściemka abym się wyluzował) i przychodzi niespodziewanie (bez efektu halucynacji i grozy) tak abym był całkowicie zaskoczony! Myślę, że on chciał abym zobaczył go odchodzącego! A już wiemy, że ten byt jest dobrym strategiem i intelekt to on ma więc ten scenariusz jest całkiem możliwy. Innym scenariusz jest taki, że przyszedł ktoś inny lub, że był ktoś w pokoju jeszcze kto nie wywoływał efektu halucynacji i "grozy", ale uznaje to za mało prawdopodobne, ale kto go tam wie... Tak czy siak nie straciłem dzisiaj za dużo energii. Podczas ataków udawało mi się bronić całkiem nieźle mimo to do jakieś 2h po wstaniu odczuwałem nie przyjemny ból na 4 czakrze :/

21/22.04.2010
-> Właściwie nie było ataków... jakieś marne podchody... miałem wreszcie więcej symbolicznych snów "nie zakłóconych" przez tego byta... :)

22/23.04.2010
-> Były ataki... straciłem trochę energii...

23/24.04.2010
-> Raczej brak ataków (jakies podchody mogły być)... brak strat energii... pozycja embrionalna rox :)

24/25.04.2010
-> Niestety przed 6 rano miałem atak, który mi się nie podobał :/ i był to jedyny atak tej nocy. Oblazł mnie ten byt we śnie (postać mnie "przygniotła") i obudziłem się pomiędzy realem a snem i czułem tego byta na swojej klatce piersiowej i szyi. Niestety leżałem na plecach chodź cały czas starałem się leżeć w pozycji embrionalnej to niestety jakoś sam z siebie w końcu w nocy zmieniłem pozycję :/ Chciałem wymówić słowo "Bóg" aby go zmantrować, ale niestety nie byłem w stanie otworzyć ust (to normalne przy tym ataku) i niestety w pewnym sensie spanikowałem (najgorsza rzecz jaką można zrobić) bo chciałem się jakoś za wszelką cenę pozbyć tego "gówna" z siebie. Oczywiście teoria jest bardzo prosta mówiąca aby nie panikować i po porostu powoli próbować się wybudzić tak aby się nie "otworzyć", ale teoria to jedno, a praktyka to drugie. Niestety w panice (może to nie była taka panika typowa... po prostu chciałem się jak najszybciej pozbyć tego czegoś z siebie) zacząłem na siłę mantrować fizycznie słowo "Bóg" i wydostałem się ze stanu pomiędzy realem a snem, ale w między czasie się otworzyłem i to coś wskoczyło w moją 4 czakre! Szczerze to wole jak stracę energię niż jak to coś we mnie wleci. Nie wiem zbytnio co to oznacza, ale to coś w mojej czakrze? Brzmi kiepsko :/ Zdarzały mi się już takie sytuacje jak byt we mnie wlatywał :/ Czuje taki lekki ucisk na 4 czakrze eh... Musze zachować spokój choćby w stanie pomiędzy realem a śnie, nie wiem co się działo... Jest to często trudne do zrobienia, ale musi mi się częściej to udawać... Zacząłem też od wczoraj pracować z fioletowym płomieniem... Powinno trochę pomóc. Należy też poprosić zdecydowanie o wygonienie tego "czegoś" co we mnie wlazło aby się tam nie zagnieździło!

25/26.04.2010
-> Tuż przed 6 rano były podchody na mnie we śnie (czyli starał się poprzez sen zapoczątkować atak), ale nic z nich nie wyszło i później za jakąś godzinę to samo, ale zerowy efekt. Zauważyłem, że ten byt coś lubi godzinę 6 rano ;)

26/27.04.2010
-> Też były ataki, ale nic mi nie zrobiły. Położyłem się nawet na plecach, ale umiejscowiłem różańce + kryształ górski + przykryłem to wszystko obiema dłońmi i nawet jak na mnie prawdopodobnie usiadł we śnie (ucisk na klatce piersiowej itd. itp) to nic nie był w stanie mi zrobić :) Później od razu "uderzył" halucynacją i się szybko odwróciłem i zmantrowałem go słowem "Bóg" :)

27/28.04.2010
-> Było sporo ataków... Trochę oberwałem, ale nie za dużo... W miarę się broniłem jak umiałem i w miarę skutecznie..., ale jeszcze nie na tyle aby nie odnieść żadnych strat... W jednym (lub więcej?) ze snów ten byt nawet przyjął postać czarnego, wściekłego psa...

28/29.04.2010
-> Było sporo ataków, ale też była dobra obrona :)

29/30.04.2010
-> Brak ataków...

[MAJ 2010]

30.04.2010/01.05.2010 -> Niestety trochę oberwałem :/

01/02.05.2010 -> Były ataki... Skutecznie się broniłem... Przy jednym z ataków gościu chciał tak jak kiedyś wskoczyć mi w czakrę, ale przytrzymałem go rękami astralnymi i wybudziłem się poprzez mruganie oczami bez powodowania paniki u siebie :)

02/03.05.2010
-> Były ataki... Skutecznie się broniłem...

03/04.05.2010
-> Były ataki... Niestety dostałem dwa razy ale nie straciłem jakoś dużo energii... Pierwszy raz dostałem we śnie, ale nie za wiele energii straciłem. Drugi raz też we śnie, ale zanim oberwałem rozpoznałem wroga we śnie i powinienem się wtedy starać wybudzić, ale ja próbowałem go trzymać na dystans i później odpychałem go jakąś tacką czy czymś takim i w końcu nie udało mi się go dobrze odepchnąć i mnie zaatakował. We śnie nie ma się takiej świadomości i czystego spojrzenia na sprawę jak jest to po przebudzeniu. Moim błędem było to, że się z nim tak "cackałem" zamiast szybko się stamtąd zwijać po rozpoznaniu wroga, ale jak mówię nie jest to wszystko takie łatwe do zrobienia. Jedyne co jest łatwe to spisanie tego ;) Gdy zostałem zaatakowany to starałem się uciec ze sny i użyłem sposobu szybkiego wybudzania się jaki stosuje będąc atakowany w stanie pomiędzy realem a snem czyli szybkie mruganie oczami. Niestety na we śnie jest to nie skuteczny sposób o czym się szybko przekonałem (w stanie pomiędzy realem a snem działa bardzo dobrze; trzeba dodać, że to mruganie używa się wtedy gdy nie mogę byta zmantrować). Jak zwykle następnym razem postaram się nie atakować tego byta (bo to odpychanie było trochę jakby i obroną i atakiem już później). Musze we śnie sobie wyrobić nawyk, że jak zorientuje się, że on jest we śnie to musze uciekać. To najskuteczniejsza metoda obrony. Atak z mojej strony na tego byta zawsze kończył się dla mnie źle. Dodam jeszcze wyjaśnienie kwestii dlaczego popełniam błędy mimo iż wiem jak powinienem zareagować. Odpowiedź jest prosta: jak śpię to moja obrona nie jest na poziomie świadomym tylko przeważnie podświadomym i dlatego cały problem tkwi w tym aby wyrobić sobie podświadome reakcje obronne (przy ataku we śnie, bo np. w stanie pomiędzy realem a snem włącza się już świadomość). Nie wiem czy to co spisuję jest w pełni jasne, ale jaśniej wyjaśnić tego już chyba nie umiem ;)

04/05.05.2010
-> Były ataki... Dostałem 1x... Czasem bywa tak, że atak we śnie jest taki, że obrona przed nim graniczy z cudem... tak było właśnie w tym przypadku..., ale nie straciłem zbyt dużo energii. Może wyjaśnię na czym polega taki atak gdzie szanse obrony wynoszą średnio 0% no może troszkę więcej ;) Miałem bardzo nie przyjemnie jakby uciskany palec. Miałem wrażenie jakby ten byt szukał odpowiedniej intensywności bólu która będzie tak nie przyjemna i nie komfortowa, że się otworzę i stracę energię... i tak właśnie się stało. Był to niby atak we śnie ale w sumie w dużej mierze się różnił od typowego ataku tego typu. Nie wiem nawet za bardzo jak to opisać... Miałem tej nocy dodatkowo naszyjnik z górskich kryształów, ale chyba nic specjalnego nie pomógł. Nie mniej jednak tak kombinuje od czasu do czasu z czymś nowym, może znajdzie się coś skutecznego na mocniejsze odpieranie owych ataków... Od jakiegoś minimum? tygodnia smaruje dodatkowo głowę i 4 czakrę (nie wiem czy o tym pisałem czy nie) krwią Jezusa (oczywiście robie też krzyżyki na 4 czakrze..., ale ostatnio również na 3 i 6). Ogólnie nie wiem ile to pomaga, ale jakoś ostatnio nie miewam hipnoz...

05/06.05.2010
-> Były ataki... Dostałem 2x lekko lub bardzo lekko (trudno dokładnie to stwierdzić bo niby "rozłączyłem się" tak jakby przed atakiem) i 1x średnio. W sumie dwa małe draśnięcia były i jedno większe... Strata na czakrze jest odczuwalna. Przed zaśnięciem dodatkowo otoczyłem się w potrójny kokon z białej energii... niestety chyba nic specjalnego to nie pomogło :/ -> wydaje mi się, że jakbym stosował otaczanie się kokonem od kilku dobrych tygodni regularnie to pewnie miałoby to większą moc niż otoczeni się nim raz na jakis czas : P

06/07.05.2010
-> Były ataki... Jakoś udało mi się obronić. Jak już wiedziałem, że mocno poigrywał sobie ten byt w moim śnie (atak) to obudziłem się, poszedłem do wc, ponownie się położyłem, ale byłem już wybudzony mocniej i o to mi między innymi chodziło i nie zasypiałem od razu tylko sobie leżałem. Nie ma sensu wchodzić w "niebezpieczną rzeczywistość" jak ktoś na ciebie czeka tam z "nożem" ;) Warto czasem to trochę przeczekać i nie wchodzić od razu w sen, chodź ten byt jest dość mocno cierpliwy niestety. Może i nie wyspałem się zbyt mocno dzisiaj, ale z drugiej strony nie doznałem jakiś uszczerbków na czakrze, a przynajmniej mi nic o nich nie wiadomo jak takowe były, a wg mojej wiedzy nie było ;)

07/08.05.2010
-> Były ataki... Dostałem tylko raz... poprzez atak typu halucynacja. Nawet bardzo szybkie odwrócenie głowy nie pomogło chodź straciłem mało energii przy tym. Jakbym dłużej zwlekał z odwróceniem się to z pewnością byłoby gorzej.

08/09.05.2010
-> Nie jestem pewien czy były ataki..., ale chyba coś było... Odbyło się pewne zdarzenie które mnie zaniepokoiło, a mianowicie we śnie widziałem (w dużym skrócie opisuje) czarną zjawę w którą wleciała inna czarna zjawa. Niby nie dotyczyło to mnie, ale poniekąd czułem jakby może to coś we mnie wleciało? Właśnie tego nie wiem i to jest dla mnie zagadką... Niby ta zjawa wleciała w inną zjawę ale miałem też jakieś odczucia dziwne... Na razie zostawię to bez dalszego komentarza ;)

09/10.05.2010
-> Czyżby ktoś inny przyszedł do mnie z nowym typem ataku? Chyba tak!? Byłem w stanie pomiędzy realem a snem i zobaczyłem jak porusza się firanka... i było powiedziane coś w stylu, że Bóg idzie (oczywiście ściema). Zobaczyłem przezroczystą lekko czarnawą zjawę? Wydawało się jakby leciała w powietrzu (nisko). Manipulowała mój umysł, że jest Bogiem (kimś dobrym), a ja jakoś dałem się w pewnym sensie zmanipulować -> oni mają silne moce przekonywujące (silna manipulacja). Zjawa dofrunęła do mojego łóżka i nakryła mój jakby kokon / aurę? przezroczysto - lekko czarnawą? dużą chustą? Ja miałem jakby takie jajo wokół siebie i ona na to to położyła i automatycznie mnie tak jakby mocno "unieruchomiło", ale mimo tego jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że to jest atak. Próbowałem się ruszać ale bardzo ciężko mi to szło. Po około 5 kolejnych sekundach uświadomiłem sobie co jest grane i szybko zacząłem się wydzierać (ruszałem na chama nogami) i udało mi się wyjść z tego stanu, ale trochę się naszarpałem. Poszedłem następnie spać... śniłem sobie i było ok... Następnie się obudziłem i myślałem, że jestem w realu... niby wszystko gra i nagle coś zaczęło mi nie pasować. Jakoś instynktownie powiedziałem słowo "Bóg" dla testu i od razu poczułem jakby mocny kokon w który byłem zawinięty! i od razu zdałem sobie sprawę, że nie jest dobrze i zacząłem cały czas mantrować i rozwaliłem ten "zły kokon" na dobre i dopiero wszedłem w "real"! Wydaje mi się, że ogólnie troszkę energii z 4 czakry mogłem stracić, ale nie są to jakieś duże straty. Tak czy siak nowa "przygoda" z chyba kimś nowym? i z nowym typem ataku. Nie zawijał mnie chyba jeszcze nikt w jakiś kokon! Ale dobre było to, że mogłem wypowiadać fizycznie słowa, bo to daje mi ogromną moc obrony (mantrowanie). Zobaczymy co się stanie jutro. Muszę być gotowy na kolejne spotkanie. Łatwo skóry nie oddam :) Wydaje mi się, że jeżeli ten byt jest nowym bytem to odsunęli tamtego "przezroczystego" bo słabo mu szło ;) Jakby coś to ta nowa? zjawa miała około 150-180 cm wzrostu... jakoś tak...

10/11.05.2010
-> Nie było żadnych ataków... wyspałem się i zregenerowałem na tyle na ile mogłem ;) -> Był jeden sen gdzie w dużym skrócie (...) uciekałem z dużej, stromej góry przed dwoma, wściekłymi, czarnymi psami. (...) Później w tym śnie przeszedłem przez jakieś drzwi i stanąłem do starcia z tymi psami i pokonałem je. Następnie było coś o liczbach 1000 i 5000 i później poszedłem schodami w górę... to tak w dużym skrócie... Nie był to atak we śnie, a przynajmniej ja tego tak nie odbieram..., ale chodzi o symbol czarnego psa jaki się pojawił i ogólnie o całą otoczkę jaka jest z tym symbolem związana w tym śnie. Dodam jeszcze przed pójściem spać otuliłem się po trzykroć złotym kokonem dla ochrony + rurki do nosa i mam zamiar robić to regularnie.

11
/12.05.2010 -> Dwa ataki typu halucynacja... bez problemu sobie poradziłem... 0 strat energetycznych :)

12/13.05.2010 -> Były ataki we śnie (walka na miecze -> całkiem świadoma z mojej strony [to był atak, a nie zwykły sen!] + inne ataki), Był jeszcze taki atak, że pojawiła się we śnie jakby niewielka czarna dziura która zionęła złem i chciała mnie wciągnąć, ale jej się nie udało. Za mało siły miała, ale nie chciałbym być wciągnięty przez nią! Ogólnie odczuwam, że te ataki tracą na sile z czego się cieszę :)

13/14.05.2010 -> Były ataki we śnie... dostałem i to kilka razy :/ -> Za dużo spałem na plecach :/ Może za bardzo się "rozluźniłem" bo ostatnio mi nic zrobić nie mogli i tu proszę... zebrałem bęcki za karę :/ Trzeba trzymać garde cały czas! :)

14/15.05.2010
-> Brak ataków...

15/16.05.2010 -> 3 ataki we śnie... 2x dostałem... 1x się obroniłem... + 1-2 ataki typu halucynacja...

16/17.05.2010
-> Były ataki we śnie.. + minimum 2 ataki typu halucynacja... nie zaobserwowałem abym stracił coś energii...

17/18.05.2010
-> Niestety dostałem w 4 czakrę :/

18/19.05.2010
-> Były ataki... nie straciłem nic energii... nawet dowaliłem kilka razy gościowi we śnie, ale szybko się zczaiłem co i jak i zacząłem się wybudzać... to było mocno ryzykowne... jeszcze chwilę bym go bił i sam bym źle skończył ;) Jak już kiedy pisałem... NIE ATAKUJCIE TEGO GOŚCIA! :D, ale ja byłem nie do końca świadomy co robię :) a jak odzyskałem świadomość we śnie to szybko dałem dyla x) Niby nie straciłem energii z 4 czakry, ale jakoś uważam, że sam fakt próby ukradnięcia mi energii z czakry i ciągłe ponawianie ataku kosztuje mnie trochę energii..., ale nie mniej jednak nie oberwałem jak wczoraj (ewidentne bęcki czakry).

19/20.05.2010
-> Dzisiaj w nocy byli we śnie... nawet mieli zamiar mnie zaatakować, ale się wybudziłem... ogólnie nic mi nie zrobili... Przed zaśnięciem lub po prostu podczas dna zacząłem odmawiać taką formułkę ochronną w której w skrócie chodzi o to, że im wybaczam i aby mnie zostawili w spokoju. Również przed zaśnięciem zacząłem otaczać tego byta w kokon złotego światła... możliwe, że jak się obudzę w środku nocy gdy będę atakowany to też będę to robił... jakoś staram się kombinować, ale ogólnie i tak jest lepiej :), ale muszę się do końca uwolnić... Nie wiem czy tą formułkę i otaczanie byta w ten kokon będę robił regularnie, ale wspominam o tym...

20/21.05.2010
-> Dzisiaj 1-2 ataki we śnie (nie jestem pewien czy 2, ale 1 na 100%) i ładnie przy pierwszym ataku się wybudziłem, a przy drugim gościu się zniechęcił o ile to był atak..., ale nic energii nie straciłem jakby coś...

21/22.05.2010
-> Jakiś atak we śnie.. chyba nawet straciłem odrobinkę energii?, ale nie jestem pewien... i później jakiś paraliż, ale nie w stanie pomiędzy realem a snem tylko we śnie!? Nie mogłem się praktycznie poruszyć na początku, ale szarpałem się i szarpałem i później już lekko mogłem się poruszać aż w końcu jakby palcem dotknąłem brzucha i nagle wszystko ustąpiło... jakbym wyłączył działanie tego paraliżu.

22/23.05.2010
-> Brak ataków...

23/24.05.2010
->
Było trochę ataków we śnie, ale zachowywałem spory spokój... straciłem mało energii jak na moje oko... w sumie jest ok :)

24/25.05.2010 -> Było trochę ataków we śnie i niestety straciłem trochę energii przy jednym z nich (niestety się "otworzyłem"), ale to nic... był też atak hipnotyczny, ale nic mi nie zrobił...

25/26.05.2010 -> W sumie podobnie jak wczoraj... niestety straciłem trochę energii... tak być nie może! :x

26/27.05.2010
-> Ja na brzuchu on na plecach... atak we śnie... długo próbował... nie udało mu się..., ale mi się udało "uciec" i nie stracić energii :) tak w dużym skrócie ;)

27/28.05.2010
-> Brak ataków...

28/29.05.2010
-> Brak ataków...

29/30.05.2010
-> Kilka ataków we śnie + jeden atak typu halucynacja... ogólnie wyszedłem z tego wszystkiego bez strat... a nawet przywaliłem we śnie temu komuś trzy razy w mordę aż upadł ;) W sumie to ciekawe... kiedyś ja byłem bity i nawet bym nie pomyślał, że może być inaczej (w ataku we śnie), a teraz powoli role się odwracają hehe x) nie no, ale ja to robiłem nie świadomie tak jakby i w ogóle to ja przed nim uciekałem i jak mnie doganiał to bum w ryj x) i później ten gościu po tych trzech strzałach i upadkach spowodowanych ciosami dogonił mnie i stanął przede mną i na szczęście się wybudziłem... [bardzo nie lubię jak ten byt stoi koło mnie bo nie jest to bezpieczne dla mnie i wiadomo co zaraz będzie (atak z możliwością uszczerbku mojej energii)...] od razu po przebudzeniu był atak typu halucynacja czyli standardzik i zmantrowałem to i git...

30/31.05.2010
-> Prawdopodobnie brak ataków...

[CZERWIEC 2010]

31.05.2010/01.06.2010 -> Były chyba jakieś dwa ataki we śnie + halucynacja?, ale coś im nie wyszło... Warto wspomnieć o ciekawej metodzie ataku we śnie jaka dzisiaj była, a mianowicie nie pojawiła się przed moimi oczami żadna negatywna czy wyglądająca "przyjaźnie" postać chodź zmysłami wiedziałem, że gdzieś tam ona jest, ale przed oczami miałem jedynie "sen". Widziałem liczby które pisałem, ale robiłem to z wysiłkiem starając się napisać je jak najdokładniej i chodzi tutaj o ten wysiłek! To było rozkodowywanie mnie lub jak kto woli otwieranie i jakby potrwało to dłużej straciłbym energię! Wiem, że dla większości ludzi i tak nie jest to zrozumiałem co piszę i uważają pewnie to za zwykły sen, ale tak nie jest! Atak we śnie właśnie na tym polega aby "otworzyć" człowieka czyli tak jakby skonstruować odpowiedni klucz (co trwa odpowiednią ilość czasu) i dopasować go do "kłódki" człowieka która chroni naszą energii. Gdy klucz zostanie skonstruowany to następuje "otwarcie" i energia wyfruwa z nas... dlatego tak ważne jest aby zorientować się we śnie co się dzieję i się wybudzić zanim "klucz" zostanie skonstruowany! Jakiekolwiek poddawanie się panice czy emocjonalnemu wysiłkowi aby się wydostać może jedynie przyspieszyć "konstrukcję klucza" dlatego tak wiele razy mówiłem aby zachować spokój! cokolwiek by się nie działo trzeba zachować stoicki spokój! To bardzo pomaga w "ucieczce" przed "otworzeniem".

01/02.06.2010
-> Dwa ataki we śnie lub między realem a snem (nie wiem dokładnie)... Przy pierwszym straciłem troszkę energii. Ten byt bardzo podstępnie pochylił się nade mną (to był chyba sen, który przeszedł w atak w stanie pomiędzy realem a snem) i wyglądał jak "przyjaciel" ale był to oczywiście wilk w owczej skórze. W pewnym momencie oczywiście mnie wystraszył, ale zarazem byłem jakiś spokojny na głębszym poziomie i może dzięki temu? nie straciłem zbyt wiele tej energii? Nie wiem, ale tak czy siak słaby był ten atak nie mniej jednak był podstępny. Przy drugim ataku się wybudziłem więc nic energii nie straciłem :) Pierwszy atak był o około 6 rano, a drugi około 7.

02/03.06.2010
-> Z 1-2 ataki we śnie... mało skuteczne... udało mi się ładnie wybudzić...

03/04.06.2010
-> Dzisiaj jakaś żałosna imitacja ataku we śnie... czymś we mnie rzucił już nawet nie pamiętam czym, ale jakimiś jakby "odłamkami"... w sumie chyba nic mi to nie zrobiło? wybudził mnie ten jego atak..., ale energii chyba nie straciłem?

04/05.06.2010
-> Dzisiaj niezła przepychanka w nocy... Dwóch mnie atakowało w jednym śnie... raz mi ręce wykręcali, a raz bili..., a czasem to i to jednocześnie... w sumie normalne ale co ciekawe ja się tak łatwo nie dawałem! Czasem bywało że ja ich biłem i wykręcałem im łapska! Oczywiście robiłem to nie będąc świadomy tego co się dzieję co w sumie świadczy o tym, że wyrobiłem sobie już jakieś podświadome? odruchy obronne! z czego się oczywiście cieszę! Ogólnie przepychanki takie trwały dość długo... Pewnie straciłem nawet trochę energii, ale wydaje mi się, że niezbyt dużo. Ciekawym jest też że we śnie było ich dwóch! Normalnie jest jeden osobnik lub symbolicznie kilku, ale przeważnie zawsze atakuje jeden, a przynajmniej tak mi się wydaje, a dzisiaj ewidentnie atak pochodził od dwóch osobników.

05/06.06.2010
-> Dzisiaj z zaskoczenia o około 8 rano wleciał mi w czakrę ten byt! :/ Ciężko być czujnym przez całą noc non stop w każdej minucie ; p

06/07.06.2010 -> Dzisiaj też były ataki, ale dałem radę...

07/08.06.2010
-> 4 ataki... o około 4:55, 5:45, 6:15 i 7:15... trochę oberwałem :|

08/09.06.2010
-> 1-2 ataki... ogólnie dałem radę... przed dzisiejszą nocą dodatkowo zacząłem się trzy razy przeżegnywać... może trzy razy taki znak krzyża coś pomoże... czekam się wielu różnych sposobów byle tylko coś pomogło :)

09/10.06.2010
-> 1? atak we śnie i dwa ataki w stanie pomiędzy realem a snem typu halucynacja. Co ciekawe atak typu halucynacja występuje raczej w "realu", a nie w stanie pomiędzy realem a snem. W sumie nie jestem pewien na milion %, że to był stan pomiędzy realem a snem, ale raczej tak. Widziałem 2x na szafie jaką przezroczysto-czarną postać która się na mnie czymś zamachiwała... nie poruszała się bo to był tylko taka "halucynacja / sztucznie wywołana fatamorgana"... jak zwał tak zwał... na tego typu atak raczej nie skuteczne jest kładzenie kryształu górskiego, rąk, różańców itd. itp. na 4 czakrę. Przy takim ataku trzeba zachować spokój i się wybudzić po prostu... nie za szybko aby nie wzbudzać w sobie nadmiernych emocji / paniki. Mantrowanie też może pomóc, ale trzeba pamiętać o odwróceniu wzroku od atakującej nas "halucynacji"! to bardzo ważne bo gdy tego nie zrobimy i zaczniemy mantrować to duża szansa na stratę energii, a tego właśnie chcemy uniknąć. Mantrowanie jest bardzo skuteczne nie zależnie czy patrzymy na przeciwnika czy nie. Fala dźwiękowa rozchodzi się w każdym kierunku i dlatego nie trzeba kierować wzroku w stronę "przeciwnika". Pamiętaj aby przy każdym ataku typu halucynacja jak najszybciej odwrócić wzrok! To nie jest atak "zjawy astralnej" czy czegoś takiego! Ta halucynacja nie może się poruszać! No może jedynie lekko się może chybotać, ale to wszystko. Wiadomo, że istnieją też inne ataki gdzie wzroku od przeciwnika lepiej nie odrywać aby być świadomym co się dzieję i obmyślić szybko plan działania, ale przy halucynacji gapienie się na "sztucznie wywołanego przeciwnika" to skrajna głupota! W sumie ja o tym pisałem już wiele x więc nie wiem czy jest sensowne z mojej strony, że piszę o tym po raz enty :), ale tak dla przypomnienia warto napisać ;) Co do strat energetycznych to chyba nie straciłem jej zbyt dużo... może jakieś małe ilości jedynie...

10/11.06.2010
-> 3 ataki "uciskowe" we śnię (nowa nazwa ;] powinienem ją wcześniej wymyślić :) chodzi o atak we śnie gdzie następuje ucisk na moje ciało czyli np. jakaś postać symboliczna we śnie zaczyna mnie dotykać czy mnie ściska i jest to właśnie atak uciskowy... tak gwoli wyjaśnienia dodam tylko, że naprawdę to ten byt siada na mnie lub mnie dotyka, a gdy ja śpię to jedynie się to "krystalizuje" pod postacią jakiejś postaci która mnie dotyka czy coś takiego... pisałem chyba o tym milion x już ;) ... ataki były o 4:55 (chyba polubił tą godzinę), 6:18 i 6:37. Bywało tak, że gdy był atak uciskowy we śnie to po chwili mnie przerzucało do stanu pomiędzy realem a snem? tak czy siak już nie śniłem tylko byłem jakby w lekkim letargu i czułem tego byta na sobie - przy pierwszym ataku w okolicy szyi. Ten byt obecnie co mnie atakuje jest niewidzialny, ale w jakiś sposób (pomijając ucisk) jestem jego świadomy i gdy leżałem w tym letargu zacząłem tego byta odpychać od siebie przez jakieś 2 sekundy i co ciekawe on nie protestował i dało się go trochę odepchnąć, ale po chwili zorientował się co jest grane i bardzo silnie próbował powrócić na stare miejsce (a on naprawdę jest silny!), ale na szczęście dość szybko się wybudziłem z tego "stanu" w którym byłem... Nie straciłem chyba zbyt dużo energii...

11/12.06.2010
-> Dzisiaj 7-8 ataków we śnie! W czterech dostałem maxymalnie! a w reszcie od nic do troszkę? Tak czy siak nie dość, że było w nocy pewnie z 30 stopni gorąca to jeszcze tyle tych ataków... i też około 5 w nocy się zjawił i chciałem trochę przeleżeć, ale ile można tak leżeć nie śpiąc ;)

12/13.06.2010
-> Dzisiaj 2 ataki we śnie takie mocniejsze + 3-4 takie beznadziejne z których od razu się wybudzałem. Nie jestem pewien na 100%, ale chyba? jestem dodatkowo hipnotyzowany :/ Hipnoza jest dość wkurzająca bo wybudzisz się z ataku, a już ci się oczy tak zamykają, że zaraz wpadasz znowu w sen / letarg i atak! Ale nie wiem zbytnio co mogę na to poradzić... bronie się jak umiem. Po obudzeniu się moje powieki są ciężkie jak ołów i zamykają się wręcz  na siłę... to samo miałem jakiś dalszy czas temu przy stu procentowych atakach hipnotycznych gdy czułem byta / byty za mną które mnie hipnotyzowały... w tym przypadku nikogo nie wyczuwam, nie mniej jednak powieki jak z ołowiu... Dzisiaj przy jednym z tych cięższych ataków jak byłem już w letargu i ten byt do nosa mi się czepił! to widziałem go jako przezroczysto-szare coś! Ogólnie zawsze wydawało mi się, że jest on przezroczysty, ale może tym razem się przefarbował? ;-) Tak czy siak widziałem go i chciałem go odsunąć od siebie, ale nie było to takie łatwe jak 2 dni temu. Jakby moje ręce bardziej przez niego przenikały. Może to ma jakiś związek z jego kolorem? Tak czy siak myślałem ze chce mi wejść przez nos! Co na pewno nie byłoby miłe! Jak pisałem starałem się go odepchnąć, ale bez większych rezultatów. Starałem się wołać w myślach Jezusa i Maryję, ale nie wiem na ile to pomogło. Zauważyłem, że jak np. mantruje w myślach to nie ma to jakiegoś znaczenia w odniesieniu do strat zadawanych bytowi, ale jakbym powiedział to na głos to zadziałałoby to na 100% tylko na głos nie mogłem nic powiedzieć bo oni jakąś blokadę robią i aby wypowiedzieć coś na głos muszę jeszcze bardziej wyjść z tego letargu, a to przeważnie wiąże się z ryzykiem utraty energii... no, ale jakoś uwolnić się trzeba. Jak na razie mam plan aby po prostu być spokojnym, nie pozwolić temu bytowi we mnie wejść czy coś takiego oraz nie emocjonować się jak jestem z nim 1 vs 1! chodź nie jest to wszystko takie łatwe... Jeszcze dodam, że we śnie przed np. spotkaniem "postaci" symbolizującej atak często występują sytuacje "emocjonalne" np, że jest jakaś kłopotliwa sytuacja i muszę się tłumaczyć, że czuję żal i rozgoryczenie itd. itp. i te emocje są rozkodowywaniem mnie... znaczy ja to tak odbieram... może ten byt musi najpierw takie zagrywki zrobić aby mógł przejść przez moją aurę? lub nie wiem otworzyć jakoś czakre? tego nie wiem, ale na 100% jest to ważne... bo tutaj właśnie chodzi o ludzkie emocje... gdy te emocjonalne sytuacje we śnie przeminą pojawia się następnie postać, która np. mnie uciska, ale to też nie zawsze musi być ucisk... czasem w ogóle on nie występuje, a jednak atak następuje i też nie zawsze jest przerzucenie mnie w letarg... czasem jest po prostu wybudzenie... Te ataki to temat rzeka... i jest wiele różnych opcji i możliwości... Ogólnie to ten byt co mnie napastuje jest dość mały... wielkości może dużej pieści... ale nie wiem czy on taki naprawdę mały jest czy przybiera tylko taką małą formę...

13/14.06.2010
-> Dzisiaj popełniłem niezły błąd :/ -> jednym z ataków był atak typu halucynacja i zobaczyłem go i odwróciłem się i jest git i później sprawdzam czy dalej jest (to już jest błąd), następnie odwracam się i mantruje słowem "Bóg" oraz "Jezus" ale nie wiem jak bardzo fizycznie je wypowiadałem... starałem się mówić fizycznie, ale jak mówiłem słowo "Bóg" to miałem jakieś problemy z dokładnym wypowiedzeniem tego słowa... tak czy siak zamiast pójść dalej spać i nie walczyć uporczywie z tą halucynacją (bo chyba zapomniałem, że nic mi zrobić nie może jeżeli na nią nie patrzę) to ja walczyłem i później sprawdzałem i się na nią patrzyłem i "mocny" cios zaliczyłem hehe aby tak rymowanką polecieć ;) eh :) Następnym razem nie dam się nabrać na ten atak ; p mam nadzieję ;) Jakoś zapomniałem, że nie muszę tego mantrować... w sumie zawsze sobie mantrowałem i pokonywałem ten typ ataku, a tym razem było jakoś opornie i stąd te ciągłe moje próby zwalczenia tego ataku... mogłem sobie to olać no, ale teraz wiem co powinienem zrobić następnym razem ;) ... życie... ;)

14/15.06.2010
-> 2-3? ataki we śnie... 0 strat :) -> idealna obrona :) -> leżenie w dużej mierze na brzuchu pomogło ;) Od kilku dni robię też dodatkowo krzyżyki z krwi Jezusa nad barkami i przytwierdzam je tam aby nie odleciały nigdzie ;) -> to na wypadek jakby ten byt znowu chciał koło szyi mi się kręcić (nie wiem na ile to działa, jak na razie go tam nie było). Wczoraj przed zaśnięciem zrobiłem też duży krzyż na fotelu na którym często rzuca halucynacje... tej nocy nie było tam żadnej halucynacji i chce sprawdzić czy zrobienie tego krzyża powstrzyma tego byta przed rzucaniem tam tego ustrojstwa... Co do robienia "krzyżyków" czy tego dużego krzyża to 7x ręką go nakreślam wiedząc, że palec mam pokryty krwią Jezusa... Oczywiście od dawna robię to na 3, 4 i 6 czakrze.

15/16.06.2010
-> 2 ataki typu halucynacja... bardzo słabe? i krótkie... od razu odwracałem wzrok... były na fotelu gdzie dałem te 7 krzyżyków krwią Jezusa... czy zostały te ataki przez te krzyżyki jakoś osłabione? nie mam pojęcia! :) po prostu ten atak wydawał mi się beznadziejny... a może był taki jak pozostałe? no nie wiem... miałem wrażenie, że jest słaby... takie wewnętrzne odczucie... tak czy siak odwracałem głowę od razu... nie wchodziłem w ten atak głębiej, że tak powiem... po prostu głowa w tył zwrot i tyle :)

16/17.06.2010
-> 1-2? ataki typu halucynacja, ale były one na zegarze! bo leżałem na innym boku niż zwykle oraz na fotelu przed zaśnięciem położyłem 16-scie 3 cm kryształów górskich (przeznaczonych między innymi na chembustera - pewna ich częsć? albo i wszystkie). Nie mam zielonego pojęcia czy owe kryształy górskie w jaki kolwiek sposób powstrzymują atak typu halucynacja np. na fotelu, ale jak na razie testuje ten sposób ;) Tak czy siak przy jednym z ataków straciłem chyba odrobineczke energii? Nie jestem pewien na 100% :) tak czy siak dzisiejsza noc była w miarę spokojna :)

17/18.06.2010
-> Dzisiaj pod poduszkę podłożyłem dodatkowo dla ochrony Biblie (ilustrowana Biblia młodych). Koło poduszki też położyłem taką jakby "figurkę"? Matki Bożej Fatimskiej oraz zdjęcie Ojca Pio i tak zasnąłem. Ogólnie tej nocy było w miarę spokojnie, ale zauważyłem, że od dawna jestem hipnotyzowany we śnie, a od długiego czasu praktycznie nie zdawałem sobie z tego sprawy bo jest to bardzo subtelna hipnoza. Kiedyś była taka, że czułem osobnika za mną jak mnie hipnotyzował, a teraz już od dawna tak nie ma. Po prostu budzę się, a moje powieki są ciężkie jak ołów i same się zamykają... Jak mówiłem tej nocy nie było tak źle...

18/19.06.2010
-> Zabieraj te łapy ode mnie!!! Tak powinienem wrzasnąć do tego byta, który chyba i tak nie ma uszu więc by nie usłyszał... Już nie mam pomysłów... Nawet Biblie położyłem na 4 czakrze jak zasypiałem na plecach, ale i tak był atak... może trochę za nisko mi się obsunęła nie wiem... położyłem 16 kryształów górskich pod poduszkę, ale to nic nie dało... ataki jak były tak są... czasem wątpię już w te wszystkie metody... może coś źle robię... no nie wiem staram się, ale jakoś ten byt jest zbyt silny... Zastanawiam się czy nie wstawać o 5 rano i robić "swoje", i później iść spać około 12 po południu na kilka godzin... może ten byt wtedy nie będzie w stanie mnie dorwać :) Może jakbym leżał całą noc na brzuchu to by coś dało, ale nie jestem w stanie tak zbyt długo wyleżeć... z tego co ostatnio testowałem to nawet pozycja boczna nie chroni przed atakiem jak trzeba... pozycja na plecach jest najgorsza, ale mój cały organizm potrzebuje jakoś tej pozycji... jest mu tak przyjemnie i dobrze... tak jakby jego harmonijna pozycja na ten okres czasu, ale jednak w dobie ataków jest to najgorsza pozycja :/ Niby morale mi spadają, ale w sobie czuje jakąś wielką siłę... tak dużą, że wiem, że sobie z tym wszystkim prędzej czy później poradzę... ja się tak łatwo nie poddaję chodź wiele razy mam już tego dość, ale nie mogę sobie po prostu powiedzieć: no już wystarczy może teraz przerwa ;) Niestety "gra" toczy się dalej i trzeba dojść pionkiem do końca :)

19/20.06.2010 -> Dzisiaj niezły dym w nocy... Sporo ataków i sporo energii straciłem :( oj trochę oberwałem... eh... nie wiem ile tych ataków było... z 5-6?, ale powiem o jednym bo był trochę ciekawszy od innych! a mianowicie zasypiałem po którymś z kolei ataku i świadomie wszedłem w stan pomiędzy realem a snem i od razu miałem otwarte oczy? i widziałem tego byta od razu siedzącego na mnie! To dziwne bo on na mnie nie wchodził? Tylko od razu siedział na mnie!? ktoś coś rozumie z tego? tak czy siak był jak zwykle przezroczysty, ale widziałem jego kontur i tak jakby "kształt"... tak czy siak wyglądał jak te posągi na wyspie wielkanocnej (LINK!)! Zresztą był sporych rozmiarów, a nie ostatnio jak go dostrzegałem, że był wielkości dużej zaciśniętej pięści. Pewnie w sumie miał ze 150 cm? może z tyle miał. Miał praktycznie identyczną głowę jak na obrazku w podanym wcześniej linku... taka podłużna itd. itp... może to przypadek, może te posągi nie mają nic wspólnego z tym bytem, może tylko taki kształt przybrał... nie wiem... tak sie siak siedział na mnie i rękami mnie jakby uciskał w 4 czakrę takimi ruchami jak przy pierwszej pomocy. Silne ruchy i nie było to miłe, a ja miałem tam kryształ górski, różaniec i obie ręce złożone (na 4 czakrze), ale mu to chyba nie przeszkadza chodź może jakoś to ograniczyło moją utratę energii. Tak czy siak to był tylko jeden z 5-6 ataków tej nocy... później był znowu atak i widziałem tylko kawałeczek jego twarzy, a reszta była niewidzialna już... Ataki w ogóle zaczęły się po 4 w nocy. Dodam jeszcze, że raz się ułożyłem w pozycji embrionalnej i rękami i nogami starałem się zasłonić dostęp do 4 czakry jak tylko najlepiej się dało. Taki bunkier z ciała chciałem zrobić, ale co się stało? Po jakimś czasie budzę się w stanie pomiędzy realem a snem, byt atakuje, a ja leże na plecach! no i kiszka :/ Pamiętam też, że jak był atak gdzie również leżałem na plecach, ale ręce miałem po bokach to nie mogłem nimi ruszyć... nie mogłem sobie ich wziąć na 4 czakrę :/ Pamiętam jeszcze jak zaczynał się atak we śnie i się zorientowałem jak dostrzegłem zmierzającym w moim kierunku "negatywny symbol" więc szybko się wybudziłem, ale kij! i tak w moim odczuciu straciłem energię :( po prostu brak słów :( Może to wybudzenie zrobiłem zbyt gwałtownie albo coś... nie wiem!, ale oberwałem dzisiaj mocno :( PS. dodam tylko, że mruganie oczami przy dzisiejszym ataku w stanie pomiędzy realem a snem nie powodowało wybudzenia :/ więc ta metoda nie zawsze działa... ale słyszałem jeszcze o ruszaniu palcami u nóg... może to zaskutkuje? pewnie będę miał jeszcze okazję to wypróbować o ile będę mógł się w stanie pomiędzy realem a snem poruszyć, a z tym różnie bywa... Już dawno nie dostałem tak mocno jak dzisiaj... Jakoś nie uśmiecha mi się iść dzisiaj spać... godziny od 4 do 8 rano są raczej nie przychylnej mojej osobie... Zapomniałem dodać że przy okazji ataków na 4 czakrę to i z 3 czakry też trochę energii wyleciało :/

20/21.06.2010 -> Kaszana... Starałem się spać na boku, a nie na plecach co spowodowało, że się nie wyspałem i byłem zmęczony... następnie o około 4 w nocy przed jakimikolwiek atakami poszedłem spać do innego pokoju, ale to nic nie dało... Był jeden atak we śnie (wbijanie ołówka w ciało i strata energii) i później atak w stanie pomiędzy realem a snem (złapanie za rękę i strata energii -> brak możliwości mówienia i byłem chyba sparaliżowany? bardzo trudno było zrobić jakikolwiek chociaż najmniejszy ruch). I tak o to kolejna noc źle przespana i 4 czakra czuje się do bani... wyssana z energii... zastanawiam się czy nie nastawiać sobie budzika o 4 rano i po prostu coś robić sobie tak do 8 i później odespać ten czas... nie ma sensu być "bitym" co noc...

Postawiłem w każdym kącie w swoim pokoju szklankę z solą (nie jakoś specjalnie dużo tej soli, ale tak trochę) (powinno sól się wymieniać raz na tydzień). Okadziłem szałwią każdy kąt od dołu do góry (zaczynając od kąta po prawej od drzwi i idąc zgodnie ze wskazówkami zegara). Będę to okadzanie robił w sumie przez 3 dni. Szafę też okadziłem w środku oraz różańce itd. itp. Obecnie szałwia się pali na środku pokoju. Balkon otwarty na 3 cm aby złe energie wyleciały przez tą szparę... reszta okien pozamykana. Pale też białe małe świeczki od kilku dni w ogólnej intencji oczyszczenia. Zawiesiłem sobie też dodatkowo ametyst na szyję. Każdy kąt potraktowałem również kilka razy dźwiękiem z "tingsha" oraz wodą święconą.

21/22.06.2010 -> ~4:30 atak dotykowy we śnie..., ale się wybudziłem i nie straciłem energii (nie mniej jednak wydaje mi się, że nawet jak piszę, że nie straciłem energii to gdzieś jakiś ubytek jej może [lecz nie musi] być tylko nie dostrzegam tego... czasem nie jest łatwo to dostrzec... im silniejszy atak tym jest to łatwiejsze... wiadomo...) i już miałem nie iść spać ale postanowiłem kontynuować to "oczyszczanie" itd. itp. Wziąłem szałwie i zacząłem okadzać mocno całe łóżko... trochę to potrwało i sporo dymu się narobiło -> jeszcze przed okadzaniem użyłem kilka razy tingsha nad łóżkiem. Później były jeszcze jakieś małe ataki we śnie... nie było ataków w stanie pomiędzy realem a snem... nie było ewidentnej straty energii. Wiem że gościu mnie hipnotyzował bo powieki miałem ciężkie. Tak było o 7 rano i chyba wcześniej też? i użyłem kilka razy "dźwięku" tingsha i usłyszałem słowo "jeszcze" i jakby moje powieki nagle zrobiły się lżejsze... Ciekawe... Może ten dźwięk go zabolał i postanowił coś do mnie powiedzieć np. "jeszcze nie skończyłem" albo coś takiego... Tak czy siak ogólnie udana noc... Zobaczymy co będzie następnej nocy... łatwo skóry nie oddam :) W ogóle używanie tingsha wydaje się bardzo dobrym sposobem na zdejmowanie hipnozy...

22/23.06.2010 -> Były ataki... trochę oberwałem i mnie hipnotyzowali ale! za każdym razem gdy była hipnoza sięgałem ręką po tingsha i na leżąco stukałem nimi kilka razy i hipnoza ustawała! i tak za każdym razem robiłem... Jak na razie to najskuteczniejsza broń na hipnozy jaką znam... Oczywiście jak pójdę spać to oni hipnotyzują od nowa, ale tak czy siak jest to bardzo skuteczne! Teraz widzę jak byłem intensywnie hipnotyzowany przez ostatnie wiele miesięcy! Jak dobrze, że mam tingsha :D

23/24.06.2010
-> Dzisiaj w nocy dno dna... było z 8 ataków... mówię tak na oko... dużo ich było... praktycznie non stop... wcale nie muszą używać hipnozy aby mnie ograbić z energii... dużo mi energii zabrali :( nie mam pomysłu na obronę przed tym atakiem... w tych atakach we śnie nie stosowali żadnego "ucisku"... po prostu samym snem mnie wykańczali :/ eh..., ale dno... ten atak we śnie to najgorsze gówno... jak mam się bronić jak śpię!!!??? Leżałem na plecach, na boku, na brzuchu... a i tak energię traciłem przy ataku!

24/25.06.2010
-> Podobnie jak wczoraj ataki zaczęły się o około 3:45... sporo ich było... "troszkę" oberwałem :/ -> morale niskie :/ Moja czakra potrzebuje odpoczynku :( Przed zaśnięciem zrobiłem te 7 sporych krzyżyków krwią Jezusa nad fotelem koło łóżka gdzie często są rzucane halucynacje i one nic nie pomogły... była dzisiaj tam halucynacja i w ciągu chyba 1 sekundy od popatrzenia się na nią straciłem energię! Nawet nie zdążyłem głowy obrócić, a próbowałem! eh...

25/26.06.2010
-> W skrócie... dostałem dzisiaj z 6x? i mam dosyć... jest 6:30 rano i nie mam zamiaru już więcej iść spać i czekać aż mi zabierze to coś energię... dalsze spanie w nocy mija się z celem jakim jest regeneracja! Nie mam najmniejszych szans z tym czymś... kradnie mi energię jak tylko chce... Próbowałem spać w kierunku ściany i być jak najbliżej przyciśnięty do niej i, że wystaje tylko głowa, gdzie całe moje ciało jest owinięte w kołdrę jak w kokon, ale zapomnijcie... jak miałem sen to po jakimś czasie tylko takie wyssanie energii od strony pleców szło... faktem jest że sny były bardziej łagodne i nie były one uciskowe, ale co z tego jak traciłem energię? Jak zrobiłem większą przerwę między sobą, a ścianą to był atak uciskowy we śnie, ale to bez znaczenia... energia i tak skradziona... odeśpię to w dzień... moja czakra znowu pozbawiona energii :(

26/27.06.2010
-> Przed zaśnięciem zrobiłem na wszystkich oknach, drzwiach oraz lustrze w moim pokoju pięcioramienną gwiazdę (czubkiem do góry oczywiście!) krwią Jezusa z intencją, że nic negatywnego nie może przez te okna, drzwi i lustro przejść! Pobłogosławiłem to również. Jakby coś trzeba nakreślić ten symbol nie odrywając palca od początku nakreślania do samego końca. Oczywiście jak się przerwie linie to można zrobić to ponownie. Zobaczymy czy to coś pomoże!

Nic nie pomogło! O 4:15 pierwszy wpiernik dostałem... i już myślałem sobie aby nie iść dalej spać, ale wziąłem ze ściany obraz Maryi (LINK!) który kiedyś zrobiłem w studium plastycznym i dałem go na 4 czakrę i o 5:30 przyłapałem mocny atak! Najpierw uciskowy we śnie, a po chwili przerzucenie w stan pomiędzy realem a snem i całe to coś niewidzialne siedzi już na mnie, a ja się ruszyć nie mogę i nic wypowiedzieć! Walczyłem z całych sił i traciłem co chwilę trochę energii, ale udało mi się bardzo cicho wypowiedzieć kilka razy: "Jezus Chrystus" i jak (niewidzialna) fala uderzeniowa odciągnęła to coś ode minie... i po chwili wszedłem w real i git... Później atak o 6:07 i dalsze ataki też były, ale już ich nie spisywałem... tak czy siak jak zwykle straciłem trochę za dużo swojej energii... po prostu chce wypróbować wszystkie sposoby obrony... Jeszcze zrobię te gwiazdy pięcioramienne w tych samych miejscach tylko namoczę wcześniej palec solą i może to coś pomoże... tak czy siak nie zaszkodzi wypróbować...

27/28.06.2010 -> Poszedłem spać o 20:30... pierwszy atak był o 23:30! i postanowiłem zmienić pokój... oczywiście to nic nie dało no ale cóż... Było dzisiaj tak dużo ataków, że nawet ich nie liczyłem... Jeden atak już nad ranem był dość ciekawy... ze snu? wszedłem w stan pomiędzy realem a snem i ten niewidzialny byt atakował mnie z lewej strony i na szczęście tak się złożyło, że mogłem wypowiadać słowa! (bardzo często się budziłem przed pewną próbą ataku o której za chwilę i może dlatego mogłem mówić bo nie byłem dobrze zahipnotyzowany? nie wiem?) I zacząłem prosić Boga o pomoc i mantrowałem "Bóg...", "Jezus Chrystus...", ale chyba!? nie odczuwałem "fali uderzeniowej"... możliwe, że wydawało mi się, że mówię to fizycznie, ale mówiłem to może w myślach? albo zbyt cicho aby zadziałało? nie wiem?... zacząłem szybko prosić Jezusa Chrystusa o pomoc i jak tylko to powiedziałem poczułem z końcem tego zdania jakby energie która przybyła mi na pomoc i walczyła z tym bytem! (normalnie jak w jakimś filmie!) i później od razu prosiłem jeszcze o pomoc Boga, Archanioła Michała, Aniołów, Maryję... prosiłem kogo tylko mogłem i udało się! Byt został przepędzony! (chociaż później powrócił i dalej nękał... ciemna moc często po takich pojedynkach wraca jak bumerang... różnie bywa... ja poczułem przez chwilę spokój..., ale nie trwał on długo...) a właśnie! jeszcze jedna ciekawa rzecz! Podczas tej walki "dobra ze złem" powiedziałem coś takiego "Panie Jezus wypełnij mnie swoim światłem"! i co się stało? Poczułem jak wypełnia mnie Jego światło, ale bez jakiś stanów radości czy czegoś takiego ale czułem to! Nie umiem tego opisać w słowach, ale wiem, że to się działo! I po co o to poprosiłem ktoś może zapytać... no po to aby ten byt się parzył (od światła) jakby chciał mnie dotknąć! aby nie mógł mi nic zrobić bo każdy bliższy kontakt ze mną zakończy się dla niego źle. Cała noc obfitowała w atak, który wyglądał tak: Leże sobie normalnie w realu i nagle jest takie jakby "pstryk" i w ułamku sekundy przechodzę w inny "wymiar"? nie wiem jak to nazwać... coś jakby szybkie przejście  w "sen"... i to przejście działo się dzisiaj z nie wiem 15-20x!? (a do tego ataki we śnie i ten atak w stanie pomiędzy realem a snem, który jest opisany wyżej) Jakoś bardzo dużo tego było...  Gdy jestem w tym stanie to wydaje mi się że dalej jestem w realu, ale tak nie jest! W tym dziwnym stanie może dojść do interakcji między mną a tym bytem... czego oczywiście wole unikać jak ognia! Dodam jeszcze, że chciałem się bronić przed wpadaniem w ten dziwny stan między realem a snem? i gdy leżałem w realu to stukałem sobie palcami o siebie, ale co ciekawe! nagle nastąpiło to "pstryk" i już jestem w tym "innym stanie postrzegania" i ja tam dalej sobie palcami stukam o siebie i nie zdaję sobie sprawy z tego, że jestem w innej rzeczywistości! Później doszedłem do wniosku, że jak byłem w tej innej rzeczywistości i gdy stukałem palcami o siebie to nie czułem "ucisku" palca o palca... i następnym razem jak byłem już w realu dbałem o to aby skupiać się na ucisku powodowanym stukaniem o siebie palców tylko po to aby szybko zorientować się, że nie jestem w realu i aby szybko się wybudzić. Można by ten atak nazwać atakiem typu "inna rzeczywistość"... lub coś w tym stylu... jak się wchodzi w tą "inną rzeczywistość"  to nie jesteś świadomy przejścia które następuje w ułamku sekundy (tak jak robi to hipnotyzer, że pstryknie palcami i już wszystko się zmienia w osobie hipnotyzowanej to to jest chyba coś podobnego!). Przeważnie szybko się budziłem z tej hipnozy ale czasami bywało, że w tej innej rzeczywistości trwałem długi czas... im dłużej tam jestem tym większa szansa, że oberwę... W sumie jak wchodziłem w ten stan to chyba w większości przypadków miałem wrażenie, że mam otwarte oczy? to przejście następowało tak szybko i jest takie realne... a co do strat w energii to niby noc była niekończącą się walką to jednak nie czuję jakiś wielkich strat na czakrze... hmm... nie mniej jednak czuję się nie wyspany i ogólnie zmęczony tą "walką"...

Co do tego "pstryk" to nie ma to związku z żadnym dźwiękiem tylko chodzi o bardzo szybką zmianę i porównałem ją do pstryknięcia palcami, że to zachodzi tak szybko czyli "pstryk" i już ;)

W sumie przypomniałem sobie, że nie zrobiłem tej nocy na sobie krzyżyków krwią Jezusa na 3, 4 i 6 czakrze oraz nie włożyłem się w złoty kokon..., ale w sumie nie wiem czy to miało jakieś większe znaczenie... może? Miałem oczywiście na szyi różaniec + drugi na prawej ręce + obrazki Jezusa, Ojca Pio itd. itp... chyba w sumie miałem 3 obrazki... Tak czy siak czuję, że ten byt i tak se nic z tego nie robi... chodź pewnie ma to jakieś znaczenie... wydaje się, że praktycznie większość metod obrony nic nie dają tylko dlatego, że ten byt jest bardzo silny... kiedyś byty były słabsze i metody obrony były łatwiejsze i skuteczniejsze... po prostu poprzeczka została podniesiona wyżej... może jakbym szedł na bój "goły i wesoły" to nie byłoby co ze mnie zbierać? ;)  Wracając jeszcze do tych krzyżyków to robiąc je codziennie od nie wiem jak dawna, ale od dłuższego czasu to eterycznie one chyba się tam utrzymują więc teoretycznie nie powinno mieć to większego znaczenia, że raz ich nie zrobiłem?, ale nie jestem tego pewien... a no i regularnie też wcierałem w siebie krew Jezusa na 3, 4 i głowę przed zaśnięciem... też zapomniałem tego zrobić... w sumie wszystko przez to, że poszedłem tak wcześnie spać i sądziłem, że przy pierwszym ataku po prostu wstanę i siądę przed kompa itd. itp..., ale jakoś to się inaczej potoczyło bo zmieniłem jednak pokój i co się dalej działo jest opisane wyżej ;) W poprzednich dniach robiłem ładnie te krzyżyki itd. itp. i też mocno obrywałem :P postaram się o tym już nie zapominać o ile to cokolwiek daje bo czasem już w tą wątpię, ale gdzieś w sobie uważam, że jakbym tego nie robił byłoby jeszcze gorzej...

Dodam jeszcze, że gdy położyłem się spać o tej 20:30 i próbowałem zasnąć coś mi nagle jakby powiedziało abym założył różańce + kryształ... był to taki wyczuwalny impuls... myślę, że od jakiegoś anioła stróża... domyślam się, że bez tego moja noc wyglądała by znacznie gorzej...

28/29.06.2010 -> Podobne bęcki jak wczoraj... poszedłem spać o 22:00 i pierwszy atak był o 1:30... Zauważcie, że jak idę spać to przeważnie mija 3,5 godziny zanim pojawia się pierwszy atak... i przeważnie jest to atak we śnie... Przed zaśnięciem zastosowałem wskazówki z księgi gości aby rozstawić kryształy górskie (nieoszlifowane ->, ale ja miałem tylko oszlifowane) w kątach łóżka. Każdy kryształ czubkiem kierował się na kolejny tak aby stworzyły prostokąt... następnie zwizualizowałem, że z tych kryształów wylatuje biała energia i tworzą taki energetyczny prostokąt. Później wizualizuję , że tworzą jeszcze przecięcia po przekątnej (wychodzi taka koperta). Dołożyłem miskę z kryształami górskimi pod łóżkiem tam gdzie jest to "przecięcie koperty". Zwizualizowałem biały promień wychodzący z tej miski do góry i tworzący kulę ochronną wokół całego łóżka. Wszystkie kryształy były tydzień moczone w wodzie z solą aby je dobrze oczyścić. Pisałem na początku, że dostałem bęcki więc możecie się domyślać czy to pomogło ;) a swoją drogą spałem też przy zapalonej przy łóżku lampce... też nic nie pomogło :/ Po tym ataku o 1:30 miałem atak przed 3... był to atak bardzo podobno do wczorajszego gdzie wzywałem "wszystkich" na pomoc tylko tym razem jakoś to nie działało! i nie wiem czemu? może wydawało mi się, że wypowiadam słowa fizycznie, a tak na prawdę było to za cicho lub mówiłem to w myślach? nie wiem o co chodzi, ale jakoś nie działało to jak należy... nawet wczoraj jak mogłem wypowiadać fizycznie te słowa to robiłem to bardzo cicho... sądzę, że czasem mogłem nawet powiedzieć to zbyt cicho (przy mentrowaniu?) i wtedy nie ma to "mocy" ("fala uderzeniowa"), ale kto go tam wie... W ogóle walka o 3 w nocy była bardzo wyrównana... oczywiście byłem w tarapatach bo ten byt napierał, ale dzielnie się broniłem, że tak powiem (odpychanie rękami i wzywanie pomocy)..., ale co ciekawe ta walka trwała i trwała i to jakąś dłuższą chwilę i ten byt chyba zaczął się niecierpliwić już, że nie mógł się dobrać do mojej czakry i zrobił taką chamską technikę którą czasem w przeszłości stosował, ale chyba o niej nie pisałem? a mianowicie wygląda ona tak, że gdy trwa atak to nagle z prawej strony do łóżka podchodzi jakaś znajoma, miła postać (podobna technika jest w atakach we śnie) i przede mną mocno klaśnie rękami i ja się wtedy wystraszę i po walce... stracona energia... Później był jakiś atak o 5:30, a następnie od 7:00 do jakiejś 7:20 było z 4-5 ataki przerzucające z reala do stanu między realem a snem... ogólnie trochę oberwałem dzisiaj... Jak się uwolnię z tego stanu między realem a snem to też często kończy się to stratą energii... różnie bywa... to przerzucanie z reala do stanu między realem a snem to chyba jakiś nowy atak... nie pamiętam abym miał je w przeszłości? tak czy siak od bardzo niedawna są często stosowane... Zauważyłem też, że jakbym nie spisywał tych doświadczeń związanych z atakami to bardzo mało bym pamiętał co i kiedy się działo i z jaką intensywnością. Mam wrażenie jakby mój mózg wymazywał informacje o tych atakach dlatego nie pamiętam czy to jakiś nowy atak z tym przerzucaniem czy nie... jakbym miał pusto w głowie i pewnego rodzaju galimatias... trudno to określić..., ale spisuje to aby nie przepadły te informacje... z pewnością komuś się przydadzą... Ogólnie to czuję bęcki na czakrze :/ a jeszcze dodam pewną informację odnośnie tingsha... jest ono dobre tylko gdy jestem ewidentnie hipnotyzowany i jestem w stanie po nie sięgnąć... Gdy jestem w tej ewidentnej hipnozie to przenikam świat tego byta i dlatego tingsha działają bo uderzam dźwiękiem w jego rzeczywistości...

29/30.06.2010 -> Poszedłem spać o ~00:00 -> atak pierwszy był o ~3:55 (atak we śnie), czyli zajmuje mu 3,5 do 4 godzin od mojego pójścia spać (położenia się w łóżku) do pierwszego ataku... ciekawe czemu aż tak długo? i co on robi przez ten czas? może mnie jakoś specjalnie "przygotowywuje"? aby mógł "wejść" w mój sen? tego nie wiem? Później atak we śnie o ~6:00 i ~7:00... w sumie nic mi nie zrobił tymi atakami... Jakoś spokojnie dzisiaj... w ogóle śpię jak kamień aż do ataku... pewnie dlatego, że mój organizm stara się zregenerować jak tylko może..., ale niestety jest atak to przerywa mi to moją regenerację, ale dzisiaj aż za spokojnie jakoś... tylko 3 ataki i takie mizerne... ja się cieszę. Dodam jeszcze, że śniły mi się przed pierwszym atakiem  po kolei chyba z 3 sny które miałem w przeszłości również chyba w tej samej kolejności! Czasem przyśni mi się jeden taki sam sen (rzadkie przypadki), ale aby przyśniło mi się kilka snów pod rząd takich samych co kiedyś? ciekawe...

[LIPIEC 2010]

30.06.2010/01.07.2010 -> Poszedłem spać chyba około 23:30? i o 00:50 był atak we śnie w którym straciłem duuużo energii! Coś szybko mnie zaatakował! Chyba nie należy głośno mówić o tych atakach w domu ;) Chyba podsłuchał to i owo i postanowił zaatakować wcześniej ;) Tak czy siak spałem wtedy na plecach... miałem też przygotowany czosnek, ale przy tym pierwszym ataku leżał koło ściany więc nie był w użyciu ;) Po tym ataku wziąłem czosnek i trzymałem go w pobliżu 4 czakry (około 5 max 10cm od niej -> bo zapach nie do zniesienia hehe ;)) leżąc a to na jednym a to na drugim boku. I aż do 8:45 nie było ataków! może coś we śnie sugerowało obecność tego byta w pobliżu lub niecne zamiary ale ataku jako takiego nie było! Później odłożyłem czosnek przed 8:45 bo nie lubię jego zapachu (był zapakowany w siatkę i to tak dwukrotnie był nią owinięty) i to był mój błąd aby go odłożyć bo o 8:45 oberwałem atakiem we śnie, ale na szczęście nie straciłem zbyt dużo energii no, ale możliwe że mogłem tego uniknąć. Jutro cały czas będę miał przy sobie czosnek... zobaczymy jak bardzo jest skuteczny :)

01/02.07.2010
-> 4-5x dostałem we śnie (niestety energii trochę straciłem)... czosnek trzymałem przy sobie... wyjąłem go w połowie nocy? z tej siatki w której był... czuje, że to działa, ale potrzebuje większą ilość czosnku i może trochę go natnę aby bardziej "śmierdział" ;)

02/03.07.2010 -> Kilka godzin przed zaśnięciem nalałem do szklanki z gorącą wodą 4 krople oleju kamforowego i postawiłem koło łóżka (jest to taki ściągacz negatywnych energii [bytów], ale oczywiście to nie przyciąga bytów jak nas nie atakują! tu chodzi oczywiście o to, że jak nas atakują to to jest taka pułapka na nich..., że te byty to tak wabi... wypij mnie wypij! :D) -> Chodzi o to, że niektóre? byty nie mogą się oprzeć temu zapachowi i zamiast atakować? lgną jak ćmy do światła i skupiają się na tym "napoju" (coś jak wódka która ich upija? i oczyszcza? coś w tym stylu?). Najlepiej zrobić to przed zaśnięciem i postawić tą szklankę gdzieś w pokoju... rano trzeba wylać to do wc i oczywiście spuścić wodę! Szklankę należy dokładnie! wymyć i nie używać jej nigdy do czegokolwiek innego! Ma służyć tylko i wyłącznie do tego celu! Czosnek oczywiście już przygotowany... 2 duże ząbki i 1 mały... jeden ten duży obrałem też ze skórki? aby dawał więcej "zapachu" ;) Zobaczymy co z tego wyjdzie...

Wyszło jak wyszło... ta woda w szklance jak już zasypiałem była ledwo ciepła... następnym razem (mam zamiar robić to codziennie) naleje gorącej wody tuż przed zaśnięciem). Dostałem trochę w nocy... hmmm... tak mniej więcej w połowie nocy? położyłem się tak aby plecami dotykać ściany i z przodu w okolicy 4 czakry miałem 3 główki czosnku. Nie było zbyt wygodnie, ale w sumie nie pamiętam na ile to było skuteczne... jakoś wyleciały mi z głowy ataki z dzisiejszej nocy , ale wiem, że coś tam oberwałem... (przed pozycją dotykającą plecami ściany??? nie pamiętam)... nie pamiętam też jak mocno oberwałem... chyba nie było tak źle? w sumie jak to spisuję, a jest z godzina może ponad od wstania to czuję lekki uszczerbek na 4 czakrze... w sumie nie czuję się jako specjalnie "poturbowany"..., ale muszę jeszcze dopracować to z tym czosnkiem itd. itp...

03/04.07.2010 -> Wodę z olejem kamforowym tym razem zrobiłem jak należy... Tuż przed zaśnięciem nalałem gorącej wody i postawiłem koło łóżka itd... Spałem przede wszystkim w pozycji, że plecy o ścianę i czosnek z przodu. Próbował mnie atakować we śnie (przeważnie 7-9 rano), ale nic się mu nie udawało "ugrać". Tylko jeden raz odniósł sukces jak oddaliłem się od ściany i bodajże nawet na plecy się przekręciłem no, ale cóż... ciężko jest spać całą noc w jednej pozycji. Oczywiście nie jestem dobrze wyspany, ale przynajmniej nie straciłem dużo energii... chodź pewna strata jest..., ale do zaakceptowania...

04/05.07.2010 -> 1 atak typu halucynacja (kolorowy wąż na fotelu) + 2 we ataki we śnie... ogólnie zero strat..., ale nie jestem zbyt wyspany od spania w pozycji przylegając plecami do ściany ;)

05/06.07.2010 -> Dzisiaj było coś nowego... o 1:35 gdy spałem na brzuchu blisko ściany i śniłem (sen zszedł na tory o kosmitach itp) lecz nie był to zbyt głęboki sen i nagle podczas śnienia wyczułem oraz w pewnym sensie zobaczyłem lecącego z dużą prędkością byta (jakby czarna kulka energii wielkości zaciśniętej pieści?) z prawej strony łóżka i zatrzymującego się za łóżkiem. Po chwili poczułem jakby ten byt uderzył mnie "pięścią" ("pięść" tak jakby nie została cofnięta po uderzeniu?) w 7 czakrę i odczułem mocne wibracje na niej... potrwało to z kilka sekund i się wybudziłem. Nie wiem czemu nie wybudziłem się wcześniej... w sumie byłem świadomy co się dzieję... pewnie gdzieś we mnie była ciekawość co się stanie... nie pamiętam abym miał kiedyś atak na 7 czakrę. Po tym ataku położyłem nad głową główkę czosnku + słoik z wodą święconą obok głowy + zapaliłem lampkę nad łóżkiem i skierowałem ją w to miejsce gdzie był atak (całą noc miałem ją zapaloną) oraz położyłem sobie na głowie obrazek Jezusa i przykryłem go ręką tak aby mi nie spadł jakbym usnął. Nie odnotowałem tego dnia już żadnego ataku..., ale szkoda mi trochę energii na 7 czakrze... bo na pewno trochę tego poszło... Nie mógł? zaatakować 4 czakry to zaatakował 7 eh... (tak mi się wydaje..., ale może był jakiś inny powód ataku innej czakry niż zwykle... kto go tam wie...).

06/07.07.2010 -> Dokleiłem sobie taśmą przed zaśnięciem dwa nowe czosnki z przodu łóżka od strony ściany (lewa strona łóżka) (wczoraj ten atak w 7 czakrę był w tej okolicy - tylko na środku). Miałem też dodatkowy (nowy) czosnek w okolicach 7 czakry... oraz powiesiłem sobie tak trochę wyżej nad łóżkiem taką zieleninkę zwaną "bagno"... podobno może coś pomóc... reszta taktyki bez zmian. Zasnąłem przy zgaszonym świetle, ale po około 1,5h? już nie pamiętam dokładnie, nastąpił ukryty atak we śnie (czemu ukryty? czasem występują takie ataki gdzie nie za bardzo wiadomo czy był to atak czy nie? brakuje w takim ataku ewidentnych znaków takich jak symbol np. przyjaznej postaci, który cię ściska itd. itp; ogólnie atak ukryty we śnie jest ciężki do rozpoznania i jest bardziej "diabelki" [w sensie kamuflażu]..., ale nie koniecznie traci się przy nim więcej energii... po prostu mojej "istocie"? jest ciężej rozpoznać czy to atak czy nie, a wiadomo, że czas tutaj jest bardzo ważny i, że im szybciej będę dokładnie wiedział co się dzieje tym lepiej dla mnie...). Tak czy siak po tym pierwszym ataku gdzie nie straciłem energii postanowiłem spać przy zapalonym świetle no i tak też zrobiłem. Zaliczyłem jeszcze z 1-2 ukryte ataki we śnie, ale odbyło się bez utraty energii. Około 9 rano już nie mogłem dłużej spać przytknięty do ściany (czasem jestem bardziej przytknięty do ściany, a czasem bardziej na brzuch mnie przechyla [oczywiście czosnek w okolicy 4 czakry obowiązkowo + ostatnio też w okolicy głowy + woda święcona + obrazek / obrazki Jezusa itd. itp] ->  no i o tej 9 rano już nie mogłem dłużej tak leżeć bo "wszystko" mnie bolało i byłem zmęczony już taką pozycją i zgasiłem światło oraz położyłem się w miarę normalnie w większym oddaleniu od ściany... po 15 minutach ukryty atak we śnie (z telepatycznym bajerem) i straciłem małą ilość energii :( No co za dno! Całą noc się tak wymęczyłem i straciłem energie już przy samym końcu! Wiem, że powinienem wytrzymać już do końca, ale zalecam każdemu jedną noc przespać w prawie niezmienionej pozycji która na dodatek nie jest dla niego wygodna to zrozumie o co mi chodzi ;) Na szczęście nie straciłem tej energii zbyt dużo... Dopiero jak wstanę z łóżka to mogę opuścić gardę! Od teraz jest to moja zasada numer 1 ;)

07/08.07.2010 -> Przewiesiłem przed zaśnięciem zielone "bagno" na środek, przodu łóżka... koło tych czosnków które przykleiłem wczoraj z lewej strony przodu łóżka. Dodałem woreczek z suszoną lawendą, który położyłem w okolicy głowy (lawenda niestety jest stara i w plastikowym woreczku, ale załatwię sobie nową lawendę [chodź tą pewnie zostawię też] i wsypie ją do lnianego woreczka -> dam znać jakby coś) oraz przybył dodatkowy czosnek. Jest on z taką łodyżką i dobrze się go w ręku trzyma gdy się zasypia... takie są nawet lepsze niż te same "główki".

Dzisiaj poszło całkiem całkiem... Zapalona lampka całą noc itd. itp... Dołożyłem też taki krzyż z Jezusem koło siebie... Poszedłem spać około północy i dopiero o 5:27 nastąpił atak uciskowy we śnie -> następnie przerzucenie do stanu pomiędzy realem a snem / letarg. Atak nastąpił może dlatego, że z rąk powypadały mi czosnki, a nie miałem żadnej obrony swojego lewego boku? Tak czy siak leżałem w pozycji bocznej jak zwykle plecami do ściany, a ten byt leżał jakby na mnie! Czułem go doskonale (ucisk)! Był niewidzialny, ale dobrze wyczuwalny (przez ucisk). To ciekawe, że czasem jest jakby kulką energii, a czasem czymś tak dużym... Może jak się przemieszcza to jest małą kulką, a jak atakuje to zmienia "formę"?, ale z tego co wiem to też nie zawsze atakuje w "dużej" postaci... są i ataki gdy jest kulką... Pewnie dopasowuje swój kształt do konkretnego ataku. No dobra... tak czy siak oblazł mnie całego i tylko dzięki swojemu doświadczeniu w sprawach ataków udało mi się obronić! Atak trwał z dobre 30 sekund. Nie wiem jak opisać w jaki sposób się obroniłem... wiem, że mogłem przegrać i stracić energię, ale do tego nie doszło dzięki temu co robiłem. Powiedzmy, że odpowiednio "spinałem" ciało (chodzi o zrobienie pewnego rodzaju "blokady" abym się nie "otworzył" i nie stracił energii) + odpowiednie myśli... Prawda jest taka, że doświadczenie mnie uratowało... Bo ja naprawdę mogłem to przegrać, ale gdy czułem, że gdy będę robić to co robię to przegram to od razu zmieniałem "swoją postawę" i parłem na zwycięstwo i udało się! Im dłużej walczę tym bardziej się wybudzam i później już zacząłem sobie mantrować "Bóg" (nie było fali uderzeniowej) i po prostu się wybudziłem (gładkie przejście z "letargu" w real). Dlaczego bardziej pasuje mi w tym przypadku letarg niż stan pomiędzy realem a snem? Może się mylę i może jest to to samo?, ale wydaje mi się na obecną chwilę, że letarg jest bardziej zbliżony do reala, a stan pomiędzy realem a snem to jakby trochę inny wymiar przenikający real... coś jakby astral? W letargu nie było fali uderzeniowej od mantrowania... ciekawe... w stanie pomiędzy realem a snem by była? moim zdaniem tak..., ale jak mówię może to co opisuje jest jednym i tym samym... po prostu nie jestem pewien... to są moje jedynie luźne przemyślenia i dobrze jest je brać z przymrużeniem oka ;) Po prostu rozkminiam :) Było coś jeszcze o 7:10... we śnie robiłem wysiłek taki jakby energetyczny? gdzie próbowałem skumulowaną energią zniszczyć takie drzwi... i tu jest ciekawa rzecz bo jak się obudziłem to taka fala energii ze mnie uszła? albo przeszła przeze mnie? Właśnie nie jestem pewien na 100% co nastąpiło bo takie fale energii (kundalini) przechodzą przeze mnie co kilka - kilkanaście sekund więc nie wiem czy to był atak czy po prostu zwykła fala energii... nie mniej jednak mógł być to atak... nie wykluczam tego... chodź byłby to bardzo wyrafinowany atak... sam nie wiem co o tym myśleć... Zastanawia mnie tylko po co się to skrystalizowało we śnie no nie? Jak ja mam co chwilę takie fale i się jakoś one nie krystalizują w moich snach... a tu jednak się tak zrobiło... tak samo jak przy atakach we śnie... hmm... bardzo wyrafinowane...

08/09.07.2010 -> Dodaje od wczoraj więcej kropki oleju kamforowego (około 8). Tej nocy dodałem wokół siebie większą ilość zdjęć (Ojciec Pio, Maryja...). Tak czy siak były dwa ataki we śnie. W obu nie straciłem energii... W tym pierwszym pomógł mi "anioł stróż"? Już kilkukrotnie takie coś się zdarzało więc może to opiszę. Bardzo rzadko, ale jednak gdy jestem atakowany we śnie przychodzi mi na pomoc inna postać która ukazuje się jako mój kolega, który jest bardzo silny i jak zobaczy, że ten "byt" (inna symboliczna postać) podchodzi do mnie lub już mnie trzyma to szybko podbiega i bije go na kwaśne jabłko... we śnie czasem mi jest aż szkoda tego byta ;), ale ja nie jestem świadomy przeważnie, że to jest ten zły byt bo ukrywa się pod "symbolem" np. "przyjaznej" postaci. Dodam jeszcze, że przed zaśnięciem wyczuwałem tą postać która kręciła się koło łóżka... Nie było to fajne uczucie wiedząc że jest ona dość blisko i tylko czeka aby złoić mi skórę... ale może jestem w błędzie i wcale jej tam nie było? chodź nie wydaje mi się abym się mylił...

09/10.07.2010 -> Około 3 ataki we śnie... 0 strat... no może przy jednym ataku minimalnie, ale nie jestem pewien... tak czy siak udana noc! :)

Poszedłem dzisiaj (10.07.2010) do księdza, który odmówił nade mną modlitwę itd. i pobłogosławił moje wszystkie obrazki, krzyże, różańce itp. Jestem ciekawy czy coś się zmieni...

10/11.07.2010 -> 7-8 ataków we śnie... dostałem sporo razy w 3 i 4 czakrę... były też ataki typu "halucynacja" eh...

11/12.07.2010 -> z 4-5? ataków we śnie + ataki typu "halucynacja"... trochę energii straciłem... chyba muszę wymienić czosnek na nowy...

12/13.07.2010 -> z 6-7? ataków we śnie... dostałem mocno w 3 i 4 czakrę... przed zaśnięciem obskubałem czosnki które miałem aby bardziej śmierdziały, ale to nic nie dało bo i tak dostałem jak małe dziecko :/ od około 6 rano do 7:40 były ataki... eh.. już nie wiem... nie mam pomysłu na obronę... wydaje się jakby nic nie działało... Nawet proszę archaniołów i moich opiekunów o ochronę, ale to chyba działa tylko w niektórych przypadkach... bardzo rzadko jest taka widoczna interwencja... mówię "widoczna" bo może są częste interwencje o których nic nie wiem... tak czy siak morale mi spadają... jestem już tym zmęczony..., ale muszę wytrwać do końca i tak będzie ;P

13/14.07.2010 -> Poszedłem spać po północy... Od 5:18 do 6:15 było około 5 ataków... czyli co jakieś powiedzmy 12 minut był ukryty atak we śnie! Byłem hipnotyzowany i gdy tak jest to bardzo szybko można kogoś wprowadzić w sen... mi się tak oczy zamykały, że wystarczy, że je przymknąłem na kilka sekund to już śniłem i znowu wchodziłem w wymiar gdzie znajdował się ten byt i zachodziła między nami w pewnym sensie "interakcja" czyli innymi słowy możliwe było zabranie mi energii. Od 6:15 do 6:46 starałem się opierać hipnozie, ale było to dość ciężkie i nie wiem czy przypadkiem raz nie dostałem w między czasie. O 6:46 postanowiłem skroplić 4 czakrę, oczy i głowę wodą święconą. Niby na chwile pomogło..., ale tylko na chwilę... a może mi się wydaje, że coś pomogło? Później trzymałem też krzyż z Jezusem na 7 czakrze... nie wiem czy coś pomogło? Może? o 7:17 znowu dostałem? o 8:18 również... pewnie dostałem jeszcze z raz czy dwa tylko już o tym nie wspomniałem... Ogólnie były to ukryte ataki we śnie + hipnoza... Ciężko przed takim czymś się obronić... Muszę coś skutecznego wymyślić... Wiem, że chodzenie po pokoju jest dobre na hipnozę... bo ją w pewnym sensie urywa... albo nawet bieganie sobie po domu... będę kombinował... używałem też w między czasie tingsha..., ale nie wiem czy coś dały? Może trochę? Mówiąc szczerze to "trochę" mnie nie satysfakcjonuje..., ale jest jak jest...

14/15.07.2010 -> Dzisiaj postanowiłem, że będę spać z moimi trzeba kryształami (dwa duże i jeden mniejszy LINK!). Moczyły się tydzień w wodzie z solą aby w pełni się oczyścić itd. itp. Ogólnie miały za pewnego rodzaju "chembustera", ale chciałem też sprawdzić jak działają gdy mam je koło czakr. Spałem bokiem przy ścianie, ale około 5-10cm od niej. Największy kryształ miałem koło 4 czakry, ten trochę mniejszy przy 1, 2, 3 czakrze, a ten najmniejszy przy 7 czakrze. Dopiero o 6 rano chyba był jakiś atak we śnie + halucynacja, ale jak szybko się pojawiło tak szybko znikło. Później znowu cisza. Cały czas spałem praktycznie w tej samej pozycji. Ale przed 8:30 obróciłem się na plecy i dostałem chyba z 2x ukrytym atakiem we śnie :/ Zapominam wciąż, że ten byt ma "anielską" cierpliwość i, że nie mogę się rozluźnić nawet 2 min przed wstaniem! Ja te kryształy wziąłem z balkonu gdzie oczyszczały niebo i zanim je położyłem przy sobie obmyłem je jeszcze zimną wodą i wytrwałem lnianą ściereczką. Jutro przetestuje je jeszcze raz! Tylko do końca zrobię to jak należy i zobaczę czy to działa czy nie?

Wczoraj nie zrobiłem olejku kandyzowanego przed zaśnięciem bo uważam że nic nie pomaga, ale dzisiaj go zrobię... w sumie może coś tam pomaga... W sumie tak samo mógłbym powiedzieć, że różaniec na szyi nic nie pomaga, a jednak jak poszedłem kiedyś spać o około 20:00 to przed takim już mocniejszym zaśnięciem "Anioł Stróż" powiedział mi abym go założył więc musi coś dawać... może tak samo jest z tym olejkiem? Nie wiem może... Przygotowałem też kryształy opłukane w zimnej wodzie... (oczyszczenie po oczyszczaniu nieba). Mam plan taki jak wczoraj tylko będę spać przy ścianie i tak samo obłożę się kamieniami, ale tym razem nie zmienię pozycji aż do wstania! Będę tak samo cierpliwy jak ten byt i zobaczymy czy uda mi się nie stracić energii... Niedługo się przekonam o tym na własnej skórze ;)

15/16.07.2010 -> Nic to nie daje! :( Wszystko robiłem zgonie z planem i co? i nic! o 4:30 atak we śnie i sporo energii straciłem :( Później o 5:52 ukryty atak we śnie (czyli trudny do rozpoznania w porównaniu do "postaci" która np. Cię ściska) i do tego atak typu halucynacja. Sporo energii straciłem przy tym ataku, a halucynacja nic mi nie zrobiła. Był jeden ciekawy atak a mianowicie wsadzili mi żyletkę między palce i nie mogłem jej wyjąć... cięła mi palce i nie było to miłe! Rozkodowywali mnie w ten sposób aby wyszła ze mnie odpowiednia emocja i aby mogli mnie otworzyć jak sejf i ukraść energie! Był też atak gdzie ja byłem niby kimś pokrzywdzonym przez los, i ktoś mnie przytulał, a ja płakałem, że ten ktoś mnie kocha i jest dla mnie całym światem... kapujecie... przytula = ucisk = atak we śnie... Po prostu takie chamskie wykorzystywanie wyższych emocji tylko po to aby "walnąć Cię w łeb"! ot cała ciemna strona mocy! Nie mam pomysłów już jak się bronić! Miałem też pod poduszką czy koło poduszki już nie pamiętam świeżą lawendę w lnianym woreczku. Jakos te metody wydają się nie skuteczne..., ale wydaje mi się, że jest jak jest dlatego, że ten byt jest bardzo silny... na słabsze byty pewnie by to działało..., ale nie na tego :/

16/17.07.2010 -> 5 ataków uciskowych we śnie... mocno oberwałem... dużo energii straciłem :( -> Nie byłem dzisiaj hipnotyzowany... no, ale w sumie co z tego jak tyle energii straciłem :/ Mam też ciachnięcie na 3 oku... coś mnie mocno nie lubią ;), ale mam dostawę czosnku! 10 główek związanych w taki warkocz! Zobaczymy czy coś pomoże :]

17/18.07.2010 -> 2 ataki we śnie gdzie straciłem w sumie średnią ilość energii.. (czasem ciężko to dokładnie określić ale wiem, że na obecną chwilę mam zbyt duże straty na 4 czarze... przydałaby mi się jakąś regeneracja! oj tak <marzy>) + 1-2? gdzie nic? mi nie zrobili? Warkocz czosnku starałem się trzymać na lewym boku... spałem plecami do ściany itd. itp. Mocno śmierdzi ten warkocz więc może coś pomogło? a może nie? będę testować dalej... Przy 1 ataku przekręciłem się we śnie na plecy i warkocz czosnku sturlał się koło mnie... przy 2gim atak warkocz sturlał się koło moich dolnych czakr i nie znajdował się na lewym boku tak jak miałem w planie... tak czy siak przy 2gim ataku mantrowałem byta co nie było łatwe... Zauważyłem, że wypowiadałem słowa, ale nie fizycznie tylko tak jakby pomiędzy myślami, a fizycznym mówieniem i czułem fale uderzeniowe, ale nie mniej jednak bardzo mało one dawały... dopiero jak fizycznie udało mi się pomantrować to odniosłem sukces... nie mniej jednak nie taki pełny... straty energetyczne były :/ Ogólnie brak hipnozy w nocy i dodam jeszcze, że spałem przy zapalonej lampce całą noc...

18/19.07.2010 -> Dostałem mniej niż wczoraj... Miałem zapaloną lampkę do około 4 w nocy... później ją zgasiłem... mało ataków było... nie mniej jednak były... no i rozwalił mi się warkocz czosnków... teraz są pojedynczo i obrałem je dodatkowo aby dawały intensywniejszy zapach ;)

19/20.07.2010 -> 2 ataki we śnie gdzie straciłem po małej ilości energii (mało + mało = średnio?). Były też 3-4? ataki gdzie udało mi się wybudzić bez straty energii lub  z niewielką stratą... Były też "halucynacje"... ogólnie moja czakra czuje się jakby dostała pięścią ;) Marzy mi się jakaś regeneracja...

20/21.07.2010 -> Dzisiaj jakoś luźniej? Były ataki, ale mało skuteczne. Nie zanotowałem większych strat...

21/22.07.2010 -> Przed zaśnięciem miałem jakieś w miarę wyraźne, ale bez przesady różnego rodzaju "obrazy" lub "sceny" przed oczami... i tak je obserwowałem i na końcu a kilka razy pod rząd to robiłem  pojawiało się krokodyle oko! (kawałek głowy krokodyla i to oko patrzące się na ciebie!) i wydawało mi się, że traciłem bardzo malutko energii przy tym... takie jakby mimowolne wystraszenie następowało... byłem ciekawy tego i robiłem to kilka razy ale już więcej nie mam zamiaru tego robić... w sensie patrzeć się na to oko... bo ja nie spałem... wszystko kontrolowałem w pewnym sensie (stan świadomości). Po prostu za długo się gapiłem na to oko..., ale to z ciekawości... mogłem się rozłączyć w każdej chwili jakby coś ;) Dodam jeszcze, że kiedyś też coś takiego miałem... Poszedłem spać dopiero po północy więc pewnie już czekał na mnie i kombinował jak tu ukraść trochę energii jeszcze zanim pójdę spać... a co do nocnych ataków to nie wiem... nie pamiętam ich :P chyba ich nie było? może coś było? tak czy siak żadnych widocznych strat...

22/23.07.2010 -> Mocno dzisiaj dostałem... Między innymi był atak ten sam co wczoraj z "wizjami" przed oczami, ale szybko otwierałem oczy jak się zczaiłem o co chodzi... tylko była jedna różnica, że gdy pojawiło się "oko" (nie koniecznie to było oko tej nocy z tego co pamiętam) to bardzo szybko następowało "wyssanie" energii... nie było jak wczoraj, że 2-3 sek to trwało (wizja "oka" a nie cały atak). Była też między innymi taka sytuacja w nocy, że byłem sparaliżowany w stanie pomiędzy realem a snem i próbowałem poruszyć z całych sił stopami na boki ale było to dość ciężkie, ale próbowałem i próbowałem... w między czasie toczyła się "walka" o moją energię, ale jest to ciężkie do opisania... to trzeba przeżyć na własnej skórze nie mniej jednak udało mi się wreszcie wydostać z tego stanu i poczułem tak ładnie jak przeszedłem z jego "wymiaru" w mój... ze stanu pomiędzy realem a snem w real... poczułem jak mu "znikam" w jego rzeczywistości... oczywiście nie wyszedłem bez strat z tego pojedynku...

23/24.07.2010 -> Mocno dostałem! Dużo energii straciłem! Nie mam pojęcia jak mógłbym się obronić przed tym! Jednym słowem HELP! :( Dokupiłem 5 główek czosnku, ale nie wiem czy to coś pomoże... warto próbować...

24/25.07.2010 -> Dzisiaj 4 ukryte ataki we śnie. W tym w 3ch straciłem sporo energii, a w jednym udało mi się obronić (wybudzić). Powiem szybko o tym udanej obronie. Zczaiłem się już podczas końcówki snu, a właściwie ataku kulminacyjnego we śnie, że jestem rozkodowywany i zaraz stracę energię i we śnie zacząłem prosić Jezusa aby mi pomógł! i mnie po chwili wybudziło z tego co pamiętam bez straty energii (lub z minimalnymi stratami). Nie mniej jednak nie liczne są przypadki wybudzenia się z ataku... zdarzają się, ale częściej obrywam niż się bronie... a przynajmniej jest tak ostatnio. Ogólnie moja czakra po tych wszystkich atakach czuje się wyssana z energii. Spałem przy ścianie, starałem się leżeć w pozycji embrionalnej + zakryta czakra rękami. Czosnek był dodatkowo obrany. Pierwszy atak o ~5:00, ostatni o ~9:30. Jego ataki są coraz bardziej wyrafinowane. Praktycznie nic nie zdradzało we śnie, że zaraz nastąpi atak. Prawdziwe mistrzostwo! Ten byt nie ma jakichkolwiek uczuć... byle tylko zabrać energię... nie ważne jak... po trupach do celu! W ostatnim ataku w trakcie mistrzowskiego snu zwodzenia mnie, że niby to tylko normalny sen i powolnego rozkodowywania mnie był moment już pod sam koniec, że ktoś kilka razy mnie dziabnął czymś ostrym w lewą rękę. To się czasem zdarza! i jest to w sumie bolesne... nie jakoś bardzo, ale nie jest to miłe... czujesz jakby ktoś cię cyrklem kłuł. Co ciekawe po wstaniu rano mam tam spore zaczerwienienie (potwierdzone przez mamę - świadek) oraz takie jakby lekko podłużne małe bąbelki swędzące... czyli idealnie by się zgadzało! Ślady po kłuciach! a ludzie mówią że to tylko zwykły sen! Ale to jeszcze nie był finał. Za kilka sekund postacie bardzo miłe i piękne (zwodnicze! jak zwykle wzbudzanie zaufania!) prowadziły mnie dalej i po chwili ktoś zaczął mnie psikać dezodorantem po oczach i robił to przez kolejne dobre kilka sekund aż straciłem energię! Nie będę tu przedstawiał ogólnego zarysu ostatniego snu, ale było to planowanie na poziomie Aleksandra Wielkiego. Mistrzostwo! Ukazała się tutaj prawdziwa natura samego diabła! oraz jego chory i wypaczony z jakichkolwiek emocji umysł! Ten sen ostatni był w sumie trochę inny od tych wcześniejszych bo było w nim kłucie i sprayowanie. W sumie ukryty atak we śnie polega na tym, że wystraszenie i zabranie energii następuje nagle i nie spodziewanie. Że atak jest jakby z ukrycia i nie do przewidzenia. Oj nie wiem... to tylko nazwy... atak we śnie to atak we śnie... czasem dodaje te nazwy jak "uciskowy" aby podkreślić, że był w nim ucisk, albo ostatnio używam słowa "ukryty" aby podkreślić, że nie było praktycznie żadnych oznak, że za chwilę stracę energię. W atakach ukrytych nie występuje ucisk, ale za to następuje zaskoczenia typu "jak to możliwe, że straciłem energię!? przecież nic nie zapowiadało ataku! to się stało tak nagle!!!" coś w tym stylu ;) Swoją drogą to chyba czosnek na tego byta już nie działa. Dodam jeszcze, że przed pójściem spać zapaliłem świeczkę w mojej lampie solnej która stroi z dwa metry od łóżka. Może to światełko spowodowało, że ten byt zaatakowało dopiero o 5 rano? a może nie ma to z tym nic wspólnego? Bo taka świeczka pali się dobre kilka godzin. Jak nie zapomnę to wieczorem przed pójściem spać również zapalę tą świeczkę i zobaczymy czy to ma jakiekolwiek znaczenie odnośnie tych ataków. Zaobserwowałem też o 22:48 dwa małe, równoległe draśnięcia na 3 oku... + jedno małe draśnięcie prawdopodobnie jakieś starsze... Dziwne, że pół dnia od obudzenia się zaczęło mnie to piec... A może te draśnięcia małe powstały przed chwilą? kto wie... Właściwie to niedługo idę spać... Szykuję już świeczki... może coś pomogą... oby... bo już mam tego powoli dosyć... Nie jest to równa walka...

25/26.07.2010 -> Przetestowałem zapaloną świeczkę w mojej lampce solnej! TO DZIAŁA! Przy łóżku miałem zapalone na małym krzesełku 3 lampioniki! Spałem jak zwykle plecami do ściany itd. itp. Zapomniałem nałożyć kryształu i różańców. Spałem całą noc bez nich! We śnie wyczuwałem tego byta (był jako symboliczna postać) która była koło mnie i chciała coś mi zrobić?, ale nic nie robiła! jakby czekała na coś... na odpowiednią chwilę? aż zgasną świeczki? W nocy dołożyłem dwie małe świeczki i położyłem na krzesełko aby nie przerywać eksperymentu. Po 8 rano wciąż nie było ataku! Położyłem się wtedy plecami do świeczek i oberwałem! Następnie położyłem się na plecach i został zastosowany atak typu wizja przed zamkniętymi oczami (widziałem jak ściskam pająka palcami i czułem to... ja nie lubię pająków!). Pamiętam, że ataki we śnie kiedyś wyglądały właśnie w ten sposób, że np. ściskałem pająka albo coś takiego. Tym razem była to wizja. To ściskanie to jest takie rozkodowywanie człowieka aby mogło nastąpić wyssanie energii inaczej ujmując "mimowolne wystraszenie". Zorientowałem się co się dzieję i szybko otworzyłem oczy i chyba nie straciłem energii? lub bardzo mało? Tak czy siak chyba nie mogę spać tyłem do światła... i jak spałem na plecach światło nie za bardzo chyba do mnie docierało bo to na biurku, dwa metry od łóżka gdzie jest moja solna lampka już od kilku godzin nie paliła się świeczka, a to krzesełko które było koło łóżka jest niskie i światło ze świeczek mogło mnie nie najlepiej oświetlać. Tak czy siak jestem bardzo optymistycznie nastawiony do tej metody obrony! To dlatego ten byt kiedyś regularnie przychodził np. o 6 rano! bo ja regularnie paliłem świeczkę w lampie solnej! Teraz ma to sens! Później przychodził np. o północy i ja nie wiedziałem czemu raz tak, a raz inaczej... teraz już wiem! Dopracuje moją metodę... dam może większe świeczki aby paliły się dłużej... krzesełko zrobię na podwyższeniu lub w ogóle je wymienię... ważne aby światło lepiej oświetlało łóżku... Już ja to dopracuję... Dodam jeszcze, że czosnek wydaje się już nie skuteczną metodą... Różańce i kryształ będę wkładać... Po prostu dzisiaj zapomniałem o tym...

26/27.07.2010 -> Świeczki zapalone na wysokim krzesełku koło łóżka... + ta w lampie solnej 2 metry od miejsca gdzie śpię... (różańce itd. itp. oczywiście też założyłem) Co ciekawe znowu do koło 6 rano był względny spokój chodź był ten byt w moich snach... raz nawet mnie złapał (nie czułem ucisku), ale nie było w tym jakiejś siły i po prostu się wybudziłem... Ale po 6 rano ataki się wzmogły chodź zapaliłem nowe świeczki... i było tych ataków bardzo dużo do 9 rano! Były to ataki we śnie oraz ataki typu wizja przed zamkniętymi oczami! Co do wizji to szybko otwierałem oczy, a co do snów to dużo mi nie zrobili, ale było tego sporo! Spałem brzuchem do światła, ale to chyba było już bez różnicy! Była też hipnoza... właśnie po 6 rano, a po 7:15 zrobiło się jakoś "gęsto" od wszelakich ataków. Średnio około 1-3 dni rozkminia ten byt jak obejść moją nową metodę obrony (tak było z czosnkiem) i tutaj podobnie tylko zrobił to w 1 dzień... wczoraj przegryzał wąsa i mało ataków było po 6 rano, ale dzisiaj było ich od groma!, ale na szczęście praktycznie nic mi nie zrobił... straciłem mało lub bardzo mało energii... w sumie trochę się nie wyspałem i ogólnie mnie zmachał, ale i tak jest 100x lepiej niż kilka dni temu... Sam fakt, że jest w miarę luźno do około 6 rano jest bardzo pocieszający... Mam nadzieję, że z tym sobie nie poradzi..., ale ogólnie zastanawia mnie fakt, że do około 6 rano jest w miarę spokojnie i ten byt jakby nie miał mocy gdy pali się w pokoju świeczka, a po 6 zaczyna nabierać mocy i atakować z większą siłą, ale przecież jest dużo jaśniej w pokoju! i jest sporo światła słonecznego! Powinien chyba mieć więcej mocy gdy jest ciemno, a nie gdy jest jasno? Jakieś to mało logiczne... nie rozumiem... powinno chyba być na odwrót no nie?

27/28.07.2010 -> Świeczki zapalone itd. itp. O około 4:55 pierwszy atak we śnie... było w sumie ich aż 5 (takich w miarę znaczących)... aż do około 9:30? Ogólnie straciłem trochę energii, ale nie jakieś wielkie ilości... w sumie chyba nawet mało jej straciłem... tak mało-średnio... jakoś tak... Jest też ostatnio często taki motyw, że jestem gdzieś prowadzony czy to przez obejmującą mnie postać (bez ucisku), czy to skierowany w jakieś miejsce przez kogoś, czy to idę z kimś kierowany np. jakimiś "śladami" i gdy idę wydaje mi się że całe to zaciekawienie moje tym gdzie mam dojść może być pewnym rodzajem rozkodowywania mnie i gdy dochodzę już do pewnego "punkty" czy "końca wyprawy" to następuje atak (np mimowolne wystraszenie)... tak jakby rozkodowanie dobiegło końca i przyszedł moment na wyssanie energii.

28/29.07.2010 -> Dzisiaj podobnie jak wczoraj... Przed 5-6 rano kilka mało znaczących ataków... po 5-6 rano około 5 gdzie straciłem energię. W sumie straty nie są zbyt duże, ale jednak (mało-średnie? / średnie). Po którymś ataku z kolei postanowiłem wziąć siatkę z czosnkiem którą miałem koło siebie i położyłem ją na swoim boku tak, że czosnek rozkładał się mniej więcej równomiernie na obie strony. Tego czosnku się trochę uzbierało przez te wszystkie ostatnie tygodnie gdy się nim broniłem więc odpowiedni zapach był... Co do skuteczności... to wydaje mi się, że odstraszało tego byta i to skutecznie przed zaatakowaniem mnie... nie mniej jednak muszę przeprowadzić dodatkowe testy bo zbyt późno już zacząłem się bronić tą metodą i nie mogę jednoznacznie stwierdzić jaka jest skuteczność tej obrony, nie mniej jednak na obecną chwilę sądzę, że to działa w miarę dobrze. Zobaczymy jak będzie jutro.

29/30.07.2010 -> Dzisiaj jakoś mało ataków... nie mniej jednak były i to w drugiej połowie nocy czyli tak od 5-7 rano. Starałem się całą noc mieć na sobie tą siatkę z czosnkiem. Wydaje się, że jest ona skuteczna. Dzisiaj leżałem między innymi na plecach i ten byt mnie atakował, a ja miałem na 4 czakrze tą siatkę... czułem tam mrowienie itd. itp i wiem, że nie powinienem się tak dawać, ale chciałem zobaczyć jak ta metoda jest skuteczna. Wydaje mi się, że obroniła mnie ogólnie przed dużo mocniejszym wyssaniem energii z czakry chodź poniosłem moim zdaniem niewielkie straty. Tak czy siak będę testował tą metodę dalej, ale bez zbędnego ryzyka jakiego dzisiaj się dopuściłem ;). Dzisiaj straciłem mało-średnio? energii... jakoś tak? W sumie wydaje mi się, że często zaniżam ilość straconej energii. Dzisiaj mam wrażenie jakby moja czakra dostała pięścią (częste odczucie), ale nie odczułem dzisiaj jakiegoś zmasowanego ataku nocnego... było raczej spokojnie..., ale to chyba przez ten czosnek i świeczkę...

30/31.07.2010 -> Brak ataków? Chyba tak? Coś tam we śnie chyba? się przewinęło "złego", ale ogólnie zerowe straty itd... Odpowiednio położony czosnek i zapalona świeczka robią swoje ;)))

[SIERPIEŃ 2010]

31.07.2010/01.08.2010 -> Kilka ataków we śnie... W jednym straciłem małą ilość energii (spadł mi czosnek za plecy i może dlatego?), a w reszcie udawało mi się wybudzić itp. Nie ma sensu się przy tej nocy więcej rozpisywać ;)

01/02.08.2010 -> Do 6:15 było bardzo spokojnie, a później 2-3 ataki we śnie w których oberwałem i straciłem po małej ilości energii... ogólnie nie jest tak źle, ale szkoda trochę tej straconej energii...

02/03.08.2010 -> Mini ataki we śnie (czyli szybkie i traci się przy tym mało energii) były o: 6:15, 6:20, 7:15, 7:35, 8:12, 8:15 i tyle... nie spisałem wszystkich... przed niektórymi się obroniłem (szybkie wybudzenie), a niektóre ataki były słabo wyczuwalne i nie spisywałem ich. Ogólnie trochę ich było i straciłem chyba zbyt dużo swojej energii. Mogłem wstać z łóżka i pójść sobie coś robić hmm... w sumie dawać się tak bić nie jest zbyt rozsądne : P

03/04.08.2010 -> W nocy przed zaśnięciem były ataki typu wizja przed zamkniętymi oczami, ale na szczęście dość szybko się orientowałem i od razy otwierałem oczy. Jak zaczyna się ten atak (a oni wiedzą, że ja wiem) to trwa on bardzo krótko w takim sensie, że wyssanie energii następuje po kilku sekundach i dlatego szybkie otwarcie oczu jest tak ważne bo już nie bawią się z tobą tylko od razu walą prosto z mostu. W nocy kilka ataków we śnie. Ogólnie udawało mi się wybudzić. Całościowo straciłem małą ilość energii, ale trzeba podkreślić, że jak zwykle jestem nie wyspany przez to ciągle budzenie się itp, a to znaczy, że nie zregenerowałem się jak trzeba... nie nabrałem odpowiedniej ilości energii... no, ale cóż... przyzwyczaiłem się do tego i jakoś funkcjonuje. Jak się to skończy to jaką wielką radością będzie wreszcie się normalnie wyspać!

04/05.08.2010 -> Dzisiaj kilka ataków we śnie z których udawało mi się łatwo wybudzić (ostatnio jakoś łatwiej mi to przychodzi hmm). Był też atak typu halucynacja oraz atak w stanie pomiędzy realem a snem gdzie spałem na brzuchu i ten byt siedział mi na plecach. Niestety zacząłem poruszać ręką aby się wybudzić i był to zły pomysł! Oczywiście minimalne ruchy nią robiłem ale wydawało mi się, że im więcej nią ruszam tym bardziej jestem rozkodowywany. Dobrym pomysłem jest bycie jak najbardziej świadomym gdy byt siedzi na tobie! Po prostu chodzi o płynne przejście ze stanu pomiędzy realem a snem w real... o takie samoistnie przeniknięcie wymiarów. Nie chodzi o nic nie robienie tylko o mocne bycie świadomym tego co się dzieję. Zresztą wiele ataków jest różnych, a zarazem podobnych do siebie i każdy musi sam wyrobić sobie odpowiednie techniki obronne i uczyć się na swoich błędach. Tak czy siak straciłem przy tym ataku małą ilość energii. Ogólnie dzisiaj w nocy było całkiem ok. Może ten byt powoli traci siły? A może ta świeczka tak go osłabia? Dzisiaj nawet nie specjalnie przejmowałem się gdzie leży mój czosnek... hmmm...

05/06.08.2010 -> Dzisiaj straciłem zbyt dużo energii :( Było trochę ataków we śnie, ale dla wroga mocno skutecznych :( Pierwszy poważny zaczął się o 5:30. Za dużo spałem na plecach, zamiast na boku..., ale czy zmiana pozycji dużo by dała? Pewnie byłoby mi się łatwiej obronić, ale nie mniej jednak ciężko jest spać na jednej pozycji przez całą noc... eh... jeszcze trochę muszę wytrwać... chodź już mam tego dosyć..., ale jeszcze trochę... Ale mocno dzisiaj oberwałem... gdzie moja energia na 4 czakrze? oddawaj energię złodzieju! :(

06/07.08.2010 -> Pierwszy poważny atak zaczął się o ~3:48 (ogólnie ataki trwały praktycznie aż do wstania z łóżka). Spałem całą noc na boku i miałem przy sobie czosnki oraz krzyż, ale dużo to nie dało. Trochę energii straciłem, ale mniej niż wczoraj. Ogólnie uważam, że lepiej jest spać na boku niż na plecach, ale gdy śpię na boku to są używane inne metody aby mnie "rozkodować" niż jak śpię na plecach np. dzisiaj był używany między innymi atak dźwiękowy polegający na tym iż słyszysz jakiś dźwięk w głowie lub głos, który ma za zadanie Cię rozkodować! dlatego należy (o ile ma się taką możliwość) jak najszybciej otworzyć oczy! Oczywiście czasem może się zdarzyć, że ktoś będzie słyszał głos w głowie i nie będzie to atak (może to być podłączenie się negatywnego byta pod ciebie i próba przekazanie fałszywego przekazu). Zauważyłem też, że jak mam otwarte oczy to atak dźwiękowy nie występuje?, ale wystarczy że zamknę je na chwilkę to już może nastąpić atak! a rozkodowanie może nastąpić naprawdę bardzo szybko! Dzisiaj właśnie miałem taki atak. Otworzyłem oczy, ogólnie się przebudziłem... zamykam oczy i atak dźwiękiem! i szybko otwieram oczy!, ale nie mniej jednak chyba leciutko energii straciłem. Przy tym ataku nie traci się dużo energii, ale nie mniej jednak jest to denerwujące jak chcesz spać a nie możesz bo na każdym kroku atak. Do tego hipnoza jest też używana abyś zamknął swe oczka! Zamknij oczka! My już czekamy! eh... bestie bez jakichkolwiek uczyć! Warto jeszcze podkreślić, że ten atak dźwiękowy nie jest tym samym co słyszenie dźwięku np. dzwonienia domofonu, który słychać również w głowie. Jedno jest atakiem, a drugie "zwykłym" doświadczeniem nie mającym z atakiem nic wspólnego!, ale gdy słyszysz dźwięk w głowie to bardzo szybko można wyczuć jaką ma naturę... czy jest to coś pozytywnego czy negatywnego...

07/08.08.2010 -> Dzisiaj pierwszy atak o 4:00... Przy pierwszym ataku straciłem lekko energii, ale nie za dużo... a później były sporadyczne próby ataku we śnie, ale udawało mi się z nich wychodzić zwycięsko! Więc całkiem udana noc. Spałem pod ścianą na boku, ale przyjmowałem pozycję embrionalną tak aby jak najbardziej rękami i nogami zasłonić 4 czakrę i tak zasypiałem + czosnek na siebie. Z czasem moja szczelna pozycja ulegała zniszczeniu poprzez niekontrolowane ruchy w nocy, ale nie mniej jednak wydaje się to być dobrym sposobem obronnym. Zapewne jeszcze będę testował tą pozycję. Nie odnotowałem dzisiaj hipnoz.

08/09.08.2010 -> 7 godzin ataków... eh... od około 3 w nocy do około 8:50... straciłem zbyt dużo energii... i moim zdaniem za dużo było tych ataków! Paliłem świeczki, ale to chyba nie daje zbyt dużo? sam już nie wiem... w sumie jak ich nie paliłem to wcześniej przychodzili nawet o północy, a teraz 3-6 rano... hmm... W ostatnim ataku użyłem mantrowania i w sumie ciężko było wypowiedzieć coś fizycznie, ale jak się uprę to się uda... chodź stracę przy tym trochę energii, ale to chyba lepsze niż w sumie próba wyrwania się w inny sposób gdyż też utrata energii jest praktycznie pewna, a tak przynajmniej dostanie ten byt trochę bęcki od fali uderzeniowej. Swoją drogą w tym ostatnim ataku gdzie mantrowałem byłem w letargu (jest to jakby real, nie ma się odczucia bycia w "innym wymiarze") i mocne otwieranie oczu nie wybudza! bo próbowałem! To działa w stanie pomiędzy realem a snem! Gdzie ma się odczucia bycia w innym wymiarze... a tutaj ma się odczucie, że jest się w realu tylko jakby w jakimś mocnym zamotaniu przez tego byta... jakby pozakładał jakieś blokady które powodują utrudnione ruchy ciałem oraz niemoc w wypowiadaniu słów... abyś go przypadkiem nie zmantrował... takie bycie w jakby jakimś kleju... oni wiedzą co robią... często piszę w liczbie mnogiej bo różni już mnie przez te lata atakowali... raz czarna kulka, raz niewidzialny, raz taki raz siaki... więc jakoś wygodniej jest mi pisać w liczbie mnogiej jako "oni" czyli "ci źli"... w sumie wiadomo o co chodzi... chodź ogólnie sądzę, że obecnie przychodzi jeden byt na raz..., ale i tego na 100% nie mogę stwierdzić.. tak czy siak moja czakra potrzebuje regeneracji!!! i to porządnej!!! tylko skąd ją wytrzasnąć!!!

09/10.08.2010 -> Przed zaśnięciem paliłem w miseczce w pokoju szałwię (3 torebeczki) oraz spaliłem w sumie 7 kadzidełek! Narobiłem sporo dymu przede wszystkim koło łóżka. Jaki był efekt? Około 3? w nocy (już nie pamiętam dokładnie) był pierwszy atak we śnie... w sumie było ich około 3-5?, ale były one bardzo mizerne... jakby w ogóle bez przekonania... bardzo łatwo było się "wybudzić" bez straty energii. W jednym ataku we śnie była taka sytuacja, że siedziała koło mnie postać (na 100% zły byt) i jeszcze obok kolejna która jakby się tylko przyglądała... i nie jestem pewien czy był to np. mój opiekun? czy może był to drugi zły byt? Bo na 100% były dwie osoby koło mnie... jedna na 100% zła, a druga nie wiem... Tak czy siak gdy te ataki nie odnosiły skutku zaczęły być stosowane ataki typu ukierunkowanie myśli w mojej głowie w celu osiągnięcia określonej emocji i rozkodowania co równa się utracie energii. Było tych ataków około 6-10. Jak się straci w takim ataku energię to małą lub bardzo małą ilość. Nie pamiętam dokładnie ile ich było bo około 7 rano przestałem to spisywać i zapamiętywać, a właśnie wtedy mocniej przyatakowali bodajże... jakoś tak... Tak czy siak te ataki których było dzisiaj więcej wyglądają tak, że zamykasz oczy i zaczynają Ci się pojawiać jakby myśli które prowadzą Cię nawet do zobaczenia czegoś przed zamkniętymi oczami (jakaś mini wizja) i wszystko po to abyś poczuł pewną emocję i wtedy: kłódka, kluczyk i sejf otwarty! Najlepiej mieć non stop otwarte oczy i wtedy jest się bezpiecznym!, ale prędzej czy później i tak zamknąć oczka trzeba. Niestety te ataki od chwili zamknięcia oczu następują dość szybko. Raz dwa i po ataku i energii. Czasem miałem wrażenie, że jakby ktoś mi wpychał w głowę jakieś myśli czy coś takiego? i czasem się sprzeciwiałem i czułem jakby to się odbiło od mojej głowy? Nie wiem... takie miałem odczucia. Na atakach we śnie nie straciłem prawie energii... jakieś minimalne straty, ale na tych atakach myślowych w sumie trochę wytraciłem bo sporo ich było... jeszcze nie wiem jak się przed nimi dobrze bronić... postaram się coś wykombinować...

10/11.08.2010 -> Dzisiaj położyłem się trochę wcześniej spać ale przed zasnięciem wypaliłem z 6? kadzidełek i już o około 2 w nocy miałem pierwszy atak! no, ale ogólnie ataki dzisiaj były mało skuteczne. Może to od tych kadzidełek? Nie wiem... Jeden atak był ciekawy. Byt był pod postacią jakiejś dziewczynki która zapisała się do mojej klasy? czy coś takiego?, ale widać było, że to obcy (kosmita) chodź on sam chyba uważał, że ma dobry kamuflaż? I był niezły motyw jak ja z uczniami z klasy rozchodziliśmy się do domu, a ten byt został (ta mała dziewczynka) w tyle i ja się obróciłem za siebie aby zobaczyć czy ta mała dziewczynka poszła już w swoją stronę, a ona nagle na moich oczach zrobiła się niewidzialna i zobaczyłem jak to się dzieję! i tam gdzie znikła jakieś liście i krzaki zaczęły się palić. We śnie zrobiłem niezłe oczy! i nie tylko ja to zobaczyłem. Później zrobiło się jeszcze ciekawiej. Tym razem szliśmy do szkoły. Koło mnie szła ona oraz jeszcze jakiś dwóch kolesi którzy w nią cały czas pluli! Ja mówiłem do nich aby przestali, ale oni nie reagowali! tak jakby nie chcieli aby podeszła do mnie zbyt blisko! Może to byli moi opiekunowie we śnie!? Na to mi wygląda! Chronili mnie przed atakiem! Ogólnie dzisiaj mało energii straciłem... Przed snem prosiłem mocno o ochronę do opiekunów itp. Wygląda na to, że mi pomogli... thx :)

11/12.08.2010 -> Przed zaśnięciem też paliłem kadzidełka... z 5-6 sztuk... i prosiłem też swoich opiekunów itp. o pomoc w walce z tym bytem. O dziwo tylko o około 5:30 był w moim śnie ten byt, ale nic mi nie zrobił! Dopiero o około 7:30-8:00 nastąpiło kilka (może z 6-10?) ataków takich bardzo podstępnych! Tych co jak zamykasz oczy to ten byt stara się wywołać w Tobie określoną emocję aby Cię rozkodować i ukraść energię. Jak już mówiłem przy takim jednym ataku traci się bardzo mało energii, ale nie mam pomysłu jak się przed tym obronić! Zresztą jak zbierze się takich ataków z 5 czy więcej to już energii trochę ubyło! i trzeba się ewakuować z tej sytuacji jak najszybciej! Cały czas nie byłem pewien czy jestem atakowany! Bo to takie baaardzo podstępne działanie! i w końcu z czakry w bardzo dobrym stanie została mi czakra poturbowana! Jakbym się wcześniej zorientował! eh! Jest takie specyficzne uczucie na 4 czakrze? lub w okolicy jak jest się rozkodowanym i jak takie coś chodź raz wystąpi należy natychmiast albo wstać albo otworzyć oczy..., ale jak na razie nie umiem się bronić przed tym atakiem. Jedyną skuteczną obroną jaką na tą chwilę znam to otwieranie oczu, ale nie jest to jakieś super rozwiązanie. Mantrowanie nie działa bo próbowałem. Ogólnie kiszka... bo tak ładnie było w nocy bez ataków i rano tak oberwać... No i spałem praktycznie całą noc non stop na prawym boku lub brzuchu w jednym miejscu... to w sumie też nie jest zbyt wygodne no, ale cóż... jest jak jest... Do wieczora może jakoś się zregeneruje... Ogólnie dzisiaj zbyt mocno dostałem... Zastanawiam się czy na pewno traci się bardzo mało energii przy jednym takim ataku... w sumie jak jest ich z 5 i więcej to nic dziwnego, że czakra musi porządnie odpocząć... jest wtedy poturbowana i z małą ilością energii... czuje to wyraźnie... wręcz fizycznie chodź nie jest to "organ" fizyczny ;)

12/13.08.2010 -> Przed zaśnięciem nadymiłem chyba 4 kadzidełkami... paliłem jak zwykle świeczki... nie wiem czy to ma znaczenie, ale w sumie przez całą noc nie miałem ataku! a przynajmniej go nie zauważyłem. Tak samo nie zauważyłem żadnej postaci we śnie. Oczywiście przed zaśnięciem prosiłem opiekunów i archaniołów o ochronę itp. Ale niestety o 6:52 zostałem zaatakowany tym atakiem gdzie mam zamknięte oczy i jestem ogólnie rozbudzony i kiszka, ale straciłem energię, ale bardzo mało! Postanowiłem, że już oczu nie zamknę i wstałem! Nie dam się obić jak było to wczoraj! Może odeśpię sobie to w dzień za dobre kilka godzin. Właśnie sobie przypomniałem że jednak był jakiś motyw w nocy z biciem mnie po twarzy... tylko czy to było dzisiaj? hmmm a może to było związane z tym atakiem o 6:52? Już nie pamiętam... Tak czy siak dzisiaj było całkiem ok... pomijając nie wyspanie bo musiałem wcześniej wstać... Nawet w nocy przez jakiś czas leżałem na lewym boku i nic mi się nie stało ;) Teraz poczekam z kilka godzin i idę odespać to poranne wstanie z łóżka ;)

13/14.08.2010 -> Wiadomo świeczki, kadzidełka... Położyłem się spać około 00:30 i od razu dostałem atakiem "rozkodowującym" (może taką nazwę warto dać? zastanawiam się jeszcze nad tym) przed zamkniętymi oczami i było kilka ataków przed którymi się obroniłem (otworzyłem oczy) i trochę mi się to nie spodobało, że ten typ ataku jest przed moim zaśnięciem gdyż nie umiem się przed nim bronić inaczej jak właśnie otwierając oczy! Podam jeden przykład: mam zamknięte oczy i jestem całkowicie w realu! i słyszę jakby jakiś dziwny głos w głowie! i szybko otwieram oczy i on się urywa! Otwarcie oczu to jak wyciągnięcie wtyczki z gniazdka! Dodam jeszcze, że bardzo często przy tym ataku dochodzą obrazy przed oczami lub całe wizje! Domyślam się, że ten byt silnie pobudza jakaś część mózgu lub może 3 oko? i powoduje to te obrazy / wizje / głosy. W pewnym sensie jest to ciekawe, ale z drugiej strony patrzenie na nie zawsze kończy się źle jeżeli na czas nie otworzymy oczu, a przeważnie na to mamy bardzo mało czasu. Tak czy siak musiałem jakoś zasnąć. Szukałem tingsha aby przetestować czy coś pomoże, ale nie mogłem znaleźć. Ostatecznie położyłem worek czosnku za głową + krzyż + obrazek z Jezusem na głowie i testowałem czy uda mi się zasnąć bez "ataku". Miałem wrażenie, że albo ten byt nie jest w stanie przeprowadzić ataku albo jego atak ma bardzo słabą moc. Tak czy siak udało mi się zasnąć! Więc teoretycznie jest duża szansa, że to działa! chodź moim zdaniem potrzeba więcej testów aby potwierdzić czy to rzeczywiście pomaga. We śnie był ten byt, ale chyba? nie oberwałem nic? Właściwie to nie mogę sobie tego dokładnie przypomnieć czy dostałem jakieś becki czy nie... jak dostałem to na pewnie nie za mocno, ale chyba moja energia nie doznała dzisiejszej nocy uszczerbku  przy tym typie ataku (atak we śnie). O 8:13 dostałem atakiem rozkodowującym przed zamkniętymi oczami! Widziałem przed oczami jak ktoś wpada do wody i pojawiła się rozkodowująca mnie emocja... no cóż... ważne aby nie dostać więcej niż 1 raz. Właściwie był to taki jakby sen, gdyż trwał z minutę?, ale polegał dokładnie na rozkodowaniu poprzez emocję. Niestety jakoś więcej niż zwykle oberwałem przy tym ataku... może dlatego, że dłużej trwał ten "sen / atak". Oczywiście zaraz wstałem z łóżka bo nie ma sensu dać się bić. Uzupełnię jedynie, że czasem nie ma żadnej wizji, ani obrazu przed oczami, ale za to jest właśnie rozkodowudująca emocja lub np. sam dźwięk, który moim zdaniem jest inaczej słyszany w "głowie" niż np. jakby byt coś szeptał Ci do ucha, ale aby już to pojąć trzeba mieć doświadczenie w tym temacie. Oczywiście ja wolałbym nie mieć żadnego ;), ale niestety jest jak jest i jakoś trzeba sobie dawać radę ;) Obrazy przed oczami w tego typu atakach to jakby materializacja się myśli które są siłą narzucane twojemu mózgowi przez tego byta! Czasem są też krótkie scenki... Czasem obrazy są ruchome, a czasem "sztywne". Czasem pewnie będę nazywać to co widzę przed oczami "wizjami", a czasem "obrazami" w zależności co mi bardziej będzie pasować... ogólnie obie nazwy są poprawne... czasem bardziej pasuje słowo obraz, a czasem wizja... nie mniej jednak od niedawna mam ten typ ataku i jeszcze rozkminiam co i jak... jakie nazwy dać temu i owemu itp... W sumie tak sobie myślę, że dzisiaj było jakoś mało tych skutecznych ataków dla tego byta, a ja rano czuję się jakby dostał porządnie w czakrę! To ten jeden atak o 8:13 chyba to zrobił! A to drań! Te kadzidełka chyba uniemożliwiają mu atak we snie, ale nie pomagają nic na atak rozkodowujący przed zamkniętymi oczami.

Jest 16:30! idę się zdrzemnąć bo jak zwykle jestem nie wyspany i co się dzieję?! ataki rozkodowujące z wizjami!!! Co!? o 16:30! w biały dzień!, ale kaszana! Położyłem sobie poświęcony obrazek Jezus na głowie, ale to nic nie pomogło! O 16:45 wstałem bo to paranoja!, ale coraz lepiej zaczynam wyczuwać gdy następuje tego typu atak! Nawet przez te 15 min ćwiczyłem w pewnym sensie reakcje obronne. Stwierdzam, że poprzez odpowiednie reakcje i kontrolowanie swojego wnętrzna można odsunąć w czasie całkowite rozkodowanie chodź nie polecam zbytnio takiej "zabawy"! gdyż prędzej czy później stracimy energię! Lepiej od razu otworzyć oczy i... i właśnie co dalej? Tak czy siak dostałem trochę w 4 czakrę :( Podam może przykład pewnej scenki jaką ujrzałem przed oczami tuż przed rozkodowaniem i utratą energii. Zobaczyłem rękę i ktoś obcinał chyba nożyczkami palec za palcem... i nagle następuje mimowolne wystraszenie (rozkodowanie) i utrata energii! Dodam jeszcze, że gdy obrazek Jezusa położony na głowie okazał się nie skuteczny to użyłem krzyża z Jezusem i też położyłem na głowie, ale chyba bardziej na 3 oku niż w okolicy czubka głowy i jakoś było ok, ale może ten byt mnie tak zmyla tylko..., że niby to działa, a tak naprawdę wprowadza pewnego rodzaju dezinformację na temat technik obronnych przed tym konkretnym typem ataku. Tak czy siak mam zamiar przetestować jeszcze sam worek z czosnkami położony koło głowy lub jakoś tak... no i tingsha muszę znaleźć! i dokładnie przetestować czy uda się odeprzeć atak gdy będę go używać podczas gdy będę miał zamknięte oczy!

14/15.08.2010 -> Dzisiaj bez kadzidełek... Przed zaśnięciem ataki rozkodowujące... w środku nocy i rano również! Jednym słowem dużo ataków i to o każdej porze nocy, że tak powiem ;) Testowałem czosnki umieszczone w siatce i położone koło głowy, ale to jakoś specjalnie chyba jednak nie działa. Powiem o jednym ataku, który był chyba o 01:30 w nocy i, który powinien zostać opisany. Byłem sobie we śnie jakby w jakiejś szkole która miała takie twarde podłogi... i nagle ktoś mnie podrzucił do góry i spadłem z jakiś 1,5 metra na głowę i kolana! Ja poczułem ból tego upadku! taki inny trochę niż fizyczny, ale było to nie przyjemne! Jak uderzyłem głową w twardą podłogę to poczułem jakby takie bardzo solidne "łup"!... zresztą wyobraźcie sobie, że upadacie na głowę z 1,5 metra na lśniącą, prostą, twardą jak nie wiem co podłogę! No i ten upadek na kolana też był nie przyjemny... auć! W ogóle dziwny atak..., ale nie fajny... oj nie... Jeszcze przed wstaniem był atak we śnie... Byt stoi koło mnie i chce się zbliżyć no to ja go odpycham, ale on dalej blisko mnie stoi więc zaczyna go "boxować" ;), ale niestety jak pisałem kiedyś nigdy nie atakuj tego byta! Każdy cios jaki mu zadałem to była dla mnie strata energii z czakry! Zadałem mu chyba z 4 ciosy i straciłem 4x energię z czakry!!! traci się ją dlatego, że się otwieram gdy zadaje cios! czyli takie automatyczne rozkodowanie! Tak czy siak przetestowałem, że atak w tym przypadku to porażka totalna... spisuje to... może komuś się przyda... chodź bywały momenty w przeszłości, że z kolanka biłem tego byta, ale to były wyjątkowe sytuację... chodzi tutaj o sytuację gdy on stoi koło was i chcecie go zbić na kwaśne jabłko aby dał wam spokój! nie róbcie tego! a jak nie wierzycie to gwarantuję wam, że jak raz zaszarżujecie to nabierzecie rozumu i to bardzo szybko! Ten właśnie atak chyba najwięcej mi energii zabrał z całej nocy w której było tyle ataków rozkodowujących! Jeden atak mnie tak załatwił, że hoho! Ale mam nadzieję, że zmądrzałem dzięki temu! :D Podkreślę, że najlepszą metodą obrony w tym konkretnym przypadku jest spokojne wybudzenie się... tą drogą trzeba się "ratować"...

Około 14:30 chce się zdrzemnąć aby się trochę zregenerować... 5min spokojnego "spania" i zaraz następują podstępne ataki rozkodowujące! Unikałem kilku ataków bo chciałem spać! Otwierałem oczy kiedy trzeba chodź nie zawsze w pełni zdążyłem oraz przedłużałem je jak tylko mogłem gdyż usilnie mój organizm domaga się regeneracji! Ale taka regeneracja podczas ataków jest bez sensu bo  traci się pewną ilość energii... mówię "pewną ilość", ale straciłem za dużo energii w porównaniu do tego jak się "zregenerowałem" przez te marne 5 minut "leżenia" bo to nawet nie było żadne spanie! Nawet jak rozciągam w czasie to rozkodowywanie to po drodze tracę energię od czasu do czasu co jest nie opłacalne dla mnie. Co za kaszana... Zauważyłem też, że te ataki rozkodowujące przypominają częściowo wzburzone morze gdzie od czasu do czasu fala gwałtownie wzrasta i poprzez odpowiednią reakcję mojego wnętrza mogę ją przepłynąć, ale częściowo zalewa mi statek (pewna strata energii)... Czasem fala jest zbyt wysoka i gwałtowna i trzeba gwałtownie otwierać oczy aby statek nie zatoną!, a jak zrobi się to za wolno to albo traci się sporo energii albo jak w miarę się wyrobimy to tracimy jej mniej, ale i tak to takie huśtanie się na krawędzi. Lepiej unikać w ogóle tych ataków tylko jest to ciężkie do zrobienia! Ja w pewnym sensie kontynuuje spanie mimo iż wiem, że są te ataki przeprowadzane. Jest to trochę nie rozsądne i wiem, że tracę przy tym energię i czuję to, ale nie mniej jednak w pewnym sensie chce poznać lepiej wroga, nabrać odpowiedniego doświadczenia aby lepiej się bronić no i opisać to tutaj aby lepiej ukazać jak to dokładnie wygląda...

15/16.08.2010 -> Były przed zaśnięciem ataki rozkodowujące, ale od razu zanim się "rozkręciły" to użyłem kadzidełek i nadymiłem standardowo koło łóżka orazi porządnie tam gdzie mam głowę i okolice! i o dziwo po tym zabiegu spokojnie zasnąłem! W ogóle spałem spokojnie aż do rana! Coś było niepokojącego w moich snach, ale nic czym musiałbym się w sumie specjalnie martwić! Rano przed 8 były ataki rozkodowujące, ale po jakiś 10 min już nie chciało mi się bawić z tym bytem więc wstałem... i teraz pytanie czemu nie wstałem od razu? Odpowiedź: bo chce mi się spać! Wstaje nie wyspany, ale przynajmniej nie straciłem za dużo energii chodź regeneracja czakry wymaga sporo czasu, a ogólnie w warunkach jakich obecnie jestem nie jest zbytnio możliwe zregenerowanie czakry jak należy... Mój organizm potrzebuje snu! Wręcz się go domaga! Dlatego czasem wole pospać nawet "minutę" dłużej i dostać w czakrę niż wstać! Oczywiście nie opłaca mi się to, ale tak jakoś jest... Nawet w dzień już się zdrzemnąć nie mogę... eh..., ale morale leciutko mi dzisiaj wzrosły... one tak wzrastają i spadają w zależności od straconej energii danej nocy ;) itp.

16/17.08.2010 -> Kadzidełka, świeczki... Jakoś zasnąłem... ogólnie o 6:15 udany dla byta atak rozkodowujący we śnie (kiedyś chyba nazywałem ten atak atakiem ukrytym?, w sumie czasem sam nie wiem jak nazwać dany atak... raczej staram się je nazywać tak aby nazwa pasowała do ataku). I jak zwykle od około właśnie 6 do 8:30 zwykłe (czyli przed zamkniętymi oczami, gdy sobie tak spokojnie leżę) ataki rozkodowujące... Dostałem kilka razy..., ale wiele x się broniłem... pospałbym sobie jeszcze spokojnie z 2 godziny ale nie da rady z tym atakującym chamem... Starałem się używać też tingsha, ale bardzo trudno użyć ich w momencie gdy jest blisko rozkodowania (zresztą to bardzo ryzykowane czekać do tej chwili) i nie wiem czy coś by to dało skoro mantrowanie przy tym ataku nie działa (tak wynika z mojego doświadczenia), a w sumie tingsha i mantrowanie polega na "ataku dźwiękiem" o wysokiej wibracji... hmm...

17/18.08.2010 -> Kadzidełka, świeczki... Jakoś zasnąłem... chodź jak zwykle jakoś przed zaśnięciem czuję, że też ten byt chętnie by mnie rozkodował... Spałem większość nocy na prawym boku. Nad ranem przekręcałem się również na lewy bok. Ogólnie były 2 ataki we śnie, ale na szczęście nic mi się nie stało (1-3? rano i około 5). Od 6?-7 były ataki rozkodowujące, ale mało dostałem... nie mniej jednak lekkie straty poniosłem... wstałem leciutko przed 7 rano bo czuję, że jakbym poleżał dłużej to potraciłbym swojej energii dużo więcej, a wręcz jestem tego pewien. Mocno chce mi się spać no, ale cóż... Dodam jeszcze, że co do tych rannych ataków rozkodowujących to chyba nie ma znaczenia czy leżę na boku, na plecach czy jestem w pozycji embrionalnej... po prostu trzeba się ewakuować jak najszybciej jak te ataki się zaczną, a tingsha jakoś nic nie daje.

Ogólnie ujmując chyba już sobie nie podrzemkam w dzień aby odespać noc! Jeszcze jakiś czas temu było to możliwe, ale od kąt mam te ataki "rozkodowujące" przed zamkniętymi oczami to jest to już dla mnie energetycznie nie opłacalne! O jakiejś 16:15 poszedłem sobie poleżeć i tylko jak zamykałem oczy to poczułem pewne specyficzne odczucia jakby strachu? w okolicy 4 czakry (bardzo specyficzne odczucie dla tego typu ataku). Za którymś razem jak zamknąłem oczy to pojawił mi się jakiś groźnie wyglądający potwór z zębami co oczywiście jest 100% dowodem na atak! Oczywiście bardzo szybko otworzyłem oczy... Ogólnie kaszana... Po 10 min takiego leżenia z otwieraniem oczu co kilka sekund moja czakra czuje się dużo gorzej zanim w ogóle się położyłem! A regeneracji z takiego leżenia praktycznie żadnej. Zastanawiam się jak to działa... czy ten byt jest cały czas gdzieś koło mnie? Jak leżałem np. z otwartymi oczami i byłem rozluźniony (na tyle na ile to możliwe wiedząc, że obecnie wszelkie leżenie w dzień może zakończyć się atakiem!) to też miałem wrażenie tego specyficznego uczucia na czakrzę... jakby ktoś tam coś majstrował... Nie wiem jak dokładnie to opisać, ale kilka dni temu (może nawet i wczoraj... już nie pamiętam...) jak siedziałem przed komputerem to też miałem takie wrażenie, że jakby z mojej czakry tracę energię, albo jakby ktoś tam coś skubał? co jakiś czas... nie wiem jak to opisać... to  dziwne uczucie... a przecież miałem otwarte oczy! Jeszcze nie do końca rozumiem ten typ ataku, ale z każdym dniem moje zrozumienie wzrasta. W ogóle czasem czuję właśnie, że ten byt mnie atakuje (może być to błędne odczucie! to tylko moja hipoteza!) w biały dzień aby pozabierać mi energii tyle ile się da, ale może to też nie być atak tylko po prostu jakieś uszkodzenie czakry... bo czasem czuję jak mi z byle powodu ucieka z niej energia... czasem tyczy się to też czakry 3. W sumie czakra 4 sporo już wycierpiała... nie dziwię się, że może być z nią już coś nie tak..., ale się zregeneruje... tylko muszę przejść ten ciężki dla mnie etap...

18/19.08.2010 -> Nie paliłem kadzidełek (i to chyba był błąd)... świeczki oczywiście zapalone, ale one chyba już nic nie dają? bo jakby typ ataku się zmienił... chodź dzisiaj występowały niby ataki we śnie, ale są one jakby trochę innie niż były 1-2 tyg temu... niby bardzo podobne ale jednak czuję jakąś drobną różnicę... Niestety widzę, że stają się normą ataki rozkodowujące gdy kładę się spać. Kiedyś w ogóle nie było takiego problemu... teraz muszę już na starcie się bronić. Po pewnym czasie położyłem kryształ górski na moim 3 oku i o dziwo miałem wrażenie jakby te ataki straciły swoją moc! Może nie zupełnie, ale wystarczająco sporo abym mógł zasnąć w spokoju! Przeprowadzę więcej testów odnośnie obrony kryształami. W nocy miałem 3 ataki we śnie. We wszystkich straciłem "pełen zakres" energii -> czyli były optymalnie skuteczne dla tego byta. Pierwszy był o 3:18. Pamiętam, że byłem z postacią symboliczną która była policjantem i wyglądała jak mój kolega. Odprowadzałem ją gdzieś i gdy to już zrobiłem i ta postać znikła już z mojego snu to poszedłem w przeciwną stronę. Po kilku sekundach dopadła mnie postać (byt) i przyczepił się do mnie atakując moją czakrę tak, że nie miałem żadnych szans. Zastanawiam się czy ten policjant który mnie w pewnym sensie opuścił nie był jakimś moim opiekunem? i tylko on odszedł to dopadł mnie ten byt! Jak się obudziłem to czarna mucha nade mną latała... symbol wiadomo kogo... Następny atak był o 6:15 gdzie zobaczyłem we śnie reptiliana. Ogólnie byłem w takim stanie "zamotania" i ostrej "manipulacji" i jak tylko energia powędrowała do tego byta to jak za użyciem czarodziejskiej różdżki wszystko wróciło do normy! eh... Ten byt musi nade mną mocno majstrować gdy śpię aby wprowadzać mnie w takie stany. Ostatni atak we śnie był o 7:25. Następnie do około 8:05? miałem non stop ataki rozkodowujące i to takie całkiem mocne! Kładłem kryształ górskie na 3 oko, ale nie odczułem tak dużej poprawy jak przy zasypianiu... nie mniej jednak jakoś nie czułem abym stracił energię chodź ataki były na prawdę silne... dochodziło do wymuszenia? bardzo silnych "emocji"? na 4 czakrze..., ale nie czułem utraty energii jak to ma się miejsce w ataku we snie... a wiem, że przy ataku rozkodowującym też można w ten sam sposób poczuć stratę energii więc teoretycznie kryształ położony na 3 oko chroni przed utratą energii? hmmm sam nie wiem... muszę zrobić więcej testów... ogólnie jak jest jakiś atak to teoretycznie istnieje i obrona przed nim...

Jest obecnie 22:33 a ja dostaje bęcki w 4 czakrę (na 3 też czasem upływ energii czuję, ale rzadziej) i nie mam pojęcia jak się bronić! Odczucie jest jakbym się czegoś bał! Taki dziwny strach właśnie w okolicy 3-4 czakry! Mój umysł jest spokojny ale czakra się boi! Siedzę sobie przed komputerem i ciągle co jakiś czas mi ubywa energii... odczucie bardzo wyraźne... wręcz fizyczne, zresztą jak każdy upływ energii... tylko to się dzieję normalnie w realu! Nie wiem o co chodzi, ale nie podoba mi się to... Mogę nawet łazić po mieszkaniu, a i tak dalej będzie się to działo! Moja czakra do jakiejś 20:00? (tak na oko podaje godzinę) czuła się o wiele lepiej niż czuje się obecnie! No do jasnej ciasnej czuję taki strach dziwny czy coś takiego na 4 czakrze! Czasem to uczucie o 3 czakrę też zahacza... Nie wiem co się dzieję, ale nie podoba mi się to!

Już zaczynam palić kadzidełka... one są dobre na tego byta podczas ataków we śnie! Wtedy jakoś nie ma on ochoty mnie atakować! a przynajmniej wynika to z ostatnich kilku dni! Chodź niestety nie działają one na ataki rozkodowujące  ale kryształy górskie chyba są skuteczne... tej nocy przeprowadzę dodatkowe testy. Gdy ataki się zmieniają to znaczy, że przysłali kogoś nowego! Kogoś silniejszego! Więc jest to nowy byt... i dlatego ostatnio rodzaj i "styl" ataków się zmienił... (doszły te ataki rozkodowujące przed zaśnięciem, przed wstaniem i podczas dnia gdy chcę się zdrzemnąć itd). Każdy byt ma swój "styl" i jak się nauczę bronić przed jego "podstępnymi" atakami to przysyłany jest kolejny... silniejszy... Już miałem wiele takich zmian! To jest już któraś z kolei! No i niestety świeczka nie chroni już przed atakami we śnie... jakby mnie chroniła to bym nie dostał dzisiaj jak dostałem... mogę sobie ją palić teraz jedynie dla ozdoby...

19/20.08.2010 -> zapaliłem 3 kadzidełka przed zaśnięciem... ale i tak dostałem w nocy... o 1:10... po czym zapaliłem dodatkowe kadzidełko... później były jeszcze z 2 ataki, ale chyba rozkodowujące... Czyli wczoraj były 3 ataki we śnie a dzisiaj 1 hmm... mam jeszcze trochę kadzidełek to przetestuję tą metodę obrony w następnych "dniach". Tej nocy położyłem dwa duże kryształy na poduszkach koło głowy (21cm i 19cm)... kładłem też w między czasie jeden koło 4 czakry... nie wiem ile to pomagało... a co do ataków rozkodowujących przed zaśnięciem i po wstaniu to trzymałem ten mały kryształ górski na 3 oku i nie byli w stanie mi nic zrobić! To działa! i nawet wstałem dzisiaj później! Oni atakują i ja to czuję, ale "fala" nie jest w stanie za wysoko się podnieść... jest jakby rozbijana o niski "sufit"... poziom strachu nie może przekroczyć pewnej nie wielkiej granicy... co nie może wywołać poważnych konsekwencji! W sumie może tracę malutkie ilości energii.., ale są one tak małe, że nawet nie zwracam na to uwagi... o ile w ogóle coś tracę... przyrównałbym to do zadrapań na wojnie... a bez kryształu to jak poważne rany. Tak czy siak stosując tą metodę czuję się dość bezpiecznie... i wstałem dzisiaj później! :)

Właśnie zauważyłem, że mnie cham podrapał! hahaha!, ale on musi być wściekły, że odkryłem sposób obrony przed tymi atakami rozkodowującymi! hahaha! Zauważyłem to około 10:30?, ale niestety zdjęcie zrobione jest dopiero przed 14...  O 10:30 miałem tam gdzie są te draśnięcia spuchnięte kreski oraz była spora czerwona plama obejmująca wszystkie te zadrapania których nie dostrzegłem na początku z powodu tejże plamy. Niestety nie miał mi kto zdjęcia zrobić wcześniej no, ale cóż... jest jak jest... Zastanawiam się kiedy to powstało... czy jak spałem czy jak już wstałem z łóżka... bo wstałem około 9:00 a zaczęło mnie to piec około 10? jakoś tak... w sumie trudno powiedzieć...

Dodam jeszcze, że rano po wstaniu z moją czakrą było niby w miarę ok, a przez kolejną godzinę jej stan się pogarsza... jakby ktoś ją atakował lub coś w tym stylu, a po kolejnej godzinie jej stan znowu się unormował... a może ten byt nie lubi jak leże na boku i się do niego tyłkiem wypinam? x)

20/21.08.2010 -> 2 kadzidełka przed zaśnięciem wypaliłem... świeczki to wiadomo... pale od dawna... Były ataki przed zaśnięciem, ale kryształ na 3 oko dał radę... Chyba przed 1:10 był jakiś atak?, następnie o 1:10, później dopiero o 4:35; następnie kilka ataków do 6:07... o 6:07 był atak typu halucynacja i wiadomo przed wstaniem ataki rozkodowujące, ale kryształ dawał radę! Nie mniej jednak bardzo silnie atakował nad ranem! Rano np. wszedłem w sen, później przerzutka w stan pomiędzy realem a snem; brak możliwości ruchu, brak możliwości mówienia, ale jakoś się udało to "przeczekać" i nie stracić zbyt dużo energii. Ogólnie to dostałem tej nocy kilka razy, ale straty energetyczne wcale nie są zbyt duże.

Dzisiaj położyłem się w południe i nawet nic takiego mi się nie stało! Leżałem z 15min przeważnie z zamkniętymi oczami i oczywiście non stop miałem kryształ górski przyłożony do 3 oka! To działa hahaha! :))))

21/22.08.2010 -> 2 kadzidełka... świeczki... Nie mógł się byt przebić przez zaśnięciem przez kryształ na 3 oku... praktycznie całą noc leżałem na lewym lub prawym boku... O 5:02 był atak niestety skuteczny dla tego byta. O 6:18 była nie udana dla tego byta próba ataku. O 6:55 przekręciłem się na plecy trzymając kryształ górski na 3 oku, ale i tak dostałem atakiem rozkodowującym od tego byta tracąc energię! więc po prostu trzeba leżeć na "boku"! Pozycja na plecach to najniebezpieczniejsza ze wszystkich pozycji!!! Nawet kryształ nie pomógł!!! Później o 7:55 był atak rozkodowujący skuteczne dla tego byta bo niestety kryształ górski zsunął mi się z 3 oka! i straciłem troszkę energii :( -> w ogóle całą masywną wizję (we śnie?) dostałem... Później o 8:00 był atak rozkodowujący gdzie miałem kryształ górski przyłożony do 3 oka, ale mimo to ten byt był w stanie wywołać u mnie bardzo szybką i nagłą ruchomą wizję która mnie rozkodowała :( Więc z tego widać, że nawet kryształ nie chroni w 100%, ale nie mniej jednak jest bardzo dobry! Daje ogromną ochronę, ale też nie stu procentową! Czasem trzeba otwierać oczy, ale chcąc nie chcąc zasypianie bez kryształu to istne "szaleństwo" :) Oczywiście leciutko po 8 rano wstałem aby już nie ryzykować atakiem. Ogólnie nie est tak źle, ale ta poranna końcówka trochę mi energii zjadła.. szkoda szkoda... ale jak mówiłem dawno temu, że ten byt jest bardzo cierpliwy i czeka na moje potknięcia... odsunąłem kryształ to dostałem! tak to jest! trzeba się pilnować całą noc! Tylko czasem jest to dość trudne... trzeba tak rękę ułożyć aby podczas spania kryształ nie oderwał się od czołga...

22/23.08.2010 -> Ciągle zastanawiam się nad mocą kadzidełek... bo  przed zaśnięciem byłem bardzo mocno atakowany! a kryształ miałem non stop na czole!, ale ataki były naprawdę silne (co byłoby gdybym nie miał kryształu!?, a może ten byt rozkminia jak obejść ten kryształ i atakować z pełną mocą nawet jeżeli mam go przytkniętego do czoła? kto wie... w sumie "ciemne moce" to niezłe cwaniaki... zawsze szukają słabych punktów... i starają się wykorzystywać nadarzającą się okazję...). i postanowiłem zadymić trochę okolice łóżka dwoma kadzidełkami i jakoś udało się zasnąć! A co ciekawe przed użyciem kadzidełek ja czułem wręcz tego byta jakby był gdzieś w okolicy mojej głowy? czy za mną? po prostu czułem bardzo dobrze jego obecność chodź jest dla moich oczu fizycznych niewidzialny. Tak czy siak ataki rozkodowujące były naprawdę mocne i dobrze, że użyłem kadzidełek... chyba trochę go osłabiły! Później w nocy był jakiś atak uciskowy we śnie itp... rano standardzik w postaci ataków rozkodowujących... wiadomo leżenie na boku / brzuchu... ogólnie straciłem trochę energii, ale nie jakieś ogromne ilości... nie mniej jednak fajnie byłoby kiedyś nie stracić nic..., ale takie "marzenie" obecnie prawdopodobnie mogę sobie między bajki włożyć no, ale cóż... wciąż mam bardzo silną potrzebę leżenia na plecach :/ cały mój organizm się domaga, ale jest to extremalnie nie bezpieczne więc staram się tego nie robić... chodź dzisiaj normalnie na "2" minuty się tak położyłem i mama zapukała do drzwi czy może wejść! (chodź mówiłem jej aby już tego więcej nie robiła! i poczekała aż całkowicie wstanę!) i mnie mimowolnie rozkodowało / wystraszyło i po energii!!! No nie!!! co za pech!!! Pukanie w drzwi jest kategorycznie zabronione! Może być ciche mówienie w stylu "czy mogę wejść" i czekanie na ewentualną moją odpowiedź i tyle!, ale nie wolno pukać w drzwi gdy ktoś jest wystawiony na ataki rozkodowujące!

Ciekawa sprawa... jest 22:00 i od jakieś 5? minut moja czakra zaczyna szaleć! (wydaje mi się, że zdarzało się to już dość często i o różnych porach, ale jakoś chyba nie za bardzo pisałem o tym... zdecydowanie bardziej skupiam się na tym co dzieję się w nocy, ale jak widać na nocy się te ataki nie kończą... tylko niestety ja nie widzę co się dzieję więc niektóre rzeczy o których piszę mogą być moimi domysłami. Na czakrze mam odczucie jakby ktoś używał ataku rozkodowującego i to z dobrym dla niego skutkiem :(, ale z drugiej strony mam wrażenie jakby ktoś mi czymś w nią przywalił... jest tu wiele odczuć w krótkim czasie... nawet czasem dostaje jakby takiej palpitacji czakry hmmm! Ogólnie moja hipoteza może być taka: byt mnie rozkodowuję (uczucie nagłych, mimowolnych emocji na 4 czakrze, które nie mogą być zbytnio przeze mnie kontrolowane, oraz są wywoływane nagle i bez żadnego powodu w świecie fizycznym), wysysa mi trochę energii (udane rozkodowanie?) i to kilka x (uczucie wielokrotnego uciekania energii z czakry 4, ale czasem zahacza się i o 3 czakrę), uczucie wbitego noża w czakrę (byt pozostawia wyssaną z energii [do jakiegoś stopnia] czakrę, która jest w pewnym sensie "rozwalona" tak jak rozwalony jest sejf po włamaniu złodzieja) (bardziej bym się skłaniał ku odczuciu wysadzenia dziury w "sejfie"). W sumie mam tak chyba już nie pierwszy raz! Zapaliłem kadzidełka... jeżeli robi to ten byt to powinno go to zniechęcić... chodź może już skończył swoją robotę? Moim zdaniem na 100% jest coś na rzeczy... Może to jakiś podświadomy strach przed zaśnięciem i może stąd to "wariowanie" czakry, ale moim zdaniem dzieje się coś innego... :( Jest 10:14 a ja czuje się jakbym dostał mocno w czakrę... jakbym ktoś wbił mi tam nóż? (częste odczucie przy atakach zakończonych dla mnie niepowodzeniem) a jeszcze nawet nie poszedłem spać! Podkreślę, że to odczucie jest wręcz fizyczne! To jest baaardzo dobrze odczuwalne na czakrze! Odczucia mówią jednoznacznie, że coś jest nie w porządku... eh... co za życie... :( A swoją drogą zamówiłem sobie 120 kadzidełek o zapachu mirry bo obecne mi się już kończą więc będzie spory zapas dymu :]

23/24.08.2010 -> Dzisiaj w miarę luźno! 2 kadzidełka wypaliłem przed zaśnięciem i jakoś nie odczułem specjalni jakiś ataków jak położyłem się spać... w nocy był ten byt ale był kompletnie nie skuteczny! nic nie mógł mi zrobić! a nad ranem jakby go wcale nie było! :)

Wspomnę jeszcze, że położyłem z prawej strony łóżka worek z czosnkami koło głowy (ale i tak nie miałem go non stop koło głowy bo zmieniałem podczas nocy bok na którym spałem itp. ale ogólnie uważam, że czosnek na tego byta specjalnie nie działa, ale mimo to testuję czasem ten sposób obrony...)

Dodam jeszcze, że przed zaśnięciem zrobiłem złoty kokon wokół siebie (3x) oraz polałem go krwią Jezusa... ostatnio nie robiłem tego bo jakoś nic nie dawało (na poprzedniego byta), ale ten byt jest w sumie nowy więc może przeciwko temu jest to skuteczne!? Nie wiem, ale na pewno i dzisiaj w nocy wypróbuje tą metodę! Trzeba pamiętać, że każdy byt ma swoje słabe punkty... trzeba je tylko znaleźć!

24/25.08.2010 -> Przed zaśnięciem 3x kokon złoty + polanie go krwią Jezusa... (ale nie jestem pewien na 100% czy z tego powodu mam taką ochronę przed tym bytem!, ale nie wykluczam tego! potrzeba więcej testów!) + 2 kadzidełka (ale jedno kadzidełko spaliło się tylko na 2/3 długości) + świeczki + czosnek itd. Przed zaśnięciem nie miałem właściwie ataków! W nocy widziałem we śnie tego byta ale był w pewnej odległości ode mnie i nic nie robił!, ale koło mnie był jakby mój kolega (inny byt - prawdopodobnie opiekun) i dlatego ten zły siedział spokojnie! Zastanawiam się nad tym czy to kokon, który ja robię wokół siebie mnie tak chroni czy po prostu w te dni opiekun pilnuje aby ten byt mnie nie atakował hmm! Rano też w miarę spokój ale! położyłem się na plecach i zasnąłem i chyba nawet nie przyłożyłem kryształu do czoła i doznałem ataku we śnie (rozkodowujący / ukryty). Moja wina, że położyłem się na plecach! Po raz milionowy robię ten błąd! Było tak spokojnie że myślałem, że już nic takiego się nie wydarzy, a tu proszę... takie coś... było to o 7:02 i straciłem małą ilość energii... po chwili odczucie na czakrze jest takie jakby ktoś mnie kamieniem tam rzucił, ale nie tak mocno... w sumie to jest nic przy uczuciu wbitego noża! Tak czy siak po tym ataku następowały kolejne jak leżałem już na boku z kryształem na czole... były słabe, ale jednak... o 7:30 postanowiłem wstać aby przez przypadek nie stracić więcej energii... Po raz kolejny mi ta noc uświadamia, że dopóki nie wstanę muszę być czujny i w stałej "obronie".

25/26.08.2010 -> Wiadomo: świeczki, kokon itd. (chyba to nic nie daje... eh...). Bez kadzidełek jest ciężko..., ale wypaliłem tylko to 1/3 kadzidełka i tylko na chwilę pomogło bo po pewnym momencie już zaczynałem być atakowany atakami rozkodowującymi. Kryształ górski przyłożony do 3 oka jakoś juz specjalnie nie pomagał chodź wcześniej spisywał się bardzo dobrze! Doznałem pewnej straty energii, ale niezbyt dużych. Pozycja boczna też nic nie dawała! W ogóle to wyczuwałem tego byta! Kiedyś go nie wyczuwałem... to już chyba drugi czy trzeci? raz (nie pamiętam) gdy jestem w stanie go "wyczuć". Może gdy się on tak ujawnia może atakować w taki sposób aby obejść kryształ górski przyłożony do czoła? Nie wiem..., ale możliwe, że coś w tym jest... może to nie przypadek..., ale jeszcze tego nie rozgryzłem. O 5:30 był atak we śnie, ale mój opiekun? mnie bronił i nic mi się nie stało! Nie dopuścił tego byta do mnie! Dzięki za opiekę! Tak od 6:30 do 6:55 o której wstałem było sporo ataków rozkodowujących gdy byłem bardziej rozbudzony + takie bardziej we śnie. Nie wiele oberwałem, ale jednak... kryształ wydawał się bezużyteczny :/ Moje kadzidełka jeszcze nie doszły... oby przyszły jak najszybciej... dym powinien być skuteczny. Zapomniałem dodać że były też ataki typu halucynacja... 2 albo 3?, ale nic mi nie zrobiły. Ogólnie podsumowując to straciłem trochę energii i czuję tą stratę na czakrze, ale bywały już dużo gorsze dni więc się nie przejmuję tylko czekam na kadzidełka...

26/27.08.2010 -> Świeczki (kiedyś były skuteczne... teraz są tylko do oświetlenia pokoju), kokon + pokrycie go krwią Jezusa (nie zauważyłem aby pomogło coś), zużyłem 3 kadzidełka przed zaśnięciem (nie zauważyłem aby było lepiej po zadymieniu obszaru gdzie śpię) (kupiłem jakieś kadzidełka dzisiaj w sklepie bo z allegro coś nie przychodzą jeszcze...), ale i tak byłem mocno atakowany przed zaśnięciem atakami rozkodowującymi i nawet kryształ górski nie dawał rady! Chodź może pomagał, ale wydawało mi się jakby stracił swoją moc... wiadomo, że to nie możliwe..., ale może jakieś obejście ten byt znalazł? albo przyszedł ktoś inny komu ten kryształ nie przeszkadza? nie wiem!, ale już nie jest to taka skuteczna obrona jak była! Kadzidełka też już nie dają tyle co na początku! Może faktycznie to jest jakiś nowy byt... albo po prostu znalazł sposoby na to aby obejść moje metody obrony. Przed zaśnięciem miałem ataki typu halucynacja, ale w realu! Z tego co pamiętam nigdy tak nie miałem! Zawsze wyglądało to tak, że budziłem się, patrzyłem np. na ścianę i tam była "halucynacja", a tym razem było inaczej! a mianowicie leżałem, otwierałem oczy lub w ogóle miałem je otwarte i tylko spojrzałem oczami w jakieś miejsce w pokoju to była już halucynacja! (czyli po prostu atak!) więc to jest coś nowego jak na moje oko... Muszę trzymać się mocno na baczności bo robi się nie ciekawie! Były też stosowane takie ataki, że gdy leżałem to  nagle przechodziłem w zupełnie inny stan świadomości! Jakbym wszedł w inny wymiar czy coś takiego! Takie przeskoczenie w stan pomiędzy realem a snem tylko to chyba nie był ten stan! i oczywiście wtedy zachodził atak... jakaś np. wizja rozkodowująca czy coś na wzór snu rozkodowującego... ale to się odbywało już w innym stanie świadomości! w ogóle jakby w innej "rzeczywistości"! Jakkolwiek to nazwać! Taki atak to już wyższa szkoła jazdy i większe chamstwo niż zwykły atak rozkodowujący bo przy zwykłym ataku nie jesteś wprowadzany w jakieś inne "wymiary"! i to następuje tak nagle... pstryk i już jesteś w innej rzeczywistości! Trzeba być bardzo czujnym przy zasypianiu i w ogóle cały czas... W nocy też nie było spokojnie! O 2:17 atak we śnie i strata energii... później 3:54, 3:57 (ataki rozkodowujące)... O 4:00 kolejny atak (już nie pamiętam jaki) i tutaj zapaliłem dwa dodatkowe kadzidełka... w większości ataków traciłem energię. Następnie 4:22, 5:50, 7:30... tylko, że tych ataków było więcej niż tutaj podałem... po prostu nie spisałem wszystkich! Ogólnie sporo ataków we śnie + rozkodowujące które niestety były skuteczne dla mojego przeciwnika! Jednym słowem mocno atakował..., ale nie mniej jednak nie czuję jakiś dużych strat na czakrze!? Starałem się spać na boku, brzuchu lub w pozycji embrionalnej i czasami czułem, że dzięki temu atak dla tego byta nie był tak skuteczny jak mógłby być! Chodź to się tyczy chyba bardziej ataków we śnie niż rozkodowujących przed zaśnięciem czy przed wstaniem. Zapomniałem dodać, że miałem też przez jakiś czas w nocy zapaloną lampkę koło lóżka tak aby świeciła na mnie, ale to nie zapewniło mi ochrony. Wspomnę jeszcze o ważnej rzeczy, a mianowicie gdy byłem atakowany przed zaśnięciem atakami rozkodowującymi to mantrowałem fizycznie słowo Bóg. Co ciekawe miałem wrażenie, że gdy tak robię to ten byt nie może przeprowadzać ataku i jestem bezpieczny, ale gdy tylko przerwę mantrowanie ochrona znika. Jest to tylko moje spostrzeżenie które wymaga dodatkowych "testów".

27/28.08.2010 -> Wypaliłem 4 kadzidełka, a świeczki palę codziennie więc nie będę na razie o nich już wspominał chyba że mi ich zabraknie czy coś. Dałem też koło głowy ten worek z czosnkami i na razie go tam zostawię... niech sobie tam leży. Przed zaśnięciem odmówiłem pewną modlitwę! a oto jej treść:

Panie Boże całe moje cierpienie (utrapienie) jakie w tym momencie przechodzę i jakie jeszcze w tym momencie będę musiał przejść oddaje w Twoje ręce... weź to ode mnie jako moją osobistą ofiarę i uczyń z tego wielką moc aby posłużyła do obrony całej ludzkości do obrony wielu słabych dusz które nie mają tej siły by walczyć ze złą mocą i użyj tej mojej męki (słabości) jako płaszcz, który da ochronę dla innych. W imię Chrystusa Jezusa ukrzyżowanego na krzyżu Panie Boże weź mnie w swoją opiekę abym wytrwał w tej boleści i męce na Twoją cześć i chwałę! Niech krew Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego obleje całe moje ciało i niech będzie moim wzmocnieniem, niech będzie moim pokarmem. Niech się tak stanie! i Panie Boże całkowicie wierzę w Twoją moc!

Jest to bardzo silna modlitwa i już na początku podczas jej odmawiania poczułem dziwne uczucie na 7 czarze. Było ono bardzo mocno odczuwalne tylko nie wiem jak je opisać, ale na pewno ma jakiś związek z odmawianiem tej modlitwy. Modliłem się też do opiekunów itd. Wiadomo kokon ze światła + polewanie krwią Jezusa. Ogólnie modlitwa swoim słowami przed zaśnięciem.

I teraz po tej całej modlitwie + innych rzeczach które robiłem przed zaśnięciem stwierdzam, że to działa i to bardzo dobrze! Domyślam się, że podczas modlitwy tej "głównej" połączyłem się jakoś przez 7 czakrę? z Bogiem? czy może dostałem ochronę na siebie i stąd to uczucie? Nie wiem co się stało ale wiem, że coś się wydarzyło i widać to było podczas tej nocy! Gdy położyłem się spać położyłem na głowę dwa poświęcone przez księdza obrazki Jezusa z otwartym sercem i kryształ górki na czoło... nie mniej jednak te obrazki raczej zaraz mi z tej głowy po spadały, a ten kryształ górski raczej nie był przeze mnie trzymany przez całą noc tak jak trzeba i o dziwo nic takiego się nie działo! Wiem, że gdy położyłem się spać próbował mnie ten byt rozkodować i jestem tego pewien, ale obrazki Jezusa + kryształ najwidoczniej mi pomogły! a w nocy ten byt zaatakował mnie dopiero o 7:36 i niestety udało mu się ukraść mi energię (sen: siedział koło mnie i wymusił na mnie wstanie we śnie i to mnie rozkodowało [otworzył mnie wysiłek związany ze wstawaniem]). Następnie były ataki rozkodowujące, ale słabe... nie mniej jednak o 8:00 postanowiłem wstać i nie ryzykować kolejnej straty energii. Jednym słowem udana noc chodź nie idealna... nie mniej jednak jestem zadowolony... Był tylko jeden atak we śnie... może ogarnęła tego byta jakaś nie moc spowodowana tą modlitwą? Kusiło mnie nawet aby poleżeć sobie na plecach, ale dobrze, że tego nie zrobiłem! bo ten byt tylko czeka na moje "błędy" aby je wykorzystać przeciwko mnie.

Dodam jeszcze, że kiedyś pisałem, że mówienie słowa Bóg czasem nic nie daje, a teraz sądzę, że wypowiedzenie tego słowa daje coś zawsze gdyż jest to najsilniejsze słowo jakie możemy wypowiedzieć! Ma ono najwyższą wibrację i przechodzi ono przez wszystkie "wymiary" np. w stanie pomiędzy realem a snem efektem jest fala uderzeniowa, a w letargu tego nie ma bo to już jakby "inny poziom" więc i wygląda to na tym poziomie inaczej (tylko czy aby na każdym poziomie to słowo jest równie skuteczne?, myślę, że różnie działa dla różnych "poziomów", raz mocniej raz słabiej? w sumie to wciąż wymaga więcej testów...). Ale na zdrowy rozsądek gdy nawet mówię w realu słowo Bóg to to przenika przez resztę "wymiarów" i jeżeli ktoś tam negatywny jest to na pewno go to dosięga. To takie moje przemyślenia z użyciem zdrowego i logicznego rozumowania. Myślę, że to co napisałem jest prawdą... tak sądzę? W sumie potwierdzałoby to wydarzenie z wczoraj jak przed zaśnięciem były ataki rozkodowujące i ja mantrowałem w realu! i ten byt nic mi nie robił jak mantrowałem!, ale jak przestałem to znowu zaczynał! np w stanie pomiędzy realem a snem mantrowanie w ogóle odpychało tego byta jak "patronus" w Harrym Potterze więc efekt użycia słowa "Bóg" na konkretnym poziomie (real/sen, letarg itd) jest inny.

28/29.08.2010 -> 3 kadzidełka przed zaśnięciem itd. Odmówiłem też tą modlitwę co wczoraj podałem i postaram się robić to regularnie + wiadomo kokon, polanie się krewią Jezusa itd. Przed zaśnięciem były ataki rozkodowujące, ale nie takie silne, ale nie mniej jednak postanowiłem postukać tingsha wiele x i chyba jakoś pomogło? W sumie czasem mam wrażenie, że to nic nie daje, a czasem wydaje mi się, że jednak musi coś dawać... w sumie dźwięk przenika przez "wiele wymiarów" bo one się na siebie nakładają hmm... chyba tak jest? To takie moje rozmyślania... Tak czy siak udało mi się jakoś zasnąć ;) a co do dalszych ataków to był atak we śnie o 4:33 gdzie niestety straciłem energię; 5:21 próba ataku (udało mi się obronić); 6:02 strata energii mocniej z 3 czakry, ale też zeszło trochę z 4; 7:44 bicie we śnie (udało się wyjść z tego w miarę bez strat) i wiadomo nad ranem ataki rozkodowujące, ale w sumie nie zrobiły mi nic szczególnego! Co ciekawe zapomniałem nałożyć na siebie różańca na szyję i na rękę, a wiem, że to ważne bo kiedyś sam "Anioł Stróż?" mi przypomniał o założeniu różańca gdy kładłem się bez niego! Dopiero około nie pamiętam już dokładnie o 5-6? rano go założyłem. Tak samo prawie nie używałem kryształu górskiego... tylko przez chwilkę przed zaśnięciem, ale go odłożyłem. Położyłem koło głowy dwa poświęcone przez księdza obrazki Jezusa z otwartym sercem. Przy atakach rozkodowujących używałem też mantrowania które chyba pomagało? Czasami trudno to stwierdzić, ale i tak warto próbować. Ogólnie nie dostałem tak mocno...

29/30.08.2010 -> Już dzisiaj włożyłem różańce! Wypaliłem też 3 kadzidełka, ale nie wiem czy to jeszcze coś dają... to samo tyczy się przykładania kryształu górskiego do czoła. Były jak zwykle ataki rozkodowujące przed zaśnięciem... używałem sporo tingsha, ale czy to coś pomogło? Mantrowałem też słowem "Bóg", ale mam wątpliwości co do skuteczności tej metody gdy mówię to w realu. W stanie pomiędzy realem a snem gdy zamantruję to ten byt musi uciekać gdzie pieprz rośnie, a w realu? w realu chyba tak nie ucieka... hmm... Miałem też obrazki Jezusa koło głowy (wieczorem, bo rano mi spadły za łóżko)... tak czy siak udało mi się jakoś zasnąć nie ponosząc strat... (nie wiem jak to się ostatnio udaje!?). Tak w ogóle zauważyłem, że przy atakach rozkodowujących nie ma zbytnio znaczenia czy leżę w pozycji bocznej-embrionalnej czy bocznej z wyprostowanymi nogami (co innego przy atakach we śnie [przede wszystkim uciskowych]). W nocy było w miarę spokojnie. Gdzieś tak około 6 rano zaczął? się ten byt pojawiać w moich snach... i rano znowu te głupie ataki rozkodowujące... o 6:54 straciłem na nich energię... później 6:58, ale jakoś mi się udało obronić chodź nie wiem czy nie straciłem troszkę energii... i później już starałem się leżeć nie zamykając oczu i być mocno czujnym, ale ten byt cały czas tam był i próbował mnie "dopaść". Nawet jak mam otwarte oczy to mam wrażenie jakby ktoś coś kombinował w mojej czakrze... eh... o 7:22 wstałem, ale powinienem zrobić to z 20 min wcześniej..., ale tak mi się spać chciało! Normalnie spałbym jeszcze z 2 godziny, a tak jestem zmuszony rano wstawać bo nie wiem jak się przed tym obronić. Ogólnie lekko oberwałem w czakrę i czuję to na niej... nie mniej jednak w przeszłości bywało znacznie gorzej. O 19 Zauważyłem jakieś dwa draśnięcia na 3 oku... jedno wydaje się być dzisiejsze, a drugie dawniejsze? A to drapacz z niego...

30/31.08.2010 -> Standardowo... ataki rozkodowujące przed zaśnięciem (00:40) (bardzo szybko dostawałem wizje przed oczami). Miałem też przy okazji silne ataki typu halucynacja i zauważyłem, że byłem w jakimś dziwnym stanie "zamotania" czy "sztucznego letargu". Po otrzepaniu się z tego stanu (mocne wybudzenie się) ataki tego typu zniknęły. Jak zwykle nie wiem jakim cudem udało mi się zasnąć. Niestety trochę mnie "skubną"... wizje były naprawdę szybkie i "mocne". Zauważyłem, że jak osiągnę pewien stan głębszego odprężenia, gdzie "tracę świadomość" to te ataki ucichają? tak jakby te ataki rozkodowujące mogły występować tylko w "płytkim relaksie", gdzie jestem jeszcze świadomy. Mam jakoś tak, że przed zaśnięciem długo nie zamykam oczu aż do momentu gdzie bardzo mi się kleją powieki. Oczywiście robię to z wiadomych przyczyn. W nocy jakoś spokojnie? nic nie dostałem? i nad razem około 7:00? do 7:30 ataki rozkodowujące... Oczywiście o 7:30 wstałem chodź bardzo mi się nie chciało tego robić nie mniej jednak byłem zmuszony sytuacją. Trochę oberwałem właśnie nad ranem z 3 i 4 czakry więc chcąc nie chcąc zostałem zmuszony do wstania z łóżka. W ogóle powinienem wstać wcześniej, ale jakoś nie jestem przyzwyczajony do tak wczesnego wstawania..., ale jak będę jeszcze przez jakiś czas tak atakowany to pewnie się przyzwyczaję : P

[WRZESIEŃ 2010]

31.08.2010/01.09.2010 -> Ogólny schemat ataków był podobny jak wczoraj. Przed zaśnięciem używałem tingsha i mantrowania ale chyba nic nie dało... atakował i to zaciekle..., ale ostatecznie jakoś udało mi się usnąć chodź trochę mnie poskubał :/ W nocy spokojnie aż do pojawienia się postaci symbolicznej po 5 nad ranem. Krążyła, krążyła aż zaatakowała atakiem rozkodowującym we śnie o 5:35 (strata energii). Były później dalsze ataki, ale w końcu udało mi się zasnąć. O 8:10 atak rozkodowujący... o 8:20 obudziłem się i byłem w dziwnym? stanie... i nagle pstryk i wszystko ustąpiło! Tak jakby ten byt się ode mnie odłączył! Następnie tak do 9:30 sobie leżałem w miarę spokojnie, ale były też lekkie ataki. Tak czy siak moja czakra czuje się "podziobana". Niestety udało mu się mnie dzisiaj zbyt dużo razy podejść... ciężko przed takimi atakami się bronić. Zauważyłem, że praktycznie nie ma ataków uciskowych... kiedyś ich było od groma... teraz praktycznie wszystkie ataki to ataki "rozkodowujące".

01/02.09.2010 -> Przyszły kadzidełka z allegro i użyłem ich przed zaśnięciem (4 sztuki) i trzeba stwierdzić, że mocno się dymią! Bardzo mocno zadymiłem okolicę gdzie kładę głowę i o dziwo jakoś udało mi się zasnąć w miarę spokojnie chodź było niewielkie "skubanko" (ataki na 4 czakrę). Tak czy siak uznaję, że kadzidełka pomogły. Dopiero przed 5 nad ranem pojawił mi się ten byt we śnie o ile nie było ich dwóch (nie jestem pewien). Jak się obudziłem to bardzo dobrze wyczuwałem go nad swoją głową! Powiem szczerze, że dopiero po jakiś 15 sekundach od tego momentu się z deczka wystraszyłem, gdyż poczułem się "trochę" bezradny. Zresztą nie jest fajnie jak coś niewidzialnego z "innego wymiaru" chce Cię dopaść! Tak w ogóle to od razu zapaliłem 3 kadzidełka i dymiłem tam gdzie on był, ale to nic nie dało! a chyba powinno!? non stop atakował atakami rozkodowującymi... czyli tak mnie "dziobał" / "skubał" z energii (4 czakra). Próbowałem mantrować słowem "Bóg", używałem tingsha, przykładałem kryształ górski do 3 oka, chowałem się pod kołdrą, kładłem poświęcony obrazek Jezusa z otwartym sercem na głowę, ale nic to nie pomagało! W końcu się wkurzyłem i zmieniłem położenie na łóżku na takie, że tam gdzie miałem głowę teraz miałem nogi i o dziwo na chwilę pomogło? albo mi się wydaje?, ale też były ataki, ale jakby słabsze?, ale raczej mi się coś wydaje..., ale chyba przetestuję to jutrzejszej nocy dla pewności... Tak czy siak sporo "dziobnięć" w 4 czakrę dzisiaj miałem... Zdecydowanie za dużo..., ale nie widzi mi się wstawać o 5 nad ranem... niby tak powinienem robić, ale wtedy ten byt przesunie pewnie swoje ataki na 4, a później jak będzie trzeba na 3 nad ranem i w ogóle nie będę miał snu... a jak wiemy sen jest człowiekowi potrzebny hehe ;) Na razie jest jak jest... i muszę to wszystko znieść...

02/03.09.2010 -> 1-3?h przed położeniem się spać moje czakra traciła dziwnie "na lewo i prawo" energię... ostatnio jest to dość częste zjawisko... hmm... Dzisiejszej nocy zrezygnowałem z palenia kadzidełek bo wczoraj jakoś nic nie dały chodź bardzo intensywnie je paliłem. Gdy poszedłem "spać" od razu poczułem ataki rozkodowujące. Co ciekawe dość szybko zachciało mi się mocno spać (ciężkie powieki! hipnoza!). Co ważne da się z tego na chwilę wyrwać, ale szybko ten stan powraca. Schowam się następnie pod kołdrą i zmieniłem pod nią pozycję na odwrotną czyli teraz nogi znajdują się tam gdzie była głowa. Wydaje mi się, że na chwilę się nabrał hehe ;), ale tylko na chwilę ;). Oczywiście za "sekund kilka" miałem już ataki. Na początku jak byłem pod kołdrą, a później jak zrezygnowałem z bezowocnego chowania się pod nią. Wiedziałem, że sobie nie poradzę z tym bytem lub poniosę spore straty (już pewne poniosłem) i wyprowadziłem się do pokoju obok (mały pokój). Tak czy siak ustąpiła całkowicie hipnoza! Byłem w normalnym stanie, a jeszcze kilka chwil wcześniej powieki miałem jak z ołowiu! Ja naprawdę już zaczynałem myśleć, że takie ołowiane powieki po niedługiej chwili leżenia to normalka... bo już od tak dawna mam takie rzeczy, że już nie pamiętam jak jest normalnie. Przez jakiś czas nie chciałem zasypiać, ale to chyba normalne bo wiadomo czego mogłem się spodziewać, ale o dziwo owa noc w innym pokoju przeszła moja najśmielsze oczekiwania! Przed zaśnięciem chyba było z kilka prób ataku? ale bez jakiś specjalnych negatywnych skutków? Jakoś zasnąłem i dopiero już przed wstaniem ten byt próbował mnie rozkodować we śnie, ale mu się to nie udało! Ogólnie obudziłem się nad ranem i nie miałem ataków rozkodowujących! Dodam jeszcze, że kiedyś jak zmieniłem pokój to dostałem bardzo mocno, a dzisiaj praktycznie nic nie oberwałem! Trzeba podkreślić, że obecnie atakuje mnie inny byt niż wtedy i to może być znaczące.

03/04.09.2010 -> Tym razem poszedłem spać w swoim pokoju, ale w łóżku obok (jakieś 2 metry od mojego) i niby były ataki ale o małej mocy. Przypominam, że kiedyś jak zmieniałem swoją lokalizację (na łóżko obok oraz mały pokój) to nic to nie dawało (dostałem wtedy porządny łomot i było bez znaczenia gdzie spałem...), ale wtedy był inny byt! Ten widocznie nie lubi jak zmieniam swoją lokalizację na inną niż moje łóżku. Przed zaśnięciem jakby nie działała hipnoza lub była bardzo słaba. Nie jestem nawet pewien czy były ataki rozkodowujące jak zasypiałem? Niby w nocy nic takiego specjalnego nie zaobserwowałem, ale straciłem kilka? razy energię tak jakbym się czegoś wystraszył. Przed zaśnięciem chyba były ataki typu halucynacja, ale nie pamiętam już dobrze. Tak już bardziej nad ranem chciał mnie wystraszyć we śnie, ale mu się to chyba? nie udało. Rano najmocniej próbował mnie atakować, ale miał znacznie mniejszą moc niż byłoby to w moim łóżku. Więc zdecydowanie można powiedzieć, że noc była udana chodź nie mogę jeszcze spać tak swobodnie jakbym tego sobie życzył. Ten byt tylko czeka na moje "otwarcie się" i dzisiejszej nocy gdy na chwilę położyłem się na plecy to po chwili nastąpił atak rozkodowujący i chyba straciłem trochę energii? Chyba tak? Jakoś tak to zapamiętałem. Nie mam w zwyczaju dokładnego spisywania do zeszyciku jak wyglądała każda noc. Zdarza mi się czasem coś zapisać (godziny), ale bez przesady. Przeważnie jest tak, że po prostu z pamięci odtwarzam jak wyglądały ataki. Ogólnie rzecz ujmując udana noc, chodź myślę, że może mogłoby być lepiej? Tak czy siak lepiej mi się spało w małym pokoju niż w łóżku obok...

04/05.09.2010 -> Jak zmianami pokój to nie palę świeczek... zresztą one i tak już nic nie dają więc o już bez znaczenia. Poszedłem spać do łóżka obok w dużym pokoju (obecnie mój pokój)... dostałem atakami rozkodowującymi i na końcu halucynacją i powiedziałem dosyć i wyniosłem się do małego pokoju. Też tam trochę oberwałem, ale ogólnie było znacznie spokojniej. Jedynie ataki rozkodowujące przed zaśnięciem... we śnie niby była jakaś postać itp, ale nic specjalnego się nie działo. Nad ranem brak? ataków rozkodowujących. Pewne straty energetyczne na czakrze są no, ale cóż... tak to jest. Obecnie ciężko jest przejść całą noc bez szwanku. Ogólnie dzisiaj przez cały dzień czuję, że z moją czakrą nie jest najlepiej :( ... nie wiem czemu tak. Wydawało mi się, że nie dostałem tak mocno... tylko przed zaśnięciem odrobinkę. Widocznie każdy cios tego byta jest silniejszy nim mi się wydaje. :/

05/06.09.2010 -> (mały pokój) -> Jak położyłem się na łóżku (ale nie zamykałem oczu) to po kilku minutach zorientowałem się, że jestem powoli hipnotyzowany. Jak zamknąłem oczy to po chwili były już ataki rozkodowujące (raczej bez szans na obronę z mojej strony). W nocy było spokojnie, chodź chyba była tam jakaś kręcąca się przy mnie postać. Nad ranem kilka ataków rozkodowujących. Jakieś 7-7,5h snu... Przez te ataki jakoś krótko sypiam ostatnio :/

Ogólnie trzeba podkreślić, że jak mam nawet lekko "uszkodzoną" przez nocne ataki czakrę to często zdarza się tak, że tracę całkiem sporo energii podczas dnia. W biały dzień od czasu do czasu następuje takie specyficzne uczucie (ruch energii?) na czakrze i pewna część energii zostaje utracona (przede wszystkim z 4 czakry, a nawet czasem i z 3). Sądzę, że często tracę w dzień więcej energii niż w nocy. Pamiętam, że jak miałem kiedyś kilka udanych nocy pod rząd i moja czakra w miarę się zregenerowała to czułem, że w biały dzień energia z mojej czakry nie ucieka już tak łatwo. Czułem jakby moja czakra była "szczelna", a obecnie mam wrażenie, że moja 4 czakra przypomina "szwajcarski ser" (uczucie wbitego noża, ucisk itd. -> odczucia są bardzo dobrze odczuwalne fizycznie). Widzę to tak, że dopóki nie skończą się na dobre te ataki i dopóki nie zregeneruje mi się w pełni czakra to pewnie nie będzie łatwo "zatrzymać" "uciekającą" energię w biały dzień. Często jest tak, że gdy moja czakra źle się czuję to odruchowo zaczynam ją okrężnie masować ręką, a gdy mam wrażenie, że energia chce uciec z czakry to szybko ją zakrywam. Niestety nie jest to zbyt skuteczne przed stratą energii, ale nie mniej jednak jest to jakieś takie działanie instynktowne. Ogólnie uważam że masowanie czakry ruchem okrężnym zgodnie z jej naturalnym kierunkiem obrotu wpływa na nią korzystnie :)

06/07.09.2010 (mały pokój) -> Niestety, ale zmiana pokoju jakoś specjalnie już nie chroni mnie przed atakami. Odbywają się one już podobnie jak to było w moim (dużym) pokoju. Przed zaśnięciem była mi zakładana hipnoza na głowę i co za tym idzie odbyły się ataki rozkodowujące. Bez hipnozy zakładanej na głowę prawdopodobnie nie może odbyć się atak rozkodowujący. Ta hipnoza jest taką furtką do przeprowadzenia ataku. Tak czy siak udało mi się jakoś zasnąć. Następnie po 5:25? rano doświadczyłem ataku we śnie. Po obudzeniu się byłem hipnotyzowany i atakowany atakami rozkodowującymi. Do jakiejś 6:20? starałem się bronić jak tylko mogłem. Wstawałem z łóżka, chodziłem po pokoju; siedziałem na łóżku; nawet zmieniłem lokalizację na kilka minut na łazienkę, ale to specjalnie nic nie dawało. Może trochę..., ale przez krótki czas... zbyt krótki... Próbowałem też za pomocą kryształy tworzyć aurę ochronną wokół mnie oraz starałem się odcinać wszelkie negatywne powiązania z przede wszystkim moją hipnotyzowaną głową i niby czasem miałem wrażenie, że to coś daje, ale chyba to było tylko wrażenie... bo jak poczułem przez chwilę, że jest lepiej to już po chwili wszystko wracała na swoje starte (negatywne dla mnie) tory. Ogólnie byłem zmęczony walką z ową hipnozą. Nie wiem czy ten byt się w jakiś sposób męczy? Wydaje się jakby miał ogromny zapas sił. Co ciekawe jak udało mi się zasnąć to spałem bardzo mocno i obudziłem się znacznie później niż czynię to ostatnio. Chciałem od razu wstać i iść do kuchni coś zjeść, ale postanowiłem przez chwilkę jeszcze poleżeć i odczułem, że ten byt znowu chce mnie dorwać. Moją reakcją na to było natychmiastowe wstanie z łóżka i "rozpoczęcie dnia" ;) Ogólnie trochę mnie podziabał ten byt... szczególnie w okresie od 5:35 do 6:20, ale nie mniej jednak nie ma tragedii. Muszę znaleźć jakąś skuteczną obronę przed hipnozą. Jak mi się uda to i ataki rozkodowujące nie będą miały prawa bytu.

07/08.09.2010 -> Przed zaśnięciem trochę medytowałem z otwartymi oczami patrząc się na płomień świecy. Do tego wyobrażałem sobie, że siedzę w tunelu światła, który wypełnia moje wnętrze oraz to co na zewnątrz. Skupiałem się też aby to światło wypełniło przede wszystkim moją głowę z tego względu, że ten byt mocno ją ostatnio hipnotyzuje i chciałem mu w ten sposób to jakoś utrudnić. Co ciekawe bardzo dużo razy ziewałem podczas tej medytacji i same mi się oczy zamykały hmm! Pamiętam, że jak zsyłałem Boskie światło na 7 czakrę to czułem ucisk na głowie. Po medytacji poszedłem spać (mały pokój). O dziwo nie czułem hipnozy przed zaśnięciem ani nie doświadczyłem żadnych ataków rozkodowujących! Przypadek? Ale co ciekawe w nocy aż do rana doświadczyłem 5 dziwnych ataków. Nie jestem pewien czy to był nowy byt czy ten od ataków rozkodowujących. Jeżeli to był ten sam byt co wczoraj to może zmienił sposób atakowania gdyż nie mógł się przebić przez światło które włożyłem w siebie podczas medytacji? Tego jeszcze nie wiem, ale ataki były ciekawe i inne niż dotychczas. Były one rozłożone mniej więcej w równych odstępach. Wyglądało to tak, że ta "zjawa" (jakoś dobrze mi pasuję słowo "zjawa" odnośnie dzisiejszej nocy) przylatywała i zatrzymywała się przy mnie (niby ten "byt" / "zjawa" jest niewidoczny dla oczu, ale akurat był wykrywalny dla mojego "wewnętrznego radaru"). Następnie byłem wprowadzany natychmiastowo w pewien stan, ale nie wiem czy to była hipnoza czy co? Nie wiem czy będę w stanie to dobrze opisać. Był to stan gdzie czułem, że jak się będę próbować uwolnić z niego to na 100% stracę energię, oraz zdawałem sobie sprawę, że jak nic nie zrobię to wytrwam jeszcze z kilka sekund i również stracę energię! Więc był to stan z którego nie można było wyjść bez straty energii! Około 5x straciłem w ten sposób energię i praktycznie za każdym razem spałem w innej pozycji (na plecach, na brzuchu, embrionalnie oraz na lewym i prawym boku). Żadna pozycja nie dawała ochrony przed tym atakiem. Dodatkowo po zamknięciu oczu doświadczyłem około 10? dużo słabszych ataków. Owe ataki wydawały mi się troszkę inne od ataków rozkodowujących, ale nie mniej jednak trochę podobne.  Było to takie szybkie, nagłe i niespodziewanie wystraszenie? Nad ranem właściwie nie odczuwałem "nakładania" hipnozy na moją głowę, nawet jak jakaś była to bardzo szybko ze mnie "zeszła". Ogólnie jestem ciekawy czy to ktoś nowy czy nie. W sumie ta "zjawa" przypomina mi trochę "dementora" z Harrego Pottera. Jedynie różnica jest taka, że jest ona przezroczysta, ale sposób ataku wydaje mi się w pewnym sensie podobny. Mam pewne problemy z bardzo dokładnym opisaniem tych przeżyć, ale nie jest to takie łatwe. Doświadczenie i wszelkiego rodzaju odczucia z tym związane nie zawsze jest tak łatwo przelać na "papier".

08/09.09.2010 (mały pokój) -> Zapaliłem świeczkę w pokoju ale czy ona coś dała? Brak? ataków rozkodowujących przed zaśnięciem. Starałem się też spać z krzyżem + obrazkiem Jezusa na sobie, ale później zrezygnowałem z tego gdyż nie widziałem żadnych pozytywnych efektów tej techniki obronnej. O 2:50 byt mnie budzi ze snu, a następnie do 3:03 była hipnoza + ataki rozkodowujące (jedno z drugim jest połączone). Następnie zapaliłem lampkę w pokoju abym miał więcej światła (czuję się pewniej jak jest jasno w pokoju). O 5:07 atak we śnie i później non stop ataki rozkodowujące połączone z mocną hipnozą. Warto podkreślić, że w pewnym sensie nauczyłem się dzisiaj bronić przed zakładaniem hipnozy i co za tym idzie atakiem rozkodowującym! Chodź nie jest to takie łatwe i nie zawsze się udaje, ale dzisiaj to mocno przećwiczyłem wiele razy i jak się dobrze wykona obronę to jest nikła szansa na stratę energii chodź nigdy nie można być pewnym tego na 100% jak się to potoczy! Jestem pewien, że przed większą utratą energii chroni to bardzo dobra, ale zdarzało mi się dzisiaj wiele razy, że byłem tak lekko dziobnięty. Różnie bywało. Dzisiaj ogólnie był niezły kocioł w nocy. Sposób obrony wygląda następująco: musimy na chama trzymać oczy otwarte! Nie pozwalamy im się zamknąć za wszelką cenę! Następnie gdy już będzie zbliżał się atak (sam fakt, że kleją mi się tak oczy w moim przypadku oznacza atak [próba hipnozy która ma prowadzić do rozkodowania], ale chodzi mi tutaj o kolejną fazę przygotowań tego byta do rozkodowania mnie) w odpowiednim momencie musimy wstrzymać oddech (sami musicie wyczuć, który dokładnie to moment). Następnie za chwilę w odpowiednim momencie musicie napiąć mięsnie brzucha (na wstrzymanym powietrzu) (jak wcześniej... sami musicie wyczuć kiedy to macie zrobić) i w takim "stanie" musicie przeczekać kulminację ataku i dojść do momentu gdy ten byt, że tak powiem weźmie sobie "oddech" przed kolejnym atakiem. Wtedy możecie się rozluźnić i przygotować psychicznie do kolejnej próby obrony. Mi to pomagało przed utratą energii z 3-4? czakry. Wstrzymany oddech dawał spokój, koncentrację, ogromne skupienie na tym co się działo w moim wnętrzu i wydaje mi się, że nie było mu wtedy tak łatwo mnie rozkodować (w sumie nie jestem pewien... muszę przeprowadzić więcej testów). W sumie jak oddycham to są jakby "fale" (nie wiem jak to dobrze opisać), a jak wstrzymuje oddech to "ocean jest spokojny" hmmm. Chyba wiecie o co mi chodzi? A co do napięcia mięśni brzucha to chyba to jakoś blokowało czakry przed otwarcie? Dzisiaj bardzo wiele razy się obroniłem przed rozkodowaniem stosując tą metodę (hipnoza jest połączona w tym przypadku z atakiem rozkodowującym). Ogólnie sposób wydaje się bardzo dobry tylko trzeba trochę nabrać wprawy aby wszystko robić w odpowiednim czasie. A może uda mi się jeszcze dopracować tą metodę obrony? Te ataki i "zabawa" w obronę trwały do 5:40 -> następnie postanowiłem wstać i zmienić pokój. Poszedłem do dużego pokoju do nie mojego (wolnego) łóżka. Położyłem sobie koło głowy worek z czosnkami + wodę święconą w butelce ale to nic nie pomogło bo po chwili leżenia miałem znowu ataki rozkodowujące + hipnozę. O 5:50 postanowiłem wstać. Przypominam, że ja w realu jestem hipnotyzowany. Po prostu sobie leżę z otwartymi oczami i się "zaczyna jazda". Gdy ten byt zaczyna swoją grę to ja nie jestem w jakimś głębokim relaksie czy coś... już lecą ze mną na całego. Po 6 rano powróciłem do łóżka i broniłem się przed hipnozą. Udało mi się na chwilkę zasnąć. O 7:30 postanowiłem się ewakuować na dobre. Przed wstaniem zauważyłem, że chce ponownie mnie zahipnotyzować aby mnie rozkodować i po prostu mu zwiałem! Nie miałem już siły, ani ochoty na "zabawę" z tym bytem. Ogólnie straciłem trochę energii... wiele razy zostałem lekko dziobnięty podczas obrony. Ogólnie jestem nie wyspany i zmęczony, ale bywało gorzej więc nie narzekam. Tylko jak będą tak wyglądać kolejne dni to ja dziękuję eh...

Dodam jeszcze, że jak ten byt mnie atakował hipnozą i atakami rozkodowującymi to podczas tych ataków mantrowałem słowo "Bóg" oraz uderzałem tingsha, ale nie widziałem jakiś specjalnych efektów. Ten byt mnie atakuje już w takim stanie gdzie ja mogę sobie normalnie wziąć tingsha i nimi uderzać, a jednocześnie będę atakowany! To się dzieje realu! To nie jest w letargu czy w stanie pomiędzy realem a snem! Ten byt przenika moją rzeczywistość aż do reala i może zajść interakcja! Kiedyś mogło się to stać tylko we śnie, w stanie pomiędzy realem a snem lub w letargu, a teraz? A teraz mam na serio przesrane ;)

Od około 17:30 zaczyna mi uciekać energia z czakry tak samo jakbym był atakowany! To już nie pierwszy raz! Nie wiem czy to jakiś atak czy co? Tak w biały dzień! Siedzę przed kompem i takie rzeczy się dzieją! Zupełnie nie wiem o co chodzi, ale poprzez wstrzymanie oddechu i odpowiednie napinanie mięsni brzucha mogę zminimalizować straty! Jakby coś nie czuję żadnej hipnozy! I nie znajduję powodu czemu takie coś miałoby się dziać! Jeżeli nie jest to atak o czym nie jestem do końca przekonany to nie znajduję powodu aby coś takiego się działo! A energia ucieka co jakiś czas i czuję to doskonale! Na dodatek nie tylko z 4 czakry, ale też i z 3! Niestety sporo straciłem już tej energii. Czuje jakbym miał wbity nóż w 4 czakrę, a jeszcze kilkanaście minut temu moja czakra czuła się całkiem dobrze! Moja technika obronna nie jest taka super aby blokować upływ energii w 100%, ale nie mniej jednak bez niej było by znacznie gorzej. Tylko to nie ma sensu! :(

Jest już 20:30 a ja wciąż jestem atakowany. Stosuje moją metodę, ale to upierdliwe bo co chwilę muszę tak robić no i chcąc nie chcąc tracę trochę energii, ale bez tego było by znacznie gorzej jak pisałem wyżej. Wiesia doradziła mi abym kładł na te czakry (dokładnie jest to na punkty które bolą) trójnóg zrobiony z palców (kciuk łączymy z tymi palcami obok) i przykładam je do czakry. Jeden trójnóg poszedł na 3 czakrę, a drugi na 4 i chyba pomogło, ale i tak pewnie będę to testować w najbliższych dniach!, ale teraz to ja idę sobie pomedytować bo ten byt chyba znowu się do mnie przyczepił. Muszę go odciąć od siebie!

Jest już 22 i jestem po medytacji która oczywiście nie trwała 1,5h ale posiedziałem sobie trochę w tunelu Boskiego światła. Pozgarniałem też rękami wszelkie brudy z aury jak tylko umiałem. Starałem się również odciąć wszelkie negatywne "rzeczy" poprzyczepiane do mojej aury itd. Może opiszę pokrótce jak to robię: Poruszam rękami tak jakbym przecinał nimi jakieś linki przyczepione do mnie? oraz zbieram jakby kurz? z aury koło głowy i ogólnie oczyszczam z aury wszelką osadzoną na niej brudną energię, a następnie strzepuję to z rąk i wrzucam to w "wirtualny" ogień i proszę aniołów aby to zabrali z mojego domu i zanieśli tam gdzie uważają, że powinno to być zaniesione i aby zrobili z tym to co według nich powinno być z tym zrobione. Czuję, że taka medytacja była mi potrzebna i sądzę, że częściej będę ją robił. Szczególnie siedzenie w tunelu Boskiego światła (automatycznie napełnianie się tym światłem) oraz oczyszczanie aury wydaje mi się potrzebne w tych ciężkich chwilach jakie teraz przechodzę. Ogólnie po tym całym zabiegu czuję się jakoś spokojniej i stabilniej na czakrach. Chyba ten byt został ode mnie odcięty? Na to wygląda. Jak znowu się przyczepi to ponownie przeprowadzę medytacyjną kurację ;)

Jest już 23 i od jakiegoś czasu czuję już, że coś mnie lekko "podszczypuje", ale już kij... zaraz idę spać... no może jeszcze trochę światła na siebie pozsyłam itd.

Jest 23:45 i już na serio idę spać ;) Czasem mi energia szalała na czakrach (pewnie atak)..., ale dawałem te 3 złączone palce na czakry i jakoś tak lepiej... albo placebo, ale chyba nie... A jeszcze powiem, że jak trzymałem tylko jedną rękę np. na 4 czakrze to mi jakoś tak uciekała energia z 3 i na odwrót. Więc trzeba się bronić obiema rękami! ;)

09/10.09.2010 (mały pokój) -> Jeszcze przed  zaśnięciem rękami "poprzecinałem" wszystkie eteryczne? połączenia byta? z moją aurą? Po tym zabiegu trzymałem na 3 i 4 czakrze trójnogi z palców. Po pewnym czasie leżenia tak poszedłem spać i obudziłem się dopiero około 6 rano? Później szybko zasnąłem i wstałem około 7:45 i przed wstaniem wydaje mi się że były takie minimalne, podejrzane ruchy energii na  3 i 4 czakrze, ale ogólnie je sobie olałem. Jakoś dzisiaj wyjątkowo dobrze mi się spało.

Dzisiaj w dzień niby nic specjalnego nie czułem na czakrach... no może jakieś malutki ruchy energii, ale do powiedzmy, że jest to do zaakceptowania. Nawet położyłem się do łóżka na krótką drzemkę i jakoś nic mi się nie stało! Leżałem też przez jakiś czas i był spokój! Nie czułem jakiś ataków. Ale niestety już tak później gdy zaczęło się ściemniać moja energia na 3 i 4 czakrze znowu zaczęła szaleć. Około 23 oczyszczałem swoją aurę... O 23:12 dalej czuję moim zdaniem "negatywne" ruchy energii na 3 i 4 czakrze więc idę się oblać złotym światłem, a później czas na "sen".

10/11.09.2010 -> Tym razem poszedłem spać wreszcie do swojego łóżka (duży pokój). Były ataki rozkodowujące przed zaśnięciem, ale robiłem oczyszczanie aury i odcinanie "połączeń" i jakoś się udało zasnąć (oczywiście trzeba podkreślić, że przed samym położeniem się do łóżka wytraciłem z czakry sporo energii przez tego byta). Osobiście uważam, że owy byt wiele razy próbował mnie zaatakować (otworzyć) we śnie, ale mu się to nie udawało bo z jakiegoś powodu reagowałem tak jak trzeba (co właściwie mi się wcześniej nie zdarzało lub bardzo sporadycznie). Odpowiednia reakcja we śnie raczej nie należy do rzeczy łatwych gdyż odbywa się ona na poziomie podświadomym?, a dzisiejszej nocy reagowałem odpowiednio wiele razy! Nie wiem jakim cudem mi się to udawało. Może wyrobił mi się nawyk prawidłowej reakcji (nie otwierania się gdy ktoś zły chce tego dokonać)? Około 5:30? może wcześniej zaczęły się silne ataki rozkodowujące w realu. Trochę oberwałem, ale ostatecznie jakoś udało mi się zasnąć, ale zanim to nastąpiło to zdeczka się z tym bytem namęczyłem. Niestety leżenie na brzuchu czy inne pozycje przy tym ataku wysiadają. Następnie spało mi się dość dobrze i nie odczuwałem jakiś specjalnych ataków. Przed wstaniem również sytuacja wyglądała dość stabilnie.

Jest już 13:30 a ja czuję jakby moja 4 czakra straciła bardzo dużo energii. Niby nic się takiego nie dzieje i jak wstałem dzisiaj rano z łóżka to było wszystko ok z tą czakrą, a teraz takie cyrki bez powodu? hmmm :/

Poszedłem spać na całe 2 godziny i nic mi się nie stało! Nie jestem pewien czy nie było jakiś małych prób ataku, ale powiedźmy, że nic nie było. Tak czy siak kilka dni temu taka "drzemka" byłaby nie do pomyślenia! Coś musiało się zmienić hmm... Dobrze jest móc odpocząć dodatkowo podczas dnia... pomijając fakt, że jak nie śpię to często w dzień obrywam :/

Jest 20:15 i się tak zastanawiam o co chodzi z tą 4 czakrą. Bo ja czuję jak z 3 i 4 czakry wylatuje energia raz na jakiś czas i nawet odruchowo zatykam czakrę ręką aby zapobiec temu, ale niestety to nic nie daje. Nie mniej jednak obecnie czuję jakby nóż wbity w 4 czakrę, ale nie jestem pewien czy to ma jakiś związek z atakiem. Może tam po prostu energia się nagromadziła aby rozwinąć tą czakrę na wyższy poziom? Nie wiem... to tylko moja hipoteza. Bo podobne uczucie kiedyś czułem na 4 czakrze, ale tej tylniej i to przez długi czas, a teraz przeniosło się to na przód hmm... Tak czy siak niepokoi mnie to uciekanie energii z czakr. Np na 3 czakrze nie czuję żadnego wbitego noża czy czegoś takiego, a uczucie uciekania energii na 3 i 4 czakrze jest takie samo.

O 22:35 nóż z czakry zniknął... obstawiam, że jakieś energie rozwijają tą czakrę... bo takie samo uczucie miałem kiedyś na 4 czakrze tylko z tyłu... i nie było to spowodowane atakiem... Tak czy siak będę się tym wszystkim odczuciom na czakrach bacznie przyglądać.

11/12.09.2010 -> Brak ataków rozkodowujących przed zaśnięciem. W nocy do 8 rano było 8 ataków we śnie. Niestety 4 pierwsze zadały mi duże obrażenia (po obudzeniu czuję ucisk na 4 czakrze), a w kolejnych 4 udawało mi się jakoś obronić, ale czasem z małymi stratami. Niestety ogólny bilans energetyczny nie jest najlepszy... te pierwsze 4 ataki były dość silne. Około 8:30 gdy myślałem, że nie doświadczę już ataków rozkodowujących nastąpił jeden na prawdę silny i po nim postanowiłem wstać aby nie doznać kolejnych obrażeń bo ogólnie dzisiaj bardzo mocno oberwałem i chcę się jak najszybciej zregenerować. Wczoraj tak ładnie się broniłem we śnie, a dzisiaj czułem się jakbym nie miał żadnych szans... eh...

Zapomniałem dodać, że podczas dwóch z 8 ataków we śnie ten byt do mnie przemówił mówiąc raz "eeej"? jak próbowałem się wybudzić? lub jak się wybudziłem? nie pamiętam dokładnie i drugi raz też coś powiedział, ale nie zapamiętałem co. Ale ogólnie mówił to chyba dlatego, że był nie zadowolony, że stawiam opór? Nie jestem pewien... hmm...

Jest 21:10 a ja dalej jestem mocno potłuczony na 4 czakrze. Dostałem niemiłosierny wpiernik dzisiaj w nocy... eh...

Jest 23:40. Zauważyłem, że w ciągu dnia w sumie z 10x? miałem taki dziwny ból na 4 czakrze, którego normalnie nigdy wcześniej nie doświadczałem. Wydaje mi się, że jest to powiązane z tym łomotem jaki dostałem dzisiaj w nocy właśnie w tą czakrę. Moim zdaniem czakra została w jakimś stopniu uszkodzona i próbuje się ona naprawić i stąd ten ból. Oczywiście jest to tylko moja hipoteza i nie musi być ona słuszna! Ten ból wygląda tak jakby ktoś wbijał Ci na chwilę jakiś długi, ostry i cienki przedmiot w czakrę. Nie wiem jak dokładnie to opisać, ale nie jest to fajne. Trwa on krótko. Może jest jakaś inna przyczyna tego bólu...

12/13.09.2010 -> Dzisiaj spałem w małym pokoju i o dziwo cała noc była w miarę spokojna! Miałem zapaloną małą lampkę w pokoju przez całą noc Gdy poczułem, że byt chce mnie zaatakować atakiem rozkodowującym to zmieniłem pozycję z normalnej na przekręconą o 180 stopni i chyba coś pomogło ale ogólnie przed zaśnięciem było spokojnie. O 4:10 próba ataku we śnie, ale nie udana dla tego byta! Tak jakby ten byt się czaił i chciał mnie zaatakować, ale jakoś nie mógł nie wiedzieć czemu! Dla formalności powiem, że leżałem wtedy na lewym boku o ile ma to jakiekolwiek znaczenie. 4:35 nie udany atak rozkodowujący. 4:44 atak rozkodowujący? 5:40 Atak we śnie? 7:10 atak rozkodowujący. O 8:15 wstałem, ale jeszcze przed wstaniem czułem, że ten byt chciał zastosować ataki rozkodowujące, ale też było to takie bez wyrazu, bez siły. Ogólnie noc dość udana bo nie oberwałem zbyt mocno :D nie mniej jednak moja czakra pozostawia duuużo do życzenia... przydałaby jej z tygodniowa regeneracja po wczorajszych bęckach! o tak!

Jest 12:40. Dzisiaj też odczuwam ten dziwny ból na 4 czakrze + ucisk. Nie wiem co tam się dzieje, ale trochę mnie to niepokoi. Może tam się dzieje coś zupełnie innego niż myślę? Na razie jest to dla mnie zagadka, ale nie mniej jednak bacznie to obserwuję.

13/14.09.2010 -> Jakby coś spałem w małym pokoju... i będę tam spał aż nie napiszę, że zmieniłem pokój ;) Miałem też zapaloną małą lampkę przez całą noc. Było sporo ataków rozkodowujących przed zaśnięciem. Aby się bronić schowałem się pod kołdrę i przekręciłem o 180 stopni (tak jak wczoraj) i chyba to pomogło bo jakoś udało mi się szybko zasnąć hehe :) Noc była spokojna. Dopiero nad ranem od 6:30 pojawiły się ataki rozkodowujące i trochę ich było, ale ogólnie cała noc udana. Malutkie straty energetyczne.

14/15.09.2010 -> Brak ataków!!! (CUD!?) Miałem zapaloną małą lampkę w pokoju do około 6 rano. Od chyba 3 dni też mam na szyi dodatkowy różaniec.

15/16.09.2010 -> Ponownie brak ataków!!! Chodź wydaje mi się że rano delikatnie coś mogło być przed wstaniem, ale nie jestem pewien. Nie mniej jednak będę dalej bacznie obserwować czy aby nic mnie tam nie "dziabie" od czasu do czasu. W ogóle domyślam się czemu te ataki się "skończyły" (lub bardzo mocno osłabły). Wczoraj został wyrzucony właśnie kilka godzin przed pójściem spać babci stary telewizor, który dostała wiele lat temu od ludzi którzy bardzo dużo złorzeczą (do dnia dzisiejszego) między innymi na moją rodzinę (w tym na mnie). Więc może był to taki jakby kanał przez, który ta negatywna energia miała dostęp do naszego mieszkania? Ma to dla mnie sens. Na dodatek ten stary telewizor jest w naszym mieszkaniu od "zawsze" i od "zawsze" działo się u nas nie najlepiej. Myślę, że ten kanał został całkowicie zniszczony. Dobrym pytaniem jest czy aby tych kanałów nie jest więcej? Co ciekawe telewizor babuli i moje łóżko dzieliła tylko ściana i jak spałem to może max 1,5 metra było między nami odległości. Może dlatego tak mocno ostatnio dostawałem gdy spałem u siebie, a jak spałem w małym pokoju (odległość około 5? metrów między mną, a telewizorem) to moc ataków była odczuwalnie mniejsza (ale nie zawsze... chodź przeważnie była różnica... szczególnie ostatnio). Myślę, że te odległości mogą mieć znaczenie, ale w sumie to już nie ważne. Cieszę się z tych dwóch dobrze przespanych nocy. Oby taki trend utrzymał się w najbliższej przyszłości.

16/17.09.2010 -> Przed zaśnięciem położyłem sobie bardzo dużo kasztanów pod poduszkę. Ogólnie znowu było luźno. Jedynie w nocy był ten byt w moim śnie (symbolicznie). Niby coś próbował, ale nic mu z tego nie wyszło. Był później jeszcze pewien sen, który mógł sugerować atak, ale chcąc nie chcą nic mi się nie stało. Moja czakra coraz mocniej dochodzi do siebie.

17/18.09.2010 -> Niestety nocne ataki powróciły już chyba w normalnej postaci. Były one od około 3:20 do około 8:05-8:15 i w tym czasie zostałem zaatakowany mniej więcej 8-9 razy albo to we śnie albo był to nagły atak rozkodowujący. Była też hipnoza. Raz udało mi się jakoś ją pokonać poprzez "mentalną walkę" i nie poddanie się jej wpływowi. Gdy zwyciężyłem to miałem uczucie jakby ktoś coś odczepił od mojej głowy? albo jakby coś mi z głowy zeszło? Nie wiem jak to opisać, ale poczułem się lżejszy na głowie... bardziej normalnie... Było to chyba po pierwszym ataku o 3:20. Np ciekawym atakiem był atak o 6:17 gdzie we śnie widziałem ogromnego, paskudnego robala, który faktycznie łaził mi po plecach! Na szczęście leżałem prawie całym ciałem na brzuchu więc na pewno mnie trochę to uratowało przed większymi szkodami. Tak sądzę? Nie mniej jednak podczas dzisiejszej nocy straciłem kilka x energię z 3 i 4 czakry, przede wszystkim podczas tych nagłych ataków rozkodowujących. Przynamniej miałem ostatnio te 3 lżejsze dni i trochę się zregenerowałem. Dobre i to.

Dodam jeszcze (o ile to ma jakiekolwiek znaczenie), że babcia dostała nasz stary telewizor, który został od razy podłączony do prądu, ale dopiero 16stego się uruchomił gdyż po odłączeniu wtyczki z gniazdka telewizor ma problemy z ponownym "rozruchem". Może nie ma to żadnego znaczenia, ale nie mniej jednak może warto o tym wspomnieć.

18/19.09.2010 -> W nocy było jakieś 4-5x głównych ataków wycelowanych w 4 czakrę. Rano było sporo ataków rozkodowujących. Broniłem się stawiając opór mentalny (koncentracja itd), ale nie mniej jednak często czułem jakiś dziwny ruch energii na 3 czakrze. Nie jestem pewien czy ta energia uciekała z czakry czy tylko się w jej obrębie przemieszcza, ale znając życie jest to po prostu kradzież energii. Przypomina mi to potrząsanie szklanką z wodą. Trochę wody zawsze się wyleje. Może tak samo dzieje się podczas tego dziwnego uczucia na 3 czakrze podczas ataku? Może... Ciekawy jestem czemu akurat rano ataki były na 3 czakrę, a nie jak w nocy na 4. Ogólnie trochę energii straciłem, ale nie mniej jednak moje morale są całkiem wysokie :)

19/20.09.2010 -> Jeszcze przed pójściem spać do małego pokoju zrobiłem sobie w dużym pokoju, w nie moim łóżku małą 15-30min drzemkę i jakoś nic mnie nie zaatakowało! Przed drzemką starałem się stworzyć jakby tarczę ochronną wokół siebie aby nic nie mogło jej przekroczyć. Następnie poszedłem spać do małego pokoju i również starałem się stworzyć ochronną tarczę, ale nie mniej jednak były ataki rozkodowujące przed zaśnięciem, ale na moje szczęście niezbyt nieskuteczne (chodź zawsze troszeczkę energii się na takich atakach straci?). O 3:35 atak dźwiękowy rozkodowujący? Słyszałem jakąś mowę? w głowie czy gdzieś w sobie? która miała mnie rozkodować? O 3:47 nieudana próba wystraszenia mnie poprzez jakiś trzask czy coś w tym stylu słyszany w głowie? lub w sobie? Z tego co pamiętam były kiedyś takie same lub podobne? ataki dźwiękowe? 4:00 znowu nagły dźwiękowy atak rozkodowujący. O 7:00 przy zmianie godziny (zegar wydał głośniejszy dźwięk jak doszła równo 7:00). Takie coś jest właśnie wykorzystywane aby skutecznie i szybko mnie rozkodować. Tak samo jak zabroniłem mamie pukać w drzwi jak leżę w pokoju bo takie coś może bardzo pomóc temu bytowi i jest duże prawdopodobieństwo, że stracę energię przez głupie pukanie w drzwi! Muszę się całym sobą naszykować na ewentualne pukanie bo jak tego nie zrobię to mimo iż będę wiedział, że zaraz nastąpi pukanie do drzwi to mogę stracić energię! Problem polega na tym, że ten byt mnie hipnotyzuje i robi różne triki których nawet nie jestem świadomy i przez to nawet głupie pukanie w drzwi może mnie rozkodować! Jest to bardzo podstępne. W ogóle nie musi koniecznie to być pukanie. Jak podałem przykład wcześniej może to być wskazówka zegara czy cokolwiek innego. Jakbym nie był atakowany w ten sposób w jaki jestem to nie miałoby to na mnie wpływu. To działa tylko dlatego, że ten byt tam jest i przy mnie majstruje (np hipnoza). O 7:02 kolejny nagły atak rozkodowujący. 7:15 nagły atak rozkodowujący. 7:30  nagły, dźwiękowy atak rozkodowujący. Te ataki gdzie podałem godzinę były silniejsze od tych może około 12? ataków których w ogóle tutaj nie ująłem, a odbyły się przede wszystkim nad ranem, ale nie tylko. Spisałem tylko te godniejsze uwagi. Wiele tych niespisanych ataków odparłem obroną mentalną, ale nie wszystkie. Uznałem, że nie ma sensu co minutę zapisywać, że był atak. Jakoś wciąż moje morale są wysokie. Straciłem trochę energii i czuję to na czakrze, ale jakoś się tym specjalnie nie przejmuję. Jakoś nie zauważyłem dzisiaj w nocy ataków na 3 czakrę. Właściwie chyba? wszystkie były skierowane na czakrę wyżej. Ogólnie starałem się bronić jak umiałem, ale nie mniej jednak nie zawsze jest to takie łatwe do wykonania ;)

20/21.09.2010 -> Przed zaśnięciem w miarę? spokojnie. 3:49 atak we śnie. 4:38 atak (obroniłem się). Następnie było sporo ataków rozkodowujących + hipnoza + moja obrona (mentalna + spinanie brzucha itd). Oczywiście nie udało mi się obronić przed każdym atakiem. Właściwie jak jest ich sporo to nigdy się to nie udaje w 100%. 7:16 usłyszałem mocne klaśnięcie w głowie, aż mi się na chwilkę cały ekran przed oczami rozmazał!, ale praktycznie energii nie straciłem. 7:21 dziwne uczucie na 4 czakrze (atak / strata energii). Następnie do wstania czyli 7:57 była non stop hipnoza połączona z atakami na czakrę 3, ale przede wszystkim na 4 czakrę. Stawiałem mocny opór ale nie mniej jednak nie udało mi się w pełni obronić przed każdym atakiem. Przypominam, że te ataki z rana odbywają się w ten sposób, że ja sobie leżę z otwartymi oczami i jestem hipnotyzowany, ale jestem w pełni świadomy i mogę się poruszać i w ogóle! To się dzieje w pełni w realu! Oczywiście hipnoza wprowadza w pewien "dziwny" stan, ale nie mniej jednak jest to real, a nie jakiś letarg czy stan pomiędzy realem a snem! Po wstaniu czuję, że straciłem chyba więcej energii niż przypuszczałem (4 czakra). W sumie było dużo tych ataków po 4:38 oraz 7:21. Zbyt dużo aby nie ponieść jakiś strat... nie wspominając już o innych atakach tej nocy. Dodam jeszcze, że gdy byłem hipnotyzowany to starałem się bronić poświęconym przez księdza krzyżem z Jezusem oraz obrazkiem na którym widniał Jezus. Przykładałem te przedmioty w okolice głowy, ale nie zauważyłem aby to dało pożądany przeze mnie rezultat. Mantrowałem też słowem "Bóg" ale też nie zauważyłem żadnych efektów.

21/22.09.2010 -> Zapaliłem sobie świeczkę w pokoju przed zaśnięciem, ale jakoś nie uchroniło mnie to przed hipnotyzowaniem mnie. Używałem tingsha, ale to nic nie pomagało, tak samo głośno klaskałem ale też brak efektów. Nie mniej jednak jakoś udało mi się zasnąć. Spałem spokojnie aż do ataku o 5:00, który mi nic nie zrobił. Po obudzeniu się zapaliłem kolejną świeczkę bo ta zapalona przed zaśnięciem już zgasła. Ogólnie czułem tego byta w moim pokoju. Jak jest się hipnotyzowanym to przeważnie nie czuje się tego byta (mówię o tym obecnym), ale zdaje się sprawę z tego, że on jest w pokoju i "miesza", ale są właśnie czasem takie momenty, gdy wyraźnie się go poczuję i one są takie jakieś nie przyjemne. Ma się wtedy bardzo silne wrażenie, że jest on tutaj tylko po to aby nas "zgnoić". Przez krótką chwilę są wyczuwalne jego bardzo złe zamiary wobec nas. Nie jest fajnie zasypiać wiedząc, że ktoś niewidzialny tylko czeka aż zamkniesz oczka tylko po to aby się do ciebie dobrać no nie? O 5:10 były kolejne ataki rozkodowujące. Starałem się przykładać kryształ górski w różne części głowy aby zapobiec hipnozie, ale to raczej nic nie dawało, chodź miałem przez chwilę wrażenie, że jak przyłożyłem do punktu pomiędzy tyłem głowy, a czubkiem to, że coś na chwilę pomogło. Nie mniej jednak moje wrażenie szybko musiało ustąpić mocnej hipnozie która po chwili się pojawiła. Może naprawdę to coś dało i ten byt musiał jeszcze mocniej mnie hipnotyzować? Nie wiem... Również kładłem kryształ w okolice 4 czakry, ale nie sadze aby to jakoś pomogło. O 5:30 był też trik ze wskazówkami zegara. Usłyszałem głośno ruch przesuniętej wskazówki i nastąpiło rozkodowanie. Nie wiem czy wskazówka naprawdę wydała taki wyraźny dźwięk czy ten byt po prostu sprawił, że ja to przesunięcie tak głośno usłyszałem, ale wiem na 100%, że była tam jakaś manipulacja ze strony tego byta. On lubi wycinać takie numery. Trzeba podkreślić, że byłem wtedy też hipnotyzowany. 6:15 atak rozkodowujący i kładłem w tym czasie kryształ górski na 4 czakrę, ale nie sadze aby coś pomógł?, ale kto go tam wie... po prostu próbuję tego co mam pod ręką, ale jakoś nie mogę znaleźć dobrego sposobu na tą hipnozę. Osobiście uważam, że jakby nie było tej hipnozy to raczej nie mógłby ten byt atakować w ten sposób jaki to robi obecnie. To dzięki hipnozie są możliwe ataki rozkodowujące. Tak mi się wydaje. 7:20 kolejne ataki rozkodowujące + hipnoza. O 7:45 włączyłem TV i trochę zmieniłem pozycję aby nie "bawić" się już z tym bytem. Ogólnie dużo mniej energii straciłem niż wczoraj, ale bez strat przespać nocy mi się nie udało ;)

22/23.09.2010 -> Przed zaśnięciem lekka hipnoza? już nie pamiętam? 2:10 atak rozkodowujący we śnie (strata energii). 2:11 atak rozkodowujący (strata energii) + hipnoza! Macham rękami wokół głowy z intencją odcięcia wszystkich negatywnych połączeń, ale to jakoś nic specjalnego nie daje. Ogólnie hipnoza jest totalnie w realu! Nawet uciekłem do dużego pokoju, ale tam już po chwili zacząłem być hipnotyzowany! Następnie poszedłem do łazienki i odmyłem twarz wodą aby jakoś się ocucić z hipnozy. Wracam do małego pokoju. Po chwili byłem już hipnotyzowany i aby temu przeciwdziałać wyciągałem ręce do przodu tak jakbym chciał temu bytowi pokazać wnętrze dłoni (Wiesia mówiła, że w Jej przypadku działało, ale Ona ma jakieś specjalne krzyżyki na rękach, nie mniej jednak próbowałem) i o dziwo na chwilę pomogło?, ale ogólnie po pewnym czasie znowu hipnoza uderzyła i to bardzo mocno. Coś czuję, że będę jeszcze testować tą metodę. 4:30 3x pod rząd dostałem w odstępie może 3 minut. To był atak bardzo podstępny. Usłyszałem jakby za każdym razem trzaśnięcie w telewizorze i od razu następowało rozkodowanie! za trzecim razem było to wtedy gdy siadłem na łóżku! więc to był real!!! za każdym razem straciłem energię! Nie wiem czy na serio ten byt coś majstrował przy TV czy po prostu moje zmysły tak omotał abym usłyszał to co on chciał abym usłyszał. Na dodatek przy tak mocnej hipnozie jaką dzisiaj była nawet zaczynałem mieć lekkie halucynacje! Było ciężko! 4:44 obmywam po raz drugi twarz wodą. O 5:01 wziąłem poświęcone obrazki jakie miałem i przykładałem je do głowy i okolic i niby trochę pomagało, ale już po chwili atak tak mocno się nasilał, że głowa mała. I takie bójki dzisiaj w nocy trwały i trwały! 5:31 atak rozkodowujący w płytkim śnie. 5:56 atak rozkodowujący. Ten byt wciąż nie odpuszcza. Przed 7 rano atak rozkodowujący we śnie (strata energii). Wiem, że był dzisiaj też atak rozkodowujący dźwiękiem chyba o 7:00?, ale nie pamiętam czy dokładnie o tej godzinie, ale chyba tak? (chodzi o trik ze wskazówką zegara). 7:10 z dwa ataki rozkodowujące (strata energii). 7:10 atak rozkodowujący -> ogólnie atakuje non stop + bardzo silna hipnoza. O 7:15 włączyłem TV bo już nie mogę. Nie mniej jednak nawet o 7:46 czuję dziwne ruchy energii na 4 czakrze. Tych ataków było znacznie więcej niż tutaj opisałem bo wspomniałem przede wszystkim o tych głównych atakach, ale często odbywają się one całymi seriami czyli wiele pod rząd w krótkich odstępach czasu. Takie potyczki są dość męczące. Najbardziej denerwuje hipnoza, która jest taka perfidna i bez skrupułów, a na dodatek bardzo trudno się przed nią w jakikolwiek sposób obronić. Już nie muszę dodawać, że mantrowałem, modliłem się, przyzywałem opiekunów, archanioła Michała itd. Może to po prostu jest do mnie dopuszczone abym przekazał te informacje szerszej grupie ludzi? Bo dobra strona mocy wie, że postaram się to ładnie opisać po to aby przedstawić światu jak to naprawdę wygląda. Nie mniej jednak jest to ciężka lekcja. Ten byt doskonale wie, że ja zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje. Tu już nikt się z sobą nie bawi. Jest walka na całego. Szkoda, że wydaje się jakbym był na przegranej pozycji, ale ostatecznie to ja zwyciężę co jest bardzo pocieszające. A skąd to wiem? Ze snów które miałem i które na www opisałem. Trzeba je tylko znaleźć. Jeszcze raz podkreślę, że tych ataków rozkodowujących jest znacznie więcej niż tutaj opisanych bo jakbym chciał każdy atak spisać to musiałbym co chwilę sięgać po zeszyt, a to byłoby pewnego rodzaju paranoją. Paliłem dzisiaj 1 świeczkę i gdzieś tak po 5? zapaliłem lampkę.

23/24.09.2010 -> Przed położeniem się spać odmówiłem 33x modlitwę do fioletowego płomienia (Jam jest Bytem fioletu płomienia, Jam jest czystością Boskiego marzenia) oraz zapaliłem świeczkę. O 0:55 dopiero poszedłem spać. O 4:55 atak we śnie, następnie były hipnozy i próby ataków rozkodowujących. O 5:00 zapaliłem lampkę bo zgasła świeczka. O 5:05 wciąż trwa hipnoza, TV wydał głośny trzask, ale nie rozkodowało mnie to tak jak wczoraj. Odmawiałem też w między czasie modlitwę do fioletowego płomienia (zdanie wypowiadałem wiele razy). Wystawiałem też ręce do przodu tak jak wczoraj i zauważyłem, że jak zmysłami wyczuję tego byta i skieruje w tamtym kierunku ręce to hipnoza prawie ustaje, ale jest to na krótko bo ten byt chyba zmienia pozycję i nie daje się już tak łatwo namierzyć i oczywiście hipnoza powraca. O 5:20 znowu atak dźwiękiem z TV i w tym czasie byłem bardzo mocno zahipnotyzowany i straciłem trochę energii. Następnie usiadłem na łóżku i uderzałem tingsha koło mojej głowy i chyba coś pomogło! 5:35 zapalam świeczkę. 7:42 atak. 7:53 lekkie ataki, ale bez hipnozy? 7:58 włączam TV bo ten byt atakuje i hipnotyzuję, a ja mam już tego dosyć. Ogólnie oberwałem trochę w czakrę i czuję to doskonale, ale nie mniej jednak hipnoza była dzisiaj w nocy słabsza niż wczoraj. Też upierdliwa, ale wczoraj był "max". Tak czy siak kolejna noc mija z czego jestem zadowolony.

24/25.09.2010 -> Przed zaśnięciem zapaliłem świeczkę, lampkę i odmówiłem 33x modlitwę do fioletowego płomienia. O 00:04 hipnoza + próba ataku? O 3:28 atak wysiłkowy we śnie (siłowanie się na rękę i przez ten wysiłek dochodzi do rozkodowania, w tym przypadku 4 czakry). Gdy się obudziłem była ukryta hipnoza czyli taka, że gdy ma się otwarte oczy powiedzmy około 5 sekund to nie czujesz się hipnotyzowany ale gdy potrzymasz otwarte oczy jeszcze troszkę to poczujesz hipnozę! Ogólnie chodzi o to aby Cię zmylić, że niby się nic nie dzieję, że jesteś bezpieczny, a tak naprawdę jesteś hipnotyzowany tylko o tym nie wiesz. Oczywiście były przy tej hipnozie ataki rozkodowujące, czyli standardzik. Zapaliłem też w między czasie już nie pamiętam dokładnie o której godzinie (około 4-5 w nocy?) nową świeczkę bo tamta zgasła. O 5:30 próby ataków we śnie. 6:26 wciąż jestem atakowany. 7:07 nie odpuszczają... Dodam jeszcze, że podczas tej nocy 2x telewizor wydał taki dziwny trzask (jak bywało to w poprzednich dniach). Jakoś nie obserwowałem tych trzasków wcześniej! Nie mniej jednak nie rozkodowały mnie! Wynika to chyba z tego, że byłem zbyt słabo poddany hipnozie.

25/26.09.2010 -> Przed położeniem się spać zapaliłem fioletową świeczkę którą położyłem na parapecie (wcześniej zapalałem takie małe białe i nigdy ich na parapecie nie kładłem tylko koło łóżka na regale). Przed zaśnięciem nie jestem pewien czy przypadkiem nie było jakiejś hipnozy? Tak czy siak poszedłem spać o 00:45. O 4:05 zobaczyłem zjawę która pojawiła się na oknie nad fioletową świeczką! i zamiast odwrócić wzrok to ja się jej przyglądałem i w rezultacie straciłem energię! chyba na własne życzenie poniosłem klęskę! Za jakiś czas? zapaliłem nową fioletową świeczkę bo poprzednia już zgasła. O 5:15 ponownie widziałem tą samą zjawę w tym samym miejscu i niestety znów za długo się na nią patrzyłem i przypłaciłem to stratą energii. W sumie niby ta zjawa nic nie robiła, ale było to coś na kształt ataku typu halucynacja gdzie im dłużej się patrzę na "halucynację?" tym większa szansa, że stracę energię. Na dodatek ten byt był widoczny dla moich oczu, a nie przezroczysty jak ostatnio. Ciekawe... O 7:10 zorientowałem się, że ta druga świeczka już się wypaliła. Po tej godzinie nie jestem pewien czy przypadkiem nie było lekkiej hipnozy, aż do wstania przed 8 rano. Chcąc nie chcąc bardzo udana noc pomijając moje dwa błędy, ale ogólnie to spokój i cisza! Mam jeszcze trochę fioletowych świeczek i na pewno będę je testować w najbliższych dniach! Dodam jeszcze, że mam nową dostawę tych małych, białych świeczek więc je też dodam do mojego arsenału!

Od około 19:00 do około 22:45 poszedłem sobie spać/drzemkać w dużym pokoju w nie moim łóżku (od strony okna). Zapaliłem koło łóżka na biurku (nie od strony okna) fioletową świeczkę, ale nie uchroniła mnie ona przed atakami i utratą energii z 4 czakry. Może powinienem zapalić tą świeczkę na parapecie? Może wtedy by mnie ochroniła? Może położenie świeczki ma znaczenie? W sumie ten byt jest bardzo inteligentny i trzeba o tym pamiętać! Z pewnością był dzisiaj w nocy zaskoczony tą zapaloną fioletową świeczką! i to zaskoczenie spowodowało, że nie "pobił" mnie tak jakby sobie tego życzył. Po nie udanej dla niego nocy na pewno przemyślał sprawę i znalazł obejście problemu i dlatego właśnie teraz dostałem mocno w piernik mimo zapalonej fioletowej świeczki! Podkreślę jedynie, że leżałem teraz w innym łóżku, byłem w innym pokoju oraz świeczka nie była na parapecie tylko na biurku (nie od strony okna) więc warunki były inne niż te w nocy. Ogólnie moja czakra dostała porządny wycisk. Czuje na niej jakby ucisk i pieczenie? Może w nocy nie dostałem zbyt mocno, ale teraz mi dofasolił. Nie mniej jednak nie poddam się tak łatwo. Nie zemną te numery. Będę się bronił do ostatniego tchu. Zobaczymy kto silniejszy i bardziej wytrzymały.

W sumie nie miałem na sobie żadnego różańca ani czegoś takiego podczas tej "drzemki". Może to też miało jakieś znaczenie? Chciałem się trochę zregenerować... odpocząć..., ale jak widzimy nie da rady. No, ale nic... Jakoś to będzie, a ja nie jestem z tych co się tak łatwo poddają.

Dopowiem jeszcze słówko odnośnie telewizora. Zdarzało się czasem, że wydawał taki trzask podczas w biały dzień więc ten telewizor tak ma. Nie mniej jednak bardzo niebezpieczne jest usłyszenie takiego trzasku wtedy gdy jest się hipnotyzowanym przez tego byta, ale o tym już pisałem.

26/27.09.2010 -> Przed zaśnięciem na parapecie zapaliłem 3 małe, białe świeczki oraz jedną podłużną fioletową. Byłem w małym pokoju i oczywiście pozakładałem wszystkie moje różańce itd. Dzisiaj już nie spisywałem o której dokładnie był atak. Ogólnie ataki trwały jak zwykle całą noc i niestety, ale straciłem dzisiaj sporo energii. Jest jedno zdarzenie o którym chce wspomnieć... resztę pominę. Około 2 w nocy gdy byłem atakowany to położyłem sobie poświęcone obrazki Jezusa itp. koło mojej 4 czakry. Leżałem na lewym boku i byłem w letargu? Nie mniej jednak zauważyłem, że jak ten byt próbował zbliżyć się do mojej czakry to gdy miałem na wprost niego skierowany obrazek to powstawało mocne odpychanie między obrazkiem, a bytem. Tylko właśnie obrazek musi być na wprost tego byta, bo jak będzie ułożony inaczej to nie będzie żadnego efektu. Więc te obrazki działają, ale muszą być odpowiednio ułożone. Na dodatek ten byt chyba postanowił przebić się przez te obrazki i gdy to robił to jeden z nich aż się wyginał! Oczywiście to działo się w letargu więc nie wiem czy naprawdę fizycznie się odkształcał, ale kto go tam wie? tak czy siak bardzo mocno próbował przejść, ale chyba mu się nie udało? Zresztą ten byt ma zasadę, że jak nie tą drogą to inną "mnie dopadnie". Chcąc nie chcąc dobrze wiedzieć, że te obrazki jednak działają bo wydawało mi się, że nic nie dają, a tu proszę... wystarczy je odpowiednio ustawić i taki efekt. Tylko problem jest w tym, że ten byt jest przeważnie niewidzialny. Czasem można go wyczuć, ale to też nie jest takie hop-siup. Różnie z tym bywa. Ktoś może powiedzieć aby położyć obrazek na 4 czakrze i zawsze będzie pod dobrym kątem... no i tu jest problem bo wydaje mi się, że to nie będzie działać tak jak należy. Sam już nie wiem. W letargu chyba jest jakoś inaczej niż w realu?, ale w sumie to jaka to różnica? Powinno działać tak samo tutaj i tutaj. Ja te obrazki miałem ułożone w pewnej niewielkiej odległości od czakry... hmm... Muszę przeprowadzić więcej testów. To nie jest takie hop-siup aby od razu wszystko rozgryźć co działa, a co nie. Bo wystarczy popatrzeć jak było z fioletową świeczką. Raz spisała się na medal, a następnego dnia jakby już wcale nie działała! Bo ten byt to szczwana bestia i omija moje techniki obronne jak tylko może. Czasem mogę stwierdzić, że coś nie działa, a tak naprawdę metoda może być dobra tylko ten byt ją obchodzi i w ten sposób mnie zmyla. Myślę, że czasem może wystarczyłoby zrobić małą modyfikację metody obronnej i ten byt miałby już duże problemy aby się przez nią "przebić", a tak ja uznaję np. że metoda jest nieskuteczna i ją odrzucam. Trzeba próbować, próbować i jeszcze raz próbować wszelkich metod ciągle od nowa na różne sposoby.

27/28.09.2010 -> Przed zaśnięciem zapaliłem na parapecie małą, białą świeczkę + podłużną fioletową i nad tymi świeczkami pomodliłem się aby wciągały w siebie wszelki "syf" itp. (wiadomo o co chodzi). Odmówiłem też 33x modlitwę do fioletowego płomienia. Następnie położyłem się tak aby dotykać plecami ściany i z przodu obstawiłem się obrazkami Jezusa itp. najszczelniej jak umiałem w okolicach 4 czakry i tak zasnąłem. Dopiero o 5:00 był atak we śnie i po przebudzeniu kolejne ataki rozkodowujące. Zauważyłem, że obrazki były w nieładzie po pierwszym ataku. No jak to bywa... trochę człowiek się kręci w nocy więc i obrazki nie były spokojne na niespokojnym ciele ;) Trzeba było je poprawiać :) Od razu po tych atakach zapaliłem białą świeczkę która już zgasła. Następnie około 5:30 zgasła fioletowa świeczka którą również od razu zapaliłem. Później o 6:15 był atak i w sumie już było w miarę spokojnie. Nie zauważyłem nic specjalnego do 8:47 gdy postanowiłem już wstać. Nie mniej jednak w tym przedziale czasu bywały dziwne ruchu energii na 4 czakrze. Tak czy siak mało się tym przejmuję w porównaniu do "normalnego" ataku. Pamiętam, że była jeszcze pewna próba wystraszenia mnie, ale nie pamiętam kiedy dokładnie się to odbyło. Chyba przed zaśnięciem, ale nie jestem tego pewien na 100%. Tak czy siak straciłem przy tym ataku trochę energii no i pamiętam, że jak sobie tak leżałem to pojawił się we mnie dziwny strach i spojrzałem się wtedy na okno gdzie ostatnio widywałem tą zjawę i wtedy straciłem energię chodź nic tam specjalnego nie zaobserwowałem! Jakieś to dziwne i pokręcone, ale jakoś to tak wyglądało? Ten byt jest bardzo perfidny i jak ma do tego sposobność to będzie podsycać strach w człowieku aby wykorzystać to do zabrania mu energii z czakry. Powiedziałbym, że dzisiejsza noc jest w miarę udana i, że wcale nie straciłem zbyt dużo energii, chodź nie mniej jednak pewne straty są. Kolejna noc w towarzystwie tego byta zostaje oficjalnie odhaczona :) Zostało ich już coraz mniej ;)

Kupiłem sobie kilka "kamyczków" do ochrony między innymi: naturalny, nie farbowany turkus o wymiarach 54mmx36mmx7mm, naturalny, nie farbowany lapis lazuli z inkluzjami pirytowymi (minerał żelaza) o wymiarach 1mmx17mmx5mm oraz bransoletkę z naturalnych kamieni lapis lazuli (6mm - 12mm) oraz z masą perłową (8mm - 11mm). Wisiorki już zawiesiłem na swój łańcuszek, który mam na szyi, a bransoletkę będę zakładać na rękę przed zaśnięciem, a może powinienem w ogóle ją nosić non stop? Oczywiście oczyściłem kamyczki wkładając je na 3 godziny do mleka.

28/29.09.2010 -> Przed położeniem się spać robiłem to samo co wczoraj (świeczki, fioletowy płomień itd). Położyłem się o 23:25 i przed zaśnięciem nie zaobserwowałem żadnych ataków. Oczywiście ułożyłem się tak jak wczoraj i też obstawiłem się obrazkami itd. W nocy nieświadomie przekręciłem się z bocznej pozycji na plecy i wszystkie obrazki zmieniły swoją pozycję, a o 5:15 był atak we śnie przy którym straciłem energię. Co ciekawe jak już oberwałem i się przebudziłem to jakaś mucha nade mną latała, a jak wiemy muchy są od "czarnego". Następnie poszedłem zapalić kolejną białą i fioletową świeczkę. Zapaliłem też lampkę aby było widniej. 6:12 atak rozkodowujący i strata energii... to samo było o 6:20. O 6:26 zgasiłem lampkę i włączyłem TV bo już nie chciałem oberwać więcej razy co raczej miałoby miejsce gdybym poszedł sobie dalej spać. Oglądałem coś w tym pudle do 8:25 i wstałem. Ogólnie warto było włączyć TV i olać sobie dalszy sen. Jakoś wcale nie jestem specjalnie nie wyspany.

29/30.09.2010 -> Napiszę w dużym skrócie. Przed zaśnięciem zapaliłem świeczki. 23:25 idę spać oraz obstawiam się "obrazkami" itd. Do 2:40 oberwałem już z 5x i to porządnie. Zapaliłem nową, fioletową świeczkę. Ogólnie jestem mocno hipnotyzowany. Do 4:40 przyliczyłem już tyle ataków, że "ciężko zliczyć". Zegar o 5:00 zostaje przeze mnie zatrzymany bo mnie rozkodował już z kilka x. Lepiej jak będzie wyłączony. Hipnoza + nagłe dźwięki = rozkodowanie = mimowolne wystraszenie = utrata energii. TV też "trzaska" jak "opętany". Wbrew pozorom jest to problem. Jakby nie hipnoza to wszystko byłoby w porządku (tak jak jest to w dzień). O 5:00 zapaliłem lampkę w pokoju i chyba od tego czasu było już trochę spokojniej?, ale nie jestem pewien bo mało notatek zrobiłem w swoim zeszyciku. Tak czy siak podsumowując dzisiejszą noc to straty są spore i ataków było bardzo dużo. No i ta wredna hipnoza eh... Ogólnie obstawienie się obrazkami itd. zbyt dużo mi nie pomogło. Ten byt atakuje jakby z góry? Nie wiem... Mam wrażenie, że mało kiedy potrzebuje bezpośredniego dojścia do czakry (jak jestem w letargu to potrzebuje? przynajmniej tak było ostatnio...). Mogę się zatulić i zakryć czakrę całym sobą ale i tak to nic nie da. Też było dzisiaj sporo ataków we śnie... takich gdzie osoba wzbudzała moje zaufanie i uczucie miłości na czakrze i ostatecznie kradła mi energię (to tak w dużym skrócie). Tylko ktoś bez uczuć może robić takie rzeczy. Widać, że to czyste wcielenie zła, bo jest to działanie z czystą premedytacją. Celem tego byta jest zdobycie mojej energii nie zależnie od tego jakich metod będzie musiał użyć. Przypomniał mi się przypadek z przed kilku dni, gdzie chyba w stanie pomiędzy realem a snem? zobaczyłem swoją mamę i zbudziło to moje zaufanie (z zamkniętej postawy przechodzi się w postawę otwartą) i następnie nastąpił atak! i o to tutaj właśnie chodzi! żeby Cię otworzyć! To jest ogólnie taka "zabawa" w "otwieranie sejfu". Nie jest to przyjemna "zabawa", ani łatwa, ale na pewnych etapach życia jest konieczna do przejścia. Dodam jeszcze, że znowu mam pocięte plecki ; p

Dodam jeszcze, że w małym pokoju zawsze lampka ustawiona była tak, że świeciła na "ścianę / okno" gdzie obecnie palą się świeczki. W ogóle światło nie padało na mnie i dzisiaj w nocy zrobię inaczej. Ustawię lampkę tak aby mnie oświetlała. Zobaczymy czy będzie jakaś różnica?

[PAŹDZIERNIK 2010]

30.09.2010/01.10.2010 -> Postawiłem lampkę koło świeczek na parapecie i oświetlała cały pokój w tym mnie. Nie mniej jednak nie zauważyłem jakiejś poprawy. O 23:55 poszedłem spać po uprzednim zapaleniu świeczek. 2:20 ataki rozkodowujące (w tym hipnoza). O 2:25 włączyłem TV, ale nie było zbytnio co oglądać i jakoś nie miałem na to ochoty to o 2:50 wyłączyłem to pudło. Odmówiłem przy okazji modlitwę do fioletowego płomienia (33x). O 2:56 zapaliłem wszystkie górne światła. 3:02 atak rozkodowujący. 4:00 atak rozkodowujący. Następnie tak od 5 do 5:25 były ataki rozkodowujące + dwa ataki typu halucynacja. Na szczęście przy halucynacjach odwracałem szybko wzrok i nic mi nie zrobiły. Włączyłem od 5:25 do 5:34 TV. Zgasiłem przy okazji górne światła. Chyba (nie zapisałem tego w swoich notatkach) w tym momencie się przekręciłem na łóżku o 180 stopni. Następnie do 9:22 (o której wstałem) były jakieś słabsze ataki rozkodowujące, ale raczej nic specjalnego mi nie zrobiły. Ogólnie nie dostałem dzisiaj zbyt mocno. Nie mnie jednak tych ataków jest przeważnie więcej niż jest tutaj spisanych, bo jak mówiłem skupiam się raczej na tych głównych (mocniejszych) atakach, niż na tych pobocznych. Ogólnie się zastanawiam czy przypadkiem nie za dokładnie to spisuję ;) Może wcale nie ma takiej potrzeby pisania jaki atak o której godzinie i co robiłem w między czasie ;) hmmm ;) Dodam jeszcze, że żarówki w lampkach w małym pokoju są energooszczędne, a z tego co wiem normalne żarówki lepiej imitują światło słoneczne więc powinny być lepsze do takich akcji?

01/02.10.2010 -> Dzisiaj poszedłem spać od razu obrócony o 180 stopni czyli głową w kierunku okna. Miałem na parapecie zapaloną lampkę z normalną żarówką, świecącą wprost na mnie (od strony głowy) i oświetlającą cały pokój. Wypaliłem dzisiaj ostatnią fioletową świeczkę, ale mam jeszcze sporo małych, białych... o ile w ogóle one coś dają? Ogólnie przed zaśnięciem spokój. O 4:12 zauważyłem, że są pewne małe ataki rozkodowujące. O 5:35 atak we śnie i strata energii. 6:10 zapalam dwie nowe białe świeczki. 6:22 atak rozkodowujący... 6:31 to samo... i o 6:35 ponownie... Postanowiłem włączyć TV bo widzę, że seria ataków idzie... trzeba ją zatrzymać. I tak w ten sposób uniknąłem kolejnych ataków. Wstałem o 8:00 itd. Co prawda straciłem dzisiejszej nocy trochę energii, ale nie mniej jednak nie jest źle. Byłoby gorzej gdybym spał dalej.

02/03.10.2010 -> Już mi się skończyły fioletowe świeczki. Paliłem tylko te małe, białe. Zapaliłem też lampkę na całą noc, ale skierowaną jak poprzednio na okno i była w niej żarówka energooszczędna. Nie przekręcałem się o 180 stopni. Spałem tak jak zazwyczaj czyli nogami w kierunku okna. Odsłoniłem też zasłonę na maxa aby gdy będzie widno więcej światła do pokoju wpadało. Poszedłem spać przed 1, a wstałem po 8:30. Przed zaśnięciem była hipnoza + ataki rozkodowujące. W nocy ogólnie spokojnie, a nad ranem też jakieś ataki rozkodowujące, ale słabe. W sumie bardzo udana noc.

03/04.10.2010 -> W sumie nic godnego spisania się nie działo. Około północy poszedłem spać. O 6:10 włączyłem TV, a o 7:40 wyłączyłem. Poleżałem kolejne 10min i wstałem. W między czasie było trochę ataków. Zaczęły się raczej w drugiej połowie nocy (tak po 4?). Dostałem trochę, ale ogólnie te ataki były raczej słabe, nie mniej jednak czuję, że moja czakra potrzebuje odpoczynku. Właściwie dzisiaj nie odczułem żadnego mocnego ataku... były raczej takie jakby ataki z ukrycia, znienacka, nagłe, ale niezbyt silne, ale nie mniej jednak pewna ilości ich była, a po dodaniu wszystkich do kupy spowodowały pewne szkody na mojej czakrze. Moje morale wciąż są wysokie... mimo iż ponoszę pewne straty to z optymizmem patrzę w przyszłość :)

04/05.10.2010 -> Mam nowy zapas fioletowych świeczek i znowu zaczynam je regularnie palić przed zaśnięciem W sumie dzisiaj nie było nic specjalnego. O 00:10 położyłem się spać ale zasnąłem i tak jeszcze później. O około 6:30 włączyłem TV... trochę pooglądałem i wyłączyłem. O około 7:35 wstałem. Dostałem w nocy może jeden raz tak troszkę mocniej i ogólnie tyle. Może i były jakieś tam słabsze ataki, ale no jak mówię były słabsze... takie raczej nie godne uwagi. Ogólnie czuję pewien zadany mi cios na 4 czakrze, ale nie mniej jednak noc mogę zaliczyć do raczej spokojnych.

05/06.10.2010 -> Kładę się o 23:25. Było kilka ataków o 3:35, 5:10, 6:30 i 7:35 + ataki typu halucynacja. Od 7:35 włączyłem sobie TV, a o 8:06 wstałem. Straciłem więcej energii niż wczoraj... hmm... Zauważyłem, że jakoś zobojętniałem ostatnio na te ataki... dostanę czy nie dostanę jakoś w pewnym sensie zrobiło mi się wszystko jedno. To chyba nie jest dobra postawa i chyba? robię co mam robić, ale może mógłbym robić więcej? Jakoś po prostu chciałbym przeczekać te wszystkie ataki..., ale to trwa i trwa... a mi się pomysły na obronę "kończą"... Jakoś ciężko mi od rana na 4 czakrze... przecież dostałem tylko kilka razy! eh... Jestem już tymi atakami najzwyczajniej w świecie zmęczony! To trwa już tak długo!!!, ale i tak wytrwam do końca... nie ma innej opcji...

06/07.10.2010 -> Ostatnio zapalałem jedną fioletową świeczkę na parapecie + 2 małe, białe + 1 z lewej strony łóżka. Dzisiaj zapaliłem na parapecie jedną małą świeczkę mniej i czemu o tym piszę? bo może ma to jakieś znacznie gdyż dzisiaj zostałem zaatakowany o wiele wcześniej niż w poprzednich dniach! Na dodatek lampka nie była skierowana w okno tak dobrze jak w dniach poprzednich (była położona niżej). Oczywiście nie mam pojęcia czy to ma jakiekolwiek znaczenie! O północy położyłem się spać i wydaje mi się, że już po chwili byłem hipnotyzowany. O 00:24 był atak we śnie tak mocny, że aż całe moje fizyczne ciało bardzo mocno wzdrygnęło! Nie miałem chyba jeszcze nigdy tak mocnego wzdrygnięcia po ataku! O 00:29 był kolejny atak. Tym razem nie spałem i nawet się nie poruszałem, a mimo to usłyszałem jakiś dźwięk w głowie którego użyto aby przeprowadzić atak! Jestem pewien, że nawet się nie poruszyłem, a jednak dźwięk był... jakby szurnięcie?, ale słyszane w głowie. O 00:35 ponownie atak dźwiękowy. Następnie jakoś udało mi się zasnąć. Dopiero o 2:25 był kolejny atak. Następnie o 2:36 i po chwili kolejny... i kolejny! W tym czasie byłem bardzo mocno hipnotyzowany! Na prawdę mocno! Broniłem się obrazkami kładąc je na 4 czakrę lub trzymając je w okolicy głowy, ale czy to coś dawało? Postanowiłem włączyć TV aby pozbyć się tej uporczywej hipnozy! Nie mniej jednak po włączeniu TV nie przestawałem bronić się obrazkami. O 3:50 wyłączyłem TV i jakoś już specjalnie hipnozy nie odczuwałem. Nie mniej jednak o 4:03 już od kilku minut byłem ponownie hipnotyzowany! O 4:45 atak. 6:46 atak. 7:16 chyba chwile wcześniej był atak? -> włączam TV do 8:04 i wstaję...

07/08.10.2010 -> Zapaliłem świeczki jak 2 dni temu. Obróciłem się na łóżku o 180 stopni tak, że głowa jest skierowana w kierunku okna. Położyłem lampkę w ten sposób aby świeciła mi prosto na "czubek" głowy. Położyłem się spać o 23:25, a pierwszy atak (we śnie) był dopiero o 5:40! A wcześniej nic! Zresztą sam atak był ciekawy bo we śnie jakby całą przestrzeń wokół mnie wypełnił czarny dym i wiadomo wtedy nastąpił atak, ale nie mniej jednak był to jedyny atak tej nocy! Chyba po 8 rano były jeszcze jakieś mini próby ataku rozkodowującego, ale nie mniej jednak było to tak słabe (o ile w ogóle był to atak), że nie ma sensu chyba nawet o tym wspominać ;) -> Przed 9 wstałem. Jutro zasnę w ten sam sposób i zobaczymy czy będzie podobnie. Jeden atak w nocy to baaaardzo mało! Normalnie jest ich znacznie więcej!

08/09.10.2010 -> Początek nocy bardzo podobny jak wczoraj, nie mniej jednak ataki były przez całą noc! + do tego mocna hipnoza! Już nawet nie chce mi się spisywać o której był atak. Dodam tylko, że o 4:21 byłem bity we śnie! Czego ostatnio chyba nie doświadczałem? Ostatnio przeważnie były ataki we śnie lub gdy zamykałem oczy, a bicia to coś dawno nie było. Dodam jeszcze, że znowu na plecach koło szyi mam ranki. Nie jestem pewien czy z dzisiaj, ale chyba tak?

09/10.10.2010 -> O 23:50 położyłem się spać. Około 1-3? w nocy miałem atak (nie spisywałem tego więc nie wiem o której dokładnie godzinie to było). Około 6 rano miałem sen z którego wynikało, że chronił mnie opiekun?, ale zostałem w między czasie zaatakowany przez jasno szarą mgłę?, ale nic mi się nie stało. Następnie do 8:55 (o której wstałem) "spałem" snem spokojnym ;)

10/11.10.2010 -> Kilka ataków, ale słabych, rozłożonych w czasie mniej więcej od 3:30 do 6-7?

11/12.10.2010 -> W nocy było sporo ataków. Trochę oberwałem...

12/13.10.2010 -> Atak o 6:30 i 6:45. Po tym drugim ataku była stosowana hipnoza. Tej nocy był też atak typu halucynacja, który nic mi nie zrobił. Ten byt czaił się jeszcze w moich snach, ale nic konkretnego nie był w stanie zdziałać. Ogólnie bardzo małe straty... właściwie zerowe... (w porównaniu z niektórymi nocami).

13/14.10.2010 -> 1-2 ataki? Ogólnie jakoś mniej obrywam niż jeszcze powiedzmy miesiąc temu...

14/15.10.2010 -> 2-3 ataki... W sumie spałem dzisiaj z 10 godzin!? to mi się raczej ostatnio nie zdarzało... dzięki temu, że jest mniej ataków i hipnozy mogę się w miarę wyspać. Jeszcze nie dawno spałem po 7 godzin? i uciekałem bo nie chciałem dalej być "bitym", a teraz jakoś jest luźniej. Nie mniej jednak ten byt umie jeszcze przyfasolić ;) Śpię przede wszystkim na prawym boku lub na brzuchu... lub w ogóle w pozycji pomiędzy. Wydaje mi się, że ten byt jakoś nie lubi tej pozycji. Jak przez przypadek 2 dni temu nieświadomie obróciłem się na plecy to od razu dostałem w piernik, a w tej pozycji boczno/brzusznej ma spory problem aby mnie dopaść (kiedyś nie miał z tym problemu nie zależnie od mojej pozycji więc coś się chyba zmieniło?). Trzeba dodać, że nie jest to do końca komfortowe spanie, gdyż leżę w "jednej" pozycji przez całą noc no, ale skoro ma mnie to uchronić przed atakami to ja się na to piszę. Nie mniej jednak nie chroni to w 100% gdyż jak widać jeszcze regularnie co noc obrywam. Oczywiście wciąż zapalam przed zaśnięciem białe (2-3 -> ostatnio 2) i fioletowe (1-2 -> ostatnio 1) świeczki, jak i lampkę skierowaną na czubek głowy. Nie wiem czy to coś daje, ale tak robię... w sumie jak jest widniej w pokoju to czuję się psychicznie lepiej. Dodam jeszcze, że przed zaśnięciem co noc rozkładam przed sobą obrazki z Jezusem itd... używam też tingsha zanim pójdę spać...

15/16.10.2010 -> Były pewne próby ataku, ale wyszedłem z nich zwycięską ręką. Nie wyspałem się najlepiej bo całą noc leżałem właściwie w jednej pozycji.

16/17.10.2010 -> Położyłem się o 23:50. Było około 8-10? ataków. Te które spisałem odbyły się o: 3:30, 3:40, 4:17, 4:55 (atak typu halucynacja). Ogólnie mocniej dostałem niż np wczoraj czy przedwczoraj, ale wciąż słabo w porównaniu z tym co działo się we wrześniu.

17/18.10.2010 -> 1-3 ataki.

18/19.10.2010 -> łoj... dzisiaj dostałem mocne bęcki... położyłem się po północy... pierwsze bęcki zaczęły się dopiero o 5:05! więc późno!, ale trwały praktycznie aż do wstania (8:40). Sklasyfikowałem minimum 4 ewidentne ataki oraz trochę ponad 15 mniejszych np. ataki rozkodowujące które odbyły się w realu przy otwartych lub zamkniętych oczach, ale bez śnienia, czy po prostu takie "dziabnięcia" w 3 lub w 4 czakrę. Po wstaniu czuję, że moja 4 czakra dostała mocny wpiernik. 3 czakra przy okazji też oberwała dzisiejszej nocy, ale na niej nie czuję nic specjalnego. Ogólnie trochę żałuję, że nie wstałem tak o 6 rano czy po prostu nie włączyłem sobie TV :( Niektóre z tych ataków były takie "niewinne" i było ich tak dużo, że chyba zlekceważyłem to co się działo :( eh...

19/20.10.2010 -> Dzisiaj był tylko nieudany atak we śnie o 6:03 (udało mi się wybudzić bez straty energii)! Dziwne... wczoraj zmasowany atak, a dzisiaj tylko jeden? Chodź mam wrażenie, że może coś jeszcze później było, ale jeżeli tak to było to na tyle słabe, że nawet nie zawracałem sobie tym głowy.

20/21.10.2010 -> Około 8 ataków. Opiszę jeden z nich. We śnie były dwie postacie. Obie wściekłe ze złości i jedna drugą uderzyła w brzuch, ale tak jakbym ja ten cios odczuł i w tym momencie poczułem dziwny ruch energii na 4 czakrze (typowe dla ataku / strata energii). O 6:05 postanowiłem włączyć TV co oczywiście okazało się bardzo dobrym pomysłem. W początkowej fazie oglądania TV poczułem jeszcze z 2-3 tego typu ruch energii na 4 czakrze, a później już wszystko się uspokoiło. Warto się "ewakuować" ze "spania" gdy jest "seria ataków". Nie ma sensu robić za worek treningowy.

21/22.10.2010 -> Kładę się spać o 00:10, ale od razu tylko zamknę oczy to dostaję atakiem rozkodowującym i tak za każdym razem! Po dostaniu kilka razy postanowiłem włączyć TV (00:30) i tak oglądałem do 1:15, ale pomijając ten czas 45 min w miarę spokojny (ale nie w 100%!) to to nic nie dało. Tylko się ponownie położyłem i było to samo. Przyłożyłem do głowy obrazek Jezusa i skuliłem się na łóżku przy ścianie i próbowałem zasnąć. Jakoś się udało, ale nie obeszło się bez "bęcek". Później też coś tam oberwałem... już nawet zbytnio tego nie zapamiętuję. Chcę jedynie jakoś przetrwać kolejną noc... Ale jakoś dawno nie miałem tak silnych ataków rozkodowujących. Niby miałem ten typ ataku i też tak silny, ale nie ostatnio (przynajmniej tak mi się wydaje?)! Dzisiaj w nocy właściwie po kilku sekundach albo nawet od razu po zamknięciu oczu dostawałem "wizję" (to nie jest tak jak przy prawdziwej wizji... to są jakby bardzo wyraźne "myślokształty / pewne sceny" narzucone przez tego byta aby pojawiły się w mojej głowie -> inaczej mówiąc jest to jakby wyobraźnie która jest tak silna, że Ci się krystalizuję przed oczami lub gdzieś gdzie jesteś jakby w stanie to "oglądać" [staram się to opisać jak najlepiej, ale nie jest to do końca takie proste], czasem wręcz to przypomina sen, a czasem mam wrażenie, że jest to sen... różnie bywa... czasem po kilku sekundach zatracam się w tym co widzę [co dla mnie jest bardzo niebezpieczne], a czasem reaguję natychmiastowym otwarciem oczu abym nie został rozkodowany). Jest jeszcze to dziwne uczucie jakby jakiś haker łamał Twoje hasło do "systemu" (do Ciebie)... takie "hackowanie" ludzi... trochę mi się to z  filmem "Matrix" kojarzy nie wiedzieć czemu... Ogólnie moja czakra potrzebuje regeneracji! :(

22/23.10.2010 -> Położenia się spać o 23:55 i od razu po zamknięciu oczu były ataki rozkodowujące (tak samo jak wczoraj). Ogólnie było ich trochę... nawet w nocy czy już nad ranem. Włączyłem sobie TV przed 7 bo wymęczyły mnie dzisiaj równo. Moja czakra ledwo żyje. Palenie świeczek, lampki czy też spanie nogami lub głową w stronę okna nie ma znaczenia. Zresztą gdy już we śnie mi go skrystalizowało to gdy się ocknąłem to wręcz czułem jego "łapy" dobierające się do mojej 4 czakry, a gdy broniłem się obrazkiem Jezusa miałem wrażenie jakby szybko zmieniał miejsce swojego pobytu gdy celowałem obrazek tam gdzie moim zdaniem się znajdował. Wynika z tego tyle, że to szczwana bestia i bardzo przebiegła. Dzisiaj czuję się nieźle "obity" :( Spałem jakieś 6,5 godziny, ale to i tak chyba za długo, chodź czuję się w miarę wypoczęty, pomijając fakt, że moja czakra potrzebuje pomocy :( Ogólnie uważam, że moja obrona jest nieskuteczna, ale brakuje mi już pomysłów. Przydałby się jakiś as z rękawa!

23/24.10.2010 -> Po ostatnich mocnych bęckach postanowiłem się ewakuować do swojego łóżka w dużym pokoju. Poszedłem spać dopiero około 2 w nocy. Dostałem słabiej niż wczoraj ale nie mniej jednak bez bęcek się nie obeszło. Spałem przy ścianie w pozycji bocznej, na brzuchu lub pomiędzy tymi pozycjami. Ogólnie chodzi o to aby zakrywać fizycznie czakrę. Może nie daje to bardzo dużo, ale nie mniej jednak trochę pomaga. Niestety przekręciłem się dzisiaj nad ranem na plecy i szybko tego pożałowałem no, ale tak bywa. Ogólnie jak pisałem wcześniej mniejsze bęcki niż wczoraj, ale nie nie mniej jednak bęcki. Po wstaniu już mam wrażenie jakby ktoś mnie uderzył w 4 czakrę. Jak na razie zostaje w tym łóżku. Miałem też w pokoju zapaloną lampkę oświetlającą pokój i jedną małą, białą świeczkę. Wstałem około 8:20 czyli spałem około 6,5 godziny. Nie wiele, ale zawsze coś... Byt atakował całą noc... aż do wstania z łóżka.

24/25.10.2010 -> Kładę się o 23:10. Pierwszy atak był o 3:40. Następnie tak do 6 rano to były właściwie non stop z małymi przerwami. Było ich z 5-6? może więcej? Nie chce zawyżać ilości tych ataków więc niech zostanie tyle ile powiedziałem. Oczywiście obrona szła mi nijak... nie ukrywam, że trochę oberwałam co mnie zmusiło do ucieczki do łóżka obok (na drugim końcu pokoju), ale to nic nie pomogło bo czułem hipnozę. Poleżałem tak z 30 min i usiadłem do kompa aby to zapisać ;) Mam też ciachnięcie z prawej strony nosa.

Ostatnio często mam te dziwne ruchu energii na 4 czakrze. Szczególnie nasilają się od około 20 i występują co jakiś czas, aż do pójścia spać (np 00:00). Oczywiście różnie z tym bywa. Raz czuję to mniej, innym razem bardziej. Na początku jak zaobserwowałem ten objaw to myślałem, że po prostu są to jakieś dziwne ruchy energii (nie wiązałem tego z żadnym atakiem... właściwie nie wiedziałem czemu to się dzieje...). Później myślałem, że może czakra jest uszkodzona i energia z niej wylatuje? Następnie obstawiałem, że ten byt mnie atakuje i stąd te odczucia (bo on jest często w domu mimo, że go nie wyczuwam -> skąd to wiem? ano często jest tak, że wystarczy abym zamknął oczy [np gdy idę spać lub drzemkać po południu!], a już mam atak, więc ten byt po prostu jest tu gdzieś obok mnie i cierpliwie czeka -> oczywiście różnie z tym bywa... zależy od dnia itd). Później myślałem, że to objaw kundalini i, że czakra idzie na "wyższy  poziom", a obecnie nie wiem już o co chodzi. W dzień też mi się od czasu do czasu zdarzają te dziwne ruchy energii na 3 lub 4 czakrze (te same czakry są atakowane przez tego byta!, na 3 czakrze przeważnie mniej jest tych ruchów energii niż na 4! [tak samo jak mniej jest w nocy ataków na 3 czakrę niż na 4!]). Nie mniej jednak ostatnio te ruchy energii intensywniej odczuwam wieczorem... ale to nie jest żadną regułą bo to wszystko zależy od dnia! Raz mam te odczucia bardziej wieczorem, a czasem od rana do wieczora! Nie chce wprowadzać was w błąd to od razu mówię jasno i wyraźnie, że nie musi być to związane z atakiem! Chodź może? może to tylko jakiś skutek uboczny "pobitej" czakry? Po prostu nie wiem... to są moje tylko hipotezy, ale uważam, że warto o nich wspomnieć.

25/26.10.2010 -> Dostałem podobnie jak wczoraj. Moja czakra chce odpoczynku! Położyłem się chyba przed północą, a wstałem o 7:20. Czuję się trochę niewyspany. Przez całą noc paliłem lampkę nad łóżkiem tak aby mnie oświetlała... ale czy to coś pomogło? Nie wiem... ale lubię spać gdy jest jasno... czuję się chodź trochę bezpieczniej. Nie przepadam gdy otacza mnie w nocy ciemność mając świadomość, że jestem pod "ostrzałem" tego byta. Ja się ogólnie ciemności nie boję itd tylko rozświetlanie pokoju jest związane z tymi atakami. Zresztą nawet nie muszę tego pisać bo to oczywista oczywistość :) Z chęcią bym sobie pospał w jakiejś wygodnej pozycji (marze o pozycji na plecach!). Właśnie odkryłem zadrapania na plecach... ale nie wiem czy to nowe czy stare...

26/27.10.2010 -> O 00:20 kładę się spać, a o 6:40 wstaję. Niby ataków było mniej niż wczoraj ale ten ostatni około 6:30 był solidny. Jakoś nie mam ochoty dalej spać i dać się bić. Oczywiście jestem senny... no ale ucieczka jest tutaj chyba najlepszym rozwiązaniem. Przed zaśnięciem po zmianie pokoju zapalam tylko białą świeczkę... nie chce mi się jakoś zapalać tych fioletowych chociaż mam ich jeszcze trochę. Może będę to robić... nie wiem... jak na razie nie mam weny do niczego... Moje morale ostatnio troszkę się skurczyły... Czakra pragnie odpoczynku :/ -> jakby coś to czuję bardzo wyraźnie jak jestem "poturbowany" na czakrze... (jakbym dostał mocny cios pięścią w to miejsce). Dzisiaj we śnie mnie długo "podchodził" i "rozpracowywał" ale jak w końcu mu się udało to nie żałował swojej siły na zadanie tego ciosu...

27/28.10.2010 -> O 01:20 kładę się spać, a o 8:40 wstaję. Ataki przebiegały bardzo podobnie jak wczoraj... morale mam chyba jeszcze niższe. Czuję się nie wyspany i zrobiony w jajo przez tego byta (np: skuteczne dla niego ataki we śnię). A tak ładnie świeciłem na siebie lampką całą noc! Nie boisz się sztucznego światła he!? Nawet chyba z 3 dni temu kropiłem cały dom wodą święconą. (gdy wchodzi się drzwiami do domu to idzie się zgodnie ze wskazówkami zegara). Ogólnie to już jestem tym coraz mocniej zmęczony... to już trwa tak długo... ale jeszcze trochę... wiem że dam radę... muszę wypełnić swoje przeznaczenie i w swoim czasie wszystko co złe przeminie ;) Przydałaby mi się jakaś skuteczna metoda obrony. Już nie mam pomysłów... może zamiast pozycji bocznej czy na brzuchu warto byłoby zainwestować w embrionalną? Nie wiem... mogę spróbować o ile w ogóle to coś da. Obecne moje metody nie gwarantują mi bezpieczeństwa więc trzeba próbować dalej... z nowymi metodami tylko czy tak owe jeszcze są? Bo jak na razie to posługuję się metodami, które już znam i które wypróbowywałem w walce z tym "czymś". Może po prostu nie ma jakieś metody aby się obronić skutecznie? Może mój przeciwnik jest zbyt silny? zbyt podstępny i zbyt chamski! Jak coś wymyślę to dam znać... jak na razie mam morale niskie... ale jest ta pewność, że w ostatecznym rozrachunku wyjdę z tego zwycięsko... co mnie oczywiście podnosi na duchu :D

28/29.10.2010 -> O 25:55 kładę się spać, a o 5:30 wstaje. Właśnie przed chwilą miałem atak we śnie. Udało mi się obronić ale nie mniej jednak czułem, że dalsze "spanie" nie jest dobrym pomysłem i się ewakuowałem do kompa ;) Podczas nocy starałem się też testować pozycję embrionalną ale chyba jakoś specjalnie mi to nie wychodził (naturalnie we śnie zmieniałem pozycję na bardziej wyprostowaną). Dodam jeszcze, że moja czakra wciąż nie miewa się dobrze mimo iż dzisiaj praktycznie nie dostałem to wciąż nie wygląda to dobrze. Na regenerkę jak się możecie domyślać potrzeba trochę snu, a o to trudno obecnie w moim przypadku. No i do tego dochodzi krótki czas "spania". Musi mi to wystarczyć. Jakoś starcza... ale normalnie spałbym pewnie z kilka godzin dłużej...

29.30/10.2010 -> O 00:40 kładę się spać, a o 7:50 wstaję. Byłem atakowany w drugiej połowie nocy (myślę, że od momentu kiedy zgasła świeczka?, ciekawe czy to ma jakieś znaczenie? raczej przypadek? bo palę świeczki od dawna przed zaśnięciem i zdarzało się nie raz, że był atak nie zależnie czy świeczka była zapalona czy nie...). Ogólnie dzisiaj w nocy troszkę dostałem ale bywało gorzej. Używał ataków typu halucynacja oraz atakował mnie we śnie. Pozycja na brzuchu + ręka z lewej strony robiąca za mur obronny chroniący czakrę spisywały się całkiem, całkiem ale nie mniej jednak o 7:50 przeliczyłem atak we śnie przed którym już się nie obroniłem, a nie był to jedyny atak tej nocy. Moja czakra czuje się "obita".

30/31.10.2010 -> O 1:35 kładę się spać, a wstaję lekko po 7:10. Były lekkie próby rozkodowania mnie przed zaśnięciem ale jakoś bez większych zmagań udało mi się zasnąć. Dopiero o 7:10 przyliczyłem "normalny" atak (chyba był jeszcze chwilkę wcześniej jeszcze jeden atak ale nie tak udany jak ten, który zaraz opiszę). Ten atak nie był przyjemny! Był to atak we śnie, który wyglądał następująco: zobaczyłem siebie z zamontowanym jakimś urządzonkiem do lewej dziurki w nosie. Następnie wsadzony został (lub już tam był - nie pamiętam dobrze) długi cienki pręt! Po chwili był on wyjmowany i przy tej czynności mocno wyczuwalnie ocierał się on o wewnętrzną stronę nosa. To odczucie spowodowało moje rozkodowanie i stratę energii. Chwilę później wstałem. Przy całej tej "operacji" niestety leżałem na plecach, chodź kładłem się spać na brzuchu! Nie ma to jak nieświadome przekręcenie się we śnie na najgorszą pozycję do obrony! Jestem ciekawy czy na prawdę miałem coś włożone do nosa. Nie wykluczam tego, nie mniej jednak wygląda to na typowy atak we śnie bo przy wyjmowaniu tego "drutu" ewidentnie celowo było mi dane doświadczanie uczucia dyskomfortu w nosie aby mnie "otworzyć" co dokładnie nastąpiło. Rozkodowanie -> strata energii. Nie paliłem dzisiaj żadnej lampki. Jak widzimy chyba nie ma to wpływu na atakującego, nie mniej jednak daje to pewien nie wielki komfort psychiczny, ale i tak jak są zbyt mocne ataki to trzeba się ewakuować, nie zależnie od tego czy mamy zapaloną lampkę czy nie. Niby dzisiaj spałem tylko około 5,5 godziny ale nie czuję aby to było jakoś mocno za mało dla mnie. Nie uwzględniłem dzisiaj zmiany czasu.

[LISTOPAD 2010]

31.10.2010/01.11.2010 -> (godziny podane już po zmianie czasu o godzinę do tyłu) O 00:10 kładę się spać, a o 7:55 wstaję. Były ataki rozkodowujące (silne wizje przed oczami) przed zaśnięciem, ale udało mi się wyjść z nich mniej więcej bez szwanku. Dodam jeszcze, że podczas tych ataków otworzyłem oczy gdy było bardzo ciemno i jak patrzyłem na swoją rękę, która była spowita ciemnością (bo nie paliłem żadnych lampek w pokoju) to widziałem jak moja wyobraźnia pobudzona do maksimum przez tego byta tworzy na niej "obraz / myślokształt". Działo się to tak samo, jakby tworzyło się to na czarnym ekranie przed zamkniętymi oczami! Było wystarczająco ciemno, aby taka "wizja / obraz" (jak zwał tak zwał) mogła zaistnieć. Oczywiście nie patrzyłem się na to zbyt długo, bo to mocno niebezpieczne (następuje wtedy rozkodowywanie). Ma się również odczucie, że jest to tylko wyobraźnia, myślokształty lub coś w tym stylu. Jakoś nie przypomina mi to wizji z "wyższego wymiaru". Oczywiście taka wizja, gdy jest mocna jest bardzo dobrze widoczna, ale z tego co pamiętam, chyba nigdy nie była rozciągnięta na cały ekran w taki sposób, aby nie było czarnych miejsc, no chyba, że wpadnę w sen... ale mi chodzi o takie wizje, które są wtedy, gdy jestem w pełni świadomy i jednym słowem mam jedynie zamknięte oczy. Ale nie jestem pewien na 100%, że wszystkie "wizje" tego typu nie były rozciągnięte... tak mi się wydaje, że takowych nie było w stanie pełnej świadomości, ale to nie jest 100% pewność. Te wizje są mocno niebezpieczne, gdy się ktoś na nie zagapi. Sam miałbym ochotę sobie na to popatrzeć, bo to w pewnym sensie "ciekawa sprawa", ale nie mniej jednak doświadczenie mnie już nauczyło, że otwieramy oczka, bo inaczej może być "rozkodowanie" i energii wtedy możemy powiedzieć papa. W nocy raczej spokojnie. Może trochę przed wstaniem były pewne próby ataku mojej osoby, ale ogólnie miałem dobrą pozycję i ciężko było mu się do mnie dobrać. Gdy uznałem, że robi się niebezpiecznie po prostu wstałem. Nie mniej jednak nie wyspałem się najlepiej, gdyż spałem w jednej pozycji przez całą noc.

01/02.11.2010
-> O 23:30 kładę się spać, a o 5:03 wstaję. Tym razem (w porównaniu do wczoraj) zapaliłem dwie lampki. Ogólnie standardowo... przed zaśnięciem próbował, ale słabo mu to wychodziło. O 3:25 i 4:42 były ataki we śnie, w których straciłem energię (w obu leżałem na plecach!). Niestety z pozycji brzusznej lub boczno-brzusznej przekręcało mnie nieświadomie na plecy! Muszę coś z tym zrobić! Może jakoś zablokuję sobie możliwość poruszania się? tylko jak? coś wymyślę... Wiem, że pozycja boczno-brzuszna nie daje pełnej ochrony, ale jest przynajmniej 100x lepsza niż leżenie na plecach. O 5:03 się ewakuowałem :/ Dodam jeszcze, że zamiast na lewą rękę nałożyć moją bransoletkę z lapis lazuli, nałożyłem ją na prawdą. Może nie ma to znaczenia, ale wspomnieć nie zaszkodzi. Jak zwykle moja czakra potrzebuje regeneracji... :(

02/03.11.2010
-> O 00:27 kładę się spać, a o 6:29 wstaję. Przed zaśnięciem w miarę luźno. O 3:00 atak (strata energii / pozycja na plecach? lub zbliżona). Następnie o 6:27 (bez straty energii [fart] / pozycja na plecach? lub zbliżona) i tutaj się mocno zastanawiałem czy już się ewakuować, czy jeszcze nie? Niestety podjąłem złą decyzję i postanowiłem zostać w łóżku, aby spać dalej i 2 minuty później oberwałem (leżałem na brzuchu!). Po tym ciosie szybko się ewakuowałem. Ogólnie zauważyłem, że mocno zmieniam nieświadomie pozycję we śnie, jeżeli zasypiam w pozycji brzusznej gdzie moje nogi są ułożone prosto, to jest duża szansa, że się przekręcę. Jutro, jak nie zapomnę, spróbuję jedną nogę kłaść pod kątem 90 stopni (patrz: pozycja w jodze która nazywa się "drzewo") aby zablokować nieświadomą zmianę pozycji, co i tak może mi niewiele dać, ale już brak mi asów w rękawie :/

03/04.11.2010
-> O 00:30 kładę się spać, a o około 6 wstaję (żałuję, że nie wstałem o 3-4 lub najpóźniej o 5-5:30). Od samego położenia się spać miałem bardzo mocną hipnozę! Kilka godzin później, ewakuowałem się do drugiego łóżka w pokoju (chyba około 3? - nie jestem pewien), ale to nic nie dało... O 4:12 już wracałem z powrotem! Znowu tylko 5,5h "snu" (czuje, że w miarę mi to wystarcza... wolałbym więcej godzin spać, ale jest jak jest... a i tak przymierzam się do spania jeszcze krócej... im krócej tym lepiej... tylko abym się "pi razy drzwi" wyspał). Zacząłem też testować "pozycję drzewa", ale te ataki zmusiły mnie abym przestał, więc nie wiem czy nieświadomie przekręciłbym się na plecy czy nie (gdybym zasnął w tej pozycji). Ten byt chyba się dzisiaj wściekł z tą hipnozą! Nie muszę chyba mówić, że jestem dzisiaj przez niego obity :/ Chyba wrócę do palenia kadzideł... jakiś już czas temu zwątpiłem w ich skuteczność, ale chyba warto zacząć robić to ponownie... bo wiem, że one są ok., tylko czasem ten byt może być zbyt silny. Muszę też wrócić do odmawiania modlitwy do fioletowego płomienia, bo ostatnio to zaniedbałem... W ogóle wszelkiego rodzaju modlitwy i wszystko co mogę, muszę jeszcze mocniej wcielić w życie, aby walczyć z tym czymś... nawet jeżeli metody będą mi się wydawać nieskuteczne, to warto próbować do skutku... bo może tak naprawdę pewne rzeczy które robiłem, były nie na rękę temu bytowi, tylko on po sobie tego nie pokazywał, a ja np. zakładałem, że metoda jest nieskuteczna! Będę walczyć... do końca! W ogóle dzisiaj czuję się jakbym dostał kopa w klatę, że tak brutalnie to ujmę. Czuję się tam energetycznie rozwalony. A co do hipnozy, która jest na mnie zakładana, kojarzy mi się z pająkiem, który zawija w kokon swoją ofiarę. Te hipnozy są tak silne, że ja dostaję jakiś "zwidów" przed otwartymi oczami...ekran mi się rozmazuję, gdy próbuję przeciwstawić się zamykającym się oczom! Trzeba uciekać i tyle, ale spać też kiedyś muszę! Kładłem na głowę poświęcone obrazki, krzyż z Jezusem i nawet stukałem tingsha, ale nie zauważyłem jakiegoś "super" efektu. Nie mam lekko... ale na pewno byli ludzie, którzy mieli gorzej więc głowa do góry. Jeszcze dodam, że gorzej się oddycha po takich bęckach... ciężej jest zaczerpnąć głęboko powietrze. Po ostrym laniu 4 czakry oddech staje się taki płytki... Na czakrze czuję takie jakby energetyczne, przechodzące przez czakrę bóle, raz na jakiś czas... Nie wiem o co z tym chodzi... mogę się jedynie domyślać, że czakra próbuje jakoś się poskładać po "tornadzie", ale czy to na pewno o to chodzi to nie wiem... Ja i tak się nie poddam do końca tych ataków... tylko czasem morale spada po takich nocach... chodź moje wciąż nie są takie niskie... tylko czakra boli :(((

04/05.11.2010
-> W trakcie dnia oraz przed zaśnięciem paliłem kadzidełka. Jednym słowem mocno nadymiłem (szczególnie w okolicy łóżka). O 23:30 kładę się spać, a o 8:30 wstaję. Nie dostałem dzisiaj w piernik!

05/06.11.2010
-> Po 21:40 kładę się spać. Oczywiście w dzień jak i przed zaśnięciem paliłem kadzidełka ("myrrh"). Oczywiście dość mocno nadymiłem w pokoju (w szczególności w okolicach łóżka). O 7:33 wstałem, ale ostatnie około 30 minut właściwie już tylko leżałem i niestety, ale na samym końcu (owego leżenia) zapadłem w lekki sen, gdzie zostałem "dziabnięty" w czakrę. Na szczęście, wcześniejsze ataki we śnie były nieskuteczne dla tego byta. Jestem trochę niewyspany mimo 10 godzin "spania / leżenia". Wydawałoby się, że w takim czasie powinienem się bardzo dobrze zregenerować, bo przecież dzisiaj w nocy ataki tego byta były mocno nieskuteczne! ale nic bardziej mylnego! Wyjaśnienie jest proste! Śpię w pozycji, która nie jest dla mojego ciała zbyt wygodna, gdyż domaga się ono spania na plecach!, a ja od kilku dobrych miesięcy (jak nie więcej) sypiam wciąż w pozycjach "obronnych" (na boku lub brzuchu -> ostatnio zdecydowanie przeważa pozycja na brzuchu). Widać tutaj, że pozycja w jakiej się śpi, jest bardzo ważna aby człowiek mógł się prawidłowo wyspać. W moim przypadku jest to utrudnione przez ciągłe ataki, którym codziennie muszę stawiać opór. Dodam jeszcze, że mniej więcej przetestowałem dzisiejszej nocy pozycję "drzewo" (odnośnie nieświadomego zmieniania pozycji we śnie) i wydaje się, że jest ona skuteczna. Ostatnio (ciężko powiedzieć od jak dawna) śpię z zapaloną lampką świecącą prosto na mnie, ale nie mniej jednak, już dawno temu przestało mi to w jakikolwiek sposób przeszkadzać... chodź oczywiście wolałbym spać będąc pogrążony w ciemnościach, ale obecnie nie czułbym się zbyt komfortowo tak zasypiając. Gdy zasypiam przy zapalonej lampce czuję się odrobinę bezpieczniej, gdyż mam jakieś źródło światła (mimo, iż jest sztuczne) i wolę to, niż miałbym zupełnie po ciemku zostać z tym bytem sam na sam. Nie chce stwarzać mu idealnych warunków do ataków ;) Niech ma chociaż odrobinę pod górkę ;)

06/07.11.2010
-> O 00:00 kładę się spać, a około 7:30 wstaję. Ogólnie spokojnie było przez całą noc, tylko rano chyba leciutko oberwałem i w sumie tyle. Nie ma to jak porządne zadymienie pokoju przed pójściem spać :) Przeważnie rano po takim dymieniu jest dość duszno i trzeba szybko otworzyć okno aby się dotlenić ;)

07/08.11.2010
-> Kładę się o 20:20 (dość wcześnie, ale jakoś chce mi się spać). Oczywiście porządnie nadymiłem więc powinno być dobrze ;) O 2:50, 3:55 i 4:15 były ataki we śnie... ale było ich więcej tylko nie spisałem wszystkich. Trochę energii straciłem, a o 7:50 wstałem. Oczywiście nie wytrzymałem tak długiego "spania / leżenia" w pozycji na brzuchu. Spałem też w pozycji bocznej. Nad ranem leżałem trzymając krzyż na 4 czakrze na plecach. Ataki odbyły się wtedy, gdy nie leżałem na brzuchu (z tego co pamiętam). Rano jak wstałem to bolał mnie kręgosłup od spania na brzuchu... za długo tak leżałem, no ale jest to w miarę bezpieczna pozycja hmm... Denerwują mnie też te kadzidełka. Jak jest za dużo nadymione, to się źle oddycha i czasem kicham, ale porównując siłę ataków gdy się palą kadzidełka i gdy nie są zapalane to wiadomo, że warto trochę pocierpieć wydzielany przez nie dym.

08/09.11.2010
-> O 21:55 kładę się spać. Porządnie nadymiłem w pokoju (oczywiście zawsze priorytetem jest mocne zadymienie okolic łóżka). O 2:16 chyba oberwałem (pozycja na plecach); 6:40 atak we śnie (pozycja nie na brzuchu); 7:10 atak, a o 7:50 wstaję. Były chyba z jeszcze max dwa ataki, ale ich nie spisałem. Mocny był ten atak o 6:40 i czuję się obity przez niego na 4 czakrze. Ciężko jest wyleżeć całą noc na brzuchu. Mój kręgosłup ma już dosyć tej pozycji!

09/10.11.2010
-> O 22:05 kładę się spać. 1:15 atak (pozycja inna niż na brzuchu); następnie jakiś czas później "Anioł Stróż"? ochronił mnie we śnie przed atakiem (przegonił postać w moim śnie, która z pewnością chciała mnie "zaatakować"). 4:20 był kolejny atak (spałem na boku); następnie był atak o 5:26, 5:50, 7:06 (coś tam próbował; wcześniej też, ale już nie spisywałem tego); 7:25 coś było... 7:59 wstaję... Ogólnie nie czuję się jakoś mocno obity... może moc tego byta słabnie? albo ja staję się silniejszy? a może to dzięki paleniu kadzidełek? Tak czy siak, mimo tak wielu ataków dzisiejszej nocy wcale nie jestem specjalnie poturbowany! jedynie trochę obolały od niewygodnej pozycji na brzuchu... Wiadomo, że troszkę energii straciłem, ale nie jest źle! ;)

10/11.11.2010
-> Co do kadzidełek, to jakoś ostatnio przestaję je palić w ciągu dnia. Skupiam się przede wszystkim na zadymieniu okolic łóżka przed samym pójściem spać. Wypalam wtedy przeważnie 3 kadzidełka jednocześnie, kładąc je tam gdzie zaraz będę zasypiać, a po pewnym czasie, gdy zadymienie moim zdaniem staje się optymalne, kładę je z boku łóżka (na krzesełko) gdzie dalej produkują dym. O 22:35 kładę się spać. Ataki były o: 1:40, 3:06, 4:00, 4:50 (zmiana łóżka / ten sam pokój), 6:48 próba ataku?, a o 8:45 wstałem, ale nie jestem pewien czy nie było jeszcze jakiś ataków pomiędzy 6:48, a moim wstaniem.

11/12.11.2010
-> Jednoznacznie można stwierdzić, że zmiana łóżka w tym samym pokoju kompletnie nic nie daje! O 22:50 kładę się spać. Ataki były o 4:03 (wcześniej chyba też coś było), 4:47, 5:27 (po tym ataku ewakuowałem się do łóżka "obok"), 5:37 kolejny atak -> zmiana łóżka nie pomogła. Nie wiem już jak skutecznie bronić się przed tak podstępnymi i chamskimi atakami! W realu praktycznie nie da się wyczuć tego byta, a na dodatek jest niewidzialny! Jeżeli atak jest w lekkim relaksie albo po prostu w realu, to czuję tylko zadany cios i po ptokach jak to się mówi. Choć jest pewien objaw ostrzegawczy (pewne odczucie) i jak się je czuje, to trzeba natychmiast otworzyć oczy! ale czasem atak jest zbyt szybki, aby odpowiednio zareagować... różnie z tym bywa! Nie jest lekko, ale trzeba robić swoje...

12/13.11.2010
-> O 00:11 kładę się spać. Ataki były o: 4:24, 5:20, 5:56, 6:05 (byłem przy tym ataku kompletnie bez szans! i chyba nie tylko przy tym! i nie tylko dzisiaj!). Po tym ataku postanowiłem się szybko ulotnić, gdyż każdy kolejny atak na czakrę mógłby się zakończyć moim nokautem ;/ Były niby tylko 4 ataki, ale równie dobrze można powiedzieć, że aż 4! Trzeba pamiętać, że atak atakowi nie równy! Jedne są słabsze inne silniejsze! Chyba moim błędem było nie nadymienie kadzidełkami! Wczoraj pisałem, że są pewne objawy ostrzegawcze przed samym atakiem, ale ostatnio często zdarza się tak, że atak jest tak szybki, że ciężko stwierdzić czy był jakikolwiek objaw ostrzegawczy! Czasem są, ale czasem wydaje się, jakby ich w ogóle nie było... jest tylko zadany cios i moje zdziwienie, jak do tego doszło!? No, ale jest jak jest... a łatwo nie jest ;P Obecne ataki na moją osobę są bardzo chamskie i wyrafinowane. Łatwo jest kogoś lać jak jest się niewidzialnym ech...

13/14.11.2010
-> Dzisiaj spałem w małym pokoju, ale ta zmiana kompletnie nic nie dała. Już nie ma znaczenia, w której części mieszkania śpię... i tak, ten byt mnie bez problemu odnajduje. Kiedyś chyba coś to dawało... ale obecnie nie daje to zupełnie nic. O 00:05 kładę się spać. Przed 4 w nocy był jakiś atak, a następnie dwa po 5. Nie mniej jednak było ich więcej, ale nie spisałem ich wszystkich. Nakrywałem się obrazkami Jezusa itd. uderzałem w tingsha, mantrowałem słowo "Bóg", ale efektów brak :( Jak zwykle zostałem obity! Wstałem około 7 rano... więc niewiele spałem, ale to i tak nie zmienia faktu, że aby obić porządnie czakrę wystarczy zadać w nią jeden porządny cios... a przecież ja obrywam w nią każdej nocy więcej niż raz (przeważnie 3-7?... tak na oko)! Trzeba też pamiętać, że ataki różnią się od siebie siłą oraz "zadanymi obrażeniami". Jutro śpię w swoim pokoju i nadymię kadzidełkami że ho! ho! Jak to nic nie pomoże, to już nie mam pomysłów jak stawić temu bytowi skuteczny opór! Moje morale nie jest zbyt wysokie... ale jakoś się trzymam...

14/15.11.2010
-> O 01:10 siedziałem przed komputerem i dostałem cios w 4 czakrę! Jakiś czas temu jeszcze zastanawiałem się, czy te moje odczucia to tylko jakieś objawy kundalini, czy może czakra jest uszkodzona od tych ciągłych ataków i energia sobie z tego powodu po prostu ucieka, ale z dzisiejszej nocy wynika, że to po prostu jest atak... Przypominając sobie "przeszłość" mogę śmiało stwierdzić, że takich "ataków" miałem już na pęczki. Nie jest fajnie, gdy dostaje się w biały dzień (nie mówię o dzisiejszym dniu/nocy) przez niewidzialne moce i nie możesz właściwie zrobić nic, aby się przed tym uchronić :( Co się porobiło już z tym światem he? Około 2 w nocy zapaliłem 5 kadzidełek na swoim łóżku. Jak się można domyślić powstało w ten sposób duuużo dymu. O 03:10 zostałem ciachnięty na szyi! a wciąż jestem przed komputerem! Aż mi spuchło to miejsce! Oczywiście jest to całkowicie normalne że spuchło! ale chce jedynie podkreślić fakt, że dzieje się to wtedy gdy nie śpię... ja nawet nie byłem w łóżku, ani nic z tych rzeczy! Siedziałem przed komputerem i bum! raz w czakrę, raz w szyjkę! Halo! Ja nie śpię! w sumie chyba niewiele takich przypadków miałem? Co do tego "ciachnięcia" to nie ma tam żadnej ranki, tylko odbyło się tam tak jakby przejechanie czymś po skórze (pazurem?) co spowodowało obrzęk w postaci spuchnięcia, co z kolei po chwili wywołało uczucie pieczenia. Poszedłem pokazać to mamie (wiem, że jest późno!) aby dodatkowo uwidocznić jej czemu tak niechętnie chodzę spać! Jest już 5:12 nad ranem i czas się położyć... zobaczymy jak będzie... w całym pokoju czuć mocno kadzidełka... może coś pomogą... zaraz się okaże... -> dno... od kadzidełek to ja się prawie nie udusiłem ;) a co do ataków to tylko zamknąłem oczka i już były... wstałem o 9:38 i czuję się porządnie sprany na czakrze :( Nie wiem już... brak mi pomysłów na obronę... może pomoże woda święcona? albo tona czosnku? a może święcona sól? Nie wiem... nie mam już siły... czuję się jak worek treningowy, który był obijany cały dzień przez bokserów... ale muszę to wszystko wytrwać... chodź nie jest łatwo... właściwie z miesiąca na miesiąc jest coraz trudniej... jakoś to będzie... z moich snów wynika, że będzie w swoim czasie oczyszczenie tych ataków... tylko ile mi jeszcze przyjdzie na to czekać? oto jest pytanie... Nie mniej jednak warto mieć tą silnie ugruntowaną nadzieję lub można by to nazwać wiedzą, która dodaje sił w tym przedziale czasu, w jakim się obecnie znajduję. PS. nad ranem praktycznie już nic nie ma w miejscu wczorajszego "ciachnięcia".

15/16.11.2010
-> O 2:57 kładę się spać. Już o 4:20 dostaję bęcki... następnie ten sam scenariusz odbył się o 5:30 i to z kilka razy? Miałem już wstać, ale zapomniałem o tej myśli na chwilkę i zostałem błyskawicznie zahipnotyzowany w taki sposób, że byłem jak "bezbronna kukła", która nie była niczego świadoma! i na deser jeszcze dodatkowo małego bęcka zarwałem, o ile nie dwa bęcki. Moja czakra ma zdecydowanie dosyć! Zabieram się za porządną modlitwę, bo dłużej już tego nie wytrzymam! Otaczanie się światłem, polewanie się krwią Jezusa, odmawianie na głos Koronki do Miłosierdzia Bożego (LINK!), modlitwa do fioletowego płomienia odmawiana na różańcu (wcześniej nie odmawiałem tego na różańcu), świeczki, kadzidełka itd. Muszę zacząć mocniej tak pracować, bo mnie rozszarpie i dużo ze mnie nie zostanie... i kto będzie uaktualniać stronę? więc wybaczcie, ale idę się modlić... bo cóż mi pozostało hę? Powiem Wam szczerze, że po zrobieniu tych "modlitw" itd. zrobiło mi się jakoś tak lepiej na duszy... szczególnie po "Koronce do Miłosierdzia Bożego"... ale nie wiem czy to co zrobiłem wystarczy... mam pewien niedosyt... chyba jeszcze trochę muszę popracować... i tak zrobię! jakby coś, będę robił to do skutku... zobaczymy kto pierwszy wymięknie... jakby chociaż te ataki choć odrobinę osłabły, to będzie już wielki sukces... zobaczymy jak to się potoczy... wracam do swoich obowiązków "modlitewnych"... PS. nie kładłem się już spać... wolałem nie kusić losu...

Dodam jeszcze, że około 21 poszedłem się kąpać i jak na moje oko byłem bardzo mocno hipnotyzowany... temat ataków już mnie coraz mocniej męczy... cały mój dzień się kręci wokół tego... ale w sumie to zrozumiałe... a wracając do kąpieli to, po wielominutowej walce, aby się otrząsnąć z hipnozy w końcu usnąłem (a raczej zostałem zahipnotyzowany) i prawie się "utopiłem"... (mocno zachłysnąłem się wodą itd.)... a na dodatek po wyjściu z wanny znalazłem dwa ciachnięcia (widoczne / jedno z nich było bardzo małe, a drugie znacznie większe) na szyi... chyba jakieś nowe? Już chyba nie muszę dodawać, że moja czakra była w między czasie atakowana... no i to dziwne pojawiające się odczucie w okolicach 4 czakry itd... wszystko jest jasne...

Idę zaraz do swoich modlitw... bo co mi niby pozostało... nie spać całą noc? a i tak to nie gwarantuje bezpieczeństwa... naprawdę mam już tego dosyć... ale nie mogę sobie nacisnąć magicznego guziczka, który by to wszystko zakończył... trzeba być cierpliwym i robić swoje... ale czasem brakuje mi już sił do tego wszystkiego... ech...

16/17.11.2010
-> (zapaliłem przed zaśnięciem jedno kadzidełko + świeczkę / świeczek w ogóle sporo palę... szczególnie w dzień...) O 00:20 kładę się spać. Równo o 03:00 jest o dziwo nie taki silny atak. Postanawiam odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego i gdy skończyłem (03:11) to chwilkę po zamknięciu oczu usłyszałem dziwny dźwięk jakby ich mowę? i ten dźwięk był dla mnie czymś na kształt ataku rozkodowującego, który mnie "otworzył" i straciłem przy tym trochę energii. Odmówiłem następnie na różańcu modlitwę do fioletowego płomienia (33x) i postanowiłem o 3:22 wstać, bo wiedziałem, że nie ma sensu już się kłaść i zamykać oczka aby dostać w piernik.

Dzisiaj dostałem cynk od pewnej osoby abym zrobił: "ekadaszi" (który akurat występuje dzisiaj / 11 dzień księżycowy). Pierwszy raz o tym wyjątkowym dniu usłyszałem właśnie przed chwilką ;) Wysłuchałem instrukcji i mam zamiar spróbować. Przed wschodem słońca który się zaczyna tego dnia o 6:59 mam powiedzieć, że będę pościć (pełny post / bez jedzenia i picia) 24 godziny aby uczcić ekadaszi. Następnie lekko po wschodzie słońca muszę się wykąpać lub wziąć prysznic. Oczywiście wiadomo, że kąpać się już nie będę, aż te wszystkie ataki miną... jedynie prysznic wchodzi w grę. Nie chcę zostać utopionym biorąc kąpiel tak jak mogło to mieć miejsce wczoraj. W pewnym sensie myślałem, że może spać mi się chce i chyba sobie wmawiałem, że to nie jest hipnoza. Niemniej jednak zachłyśnięcie się wodą (nie byle jakie) uświadomiło mi dobitnie z czym się mierzę. Hipnozę to oni mają silną, więc nie ma co ryzykować biorąc kąpiele. Wezmę prysznic i muszę dokładnie się obmyć (z góry na dół) zczyszczając z siebie cały "brud" (taki prysznic oczyszczający). Podczas tej czynności należy odmówić modlitwę:

"O Asvakrante! O Rathakrante! O Visnukrante! O Vasundhare! O Mrittike! O Mother Earth! Please destroy all my sinful reactions accumulated from previous lifetimes."

Można sobie wydrukować obrazek Kriszny albo Wisznu, aby lepiej wczuć się w klimat tego dnia. Warto też oglądać wideo o tej tematyce np. to jest dość dobre: LINK! (niestety ale link jest nieaktywny). Jeszcze przed zakończeniem postu muszę powiedzieć, że go zakańczam no i nie objadać się od razu tylko zjeść coś lekkiego i to chyba byłoby na tyle instrukcji... ale to i tak się chyba tyczy tylko tego dnia... ale i tak warto o tym wspomnieć... a może coś pomoże? oby...

Jest już 8:31, a ja mam bardzo silne przekonanie, że moja 4 czakra jest już od jakiegoś czasu atakowana... właściwie jestem tego praktycznie pewien... nie będę mówił na 100% że tak jest, ale moim zdaniem w granicach 99%... Można to stwierdzić po objawach na 4 czakrze oraz po hipnozie! Nawet w dzień już mnie muszą męczyć...

9:27 -> Przed chwilą trochę się pomodliłem (między innymi odmawiałem "Trzy modlitwy do Jezusa") itd... nałożyłem różaniec na szyję, zapaliłem kadzidełko i dymiłem nim wokół siebie... świeczki to standard... zapalę zaraz taką fioletową... one są mocne... zauważyłem, że wcześniej ten byt atakował (ale mało) również 3 czakrę. Po tych modlitwach itd. zauważyłem, że nie mam takich mini dziabnięć w czakrę... Nie mniej jednak wciąż jeszcze hipnotyzuje... no zobaczymy jak to się potoczy... muszę więcej czasu spędzać na modlitwach... dla lepszego efektu...

Mam nową dostawę wody święconej... już sobie nią kropie głowę i 4 czakrę... w ogóle spędzam dzisiaj sporo czasu z różańcem na szyi... i chyba tak już zostanie... zawsze coś tam pomoże... mniej czy więcej...

17/18.11.2010
-> O 23:09 kładę się spać. Miałem tym razem przy sobie wodę z Lourdes (trzymałem ją w okolicy 4 czakry)!!! Co ciekawe praktycznie dzisiaj nic nie oberwałem! Może to też zasługa, że pokropiłem (wodą święconą wziętą z kościoła w moim mieście) głowę i 4 czakrę. Tak czy siak, na pewno jutro będę miał ten niewielki "flakonik" z wodą przy sobie... Dodam jeszcze, że gdy kładłem się spać nie czułem się najlepiej od tego postu. Prosiłem zatem Boga, aby chodź trochę tej nocy mnie oszczędził, ale ostatecznie dodałem "Nie moja wola lecz Twoja Ojcze niech się stanie". Tak czy siak, moja mama weszła do mnie o 5:50 i mnie trochę wystraszyła pojawieniem się u mnie w pokoju. Ogólnie rzecz ujmując ten byt był w moich snach, ale tak jakby nie mógł się zbytnio do mnie dobrać... piszę zbytnio, bo zadał mi pewne minimalne straty, ale jest to kropla w oceanie strat jakie zadawał mi każdej nocy, więc jest dobrze! O 7:50 zakończyłem post i poszedłem coś zjeść. Po około 10min wróciłem do spania gdyż czułem się bezpiecznie oraz nie odczuwałem żadnej hipnozy ze strony tego byta. Oczywiście trzymałem cały czas blisko siebie moją nową super wodę z Lourdes!!! Wstałem ponownie o 10:25 i czuję się w miarę wypoczęty! a to się tak rzadko zdarza!!! Mam nadzieję, że już tak zostanie... byłoby super... zobaczymy jutro!

I jeszcze jedno! Dzisiaj miałem sen jak unosiłem się w pokoju! U mnie zawsze tego typu sen oznacza oczyszczenie jakiejś sprawy! Czyżby chodziło o te ataki!? Wygląda na to że tak!

18/19.11.2010
-> O 00:35 kładę się spać. Nie mogłem znaleźć świeczki więc dzisiaj jej nie zapalałem. Wodę z Lourdes położyłem koło 4 czakry oraz skropiłem sobie głowę i 4 czakrę wodą święconą (tą z kościoła) i położyłem ją koło głowy. Domyślam się, że woda z Lourdes nie straciła swoich właściwości... tylko prawdopodobnie wczoraj nie ona mnie tak dobrze chroniła. To co mnie chroniło wynikało prawdopodobnie z mojej prośby o dzień wolny, gdyż byłem na pełnym poście i nie najlepiej się czułem. Dzisiaj myślałem, że owa woda mnie ochroni w taki sam sposób jak wczoraj, ale tak się nie stało. Nie wiem na ile chroni owa woda... ale i tak będę ją mieć przy sobie, gdy będę kłaść się spać. Przed zaśnięciem były ataki na 4 czakrę... minimum 2 dziabnięcia, ale pewnie było ich więcej. O 3:55 atak ale mały? O 3:58 dobitka na 3 lub 4 czakrę. W tym momencie użyłem wody święconej z kościoła i skropiłem nią siebie oraz łóżko. 5:10 oberwałem lekko w 3 lub w 4 czakrę (trudno stwierdzić w którą dokładnie). 5:25 atak chyba w 4 czakrę. Następnie już tylko sobie leżałem i o 5:32 wstałem. Moja czakra jest tak mniej więcej średnio obita... Nie spodziewałem się, że dzisiaj będą bęcki... powinienem chyba wcześniej wstać.. bo robiłem dzisiaj trochę za worek treningowy... no, ale regenerować się przez sen jakoś też muszę... nie mogę wiecznie nie spać... hmm...

19/20.11.2010
-> O 00:26 kładę się spać. O 00:31 zaczyna się "zabawa"... gdy zamykam oczy zaczynam doznawać lekkich ataków na 4 czakrę... Następnie o 2:55 zostałem zaatakowany i zwiałem do małego pokoju gdzie również dostałem jeszcze kilka razy! Wstałem dopiero o 11:05? bo jakoś tak już później te ataki ustąpiły na tyle, że można było trochę w miarę spokojnie poleżeć, ale i tak czakra kwiczy (nie czuje się dobrze po atakach) :/

20/21.11.2010
-> O 01:41 kładę się spać. Od razu skropiłem wszystko wodą święconą + obrazki na mnie i wokół mnie + pozycja embrionalna z plecami przy ścianie, ale i tak już o 01:50 miałem atak! taki bez większych szkód, ale już ten byt się dobijał do mnie. Ogólnie cała noc była jakaś taka spokojna. O 09:01 wstałem i chyba właśnie wtedy jeszcze leciutko oberwałem :(

21/22.11.2010
-> Jest już 22:30, a od około 30min mam wrażenie, że ten byt próbuje mnie hipnotyzować... może sobie to wkręcam, ale chyba jednak nie... na wszelki wypadek pokropiłem się wodą święconą i o dziwo poczułem się troszkę lepiej, a może mi się tylko tak wydaje? Jak wiemy ten byt i w biały dzień nie ma problemów aby mnie atakować, więc moje przeczucie o zakładaniu mi hipnozy prawdopodobnie jest całkowicie słuszne. O około 00:40 skropiłem ponownie siebie wodą święconą + łóżko... uderzałem też przez jakiś czas w tingsha + w tym momencie puszczam dźwięki gongów z komputera. O 02:51 położyłem się spać. Dwa słoiki ze święconą wodą położyłem koło głowy dla ochrony itd. Chyba nie było ataków przed zaśnięciem? Dopiero o 6:59 przyłapałem atak we śnie, gdzie straciłem energię. Może w ogromnym skrócie opiszę jak to wyglądało. Domyślam się, że ta postać już była w moim śnie od pewnego czasu. Pod sam koniec snu, mój sen zrobił się bardzo ponury i praktycznie wszystko przybrało kolor czerni. Nagle nastąpiło stwierdzenie słowne w stylu "i wszyscy zginiecie", a następnie nastąpiło mocne trzaśnięcie drzwiami po to, aby w błyskawiczny sposób mnie otworzyć i zabrać mi energię. Oczywiście udało się to temu bytowi. Po szybkim wstaniu po tym zajściu odczuwam jeszcze pewne pozostałości po hipnozie? Dobrze, że szybko wstałem, a nie poszedłem dalej spać, bo prawdopodobnie na tym jednym ataku dzisiejszej nocy by się nie skończyło. Nie był to miły atak, ale lepszy jeden niż dwa... czy więcej...

22/23.11.2010
-> Dostałem dzisiaj specjalną przesyłkę ;) w której znajduje się pobłogosławiona przez egzorcystę sól w małych kryształkach i w normalnej postaci ("typowa sól kuchenna"). Dostałem też 3 małe kawałki tybetańskich kadzidełek. Najmniejsze to "manjushri" (mocno oczyszcza), a dwa większe (które podzieliłem sobie w sumie na 5 części) to "shambala incence", które używane są w buddyjskich świątyniach. Przetestuję dzisiejszej nocy ten "towar" i zobaczymy czy coś pomoże... Sól w kryształkach wsypałem do małej szklaneczki i położyłem ją w okolicach głowy. Odrobinę soli tej w drobnej postaci wetrę (nasączając ją wcześniej odrobinę wodą, aby się lepiej "przykleiła") w czubek głowy, 3 oko, skronie, 4 czakrę i ewentualnie 3 czakrę oraz wezmę trochę jej na język. Wypalę też jedno kadzidełko... może zacznę od tego silnie oczyszczającego. Również skropiłem siebie jak i łóżko wodą święconą. Około 22:10 gdy siedziałem przed komputerem chyba ten byt próbował mnie zahipnotyzować? Raczej tak... no ale cóż... kuku mi nie zrobił... O 22:40 kładę się spać. Miałem też dwa słoiki z wodą święconej położone w okolicy głowy. Prawdopodobnie o 5:19 i 7:25 były słabe ataki. Wiem, że ktoś był w moich snach, tylko nie wiem czy to był ten byt, czy opiekun... a może oboje? O 7:30 wstałem. Czuję pewne lekkie bęcki na czakrze ale to pikuś w porównaniu z tym jak czasem obrywałem. Nie wiem na ile to zasługa soli itd. ale będę prowadził w tym zakresie dalsze testy...

23/24.11.2010
-> Zapomniałem przed zaśnięciem wypalić mojego tybetańskiego kadzidełka, ale ładnie nasmarowałem się "solanką" oraz skropiłem łóżko jak i siebie wodą święconą. O 00:40 kładę się spać. O 4:03 we śnie jest ten byt i odczuwam od niego ogromne zło, aż cała moja osoba jest nim przesiąknięta do szpiku kości, ale niemniej jednak nie wydaje mi się abym stracił energię czy coś takiego? O 5:40 wyczuwam tego byta we śnie i zauważyłem co się święci i dlatego 5 minut później postanowiłem wstać. PS. zauważyłem, że ostatnio częściej dostawałem, jak spałem w pozycji bocznej, gdy byłem brzuchem skierowany do ściany (brzuch prawie przylega do ściany / aby zabezpieczyć 4 czakrę). Dlatego staram się spać non stop na brzuchu, ale już o 5:40 się trochę zmęczyłem tą pozycją więc, aby się nie przekręcać i dodatkowo nie narażać na atak postanowiłem wstać. Obecnie siedzę sobie w różańcach na szyi... tak na wszelki wypadek... a może się przydadzą... Wydaje mi się, że sól pomaga...

Dodam jeszcze, że czasami w biały dzień dla większego bezpieczeństwa zakładam na szyję swoje dwa różańce. Mam wtedy taką cichą nadzieję, że uchroni mnie to przed hipnozą. Jak na razie przeprowadziłem za mało "testów" w różańcach (w biały dzień) aby powiedzieć na ile mnie to ochrania, ale na obecną chwilę uważam, że na pewno w jakimś stopniu jestem dodatkowo chroniony.

24/25.11.2010
-> Przed położeniem się spać natarłem się solanką, użyłem kilka razy tingsha, wypaliłem zaległy kawałek tybetańskiego kadzidełka, pokropiłem siebie i łóżko wodą święconą itd... O 1:26 kładę się spać... obłożony obrazkami + trzymając krzyż w ręku itd.. Nie zauważyłem żadnej hipnozy w trakcie zasypiania! To już nie pierwszy raz w tym tygodniu! O 3:25, 5:10 oraz 7:30 (czy o 8:30?) były drobne ataki. Wstałem o 8:36. Niby 3x oberwałem, ale tak lekko. W miarę udana noc!

25/26.11.2010
-> O 23:11 kładę się spać. 3:34, 4:05, 5:34, 5:39 -> były ataki -> o tej 5:39 czułem się taki "zamotany" więc postanowiłem wstać... poużywałem tingsha, zapaliłem świeczkę, posypałem solą 7 czakrę oraz łóżko + na język jej trochę nałożyłem, otworzyłem też okna aby trochę świeżego powietrza dopuścić (zgasiło to dość szybko moją świeczkę, którą zapaliłem w między czasie). O 5:47 ponownie się kładę spać. Oczyściłem jeszcze trochę aurę (mogłem zrobić to trochę dokładniej). Pokropiłem też łóżko i siebie dodatkowo wodą święconą. Obłożyłem się dokładnie obrazkami itd. O 7:25 moja mama spytała się czy może wejść do pokoju i poczułem w tym momencie spory ruch energii na 4 czakrze :( Nie wiem czy straciłem tą energię, ale raczej nie było to nic dobrego. Jak już pisałem najmniejsza taka rzecz może spowodować takie cyrki jeżeli jest się pod "ostrzałem" (pewnego rodzaju stan zamulenia / hipnozy -> podatności na wystraszenie / na otwarcie / na stratę energii). O 7:49 wstałem.

26/27.11.2010
-> O 2:00 kładę się spać... wiadomo... sól, kropienie wodą święconą itd... co do "nacieraniem się święconą solą", to nie robiłem dzisiaj typowej "solanki" (mocno rozpuszczona sól w wodzie mineralnej) tylko postanowiłem zrobić to w taki sposób, aby było widać gródki soli, a na dodatek zamiast używać do tej "czynności" wody mineralnej użyłem dzisiaj wody święconej... Byłem jeden raz zaatakowany, ale nie spisałem o której godzinie (chyba około 5-6?). Nie był to zbyt silny atak. Około 9 wstałem.

27/28.11.2010
-> O 1:00 kładę się spać. Wydaje mi się, że nie było dzisiaj ataków? Nad ranem trochę się przekręciłem na bok i coś mi tam nie pasowało, ale jak się zorientowałem, że nie leżę na brzuchu, to szybko ten błąd naprawiłem. Poleżałem do 8:00 i wstałem, bo jakoś nie czułem się do końca "bezpiecznie" aby spać dalej... ale chcąc nie chcąc bardzo udana noc. PS. skropiłem również wodą święconą kołdrę którą się przykrywam... oraz sól porozsypywałem tu i ówdzie... ogólnie ta metoda z wodą święconą i solą wydaje się bardzo skuteczna.

28/29.11.2010
-> Około 3:45 kładę się spać. O 5:55 w babci w pokoju spadły jakieś "kwiatki?" i powstał przy tym duży huk i mnie to zdarzenie rozkodowało (otworzyło), co spowodowało u mnie stratę energii. Teraz wielu ludzi może pomyśleć, że to jakaś paranoja co ja piszę... coś spadło, wystraszyłem się i co ma to wspólnego z atakiem? a no ma i to dużo... gdy ten byt przebywa "nad tobą" lub "koło ciebie" to jego celem jest "otworzenie cię" bo musi jakoś ukraść energię. Takie zdarzenie jest dla niego "zbawienne", bo bardzo ułatwia mu to zadanie. W mig wykorzystuje sytuację i obraca ją na swoją korzyść. Trzeba trochę podoświadczać ataków aby to zrozumieć. Ja ich doświadczam już długo i mam trochę doświadczenia w tym temacie, więc wiem co mówię, ale dla "laika", który nigdy nie doświadczał takich rzeczy może być to kompletnie "niezrozumiałe", co doskonale rozumiem. Muszę podkreślić jedną ważną rzecz, że te "ciemne moce" są bardzo, ale to bardzo inteligentne o czym ludzie zapominają i obstawiają, że są mądrzejsi niż ta siła. Sam z tą siłą się mierzę więc czasami widzę prawdziwy geniusz w przeprowadzonym ataku. Jest to takie wyrafinowane i bezczelne, że czasem nie do uwierzenia. Jego największym sukcesem jest to gdy zaatakuje cię, ukradnie ci energię, a ty nie będziesz wiedzieć, że w ogóle coś się stało. Nawet nie połączysz tego z atakiem. Jak miałem ataki, gdzie widziałem latające ciemne energie czy "zjawy"? z rozdziawionymi "ryjami" próbujące mnie wystraszyć, to łatwo było stwierdzić, że jest to atak, ale już gdy wygląda to tak, że nikogo nie widzisz, jest jakiś sen lub malutkie zdarzenie i nagle tracisz energię to możesz nie połączyć tego z atakami i w przyszłości nie będziesz przed takim czymś się bronić. Ciemnej sile właśnie o to chodzi! Abyś się nie bronił! Abyś nie był świadomy co się dzieje! Abyś nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje! Abyś nawet nie był w stanie się domyśleć co się dzieje! Abyś zaprzeczał temu co widzisz, czujesz itd. Abyś traktował to jako koszmar czy po prostu zły sen. Aby twój umysł wymyślił sobie jakiekolwiek wytłumaczenie, tylko abyś tego nie wiązał z atakiem! Trzeba przyznać, że geniusz "ciemnych mocy" jest ogromny i ja to potwierdzam... to wyrafinowanie... ta przebiegłość... ta bezduszność... po prostu godna podziwu, gdy patrzeć oczami kogoś skrajnie złego. Kolejny atak był o 7:36 gdzie topiłem się we śnie (brakowało mi powietrza i nie zdążałem wypłynąć na powierzchnię) i wtedy pojawiają się dokładnie te uczucia które mnie "otwierają" i po chwili jest po ptokach! Przecież to istny geniusz! Mało kto zorientowałby się, że to atak! Może z 0,01% ludzi pomyślałaby, że coś jest nie tak! Większość nie zwróciłaby nawet na to uwagi! Powiedziałaby, że miała jakiś głupi sen i poszłaby spać dalej! Tylko nie wiem czy "zwykli" ludzie doświadczyliby tego typu ataku. Moim zdaniem jest to trochę wyżej zawieszona poprzeczka. Łatwiej jest stwierdzić, że jest to atak, gdy widzimy tego który nas atakuje, ale właśnie o to chodzi abyś nie wiedział, że to jest atak! Abyś w ogóle nie wiedział co się dzieje! Największym sukcesem "czarnego" jest gdy w niego nie wierzysz!!! Koniec kropka!!! A ludzie zbyt często zapominają o jego przeogromnej inteligencji!!! To wszystko nie jest takie łatwe, jak może się wydawać. Sam fakt pisania o tym i ujawniania czegoś, co ludzie odbierają jako choroba psychiczna itd. nie jest dla mnie łatwe, ale niemniej jednak jest mi dane tego doświadczać i czuję na sobie moralny obowiązek ujawnienia tego jak to wygląda. Pamiętam jak był kiedyś odcinek w "Rozmowach w toku" o takich przypadkach ludzi, którzy byli atakowani przez "ciemne moce". Oczywiście psycholog nie uznawał, że to może dziać się naprawdę tym samym robiąc krzywdę zaproszonym ludziom, którzy nie umieli sobie poradzić z tą niecną siłą. Jeden gość doświadczał ataków zjawy przez 17 lat!!! i też miał atakowaną 4 czakrę!!! Na pewno nie jestem jedyny, który tego doświadcza... ja po prostu chyba jako jedyny tak dokładnie to spisuję! Właśnie po to, aby był solidniejszy dowód na "nocne ataki"! Jakbym spisał to kilka razy, to mało kto by się nad tym zastanowił... ale jak spisuje się to już ponad rok i to dzień w dzień, to już coś musi w tym być... a jakie wnioski kto wyciągnie, to już jego sprawa. O 7:36 była jeszcze mała próba ataku, a o 7:40 się ewakuowałem. Czuję się w miarę wyspany (4 godziny snu) ale też trochę obity chodź można powiedzieć, że były tylko 2,5 ataku na moją czakrę... ale w tym dwa silne i jeden bardzo słaby. Jeszcze tylko dopiszę, że aby pojąć moje obecne ataki jest mocno wymagane czytanie moich doświadczeń od samego początku, bo czytanie np. od tego miejsca może być dla kogoś zupełnie niezrozumiałe. To jak zacząć czytać książkę od połowy i nie rozumieć czemu się w niej akcja tak toczy i niby z czego to wynika? Jakby się czytało książkę od początku, to na pewno akcja tam rozgrywająca się miałaby sens :) PS. wypaliłem tej nocy ostatnie moje "mini" tybetańskie kadzidełko.

29/30.11.2010
-> Kładę się o 00:35... wstaję o 9:35... coś tam oberwałem... na dodatek kręgosłup mnie znowu boli od leżenia tyle godzin w jednej pozycji... choć zdarzało mi się mimowolnie przekręcać na bok, co nie zawsze kończy się dla mnie dobrze... tak czy siak kolejna noc "zaliczona"... jedną mniej ;)

[GRUDZIEŃ 2010]

30.11.2010/01.12.2010 -> O 1:44 kładę się spać. O 5:27 wykryłem tego byta we śnie, ale nic mi nie zrobił. O 8:57 wstaję. Nie paliłem już dzisiaj małej, białej świeczki, ponieważ mi się skończyły... sporo wypalałem ich w ciągu dnia więc siłą rzeczy skończył mi się mój zapas ;) ale i tak już chyba one nic nie dawały... ale w sumie tak fajnie jak jakiś "płomień" płonie w pokoju... byle nie za duży hehe ;)

01/02.12.2010 -> Dzisiaj bez skrapiania łóżka itd. wodą święconą bo mi się już skończyła, a drugi słoiczek z takową wodą nie chciał się otworzyć i leży sobie koło mojej głowy mocno zamknięty. Co do soli święconej to posypałem sobie  jedynie 7 czakrę oraz kołdrę bez nacierania pozostałych czakr (3, 4, 6, skronie) (mogłem użyć zwykłej wody, ale jakoś tego nie zrobiłem). O 23:40 kładę się spać. O około 4:42? widziałem tego byta w moim śnie, ale nic mi nie zrobił? Tak sądzę... Ja się tam później przekręciłem na bok, ale chyba nic mi się z tej okazji nie stało? Nie jestem pewien na 100%, ale chyba nie? O 8:31 wstałem...

02/03.12.2010 -> O 00:37 kładę się spać i niestety po chwili zaczynam doświadczać ataków rozkodowujących :( (00:40, 00:42...). Przed zaśnięciem używałem tylko tingsha oraz posypałem sobie solą święconą 7 czakrę oraz lekko łóżko. O 5:38 zaatakowała mnie postać we śnie, ale skutecznie się broniłem... atak był słaby... tylko nie wiem, czy gdy się broniłem nie za bardzo się "otworzyłem"... dziwny atak... przeważnie jest taki silny i zdecydowany, a ten był taki słaby i nieudolny... O 5:41 atak rozkodowujący... Po tym ataku zastanawiałem się, czy aby dobrym rozwiązaniem nie byłoby wstanie z łóżka i zakończenie "snu", ale jakoś nie za bardzo miałbym co robić więc postanowiłem jeszcze pospać chodź byłem pod ostrzałem. Zacząłem używać tingsha, na głos mantrowałem słowo "Bóg" itp, posypałem dodatkowo 7 czakrę solą oraz łóżko. O 7:10 prawdopodobnie był kolejny atak, a o 8:44 wstałem, ale niestety jakieś 5 min wcześniej też był atak (we śnie). Dodam jeszcze, że w minimum 2 snach była też przyjaźnie nastawiona do mnie postać tylko nie jestem pewien czy był to mój "Anioł Stróż" czy była to postać wykorzystywana aby mnie "otworzyć" (wzbudzić zaufanie), a następnie zaatakować (z większą łatwością) i zabrać energię.

03/04.12.2010 -> O 1:08 kładę się spać i od razu czuję ataki rozkodowujące wycelowane w 4 czakrę (ciężko stawić im opór). O 4:55 były jakieś dwie postacie we śnie, ale jakoś nic mi się nie stało. Po obudzeniu były ataki rozkodowujące. O 5:04 uciekłem do łóżka obok i niby trochę pomogło? O 9:50 wstaje...

04/05.12.2010 -> Na półce odnalazłem wodę z Lourdes która kiedyś mnie broniła! Nie wiem co ona tam robiła! Ponownie ją wziąłem do obrony! O 00:09 kładę się spać (w dużym pokoju, nie moim łóżku / łóżko koło okna). O 4:45 były próby ataku we śnie (atakowały mnie minimum 2 byty). Chyba wyszedłem z tego cało? O 4:50 ataki przy otwartych/zamkniętych oczach ale słabe. O 4:55 ewakuowałem się do mojego łóżka z przyczyn oczywistych. O 6:35 próba ataku we śnie. 6:40 były kolejne próby ataków... więc wstałem... już wystarczy na dzisiaj...

Dostałem "cynk" od pewnej zaufanej mi osoby, że powinienem zdobyć szkaplerz taki z materiału gdzie jest obrazek Maryi oraz Jezusa (taki jak na zdjęciu). Co więcej tego dnia miałem sen gdzie unosiłem się w powietrzu... a jest to specyficzny sen, który gdy mi się śni, to tego dnia co będzie wydarzy się dla mnie coś "pozytywnego" (w sensie pewne oczyszczenie). Nigdy mnie tego typu sen jeszcze nie zawiódł! i oto mamy! złota rada! Jutro o 7:15 mam mszę u Karmelitów gdzie na końcu dostaje się owy szkaplerz.

05/06.12.2010 -> (wyprowadzka do dużego pokoju) -> przed położeniem się spać zjadłem mały pobłogosławiony opłatek (taki świąteczny). O 23:41 kładę się spać (posypywanie solą itd). O 23:54 gdy moje oczy były już zamknięte i spokojnie sobie leżałem dostałem cios aż podskoczyłem całym ciałem do "góry"... i teraz bądź człowieku mądry i idź spać... włączyłem sobie TV... ale przez cały czas czułem, że ten byt jest gdzieś koło mnie... o 00:13 wyłączam TV... i udało się jakoś usnąć... o 6:00 wstałem i pojechałem do kościoła Karmelitów na mszę o 7:15 w poszukiwaniu szkaplerza. Co ciekawe jak tam jechałem, to gdy autobus zatrzymał się na pasach i gdy spojrzałem przez okno, to zobaczyłem stojący tam naprzeciw mnie samochód z przyklejonym do szyby zdjęciem Maryi na niebieskim tle z dwunastoma gwiazdami! Ciekawe co? :) Niestety nie udało mi się zdobyć na tej mszy szkaplerza... Jakoś nie za bardzo wiedziałem jak to załatwić... Karmelitański sklepik był czynny dopiero od 10:30... przyjechałem ponownie i zakupiłem szkaplerzyk w owym sklepiku. Później o 11:30 była msza i po mszy trzeba było pójść do księdza, aby go pobłogosławił i odprawił pewien mini rytualik. Dostałem też informację, że mam odmawiać codziennie "Pod Twoją obronę" i ogólnie aby "nieustawać w modlitwie". Następnie powędrowałem do innego księdza. Pobłogosławił mi około 0,5kg soli oraz odprawił nade mną pewną modlitwę ochronną.

06/07.12.2010 -> O 00:04 kładę się spać. O 8:06 wstaję. Praktycznie nie spałem na brzuchu... tylko na boku... nie zaobserwowałem żadnych ataków!

07/08.12.2010 -> Niestety dzisiaj już miałem normalne ataki :( ... a miało być tak pięknie... widocznie jeszcze nie czas, aby te ataki były mi odpuszczone... Tak czy siak i tak obrywam jakoś mniej niż było to jeszcze kilka miesięcy temu. Dobre i to... O 23:40 kładę się spać. O 23:52 był atak, gdy miałem zamknięte oczy. O 3:43 był atak we śnie (wbicie przez postać igły do pobierania krwi w rękę i było to w pewnym sensie nieprzyjemne i niepokojące... pojawił się strach... otworzenie / rozkodowanie... i energia fruuu...) i w tym momencie pragnę zwrócić uwagę na istny geniusz "czarnego". Dla 99,9% ludzi byłby to zwykły sen, a jednak jest to atak! Dla mnie niepozorny atak we śnie gdzie człowiek uzna, że to tylko "zły" sen jest objawem "ostatecznego" geniuszu. Jak wiemy największym zwycięstwem "czarnego" jest to, aby w niego nie wierzono. Po sposobie ataku widać, że jest on bardzo sprytny i dobrze przemyślany. Praktycznie nikt kto normalnie nie doświadcza takowych ataków (na większą skalę jak ja) nie połączy tego z czymś niezwykłym i dzięki temu "czarny" może sobie swobodnie działać ("farmić" / regularnie zabierać energię ludziom -> czy to codziennie, czy to raz na  jakiś czas) gdyż jest tak jakby w "ukryciu"... nikt go nie demaskuje, ani nikt się nie spodziewa, że taki atak może być przeprowadzany! Każdy uważa, że wszystko jest w porządku, że tak po prostu rzeczy się mają, że to tylko zły sen! ale nic bardziej mylnego! Z mojego doświadczenia wynika, że przy zdecydowanej większości ataków (ale nie wszystkich!) we śnie pojawia się jakaś "postać". To jest pierwszy sygnał, który może, ale nie musi sugerować "próbę" ataku na naszą osobę. Zresztą sam fakt, że odbywa się to w takim "ukryciu"... we śnie... gdzie przeciętny człowiek połączy to po prostu ze złym snem, jest absolutnie genialne. Można okradać ludzi z energii, a oni nawet nie zaczną się bronić, bo kompletnie nie będą świadomi tego, co naprawdę ma miejsce! Czysta poezja wyrafinowania i demoniczności! O 3:53 doznałem ataku gdy miałem zamknięte oczy (czyli tak zwany "atak rozkodowujący" / "otwierający" [czakrę?]). O 5:30 kolejny atak rozkodowujący i za 2 minuty kolejny... Następnie wstałem bo atakował "seryjką" więc warto było się trochę otrzepać z wszelkich stanów "zamotania". O 5:36 włączyłem sobie TV i dopiero o 7:57 wstałem na śniadanko... Muszę dodać jeszcze jedno... Wczoraj założyłem szkaplerz i prawdopodobnie te byty nie wiedziały jak się przez niego przebić i dlatego nie było żadnego ataku, ale już dzisiaj były normalne... bo znalazły sposób obejścia! Już miałem tak wiele razy... stosuje się jedną metodę, a po jednym-kilku dniach znajdują obejście i wydaje się, że metoda nie działa. Te byty są bardzo inteligentne! Szukają Twoich najsłabszych punktów! Zawsze starają się jak najszybciej obejść każdą metodę obrony... i jak widzimy, idzie im to coraz lepiej... szybko sobie poradziły ze szkaplerzem... ale czy aby całkowicie stracił swoją moc? na moje oko ataki wyglądają tak samo jak jeszcze przed założeniem szkaplerza... ale i tak go będę nosić itd. Ogólnie czuję jakiś wzrost duchowy dzięki niemu... więc może i znalazły metodę jak go obejść, ale ja czuję, że poszedłem stopień wyżej... jako cała moja osoba... a czas tych bytów i tak jest już policzony...

08/09.12.2010 -> Przed zaśnięciem zużyłem sporo święconej wody. Stworzyłem taką jakby "linię" wokół siebie z soli... oraz posypałem sobie nią głowę, kołdrę itd. Niestety to chyba nic nie dało :( O 23:16 kładę się spać. O 23:22 była już próba ataku :( -> nawet przed położeniem się spać czułem, że prawdopodobnie jestem hipnotyzowany itd. O 3:45 był ten byt w moim śnie, ale nic mi nie zrobił. Gdy się obudziłem prawdopodobnie próbował mnie atakować... O 3:54 próba ataku? O 4:48 włączyłem TV, bo był atak za atakiem (seryjka) więc musiałem jakoś to przerwać. O 7:45 czułem, że ten byt jeszcze próbuje się mnie czepiać, a o 8:06 w ogóle się ewakuowałem z pokoju...

Zamówiłem sobie ze sklepu internetowego tybetańskie kadzidełka:

DORJE (niezniszczalny) - Tybetańskie kadzidła ochronne - Kadzidła te są szczególnie polecane do ochrony osób i pomieszczeń. Usuwają wszelkie negatywne wpływy. Wytwarzają pozytywną energię. W skład wchodzą wyłącznie szlachetne lecznicze zioła bez dodatków aromatów drzewnych.

MANJUSHRI - Tybetańskie kadzidła oczyszczające - Tradycyjnie używane do oczyszczania pomieszczeń z negatywnych energii. Pomagają usuwać blokady, fizyczne oraz mentalne niepokoje. Używane wyzwalają naszą wewnętrzną mądrość, oczyszczają aurę i dodają sił witalnych.

PADMASAMBHAVA - Spełniający życzenia Guru - Oprócz tradycyjnych ziół, ich skład wzbogacają półszlachetne kamienie (między innymi turkus i koral) oraz złoto. Zapewniają przychylność i wsparcie Padmashambavy - nauczyciela spełniającego życzenia. Ich zadaniem jest również ochrona przed negatywnymi energiami.

SEMDE - Tybetańskie kadzidła oczyszczające - Kadzidła te od zawsze były używane przez Tybetańczyków do oczyszczania i uświęcania pomieszczeń, poprzez usuwanie wszelkich negatywnych energii i wpływów. Uważa się że przynoszą szczęście, szczególnie gdy są palone wprowadzeniem się do nowego domu. Skomponowane są z ponad 100 składników, włączając również niewielkie ilości kamieni półszlachetnych, złota i srebra.

Zobaczymy czy coś pomogą... Pewnie dojdą za kilka dni...

09/10.12.2010 ->  (duży pokój) O 1:00 kładę się spać. O 3:16 zostałem tak pobity w stanie między realem a snem, że jak wstałem to "zataczałem" się jak pijany. Jeszcze chyba nigdy tak mocno nie dostałem. Byłem bity "we śnie" (przypominam, że to się jedynie "krystalizuje" we śnie, ale działo się to między realem, a snem) z 10-20? sekund non stop i każdy cios był bardzo mocny. Gdy sen się "zakończył" i następowało "bicie" to "częściowo" widziałem "ich ręce" mocno ściskające śledzionę oraz ich pięści lądujące na moim korpusie (w brzuch mocno dostałem)...na dodatek było ich kilku... minimum 2, a może i więcej... więc ciosy spadały na mnie jak krople deszczu na człowieka. Atakowali cały korpus, a każdy cios był bardzo szybki. Nie wiem ile ich przyjąłem na siebie, ale na pewno zdecydowanie za dużo. Po tym ataku czułem się jakbym był pijany... miałem trudności z chodzeniem prosto i jakoś wewnętrznie się trząsłem... Takiego "gradu" ciosów to ja jeszcze nie miałem. Te byty muszą być bardzo wnerwione na moją osobę. Oj tak... Po tym ataku wyprowadziłem się do małego pokoju... przecież nie będę spał tam gdzie tak dotkliwie zostałem pobity! O 3:24 zapalam w pokoju świeczkę. Ogólnie czuję się jak z waty, nie komentując już mojej czakry... O 3:30 natarłem wodą z Lourdes: czubek głowy, skronie, 3 oko, 4 i 3 czakrę... Może to coś pomoże... Mam wrażenie, że te byty podczas tego ataku, nie miały na celu wyssania ze mnie energii, tylko po prostu obicie mnie najdotkliwiej jak to tylko możliwe... Na dodatek we śnie tuż przed atakiem czuć było "zło" i to solidne (widziałem i czułem bardzo negatywne postacie będące koło mnie). Tak czy siak obili mnie porządnie... i nie chciałem, aby się to powtórzyło więc starałem się "przyssać" plecami do ściany i próbowałem przyjąć pozycję embrionalną... takie zwinięcie się w "precelka"... ale dobra pozycja niestety nie daje pełnej ochrony... byłoby to zbyt proste... Odkąd zmieniłem pokój odczuwałem, że chcą się do mnie dobrać... nie wiem jak to opisać, ale są takie specyficzne odczucia chodźby na 4 czakrze itd. Od 3:44 do 3:52 odczuwałem próby ataku oraz słabe ataki rozkodowujące. Postanowiłem włączyć TV... O 4:20 sypię sporo soli święconej na siebie i łóżko. O 4:35 gaszę TV. O 8:09 gdy już się trochę rozluźniłem dostałem w 4 czakrę :( (przy zamkniętych oczach). Następnie o 8:11 wyczułem atak, do którego na szczęście nie dopuściłem (specjalna reakcja "wymijająca")... i szybko się ewakuowałem z łóżka...

Jest obecnie 14:03 i wciąż tak samo (jak odczuwałem to rano) czuję skutki uboczne pobicia na 3 czakrze (uczucie "skórczu"? czakry + pewien ucisk), 4 czakrę (duży dyskomfort -> mocny ucisk itp) oraz na śledzionie (pewien ucisk / nie za silny, ale jednak jest). Chyba będę musiał przestać sypiać, bo jak tak ma to dalej wyglądać to ja się z tego "wypisuję" ;p ... chodź wydaje mi się, że gdy byłem obijany (niczym kotlet przez młotek) to w tym właśnie momencie spałem na plecach albo na boku. Wiem na pewno, że nie byłem wtedy w pozycji na brzuchu. Myślę, że zła pozycja mocno przyczyniła się do tak silnego ataku. Domyślam się, że mieli idealne dojście do mojego korpusu i doskonale to wykorzystali.

Jest obecnie 21:35 i tak się zastanawiam nad objawami na 4 czakrze, które miewam w "biały dzień" (np teraz). Dosyć często czuje uczucie bardzo podobne (o ile nie identyczne) jak przy udanym przez tego byta ataku. Trochę mnie to niepokoi... przez długi czas wmawiałem sobie, że może jest to objaw kundalini itp., ale z każdym tygodniem coraz bardziej w to wątpię. Jeżeli to, co odczuwam na 4 czakrze jest atakiem to znaczy, że ten byt jest bardzo często u mnie w domu... albo w ogóle go nie opuszcza... znaczy pewnie robi sobie jakieś przerwy... Zresztą bardzo często jak tylko kładę się spać i zamykam oczy to są już ataki, więc ten byt już czeka na to, aby mnie zaatakować... a wiele razy jeszcze zanim pójdę spać już zaczyna mnie hipnotyzować itd. Często też w biały dzień mnie atakował, gdy próbowałem się zdrzemnąć. Obecnie raczej wcale nie sypiam w dzień z przyczyn oczywistych, ale chodzi o fakt, że on jest i czeka, a skoro jest i czeka to znaczy, że logicznym byłoby przeprowadzanie ataków za dnia na moją osobę! Jakbym był nim to pewnie tak bym robił. Po co czekać, aż "człowiek" zaśnie skoro można go troszkę obić w biały dzień?  Skoro to są ataki, a wydaje mi się, że jednak są, to znaczy, że dość sporo obrywam w biały dzień. Uczucie jest jakby dostało się piłeczką z pistoletu do paintballa (oczywiście mówię to w dużym cudzysłowie / uczucie jest jakby się czymś nagle dostało -> pojawia się natychmiast ucisk / czasem ból / oraz czuć też jakby przemieszczenie się energii lub jej upływ... uczucie ucisku raczej nie mija zbyt szybko... raczej trwa i trwa i końca nie widać... w międzyczasie dostaję jeszcze z kilka ciosów abym nie czuł się zbyt pewny siebie). Oczywiście nie jestem pewien na 100%, że są to ataki... Będę dalej się temu przyglądał... bo oczywiście nie chciałbym, aby tak było jak piszę... ale jak na razie wszystko mi na to wskazuje... Najgorsze jest to, że nie za bardzo jest jak się przed tym obronić... dostajesz cios i tyle... nic nie widzisz... nic nie słyszysz... a "leżysz i kwiczysz"... tak to wygląda... Zresztą dobrym przykładem, że są to ataki jest dzień 14/15.11.2010 gdzie o 1:10 siedząc przed komputerem dostałem cios w 4 czakrę (taki sam jaki dostałem dzisiaj już dobre kilka razy), a później o 3:10 zostałem ciachnięty fizycznie po szyi! No i jak mam nie łączyć tego uczucia na 4 czakrze z atakami? :( Pewnie ten byt myśli, że się nie zorientuję i będzie mnie mógł tak bić bezkarnie... w sumie o to mu chodzi... abym był bierny i nic nie robił i aby on mógł sobie działać z pełną swobodą... a ja w sumie też nie jestem alfą i omegą i nie wiem co miałbym niby zrobić aby się skutecznie bronić przed takim czymś... zapalę kadzidełka... (nie te zamówione, bo jeszcze nie doszły... [myrrh]) może chodź trochę pomoże... chodź już sam w to mocno wątpię... nie za bardzo wiem jak mam się bronić... już chyba wszystkiego próbowałem...

Jest już 00:16... właśnie zamówiłem sobie poleconą mi książkę "Armia Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa"... jest tam sporo modlitw... może się przydać... Dostałem też cynk, aby odmawiać te modlitwy:

Wszechmogący Boże nawiedź ten dom i oddal od niego wszelkie zasadzki nieprzyjaciół. Niech w nim mieszkają Twoi Święci Aniołowie i strzegą nas w pokoju, a Twoje błogosławieństwo niech nam zawsze towarzyszy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Egzorcyzm 1
W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca i Syna i Ducha Świętego uchodźcie duchy złe, abyście nie widziały, nie słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam: Idźcie precz i nie wracajcie. Mocą Boga, Mocą Najwyższego, Panie, uczyń nas niewidzialnymi dla wrogów naszych. Amen

Egzorcyzm 2
Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów, Ty, Która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie, rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i Archaniołowie, brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.

Egzorcyzm 3
Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen

Podaje je tutaj bo może komuś się przydadzą...

PS. palę już 3cie kadzidełko... jedno za drugim... może coś pomoże... ale przede wszystkim na modlitwie muszę się skupić... bo kadzidełko samo się pali i nie ma w tym zbytniego mojego wysiłku... zresztą już paliłem je wielokrotnie... raczej obecnie czekam na te tybetańskie... powinny być skuteczniejsze... tak sądzę?

PS2. (00:44) odmówiłem te modlitwy po kilka razy... + "Pod Twoją obronę" itd... słucham też sobie muzyczek religijnych...

PS3. Zresztą nie ma się co przejmować (odnośnie ataków)... znaczy nie jest to fajne i doczekać się nie mogę, aż to minie (jak oznajmiają to moje sny), ale Jezus mówił: "Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J I5, 20) więc jest to w pewnym sensie pocieszające ;) Z jakiegoś powodu mnie te byty nie lubią ;) a przecież staram się być grzeczny :D

10/11.12.2010 -> (duży pokój) -> Posypałem łóżko itd. dużą ilością soli święconej. O 1:31 kładę się spać. O 1:33 zanotowałem już dwie próby ataku. Jakby coś to starałem się spać cały czas na brzuchu... w taki sposób, abym się przez przypadek nieświadomie nie przekręcił w nocy na inną pozycję. O 3:48 był ten byt w moim śnie ale nic mi nie zrobił. O 3:55 wstałem bo czułem się dziwnie... jakby z mózgu zrobiła mi się "papka" i chodzę taki zamotany i zakręcony... muszę wrócić do "normalności"...

Dzisiaj kurier dostarczył mi tybetańskie kadzidełka... właśnie je palę (~17:00). Trochę nadymię i może ten dym lepiej zadziała na atakujące mnie byty, niż ten z kadzidełek o zapachu "myrrh". Zapalę je też przed położeniem się spać i zobaczymy czy tybetańskie kadzidełka są lepsze od "zwykłych".

1:34 wciąż nie śpię... wypaliłem w sumie od 17:00 do teraz ze 3 kadzidełka? ale jakoś duszno się zrobiło i musiałem otworzyć balkon, aby trochę przewietrzyć. Ogólnie nie przepadam za kadzidełkowym dymem... palę je tylko w jednym celu :) ale już "dzisiaj" nie mam zamiaru więcej "dymić".

11/12.12.2010 -> O 1:59 kładę się spać. O 2:03 ten byt próbuje mnie atakować (aż podskoczyłem biodrami fizycznie do góry / atak z tego co zauważyłem nie był o dziwo skierowany na 4 czakrę). 2:05 atak na 4 czakrę -> a moja czakra czuła się już lepiej... po tym ciosie niby niezbyt mocnym? (a może mi się tylko tak wydaje, że był niezbyt mocny!) znowu moja czakra mnie boli (ucisk itd). 2:06 palę kadzidełko tybetańskie tam gdzie zaraz będę leżeć, może coś pomoże... 2:16 kładę się spać. 5:22 widzę tego byta we śnie... chyba atakuje? Ogólnie jak się obudziłem to mocno mi się w "głowie kręciło (w pewnym sensie)"... czułem się taki pijany i jak chodziłem po mieszkaniu to się tak "zataczałem"... dziwne... Postanowiłem zmienić łóżko na to koło okna. 5:26 kładę się spać. Dopiero o 9:46 był atak we śnie! który zaraz przeszedł w stan "pomiędzy" realem, a snem. Na szczęście w stanie "pomiędzy" szybko się zorientowałem się co się dzieje! Ja spałem na boku, a ten byt był przyklejony do mnie i wbił mi jakies "dłuto"? w ciało i starał się mnie "otworzyć" niczym kluczem drzwi (poprzez odpowiednie manipulowanie dłutem stara się wywołać we mnie odpowiednie emocje, które są kluczem, aby otworzyła się czakra -> na dzień dzisiejszy jakoś tak to widzę). Ogólnie widziałem w stanie "pomiędzy" jak sprawy się mają. Leżałem na lewym boku, a ten byt przyczepił się do moich pleców. Nie widziałem go, ale czułem (nie widziałem w sensie, że był niewidzialny dla moich oczu, ale w pewnym sensie "wyczuwalny", a na dodatek miałem takie jakby "widzenie" całej sytuacji tak jakby lekko z góry -> nie wiem czemu akurat tak, ale czasem tak jest). Czuć było silne wibracje na moich plecach i po prostu go wyczuwałem... nie wiem jak to opisać, ale na tamtą chwilę było to dla mnie absolutnie oczywista sprawa co się dzieje. Niby ten byt był całkowicie niewidzialny, ale czuć było jego "wibracje", które przez to, że przykleił się do moich pleców i ja odczuwałem i przechodziły na moje ciało? (ja też mam takie "fale energii" [kundalini] więc nie wiem czy jego wibracje przechodziły na mnie? raczej moje kundalini było "pobudzone"... choć ja na co dzień czuję też takie wibracje... co kilka sekund przez moje ciało przechodzą...). Niestety nie udało mi się wyjść z tego bez szwanku, niby że dobrze wiedziałem co się dzieje. Nie jest tak łatwo się wybudzić podczas takiej sytuacji, no ale cóż... pewnie lepiej i tak bym tego nie rozegrał... szkoda tylko, że kolejny raz oberwałem... i to przed samym wstaniem.

Może zrobimy małe podsumowanie obecnej sytuacji. Przeważnie wygląda to tak: ataki rozkodowujące przed zaśnięciem (podczas położenia się i zamknięcia oczu pojawia się "wizja" [pobudzona "wyobraźnia"... czasem na tyle, aby widzieć przed oczami "obrazy / "wizje" -> nie jest to to samo co "prawdziwa" wizja... [gdy doświadcza się prawdziwej wizji to ma się wrażenie, że pochodzi ona skądś wyżej... i, że nie pochodzi od ciebie, ma się wrażanie jakby ktoś pozwolił Ci jej doświadczyć, a pobudzona wyobraźnia to pobudzona wyobraźnia... pochodzi od właściciela] i nie zawsze "wyobraźnia: jest na tyle "pobudzona" aby pojawiały się "widoczne" "obrazy przed oczami... różnie z tym bywa... zależy...]). Oczywiście ta "wymuszona wizja" ma na celu "otworzenie" itd. Czasem dostaję po prostu cios i wtedy podskakuję na łóżku ciałem fizycznym i przy tym ciosie odczuwam silne wibracje które przechodzą po moim ciele (te wibracje to pobudzone po ciosie kundalini?). No i jeszcze standardowo są ataki we śnie. Czyli ten byt gdzieś po mnie łazi... sen zmienia się w bardziej "ponury" (ale nie zawsze). W większości przypadków ten byt jest symbolizowany przez jakąś postać (czasem skrajnie złą, a czasem neutralną czy wręcz dobrą). Często chce wzbudzić zaufanie które spowoduje "otwarcie" się i co za tym idzie stratę energii. Czasem też łapie i ściska (chodź chyba ostatnio mniej? sam nie wiem...) i następuje wystraszenie, otwarcie i strata energii... Czasem wbija jakiś ostry przedmiot w ciało i to samo ma to na celu czyli "otwarcie" i wykradnięcie energii... i są jeszcze z pewnością inne ataki we śnie takie jak wystraszenie, np. rzuconym na ciebie "pająkiem" (ostatnio czegoś takiego nie miałem, ale w przeszłości bywało) lub czymś czego się "brzydzę" i moja reakcja mnie otwierała itd... Starczy opisów ataków we śnie... bo w swoich całych doświadczeniach już opisałem to dość dobrze... Są jeszcze sny "pomiędzy" realem, a snem. Czasem z ataku we śnie przerzuca mnie w ten stan pomiędzy i wtedy tam trzeba się bronić. Powiem wam, że łatwiej jest jak zostaje się przerzuconym, a przynamniej tak mi się wydaje, ale łatwiej w takim sensie, że jest większa szansa, że zorientuję się co się dzieję... we śnie jest to dość trudne, ale jak jest się już "jedną nogą w realu" to sprawa wygląda inaczej. Czasem oczywiście nie jest łatwo się obronić, gdyż jest się "zamotanym", zahipnotyzowanym, sparaliżowanym (np. zablokowana jest mowa, aby nie można było "zmantrować" tego byta" / oczywiście jest możliwość odzyskania "mowy", ale nie jest to łatwe... trzeba się trochę wysilić i naszarpać... co oczywiście za sobą wiąże groźbę utraty energii w międzyczasie... wszystko jest ze sobą tak powiązane, aby nie ułatwić nam skutecznej i łatwej obrony) itd. Ogólnie widzimy, że ten byt atakuje przeważnie gdy próbuję zasnąć oraz pojawia się w moich snach (ostatnie tygodnie tak wyglądają). Niestety ataki przed zaśnięciem są bardzo nie fajne z tego powodu, że nie za bardzo jest jak się przed tym bronić. We śnie nie jest dużo łatwiej, gdyż nasza świadomość nie jest do końca świadoma tego, co się właściwie dzieje, gdy jesteśmy atakowani we śnie. Gdybyśmy to wiedzieli, na pewno szybko byśmy się wybudzili, a jak wiem z własnego doświadczenia nie jest to takie łatwe, gdy jest się pod ostrzałem. Dodam jeszcze, że ten byt czeka na mnie gdy położę się spać, więc na pewno jest gdzieś u mnie w domu (co nie wyklucza, że stara się mnie atakować wtedy, gdy w ogóle nie przebywam w okolicy łóżka). To chyba tyle "podsumowania"... krótkie, ale zawsze jakieś ;) W sumie mógłbym pewnie się bardziej rozpisać, no ale z drugiej strony to chyba całkowicie wystarcza? Może powinienem coś jeszcze dodać?

Muszę jeszcze dodać coś odnośnie objawów na przedniej 4 czakrze, bo ciągle mnie ten temat nurtuje. Nie wiem jak do końca, do tej sprawy się odnieść. Wciąż nie jestem pewien, że to są ataki. Na tą chwilę myślę, że część może być atakami, a część objawami kundalini? A może to w 90% są objawy kundalini? i tylko błędnie to interpretuję? Chciałbym powiedzieć z całą pewnością co to jest, ale chyba mi się nie uda, bo co 5 sekund mam inną teorię na ten temat. Co do nocnych ataków czy ataków przed zaśnięciem, to jestem pewien tego na 100% i nie mam tam żadnych wątpliwości z czym mam doczynienia, ale tutaj sprawa wygląda troszkę inaczej. Nawet dzisiaj jak był atak we śnie, a później przeniósł się do stanu "pomiędzy", to nie widziałem tego byta, ale jednak ze 100% pewnością mogę stwierdzić co się działo i nie pomylić tego z objawami kundalini czy czymś takim, ale sprawa się komplikuje jak sobie np. siedzisz przed komputerem i odczuwasz jakieś rewelacje na czakrze. W sumie na 4 czakrze z tyłu jest bardzo podobne uczucie (obecnie nie doświadczam takich rewelacji na tylniej 4 czakrze jak było to jeszcze jakieś 2 lata temu) o ile nie identyczne do tego, co obecnie dzieje mi się z przodu, tylko tam z tyłu mieliło dłużej... a tutaj czasem odpuszcza po wielu godzinach... no i nie było z tyłu takich ruchów energii dziwnych, ale w sumie nie wiem czy tam takowe w ogóle występują? nie wiem... Najlepszy przykład, że mogą być to ataki lub choćby część z tych objawów jest nimi spowodowana, są doświadczenia z 14/15.11.2010 gdzie o 1:10 siedząc przed komputerem dostałem cios w 4 czakrę (oczywiście możemy założyć, że był to nagły objaw kundalini... powiedzmy, że jest taka możliwość i nie chce ze 100% pewnością mówić, że to był atak choć na dzień dzisiejszy skłaniałbym się do zaryzykowania stwierdzenia, że jednak był to atak), a później o 3:10 zostałem ciachnięty fizycznie po szyi! i to fizyczne ciachnięcie po szyi składnia mnie do stwierdzenia, że ten byt czekał i czekał, aż będzie mógł mnie zaatakować, ale ja nie chciałem iść spać. Zwlekałem i zwlekałem, aby skrócić jego czas na atakowanie mnie. I co się stało? Prawdopodobnie już nie mógł dłużej czekać będąc cały czas koło mnie i postanowił mnie zaatakować... brzmi logicznie... a następnie po prostu gdy widział, że wciąż nie idę spać mnie zadrapał swoim "pazurem" i zadał mi fizycznie widoczny cios! Ta sytuacja mnie skłania do stwierdzenia, że część tych "objawów" to ataki... tylko jaki %? to jest dobre pytanie... i nie wiem czy poznam na nie odpowiedź? może jest to 5%? a może 95%? Naprawdę nie wiem... i nie chcę podawać jakiś przybliżonych wartości, bo czuję, że mogłyby wprowadzać w błąd, a że chcę rzetelnie spisać swoje doświadczenia, to zostawię na razie tę kwestię z dużym znakiem zapytania. Może tylko niepotrzebnie się rozpisuję i okaże się, że jest to tylko zwykłe nagromadzenie się energii na 4 czakrze, która rozwija po prostu to miejsce i tyle... może... wydaje mi się to dosyć prawdopodobne... tylko pytanie zasadnicze to czy wszystko co się tam dzieje, to objaw kundalini? skoro moja czakra w nocy jest atakowana? przecież każdy taki atak zostawia jakieś spustoszenie na niej! i musi odbić się to na tym, co się dzieje później z nią po takowym ataku. I jeszcze jedno! Dzisiaj przed położeniem się spać czułem się w miarę dobrze na czakrze. Ucisk znikał i cieszyłem się, że ładnie zaczyna to wyglądać. Położyłem się spać... minęło kilka minut, a ja dostałem już w piernik! i co z moją czakrą? Nagle poczułem na niej ucisk! Więc wynika z tego, że atak spowodował ucisk na czakrze! To trochę tak jakby ktoś kogoś fizycznie uderzył, czuje się w tym miejscu pewnego rodzaju ból... widocznie obicie czakry objawia się między innymi uciskiem... tylko trzeba pamiętać, że nagromadzenie energii również objawia się uciskiem! i tego trzeba być świadomym! i dlatego nie mogę w 100% powiedzieć co i jak! bo istnieje cienka granica między prawidłową interpretacją, a błędną, a ja nie chce wprowadzić kogoś w błąd. Jak na obecną chwilę sądzę, że część objawów na 4 czakrze jest spowodowane atakami. Pamiętam też pewne ciekawe wydarzenie (dla mnie bardzo nieprzyjemne), które odbyło się 10.12.2007 roku (w stanie między realem, a snem), gdzie kosmici mnie odwiedzili i operowali mi przednią 4 czakrę! Co ważne w tamtym okresie nie doświadczałem żadnych objawów na przedniej 4 czakrze (jedynie na tylniej!). Na szczęście jakoś się wybudziłem i nie dokończyli tego co zaczęli, ale faktem jest, że przez 3 dni czułem na 4 czakrze z przodu spory ból (w moich notatkach pisze: "przez trzy kolejne dni strasznie bolała mnie 4 czakra"), duży ucisk (taki sam jak obecnie!) oraz miałem bodajże problemy z oddychaniem! Nie mniej jednak jeszcze podkreślę, że objawy na tylniej 4 czakrze, które są również identyczne z tym, co czuję nawet w tej chwili na przedniej czakrze, nie były wcale powiązane z atakami, a jednak odczucia są na moje oko praktycznie identyczne, ale z kolejnej strony wiele doświadczeń potwierdza, że część objawów na przedniej czakrze jest na pewno wywołana atakami! i właśnie od takich rozważań dostaję kręćka... staram się poskładać wszystkie puzzle i je tutaj zaprezentować. Jakbym nie miał uruchomionego kundalini i nie brałbym udziału w procesie "sekretnej alchemii" to stwierdzenie faktycznego stanu rzeczy byłoby bardzo proste, ale jest jak jest i staram się jak mogę, aby opisać te sprawy. Sami widzicie, że jest to trochę zamotane ;) i, że wcale nie jest tak łatwo dojść do jakiś 100% wniosków w tej sprawie, choć chyba zmierzam w dobrym kierunku, aby coraz więcej puzzli znajdowało się na swoim miejscu.

Jest 00:19 właśnie sobie przypomniałem, że dawno temu miałem podobne? bóle z przodu na 4 czakrze, ale chyba? nie były tak intensywne i długie jak obecnie? no i wtedy nie miałem tak dużo ataków... znaczy coś tam było, ale na pewno nie była to taka nawałnica jaka jest obecnie... mam niezły mętlik w głowie odnośnie tego wszystkiego.

12/13.12.2010 -> O 1:27 kładę się spać (o dziwo nie miałem ataków przed zaśnięciem!). O 3:50 czułem jakbym miał kogoś na twarzy. Nie mogłem się ruszyć ani nic powiedzieć! Straciłem przy tym ataku dużo energii :(. Ewakuowałem się do łóżka obok... nie wiem czemu, czy to jakieś porządne zmiany u mnie, ale jak zmieniałem łóżko to taki kręcik w głowie itp., że hoho. Chyba pierwszy raz miałem tak, po tym bardzo mocnym pobiciu, gdzie dostałem tak mocno w śledzionę itd., ale czy to "pijaństwo" jest efektem tamtego pobicia? czy może są to jakiejś techniki "motania" "założone" podczas nocy przez tego byta (coś w stylu porządnej hipnozy), czy może jakieś objawy "transformacji" związanej z procesem kundalini? na obecną chwilę obstawiam, że są to "zmiany transformacyjne" i, że nie jest to połączone z atakami... tak sądzę? O 7:04 wstaję (również "pijany" i "zakręcony"). Był przed chwilą sen, który mógł się potoczyć bardzo nie fajnie dla mnie (widziałem tego byta, który miał duuużą ochotę dać mi w "pysk", że tak to określę), ale był przy mnie cały czas opiekun (postać idąca koło mnie) więc nic mi się nie stało. Szkoda, że nie było go wcześniej ;/ no ale i tak dobrze, że przed wstaniem jeszcze dodatkowo nie oberwałem.

13/14.12.2010 -> (mały pokój) O 00:04 kładę się spać. W nocy była jakaś próba ataku, ale mój opiekun mnie obronił (walczył we śnie z tym bytem na miecze, a ja się przyglądałem... "sen" był krótki...). Paliłem też świeczkę postawioną na parapecie... i przed pójściem spać posypałem solą święconą czubek głowy... ale czy to coś dało? nie wiem... wstałem o 8:24 i moja czakra czuje się dość dobrze :)

14/15.12.2010 -> Tym razem wydaje się, że świeczka i sól święcona nic nie pomogły. O 23:55 poszedłem spać. O 00:07 zostałem uderzony (wstrząśnięcie ciałem). Wcześniej miałem ataki rozkodowujące... miałem tak silnie pobudzoną wyobraźnię, że aż widziałem "wizje" przed zamkniętymi oczami i to dość wyraźnie. Niestety kilka razy dostałem :/ i moja czakra to odczuła :/ (z dobrego samopoczucia na czakrze, zrobił mi się tam pewnego rodzaju ucisk po zadanych mi ciosach). O 00:10 włączyłem sobie TV. O 00:50 wyłączam TV i zasypiam spokojnie. O 8:25 mam atak i po nim wstaję. PS. bronienie się przed zaśnięciem krzyżem z Jezusem i obrazkami nic nie pomogło... najlepszą obroną okazało się po prostu włączenie TV i przeczekanie tej "szarży" wściekłego byta (oczywiście nie zawsze "przeczekanie" pomaga, ale i tak warto próbować).

15/16.12.2010 -> O 00:23 kładę się spać, a o 00:33 miałem atak (wydaje mi się, że było ich więcej, ale nie mam tego zapisanego w swoich notatkach). Przygotowałem sobie na tę okoliczność wodę święconą w takim specjalnym rozpylaczu i psiukałem ją w powietrze jak czułem, że jest taka potrzeba (rozpylacz tworzył taką jakby "mgłę" z wody). O 4:45 miałem atak we śnie, z którego nie wyszedłem w jednym kawałku. O 4:48 włączyłem TV... nie jestem pewien, ale nawet jak leżałem oglądając TV wydaje mi się, że ten być próbował mnie "dziabać"... w tym czasie używałem "rozpylacza" wody święconej... ale czy to coś dawało? Trzymałem również przy sobie cały czas krzyż z Jezusem. O 7:18 wstałem... w sumie lekko ponad 4h snu... ogólnie jestem niewyspany itd... ech... Kiedyś były te byty zrobione z czarnej energii to były widoczne, a teraz? teraz są niewidzialne i na dodatek bardzo trudno wyczuwalne... nie ma to jak silniejszy przeciwnik.

20:16 -> Chciałem się na chwilę zdrzemnąć (aby odespać słabo przespaną noc), ale już po chwili gdy zamknąłem oczy moja wyobraźnia zaczęła produkować sceny gdzie  ktoś kopie mnie w twarz (typowe dla ataków rozkodowujących). Po pewnym czasie poczułem to specyficzne uczucie na 4 czakrze (atak / strata energii). Nawet w dzień nie mogę odespać nieprzespanej nocy! bo ten debil non stop czuwa aby mi przypierniczyć! Co za dno... Już mam tego dosyć ;/ O co chodzi z tym zamykaniem oczu? Czemu akurat wtedy mu jest tak łatwo mnie dopaść? W dzień mnie też tak okłada? te odczucia na 4 czakrze to w końcu objawy kundalini czy jego ciosy? bo już sam nie wiem!!! Przy tym ataku przecież nawet nie spałem! Jedynie leżałem z zamkniętymi oczami i to tylko chwilkę! Czuję na czakrzę jakbym dostał jakimś energetycznym pociskiem... nie wiem jak dokładnie to opisać... ale może warto abym spróbował. Po ciosie w czakrę odczuwam na niej: ucisk, ból, jakieś energetyczne odczucia... jakby pieczenie?, mrowienie?... ciężko to opisać... ale najmocniej jest odczuwalny właśnie ten ucisk w połączeniu z bólem... + te objawy "energetyczne".

16/17.12.2010 -> O 22:16 włączam sobie leżąc w łóżku TV -> spryskałem łóżko i okolice wodą święconą. O 22:40 wyłączam TV. Schowałem się pod kołdrą, ale to nic nie dało... 2 razy dostałem w czakrę... ponownie wszystko skropliłem wodą święconą. O 7:42 czułem, że ten byt może się do mnie dobrać więc leżałem sobie już w łóżku bez zamykania oczu (TV itd). O 8:15 wstałem...

17/18.12.2010 -> (duży pokój) O 23:41 kładę się spać (pryskam wodą święconą). Wydaje mi się, że przed zaśnięciem były lekkie próby ataków rozkodowujących, ale chyba nic większego mi nie zrobiły. O 4:25 atak we śnie -> wymuszanie emocji "otwierających". Sen: bardzo szybkie pakowanie się (silne, powiększające się lub niezmienne uczucie pośpiechu itp). Ten byt był koło mnie przed samym atakiem, tylko mnie w tym momencie wybudziło, ale nie jestem pewien czy straciłem coś energii czy nie? ale chyba coś tam straciłem. O 4:30 był atak rozkodowujący -> pryskam wodą święconą. O 4:40 były dwie próby ataku rozkodowującego... tylko czy straciłem energię? już nie pamiętam... ale pewnie tak? O 6:01 atak we śnie. O 6:06 -> zmieniam łóżko na to pod oknem. O 8:09 był atak we śnie tylko chyba nic nie dostałem? było przy mnie też dwóch opiekunów! i "bili" tego byta, ale czy w ostatecznym rozrachunku wystarczająco mocno go ode mnie "odepchnęli"? Chyba tak, ale pewien na 100% nie jestem, bo stanąłem prawie twarzą w twarz z tym bytem (był pod postacią dziecka, a opiekunowie go policzkowali -> to policzkowanie miało za zadanie odpędzić oraz odepchnąć go ode mnie, ale wygląda na to, że ten byt nawet i dwóch opiekunów się nie boi, bo przyciągany byłem przez tego byta jak magnes, ale gdy byłem już bardzo blisko tego byta to mnie "rozłączyło" / wybudziło). Dodam jeszcze, że we śnie skrystalizowało mi się to "policzkowanie" jako "walka moich opiekunów z tym bytem", ale jak oni naprawdę między sobą walczyli to nie wiem.

18/19.12.2010 -> Około 1 w nocy odmówiłem modlitwy do Archanioła Michała, skropiłem swoje łóżko wodą święconą. O 3:51 kładę się spać (sypię sporo soli święconej na głowę). O 8:15 był atak we śnie? (strata energii?). O 8:20 wstaję.

19/20.12.2010 -> O 22:13 kładę się spać (sypię sporo soli święconej na głowę, palę świeczkę...). O 7:35 był atak we śnie, ale straciłem chyba bardzo mało energii? Nie jestem pewien... Sam atak był jakiś taki "słaby" i długo ten byt mnie "rozkodowywał"... jakby nie mógł zdecydowanie, silnie zaatakować... nie wiem o co chodzi... może słabnie? O 7:43 prawdopodobnie dostałem w 4 czakrę (ewidentne uczucie) i postanowiłem od razu wstać po tym zajściu... i tak się dość dobrze wyspałem...

20/21.12.2010 -> (mały pokój) O 23:12 kładę się spać (sól na głowę, świeczka bla bla bla...). 23:40 miałem atak we śnie, a o 4:05 kolejny... (tylko czy to był atak? na pewno był ten byt w moim śnie ale czy mi coś zrobił? na 100% próbował mnie mimowolnie wystraszyć swoją "obrzydliwą" i "straszną" przybraną postacią we śnie (bardzo negatywny ufol)... ale ten "atak" nie wyglądał tak standardowo... widziałem go i czułem jego obecność, ale nie rzucił się na mnie czy coś w tym stylu... nie mniej jednak nie lubię nawet takich "spotkań" we śnie... nigdy nie wiadomo jak się ono potoczy... przeważnie niezbyt dobrze dla mojej osoby... no, ale czasem uda się wyjść bez szwanku... przy dobrych "wiatrach"...). O 7:45 włączam TV... itd...

PS. mam fajną modlitwę ochronną do Matki Bożej w celu uzyskania ochrony przed duchowymi, umysłowymi i fizycznymi atakami zła. Odmawia się: 1x Salve, Regina, 7 (różnych modlitw) Modlitw do Św. Michała, 9x Chwała Ojcu, 3x Panie, zmiłuj się nad nami. Gdy się modlisz pamiętaj aby zapalić świeczkę! To mocno wspomaga modlitwę!

21/22.12.2010 -> (duży pokój) O 00:44 kładę się spać. O 2:53 dostałem gdy spałem na plecach! jak to się stało, że byłem w tej pozycji? No cóż... zdarza się... Około 6:30 był kolejny atak we śnie, a o 7:08 jeszcze jeden, ale w tym konkretnie ataku bardzo ładnie się broniłem! Gdy we śnie próbował mnie dopaść (nadciągająca w moim kierunku postać, która co jakiś czas wyglądała zupełnie inaczej) to strzelałem do niego, rzucałem w niego ostrymi przedmiotami i reagowałem prawidłowo na jego "próby" otworzenia mnie! Moja obrona kojarzy mi się trochę z filmem "Incepcja" (z 2010 roku), w którym  gdy ktoś włamuje się do czyjegoś snu (w moim przypadku ten byt włamuje się do mnie) to może być tak, że "mózg" ofiary (w tym przypadku mnie) może być tak wytrenowany, aby skutecznie stawiać opór intruzowi!!! Ci co oglądali film z pewnością wiedzą o czym mówię. Jednym słowem bardzo ładnie się spisałem podczas ataku we śnie gdzie ciężko o jakąkolwiek prawidłową reakcję! Niestety we wcześniejszych atakach troszkę dostałem, no ale cóż... PS. Ostatnio nie mam ataków rozkodowujących przed zaśnięciem!, a przynajmniej ich nie wyczuwam! PS.2. Możliwe, że był jeszcze jakiś atak we śnie, którego nie spisałem... ale nie jestem pewien... PS.3. Nie pisałem o której wstałem, ale było to chyba kilka minut po ostatnim ataku...

22/23.12.2010 -> O 23:31 kładę się spać. Nie było ataków!? O 7:24 wstaję.

23/24.12.2010 -> (mały pokój) O 00:05 kładę się spać i po chwili od zamknięcia oczu czuję (i widzę), że moja "wyobraźnie szaleje" (jak zwykle nie jestem w stanie tego kontrolować...). O 00:10 dostaję cios w biodro (po ciosie wzdrygam się ciałem i lekko, mimowolnie nim podskakuję) (czemu dostałem akurat w biodro? nie wiem, ale już mi się to zdarzało w przeszłości). O 00:14 spada na mnie kolejny cios i postanowiłem włączyć TV. Zauważyłem, że przed zaśnięciem nie byłem poddawany hipnozie. O ~00:50 wydaje mi się, że wyczułem tego byta nad moją głową więc trzymałem od tego czasu w ręku obrazek z Jezusem skierowany w tamto miejsce, aż do położenia się spać (1:29). O 1:35 stwierdzam, że ten byt nie odpuszcza. O 4:30 jest w moim śnie. O 6:33 dostaję w czakrę. O 7:50 wstaję. A wczoraj było tak fajnie... no i przed zaśnięciem moja czakra czuła się tak dobrze... a dzisiaj po wstaniu czuję się obity :( A jeszcze co do dzisiejszej nocy, to chyba nie spisałem wszystkich ataków... tak mi się wydaje... więc raczej na pewno było tego więcej...

24/25.12.2010 -> Brak ataków, ale miałem bardzo ciężką noc, bo zatrułem się kolacją Wigilijną. Chyba Bóg mi oszczędził ataków z tego względu...

25/26.12.2010 -> (szpital) (nie miałem na sobie zakładanych przed zaśnięciem różańców itp) Brak ataków!

26/27.12.2010 -> (szpital) (nie miałem tego dnia na szyi moich łańcuszków oraz zakładanych przed zaśnięciem różańców...) Od około 21-22? (nie wiem dokładnie), gdy pojawiał się jakiś dźwięk w szpitalu, to miałem odczucie "wystraszenia", czego wczoraj zupełnie nie doświadczałem! (a przecież różne dźwięki docierały do moich uszu!) -> zastanowiło mnie to i wzbudziło to moje podejrzenia... gdy następnie zamknąłem oczy to od razu moja wyobraźnia była bardzo mocno "podkręcona"... widziałem obrzydliwego i przerażającego pająka (bardzo wyraźnie!!!) -> następnie otworzyłem oczy i zastanawiałem się, czy aby na pewno to był atak... trochę chyba nie chciałem w to uwierzyć, gdyż były dwa dni spokoju... Po chwili znowu zamknąłem oczy i od razu lub po kilku sekundach widziałem różne przerażające "wizje" przed oczami mające wzbudzić mój strach itd. -> na dodatek poczułem tego byta koło mojej głowy! Szybko olałem sobie spanie, bo zrozumiałem co się dzieje. Następnie siedziałem sobie na krześle i gapiłem się w okno i tu zdarzyło się coś ciekawego! Widziałem w odbiciu szyby jak z kołdry oraz poduszki były uformowane dwa diabelskie byty! Było to o tyle niezwykłe, że były 2 byty, a nie jeden. Na dodatek nie było to coś w stylu krzywej buzi czy czegoś takiego, tylko ewidentnie dwa diabelskie stwory (jeden duży, a drugi mały). Jak patrzyłem na kołdrę i poduszkę to nic tam takiego nie widziałem, ale jak patrzyłem na odbicie w szybie to było na co patrzeć. Co ciekawe nie była to żadna "halucynacja" czy coś takiego... efekt był stały i niezmienny oraz długie wpatrywanie się na te "stworki" nie powodowało we mnie żadnego uczucia strachu czy czegoś takiego... po prostu pokazali, że są i mile mnie witają (co zresztą udowodnili podkręcając moją wyobraźnię i próbując mnie w ten sposób okraść z energii). Około 23 już chciało mi się spać i niestety musiałem się położyć. Pierwsze co zaobserwowałem, to dostałem cios w nogi (atak gdzie występuje wzdrygnięcie) -> nie wiem co oni chcieli od mojej nogi... tak samo nie wiem, co chcieli kilka dni temu od mojego biodra... Następnie oczywiście były znowu te "wizje" przed oczami. Miałem przy sobie mały różaniec, który zakładałem codziennie przed zaśnięciem na swoją prawą rękę i właśnie tam go umieściłem ale czy coś to dało? Chyba nie :( Później oczywiście były ataki we śnie oraz hipnozy (mocno nad ranem). Co do hipnoz to zauważyłem pewną rzecz. Gdy mam oczy ciężkie jak z ołowiu i poddam się temu "stanowi" to tak, jakby mój mózg synchronizuje się z "atakiem" tego byta (nie wiem dokładniej jak to określić / nazwać -> chodzi tutaj o coś w stylu wyrównania wszystkich ząbków w trybach [jeden tryb należy do mnie, a drugi do atakujących mnie "istot"] i gdy zostaną wyrównane wszystkie ząbki to następuje "rozkodowanie" i wykradnięcie mojej energii -> nie wiem czy dobrze to obrazuję, ale staram się opisać to jak najlepiej)... nad ranem była w ten sposób atakowana 3 i 4? czakra. Gdy nie poddam się temu stanowi i będę walczyć, to można to obrazowo opisać jakbym nie dawał wyprostować tych ząbków w trybach, a co za tym idzie rozkodować mnie i wtedy jest szansa, że całkowicie moje powieki odzyskają swoją naturalną fizyczną lekkość. Gdy się uwolnię będę trwał w stanie "normalnym", a po chwili znowu tak jakby jest "zarzucana" na mnie ta hipnoza, ale ja walczyłem i to dość dobrze, ale nie miałem 100% skuteczności. Niekiedy wpadałem w sen gdzie przeprowadzany był atak (rozkodowywanie mnie). Ogólnie dostałem dzisiaj wiele razy, ale ciosy nie były zbyt silne (ale za to było ich dużo!). Nie mniej jednak całą dzisiejszą noc mocno się męczyłem z tym bytem (lub bytami), aż do samego rana.

27/28.12.2010 -> (Założyłem swój łańcuszek, ale tylko ze cudownym medalikiem oraz takim krzyżykiem z kamienia który dostałem od Wiesi -> niestety w szpitalu podczas zdejmowania łańcuszka zginął mi srebrny krzyżyk z Jezusem) (założyłem również na siebie różańce itp., które zakładam codziennie przed zaśnięciem) -> (mały pokój) -> O 1:17 kładę się spać (posypałem sobie głowę solą święconą poświęconą przez egzorcystę + trochę kołdrę, poduszkę itd)... O 1:23 był jakiś dziwny dźwięk jakby spuszczanego powietrza i po chwili zacząłem czuć tego byta koło mnie (okolice głowy, górnego tułowia, plecy). Tego dnia dostałem około 20x od tego byta w 4 czakrę!!! Spisywałem te ciosy, ale w sumie co za różnica, o której był konkretnie cios... dostawałem równo przez całą noc. Jedynym plusem tego wszystkiego jest to, że zdarza mi się go czasem wyczuć choć i tak nic z tym "fantem" zrobić nie mogę. Zmieniałem w nocy łóżko na to pod oknem... ale to nic nie dało... następnie poszedłem spać do małego pokoju... i bęcki dostawałem... aż do samego rana... Moja czakra czuje się maksymalnie obita... jednym słowem ledwo żyję... Nie mam pojęcia jak mam się bronić... wszystkie metody jakie do tej pory stosowałem wydają się nieskuteczne. Podczas dzisiejszych ataków nie miałem "podkręcanej wyobraźni", ale gdy zamykałem oczy to bardzo często od razu lub bardzo szybko dostawałem cios w 4 czakrę. Uczucie w mózgu przypomina jakby coś się wyślizgiwało z rąk i nie miało się najmniejszych szans, aby zatrzymać to coś przed upadkiem (pamiętajcie, że tego typu rzeczy jest ciężko ubrać w słowa) -> i gdy to się "wyślizgnie" to w tym samym momencie jest cios w 4 czakrę. Brzmi dziwnie... ale dzisiejszej nocy tak to jakoś odbierałem. Nie sadzę, aby ten byt co mnie dzisiaj atakował, to był ten sam, co był w szpitalu, bo nie miałem podkręcanej wyobraźni... a może to był ten sam byt (lub byty) tylko stosowali inny atak? bo stwierdzili, że ten będzie najbardziej skuteczny? Łatwo opowiedzieć komuś, lub napisać na forum, że miało się atak czarnej energii, bo to łatwo ubrać w słowa, ale jak już dochodzi do dokładnych opisów co się czuje podczas bardzo "specyficznych" ataków to czasem brakuje odpowiednich słów i możliwości aby to opisać. Jednym słowem dostałem dzisiaj bardzo mocno... moja czakra ledwo żyje, a ja już mam dosyć :( no ale cóż... życie toczy się dalej... oby do nowego roku... może po nim coś się zmieni? :)

PS. Był u mnie dzisiaj ksiądz (chodzi po kolędzie) i pokropił duży pokój wodą święconą... + jeszcze raz dodatkowo moje łóżku... może coś pomoże ;) -> no i mam dodatkowo trochę wody święconej ;]

PS.2. Podczas dzisiejszych ataków idealnie było widać, że zamykanie oczu to jak nałożenie pierścienia przez hobbita we "Władcy pierścieni"... nagle stajesz się idealnie "widoczny" dla zła.

28/29.12.2010 -> (mały pokój) (zapomniałem nałożyć przed zaśnięciem różańców itp.) Przed zaśnięciem posypałem sobie głowę grudkami kryształków soli poświęconych przez egzorcystę (to jest taka bardziej grudkowata sól niż ta, której przeważnie używam), ale w sumie z drugiej strony poświęcona sól, to poświęcona sól. Dałem też trochę większych kryształków soli pod poduszkę. Dodatkowo skropiłem łóżko wodą święconą tak jak robił to ksiądz który wczoraj u mnie był i od którego mam ową wodę. Te czynności wykonałem przed 23:30. O 23:49 poszedłem spać. O 5:35 obudziłem się ze snu, w którym był prawdopodobnie od dłuższego czasu ów byt. Był widoczny bardzo dobrze... i możliwe, że wziął ze sobą kolegów (mówię możliwe, bo odczytuję to jedynie po ilości negatywnych postaci we śnie -> takich "ewidentnie" "złych"). Następnie do 5:45 dostałem z 5-8x!!! Te ataki były bez żadnych wizji czy czegoś podobnego. Po prostu zamykałem oczy i dostawałem w 4 czakrę, ale one były takie bardziej subtelne niż np. wczoraj i to mnie zmyliło! Jakoś specjalnie się nimi (nie wiedzieć czemu) nie przejmowałem! co było oczywiście błędem! Sądziłem tak jakby, że nic wielkiego się nie dzieje, że może naciągam trochę rzeczywistość itd., ale po którymś już z kolegi razie połapałem się, że znalazłem się w opałach (seria ataków) i muszę jak najszybciej je przerwać! Włączyłem sobie TV i od tego czasu było już spokojnie. Żałuję, że nie zareagowałem na tę sytuację wcześniej... mogłem uniknąć wielu do niczego mi nie potrzebnych ciosów... Te ataki były takie jakieś "niepozorne" i to mnie zmyliło... Nie mogę pozwolić, abym się tak nabrał w przyszłości... trzeba uważać, aby nie zignorować znaków ostrzegawczych (byt we śnie / pierwsze "niepozorne" ataki przy zamkniętych oczach) i aby zareagować na czas i nie zebrać nadmiernych bęcek z powodu braku reakcji ze swojej strony...

29/30.12.2010 -> Kładę się spać o 1:11. Atak we śnie był o 7:03... niestety oberwałem... Włączam TV itd...

30/31.12.2010 -> Skropiłem całe łóżko, okna i drzwi wodą święconą. O 00:16 kładę się spać. O 5:05 i 7:10 były ataki (możliwe, że był jeszcze jakiś). Niby mało ataków ale są one dobrze odczuwalne na mojej 4 czakrze :/ Już jedną nogą jesteśmy w 2011 roku... może w nim coś się odmieni? czas na jakąś większą zmianę ;)

cdn...
 
 Dobry Samarytanin