31.12.2011/01.01.2012 -> Do 11:48 spałem około 4-5
godzin z przerwami - brak ataków. O 15:15 kładę się spać, a
o 17:14 wstaję - chyba po sam koniec spania było coś
negatywnego w moim śnie?- (nie jestem pewien - tak czy siak
na wszelki wypadek wstałem.
Około
22:00? (nie pamiętam dokładnie) usnąłem na łóżku, a o 23:04
miałem atak między realem a snem - podczas ataku byłem
świadomy tego co się dzieje oraz wszystko dobrze widziałem
(czyli siebie leżącego z perspektywy oczu fizycznych?), nie
mogłem się poruszyć, ale mogłem sobie wybrać tempo w
jakim chciałbym się wybudzać - wybrałem najszybsze, gdyż nie
chciałem ani sekundy dłużej przebywać z tą (w tym przypadku)
niewidzialną istotą (która prawdopodobnie na mnie usiadła -
spekuluje to po odczuwaniu ucisku).
Po wybudzeniu się moje serce zaczęło mocno walić, ale to
normalne po takim ataku. Moje czakra czuje się w pewnym
stopniu "uszkodzona", ale dojdzie do siebie - to tylko
kwestia czasu - niestety nie trwa to kilku minut, ale raczej
wiele godzin.
01/02.01.2012 -> Około
8:30? (nie pamiętam dokładnie) zasnąłem na łóżku, a o 8:47
znalazłem się w stanie pomiędzy realem a snem, ale nie
wszedłem w ten stan dość głęboko i dlatego bardzo szybko i
bez większych problemów udało mi się ewakuować! mało
brakowało, a miałbym większe kłopoty. Muszę uważać nad ranem
z tym zasypianiem - w sumie nawet nie zorientowałem się, że
usnąłem... zmęczenie daje o sobie znać. Nie przepadam za
tymi niewidzialnymi bytami... jestem świadomy jego obecności,
ale go nie widzę... nawet jego konturu nie dostrzegam... ale
w sumie to i tak jest bez większego znaczenia... bo jak jest
atak, to wiem co mam robić niezależnie od tego czy widzę
tego byta, czy też nie. Ważne, że nie dostałem od niego tak
jak wczoraj (to był ten sam byt).
Około
15:00? (nie pamiętam dokładnie) kładę się spać, a o 16:48
wstaję gdyż znowu miałem paraliż przysenny, ale udało mi się
z niego ładnie wybudzić więc nic mi się nie stało :) a swoją
drogą to ciekawe, że jakoś ostatnio ciągle mam te paraliże.
O 20:53
idę na fotel, wstaję o 21:36 - brak ataków.
02/03.01.2012 -> Około 1:30? położyłem się spać, ale już
o 1:47 musiałem wstać z powodu ataku we śnie (w skrócie:
trzymałem "swojego" kota
[z wyglądu],
który mi się wyrywał z rąk [znany mi motyw], a ja nie mogłem
pozwolić mu "biegać" samodzielnie [wytworzyli u mnie uczucie
pewnej troski i opieki nad kotem - otworzenie się] i gdy
doszedłem do pewnego punktu to został kot zaatakowany przez
"złego" wilka - to była taka chwilowa walka o życie "mojego"
kota i oczywiście przy tej "akcji" wytworzyły się uczucia
strachu itd. - moja czakra po przebudzeniu to odczuła).
O 3:43 idę na
fotel, a po "kilku minutach" śni mi się przyjaźnie
wyglądająca dziewczyna, która się do mnie przytula
(odwzajemniam przytulenie) i nagle czuję jak spada
poziom mojej energii (było to dobrze odczuwalne) -> nie
pamiętam co dokładnie było dalej, ale tutaj na pewno sporo
energii straciłem :/, ta postać nawet nie została
zdemaskowana we śnie :/ -> Jakiś czas później we śnie były
jakieś gryzące zwierzęta (mocno podejrzane), a na samym końcu była muzyka, która podsycała
grozę oraz stare, nieprzyjemne pomieszczenie i w chwili
takiej grozy mnie wybudziło (o 4:05).
Jakiś czas
później
(5-6? - nie
pamiętam o której) idę ponownie spać - wstaję o 7:25 -
chyba? brak ataków.
Od 9:12 do
9:33 sobie lekko drzemkałem - brak ataków.

O 9:46 kładę
się spać, a o 11:31 we śnie (chociaż nie był to taki zwykły
sen - z tego co widziałem to byłem poza ciałem i patrzyłem
się z góry na swoje ciało na łóżku) jakaś
latająca postać? (latała jak zjawa, ale to chyba był ktoś
inny?) podlatuje do mojego łóżka, bierze zamach i
wbija mi wielki miecz w okolice mniej więcej tam gdzie Jezus
wiszący na krzyżu został przebity w filmie "Pasja"
(okolica wątroby) - tak mi się wydaje, że to mniej więcej to
miejsce? - samo przebicie mieczem nie należało do rzeczy
przyjemnych... aż moim ciałem zarzuciło we "śnie".
Jak
biorę głębszy oddech to fizycznie boli mnie to miejsce. Rana
przechodzi na wylot i czuję ją też w górnej części prawej
łopatki. Tak czy siak jak umiałem to wyhealowałem to
miejsce (około 1 w nocy - zgodnie ze wskazówkami Wiesi). Nie
będę wchodził w szczegóły healingu ;) Jakby coś to po
healingu dalej odczuwam tam taki sam ból - pewnie zajmie
organizmowi dobre kilka dni, aby się tam wszystko zagoiło jak
należy.
O 16:26
wstałem - brak ataków - nie pamiętam o której się położyłem
-> pewnie coś około 14-15.
Po 22?
położyłem się spać, ale o 23:11 zostałem zaatakowany we
śnie.
Atak wyglądał tak: na samym początku widziałem swojego i
jakiegoś innego kota i one się pocałowały (pamiętam, że byłem
zadowolony z tego powodu, gdyż czułem, że mój kot znalazł
swoją drugą połówkę - nastąpiło? tutaj moje "otwarcie"?) ->
następnie zobaczyłem na parapecie niby mojego kota,
ale on miał jakiś defekt twarzy... przyglądałem się mu i
przyglądałem, aż nagle nastąpiło u mnie wystraszenie z wybudzeniem.
Wciąż nie dają mi spokoju te "ciemne zmory".
03/04.01.2012 -> Około
4:38? zasypiam na biurku przed komputerem, a o 4:42 mam atak
we śnie, ale z tego co się orientuję to nic złego mi się nie
stało - na początku ta przyjaźnie wyglądająca postać coś do
mnie powiedziała co spowodowało u nas obopólny uśmiech i
zadowolenie (moje otwarcie) i za chwilę wzięła rękę i
dotknęła mi palcem czoła, ale nie jestem pewien czy poczułem
jakiś ucisk? tak czy siak od razu mnie wybudziło - nie
odczułem strachu ani jakiś objawów na 4 czakrze. Możliwe, że
był to atak na 3 oko.
Od około
6? do około 7:20 spałem na fotelu - brak ataków.
Od około
16:45? do 18:00 siedziałem i drzemkałem na fotelu - co jakiś
czas otwierałem oczy i widziałem na balkonie demonicznego,
czarnego, dużego kota, który się mi przyglądał - gdy zasłoniłem zasłonę,
aby zakryć jego wstrętne oblicze, to za jakiś czas pojawił
się obok i dalej robił swoje. Jest to coś na kształt
halucynacji choć ten demon jest prawdziwy. Wydaje mi się,
że mój mózg był w odpowiednim stanie, który umożliwiał
zobaczenie tego stwora. Gdy na siłę próbowałem sprawić, aby
mój mózg powrócił do "twardej" rzeczywistości to udawało mi
się to i demon znikał na jakiś czas, ale po chwili wracał
niczym bumerang. Tak czy siak za drugim razem olałem go
sobie i postanowiłem spokojnie kontynuować, drzemkałem na
fotelu - co ciekawe niby ten demon był w moim pobliżu, ale
jakoś nic mi nie zrobił podczas mojego odpoczynku.
04/05.01.2012 -> O 22:00 się położyłem... i po pewnym
czasie zasnąłem... o 2:15 wstaję - możliwe, że były próby
ataku we śnie, ale nic mi się nie stało.
Zasnąłem
na łóżku około 5-6? i spałem do około 7:55 - brak ataków.
Od około
10:05 do 11:55 spałem - brak ataków.
Idę spać
około 16:45, a wstaję o 18:20 - brak ataków.
05/06.01.2012 -> O 23:15 poszedłem na fotel, ale już o
1:07 miałem atak we śnie. Wyglądał on tak: na niebie
widziałem rozpylane chemtrails -> niepokoiło mnie to ->
chciałem uciekać i tak po chwili zrobiłem -> opiekun do mnie
szybko przybył i mnie wyprowadzał stamtąd -> chciał mnie
prawdopodobnie ochronić przed tym czymś z nieba, ale to na
nas oboje spadło. Następnie od razu zobaczyłem przed oczami
na czarnym tle ruszającego się małego, zielono-białego?
robaka. Gdy się wybudziłem poczułem się dziwnie - tak w
negatywnym sensie -> jakbym na całym sobie miał coś "złego"
(rozpylone "chemtrails"). Dosyć szybko zrobiłem sobie
healing (zgodnie z instrukcjami Wiesi), który trwał 20 minut
i z tego co się domyślam to poszło całkiem dobrze. Na samym
początku widziałem na sobie jakby grubą warstwę jakiejś
białej piany, ale ostatecznie się tego pozbyłem (choć na
początku wcale nie chciała się dać tak łatwo zmyć) - nie
będę się tutaj zgłębiał w szczegóły healingu ;) Tak czy siak
jest ok i czuję się dużo lepiej niż po przebudzeniu.
Około
7:50 położyłem się na łóżku (bez intencji zaśnięcia), ale
zaczęło mnie nagle bardzo mocno wciągać w sen (hipnoza?),
dodatkowo odczuwałem jakby uderzenia na 4 czakrze oraz
miałem wrażenie jakby jakaś postać wisiała nade mną
(właściwie to ją nawet przez chwilę zobaczyłem [tak mi się
wydaje]) -> tak
czy siak wydało się to mocno podejrzane i chwilę później nie
było mnie już w łóżku.
Około
10-11 położyłem się spać, wstałem o 11:55 - brak ataków.
06/07.01.2012 -> Około
00:15 położyłem się na podłodze (gdyż byłem już mocno
zmęczony), ale spać mi się jakoś specjalnie nie widziało
nie mniej jednak na chwilę usnąłem, ale ataków nie było.
Obudziłem się około 00:38.
Około
7-8? położyłem się w łóżku ale tak, aby nie usnąć, ale i tak
usnąłem ^^ ("wyłączyło mnie") i odzyskałem świadomość
dopiero około 9:25 zdziwiony, że spałem - ale na szczęście
nie było ataków.
Około
17? (nie wiem dokładnie) idę na fotel i wstaję o 18:00 -
brak ataków.
07/08.01.2012 -> Około 21:00 poszedłem na fotel, a około
00:10 wstałem - brak ataków.
Od około 00:30? do 1:00 spałem
w łóżku
- brak ataków.
Od około
1:10? do około 2:20 spałem w łóżku - ogólnie brak ataków
choć we śnie był jakiś niefajny robal... ale nic mi nie
zrobił.
Od około
2:30? poszedłem spać do około 3:50 - na samym końcu był atak,
ale nic takiego mi się nie stało -> jakaś postać mocno złapała mnie
za lewą rękę, ale udało mi się wyrwać - ten byt udawał kogoś dobrego
-> jakby księdza, który chciał mi pomóc modlitwą, ale czułem,
że chce odprawić nade mną jakiś satanistyczny rytuał, a do
tego musiał mnie dotykać na co mu skutecznie nie
pozwoliłem.
Około
6:30-6:40 poszedłem na fotel?, a o 7:06 wstałem - był atak
-> jakiś czarny, groźny i szczekający na mnie pies próbował
mnie wystraszyć, ale słabo mu to wyszło.
O 7:15?
kładę się spać, a o 8:12 wstaję - brak ataków?
Około
16?-16:30? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać... wstałem o
17:30 - brak ataków.
08/09.01.2012 -> Około
00:00? spałem około 5 minut i był jakiś mały atak we śnie.
Około
2:30 na chwilkę usnąłem przed komputerem i miałem atak we
śnie -> jeden koleś bije drugiego w taki specyficzny sposób -
mocno, brutalnie? - patrzenie na to powodowało, że czakra
serca się powoli "kuliła" - jakby coś to jestem pewien na
100% że był to atak.
Około
8:45 poszedłem spać, ale już 5 minut później musiałem się
ewakuować, gdyż miałem atak we śnie... nie był to atak
polegający na nagłym wystraszeniu tylko na trwającym stanie
zagrożenia? (wydzielał się wtedy we mnie strach) - po wybudzeniu moje serce
szybciej biło -> to normalne po ataku.
O 12:40
wstałem z fotela (spałem może z godzinę? - nie wiem) -> był
jakiś atak pod koniec.
O 13:06
kładę się spać, a o 16:38 wstaję - na samym końcu był atak
wszczepiania fałszywych wspomnień. Polega to na tym, iż np.
przed wstaniem (gdy jeszcze leżę w łóżku i częściowo
drzemkam!) jestem pewien, że spisałem swoje doświadczenia
odnośnie nocnych ataków (co nie miało miejsca) -> co więcej
ja dokładnie pamiętam (gdy wciąż drzemkam!) jak to robiłem i
mam w głowie żywe wspomnienia z tego doświadczenia - gdy
wspominam je to wygląda to trochę tak jakbym patrzył na sen,
a może to taki fałszywy sen? Dodatkowo czasem zdarza się, że
spisuję błędną godzinę o której był atak - np. zamiast 4 w
nocy piszę 16 w południe, a czasem w ogólę przekręcam
godzinę mimo iż patrzę na zegarek (później nie mogę
uwierzyć, że spisałem błędnie czas ataku [zawsze później
poprawiam godzinę na prawidłową]) - może czasem faktycznie
sam z siebie się mylę, ale często mam mocne wrażenie, że ktoś
mi w tym mocno pomaga. Jeszcze przed wstaniem miałem jakby
mówione, że moja 4 czakra została mocno uszkodzona itp co
oczywiście jest bzdurą - ten byt próbował we mnie wywołać
lęk, ale nie specjalnie mu się to udało.
Około
20? poszedłem spać, wstałem około 21:15 - brak ataków?
09/10.01.2012 -> Około 23:40 idę spać i wstaję około 1:27 -
było kilka ataków - niestety ale trochę oberwałem...
Lekko
przed 7 poszedłem na fotel, ale o 7:04 musiałem już wstać,
gdyż w 3-ch snach pod rząd został we mnie wywołany lęk na
czakrze np. jeden z takich snów
wyglądał tak: wziąłem jakiś kubek z napojem, który był
napełniony po brzegi - postać koło mnie lekko mnie
szturchała abym wylał co nieco... ja starałem się tego nie
zrobić - w pewnym momencie pojawił się we mnie strach, że
jednak mi się to nie uda.
Około
11? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać, a wstałem o 12:24 -
były pewne ataki? ale chyba niezbyt uporczywe?
Około
17? (nie wiem dokładnie) poszedłem leżeć na podłodze,
później usnąłem - wstałem o 18:50 - brak ataków, ale pod sam
koniec miałem ciekawe doświadczenie ->
poczułem jakby moja świadomość? (kulka w głowie) wyszła poza
ciało i wtedy, nagle dostałem sporą ilością energii? w plecy
(w środkową? część). Wiesia mówi, że była to wysoka energia,
która musiała we mnie wpaść gdy byłem poza ciałem, bo w
przeciwnym wypadku mogłoby to być dla mnie bolesne. Po
wstaniu odczuwam tam ucisk. Niby nie był to atak ale myślę, że warto to tutaj napisać.
Przed
22? położyłem się na podłodze... i leżałem/spałem do około
22:35 - na samym końcu miałem taki sen: widziałem swojego
kota, który był mocno zdeformowany -> ja zacząłem się go
pytać co mu się stało i go głaskać (otwieranie? 4 czakry?) ->
następnie sen zrobił się ciemny i mroczny, ale nie czułem
żadnego lęku na czakrze czy czegoś podobnego -> ładnie się
wybudziłem -> miałem trochę takich snów i przeważnie czułem
w nich lęk... co ciekawe w tym przypadku było inaczej hmm...10/11.01.2011 -> leżałem / spałem do 00:59 nie wiem ile... z
godzinę? - na samym końcu czułem dotyk na ciele więc wstałem
-> następnie położyłem się spać o 4:15, ale musiałem
wstać o 4:30 gdyż miałem potencjalny atak we śnie (ładna
postać mnie odciągnęła z drogi jaką szedłem i mnie
zagadywała - jak wiemy ten byt często się podszywa pod takowe postacie - zresztą tutaj podał się
za moją znajomą, o
ile to był ten byt - mi się wydaje, że tak, ale na 100%
pewien nie jestem, ale raczej to był on) - na dodatek gdy się
wybudziłem czułem dotyk na sobie - czyżby ten byt na mnie
usiadł? tego nie wiem... ale wiem, że takowy dotyk można
czuć, bo już tego typu doznania miałem gdzie ewidentnie był
atak - taki na 100%. W ogóle przez te 15 min. miałem bardzo
intensywne sny -> pełne akcji i emocji -> ale w jakiś sposób
starałem się w nich zachować spokój hmm.... zakręcone się to
wszystko robi.
Około 8?
(może wcześniej? - nie wiem dokładnie) poszedłem spać -> wstałem o 11:55 -
brak ataków.
Około
17:15? idę spać, a wstaję o 18:45 - brak ataków.
Około
22:00 idę spać, a wstaję o 22:57 - brak ataków... ale
podczas snu miałem ciekawą sytuację -> we śnie wybuchnął
hydrant i moje serce zaczęło z tego powodu bardzo szybko bić
(nie zostałem z tego powodu wybudzony!)... nie poczułem
żadnego lęku czy jakiegoś "kulenia" się czakry z
przerażenia... po prostu na wybuch hydrantu moje serce
zwiększyło znacząco swoje "obroty". Nie było to związane z
żadnym atakiem czy czymś takim, a przynajmniej ja tam nic
takiego nie zauważyłem - nie przypominam sobie, abym
specjalnie czegoś takiego w przeszłości doświadczał... na
dodatek po chwili przerzuciło mnie w stan pomiędzy realem a
snem, aby za chwilę znowu wejść w sen -> moje serce wtedy już
się powoli uspokajało... podczas ataku raczej na pewno
zostałbym już dawno wybudzony gdyż walące serce uruchamia
się tuż po zadanym np. "ciosie w czakrę"... już nie
wspominając o tym, że widziałbym kogoś kto mnie atakuje, a w
tym przypadku nie było kogoś takiego -> ogólnie
zastanawiające zjawisko. Jeszcze raz podkreślę, że moim
zdaniem nie ma to nic wspólnego z atakiem, ale opisuję tutaj
to jako ciekawostkę związaną z "szybko bijącym sercem"
(które często się pojawia przy atakach, a tym razem pojawiło
się samo z siebie we śnie - czemu się pojawiło? nie wiem -
może po prostu wybuch hydrantu mnie tak przeraził? chociaż
lęku jako takiego też nie odczuwałem... hmm).
11/12.01.2012 -> O 4:49 kładę się spać, a o 6:35 wstaję
- brak ataków.
Około 8?
(nie wiem dokładnie) poszedłem spać, a wstałem o około 9:02
- brak ataków.
Około
20? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać, a wstałem o 21:35 -
brak ataków.
O 21:45
idę na fotel, a o 22:35 wstaję - brak ataków -> przenoszę się
do łóżka i o 23:42 wstaję gdyż miałem atak we śnie. Na początku
szedłem z opiekunem (widziałem go jako osobę, którą lubię
- ewidentnie we śnie szła koło mnie trzymając "moją" stronę)
-> nagle we śnie z lewej strony pojawiło się wiele postaci i
mój opiekun do nich poszedł (prawdopodobnie chronić mnie
przed nimi). Następnie szedłem już sam i nagle jakaś postać
zaatakowała mnie od tyłu... szybko się zorientowałem o co
chodzi i nawiązałem kontakt wzrokowy i zacząłem się bić z tą
postacią - dostawałem od niej ciosy i ona ode mnie... im
dłużej walczyliśmy, tym lepiej mi szło (starałem się blokować
jej ciosy itp)... pod koniec walki przejąłem inicjatywę i
zdominowałem walkę -> nastąpiło wybudzenie. Nigdy nie miałem
takiego ataku, abym nawiązał taką walkę z tym bytem! Nie
poczułem żadnego lęku na czakrze czy jakiejś straty energii!
12/13.01.2012 -> O 2:00 postanowiłem jeszcze spróbować
pospać, ale gdy się budziłem czułem jakby dziwne uczucie
dotyku na ciele więc o 2:11 wolałem wstać - tak na wszelki
wypadek -> możliwe, że moja 3 i 4 czakra w jakiś sposób
zostały zaatakowane przez tego byta o ile był to atak?
Jakiś
czas później idę na fotel i około 4 zostaję zaatakowany
przez kilka postaci jednocześnie - w miarę udanie walczę -> wybudzam się w miarę bez strat? chociaż w sumie
chyba jeszcze wcześniej trochę energii straciłem przy jakimś
ataku? nie
pamiętam już jak to było -> Następnie próbuję
spać dalej i śpię chyba w miarę spokojnie -> wstaję o 6:40.
Za jakiś
czas ponownie idę spać -> wstaję o 9:50 - chyba brak ataków?
nie jestem pewien?
O 16:00
poszedłem spać, a o 17:30 wstałem - chyba nie było żadnego
ataku na końcu?
13/14.01.2012 -> O około 22:00 idę spać, a w staję o
00:40 - brak ataków.
O 7:40
kładę się spać, a o 9:51 wstaję - na samym końcu było coś
podejrzanego, ale nie wiem czy to był atak, czy też nie - we
śnie była jakaś podejrzana postać, ale czy to był ten byt? -
nie wiem i ciężko to stwierdzić -> tak czy siak zostałem
uderzony jakąś energią w serce (nie było widać kto puścił tą
energię, a może sama z siebie wleciała we mnie? -> po
obudzeniu się czuję tam ucisk) -> nie wyglądało to jak
typowy atak... jak leciała ta energia to widziałem ją w
stanie pomiędzy realem, a snem, a nie we śnie hmmm... sam
nie wiem jak do tego podejść. Ogólnie takie uderzenia
energii nie muszą być czymś złym - zresztą te byty
praktycznie ciągle atakowały czakry a nie narządy... hmmm...
Po tym strzale nie wystąpiło u mnie żadne wystraszenie czy
coś podobnego (co jest typowe przy ataku) - osobiście na
obecną chwilę uważam, że było to coś dobrego, gdyż wiem, że
czasem uderzają w nas takie "dobre" energie, aby nas
rozwinąć. To doświadczenie przypomina mi uderzenie energii w
plecy jakie miałem 09/10.01.2012 (tylko w tym konkretnym
przypadku nie wyszedłem z ciała).
O 14:36
położyłem się spać, a o 17:47 wstałem - brak ataków.
14/15.01.2012 -> Około 1:00 poszedłem na fotel, a o 2:33
wstałem - miałem na końcu atak we śnie - dwie ręce trzymały
moje ciało astralne? a pozostałe dwie ręce miały strzykawki,
które były wbijane we mnie (cała akcja działa się chyba po
za ciałem). Tak czy siak nie lubię ataków ze strzykawkami :/
Za jakiś
czas usnąłem na biurku... zobaczyłem we śnie ogromnego
pająka w pokoju... był przerażający... z tego co pamiętam to
pociąłem go mieczem... Później były chyba
jeszcze jakieś ataki, ale nie pamiętam już jak przebiegały...
wciąż się nie mogłem obudzić... miałem kolejny sen
(skończył się około 4:02). Uciekałem przed pewną postacią,
ale mnie dogoniła, złapała mnie i wbiła mi z 10-cio centymetrowy nóż
w prawą stronę klatki piersiowej... -> jak się obudziłem to
postarałem się to miejsce uleczyć i zaszyć... dzisiaj w nocy
już na pewno nie pójdę spać...
Hmm...
znowu usnąłem ze zmęczenia (tym razem na fotelu)... nie wiem
ile spałem... raczej niezbyt długo -> wstałem o 22:33 (brak
ataków). Nie wiem czy jest sens to spisywać - spisując to mi
chodzi o ukazanie tego ile dziennie sypiam...
Około
15:30? do około 16:00 - chwilowo przysnąłem - brak ataków...
następnie od około 16:25? do około 16:55 to samo (ogólnie
nie wiem dokładnie ile spałem... może 30 minut, a może
jedynie 10... tak czy siak
lekko wypocząłem - nie planowałem zasypiać, ale film mi się
2x urwał ze zmęczenia gdy się już położyłem).
Wstałem
o 23:59 (nie wiem o której zasnąłem na fotelu - pewnie coś
około 22:40?) - tak czy siak był atak - kilka postaci mnie
otoczyło i nie dawało mi się ruszyć, ale po pewnym czasie
mnie wybudziło i nie zauważyłem, aby coś mi się stało. Z tego
co zauważyłem to był przy mnie opiekun, a przynajmniej tak
mi się wydaje.
15/16.01.2012 -> Po 00:00? poszedłem na fotel i spałem
do 2:15 - brak ataków... jakiś krótki? czas później ponownie
poszedłem na fotel i spałem do 4:45 - brak ataków. Po? 5:30?
poszedłem dalej spać i o 8:10 wybudził mnie telefon - wydaje
mi się, że był przy mnie przez większość czasu opiekun (na
którego wczoraj nakrzyczałem, że mnie nie broni i daje mnie
ciąć itd!) -
brak ataków.
Około
17? (nie wiem dokładnie) usiadłem na fotelu i usnąłem...
spałem do 19:00 - brak ataków.
O 20:35
poszedłem na fotel i siedziałem/spałem do 22:20 - brak
ataków -> następnie poszedłem do łóżka i spałem do 23:00 ->
na początku widziałem różne astralne? postacie (neutralne/pozytywne)... później w
końcowej fazie pojawiły mi się 2 postacie, które były mną
zainteresowane, miałem wrażenie, że leżę we śnie
(odzwierciedlało to leżenie na łóżku) i patrzyły na mnie z
zaciekawieniem - nagle mnie wybudziło i gdy byłem jeszcze w
stanie rozespania spojrzałem na prawo i zobaczyłem ledwo
widoczną ale jednak humanoidalną postać, która była jakby
pochylona nade mną (jak we śnie) i patrzyła na mnie (obraz
tej postaci był przezroczysty, ale widoczne były w pewnym
sensie kontury - ciężko to opisać w słowach jak dokładnie to
wyglądało ale jakoś zmysłami się tą postać widziało - nie
widziałem twarzy... tylko "kontury") -> bardzo minimalnie
się wystraszyłem i od razu wstałem z łóżka -> po wstaniu
dalej czuję, czyjąś obecność... wezwałem pomoc do usunięcia
tego kogoś z mojego mieszkania (we śnie były 2 istoty więc
pewnie tyle i tutaj w pokoju ich jest), ale nie wiem na ile
zostanie mi ona udzielona. Nie lubię przebywać z
niewidzialnymi istotami w pokoju... szczególnie jak mają
szemrane zamiary... te niewidzialne humanoidy nie są fajne
:/
Po
przebudzeniu piekło mnie czoło - okazało się, że mam 2-3
lekkie cięcia na 3 oku, jedno
większe bardziej z prawej strony od 3 oka oraz jedno
malutkie przy prawej brwi -
na 100% nie zrobił mi tego mój kot.
16/17.01.2012 ->
Następnie poszedłem spać do pokoju obok (około 1:15?) i
dopiero o 3:15 był atak - tylko nie wiem czy w nim oberwałem,
czy byłem tylko biernym obserwatorem - często gdy jestem w astralu to widzę siebie
(ale nie koniecznie wyglądam jak ja) z perspektywy 3 osoby -
w tym konkretnym przypadku widziałem 3 dobre istoty, które
zostały ostrzelane przez złych "agentów" (było to
robione jedna postać po drugiej) - możliwe, że jakąś
z tych postaci byłem ja - tylko nie czułem? ciosów podczas
ostrzeliwania, ale idealnie wszystko widziałem (każdy nabój
wchodzący w ciało ofiary) - możliwe również, że całą akcję
tylko oglądałem z perspektywy 1 osoby -> gdy już wszystkie 3
postacie zostały "załatwione" to zobaczyłem 5-6 złych
postaci idących w moim kierunku (widziałem to z perspektywy
1 osoby - tak często jest gdy te byty podejdą zbyt blisko
mnie) i po chwili mnie wybudziło - nie wiem czy to było po
to, aby pokazać mi ile było w sumie tych negatywnych bytów
czy może dopiero po załatwieniu trzech dobrych postaci
chcieli się dobrać do mnie? - tak w ogóle
to po przebudzeniu czuję ogromny ucisk na klatce piersiowej
co jest dość dziwne bo normalnie tak nie mam. Ewidentnie
oddział "dobrych" nie miał żadnych szans - nie był to "zwykły"
sen.
Około 9?
może wcześniej? (nie wiem dokładnie) poszedłem spać do łóżka
- pod sam koniec mojego spania (9:30) we śnie zobaczyłem, że
prawą nogą mam owiniętą w drut zrobiony z żyletek i moja noga fizycznie
poczuła duży dyskomfort (w pewnym sensie ból) i fizycznie
sama z siebie mocno zareagowała na to robiąc niekontrolowany
ruch. Czyżbym wdepną w jakąś pułapkę? Nie widziałem tam
żadnej postaci - jedynie owinięty wokół mojej nogi ten drut.
Po wstaniu w miejscu zadanego mi bólu czuje pewien
"dyskomfort" (tylna część łydki).
Nie wiem
o której poszedłem spać, ale spałem jak "zabity" ;) - wstałem
o 18:50 - brak ataków.
Nie wiem
o której poszedłem spać, ale wszedłem w bardzo głęboki sen
(podróżowałem poza ciałem i spotykałem się z pewnymi ludźmi)
- wstałem o 21:45. Mniej więcej w środkowej fazie snu (już
po pierwszym spotkaniu) miałem przy sobie takie jakby
urządzenie? ochronne (składające się z wielu warstw kartek?
- tak to się po prostu skrystalizowało we "śnie") w kształcie
litery "H" (trzymałem je w rękach, a było ono całkiem spore
- troszkę mniejsze od klatki piersiowej) i gdy przechodziłem
obok pewnego negatywnego tłumu jakaś osoba nagle strzeliła
do mnie bardzo silną energią (celowaną w głowę? - wiem, że
jakbym nią dostał to doznałbym poważnych obrażeń) i ta energia, gdy
przelatywała tuż nad linią moich włosów
(poczułem
to bardzo dobrze) to urządzenie zadziałało (było ustawione
na odbijanie tego typu energii) i wystrzeliło 6 takich
kolorowych (z przewagą niebieskiego?) kwadratów (tworząc
literę H) które wypchnęły ten pocisk (nie było go widać
podczas pokazanej pracy urządzenia) w górę (który jednak
prawdopodobnie trafiłby we mnie gdyby nie to urządzenie, bo
było powiedziane, że ono chroni przed strzałami, które by we
mnie trafiły - jakoś tak to zapamiętałem) i jest to na tyle
przekonująca "historia", że ją spisuję. Gdy urządzenie
zadziałało zniknął mi normalny sen i widziałem tylko te
lecące w górę kwadraty - to było naprawdę ciekawe. Po tym
zdarzeniu dalej wędrowałem i spotkałem się jeszcze z pewnymi
ludźmi, ale w trakcie rozmowy się wybudziłem.
17/18.01.2012 -> Położyłem się przed? 5 i wstałem o 5:25
- gdy zasypiałem ("odpływałem") i wchodziłem już lekko w sen,
to za każdym razem gdy to się działo następowało takie
(mocno fizycznie odczuwalne) szarpnięcie na 4 czakrze i w
tym samym czasie pojawiał się dodatkowo dźwięk w mojej
głowie np. odgłos jaki wydaje puszczona struna lub coś
podobnego (różne były dźwięki) - po takim szarpnięciu moje
serce "włączało" szybsze obroty oraz na mojej czakrze
zaczynałem odczuwać pewien ucisk... tak czy siak dziwne to
było więc wolałem na wszelki wypadek wstać (już nie raz
miałem to doświadczenie, ale bardzo rzadko słyszałem przy tym
dźwięk - a dzisiaj bodajże za każdym razem go słyszałem)...
nie czułem przy tym żadnego lęku czy czyjejś "podejrzanej"
obecności... możliwe, że to jakaś dobra energia we mnie
wpada ;) - to doświadczenie jest jeszcze dla mnie jedną
wielką tajemnicą ;) ale powoli coś się zmienia (słyszenie
dźwięku). Obecnie nie odczytuję tego jako atak na moją osobę,
ale też chcę pokazać jak łatwo jest pomylić atak z
wpadnięciem dobrej energii w ciało lub czakry.
Około
6:50 poszedłem spać, wstałem o 8:30 - brak ataków.
O 9:12
kładę się spać, a o 12:12 wstaję - brak ataków.
O około
17:15 kładę się spać, a o 19:51 wstaję - brak ataków.
18/19.01.2012 -> O 1:37 kładę się spać, a o 1:54 wstaję
gdyż miałem atak we śnie. Miałem kilkuosobową obstawę, ale
nie powstrzymało to mojego przeciwnika aby się na mnie
rzucić - widziałem dwa negatywne byty- jeden
rzucił się na opiekuna? a drugi prosto na mnie i złapał mnie
swoją ręką i mniej więcej w tym momencie wróciło mnie do
ciała (lekko się wystraszyłem). Następnie kilka minut
później postanowiłem jeszcze raz spróbować zasnąć -> miałem
we śnie jeszcze większą obstawę (ale co jakiś czas jeden z
opiekunów musiał odejść - w sumie odeszło chyba dwóch, ale i
tak sporo ich zostało przy mnie) -> w pewnym momencie
musieliśmy się zatrzymać i znowu chyba było dwóch wrogów
(byli zamaskowani jako "normalni" przechodnie).
Jeden z opiekunów dał mi znak, że to wróg i po króciutkiej
wymianie z tym negatywnym bytem wzroku od razu go
zaatakowałem, a ten z kolei się na mnie rzucił i zdołał
mnie złapać swoją ręką (nie wystraszyłem się zbytnio - byłem
w miarę świadomy co się działo) i w tym momencie mnie
wróciło do ciała (3:10) -> Po spisaniu tego poszedłem
jeszcze pospać i we śnie miałem przy sobie 3? opiekunów i
gdy zza drzwi wyszła zła postać (działo się to w korytarzu,
a nie jak wcześniej na otwartych przestrzeniach) to została szybko pokonana
(byłem z tyłu, a opiekunowie z przodu przy drzwiach)
(wstałem o 4:21) -> na razie starczy tego spania (thx za
ochronę).
Około 7
idę spać, a o 9:40 wstaję - brak ataków.
19/20.01.2012 -> Około 22:30 kładę się spać, a o 1:05
wstaję gdyż był atak we śnie - na końcu ten byt wystraszył
mnie nagłym wtargnięciem przez drzwi i od razu wróciło mnie
do ciała. Zresztą cały sen był mocno negatywny i miejscami
przerażający.
O 5:37
kładę się spać, a o 8:42 wstaję - brak ataków.
O 10:14
kładę się spać, a o 12:26 wstaję - brak ataków.
20/21.01.2012 -> Kładę się spać o 00:50, a wstaję o 2:20
-> miałem pod sam koniec atak we śnie -> postać ziała do
mnie straszną nienawiścią i puściła ją w moją 4 czakrę (taki
strzał)... po obudzeniu się od razu poczułem jakby ciałe
moje ciało oberwało (nie wiem jak to dokładnie opisać), a na
4 czakrze czuję ten strzał i nie jest to fajne... Zrobiłem
sobie 20 minutowy healing -> trochę pomogło... dodatkowo
kryształem górskim pooczyszczałem to miejsce.
Około 5
poszedłem spać do pokoju obok... wstałem o 8:13 - sen pod
koniec spania robił się "negatywny", ale był przy mnie
opiekun i wybudziłem się bez strat.
Spałem
chyba jakiś czas w małym pokoju (około 19?), ale niestety nie
pamiętam zbytnio co się wydarzyło w tym okresie - chyba brak
ataków?
21/22.01.2012 -> O 21:50 kładę się spać, wstaję o 00:34
- brak ataków.
O 13:17
kładę się spać, a o 18:37 wstaję - brak ataków.
22/23.01.2012 -> O 8:30 kładę się spać, a o 8:40 wstaję
gdyż jakaś ciemna? postać z lewej strony łóżka ucisnęła mi
swoimi palcami lewą stronę brzucha co mnie wybudziło i to
był koniec mojego spania :/
Około
8:50? poszedłem ponownie spać, wstałem o 11:55 - na samym
końcu był atak - chyba był przy mnie opiekun, ale poczułem
jakiś mocny strach we śnie -> byłem w ciemnym pomieszczeniu
i miałem wrażenie jakby gdzieś w oddali był jeden lub kilku
zakapturzonych reptilian - po wstaniu moje serce szybko biło
i potrzebowało trochę czasu, aby się uspokoiło.
23/24.01.2012 -> Przed? 1 w nocy poszedłem spać, wstałem
o 2:50 - pod sam koniec szedłem w tłumie ludzi z opiekunem -
po chwili mnie wybudziło - brak ataków.
Po 4
(ale nie wiem dokładnie o której) poszedłem na fotel i
trochę drzemkałem, a o 6:30? wstałem - brak ataków.
O 6:40
poszedłem spać, a o 7:59 wstałem - gdy leżałem we śnie
doznałem pewnego ataku - jakaś postać zamachnęła się na mnie
jakimś kijem/mieczem -> nie widząc jeszcze tej postaci
poczułem jakby ucisk na aurze i nawet rękami się zasłoniłem
przed potencjalnym ciosem, ale po chwili wstałem i zobaczyłem
mojego przeciwnika z jakąś bronią w ręku -> powstrzymałem i
przegoniłem
tego kogoś - następnie sen
toczył się dalej i pojawił się przy mnie opiekun - dopiero
za jakiś dłuższy czas mnie wybudziło.
Po? 18?
kładę się spać, a wstaję o 20:02 - brak ataków.
O 22:10
kładę się spać, a o 23:20 wstaję - były 2 ataki - pierwszy
to straszenie mnie w nocy, że HAARP mnie "grzeje" (nic mi
się nie stało - tak sądzę? -> na dodatek mnie nie wybudziło
tylko dalej kontynuowałem "sen"), a drugi to pokazanie mi z
bliska mojego kotka, który najadł się szkła i umierał - na
szczęście jakoś nie wpadłem w emocjonalną panikę (choć
wołałem mamę) i po prostu wróciło mnie do ciała.
24/25.01.2012 -> O O 1:06 kładę się spać, a o 1:46
wstaję gdyż miałem atak we śnie. Rzucił się na mnie jakiś
sporych rozmiarów kot, ugryzł mnie w lewą nogę i nie chciał
puścić -> czułem jego "szczękę i zęby" wbijające się w moją
skórę. Była przy mnie również jakaś postać (opiekun?) i
mówiłem do niej, aby zabrała tego kota... zaczęła to robić, ale musiałem mocniej przycisnąć słowem tą
osobę, aby się solidniej zabrała do pracy, ale nie mniej
jednak zadanie chyba nie wyglądało na łatwe -> gdy kot był
zabierany to czułem jak jego zęby przesuwają się po mojej
skórze - tak czy siak w trakcie tej operacji mnie wybudziło
i to całkiem gładko - po wstaniu na nodze czuję pewne uciski
w miejscach ugryzienia i lekkie dyskomforty, ale to w sumie
normalne po takim czymś. Tutaj wydaje mi się, że nie byłem
poza ciałem lecz było to coś na pograniczu snu, a stanu
pomiędzy realem a snem - jednym słowem uważam, że ten byt
był (i pewnie dalej jest) w moim pokoju i po prostu chapsnął
mnie za nogę. Zrobię sobie pewne oczyszczanie tego miejsca
gdyż jest już 2:45, a mnie wciąż tam lekko "boli".
Po 5:45?
poszedłem spać, a o 8:55 wstałem - brak ataków.
Jakiś
czas później (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać na
fotel... spałem do 12:52 - brak ataków.
25/26.01.2012 -> O 21:44 idę spać na fotel, a wstaję o
21:41 (brak ataków) idąc jednocześnie do łóżka i śpiąc do
00:12 -> pod sam koniec miałem atak... pewna postać, której w
realu ufam (kamuflaż tego byta) objęła mnie ramieniem we
śnie i tak szła ze mną, ja to jej ramię co chwilę
zdejmowałem, a ta postać ponownie mnie łapała... (opiekun tak
nie robi), na szczęście ostatecznie uwolniłem się spod
wpływów tego kogoś i jeszcze pod sam koniec pokazano mi
pewną "brutalną" scenę, ale nie wystraszyłem się i mnie
wybudziło.
Po 7
poszedłem spać, a wstałem o 8:30 - brak ataków.
Lekko po
19:45? poszedłem na fotel, a o 21:25 wstałem, gdyż pod sam
koniec miałem atak we śnie -> jakaś dużych rozmiarów czarna
energia do mnie przyleciała, otoczyła mnie i mimowolnie mnie
wystraszyła - ja jako tako sam z siebie się nie wystraszyłem,
ale ten byt na mnie narzucił wystraszenie się i poczułem
stratę energii na 4 czakrze.
26/27.01.2012 -> Około 21? byłem w łazience i miałem
bardzo silne odczucie, że ktoś stoi za mną... Po 22? poszedłem spać do małego pokoju,
a o 00:38 wstałem gdyż miałem atak we śnie -> ten byt
uderzał we mnie? lub wytwarzał pewne uderzenia, które
powodowały nieprzyjemną falę, która do mnie dochodziła?...
nie wiem jak to dokładnie wyglądało... tak czy siak nie było
to pozytywne doświadczenie i moja czakra raczej na pewno
trochę ucierpiała.
Lekko
przed 3:00 położyłem się na podłodze i usnąłem... i już
kilka minut później miałem atak we śnie :( Aby mnie
wystraszyć pokazali mi jak moja głowa wybucha i mnie
wystraszyło samowolnie na 4 czakrze... na głowie też
poczułem dziwne doznania.
Po 7?
poszedłem spać do małego pokoju -> wstałem o 8:25 z powodu
ataku.
O 12:19
postanowiłem pójść spać, ale już o 12:44 musiałem się
ewakuować, gdyż zostałem zaatakowany we śnie przez jakiegoś
małego stwora, który zaczął szybko wszędzie biegać i celować
swoją osobą w moje nogi -> był przy mnie opiekun, ale nic
specjalnego z tym zrobić nie mógł (siebie i opiekuna
widziałem w 3-ciej osobie, a przy próbie wybudzenia się
widziałem już swoimi oczami - osobiście uważam, że zawsze
gdy widzę siebie w 3-ciej osobie to jestem poza ciałem) -> na
szczęście zorientowałem się co się dzieje i włączyłem szybką
procedurę wybudzania się (powrotu do ciała) i nie odczułem, żadnych start
energetycznych :)
Około
19:30? do około 20:05 leżałem/spałem - brak ataków.
27/28.01.2012 -> O 1:45 kładę się spać, a o 2:05 wstaję
- pod sam koniec miałem jakiś channeling i słyszałem głos w
głowie -> zdania były sensowne i historyjka była ciekawa ->
słuchałem z zaciekawieniem, aż tu nagle pojawił się jakiś
straszny, czarny koń na ścianie i mnie wystraszyło (strata
energii) i szybko wstałem. Podczas tej całej przemowy miałem też pewne
"wizje", co dodatkowo mnie wciągnęło w "słuchanie"... a co
ciekawe, gdy na chwilkę otworzyłem oczy to urwało mi
słyszenie tego dialogu... a gdy ponownie je zamknąłem to dalej
słyszałem ową mowę. Wydaje mi się, że jeszcze trochę
wcześniej straciłem energię w jakimś ataku.
Około
2:30 usnąłem na fotelu -> wstałem o 3:15 dopiero po ataku :/
O 3:30?
lub później? poszedłem spać, a o 5:55 wstałem - przed samym
wstaniem zobaczyłem w powietrzu samą rękę (od ramienia po
same palce), która miała zaciśniętą pięść i ewidentnie
chciał mi przywalić - na szczęście od razu zorientowałem się
o co chodzi i otrząsnąłem się a ręka znikła. Domyślam, się
że koło mojego łóżka z prawej strony stała cała postać, no
ale było widać tylko tą część ciała - ciekawe...
Nie wiem
o której poszedłem spać (o 9?), ale wstałem o 12:40 i chyba
pod koniec był jakiś atak.
Nie wiem
o której poszedłem spać (o 17?-18?), ale wstałem o 20:27 i
pod sam koniec był atak gdzie pokazane było jak mój kot
zaczął się topić w wannie (pyszczek już był zanurzony pod
wodą), ale
szybko go wyjąłem i w sumie nic mi oraz kotu się nie stało (uff)
-> po uratowaniu kota wróciło mnie do ciała.
28/29.01.2012 -> Nie wiem o której poszedłem spać
(22?-1?), ale o 5:00 wstałem gdyż była próba ataku pocałunkowego, ale nie udał się atak temu bytowi i mnie
wybudziło.
Chyba
około 6? poszedłem ponownie spać i spałem do 10:41 - brak
ataków.
Około
19:30? poszedłem spać, a o 21:16 wstałem - na samym końcu
miałem bardzo silne odczucie czyjejś negatywnej obecności...
wręcz bycia tuż koło mnie -> otworzyłem oczy i wstałem ->
nie będę ryzykować :)
29/30.01.2012 -> Około 3?
poszedłem spać, a 4:20 wstałem - brak ataków -> jakieś 2-3
minuty później idę dalej spać... i dopiero o 5:38 wstaję ->
w nocy brałem udział w pewnej misji... przeprowadzałem ją z
pewną osobą... nawet jakiś kosmita nam pomagał... pod sam koniec musieliśmy przebiec
niezauważeni przez pewien teren (ludzie, którzy tam byli nas nie widzieli), ale ktoś
niewidzialny zaczął nas ścigać i
wiedziałem, że mnie złapie jak się nie rozłączę i nie wrócę
do ciała... tak też zrobiłem -> pomimo iż nie pamiętam
pierwszej połowy misji to wydaje mi się, że zakończyła się
ona powodzeniem.
O 15:48
kładę się spać, a o 18:30 wstaję - brak ataków.
30/31.12.2012 -> O 22:24 kładę się spać, a o 1:06 wstaję
- brak ataków.
Około
5:05 kładę się spać, a o 5:15 mam atak we śnie -> była
postać która wywoływała we mnie bardzo duży strach, ale co
ciekawe ja odchodziłem od niej, aż udało mi się chyba ją
nawet zgubić... i po chwili mnie wybudziło. Za niedługi czas
idę ponownie spać... i dopiero o 8:15 miałem kolejny atak ->
nie mniej jednak pomógł mi opiekun i jakoś nic specjalnego
mi się nie stało.
Około
9:30? kładę się spać, a wstaję o 12:55 -> chyba w sumie
były jakieś 1-2 ataki? -> nie jestem pewien...
Po 19:16
kładę się spać, a o 21:05 wstaję gdyż miałem atak :/
cdn...
Dobry Samarytanin