NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2012 - PAŹDZIERNIK
(CZĘŚĆ 10)
LINK! DO CZĘŚCI 9

LINK! DO CZĘŚCI 11

30.09.2012/01.10.2012 -> O 1:49 idę na fotel spać, a o 3:28 wstaję - pod sam koniec miałem podejrzany sen (zalążek ataku) (w skrócie: "kombinowałem" tam z zapalnikami od kuchenki, chciałem je zakręcić; co jakiś czas buchał na mnie ogień; było ciemno). Wybudziło mnie z tego snu ale to nie rozwiązało mojego problemu, gdyż ktoś "kombinował" przy mojej głowie, nawet usłyszałem podejrzaną myśl w niej (na pewno nie była to moja myśl; to jedna z tych "głośnych" myśli), czyżby ktoś próbował podsłuchiwać moje myśli? - tak jakoś to odczułem - odparłem na chwilę ten atak wysyłając intencję iż moje myśli są szyfrowane przez samego Boga i o dziwo od razu wszystko ustało (bardzo wyraźne to było), niestety po może 5-10 sekundach ponownie pewien "dziwny" stan się zaczynał nasilać więc wolałem wstać bo przypominało mi to trochę atak z dnia 27/28.09.2012 ale bez wizji (obstawiam, że atak przeprowadzany był przez tego samego osobnika). Dodam jeszcze, że przed zaśnięciem jakiś upierdliwy myślokształt (skalpel) mnie atakował - walczyłem z nim do pewnego stopnia aż usnąłem. Wiem, że kilka osób pewnie by zasugerowało aby z nim nie walczyć, nie zasilać tego swoją energią i aby pozwolić mu zniknąć (rozpłynąć się z powodu braku energii) ale w tym przypadku jakoś tak dziwnie to jest iż ten myślokształt wcale nie chce zniknąć, on napiera i nie chce dać za wygraną, ktoś go zasila z "drugiej" strony.

O 5:46 idę na fotel spać, a około 9:20 lub lekko wcześniej wstałem - brak ataków.

01/02.10.2012 -> O 19:40? powoli zasypiam na fotelu, a o 1:30 zostaję wybudzony z podejrzanego snu, jakaś postać chciała prawdopodobnie mnie zaszczepić + ew. znowu przyczepić się do mojego nosa - był tam element stresujący ale nie mniej jednak mnie wybudziło na czas, za co jestem wdzięczny bo ten sen mógł się dla mnie źle skoczyć gdyby był kontynuowany...

O 5:54 idę ponownie spać na fotel, a o 9:10 wstaję - obudził mnie jakiś "dźwięk" wpadający w moją głowę ale raczej na pewno nie był to żaden atak...

O 10:29 idę na fotel spać, a o 13:43 wstaję - brak ataków.

02/03.10.2012 -> O 23:32 idę na fotel spać, a o 4:50 wstaję - był pewien podejrzany sen ale nie wiem czy miał on coś wspólnego z atakiem.

O 7:05 idę ponownie na fotel spać, a o 9:37 wstaję - chyba nie było ataków?

O 20:35 idę na fotel spać, a o 22:59 wstaję - pod sam koniec miałem atak który nazwałbym "zaszczepianiem fałszywych wspomnień" - był bardzo dobrze zrobiony i przeprowadzony, polegał jak tytuł sugeruję na wmówieniu mi iż coś się stało (coś niekorzystnego dla mnie) co tak na prawdę nie miało nigdy miejsca (nie miało to na celu wystraszenia mnie, a raczej zmylenie mnie [w pewnym sensie]) - najciekawsze jest to iż ja we śnie w to uwierzyłem, na dodatek było to rozegrane w kilku "scenach" dla uwiarygodnienia iż rzeczywiście miało to miejsce. Gdy się wybudziłem i zastanawiałem się nad tymi wspomnieniami to po krótkim czasie stwierdziłem iż nic z tego co widziałem, w co uwierzyłem we śnie itd nie miało miejsca, stwierdziłem iż był to atak i gdy tak stwierdziłem nagle zobaczyłem (było to coś na kształt nagłej wizji - całkowicie zniknął mi świat fizyczny) obrzydliwego pająka (był widoczny w kolorze, poruszał się) który chciał mnie zaatakować! To było dla mnie już ostatecznym potwierdzeniem, że ktoś przy mojej głowie kombinował. Raczej nie miewałem tego typu ataków więc... jest to dla mnie pewnego rodzaju nowość, nie mniej jednak tego pająka rozpoznaję... jakiś czas temu również go widziałem - wynika z tego iż atakuje mnie prawdopodobnie ostatnio ta sama "osoba", a przynajmniej jeżeli chodzi o ataki gdzie "widzę" tego pająka... a może to ten pająk (astralny) mnie atakuje?

03/04.10.2012 -> O 6:59 idę na fotel spać, a o 9:00 wstaję - nie jestem pewien czy coś było czy też nie, wiem na pewno, że nie było nic na tyle wyraźnego aby o tym pisać ;-) więc chyba było dość bezpiecznie ;-)

04/05.10.2012 -> O 20:30 idę na fotel spać, a o 1:34 wstaję z powodu podejrzanego snu - pod sam koniec spania najpierw miałem sny które "pobudzały" moje emocje, a za chwilkę miałem sen gdzie czułem że mam przyczepione jakieś rurki z "tlenem" do nosa (we śnie było to pokazane jakby ktoś inny, ktoś obok mnie miał je przyczepione do nosa, ja je dodatkowo poprawiałem aby dobrze w nim "siedziały" ale nie mniej jednak odczuwałem iż te rutki są w moim nosie) - cokolwiek to było dobrze, że mnie wybudziło... niby tlen jest ok ale zdecydowanie wolę abym nie miał żadnych rurek do nosa przyczepianych podczas spania. Ogólnie nie wiem czy był to atak...

O 2:16 idę na fotel spać, a o 6:11 wstaję - były w sumie minimum 2 ataki, oba wyglądały podobnie, w obu atakowała mnie jakaś postać.

05/06.10.2012 -> O 00:22 idę na fotel spać, a o 3:44 wstaję - był pod koniec sen gdzie chciano mi wstrzyknąć jakąś truciznę ale opierałem się temu aż mnie wybudziło ufff...

Około 10:00 zasypiam na fotelu, a o 10:25 mam atak we śnie, ogólnie rzecz ujmując to wybroniłem się z niego ale nie mniej jednak trochę strachu w trakcie trwania ataku się najadłem ale niezbyt dużo...

06/07.10.2012 -> O 20:35 idę na fotel spać, a o 3:25 wstaję - gdy już otworzyłem oczy i byłem jeszcze w pewnym stanie rozluźnienia miałem atak, zobaczyłem jak ktoś nożem próbował odciąż jakby jakieś moje połączenie wychodzące z 7 czakry (wyglądało to jak gruba lina) - tak czy siak otrząsnąłem się z tego na czas, chodź wydaje mi się, że lekko ją uszkodził, no ale nie przeciął jej. Kiedyś miałem podobne doświadczenie tylko wtedy niestety została ona odcięta co od razu spowodowało "pewne" wręcz fizyczne odczucie na głowie / 7 czakrze.

O 13:50 idę na fotel spać, a o 15:52 wstaję - brak ataków.

07/08.10.2012 -> O 00:07 idę na fotel spać, a o 7:53 wstaję - pod sam koniec we śnie walczyłem z jakimiś postaciami aż ostatecznie jedna złapała mnie za ręce i jakiś "trujący? gaz zaczęła w kierunku mojej twarzy uwalniać, ale zacząłem stawiać mentalny opór i po chwili mnie wybudziło.

08/09.10.2012 -> O 19:33 idę na fotel spać, a o 00:13 wstaję - pod sam koniec był sen gdzie można było wyczuć pewien posmak "niepokoju"... ale jako takiego "oficjalnego" ataku nie było...

08/09.10.2012 -> O 3:26 idę na fotel spać, a o 8:41 wstaję - brak ataków.

09/10.10.2012 -> O 22:51 idę na fotel spać, a o 6:35 wstaję - brak ataków.

Około 11:00 poszedłem spać na łóżku, a o 15:18 wstaję - były w sumie 2 ataki, najpierw jedna mocno negatywna postać się do mnie przyczepiła (stanęła bardzo blisko mnie) ale udało mi się odeprzeć ten atak chodź ta postać gdy przy mnie stała wywoływała we mnie pewną "dawkę" lęku (modliłem się podczas ataku i nic mi się nie stało). Drugi atak był już na samym końcu, jakaś postać położyła się przy mnie i atakowała mnie swoją nogą ale odparłem każdą jej zaczepkę i mnie wybudziło.

10/11.10.2012 -> Lekko po 00:43 idę na fotel spać, a o 3:14 wstaję - były w sumie 2 ataki bardzo negatywnej postaci (pierwszy był chyba po 1, a drugi o 3:14). Przy obu atakach demon stał bardzo blisko mnie. Przy drugim ataku mówił do mojego ucha pewnym "specyficznym" demonicznym głosem (nie takim grubym tylko bardziej to brzmiało jakby demoniczny chichot? - nie umiem zbytnio tego opisać ale ten głos powodował iż człowiek "nasiąkał" strachem, im dłużej do mnie mówił tym bardziej byłem nim nasiąknięty) -> ostatecznie wybroniłem się z tej sytuacji odchodząc w inne miejsce - lekko strachu się najadłem no ale nic ponad to... nie mniej jednak i tak muszę dać sobie chwilkę aby dojść do siebie (w sensie "zmycia" strachu który się we mnie pojawił; czuję również jakby moja 4 czakra się trochę "skuliła" od całej tej sytuacji spotkania z demonem ale już o 8:30 moja czakra czuła się znacznie lepiej). Po pierwszym ataku zostałem wybudzony i mogłem wstać ale ostatecznie zdecydowałem iż zaryzykuję i spróbuję jeszcze trochę dospać gdyż potrzebowałem mocno snu - nie wiem czy było to dobre posunięcie... zyskałem trochę snu oraz trochę dodatkowego strachu :/

Około 20:45 idę na fotel spać, a o 21:30 wstaję - brak ataków.

11/12.10.2012 -> Około 22:30 zasypiam w łóżku, a o 2:05 wstaję - brak ataków -> wydaje mi się iż we śnie osoba koło której się znajdowałem była moim opiekunem i dlatego pewna negatywna postać jaka znajdowała się we śnie (z 10 metrów ode mnie) nie miała do mnie dojścia.

O 5:43 idę na fotel spać, a o 8:20 wstaję - pod sam koniec miałem sen gdzie jakaś ręka ze strzykawką próbowała mnie zaszczepić ale z tego co pamiętam nie udało się jej, a następnie walczyłem z jakimiś postaciami ale wydaje mi się że ogólnie nic mi się nie stało.

12/13.10.2012 -> O 22:31 idę na fotel spać, a o 4:48 wstaję - pod sam koniec miałem bardzo dziwne doświadczenie, zostałem zahipnotyzowany we śnie ale zacznijmy od początku. Widziałem jakąś osobę która siedziała w taksówce (ja z hipnotyzerem i z dwoma widzami byłem na zewnątrz), która mówiła iż wierzy w demony. Hipnotyzer ją zahipnotyzował i spytał ją czy wierzy w demony, a ona odparła iż nie, gdy została wybudzona również przyznała się iż jednak wcześniej kłamała i prawda jest taka iż nie wierzy w demony. Pomyślałem sobie iż sam mogę zostać zahipnotyzowany aby w hipnozie udowodnić pozostałym osobom iż ja wierzę w demony. "Poprosiłem" hipnotyzera aby mnie zahipnotyzował mówiąc iż odpowiem tylko na to jedno pytanie (również przed samym zahipnotyzowaniem w myślach zaprogramowałem się iż wybudzę się po tym jednym pytaniu). Hipnotyzer staje przede mną i dotyka mojego 3 oka, natychmiast mój stan się zmienia, mój sen znika (chodź gdzieś tam głęboko jestem świadomy iż dalej trwa), widzę przed oczami coś na kształt koloru czerwonawego, ledwo co dociera do mnie ze snu - słyszę częściowo to co się tam dzieje ale bardzo słabo (usłyszałem słowo "masoni", chyba wypowiadane przeze mnie - ale nie przez tą świadomą część mnie - domyślam się iż hipnotyzer wyciągał ze mnie informacje pomimo iż nie tak się umawialiśmy). Praktycznie od samego początku zyskałem świadomość (tego co się dzieje) w trakcie trwania hipnozy. Jeżeli czyjś umysł jest słaby to osoba taka może być kompletnie pozbawiona "mechanizmów obronnych" w trakcie hipnozy (ja poprzez wieloletnie zmaganie się z demonami w trakcie trwania snu wyrobiłem sobie większą świadomość podczas "zagrożenia" - nie wiem jak wyglądałaby sytuacja w hipnozie która byłaby w "realu"). Spora część doświadczenia dzieje się na jakimś innym poziomie, bo ja byłem świadomy iż jestem zahipnotyzowany (czułem iż siedzę w pokoju na moim fotelu) oraz tego co dzieje się przed moimi oczami (a nie wiele się działo, praktycznie nic) to jednak reszta doświadczenia mi gdzieś umykała i nie mogłem zbytnio do niego dotrzeć w tym stanie (jedynie w małym procencie byłem świadomy tego co dzieje się we śnie - lepsze to niż nic). Czułem iż siedzę w tej taksówce a hipnotyzer nie przerwał hipnozy po mojej pierwszej odpowiedzi (nie wiem jaka ona była o ile w ogólę mnie spytał o to o co miał mnie spytać), tak czy siak hipnoza się przeciągała a ja byłem w jakimś sensie coraz bardziej "zdenerwowany" tym iż trwa to dłużej niż się umawialiśmy (w sumie max trwało to z 10 sekund?) - tak czy siak z tego zniecierpliwienia czułem iż zaczynam poruszać prawą ręką, widziałem iż w tej taksówce również nią poruszam (hipnotyzer starał się mnie uspokajać), w pewnym momencie postanowiłem się wybudzić bo poczułem iż jestem robiony w bambuko przez tego kogoś i poczułem nagle mocne szarpnięcie na 4 czakrze (powrót do ciała?) i mnie wybudziło. Nie czułem aby ten hipnotyzer mi coś robił innego niż zadawanie pytań ale tak na prawdę to nie wiem co się tam do końca działo. Tak czy siak nigdy więcej nie dam się już zahipnotyzować - niby we śnie podjąłem w miarę świadomą decyzję ale tak na prawdę nie byłem do końca świadomy całej sytuacji w jakiej się znalazłem. Ogólnie sądzę, że nic złego mi się nie stało ale też tego pewien nie jestem ale tak mi się wydaje. Na samym początku nie odczytałem tego jako atak ale obecnie po wstaniu i przeanalizowaniu tego "snu" nie jestem już tego taki pewien, w sumie tak czy siak jakaś istota "astralna" mnie jednak zahipnotyzowała... kto to był? nie wiem, nie wyglądała negatywnie, nie wyczułem od niej żadnego negatywizmu ale to też nie do końca świadczy o tym iż miała czyste wobec mnie intencje - z tego co wiem to hipnoza trwała dłużej niż miała trwać więc... ktoś tu zagrał nie fair. Tak czy siak hipnozom mówię już zdecydowanie NIE! chodź muszę przyznać, że była to dla mnie cenna lekcja - warto w sumie wiedzieć jak to jest być zahipnotyzowanym tylko nie wiem ile osób będzie w stanie zapamiętać ten stan po wybudzeniu - hipnoza w realu może być trochę innym doświadczeniem niż ta we śnie (nie byłem nigdy zahipnotyzowany w realu i zdecydowanie nie mam na to ochoty). Tak czy siak doświadczenie ciekawe ale więcej na takie coś się nie zgodzę. Ogólnie wydaje mi się, iż nie był to ten demon co mnie ostatnio atakuje, ale też na pewno nie miał do końca czystych intencji z powodu iż nie przerwał tej hipnozy zgodnie z naszą umową.

Około 11:22 idę na fotel spać, a o 14:53 wstaję - brak ataków.

13/14.10.2012 -> O 20:29 idę na fotel spać, a o 3:37 wstaję - pod sam koniec ktoś "nożyczkami" we śnie odciął mi pewne połączenie z głowy ale nie jestem pewien czy było to dla mnie dobre czy też złe... trudno powiedzieć - wydaje mi się, że nie każdy tego typu "sen" musi być zły... mam pewien tutaj problem z interpretacją... wczoraj np prosiłem o wypalenie z mojej głowy pewnych "myśli", nawet zapaliłem w tej intencji świeczkę, a dzisiaj ktoś odcina pewien kanał z mojej głowy, może to było coś dobrego dla mnie? może to było spełnienie mojej prośby? te nożyczki chciały jeszcze jeden kanał (kabel, połączenie) odciąć ale trochę się całej tej sytuacji wystraszyłem i się wybudziłem... Napiszę jeszcze, że wcześniejszy sen przedstawiał "głośno chodzący" komputer i szukanie kabla który był za to odpowiedzialny, a dopiero następny sen był snem "odcinającym kabel" więc to może sugerować iż było to dla mnie dobre - widocznie ktoś znalazł na mojej głowie kabel który był kablem "szkodliwym" i go odciął.

O 8:33 idę do łóżka spać, a o 11:29 wstaję - brak ataków.

14/15.10.2012 -> O 23:55 idę na fotel spać i po chwili mam pewnego rodzaju "wizję", iż jakaś żaba wpada przez 7 czakrę do mojej głowy, szybko się zerwałem i mentalnie ją z mojej głowy wyjąłem ale było to dość dziwne! i bardzo mocno podejrzane! Po tym doświadczeniu zasnąłem, a o 3:30 wstałem z powodu "złego snu" - usłyszałem w nim mojego kota który przeraźliwie zamiauczał (wyczułem iż cierpi), wbiegłem do pokoju w którym się znajdował, a tam jakieś dwie niby lekarki przenosiły go jedynie z łóżka do łóżka ale będąc w poczekalni miałem wrażenie że robią mu zastrzyk - taka myśl intensywnie przeszła przez moją głowę - tak czy siak cały sen spowodował pojawienie się pewnej ilości strachu we mnie (o zdrowie kota) - wołanie mojego pupila o pomoc może przeszyć człowieka na wylot... Mnie już jako tako ruszyć jest im trudno (w pojedynku jeden na jeden we śnie) to wykorzystują bezbronnego zwierzaka aby zadać mi "cios" (wywołać we mnie strach). Wcześniejsze sny również były podejrzane... ale nie aż tak jak ten...

O 14:20 idę na fotel spać, a o 19:44 wstaję - brak ataków.

15/16.10.2012 -> O 00:59 idę na fotel spać, a o 2:20 wstaję. Gdy zasypiałem widziałem w swojej "wyobraźni" "negatywne pająki" itp oraz po chwili miałem atak we śnie... pod sam koniec miałem kolejny atak we śnie który odparłem mentalnie - wielu żołnierzy (jeden po drugim) celowało mi karabinem w głowę ale udawało mi się uniknąć wystraszenia z tego powodu czy też zadania mi jakichkolwiek obrażeń.

O 8:47 idę do łóżka spać, a o 10:25 wstaję - pod sam koniec miałem pod rząd dwa ataki we śnie i z obu się skutecznie mentalnie wybroniłem - myślę że dość dobrze mi poszło ale nie mniej jednak zawsze jakiś "ślad" może taki "wybroniony" atak we mnie pozostawić - możliwe, że był jeszcze wcześniej jakiś atak... nie pamiętam już dokładnie. Tak czy siak te skurczybyki nie chcą odpuścić... a trzeba przyznać iż jest to trochę upierdliwe z ich strony... no ale cóż... widocznie im się nudzi i nie mają się z kim "bawić' : P

O 20:14 siadam na fotelu i po pewnym czasie zasypiam, a o 21:01 wstaję z powodu ataku we śnie - demon prawdopodobnie na mnie usiadł, we śnie zachowałem duży spokój ale ostatecznie i tak po obudzeniu się moje serce trochę szybciej biło. Na samym początku gdy siedziałem na fotelu widziałem lecące strzały (takie jakich używa się do strzelania z łuku) celujące w moje 3 oko. Tak czy siak po ataku o 21:01 zamknąłem na chwilę oczy aby zrobić podgląd pewnego myślokształtu (jakby kamień szlachetny koloru granatowego z diamentowym obramowaniem, całość w kształcie pochylonego czworoboku, nie był on kwadratowy, jego wysokość była większa niż jego szerokość), który miałem wrażenie że się przyczepił do mojego 3 oka gdy zasypiałem (to było chyba po tych "strzałach" z łuku) i gdy już miałem zobaczyć ten "kamień" zobaczyłem rzucającego się zielonego węża - oczywiście widziałem to bardzo dobrze przed oczami i to w kolorze! Złapałem mentalnie (z użyciem rąk) tego węża w pewnego rodzaju "siatkę", ale już po chwili zrozumiałem że jest ona za słaba na takiego przeciwnika i starałem się go mocniej "uwięzić" ale skubany zaczął szybko "uciekać" i mi się wymknął, a po chwili zobaczyłem jakby ogromnego pająka? lub coś w ten deseń co zdecydowanie mnie zniechęciło do walki i się ewakuowałem - czasem nie ma sensu walczyć z tym czymś. Strasznie zawzięta bestia, chyba non stop siedzi w moim pokoju i czeka aż pójdę spać. Po wstaniu chciałem przez chwilę usunąć ten kamień z 3 oka bo pomyślałem sobie iż pochodzi on z demonicznego źródła, gdy zamknąłem oczy aby to zrobić zobaczyłem na całym ekranie wielkie oko i pomyślałem sobie, że jednak muszę poprosić moich opiekunów, archanioła Michała itd o to aby przyjrzeli się temu kamieniowi, jeżeli jest "zły" to niech go usunął, a jeżeli jest dobry to niech go zostawią, niech się dzieje wola Boża - po krótkich przemyśleniach stwierdziłem iż prawdopodobnie jest on ok, ale dla pewności warto wezwać posiłki gdyż oni mają dużo większy wgląd w te sprawy niż my. Lepiej zostawić pewne rzeczy ekspertom niż samemu próbować "coś" cudować, nasza inteligencja jest malutka w porównaniu z aniołami czy archaniołami - oni mają na co dzień do czynienia z tym światem więc nie warto na własną rękę czasem coś robić gdy nie jesteśmy do końca pewni czy aby na pewno robimy to co trzeba, czasem możemy z powodu naszej niewiedzy sami się uszkodzić, a tego byśmy nie chcieli, dlatego jak potrzebna jest nam pomoc to ją wzywajmy, oni są po to aby nam pomagać, tylko trzeba poprosić ;-)

16/17.10.2012 -> O 1:26 idę na fotel spać, a o 8:42 wstaję - raczej brak ataków.

O 21:40 idę na fotel spać, a o 23:58 wstaję - brak ataków.

17/18.10.2012 -> Około 4:00 idę na fotel spać, a o 8:42 wstaję - brak ataków.

18/19.10.2012 -> O 19:10 idę na fotel spać, a o 00:09 wstaję - brak ataków.

O 4:09 idę na fotel spać, a o 7:22 wstaję - była pewna podejrzana sytuacja pod koniec snu ale chyba jednak nie był to atak - tak mi się wydaje... chodź pewien nie jestem...

19/20.10.2012 -> O 20:47 idę na fotel spać, a o 2:30 wstaję - pod sam koniec była lekko podejrzana sytuacja ale nie jestem pewien czy miała ona coś wspólnego z atakiem.

O 6:50 idę na fotel spać, a o 8:35 wstaję - brak ataków.

20/21.10.2012 -> O 20:53 idę na fotel spać, a o 00:22 wstaję - brak ataków.

O 00:25 idę na fotel spać, a o 4:40 wstaję - pod sam koniec goniło mnie kilku (minimum 3) dresiarzy ale gdy mnie doganiali pokonywałem ich i uciekałem dalej, sytuacja się powtarzała w sumie z 3x aż policjant ich dorwał, a ja zostałem od nich "uwolniony" i po chwili mnie wybudziło.

21/22.10.2012 -> O 21:28 idę na fotel spać, a o 5:28 wstaję - brak ataków.

22/23.10.2012 -> O 20:11 idę na fotel spać, a o 00:43 wstaję - pod sam koniec miałem atak we śnie, na początku zobaczyłem "przerażające" żądło skorpiona?, po chwili udało mi się jakby wyjść z tego snu (zostałem "bardziej "wybudzony" ale nie na tyle aby to coś nie mogło mnie zaatakować), a za kilka sekund poczułem ukłucie na plecach - skubany mnie "użądlił".

23/24.10.2012 -> O 21:20 idę na fotel spać, a o 1:13 wstaję - pod sam koniec ganiała mnie (we śnie) jakaś postać i chciała mnie trafić laserem, tak czy siak była bardzo zawzięta w swoim postanowieniu ale ogólnie rzecz ujmując nic mi nie zrobiła. Jakiś czas później usnąłem na chwilkę na biurku przed komputerem i miałem sen gdzie wycisnąłem ze swojego ciała białą larwę -> spadła ona na podłogę i poruszała się po niej... ten sen chyba mówi o wyjściu ze mnie jakiejś "astralnej larwy"? - tak czy siak sen był wyjątkowo wyraźny (obraz jak "żyleta").

Jakby coś ta larwa wyglądała tak:

... czyli niezbyt przyjemnie... więc dobrze że się jej z siebie pozbyłem...

O 5:44 idę na fotel spać a o 7:36 wstaję z powodu ataku we śnie.

24/25.10.2012 -> O 2:16 idę na fotel spać (od samego początku miałem pewne złe przeczucia - modlitwa mnie trochę uspokoiła), a o 3:16 wstaję - pod sam koniec we śnie pocałował mnie w policzek demon - ukazane to było jakby mnie pocałowała zwykła postać ale wiem, że był to demon - nie wiem jak to obrazowo nakreślić ale jestem pewien tego co mówią - dobrze, że mój umysł jest już dość mocno "wyrobiony" i jestem w stanie zachować dość mocny spokój z trakcie ataku we śnie. Przed zaśnięciem wzywam swoich opiekunów, Archanioła Michała, Jezusa itd aby mnie chronili... to wszystko składa się na mocne ograniczenie ewentualnych "bęcek".

O 3:29 idę na fotel spać, a o 7:55 wstaję - brak ataków.

O 9:01 idę na fotel spać, a o 12:37 wstaję - brak ataków.

25/26.10.2012 -> O 20:38 idę na fotel spać, a o 00:40 wstaję - miałem pod koniec lekko podejrzany sen ale nie wiem czy miał on coś wspólnego z atakiem - tak czy siak na wszelki wypadek wstałem.

O 5:04 idę na fotel spać, a o 5:16 wstaję z powodu próby wystraszenia mnie we śnie. Gdy się tylko wybudziłem poczułem silną wiązkę elektryczności przechodzącą przez mój mózg... hmm...

Po chwili ponownie idę na fotel, a o 5:58 wstaję - pod sam koniec miałem atak we śnie (ktoś zaszczepiał mi fałszywe wspomnienia ale na szczęście przeanalizowałem sytuację [we śnie] i gdy doszedłem do tego iż są one fałszywe zostałem wybudzony). Komuś bardzo zależy abym ponownie zaczął jeść cukier ale nie sądzę aby się doczekał... Zjadany przez nas cukier zdecydowanie może być pewnego rodzaju pożywką dla istot astralnych, a ja nie mam zamiaru ich odżywiać, wolę aby poumierały z głodu albo niech się przerzucą na jakieś zdrowe żarcie, proponuję ekologicznie uprawiane owoce i warzywa ^^ Tak sobie myślę że może dlatego ostatnio ta larwa astralna ze mnie wyszła z powodu iż nie miała co jeść i wolała się ewakuować szukając jakiegoś "cukrojada"... oczywiście jest to mój "domysł" ale moim zdaniem coś w tym jest (mówiąc ogólnie).

O 19:13 idę na fotel spać, a o 21:21 wstaję z powodu ataku we śnie. Moje serce nieźle przyspieszyło jak mnie ciemne siły złapały [we śnie], po obudzeniu się moje serce wciąż waliło jak młot... ale te demony są upierdliwe...

26/27.10.2012 -> O 22:21 idę na fotel spać, a o 00:43 wstaję - pod sam koniec była trochę podejrzana sytuacja, prawdopodobnie atak, ale tym razem wyszedłem z niego bez walącego serca jak było to ostatnio.

O 2:58 idę na fotel spać, a o 3:56 wstaję - pod sam koniec ktoś krzykną w mojej głowie i mnie wybudziło (3:40-3:50), za chwilę usnąłem ponownie i miałem sen gdzie widziałem obrzydliwego i przerażającego pająka, niestety był to atak.

O 4:05 usypiam na biurku od komputera, a o 6:10 wstaję z powodu ataku we śnie - widziałem jakby panią dentystkę? (oczywiście postać wyglądała przyjaźnie aby wzbudzić moje zaufanie i abym się zbyt szybko nie zorientował że jestem atakowany), która wbijała mi bardzo długą i ostrą igłę przez lewą dziurkę od nosa (w stronę mózgu) - sen był bardzo realny i czułem wszystko bardzo dobrze. Nie czułem aby mi coś wstrzyknięto (chodź pewności takowej nie mam) ale na pewno igła weszła głęboko, na szczęście po pewnej chwili mnie wybudziło ale gdy to nastąpiło to od razu poczułem ewidentny ucisk w miejscu przechodzenia igły. Dziwne rzeczy się czasem w nocy dzieją :(

PS. minęło już 5 godziny od zajścia a ja wciąż bardzo wyraźnie odczuwam ucisk w moim lewym nozdrzu i trochę głębiej wewnątrz mojej głowy gdzie przechodziła igła... :/

O 22:45 zasypiam przed komputerem, a o 23:40 wstaję - brak ataków.

27/28.10.2012 -> O 23:51 idę na fotel spać, a o 1:50 wstaję z powodu prawdopodobnie zaczątku ataku we śnie, w ogólę sen zaczął się dziwnie (w negatywny sposób) zmieniać ale na szczęście dość szybko mnie wybudziło z niego.

O 8:57 idę na fotel spać, a o 10:33 wstaję - brak ataków. Jeszcze trochę wcześniej spałem przez jakiś czas gdyż zasypiałem przed komputerem ze zmęczenia.

Po 12:04 idę na łóżko i po pewnym czasie zasypiam, a o 15:30 wstaję - pod sam koniec miałem trochę podejrzany sen ale nie wiem czy był on atakiem czy też nie.

28/29.10.2012 -> O 1:58 zasypiam na fotelu przed komputerem, a o 2:46 się budzę - brak ataków. Jeszcze troszkę wcześniej (przed 1:58) przez pewien krótki czas spałem - również brak ataków. O 2:53 ponownie zasypiam, a o 3:23 się budzę - brak ataków.

O 3:38 idę na fotel spać, a o 4:38 mam podejrzany sen z którego mnie szybko wybudziło, po chwili zasypiam ponownie i znowu mam (lekko) podejrzany sen (nie koniecznie musiał być to atak), budzę się o 5:00.

Po 6:02 idę do łóżka i po pewnym czasie tracę świadomość (nie planowałem zasypiać) -> o 8:25 się budzę - raczej brak ataków.

Po 9:44 położyłem się na łóżku i po pewnym czasie usnąłem -> obudziłem się o 14:37 - brak ataków.

29/30.10.2012 -> O 22:25 idę na fotel spać, a o 1:25 mam atak jakiejś postaci we śnie ale szybko zostaję wybudzony.

O 4:06 idę na fotel spać, a o 5:59 wstaję - brak ataków.

Około 7:40 położyłem się na łóżku i po chwili zasnąłem -> o 8:59 miałem atak we śnie jakiejś "wściekłej" postaci -> po chwilowej walce zostałem wybudzony.

30/31.10.2012 -> O 18:16 idę na fotel spać, a o 00:08 wstaję - brak ataków.

O 6:52 kładę się do łóżka i po chwili zasypiam -> wstaję o 8:42 - brak ataków.

cdn...

Dobry Samarytanin