NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2012 - MARZEC
(CZĘŚĆ 3)
LINK! DO CZĘŚCI 2

LINK! DO CZĘŚCI 4

29.02.2012/01.03.2012 -> Po 6:10 (około 7?) usnąłem i obudziłem się o 8:40 -> na samym końcu miałem sen gdzie byli gdzieś w zasięgu mojego odczuwania niewidzialni, negatywni kosmici -> tak czy siak nic mi się nie stało (byłem otulony jakimś ochronnym kocem). W moim śnie jakieś inne osoby weszły jakby w dziurę w ścianie i zostały zabrane jakby jakimś białym promieniem światła... wystrzelił on w daleki kosmos... ja z jakiś przyczyn tam nie wszedłem - chodź chyba miałem na to ochotę? sam już nie wiem... ale wiem, że z tego miejsca "biła" groza.

Po 10:38 kładę się spać, a o 12:45 wstaję - na samym końcu możliwe, że było coś "podejrzanego", ale nie jestem pewien...

19:00 -> wyczuwam coś negatywnego koło siebie... jakby ktoś dotykał mojej szyi itd...

01/02.03.2012 -> Około 22:30 kładę się spać, a o 1:00 wstaję - raczej brak ataków choć pewną krótką chwilkę po przebudzeniu wydaje mi się, że kątem lewego oka zauważyłem jak coś przeleciało koło mnie... jakby jakaś kulka energii? w sumie było ciemno w pokoju więc nie jestem pewien co to dokładnie było... może mi się przewidziało? a może nie... tak czy siak wyjątkowo miałem zgaszone światło.

Około 4 położyłem się na łóżku, ale musiałem po chwili wstać, ponieważ był we mnie sztucznie wywoływany strach (negatywne myśli + wpadanie w sen nasączony strachem). Po wstaniu moje serce zdecydowanie szybciej biło - niemniej jednak nie zostałem jako tako wystraszony... ale wprowadzony właśnie w stan trwającego przez pewien czas "strachu". Ogólnie rzecz ujmując siedzenie na krześle jest znacznie bezpieczniejsze niż leżenie.

Około 14:30 gdy siedziałem na łóżku i oczy mi się zamykały to od razu wpadałem w sen... w jednym z nich do mnie strzelano, ale ogólnie nic mi się takiego nie stało, bo szybko otwierałem oczy... ale interesujące jest to, że praktycznie w ciągu sekundy wpadam w sen... pstryk i już w nim jestem.

Między 15-15:45 kładę się spać -> wstaję o 18:50 -> brak ataków.

02/03.03.2012 -> Około 1:12 zasypiam na biurku -> budzę się o 3:33 (brak ataków).

03/04.03.2012 -> Około 20:30 idę spać na fotel, a o 2:32 wstaję - brak ataków.

Około 6:30-7:00 usnąłem na łóżku, a o 7:37 miałem atak we śnie, w którym ten byt mnie uderzał palcami, ale było pokazane, że nic poza tymi uderzeniami (które czułem fizycznie) nie mógł mi zrobić i sam się dziwił czemu tak jest.

Około 22? poszedłem spać, a o 23:15 zostałem wystraszony we śnie... -> chciałem się wybudzić, aby się ewakuować, ale z jakiegoś powodu nie mogłem tego skutecznie zrobić... dopiero po 5 minutach mi się to udało... a w tym czasie zostałem wystraszony jeszcze z 2-3x. Jakiś zahipnotyzowany byłem czy coś w tym stylu i dlatego nie mogłem "uciec"... ale gdy już mi się to udało to sama ręka mi się kładła na czakrę aby ją doładować, gdyż ewidentnie sporo energii straciłem ech :(

Jeszcze gdy zasypiałem poczułem dotyk tego byta na sobie... ale zignorowałem to... i to był mój błąd... ale takie decyzje się podejmuję jak człowiekowi się bardzo chce spać... Już nie mówię oczywiście o próbach podłączania pod mój mózg w biały dzień, bo takie coś też się zdarza... dlatego staram się mocno obserwować swój mózg i jakie myśli się w nim pojawiają.

04/05.03.2012 -> Jest 00:17 i czuję, że ten byt jest koło mnie... no ale cóż... taka jego rola...

Jest 00:40 i gdy siedzę na fotelu ten byt powoduje u mnie negatywne myśli itd... Nie wiem jak się go pozbyć... Muszę być w "fazie beta" bo jak się rozluźniam to przejmuje nade mną kontrolę...

Od około 1:30 do około 2:33 byłem na łóżku i często zamykałem oczy... oberwałem kilkukrotnie... Ciężko mi sobie wyobrazić jaką ulgę poczuję jak te ataki się skończą... Oczywiście, gdy np. siedzę przed komputerem i zbytnio "rozluźnię" umysł to też mogę zostać skutecznie zaatakowany (co oczywiście też miało tutaj miejsce, ale nie spisuje absolutnie każdego ataku, bo to byłoby zbyt męczące).

W jakiś sposób te byty umieją przejąć kontrolę nad myślami, gdy się człowiek zbytnio rozluźni lub zamknie oczy. Gdy to nastąpi przepuszczają przez jego mózg pewne konkretne myśli które są jak klucz do sejfu i jak "klucz zaskoczy" to czakra (sejf) może zostać otworzona i okradziona z energii. Ogólnie jest mocny nacisk, aby przeć do bycia czujnym i świadomym, ale nawet to nie gwarantuje braku ataku. Często nawet jak jestem w "fazie beta" to czuję koło siebie tego "agresora", który mnie atakuje np. odczuwalny dotyk, dmuchanie, uczucie czyjejś obecności w konkretnym miejscu itd.

Około 7:00 położyłem się do łóżka, gdyż na usypiałem na siedząco... oczywiście zaraz zasnąłem i oberwałem 1-2x... ech...

Około 10?-10:30? usnąłem na łóżku... a o 11:40 wstałem - chyba na samym końcu coś było, ale nie jestem pewien? daję tutaj znak zapytania czy był to atak, czy też nie...

O 20:14 idę na fotel spać (otuliwszy się niebieskim prześcieradłem - niebieski to kolor ochronny), a o 22:40 wstaję - brak ataków.

05/06.03.2012 -> O 1:19 zasypiam na biurku, a o 3:06 wstaję - brak ataków; za chwilę ponownie zasnąłem i spałem do 3:22 -> miałem na końcu pewien negatywny sen... była to walka z pewną postacią (na samym końcu była nawet krwawa i brutalna scena), ale wygrałem ją zdecydowanie i nie odczułem żadnych "strat". Przed samą walką w poprzednim śnie była jakaś postać, która się do mnie "przyczepiła". Dodam jeszcze, że jak zasypiałem na biurku to starałem się tak usnąć, aby jak najlepiej ochronić czakrę. Byłem również okryty niebieskim prześcieradłem.

Chwilę później usnąłem na fotelu (spałem do 4:05) i pokazali mi dwie lekko brutalne sceny walki gdzie niestety, ale straciłem energię. Oni właśnie tak przepuszczają przez mózg takie sceny aż otworzą człowieka tak jak chcą (uzyskają dostęp do czakry). Nawet jak się rozluźniam przed komputerem to próbują mnie dopaść (wpadanie w negatywny sen) dlatego muszę się otrząsnąć i wejść mocniej w stan beta. Również koniecznie muszę doładować czakrę energią.

O 7:54 sobie leżałem, ale miałem wrażenie, że ktoś lub coś "miesza mi w głowie" i poczułem również jakby podmuch powietrza w ucho i pewne odczucie na 4 czakrze przy tym. Nie wiem do końca co to było, ale często jest tak, że jak leżę to znacznie łatwiej i szybciej jestem atakowany niż jak np. siedzę więc od razu wstałem, aby na wszelki wypadek nie oberwać.

Po 8:34 poszedłem do drugiego pokoju się położyć i odpocząć... i gdy trochę głębiej się odprężyłem zostałem zaatakowany... a o 9:23 kolejny raz... za tym drugim razem bardzo dobrze usłyszałem w głowie warkot wściekłego, złego psa. Moje serce się lekko wystraszyło, ale ogólnie nie czułem starty energii. Wciąż nie dają mi odpocząć...

9:40 -> wciąż wyczuwam koło siebie tego byta... chyba lubi moją obecność ;)

Jest 18:34, a ja nawet jak na chwilkę zamknę oczy to wpadam w "strumień negatywnych myśli i obrazów". Muszę się mocno pilnować... Co ciekawe o 18:44 zaczęło mnie piec czoło... patrzę a tam około 1,5 cm ranka... widocznie im moje 3 oko nie pasuje. Ogólnie czuję się z deczka otoczony... Jeszcze przed tym pieczeniem czoła, gdy miałem na chwilkę zamknięte oczy, to zobaczyłem jak jakaś czarna, postrzępiona energia szybko się koło mnie przemieszcza. Widocznie nie chcieli, abym ich widział więc mi przywalili w 3 oko... O 21:00 jest już znacznie lepiej... mam nadzieję, że ten stan się utrzyma przez jakiś dłuższy czas...

06/07.03.2012 -> Około 23:23 kładę się spać, a o 00:00 mój brzuch został zaatakowany we śnie. Wydaje mi się, że było przy mnie dwóch opiekunów, ale obaj? zostali zmyleni przez dobry (przyjazny) kamuflaż tego byta.

Jakiś czas później zasypiam na biurku... wstaję około 3:50... nie jestem pewien czy był atak pod koniec, czy też nie...

O 3:57 idę na fotel... a o 6:47 wstaję - był atak na końcu oraz ze 2 wcześniej. W ostatnim ataku ten byt podał się za lekarza... obwiązał mnie czymś w pasie (niby ciśnienie mierzy) -> ja mu zaufałem i po chwili poczułem stratę energii na 4 czakrze.

Około 8:20 poszedłem do łóżka spać... wstałem o 10:12 -> było około 3 ataków. W jednym z nich poczułem jak ktoś oplótł mnie liną wokół brzucha, ale zorientowałem co się dzieje i się wybudziłem... i ucisk zniknął.

07/08.03.2012 -> Około 1 w nocy usnąłem na podłodze, a około 1:53 się obudziłem -> chyba brak ataków? Tak czy siak po obudzeniu się miałem wrażenie, że coś koło mnie złego jest... ale może to tylko wyobraźnia? tylko czemu miałem ten fizyczny objaw chuchania na mnie strumieniem powietrza? dziwne to trochę...

Następnie od około 2 do 3 spałem na krześle w kuchni (usnąłem sam z siebie) i nie było ataków. Oczywiście nie mam pewności, że ktoś nie był w moim śnie... nawet mam pewne podejrzenie, ale ważne, że nie było jako takiego ataku. Czasem ciężko stwierdzić czy dana osoba lub zwierzę jest pozytywne czy negatywne, dopóki nie podejdzie bliżej. Wiadomo, że te negatywne istoty dość dobrze radzą sobie z kamuflażem. Tak czy siak jest ok.

Około 4:15 poszedłem spać, a o 9:11 wstałem z walącym sercem. Miałem atak we śnie gdzie byłem ścigany przez dwóch złych ludzi... na dodatek uciekałem z opiekunem... i cała ta ucieczka trwała dość długi czas... wszystko odbywało się w szkole... gdy już z niej wybiegliśmy ja biegłem wolniej niż mój opiekun i ci źli ludzie mnie doganiali, aż nagle moje serce zaczęło walić jak młot, a ja zacząłem się wybudzać :/ Wiem że mój opiekun był dość silny i nawet podczas ucieczki była propozycja walki... ale ja wybrałem ucieczkę... ale niestety nie powiodła się... choć mało brakowało.

Od 11:32 do 12:34 leżałem na łóżku... pod koniec zamykałem na chwilkę oczy... i nic mi się nie stało.

Po 17:43 poszedłem do łóżka trochę poleżeć... po chwili usnąłem i spałem do 20:03 - brak ataków.

08/09.03.2012 -> Od 1:24 do 2:18 spałem sobie lekko na fotelu i było ok.

O 3:55 ponownie idę na fotel, a o 4:15 wstaję - przed wstaniem miałem pewien podejrzany sen... najpierw z postacią, która ostatecznie mi nic nie zrobiła (nie jestem pewien czy miała złe zamiary... tak czy siak była podejrzana), a później cały sen mi się zrobił ciemny i zobaczyłem negatywnego kosmitę, który ostatecznie bardzo blisko się mnie zbliżył, ale na siłę się wybudziłem - co ciekawe nie było to takie łatwe - tak jakby złapał mnie częściowy paraliż, nie za silny, ale jednak musiałem się lekko wysilić. Myślę, że to mogło się źle skończyć jakbym się nie wyrwał z tego. Ogólnie już od dobrych kilku godzin wyczuwam negatywną obecność koło siebie... no i chyba mój radar się nie myli. Dodam jeszcze, że przed atakiem kosmity miałem chyba pewną ochronę, ale nie jestem pewien tego na 100%... ale raczej tak... nie mniej jednak widocznie ten kosmita szybko przegonił ją i szybko zajął się atakiem ma moją osobę.

Około 6:40 usnąłem na łóżku... ale o 7:01 zostałem zaatakowany we śnie. Jakiś koleś chciał mi wbić jakiś ostry szpikulec w głowę... myślę, że był to taki straszak, no ale tak czy siak poległem w tej potyczce.

Po 10:30 położyłem się spać, a o 15:00 wstałem - brak ataków.

09/10.03.2012 -> Od około 1:10 do 1:42 lekko przysypiałem na fotelu - brak ataków - lekko wypocząłem :)

Około 5 chciałem się lekko na fotelu zdrzemnąć, ale zacząłem wpadać w jakieś podejrzane sny więc wolałem nie ryzykować i wstałem.

Po 8:20 poszedłem spać? a może później? -> obudziłem się o 10:25 - brak ataków.

Około 17? (nie jestem pewien dokładnie) poszedłem się położyć i lekko drzemkałem -> wstałem o 17:30 - brak ataków.

Około 21:30 idę na fotel spać, a o 23:35 wstaję - brak ataków.

10/11.03.2012 -> Od 00:26 do 2:36 idę spać na fotel... -> brak ataków.

O 7:12 położyłem się spać, ale o 7:24 musiałem wstawać gdyż zostałem zaatakowany we śnie.

Po 7:36 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać na fotel, a po chwili do łóżka... około 10? był chyba jakis atak, ale nie jestem pewien czy aby na pewno to tym było... tak czy siak spałem później spokojnie do 12:55 o której wstałem.

Około 20? poszedłem spać, a o 20:44 zostałem zaatakowany... na szczęście wydaje mi się, że nic mi się poważniejszego nie stało choć czuję pewien dyskomfort na 4 czakrze, no ale... może opiszę jak to wyglądało: na początku zło skrystalizowało mi się we śnie (miałem bardzo ciemny sen... ze zbliżeniami na "czerń" w której ukrywał się demon itd)... a później mnie przerzuciło do stanu pomiędzy realem a snem i czułem tego demona (wibracje + pewnego rodzaju "magnetyczne" odpychanie?) i widziałem go (w pewnym sensie) w okolicy 4 czakry jako sporą, niewidzialną kulę energii. Na szczęście w jakiś sposób udało mi się powiedzieć po chwilce słowo "Bóg" i całe zło nagle się ulotniło, a ja zostałem "sekundę" później wybudzony.

11/12.03.2012 -> Około 13:42 powoli zasypiałem na łóżku, ale już minutę czy dwie później musiałem się ewakuować, bo miałem wrażenie, że zaraz zostanę zaatakowany - to jest uczucie podobne do ataku z wczoraj... pewnej wibrującej, magnetycznej, dotykającej mnie obecności. Nie mam 100% pewności, że to był ten byt, ale kilka godzin wcześniej (nad ranem) również próbowałem tak troszkę przysnąć i też uciekłem z tego samego powodu. Lepiej nie ryzykować... im mniej oberwę tym lepiej.

Po 18:14 (nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 20:14 zostaję zaatakowany we śnie- na szczęście jakimś fartem udało mi się uniknąć obrażeń... a nawet jeżeli jakieś były to były minimalne w porównaniu z tymi które czułem, że nastąpiłyby gdybym pozostał jeszcze we śnie odrobinkę dłużej.

O 21:56 idę spać na fotel, a o 22:18 zostaję zaatakowany przez kota we śnie. Wziąłem go z zaufaniem na moje ręce (bardzo typowe podczas kociego ataku) i nagle zaczął mi się wyrywać (atakować 4 czakrę)... na szczęście wybudziłem się dość szybko i nie zdążył zrobić w pełni tego czego zaplanował. Niestety częściowo mnie uszkodził... ale tak to bywa...

12/13.03.2012 -> O 23:52 zasypiam na łóżku czy przed komputerem? i około 1 wstaję z powodu ataku.

O 1:21 usypiam w łóżku, a o 2:35 zostaję zaatakowany we śnie.

Około 11? poszedłem spać... wstałem około 12:20 -> brak ataków.

O 13:04 kładę się spać, a o 13:26 wstałem z powodu ataku we śnie - udało mi się wyjść z niego bez szwanku.

13/14.03.2012 -> O 00:23 idę na fotel spać, a o 2:00 wstaję z powodu ataku we śnie. To co mnie atakuje, to ta niewidzialna, kulista istota. Gdy przez chwilę znalazłem się w stanie pomiędzy realem a snem to czułem jej dotyk na sobie.

Po 5:30 poszedłem do pokoju obok... tam usnąłem dość szybko i od razu zostałem zaatakowany... co ciekawe po pierwszym ciosie gdzie bardzo chciało mi się spać ocknąłem się i jakby całe to zmęczenie minęło... a przecież zamknąłem oczy na kilka sekund!, ale już po jakiś 30? kolejnych sekundach ponownie zaczęło nachodzić owe zmęczenie i później już nie kontrolowałem tego... po prostu usypiałem ze zmęczenia... ostatecznie wstałem o 9:35 "troszkę" obity na 4 czakrze od ciosów, które na nią przychodziły co jakiś czas.

Jakiś czas po ataku wpadłem jakby w "sen" i zobaczyłem, że pod tym niewidzialnym kształtem kryje się jaszczur (podobny jak na zdjęciu tylko w mojej "wizji" był trochę bardziej w pozycji "wyprostowanej"). Nie wyglądało to jak zwykły sen... raczej była to taka wizja rozświetlające kwestie tego kto mnie atakuje, a przynajmniej tak to odbieram.

O 2:47 zauważyłem, że na czole mam trzy nowe zadrapania oraz później dostrzegłem, że jest jeszcze jedno na nosie. Ten reptilian powinien podciąć sobie pazurki bo drapie.                

Lekko po 13 poszedłem spać, a o 15:18 wstałem - brak ataków.

14/15.03.2012 -> Około 23:30 kładę się spać, a o 1:48 wstaję z powodu ataku we śnie. We śnie zobaczyłem siebie jako żołnierza, który broni się na leżąco przed bardzo wieloma wrogimi żołnierzami, którzy do mnie strzelają z każdej strony... niestety, ale w pewnym momencie poczułem strzał w czakrę i mnie wybudziło - ogólnie ostatnio tego typu strzały nie są zbyt "lekkie".

Około 11:00? (lub wcześniej) poszedłem spać... oberwałem strzał w czakrę o 11:24... Przed samym strzałem znajdowałem się w specyficznym stanie (pomiędzy realem a snem? - widziałem siebie w łóżku, ale mój umysł nie był w stanie beta) oraz czułem pewne wibracje na nogach - z tego co się na obecną chwilę orientuję odczuwam je wtedy, gdy ten byt jest blisko mnie, a przed atakiem jest blisko mnie.

Po 18:50 idę na fotel spać, a o 23:00 wstaję z powodu ataku na czakrę. O 23:42 jakoś tak się położyłem do łóżka i bardzo szybko mi się zamknęło oczy... niestety prawie od razu dostałem strzał w czakrę...

15/16.03.2012 -> Po kolejnych kilku minutach ponownie poszedłem spać... zasnąłem... miałem sen, w którym ja z moją ekipą walczyłem z ekipą złych... ostatecznie zaproponowałem rozejm, ale ich szef? nie zgodził się na to i był pojedynek 1 na 1. Niestety był silniejszy "fizycznie" i zacząłem uciekać i prosić Boga o pomoc... po chwili mnie wybudziło (1:04) z uczuciem szarpnięcia na czakrze (czymkolwiek ono było).

Około 2:20 usnąłem jeszcze na chwilkę na fotelu... we śnie siedziałem w bardzo przy stole w bardzo ciemnym pokoju, gdzie był przy mnie jakiś zrobotyzowany, bez uczuć kosmita... wystraszyłem się jego osoby i mnie wybudziło...

Po pewnym czasie ponownie zasnąłem na fotelu... o 3:55 miałem sen (w tym samym miejscu, w którym była bójka między moją epiką a ekipą złego)  w którym sonda obcych skanowała teren w celu...? nie wiem w jakim celu, ale ja się starałem jak najlepiej schować za ścianą, aby mnie nie zauważyła - przy mnie były jeszcze inne osoby. Sonda chyba coś wyczuwała, ale po pewnym czasie mnie wybudziło. Ogólnie sen był bardzo "wyraźny".

Około 7:20? położyłem się na łóżku i zasnąłem... o 7:26 zostałem zaatakowany we śnie.

Po 7:44 (nie wiem dokładnie o której) idę spać, a o 11:59 wstałem - chyba był z 1 czy 2 ataki? ale nie jestem pewien (nie pamiętam)... na pewno pod koniec nic nie było.

16/17.03.2012 -> Przed 00:00? poszedłem spać, a o 00:16 miałem atak we śnie. Widziałem jak "mój" kot był odwrócony ode mnie plecami (prawdopodobnie celowy zabieg, abym się nie zorientował, że to nie jest mój kot). Miał on przyklejony język do wanny? czy zlewu? - tak czy siak próbowałem go odczepić, ale nie było to zbyt łatwe - po chwili użyłem do tego celu ciepłej wody i udało się. Następnie widziałem kota, który był martwy z powodu zachłyśnięcia się wodą. Zacząłem go reanimować i udało mi się go przywrócić do życia (i wtedy nastąpiło wybudzenie). Chyba ten byt nie przewidział, że tak to się potoczy - a przynajmniej tak mi się wydaje. Ostatnio miałem dość podobny atak, ale niestety tam straciłem energię, a tutaj raczej nie?

Następny atak był o 3:50. Później spałem aż do 4:33 i to bez ataków. Za kilka chwil ponownie idę spać i o 5:55 zostałem zaatakowany. Dwie osoby z ołówkami groziły mi nimi, gdy ja byłem plecami przyparty do ściany. Jedna z tych osób coraz mocniej wbijała mi ten ołówek w ciało, niemniej jednak czułem, iż nie przebije mi skóry (co innego jakby z dużą siłą mnie nim dźgnęła). Tak czy siak nie byli oni zainteresowani pokojowym rozwiązaniem sprawy, a ten gościu z prawej coraz mocniej wbijał we mnie ten ołówek i widać było, że nie przestanie więc w pewnej chwili obu ich odepchnąłem i zaatakowałem. Mój atak był skuteczny i obaj oberwali moim ołówkiem jaki sam miałem w ręce. Po tej akcji zostałem wybudzony. Nawet chwilę po wybudzeniu czułem ucisk na ciele po wpychaniu we mnie tego ołówka.

17/18.03.2012 -> Jest już 3:30 i mam wrażenie, że ktoś próbuje przejąć kontrolę nad moimi myślami... jakoś tak jak lekko przysypiam (sam z siebie) to moje myśli robią się głośne i negatywne... do tego dochodzi wizualizacja... Tak czy siak coraz mocniej chce mi się spać...

O 3:53 usiadłem na fotelu i walczyłem aby nie zasnąć... ale w końcu zasnąłem i miałem negatywny sen (wizyta u dentysty brrr), ale nic mi się nie stało (było również pewne siłowanie się z tymi dwoma? bytami ale jakoś dawałem radę). Jeszcze dodam, że jak tylko siadłem na fotelu to głośne myśli się mocno nasiliły...

O 4:37 poszedłem spać na fotel, a o 8:24 wstałem. Chyba był jeden atak tak gdzieś około 5-6? nie pamiętam... i pod sam koniec przed wstaniem był pewien podejrzany sen, ale w sumie kompletnie nic mi się nie stało... nawet nie jestem przekonany czy był to atak... Jeszcze w nocy miałem przez chwilę? podłączoną do uda jakąś kroplówkę, ale we śnie nie zauważyłem, aby był to jakiś atak czy coś złego... Oczywiście nie mogę tego wykluczyć, no ale na moje oko nie był to atak... hmm... Ogólnie nie przepadam, za takimi rzeczami, ale może była to jakaś kroplówka wspomagająca? mogła być... tak czy siak nie mam na to większego wpływu... Ogólnie natarcie zła było przede wszystkim o 3-4 w nocy, a już później to ich siła na moje oko znacznie spadła.

Po 9:21 (nie wiem dokładni o której) poszedłem spać... a o 14:30 wstałem - z tego co zaobserwowałem to nie było ataków.

18/19.03.2012 -> Po 7:35 kładę się spać, a o 11:37 był atak... z 2 minuty później wstaję.

19/20.03.2012 -> Po 21:19 idę spać na fotel, a o 1:25 wstałem - brak ataków. Od 3:32 do 4:01 lekko drzemkałem i nic mi się nie stało.

Około 8:26 poszedłem spać, a o 11:33 wstałem - brak ataków.

Sporo dzisiaj spałem i wcale nie miałem ataków...

Po 20:14 poszedłem na fotel spać, a wstałem o 22:10 - brak ataków.

20/21.03.2012 -> Po 2:45 poszedłem drzemkać na fotel, a o 3:11 wstaję z powodu ataku we śnie :/

Po 4:09 poszedłem spać, a o 7:30 wstaję - brak ataków.

Po 7:45 poszedłem spać, a o 10:55 miałem atak. Najpierw we śnie zobaczyłem ogromną osę, a po chwili przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem gdzie dalej ją widziałem (widząc również mój pokój itd). Wyglądało to trochę jak jakiś hologram ale ruchomy, który był wręcz przytknięty do mnie. Widziałem jej wielkie poruszające się żuwaczki z 30-45? cm od mojej twarzy co było lekko "przerażające". Przyznam się, że lekko się wystraszyłem, ale tylko lekko. Tak czy siak czegoś takiego to chyba jeszcze nie miałem. Co ciekawe przed samym pojawieniem się tej osy w moim śnie ja się przygotowywałem i uzbrajałem (w zbroję itd.) na spotkanie z czymś takim (nie wiedziałem co to będzie) - może moja podświadomość coś przeczuwała i szykowała się na starcie, bo wiedziała, że innej opcji jak stanięcie z tym twarzą w twarz nie ma?

O 15:30 idę spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.

21/22.03.2012 -> O 19:28 kładę się spać, a o 00:35 wstaję - brak ataków?

O 1:46 idę spać, a o 3:21 wstaję - brak ataków, chwilę później idę spać i wstaję o 5:58 - brak ataków.

O 8:27 idę spać, a o 10:58 wstaję z powodu ataku we śnie (lekko mnie wystraszyli). Wcześniej nie było ataków (albo ich nie zauważyłem?) prawdopodobnie z powodu tego iż się rozchorowałem od całego tego "sprzątania"... i to porządnie. Prosiłem Boga, aby chociaż ten jeden dzień ataków nie było. Teraz już powoli wracam do siebie to i ataki powróciły.

22/23.03.2012 -> Po 21:22 kładę się spać, a o 4:25 wstaję z powodu ataku. Sparaliżowali mi mowę itd... próbowałem powiedzieć słowo "Bóg" lecz na początku mi to nie wychodziło, ale po chwili się udało? - tak czy siak, gdy byłem już w realu to moje serce szybciej biło...

O 11:54 kładę się spać... aż w końcu usypiam. O 13:40 wstaję z powodu bardzo silnego wrażenia, że ktoś chce się na mnie rzucić, wręcz czułem jak w powietrzu leci "coś" na mnie (mimo iż nic nie widziałem)... i w tym samym momencie poczułem duże "zło" i miałem wrażenie, że jakbym się nie obudził w ciągu sekundy to doznałbym mocnego wystraszenia... mimo, iż nagle mnie wybudziło to moje serce zdecydowanie po wstaniu szybciej biło. Wydaje mi się, że był przy mnie opiekun, który mnie już w trakcie snu bronił, bo była tam przed samym "rzuceniem" się na mnie pewna awantura, która mogła być walką "dobra" ze "złem"...

23/24.03.2012 -> O 23:01 idę spać na fotel, a o 2:56 wstaję - niby była jakaś "awantura" pod sam koniec ale jako takiego ataku nie widziałem - zresztą chyba ta kłótliwa osoba została przeze mnie? "wygoniona" lub coś w tym stylu?

O 4:09 idę na fotel spać... wstaję o 6:40 - brak ataków.

O 10:15 usypiam na łóżku, a o 11:40 wstaję - brak ataków.

24/25.03.2012 -> Po 1 poszedłem spać na fotel... co jakiś czas się budziłem z powodu negatywizmu we śnie... aż w końcu o 4:12 (dodana godzina z powodu zmiany czasu) zostałem wystraszony we śnie. Miałem straszenie związane z kosmitami... były na prawdę mroczne... niepotrzebnie próbowałem kontynuować spanie po pierwszych oznakach negatywizmu w śnie... ale czasem jest tak, że człowiek niby wie, że negatywizm wypełnia jego sny i że jest zagrożony stratą energii, ale jest on w pewnym sensie "znieczulony" na to niebezpieczeństwo - tak właśnie miałem w tym przypadku. Obecnie w pokoju nie czuję się zbyt komfortowo... wzywam posiłki na pomoc ;)

Od 4:17 do 5:13 lekko przysypiałem na fotelu, ale nic mi się nie stało... nie jestem pewien czy jakbym mocniej przysną to bym nie oberwał...

Jakiś czas później idę do pokoju obok i zasypiam na krześle... po chwili mam bardzo wyraźny sen jak mój kot chodzi po kuchence gdzie pali się ogień i nagle fizycznie się zrywam, aby go ratować (tak bardzo było to realne)... ale to był tylko straszak... Za jakiś czas kładę się do łóżka i usypiam... były tam jeszcze z dwa, może trzy ataki, które mnie chyba nie wybudzały z mojego snu... i nie robiły mi chyba zbyt wiele, ale ostatni sen o 9:15 (o której również wstałem) był dla mnie bolesny. Na początku nagle wywołała się pewna walka... zostały wbite noże jakiemuś kolesiowi w klatkę piersiową i było przy tym dużo pryskającej krwi... szybko zrozumiałem, że to próba wystraszenia mnie i zareagowałem jakby odejściem od tej sytuacji, ale po chwili dostałem mieczem? po łydkach i było to dość bolesne! Dokładnie poczułem jak ostrze przeszło przez "mięso". Cięcie było głębokie... przed kośćmi, ale tak czy siak mocno nieprzyjemne. Po chwili mnie wybudziło, ale po otworzeniu już oczu odczuwałem ucisk na obu nogach w miejscu cięcia. Poprosiłem opiekunów, aby mnie tam jakoś pozszywali... bo najwidoczniej moje jedno z ciał energetycznych? zostało uszkodzone...

Jest już 16:57, a ja jak chodzę to czuję ucisk i pewnego rodzaju dyskomfort w miejscach w których doświadczyłem tych cięć... to na prawdę były głębokie cięcia... a nie jakieś tam draśnięcia...

Jest 17:03... siedzę sobie przed komputerem i mnie zaczynają po prostu boleć tamte miejsca... nie jest to jakiś duży ból, ale jednak dobrze odczuwalny...

Po rozmowie z Wiesią (która się odbyła po 19) dowiedziałem się, że raczej to cięcie nie było niczym złym, gdyż jak Jej mówiłem dzisiaj, że od pewnego czasu miałem silne wrażenie, że w łydkach, a w szczególności prawej kumuluje mi się negatywna energia. Przedwczoraj próbowałem ją usuwać i prosiłem opiekunów o pomoc w tej sprawie... no i proszę... długo nie trzeba było czekać na porządną reakcje z "ich" strony... Widocznie taki bolesny zabieg musiał być wykonany, aby ze mnie to usunąć. Tak czy siak za 3 godziny pomasuję to miejsce jeszcze kryształem górskim... ale najpierw musi się wymoczyć porządnie w wodzie z solą.

25/26.03.2012 -> O 23:45 idę spać na fotel, a o 1:32 wstaję - brak ataków.

O 3:14 położyłem się na łóżku i lekko przysnąłem... we śnie zostałem lekko uderzony po twarzy i tym samym zostałem sprowokowany do bójki... ale na szczęście nie rozpętałem "bijatyki", chociaż na samym początku miałem taką ochotę... szybko się zorientowałem, że to prowokacja i praktycznie od razu zostałem wybudzony (3:58)... moje serce po wstaniu tylko lekko szybciej biło.

O 4:49 ponownie idę spać na fotel, a o 5:30 wstaję z powodu agresywnej postawy postaci we śnie. Nic mi się jako tako nie stało, ale ich agresywna postawa była dość "męcząca" i dobrze, że w pewnym momencie "sen" został przerwany. Nie mniej jednak jest to ciekawe, że broniłem się przed ciosami i bodajże nawet sam kontratakowałem? (nie pamiętam dobrze), ale chcąc nie chcąc z jakiegoś powodu nie było tym postaciom tak łatwo "wyssać" ze mnie energię.

Za jakiś czas ponownie położyłem się spać i dopiero o 7:05 ktoś mnie prowokacyjnie kopnął we śnie... na szczęście po chwili mnie wybudziło...

O 9:24 kładę się spać, a o 11:25 wstaję - brak ataków.

O 11:52 kładę się spać, a o 13:11 wstaję - brak ataków?

O 13:22 kładę się spać, a o 16:09 wstaję - brak ataków.

26/27.03.2012 -> O 4:10 kładę się na łóżku i zasypiam, a o 4:30 wstaję z powodu ataku we śnie (moje "ciemne" mieszkanie -> ktoś wchodzi bez pukania [niby to miał być mój kolega - "zaufanie"] -> zaglądam na ciemny jak "noc" korytarz i po chwili poczułem lekki "niepokój" i mnie wybudziło). Ogólnie już zdarzało mi się mieć motyw z ciemnym jak "noc" moim mieszkaniem i wchodzeniem jakiejś "postaci" lub "czegoś niewidzialnego" (w sensie, że niby ktoś wszedł, ale nikogo nie widać)... a wszystko po to, abym poczuł "lęk" lub się mocno "wystraszył".

Jak ponownie przysypiałem za jakis czas to doznaję szarpnięć (z fizycznym bezwarunkowym "wstrząsem" ciała) na 4 czakrze... czymkolwiek one by nie były to staram się być czujny, aby jednak nie zamykać oczu... ale czasem jak człowiek zmęczony to i oczka się mrużą...

Po 6 poszedłem spać do pokoju obok... spałem do 9:03 -> w międzyczasie zostałem z 3-4?x zaatakowany... ale na moje oko nie były to ataki zbyt silne.

O 9:33 poszedłem ponownie spać... wstałem o 11:37 - brak ataków.

O 16:03 kładę się spać, a o 19:24 wstaję - nie jestem pewien czy nie było jakiegoś ataku na samym końcu...

Około 21 kładę się spać, a o 23:50 wstaję z powodu kilku ataków pod rząd gdy miałem zamknięte oczy. Mówiąc szczerze na początku nie zorientowałem się, że są to ataki... a jeszcze na chwilę przed otworzeniem oczu ujrzałem przed oczami na może pół sekundy demonicznego kozła... co mnie utwierdziło tylko w przekonaniu kto mnie "odwiedził".

27/28.03.2012 -> Około 10:38 położyłem się... po chwili zamknąłem oczy... i doznałem szarpnięcia na 4 czakrze... po chwili kolejnego z tym, że widziałem gdzieś jakąś postać przed zamkniętymi oczami... otwieram oczy i się zastanawiam czy to był atak? ale, że same oczy mi się kleiły to zamykam je jeszcze na chwilkę i znowu widzę tą postać, ale tym razem rzuca we mnie jakimś snopem siana? i tylko gdy tym "mentalnie" obrywam to poczułem szarpnięcie na czakrze i szybko wstałem, bo wiedziałem już na 100% z czym mam do czynienia. W sumie mówiąc szczerze nie spodziewałem się ataku... ale widać po tym przykładzie, że trzeba być cały czas czujnym... nie można nawet na chwilę opuszczać "gardy"!

Po południu jak leżałem w pokoju obok doświadczałem bardzo silnej obecności kogoś z prawej strony... na dodatek odczuwałem jakby dmuchał mi zimnym powietrzem w szyję. Co jakiś czas mimo iż miałem otworzone oczy to przy mruganiu? (nie jestem obecnie pewien, bo spisuję to wiele godzin później) odczuwałem szarpnięcia na 4 czakrze (jakby porażenia prądem). Tak czy siak po kilku minutach zmagań musiałem zmienić mocno pozycję na bardziej siedzącą, a później w ogóle musiałem się ewakuować... bo to coś nie chciało mnie opuścić jeszcze przez jakiś czas...

28/29.03.2012 -> Nie wiem o której poszedłem spać (na fotelu), ale o 00:39 wstałem - brak ataków (pewnie spałem z godzinę? ale nie wiem dokładnie ile).

O 4:38 kładę się na łóżku... a o 4:53 wstaję z powodu ataków, które były mało widoczne, ale były... po otwarciu oczu, które były przez chwilę zamknięte moje serce dziwnie szybciej biło... i tak zdarzało się kilkukrotnie... a ostatecznie przed samym wstaniem zobaczyłem jakąś postać przed oczami co się rozpychała i coś do mnie mówiła... Pilnują mnie non stop... chyba nie mają co robić z wolnym czasem...

Około 4:47 usnąłem na fotelu... i miałem sen gdzie mój kot najadł się jakiś "śmieci" i się "zapchał"... zacząłem mu je wyjmować z pyszczka i mnie wybudziło (5:49)... Nie ładnie wplątywać w ataki we śnie motywy z moim kotkiem... Tak czy siak wyszedłem z tego ataku w miarę obronną ręką gdyż w trakcie jego trwania, po szybkim zorientowaniu się co się dzieje przeszła mi przez głowę myśl, że uda mi się oczyścić mojego kota z tych śmieci, a nie coś w stylu "pomocy! mój kot się dusi!".

Po 6? poszedłem spać, a o 7:41 odczuwałem strach we śnie... ale wydaje mi się, że jednak ten przypadek niekoniecznie musiał być związany z atakiem... Wstałem o 8:55.

29/30.03.2012 -> O 3:10 urwał mi się film ze zmęczenia przed komputerem... -> wstałem o 4:33... raczej nie było ataków we śnie.

Około 7:48? położyłem się do łóżka, a o 7:51 powoli zamknąłem oczy i leciutko "odpłynąłem" i nagle poczułem jakby coś łaziło po moim brzuchu... szybko otworzyłem oczy i wstałem, gdyż zdecydowanie wydało mi się to mocno podejrzane.

Po 11 usnąłem na łóżku... a około 14:49 wstałem - brak ataków.

30/31.03.2012 -> O 22:23 idę na fotel i zasypiam..., a o 1:25 wstaję - pod sam koniec była pewna podejrzana scena (walka) ale nie zauważyłem aby coś mi się stało (w sensie straty energii).

O 2:43 poszedłem na fotel, a o 3:31 musiałem się ewakuować z mojego siedziska. We śnie jakaś "przyjazna" postać siedziała koło mnie na kanapie... i na chwilę mnie przerzuciło do reala? (ale wciąż byłem taki zaspany) i poczułem fizyczne przyleganie do mojego ciała tej niewidzialnej istoty z prawej strony mojego ciała. Ogólnie to samo uczucie dotyku co wczoraj, gdy coś po mnie łaziło. Na szczęście szybko się z tego "otrząsnąłem".

O 4:35 idę na fotel, a o 5:46 wstaję z powodu ataku we śnie (niestety, ale straciłem trochę energii).

Około 7:44 na chwilkę się położyłem, ale co chwilkę wpadałem w stan gdzie mogłem bez problemu być zaatakowany i ciężko było mi to powstrzymać dlatego już o 7:47 musiałem wstać, gdyż coś mną szarpnęło... lepiej nie ryzykować kolejnego ataku o ile to już nie był atak.

O 9:43 na chwilę przysnąłem, ale już około minutę, może dwie później musiałem wstawać, bo miałem atak we śnie... wydaje mi się, że nie był do końca skuteczny, bo stawiłem w nim pewnego rodzaju opór, ale nie mniej jednak moje serce po wstaniu lekko szybciej biło. Ten byt nie chce mnie opuścić... widocznie mnie "lubi", ale ja dziękuję za taką przyjaźń :/

cdn...

Dobry Samarytanin