NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2012 - MAJ
(CZĘŚĆ 5)
LINK! DO CZĘŚCI 4
LINK! DO CZĘŚCI 6

30.04.2012/01.05.2012 -> Po 22:25 kładę się spać w małym pokoju, a około 1:30? wstaję -> brak ataków -> następnie zmieniam pokój i dalej próbuję spać, ale dopadają mnie bardzo negatywne myśli latające mi uporczywie w głowie ewidentnie powodowane przez demona. Prosiłem opiekunów o odcięcie tego ode mnie, ale to nic nie pomagało. Tak czy siak po pewnym czasie wstałem i próbowałem spać na fotelu, ale to nie pomogło. Ponownie prosiłem o odcięcie "tego", ale był ten same rezultat czyli żaden... ale w końcu przy którejś z kolei takiej prośbie nagle negatywne myśli ode mnie odeszły i poczułem ulgę. Wstałem o  1:50 i mimo tej nawałnicy negatywizmu jaki mi się przewinął przez głowię i moich prób spania to stwierdzam, że nic mi się w sumie nie stało.

Około 7:45? lekko i bardzo szybko przysnąłem (ze zmęczenia lub z pomocą hipnozy?) na fotelu, a o 7:50 musiałem się ewakuować gdyż miałem dziwne i dość nie przyjemne doznanie w głowie - słyszałem i doświadczałem w głowie jakby jakiś metalowy pręt uderzał w inny metalowy pręt (chodzi tutaj o wydawany dźwięk oraz o sam moment uderzenia obu przedmiotów o siebie), a później miałem wrażenie jakbym uderzał? przednią częścią głowy w coś? (sam nie jestem pewien czy dobrze to opisuję) i to wszystko było połączone z takim właśnie nieprzyjemnym dźwiękiem? który wypełniał głowę i trwał ciągle przez pewien czas? - nie umiem tego doznania dobrze ująć w słowa, ale zdecydowanie nie było ono "przyjemne"... nie wiem czy był to atak czy też nie... ale po obudzeniu się czuję się lekko "otumaniony"... jakby dostał "obuchem" w głowę.

(Dopisane o 23:31 -> jeżeli miałbym obstawiać to obstawiłbym, że nie był to atak. Ogólnie mam wrażenie, że dzięki temu doświadczeniu mój umysł został do pewnego stopnia przetransformowany / zmieniony... wydaje mi się, że to było pozytywne doświadczenie mimo iż troszkę nieprzyjemne... no ale oczywiście mogę się mylić w swojej ocenie tego doświadczenia)

Po 13:24 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem na fotel i usnąłem -> obudziłem się o 17:42 - brak ataków.

01/02.05.2012 -> Około 5:18 poszedłem spać do pokoju obok i już po chwili byłem atakowany (podczas samego leżenia i zasypiania). Podczas tych ataków byłem jakby w hipnotycznym stanie i byłem atakowany przez "powietrze" prosto w czakry, a przynajmniej jakoś tak to widzę. Ogólnie po pierwszych atakach zmieniłem pozycję na "siedzącą", aby uniknąć dalszych "ciosów" (co dużo nie pomogło z powodu? hipnotycznego stanu w jakim wciąż się znajdowałem?) -> niestety po krótkim czasie film mi się urwał i już nie zdążyłem się ewakuować, a miałem to w planach. O 7:40 wstałem -> były również ataki pod koniec we śnie itd. (moja czakra jest zdecydowanie "obita").

Około 14? usnąłem na łóżku, a o 16:00 wstałem - brak ataków.

02/03.05.2012 -> Po 20:55 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać na fotel, a o 2:20 wstałem z powodu ataku we śnie. Atak wyglądał tak: stałem na dworze z moim kolegą (ktoś pozytywny - opiekun?) i trzymałem w rękach ogromny posążek miedzianego Buddy oraz ogromny kryształ górski (ciekawe czy to w jakiś sposób mnie ochraniało czy jednak było to bez znaczenia?). Negatywny byt (postać) podszedł do mnie (staliśmy koło posterunku policji - lokalizacja nie była przypadkowa - była wykorzystana przy ataku "słownym") i pytał się co to za posążek (aby oskarżyć mnie o nielegalne posiadanie "przedmiotu") ale ja odbijałem piłeczkę tłumacząc, że to w ogóle nie jest jego sprawa, że wszystko jest legalnie i aby w ogóle się odczepił (te odpowiedzi były chyba na poziomie podświadomym). Temu demonowi nie udało się mnie tutaj psychologicznie podejść więc przeszedł do bezpośredniego ataku, o którym za chwilkę napiszę. Następnie wsiadłem z moim kolegą do taksówki - oboje się zorientowaliśmy, że nie ma kierowcy i że mój kolega powinien zasiąść jako kierowca, a tu nagle ten byt otwiera moje drzwi i coś znowu ode mnie chce. Słownie go spławiam, ale on nagle zaczyna mnie agresywnie atakować pięścią, zasłoniłem się rękami (czułem jego ciosy spadające na mnie) i za chwilkę mnie wybudziło. Moja energia na czakrze nie została jako tako "zabrana". Po obudzeniu się od razu zdałem sobie sprawę, że ten demon jest tuż koło mnie... tylko w "innym wymiarze".

Po 12:32 (nie wiem dokładnie o której - może o 13?) usnąłem na fotelu -> spałem do 16:52 - brak ataków.

03/04.05.2012 -> O 1:59 kładę się do łóżka spać, a o 3:30 wstaję - brak ataków.

O 3:38 idę spać na fotel, a o 4:26 wstaję z powodu ataku we śnie. Atak wyglądał tak, że byłem przyparty do ściany, a zewsząd otaczał mnie tłum ludzi w taki sposób, iż nie mogłem się ruszyć. Z prawej strony były jakieś dwie? postacie które mnie trzymały?, a z mojej lewej strony kolejne dwie które mnie okradały (z portfela) -> próbowałem im przeszkodzić w tym, ale średnio mi to wychodziło -> tak czy siak miało mnie to wystraszyć (fakt wyjmowania portfela i świadomość utraty go), ale ogólnie słabo im to wyszło -> po chwili się wybudziłem.

O 5:13 położyłem się do łóżka i usnąłem, a o 5:31 miałem atak we śnie, ale nic mi się jako tako nie stało. Atak wyglądał tak: jakiś facet (na pierwszy rzut oka wyglądający normalnie/pozytywnie) kazał mi pocałować swój pierścień na ręce (jako wyraz szacunku dla jego osoby), a ja swoją ręką "pyrgnąłem" jego łapę sprzed mojej twarzy ze słowami, aby zabierał się ode mnie (często właśnie najpierw demon próbuje po dobroci nas podejść, ale jak się nie ulegnie w początkowym etapie ataku to przystępuje do fizycznego ataku) -> gdy to zrobiłem on się mocno zdenerwował i powalił mnie jedną ręką na podłogę i przygniótł mnie nią (swoimi rękami próbowałem się jakoś bronić, ale koleś był bardzo silny) -> na szczęście po chwili mnie wybudziło.

Po 5:48 poszedłem na fotel i za jakiś czas usnąłem... a o 6:45 wstałem - brak ataków.

Około 9:30? poszedłem spać, a o 10:19 wstałem z powodu ataku we śnie (wstałem z szybko bijącym sercem). We śnie było mi pokazane pewne urządzonko, które miało pewien wskaźnik, który wykonywał pewien ruch... i przy każdym takim ruchu mój umysł robił duży wysiłek - można to porównać do złodzieja, który próbuje otworzyć zamek do drzwi specjalnym "pręcikiem". Każdy mój wysiłek umysłu w tym przypadku jest jedną próbą otworzenia zamka przez złodzieja. Można też nazwać taki atak "hackowaniem mózgu". Za którymś razem mój mózg wygeneruje "klucz" który mnie "otworzy" i wtedy się automatycznie budzę z walącym sercem. Przeważnie zdarzają się ataki, w których są jakieś postacie, ale są i tego typu ataki. Niestety w tym ataku poległem.

Można np. porównać atak jaki opisałem powyżej np. z atakiem pocałunkowym gdzie jeśli nie odwrócimy głowy i zostaniemy "pocałowani" przez demona to automatycznie się otwieramy (tracimy energię) i zostajemy wybudzeni - czyli gdy następuje "pocałunek" to demon automatycznie otrzymuje "klucz", którym nas otwiera i w tym ataku jaki opisałem powyżej jest tak samo - chodzi o zdobycie "klucza" dlatego przez mój mózg była wielokrotnie przepuszczana sytuacja (często jest to sytuacja "stresowa"), w której musiałem robić silny umysłowy wysiłek, aby klucz mógł się z tego "wyłonić" - to po prostu hackowanie mózgu w celu otworzenia "skarbca" z energią.

04/05.2012 -> Po 22:02 (nie wiem dokładnie o której) usnąłem na fotelu, a o 00:40 wstałem - brak ataków.

O 1:28 kładę się spać, a o 3:02 wstaję - brak ataków? -> nie jestem przekonany czy aby na pewno niczego nie było... Po chwili? idę spać na fotel, a o 4:58 wstaję - miałem podejrzany, długi sen gdzie ciągle byłem poddany dużym emocjom... ale były w pewien sposób wyciszone w taki sposób, że nie mogłem ich "poczuć" - jeżeli to był atak to moim zdaniem był całkowicie nieskuteczny.

O 5:12 poszedłem spać na fotel, a o 7:20 wstałem - brak ataków.

Po 7:24? (nie wiem dokładnie o której - możliwe, że było to około 7:40?) poszedłem się położyć na łóżku i usnąłem, a o 8:15 musiałem wstać, bo jakaś postać przyłożyła mi jakiś szpikulec? do ręki (czułem ucisk) i było to mocno podejrzane -> na szczęście po jakiś 3 sekundach mnie wybudziło - ogólnie nie zauważyłem, aby cokolwiek mi się stało.

Około 8:30? poszedłem spać do łóżka... obudziłem się o 9:38 -> raczej bez ataku?

05/06.05.2012 -> Lekko? po 22:21 kładę się spać, a o 2:46 wstaję - brak ataków.

O 3:12 idę spać na fotel, a o 4:37 wstaję - brak ataków.

O 6:15 poszedłem do pokoju obok i po chwili usnąłem na łóżku, a o 10:11 wstałem - brak ataków.

Po 11:33 troszkę leżałem i drzemkałem, a o 12:31 wstałem - brak ataków.

06/07.05.2012 -> O 21:10 kładę się spać, a o 3:00 wstaję z powodu ataku we śnie. Nie widziałem we śnie bezpośredniego ataku na moją osobę... nie mniej jednak we śnie non stop narastało uczucie strachu powodowane przez agresywne zachowanie dwóch osób i w pewnym momencie po prostu zostałem wybudzony z szybko bijącym sercem. Ogólnie ten atak określiłbym jako dość silny... mam nadzieję, że do wieczora jakoś się poskładam do kupy.

O 20:39 położyłem się do łóżka i po chwili usnąłem... a o 21:55 wstałem z powodu ataku we śnie. Gdy atak nabierał "rozpędu" nagle mój sen został przerwany (normalnie takie coś nie występuje)... wydaje mi się, że ktoś z "góry" interweniował... (nie sądzę abym się mylił choć jest to oczywiście możliwe) - tak czy siak thx :)

07/08.05.2012 -> O 3:10 położyłem się na łóżku i troszkę przysnąłem, a o 3:31 wstałem z powodu, iż widziałem tego demona we śnie (bardzo negatywna postać) i gdy patrzyłem na niego czułem spory strach co uwidoczniło się po wstaniu szybciej bijącym sercu itd. Jeszcze troszkę wcześniej gdy też leżałem to zobaczyłem w wyobraźni w głowie sporego robala... na pewno nie był to widok pozytywny...

Czasem też zauważę jak moje myśli nie do końca są moimi myślami... dzieje się to przede wszystkim jak leżę. Mocno obserwuję co się znajduje w mojej głowie - czasem jest to już "lekko" męczące.

Po 3:37 zasypiam na fotelu, a o 4:45 wstaję z powodu prób okradnięcia mnie z energii poprzez "sny".

Około 5 kładę się na łóżku i zasypiam, a o 5:34 wstaję z powodu ataku we śnie. Byłem z grupką ludzi i wędrowaliśmy... po pewnym czasie zaatakowały nas dwie negatywne postacie, ale udało nam się to jakoś przejść bez większych strat i poszliśmy dalej -> po chwili mnie wybudziło i już nie kontynuowałem spania, gdyż czułem, że nie jest bezpiecznie spać dalej.

O 5:42 idę na fotel, a o 7:40 wstaję - pod sam koniec miałem troszkę podejrzany sen i nie wiem czy był to sen "czysty"... no ale nie wydaje mi się aby coś mi się w nim stało... hmm...

Po 19:33 idę na fotel -> wstaję o 22:20 - brak ataków.

08/09.05.2012 -> O 1:03 idę na fotel, a o 4:26 wstaję - brak ataków.

O 4:40 idę spać do łóżka do pokoju obok, a o 6:28 wstaję. Pod sam koniec goniła mnie jakaś postać, która chciała mi coś wszczepić? (taki straszak?), a ja uciekałem przed tą postacią... i albo uciekłem i mnie wybudziło albo wybudziło mnie w trakcie ucieczki. Po ocknięciu się moje serce szybciej biło (przez krótki czas) z powodu "strachu" przed tym kimś, iż mógłby mnie jednak dogonić i zrobić to co chciał zrobić. Tak czy siak moja czakra czuje się dobrze i nic jej się nie stało... jedynie się leciutko wystraszyłem i to wszystko.

09/10.05.2012 -> O 1:43 kładę się spać, a około 3:40 wstaję, gdyż sen zrobił się dziwnie negatywny... nie jestem pewien czy oberwałem podczas jego trwania, ale chyba jednak tak?

O 5:35 poszedłem na fotel i usnąłem, a o 6:31 wstałem z powodu ataku we śnie. Atak był interesujący: szedłem z kimś (opiekun? a może nie?) przez most i nagle ten ktoś odszedł ode mnie (brak ochrony?) i od razu zaatakowała mnie agresywna postać (która jeszcze przed chwilą była miła), a ja we śnie podczas tego ataku od razu zamknąłem oczy, złożyłem szybko ręce jak do modlitwy i zacząłem na głos modlić się do Jezusa o pomoc i to było takie prawdziwe i wychodziło z głębi mnie. Co ciekawe ta postać jeszcze przez chwilę się na mnie "rzucała" (stała bardzo blisko i miałem wrażenie, że grozi mi nożem?) ale już po chwili (4-7? sekundach modlitwy) miałem wrażenie, że ona znikła, a mnie wybudziło. Wydaje mi się, że nic mi się nie stało. mimo iż na moje oko gdyby nie ta modlitwa to raczej nie miałbym większych szans na uniknięcie straty energii z powodu tego, iż rzadko wychodzę z takich "opresji" gdy demon jest bardzo blisko mnie. Ogólnie prawie nigdy mi się nie zdarza abym zaczął się modlić podczas ataku... może sam Jezus przyszedł mi na pomoc i moją mimowolną podświadomą modlitwą się to objawiło? a może moja podświadomość w tej sytuacji pomyślała, że to jedyny sposób, aby atakująca mnie osoba dała mi spokój? tak czy siak okazało się to skuteczne... szkoda tylko, że we śnie jest ciężko doprowadzić do "wyzwolenia" w sobie takiej podświadomej reakcji na atak, ale może to tylko kwestia wyrobienia sobie pewnych podświadomych nawyków?

O 6:36 poszedłem do pokoju obok na fotel... drzemkałem na nim od około 8:05? - brak ataków? a może coś było? (nie pamiętam). Następnie położyłem się do łóżka i miałem atak bodajże ponad godzinę później? (nie pamiętam dokładnie o której i czy oberwałem). Następnie spałem spokojnie do 12:28 o której wstałem.

10/11.05.2012 -> O 2:30 idę na fotel i na początku siedzę aż w końcu usypiam -> o 4:09 wstaję z powodu ataku we śnie (nie do końca udanego dla tego byta). Po kilku minutach idę ponownie spać na fotel ale już o 5:20 we śnie dostaję nagłego, bardzo silnego strzała w czakrę i mnie automatycznie wybudziło. Gdy oberwałem to moje serce się mocno "rozszalało"... i uspokoiło się dopiero dobre kilka sekund później.. ogólnie to całym moim ciałem przez kilka sekund "rzucało" - jakby ktoś je porażał prądem. Czakrze zdecydowanie został spuszczony "łomot". Kilka sekund przed strzałem we śnie kręciły się za mną jakieś negatywne postacie... i nie trzeba było długo czekać... Ogólnie takie ataki to niezłe chamstwo. Trzymam teraz na czakrze kryształ górski, aby jej jakoś pomóc, ale znając życie to dojście do siebie jej troszkę zajmie.. i nie będzie to kilkanaście minut... strzał był bardzo silny... właściwie to raczej nie bywa, aby przez dobre kilka sekund mną rzucało po zadanym mi strzale... można powiedzieć, że ten strzał był zdecydowanie pod tym względem wyjątkowy... ale ja dziękuję za taką wyjątkowość : P

Przed 10:35 około 10-30 minut (nie wiem dokładnie ile) troszkę drzemkałem na fotelu i nic mi się nie stało (lekko mnie to zregenerowało).

Po 23:28 idę na fotel i po chwili? usypiam, a o 23:40 wstaję - brak ataków.

11/12.05.2012 -> O 00:43 idę na fotel spać, a o 3:38 wstaję - niby nic nie było choć była pewna "negatywna" rzecz we śnie, ale może ogólnie atak (o ile to był atak?) był zbyt słaby, aby mnie pokonać.

O 4:30 kładę się spać, a o 5:37 wstaję - niestety pod sam koniec widziałem jak jedna osoba wstrzykuje drugiej (mnie?) zastrzyk - nic nie czułem, nie wystraszyłem się, ale automatycznie mnie wybudziło z pewnymi drgawkami fizycznymi które trwały przez kilka sekund hmmm... Zdecydowanie nie lubię takich rzeczy... i obstawiam, że to się stało na prawdę :/ no ale nie miałem jako tako wpływu na całą sytuację więc nie ma tutaj jakiegoś mojego zaniedbania czy czegoś takiego. Nawet jak siedzę teraz przed kompem to mnie trochę fizycznie rzuca jakby było bardzo zimno. Wydaje mi się, że jeszcze było coś negatywnego w moim śnie przed całą tą sytuacją ze "strzykawką", ale niestety nie mogę sobie tego zbytnio przypomnieć.

O 6:05 idę do pokoju obok do łóżka i zasypiam... we śnie mam powiedziane, że to co zostało mi wstrzyknięte to silna trucizna i rzadko kiedy nie powoduje uszkodzeń ciał (ale jakiego ciała? fizycznego czy tych energetycznych to nie wiem) - w sumie nie wiem na ile można ufać temu "przekazowi", ale myślę, że jest to dość wiarygodne. Miałem też jakiś atak? - były ukazane w kolorze wszystkie moje? czakry i jakaś armata w nie strzelała, aby wywarzyć w nich "furtki"? - nie wiem co to dokładnie było - tak czy siak wybudziło mnie przed "ukończeniem" tego... i po chwili wstałem (8:45).

Jestem ciekawy gdzie moi opiekunowie się podziewają podczas tych ataków - czy są oni na Karaibach? czy może na Majorce? a może mnie chronią tylko są zbyt słabi? albo po prostu muszę tego z jakichś powodów doświadczyć i są oni czasem? ode mnie odsuwani? - sam już nie wiem, ale wiem za to, że nie ma to jak dostać z "rana" jakiś zastrzyk w ciało "energetyczne"? zrobiony przez rasę? kosmitów? wyprzedzających nas technologicznie o "miliony" lat do przodu... żyć nie umierać :)

12/13.05.2012 -> O 00:48 idę na fotel, a o 4:16 wstaję - brak ataków? (końcówka była lekko podejrzana, ale nie wiem czy ma to coś wspólnego z atakiem - tak czy siak nic mi się nie stało).

O 4:21 idę ponownie spać, a o 5:52 wstaję - pod koniec był znowu jakiś zastrzyk, ale już sam nie wiem czy był to tylko sen czy bardziej "naprawdę" się to stało... tak czy siak nie czułem "ukłucia" oraz nie mam na to wpływu... a spać kiedyś muszę... ech...

O 6:12 znowu idę spać, a o 6:34 byłem we śnie z jakąś postacią (opiekun) i po chwili przyszła jakaś "negatywna" postać, która "podbiła" do mojego opiekuna, ale nic chyba mu nie zrobiła?, następnie powiedziała do mnie jakiś złośliwy komentarz, a za chwilkę mnie okrążyła i mnie wybudziło.

Po 6:44 zasypiam na fotelu w pokoju obok, a o 8:30 wstaję - pod koniec we śnie był u mnie opiekun i nic mi się nie stało... w sumie chyba nawet nikt nie próbował mnie atakować.

13/14.05.2012 -> Po 22:57 zasypiam na łóżku, a o 2:06 jakaś postać we śnie (demon) stanęła tuż przede mną i ewidentnie czegoś ode mnie chciała -> po chwili mnie wybudziło i przez dobre "kilka" minut bardzo mocno trzęsło moim ciałem... jakbym był w jakiejś chłodni - wytelepało mnie porządnie, ale ogólnie to nie sądzę, aby coś mi się stało... po prostu z tego demona "zimny" drań jest. Po 3 w nocy telepanie mniej więcej zaczęło ustępować. Około 4 już praktycznie nie występowało.

Przypomniał mi się motyw z Harrego Pottera jak dementorzy weszli do pociągu i się nagle tak zimno zrobiło... hmm... interesujące... coś może być na rzeczy...

14/15.05.2012 -> O 22:10 idę na fotel, a około 4:44 wstaję - brak ataków.

O 5:05 idę do łóżka do pokoju obok... śpię do 7:21. Pod sam koniec był atak we śnie... wydaje mi się, że był przy mnie opiekun, ale i tak ciemne łapska tego byta (a raczej dwóch bytów) do mnie doszły, ale nie mniej jednak jakoś je od siebie odpędziłem i chyba nic mi się takiego nie stało? ... tak mi się wydaje...

O 11:18 poszedłem spać na fotel, a o 13:25 wstałem - wydaje mi się, że nie było ataków (spałem jeszcze przez krótki czas lekko wcześniej i też mi się wydaje, że chyba mnie nic nie atakowało).

15/16.05.2012 -> O 2:58 idę spać na fotel, a o 3:57 wstaję - wydaje mi się, że nie byłem do końca sam w pokoju... czasem jeszcze przed zasypianiem (przed pójściem na fotel) i już w trakcie (gdy siedziałem na fotelu) słyszałem w głowie "głośne myśli", ale mimo to poszedłem spać, ale jako tako nic mi się specjalnego nie stało (ale to było troszkę ryzykowne).

O 4:06 położyłem się na łóżku ale czułem "negatywizm" i podłożyłem się bardziej pod kątem, ale i tak usnąłem, a we śnie wyskoczył mi mój przeciwnik - leciutko mnie wystraszył, ale ogólnie nie za mocno... później były (ogólnie to ujmując) negatywne "sny", a na końcu miałem wizję dwóch, czarnych statków UFO lecących na niebie, ale ją już opisze w swoich doświadczeniach - tak czy siak wstałem o 4:43.

Po 5:07 siedziałem na łóżku i usnąłem (nie planowałem tego, ani nie mam pojęcia kiedy to się stało) i obudziłem się o 7:00 - nie zaobserwowałem żadnego ataku...

O 8:54 kładę się na łóżku i zasypiam... śpię do 11:30 - brak ataków.

Około 12:35 idę na fotel i troszkę przysypiam... po jakieś 10 minutach kładę się do łóżka spać i mimo iż czuję, że czasem doświadczam "głośnych myśli" to kontynuuję proces zasypiania (mój organizm potrzebuje dużo snu... dzisiaj sporo mu go dostarczyłem, ale wiecznie mi mało - czasem jest to błąd, że kontynuuję spanie, gdyż często dostaję bęcki z tego powodu, no ale... czasem po prostu chciałbym się wreszcie wyspać... ale jak widzimy jeszcze nie jest mi to dane), a o 13:36 zostaję wystraszony we śnie. Pokazali mi mojego kota jak przechyla się na balkonie i już miał spaść w dół, ale w ostatniej chwili go złapałem (tak w dużym skrócie opisując)... tak czy siak wystraszyło mnie to... Na razie daruję sobie spanie... i tak już dzisiaj sporo czasu miałem "zamknięte oczy".

16/17.05.2012 -> Około 23 kładę się spać, a o 1:06 wstaję - brak ataków.

O 2:22 idę na fotel i jakieś 10 min. później zasypiam -> wstaję o 3:42. Pod sam koniec była pewna sytuacja, w której się lekko wystraszyłem, ale tylko lekko z powodu chyba mojego opanowania w danej chwili we śnie... i chyba? był to atak, ale pewien na 100% nie jestem... może tak może nie... daję tutaj znak zapytania, bo nie jest to dla mnie oczywistą sprawą... były postacie... była ucieczka... była chwila "strachu" hmm... niby wszystko się zgadza...

Około 4 zasnąłem na łóżku... a o 5:30 wstałem - raczej brak ataków. Po chwili poszedłem do pokoju obok i usnąłem... -> wstałem o 8:37 -> był atak pod koniec (u dentysty!), ale na szczęście udało mi się zawczasu się zorientować i bezpiecznie wybudzić! Ogólnie w postaciach w snach, pod które podszywają się demony jest ewidentnie widoczne "życie"... nie są to "puste", "kartonowe" osoby.

O 9:26 kładę się na łóżku i co chwilkę lekko zasypiam... wpadam w kilka snów... są lekko podejrzane... nie wiem jak je ocenić... tak czy siak wstaję o 10:09 i wolę na razie nie iść już spać...

17/18.05.2012 -> Około 21:55 idę spać na fotel, a o 1:45 wstaję - brak ataków.

Po 3:29 położyłem się do łóżka spać, a około 6 dostałem mocny strzał w czakrę (jakiś biały wilk był w moim śnie gdy to się stało i ogólnie rzecz ujmując miałem dość silne wrażenie, że ten strzał szybko leci w moim kierunku i dopiero później wpada w moją czakrę, a nie że było tylko jakieś szarpnięcie na czakrze czy coś w tym stylu - oczywiście po wstaniu czuję tam silny ucisk itd., no ale to normalne po "ciosie")... jeszcze wcześniej były z 2-3 podejrzane sytuacje, w których ktoś? lub sama sytuacja? miały za zadanie mnie wystraszyć? Po wstaniu przykładałem do czakry duży kryształ górski... zawsze to coś pomoże...

O 12:00 kładę się spać, a o 14:50 wstaję. Bodajże podczas pierwszego? snu była pewna sytuacja (bardzo podejrzana i mroczna), którą można by zaklasyfikować jako próbę ataku, ale do końca czy był to atak to nie wiem (chyba jednak był to atak?)... tak czy siak świadomie przerwałem tą "scenę" w trakcie jej trwania i nic mi się nie stało... Później za jakiś czas (bodajże pod koniec mojego spania) była też pewna podejrzana sytuacja, ale nie wiem czy był to atak... i nie jestem pewien czy coś mi się stało czy też nie... po prostu nie pamiętam już co to było... jedynie zapamiętałem, że mogło to mieć coś wspólnego z atakiem.

18/19.05.2012 -> O 2:25 idę na fotel i troszkę śpię... a o 5:23 wstaję - brak ataków. Za kilka minut? czy od razu? idę do pokoju obok spać do łóżka... -> śpię do 8:36 - brak ataków.

O 11:10 poszedłem do łóżka spać... a o 11:34 wstałem -> pod sam koniec coś mnie lekko zaniepokoiło i wolałem na wszelki wypadek wstać - nie wiem czy było to coś związanego z atakiem, ale wolałem nie ryzykować i nie kontynuować spania...

19/20.05.2012 -> O (lub trochę po?) 21:19 idę spać na fotel, a o 2:05 wstaję - brak ataków.

O 4:03 idę spać na fotel, a o 4:42 wstaję - był na końcu atak, ale nic mi się takiego nie stało. Na początku we śnie widziałem rozmawiających przy stolikach (na dworze) ludzi itd. Wszystko niby było w porządku. Następnie kamera skierowała się na dziwnego kota. Miał cechy ludzkie ale miał na sobie materiał - ogólnie nie wiadomo co to było - ni człowiek, ni kot. Następnie było pokazane jak przetransformował się on w małą dziewczynkę (może miała z 10 lat?), która była jakąś czarodziejką? która miała ewidentnie "diabła" w oczach (ale wyglądała przyjaźnie!). Miała ze sobą również kilku kumpli (pokazane było podczas transformacji jak ich trzymała na ręce -> po jej transformacji jej kumple chyba stali gdzieś za nią... nie jestem teraz pewien gdzie oni byli). Co ciekawe gdy ona pokazała palcem na mnie (szykowała się do ataku), to kamera szybko została skierowana na inny obszar snu (z 12 metrów obok - tam gdzie byli ludzie przy stolikach) i pokazane było jak ruszyły szybko mi na pomoc duże kangury (z 5 sztuk?) i jakiś ryś? (który wcześniej był pod postacią przyjaznego człowieka). Tak czy siak w tym momencie mnie wybudziło. Ogólnie ciekawa sprawa... osoby, które mnie chroniły były poukrywane w postaciach jakie widziałem we śnie (nie wiem czy kangury również były wcześniej jakimiś postaciami, ale pewnie tak? tylko we śnie może tego dobrze nie zauważyłem?). Domyślam się, że jakby nie interwencja moich opiekunów to bym oberwał.

Około 5:15 idę spać do łóżka do pokoju obok... na początku było spokojnie... ale pod sam koniec (6:40) miałem jakiś podejrzany sen... czy był to atak? nie wiem... tak czy siak wstałem... tak na wszelki wypadek...

Po 18:00 poszedłem spać (łóżko), a wstałem o 20:50 - brak ataków.

20/21.05.2012 -> O 00:19 idę na fotel spać, a o 2:24 wstaję gdyż we śnie zostałem ukłuty igłą (przez kogoś? - we śnie nie było to pokazane... wręcz była sugestia, że sam sobie to przez przypadek zrobiłem, ale to raczej na pewno nie jest prawdą...). Ogólnie cały sen nie był w żaden sposób negatywny, ale zastanawiające jest to, że siedziałem na wprost jakiejś pani która mnie zagadywała... i nagle poczułem króciutkie, ale bolesne ukłucie w środkowy palec prawej ręki. Gdy to się już stało patrzę, a tam jakieś dwie osoby (normalnie wyglądające) zbierają igły z podłogi, gdyż niby chyba ja? je szturchnąłem ręką i je wywróciłem (jakaś ściema). Co ciekawe samo ukłucie nie wybudziło mnie ze snu, jak powinno? się stać przy ataku. Następnie we śnie wziąłem palec i wkładałem go do wody, aby dokładnie umyć rankę. Po chwili zauważyłem jak kilka metrów ode mnie stanął lekarz (który patrzył się w inną stronę niż na mnie) i wydaje mi się, jakby był lekko zaniepokojony tym, iż mnie zabolało i sądzę, że był gotowy, aby udzielić mi dodatkowej pomocy (jeżeli byłaby taka potrzeba) -> ja to tak we śnie odczuwałem. Po wstaniu kilkanaście sekund później zaczęło mną telepać fizycznie jakby było mi bardzo zimno. Po kilku minutach narzuciłem na siebie koc... ten sam, który miałem na sobie gdy spałem... trochę to pomogło? choć wydaje mi się, że moje telepanie fizyczne i tak już się kończyło. Tak czy siak moim zdaniem nie było to spowodowane zimnem tylko tym ukłuciem lub innym jakimś faktem, ale nie zimnem, gdyż wcale tak zimno u mnie nie jest, aby się trząść jak galareta (świadczy o tym fakt iż jakieś 30 min. po wybudzeniu się nie telepało mną, a temperatura w pokoju się nie zmieniła). I teraz najważniejsze pytanie "Czy był to atak?" i odpowiem na nie, że nie wiem, gdyż sen na to jako tako nie odpowiada. Powiem więcej... sugeruje mi on, że była to robota jakiś pozytywnych sił. Czemu tak sądzę? poniekąd z tego powodu, że nie było tam niczego negatywnego... oraz brak wystraszenia i wybudzenia gdy nastąpiło ukłucie. Ogólnie całość była tak skonstruowana, że sugeruje mi to interwencję sił pozytywnych, aby uaktywnić? mi czakrę? w palcu gdzie doznałem ukłucia. Oczywiście mogę się mylić... np. ciemne siły podszywają się dość dobrze pod różne postacie we śnie, ale w tym przypadku jakoś wątpię, aby aż tak dobrze byli się w stanie ukryć... Widać, że cała akcja była zaplanowana... Najpierw odwrócenie uwagi (nie było tam ataku, ani nawet próby ataku pocałunkowego), później ukłucie (nie widziałem we śnie co się stało... jedynie odczułem ukłucie -> brak wybudzenia i wystraszenia jak powinno? być przy ataku)... później niby sprzątanie igieł (uspokojenie mojej osoby i zatuszowanie, iż była to jakaś zorganizowana akcja, aby doprowadzić do tajemniczego ukłucia) no i ewentualna pomoc lekarza, który obserwował kątem oka jak obmywam rankę. Mi to sugeruje interwencję sił pozytywnych... ale jak pisałem wcześniej... mogę się mylić.

O 3:57 ponownie idę na fotel, a o 4:45 kończę spanie z powodu tego, że pod sam koniec był pewien podejrzany moment we śnie... nie wiem czy był to atak, ale dobrze, że mnie wybudziło.

Po krótkim czasie? idę spać do łóżka... a o 7:03 wstaję. Niestety pod koniec moja czakra oberwała (we śnie) - nie dałem rady się obronić :/

O 7:57 ponownie idę spać do łóżka... a o 9:12 wstaję - brak ataków.

21/22.05.2012 -> O 22:40 idę spać na fotel, a o 6:30 wstaję - był jeden? atak, ale nie przed samym wstaniem tylko troszkę wcześniej... nie mniej jednak po tym (nieudanym dla demona) ataku miałem kolejny tym razem chyba zwykły sen (chcę podkreślić, że nie zostałem wybudzony pod koniec ataku, gdyż udało mi się odpowiednio reagować, aby się nie "otworzyć" i nie stracić energii). Atak (jak czasem się to zdarza) był z udziałem mojego kota... sam sen w takich przypadkach praktycznie zawsze jest bardzo realistyczny. Widziałem jak mój kot wszedł pod szafkę, która może była max. 2 centymetry nad ziemią (spowodowało to mocne "spłaszczenie kota"). Miałem świadomość, że jak kot wejdzie mocniej w głąb to może on już nigdy stamtąd nie wyjść, ale ja szybko chwyciłem go za ogon i wiedziałem że nie pozwolę mu wejść jeszcze "głębiej" i dzięki temu nie wystraszyłem się całej tej sytuacji i mój mózg? przeszedł do kolejnego "zwykłego?" snu.

22/23.05.2012 -> O 23:52 idę spać na fotel, a o 3:37 wstaję z powodu ataku reptiliana.

Śniłem sobie normalnie... a tu nagle zaczynam we śnie widzieć takiego dinozaura jak na zdjęciu powyżej (mocno podobny, ale pewnie były drobne różnice). Nie pamiętam co on już tam robił, ale ostatecznie widziałem pewną osobę, która została przez niego zaatakowana, ta gadzina się na tą osobę rzuciła i zaczęła ją brutalnie zjadać, gryźć itd... po kilku sekundach przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem i widzę (obraz był lekko nie wyraźny, ale wystarczyło, aby zobaczyć co się dzieje) tego gada jak gryzie moją lewą rękę! Po chwili przestał i zobaczyłem go na podłodze na wprost mnie -> był niski... nie wiem czy miał nawet metr wysokości (we śnie wydawał się zdecydowanie większy, ale niemniej jednak to właśnie w "wymiarze" pomiędzy realem a snem kamuflaż tych istot jest dużo słabszy dlatego ufam, iż naprawdę był niezbyt dużego wzrostu). Tak czy siak moja czakra mimowolnie została lekko wystraszona? - chyba to będzie mniej więcej dobre słowo,  aby nazwać to co się stało mojej czakrze... ale ogólnie nie ma tragedii... pomijając fakt, że jakaś przerośnięta jaszczurka gryzie mnie w nocy... hmmm...

O 4:26 idę na fotel i po chwili usypiam - brak ataków -> po jakiejś godzinie? (a może to było kilkanaście minut? - nie jestem pewien) wstaję i idę do łóżka... i usypiam... a po pewnym czasie mam? atak? we śnie... (ale nie jestem pewien?) a o 7:17 we śnie widzę jak baardzo szybko biegnę do domu... (w tym śnie były również inne postacie... i pozytywne i negatywne) i nagle zmienia mi się "krajobraz" i widzę zamykające się wielkie, "kilkutonowe" drzwi, które niestety zmiażdżyły mnie wpół (na wysokości 4 czakry -> to nie było miłe)... po tym doświadczeniu wstałem, ale czuję się w miejscu zmiażdżenia trochę dziwnie... odczuwam tam ucisk... co ciekawe jest on odczuwalny tylko na plecach... w sumie we śnie było pokazane jak leżę na brzuchu, a te wielkie drzwi miażdżą mnie zaczynając od pleców... domyślam się, że moje ciał energetyczne mogły ucierpieć z tego powodu (ale pewien nie jestem). Podobno byłem gdzieś poza ciałem i zamykały się "wymiary" i nie zdążyłem wrócić. Nie był to atak. Co ciekawe z tego co pamiętam to spałem na plecach, a we śnie byłem na brzuchu hmmm...

Jest 18:34 a plecki bolą... ale nie ma co się dziwić... to było porządne zmiażdżenie...

23/24.05.2012 -> O 00:59 idę spać na fotel, a o 4:15 wstaję - brak ataków?

O 4:30 kładę się na łóżku, a o 5:09 zostaje zaatakowany we śnie... byłem przytrzymany przez dwie osoby i z obu stron dostałem cieniutką igłą po zastrzyku w obie dziurki od nosa... :((( Nic nie czułem, ale wiem że to się stało :((( Oczywiście w głowie miałem bardzo silną myśl "że to dla mojego dobra", aby oszukać moją podświadomość przed bronieniem się przed tym :((( Na początku widziałem siebie jako bezbronnego kotka? lub coś podobnego, przy pierwszym zastrzyku sądziłem, że to jemu jest robiony zastrzyk, ale przy drugim dotarło do mnie, że to mi są one robione ech... te istoty do samego końca próbują zrobić tak, aby nasza podświadomość była maksymalnie skołowana i nie wykrywała zagrożenia tak długo jak tylko to możliwe... Pamiętam jak przy tym drugim zastrzyku zacząłem odczuwać duży strach... ale niestety zrobili co mieli zrobić :(((

Zrobiłem sobie około 5:40 ponad 30 minutowy healing... myślę że troszkę pomoże w oczyszczeniu tego co zostało mi wstrzyknięte.

O 6:21 idę na fotel do pokoju obok i troszkę przysypiam, ale nic mi się nie stało... po krótkim czasie kładę się do łóżka i zasypiam, a o 10:26 wstaję - był na końcu atak. Jakaś chamsko zachowująca się postać bez powodu chciała mnie zbić i ganiała mnie (powolnym krokiem) po mieszkaniu (opowiadam to w ogromnym uproszczeniu) - co ciekawe ja jej uciekałem, ale w końcu mnie (i kilka jeszcze innych osób) dorwała i uderzała, ale czasem robiłem uniki! ale niestety kilka razy oberwałem i mnie wybudziło. Nie zauważyłem abym stracił podczas tych ciosów energię... po prostu jedynie "bęcki" "fizyczne" (o ile można tak je nazwać, gdyż jako tako nie dzieje się to na płaszczyźnie fizycznej hmm). Jestem ciekawy jak to dokładnie jest że mogę robić uniki... on uderza w ciało mentalne? (a może jakieś inne?) bo fizyczne się nie porusza więc ono uników robić nie może... tak czy siak moim umysłem kierowałem "sobą", aby wykonać unik hmm... A co do pleców to jest dużo lepiej... nie idealnie, ale jest spora różnica... sen robi swoje.

Po 19:05 idę na fotel i po chwili usypiam, a o 20:37 wstaję - pod koniec była próba ataku, ale nie zauważyłem aby coś mi się stało.

24/25.05.2012 -> O 3:27 idę na fotel i po pewnym czasie usypiam... a o 5:19 wstaję - brak ataków? - nie jestem pewien gdyż pod sam koniec był pewien podejrzany sen... tak czy siak o 5:23 położyłem się na łóżku i podłożyłem pod siebie poduszki, aby nie usnąć, ale i tak usnąłem i to bardzo szybko... a o 5:49 wstałem - pod koniec chyba był atak (choć na 100% pewien nie jestem), ale nie sądzę aby coś mi się stało.

Jakiś czas później idę do pokoju obok i usypiam na fotelu... a o 7:49 wstaję - brak ataków?

25/26.05.2012 -> O 22:58 idę spać na fotel, a o 1:44 wstaję z powodu ataku we śnie. Podczas trwania ataku udało mi się zorientować co się dzieje i świadomie zacząłem się wybudzać. Nie sądzę, aby moja czakra w jakiś sposób ucierpiała... jakby potrwało to z kilka sekund więcej to pewnie byłaby kiszka, a tak to myślę, że jestem w jednym kawałku :)

O 2:59 idę spać na fotel, a o 3:50 wstaję z powodu ataku we śnie -> ogólnie rzecz ujmując chyba? nic mi się jako tako nie stało...

O 4:06 idę do łóżka i po chwili usypiam, a o 5:47 wstaję - nie jestem pewien czy był tam pod koniec jakiś atak czy też nie... daję tutaj duży znak zapytania.

O 5:52 idę do łóżka i po chwili usypiam, a o 8:55 wstaję - prawdopodobnie brak ataków.

26/27.05.2012 -> O 23:04 idę na fotel, a o 3:57 wstaję - brak ataków.

O 5:33 idę do pokoju obok na fotel (nie pamiętam czy próbowałem spać)... Po kilku minutach idę spać do łóżka... Wstaję o 8:59 -> miałem w sumie 2-3 ataki, ale wszystkie odparłem. W jednym ze snów (jeszcze przed jakimkolwiek atakiem) "coś" piłem, ale nie wiem co to było i nie zauważyłem, aby cokolwiek negatywnego było obok mnie lub we śnie, w którym to się działo. Bardzo rzadko zdarzają mi się sny, w których coś piję... nie wiem co piłem... mam jedynie cichą nadzieję że nie była to żadna trucizna czy coś w tym stylu...

27/28.05.2012 -> O 21:28 kładę się spać, a o 00:00 wstaję z powodu ataku we śnie (coś tam oberwałem)... a tak w ogóle to wcale nie miałem iść spać... miałem za chwilkę wstać, ale mi się film urwał... tak to jest jak organizm woła o sen... urwie film jak wie, że człowiek planuje za chwilkę wstać i "uciec" przed snem.

O 1:37 do 3:33 śpię na fotelu - brak ataków.

Po 3:33 do 4:48 ponownie idę spać na fotel - nie jestem pewien czy nie było czegoś pod sam koniec... daję tutaj duży znak zapytania.

O 5:20 idę spać na fotel do pokoju obok (brak ataków) -> kilka minut później idę spać do łóżka - tam o 6:13 obrywam w czakrę. Było pokazane jak mój kolega chciał walczyć z pewną osobą - ja powstrzymywałem mojego kolegą mówiąc mu, że nie jest to dobry pomysł... ale on się uparł i w końcu zaatakował pięścią tego kogoś i gdy tylko to zrobił mnie to "otworzyło" i wybudziło.

O 6:58 idę na spać na fotel w dużym pokoju, a o 9:46 wstaję - wydaje mi się że nie było ataków.

28/29.05.2012 -> Po 00:38 idę spać na fotel, a o 3:25 wstaję - wydaje mi się, że pod sam koniec był pewien atak hmm...

O 4:32 idę do małego pokoju spać na fotel, a o 6:32 wstaję - był atak pod sam koniec, ale udało mi się wybudzić w trakcie jego trwania bez "oberwania". Tak naprawdę miałem też atak z minutę do kilku minut wcześniej, ale się nie zorientowałem, że był to atak... ale na szczęście również nic mi się nie stało. Jestem ciekawy czy jakbym miał te ataki gdybym leżał to czy bym się wybudził na czas? Zastanawiam się gdyż wydaje mi się, że na fotelu mam większe szansę wyjść cało z ataków niż gdy leżę...

29/30.05.2012 -> O 22:35 idę na fotel... po 1 się budzę (brak ataków), następnie około 3:30 (brak ataków) i ostatecznie około 4:10, ale niestety tutaj już moja czakra oberwała (atak we śnie; otworzenie itd).

O 5:35 gdy siedziałem sobie w kuchni na krześle to dość mocno chciało mi się spać... "walczyłem", aby oczy mi się nie zamknęły, ale nie do końca mi się to udawało... po chwili machnąłem ręką nad głową i nagle całe moje "zmęczenie / usypianie" ode mnie odeszło! Widocznie ten demon się pode mnie podłączył jakąś "macką" i mój ruch ręki ją odczepił (z mojego doświadczenia wynika, iż jest to zdecydowanie możliwe)!

Za kilka minut poszedłem na fotel do małego pokoju i w końcu usnąłem (tym razem machanie nad głową ręką nic nie pomagało), a o 6:37 oberwałem we śnie, ale tym razem nie w czakrę... miałem wrażenie jakbym został postrzelony z jakiejś broni laserowej w lewe biodro? lub okolice.

Co ciekawe około 7:40 gdy już nie spałem i siedziałem na fotelu doznałem pewnego rodzaju wizji (coś na kształt snu) -> widziałem jak na mojej aurze znajduje się czarna sieć trzymana przez jakąś negatywną czarną energię. Po chwili patrzenia się na tą wizję mentalnie się z tej sieci uwolniłem. Odnosząc to do sytuacji, która miała miejsce po 5:35 to możliwe, że zarzucili na mnie czarną sieć, która mnie uśpiła i dlatego w tym przypadku nie działało machanie ręką nad głową. Kiedyś miałem atak jak pewna czarna postać stojąca nad moim łóżkiem nakryła mnie jakimś czarnym "suknem"..., ale to było dawno temu... tak czy siak będę miał na uwadze to gdy "dziwnie" mocno chce mi się spać, aby jakoś mentalnie sprawdzić czy nie jestem wzięty w czarną sieć. Ogólnie zastanawiam się nad faktem, iż czasem mam bardzo depresyjny nastrój... i nie ma jako takiego powodu, aby się tak czuć... może wtedy też jestem uwięziony w czarną sieć tylko nie zdaję sobie z tego sprawy? -> przecież oni umieją obsiąść lub "oblepić" człowieka "czarnymi" energiami... (co potwierdza zejście ze mnie tych istot, gdy wziąłem krzyż papieski do ręki 14.01.2011).

Jak się przed tym bronić? - obstawiam że trzeba mentalnie oczyszczać swoją aurę np. poprzez wyobrażanie sobie że czysta woda ją obmywa itd. Przypominają mi się ludzie którzy w TV mówili, że jak chcieli popełnić samobójstwo to mieli bardzo depresyjny nastrój, a niektórzy z nich słyszeli głosy... ja nie mam zamiaru się zabijać, ale to mi coś mówi... ci ludzie z pewnością są "osaczeni" przez demony, ale nie zdają sobie z tego sprawy (nie mówię, że wszyscy, ale część na pewno). Problemem jest zorientowanie się co się dzieje... jak wiemy tych istot oczami fizycznymi nie widać więc jest to pewnego rodzaju problem. Czy ludzka świadomość dorośnie do tego, aby uświadomić sobie ich istnienie? Powoli dopasowuje wszystkie puzzle, aby oczom ludzi ukazał się pełny obraz tych atakujących nas zza "kurtyny cienia" istot. Mam nadzieję że z każdym dniem ludzi świadomych będzie przybywać.

O 19:45 gdy leżałem na łóżku podpierając głowę łokciem na chwilkę zamknąłem oczy i od razu miałem sen -> widziałem w nim mojego kota, który siedział na "obręczy" balkonu w taki sposób, że ledwo by go dotknąć a kot by spadł... ale na szczęście mnie po chwili z tego snu wybudziło... ale dziwne to było w sumie... tak szybko wpadać w "sen"... Ogólnie snu chyba nie muszę komentować... to już nie pierwszy przypadek gdzie jest mój kot i balkon... nie wiele brakowało, a bym się wystraszył z powodu "rzekomego" zagrożenia życia mojego kota. Takie sny zniechęcają do spania...

30/31.05.2012 -> Lekko? po 21:17 idę na fotel, a o 4:15 wstaję - we śnie był jedynie lekki "negatywizm" przed moim wstaniem, ale gdy otworzyłem oczy miałem wrażenie, że na bluzie zobaczyłem twarz demona lub coś w tym stylu. Wszystko trwało dość krótko -> nie zauważyłem abym się jakoś specjalnie tego wystraszył. Kiedyś pisałem o "halucynacjach" tuż po wstaniu... ogólnie ostatnio raczej tego nie miewałem aż do dzisiaj... o ile to było to, a wydaje się mi że jednak to było to...

cdn...

Dobry Samarytanin