NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2012 - LUTY
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1

LINK! DO CZĘŚCI 3

31.01.2012/01.02.2012 -> Po 1 poszedłem drzemkać... na początku widziałem w swoim pokoju jakąś podejrzaną postać... a na samym końcu (około 2:45) dostałem jakąś wiązką lasera po plecach (dobrze to czułem).

Około 9:50 idę na fotel... a o 12:53 wstaję - brak ataków.

O 14:50 kładę się spać, a o 16:15 wstaję gdyż miałem "negatywny sen" - co ciekawe starałem się w nim stawiać opór ale było to dość trudne i na szczęście mnie wybudziło.

01/02.02.2012 -> Po 22? (może później?) kładę się spać i wstaję o 3:05 - brak ataków.

O 8:35 kładę się spać, a o 8:43 mam atak we śnie, ale nic mi się specjalnie nie stało. Poszedłem jeszcze na chwilkę dalej spać... wstałem o 9:05 i nie było już w tym czasie ataków?

Przed 16? poszedłem spać -> wstałem o 17:35 - brak ataków.

Jakiś czas później idę spać... wstaję o 23:00 - brak ataków.

02/03.02.2012 -> Około 0:57? idę spać... we śnie jakiś fałszywy kot się do mnie przytulał... ale na szczęście go przegoniłem... następnie już przed samym wstaniem (1:05?) jakaś negatywna postać ciągle mnie budziła (złośliwie kopała mnie po nogach) gdy chciałem pójść spać we śnie - ogólnie nic mi się chyba nie stało podczas tych dwóch ataków - kiedyś bywało znacznie gorzej.

Około 2:28 idę ponownie spać... wstaję o 4:38 -> miałem minimum dwa ataki... jeden spowodował bardzo duże uczucie strachu na 4 czakrze (widziałem we śnie jakąś ciemną zjawę? -> nie wybudziło mnie to -> sen był kontynuowany), a później jakaś postać złapała mnie za rękę i również poczułem na 4 czakrze strach -> jak na razie wystarczy tego spania.

Około 10:40? kładę się spać, a o 13:05 wstaję - brak ataków.

Po 18:55 kładę się spać, a o 21:32 wstaję z powodu ataku we śnie. Na początku byłem z dwoma opiekunami? i wszystko było ok... następnie wszedłem z nimi w tłum ludzi i opiekunowie? gdzieś przepadli, a ja po chwili dostałem wiązką? energii? w górną część pleców... możliwe, że dostałem również przy okazji lekko w tył szyi czy tył głowy... nie jestem pewien... na pewno najmocniej uderzenie poczułem z tyłu pleców. Zrobiłem sobie ~10 minutowy healing tego miejsca aby je oczyścić - niemniej jednak gdzieś tak w połowie healingu zauważyłem, że "coś" psuje moją wizualizację (włamanie ciemnych sił?) i nie za bardzo mogłem nad tym zapanować i dlatego trwał on tylko tyle.

03/04.02.2012 -> Po 23:12 poszedłem spać, a o 00:37 wstaję - był na końcu pewien atak, ale chyba nic większego mi się przy nim nie stało?

Po 00:58 kładę się spać, a o 1:38 wstaję - było coś podejrzanego pod koniec. Jakoś mam silną potrzebę snu (nie jestem hipnotyzowany)... dlatego ciągle próbuję spać... mimo tych ataków.

Po 1:52 kładę się spać, a o 2:53 wstaję - był drobny atak pod koniec - nawet nie wiem dokładnie kiedy się zaczął.

O 2:56 idę na fotel i wstaję o 3:43 - brak ataków.

Między 7:10 a 9? poszedłem spać -> wstałem o 10:40 - raczej brak ataków.

04/05.02.2012 -> Po 23:17 kładę się spać, a o 3:00 wstaję z powodu ataku jakiejś humanoidalnej, reptiliańskiej jaszczurki, która miała kolce i gadała. Co ciekawe bardzo długo jak na atak próbowała mnie podejść ("otworzyć mnie"), ale jej się to nie udawało - nie miała kamuflażu jak to zwykle bywa z postaciami mnie atakującymi i mój system ochronny (podświadomość?) nie dopuszczała do "bliższego spotkania". Niestety w końcu znalazła sposób aby okraść mnie z energii :( Tak ogólnie to jeszcze przed pojawieniem się "jaszczurki" moje sny nagle zrobiły się dość mroczne.

Około 7:47 kładę się na łóżku i za jakieś kilka minut zasypiam -> o 7:59 zostaje zaatakowany we śnie, ale stawiłem wrogowi opór i nie poniosłem żadnych energetycznych strat. Gdy wyszedłem ze snu czułem jeszcze czyjś dotyk na swoich kolanach. "Zmysły mi podpowiadają", że była to jakaś humanoidalna, niewidzialna postać.

Nie wiem o której poszedłem spać? Około 17? -> wiem, że około 18:30 wstałem - brak ataków.

Po 22:30 kładę się spać i śpię do 23:50... pod sam koniec chyba był atak, ale nie jestem pewien?

05/06.02.2012 -> Około 2:20 podsypiałem na fotelu - czułem, że moje myśli nie są idealnie czyste - ktoś przy nich na pewno majstrował -> nawet raz mnie ten byt wystraszył powodując u mnie widzenie z otwartymi oczami negatywnej halucynacji -> gdy usnąłem o 2:44 miałem atak we śnie, ale nic mi się nie stało -> przeniosłem się do łóżka -> miałem tam z 4-5 ataków we śnie, ale z każdego gładko się wybudzałem -> wstałem o 3:15, bo nie chciałem już kusić losu. Oczywiście mogłem ponieść jakieś małe straty przy tych atakach, ale ogólnie było dość dobrze jak na moje oko.

Około 5:15? poszedłem spać na fotel... o 5:18 oberwałem lekko we śnie... następnie mocniej około 6:20.

Jeszcze przed 8 trochę leżałem, ale ten byt wszczepiał mi w głowę swoje negatywne myśli i gdy wpadałem w sen robiło się "negatywnie" - tak czy siak nic mi się nie stało.

Po 19:40 (ale nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o ~22:55 wstaję - nie jestem pewien czy pod koniec nie było jakiegoś ataku... a tak poza tym to było spokojnie.

06/07.02.2012 -> Po 00:15 idę na fotel -> zasypiam i śpię mniej więcej do 2:05 - nie jestem pewien czy nie było czegoś pod koniec? Na wszelki wypadek wolałem wstać.

O 2:50 kładę się spać, a o 5:18 wstaję - było coś podejrzanego we śnie pod sam koniec... ale nie jestem pewien czy miało to znamiona ataku - tak czy siak nic mi się nie stało.

Przed 7? (nie jestem pewien) kładę się spać, a wstaję o 8:25 - brak ataków.

Po 18:15 (nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 20:12 wstaję gdyż zostałem zaatakowany "we śnie" - niestety nie udało mi się uniknąć straty energii z 4 czakry :/

07/08.02.2012 -> O 4:00 idę na fotel, ale już za chwilkę przywitał mnie koszmar (4:06) i musiałem się ewakuować... nawet jeszcze przed samym snem słyszałem jakąś głośną myśl w głowie... to właśnie jest wpływ tych demonów na mózg człowieka no i to błyskawiczne wpadanie w sen (koszmar)... z tego co się zorientowałem to atak był na 7 czakrę. Jeszcze trochę później próbowałem siedzieć na łóżku, ale bardzo szybko wpadałem w sen więc musiałem też uciekać. Siedzenie przed komputerem wydaje się obecnie najlepszym rozwiązaniem.

O 5:24 jakoś tak poczułem się lepiej... hmmm może ten byt "zszedł" z mojej głowy? Za kilka minut poszedłem spać... wstałem o 6:30 - brak ataków.

Trochę po 7:14 poszedłem spać... wstałem o 12:11 -> brak ataków.

Około 14:00 kładę się spać, a o 17:20 wstaję - brak ataków.

08/09.02.2012 -> Około 1:00? kładę się do łóżka i sobie na nim leżę... w końcu usypiam i zostaję zaatakowany we śnie o 1:42. Pokazali mi moją rękę jak coraz mocniej krwawi... w końcu się wystraszyłem tego krwawienia.

Za jakiś czas idę ponownie spać... zostaję zaatakowany jeszcze 2? razy i o 4:27 wstaję.

Za jakiś czas idę ponownie spać... zostaję zaatakowany w stanie pomiędzy realem, a snem o 5:13 gdzie na początku widzę siebie w łóżku i nagle niby moja mama mówi mi, że coś mi pokaże... przystawia telefon komórkowy do mojej twarzy i nim uderza o moją lewą stronę twarzy i przy tym jest wydawany taki jakby mechaniczny odgłos. Nie podobało mi się to i broniłem się gdy to się działo. Po wszystkim mówię mamie, że było to straszne i po chwili widzę chudego kosmitę który jest nade mną pochylony i po chwilce ponownie mnie atakuje w tym samym miejscu -> uderza mnie palcami albo jakimś małym trzymanym w ręku urządzonkiem z kolcem? i za chwilę się budzę. Nieźle się zakamuflował... Po obudzeniu się czuję w tamtym miejscu ucisk i pewien ból :( Może mi coś tam wstrzyknął? a w najlepszym wypadku mnie nieźle podziurawił :( Przyłożyłem sobie tam kryształ górski... może coś pomoże :/ -> wezwałem też opiekunów aby pomogli mi uzdrowić to miejsce... wykonałem również pewien drobny healing w tamtym miejscu... ale to nie zmienia faktu, że mimo tych "zabiegów" wciąż mnie tam boli... ogólnie z jakiegoś powodu muszą być te doświadczenia dopuszczone do mnie, bo proszę o pomoc a jednak obrywam... tak czy siak wszystko co złe kiedyś się kończy :)

Po 19:30 idę spać na fotel, a o  21:40 wstaję - był atak pod koniec.


4 rany do kilku centymetrów

A to znalazłem o 17:50 na swoim prawym barku... może to po jednym z ataków? - na pewno nie jest to zrobione przez kota.

Około 18:00 kładę się do łóżka i urywa mi się film - dopiero o 22:41 wstaję zdziwiony, że spałem... - brak ataków.

09/10.02.2012 -> Po 17:20 zasypiam na łóżku... właściwie to mój organizm mnie wyłącza... i dopiero o 19:26 budzę się zdziwiony, że zasnąłem, ale na szczęście nie było ataków :)

Około 20:00? położyłem się spać... a o 22:07 wstaję z powodu ataku we śnie. Niestety, ale straciłem trochę energii... nawet czułem jego dotyk na swoim ciele brrr... na chwilę przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem, ale ten ktoś był niewidzialny więc nie mogę powiedzieć jak wyglądał ;) Dodam jeszcze, że jego dotyk powodował u mnie pewne skurcze mięsni...

10/11.02.2012 -> Około 1:30 przysypiałem na fotelu i postanowiłem pomachać rękami nad głową, aby odciąć wszelkie negatywne byty, które ewentualnie mogły się pode mnie podczepić i co ciekawe po zrobieniu tego "zabiegu" poczułem się znacznie mniej senny!

O 4:05 usypiałem na fotelu (a może byłem usypiany?) i ten byt wytwarzał u mnie sny, które mnie straszyły, ale szybko je przerywałem i po chwili uciekłem z fotela. Kilka minut później około 4:10 poszedłem do łóżka... siedziałem sobie na nim i około 2 minuty później na chwilkę sam z siebie? zamknąłem oczy (nawet nie wiem kiedy) i widzę przed oczami lecącą w moim kierunku rękę z zaciśniętą pięścią -> uderza mnie prosto w twarz i moja fizyczna głowa odskakuje do tyłu! Nie było to zbytnio bolesne, ale jednak było to odczuwalne. Tak czy siak czuję tego kogoś u mnie w mieszkaniu... chyba nie chce sobie pójść... wołanie opiekunów itp. też jakoś nic nie pomaga... Oczywiście przy tych atakach straciłem trochę energii z czakry...

Jest już 6:15, a ten byt cierpliwie czeka i jak ma okazję to próbuje mnie wciągnąć w sen i tam mnie zaatakować... kilka razy prawie mu się już udało, ale staram się jak mogę aby nie usnąć... po prostu nie mogę się zbytnio "rozluźnić".

Jeszcze lekko po 7 wciąż mocno "osaczał" mój mózg... nawet raz mnie wciągnął w sen, ale jakoś udało mi się (ledwo co) z niego wydostać... tak czy siak około 7:50 czuje już mniejsze "parcie" na mój mózg. Może dał sobie już spokój? Tak czy siak będę czujny.

Po 9:40 odchodzę od komputera... i za jakiś czas... (nie wiem dokładnie jaki) kładę się do łóżka i usypiam... śpię do 13:05 - wydaje mi się, że nie było żadnego ataku?

Około 23 i lekko wcześniej usypiałem na fotelu i przy łóżku i od razu wpadałem w "sen / wizję" - nie sądzę, aby było to dla mnie pozytywne dlatego od razu to przerywałem. Coraz mocniej chce mi się spać...

11/12.02.2012 -> Około 00:00 miałem z 2? ataki (tylko po chwilowym zamknięciu oczu)... następnie jakoś usnąłem i o 1:51 miałem kolejny atak (we śnie)... Ogólnie każdy taki atak to jakby dostać mocno z kopniaka w klatę. Moja czakra serca czuje się kiepsko :/ Po jednym takim ciosie człowiek czuje się nijak, a po trzech to ja się wewnętrznie trzęsę... a możliwe, że było tych ataków więcej... po prostu nie spisywałem tego na bieżąco.

Ogólnie jeden taki silny cios można porównać do ciosu zadanego mi kilka dni temu przez reptiliana... Skoro jeden cios był dość silny to co dopiero przyjąć na siebie kilka takich ciosów w jedno miejsce...

Lekko? po 2:51 usypiam przed komputerem. O 3:26 obsiadają mnie z obu stron we śnie negatywne postacie (choć wyglądają na pozytywne) i zostaję 2x pocałowany przez demona w lewy policzek (mniej więcej podobne miejsce gdzie kilka dni temu kosmita bił mnie po twarzy) - co ciekawe po obudzeniu się poczułem chyba? jeszcze 3-ci pocałunek (specyficzny ucisk) - oczywiście to takie demoniczne pocałunki, które kradną Ci energię, ale i tak nie było tak źle w porównaniu z tymi kopniakami co wcześniej. Nawet się nie zorientowałem, że usnąłem. Po obudzeniu się czuję trwały ucisk tam gdzie byłem całowany. Jeszcze dodam, że we śnie ja to widzę jako pocałunki, ale co to dokładnie jest i co to robi to trudno powiedzieć. Na pewno jedną z opcji jest otworzenie mnie i okradnięcie z energii... ale czemu po przebudzeniu czuję tam ucisk? może obsmarowali mnie tam negatywną energią? albo to jakaś swojego rodzaju rana? albo zrobił się tam blok energetyczny? hmmm...

O 13:48 postanowiłem szybko pójść spać (gdyż ostatnio sporo zasypiam w nocy, a dużo mniej w dzień) ale już o 15:20 zostałem zaatakowany we śnie przez... reptilian! Po prostu pojawili się w moim śnie, a ich sama obecność spowodowała wystraszenie się mojej czakry oraz mojego serca. Ciekawe czemu zaczynają się pojawiać w formie gadów... może aby mnie lepiej wystraszyć? może podstępny kamuflaż "człowieka" im się znudził? a może to kolejny ich kamuflaż aby lepiej mnie straszyć? tak czy siak sądzę, że to ich prawdziwa natura... ale mogę się mylić... zobaczymy czy jeszcze coś przyszłość mi rozjaśni w tej kwestii... dodam jeszcze, że ogólnie miałem wrażenie jakby się oni teleportowali z jakiegoś miejsca wprost w mój sen... W sumie jeszcze gdy się położyłem zostałem postrzelony jakimś strzałem... wszedł przez nogę i uderzył w czakrę serca... no i co ja mam o tym myśleć? hmmm... może to jakiś dobry strzał? a może nie... tak czy siak jest nijak... problem ze spaniem mam spory... jakieś strzały, reptilianie, demoniczne pocałunki... powoli robi się to męczące... o ile "powoli" to dobre słowo.

12/13.02.2012 -> Około 00:05 idę na fotel... ale niestety w ciągu 10 minut zostałem dwukrotnie zaatakowany... 15? minut później kładę się do łóżka, ale o 1:48 zostaję zaatakowany we śnie... Właściwie nawet nie było widać specjalnie jakiegoś ataku. Byłem razem z opiekunem? w miejscu gdzie było kilka postaci... i nagle gdy jedna zaczęła się śmiać (odpowiadając mi na pytanie) moje serce zaczęło bardzo szybko bić i tym podobne objawy jak przy typowym ataku ech... Dodatkowo negatywne motywy przeszywały poprzedni sen... to się nie bierze z niczego.

Po 2:10 usypiam przed komputerem i było coś podchodzącego pod atak... chyba w tym przypadku nie da się tego rozpoznać, ale moim zdaniem był to jako taki atak - wydaje mi się, że nic mi się nie stało... nie zapamiętałem wszystkich objawów i odczuć podczas snu. Wydaje mi się również, że był przy mnie opiekun, ale nie jestem tego pewien na 100% - ale były pewne dobre postacie koło mnie, a ta "zła" była oddalone ode mnie o kilka metrów -> w pewnym momencie zaczęła się ona na mnie drzeć i mnie wybudziło (~3:42). Ogólnie jeszcze dzisiaj miałem (tylko wcześniej) np. gdy na chwilkę zamknąłem oczy to wręcz fizyczne odczucie dotyku nogi - takie jakie występuje przy atakach - więc domyślam się, że to coś kręci się po moim mieszkaniu. Ciężko jest też nie spać jak organizm sam wręcz usypia ciało.

13/14.02.2012 -> Około 20:00 wyłączam komputer i chyba idę spać? albo za jakiś czas idę spać? (nie pamiętam) -> tak czy siak wstaję o 4:38 i nie zauważyłem aby był jakiś atak.

14/15.02.2012 -> O 1:10 kładę się spać, ale od razu wpadam w negatywny sen i po chwili budzę się z szybko bijącym sercem :/ O 2:11 próbuję ponownie -> tym razem na fotelu siadam... ale już 10 minut później muszę uciekać z tego samego powodu.

Od około 12:30 do około 13:00 spałem - brak ataków.

O 13:50 kładę się spać, a o 17:00 wstaję - brak ataków.

15/16.02.2012 -> Około 7? kładę się spać... Wstaję około 8:33. Na samym końcu był atak we śnie: widziałem kogoś w kapturze, kto miał wziąć mojego małego kotka w ręce... ja mu go podałem... ale zauważyłem, że nie jest to człowiek tylko wielka reptiliańska jaszczurka... i nagle się zorientowałem, że to atak i że zaraz zmiażdży mojego kotka w swoich reptiliańskich łapach i nastąpi wystraszenie więc natychmiast uruchomiłem procedurę błyskawicznego wybudzania się i udało się! hehe! Nie ma to jak skuteczna ucieczka przed złym gadem :)

16/17.02.2012 -> Około 23:25 kładę się spać, a o 00:00 wstaję gdyż było coś podejrzanego w moim śnie... a raczej w stanie pomiędzy realem a snem - miałem wrażenie i czułem jakby jakiś promień czy coś takiego? (nie wiem co to było) dotykało mojej lewej strony szyi - wydawało mi się również, że ktoś kto to robił, był nade mną pochylony - nie widziałem go, ale miałem wrażenie (po pewnym czasie, a trwało to wszystko dość krótko), że był to jakiś kosmita, ale nie widoczny dla mojego wzroku)... tak czy siak dobrze, że mnie za chwilkę wybudziło. Po wstaniu odczuwam tam ucisk lub pewnego rodzaju dyskomfort.

Za jakąś godzinę? zamknąłem na chwilkę oczy i miałem wizję otworzonego oka, "galaktyk" itd... i po chwili przyglądania się temu usłyszałem silny dźwięk - miałem wrażenie jakby to był jeszcze jakiś strzał tego kosmity w moją szyję. Tak czy siak przykładam sobie kryształ w to miejsce, bo ewidentnie czuję, że coś mi się tam stało.

Między 5 a 7 poszedłem spać do pokoju obok... wstałem o 12:12... brak ataków.

Około 21:40 trochę sobie leżałem, ale musiałem wstać, bo prześladowały mnie uporczywe, negatywne myśli (było to połączone z niechcianą "głęboką wizualizacją" - coś jakby wpadanie w negatywny sen)... zauważyłem, że dużo częściej one występują gdy leżę niż jak siedzę... Oczywiście jak wstałem to wszystko nagle ustąpiło. Machanie nad głową rękami podczas tego ataku nic mi nie pomogło - choć czasem pomaga - różnie z tym bywa.

17/18.02.2012 -> Około 00:34-00:40 kładę się spać, a o 1:26 wstaję - chyba brak ataków, ale nie jestem tego pewien na 100%. Jakby coś to był przy mnie opiekun.

O 11:49 lub 12:33 poszedłem spać (w mniej więcej pozycji embrionalnej - z tego co wiem jest to najlepsza pozycja obronna, a pozycja na plecach [w jakiej śpię normalnie] najgorsza - ale niemniej jednak był czas, że jakoś nie zauważałem, aby to coś dawało, a sporo kombinowałem z różnymi pozycjami więc olałem se spanie w pozycjach "niewygodnych" - może teraz ponownie zacznę kombinować? sam nie wiem...) -> spałem do 13:20 - brak ataków.

O 15:18 poszedłem spać a o 17:41 wstaję - na samym końcu był atak we śnie :/

O 23:10 kładę się spać, a o 23:28 mam atak we śnie, przy którym tracę energię z 4 czakry (coś się na mnie położyło?), a jeszcze przed uśnięciem miałem pewną halucynację z otwartymi oczami - to świadczyło już o obecności tego byta - następnym razem będę pamiętać, aby się ewakuować gdy coś takiego zobaczę, a będę miał ochotę pójść spać. Jeszcze dodam, że to coś co się na mnie położyło chyba było całkiem sporych rozmiarów - tak mi się wydaje - humanoidalna, niewidzialna postać. Na dodatek możliwe, że był to jakiś kosmita... gdyż śnił mi się jakiś w śnie kilka chwil przed atakiem.

18/19.02.2012 -> Około 23:35? idę spać, a o 1:10 wstaję z powodu ataku... jeszcze po ataku lekko przysnąłem i czułem na swoich kolanach dotyk tego kogoś (ten byt był niewidzialny i chyba chciał na mnie się wdrapać?), ale na szczęście od razu się zorientowałem co się dzieje i się ewakuowałem.

Po 7:05 poszedłem spać... a o 8:28 zostałem zaatakowany przez tego samego byta - na szczęście nie czułem straty energii, bo się na czas wybudziłem -> na moje oko jest to raczej stwór humanoidalny... no ale na 100% pewien nie jestem gdyż jest niewidzialny... ale niemniej jednak w pewnym sensie jego kontury są leciutko wyczuwalne... ale tak leciutko... - ogólnie znowu czułem jak mi na kolanach siedział? Tak czy siak nie jest to miły "gość" i zdecydowanie mam go już dosyć.

Około 18:45? kładę się spać, a około 18:45 wstaję - brak ataków.

Około 18:57 kładę się spać, a o 21:00 obrywam we śnie :/

19/20.02.2012 -> Usypiam około 00:15 i wstaję 15 min. później... pod sam koniec miałem podejrzany sen, ale nie jestem pewien czy był to atak, gdyż zostałem z niego wybudzony (uff). Spałem w pozycji maksymalnie ochraniającej 4 czakrę - czyli brzuch dotykał ud - ale z drugiej strony nie jestem pewien czy pozycja ciała przy tak silnych atakach coś daje... może odrobinkę?

O 00:45 kładę się spać, a o 2:00 wstaję - był zły byt w moim śnie, ale nic mi nie zrobił, bo był przy mnie opiekun.

O 2:10 siadam na łóżku i opieram się o "ścianę" i za chwilkę zasypiam... mam sny itd... nie wiem czy wszystkie były czyste - wstaję o 3:00. Wciąż chce mi się mocno spać, ale może już jakoś wytrzymam.

O 6:10 położyłem się do łóżka... i po chwili poczułem coś dziwnego z prawej strony szyi... pewnego rodzaju niepokój... jakby coś chciało się przyłączyć do mojej głowy? a może ta postać była nade mną pochylona? trudno powiedzieć. Później na chwilkę zamknąłem oczy i praktycznie od razu poczułem ucisk na 3 czakrze i natychmiast wstałem. Jednym słowem to coś cały czas jest u mnie w pokoju i pójść sobie nie chce.

Po 9 kładę się spać, a o 11:40 wstaję z powodu ataku we śnie.

Około 22? poszedłem spać, a o 23:55 wstałem z powodu ataku we śnie.

20/21.02.2012 -> Około 1:30 siedziałem na fotelu, ale zacząłem wpadać w "negatywne sny", a gdy miałem otwarte oczy słyszałem jakieś "strzały" oraz doznawałem halucynacji więc musiałem się po chwilce siedzenia ewakuować.

Około 2:10? przysnąłem na łóżku w pozycji "blokującej" fizyczne dojście do przednich czakr (pozycja żółwia) ale to nic nie dało -> we śnie ujrzałem dwóch dresiarzy, którzy jak magnes mnie przyciągali i nagle znalazłem się w stanie pomiędzy realem a snem i czuję jak ten byt chciał? dostać się do mojej tylniej? 4 czakry -> tak czy siak przez chwilę się z nim siłowałem mentalnie, ale nie dałem rady... :/ Po obudzeniu się czuję ucisk na plecach tam gdzie byłem atakowany :/ Oczywiście straciłem również trochę energii z przedniej czakry.

O 2:35 gdy siedziałem sobie na krześle przed komputerem i lekko pochyliłem się ze zmęczenia do przodu to nagle w wyobraźni zobaczyłem jakby mi ktoś wbijał nóż w policzek i co ciekawe po ocknięciu się czuję tam ucisk :/ -> można zwariować od tych doświadczeń :/ Moi opiekunowie chyba dzisiaj zrobili sobie wolne :/

Za jakiś czas, gdy siedziałem przed komputerem, miałem otwarte oczy i byłem lekko rozluźniony (ale tylko lekko) to poczułem jakby ta istota dotykała mojej nogi - specyficzne uczucie dotyku i mrowienia (takie samo jakie występuje ostatnio podczas ataków).

Około 6:15? położyłem się na łóżku, ale bez intencji spania czy zamykania oczu... po pewnym czasie takiego leżenia o 6:23 poczułem i w pewnym sensie zobaczyłem jak nade mną, lekko z lewej strony, wzdłuż mojego ciała przeleciała jakby niewidzialna energia wielkości i o kształcie piłki futbolowej - niestety, ale lekko mimowolnie się na czakrze wystraszyłem (po to to właśnie było - cokolwiek to było) -> oczywiście od razu wstałem -> widzę, że nawet na chwilę poleżeć mi nie dają... no cóż... to będę siedzieć przed komputerem w takim razie...

21/22.02.2012 -> Około 19:30 idę na fotel "spać", a o 2:45 wstaję - chyba brak ataków? Przed zaśnięciem ćwiczyłem trochę spontaniczne tai chi więc może to mi tak pomogło?

Około 4? usnąłem przed komputerem, a około 5:20 się obudziłem - brak ataków.

22/23.02.2012 -> Po 22 (ale nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 1:15 obrywam we śnie :/

O 3:12 lekko odpłynąłem siedząc na fotelu i po chwili poczułem dotyk (połączony z wibracjami) na lewej ręce... hmm... lepiej zmienię miejsce siedzenia ;) -> jeszcze dodam, że przed tym "dotykiem" czułem coś "dziwnego" z prawej strony szyi... jakby jakaś energie czy coś takiego? chciało ją zaatakować? to już nie pierwszy raz gdy mam tego typu doznania... jakby coś wchodziło w moją aurę... jakby jakaś kula? sam nie wiem jak to opisać... Jest np. teraz 3:45 i również mam to odczucie... ono się czasem zdarza... może to ten byt mnie zaczepia? albo już coś cuduję? ale myślę, że coś jest na rzeczy... z nikąd się to odczucie nie bierze, a jest dość mocno odczuwalne.

Po 6 położyłem się na łóżku i przez cały czas czułem z prawej strony koło siebie tą jakby "kulę" która wywierała? presję na moją aurę. Co jakiś czas, gdy się rozluźniałem, czułem jakby to coś chciało mnie zaatakować... w końcu o 6:41 na chwilę mi się przysnęło i od razu dostałem cios w 4 czakrę - miałem bodajże również uczucie jakby właśnie w tym momencie ta kula się lekko przemieściła bliżej 4 czakry, ale nie jestem tego pewien - tak czy siak było niepożądane odczucie na czakrze gdy zamknąłem oczy i się rozluźniłem (po wstaniu jest odczucie ucisku itp). Tak czy siak muszę być w przyszłości czujniejszy - zwrócę na tą "kulę" znacznie większą uwagę. Staram się powoli eliminować wszelkie "błędy" jakie mogę popełnić w mojej obronie. Nie chce dawać mu możliwości bicia mnie.

Jest 7:14 i już od dobrych kilku minut nie czuję tej "kuli" z prawej strony... może zrobiła swoje i sobie poszła? hmm....

Jest 20:03 i bardzo mocno czuję tą "kulkę" która mnie naciska z prawej strony szyi... wrrr... muszę coś z tym zrobić...

Jest 20:24 -> trochę poćwiczyłem tai chi i lekko pomogło?... chociaż w sumie nie jestem przekonany, że to coś "ustąpiło"... wydaje mi się, że wciąż jednak tutaj jest, ale może na chwilkę się "cofnęło"... hmm... tak czy siak zaraz poćwiczę jeszcze tai chi + pozawijam się w kokon ochronny... a swoją drogą to Wiesia kiedyś gdy robiła mi healing to wspominała, że mam właśnie w tamtym miejscu coś negatywnego w kolorze ciemnej zieleni (to była tylko jednorazowa taka uwaga... przy następnym healingu już tego nie było - a byty o takim kolorze są bardzo negatywne). Wydaje mi się, że to właśnie może być ten ktoś kto mi teraz dokucza. Nie wiem czemu sobie upodobał to konkretne miejsce... może ma tam z jakiegoś powodu ułatwiony dostęp do mnie? Dzisiaj np. rano gdy sobie leżakowałem na łóżku to też to coś się do mnie przyczepiło... musiałem odganiać się od tego rękami... ok idę poćwiczyć tai chi...

Dodam jeszcze, że często jak na fotelu siadam to zaraz czuję to coś co się do mnie przylepia... ogólnie nie pisałem chyba zbyt dużo na ten temat ale dobrze, że w końcu mocno do mnie dotarło, że jestem przez to coś atakowany.

Po 20:47 idę na fotel i usypiam, a o 22:15 wstaję - brak ataków? -> po wstaniu przez chwilę nie odczuwałem tego byta koło siebie, ale już po kilku minutach powrócił... i znowu mam odczucie jest jakby ktoś chuchał mi zimnym powietrzem w szyję + nieprzyjemne uczucie obecności czegoś... i fizyczne odruchu jakby bronienia się ciała przed dotykaniem niewidzialnej siły... tak czy siak mam już pewność, że to mój wróg. Jak na razie staram się wzmocnić tą atakowaną część poprzez zsyłanie tam dodatkowej energii i staram się odciąć rękami wszelkie jego próby nacierania na mnie. Zauważyłem, że kładzenie ręki na szyi, gdzie dłoń jest skierowana w stronę tego byta trochę mnie uspokaja... ale wciąż nie eliminuje problemu. Staram się również mantrować z intencją aby moje słowa przeniknęły w wymiar, w którym znajduje się ten byt oraz oczywiście uruchamiam modlitwę w ruch.

23/24.02.2012 -> O 23:42 idę na fotel i usypiam, a o 00:42 zostaję zaatakowany we śnie i wystraszony (ucierpiała lekko energia w okolicy 3 czakry).

O 3:32 moja 4 czakra została zaatakowana gdy drzemkałem na fotelu.

O 3:45 znowu zostałem zaatakowany... przysnęło mi się i nagle poczułem bardzo silne wibracje na całym ciele, a dodatkowo trzęsło moim ciałem jakby z zimna (w sumie było to aż 2x)... to konkretne odczucie spowodowane jest jakimś przyłączeniem się tego byta pode mnie czy coś takiego? nie wiem dokładnie co on mi robi ale wiem, że jest to dla mnie niekorzystne. Dodam jeszcze, że chwilę później gdy sobie siedziałem przed komputerem usłyszałem w głowie? dźwięk jaki wydaje kruk... raczej mi się to dobrze nie kojarzy... mignął mi również przed oczami obraz negatywnego kosmity... Ogólnie czuję spory ubytek energii na mojej czakrze... kładę na nią rękę, aby doładować ją energią... Testuję również przykładanie dużego kryształu górskiego w miejsce gdzie ten byt się do mnie dobiera... wydaje się, że lekko coś pomaga? ale aby to dokładnie stwierdzić potrzebuję więcej testów... choć wolałbym już, aby ten byt mnie zostawił w spokoju ;) Dzisiaj była raczej kiepska dla mnie "noc".

Jeszcze przed 7 zasnąłem... i o 6:59 zostałem zaatakowany we śnie... na szczęście nic specjalnego mi się nie stało... obecnie ciągle czuję tego byta koło siebie tam nad prawym ramieniem. Tak czy siak zapaliłem tybetańskie kadzidełko... trochę nadymię... może się odczepi.

Jest 7:42... kadzidełko prawie się już wypaliło... wydaje mi się, że tego byta chwilowo przy mnie nie ma... oby nie wracał już więcej ;)

7:53 -> zapaliłem drugie kadzidełko... niech się dymi... ;)

Po 8:26 kładę się i usypiam... o 11:28 obrywam we śnie.. a chwilkę później czuję dotyk tego byta na moich nogach -> wstaję.

Jest przed 17 a już wyczuwam tego byta koło mnie... hmmm... chyba mnie lubi.

17:03 -> czas zapalić kadzidełko... może coś pomoże... co kilka chwil czuję taki powiew zimnego powietrza w szyję itd...

Około 18:30 usnąłem -> o 19:50 zostałem zaatakowany we śnie -> wciąż czuję tego byta koło siebie...

22:21... że temu bytowi się nie znudzi moja obecność... słuchamy sobie razem piosenek "religijnych"... chyba mu one nie przeszkadzają ;)

24/25.02.2012 -> O 22:27 idę na fotel i zasypiam, a o 1:02 wstaję z powodu ataku we śnie, w którym udaje mi się obronić i chyba bez szwanku wybudzić. Przez cały czas leciała piosenka "maranatha"... może mi pomogła ;)

O 2:16 kładę się do łóżka... a o 2:44 wstaję z powodu ataku we śnie... na szczęście nic mi się chyba nie stało. We śnie czułem dotyk tej istoty... a gdy się obudziłem czułem go przez chwilę na ciele... zanim się nie ocknąłem do końca z pewnego "marazmu" w jakim po przebudzeniu się jeszcze znajdowałem.

Około 9:30? poszedłem do łóżka... wstałem około 12:35 z powodu ataku we śnie...

Po 13:27 kładę się spać... a i 16:15 wstaję z powodu ataku we śnie.

Czasem nie czuję koło siebie tego byta, a czasem ewidentnie się koło mnie znajduje. O 21:55 zapaliłem kadzidełko, bo jego obecność zaczyna mnie "denerwować" w pewnym sensie, ale już się nauczyłem, że wygonić go z domu nie jest wcale łatwo... nie wiem czemu wzywanie opiekunów nie pomaga... może mają rozkaz z góry, aby mi nie pomagać dopóki nie będzie to absolutnie konieczne? a może ten byt jest dla nich zbyt silny? sam nie wiem...

25/26.02.2012 -> Około 6:15? zasnąłem na siedząco na łóżku oparty o ścianę... a o 6:20 zostałem zaatakowany przez kota astralnego (w sumie były dwa koty koło siebie, ale ten drugi mnie chyba? nie zaatakował). Tak czy siak jeden atakujący kot mi wystarczy... ogólnie lubię koty, ale tych wyjątkowo jakoś nie ;) Mam wrażenie jakbym na nogach miał rany z powodu tego ataku (rany na jednym z ciał energetycznych). Atak takich kotów przeważnie wygląda tak samo... czyli na siłę próbują się dostać w okolicę 4 czakry, a następnie jak już tam są to strasznie "wierzgają"... jak ktoś podczas silnych epilepsji. To wierzganie ma właśnie za zadanie "otworzyć" czakrę i wytrącić z niej energię - to taki atak siłowy.

Po 7:41 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać -> o 10:00 zostałem zaatakowany we śnie.

Około 19:50? mój mózg się w pewnym sensie wyłączał i nie działał jak trzeba... nie wiem czy to wina zmęczenia czy jakiejś hipnozy, ale nie byłem w stanie tego opanować... tak czy siak około 19:52 moja głowa pacła na burko komputerowe... nie było to przyjemne, aż z pokoju obok pytanie dostałem co się stało... po obudzeniu się okazało się, że "dziwne" zmęczenie jakie odczuwałem przed 19:50 zniknęło.

Około 22:45 kładę się spać, a około 23:25 zostaję zaatakowany przez astralnego kota we śnie (jak zwykle uczepił się klatki piersiowej)... na szczęście jakoś udało mi się go przekazać opiekunowi. Następnie jeszcze przez chwilę śniłem i widziałem negatywne postacie i po chwili wstałem.

26/27.02.2012 -> Jakiś czas później poszedłem na fotel, a o 1:15 zostałem zaatakowany we śnie.

O 1:31 idę spać do łóżka... a o około 3:32 wstaję z powodu możliwości potencjalnego? ataku we śnie (nie jestem pewien czy zostałem zaatakowany czy tylko widziałem te byty czające się na moją osobę).

Jest 6:19 i od czasu do czasu jak przysypiam lekko na krześle to mam "negatywne myśli" (wiadomo o co chodzi) ale jakoś sobie z nimi radzę -> szybko je przerywam itd.

Lekko po 7:02 poszedłem spać (chyba nie robiłem przerw w spaniu?). Wstałem o 12:44 -> brak ataków.

27/28.02.2012 -> Od 1:01 do 1:27 oraz od 1:33 do 4:55 zasypiam na biurku przed komputerem -> brak ataków?

28/29.02.2012 -> O 23:42 idę na fotel, a o 2:10 zostaję nagle wybudzony (czyżby interwencja sił wyższych?) z powodu mocno podejrzanej sytuacji we śnie, która mogła potencjalnie bardzo szybko przemienić się w atak, o ile to już nie był atak.

O 2:52 kładę się spać, a przed 4:50 zostałem zaatakowany we śnie przez jakąś postać, która chciała mnie obić pięściami, ale od razu ktoś przyszedł mi na pomoc.. niemniej jednak nie zdołał jej ode mnie odsunąć i ostatecznie zostałem obity (starałem się blokować ciosy) -> jakoś udało mi się w końcu uciec od tej postaci... niestety nie zostałem wybudzony ze snu... po chwili trafiłem do kogoś kto wyglądał jak Rockefeller, a ja zacząłem mówić o zmiennokształtnych itd... i nie było to dokładnie skrystalizowane, ale to coś co siedziało przede mną mnie w pewien sposób biło, ale nie było to widoczne tak jakbym sobie tego życzył (postać była jakby w transie i pokazywała lekko coś palcem). Po tym ataku mnie wybudziło i nie czuję się najlepiej. Mam wrażenie, że był to jakiś reptilian... z pewnością stwór "nie z naszego świata". Dodam jeszcze, że wydaje mi się, że opiekunowie mają ciężki orzech do zgryzienia przy tych co mnie atakują.

Muszę doładować swoją 4 czakrę... ewidentnie tego potrzebuje... zresztą ogólnie czuję się jakiś taki "obity" w okolicach czakry serca.

Lekko? po 10:14 idę spać, a o 13:25 wstaję - brak ataków?

Od około 20:00 do około 20:30 sobie leżałem / drzemkałem - nic mi się nie stało.

cdn...

Dobry Samarytanin