NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2012 - KWIECIEŃ
(CZĘŚĆ 4)
LINK! DO CZĘŚCI 3
LINK! DO CZĘŚCI 5

31.03.2012/01.04.2012 -> O (lub po) 1:51 zasypiam, a o 2:23 mam atak we śnie. Uciekałem i stawiałem opór mojemu przeciwnikowi - wybudzony zostałem podczas obrony... jako tako nic mi się takiego nie stało.

O 2:33 zasypiam na łóżku, a o 3:40 wstaję - miałem bodajże na końcu jakiś atak? we śnie, ale nie jestem pewien, ale chyba tak?

O 3:44 idę spać do łóżka, a o 5:28 wstaję - brak ataków?

Po 5:32 poszedłem na fotel, a o 8:50 wstałem - brak ataków?

Po? 9:31 do około 11:30 spałem na fotelu - brak ataków.

01/02.04.2012 -> O 3:01 poszedłem na fotel i za jakieś kilka? minut usnąłem. O 3:15 miałem atak we śnie. Zostałem trochę wystraszony... ale nie tak bardzo... moje serce po wstaniu lekko szybciej bije itd. Ogólnie czuć, że ktoś jest w moim pokoju... Zresztą przed zaśnięciem usłyszałem w głowie "głośną myśl" i to już był dla mnie sygnał, że ktoś się pode mnie podłącza... -> następnym razem muszę od razu się ewakuować, a nie iść spać... ale gdy chce się spać to nie zawsze słucha się "sygnałów" jakie możemy dostrzec, aby uniknąć ataku... zresztą i tak kiedyś będzie trzeba usnąć... jak nie teraz to za kilka godzin... wtedy może nie być żadnego "sygnału ostrzegawczego" przed zamknięciem oczu, a i tak możemy oberwać... hmm... że im się chce mnie tak atakować... widocznie nie mają lepszych zajęć niż "zabawa" ze mną...

Po 3:57 usiałem na fotelu i za chwilkę usnąłem... -> wstałem o 5:48 i pod sam koniec (w stanie pomiędzy realem a snem) coś niewidzialnego po mnie łaziło (odczuwalny dotyk itd.), ale natychmiast gdy to poczułem zacząłem się na siłę wybudzać i się udało - nic mi się nie stało.

Po 11 poszedłem spać, a o 15:48 wstaję - brak ataków.

Po 17:43? (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a o 19:35 wstałem - brak ataków... następnie za jakiś czas (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać ponownie i spałem do 20:47 i na samym końcu miałem próbę wystraszenia mnie we śnie, ale nie udała im się ta "sztuka".

02/03.04.2012 -> O 6:09 zamknąłem na chwilkę oczy i od razu przed nimi zauważyłem jak jakaś postać uderza końcem kija prosto w moją twarz... na szczęście tuż przed samym "dotarciem kija do celu" otworzyłem oczy i nic mi się nie stało, ale uważam, że bardzo mało brakowało.

O 21:54? idę na fotel i zasypiam... a o 23:54 wstaję z powodu ataku... nieźle moje serce zostało nastraszone :/ Mówiąc szczerze mam wrażenie, że to jakieś "jaszczurki" mi to zrobiły :/

03/04.04.2012 -> O 2:22 idę na fotel, a o 4:02 mnie wybudziło z powodu walki jaką prowadziłem z jakimiś "demonami" (ogromne pająki itp.) w piekle? Szło mi w sumie całkiem, całkiem i pewnie dlatego zostałem "wybudzony". Nie jestem pewien na 100% czy był to atak, ale faktem jest, że same "potwory" jakie w nim były były dość "przerażające" i wzbudzające strach.

Około 7 byłem w pokoju obok i najpierw leżałem na łóżku, ale szybko usiadłem z powodu, iż mocno chciało mi się spać... gdy siedziałem oczy wciąż mi się same zamykały. Około 7:18 wpadłem w sen, w którym zobaczyłem jak jakaś strzykawka 2x wbija mi się w dziąsło (nie jestem pewien czy wkłucie było w dwóch miejscach czy w jednym 2x) i coś wstrzykuje (tak jak wygląda to u dentysty przy znieczuleniu) - ogólnie nie czułem wbicia igły, ale po przebudzeniu czuję ucisk w tamtym miejscu i to ewidentny (lewa strona) -> tak czy siak mimowolnie się wystraszyłem gdy to się działo... -> jak ja nie lubię "snów" ze strzykawkami :/

PS. Ogólnie dosyć mocno chce mi się spać... jeszcze chwilkę później siadłem na "sekundę" na fotelu i jeszcze dodatkowo oberwałem w czakrę... ogólnie miałem wrażenie jakby "kulka", która jest w środku głowy (moja dusza?, świadomość?) uniosła się lekko ponad głowę? i właśnie wtedy oberwałem strzała w czakrę... jakoś tak to zaobserwowałem?

PS2. Lepiej przyłożę sobie kryształ górski do tego dziąsła :/

Około 8:45 zrobiłem sobie healing, aby oczyścić negatywne energie jakie zostały tam wstrzyknięte... po healingu wciąż czuję tam ucisk (chyba bardziej punktowy niż "rozległy"), ale sądzę, że jak na moje możliwości to zrobiłem tyle na ile było mnie mnie stać, aby uleczyć to miejsce. Po skończonym healingu poprosiłem moich opiekunów itd., aby zrobili to o czym ja zapomniałem lub czego nie zrobiłem, a powinno być zrobione.

Po 19:30 (nie wiem dokładnie o której) kładę się spać, a o 21:24 zostaję zaatakowany we śnie... moja czakra oberwała :/

04/05.04.2012 -> Jest 1:16 a ja czuję ewidentny i silny ucisk w miejscu gdzie miałem zrobiony zastrzyk :|

Po 6 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać w pokoju obok. Miałem atak we śnie o 8:25... demon był ewidentnie wściekły.  Odpychałem jego łapy i bardzo skutecznie mi to szło. Wybudziłem się beż żadnej straty energii czy czegoś takiego... jedynie serce mi szybciej biło, ale to nic. Nie było nawet żadnego strzału w czakrę! :)

O 9:55 poczułem jak coś się ode mnie odczepiło (a czułem wcześniej, że mój "mózg?" jest atakowany?)... nagle moje myśli stały się znacznie bardziej spokojne i żadne "atakujące mnie" myślokszałty już nie nachodziły mojej głowy tak jak działo się jeszcze przed chwilą...

PS. wciąż czuję ucisk w lewym policzku :|

Po 13:53 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a wstałem dopiero o 19:48 - brak ataków.

Około 22:30 się położyłem... a o 22:50 miałem sen, w którym zabijałem trzy osoby nożem... nie wiem czy to był atak, ale w tym śnie byłem postawiony w sytuacji stresującej gdzie musiałem się mocno spieszyć z wykonaniem zadania... Po wstaniu moje serce trochę szybciej biło... Ciekawe czemu nie mogę mieć normalnych snów tylko wszędzie ten negatywizm przez nie przenika ;-) Nie jestem pewien czy był to atak... nie chce też wszystkiego pod atak podciągać, ale trochę brakuje mi "normalnych" snów...

05/06.04.2012 -> Około 1:45 położyłem się na łóżku... około 1:50 na "sekundę" przymknąłem oczy i od razu zobaczyłem jak jakiś "kamień"? (albo coś podobnego) leci bardzo szybko w moim kierunku i gdy we mnie "uderzył" poczułem takie specyficzne odczucie na 4 czakrze jak przy ataku, ale niezbyt mocne, ale jednak było hmmm... że tym istotom się tak chce mnie pilnować na każdym kroku...

PS. Co jakiś czas czuję jakby ukłucie w lewym dziąśle (w miejscu wkłucia igły)... możliwe, że jest to jakiś objaw leczenia tego miejsca?

Po 12:07 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a o 15:47 wstałem - brak ataków.

Od około 22:20 do 22:42 trochę drzemkałem na fotelu i było ok ;)

06/07.04.2012 -> O 4:31 idę na fotel... zasypiam po pewnej chwili ale już o 4:46 zostaję zaatakowany (ugryziony?) i wystraszony we śnie przez jakiegoś potwora :/ Muszę się trochę doładować po tym ataku :/

Około 5:48 na chwilkę się położyłem, a jakieś 2 minuty później zostałem zaatakowany... i to nawet nie było we śnie... tylko w stanie mocniejszego rozluźnienia... ech...

Po 6 poszedłem spać do pokoju obok.... zostałem zaatakowany jakiś czas później (we śnie) oraz o 7:23... z minutę później wstałem.

Po 15:55 (nie wiem dokładnie o której) poszedłem spać, a o 19:23 wstałem - brak ataków.

07/08.04.2012 -> O 00:12 kładę się spać, a o 00:47 wstaję... brak ataków.

O 1:34 poszedłem na fotel, a o 3:00 wstaję - brak ataków.

Od 4:22 do 4:58 byłem na fotelu - brak ataków?

O 6:00 ponownie poszedłem na fotel i miałem 2 ataki we śnie (~6:04 i ~6:15). Każdy sen miał za zadanie wystraszenie mnie (ale jeszcze wtedy nie byłem pewien czy na pewno są to ataki). Później położyłem się na łóżku i miałem jeszcze 2 wystraszenia we śnie... w ostatnim śnie zaatakował mnie wciekły kot (6:35). Ogólnie po każdy takim ataku moje serce szybciej biło. Na początku te sny wydawały mi się takie niepozorne... dlatego kontynuowałem próbę spania... co było błędem z mojej strony. Dopiero trzeci sen dał mi mocniej do myślenia, że raczej są to ataki, ale chciałem się upewnić że mam rację i ostatni sen już mnie w tym utwierdził w 100%. Z jednej strony kontynuowałem spanie i przez to obrywałem, ale z drugiej strony zdobyłem pewną wiedzę, która powinna mi się przydać w najbliższej przyszłości... chociaż w sumie chyba szybciej powinienem się zorientować co się dzieje... hmmm... te pierwsze dwa sny nie były dla mnie tak oczywiste jak te dwa kolejne... hmm... teraz wiem jeszcze lepiej na co mam zwracać uwagę... przede wszystkim gdy wali nam serce tuż po obudzeniu się to możemy być raczej pewni, że mógł być to atak... no i jakiekolwiek sny w których odczuwamy strach lub jesteśmy w jakiś sposób wystraszani. Jak zwykle mam trochę pretensje do siebie, że nie zareagowałem "ewakuacją" wcześniej, no ale jakoś tak nie rozpoznałem zbyt szybko tych "snów"... chociaż z drugiej strony chciałem się też upewnić czy aby na pewno są to ataki, czy może zwykłe sny więc kontynuowanie spania też trochę tym było pokierowane. Ogólnie czasem zapominam, że walczę z bardzo szczwanym przeciwnikiem.

Możliwe, że był jeszcze jakiś atak którego nie spisałem, ale nie jestem tego pewien... Tak czy siak muszę się trochę zregenerować... i doładować energią...

O 22:47 idę na fotel, a o 23:20 zostaję zaatakowany we śnie - tym razem się nie nabrałem po pobudce, że był to tylko zwykły sen! Zresztą ten sen był bardziej oczywisty niż te początkowe sny dzisiaj nad ranem. Podszycie się pod mojego niepełnosprawnego kolegę było całkiem ciekawym pomysłem. Demon dość szybko znalazł się blisko mnie (okolice 4 czakry)  , następnie wzbudził we mnie współczucie i chęć pomocy. Gdy to nastąpiło "otworzyłem się" (czakrę) i demon od razu mógł nachapać się energii z niej. Tak samo jak są ataki gdzie trzymam kota tak samo trzymałem mojego kolegę (w sensie bliskości 4 czakry) i po chwili nastąpiło wybudzenie ze stratą energii. Schemat jest ten sam... ważne aby być blisko 4 czakry (najlepiej jej dotykać [bycie na moich rękach lub w moich objęciach]) i należy następnie wzbudzić jakieś "wysoko wibracyjne" uczucie lub jak czasem dzieje się to przy ataku z kotem po prostu zacząć siłowo atakować czakrę (silne wiercenie się kota przy samej czakrze). "Jednym" słowem demonie zostałeś "rozpracowany". Twoje metody działania są znane i przedstawione publicznie! :)

O 22:47 kładę się spać, a o 23:40 wstaję gdyż wyczuwałem, że jak tego nie zrobi to niebawem nastąpi atak.

08/09.04.2012 -> O 23:43? idę na fotel... zasypiam, budzę się - brak ataków. Po chwili ponownie to samo -> budzę się o 3:59.

O 4:47 idę na fotel, a o 5:21 wstaję z powodu ataku we śnie.

Po 6:28 usiałem na fotelu w pokoju obok i usnąłem. Wstałem dopiero o 8:29 z powodu ataku we śnie?

Po 11:27 położyłem się na łóżku... trochę leżałem, trochę drzemkałem... prawdopodobnie były pewne drobne ataki i to w sporej ilości... o 14:25 wstałem. Czasem ataki są bardzo niepozorne... tak jak było to prawdopodobnie w tym przypadku... chociaż w sumie nawet teraz nie jestem pewien czy były to ataki czy jednak było to coś innego... Tyle lat tego doświadczam, a wciąż nie mogę się przyzwyczaić do pewnego rodzaju bezduszności tego "zjawiska". Oczywiście, że jak coś mi się dzieje podejrzanego to muszę się od razu ewakuować tylko gorzej jak człowiekowi chce się spać, a mi się prawie non stop chce spać ;) ale muszę się ogarnąć i wstawać od razu jak będzie się coś podejrzanego działo... nawet jeżeli będzie mała szansa, że jest to atak... tylko, że w praktyce często chęć spania bierze górę nad powinnością ucieczki hmmm...

W sumie tak na prawdę to już mam trochę po dziurki w nosie całych tych ataków i zastanawiania się czy jestem już atakowany czy jeszcze nie... oraz obserwacją wszelkich doznań świadczących o ewentualnym ataku... jeszcze muszę chwilkę wytrzymać... to już końcówka... muszę się skupić i być czujny... bo nigdy nie wiadomo jak się taki atak dla mnie skończy... a jak wiemy różnie bywało... muszę się postarać ograniczyć do minimum te ataki... a jak się skończą to sobie odeśpię wszystkie te nieprzespane lata ;)

09/10.04.2012 -> Po 11:41 kładę się spać, a o 14:25? wstaję - brak ataków.

Około 22:51 kładę się na łóżku, a o 23:10 coś mnie lekko wystraszyło? a po otworzeniu oczu spojrzałem w prawo i zobaczyłem patrzącego na mnie z bliskiej odległości czarnego kota (negatywny?) i się dodatkowo przestraszyłem po czym od razu ten kot zniknął.

10/11.04.2012 -> 23:20 idę na fotel, a o 2:46 wstałem z powodu ataku we śnie.

O 4:11 idę na fotel, o 4:57 wstaję z powodu ataku we śnie.

O 5:46 kładę się do łóżka, a o 9:30 wstaję z powodu ataku we śnie (jakimś kijem zostałem obity).

11/12.04.2012 -> O 00:26 kładę się na łóżku i po pewnym czasie zasypiam... o 2:53 się budzę - brak ataków.

O 3:18 ponownie kładę się do łóżka, a o 4:05 mnie wybudziło ze snu... i całe szczęście, bo miałem być za chwilkę atakowany ufff.

12/13.04.2012 -> O 22:57 idę na fotel, a o 3:45 wstaję - brak ataków.

O 4:34 kładę się na łóżku, a o 4:51 wstaję - był na końcu atak we śnie (skierowany na 4 czakrę)..

O 4:56 idę na fotel, a o 5:54 miałem atak, ale nic takiego mi się nie stało... ten atak wcześniejszy był dla mnie gorszy ;)

Po 6 (6:30?) poszedłem spać i wstałem o 8:27 - brak ataków.

Około 10:30? położyłem się na łóżku i powoli zasypiałem z kotkiem... około 10:50 miałem w wyobraźni pokazane jak napina się gumowa lina... coraz to mocniej i mocniej i zaraz miała strzelić, bo była napięta do granic możliwości, a była ona dość gruba i konsekwencje strzału takiej liny mogłyby być "dla mnie" niemiłe (jakby działo się to w realu)... i poczułem pewnego rodzaju strach, że zaraz ona pęknie itd... Myślę, że celowo w mojej wyobraźni guma nie pękła... chodzi o potęgowanie strachu przed "pęknięciem" (konsekwencjami strzału)... chociaż nie wiem czy by nie pękła jakbym kontynuował "spanie" -> uczucie strachu zaczęło we mnie narastać, ale akurat wtedy kot zszedł z łóżka i się "ocknąłem"... otworzyłem oczy i nic mi się nie stało. W sumie to już nie pierwszy raz gdy kot mnie "budzi" z tego typu sytuacji... może nie było ich zbyt dużo, ale już kilka było... czasem się poruszy, a czasem miauknie... różnie bywa... ale czasem robi to dokładnie wtedy gdy powinien, aby mnie uratować od konsekwencji ataku.

13/14.04.2012 -> Po 4 (nie wiem dokładnie o której) usnąłem na fotelu. Obudziłem się o 5:45 - brak ataków.

O 5:55 położyłem się do łóżka w pokoju obok i po chwili usnąłem. O 10:18 wstałem - brak ataków.

O 11:17 kładę się spać, a o 14:48 wstaję z powodu ataku we śnie. Byłem silnie tarty "demoniczną" ręką i w tle widziałem jakby coś się wgrywało - mam nadzieję, że nie wgrywali we mnie jakiś negatywnych programów, ale nie mniej jednak nie jest to wykluczone, że właśnie tak było - tak czy siak po wstaniu czuję ewidentny ucisk w miejscu gdzie byłem "mocno tarty". Po wstaniu przykładałem tam kryształ i modliłem się o usunięcie wszelkich negatywnych programów jakie ewentualnie były mi wgrane oraz wszelkich negatywnych skutków tego ataku.

Jest 23:37 a ja wciąż bardzo dobrze odczuwam skutki ostatniego ataku (bardzo wyraźny ucisk na ciele).

14/15.04.2012 -> O 4:28 kładę się spać, a o 5:03 wstaję -> gdy otworzyłem oczy widziałem "negatywną" halucynację (atak), ale szybko się odwróciłem i zacząłem mantrować słowo "Bóg" i po problemie. Nawet się leciutko, mimowolnie wystraszyłem, ale to pikuś.

O 5:29 ponownie idę spać (tym razem fotel), a o 9:26 wstaję - brak ataków.

15/16.04.2012 -> O 04:37 idę na fotel, ale nie za bardzo miałem ochotę zamykać oczy i gdy to robiłem to jakoś tak odruchowo od razu je otwierałem i tak w kółko...-> gdy już zamknąłem je do końca to wszedłem w głębszy stan relaksu i o 04:58 musiałem wstać z powodu ataku (w stanie pomiędzy realem, a snem) jakiegoś wściekłego, czarnego psa? który mnie zaczął odczuwalnie gryźć (nie było to miłe). Ten atak spowodował również, że po wstaniu odczuwam pewne skutki ataku na 4 czakrze - nie wiem co dokładnie się tam stało, ale w końcu w atakach chodzi o to, aby dostać się do czakry to przy okazji szarpania mnie swoimi zębami i moja 4 czakra jakoś zareagowała na tą całą sytuację.

Około 5:30 kładę się spać, a o 8:25 wstaję - brak ataków.

O 20:10 idę na fotel, a o 22:51 wstaję - brak ataków.

16/17.04.2012 -> O 2:34 położyłem się na łóżku i leżałem z otwartymi oczami, a o 2:56, gdy mój umysł był już dość mocno zrelaksowany zostałem zaatakowany (bijące serce itd). Zresztą przed samym atakiem "przelatywały" mi przez głowę "głośne myśli"... co mi już wyraźnie sugerowało atak. Możliwe, że byłem poddany pewnej hipnozie (ale nie jest to pewne - może po prostu było to mocne zmęczenie) co spowodowało moją ignorancję w stosunku do "głośnych myśli".

Z dawnych czasów wiem, że gdy człowiek jest poddany hipnozie to ma dużo mniejszą wolę walki czy też ucieczki przed atakiem - te byty stosują czasem właśnie taki środek znieczulający, aby człowiek przyjął bierną postawę.

Ciekawe jest to, że jak siedzę przed komputerem to wszystko jest ok... ale jak tylko się położę to tym bytom z jakiegoś powodu jest znacznie łatwiej mnie atakować i wprowadzać w hipnotyczne stany.

Tyle lat już doświadczam tych ataków, ale wciąż trudno jest mi się przyzwyczaić do postępowania tych istot, które z pełną premedytacją i świadomością działają, aby zrobić mi "kuku" - to jest takie nieludzkie... (pomijając już fakt, że te istoty nie są ludźmi).

Około 7:30 już nie byłem w stanie zapanować nad "nie zaśnięciem" i usiadłem na fotelu i w końcu straciłem świadomość i to trwało bardzo krótko (z 1-2 sekundy) i poczułem jakby jakiś wybuch w głowie? Nie odczułem aby było to złe i nie wiem czy to w ogóle miało coś wspólnego z atakiem, ale po tym doświadczeniu od razu poczułem się mniej senny niż było to jeszcze kilka sekund wcześniej. Jakieś cuda na kiju się dzieją - może właśnie tego "wybuchu" potrzebował mój umysł, aby się w pewnym sensie błyskawicznie "zregenerować"? (to tylko hipoteza).

Po 7:42 poszedłem do pokoju obok i się położyłem - za jakiś czas usnąłem -> wstałem dopiero o 14:15 - brak ataków.

17/18.04.2012 -> Po 20:58 kładę się spać, a o 5:54 wstaje - brak ataków.

Około 8:45? położyłem się do łóżka... po pewnym czasie na chwilkę usnąłem, a o 8:59 wstałem - brak ataków.

18/19.04.2012 -> O 19:48 kładę się spać, a o 1:10 wstaję - brak ataków.

O 5:59 usnąłem, a o 7:18 się obudziłem - brak ataków.

19/20.04.2012 -> Około 22:30 idę spać (mały pokój), a około 2 w nocy wstaję - brak ataków -> zmieniam od razu pokój (duży pokój) i idę dalej spać... szybko zasypiam i od razu we śnie zostaję zaatakowany przez jakąś agresywną postać... wstaję z walącym sercem... Moja czakra zdecydowanie oberwała... określiłbym ten atak jako dość mocny... mam silną potrzebę trzymania ręki na czakrze aby ją jakoś "wspomóc"... a ostatnie dwa dni były takie spokojne...

Około 5 nad ranem się położyłem... ale nie miałem zamiaru iść spać... po kilku minutach zauważyłem, że mogę usnąć więc usiałem... ale wciąż mnie coś mocno "cisnęło" abym usnął (wydawało mi się to jakoś dziwnie podejrzane)... po chwili zawołałem do moich opiekunów, aby odcięli ode mnie tego byta, gdyż uważałem, że mnie "usypia" i co ciekawe zadziałało! od razu mój stan się w jednej chwili znacząco poprawił! więc naprawdę warto od czasu do czasu zawołać swoich opiekunów, aby nam pomogli :)

Około 6-7? poszedłem do pokoju obok i leżałem na łóżku aż usnąłem... około 8:15? jakaś niby przyjazna postać się do mnie przytuliła (we śnie), a ja próbowałem ją od siebie odkleić (oraz dodatkowo jeszcze jednej osobie się to nie podobało i też chciała aby ona trzymała się ode mnie na dystans - opiekun?)... jak dla mnie typowy atak... tak czy siak chyba po chwili ta postać została ode mnie "odklejona"... ale nie jestem pewien ale chyba tak... tak czy siak nie pamiętam, aby coś mi się stało. Jeszcze trochę poleżałem i o 9:07 wstałem.

Prawdopodobnie nic mi się nie stało z powodu "snu" jaki miałem 10 minut przed tym atakiem (który będzie dokładnie opisany na moich doświadczeniach), a mianowicie o trzech złotych kulach które wleciały w moją 4 czakrę (ochroniły mnie przed utratą energii? - prawdopodobnie tak, a przynajmniej tak mi się wydaje).

Jest 18:53 a ja wciąż czuję tą złotą energię w (na) mojej 4 czakrze.

20/21.04.2012 -> O 23:33 idę na fotel, a o 3:40 wstaję - brak ataków.

Około 5:20 idę spać do pokoju obok... o 6:37 miałem atak (przepuszczenie przez głowę negatywnych myśli i wystraszenie co spowodowało wybudzenie i walące serce itd).

Przed 8 siedziałem sobie na fotelu, ale miałem w głowie jeden wielki, negatywny strumień myśli (gdy zamykały mi się oczy to wpadałem w negatywne sny) i musiałem się ewakuować aby to przerwać. Wzywanie opiekunów nic nie pomogło... raz to działa a raz nie hmm... tak czy siak jak siedzę przed komputerem to jakoś mnie ten byt specjalnie nie atakuje... ale jak siedzę na fotelu na którym łatwo się zrelaksować to sprawa wygląda już zupełnie inaczej.

Około 19:00 się położyłem... o 19:05 na chwilkę zamknąłem oczy i doznałem czegoś na kształt energetycznego strzału w serce... czy był to atak? nie wiem... nie czułem przy tym strachu, nie byłem wystraszony, moje serce po całej "akcji" nie biło szybciej... Ogólnie to ciężko powiedzieć kto lub co puściło we mnie tą "wiązkę" energetyczną. Wydaje mi się, że nie było to nic złego... ale oczywiście mogę się mylić ;)

21/22.04.2012 -> O 2:03 idę na fotel, a o 4:02 wstaję - brak ataków?

Po krótkiej chwili idę do pokoju obok na fotel i usypiam, a o 6:05 wstaję z powodu ataku we śnie. Na samym początku co ciekawe byłem ukazany w grubej kurtce (warstwa ochronna?) -  nie przypominam sobie abym kiedykolwiek? był w tak grubej kurtce podczas ataku. Czy ma to związek ze złotymi kulkami które wleciały w moją 4 czakrę kilka dni temu? Czy ta energia chroni moją 4 czakrę przed stratą energii? Co do samego ataku to zaatakowała mnie jakaś kobieta (nie wyglądała jak demon, ale w miarę przyjaźnie [kamuflaż]). Od razu się na mnie rzuciła i zaczęła od ataku pocałunkowego, ale ja od razu stawiałem (podświadomy) opór... po chwili mnie objęła i powaliła na ziemię... mi się to nie podobało i chciałem się uwolnić... po pewnej krótkiej chwili ten demon był już koło mnie, a ja się wybudziłem (tak w dużym skrócie). Nie zauważyłem aby mi się coś stało w sensie straty energii (mogłem w sumie nie czuć ale ogólnie zawsze czuję więc...) czy jakiś odczuwalnych "obrażeń" hmmm...

22/23.04.2012 -> O 22:19 kładę się spać, a o 1:15 wstaję z powodu ataku we śnie. Mamy tą samą sytuację co ostatnio tylko tym razem mnie objął mnie demon udający osobę "niepełnosprawną" rzekomo potrzebującą "mojej pomocy" (opieki, wsparcia, zaopiekowania się itd). We śnie byłem całkowicie nieświadomy, że był to atak... i co ciekawe również nie odczułem żadnej straty energii mimo iż ten demon się wręcz do mnie przylepił. Możliwe, że lekko mi serce szybciej biło po wstaniu, ale ogólnie po tym jak wleciały we mnie te trzy złote kule nie odczuwam strat energii... jakby te kule blokowały jakikolwiek wyciek energii z mojej czakry hmmm...

O 2:36 idę na fotel a o 2:52 zostaję zaatakowany we śnie. Pokazali mi jak pali się na podłodze pewien papier, który mocno się zajął ogniem... ja próbowałem go zgasić nogą i ten ogień zaczął mnie "dosięgać". Nic oprócz bodajże lekkiego "wystraszenia" mnie nie osiągnęli choć mam również pewne wrażenie, że moja noga mogła odnieść drobne obrażenia od tego ognia (może to było coś więcej niż tylko wpuszczenie do mojej głowy "myślokształtu" ognia aby mnie wystraszyć - myślę, że mogli jakiś energetyczny ogień podłożyć pod moją nogę, ale mogę się mylić).

O 3:23 idę do pokoju obok i kładę się spać, a o 5:31 we śnie dostaję silny (jak na warunki we śnie) cios w twarz (na szczęście tylko jakby częścią pięści oberwałem gdyż zrobiłem częściowy unik? - w realu cios odpowiadałby lekkiemu, punktowemu uderzeniu młotkiem) - po obudzeniu się czuję w tym miejscu ucisk oraz moje serce szybciej bije -> przyłożę w tamto miejsce kryształ górski... może trochę pomoże... a swoją drogą to nie wiem czy dostałem naprawdę pięścią czy może czymś innym... we śnie się to po prostu tak skrystalizowało, ale jak wiemy te demony są mistrzami "kamuflażu" więc gdy akcja dzieje się we śnie to nie do końca wiadomo kto nas atakuje i czym ("ogólnie mówiąc" sprawa trochę inaczej wygląda w stanie pomiędzy realem a snem). Przypomina mi się atak (pomiędzy realem a snem) gdzie zaatakował mnie kosmita i na początku widziałem go jako przyjazną postać, która mnie uderzała telefonem komórkowym (co ciekawe dzisiejszy cios był dokładnie w to samo miejsce!), a później zobaczyłem go w jego prawdziwej postaci uderzającego mnie jakimś urządzeniem z kolcem więc w dzisiejszym ataku we śnie pojawiła się postać uderzająca mnie krawędzią pięści, ale równie dobrze naprawdę mógł to być cios jakimś urządzeniem z kolcem... oczywiście to tylko takie luźne rozmyślania, ale myślę, że może być w nich sporo prawdy ;)

Jeszcze około 6:15 gdy siedziałem na fotelu próbowano mnie atakować, ale szybko się ewakuowałem.

23/24.04.2012 -> O 1:16 idę na fotel, a 3:25 wstaję - brak ataków.

O 3:52 kładę się do łóżka i zasypiam, a o 4:09 jakiś "szalony kot" zaczął próbować mnie gryźć po nogach, ale na szczęście słabo mu to szło i szybko zrezygnował, a mnie po chwili wybudziło. Jeszcze wcześniej były mi przed oczami pokazane jakieś krwawe sceny (celowo), aby mnie wystraszyć? ale ja się zasłoniłem jakąś kartką czy czymś takim i te obrazy do mnie nie docierały. Gdy już się wybudzałem (przeszedłem ze snu na może dwie sekundy do stanu pomiędzy realem a snem) to miałem wrażenie, że coś mi się szybko nalało do "zamkniętej fizycznie" buzi... ale co to było to nie mam pojęcia. Nie wiem czy ktoś negatywny coś we mnie wlał (gdyż były przed chwilką ataki) czy może ktoś wpuścił  jakąś dobrą energię korzystając z okazji, że przechodziłem pomiędzy "wymiarami" (że tak to nazwę)... hmmm...

O 5:14 poszedłem do pokoju obok na fotel i usnąłem... o 7:35 wstałem - brak ataków.

24/25.04.2012 -> Po? 20:40? idę na fotel, a o 1:01 wstaję - pod sam koniec był atak we śnie, ale taki, który miał za zadanie wywołać we mnie odpowiednie emocje i myśli, które miały spowodować i powodowały efekt szybko "walącego serca" -> udało się to temu bytowi wywołać u mnie kilkukrotnie (we śnie). Ten demon przybrał postać bardzo przyjaznej pani - uśmiechnięta, wyglądająca na bardzo dobrą i współczującą istotę, ale bez skrupułów przepuszczała odpowiednie emocje i myśli przez mój mózg -> nawet raz widziałem jak myśli przez niego przechodzą próbując mnie "otworzyć". Ogólnie atak nazwałbym dość "podstępnym". Na pierwszy rzut oka ciężko było się zorientować, że to atak (ciepłe i miłe otoczenie no i spokojna i zrównoważona siedząca na fotelu pani, ale to tylko taka tania ściema). Demony opanowały dość dobrze ukrywanie się przed wykryciem przed naszą podświadomością dlatego tak często przybierają formę przyjazną.

Ogólnie domyślam się, że efekt "walącego serca" jest tylko skutkiem ubocznym ataku na czakrę serca. Serce po chwili się uspokaja, ale nasza czakra potrzebuje wielu godzin aby dojść do siebie... jakoś tak to widzę..., a przynajmniej to mi podpowiada moje doświadczenie.

O 10:39 się położyłem... po pewnym czasie miałem kilka "głośniejszych myśli", ale nie byłem pewien czy aby na pewno są one sprawką demona i tak się nad tym zastanawiałem, obserwowałem je aż w końcu usnąłem i o 11:16 wstałem z "szybko walącym sercem". Jaki z tego wniosek? Gdy wydaje się nam, że w naszej głowie pojawiają się zbyt głośne myśli to lepiej wstańcie... po co ryzykować potencjalny atak. Ja się po raz kolejny przejechałem na zignorowaniu tego "objawu" mimo iż nie byłem przekonany o tym czy jest to sprawką demona... no ale człowiek uczy się całe życie... dla mnie jest to kolejna cegiełka "życiowej mądrości"... obym dobrze z niej skorzystał gdybym miał kolejną taką sytuację...

Po 20:55 usnąłem na fotelu, a o 23:25 wstałem - brak ataków.

25/26.04.2012 -> Około 2:16 idę na fotel i po chwili zasypiam... o 2:27 miałem atak we śnie ale nic? mi się nie stało, następnie chwilę posiedziałem na fotelu i wpadłem przez przypadek w sen, z którego też jakoś mnie wybudziło na czas i po tym zdarzeniu już się szybko ewakuowałem - czułem też w międzyczasie jak wrzucał w moją głowę "swoje" negatywne myśli. Na 100% ten osobnik jest w moim mieszkaniu... i czeka na dogodną sytuację aby mnie "obić"... jestem tego więcej niż pewien... zresztą to czuć... i  choćby po czasem wrzuconych w moją głowę "jego" myślach widać, że kombinuje dobrze aby mnie podejść - pomijając już fakt, że marzyłoby mu się wprowadzić mnie w sen... co "częściowo" mu się udało, gdy po ewakuacji poszedłem na krzesło do kuchni... niewiele czasu trzeba było, abym został wrzucony w niebezpieczny wir wyobraźni... nie koniecznie mojej.... tak czy siak obecnie siedzę przed komputerem i muszę jakoś wytrzymać do rana... choć z wielką chęcią bym sobie pospał ;) no ale nie każdy ma taki luksus ;)

O 3:36 poczułem jakby ten byt sobie poszedł... ale była to ściemka... gdyż po chwili usnąłem i o 3:54 próbował mnie wystraszyć we śnie (lekko mu się to udało).

Po pewnym czasie usnąłem przed komputerem i obudziłem się o 5:17 - brak ataków?

Za jakiś czas? poszedłem do pokoju obok i usnąłem na fotelu - wstałem o 7:43 -> brak ataków?

Po? 11:07 kładę się spać, a o 13:15 wstaję z powodu wystraszenia mnie we śnie (jeszcze wcześniej było chyba jeszcze jedno? wystraszenie). Ewidentnie ten demon nie daje za wygraną... nie chce odpuścić...

26/27.04.2012 -> Na chwilkę usnąłem na fotelu i po krótkim czasie miałem atak we śnie, w którym nic mi się nie stało (jakaś ręka wyszła z monitora komputera i mnie złapała za rękę i mocno trzymała, ale ją "pogoniłem"). Około 4:45 wstałem.

Jakiś czas później poszedłem spać na fotel (w pokoju obok) i o 6:43 zostałem zaatakowany we śnie, ale również nic mi się nie stało. Na początku we śnie widziałem negatywne postacie... jedna napluła mi pod nogi (próba wystraszenia mnie?) ale szedłem z kimś i czułem się dzięki temu bezpieczniej -> później (w dużym skrócie) zostały one wysłane po to, aby mnie złapać i dogoniły mnie, otoczyły mnie, ale stały na lekki dystans... z jakiegoś powodu mnie nie atakowały... ja zachowałem spokój i mnie wybudziło...

Za jakiś czas poszedłem spać do łóżka... i o 11:05 wstałem - brak ataków, ale za to miałem po tym ciekawy sen gdzie był ktoś koło mnie (ochrona jakaś?) i byłem w tłumie ludzi... nagle wszyscy usłyszeli śmiech kogoś kto nie wiem czy śmiał się ze mnie czy z kogoś na sali, a może i z nas wszystkich... tak czy siak ta osoba, która była koło mnie wezwała tą śmiejącą się osobę (demona?) i ukazała jego hipokryzję przed wszystkimi obecnymi -> pasuje tutaj idealnie cytat: "Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?"... następnie została wezwana kolejna osoba i tak samo została ukazana jej hipokryzja - ogólnie sen był "dziwny" -> nie odczytuje go jako atak, ale może to było jakieś osądzenie tych demonów? a może w ogóle nie ma z tym nic wspólnego? tak czy siak moim zdaniem w jakiś sposób jest on ważny i może tyczyć się moich nocnych potyczek...

27/28.04.2012 -> O 00:19 idę na fotel, a o 4:36 wstaję - brak ataków.

Około 6:30?-7:30? kładę się spać, a o 9:15 wstaję - brak ataków? Miałem po obudzeniu się minimum raz wrażenie, że moje serce szybciej bije, ale nie wiem czy miało to związek z jakimś "ukrytym" atakiem? w sumie przez pewien moment sen wydawał się dziwny... ale w sumie nie wiem czy ktoś negatywny był przy mnie czy to po prostu "zwykły sen". Nie zaobserwowałem, aby ktoś się na mnie rzucił czy coś w tym stylu.

Około 19:09 się położyłem i po pewnym czasie usnąłem... a o 20:35 wstałem - brak ataków.

28/29.04.2012 -> O 3:06 idę na fotel, a o 6:40? wstaję - brak ataków -> następnie idę do pokoju obok i kładę się do łóżka... budzę się o 9:50 i na samym końcu miałem atak pocałunkowy, ale w ostatnim momencie skręciłem głową i nic mi się nie stało -> od razu zostałem wybudzony.

Po południu? leżałem na łóżku i zasypiałem, ale moje myśli były niespokojne więc wolałem wstać.

29/30.04.2012 -> O 2:51 idę na fotel, a o 6:24 wstaję - brak ataków.

Idę na fotel o 6:26, a wstaję o 9:54 - brak ataków.

cdn...

Dobry Samarytanin