NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2012 - CZERWIEC
(CZĘŚĆ 6)
LINK! DO CZĘŚCI 5
LINK! DO CZĘŚCI 7

31.05.2012/01.06.2012 -> Około 22:30 w małym pokoju idę spać (łóżko), a około 2:55 wstaję. Niby nie było ataku, ale sen zaczął robić się jakiś podejrzany, a gdy się obudziłem czułem się dziwnie... jakbym był "otoczony" przez zło - tak czy siak uczucie było na tyle intensywne iż "musiałem" wstać...

Około 13:48 położyłem się na chwilkę na łóżku, ale dopadły mnie bardzo szybko mocno negatywne myśli wraz w pewną brutalną "oprawą graficzną"... więc musiałem wstać...

01/02.06.2012 -> O 1:46 idę na fotel, a o 3:32 wstaję - kilkukrotnie moja czakra została zaatakowana (uderzenia? w nią). Na początku do mojej świadomości nie dotarło jasno i wyraźnie, iż jestem atakowany (gdyż wyglądało to tak niewinnie) ale później już połapałem się o co chodzi, ale do tego czasu moja czakra czuła się już kiepsko... ech... Zdecydowanie potrzebuję czasu aby dojść do siebie... Następnym razem powinienem połapać się znacznie szybciej... a przynajmniej mam taką nadzieję... Jeszcze (4;06)mój umysł jest taki zamotany... próbuję jakoś dojść do siebie...

Za jakiś czas idę spać do pokoju obok (łóżko)... wstaję o 9:22... w tym czasie obrywam w czakrę dobre kilka razy (coś na kształt uderzeń w nią)... ale przynajmniej jakoś się wysypiam...

02/03.06.2012 -> Około 23:40 idę na fotel spać... Gdy zamknąłem oczy to po chwili miałem wrażenie, że jakaś postać? stoi tuż przede mną i patrzy się wprost na mnie z bliskiej odległości (to było moje silne odczucie, które nie musi być prawdziwe) -> moją reakcją było szybkie otworzenie oczu -> za jakiś czas ponownie zamykam oczy i zasypiam. O 00:30 budzę się. Miałem pewien podejrzany sen, ale nic mi się nie stało. Gdy się obudziłem to po chwili z otwartymi oczami koło siebie zobaczyłem na podłodze kilka normalnych rozmiarów szczurów siedzących w stercie śmieci? -> Minimum jeden z nich się na mnie centralnie patrzył -> wydaje mi się, że zobaczyłem astral (drugą stronę "lustra") ale nie zauważyłem, aby one mnie w jakiś sposób atakowały czy coś. Po kilku sekundach mnie "ocknęło" i wróciłem do rzeczywistości jaką znamy na co dzień.

Po 00:44 idę dalej spać... a o 4:25 mam mocno podejrzaną sytuację we śnie -  tak czy siak nic mi się nie stało.

O 5:34 idę do pokoju obok... na początku siedzę na krześle, ale po chwili idę spać do łóżka... obrywam kilkukrotnie w czakrę... wstaję o 9:11.

Około 11:20 położyłem się na łóżku i lekko przysypiałem co pewien czas... o 11:45 wstałem z powodu, iż coś mnie "atakowało we śnie... a przynajmniej wyglądało to dość podejrzanie. Z tego co widzę to lepiej jednak jest próbować spać na fotelu niż na łóżku... jakoś wydaje mi się że jest to dla mnie bezpieczniejsze.

03/04.06.2012 -> O 20:54 idę spać na fotel, a o 2:10 wstaję - brak ataków.

O 4:22 ponownie poszedłem na fotel... i raz miałem otwarte oczy a raz zamknięte... O 5:10 miałem podejrzany sen (była to próba wywołania u mnie pewnych "emocji")... ale z tego co pamiętam to nic mi się nie stało... a później o 6:33 niestety miałem skuteczny dla mojego wroga atak we śnie na moją 7 czakrę... pamiętam, że tuż przed "uderzeniem?" słyszałem jakiś dziwny dźwięk. Czuję silną potrzebę po tym ataku trzymać rękę na zaatakowanej czakrze, aby ją troszkę wzmocnić energią.

Jest już po 20, a ja wciąż czuję skutki ciosu w 7 czakrę... to był silny atak... nie jakieś tam "draśnięcie".

04/05.06.2012 -> O 21:48 idę spać na fotel, a o 23:51 wstaję - brak ataków.

O 00:17 idę ponownie na fotel, a o 3:06 wstaję - brak ataków.

O 3:52 wracam na fotel, a o 6:26 wstaję z powodu ataku we śnie gdzie coraz większa ilość osób mnie otaczała. Co ciekawe ja uciekałem przed tym tłumem, ale tych ludzi ciągle przybywało i w momencie gdy postanowiłem tak bardziej świadomie się wybudzić to już wtedy następował "finalny" atak i muszę przyznać, że nie do końca udało mi się przed nim uciec. Otworzyłem oczy wraz z trochę szybciej bijącym sercem i pewnymi odczuciami na 4 czakrze...

O jakiejś 7:00? usnąłem na fotelu w pokoju obok... i spałem do 7:39 i było ok.

05/06.06.2012 -> Około 21:45? idę spać na fotel, a o 1:40 wstaję - brak ataków.

Około 3:30 gdy siedziałem już ponownie na fotelu i zamknąłem na chwilkę oczy zostałem lekko wystraszony. Usłyszałem w głowie jakiś demoniczny? głos oraz poczułem "strach" na 4 czakrze z jednoczesnym lekkim "otwarciem" - tak czy siak ten atak był dość słaby.

O 3:45 powoli zasypiam, a o 6:30 wstaję - brak ataków. Pod sam koniec miałem pewien podejrzany sen gdzie jakby wymuszone na mnie było odczuwanie "strachu", ale ja jakoś tego strachu zbytnio nie przejawiałem... nie wiem czy był to atak czy też nie... tak czy siak nic mi się nie stało.

06/07.06.2012 -> Po 22:00 usypiam przed komputerem, a o 23:36 się budzę - brak ataków.

O 00:25 idę ponownie na fotel, a o 4:16 wstaję - brak ataków... choć pod sam koniec snu nagle zrobił się tłum ludzi otaczający mnie (znany motyw z ataków) i pewna postać ukradkiem próbowała mi coś podejrzanego podłożyć do kieszeni, ale ja to od razu wyjąłem i wyrzuciłem (miałem wrażenie że to jakaś bomba czy nadajnik?) - tak czy siak takie coś jedynie było podejrzane.

O 4:30 ponownie idę na fotel, a o 5:39 wstaję - brak ataków.

O 5:55 poszedłem spać na fotel w małym pokoju, a po chwili poszedłem do łóżka i spałem spokojnie do 10:00 :)

07/08.06.2012 -> Po 22:30 powoli zasypiam na fotelu, a o 3:52 wstaję - brak ataków... chociaż pod sam koniec już gdy byłem dość mocno obudzony i miałem zamknięte oczy to był pewien "lektor" w mojej głowie, który zaczął mówić o pewnych negatywnych (mogących wywołać strach) rzeczach -> postanowiłem to przerwać. Nie wiem czy miało to cokolwiek wspólnego z atakiem... ale nie mniej jednak wolałem otworzyć oczy, aby to zakończyć. Oczywiście moja czakra w żaden sposób nie została zaatakowana, ale nie wiem co byłoby gdybym nie otworzył oczu... może nic... a może bym oberwał...

Dodam jako ciekawostkę, że nawet w biały dzień, gdy wracałem do domu te siły wepchały w moją głowę brutalne sceny walki itp. (tak może wyglądać atak we śnie), ale po chwili trwania tej (w pewnym sensie) "wizualizacji" otrząsnąłem się z niej (nic mi się nie stało i nie będę się mocniej rozpisywać odnośnie całego zajścia, ale takie rzeczy są zdecydowanie możliwe). Wynika z tego tyle, iż trzeba być non stop czujnym i zwracać baczną uwagę na to co dzieje się w naszym umyśle. Ważne, aby obserwować jakie myśli w nim krążą i czy nie stają się tak natrętne, iż wyzwalają w nas pokłady negatywnych emocji.

Jeżeli nie "utniemy" takiej negatywnej wizji, snu lub natrętnych, negatywnych myśli to prawdopodobnie źle się to dla nas skończy. To właśnie między innymi? negatywne emocje, które w trakcie ataku są w nas wywoływane są pewnego rodzaju kluczem do naszych czakr i energii w nich zawartej (a przynajmniej jakoś tak to widzę). Ja podszedłem bardzo "chłodno" (bez emocji) do tego co zobaczyłem i dlatego nic mi się nie stało. Ważne, aby nie stać się jednością z negatywną wizualizacją, (lub z negatywnym snem) nie "wsiąknąć" w fabułę kreowaną przez demona tylko aby być "chłodnym" obserwatorem (dopilnować, aby się nie "otworzyć") i jak najszybciej ją zakończyć... im szybciej tym lepiej. Oczywiście nie jest to łatwe... a demony mają wystarczająco dużo diabelskiej inteligencji, aby zaszczepić swoje brudne myśli w naszym umyśle. Dlatego powinniśmy utrzymywać swój umysł w czystości, abyśmy byli świadomi gdy ktoś nieproszony wtargnie w nasze "pola". Temat ogólnie nie jest łatwy... ale im więcej ktoś ma ataków tym lepiej może je zrozumieć. Każdy kolejny atak na moją osobę jedynie mocniej rozświetla mi spojrzenie na cały proces demonicznych ataków. Niemniej jednak czasem mam już ich po dziurki w nosie ;)

 08/09.06.2012 -> O 23:35 idę spać na fotel, a o 1:10 wstaje - brak ataków.

O 2:14 ponownie idę na fotel... i chyba przy samym zasypianiu był jakiś drobny atak? ale nie jestem pewien.. ale raczej wydaje mi się, że był to atak, bo moje myśli przed samym zajściem były jakieś takie niespokojne (czego nie było wcześniej). Wstaję o 5:10... i przed samym wstaniem był atak na 4 czakrę... co ciekawe we śnie przed samym atakiem (który odbył się gdy już miałem czarno przed oczami) widziałem parszywego, przemieszczającego się po moim śnie reptiliana.

Był realnie ukazany i wyglądał dokładnie tak jak ten na rysunku powyżej (pomijając rolkę papieru toaletowego itd. - nie mogłem znaleźć tak dobrego zdjęcia bez tego "gadżetu").

O 5:47 poszedłem do pokoju obok na fotel i niestety, ale po kilku minutach usnąłem, a o 6:20 zostałem zaatakowany. Tym razem już nie widziałem żadnego reptiliana ani nikogo takiego. Po prostu poprzez negatywny sen otworzyli "moją czakrę" niczym kluczem sejf.

O 12:44 idę na fotel spać, a o 14:25 wstaję z powodu wystraszenia mnie we śnie :(

09/10.06.2012 -> O 00:09 idę na fotel, a o 4:02 wstaję - brak ataków? (była leciutko podejrzana końcówka snu przed samym wstaniem i dlatego dałem ten znak zapytania)

O 4:43 poszedłem do łóżka... a o 5:04? miałem leciutko podejrzany sen... ale chyba nie był to atak... Następnie o 6:04 miałem trochę bardziej podejrzany sen... gdzie się lekko wystraszyłem? hmmm - sam nie wiem jak to ocenić. Tak czy siak bywają właśnie takie sny gdzie nie wiem czy były one atakiem czy też nie... to na prawdę czasem różnie z tym bywa. Czasem jest to od razu dla mnie jasne, ale czasem jak w tym przypadku nie do końca.

O 6:13 idę na fotel, a o 8:30 wstaję -> przed samym wstaniem gdy miałem zamknięte oczy zobaczyłem przed oczami wielkiego czarnego pająka -> od razu otworzyłem oczy i nic mi się nie stało.

O 21:15 kładę się spać, a o 23:52 wstaję - miałem atak we śnie... w ogóle prawdopodobnie mnie sparaliżowało mimo, iż byłem we śnie... ale jakoś mentalnie się wybroniłem i wyszedłem z tego bez widocznego wystraszenia.

10/11.06.2012 -> O 3:41 idę spać na fotel... o 5:40 zostaję zaatakowany, a o 7:57 wstaję i również mam atak, w którym mnie trochę wystraszyli... zachowałem dość duży spokój, ale mimo wszystko... patrzenie na pewną "krwawą" scenę zrobiło swoje...

O 8:35 idę do pokoju obok i kładę się na łóżku... po pewnym czasie zasypiam (nie wiem dokładnie ile minęło... może z godzinę?), a o 13:05 wstaję - w tym czasie miałem z 2-3 ataki we śnie... ale nic poważniejszego mi się nie stało.

11/12.06.2012 -> Około 3:30? usypiam? na fotelu, a o 4:56 zostaję wystraszony we śnie, a kilkanaście sekund później gdy już miałem jedynie zamknięte oczy ponownie doświadczyłem tego samego wystraszenia - to od razu mnie zmobilizowało do wstania.

Po 5:02 idę spać na łóżku w pokoju obok. O 5:55 i 8:53 zostaję wystraszony we śnie. W tym drugim śnie pokazana mi została pewna brutalna scena. W pewnym momencie ona zniknęła i zobaczyłem moją prawą nogę i nagle poczułem ugryzienie w palec z natychmiastowym odczuciem wibracji na nim. Od razu mnie wybudziło ze stratą energii z 4 czakry - pewnie był to jakiś niewidzialny astralny zwierz (oczywiście to moje domysły bo mogło to być coś zupełnie innego - tak czy siak wykonało swoją misję z powodzeniem) -> Ogólnie rzecz ujmując dzisiejsza noc nie była dla mnie dobrą nocą. Zdecydowanie muszę doładować czakrę energią.

Około 14:40 usnąłem na łóżku... i po chwili miałem sen... było w nim ciemno i były w moim pobliżu (latające?) strzykawki (jakieś szczepionki)... była to raczej niezbyt przyjemna atmosfera... nawet było mówione, że mogę się zaszczepić jeżeli chcę... ale nagle mnie wybudziło... moja czakra chyba się lekko wystraszyła... sam już nie wiem co mam o tym sądzić... przydałby mi się od czasu do czasu jakiś normalny sen...

12/13.06.2012 -> O 23:00 kładę się spać, a o 2:20 wstaję - brak ataków.

O 3:22 idę na fotel spać, a o 6:35 wstaję - brak ataków.

Zmieniam lokalizację na łóżko w małym pokoju i śpię do 7:45 - brak ataków.

O (lub jaki czas po) 9:26 idę spać na łóżko w małym pokoju i wstaję o 14:20 - brak ataków.

13/14.06.2012 -> O 2:58 idę na fotel i po pewnym czasie usypiam, a około 5:40 wstaję i idę do łóżka... wstaję o 6:02 - ogólnie brak ataków.

O 6:19 idę do pokoju obok na fotel i po chwili zasypiam, a wstaję o 8:26 - brak ataków (był pewien podejrzany negatywizm we śnie, ale nie jestem pewien czy miał on coś wspólnego z atakiem... może tak może nie...).

O 8:56 kładę się spać do łóżka, a wstaję o 12:24 - brak ataków (był pewien podejrzany negatywizm we śnie, ale nie jestem pewien czy miał on coś wspólnego z atakiem... może tak może nie...).

Około 22:15 usnąłem na łóżku, a wstałem o 23:37 - brak ataków.

14/15.06.2012 -> O 3:58 idę na fotel, a o 6:00 wstaję - brak ataków.

O 6:05 idę na fotel, a o 7:00 wstaję - pod sam koniec był pewien podejrzany motyw we śnie gdzie wymuszano na mnie pogrążenie się w smutku i rozpaczy. Na dodatek była bardzo blisko mnie z prawej strony pewna tajemnicza postać, która mnie do tego namawiała. Co więcej nie było jej widać - kojarzy mi się to ewidentnie z atakami... znany jest mi ten motyw ukrywania się dokładnie w tym miejscu. Najważniejsze, że nie było żadnego ciosu czy wystraszenia. Możliwej jest jednak, że te istoty (były jeszcze pewne osoby z przodu, ale nie wiem czy były one "żywe" czy tylko wykreowane na potrzebę ataku) żywiły się moją energią gdy byłem w pewien sposób wciągnięty w odczuwanie smutku, rozpaczy itd., no ale... ja nic o tym nie wiem... ale w sumie jest to logiczne, możliwe i prawdopodobne... ale czy coś mi energii zabrali to nie wiem.

O (lub lekko po?) 10:49 kładę się spać, a o 14:44 wstaję - brak ataków.

15/16.06.2012 -> O 1:42 idę na fotel, a o 3:07 wstaję - brak ataków. Przed samym wstaniem miałem dziwne doświadczenie. Nagle przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem i poczułem jakby mnie prąd poraził w lewe udo (nie jestem pewien czy określenie "porażenie prądem" jest najbardziej odpowiednie, ale za bardzo nie wiem jakiego innego miałbym tutaj użyć) - nie widziałem żadnej postaci, która mogłaby to zrobić ani nikogo nie wyczuwałem, nie straciłem przy tym doświadczeniu energii ani się nie wystraszyłem tak jak np. miało to miejsce podczas ostatniego ataku gdzie zostałem w stanie pomiędzy realem a snem ugryziony w palec i tam, mimo iż nikogo nie widziałem to dobrze wiedziałem, że była to negatywna siła, pomijając fakt, iż ewidentnie poczułem tam stratę energii z czakry, a w tym przypadku w ogóle takiego czegoś nie zaobserwowałem. Po obudzeniu się zasnąłem ponownie ignorując to... i po chwili ponownie to samo doświadczenie się pojawiło. Moim zdaniem raczej na pewno nie jest to atak, gdyż nie odczuwałem żadnej negatywnej siły ani nic w tym stylu. Tak czy siak po tym drugim "porażeniu prądem" wstałem. Piszę o tym, aby pokazać, że nie wszystko co wydaje się na pierwszy rzut atakiem nim jest (oczywiście mogę się mylić, ale na dzień dzisiejszy widzę to tak jak opisałem to powyżej).

O 3:18 idę spać do łóżka, a o 6:59 wstaję - brak ataków. Dodam jeszcze, że o 6:04 miałem doświadczenie (gdy już się wybudzałem) jakby "piorun" (nie chodzi o wizualny aspekt a jedynie o odczuciowy) uderzył w moją 4 czakrę, ale raczej na pewno nie było to związane z atakami... choć na takowy może wyglądać (oczywiście mogę się mylić, ale na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że nie miało to nic wspólnego z atakiem i piszę o tym, aby pokazać, że moim zdaniem nie każde doświadczenie "uderzenia" w czakrę jest atakiem).

O 7:23 idę spać do łóżka, a o 8:45 wstaję - brak ataków.

Około 17?-18? położyłem się na łóżku i bardzo szybko w mojej głowie pojawił się pewien negatywny myślokształt, od którego nie mogłem się uwolnić.. dopiero gdy wstałem to wszystko ustało.

16/17.06.2012 -> O 23:56 idę na fotel, a o 3:02 wstaję - była pod sam koniec we śnie pewna negatywna postać (byłem przez nią atakowany i broniłem się jakąś włócznią czy czymś takim, a ostatecznie zapowiadała się wojna na ostre ołówki? do której na szczęście nie doszło, gdyż mnie nagle wybudziło - co ciekawe co do tej włóczni to ja ją od kogoś dostałem, abym się obronił przed tym kimś).

O 3:39 idę ponownie na fotel, a o 4:55 mnie nagle wybudziło ze snu (poczułem przy tym pewne odczucie na 3 czakrze, ale nie miało ono nic wspólnego z atakiem). Może jakiś opiekun przerwał mój sen?

O 5:08 idę do pokoju obok i po chwili idę spać do łóżka... w trakcie spania mam atak, ale udaje mi się z niego wyjść w miarę obronną ręką. Następnie już o 6:45 mam kolejny atak, z którego już niestety obronną ręką nie wychodzę i obrywam. Nie kontynuowałem już spania. W tym "śnie" (chociaż mam silne wrażenie że cała akcja działa się poza ciałem) było pokazane jak te istoty (a było ich kilka) "przenikały wymiary" - mogły w szybki i łatwy sposób stawać się niewidzialne. Ogólnie rzecz ujmując wyglądały one jak czarne zjawy poruszające się bardzo szybko w wodzie (chodzi o pewne zniekształcenie obrazu). We "śnie" zostałem przez nie otoczony i... skończyło się to jak się skończyło. Po wstaniu odczuwam ucisk na całej czakrze i okolicach - nie jest to ucisk punktowy, ale bardziej rozległy. W ogóle jak już kiedyś pisałem jeżeli widzimy siebie we "śnie" z perspektywy trzeciej osoby to prawdopodobnie jesteśmy poza ciałem, a ciało na jakie patrzymy to prawdopodobnie ciało astralne - jakoś tak to na obecny czas widzę.

Od około 20:30 do około 21:00 spałem na łóżku - brak ataków (jak dobrze jest sobie pospać gdy nic człowieka nie atakuje... choćby te nawet ~30 minut).

17/18.06.2012 -> Około 2:00-2:15 zacząłem przysypiać na krześle, (zauważyłem że przed uśnięciem słyszałem kilkukrotnie "głośne myśli" w mojej głowie), a o 2:45 miałem brutalny sen... podczas jego trwania mentalnie się broniłem przed jego brutalnością i na szczęście zostałem po chwili wybudzony... więc nie trwało to zbyt długo...

O 2:52 ponownie idę na fotel, a o 4:15 wstaję - już nie było jako takich ataków, ale przed samym wstaniem ktoś mi w miarę głośno czknął (jak przy czkawce) w głowie... było to bardzo wyraźne... aż przez chwilę pomyślałem, że to ktoś na "zewnątrz" zrobił...

O 4:28 usiałem na fotelu i usnąłem (choć nie miałem takiego zamiaru)... obudziłem się o 5:15 -> były pewne podejrzane rzeczy pod sam koniec, ale nie zauważyłem aby coś mi się stało.

O 5:20 poszedłem spać na fotel do pokoju obok, a o 7:55 wstałem - były pewne podejrzane rzeczy, ale ostatecznie nic mi się nie stało.

O 11:00 kładę się spać, a o 13:24 wstaję - brak ataków.

O 13:58 poszedłem spać do łóżka, ale od razu miałem lekko upierdliwy, negatywny myślokształt (co wydało mi się lekko podejrzane)... Około 14:25 wreszcie zasnąłem, a o 14:49 miałem atak we śnie. Właściwie to chyba byłem poza ciałem... raz widziałem siebie z perspektywy trzeciej osoby, a raz z pierwszej... tak czy siak jest to trochę zagadkowa dla mnie kwestia... bo czasem ma się wrażenie, że się śni (czując że jest się w ciele), a czasem ewidentnie widać, że podróżuje się gdzieś "tam" daleko... i właśnie w tym przypadku miałem wrażenie, że gdzieś "tam" jestem (ale czy daleko to nie wiem), ale z drugiej strony jak ten "demon" mnie tam znalazł? na początku był w moim pokoju powodując negatywny myślokształt, a później jak wyszedłem z ciała (o ile wyszedłem) to popędził za mną? może po sznurze, na którym ciało astralne się wypuszcza w "teren"? sam nie wiem do końca jak to się odbywa... i niestety czasem ciężko znaleźć odpowiedzi, no ale na razie dajmy temu spokój... tak czy siak trochę mi te demony krwi napsuły, ale w końcu mnie wybudziło... Po obudzeniu się moje serce lekko? szybciej biło z pewnego rodzaju stresu jakiego tam doznałem... no ale cóż... w sumie ważne, że nie było jako takiego ciosu w czakrę... Pamiętam, że nawet jedną z tych negatywnych postaci odepchnąłem jak za blisko się mnie przybliżyła więc mentalnie stawiałem tam pewien opór, ale niemniej jednak pewne obrażenia odniosłem... Z całej tej sytuacji wynika tyle, że jeżeli mamy upierdliwy, negatywny myślokształt w głowie (w moim przypadku była to atakująca mnie piła tarczowa), to możemy być raczej pewni, że ktoś nas atakuje. Najczęściej takie rzeczy się dzieją gdy leżymy, a rzadziej gdy siedzimy (właśnie dlatego tak często ostatnio idę spać na fotelu w pozycji siedzącej, a nie w łóżku w pozycji leżącej, ale nie mniej jednak spanie w łóżku jest bardziej komfortowe itd).

18/19.06.2012 -> O 1:58 idę na fotel, a o 7:04 wstaję - brak ataków.

19/20.06.2012 -> Lekko po 22 idę spać na fotel, a około 2:00 wstaję - brak ataków.

O 5:15 idę spać do łóżka, a o 5:40 zostaję zaatakowany we śnie przez jakąś postać. Co ciekawe bardzo dobrze się broniłem (byłem mocno świadomy tego co robię) i większość jej ruchów rękami w moim kierunku zdołałem zablokować - powiem więcej... nawet ją w między czasie atakowałem (tak dla zabawy, ale skutecznie), ale niestety nie byłem świadomy iż to wróg, ten ktoś wyglądał przyjacielsko i z tego powodu nie atakowałem na poważnie. Kilka jego ruchów rękami doszło mojego ciała, ale nic mi nie zrobiły i szybko zdołałem je odepchnąć (że tak to nazwę). Po chwili mnie wybudziło i tyle. Nie straciłem energii ani nic z tych rzeczy.

O 6:05 idę spać na fotel, a o 7:54 wstaję - brak ataków.

20/21.06.2012 -> O 22:22 idę na fotel, a o 1:15 wstaję - chyba na samym początku lub tuż przed wstaniem miałem wrażenie (połączone z lekką wizją) jakby ktoś robił mi zastrzyki do nosa, ale zignorowałem to... co okazało się błędem.

Chwilkę później idę ponownie spać, a o 1:13 mam atak gdzie wbito mi około 5-8 cieniutkich strzykawek z zawartością w okolice prawego kolana :((( Robiono to bardzo szybko i czułem leciutkie ukłucia... :((( Jak zwykle przy tego typu ataku było widać ręce tych istot, ale nic więcej (prawdopodobnie były to szaraki lub coś w ten deseń - również nie wiem czy była to jedna osoba czy więcej - tak czy siak dużo tych zastrzyków zostało mi niestety wstrzykniętych). Zrobiłem sobie ponad 20 minutowy healing tego miejsca... powinno trochę pomóc... Co ciekawe gdy healowałem kolano to po jakiś 8 minutach zamknąłem oczy i starałem się zobaczyć jak wygląda miejsce "ataku" i zobaczyłem jakby czarne kratki utrudniające mi dojście do kolana (zabezpieczały kolano przed healingiem?). Tak czy siak pozbyłem się ich na tyle, na ile mogłem choć one wcale nie chciały się tak łatwo usunąć. Około 3:05 użyłem dużych kryształów górskich, które sporo czasu trzymałem na zaatakowanym miejscu.

O 3:57 wracam na fotel, a o 8:45 wstaję - brak ataków.

21/22.06.2012 -> Około 2:00-2:30? (nie jestem pewien dokładnie) idę spać na fotel, a o 7:20 wstaję - brak ataków.

22/23.06.2012 -> Około 2 poszedłem spać na fotel, a o 5:33 wstaję z powodu mocno podejrzanego snu... prawdopodobnie był to atak, ale pewien na 100% nie jestem... tak czy siak nic specjalnego mi się nie stało. Gdy się wybudziłem byłem lekko wystraszony (jakbym przed kimś groźnym uciekał).

O 5:55 ponownie idę na fotel, a o 7:37 wstaję - pod sam koniec był pewien sen z UFO, który wywołał u mnie pewien poziom strachu, ale mój umysł był na tyle opanowany w tej sytuacji, iż ten strach nie wzrósł do maksimum jakie by z pewnością osiągnął gdyby nie mój spokój umysłu i szybkie wybudzenie.

23/24.06.2012 -> Około 21:45 poszedłem spać do łóżka, a około 1:15 wstałem - brak ataków.

O 1:30 idę na fotel spać, a o 5:54 wstaję - brak ataków.

Około 11:30 lekko usnąłem na łóżku - przed zaśnięciem w mojej wyobraźni pojawił się podejrzany, negatywny myślokształt, ale nie byłem przekonany czy ma to coś wspólnego z potencjalnym atakiem. W miarę szybko się go jako tako pozbyłem poprzez zachowanie czystego umysłu itd. - teraz uświadamiam sobie jeszcze lepiej to, iż każdy negatywny myślokształt, który nie chce od nas odstąpić jest prawdopodobnie atakiem, a przynajmniej w moim przypadku, gdyż staram się nie posiadać takowych "rzeczy" w swojej głowie, a jak się jakiś pojawi to od razu staram się go "pozbyć" (mówiąc bardzo ogólnie). Niestety, ale o 11:56 zostałem zaatakowany. Czułem ucisk powodowany przez tego demona, który spowodował? iż po chwili zacząłem również czuć ucisk na 4 czakrze. Im dłużej to trwało tym mocniej byłem świadomy tego co się dzieje. Niestety, ale nie udało mi się wyjść z tego bez szwanku mimo, iż starałem się zachować absolutny spokój itd. Po wstaniu odczuwałem przez dobre kilka godzin ucisk na 4 czakrze. Sądzę że lepiej byłoby gdybym od razu otworzył oczy jak tylko zyskałem względną świadomość podczas ataku... następnym razem może przypomnę sobie tą "radę"... zresztą... czasem gdy jest taka sytuacja to nie chce tego robić nagle, gdyż mam wrażenie, iż jak tak zrobię to się "otworzę" i będzie jeszcze gorzej... dlatego próbowałem dojść do momentu, w którym będę mógł spokojnie otworzyć oczy, no ale nie jestem jednak przekonany czy w tym przypadku była to słuszna decyzja... nagłe otworzenie oczu chyba w tym przypadku okazałoby się lepsze... bo moja czakra nie od razu została zaatakowana. Będę ewentualnie kombinował z nagłym wybudzeniem przy ewentualnie podobnym ataku... zobaczymy.... w sumie cała akcja nie działa się podczas snu... tylko w stanie głębokiego relaksu, ale bez snów... też nie od razu mogłem się wybudzić... z każdą chwilą ataku tego demona byłem coraz bardziej świadomy tego co się dzieje... tak czy siak człowiek uczy się na takich sytuacjach... każdy atak w jakimś stopniu zwiększa moją szansę na obronę... o ile wyciągnę z niego wnioski. Niestety, ale czasem jest tak, że teorie można znać, ale zastosować ją podczas ataku to już zupełnie inna bajka.

24/25.06.2012 -> Około 22:45 zasypiam na fotelu, a o 2:35 wstaję - brak ataków.

Około 6:00 lekko zacząłem przysypiać na fotelu, ale miałem spore podejrzenie, że mogę być atakowany... chwilę poodpierałem negatywności moim umysłem, ale ostatecznie wstałem, aby nie prowokować losu.

Od około 13:00 do 14:30 śpię na łóżku - brak ataków.

25/26.06.2012 -> Lekko przed północą zacząłem usypiać na krześle, a o 00:23 w wyobraźni gdy już lekko drzemkałem zobaczyłem na czarnym tle piłkę, która z wysoka na mnie spadła i uderzyła mnie w tył głowy... co ciekawe poczułem to bardzo dobrze... wręcz fizycznie, a przecież to tylko wyobraźnia! ;-))) Moja energia na 4 czakrze też lekko została tym wydarzeniem "zmącona". Cokolwiek to było wolałem nie kontynuować spania ;-)

Nie wiem czy jest sens wspominać, ale około 7 rano gdy już same oczy mi się zamykały to dostawałem negatywnych wizji... widziałem jakiegoś robala, którego ktoś chciał mi wsadzić do ucha, szczekającego psa itd itd... szkoda, że te wizje nie mogą być bardziej pozytywne ;-) Oczywiście wszystkie te wizje szybko przerywałem. W tym przypadku podążanie za ciekawością może nie być najlepszym pomysłem. Wolę dmuchać na zimne... już za wiele złych rzeczy mi się stało przez "zignorowanie" sygnałów ostrzegawczych ;-)

Około 20:00 usnąłem na łóżku, a o 21:16 wstaję - brak ataków (dobrze mi się spało).

26/27.06.2012 -> O 21:59 idę na fotel, a o 00:40 wstaję. Pod sam koniec miałem atak. Zaczął się uwidaczniać we śnie, a po chwili widziałem siebie siedzącego na fotelu i czułem bardzo wyraźnie jak ze 3? demony (niewidoczne dla oczu, ale dobrze wyczuwalne) bardzo szybko zaczęły fruwać wokół mnie i spowodowało to bardzo szybko, iż moje serce zaczęło gwałtownie bić. Dopiero po kilku sekundach udało mi się "wybudzić" i opanować sytuację. Jak tylko byłem w stanie to zacząłem mantrować słowo "Bóg" (niestety nie działa to tak jak w stanie pomiędzy realem a snem) i wzywać opiekunów na pomoc itd. (to było jeszcze wtedy, gdy te demony fruwały wokół mnie). Zdecydowanie czułem się przez te siły osaczony, ale po całkowitym wybudzeniu szybko doszedłem do siebie.

O 2:53 poszedłem ponownie spać, a o 6:00 wstaję - miałem jeszcze z 2-3 takie ataki jak opisałem powyżej, ale słabsze.

O 6:20 poszedłem na fotel i usnąłem, a o 6:30 zostałem zaatakowany we śnie. Widziałem w nim jak jakiś koleś został postrzelony przez pocisk w klatkę? piersiową i gdy tylko to się stało poczułem ten postrzał na 4 czakrze - nie było to miłe.

Po 8-9 (nie wiem dokładnie o której) idę spać do łóżka, a o 10:06 zostaję nagle wybudzony ze snu (widziałem siebie z perspektywy 3 osoby), w którym zobaczyłem z oddali kosmitę (który mnie nie zauważył) i poczułem nagle silne szarpnięcie na 4 czakrze i automatycznie mnie wybudziło hmmm... moim zdaniem byłem poza ciałem.. groziło mi niebezpieczeństwo z powodu tego kosmity i mnie nagle wróciło do ciała (może opiekun spowodował mój nagły powrót?) - tak to jakoś widzę, na dzień dzisiejszy :)

Około 21:25 usypiam na fotelu, a o 23:42 wstaję - brak ataków.

27/28.06.2012 -> O 3:48 idę spać na fotel, a o 4:05 wstaję z powodu ataku we śnie. Gdy już otworzyłem oczy (ale jeszcze byłem w stanie głębokiego relaksu gdyż przed sekundą śniłem) czułem na sobie ucisk powodowany przez tego demona - prawdopodobnie na mnie usiadł lub częściowo mnie dotykał (we śnie "miła" postać stała blisko mnie i "coś" ode mnie chciała więc ma to duży sens). Czuję pewien ucisk na 4 czakrze spowodowany tym atakiem... jakbym wybudził się z 1-2 sekundy później to pewnie byłoby dużo gorzej. Oczywiście cały atak opisałem maksymalnie skrótowo. Ogólnie chodzi o to, że jak pisałem już wielokrotnie te demony idealnie umieją podszyć się pod "miłe" postacie, które jakimś dziwnym trafem bardzo blisko do nas podchodzą... zdecydowanie miejcie na takie "osoby" oko.

O 4:47 idę spać na fotel, a o 6:45 wstaję z powodu dwóch ataków we śnie (moja czakra oberwała w obu przypadkach). Te ataki były dziwne... było mi coś wyświetlone przed oczami (nie pamiętam już dokładnie co) i po chwili odczuwałem uderzenie w czakrę.

Następnie za jakiś czas usypiam przed komputerem? i około 7:43 zostaję zaatakowany we śnie (moja czakra oberwała; była też we śnie atmosfera silnego strachu).

O 8:09? kładę się spać, a o 8:10 wstaję z powodu ataku we śnie - jakaś postać ściskała mi nogę jakimś urządzeniem? (we śnie skrystalizowało się to jako wielokrotnie poskręcane liny). Nawet godzinę później odczuwam dyskomfort w miejscu ataku (nie jest to moje widzimisię... to ewidentnie czuć).

28/29.06.2012 -> Około 21:20? usypiam na fotelu, a później przenoszę się do łóżka -> o 5:32 wstaję - brak ataków.

O 7:45 idę spać na fotel, a później przenoszę się do łóżka -> były (gdy już spałem na łóżku) z 2-3 mocne szarpnięcie na 4 czakrze (takie, iż po wstaniu je czuję idealnie), ale nie jestem pewien czy były to ataki... w sumie miałem z 2-3 podejrzane sny hmm... tak czy siak daję tutaj znaki zapytania -> wstaję o 11:45.

29/30.06.2012 -> O 23:28 idę spać na fotel, a o 4:05 wstaję - brak ataków.

O 6:09 kładę się do łóżka spać, a o 8:45 wstaję - brak ataków.

Lekko po 9 ponownie poszedłem spać, ale tym razem nie dawał mi spokoju pewien negatywny myślokształt (atakująca mnie piła tarczowa)... a jak go uwięziłem w pewnego rodzaju kokonie to zobaczyłem tam bardzo szybko wijącą się czarną glistę - oczywiście ona nie miała zamiaru zostać w tym kokonie... wiła się jak szalona, aby się uwolnić... tak czy siak po kilku? minutach takiego leżenia wstałem... bo nie mogłem nad tym zapanować. Oczywiście można mentalnie się przed tym bronić, ale nie jest to łatwe gdyż te astralne glisty wcale nie chcą odpuścić. Lepiej po prostu wstać i mieć to z głowy. Dodam jeszcze, że nie jest to moje pierwsze spotkanie z tego typu przeciwnikiem - w tym przypadku nic specjalnego mi się nie stało... ale lepiej nie czekać na niewiadomo co patrząc jak ta piła tarczowa (lub coś innego) nas atakuje - jeżeli nie jesteśmy doświadczeni w tych sprawach i nie wiemy co robić gdy takie coś ma miejsce to lepiej po prostu się ewakuować. Na obrazku powyżej ukazuje jak mniej więcej ona wyglądała.

O 15:22 powoli idę do łóżka spać, a o 17:30 wstaję - brak ataków.

cdn...

Dobry Samarytanin