NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2011 - WRZESIEŃ
(CZĘŚĆ 9)
LINK! DO CZĘŚCI 8
LINK! DO CZĘŚCI 10

31.08.2011/01.09.2011 -> O 00:46 kładę się spać. O 3:12 mam atak we śnie... poczułem jakby pociągnięcie za czakrę? sam nie wiem jak to opisać... tak czy siak nie było to fajne... od razu wstałem... a przed zaśnięciem czułem się dość dobrze na czakrze :/

Od 11:09 do 14:23 spałem - brak ataków.

Od 16:23 do 17:15 leżakowałem, ale zasnąć nie mogłem - brak ataków.

Od 18:49 do 19:25 kolejna próba spania... nie udało się, ale ataków brak...

01/02.09.2011 -> Około 4 idę do małego pokoju, ale szybko dostaje cios... miewam też halucynacje (typowe gdy w pokoju jest ciemno; jak jest jasno to chyba jest ich mniej? no, ale akurat światło miałem zgaszone)... po pewnym czasie usnąłem i dostałem we śnie (ktoś mnie kopnął)... później próbowałem siedzieć itd., ale to nic nie dawało... ciągle czułem jakąś złą "obecność" koło siebie i musiałem robić wysiłek aby nie usnąć, bo czułem, że non stop jest coś kombinowane przy mojej głowie (oczywiście w międzyczasie obrywałem bęcki, bo nie udawało mi się utrzymać do końca "trzeźwego" umysłu)... więc około 4:35 wróciłem przed komputer do dużego pokoju... niestety z deczka obity... Tak w ogólę to chyba po 3-ciej zacząłem wyczuwać tego byta w moim pokoju... ale wtedy jeszcze mi się tak mocno spać nie chciało... tak czy siak jakoś do rana wytrzymam... jak zwykle jestem z deczka wnerwiony, że oberwałem... w sumie mogłem jakoś dopełznąć do rana... ale z drugiej stronie to też nie jest takie proste... eh... kiedy to się skończy? :/

4:48... zapalam kadzidełko... -> może choć trochę tego stwora ode mnie to odciągnie... -> ładuję sobie czakrę energią... bo ewidentnie tego potrzebuje :( ... powinienem napisać książkę o tym pod tytułem "jak w 30 minut poczuć się znacznie gorzej" :(

5:05... coraz bardziej chce mi się spać :(

5:30... zrobiło się już w miarę widno... ale czakra boli :(

Obudziłem się około 8:40... ale kiedy usnąłem? i czemu spałem w pozycji pół-siedzącej na łóżku? chyba mi się film urwał ze zmęczenia?

Od 13:08 do 17:21 spałem... bez ataków (do około 17:00 spałem jak kamień)

02/03.09.2011 -> Jest 1:25 i siedzę przed komputerem i jakoś tak nagle zrobiło się "negatywnie w pokoju"... po prostu to czuć, że nie jest się samemu... Mam też wrażenie jakby ktoś mi "chuchał powietrzem" w szyję lub w okolicach głowy... Zapaliłem kadzidełko... niech się trochę podymi... Ogólnie mam wrażenie, że są za mną... albo krążą koło mnie... nie lubię mieć tego odczucia... co więcej jak zacząłem ich wyczuwać to mój prąd, który płynie przez moje ciało mocno się wzmocnił... nie nazwałbym tego przypadkiem... Zacząłem sobie masować tył głowy kryształem górskim... z jakiegoś powodu czuję taką potrzebę...

Jakieś 30-60 min. później sytuacja się unormowała... ale i tak nie mam zamiaru iść spać ;)

Od 10:14 do 12:40 spałem... na początku czułem jakby strzały w czakrę, ale nie sądzę aby był to atak? raczej jakiś objaw związany z rozwojem 4 czakry? tak sądzę? ... nie miałem żadnych ataków we śnie...

Od 13:05 do 15:32 spałem - brak ataków.

Od 16:15 do 16:42 spałem - brak ataków.

Od 17:37 do 18:12 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej... tak czy siak nie było żadnych zaczepek ze strony negatywnych bytów... tak mi się wydaje?

O 4:45 na sekundkę przysnąłem... i praktycznie od razu doznałem jakby strzała w czakrę... nie wiem dokładnie co to było... ale aż podskoczyłem do góry gdy to się stało... Mocno chce mi się spać... Wcześniej miałem jeszcze kilka takich sytuacji... ale nie "szarpnęło" mną aż tak... Osobiście uważam, że nie był to atak choć na takowy może wyglądać...

PS. Niby w nocy nie spałem, ale nie mniej jednak wlało mi się w 4 czakrę i głowę sporo energii.

03/04.09.2011 -> O 10:00 kładę się spać. O 10:20 miałem (niestety) atak we śnie. Zanim go opiszę dodam tylko, że kot został mi zabrany z pokoju tuż przed samym atakiem (a po ataku został zwrócony). Sen wyglądał tak, że szedłem do piwnicy za kotem, ale okazało się, że jest tam kuchnia. Nagle zobaczyłem, że podłoga pode mną jest śliska, ale było już za późno... wywaliłem się i uderzyłem twarzą w posadzkę... jak możecie się domyślić to było bolesne. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem ten rodzaj ataku... raczej dość dawno temu. Ból podczas uderzenia jest dość dziwny... nie ma takiego bólu na Ziemi, ale przypomina uderzenie głową w marmur + przenikający ból do szpiku kości... W tym ataku oczywiście nie chodzi o to, że walnąłem w posadzkę tylko o to, że ten byt przywalił mi prostu w głowę, a we śnie po prostu tak się to skrystalizowało... Co ciekawe to spałem na brzuchu, a głowę miałem przykrytą poduszką... czyli uderzenie musiało być od dołu...

Możliwe, że powinienem wstać, ale byłem tak zmęczony i niewyspany, że postanowiłem kontynuować moją przygodę ze spaniem. Niestety o 12:35 był atak we śnie, ale na szczęście nic mi się (moim zdaniem) nie stało. Mam nieodparte wrażenie, że był jeszcze jeden atak we śnie gdzie również chyba nic mi się nie stało, no ale nie mam tego spisanego. Oczywiście około 12:35 wstałem... może spróbuję trochę później z tym spaniem... mam nadzieję, że nie zostanie mi zabrana możliwość spania w dzień :(

Od 14:51 do 15:15 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej... zresztą miałem wrażenie, że coś chce mnie "zbić"... więc wstałem... hmmm...

Od 17:59 do 18:48 również próbowałem spać... nijak mi to wychodziło... ale nie było ataków...

04/05.09.2011 -> O 4:05 kładę się spać... i wstaję około 5:30? - brak ataków? Od 5:50 do 8:35 spałem - brak ataków?

Od 9:07 do 12:00 spałem - brak ataków.

Od 14:15 do 18:05 spałem - brak ataków?

Na razie zdjąłem szkaplerz... bo ciągle mi się plątał z innymi łańcuszkami i musiałem go często poprawiać... było to dość irytujące...

05/06.09.2011 -> O 5:55 kładę się spać. O 6:20, 8:05 oraz 8:29 były ataki we śnie, ale nic mi się chyba? specjalnego nie stało. Oczywiście po tym ostatnim wstałem.

Od 10:12 do 12:44 spałem - o 12:25 miałem atak we śnie... ale podczas niego byłem spokojny i gładko się wybudziłem...

Od 18:20 do 19:19 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej, a pod koniec zacząłem mieć negatywne myślokształty i nie mogłem się ich pozbyć i po prostu darowałem sobie dalsze próby spania.

06/07.09.2011 -> Około 6:30 kładę się spać. Wstaję o 11:46 - brak ataków.

Od 13:29 do 16:01 śpię. O 15:04 miałem paraliż przysenny i po chwili wskoczył na moje łóżko jakiś czarny kot (wystraszyłem się i poczułem ruch energii - stratę? - na 3 czakrze), następnie miałem motyw podwójnego wybudzenia... czyli wybudziłem się z tego paraliżu, ale wciąż nie byłem w realu... następnie ponownie się wybudziłem i już byłem w pełni wybudzony. Ogólnie nie miewam tych motywów z podwójnym wybudzeniem hmm...

Od 17:55 do 19:00 leżałem z zamkniętymi oczami - brak ataków.

07/08.09.2011 -> O  23:36 kładę się spać, a wstaję o 3:47. O 23:51 i o 3:47 miałem ataki we śnie.

O 9:59 poszedłem spać, niestety oberwałem we śnie o 10:16... a później o 11:54 :( ... po chwili wstałem. Drugi atak był z tych gdzie czakra kuli się ze strachu (koleś we śnie rzucał kamieniami w moje okna balkonowe, ale nie mógł trafić... ja w tym śnie nie chciałem, aby trafił... a on ciągle ponawiał próby.. ja się zacząłem denerwować, że w końcu trafi i wybije mi okno... w pewnym momencie zacząłem czuć jak się czakra zaczyna "kulić" ze strachu).

Od 15:36 do 17:20 próbowałem spać, ale nie wychodziło mi to najlepiej - brak ataków?

08/09.09.2011 -> O 23:44 kładę się spać, a wstaję o 8:00 - nie było ataków?

Od 13:14 do 14:31 "spałem / leżałem" - brak ataków. Miałem sen gdzie jechałem autobusem i czułem jakby w nim były te negatywne byty, ale po przejechaniu pewnego kolejnego przystanku poczułem w autobusie ogromną ulgę... jakby całe to zło odeszło...

09/10.09.2011 -> O 19:12 kładę się spać. O 22:34, 00:20 i chyba jeszcze raz? był pewien atak (niewielki). Ogólnie było czuć obecność "złego". O 2:10 wstaję.

Od 10:20 do 13:37 śpię - nie jestem pewien czy nie było jakiegoś ataku...

Od 17:22 do 18:10 sobie leżałem... czasem miałem zamknięte oczy... nie było ataków.

10/11.09.2011 -> O 1:15 kładę się spać i wyczuwam zmysłami, że nie jestem sam. O 3:01 zostaję zaatakowany we śnię i moim zdaniem tracę bardzo dużo energii :( We śnie wyglądało to tak, że jakaś zakamuflowana postać bardzo szybko do mnie podbiegła i w międzyczasie wyjęła nóż... następnie bardzo wyraźnie w głowie usłyszałem taki dźwięk "błyśnięcia" (wyjmowanego noża) jaki czasem pojawia się w bajkach (może ma to głębsze znaczenie?), a następnie widziałem? ukłucie? (bezbolesne) w czakrę. W jednej sekundzie poczułem jak cała energia z czakry ze mnie ucieka... jakby ktoś przebił balon z wodą, gdzie w moim przypadku wodą była moja energią. Po obudzeniu się od razu poczułem silny ucisk na 4 czakrze, miałem skurcze klatki piersiowej oraz zakłóconą motorykę ciała (itp). Ogólnie znowu się przychylam do opcji, żeby nie spać jak nie muszę albo chociaż nie spać około 3 w nocy... to chyba jakaś "zła" godzina...

Jestem ciekawy czy to cios spowodował, że moja energia poleciała w "kosmos" czy to ten "dźwięk" mnie otworzył jak drzwi do salonu? Nie było czuć ciosu więc nie musiał zostać zadany... Równie dobrze jakiś byt mógł stać nade mną i coś robić, aż w końcu stwierdził "ok powinno się udać" i przepuścił przez moją głowę "dźwięk", który jego zdaniem otworzy mnie jak klucz drzwi... no i udało mu się... na ile jest prawdziwa moja hipoteza to nie wiem... ale wydaje mi się prawdopodobna...

Kot wyjątkowo nie spał w moim łóżku... usnął ze 2 metry od niego i nie chciałem go już przenosić...

Około 6 położyłem się do łóżka i przez pomyłkę zasnąłem. Przyśnił mi się poplątany różaniec. Po obudzeniu się szybko założyłem różaniec na szyję, gdyż zdjąłem go jako, że  nie miałem zamiaru po wstaniu o 3 w nocy ponownie spać. Niestety po tym śnie ponownie bardzo szybko zasnąłem (chyba ze zmęczenia...) i spałem do 8... ale na szczęście nic mi się nie stało... uff...

Od 12:35 do 14:46 spałem - brak ataków.

Od 14:58 do 16:15 spałem - brak ataków.

11/12.09.2011 -> Około 6:50 zasnąłem ze zmęczenia na fotelu... bardzo szybko przyśnił mi się sen gdzie robaki na mnie spadają... ale na szczęścia jak szybko w niego wszedłem tak szybko z niego wyszedłem i nic mi się nie stało...

Od 9:11 do 12:47 spałem - brak ataków.

Od ~17:00 do ~18:30 spałem - pod koniec prawdopodobnie były 2-3 ataki na 4 czakrę.

12/13.09.2011 -> Ze zmęczenia położyłem się spać o 2:20... ale musiałem o 2:40 wstać, bo miałem atak we śnie (koleś szedł koło mnie i strzepywał na mnie gorący popiół z papierosa). Ogólnie chyba nic takiego mi się nie stało... tak sądzę? Nie jest tak łatwo wysiedzieć całą noc...

O 4:32 kładę się spać. O 5:15 i 6:50 były ataki we śnie + chyba jeszcze jakiś, którego nie spisałem. O 6:40 wstaję.

Od 9:45 do 12:34 spałem - brak ataków.

Od 13:38 do 14:20 spałem - brak ataków.

Nie wiem o której zasnąłem... zostałem zaatakowany we śnie o 00:25 -> wstaję.

13/14.09.2011 -> Nie wiem o której poszedłem spać... ale chyba coś koło 5:00-5:30?, a o 5:50 i 6:00 miałem ataki we śnie. Następnie ewakuowałem się (za jakiś czas) do małego pokoju i tam leżałem/spałem... nie pamiętam czy tam też oberwałem. O 8:20 wstałem.

Od 10:50 do 11:18 leżakowałem - brak ataków.

Od 11:30 do 13:20 spałem - brak ataków.

Od 13:26 do 16:34 spałem - brak ataków.

14/15.09.2011 -> O 2:13 kładę się spać. O 4:42 obrywam - jakaś wściekła łasica się na mnie we śnie rzuciła... Niestety sporo energii straciłem... Oczywiście od razu wstałem. Od samego początku jak kładłem się spać, a nawet jeszcze wcześniej, wyczuwałem, że nie jestem sam, ale chęć spania przeważyła nad zdrowym rozsądkiem. Ogólnie jeszcze przed zaśnięciem były pewne ataki  - uderzenia w czakrę + przejmowanie kontroli nad myślami (siłą mentalną można się od tego uwolnić, ale za chwilę ponawiają próby).

Od 8:36 do 12:05 spałem - brak ataków.

Od 15:04 do 18:40 spałem - brak ataków.

15/16.09.2011 -> Około 6:30 poszedłem się położyć do małego pokoju, ale niestety usnąłem (chociaż nie był to mój plan) i o 6:50 miałem sen gdzie mało brakowało, a skończyłoby się to dla mnie bardzo kiepsko. Na szczęście był przy mnie jakiś opiekun więc pewnie ten fakt dał mi trochę dodatkowych sekund, aby bezpiecznie się wybudzić.

O 9:36 kładę się spać. O 9:48 i 9:56 miałem słabe ataki we śnie. Następnie spałem spokojnie i wstałem o 12:45.

Od 13:24 do 15:45 spałem - brak ataków.

Od 15:52 do 16:24 spałem - brak ataków.

Od około 16:40? poszedłem dalej spać, aż do 18:25 - brak ataków.

Jeszcze trochę później poszedłem spać... tak około 22? nie jestem pewien... ale o 23:50 dostałem w czakrę (najpierw był negatywny sen, później wybudzenie i cios przy zamkniętych oczach)... i chyba jeszcze trochę później był kolejny atak... tak czy siak na pewno ten byt już się przy mnie kręcił więc się ewakuowałem o 00:38.

16/17.09.2011 -> O 10:54 kładę się spać. Po kilku minutach dostaję dwa silne ciosy w czakrę (aż fizycznie mną "rzuciło")... następnie spokojnie zasypiam i wstaję o 13:15. Ogólnie co do tych dwóch ciosów to na obecną chwilę uważam, że nie są to ataki choć na takowe mogą wyglądać... nie widziałem nic negatywnego przed oczami, nikogo w pokoju nie wyczuwałem, nie miałem negatywnych myśli, po ciosach spałem i nie było ataków we śnie, które na pewno by wystąpiły gdyby ten byt był przy mnie więc na moje oko może to być coś związanego z rozwojem 4 czakry lub z "pękaniem" blokad? sam dokładnie nie wiem co to jest... może się mylę i są to ataki, ale na obecną chwilę nie jestem co do tego taki pewien więc piszę tutaj o moich wątpliwościach i ewentualnych hipotezach.

Od 14:15 do 17:15 spałem - brak ataków.

17/18.09.2011 -> Położyłem się spać o 4:17... a o 4:30 miałem już atak we śnie. Byłem z moim opiekunem, ale te ciemne byty od razu go obezwładniły i zostałem sam... szedłem dalej oglądając się co chwilę za siebie i wołając go... szamotał się ale było ich zbyt wielu. Okolica przez którą szedłem nie była przyjazna. Nagle wyskoczył mi z tyłu jakiś negatywny typ i zaczął mnie atakować... zorientowałem się co się "kroi" i zacząłem wychodzić ze snu... nie wyszedłem idealnie, ale w miarę mi to poszło (to jest jak z nurkowaniem gdy brakuje ci powietrza... nie możesz wypłynąć zbyt wolno bo się udusisz [byt zdąży cię zaatakować i stracisz dużo energii], a z drugiej strony nie możesz zrobić tego zbyt szybko, bo możesz zginąć przez zbyt dużą różnice ciśnień [zbytnio się otworzyć i też stracisz dużo energii] - cała sztuka polega na wyjściu ze snu z odpowiednią prędkością - nie za szybko, ale jednak zdecydowanie, nie należy się "otwierać" i trzeba zachować spokojny umysł). Myślę, że troszkę energii mogłem stracić, ale i tak jest dobrze w porównaniu z tym co mogło mi się stać. Muszę jeszcze "zdusić" (przeczekać) te kilka godzin i położę się spać... Już powoli piąta dochodzi jak piszę te słowa...

Około 6? poszedłem do małego pokoju się położyć... niestety też mnie wchłonęło w sen, ale na szczęście wyszedłem z tego bez szwanku. Po pewnym czasie się ewakuowałem i około 7? padłem ze zmęczenia w łóżku w dużym pokoju i miałem sporo negatywnych snów (wiadomo o co chodzi - w jednym śnie pokazywały się nawet demoniczne twarze itd.) ale mimo iż wszystko trwało aż około 30 min. jakimś cudem nic mi się nie stało... a przynajmniej ja nic o tym nie wiem? normalnie powinienem być porządnie obity... bo szedł negatywny sen za negatywnym snem, a tu nic? Może ktoś tam na górze się nade mną zlitował ;)

"Jednym słowem" wynika z dzisiejszego doświadczenia, że nawet rano nie odpuszczają... ale myślę, że tak około 10-11? powinno być już w miarę ok? tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia z ostatnich kilku tygodni... no zobaczymy... ja się ogólnie nie mogę doczekać na sen... o tak...

Od 11:01 do 14:25 śpię - brak ataków.

18/19.09.2011 -> O 22:31 idę spać... dość szybko otrzymałem cios w czakrę... to był atak? w sumie nie wiem... ale było uderzenie... hmm... O 1:44 miałem atak we śnie. W pierwszym podejściu opiekun mnie ochronił (w ogóle chyba miałem ich dwóch?), ale w drugim niestety już go nigdzie we śnie nie widziałem i oberwałem (siedziałem w ławce koło jakiejś osoby... nagle się wybudziłem z jednoczesną stratą energii - takie ataki niestety też są - dużo bardziej ukryte niż ewidentny atak z postaciami które atakują).

O 14:10 kładę się spać, ale już po chwili zobaczyłem postać, która mnie atakowała więc musiałem szybko otworzyć oczy (nic mi się nie stało). Po chwili próbuję dalej spać i zapadam w sen. Widziałem siebie idącego wraz z opiekunem jakąś ścieżką... następnie przyczepiło się do nas minimum dwie (max. 3) negatywne postacie. Na szczęście udało mi się wyjść z tego bez szwanku (zachowałem duży spokój, a pewnie opiekun też starał się robić co mógł - w końcu po to tam jest).

O 18:31 idę spać, a o 19:31 wstaję - chyba nie było ataków, ale nie czułem się zbyt bezpiecznie...

19/20.09.2011 -> O 19:46 kładę się spać. Wstaję około 4:33. Ogólnie były pewne ataki.

O 5:35 ponownie idę spać. Wstaję około 9? Przed wstaniem był atak gdzie przyłożyli mi skorpiona do 3 czakry i nie zdołałem się obronić przed nim i mnie udziabał... i chyba mi wstrzyknął jakąś truciznę (negatywne postacie zapewniały, że jest to dla mnie dobre - to są ich diabelskie sztuczki) -> tak czy siak boli mnie to miejsce po wstaniu jakbym dostał mocny cios w brzuch, a jeszcze wcześniej oczywiście był koło mnie mój opiekun, ale został on ode mnie przez ciemne postacie oddzielony. Wydaje mi się, że ogólnie ataków było więcej... ten ze skorpionem to jeden z kilku? Nie pamiętam już... ale wiem, że jak się budziłem to doświadczałem halucynacji - typowe, gdy te byty są przy mnie (nie należy się patrzeć długo na owe halucynacje - najlepiej w ogóle odwrócić od nich wzrok - zbyt długie przyglądanie się halucynacjom może spowodować stratę energii, gdyż jest to atak, który ma nas "otworzyć").

Zresztą... we śnie widzę przeważnie ostatnio 2-3 atakujących, a przy mnie jest tylko 1 opiekun... więc kilku na jednego to trochę nie fer... szybko go ode mnie odciągają i dopadają mnie... hmmm... przydałoby mi się jakieś mocniejsze wsparcie... a może jest tylko o tym nie wiem? Tak czy siak ta negatywna siła musi być silna... skoro ciągle mnie dopada mimo, iż jestem chroniony... ale wszystko jest do czasu... niech się cieszą póki mogą...

O 16:13 położyłem się spać i po chwili zacząłem mieć bardzo negatywne myśli... aż do tego stopnia, że wytwarzałem bardzo silne negatywne emocje. Kompletnie nie mogłem nad tym zapanować i o 16:25 zorientowałem się, że jest to po prostu atak. Te byty po prostu podczepiają się do swojej ofiary i chcą, aby wytwarzała ona negatywne emocje, którymi się prawdopodobnie żywią. Jest to moja hipoteza, ale prawdopodobnie całkowicie prawdziwa. Tak czy siak byłem przyzwyczajony do ataków przed zaśnięciem, które np. polegały na tym, że widziałem przed oczami różne negatywne myślokształty itp., a tutaj po prostu same myśli... zamienione po czasie w bardzo negatywne emocje. Nie mam wątpliwości, że jest to ich sprawka. Oczywiście jak się zorientowałem co się dzieje to wstałem... nie chce być ich przekąską choć i tak pewnie się trochę najadły. Postaram się mocniej zwrócić na to uwagę przy zasypianiu i w ogóle bo przecież wiem, że te byty się podczepiają do ludzi nawet w biały dzień. To pewne na 100%. Sam byłem świadkiem takiego "przejęcia" kontroli nad pewną osobą. Była ona bardzo zdenerwowana i wytwarzała ogromne ilości negatywnej energii - po prostu wpadła w taki negatywny szał. Widziałem co się dzieje i machnąłem nad jej głową ręką i nagle wszystko minęło, gdyż te byty się od niej odczepiły! Oczywiście ja miałem taką intencję, aby to się stało i nie wiem czy takie machnięcie nad czyjąś głową pomoże w każdym przypadku, ale tak czy siak warto spróbować jak będziecie mieli podobny przypadek. Ta osoba oczywiście sama zorientowała się co się stało choć nie wiem czy wierzy w demony, ale zauważyła po moim machnięciu nad jej głową ręką kolosalną różnicę i cieszyła się jak małe dziecko z faktu tak ogromnej różnicy. Po chwili pytała mnie się co ja zrobiłem i w ogóle co się stało. Wytłumaczyłem jej mój punkt widzenia, ale czy uwierzyła? nie wiem... ale efekt mojej interwencji był nadzwyczajnie skuteczny.

20/21.09.2011 -> Około 10:30? do 12:56 spałem - brak ataków. Od 13:16 do 17:06 spałem - brak ataków.

21/22.09.2011 -> O 3:01 poczułem, że przyszedł "wróg" (powiew wiaterku koło głowy oraz prawej ręki itp. odczucia - oczywiście okna mam zamknięte więc nie ma mowy o przeciągu). O 4:46 poszedłem spać, ale od razu czułem, że już coś przy mnie ten byt kombinuje (negatywne wizje przed oczami itp)... a o 5:00 miałem atak we śnie (atak wściekłego wilka) i straciłem energię z czakry :( W sumie moja wina, że próbowałem iść spać mimo, iż wiedziałem, że ten byt na mnie czeka... eh... nie mogę popełniać takich głupich błędów - jednym słowem to taki błąd na poziomie podstawówki... albo przedszkola...

Kupiłem sobie (trochę przypadkowo) łapacza snów. Zobaczymy czy coś to "urządzonko" pomoże. Indianie używali tego, aby wszelkie "złe" sny były w to wyłapywane więc jest to dokładnie na mój problem. Powiesiłem to koło łóżka (tym dalej od okna), ale trochę wyżej niż bym chciał ,gdyż kot jak to zobaczył to chciał od razu zrobić z moim nowym zakupem porządek ;) Od 16:17 do 19:00 spałem i nie było ataków.

O 22:05 poszedłem spać. O 23:26 miałem atak (zamiauczał jakiś kot w moim śnie i straciłem energię - oczywiście idealnie poczułem jak ze mnie uszła). Widać na tym przykładzie, że nie tylko postacie w formie ludzkiej muszą się przy ataku pojawiać... mogą te byty przybrać również postać zwierzęcą. Kot trochę przypominał z wyglądu mojego więc pewnie moja podświadomość nie wykryła go jako wroga - zresztą sen był bardzo krótki i może też z tego powodu nie miała odpowiedniej ilości czasu, aby sobie z tym poradzić.. może? No cóż... tak czy siak dobry kamuflaż to podstawa, ale na szczęście nie straciłem zbyt dużo energii. Dobre i to. Nie mniej jednak każda strata jest przykrą stratą. Nie wiem czy mój nowo zakupiony łapacz snów coś tutaj pomógł czy nie, ale zostawię go... niech sobie wisi :)

Około 5:30 położyłem się i zasnąłem... a o 5:44 ktoś mnie dusił we śnie. Wybudziłem się bez większych strat (ale nie mniej jednak pewne są... ale nie ma tragedii).

22/23.09.2011 -> Od 12:20 do 13:00 spałem - brak ataków. Od 13:25 do 17:46 spałem - brak ataków.

23/24.09.2011 -> O 00:10 idę spać. O 00:24 miałem jakiś atak we śnie, oraz o 00:37, po którym wstałem. Spałem w łóżku koło okna, nad którym nie wisi łapacz snów no, ale ogólnie wisi w pokoju i o ile działa to pewnie robi co ma robić? W sumie nie wiem... niech sobie wisi... ja tam śpię jakoś tak gdzie popadnie... raz tu raz tam.. tak czy siak spać się nie da... W tym drugim śnie byłem w swoim mieszkaniu i zaczęły się rozpadać ściany i sufit (poczucie strachu). Wziąłem kota i zacząłem uciekać i kot zaczął mi się mocno wyszarpywać i ogólnie szaleć w moich objęciach (agresywny atak byta na moją czakrę) i za chwilę się wybudziłem z poczuciem pewnych braków energetycznych na 4 czakrze. O jakiejś 3? się położyłem, ale nie miałem planu spać, ale chcąc nie chcąc usnąłem i miałem atak we śnie o 3:24.

O 7:55 idę spać, a 10:16 wstaję - brak ataków?

O 10:59 idę spać, a o 12:56 wstaję - brak ataków.

O 14:25 idę spać, a o 16:15 wstaję - brak ataków.

24/25.09.2011 -> Około 5:45 trochę leżałem i bardzo szybko wpadałem w takie jakby połowiczne sny czy też dostawałem jakby takich wizji przed otwartymi oczami? czy coś takiego? halucynacje też występowały... ogólnie te rzeczy nie jaśniały światłem i dobrocią (widziałem np. twarz demona itd.)... nawet w czakrę poczułem pewne "ciosy" więc musiałem olać sobie leżenie... w sumie nie może mi być zbyt dobrze. Że też temu bytowi chce się tak przy mnie czuwać... płacą mu za to czy jak? Szkoda, że trochę oberwałem... ale następnym razem zwrócę na to dużo większą uwagę...

O 12:02 idę spać, a o 13:29 wstaję. O 12:15 miałem atak we śnie... a jeszcze wcześniej chyba jakiś cios w ciało?

O 13:50 idę spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.

25/26.09.2011 -> O 1:24 idę spać, a o 6:00 wstaję. Było kilka ataków we śnie. Ogólnie nie były one specjalnie dotkliwe dla mnie. Tym razem (w porównaniu z poprzednimi dniami) spałem w łóżku (z daleka od okna) nad którym wisi łapacz snów. Na pewno były ataki o 4:12 i 6:00, ale były też wcześniej jakieś? Nie wiem czy 1 czy więcej? Tak czy siak np. ten o 6:00 był wparowaniem do pokoju ogromnego czarnego psa (motyw czarnego psa jest dość znany na świecie). Trochę polatał po mieszkaniu (aby mnie wystraszyć), ale jakoś dużo sobie z tego nie zrobiłem i się wybudziłem. Wiadomo, że ogólnie coś tam energii potraciłem przy tych atakach, ale nie jest źle. Dzisiaj jakoś wyjątkowo potrzebowałem snu, więc jak widziałem, że ciosy nie idą bardzo silne to kontynuowałem spanie.

O 9:50 idę spać, a o 12:15 wstaję. O 12:00 było coś podejrzanego we śnie, ale nie jestem pewien do końca czy był to atak... raczej tak, ale domyślam się, że miałem również jakąś ochronę hmmm, tak czy siak były aż 4 postacie koło mnie... po obudzeniu się jeszcze miałem halucynację, ale szybko jej się pozbyłem zamykając oczy i "wyciszając" ją (po prostu przeczekałem, aż ten stan "halucynogenny" minie). Chyba było coś jeszcze wcześniej, ale już nie pamiętam tego nawet. Tak czy siak nic specjalnego mi się nie stało. Spałem na łóżku gdzie jest łapacz snów i jak się kładę to mówię, aby wyłapywał wszystkie negatywne byty i je tam gromadził/więził - ogólnie, aby robił swoje :)

O 17:26 kładę się spać, ale niestety nie da się zasnąć... pojawiają mi się przed oczami różne negatywne myślokształty, które mnie atakują np. atakująca mnie ośmiornica, czy rzucające we mnie kamieniem dziecko itd... tak czy siak o 17:54 wstałem z lekką stratą energii...

26/27.09.2011 -> O 23:40 kładę się spać. O 00:15 miałem atak we śnie (końcówka snu wyglądała tak, że widziałem "uszkodzonego" przez drzwi mojego kota -> chciałem mu jakoś pomóc i wciąłem go na ręce -> uruchomiło się we mnie współczucie itp. uczucia -> nastąpiło u mnie otworzenie czakry lub coś takiego -> następnie kot zaczął się bodajże szarpać i wyrywać [atak na czakrę tego byta] no i zaraz nastąpiło wybudzenie i było po wszystkim). O 00:22 wstaję bo czułem, że jest nade mną "gęsto". Niby moja czakra po ataku czuje się kiepsko, ale ogólnie czuję, że trochę odpocząłem... tylko tej czakry szkoda :( ... Jest już 1:41, a ja praktycznie ciągle trzymam rękę na czakrze (aby ją ładować energią)... ech...

Ze zmęczenia zasnąłem przed kompem o 5:52... i we śnie rzucił się na mnie "mój" kot... Nawet pod kota się podszywają... diabełki małe..

O 12:13 idę spać, a o 14:25 wstaję - brak ataków.

O 14:54 idę spać, a o 17:55 wstaję - brak ataków.

27/28.09.2011 -> O 19:10 kładę się spać. O 2:49 miałem atak pocałunkowy we śnie (we wcześniejszych dwóch snach również były próby ataku, ale nic mi się nie stało). Opiszę jak wygląda dokładnie taki atak, gdyż mało o nim w swoich doświadczeniach pisałem. Widziałem kilka postaci we śnie. Jedną z nich była moja druga połówka (podszywał się pod nią ten byt), inną był mój kolega z liceum (też prawdopodobnie negatywny stwór) i chyba były jeszcze z 1-2 postaci? Nie jestem pewien kto to był itd. Moja druga połówka ciągle mi uciekała, a ja za nią ganiałem, bo chciałem się z nią spotkać (robienie wysiłku na rzecz spotkania). Następnie rzucił się na mnie mój kolega z liceum robiąc tak, że nie mogłem się specjalnie poruszyć (chciał, abym nie doszedł do mojej drugiej połówki - albo mnie bronił abym nie został zaatakowany, albo mnie atakował - moim zdaniem raczej mnie atakował dlatego określiłem go wcześniej jako kogoś złego). Wyrwałem się mu i pobiegłem do mojej drugiej połówki. Następnie wiele postaci mnie otoczyło kiedy ja byłem przyparty do muru. Nikt mnie nie atakował, ale byłem odgrodzony od drogi "wyjścia" od ich obecności. Moja druga połówka zaczęła mówić, że ma problemy z wątrobą i "czemu ją to spotkało" itd... ja zacząłem jej współczuć (zaczynam się otwierać), następnie ona mówi coś w stylu, że mnie kocha itd. (następuje coraz większe moje otwarcie się) i następuje pocałunek i ja tracę energię i budzę się. Tak właśnie podstępem kradnie się energię w ataku we śnie pocałunkowym. W skrócie chodzi o to abyś współczuł lub "kochał" osobę we śnie, która jawi Ci się jako ktoś dla Ciebie bardzo ważny - ma to na celu otworzenie ciebie / twojej czakry - jeżeli to nastąpi to kulminacją ataku będzie pocałunek, który sprawi, że twoja energia zostanie Ci zabrana, a ty zostaniesz wybudzony.

O 13:01 kładę się spać, a o 17:01 wstaję - brak ataków.

28/29.09.2011 -> O 4:44 kładę się spać mimo, iż czuję nad sobą "gęstą zupę zła" (oczywiście to duży błąd kłaść się z "demonami" spać, ale chyba coś mi chwilowo odbiło)... bardzo szybko wpadam w sen... i ostatecznie obrywam o 4:51... Nie wiem czemu poszedłem spać mimo iż czułem idealnie, że zło nade mną wisiało... chyba wciąż mam nadzieję, że to tylko "zły sen" i całe te ataki nie dzieją się na prawdę... no ale strata energii bardzo szybko uświadomiła mi brutalną rzeczywistość. Tak czy siak jakoś to przeboleję, ale nie mniej jednak jak zwykle trochę żałuję, że popełniłem taki głupi błąd... Postaram się poprawić na przyszłość ;) A co do samego ataku to jakaś czarna dziura chciała mnie wchłonąć i w międzyczasie zostałem wybudzony z jednoczesną stratą energii... hmmm...

O 11:00 chciałem pójść spać, ale niestety już o 11:07 dostałem w czakrę i musiałem przerwać moją próbę spania...

Od 13:26 do 17:55 spałem - brak ataków.

29/30.09.2011 -> Około 4? nieświadomie ze zmęczenia zasnąłem przed komputerem. O 4:13 straciłem energię w ataku we śnie, który wyglądał tak: na przejściu dla pieszych rzuciła się na mnie (jakby oblazła mnie) jakaś postać (od razu poczułem na sobie ucisk), ale dość szybko zorientowałem się co się dzieje, ale nie mogłem przerwać snu (brak dostępu do tej opcji - byłem jakby w zbyt głębokim stanie/śnie) i musiałem stawiać temu bytowi mentalny opór. Co ciekawe jak mentalnie wyobrażałem sobie, że go odpycham itd. to ja go na prawdę odpychałem (miałem wrażenie że mam ręce, nogi itd., ale musiałem robić naprawdę silny mentalny wysiłek - czasem miałem też wrażenie jakbym tracił koncentrację i ponownie bardzo szybko musiałem się mocno skupić, aby kontynuować mój opór - oczywiście czułem dotyk gdy go odpychałem itd.), ale on był bardzo silny. Starałem się jak mogłem, ale mój przeciwnik górował nade mną siłą "fizyczną?". Przegrałem tą walkę, ale było to ciekawe doświadczenie. Czyżbym sterował ciałem mentalnym? sam nie jestem tego pewien... ale zdarzały mi się już tego typu potyczki w mojej "karierze".

Od 12:50 do 13:54 spałem - brak ataków.

Od 14:07 do 16:51 spałem - brak ataków.

Od 17:04 do 18:48 spałem - brak ataków.

cdn...

Dobry Samarytanin