NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2011 - STYCZEŃ
(CZĘŚĆ 1)
LINK! DO NOCNYCH ATAKÓW W ROKU 2010 - GRUDZIEŃ
LINK! DO CZĘŚCI 2

31.12.2010/01.01.2011 -> Z 1h? przed położeniem się bardzo chciało mi się spać i zamknąłem oczy siedząc na fotelu... po chwili dostałem cios w nogi, aż podskoczyłem fizycznie. O 1:59 położyłem się spać kropiąc cały pokój wodą święconą, ale to chyba i tak nic nie daje... :( O 4:15 dostałem z 1-3 ciosy... później o 4:23 obracam się na łóżku o 180 stopni, ale szybko stwierdzam, że to nic nie da, bo czuję nacieranie tego byta (hipnozy itd). O 4:27 włączam TV bo są ataki... Przykładam kryształ górski do głowy bo są hipnozy... przyłożyłem kryształ do punktu kilka centymetrów w tył od czubka głowy i o dziwo hipnoza bardzo osłabła, ale tylko na jakieś max 2 minuty? Dobre i to... o 4:44 wyłączam TV... Następnie chyba były znowu ataki? (nie mam spisanych). O 5:40 wyłączam TV (nie mam spisane kiedy ponownie włączyłem po wyłączeniu o 4:44, ale to i tak nie ważne). O 8:26 znowu miałem atak... Wspaniale się zaczyna ten nowy rok... moja czakra protestuje... Najlepszym rozwiązaniem byłoby nie spanie w ogóle... tylko trudno nie spać, gdy chce się spać ;) Nie wiem... czasem już nie mam siły "walczyć" z tą siłą... Czuję się mocno wymęczony... oj tak...

01/02.01.2011 -> O 00:49 kładę się spać. O 4:42 miałem atak we śnie -> włączam TV... o 5:20 wyłączam TV... O 7:50 był w moim śnie ale 0 strat...

02/03.01.2011 -> Poszedłem spać o 00:00; obudziłem się o 7:45; wstałem o 8:40. Nie zauważyłem ataków...

03/04.01.2011 -> Idę spać o 23:52. O 5:47 jest atak we śnie, ale wychodzę z niego bez szwanku (poczułem lekki niepokój w tracie snu i nagle spod łóżka wypełznął wąż, który po chwili mnie ukąsił, ale o dziwo nie wystraszyłem się i na dodatek zacząłem bić go po głowie, dzięki czemu szybko zostałem wybudzony ze snu bez straty energii). Następnie włączyłem sobie TV itd...

04/05.01.2011 -> Idę spać o 23:45, a budzę się o 8:00. Ogólnie dostałem dzisiaj w nocy, ale tak lekko (atak rozkodowujący przed zaśnięciem + coś jeszcze w nocy?)... nawet przed samym położeniem się spać oberwałem gdy siedziałem na fotelu -> bardzo silna hipnoza + atak w 4 czakrę... gdyby nie objawy w głowie (uczucie przemieszczania się czegoś w szyszynce?, z góry w dół) + na 4 czakrze (jak przy ciosie?) to pomyślałbym pewnie, że po prostu bardzo chce mi się spać (pomijając fakt, że 10 minut później już mi się tak spać nie chciało), ale znając życie i przypominając sobie poprzednie ataki (np. hipnoza w wannie) mogę z prawie całkowitą pewnością powiedzieć, że był to atak... (jakby nie był to atak, to po prostu bym usnął bez żadnych objawów i tyle... tak na chłopski rozum przyjmując), ale powiem szczerze, że jest to szczyt wyrafinowania... jest to tak "nieludzkie", że trudno w to uwierzyć (podczas ataku w wannie też nie chciałem przyjąć tego do wiadomości i dlatego prawie się nie utopiłem, bo wypychałem ze świadomości fakty, które przemawiały za tym co się na prawdę działo). Ogólnie te byty nie są ludźmi więc nic dziwnego, że ataki są "nieludzkie" i takie perfidne oraz wyrafinowane i ociekające bezwzględnością, nie mniej jednak w normalnym życiu nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak celowego i bezwzględnego atakowania drugiej osoby choć wiemy, że takie przypadki istnieją i różne złe rzeczy dzieją się na świecie; ale ogólnie ciągłe działanie z premedytacją w celu skrzywdzenia drugiej osoby jest sprzeczne z naturą człowieka i czasem trudno w to uwierzyć, że jedna osoba może celowo i świadomie krzywdzić drugą... Następnie, gdy już się położyłem szybko oberwałem atakiem rozkodowującym (bez wizji przed oczami itp) w 4 czakrę... walka wciąż trwa... a ja tanio skóry nie sprzedam ;)

05/06.01.2011 -> O 00:06 kładę się spać i po kilku minutach dostałem cios w 4 czakrę (przy zamkniętych oczach). O 4:49 oraz 7:45 miałem atak we śnie. Byt podszył się pod zaufaną mi osobę, przed którą się z łatwością mogę "otworzyć" i tak właśnie się stało... otworzyłem się dwukrotnie i dwukrotnie straciłem energię. Nie było tam żadnego ciosu czy łapania za rękę (ucisk itp)... po prostu "otworzenie" się (zabranie energii) i koniec akcji (wybudzenie).

06/07.01.2011 -> O 00:06 idę spać. O 5:19 atak we śnie, a o 6:21 kolejny... (postać wykręcała mi rękę / ucisk itp. -> typowe dla ataku we śnie)... O 6:30 włączyłem sobie TV, ale w między czasie byłem w specyficznym stanie "otępienia" (typowy stan), w którym jest się mocno podatnym na kolejny atak... nie wiem czy w tym czasie coś mi się stało, ale powinienem po ataku we śnie od razu włączyć TV...  i teraz pytanie czemu tego nie zrobiłem? odpowiedź jest prosta: bo jak się jest w tym stanie "otępienia" to bardzo mocno jest się rozleniwionym... najchętniej poszło by się spać dalej (bardzo duże prawdopodobieństwo kolejnego ataku). Ten stan nie jest przypadkowy... ma na celu spowodowanie, abyś się nie bronił... Następnym razem muszę być bardziej zdecydowany i nie czekać na nie wiadomo co :)

07/08.01.2011 -> O 1:06 idę spać. O 5:25 oraz 5:30 były ataki. Kolejny był o 6:25... we śnie był mój opiekun oraz negatywny byt. Dopóki mój opiekun był w pobliżu, mój wróg się do mnie nie zbliżał tylko był w pewnej odległości ode mnie, ale w pewnym momencie mój opiekun "zniknął" i mój przeciwnik od razu to wykorzystał rzucając się na mnie. Po szarpaniu się z moim wrogiem powrócił mój opiekun i byt zostawił mnie w spokoju. Nie wiem co spowodowało to, że mój opiekun mnie zostawił sam na sam z negatywną siłą. Może musiał walczyć na dwa fronty? (brak sugestii o tym we śnie), a może po prostu odszedł, aby zobaczyć jak sobie sam poradzę? (moim zdaniem nie logiczne i bezsensu?), a może walczył z tym bytem i po prostu nie mógł wygrać? (też w sumie brak sugestii we śnie... bo opiekun po prostu "zniknął" w sensie gdzieś przepadł bez śladu)... w sumie nie wiem czemu zostałem zostawiony sam sobie... tak czy siak dobrze, że po chwili do mnie wrócił. Obstawiam, że był jakiś ważny powód... może był jeszcze jakiś przeciwnik, który nie skrystalizował się w moim śnie? i mój opiekun z nim poszedł walczyć i jak go pokonał to mógł wrócić pozbyć się tego "skrystalizowanego" w moim śnie? może? nie wiem? Po tym ataku włączyłem TV... Podczas oglądania telewizji miałem wrażenie jakiegoś ataku o 7:12, ale pewien nie jestem... tak czy siak leżenie w stanie niepełnego wybudzenia się nie jest do końca bezpieczne... bo można w sumie w miarę łatwo wpaść w pewien stan relaksu, odprężenia, który może być na rękę atakującemu mnie bytowi... trzeba na to uważać...

08/09.01.2011 -> Po? 22:30 kładę się spać... oglądam sobie TV... około 23:10? wyczułem tego byta koło mojej głowy...  O 23:25 zamykam oczy... O 23:29 dostaje taki cios (kompletnie bez jakiegokolwiek ostrzeżenia!), że aż podskakuję całym ciałem na łóżku! (taki wstrząs jakby mnie ktoś prądem poraził) -> Uciekam z małego pokoju do dużego (łóżko koło okna). Dodam jeszcze, że od dobrych kilku godzin tak mnie szyszynka nawala, że nie mogę normalnie myśleć oraz funkcjonować... przy takich bólach gorzej się oddycha... ale wróćmy do ataków... zmieniłem łóżko...nie spodziewałem się, że to coś da... znaczy miałem cichą nadzieję... ale jak tylko się położyłem, to zacząłem widzieć kątem oka jakby demoniczne halucynacje, które szybko znikały. O 23:42 oraz 23:47 słabe ataki w czakrę. Miałem oczy raczej otwarte!? 23:51 kolejny atak..., a o 23:53 gdy znowu zostałem zaatakowany miałem już tego dosyć i się ewakuowałem do komputera... Dziwne te ataki... bardzo podstępne... również gdy miałem otwarte? oczy to dostawałem w czakrę, wydaje mi się, że była przy tym też pewnego rodzaju "ukryta" hipnoza, ale chyba nie przy każdym dzisiejszym ataku... chyba jedynie przy tych, przy których nie chciałem zamknąć oczu... pamiętam, że pomimo (moim zdaniem) otwartych oczu jakoś tak "odpływałem" w "świat myśli" (jakby sen z otwartymi oczami? -> chodź próbowałem być non stop świadomy tego co się dzieje oraz mieć oczy otwarte) i gdy tak "odpłynąłem myślami" (odpływałem całkowicie poza moją kontrolą) to właśnie wtedy dostawałem... bo synchronizowały się nasze "światy"? i mogło dojść do ataku... ogólnie pierniczę spanie... nie będę dawać się bić :( i ta szyszynka tak nawala (boli)... zwariować można... Moja czakra oczywiście jest obita... eh... szkoda słów... człowiek chce się wyspać, ale nie może... co za zryty świat...

Jest już 3:01... moja szyszynka dalej boli, ale już nie tak bardzo...wciąż jest nieprzyjemnie... chętnie poszedłbym spać, ale raczej nie służy to mojemu dobru więc postaram się nie spać tyle, ile tylko wytrzymam...

O 4:15 chyba próbował mnie zaatakować gdy siedziałem przed komputerem... takie dziwne uczucie było w głowie? i na 4 czakrze... (jak na moje oko był to atak / chyba próbował mnie wepchnąć do przestrzeni, w której mógłby zabrać mi energię / starał się mnie tak na chwilkę uśpić, aby mi przywalić... tak sądzę...), ale nic nie wskórał... Jak jestem w miarę rozbudzony to ma duże problemy aby mnie zaatakować, w porównaniu z leżeniem w łóżku itd...

A swoją drogą to ostatnio dość często wyłapuję 11, 111, 11:11, 11:10 itp... więc jest przy mnie światło itd., nie mniej jednak muszę jakoś doczołgać się do mety, gdzie byty mnie atakujące zostaną ode mnie definitywnie "odcięte" (tak się na 100% stanie, bo to wynika z moich snów). Denerwujące jest to, że te ataki są znacznie bardziej perfidne i wyrafinowane (nie mówiąc już o tym, że właściwie żadna metoda obrony już nie działa), niż te, które były np. rok temu. Są to bardzo inteligentne istoty... bardzo szybko neutralizują wszelkie metody obronne albo po prostu wysyłają kogoś silniejszego więc toczenie bojów z tą siłą to prawdziwe wyzwanie. Nie jest fajnie toczyć zacięte boje z ciemną stroną mocy, ale nie mniej jednak uwolnienie mnie od tych ataków przyniesie mi ogromną ulgę. Domyślam się, że będzie to wspaniała chwila... Jest już 4:40 i coraz bardziej chce mi się spać...

Postanowiłem spróbować zasnąć... kładę się do swojego łóżka... Jest 4:47... Szybko wyczułem tego byta nad moją głową (powinienem się od razu ewakuować, ale tak bardzo chciałbym się chodź trochę przespać...) -> trochę pomantrowałem, ale nic to nie dało... W pokoju paliły się górne światła więc było w miarę widno mimo, iż na dworze jest ciemno. Ten byt użył hipnozy i wpadłem w "wir myśli" (silne zamyślenie się / wbrew pozorom jest to narzucony stan podobny do podkręconej wyobraźni przy atakach rozkodowujących... nie jestem w stanie tego kontrolować)... O 4:51 dostałem w 4 czakrę! Oczywiście od razu uciekłem z łóżka!

5:17... mam wrażenie jakbym cały czas był hipnotyzowany i sprowadzany do stanu, w którym będzie mógł być zadany mi cios... już nie wiem co robić :(

Około 6? rano wysmarowałem sobie twarz wodą święconą, odmówiłem modlitwy egzorcyzmów oraz zapaliłem oryginalne tybetańskie kadzidełko, które jest właśnie na "negatywne energie", ale nie wiem czy coś pomogło? Następnie wziąłem siatkę, w której było sporo czosnku, którym się kiedyś broniłem i położyłem sobie to na głowę... miałem czasem wrażenie, że jest trochę lepiej, ale nie mniej jednak hipnoza trwała nadal... dostałem kilka razy podczas hipnozy... w końcu już tak chciało mi się spać, że zaryzykowałem i położyłem się w łóżku (mały pokój), aby zasnąć... oczywiście dostałem kilka razy na wstępie, ale udało mi się jakoś zasnąć... O 8:55 wstałem, ale moja czakra jest mocno obita... nawet za mocno :(

Kiedy wstałem, czułem się mocno osłabiony :(

17:55 od kilku godzin czuję się niepewnie... chyba ten byt już jest... w godzinach rannych i popołudniowych nie odczuwałem niczego negatywnego... pomijając fakt, że ledwo stałem na nogach po ciosach jakie zebrałem... Skropiłem sobie twarz wodą święconą i założyłem różaniec na szyję... również posypałem głowę solą święconą... lepsze to niż nic... lepiej dmuchać na zimne...

Trzymam też sobie często rękę na 4 czakrze, aby trochę ją doładować energią... trochę pomaga... ale do ideału jeszcze brakuje... podobno sen jest najlepszym lekarstwem ;) tylko jak tu usnąć? ;)

09/10.01.2011 -> O 23:50 idę spać (mały pokój). O 23:53 tylko zamknąłem oczy i już dostałem w 4 czakrę!, na dodatek z minutę temu też miałem atak... tylko lżejszy... Postanowiłem włączyć TV... Ogólnie ten byt mnie hipnotyzował i nawet widziałem jakąś halucynacje otwartymi oczami, która zaraz znikła (miała mnie wystraszyć). O 00:10 znowu idę spać, ale minutę później znowu jestem atakowany więc ponownie włączam TV... O 00:39 gdy miałem otwarte oczy zostałem lekko zaatakowany! była też przy tym hipnoza! O 00:44 wyłączam TV. O 00:53 ewakuuje się do dużego pokoju - łóżko koło okna. O 00:56 prawie dostałem... O 1:01 kolejne próby ataku.. -> postanawiam wstać z łóżka... O 1:10 ewakuuję się do mojego łóżka i zapalam na nim tybetańskie kadzidełko. O 1:15 obsypuję siebie oraz łóżko solą święconą, a na głowę kładę siatkę z czosnkiem. O dziwo jakoś udaje mi się zasnąć bez dostania w piernik. W nocy nie zauważyłem, aby został zadany mi jakiś cios chodź ktoś był w moich snach, ale czy to był opiekun czy wróg to nie wiem... ale nie byłem atakowany przez tą postać więc może opiekun... może może mnie bronić we śnie, ale bardziej w realu mi nie pomaga z jakiegoś względu? nie wiem? O 10:51 wstaję trochę obity (pewne ataki przed wstaniem)... ale ogólnie sporo spałem... ważne, że kolejna noc minęła... teraz tylko muszę się trochę zregenerować...

10/11.01.2011 -> O 2:57 kładę się spać (moje łóżko -> palę kadzidełko, posypuję siebie i łóżko "toną" soli święconej, ale to i tak nic nie daje!). Wyczuwałem tego byta jak leżałem... kręcił się jak zwykle koło szyi no i czuć było "niepokój"... O 3:26 gdy już zamykałem oczy to czułem, że ten byt już próbuje mnie atakować. O 3:30 dalej trwają ataki... wynoszę się do łóżka pod oknem... O 3:35 czuję jak jest koło mojej głowy... skierowałem otwartą dłoń w jego kierunku... chyba go to zdenerwowało... bo poczułem jak ruszył z miejsca w moim kierunku i mnie "dziabnął" w czakrę... co za dno... O 3:42 uciekam do małego pokoju... polałem się wodą z Lourdes itd... już nawet pisać nie ma sensu co robiłem dokładnie, bo to i tak nic nie daje... zostałem dziabnięty jeszcze kilka razy nawet, gdy miałem oczy otwarte! O 4:05 uciekłem do komputera i olewam spanie... nie dość, że nic nie pomagają moje metody obronne to wystarczy, że się położę to dostaję w piernik! i to nie zawsze gdy mam oczy zamknięte! Paranoja! Żałuję, że w ogóle próbowałem spać mimo, iż na samym początku wyczułem tego byta... ale tak jest gdy chce jest się sennym i marzy się o "podusi" :( Moja czakra jest smutna i czuje się źle :( no i chyba nie muszę dodawać, że przy tych atakach nie ma kompletnie żadnego znacznia w jakiej pozycji leżę... czy to na brzuchu czy na plecach... i tak efekt ataku jest identyczny...

Jest już 6:30... wydaje mi się, że wciąż ten byt tutaj jest...  6:39 -> byłem w kibelku i odczułem jego próbę ataku... -> coraz bardziej chce mi się spać...

O około 6:55 postanowiłem trochę poleżeć w dużym pokoju (łóżko koło okna), ale szybko się ewakuowałem... później wyniosłem się do małego pokoju... byłem cały czas hipnotyzowany... w sumie wciąż jestem... usilnie pragnie, abym zamknął oczy lub poddał się owej hipnozie... o 7:00 dostałem gdy siedziałem na łóżku... po ciosie hipnoza bardzo mocno się zmniejszyła... ale po minucie czy dwóch znowu mocno się nasila... Robi się powoli widniej na dworze... może to coś pomoże...  oby... bo już nie mam siły opierać się przed pójściem spać itd.

O 7:16 idę do małego pokoju... w końcu się położyłem mimo ewidentnej obecności tego byta. Jakoś się udało zasnąć mimo, iż w między czasie trochę mnie "podskubał" nie mówiąc już o bardzo upierdliwej hipnozie. Był przypadek gdzie tak bardzo mnie hipnotyzował, że nie miałem już siły stawiać oporu i "uległem", on mnie dziabnął w czakrę i nagle jakby hipnoza znikła... dopiero po 1-2 min pojawiła się ponownie... O 11:16 wstałem... zauważyłem, że nie miałem ataków we śnie tak samo jak wczoraj... hmmm... ale ogólnie chyba wolę ataki we śnie niż to, co się w ostatnich dniach dzieje...

11/12.01.2011 -> Już w południe zacząłem wyczuwać koło siebie tego byta... Kładę się o 1:30. Wyczuwam tego byta jak zwykle blisko mojej głowy... dostaje kilka drobnych ciosów... (niby drobne ciosy, ale moja czakra po wstaniu nie czuje się najlepiej). Również zaczynam mieć pobudzoną wyobraźnię do granic możliwości... nie mogę nad tym zapanować... taki atak... O 1:45 ewakuuję się do komputera... Nawet przed kompem próbuje mnie atakować... żyć nie umierać ;)

O 3:35 ponownie kładę się spać, a o 10:04 wstaję, a chwilę wcześniej dostałem kilka ciosów! Powinienem wstać 5 minut wcześniej i byłoby w miarę git. Po dostaniu nad ranem pierwszego ciosu powinienem jak sprężyna wyskoczyć z łóżka... mam trochę do siebie pretensji, że tego nie zrobiłem :/

PS. Jakoś nie mam od kilku dni ataków we śnie, ale są za to te przed zaśnięciem i przed wstaniem... jak dla mnie, są one gorsze niż te we śnie...

12/13.01.2011 -> Kładę się o 00:23. O 00:34 dostaje cios w 4 czakrę i wstaję z łóżka. Oczywiście cios był kilka sekund po zamknięciu oczu. Jakoś przez 11 minut (od położenia się) nie miałem ochoty ich zamykać ;) Na razie plan jest taki, aby poczekać z godzinę czy dwie i spróbować pójść spać ponownie ;)

1:20 atak na 3 czakrę? Ten byt wciąż tu jest...

Dopiero o 4:17 ponownie położyłem się spać i jakoś zasnąłem mimo, iż tuż przed samym zaśnięciem pojawił mi się w lustrze "zły kosmita" (jego głowa) (widziany z otwartymi oczami), ale było to coś bardziej na kształt odbijania się przedmiotów znajdujących się w pokoju i tworzących taki kształt... ale nie mniej jednak było to ewidentnie nasączone negatywną energią chodź patrzenie na to nie robiło mi krzywdy... choć lepiej na to nie patrzeć, bo w sumie kto wie... trzeba pamiętać, że co za dużo to nie zdrowo ;) Warto zastosować tutaj tę zasadę, bo po co ryzykować? ;) Następnie był atak we śnie o 6:38! Ostatnio mówiłem, że nie mam takowych ataków, a tu proszę. We śnie zacząłem stawiać opór temu bytowi, ale niestety trochę za późno. Byłem już w zbyt złej sytuacji, aby nie stracić energii... a przy tym ataku sporo jej straciłem... jednym słowem czułem siłę tego ciosu... Następnie gdy się wybudziłem zobaczyłem w pokoju (na biurku) kolejną negatywną "halucynację" stworzoną przez tego byta... jeszcze tak chce mnie wystraszyć, ale jakoś specjalnie na mnie to nie działa... mimo iż się na to patrzę... Po prostu daje mi znać, że tutaj jest... i że nie przyszedł do mnie w pokojowych zamiarach... co zresztą udowadnia na każdym kroku. Ogólnie w tym śnie, w którym zostałem zaatakowany było kilka postaci... wydawały się pozytywne lub neutralne... ale w swoim czasie pojawiła się jedna zła, która mnie dopadła. Po tym ciosie i kolejnej "halucynacji" wstałem z łóżka. Ogólnie czuję się nienajlepiej... kręci mi się w głowie i jestem osłabiony... czuję to wyraźnie...

PS. zacząłem dzisiaj odmawiać modlitwy które można znaleźć tutaj LINK! Może coś pomogą...

13/14.01.2011 -> O 23:12 kładę się spać... ale nie wiem po co, bo w sumie oczka mi się jeszcze tak bardzo nie kleiły... Dostałem o 23:17... ale i tak, gdy leżałem to wyczuwałem tego byta więc na własne życzenie dostałem, bo mogłem po prostu od razu wstać! ale tego nie zrobiłem! postąpiłem kompletnie nielogicznie! wmawiałem sobie, że może tylko mi się zdaje, że on jest koło mojej głowy! i to głupie wmawianie kosztowało mnie przywalenie w czakrę! W ogóle myślę, że dostaję dużo więcej niż tu spisuję... chodzi mi o ataki w dzień... nie jestem ich pewien więc praktycznie o nich nie wspominam... -> Po wstaniu ewakuowałem się do małego pokoju, ale oczywiście to nic nie dało... dostałem kilka razy i poszedłem do kompa... -> kompletny bezsens! ... dałem się obić... mam żal do samego siebie... co ja w ogóle robię? Dostawałem nawet z otwartymi oczami... po prostu hipnotyzował mnie (bardzo szybkie kompletne zatracenie się w myślach [widziałem myślokształty przed otwartymi oczami?] -> zestrojenie się moich i tego byta "pól"? -> cios w czakrę). Jestem zły na siebie, że dałem sobie zadać w sumie z 4-5 ciosów? mogłem nie iść spać... albo od razu po wyczuciu tego byta uciekać! Moja czakra obecnie jest obita jak worek treningowy! a było już w miarę ok! ;( Mam nadzieję, że już więcej tak nie postąpię i będę wiał gdzie pieprz rośnie jak tylko wyczuję tego byta... ale tu też chodzi o to, że mój organizm "marzy" o wygodnym i niczym niezakłóconym śnie i często jest to po prostu tak silne "marzenie", że nie myślę logicznie. Zresztą jestem już tym tak zmęczony, że pragnę snu jak nie wiem czego... nawet się normalnie przespać nie mogę bez dostania w piernik... czy to przed pójściem spać, czy to we śnie, czy to przed wstaniem z łóżka... po prostu cudownie... ale spoko... dam radę... powoli do celu... jestem wymęczony tymi atakami i tyle... mam nadzieję, że już niedługo będę mógł swobodnie spać... takie moje ciche marzenie... Ogólnie trzeba nawet w biały dzień uważać, aby nie zostać zahipnotyzowanym... bo ostatnie dni pokazują, że hipnoza może odbyć się bardzo szybko... bez "ołowianych" powiek... po prostu leżysz i wpadasz jakby w "sen" (myślokształty, myśli -> brak kontroli nad tym) i po chwili następuje atak i energia z czakry jest stracona. Ten czas, gdy widzi się owe myślokształty jest czasem "rozkodowywania" człowieka... po to aby dostroić "pola" moje z "polami" tego byta i wiadomo, gdy ten proces będzie zakończony to następuje atak. Oczywiście atak atakowi nie równy np. te myślokształty, które dzisiaj spisuję to trochę co innego, niż "obrazy", które są używane w "atakach rozkodowujących". Te obrazy widzi się na czarnym tle i zachowana jest raczej pełna świadomość tego co się dzieję...  czasem jest używana również hipnoza abym nie wstawał i trzymał oczy zamknięte... a myślokształty są rozlane na cały ekran (brak czarnego tła) i kompletnie tracisz świadomość tego co się dzieje (mocna hipnoza)... można by to określić jako "odpłynięcie" lub wpadnięcie w nagły,  "nieświadomy sen"... Z miesiąca na miesiąc ataki na moją osobę się lekko zmieniają... widać, że nie stoi to w miejscu... Robią co mogą, aby uprzykrzyć mi życie...

Jeszcze dodam, co do tego ataku gdzie bardzo szybko człowieka się "hipnotyzuje" i przed oczami zaczyna się mieć różnego rodzaju "myślokształty", to jak byłem w małym pokoju to broniłem się "obrazkiem" małego Jezusa, kierując owy obrazek w kierunku miejsca gdzie moim zdaniem ów byt się znajdował i co ciekawe, gdy byłem pogrążony w "sztucznym śnie" to wydawało mi się, że o dziwo byłem trochę bardziej świadomy, że jestem atakowany itd. Też czułem, że gdy pomyślałem o danym miejscu w tym "śnie myślokształtowym" gdzie "ciemne macki" owych bytów chciały mnie dopaść, to gdy użyłem tego obrazka skierowanego w jego kierunku to czułem jak "macki" itp. we śnie się szybko wycofują. Oczywiscie tych "macek" było wystarczająco dużo, abym nie dał rady się skutecznie obronić, ale myślę, że tak czy siak warto o tym napisać.

2:10! skubaniec hipnotyzował mnie już od jakiś 30min! i to porządnie! Właśnie wystarczająco mocno mnie zahipnotyzował, aby przeprowadzić atak i mi przywalić w 4 czakrę! Co ciekawe od razu po ataku hipnoza bardzo mocno ustąpiła, ale domyślam się, że może za chwilę wrócić z podobną intensywnością... Masakra... tak przy spisywaniu swoich doświadczeń być zahipnotyzowanym, a następnie zaatakowanym to już szczyt chamstwa... Może mu się nie podoba to co robię? że spisuję jego kryminalistyczną działalność...

Następnie o 2:20 idę spać do małego pokoju. Dostałem chyba jakieś bęcki przed zaśnięciem, a może i nie? (nie pamiętam / nie spisałem tego). Później był silny atak we śnie o 5:15 -> wstałem do komputera... Już widzę, że ten styczeń to najgorszy miesiąc...  Od kilku dni gdy wstaję czuję się wyjątkowo rozbity... kręci mi się w głowię... nogi jak z waty... chodzę chwiejnym krokiem... brak energii... Te ciosy jakie obrywam to nie przelewki...

Miałem ciekawy sen przed atakiem. Widziałem siebie i miałem sporą, głęboką ranę spowodowaną atakami na nosie. Następnie widziałem siebie w kuchni, a w niej było bardzo dużo "gratów" i różnego rodzaju śmieci... praktycznie cała kuchnia była nimi zawalona. Było tam sporo negatywnie nasączonych rzeczy. Postanowiłem zrobić porządek i zacząłem wszystko co niepotrzebne "drzeć" i składować w jednym miejscu... Przygotowałem ten jeden wielki śmietnik do wyrzucenia... ale w między czasie podczas "darcia"? jednego z papierów zostałem zaatakowany... i był to silny cios... to ten o 5:15... Mam wrażenie jakby nawet teraz ten byt chciał mi przywalić... trzymam mocno oczy otwarte... i masuję moją czakrę, bo zdecydowanie źle się czuje i nie tylko ona... ogólnie czuję się mocno rozbity :(

9:20... od jakiegoś juz czasu jestem bardzo senny... domyślam się, że może być to senność połączona z hipnozą? ale nie jestem pewien...

9:45... położyłem się na chwilkę, aby odpocząć i oczy miałem non stop na chama otwarte... ale niestety leciutko dostałem... ale to tylko takie draśnięcie... na dodatek po tym draśnięciu senność na chwilkę całkowicie znikła! ale po minucie czy dwóch wróciła na swoje stare tory... ogólnie bardzo chce mi się spać... rzuca mną we wszystkie strony... ciało domaga się solidnego odpoczynku...

10:05... (siedzę przed komputerem) nagle senność zmniejszyła się o 80%, a nie zrobiłem nic, aby w jakikolwiek sposób wyeliminować "senność"... sama nagle się drastycznie zmniejszyła...

10:57 chyba ponownie chce mi się spać... ale nie ma dramatu... choć z chęcią bym sobie z kilka godzinek pospał...

21:04 coś mnie dziabnęło w 4 czakrę... ale lekko... w sumie to się zdarza, a ja właściwie specjalnie o tym nie wspominam... bo skupiłem się na pewnikach... czyli atakach w nocy... ich jestem pewien... ale odnośnie ataków w ciągu dnia to mam jeszcze sporo pytań, nie mniej jednak już nie raz byłem pewien na 100%, że to co działo się w dzień było atakiem... jednak wciąż badam temat... Trzeba podkreślić, że ataki w dzień są jak najbardziej możliwe... i teza która potwierdza, że wiele z tych ataków jest na mnie przeprowadzanych jest fakt, że nie mogę spać w dzień gdyż po chwili dostaję bęcki! Wynika z tego, że ten byt jest przy mnie cały czas i raczej nie czeka aż zasnę... Jak ma sposobność ataku w biały dzień to czemu by nie? Przecież to nie ma dużej różnicy czy siedzę przed komputerem czy leżę w łóżku. Ogólnie mój umysł się mocno wysila i to dość często, a w szczególności ostatnio, aby przeciwstawić się hipnozie... (nie mylić z sennością, od której nie odczuwa się ciosu w 4 czakrę). Nawet teraz się opieram jego atakom... i wiem, że jest gdzieś w pobliżu... jak to się mówi... "żyć nie umierać" :D

O 22 byłem bardzo mocno poddawany hipnozie!... zresztą wcześniej też... jestem pewien na milion %, że nie jest to senność tylko atak... i zaraz powiem wam skąd ta moja pewność się wzięła. Jednym słowem byłem atakowany w dzień tak wiele razy i tak wiele razy byłem poddawany hipnozie, a ja tego nie spisywałem, bo myślałem, że może to objaw kundalini czy coś takiego! Ostatnio podczas hipnozy machałem jeszcze tak dziwnie nogami... napinałem mięśnie itd... nie wiem czemu to robiłem, ale to jakaś reakcja obronna organizmu przed atakami... i teraz najlepsze... Mama widziała, że coś jest nie tak... że moje oczy są dziwne (na siłę je otwierałem, aby ich nie zamknąć!), że dziwnie nogami poruszałem (taką hipnozę miałem, że wiłem się jak "nadepnięty wąż") i wtedy moja mama przyniosła mi taki Krzyż średnich rozmiarów...

posrebrzany, identyczny jaki miał na lasce Jan Paweł II (miałem identyczny [taki malutki] na wisiorku na szyi, ale został zgubiony w szpitalu... o czym już wcześniej pisałem, może to symbolicznie oznaczać, że jakiś krzyż ze mnie spada [który dźwigam], a może był to po prostu atak, aby wytrącić mi lepszą możliwość obrony?). Co ciekawe gdy mama mi go dała (krzyż papieski średnich rozmiarów [13,5cm]) to hipnoza ustąpiła całkowicie!!! Po prostu nie mogłem w to uwierzyć!!! Wszystkie objawy senności po prostu znikły!!! To było zdecydowanie niesamowite!!! Moj mama zrobiła wielkie oczy jak zobaczyła jak dużo to dało! Różnica była kolosalna! Nie mniej jednak wyczuwałem, że nie jestem w 100% bezpieczny... jeszcze nie... ale mówię... to było niesamowite! jakby ktoś ręką odjął całe moje cierpienie! :)

14/15.01.2011 -> O 23:50 idę spać (duży pokój) -> Oczywiście moja nowa "broń" była cały czas przy mnie, a ja zasnąłem beż żadnych problemów!!! Noc miałem spokojną!!! ale gdy już się obudziłem i miałem zamknięte oczy to mimo, że trzymałem przy sobie ten krzyż to oberwałem w czakrę o 7:10... więc nie jest to idealna ochrona, ale jednak bardzo dużo mi dała! Mam nadzieję, że nie obejdą jej... bo z doświadczenia wiem, że mogą to zrobić... i tego leciutko się obawiam no, ale zobaczymy... może im się nie uda... Jakby coś to dalej będę czujny... bo wiem, że mogę zostać jeszcze zaatakowany przy zamkniętych oczach... ale jakby chociaż ta hipnoza już nie mogła wejść w moje życie to byłoby już super! :) ... trzymam kciuki za to, abym został całkowicie uwolniony od tych ataków... w swoim czasie... i zgodnie z wolą Bożą :)

Założyłem sobie krzyż papieski na szyję... abym miał go cały czas blisko siebie... Jeszcze jak tak patrzę sobie wstecz, to byłem mocniej atakowany niż sądziłem... Trudno aż uwierzyć, że w dzień też takie masówki (ciągłe ataki) miałem... nie tylko w nocy...

9:09-9:11... wydawało mi się jakby był atak (typu dziabnięcie)... mówię wydawało mi się, bo został zniwelowany przez krzyż papieski więc był słabo odczuwalny! co ciekawe ~2 minuty później kolejne "odczucie" na  4 czakrze, ale takie jakieś dziwne... jakby "wygłuszone"! Jakby te odczucia na 4 czakrze nie były atakami to czemu po założeniu krzyża papieskiego nagle stały się takie stłumione!? Dziwne!!! ale daje do myślenia!

PS. na 3 czakrze też mam czasem takie odczucia... ale wciąż nie jestem pewien czy 100% tych odczuć na 3 i 4 czakrze to ataki... ciągle badam sprawę... ale jak mówiłem... na 100% pewna część tych odczuć to ataki... tylko jeszcze nie wiem jak duża...

13:55 Czuję tego byta koło siebie... próbuje mnie dziabać od czasu do czasu (nie mówię tego tylko w odniesieniu do tej konkretnej godziny...), nie mniej jednak słabo mu to wychodzi... bez hipnozy nie jest tak łatwo he? :) ale trzeba mu przyznać, że gościu jest zawzięty... nie daje za wygraną... Mam nadzieję, że hipnoza odeszła już w niepamięć... -> jestem ciekawy dzisiejszej nocy...

15/16.01.2011 -> Kładę się spać o 2:06... wyczuwam tego byta koło swojej szyi, a nawet i wcześniej go wyczuwałem jak siedziałem przed komputerem... długo zwlekałem z zamknięciem oczu... jak to zrobiłem o 2:21 to bardzo szybko dostałem w czakrę... oczywiście po chwili wstałem... ale jest jedna dobra rzecz... a mianowicie taka, że nie miałem założonej żadnej hipnozy!!! Jak wspaniale jest bez hipnozy!!! Czyli hipnoza nie jest wcale potrzebna do przeprowadzenia ataku! Jest ona jedynie po to, abyśmy zamknęli oczy!!! a wtedy już wiadomo co za chwilę nastąpi... -> oczywiście cios zadany mi w czakrę jest dobrze odczuwalny... W sumie mogłem nie iść spać.. skoro go wyczuwałem, to atak był praktycznie pewny... no ale cóż...

2:41 chyba mnie przed komputerem zaatakował... szalony byt... nie mniej jednak nie celował w czakrę... nie wiem co on zrobił... wyczuwam go obecnie z mojej prawej strony... i coś kombinuje... tylko co?

Jest już 5:51... jakoś nie chce mi się spać... brak hipnoz!!! Nie ma to jak zawieszony na szyi 13,5 centymetrowy krzyż papieski! Co więcej wczoraj nie czułem się "pijany" po wstaniu, chodziłem normalnym krokiem, a nie niepewnym itd... to samo teraz... czuję się dobrze i normalnie... bo te stany były spowodowane chyba hipnozą + innym dodatkowym mi nieznanym mieszaniem w moich energiach? Wiem, że jak mocno się w piernik dostanie to też po wstaniu człowiek czuje się mocno rozbity...

6:03... zaczynam się robić trochę senny... coraz bardziej senny... hipnoza? czy senność?

6:12... kilka minut temu położyłem się spać, bo oczy same mi się zamykały... po chwili oberwałem i hipnoza odeszła... ale już za 10-30sek powróciła... lipa... Tylko nie mówcie, że ten byt znalazł obejście krzyża papieskiego? :( a może w ogóle to nie była hipnoza tylko zwykła senność? nie jestem w stanie ze 100% pewnością tego określić! Nie rozumiem czemu na chwilkę po ataku senność? w bardzo dużym stopniu ustąpiła...

Poszedłem spać do małego pokoju... na wstępie oberwałem cios... jakoś usnąłem... -> 7:55 oberwałem kolejno cios... bardzo mocny... -> wstaję... i żałuję, że w ogóle poszedłem spać, ale tak mnie zmogło... czuję się jak pijany! moje nogi chodzą "błędnym" krokiem, mam mało energii życiowej i w ogóle czuje się źle :( Uwzięli się w styczniu niesamowicie :( Kładę rękę na 4 czakrę i ładuje ją energią... trochę pomaga :/

PS. straciłem jeszcze energię ze 2-3 razy przed? 6? rano ale nie spisałem tego...

Jest już 21:26, a ja czuję się dość dobrze... 0 hipnoz itp...

Jest 23:47... chce mi się spać... W sumie dzisiaj spałem tylko niecałą godzinę... więc nic dziwnego, że jestem senny... Czy to hipnoza? raczej nie... skoro mam na sobie krzyż papieski... nie sądzę, aby go obeszli? ale nie wiem? ale raczej nie...

O 00:21 kładę się spać... nie wyczuwam tego byta, ale już 3 minuty później obrywam (lekko) w 4 czakrę... ewakuuje się na chwilę do małego pokoju... ale tam nie czuję się bezpiecznie i po kilku minutach wracam do dużego pokoju... i siadam przed komputerem... Po krótkim czasie wracam do swojego łóżka. Smaruję sobie (odrobinę) 4 czakrę i czubek głowy (bardzo śmierdzącym, pokrojonym itd) czosnkiem. Biorę jeszcze z ~22cm krzyż z Jezusem który trzymam koło głowy. Zasypiam bez ataku. Miałem we śnie pewien niepokojący atak -> operacja (postać) i przecinanie narządów wewnętrznych! Dość nie fajnie! Nad ranem chyba nic specjalnego się nie wydarzyło... chodź pewien na milion % nie jestem, ale raczej spokojnie... Wstałem o 8:20.

17:22... muszę dodać, że wciąż nie odczuwam żadnej hipnozy!!! Jest to wspaniałe uczucie!!! Niby takie normalne, a jednak takie niezwykłe!!! Dzięki Ci krzyżu papieski!!! :)

17/18.01.2010 -> Jest już 00:10 i jestem senny... ale nie odczuwam żadnej hipnozy! Jest to taki naturalny stan, o którym chyba na długo zapomniałem! Jak dobrze znowu to poczuć :)

01:09 siedzę sobie przed komputerem i dostaję cios w 4 czakrę, a może to ruch energii? ale wątpię... w sumie 100% pewności nie mam, że był to atak choć idealnie mi to do tego pasuje... hmm... Było to uczucie identyczne jak po zamknięciu oczu i odczekaniu kilku-kilkunastu sekund... no i silne to było... nie jakiś mały ruch energii tylko takie "bum"... wiem, że nie każdy ruch energii w dzień na 4 czakrze jest atakiem i tego jestem pewien... teraz trzeba oddzielić co jest co... moim zdaniem to był atak, ale nie mówię tego ze 100% pewnością... ale nie było takowego powodu, aby ta energia zrobiła tam aż takie "bum"... wyglądało to jakbym dostał tam silny cios... tak to odczułem... ale co fajne wciąż 0 hipnoz :))) ... szkoda tylko, że jeszcze te "ciosy" są na mnie stosowane...

Zauważyłem, że w nocy też jestem bardziej podatny na wystraszenie czy "nagłe" dźwięki... hmmm...

Około 01:20? kładę się spać (mały pokój). Przed zaśnięciem dostaje z 1-3 razy? (nie pamiętam już ile razy, bo nie spisywałem tego). We śnie zostałem zaatakowany ze 2 razy? + z 4-5 razy podczas, gdy już się wybudziłem i sobie tylko leżałem. Nie odczułem żadnej hipnozy związanej z "ciężkimi powiekami", ale nie mniej jednak było wprowadzanie w "sen"... wyglądało to tak, że leżałem sobie przebudzony na łóżku i starałem się mieć otwarte oczy i nie wiedzieć kiedy byłem już jakby we śnie (coś jakby śnienie) i wtedy dostawałem cios w 4 czakrę. Wchodzenie w ten "sen" było bardzo "nieświadome". Moją winą było to, że tak długo zwlekałem ze wstaniem, ale na,rawdę gdy leży się w łóżeczku i jest tak przytulnie to mimo, iż są ataki człowiek pragnie "spać" i to jest pewnego rodzaju problem ;) Myślę, że w tym przypadku powinienem się ewakuować trochę wcześniej ;) no, ale jest jak jest :) W sumie brak hipnoz typu "ciężkie powieki" jest sporą ulgą... ale to zdecydowanie nie koniec walki... Wstałem około 06:25. PS. zapomniałem nałożyć na siebie moich wszystkich różańców... jakiś założyłem, ale nie pamiętam już który... to tak tylko piszę...

22:24... siedzę sobie na krześle od komputera i patrzę w podłogę... a tu naglę widzę małą, czarną kuleczkę która bardzo szybko przemknęła tuż nad podłogą, pod moimi nogami i pomknęła w siną dal... ciekawe... trochę potupię i poklaszczę to może się wystraszy i już nie wróci o ile w ogóle ma zamiar wrócić ;) trzymaj się ode mnie z daleka... ty mała, czarna wiązko złej energii ;))))))

18/19.01.2011 -> O 1:13 kładę się spać... o 9:51 wstaję... brak ataków :) Pospałbym dłużej, ale wolałem nie ryzykować ;) i tak ponad 8,5h niczym niezakłóconego snu to dla mnie bardzo dużo... Nie miałem na sobie większości różańców... nie chciało mi się ich szukać po nocy... ważne, że krzyż papieski mam non stop na sobie... każdy musi znaleźć swój "krzyż papieski", bo nie wiadomo czy w "Twoim" przypadku będzie to skuteczne... oczywiście przypominam, że ma on 13,5 cm więc swoje rozmiary ma...

19/20.01.2011 -> O 2:51 kładę się spać. O 6:54 mam atak we śnie, który mi nic nie robi (ścigał mnie wir ciemnej energii). Po przebudzeniu dostałem 3-4 razy w czakrę... powinienem wstać wcześniej, ale mój organizm bardzo domagał się snu... i próbowałem mimo ataków jakoś usnąć...

20/21.01.2011 -> (duży pokój) O 00:10 kładę się spać. Nie nałożyłem różańców o czym więcej za chwilę... Już nie pamiętam czy coś dostałem przed zaśnięciem czy nie? W nocy na pewno dostałem... i ewakuowałem się do małego pokoju... tam ponownie dostałem gdy próbowałem zasnąć, we śnie oraz przed wstaniem... w międzyczasie we śnie, śnił mi się ktoś, kto miał różańce (te które zakładałem na siebie) na szyi i pomyślałem sobie, że jest to znak, abym je jednak założył i abym je miał co noc.. tak też zrobiłem (i będę już je regularnie zakładać, co właściwie robiłem od dawien dawna, ale te ostatnie 2? dni troszkę sobie olałem... no, ale przypomniało mi abym jednak nie olewał)... nie spałem później wcale spokojnie... w jednym śnie nawet anioł stróż mnie bronił, ale niestety ciemna strona mocy tak napierała, że nie miał już pod koniec szans... nie mniej jednak udało mi się jakoś wybudzić praktycznie bez strat? więc pomógł mi na tyle, na ile umiał i chwała mu za to :) Ogólnie sporo ciosów dostałem w 4 czakrę...

23:20... siedzę przed komputerem i poczułem z prawej strony jakby ktoś mi dmuchnął w prawe ucho i jakby coś tam wleciało i szybko przeleciało przez szyję itd  i uderzyło w 4 czakrę (od strony wewnętrznej)... dziwne... ale już wspominałem, że jak siedzę przed komputerem to zdarza mi się czuć taki niepokój przeważnie z prawej strony... jakby ktoś tam był... ale czy to prawda? możliwe... ale nie jestem pewien na 100%... ale to całkiem prawdopodobne... nie chcę zwalać wszystkiego na ataki, ale wiem, że "oni" celują w uszy itd. więc by się zgadzało... zresztą chyba jeszcze jakiś czas temu też miałem podobne uczucie... ale je zignorowałem i chyba było trochę słabsze... a może nawet i dużo słabsze... z tego co wiem przy takim ataku (o ile był to atak) obrazek z Jezusem (zakrywający ucho) powinien pomóc... Wiesia miała takie strzały więc stąd wiem, że takowe rzeczy się dzieją oraz stąd również wiem o skutecznej metodzie obrony przed tym... tylko czy każdy obrazek z Jezusem będzie w pełni odpowiedni do tego, aby w 100% się przed tym obronić? Ogólnie nie fajna sprawa...

00:31... po ciosie w ucho czuję tam leciutkie pobolewanie... a drugie ucho ma się doskonale...

01:28... cios w 4 czakrę... a jestem wciąż przed komputerem... czy śpię, czy nie śpię i tak dostaje...

21/22.01.2011 -> O 1:51 kładę się spać... jakieś tam lekkie ataki były... ale nic specjalnego... O 6:55 wstaję i w mniej więcej tym czasie dostałem około 2-3 ciosy w czakrę (odczuwalne po wstaniu i jeszcze długo później)... ataki były, gdy miałem zamknięte oczy... gdy wstałem rano nie miałem na sobie krzyża papieskiego... na początku nie mogłem go znaleźć... szukałem pod łóżkiem i za łóżkiem i z każdej strony i w poduszkach i w kołdrze itd... zniknął... po lekkiej "panice" zacząłem prosić św. Antoniego o pomoc w jego znalezieniu... dziwna sprawa, bo za chwilę znalazł się pod łóżkiem z 10cm? od ściany... gdy wcześniej go szukałem pod łóżkiem to zakrywała go sztanga która tam leży... na moje oko nie jest możliwe, aby mi się aż tak daleko wsunął pod łóżko... tak jakby ktoś popchnął ten krzyżyk, abym nie mógł go znaleźć.. mógł być przy ścianie, ale nie z 10 cm (czy więcej) od niej... bardzo dziwne... chyba chcieli mi schować moją broń przed hipnozami... Jeszcze raz podkreślę... moim zdaniem nie jest możliwe, aby mój krzyż papieski po spadnięciu w szczelinę między ścianą, a łóżkiem znalazł się z około 10 cm od ściany... moim zdaniem teoretycznie i praktycznie jest to nie możliwe... Wiesia już miała podobne zdarzenia więc domyślam się o co chodzi... no, bo niby jak to inaczej racjonalnie wytłumaczyć? ale w sumie... kto by się kierował "racjonalizmem" jak takie rzeczy na świecie się dzieją jak choćby te nocne ataki... a to tylko jedna z "miliona" "tajemnic" tego świata...

22/23.01.2011 -> O 23:25 kładę się spać... 5 minut później był atak... O 6:30 wstaję... ogólnie były jakieś dziabnięcia, ale nie jest źle...

23/24.01.2011 -> O 23:16 kładę się spać... O 4:22, gdy się przebudziłem dostałem w 4 czakrę (silny cios). Wstałem o 7:54. Ogólnie ta noc była spokojna... ale nie jestem pewien na 100% czy jeszcze czegoś nie było... PS. od wczoraj czuję się jakoś bezpieczniej w dzień... jakoś nie czuję "zagrożenia" (obcej obecności)... faktem jest, że siedzę w "10 różańcach" itd ;D, a tak na serio to wcześniej mimo iż siedziałem w "tonie różańców" i tak wyczuwałem tego byta + niepokój itd... a od 2 dni jest spokój... choć jeszcze w nocy dostaję bęcki... może to tylko chwilowo tak jest, a może coś się wreszcie zmienia? sam fakt, że nie mam już hipnoz jest dla mnie ogromną radością :)

22:45... leciutko przysnąłem na fotelu (ziewanie, zmęczenie, senność, a może jednak hipnoza!?) i tylko zamknąłem oczy na 1-2 sekundy to dostałem w czakrę! Po ciosie od razu pojawił się w konkretnym miejscu (z lewej strony) ucisk na czakrze... tam było uderzenie... PS. Niby niewyczuwalny jest ten byt od 2 dni, ale jak przyjdzie co do czego, to cios zadać umie... hmmm... Zastanawiam się czy to nie była jakiegoś rodzaju hipnoza? Bo nie wykluczam, że jeszcze jakieś mogą być... może wykorzystał to, że byłem senny i wprowadził mnie w jeszcze głębszą senność? Chyba zbyt pewny siebie byłem odnośnie tego, że już hipnozy są za mną... jak widać chyba nie jest to prawdą.. nie mniej jednak jest ogromna różnica między tym co było przed 14 stycznia, a co jest obecnie... Po dostaniu ciosu na jakieś 10 sekund stałem się mocno przytomny... senność gdzieś chwilowo wyparowała... ale już po chwili wróciła jak bumerang... muszę być bardziej czujny... a swoją pewność siebie muszę wyrzucić do śmietnika ;)

24/25.01.2011 -> O 23:06 kładę się spać, a o 23:10 gdy zamknąłem oczy dostałem cios w czakrę! Następnie 5 minut później również dostaję cios, ale chyba już przy otwartych oczach... ogólnie byłem senny i gdy jest odpowiednie "zgranie" moich i tego byta 'pól' to czy są otwarte oczy, czy zamknięte, to chyba nie ma to znaczenia... oczywiście po tym ciosie od razu wstałem... Wniosek z tego taki, że niby od 2 dni nie wyczuwam tego byta ale on wciąż tutaj jest... ale pytanie brzmi czy mnie dalej hipnotyzuje? Ogólnie nie (w porównaniu z tym co było przed 14 stycznia)... ale wydaje mi się, że jeszcze od czasu do czasu coś mu się udaje (jak dzisiejsza sytuacja na fotelu)... i wpadam w hipnozę większą lub mniejszą... on się tak łatwo nie zniechęca... mam twardego przeciwnika... Muszę być bardziej czujny...

O 00:50? posmarowałem sobie głowę wodą święconą, bo spać mi się chce, a nie wiem czy to nie jakaś hipnoza? obrazek z Jezusem też sobie do głowy przyłożyłem... tylko czy to coś pomogło?

O1:02 położyłem sobie cały słoik z wodą święconą na głowie... i chyba pomogło? a może nie? chyba trochę zmalała moja "senność"? jak na moje oko gościu mnie hipnotyzuje... ale przed 14 stycznia było znacznie gorzej... ale... hipnoza to hipnoza... hmm... w sumie sam już nie wiem...

Ogólnie kilka ciosów w czakrę jest mocno odczuwalne :(

Ewakuowałem się do małego pokoju, ale i tak dostałem... nawet jakiś zastrzyk mi wstrzyknięto w tylnią 4 czakrę z prawej strony (obok kręgosłupa)... nie lubię takich rzeczy... no ale kto lubi? no i nie mam zbytnio na to jakiegoś wpływu... o 8:51 wstałem...

Zastanawiam się jak to jest obecnie z tymi hipnozami... bo ogólnie ich nie mam... ale jak jestem senny czy wtedy ten byt na siłę próbuje mnie zahipnotyzować wykorzystując fakt, że chce mi się spać? a może to już nie jest hipnoza tylko zwykła senność? Nie wiem... Tak czy siak jak jest się mocno sennym to jest duża szansa, że po zamknięciu oczu będzie cios... W dzień nie odczuwam żadnych hipnoz... przed 14 stycznia takowe były... hmmm... Kwestia hipnoz po 14 stycznia wymaga więcej "badań"...

Około 19? leżałem z 15 min na łóżku (bez zamykania oczu) i nie byłem hipnotyzowany... Przed 14-stym nawet bałem się tak leżeć, gdyż hipnoza była powszechna... Jeszcze jakbym nie dostawał "w piernik" przy zamykaniu oczu to byłoby super ;)))

23:25... siedziałem sobie spokojnie na fotelu i byłem lekko senny, ale nie było tam żadnej hipnozy! Przed 14 stycznia byłoby to nie możliwe... machałbym nogami próbując się wybudzić... moje oczy otwierałyby się automatycznie na maxa w akcie obrony przed atakiem... Nie ma to jak krzyż papieski!!! ale nie mniej jednak poszedłbym sobie już spać... tylko jest mały problem... wiadomo jaki :D więc poczekam jeszcze trochę... ;)

PS. niezależnie od tego czy jest hipnoza, czy jej nie ma, muszę być bardzo czujny...

25/26.01.2011 -> (duży pokój / łóżko koło okna) O 00:35 kładę się spać. O 6:32 dostaje cios w czakrę gdy mam zamknięte oczy... następnie o 6:46 dostaje lekki cios i o 6:50 wstaję. Trochę jestem niewyspany no, ale lepiej się ewakuować... PS. Między 6:32, a 6:50 było chyba jeszcze jakieś malutki "dziabnięcie"...

7:14... czyżby strzał w prawe ucho? Nie jestem pewien... (siedzę przed komputerem)

Oczywiście nie jestem pewien na 100%, że to jest atak, ale na takowy mi wygląda... Wiem, że istnieje taki typ ataku gdzie występują strzały w uszy więc może teraz ja przerabiam ten typ ataku?

8:09... boli mnie troszkę to ucho... hmmm... a drugie wcale...

26/27.01.2011 -> 00:16 kładę się spać -> wyczuwam tego byta... dostaję kilka razy, ale tak lekko... szybko uciekam do małego pokoju, ale tam to samo... o 00:46 wstaję... Na samym początku jak mnie atakował to miałem wrażenie jakby próbował mnie odpowiednio rozbić (jakby kopanie w drzwi, aby wyłamać wszystkie zamki), aby po kilku "mniejszych" atakach móc już atakować z pełną siłą. Już mnie ta cała sytuacja z tymi atakami irytuje... wciąż normalny sen jest w sferze moich marzeń... Ogólnie dostaję zdecydowanie bardziej w lewą stronę czakry, niż w prawą... Zauważyłem też, że mimo iż wiem, że ten byt jest koło mnie i mimo, że dostanę pierwszy cios w czakrę, to mimo to, dalej chcę próbować spać... Ogólnie powinienem od razu wstać, ale to jest jakieś silniejsze ode mnie... po prostu mój organizm się domaga snu, ale i tak nigdy się to dla mnie dobrze nie kończy takie zwlekanie z ewakuacją...

1:15... oj poszedłbym sobie spać... ale czuję, że wciąż nie jest bezpiecznie :(

1:25... zaraz chyba usnę na siedząco... (hipnoza!)

1:32... moim zdaniem jestem poddawany hipnozie... chyba pod wieczór jest mu łatwiej?

1:37... smaruje sobie czoło i głowę wodą święconą i nagle ożywam! i ta "senność" w bardzo dużym stopniu znika! ha ha ha! :)

Po chwili kładę się spać (bez żadnych ataków)... o 8:18 budzę się, bo przed chwilą była koło mnie we śnie podejrzana postać (wiadomo kto)... Już więcej nie zamykałem oczu... Wstaję o 8:24...

Umieściłem dzisiaj sporo towerbusterów w mieszkaniu... może coś pomoże...

27/28.01.2011 -> 1:09... posmarowałem czoło i głowę wodą święconą i co dziwne od razu zniknął pewien ucisk na 3 oku... ciekawe... 2:45... jeszcze raz "smaruję" się wodą święconą... tak na wszelki wypadek... O 2:50 kładę się spać. O 3:03 dostaję cios w czakrę... kilka minut wcześniej również był atak... O 7:04 był cios w czakrę... O 7:20 ewakuuję się do małego pokoju (leżałem tam [bez zamykania oczu] do około 8:00).

~21:15... hipnoza na fotelu mimo, iż mam na sobie krzyż papieski! Kropiłem się wodą święconą itd... ale to nic nie dało? dostałem kilka razy w czakrę... ten byt ciągle tu jest... :(

~22:17... ale się uwziął...

28/29.01.2011 -> Już nie pamiętam, o której poszedłem spać, ale były jakieś ataki przed zaśnięciem... Następnie ewakuowałem się do małego pokoju... tam spokojnie zasnąłem... dopiero o 8:44 zostałem zaatakowany w czakrę (nie we śnie / miałem tylko zamknięte oczy) i od razu wstałem...

29/30.01.2011 -> 1:28... wciąż siedzę przed kompem... zaraz idę spać... jestem trochę zmęczony, ale nie mam żadnych objawów tak zwanej "senności" czy "ciężkich powiek"... O 1:35 kładę się spać... o 1:55 i 1:56 dostaję ciosy w 4 czakrę (zwlekałem 20 minut, aby zamknąć oczy, ale jak tylko je zamknąłem to bęcki poleciały... no może nie tak od razu.. ale tak po kilku-kilkunastu sekundach). -> ewakuowałem się do małego pokoju... Przed zaśnięciem dostałem z 2? ciosy (nie pamiętam dokładnie). Następnie spałem sobie spokojnie i dopiero około 6:15 dostałem kolejny cios, gdy miałem zamknięte oczy... -> do 7:15 dostałem jeszcze z około 5? takich ciosów... później już leżałem z otwartymi oczami... a o 8:00 wstałem... Ogólnie rzecz ujmując moja czakra nie czuje się najlepiej :(

PS. czasami ciosy jakie zrywam w nocy wydają się nieszkodliwe i je ignoruję i staram się spać dalej... (jak dzisiaj od ~6:15 do ~7:15) ale często po wstaniu okazuje się, że z moją czakrą jest nie fajnie... chodź czasem bywa, że po jednym ciosie muszę "uciekać"... wszystko zależy od konkretnego dnia... a raczej nocy ;)

30/31.01.2011 -> O 23:04 kładę się spać. O 3:50 był chyba atak we śnie? ale nieudany dla tego byta? i po chwili jak się wybudziłem i zamknąłem oczy miałem małe dziabnięcie w czakrę. O 7:36 wstaję. Ogólnie bardzo spokojna noc... Pospałbym dłużej, ale już nie chciałem ryzykować... i tak się w miarę wyspałem... w porównaniu z innymi dniami ;) Trzeba również pamiętać, że zawsze staram się spać, albo na boku, albo na brzuchu i nie do końca są to pozycje w jakich spałbym, gdybym nie miał w ogóle ataków więc to też powoduje, że nie wysypiam się tak dobrze jakbym sobie tego życzył. Mnie się marzy spanie na plecach... ale z przyczyn oczywistych ta pozycja jest już od dawna zakazana... Ogólnie dzisiaj dobrze chronili mnie moi opiekunowie (postacie chroniące mnie we śnie [idące koło mnie] -> minimum jedna, ale chyba było ich więcej? już nie pamiętam).

cdn...

Dobry Samarytanin