NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2011 - SIERPIEŃ
(CZĘŚĆ 8)
LINK! DO CZĘŚCI 7
LINK! DO CZĘŚCI 9

31.07.2011/01.08.2011 -> O 00:17 kładę się spać. Darowałem sobie kadzidełko, bo udusić się od tego można. Przed zaśnięciem były jakieś mało znaczące "strzały" w 4 czakrę. O 3:03 miałem atak we śnie (symulacja mojej walki z przeciwnikami [najpierw z jednym, a później z kilkoma], lała się krew [aby wzbudzić większy "strach" i szybciej mnie "otworzyć"], ogólnie dobrze mi szło... więc to trwało i trwało [coś jak łamanie hasła przez hakera / czasem nazywałem to "rozkodowywaniem"], aż w końcu nie dałem rady jak walczyłem z trzema na raz... i zostałem obity... następnie było wybudzenie i zły stan "zdrowia" 4 czakry itd). Po tym ataku nie położyłem się już spać.

O 8:10 poszedłem spać do pokoju obok, ale 10 min. później zostałem zaatakowany we śnie (nic specjalnego mi się nie stało)... później pospałem jeszcze z 10 min. i sobie odpuściłem... spróbuję może jeszcze później, ale ogólnie to bardzo mocno niewyspany jestem... Jak w nocy siedziałem przed komputerem, to co jakiś czas sam z siebie zasypiałem (nawet nie wiedziałem kiedy)... i po chwili się budziłem...

O 9:48 kładę się spać. Wstaję o 12:12... ogólnie coś tam z motywu ataków było, ale nawet tego nie zapisywałem... tak czy siak nie było to nic poważnego z tego co pamiętam...

Od 13:31 do 16:56 "śpię" (bez kota i bez ataków).

01/02/08.2011 -> O 00:50 poszedłem spać. O 4:35 miałem próby ataku, wywoływanie strachu itd.), a o 5:00 dostałem mocnego "strzała" w czakrę i po tym ataku oczywiście od razu wstałem.

Przy tym drugim ataku jeszcze dobre kilka chwil wcześniej (zanim zostałem mocno strzelony w czakrę) miałem ciekawy motyw we śnie. Był tam Eckhart Tolle (prawdopodobnie nie ma to z tą postacią kompletnie nic wspólnego - prawdopodobnie E. T. symbolizował tutaj postać o której piszę "piętro" niżej) i został on opętany, a na niebie zobaczyłem jak z czarnej energii formuje się wielki negatywny portal... (to na prawdę było "duże"). Po chwili ja lub ta postać zaczęła mantrować "Jezus Chrystus" i ta czarna energia na niebie zaczęła się rozbijać w "drobny mak" (przy każdym zamantrowaniu był jej wybuch), a na samym już końcu wybuchła na niebie jakby złota kula (przypominająca fajerwerek w sylwestra) i eksplodowała wieloma pobocznymi kulkami które również eksplodowały i ostatecznie pokonały tą złą energię która znajdowała się na niebie. Osoba w moim śnie została uwolniona z opętania! Za następne "kilka minut" snu był już atak na moją osobę...

Przed zaśnięciem zapaliłem świeczkę (+ kilka słów "modlitwy") za osobę którą znam, a która jest skrajnie zła. Ta osoba jest na 100% bardzo mocno opętana i możliwe, że miało to coś wspólnego z moim snem. Może pomogłem jej się uwolnić od bycia opętanym? hmmm oby... Zapalę kolejną świeczkę za nią... może tak na prawdę każda taka świeczka czy chociaż krótka modlitwa może zdziałać bardzo wiele... już nawet nie wspominam jak może wspaniale zadziałać modlitwa z głębi serca czy szczera rozmowa z Bogiem.

Spałem około 2 godziny w przedziale czasowym 11:10 - 13:46 z przerwą. Nic specjalnego się nie działo... chociaż... sam nie jestem pewien czy jakiś prób ataków nie było... chyba nie? trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale ważne jest, że nie stwierdzam, abym rano dostawał "mocno" co niestety zdarza się w nocy. Bardzo się cieszę, że mogę jako tako odsypiać w dzień... kiedyś się nie dało...

Od około 19:20 do 19:50? sobie leżałem, spałem... z przerwami... i jak dochodziła 20... moja wyobraźnia zaczęła się robić dziwnie negatywna... musiałem wstać... lepiej nie ryzykować...

02/03.08.2011 -> O 22:46 kładę się spać. O 22:55 dostaje strzała w nogi. O 4:30, ~5:55, 6:00, ~6:05, ~6:25 były strzały/szarpnięcia na czakrze. O 6:29 wstaję. Chyba trochę zbyt długo zwlekałem z tym wstaniem :/

Od 11:50 do 12:15 sobie leżałem / spałem. Na początku było ok., ale później wydaje mi się, że były pewne małe strzały... oraz wyobraźnia zaczęła być dziwnie negatywna... dlatego postanowiłem wstać.

03/04.08.2011 -> O 00:16 kładę się spać, a o 5:35 wstaję. Były strzały przed zaśnięciem i przed wstaniem. Nie było ataków we śnie? Ogólnie nie wiem jak się bronić przed tymi strzałami :(

Próbowałem na chwilę się położyć (przed 11), ale nie da rady zasnąć... już po kilku minutach zaczynają się ataki... nawet w międzyczasie kot mnie budził (miauczał) abym nie spał, ale to chyba z powodu, że chciał iść na balkon ;) no ale jednak... może to miała być jakaś forma odciągnięcia mnie od snu? ;)

04/05.08.2011 -> O 1:35 kładę się spać. Były ataki przed zaśnięciem. O 4:15 miałem dodatkowo atak we śnie. Widziałem na początku siedzącą przy stoliku piękną kobietę ubraną na biało (przywitałem się z nią itd.). Następnie zobaczyłem dziewczynę która często ukazuje mi się jako moja druga połówka (co ciekawe była ubrana na czarno - nie do końca, no ale jednak...). Wtedy ta biała pani odeszła, i zacząłem rozmawiać z tą drugą osobą. Na początku wszystko wydawało się być ok., ale gdy spojrzałem bliżej na jej twarz to zobaczyłem, że staje się coraz brzydsza i brzydsza. Nagle się wybudziłem i było już po wszystkim... na czakrze czułem mocny ból po obudzeniu się... to na prawdę nie są lekkie ciosy... jestem aż skulony od zadanych mi obrażeń... dodatkowo mam skurcze mięśni na klatce piersiowej z powodu "obicia" czakry.

Ogólnie po ciosach przeważnie masuję czakrę różowym kwarcem (podobno na 4 czakrę jest on lepszy od kryształu górskiego) oraz kładę na nią rękę... coś tam zawsze pomoże. Głowę też czasem wymasuję (kryształem górskim). Ogólnie trzeba sobie jakoś radzić i goić rany.

Około 11? próbowałem usnąć, ale tylko niepotrzebnie obrywałem... Następnie około 15:30 była kolejna próba... już od samego początku moje myśli oraz wyobraźnia były kierowane na negatywne "tory" oraz byłem lekko ostrzeliwany... po jakimś czasie udało mi się usnąć, ale około 16:30 zostałem zaatakowany we śnie i musiałem wstać. Niby fajnie, że udało mi się trochę przespać, ale z drugiej strony trochę oberwałem więc hmm... Ogólny wniosek jest taki, że oni są przy mnie praktycznie non stop o ile nie non stop.

Zauważyłem, że jak zamykam oczy to w moją głowę zaczyna wlewać się (szczególnie podczas snu) bardzo dobra energia, ale w tym samym czasie jestem bardzo podatny na ataki. Te byty nie lubią jak ta energia się we mnie wlewa... więc nie pozwalają mi zamykać oczu... cwaniaczki...

05/06.08.2011 -> Poszedłem spać do pokoju obok o 4:12. Od Od samego początku czułem, że w pokoju jest "gęsta atmosfera"... bardzo szybko pojawiły się pierwsze strzały oraz wprowadzanie mnie w pewien stan hipnozy gdzie z otwartymi oczami pokazywały mi się różne "zjawy / postacie / kreatury" np. na telewizorze czy parapecie po to, aby mnie wystraszyć (tak zwany atak typu halucynacja). Głośno klaskałem, aby odstraszyć te byty, ale nie dawały za wygraną. W nocy też mnie we śnie obili... ogólnie spałem do 9:50.

Udało mi się "kilka minut" przespać w biały dzień.

06/07.08.2011 -> O 23:11 kładę się spać. O 23:32 był atak we śnie, a o 2:15 był kolejny ale dużo bardziej dotkliwy :( Teraz potrzebuję kilku dobrych godzin odpoczynku, aby jakoś dojść do siebie :(

Próbowałem zamykać oczy około 17:30?, ale niestety bardzo szybko moja wyobraźnia zaczęła być mocno negatywna więc nie mogłem ryzykować patrzenia się na te "obrazy" z przyczyn oczywistych. Chwilowo nici z odsypiania w dzień.

07/08.08.2011 -> (zapomniałem nałożyć różańców ops!) -> O 21:30 kładę się spać. Dostałem o 00:55 (atak we śnie) i chyba jeszcze później? czego nie spisałem? nie jestem pewien... o 5:08 wstaję. Ogólnie przeważnie spisuje mniej ataków niż ich rzeczywiście było... ciężko byłoby spisać każdy nawet najmniejszy atak. Oczywiście w przeszłości próbowałem to robić, ale obecnie trochę mniej się do tego przykładam ;) w sumie doświadczenia są bardzo podobne ;)

08/09.08.2011 -> O 23:01 kładę się spać. O 4:14 budzę się ze snu, w którym kręcił się koło mnie negatywny osobnik. Wydaje mi się, że były tam również siły dobra. Tak czy siak chyba? nie odniosłem strat? lub jakby już coś to były one małe? Nie jestem pewien... jako takiego wystraszenia nie było?

09/10.08.2011 -> O 1:07 kładę się spać. O 7:00 wstaję. Nie było ataków.

10:55-11:08, ~11:15-14:31, 14:42-15:37 - o tych godzinach sobie "spałem / leżałem" i w sumie nic takiego złego się nie działo... ale mam pewne małe wątpliwości co do "małych strzałów" w czakrę,na tyle nie jestem pewien czy aby one na pewno były, ale załóżmy, że ich nie było hmm...

10/11.08.2011 -> O 23:46 kładę się spać. O 2:00 zadzwonił mój budzik w zegarku! a następnie gdy tylko zamknąłem oczy miałem już bardzo negatywne myślokształty przed oczami! Niestety zamiast wstawać próbowałem spać dalej (chodź z dużą dozą niepewności) i co się okazało?, że po chwili oberwałem w czakrę... następnie pomyślałem, że przydałby mi się jakiś znak czy mam wstać (oczywiście budzik był znakiem, którego powinienem posłuchać! nie wspominając ciosu w czakrę) i zobaczyłem przed oczami wściekłego, wrzeszczącego kota (typowy atak) i oczywiście otworzyłem oczy, ale dalej jakoś nie chciałem wstawać... Później widziałem jakiegoś złego wilka itd... oczywiście po krótkiej chwili oberwałem 2-gi raz w czakrę i o 2:11 wstałem. Powinienem to zrobić wcześniej, ale może nie ująłbym tak ładnie tego aspektu budzenia o 2:00... przez pomyłkę musiał mi się sam z siebie budzik ustawić (nie ustawiam, ani nie ustawiałem budzenia) na dokładną godzinę przyjścia tego byta ;) hmmm ciekawe ;)

Tak w ogóle to następnym razem jak będę miał podobną sytuację to muszę wstać wcześniej, gdyż nie jest niczym miłym dostanie ciosu w czakrę... po prostu czasem tak bardzo nie chce się wstawać... a może to nie jest spowodowane moim lenistwem czy potrzebą snu tylko usilną pracą tego byta abym wstać nie chciał? no bo skoro wiem, że za chwilę dostanę bęcki i widzę stuprocentowo co się dzieje i co się szykuje to czemu nie wstaję? to jest dobre pytanie... hipnoza? mieszanie w myślach? pewnie wszystko po trochu...

O 10:01: kładę się spać. Wstaję o 14:48. Nie było żadnych ataków... nie było ani podejrzanych negatywnych myśli, myślokształtów ani żadnych dziwnych odczuć na 4 czakrze... spałbym dłużej gdyby nie umówiona wizyta u dentysty ;)

Od 18;17 do 18:54 sobie "leżałem / spałem"... -> brak ataków.

11/12.08.2011 -> O 23:20 kładę się spać. O 00:06 była próba ataku, a następna o 2:15... -> po tej drugiej od razu wstałem...

Od 9:58 do 10:13 położyłem się na drzemkę... ale niestety w trakcie byłem straszony (przed oczami) oraz dostałem z 1-2 strzały (nie za mocne?) w czakrę...

O 15:34 idę spać. Wstaję o 19:05... nie było ataków...

12/13.08.2011 -> O 23:15 kładę się spać. O 00:35 zostaję wystraszony we śnie (dziwna postać przeszła mi przed oczami)... no i wstałem...

Spałem w godzinach: 10:50-14:37; 14:45-16:55; 17:55-17:46 i nie było żadnych ataków.

13/14.08.2011 -> O 22:45 kładę się spać. O 23:28 dostałem strzała w czakrę (jakby w wizji sennej), następnie po bolesnym przebudzeniu widziałem przed otwartymi oczami jakby paskudne szczury itp. stwory... Około 23:40 wstałem... Czuję się jakbym miał jakiś pocisk w czakrze :/ ... masuje to miejsce różowym kwarcem :/ O 3:30 ewakuowałem się do małego pokoju i poszedłem spać. Około 4:00 dostałem... następnie około 7... (oba ataki chyba nie były strzałami, a raczej okradzeniem mnie z energii, a w miejscu czakry w czasie tych dwóch ataków trzymałem "modlitewnik"... już sam nie wiem jak się bronić... ale jakoś tam próbuję...) -> później mi się w miarę dobrze spało aż do 10:30 (wstałem).

Od 14:49 do 16:40 "spałem / leżałem" i nie było ataków :)

14/15.08.2011 -> O 22:07 kładę się spać. O 1:36 mam atak we śnie gdzie widzę na ciemnym tle Wiesię (ogólnie jest to taka ściemka która ma powodować "wzbudzenie mojego zaufania") która ma dwie strzykawki i na jednej jest przyklejany napis ROS" (Rose of Sharon) (kolejna ściemka aby zaufać i nie wyszarpywać się ze snu). Następnie widzę, jak strzykawka wbija się wiele razy w moją prawą nogę i wstrzykuje jakąś substancję :( ... na dodatek czuję te wkłucia :( ... nawet tego nie skomentuję :( ...od razu po tym doświadczeniu wstałem :(

Przyłożyłem sobie do tego miejsca kryształ górski... :(

Oczywiście jest możliwe, że ten byt mnie czymś kłuł w nogę i jedynie mi się to tak skrystalizowało we śnie jako wbijanie w tamto miejsce strzykawki... o ile nie celem było wstrzyknięcie mi jakiejś toksycznej substancji to w tym hipotetycznym założeniu (jakim jest, że jednak nie było to wstrzykiwanie mi prawdziwej strzykawki w nogę) byłaby to po prostu próba "otworzenia" mnie, aby okraść mnie z energii co właściwie nastąpiło... a swoją drogą były ataki gdzie byłem na 100% pewien, że wbijana mi była strzykawka to wtedy miałem wrażenie, że robi to jakaś postać i było to dość mocno realne (stan pomiędzy realem a snem)... oczywiście owa strzykawka nie szalała jak ta dzisiaj tylko wkłuwana była w ciało (czułem idealnie wejście igły), a następnie "toksyna" była wlewana we mnie :( ...a w tym przypadku (we śnie) widziałem samą strzykawkę przed oczami która wbijała się wielokrotnie w moją nogę (+ próbowała wlać we mnie toksynę - może taki straszak?). W sumie nie dam sobie głowy uciąć, że naprawdę mi czegoś nie wstrzyknięto... tak czy siak bardzo nie lubię ataków "strzykawkowych" :(

Po tym doświadczeniu zasypiałem trochę na siedząco (ze zmęczenia)... Jest teraz 5:38... poczekam jeszcze kilka godzin i spróbuję się przespać... może się uda...

O 8:46 poszedłem spać. O 9:39 obudził mnie dziwny sen... był to albo atak na moją osobę albo obrona mojej osoby... ciężko do końca stwierdzić...

Od 12:07 do 12:23 sobie "spałem / leżałem"... i raczej nie było ataków... ogólnie zmęczony byłem, ale jakoś głęboko usnąć nie mogłem więc sobie olałem próbowanie... zresztą nie czułem się do końca bezpieczny...

Jakieś 2-3 dni temu skończyły mi się moje małe świeczki, ale i tak przeważnie nie paliłem ich za siebie więc nie wiem czy warto o tym wspominać... tak czy siak lubię gdy pali się świeczka.. w nieważne jakiej intencji...

Przed 21 zapaliłem szałwię w pokoju... okadziłem nią kąty i ogólnie cały pokój... jedno okno mam lekko uchylone aby "demony" miały którędy uciekać hehe ;) a tak na poważnie, to około 21:25 leżałem ledwo przytomny na łóżku i miałem 2 razy takie odczucie jakbym dostał w 4 czakrę... czy były to ciosy? pewnie tak... tak czy siak ledwo żyję i powoli robi mi się już wszystko jedno... (w pewnym sensie)... spróbuję pospać dzisiaj na siedząco...

O 23:00 siadam na fotel i próbuję zasnąć... o 3:35 wstaję... nie było ataków, ale chwilowo muszę wstać ;)

O 4:52 idę znowu na fotel... ale o 5:17 wstaję... były pewne małe (słabe) strzały w czakrę...  wcześniej miałem duży krzyż papieski w ręku (chroniłem nim czakrę), a kot był za mną na łóżku... a w tej drugiej próbie snu nie wziąłem już krzyża papieskiego tylko kota i może stąd te małe strzały?

O 6:36 ponownie poszedłem spać (z krzyżem papieskim)... wstałem o 7:29. Co ciekawe w trakcie spania zorientowałem się, że kot przyszedł na kolanka :), a co do ataków to były niby ze 2 podejrzane sny, ale w sumie czy były to ataki? nie jestem pewien... chyba nie? tak czy siak dzisiaj na pewno była lepsza noc niż wczoraj :)

Może to ta szałwia tak zminimalizowała ataki? a może pozycja siedząca? a może jedno i drugie?

Ponownie palę szałwię (dwie torebeczki) w pokoju (~21:00)... ale się dymi hehe...

15/16.08.2011 -> O 23:25 idę spać na fotel... niestety bardzo szybko dostałem strzała... i później kolejnego i kolejnego... i tak w sumie z 4-5 strzałów... później zasłoniłem się obrazkiem Jezusa, ale też dostałem bęcki... i po 23:40 wstałem... :(

W międzyczasie dostałem jeszcze strzała w prawe ucho... (większości takich strzałów nawet tutaj nie spisuję) (czasem takie strzały zdarzają się gdy siedzę przed komputerem, ale raczej nie za często?).

Co do tych strzałów to były one identyczne jak te, których doświadczałem dobre kilka miesięcy temu (okres przed 14.01.2011?), a cała akcja (wielokrotnie) odbywała się w biały dzień (bardzo wiele takich ataków nie zostało w ogóle tutaj spisanych) i właśnie miało się uczucie takiego jakby wybuchu, mokrej kulki na czakrze (strzał z wybuchem?). Oczywiście może nie być to atak gdyż przy nim nie widziałem, żadnych negatywnych myślokształtów, halucynacji itp. rzeczy, no ale jest to dziwne zjawisko... może nie wszystko co tutaj spisuje jest atakiem... Może ktoś próbuje też pomóc mi otworzyć czakrę i wkłada do niej lepszą energię, aby rozpalić w niej płomień miłości? Tego nie wiem, ale wiem, że jeżeli byłyby to ataki to niebezpiecznie i nierozsądnie byłoby pozostać z zamkniętymi oczami. Wiem na 100%, że gdy zamykam oczy i widzę negatywne myślokształty lub czuję tego byta koło siebie to mogę być pewien, że jest to atak, ale gdy nic nie widzę i dostaję strzały to "głupieję" i oczywiście mam mętlik w głowie jak do tego podejść.

Co do atmosfery panującej w pokoju to mam wrażenie jakby "czekali" aż zamknę oczy... jednym słowem wyczuwa się "gęstą" atmosferę... hmm...

00:39 -> zamknąłem okna i zapaliłem kolejną porcję szałwii... niech się dymi... przy poprzedniej szałwii sporo dymu wywiało, bo za bardzo miałem okna pootwierane... ale tym razem będzie inaczej...

Po chwili ewakuuje się z kotem do pokoju obok. Niestety bardzo szybko mnie dorwali... następnie mama błogosławi mi czakre? czy coś takiego? oraz kładę sobie kota na siebie... i co ciekawe były dwa ataki, ale żaden mi nic nie zrobił... jakby brakowało ciosu i spokojnie zasnąłem. Później kot ze mnie zszedł i leżał koło mnie... O 4:05 dostałem mocny cios w czakrę (atak we śnie - wbicie noża w czakrę). To akurat było bolesne... wstałem w nie za fajnym stanie... Jak widziałem tę postać we śnie to widziałem w jej oczach totalny brak uczuć oraz chęć dopadnięcia mnie za wszelką cenę...

Poszedłem spać za jakiś czas (do lóżka przy oknie w dużym pokoju) i znowu w moim śnie była jakaś skrajnie zła negatywna postać... ale udało mi się jakoś przed nią się "ochronić/uciec" (najpierw była walka, a później ucieczka)... Właściwie to w ucieczce pomogła mi jakaś kobieta,  która wyprowadziła mnie z  "niebezpiecznego miejsca" w którym przebywałem...

Ogólnie po wstaniu czuję się kiepsko... przyłożenie na jakiś czas ogromnego kryształu górskiego do 4 czakry trochę pomogło...

Poszedłem spać o 10:01 i wstałem o 19:05 -> Nie było ataków...

17/18.08.2011 -> Następnie kontynuowałem swoją regenerację od 19:24 do 2:10 gdzie niestety był atak we śnie. Widziałem bardzo negatywną postać powodującą dużo cierpienia innym ludziom (ucinała im ręce - dużo krwi się lało) i jak patrzyłem na te drastyczne sceny to czułem jak moje serce bardzo źle się czuje (oczywiście musiałem na nie patrzeć - nie mogłem sobie przecież we śnie zamknąć oczu czy odwrócić wzroku). Oczywiście wstałem po tym "śnie", ale jakby nie on to pewnie spałbym do rana.

A swoją drogą to atak był dość ciekawy, bo stale był wywoływany "strach" na mojej czakrze (4) lub sercu (już nie pamiętam dokładnie gdzie... może na jednym i na drugim?) i w tym ataku nie było ciosu; również atak nie polegał na nagłym wystraszeniu mnie... po prostu stały strach, aż czakra się wręcz "kuliła".

O 17:15 kładę się spać. Po kilku minutach dostaję jakiegoś strzała w czakrę, ale powiedzmy, że nie musiał to być atak. O 19:00 wstaję - spałem sobie spokojnie.

18/19.08.2011 -> Dopiero około 7:30 się położyłem... spałem do 10:55 bez ataków. Były pewne "strzały", ale nie zaliczyłbym ich do ataków... sądzę, że jedne "strzały" są atakami, ale inne nie... oczywiście mogę się mylić i dlatego o tym wspominam.

Od 11:25 do 13:35 z małymi przerwami spałem... brak ataków.

Od 15:13 do 15:56 spałem / leżałem... brak ataków.

Około 20 próbowałem zasnąć, ale moje myśli oraz myślokształty po zamknięciu oczu bardzo szybko robiły się negatywne... i nie mogłem nad tym zapanować... domyśliłem się w czym jest problem i darowałem sobie "spanie".

19/20.08.2011 -> O 3:55 poszedłem spać, ale nie był to dobry pomysł... bardzo szybko miałem wrażenie jakiejś hipnozy zakładanej na moją głowę... już wiele razy z tym uczuciem się spotkałem... ogólnie tą "hipnozę" mam (chyba) tak często, że zapomniałem jak wygląda normalne zasypianie bez kombinowania mi przy mojej głowie... Ostatnio sobie to jednak przypomniałem, gdyż mam możliwość spania w biały dzień... co mnie zresztą bardzo cieszy... Przed zaśnięciem miałem bardzo silne wrażenie, że ktoś koło mnie stoi (z prawej strony; jakaś wysoka postać - miała ze 2 metry? i była szeroka; miałem odczucie jakby wymiary się lekko nałożyły na siebie i ona lekko przenikała mój wymiar i dlatego była lepiej "widoczna" / "wyczuwalna"). Niestety po chwili urwał mi się film i znalazłem się we śnie... byłem tam bity i popychany przez "powietrze". Obudziłem się o 4:10 i moja przygoda z próbą spania została zakończona... moja czakra jest mocno obita..., a tak dobrze czuła się jeszcze przed położeniem się spać... po wstaniu pojawiły się skurcze mięśni na klatce piersiowej... Nie wiem po co ja się w ogóle kładłem... w sumie nie byłem zbytnio senny... Ciągle się nabieram na to, że może jednak tej nocy nie przyjdą... niestety... jak zwykle się mylę... Dodam jeszcze, że po obudzeniu się miałem atak gdzie wywołali we mnie halucynacje, ale jakoś ze spokojem się ich pozbyłem i widzenie wróciło do normy. Postaram się już więcej tak nie ryzykować... skoro wyczuwałem tak dobrze przeciwnika to kładzenie się spać nie było najmądrzejszym posunięciem z mojej strony... no ale cóż... jest jak jest... Mam nadzieję, że uda mi się trochę zregenerować po południu...

Mam ostatnio takie wrażenie (może mylne), że w dzień nie mają "odwagi" do mnie przyjść... może słońce im w tym przeszkadza? ale kiedyś nie mieli z tym problemów hmm... nie wiem... ale chyba coś jest na rzeczy... Zauważyłem również jak np. wczoraj około 20 gdy próbowałem zasypiać to moje myśli były nasiąknięte negatywizmem... a w biały dzień (przynajmniej ostatnio?) tego nie mam... więc wynika z tego, że im jest ciemniej (brak słońca) tym mają większą moc bicia mnie... hmm... ale to jakieś dziwne jest o ile to prawda... bo kiedyś nie miało to znaczenia, a teraz nagle ma? w sumie sytuacja we mnie i pewnie u nich ulega ciągłej zmianie... na pewno nie atakują mnie ciągle te same istoty... gdyż raz widziałem ich jako czarne kulki energii, a innym razem np. jako przezroczyste postacie itd... Spanie w nocy to już chyba sobie całkowicie daruję... o ile będzie możliwość spania w dzień...

O 4:50 zapaliłem szałwię... niech się trochę podymi... bo czuję, że może się to przydać... Dodam jeszcze, że tym bytom wystarczy chwila, aby mnie obić na kwaśne jabłko... nie potrzebują na to całego dnia... wiedzą gdzie i jak uderzać... Możliwe, że nie potrzebnie gasiłem górne światło (miałem zapaloną jedynie lampkę przy łóżku)... ale czy z nim (górnym światłem) byłoby lepiej? Jakoś śmiem w to wątpić, ale kto to teraz może wiedzieć... Kota podczas tych ataków też przy mnie nie było hmmm.... tak czy siak staram się obecnie jakoś zregenerować (przykładanie różowego kwarcu i ręki do czakry)...

O 5:14 siedząc przed komputerem niestety urwał mi się film co niestety spowodowało zamknięcie moich oczu i już po "sekundzie" tak dostałem w czakrę  że aż "podskoczyłem"... wrrrr! Nie wiem czy mnie zahipnotyzowali czy co, ale jakoś to wszystko szybko się wydarzyło... w ogóle to hipnoza po to właśnie jest, aby zamknąć oczy i wtedy automatycznie wkracza się w ich terytorium gdzie bez większych problemów mogą przerobić człowieka na kwaśne jabłko (albo zbite jabłko hehe)... Temat ataków nie jest łatwy... często jest bolesny (ciosy) i frustrujący (przede wszystkim jeżeli chodzi o brak snu)..., no ale ja jako "detektyw śledczy" (hehe) mam za zadanie ujawnić ich niecne postępowania na tyle, na ile jest to możliwe...

Dodam jeszcze, że czasem tak dziwnie usypiam przed komputerem, a później w jednej sekundzie wszystko puszcza i już śpiący nie jestem... wspominałem już o tym jakiś czas temu... Niestety te byty umieją na nas wpływać nawet jeżeli nie śpimy...

Jeszcze dodam, że po silnym obiciu czakry (+ ewentualnych ciosach w miejsca koło niej) mogą wystąpić problemy z koordynacją ruchową... mi czasem po solidnych bęckach ciężko iść prosto... no i te denerwujące skurcze ciała... chociaż z dwojga złego wolę chyba jednak te skurcze, niż chodzić zygzakiem od ściany do ściany, choć trzeba przyznać, że rzadko kiedy występuje, aż tak poważny stan... nie mniej jednak jak już wystąpi to są minimum lekkie zaburzenia ruchowe (problem z utrzymaniem równowagi)... czasem trochę większe... wszystko zależy od siły i ilości ciosów...

hmmm... zarobiłem kolejne 2 strzały... jeden przed i drugi po 6...

Poszedłem spać o nie wiem której... Wstałem o 7:55... Nie za bardzo pamiętam co się działo w nocy... wiem, że coś mi się śniło ;)

Kładę się spać o 11:35... wstaję o 13:45 - brak ataków! (piszę to o 19:30 -> chyba przy tym "spaniu" miałem wizję gdzie widziałem przed oczami zieloną roślinę, która rosła w miarę szybko do góry i trochę na boki... widziałem jak rosną jej liście i wydłuża się łodyga... ogólnie pozytywna wizja)

Od 14:55 do 16:36 sobie spokojnie spałem :)

20/21.08.2011 -> W ogóle nie spałem w nocy... O 11:14 poszedłem spać... Wstałem o 18:15... raczej nie było ataków... Dzisiaj mam dostawę małych świeczek więc znowu zaczynam je palić :)

21/22.08.2011 -> Poszedłem się położyć dopiero o 5:50... i zacząłem czuć pewne wstrząśnięcia ciałem (jakby porażenie prądem) oraz jakby omdlenia na 4 czakrze i czubku głowy ("omdlenie" / "utrata świadomości" trwa mniej więcej sekundę). Przypomnę w tym miejscu, że 4 czakra jest połączona z 7. Ogólnie ma się wrażenie jakby energia spadała z nieba, a następnie uderzała w 7 czakrę (czubek głowy), po uderzeniu od razu traci się świadomości (do pewnego stopnia) i czuć "omdlenie" (trwa to około sekundy), a następnie czuję jak energia przechodzi kanałem do 4 czakry i w niej powoduje kolejne omdlenie (uderzenie) -> to się dzieje bardzo szybko i ma się wrażenie praktycznie jednoczesnego wybuchu na 4 i 7 czakrze. Czasem bardzo dobrze czuć przejście tej energii przez kanał. Ma to też pewien związek z otwieraniem i zamykaniem oczu. Mam wrażenie, że jak ta energia chce przelecieć przez kanał (łączący 7 czakrę z 4) to muszę zamknąć i otworzyć oczy (nawet na bardzo krótko - często właśnie dzieje się to podczas utraty świadomości) i gdy to zrobię to energia przepływa przez kanał i leci do 4 czakry gdzie następuje jej omdlenie.

Czasem w przeszłości łączyłem to doświadczenie z atakami (szczególnie gdy działo się to w nocy), ale teraz widzę wyraźniej, że jest to coś co może przypominać ataki, ale nimi nie jest...

Gdy po chwili usnąłem to miałem sen, w którym widziałem moją drugą połówkę (nie opisuje snu tylko mówię jedynie o pewnym aspekcie, który się w nim znajdował [moja druga połówka])... podczas snu czułem też pewne uderzenia? w klatkę piersiową, ale nie powiedziałbym aby to był atak... raczej jakby ta energia z kosmosu? mogła do mnie lepiej dotrzeć i wparowywała we mnie gdyż nadarzyła się ku temu dobra okazja... hmmm... a może jednak to był atak? w sumie chyba nie? ale do końca to ja tego nie wiem... hmm! (osobiście na chwilę obecną obstawiam, że to uderzanie we śnie nie było atakiem, ale to co wydarzyło się wczoraj nim na pewno było!). Teraz jest 6:19 i czuję, że mam całkiem sporo energii na czubku głowy oraz na 4 czakrze... w porównaniu z tym, co było jeszcze przed pójściem do pokoju obok.

PS. Takie "omdlenia" mam również w dzień... nie muszę specjalnie kłaść się spać, aby ich doświadczać... ale ogólnie widzę, że temat jest troszkę skomplikowany więc może lepiej skupię się na samych atakach, co do których mam pewność jak np. do tego wczorajszego pobicia i co ciekawe dzisiaj jak i wczoraj urwało mi film i po ocknięciu się byłem już we śnie... i w obu snach miałem jakby odczucia "bicia" tylko, że w jednym przypadku, był to na 100% atak, a w tym drugim prawdopodobnie było to zupełnie coś innego więc widać tutaj jak czasem jest ciężko odróżnić objaw pozytywny od ataku. Chociaż w sumie podczas ataku pojawiają się jeszcze negatywne myśli, negatywne myślokształty... oczywiście nie zawsze... a we śnie pojawiają się złe postacie... chodź to też różnie bywa, bo wczoraj nie widziałem żadnej postaci oprócz tego czegoś złego stojącego koło mojego łóżka, ale to nie było we śnie tylko w realu... ogólnie jest to temat rzeka i pewnie można by dać jeszcze z kilka hipotez na temat doświadczeń odnośnie których pochodzenia nie jestem pewien... ale chcąc nie chcąc zaczyna się to powoli układać z bardziej zwięzłą całość... moja hipoteza obecna wygląda tak, że z jednej strony pewne kosmiczne energie rozwijają mi mocno 4 i 7 czakrę i próbują mnie wynieść na wyższy poziom... pewnie przy okazji masa innych rzeczy się rozwija przy tych "dobrych" strzałach, ale są też chwilę gdzie jestem atakowany przez demony i mnie szarpią oraz strzelają do mnie tylko po to,aby zakłócić lub maksymalnie spowolnić ten proces... i to ma sens...

Od 07:55 do 11:09 spałem... brak ataków, ale dość szybko przyśniła mi się ponownie moja druga połówka hehe :)

Od 11:23 do 13:40 spałem... moim zdaniem około 12? była próba ataku, ale aniołki szybko zareagowały (wyszła osoba A i szybko przykleiła się do mnie osoba B, ale osoba A szybko wróciła i nic mi się nie stało)... Następnie była podejrzana sytuacja o 13:35, ale kompletnie nic mi się nie stało, bo też była reakcja aniołków (osoba A chciała mnie "otworzyć", ale osoba B przerwała jej "starania"). Wiem jak brzmią moje opisy z postaciami... dla niektórych na pewno niewiarygodnie itd., ale ja już jestem wyczulony jak żyleta na wszelkie zachowania postaci we śnie... szansa, że się mylę co do tych "ataków" jest bardzo mała (moim zdaniem żadna) choć na pierwszy rzut oka dla przeciętnego Kowalskiego nie ma w tych snach nic z ataków, to nie mniej jednak gdy się patrzy na to okiem "doświadczonego gracza" to próby ataków są ewidentne. Nie mniej jednak trzeba wspomnieć, że mam dzisiaj dobrą ochronę, która bardzo szybko reaguje co mnie bardzo cieszy. Sny są opisane bardzo skrótowo.

Leżałem w godzinach: 15:30-16:10 -> brak ataków.

22/23.09.2011 -> Kładę się dopiero o 9:42... wstaję o 13:20... nie jestem przekonany czy nie było ataków...

Następnie kładę się około 15 i wstaję o 17:10 -> brak ataków?

Spałem od 18:40 do 20:20 - brak ataków.

23/24.08.2011 -> O 00:45 kładę się spać. O 1:05 miałem ciekawy atak. Akcja dzieje się we śnie gdzie jestem bardzo mocno przyciągany przez jakąś niewidzialną siłę do ściany. Mam bardzo duże problemy, aby cokolwiek zrobić... nagle widzę moją mamę (opiekun?) która wyciąga do mnie rękę... ja swoją jakby siłą woli (wysiłek umysłowy) staram się ją za nią złapać, ale nie udaje mi się to... oddalam się... przyciąganie mnie znowu ściąga w kierunku ściany... wołam w myślach do Jezusa, aby mi pomógł itd... następuje kolejna próba chwycenia mamy za wyciągniętą w moim kierunku rękę... udało się! szczęśliwie jestem do niej przyciągnięty i zostaje przytulony... i w tym momencie przeszła mi po głowie myśl, że może być to atak, gdyż często takie "przytulanie" było po prostu bezczelnym atakiem, ale tym razem nic takiego nie miało miejsca... po prostu się wybudziłem... w końcu ta postać próbowała mnie uratować, a nie mi zaszkodzić. Chwilę później wpadłem w negatywny sen, ale się wybudziłem i wstałem (około 1:30). Zdecydowanie w nocy jest znacznie mniej bezpiecznie niż w dzień...

Około 6:30 poszedłem do pokoju obok i na chwilę przysnąłem... o 6:43 zostałem zaatakowany we śnie (jakaś postać objęła mnie od tyłu rękami i po chwili nastąpiło mimowolne wystraszenie i obudzenie). Później zasnąłem jeszcze ze 2 razy i miałem jakieś negatywne sny... Zapomniałem też nałożyć na siebie różańca... hmmm... ale wcześniej go na sobie miałem (+ inne "rzeczy") i mimo tego też zostałem zaatakowany, no ale tym razem jednak nie udało mi się wyjść z tego bez szwanku... tak czy siak wiadomo, że lepiej go mieć niż nie... ale i tak w nocy spać się nie da... pewnie ten byt gdzieś tutaj się kręci hmm... i znowu mam te głupie skurcze na klatce piersiowej itd... eh :/

Poszedłem spać o 10:18 i po chwili w odstępach około minutowych dostałem w sumie 3 ciosy w 4 czakrę (uczucie jakby ktoś uderzył cię końcówką drewnianego kija)... co dokładnie to było to nie wiem... ale czułem to idealnie... następnie spałem spokojnie... wstałem o 15:37.

O 18:47 poszedłem spać... O 20:00 wstałem, bo coś się chyba już szykowało w moim śnie... zresztą wcześniej podczas leżenia/spania też była pewna podejrzana akcja.. na szczęście nic mi się takiego nie stało, aby było warto o tym głębiej wspominać...

24/25.08.2011 -> O 1:42 idę spać... co nie było dobrym pomysłem... no ale tak mi się już nudziło, że chciałem sobie chociaż poleżeć, ale niestety nic nie wyszło z mojego planu, gdyż już po chwili leżenia dostałem jakby kijem od szczoty w czakrę... Następnie byłem nagle wprowadzany w sen... i ograbiany z energii (straszenie)... O 2:59 oberwałem i uciekłem z łóżka... zostanie tam byłoby bardzo złym pomysłem...

3:17 -> siedzę przed komputerem -> moim zdaniem próbują mnie "uśpić"... i to już nie pierwszy raz (dzisiejszej nocy) kiedy film mi się urywa i odnajduję się we śnie (co jest dla mnie niebezpieczne)... akurat to "usypianie" nie wynika ze zmęczenia (w tym przypadku)... gdy wybudzę się po "urwanym filmie" to mam mocne odczucie jakby moja świadomość powróciła do mojej głowy, a wcześniej została jakby wypchnięta na zewnątrz... Ogólnie mam wrażenie (może mylne), że to całe "usypianie" jest jakoś związane z tyłem głowy.

Uwolnienie się od tych demonów będzie prawdziwą nirwaną... ale widocznie jeszcze nie jestem na to gotowy...

Nie wiem dokładnie o której, ale chyba około 4:15 położyłem się na łóżku... aż w końcu usnąłem... przez całą noc moje sny były negatywne... wstałem o 7:50.

Od 10:17 do 12:55 spałem... brak ataków.

Od 21:31 di 22:59 spałem i pod sam koniec obudził mnie dzwonek w głowie... - brak ataków.

Od 23:15 do 23:45 spałem - brak ataków.

25/26.08.2011 -> Od 00:02 do 7:20 spałem... pod sam koniec były złe byty w moim śnie, ale byli również przy mnie opiekunowie i nic mi się nie stało.

Od 14:52 do 17:38 spałem... i to bez ataków :]

Od 18:47 do 19:36 "leżałem / spałem"... bez ataków :]

26/27.08.2011 -> O 3:06 kładę się spać. O 3:15 dostaję lekki cios w czakrę... i 2 minuty później kolejny... ale sporo mocniejszy... Ogólnie miałem wrażenie, że coś jest pochylone nade mną... ale pewności, że tak było nie mam... tak czy siak wolałem wstać i nie ryzykować dodatkowych bęcek... poczekam do rana... w nocy jest zdecydowanie mniej bezpiecznie... nie czułem się zbyt komfortowo gdy zasypiałem... a sam cios jest podobno do uderzenia kijem od szczotki... Jest obecnie lekko po 4 a te ciosy kijem dalej bolą... auć... Około 4:45 siedziałem na krześle i trochę mi się przysnęło i od razu wybudził mnie strzał... i po chwili kolejny (nie koniecznie w czakrę)... (ogólnie strzałów było raczej więcej niż 2)... 5:05 -> powoli robi się widno... Poszedłem spać około 30 min. później... były pewne ataki... wstałem około 7:30...

O 8:30 poszedłem spać, a o 12:25 wstałem... jak dobrze jest jak nikt mnie nie uderza kijem w czakrę... mmm....

27/28.08.2011 -> O 1:16 kładę się spać, a o 8:31 wstaję. Nie było ataków!

O 16:18 idę spać, a o 18:40 wstaję - brak ataków -> ciekawą rzeczą było jednak to, że miałem jakąś "burzę piaskową" w głowie... po prostu ogromny wiatr wiał w mojej głowie...

28/29.08.2011 -> O 23:00 kładę się spać. O 1:33 doznałem paraliżu mojego ciała (ostatni paraliż miałem [z tego co zaglądam w swoje notatki] ponad rok temu - 21/22.05.2010). Oczywiście wyrywałem się z tego stanu i to kilkukrotnie gdyż sądziłem, że jest to atak... Miałem też uczucie jakbym miał wielkie tornado w środku głowy... tak czy siak jak się ocknąłem to poprosiłem opiekunów, że jeżeli jest to negatywny stan (atak) to aby to odcięły i w jednej sekundzie wszystko wróciło do normy! Całe te dziwne stany odeszły! Po tym doświadczeniu wstałem i wciąż odczuwałem niezłe "zakręcenie" w głowie (w szyszynce?)... Wezwanie aniołków zadziałało tak samo jak wzięcie 14.02.2011 krzyża papieskiego do ręki... Oczywiście jeżeli nie był to atak to czemu aniołki przerwały ten stan? może uznały, że jest to dla mnie aż nadto i wolały nie kontynuować tego "tornada"... Ogólnie podczas całej tej "akcji" nie wyczuwałem, żadnych istot koło siebie... Wiesia sugeruje, że nadmiar energii w głowie mógł spowodować ten paraliż...

O 8:13 kładę się spać. O 8:30 miałem atak we śnie (postać mnie złapała itd.), ale niezbyt udany przez tego "byta"... ale nie mniej jednak trochę energii straciłem... chyba za wcześnie poszedłem spać... -> postanowiłem dalej kontynuować spanie... wstałem o 12:13... na szczęście nie było już kolejnego ataku.

Spałem od 14:06 do 15:14 - brak ataków.

29/30.08.2011 -> O 22:00 kładę się spać. O 8:24 wstaję. W nocy były 2-3 ataki we śnie, ale takie słabe... dużych szkód mi nie zrobiły.

W dzień gdy kładę się spać przeważnie na siebie nakładam dodatkowo już tylko jeden różaniec, a w nocy też nie zawsze zakładam jeszcze kolejny dodatkowy różaniec + złoty wisiorek z krzyżykiem (jak było to dotychczas). Powoli zmniejszam ilość "medalików ochronnych" do tylko dodatkowego jednego różańca... wciąż pamiętam słowa "opiekuna" który powiedział do mnie słowo "załóż" (było to dawno temu), gdy zastanawiałem się czy nałożyć na siebie różaniec na noc czy też nie.

Od 9:59 do 11:56 spałem - brak ataków.... chociaż przed samym obudzeniem się było coś co mogło być atakiem (we śnie), ale nie koniecznie nim być musiało, ale że nic mi się nie stało to nie będę o tym mocniej rozwijać tematu... gdyż nie wiem do końca czy to był jakiś atak czy też nie ;)

Od 16:11 do 17:07 drzemkam - brak ataków.

30/31.08.2011 -> O 23:17 kładę się spać. Około 3:30-4:00 i o 4:15 miałem ataki we śnie... niestety straciłem przy obu energię :( Oba ataki wyglądały bardzo podobnie. Do wzbudzenia mojego zaufania została wykorzystana postać dziewczyny ukazującej się w moich snach jako moja druga połówka (niestety ten byt czasem się pod nią podszywa ech...). W obu przypadkach na początku była jakaś "tania gadka", która miała mnie zapewnić o jej miłości (gadka ma na celu otwarcie mnie na rozmówcę - ogólnie chyba pierwszy raz zdarza mi się tak wyraźna rozmowa... przeważnie chyba nie ma żadnych? dialogów), a następnie w pierwszym śnie był pocałunek (odczuwalny dotyk - całkowite otwarcie i po chwili było wybudzenie ze stratą energii), a w drugim przypadku przytulenie i dalej tak samo... co ciekawe przy przytuleniu odgradzałem się kolanem od tej osoby... ciekawe dlaczego!? pewnie już podświadomie coś przeczuwałem! -> o 4:34 wstałem, bo ten byt zaczynał mi już "mieszać w głowie"... i jestem pewien, że jakbym zasnął to zaatakowałby mnie ponownie... Ogólnie ataków "pocałunkowych" miałem więcej, ale raczej spisywałem je jako ataki we śnie... tak więc jeżeli macie coś podobnego to lepiej się wybudzcie i darujcie sobie spanie :) (jakby coś to jestem pewien na milion %, że to co opisałem jest atakiem).

Od 14:52 do 17:58 spałem... - brak ataków.

cdn...

Dobry Samarytanin