30.09.2011/01.10.2011 -> Około 2:40? usnąłem
nieświadomie ze zmęczenia przed komputerem i oczywiście
zostałem po chwili zaatakowany we śnie (2:47): jakaś babka
mnie objęła i coś do mnie gadała -> już po chwili
poczułem stratę energii i mnie wybudziło.
O 13:05
kładę się spać, a o 14:42 miałem atak we śnie. Nie skończyło
się to dla mnie najlepiej... a myślałem, że w dzień dadzą mi
już spokój... Miałem wczoraj dostawę wody z Lourdes... nawet
przed pójściem spać się nią posmarowałem na głowie i na 3, 4
i 6 czakrze... ale jakiś dresiarz? we śnie wyginał jakiś
wkręcony pręt w prawą łopatkę... i w końcu spowodował moje
"otwarcie" się i stratę energii...
01/02.10.2011 -> O 22:00 kładę się spać. O 3:23 mam już
3-ci atak we śnie i wstaję z łóżka, ale i tak mocno
chce mi się spać... Ostatni atak wyglądał tak, że jakieś
okropne robale się na mnie patrzyły i to w dużych
ilościach... oczywiście z tego co pamiętam to straciłem energię w każdym
z tych ataku...
O 15:50
kładę się spać. Przed 18 ten byt zaczyna nade mną coś
kombinować i były pewne ataki. O 18:36 wstaję. Powiem
szczerze, że zaczynam powoli
już być
tym zmęczony.
Musiałem
dzisiaj przewiesić mój łapacz snów, gdyż kot bardzo chciał
dopaść "pióra" jakie na nim się znajdują. Obecnie jest nie z
lewej strony łóżka, a na ścianie za moją głową... oczywiście
pod samym sufitem. Mam nadzieję, że już do tego się nie
dostanie, ale po moim kocie wszystkiego można się spodziewać więc muszę
być czujny hehe ;)
02/03.10.2011 -> O 3:40 zasnąłem na "sekundkę" przed
komputerem i od razu miałem sen jak mój kot wyskakuje przez
balkon i się wystraszyłem i od razu wybudziłem :/
3:52:
znowu zasypiam przed kompem (chwilę wcześniej dostaję
jeszcze cios w 4 czakrę)... zbyt zmęczony jestem... tym
razem we śnie dentystka chciała mi zrobić zastrzyk (możliwe
że straszak) ale na szczęście się wybudziłem!
Pokropiłem sobie głowę wodą z Lourdes oraz założyłem
różaniec... może to coś pomoże. Z wielką chęcią poszedł bym
sobie spać.. no, ale bez tej negatywności w "powietrzu" która
mnie bije.
Jest
4:56, a moje oczy same mi się zamykają... muszę jakoś
wytrzymać do południa? a swoją drogą to czakra mnie boli po
wcześniejszym uderzeniu.
Około
5:11 znowu zasnąłem i ten byt chciał mi palce wyginać, aby
mnie "otworzyć", ale na szczęście wybudzilo mnie bez straty
energii. Nie jest lekko... brak snu robi swoje... oczy same
mi się zamykają... ale nie daję za wygraną...
O 11:31
kładę się spać. O 11:48 mam atak we śnie, ale na szczęście
nic specjalnego mi się nie stało... tak sądzę? Postanowiłem już nie
zasypiać, a tylko sobie poleżeć... niestety zacząłem wpadać
w sen więc szybko wstałem o 11:58. A tak w ogólę, to ja
praktycznie non stop w pewnym sensie czuję tego byta koło
siebie. Nie ma w moim mieszkaniu takiego spokoju jaki
powinien być i jaki odczuwam gdy nie jestem atakowany gdy
idę spać.
Około
12:15 zapaliłem kadzidełko... niech się trochę podymi.
O 14:45
kładę się spać. O 18:05 był jakiś atak? i wstałem.
O 19:44
kładę się spać. O 21:06 jestem zaatakowany we śnie. Na pewno
był przy mnie minimum 1 opiekun (możliwe, że było ich 2, ale
raczej był 1).
Atakujących było minimum 3 (ale możliwe, że było ich 4). Niestety przegraliśmy potyczkę
choć przez pewien czas wydawało się jakbyśmy wygrywali...
03/04.10.2011 -> O 4:10
zapalam kadzidełko. Około
6:20? zasnąłem przed kompem... za kilka minut? albo jakoś
tak? wpadłem w sen i już miał być atak, ale się wybudzłem...
albo mnie coś wybudziło?
Od 8:56
do 14:19 spałem. Były pewne ataki na początku, ale nie na
tyle groźne, aby oderwać mnie od poduszki ;)
Od 15:01
do 18:42 spałem - brak ataków.
O 21:33
do 22:55 leżałem/spałem - na samym końcu zostałem
zaatakowany we śnie. Niestety nie dało się nic specjalnego
zrobić, aby nie stracić energii. Po wstaniu moja czakra czuje
się kiepsko... jakbym miał w nią wpakowany jakiś pocisk :(
04/05.10.2011 -> O 12:12 kładę się spać, a już o 12:24
miałem atak we śnie... super... Domyślam się, że mają przy
mnie całodobową wartę... tylko czasem idą coś przekąsić do
kogoś innego hehe ;)
O 20:28
kładę się spać, a o 22:45 dostaję (ale nie wiem jak mocno?) we śnie i wstaję... i tak
w sumie trochę pospałem, a co ciekawe nakryłem się białym
prześcieradłem przed zaśnięciem... nie wiem czy ma to
jakiekolwiek znaczenie, ale pomyślałem sobie, że może ten byt
takiego koloru nie lubi... czy to pomogło? Nie wiem... ale
fakt jest, że pospałem ponad 2h :) Ogólnie to mój organizm w
tym momencie woła o sen...
05/06.10.2011 -> O 3:15 wybudziłem się z kilkuminutowego snu (zasnąłem ze
zmęczenia). Był tam pewien motyw ataku, ale kompletnie nic mi
się nie stało i chyba był przy mnie mój opiekun. O 3:45
poszedłem spać, a o 5:47 miałem atak, którego nie pamiętam
hmm wyparował mi z głowy... ale chyba nic specjalnego mi się
nie stało... hmmm... tak czy siak 2h snu... oczywiście znowu
byłem przykryty białym prześcieradłem... podobno różowe
również jest dobre... ale na razie potestuję biały kolor...
O 9:25
kładę się spać, a o 12:11 chyba był atak? lub coś co mogło
przypominać atak ale nim być nie musiało? w sumie daję tu
duży znak zapytania... tak czy siak jeżeli był to atak, to
raczej kompletnie nieskuteczny.
O 14:04
kładę się spać, a o 16:31 wstaję. Nie jestem pewien czy coś
się "działo" czy nie.
06/07.10.2011 -> O 2:30 kładę się spać, a o 2:47 mam
atak pocałunkowy :( demoniczne pocałunki nie są fajne :(
Jeszcze przed zaśnięciem poczułem jakby ktoś wbił mi coś w
szyję (jakiś cienki pręt?). Oczywiście po ataku odczuwam
jakby pocisk na 4 czakrze... oraz w głowie jest tak
dziwnie... Jest już 4:20, a ten byt bardzo stara się mnie
"uśpić"... już kilkukrotnie wpadałem w sen... na szczęście
chyba nic specjalnego mi się nie stało. O 4:20 nałożyłem
ponownie na siebie różaniec i wziąłem duży krzyż
papieski do ręki i wszystko ustąpiło jak ręką odjął... mam
nadzieję, że to już nie wróci... Przynajmniej wiem co robić
na te nocne usypiania.
Niestety
około 5:00 mnie dopadł w ataku we śnie, ale nie mniej jednak
różnica z krzyżem papieskim i różańcem jest bardzo duża
odnośnie usypiania przed komputerem... może po prostu
usnąłem już siłą rzeczy... ze zmęczenia... hmm...
Zapomniałem już o hipnozach... myślałem, że mam je już za
sobą, ale gdzie tam... w sumie nie są one w dzień tylko w
nocy... ale to nocne usypianie jest na prawdę silne... teraz
różaniec i krzyż papieski powinny mi za każdym razem mocno
pomóc... tak czy siak będę o tym teraz pamiętać... dzisiaj
zadziałało idealnie... tylko później padłem... w sumie nawet
nie zauważyłem kiedy usnąłem... hmm...
Spałem
około 15?-30? minut i mniej więcej około 13:00 wstałem... usnąłem sam
z siebie... ale nic mi się nie stało...
O 14:04
poszedłem spać... a o 15:23 wstałem gdyż zaczęło się w moich
snach i przed oczami robić mocno negatywnie. Na samym
początku jak się kładłem też było trochę negatywnych
myślokształtów, ale jakoś udało mi się zasnąć. Nie mówię, że
ogólnie nic mi się nie stało, ale było w miarę git...
O 15:55
zmieniłem łóżko i spałem spokojnie do 17:52.
07/08.10.2011 -> O 1:28 kładę się spać. O 1:37 widzę
jakąś zjawę, która zawisa nade mną i nagle tracę energię i
się budzę... :/ Od około 2:00 do około 2:30 usnąłem na
biurku od komputera... chyba nic mi się nie stało? Od 3:00
do 3:50 Wiesia robiła mi healing. Następnie do około 4:20
odpoczywałem na krześle z zamkniętymi oczami.
O 8:20
poszedłem spać, a o 11:24 wstałem - brak ewidentnych ataków.
O 13:40
poszedłem spać, a o 18:26 wstałem -
brak
ewidentnych ataków.
Od 19:45
do 20:48 spałem -
brak
ewidentnych ataków.
O 22:16
idę spać... o 23:12 wstaję, a o 23:05 zostałem zaatakowany
we śnie i wstałem z walącym sercem :(
Tak na
prawdę to po healingu, gdy spałem lub zasypiałem moim zdaniem
byłem kilkukrotnie atakowany w 3 czakrę... oraz czasem przed
zaśnięciem przemknęły przez moją głowę pewne negatywne
myślokształty oraz były może lekkie? jakieś podejrzane
motywy we śnie. Tak czy siak healing sporo pomógł. Wcześniej
miałem problem, aby "10 minut" przespać, a dzisiaj wyspałem
się całkiem porządnie. Chyba dobra, ochronna energia się
skończyła ;)
08/09.10.2011 -> Około 1:50? położyłem się na łóżku.
Trochę mnie usypiał itd. (czasem widoczne halucynacje) ale
jakoś nic mi specjalnego nie zrobił. Około 2:27 wstałem. W
między czasie otaczałem się niebieską energią. O 3:15 kładę
się spać, a o 3:30 muszę wstawać, bo miałem atak pocałunkowy,
ale co ciekawe przed pocałunkiem zorientowałem się co się
dzieje, i postać znikła, ale ja zostałem uwięziony w tym
"wymiarze" i nie mogłem się wydostać mimo, iż wiedziałem
całkowicie co się dzieje. Po dobrych kilku sekundach udało
mi się uwolnić z tego "wymiaru", ale nie było to idealnie
gładkie wyjście... jednocześnie był pewien ruch energii na 4
czakrze. Tak czy siak na pewno skończyło się to dla mnie nieporównywalnie lepiej, niż jakbym się nie zorientował we śnie
co się dzieje. Dodam jeszcze, że nie spodziewałem się, że
ugrzęznę we śnie... myślałem, że się wybudzę, a tu proszę...
takie zaskoczenie...
Od 9:53
do 11:20 spałem - brak ataków.
09/10.10.2011 -> Przed położeniem się spać starałem
się zrobić kokon wokół siebie z niebieskiej, ochronnej
energii, ale niestety chyba to nic nie dało :/ O 23:54 idę spać, a o 00:10 miałem atak
we śnie. Wyglądał on tak, że próbowałem podnieść z podłogi
kota, ale było z nim coś nie tak... jakby był połamany i
wołałem mamę aby przyszła... i wołałem i wołałem, ale nikt
nie przychodził, a ten kot wciąż taki przetrącony był... i w
końcu nastąpiło wybudzenie i budzę się z walącym sercem
itd... Jak widzimy nie zawsze przy ataku we śnie są jakieś
ludzkie postacie. Tak czy siak dalej spać nie mam zamiaru.
Ten byt uśpił
mnie przed kompem o 00:45 :/ Już nie piszę, że próbował mnie
uśpić wcześniej... tak czy siak o 00:49 pokropiłem sobie
głowę wodą z Lourdes... może coś pomoże... Moja czakra
wymaga regeneracji :( O 00:58 zapalam świeczkę, gdyż nie wiem
jak wytrzymam do rana... zostało jeszcze tyle godzin...
Około 2:20 gdy usnąłem na fotelu też coś było... ale już nie
ma co pisać dokładnie... O 3:23 kolejny atak... spać mi się
chce i obrywam jak małe dziecko... Przy tym ataku
zorientowałem się co się dzieje, ale to nie pomogło...
Wyglądało to tak, że jakaś postać mnie zabrała od stolika i
gdzieś mnie prowadziła, następnie po chwili zorientowałem
się, że ma złe zamiary co do mojej osoby (na pewno się nie
myliłem) i jak sobie to uświadomiłem to chciałem wyjść ze
snu i podczas tej procedury poczułem stratę energii. Ta
postać się na mnie nie rzuciła, ale to jest jakoś tak
zrobione, że nawet jak się zorientujesz i uciekasz to rzadko
kiedy uda się wyjść w trakcie ataku bez szwanku. Tak czy
siak dzisiaj jest kiepsko... zbieram "baty".
Ogólnie gościu cały czas próbuje mnie uśpić... jest to
troszkę denerwujące... Około 6-7? poszedłem spać do łóżka, bo
już byłem tak zmęczony, że musiałem coś z tym zrobić... ale o 8:48
zostałem zaatakowany we śnie :( ... jakaś surykatka?
wymiotowała do garnka (mojej czakry?)... tak czy siak czakra
czuje się źle :( ale kaszaniarska noc :/
Można
łatwo zauważyć, że w atakach we śnie raz atakują "ludzie", a
innym razem "zwierzęta".
O 13:10
poszedłem spać, ale około 14:50 był atak we śnie... i kilka
minut później wstałem.
O 20:24
postanowiłem trochę poleżeć... o 20:40 zamknąłem wreszcie
oczy i za chwilę poczułem lekkie szarpnięcie na ciele (nie
na 4 czakrze) i postanowiłem, że lepiej wstanę.
O 4:37
położyłem się spać, a o 4:46 miałem atak we śnie, który nie
wyszedł temu bytowi do końca, bo zorientowałem się w trakcie
i udało mi się gładko z niego wyjść - oczywiście nie mogę
stwierdzić jakie straty poniosłem i czy jakieś one są...
domyślam się, że przy każdym spotkaniu z tym bytem doznaję
pewnej szkody, ale czasem jest ona mniejsza, a czasem
większa... w tym przypadku była ona zdecydowanie mniejsza co
mnie oczywiście cieszy. Muszę poczekać do rana albo jeszcze
później, aby ponownie spróbować się położyć... takie nie
spanie w nocy nie jest zbyt fajne dla mojego organizmu.
Ciekawe było to, że po ataku gdy zamknąłem oczy leciałem
przez jakiś czarno-kolorowy tunel. Nie wiem czym on był, ale
wolałem to przerwać wiedząc, że ten byt jest koło mnie. Może
to była próba kolejnego ataku, a może coś zupełnie innego?
Tak czy siak lepiej nie ryzykować... może innym razem dowiem
się co jest na końcu tunelu ;) gdy warunki będą bardziej
sprzyjające :)
Około
5:30? położyłem się ponownie i znowu był atak (humanoidalna
postać diabła) i znowu udało
mi się gładko z niego wyjść... kilka chwil później
czułem jakiś ruch energii na 4 czakrze... nie wiem co to
było, ale wolałem wstać i już nie igrać z losem. Nie wyspałem
się najlepiej, ale wystarczająco, aby jakoś dotrwać do rana
bez nagłego wyłączenia systemu z powodu braku snu ;)
Po 7
położyłem się i usnąłem... o 7:32 był atak we śnie i z 3
minuty później kolejny :/
O 15:30
kładę się spać, a o 18:15 jestem zaatakowany we śnie.
Dostałem najpierw cios czymś ostrym w nogę, a później
pamiętam już tylko wybudzenie ze stratą energii. Po tym
ataku musiałem kilka dobrych minut dochodzić do siebie.
Mam
dostawę nowych, małych świeczek (50 sztuk). Będę je palić w
takim małym lampioniku... i będę pilnować, aby kot nie miał
do niego dostępu ;)
11/12.10.2011 -> Około 4? siadam na łóżku i opieram się
o ścianę, aby jakoś opanować sen, gdyż przed komputerem już
usypiałem. Zobaczyłem kątem oka jak coś szybko przeleciało z
lewej strony... domyślam się co to było ;) Miałem również
halucynacje np. widziałem czarnego kota na biurku, którego
oczywiście tam nie było. A co ciekawe w jednym z ataków we
śnie ten byt był pod postacią małego, szarego kotka... ktoś
mi pomagał go wyganiać, ale i tak ostatecznie oberwałem. Tak
ogólnie to kilkukrotnie usnąłem i zostałem obity. Raz nawet
wręcz czułem jakby jakiś wiatr się koło mnie poruszał. O
4:30 wstałem... bo za dużo ciosów zebrałem... ale też lekko
się wyspałem choć nie miałem w planach snu jako takiego
(czystego, bez ataków)... ale mimo wszystko czakra czuje się
kiepsko... Przyłożyłem do niej duży kryształ górski...
Ogólnie muszę uważać, aby nie usnąć... ten byt na pewno nie
odpuści...
O 12:14
kładę spać, a o 12:31 mam atak we śnie (ponownie motyw
kota). Próbowałem spać jeszcze około 10, ale też się
nie dało (po zamykaniu oczu czułem atak na czakrę więc
szybko wstałem). Zauważyłem, że od położenia się spać do ataku we
śnie często mija około 15 minut. Tak czy siak jestem coraz
bardziej zmęczony... za mało snu... za dużo bęcek itd...
O 16:43
kładę się spać, a o 17:45 mam atak we śnie.
12/13.10.2011 -> O 2:49 kładę się spać, a w staję o 3:35
-> były w sumie 3-4 ataki we śnie... musiałem wstać, bo
kolejny atak byłby już przesadą. Niespanie jest fajną metodą
obrony, ale niestety nie umiem nie spać non-stop.
Nie wiem
o której idę spać (chyba coś około 8? - gdzieś zgubiłem
swoje notatki?) -> wstaję o 10:22, a o 9:50 miałem atak we
śnie... nie pamiętam czy było ich więcej?
O 14:25
kładę się spać, a o 16:00 wstaję - brak ataków?
O 18:01
kładę się spać, a o 19:24 wstaję - brak ataków.
O 19:59
kładę się spać, a o 00:02 wstaję - chyba coś było? ale
ogólnie ok?
13/14.10.2011 -> O 14:31 kładę się spać, a o 16:56
wstaję. Na początku po zamknięciu oczy były takie jakby
strzały prądem w ciało (w różne miejsca), ale później
wszystko się uspokoiło... gdyż zasnąłem ;) Nie mówię, że
były to ataki czy coś... tak tylko stwierdzam, że coś
takiego było ;) Następnie od 17:15 do 17:33 sobie leżałem i
nie było ataków :)
Około 22
lub później poszedłem spać.. wstałem o 1:44 po ataku we śnie
:/
Około
7:40 kładę się do łóżka, aby trochę poleżeć (nie miałem na
sobie różańca itp rzeczy... ale czy to miało jakieś
znaczenie?) i po krótkiej
chwili tak jakby ktoś mi wrzasnął w głowie i się lekko
wystraszyłem (otwarcie -> strata energii), a kilka chwil
później miałem podobne zdarzenie (wrzaśnięcie + tupnięcie?)
przy którym dodatkowo poczułem jakby jakiś odkurzacz? (w
chwili tego wrzaśnięcia lub minimalnie później) zebrał z
mojej klatki piersiowej część energii. O 7:50 wstałem (po
ostatnim ataku).
O 13:13
kładę się spać, a o 15:20 wstaję - brak ataków.
O 15:50
kładę się spać, a o 19:05 wstaję - brak ataków.
15/16.10.2011 -> Około 4:30? zasnąłem na podłodze
podczas głaskania kota... obudziłem się pół godziny
później... o dziwo nic mi się nie stało choć był pewien
podejrzany sen... Następnie poszedłem spać o 7:02? (lub
wcześniej?) i wstałem o 7:42 - brak ataków (usypałem sobie
pewną górkę na łóżku, aby spać pod pewnym kontem... tak dla
testu).
O 8:37
kładę się spać, a o 11:15 wstaję - brak ataków.
Próbowałem jeszcze trochę spać w południe, ale nie wychodziło
mi to najlepiej,nie z powodu ataków (bo tych nie było)
tylko po prostu jakoś nie mogłem usnąć.
Około
21:30?, a może lekko wcześniej? miałem wrażenie jakby ten byt
mnie odwiedził. O 21:49
kładę się spać (z powodu, że chce mi się spać ;)) i już po chwili słyszę jakby jakiś diabelski głos
wrzasnął mi w głowie (wystraszenie -> otwarcie -> strata
energii... ogólnie gdy następuje to wrzaśnięcie ma się
wrażenie jakby już kilka chwil wcześniej mój mózg został
lekko przygotowany-zmanipulowany przez tego byta, aby atak
mógł zostać przeprowadzony)... kilka chwil później gdy zamknąłem
oczy dostałem cios w 4 czakrę i od razu wstałem (21:54)...
szkoda, że wciąż nie mogę spać w nocy...
16/17.10.2011 -> Od 1:01 do około 1:50 Wiesia robiła mi
healing :) -> jak zwykle bardzo owocny :) -> piszę o tym
tutaj, gdyż może mieć to wpływa na ataki ;)
Usypiałem dzisiaj w nocy przed komputerem kilka razy...
chyba ataków nie było?
O 10:54
kładę się spać, a o 11:05 wstaję gdyż oberwałem z 3-4x w
czakrę co mnie wystarczająco mocno zniechęciło do dalszych
prób zaśnięcia ;)
O 14:35
kładę się spać, a o 17:41 wstaję - chyba pod koniec coś
było?
17/18.10.2011 -> O 00:55 kładę się spać, a o 1:12
wstaję gdyż zostałem zaatakowany we śnie. Była przy mnie
jakaś postać we śnie, która szła koło mnie, a w tym samym
czasie biegły na mnie jakieś potwory do których strzelałem z
karabinu. Tak czy siak zostałem wybudzony w trakcie ataku,
ale chcąc nie chcąc coś tam energii straciłem... w sumie
mało kiedy nie traci się nic.
Następnie zasypiałem przed komputerem, ale ataków nie
zauważyłem?
Po 4
poszedłem spać do łóżka... było kilka? ataków... ostatni był o 6:07
(jakaś postać uruchomiła wiertło i przez sekundę wierciła mi
w kolanie - był to raczej na pewno straszak - niestety
skuteczny dla tego byta). Ogólnie cieszę się, że jestem już
na chodzie, choć nie ukrywam, że z chęcią bym sobie jeszcze
trochę pospał ;)
O 15:55
kładę się spać, a o 19:31 zostaję zaatakowany przez jakieś
"zwierzę" we śnie (dobre i te kilka godzin snu... mimo tego
ataku).
18/19.10.2011 -> O 3:07 kładę się spać (gdyż
zasypiałem na biurku przed komputerem i jakoś nic mi się
specjalnego nie działo), a o 3:22 mam
atak we śnie... były również z 1-2 ataki jeszcze wcześniej
(których praktycznie nie pamiętam - jedynie zapamiętałem, że
dostałem w czakrę). O 3:25 wstałem. W ostatnim ataku
maszerowałem w słoneczny, jasny dzień z dwoma opiekunami
(jeden z nich miał "dobrego" psa)... pośród nas szedł
jeszcze dodatkowo zabłąkany "atakujący nas" (nie cały czas)
pies. Po pewnym czasie wszedłem z jednym opiekunem do
ciemnego pomieszczenia (więc dobry pies + jeden z opiekunów
zostali ode mnie z pewnością odciągnięci skoro się
rozdzieliliśmy)... nagle ten drugi opiekun gdzieś "zniknął" i
wpadłem w jakąś ciemność? i stałem się świadomy co się
dzieje (czułem, że jestem "głęboko" uwięziony we śnie) i
powiedziałem "Boże ratuj" i w tym momencie poczułem cios w
czakrę i jednoczesne nagłe wybudzenie (takie szybkie cięcie
zostało zrobione, ale nie obyło się bez strat). Ogólnie mam
wrażenie jakby te wszystkie ciosy były tak jakoś jednym
ciurkiem mi zadawane... tak jakbym nie miał okazji do
wstania z łóżka już po pierwszym ciosie hmm...
Po 4:10?
poszedłem do łóżka, usiadłem i oparłem się o ścianę, położyłem
1,5kg kryształ na 4 czakrze i zamknąłem oczy... o dziwo nie
oberwałem, choć sądzę, że były pewne próby no, ale chcąc nie
chcąc nie dostałem żadnego "strzała", a o 5:18 wstałem. Wychodzi na to, że pozycja w
jakiej się zasypia ma spore znaczenie, albo to zasługa
kryształu położonego na czakrze... albo to jakiś przypadek
;)
Około
6:45 poszedłem spać... na początku na siedząco, a później
zmieniłem jednak pozycję na leżącą... i spałem do 9:06 gdzie
był pewien atak, ale w miarę "ok" z niego wyszedłem...
O 13:10
kładę się spać, a o 16:42 wstaję - brak ataków.
O 17:25
kładę się spać, a o 18:41 wstaję gdyż chyba powrócił ten
byt... i objawił się "stresem" we śnie... tak czy siak
wolałem wstać...
19/20.10.2011 -> O 3:40? zasypiam przed komputerem
(świadomie to robię), ale niestety po chwili słyszę jakieś
wrzaśnięcie do ucha? czy w głowie? tak czy siak jest to
atak... o 3:44 próbuję kontynuować spanie, ale już o 3:56 zostałem
zaatakowany tym razem we śnie (jakieś postacie weszły do mojego pokoju
i jedna z nich zaczęła grzebać mi przy zębie... w końcu
nastąpiło wystraszenie itd...). O 5:24 idę spać do łóżka w
pozycji siedzącej... ale o 6:05 zmieniam pozycję na leżącą z
powodu niewygody itp... ale niestety 5 minut później obrywam
we śnie i chwilowo daruję sobie próby spania :/ (jakaś
negatywna postać biła mnie w korpus). Pamiętam, że jeszcze
chwilę? wcześniej miałem na rękach jakiegoś kota... nie
pamiętam co się tam dalej działo, ale z doświadczenia wiem,
że prawdopodobnie był to ten byt...
O 9:48
kładę się spać, a o 11:30 wstaję - brak ataków.
O 12:33
kładę się spać, a o 13:15 miałem sen gdzie jakaś postać
chciała mi zrobić zastrzyk (straszak), ale na szczęście
wybudziłem się bez szwanku. Za kolejne jakieś 5 minut idę
dalej spać i wstaję o 15:05 - brak ataków.
20/21.10.2011 -> Po 2? siadam na fotelu i zasypiam, a o 6:20 wstaję. Było kilka ataków,
ale gdy postacie "negatywne" były we śnie już blisko mnie
to sen zostawał przerwany (wybudzenie),
ale domyślam się, że coś tam energii straciłem.
O 10:34
kładę się spać, a o 12:20 wstaję gdyż dostałem mocny "cios"
w czakrę :( Akcja działa się na klatce schodowej na której
czekali na mnie całą gromadką. Nawet spotkałem jakiegoś
przechodnia, którego zahaczyłem, aby mi pomógł. Poszedł ze
mną... zobaczył tych łotrów i zawrócił i przeszedł jak duch
przez jakieś drzwi. No cóż... nie okazał się pomocny.
Następnie poszedłem do sąsiadki... (łotry stały blisko
drzwi)... zapukałem i udało mi się do niej wejść (chodź
ewidentnie była zdziwiona, że przyszedłem... myślę, że mogła
być do pewnego stopnia niezadowolona? to raczej nie był mój
opiekun... ale kto go tam ostatecznie wie?). U niej czułem
się przez chwilę bezpiecznie. Następnie wychodzimy i chyba
ona gdzieś znika i widzę, że jakieś dwie postacie (wydawały
mi się pozytywne, ale chyba nimi jednak nie były) próbowały
domknąć jakąś furtkę i ja do nich się przyłączyłem (wszedłem
między obie postacie) i następowało na siłę zamykanie tej
furtki która się zamknąć nie chciała i to tak trwało i
trwało (siłowo), aż w końcu mnie wybudziło ze
stratą energii... to był ewidentny atak (możliwe, że ta
furtka symbolizowała moją czakrę? może?). Ogólnie to był mocny atak... nie taki "papierkowy" jak
w nocy. Po jakiś 5 godzinach jako tako doszedłem do siebie
po tym ataku (już odruchowo nie trzymam ręki na czakrze, nie
odczuwam tak dużego ucisku jak to miało miejsce jeszcze
jakiś czas temu oraz nie jestem taki skulony jak to często
bywa po atakach). O 22:30 czuje się już dużo lepiej.
21/22.10.2011 -> O 2:16 idę spać na fotelu, a o 7:12
wstaję - niestety nie pamiętam czy były jakieś ataki... w
ogólę praktycznie nie pamiętam co się w nocy działo... tylko
urywki snów...
O 15:56
kładę się spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.
22/23.10.2011 -> Około 3:10 zasypiam na krześle z głową
skierowaną w dół (a ręce oparte o uda) - w takiej pozycji
baaardzo szybko zasypiam (gdy chce mi się spać)... wręcz
natychmiast. Niestety od razu mam sen gdzie otoczyło mnie
kilka postaci i jedna z nich biła mnie poduszką po twarzy,
na szczęście sen został przerwany choć mam wątpliwości czy
to czego doświadczam jest niby zwykłymi snami, ponieważ gdy się
budziłem to zauważyłem, że przez krótką chwilkę (1? sekundę)
nie mogłem poruszyć rękami tak jakbym był poza ciałem, a
moja świadomość? wracała dopiero do ciała i gdy wróciła to
wtedy dopiero się uruchomiły wszystkie funkcje ciała... nie
mniej jednak będę to dalej nazywać "snem" no bo to wygląda
jak sen i znamy to doświadczenie pod pojęciem "snu" ;)
O 4:32
idę spać na fotel, a o 6:16 wstaję - były ataki.
O 11:39
kładę się spać, a o 13:04 wstaję - brak ataków?
O 13:30
kładę się spać, a o 17:21 wstaję - brak ataków.
23/24.10.2011 -> O 22:10 idę spać na fotel, o 23:50
wstaję (były pewne ataki) i przenoszę się do łóżka do 00:46,
ale tu też byłem atakowany i ponownie idę na fotel, ale nic
to nie pomogło i ostatecznie wstaję o 1:32. Niestety nie
dadzą mi się wyspać w nocy. Przy ostatnim (ale nie jedynym)
ataku na fotelu widziałem tego byta. Siedział na moich
kolanach - był przezroczysty (byłem w stanie pomiędzy realem,
a snem i dlatego mimo iż był "niewidzialny" to jednak byłem
w pewnym sensie w stanie go "zobaczyć") i dość mały
(wielkość zaciśniętej pięści), ale to mu wystarczyło, aby mnie
uderzyć itd. Jeszcze wcześniej atakował mnie we śnie... ale
tam był widoczny jako postać osoby, której nie lubię i w
pewnym momencie zacząłem ją bić (z czego ten byt się cieszył,
gdyż wytwarzałem negatywne emocje którymi się żywi).
O 9:02
poszedłem spać, a o 9:18 wstałem - były 2 ataki we śnie.
O 13:39
poszedłem spać, a o 18:00 wstałem - brak ataków (możliwe, że
pod sam koniec coś zaczynało się dziać, ale nie jestem tego
pewien - tak czy siak bardzo udany miałem sen - po raz
pierwszy od dawna spałem przy zgaszonym świetle) :)
24/25.11.2011 -> Około 5 zacząłem zasypiać... usnąłem
kilka razy ze zmęczenia na krześle (i nie tylko)... i
zostałem kilkukrotnie zaatakowany... o 5:25 się mocniej
ocknąłem. Ostatni atak był ciekawy... byt podszył się pod
mojego kota! (nie przy każdym ataku gdzie byt podszywa się
pod jakieś zwierzę jest to mój kot - tak czy siak o ile nie
jest to jakiś wściekły wilk to z pewnością będzie to jakiś
miły zwierzaczek)... miałem go na rękach (typowe przy ataku
gdzie byt podszywa się pod zwierze! - chce dostać się do
czakry więc jest tam gdzie czakry!)... i grzebał ręką w moim
głośniku który psuł (czyżby grzebał w czakrze?!), a ja
próbowałem wyjąć jego rękę z niego, ale nie mogłem i bałem
się uszkodzić łapkę kota
(jakbym
wiedział, że to ten byt to bym się nie bał hehe)... oraz
głośnik (przy wyjmowaniu). Tak czy siak widać tutaj
demoniczny umysł tego byta... podszywa się pod kogoś komu
ufam... ostatnio jakoś lubi wcielać się w zwierzątka... hmmm...
Tak czy siak moja czakra musi się zregenerować :/
Za jakiś
czas ponownie zasnąłem przed komputerem i oberwałem. O 6:30
się budzę.
Położyłem się później (ze zmęczenia) na łóżku i zaraz
odpłynąłem. Oczywiście był jakiś atak we śnie (nie wiem czy
jeden czy więcej), a później już pod sam koniec (byłem chyba
w jakimś dziwnym stanie) widziałem jak to "zło" przykryło
mnie swoją czarną energią. Widziałem jak z około 3?
centymetry od mojego ciała było jasno, a wszędzie indziej
było czarno od złej energii (czyli ten byt mnie nie
dotykał). Zacząłem się szybko modlić itd. Ten byt straszył
mnie, że wbije mi w ciało coś ostrego (ta czarna energia
blisko ciała zmieniała się w ostre narzędzia)... nie mniej
jednak były to tylko takie "straszaki" którym nie uległem.
Wstałem o około 7:40.
O 11:14
kładę się spać, a o 14:00 wstaję - brak ataków.
O 16:42
kładę się spać, a o 18:23 wstaję - brak ataków.
25/26.10.2011 -> Około północy zasypiałem przed
komputerem. O 00:35 kładę się spać, a o 1:51 wstaję z powodu
silnego ataku we śnie... następnie kilka chwil później kładę
się na łóżko, ale z zamiarem odpoczynku, a nie zasypiania -
niestety szybko usnąłem i pod sam koniec pewnego snu jakaś
postać zbliżyła się do mnie i przerzuciło mnie do stanu
pomiędzy realem a snem (widziałem siebie leżącego w łóżku) i
usłyszałem jak ktoś mi szepce do mojego prawego ucha jakieś
zdania w języku polskim? (był to demoniczny głos) - na
dodatek w pewnym sensie wyczuwałem twarz tego byta
skierowaną do mojego ucha - na
szczęście nic mi się nie stało - próbuje mnie w ten sposób
wystraszyć oraz zastraszyć no, ale nie ze mną te numery
(szczególnie wtedy gdy wiem co się dzieje i mam kontrolę nad
swoimi reakcjami i emocjami [tyczy się to przede wszystkim
stanu między realem a snem]). Około 4? usnąłem z kotem na
podłodze oparty o krzesło i o 4:29 zostałem "zaatakowany"
(próba wystraszenia)
przez agresywnego kota we śnie (takim syknięciem), ale chyba
nic mi się nie stało. Za jakiś czas zauważyłem (jak i
wcześniej) pewne jakby skrzypnięcia w mieszkaniu - było to
dość dziwne... miałem wrażenie jakby ten negatywny byt dawał
mi znać, że tutaj jest -> nie wiem czy tak było czy nie, ale
w sumie jest to teoretycznie możliwe -> tak czy siak w tym
czasie kiedy to się działo odczuwałem "zło" w pokoju (w
miejscu z którego pochodził owy dźwięk). Około 7:30? do
około 8:30? spałem w drugim pokoju... i nic mi się nie stało
choć nie jestem pewien czy aby ten byt się tam w moim śnie
gdzieś nie kręcił... ale nie mniej jednak byłem bezstratny
:)
O 9:03
kładę się spać, a o 12:17 wstaję - brak ataków.
O 15:06
kładę się spać, a o 19:00 wstaję - brak ataków.
26/27.10.2011 -> O 4:17 kładę się spać, a o 4:25 wstaję
gdyż po zamknięciu oczu nie czułem się bezpiecznie -> gdy
miałem zamknięte oczy doznawałem pewnych strzałów prądem w
ciało (to mnie specjalnie nie martwiło) jak również (po
wejściu w "głębszy stan") czułem dziwny ucisk na ciele...
jakby ten byt na mnie siadał? nie jestem pewien co to
było... ale kilka chwil później doznałem "halucynacji"
jakiejś postaci w pokoju (z otwartymi oczami w stanie
relaksu)... więc wolałem nie ryzykować i wstałem.
O 13:51
kładę się spać, a o 19:30 wstaję gdyż miałem "ukryty" atak
we śnie - czyli taki gdzie nie było widać bezpośredniego
"ataku" -> oczywiście opiszę jak to wygląda, bo sądzę, że
99,9% ludzi w ogóle olałaby sobie to doświadczenie gdyby im
się przytrafiło w nocy. Trzeba również mieć na uwadze, że
szatanowi nie zależy na tym abyście wiedzieli, że
doświadczyliście ataku z jego strony... macie być kompletnie
nieświadomi tego co się stało i potraktować to jedynie jako
"zwykły sen". Dobra... czas opisać sam "sen": (nie pamiętam
początku) nagle pojawiła się jakaś postać koło mnie stojąca
z nożem (sam fakt takiego czegoś jest już podejrzany),
następnie przechodzę przez most i uciekam jadąc w
samochodzie z jakimś kolesiem przed policją (ucieczka -
motyw strachu)... rozbija się nam nasze auto i chowamy się
za rogiem w oczekiwaniu czy zaraz się gliny pojawią czy też
nie (kolejny motyw "stresu") i w pewnym momencie występuje
nagłe wybudzenie! (właściwie nieodłączny motyw ataków we
śnie!) -> co ciekawe tego dnia spałem bardzo mocno... śmiem
sądzić, że gdzieś fruwałem sobie to tu to tam po astralu.
Nagłe wybudzenie może być spowodowane tym, że zostałem
natychmiast wrzucony z powrotem w ciało (to taka teoria ale
może być prawdziwa). Tak czy siak miałem przy wybudzeniu
uczucie jakby ktoś mi kijem od szczotki w czakrę przywalił i
po obudzeniu mam odruch kładzenia ręki na czakrę (aby ją
ładować energią). Ogólnie ktoś może zadać pytanie czy jestem
pewien, że był to atak mimo, że nie było bezpośredniego
motywu ataku we śnie (typu atak jakiejś postaci, czy
atakujący wilk, czy też szarpiący się na rękach kot) ->
odpowiem, że jestem pewien na 100%, że był to atak we śnie
(chodź moim zdaniem jest to astral, ale jak już pisałem
wcześniej, nazywamy to snem więc tak też będę to nazywać
gdyż dla ludzi jest to po prostu sen). Mam nadzieję, że
rozświetliłem trochę sprawę "ukrytych ataków" we śnie (brak
skrystalizowanego bezpośredniego "ataku" / "uderzenia" we
śnie). Niestety wciąż nie mam pojęcia jak się przed tym
obronić... choć miałem na przestrzeni lat tysiące takich
ataków (no może nie tych "ukrytych", ale chodzi mi ogólnie o
ataki we "śnie").
27/28.10.2011 -> Około 4? zamknąłem oczy ze zmęczenia i
od razu znalazłem się we "śnie" (obraz był
niewyraźny) -> widziałem siebie (tak
normalnie jak się widzi oczami fizycznymi) oraz jakąś niewyraźną, czarną, humanoidalną
postać (~180cm wzrostu), która stała koło mnie -> na
szczęście szybko się wybudziłem... ale za chwilę ponownie
"usnąłem" i czułem jak ktoś dotykał mojej ręki (po chwili
nastąpiło wybudzenie). Około 7:30 ewakuowałem się do pokoju
obok i tam się położyłem... oczywiście nie miałem zamiaru
zasypiać, ale mimowolnie zasnąłem i miałem atak we śnie, ale z
tego co się orientuję to nic specjalnego mi się nie stało... można
powiedzieć, że wybudziłem się na czas (nie było widocznego
ciosu czy wyssania energii), ale czy mimo tego
jestem bez straty? to jest dobre pytanie (w sumie czułem we
śnie pewną "grozę" itp)... tak czy siak
dobrze, że tylko tak to wyglądało, bo mogło być znacznie
gorzej. Wiadomo, że nie jest dla mnie korzystne znaleźć
się w jednym "wymiarze" z tym bytem - warto mieć na uwadze,
że on raczej jest tam cały czas (w astralu) i świetnie się
zna na swojej roli "zbira". Domyślam się, że jak
wejdę w "jego" wymiar nawet na bardzo krótko to on już robi
te swoje "sztuczki", abym nie wyszedł stamtąd w jednym
kawałku... w sumie czasem musi na mnie długo czekać więc z
pewnością jest czujny i patrzy czy zamykają mi się już oczka
czy jeszcze nie...
O 13:48
kładę się spać, a o 18:40 wstaję - brak ataków.
28/29.10.2011 -> Przed
00:00 trochę zasypiam na fotelu. Około 00:06 zaczynam na
poważnie myśleć o spaniu. O 1:11 i 1:30 dostaję we śnie (w
jednym we śnie przed samym atakiem ten byt dotknął palcem
mojego 3 oka...- łapy precz ode mnie szatanie!)
Po
trzeciej siedziałem na podłodze z kotem i usypiałem... i tak
się zastanawiałem czy to czego doświadczam (bardzo silne
usypianie) jest naturalnym stanem czy też jest on sztucznie
wywoływany przez tego byta w celu abym zamknął oczy i dostał
od niego bęcki. Co ciekawe o 3:22 powiedziałem
"aniołki (odnośnie opiekunów), jeżeli jest to nienaturalny
stan to proszę odetnijcie to ode mnie" i w jednej sekundzie
wszystko się skończyło! Nie chce mi się już spać! Jak ręką
odjął! Nastąpił tak samo silny efekt jak wzięcie krzyża
papieskiego do ręki 14 stycznia 2011 roku. Niestety wynika z
tego, że byłem od dawna usypiany w nocy. Tak czy siak jak
znowu takie coś nastąpi to ponownie będę prosić opiekunów o
pomoc.
O 8:10
położyłem się spać, ale nie mogłem opanować pobudzonej
wyobraźni (coś do mnie non stop strzelało) -> szybko
wstałem i jakieś 5 minut później położyłem się na łóżku obok
(nie miałem zamiaru zasypiać), ale zostałem zahipnotyzowany.
O 8:36 zostałem zaatakowany we śnie - jakaś postać mi się
przyglądała, a ja wirowałem w tym śnie nie będąc w stanie
złapać równowagi... i co chwilę uderzałem twarzą w płytki
chodnikowe...
na szczęście nie było to zbyt bolesne (a przeważnie bywa)... ale karuzele miałem
najlepszą z najlepszych. Gdy tak leżałem obity na chodniku
widziałem nadjeżdżający autobus nr 65 hmm... Trochę za wcześnie próbowałem iść
spać... a proszenie aniołków tym razem nic nie pomogło hmmm...
Po wstaniu czuję w głowie lekkiego "kręćka", a na czakrze
dziwny ucisk :/ .... Przyznam szczerze, że dość silna jest
ta hipnoza... kiedyś krzyż papieski sobie z nią poradził i miałem przez jakiś czas względny spokój... no
ale te ciemne istoty nie próżnują... pewnie wysyłają
silniejsze istoty, aby mnie nękały hmm... tak czy siak trzeba
opracować jakiś nowy plan działania...
29/30.10.2011 -> Przed 3? zasnąłem przed komputerem na
jakieś 10? minut -> była we śnie jakaś postać, która
poruszała (przez chwilę ze mną) gwałtownie stołem hmmm...
tak czy siak odszedłem od niej i się wybudziłem hmm... Nie
chce być przewrażliwiony i wszystkie sny z postaciami
traktować jako atak lub jako potencjalny atak, ale jestem
czujny i mocno prześwietlam (na ile to możliwe) każdy sen i
wszelkie szczegóły jakie w trakcie jego trwania odczuwam
(emocje, strach, lęk, złość, "otwieranie się" na
"przyjaciela" itd)... np. w tym śnie niepokojące mogły być te
"uderzenia / poruszenia" stołem... ale chwilę później
wybudziłem się spokojnie... Tak czy siak jest ok... po
odespaniu tych 10? minut czuje się dużo lepiej. Ogólnie
rzecz ujmując dobrze jest dokładnie analizować wszystko co
dzieje się we śnie, aby rozszyfrować działanie negatywnych
sił podczas ataku. Im więcej szczegółów i doświadczeń w
trakcie trwania ataku oraz po wybudzeniu się będę zawracać
uwagę, tym lepiej dla mnie. Staram się tutaj dokładnie
przekazać wiedzę jak taki atak wygląda i na co należy
zwracać uwagę, gdyż czasem jest on tak zakamuflowany, że po
prostu nie traktujemy takiego "snu" jako coś złego. Czy ten
sen z postacią był atakiem? Nie wiem. Wiem, że nagminnie
pojawiają się jakieś postacie w moich snach i że większość
ataków jestem w stanie rozpoznać, ale jest mały procent
gdzie stawiam znak zapytania. W pewnym sensie mógłbym
zlekceważyć ten sen gdyby nie pewne "emocje" które się
pojawiły we mnie podczas ruszania tym stołem -> śmiem
twierdzić, że może być to takie "wytrącanie energii" z
czakry... ale czy tak jest? Nie jestem pewien...
Około 8
położyłem się na łóżku i z 2x ktoś mi jakby wrzasnął (w
krótkim odstępie czasu) w głowie? już pisałem o czymś takim
jakiś czas temu... to chyba atak? tak czy siak po chwili
wstałem. Zresztą na czakrze, też miałem pewne objawy przy
tym więc... lepiej się ulotnić... już nie wspomnę o
hipnotycznym stanie w głowie jaki się pojawił przy tych
wrzaskach. Ogólnie wynika z tego, że łatwiej jest nas
hipnotyzować gdy leżymy, niż gdy siedzimy (prawdopodobnie
chodzi tutaj o szybsze wpadnie w stan relaksu - alfa).
11:03 ->
praktycznie usypiam na krześle... proszę aniołki jak
ostatnio o odcięcie tego stanu jeżeli jest nienaturalny i co
się dzieje? stan "zasypiania" znika... hmm ciekawe...
O 13:40
próbuję zasnąć, ale niestety się nie da... moja wyobraźnia
szaleje... cały czas jakieś myślokształty do mnie strzelają
i jakieś potwory mnie atakują. Strzelałem do nich mentalnymi
"pociskami próżniowymi" (trafia pocisk w cel i wywołuję
jakby okrąg od wybuchu [obejmując myślokształt] i nagle
zasysa się całość do środka [pochłaniając myślokształt] i
zamieniając się ostatecznie w spadającą, srebrną puszkę [tak
mi się objawiało to]). Ciekawe jest to, że ta obrona była
skuteczna tylko ten byt coraz więcej i więcej tych
myślokształtów tworzył w mojej głowie i nie byłem w stanie
tego ogarnąć i w końcu oberwałem. Oczywiście otwierałem w
między czasie oczy (ale wciąż widziałem te "pociski" itp.), ale ogólnie zafascynowało mnie to, że
mogłem się bronić! To było takie mentalne starcie... które
przegrałem... no ale jednak podjąłem jakąś walkę ;) Oprócz
pocisków próżniowych również brałem czasem myślokształty w
taki jakby kokon... niestety gościu ma spore doświadczenie w
tego typu atakach i zdecydowanie pokonał mnie swoim
doświadczeniem - po prostu zasypywał mnie później
negatywnymi "obrazami"
(robale itp.)
z każdej strony ekranu (tego co widziałem przed oczami).
Bombardowanie tymi "obrazami" nawet gdy byłem na "chodzie"
(nie leżałem, ani nie spałem) nie ustępowało, ale po jakimś
czasie udało mi się ponownie zasnąć. Spałem spokojnie i
wstałem o ~19:20.
Jakiś
czas później ponownie idę spać do pokoju obok i od razu na
wstępie mam myślokształty, które do mnie strzelają (rakiety,
działa itp.) (one są nawet wtedy, gdy mam otwarte oczy).
Jakimś cudem udaje mi się usnąć, ale dostaję 2x we śnie... za
pierwszym razem po ataku nie zostałem wybudzony! tylko sen
trwał nadal! Wstałem około 00:00 roztrzęsiony i obolały na
czakrze :/
PS.
jakoś wyjątkowo nie założyłem różańca na siebie (co się
bardzo rzadko zdarza) i przy 2-gim ataku we śnie widziałem
najpierw księdza z różańcem hmmm... po wstaniu od razu
założyłem różaniec na siebie - staram się o tym nigdy nie
zapominać, ale jakoś tak poszedłem do drugiego pokoju i
usnąłem.
30/31.10.2011 -> O 2:41 po uśnięciu na kilka chwil na
fotelu ujrzałem jak jakaś postać uderza bardzo mocno drugą
prosto w twarz, a następnie ją kopie głowę, aż krew
poleciała -> oczywiście w trakcie tej sceny następuje wybudzenie ze stratą energii :/
3:47 ->
usypiam ze zmęczenia na fotelu -> atakuje mnie jakaś postać
we śnie... -> oczywiście tracę trochę energii...
Około 6?
poszedłem do małego pokoju i trochę przysypiałem na fotelu.
Były pewne ataki. Następnie poszedłem spać do łóżka... też
na wstępie coś było, ale później udało mi się usnąć i spałem
spokojnie do 11:32 (o której wstałem).
Około
21:57 gdy leżałem sobie w łóżku (odpoczynek bez zasypiania)
widziałem (z otwartymi oczami) jakby bocznym widzeniem (widzenie astralne) jak
ktoś wybija nogami szybę, a za chwilę głowę wilka (koło
telewizora) -> przy tym
drugim widzeniu poczułem przemieszczenie się energii na 4 czakrze.
cdn...
Dobry Samarytanin