NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2011 - PAŹDZIERNIK
(CZĘŚĆ 10)
LINK! DO CZĘŚCI 9

LINK! DO CZĘŚCI 11

30.09.2011/01.10.2011 -> Około 2:40? usnąłem nieświadomie ze zmęczenia przed komputerem i oczywiście zostałem po chwili zaatakowany we śnie (2:47): jakaś babka mnie objęła  i coś do mnie gadała -> już po chwili poczułem stratę energii i mnie wybudziło.

O 13:05 kładę się spać, a o 14:42 miałem atak we śnie. Nie skończyło się to dla mnie najlepiej... a myślałem, że w dzień dadzą mi już spokój... Miałem wczoraj dostawę wody z Lourdes... nawet przed pójściem spać się nią posmarowałem na głowie i na 3, 4 i 6 czakrze... ale jakiś dresiarz? we śnie wyginał jakiś wkręcony pręt w prawą łopatkę... i w końcu spowodował moje "otwarcie" się i stratę energii...

01/02.10.2011 -> O 22:00 kładę się spać. O 3:23 mam już 3-ci atak we śnie i wstaję z łóżka, ale i tak mocno chce mi się spać... Ostatni atak wyglądał tak, że jakieś okropne robale się na mnie patrzyły i to w dużych ilościach... oczywiście z tego co pamiętam to straciłem energię w każdym z tych ataku...

O 15:50 kładę się spać. Przed 18 ten byt zaczyna nade mną coś kombinować i były pewne ataki. O 18:36 wstaję. Powiem szczerze, że zaczynam powoli już być tym zmęczony.

Musiałem dzisiaj przewiesić mój łapacz snów, gdyż kot bardzo chciał dopaść "pióra" jakie na nim się znajdują. Obecnie jest nie z lewej strony łóżka, a na ścianie za moją głową... oczywiście pod samym sufitem. Mam nadzieję, że już do tego się nie dostanie, ale po moim kocie wszystkiego można się spodziewać więc muszę być czujny hehe ;)

02/03.10.2011 -> O 3:40 zasnąłem na "sekundkę" przed komputerem i od razu miałem sen jak mój kot wyskakuje przez balkon i się wystraszyłem i od razu wybudziłem :/

3:52: znowu zasypiam przed kompem (chwilę wcześniej dostaję jeszcze cios w 4 czakrę)... zbyt zmęczony jestem... tym razem we śnie dentystka chciała mi zrobić zastrzyk (możliwe że straszak) ale na szczęście się wybudziłem!

Pokropiłem sobie głowę wodą z Lourdes oraz założyłem różaniec... może to coś pomoże. Z wielką chęcią poszedł bym sobie spać.. no, ale bez tej negatywności w "powietrzu" która mnie bije.

Jest 4:56, a moje oczy same mi się zamykają... muszę jakoś wytrzymać do południa? a swoją drogą to czakra mnie boli po wcześniejszym uderzeniu.

Około 5:11 znowu zasnąłem i ten byt chciał mi palce wyginać, aby mnie "otworzyć", ale na szczęście wybudzilo mnie bez straty energii. Nie jest lekko... brak snu robi swoje... oczy same mi się zamykają... ale nie daję za wygraną...

O 11:31 kładę się spać. O 11:48 mam atak we śnie, ale na szczęście nic specjalnego mi się nie stało... tak sądzę? Postanowiłem już nie zasypiać, a tylko sobie poleżeć... niestety zacząłem wpadać w sen więc szybko wstałem o 11:58. A tak w ogólę, to ja praktycznie non stop w pewnym sensie czuję tego byta koło siebie. Nie ma w moim mieszkaniu takiego spokoju jaki powinien być i jaki odczuwam gdy nie jestem atakowany gdy idę spać.

Około 12:15 zapaliłem kadzidełko... niech się trochę podymi.

O 14:45 kładę się spać. O 18:05 był jakiś atak? i wstałem.

O 19:44 kładę się spać. O 21:06 jestem zaatakowany we śnie. Na pewno był przy mnie minimum 1 opiekun (możliwe, że było ich 2, ale raczej był 1). Atakujących było minimum 3 (ale możliwe, że było ich 4). Niestety przegraliśmy potyczkę choć przez pewien czas wydawało się jakbyśmy wygrywali...

03/04.10.2011 -> O 4:10 zapalam kadzidełko. Około 6:20? zasnąłem przed kompem... za kilka minut? albo jakoś tak? wpadłem w sen i już miał być atak, ale się wybudzłem... albo mnie coś wybudziło?

Od 8:56 do 14:19 spałem. Były pewne ataki na początku, ale nie na tyle groźne, aby oderwać mnie od poduszki ;)

Od 15:01 do 18:42 spałem - brak ataków.

O 21:33 do 22:55 leżałem/spałem - na samym końcu zostałem zaatakowany we śnie. Niestety nie dało się nic specjalnego zrobić, aby nie stracić energii. Po wstaniu moja czakra czuje się kiepsko... jakbym miał w nią wpakowany jakiś pocisk :(

04/05.10.2011 -> O 12:12 kładę się spać, a już o 12:24 miałem atak we śnie... super... Domyślam się, że mają przy mnie całodobową wartę... tylko czasem idą coś przekąsić do kogoś innego hehe ;)

O 20:28 kładę się spać, a o 22:45 dostaję (ale nie wiem jak mocno?) we śnie i wstaję... i tak w sumie trochę pospałem, a co ciekawe nakryłem się białym prześcieradłem przed zaśnięciem... nie wiem czy ma to jakiekolwiek znaczenie, ale pomyślałem sobie, że może ten byt takiego koloru nie lubi... czy to pomogło? Nie wiem... ale fakt jest, że pospałem ponad 2h :) Ogólnie to mój organizm w tym momencie woła o sen...

05/06.10.2011 -> O 3:15 wybudziłem się z kilkuminutowego snu (zasnąłem ze zmęczenia). Był tam pewien motyw ataku, ale kompletnie nic mi się nie stało i chyba był przy mnie mój opiekun. O 3:45 poszedłem spać, a o 5:47 miałem atak, którego nie pamiętam hmm wyparował mi z głowy... ale chyba nic specjalnego mi się nie stało... hmmm... tak czy siak 2h snu... oczywiście znowu byłem przykryty białym prześcieradłem... podobno różowe również jest dobre... ale na razie potestuję biały kolor...

O 9:25 kładę się spać, a o 12:11 chyba był atak? lub coś co mogło przypominać atak ale nim być nie musiało? w sumie daję tu duży znak zapytania... tak czy siak jeżeli był to atak, to raczej kompletnie nieskuteczny.

O 14:04 kładę się spać, a o 16:31 wstaję. Nie jestem pewien czy coś się "działo" czy nie.

06/07.10.2011 -> O 2:30 kładę się spać, a o 2:47 mam atak pocałunkowy :( demoniczne pocałunki nie są fajne :( Jeszcze przed zaśnięciem poczułem jakby ktoś wbił mi coś w szyję (jakiś cienki pręt?). Oczywiście po ataku odczuwam jakby pocisk na 4 czakrze... oraz w głowie jest tak dziwnie... Jest już 4:20, a ten byt bardzo stara się mnie "uśpić"... już kilkukrotnie wpadałem w sen... na szczęście chyba nic specjalnego mi się nie stało. O 4:20 nałożyłem ponownie na siebie różaniec i wziąłem duży krzyż papieski do ręki i wszystko ustąpiło jak ręką odjął... mam nadzieję, że to już nie wróci... Przynajmniej wiem co robić na te nocne usypiania.

Niestety około 5:00 mnie dopadł w ataku we śnie, ale nie mniej jednak różnica z krzyżem papieskim i różańcem jest bardzo duża odnośnie usypiania przed komputerem... może po prostu usnąłem już siłą rzeczy... ze zmęczenia... hmm... Zapomniałem już o hipnozach... myślałem, że mam je już za sobą, ale gdzie tam... w sumie nie są one w dzień tylko w nocy... ale to nocne usypianie jest na prawdę silne... teraz różaniec i krzyż papieski powinny mi za każdym razem mocno pomóc... tak czy siak będę o tym teraz pamiętać... dzisiaj zadziałało idealnie... tylko później padłem... w sumie nawet nie zauważyłem kiedy usnąłem... hmm...

Spałem około 15?-30? minut i mniej więcej około 13:00 wstałem... usnąłem sam z siebie... ale nic mi się nie stało...

O 14:04 poszedłem spać... a o 15:23 wstałem gdyż zaczęło się w moich snach i przed oczami robić mocno negatywnie. Na samym początku jak się kładłem też było trochę negatywnych myślokształtów, ale jakoś udało mi się zasnąć. Nie mówię, że ogólnie nic mi się nie stało, ale było w miarę git...

O 15:55 zmieniłem łóżko i spałem spokojnie do 17:52.

07/08.10.2011 -> O 1:28 kładę się spać. O 1:37 widzę jakąś zjawę, która zawisa nade mną i nagle tracę energię i się budzę... :/ Od około 2:00 do około 2:30 usnąłem na biurku od komputera... chyba nic mi się nie stało? Od 3:00 do 3:50 Wiesia robiła mi healing. Następnie do około 4:20 odpoczywałem na krześle z zamkniętymi oczami.

O 8:20 poszedłem spać, a o 11:24 wstałem - brak ewidentnych ataków.

O 13:40 poszedłem spać, a o 18:26 wstałem - brak ewidentnych ataków.

Od 19:45 do 20:48 spałem - brak ewidentnych ataków.

O 22:16 idę spać... o 23:12 wstaję, a o 23:05 zostałem zaatakowany we śnie i wstałem z walącym sercem :(

Tak na prawdę to po healingu, gdy spałem lub zasypiałem moim zdaniem byłem kilkukrotnie atakowany w 3 czakrę... oraz czasem przed zaśnięciem przemknęły przez moją głowę pewne negatywne myślokształty oraz były może lekkie? jakieś podejrzane motywy we śnie. Tak czy siak healing sporo pomógł. Wcześniej miałem problem, aby "10 minut" przespać, a dzisiaj wyspałem się całkiem porządnie. Chyba dobra, ochronna energia się skończyła ;)

08/09.10.2011 -> Około 1:50? położyłem się na łóżku. Trochę mnie usypiał itd. (czasem widoczne halucynacje) ale jakoś nic mi specjalnego nie zrobił. Około 2:27 wstałem. W między czasie otaczałem się niebieską energią. O 3:15 kładę się spać, a o 3:30 muszę wstawać, bo miałem atak pocałunkowy, ale co ciekawe przed pocałunkiem zorientowałem się co się dzieje, i postać znikła, ale ja zostałem uwięziony w tym "wymiarze" i nie mogłem się wydostać mimo, iż wiedziałem całkowicie co się dzieje. Po dobrych kilku sekundach udało mi się uwolnić z tego "wymiaru", ale nie było to idealnie gładkie wyjście... jednocześnie był pewien ruch energii na 4 czakrze. Tak czy siak na pewno skończyło się to dla mnie nieporównywalnie lepiej, niż jakbym się nie zorientował we śnie co się dzieje. Dodam jeszcze, że nie spodziewałem się, że ugrzęznę we śnie... myślałem, że się wybudzę, a tu proszę... takie zaskoczenie...

Od 9:53 do 11:20 spałem - brak ataków.

09/10.10.2011 -> Przed położeniem się spać starałem się zrobić kokon wokół siebie z niebieskiej, ochronnej energii, ale niestety chyba to nic nie dało :/ O 23:54 idę spać, a o 00:10 miałem atak we śnie. Wyglądał on tak, że próbowałem podnieść z podłogi kota, ale było z nim coś nie tak... jakby był połamany i wołałem mamę aby przyszła... i wołałem i wołałem, ale nikt nie przychodził, a ten kot wciąż taki przetrącony był... i w końcu nastąpiło wybudzenie i budzę się z walącym sercem itd... Jak widzimy nie zawsze przy ataku we śnie są jakieś ludzkie postacie. Tak czy siak dalej spać nie mam zamiaru. Ten byt uśpił mnie przed kompem o 00:45 :/ Już nie piszę, że próbował mnie uśpić wcześniej... tak czy siak o 00:49 pokropiłem sobie głowę wodą z Lourdes... może coś pomoże... Moja czakra wymaga regeneracji :( O 00:58 zapalam świeczkę, gdyż nie wiem jak wytrzymam do rana... zostało jeszcze tyle godzin... Około 2:20 gdy usnąłem na fotelu też coś było... ale już nie ma co pisać dokładnie... O 3:23 kolejny atak... spać mi się chce i obrywam jak małe dziecko... Przy tym ataku zorientowałem się co się dzieje, ale to nie pomogło... Wyglądało to tak, że jakaś postać mnie zabrała od stolika i gdzieś mnie prowadziła, następnie po chwili zorientowałem się, że ma złe zamiary co do mojej osoby (na pewno się nie myliłem) i jak sobie to uświadomiłem to chciałem wyjść ze snu i podczas tej procedury poczułem stratę energii. Ta postać się na mnie nie rzuciła, ale to jest jakoś tak zrobione, że nawet jak się zorientujesz i uciekasz to rzadko kiedy uda się wyjść w trakcie ataku bez szwanku. Tak czy siak dzisiaj jest kiepsko... zbieram "baty". Ogólnie gościu cały czas próbuje mnie uśpić... jest to troszkę denerwujące... Około 6-7? poszedłem spać do łóżka, bo już byłem tak zmęczony, że musiałem coś z tym zrobić... ale o 8:48 zostałem zaatakowany we śnie :( ... jakaś surykatka? wymiotowała do garnka (mojej czakry?)... tak czy siak czakra czuje się źle :( ale kaszaniarska noc :/

Można łatwo zauważyć, że w atakach we śnie raz atakują "ludzie", a innym razem "zwierzęta".

O 13:10 poszedłem spać, ale około 14:50 był atak we śnie... i kilka minut później wstałem.

O 20:24 postanowiłem trochę poleżeć... o 20:40 zamknąłem wreszcie oczy i za chwilę poczułem lekkie szarpnięcie na ciele (nie na 4 czakrze) i postanowiłem, że lepiej wstanę.

O 4:37 położyłem się spać, a o 4:46 miałem atak we śnie, który nie wyszedł temu bytowi do końca, bo zorientowałem się w trakcie i udało mi się gładko z niego wyjść - oczywiście nie mogę stwierdzić jakie straty poniosłem i czy jakieś one są... domyślam się, że przy każdym spotkaniu z tym bytem doznaję pewnej szkody, ale czasem jest ona mniejsza, a czasem większa... w tym przypadku była ona zdecydowanie mniejsza co mnie oczywiście cieszy. Muszę poczekać do rana albo jeszcze później, aby ponownie spróbować się położyć... takie nie spanie w nocy nie jest zbyt fajne dla mojego organizmu. Ciekawe było to, że po ataku gdy zamknąłem oczy leciałem przez jakiś czarno-kolorowy tunel. Nie wiem czym on był, ale wolałem to przerwać wiedząc, że ten byt jest koło mnie. Może to była próba kolejnego ataku, a może coś zupełnie innego? Tak czy siak lepiej nie ryzykować... może innym razem dowiem się co jest na końcu tunelu ;) gdy warunki będą bardziej sprzyjające :)

Około 5:30? położyłem się ponownie i znowu był atak (humanoidalna postać diabła) i znowu udało mi się gładko z niego wyjść... kilka chwil później czułem jakiś ruch energii na 4 czakrze... nie wiem co to było, ale wolałem wstać i już nie igrać z losem. Nie wyspałem się najlepiej, ale wystarczająco, aby jakoś dotrwać do rana bez nagłego wyłączenia systemu z powodu braku snu ;)

Po 7 położyłem się i usnąłem... o 7:32 był atak we śnie i z 3 minuty później kolejny :/

O 15:30 kładę się spać, a o 18:15 jestem zaatakowany we śnie. Dostałem najpierw cios czymś ostrym w nogę, a później pamiętam już tylko wybudzenie ze stratą energii. Po tym ataku musiałem kilka dobrych minut dochodzić do siebie.

Mam dostawę nowych, małych świeczek (50 sztuk). Będę je palić w takim małym lampioniku... i będę pilnować, aby kot nie miał do niego dostępu ;)

11/12.10.2011 -> Około 4? siadam na łóżku i opieram się o ścianę, aby jakoś opanować sen, gdyż przed komputerem już usypiałem. Zobaczyłem kątem oka jak coś szybko przeleciało z lewej strony... domyślam się co to było ;) Miałem również halucynacje np. widziałem czarnego kota na biurku, którego oczywiście tam nie było. A co ciekawe w jednym z ataków we śnie ten byt był pod postacią małego, szarego kotka... ktoś mi pomagał go wyganiać, ale i tak ostatecznie oberwałem. Tak ogólnie to kilkukrotnie usnąłem i zostałem obity. Raz nawet wręcz czułem jakby jakiś wiatr się koło mnie poruszał. O 4:30 wstałem... bo za dużo ciosów zebrałem... ale też lekko się wyspałem choć nie miałem w planach snu jako takiego (czystego, bez ataków)... ale mimo wszystko czakra czuje się kiepsko... Przyłożyłem do niej duży kryształ górski... Ogólnie muszę uważać, aby nie usnąć... ten byt na pewno nie odpuści...

O 12:14 kładę spać, a o 12:31 mam atak we śnie (ponownie motyw kota). Próbowałem spać jeszcze około 10, ale też się nie dało (po zamykaniu oczu czułem atak na czakrę więc szybko wstałem). Zauważyłem, że od położenia się spać do ataku we śnie często mija około 15 minut. Tak czy siak jestem coraz bardziej zmęczony... za mało snu... za dużo bęcek itd...

O 16:43 kładę się spać, a o 17:45 mam atak we śnie.

12/13.10.2011 -> O 2:49 kładę się spać, a w staję o 3:35 -> były w sumie 3-4 ataki we śnie... musiałem wstać, bo kolejny atak byłby już przesadą. Niespanie jest fajną metodą obrony, ale niestety nie umiem nie spać non-stop.

Nie wiem o której idę spać (chyba coś około 8? - gdzieś zgubiłem swoje notatki?) -> wstaję o 10:22, a o 9:50 miałem atak we śnie... nie pamiętam czy było ich więcej?

O 14:25 kładę się spać, a o 16:00 wstaję - brak ataków?

O 18:01 kładę się spać, a o 19:24 wstaję - brak ataków.

O 19:59 kładę się spać, a o 00:02 wstaję - chyba coś było? ale ogólnie ok?

13/14.10.2011 -> O 14:31 kładę się spać, a o 16:56 wstaję. Na początku po zamknięciu oczy były takie jakby strzały prądem w ciało (w różne miejsca), ale później wszystko się uspokoiło... gdyż zasnąłem ;) Nie mówię, że były to ataki czy coś... tak tylko stwierdzam, że coś takiego było ;) Następnie od 17:15 do 17:33 sobie leżałem i nie było ataków :)

Około 22 lub później poszedłem spać.. wstałem o 1:44 po ataku we śnie :/

Około 7:40 kładę się do łóżka, aby trochę poleżeć (nie miałem na sobie różańca itp rzeczy... ale czy to miało jakieś znaczenie?) i po krótkiej chwili tak jakby ktoś mi wrzasnął w głowie i się lekko wystraszyłem (otwarcie -> strata energii), a kilka chwil później miałem podobne zdarzenie (wrzaśnięcie + tupnięcie?) przy którym dodatkowo poczułem jakby jakiś odkurzacz? (w chwili tego wrzaśnięcia lub minimalnie później) zebrał z mojej klatki piersiowej część energii. O 7:50 wstałem (po ostatnim ataku).

O 13:13 kładę się spać, a o 15:20 wstaję - brak ataków.

O 15:50 kładę się spać, a o 19:05 wstaję - brak ataków.

15/16.10.2011 -> Około 4:30? zasnąłem na podłodze podczas głaskania kota... obudziłem się pół godziny później... o dziwo nic mi się nie stało choć był pewien podejrzany sen... Następnie poszedłem spać o 7:02? (lub wcześniej?) i wstałem o 7:42 - brak ataków (usypałem sobie pewną górkę na łóżku, aby spać pod pewnym kontem... tak dla testu).

O 8:37 kładę się spać, a o 11:15 wstaję - brak ataków.

Próbowałem jeszcze trochę spać w południe, ale nie wychodziło mi to najlepiej,nie z powodu ataków (bo tych nie było) tylko po prostu jakoś nie mogłem usnąć.

Około 21:30?, a może lekko wcześniej? miałem wrażenie jakby ten byt mnie odwiedził. O 21:49 kładę się spać (z powodu, że chce mi się spać ;)) i już po chwili słyszę jakby jakiś diabelski głos wrzasnął mi w głowie (wystraszenie -> otwarcie -> strata energii... ogólnie gdy następuje to wrzaśnięcie ma się wrażenie jakby już kilka chwil wcześniej mój mózg został lekko przygotowany-zmanipulowany przez tego byta, aby atak mógł zostać przeprowadzony)... kilka chwil później gdy zamknąłem oczy dostałem cios w 4 czakrę i od razu wstałem (21:54)... szkoda, że wciąż nie mogę spać w nocy...

16/17.10.2011 -> Od 1:01 do około 1:50 Wiesia robiła mi healing :) -> jak zwykle bardzo owocny :) -> piszę o tym tutaj, gdyż może mieć to wpływa na ataki ;)

Usypiałem dzisiaj w nocy przed komputerem kilka razy... chyba ataków nie było?

O 10:54 kładę się spać, a o 11:05 wstaję gdyż oberwałem z 3-4x w czakrę co mnie wystarczająco mocno zniechęciło do dalszych prób zaśnięcia ;)

O 14:35 kładę się spać, a o 17:41 wstaję - chyba pod koniec coś było?

17/18.10.2011 -> O  00:55 kładę się spać, a o 1:12 wstaję gdyż zostałem zaatakowany we śnie. Była przy mnie jakaś postać we śnie, która szła koło mnie, a w tym samym czasie biegły na mnie jakieś potwory do których strzelałem z karabinu. Tak czy siak zostałem wybudzony w trakcie ataku, ale chcąc nie chcąc coś tam energii straciłem... w sumie mało kiedy nie traci się nic.

Następnie zasypiałem przed komputerem, ale ataków nie zauważyłem?

Po 4 poszedłem spać do łóżka... było kilka? ataków... ostatni był o 6:07 (jakaś postać uruchomiła wiertło i przez sekundę wierciła mi w kolanie - był to raczej na pewno straszak - niestety skuteczny dla tego byta). Ogólnie cieszę się, że jestem już na chodzie, choć nie ukrywam, że z chęcią bym sobie jeszcze trochę pospał ;)

O 15:55 kładę się spać, a o 19:31 zostaję zaatakowany przez jakieś "zwierzę" we śnie (dobre i te kilka godzin snu... mimo tego ataku).

18/19.10.2011 -> O 3:07 kładę się spać (gdyż zasypiałem na biurku przed komputerem i jakoś nic mi się specjalnego nie działo), a o 3:22 mam atak we śnie... były również z 1-2 ataki jeszcze wcześniej (których praktycznie nie pamiętam - jedynie zapamiętałem, że dostałem w czakrę). O 3:25 wstałem. W ostatnim ataku maszerowałem w słoneczny, jasny dzień z dwoma opiekunami (jeden z nich miał "dobrego" psa)... pośród nas szedł jeszcze dodatkowo zabłąkany "atakujący nas" (nie cały czas) pies. Po pewnym czasie wszedłem z jednym opiekunem do ciemnego pomieszczenia (więc dobry pies + jeden z opiekunów zostali ode mnie z pewnością odciągnięci skoro się rozdzieliliśmy)... nagle ten drugi opiekun gdzieś "zniknął" i wpadłem w jakąś ciemność? i stałem się świadomy co się dzieje (czułem, że jestem "głęboko" uwięziony we śnie) i powiedziałem "Boże ratuj" i w tym momencie poczułem cios w czakrę i jednoczesne nagłe wybudzenie (takie szybkie cięcie zostało zrobione, ale nie obyło się bez strat). Ogólnie mam wrażenie jakby te wszystkie ciosy były tak jakoś jednym ciurkiem mi zadawane... tak jakbym nie miał okazji do wstania z łóżka już po pierwszym ciosie hmm...

Po 4:10? poszedłem do łóżka, usiadłem i oparłem się o ścianę, położyłem 1,5kg kryształ na 4 czakrze i zamknąłem oczy... o dziwo nie oberwałem, choć sądzę, że były pewne próby no, ale chcąc nie chcąc nie dostałem żadnego "strzała", a o 5:18 wstałem. Wychodzi na to, że pozycja w jakiej się zasypia ma spore znaczenie, albo to zasługa kryształu położonego na czakrze... albo to jakiś przypadek ;)

Około 6:45 poszedłem spać... na początku na siedząco, a później zmieniłem jednak pozycję na leżącą... i spałem do 9:06 gdzie był pewien atak, ale w miarę "ok" z niego wyszedłem...

O 13:10 kładę się spać, a o 16:42 wstaję - brak ataków.

O 17:25 kładę się spać, a o 18:41 wstaję gdyż chyba powrócił ten byt... i objawił się "stresem" we śnie... tak czy siak wolałem wstać...

19/20.10.2011 -> O 3:40? zasypiam przed komputerem (świadomie to robię), ale niestety po chwili słyszę jakieś wrzaśnięcie do ucha? czy w głowie? tak czy siak jest to atak... o 3:44 próbuję kontynuować spanie, ale już o 3:56 zostałem zaatakowany tym razem we śnie (jakieś postacie weszły do mojego pokoju i jedna z nich zaczęła grzebać mi przy zębie... w końcu nastąpiło wystraszenie itd...). O 5:24 idę spać do łóżka w pozycji siedzącej... ale o 6:05 zmieniam pozycję na leżącą z powodu niewygody itp... ale niestety 5 minut później obrywam we śnie i chwilowo daruję sobie próby spania :/ (jakaś negatywna postać biła mnie w korpus). Pamiętam, że jeszcze chwilę? wcześniej miałem na rękach jakiegoś kota... nie pamiętam co się tam dalej działo, ale z doświadczenia wiem, że prawdopodobnie był to ten byt...

O 9:48 kładę się spać, a o 11:30 wstaję - brak ataków.

O 12:33 kładę się spać, a o 13:15 miałem sen gdzie jakaś postać chciała mi zrobić zastrzyk (straszak), ale na szczęście wybudziłem się bez szwanku. Za kolejne jakieś 5 minut idę dalej spać i wstaję o 15:05 - brak ataków.

20/21.10.2011 -> Po 2? siadam na fotelu i zasypiam, a o 6:20 wstaję. Było kilka ataków, ale gdy postacie "negatywne" były we śnie już blisko mnie to sen zostawał przerwany (wybudzenie), ale domyślam się, że coś tam energii straciłem.

O 10:34 kładę się spać, a o 12:20 wstaję gdyż dostałem mocny "cios" w czakrę :( Akcja działa się na klatce schodowej na której czekali na mnie całą gromadką. Nawet spotkałem jakiegoś przechodnia, którego zahaczyłem, aby mi pomógł. Poszedł ze mną... zobaczył tych łotrów i zawrócił i przeszedł jak duch przez jakieś drzwi. No cóż... nie okazał się pomocny. Następnie poszedłem do sąsiadki... (łotry stały blisko drzwi)... zapukałem i udało mi się do niej wejść (chodź ewidentnie była zdziwiona, że przyszedłem... myślę, że mogła być do pewnego stopnia niezadowolona? to raczej nie był mój opiekun... ale kto go tam ostatecznie wie?). U niej czułem się przez chwilę bezpiecznie. Następnie wychodzimy i chyba ona gdzieś znika i widzę, że jakieś dwie postacie (wydawały mi się pozytywne, ale chyba nimi jednak nie były) próbowały domknąć jakąś furtkę i ja do nich się przyłączyłem (wszedłem między obie postacie) i następowało na siłę zamykanie tej furtki która się zamknąć nie chciała i to tak trwało i trwało (siłowo), aż w końcu mnie wybudziło ze stratą energii... to był ewidentny atak (możliwe, że ta furtka symbolizowała moją czakrę? może?). Ogólnie to był mocny atak... nie taki "papierkowy" jak w nocy. Po jakiś 5 godzinach jako tako doszedłem do siebie po tym ataku (już odruchowo nie trzymam ręki na czakrze, nie odczuwam tak dużego ucisku jak to miało miejsce jeszcze jakiś czas temu oraz nie jestem taki skulony jak to często bywa po atakach). O 22:30 czuje się już dużo lepiej.

21/22.10.2011 -> O 2:16 idę spać na fotelu, a o 7:12 wstaję - niestety nie pamiętam czy były jakieś ataki... w ogólę praktycznie nie pamiętam co się w nocy działo... tylko urywki snów...

O 15:56 kładę się spać, a o 18:12 wstaję - brak ataków.

22/23.10.2011 -> Około 3:10 zasypiam na krześle z głową skierowaną w dół (a ręce oparte o uda) - w takiej pozycji baaardzo szybko zasypiam (gdy chce mi się spać)... wręcz natychmiast. Niestety od razu mam sen gdzie otoczyło mnie kilka postaci i jedna z nich biła mnie poduszką po twarzy, na szczęście sen został przerwany choć mam wątpliwości czy to czego doświadczam jest niby zwykłymi snami, ponieważ gdy się budziłem to zauważyłem, że przez krótką chwilkę (1? sekundę) nie mogłem poruszyć rękami tak jakbym był poza ciałem, a moja świadomość? wracała dopiero do ciała i gdy wróciła to wtedy dopiero się uruchomiły wszystkie funkcje ciała... nie mniej jednak będę to dalej nazywać "snem" no bo to wygląda jak sen i znamy to doświadczenie pod pojęciem "snu" ;)

O 4:32 idę spać na fotel, a o 6:16 wstaję - były ataki.

O 11:39 kładę się spać, a o 13:04 wstaję - brak ataków?

O 13:30 kładę się spać, a o 17:21 wstaję - brak ataków.

23/24.10.2011 -> O 22:10 idę spać na fotel, o 23:50 wstaję (były pewne ataki) i przenoszę się do łóżka do 00:46, ale tu też byłem atakowany i ponownie idę na fotel, ale nic to nie pomogło i ostatecznie wstaję o 1:32. Niestety nie dadzą mi się wyspać w nocy. Przy ostatnim (ale nie jedynym) ataku na fotelu widziałem tego byta. Siedział na moich kolanach - był przezroczysty (byłem w stanie pomiędzy realem, a snem i dlatego mimo iż był "niewidzialny" to jednak byłem w pewnym sensie w stanie go "zobaczyć") i dość mały (wielkość zaciśniętej pięści), ale to mu wystarczyło, aby mnie uderzyć itd. Jeszcze wcześniej atakował mnie we śnie... ale tam był widoczny jako postać osoby, której nie lubię i w pewnym momencie zacząłem ją bić (z czego ten byt się cieszył, gdyż wytwarzałem negatywne emocje którymi się żywi).

O 9:02 poszedłem spać, a o 9:18 wstałem - były 2 ataki we śnie.

O 13:39 poszedłem spać, a o 18:00 wstałem - brak ataków (możliwe, że pod sam koniec coś zaczynało się dziać, ale nie jestem tego pewien - tak czy siak bardzo udany miałem sen - po raz pierwszy od dawna spałem przy zgaszonym świetle) :)

24/25.11.2011 -> Około 5 zacząłem zasypiać... usnąłem kilka razy ze zmęczenia na krześle (i nie tylko)... i zostałem kilkukrotnie zaatakowany... o 5:25 się mocniej ocknąłem. Ostatni atak był ciekawy... byt podszył się pod mojego kota! (nie przy każdym ataku gdzie byt podszywa się pod jakieś zwierzę jest to mój kot - tak czy siak o ile nie jest to jakiś wściekły wilk to z pewnością będzie to jakiś miły zwierzaczek)... miałem go na rękach (typowe przy ataku gdzie byt podszywa się pod zwierze! - chce dostać się do czakry więc jest tam gdzie czakry!)... i grzebał ręką w moim głośniku który psuł (czyżby grzebał w czakrze?!), a ja próbowałem wyjąć jego rękę z niego, ale nie mogłem i bałem się uszkodzić łapkę kota (jakbym wiedział, że to ten byt to bym się nie bał hehe)... oraz głośnik (przy wyjmowaniu). Tak czy siak widać tutaj demoniczny umysł tego byta... podszywa się pod kogoś komu ufam... ostatnio jakoś lubi wcielać się w zwierzątka... hmmm... Tak czy siak moja czakra musi się zregenerować :/

Za jakiś czas ponownie zasnąłem przed komputerem i oberwałem. O 6:30 się budzę.

Położyłem się później (ze zmęczenia) na łóżku i zaraz odpłynąłem. Oczywiście był jakiś atak we śnie (nie wiem czy jeden czy więcej), a później już pod sam koniec (byłem chyba w jakimś dziwnym stanie) widziałem jak to "zło" przykryło mnie swoją czarną energią. Widziałem jak z około 3? centymetry od mojego ciała było jasno, a wszędzie indziej było czarno od złej energii (czyli ten byt mnie nie dotykał). Zacząłem się szybko modlić itd. Ten byt straszył mnie, że wbije mi w ciało coś ostrego (ta czarna energia blisko ciała zmieniała się w ostre narzędzia)... nie mniej jednak były to tylko takie "straszaki" którym nie uległem. Wstałem o około 7:40.

O 11:14 kładę się spać, a o 14:00 wstaję - brak ataków.

O 16:42 kładę się spać, a o 18:23 wstaję - brak ataków.

25/26.10.2011 -> Około północy zasypiałem przed komputerem. O 00:35 kładę się spać, a o 1:51 wstaję z powodu silnego ataku we śnie... następnie kilka chwil później kładę się na łóżko, ale z zamiarem odpoczynku, a nie zasypiania - niestety szybko usnąłem i pod sam koniec pewnego snu jakaś postać zbliżyła się do mnie i przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem (widziałem siebie leżącego w łóżku) i usłyszałem jak ktoś mi szepce do mojego prawego ucha jakieś zdania w języku polskim? (był to demoniczny głos) - na dodatek w pewnym sensie wyczuwałem twarz tego byta skierowaną do mojego ucha - na szczęście nic mi się nie stało - próbuje mnie w ten sposób wystraszyć oraz zastraszyć no, ale nie ze mną te numery (szczególnie wtedy gdy wiem co się dzieje i mam kontrolę nad swoimi reakcjami i emocjami [tyczy się to przede wszystkim stanu między realem a snem]). Około 4? usnąłem z kotem na podłodze oparty o krzesło i o 4:29 zostałem "zaatakowany" (próba wystraszenia) przez agresywnego kota we śnie (takim syknięciem), ale chyba nic mi się nie stało. Za jakiś czas zauważyłem (jak i wcześniej) pewne jakby skrzypnięcia w mieszkaniu - było to dość dziwne... miałem wrażenie jakby ten negatywny byt dawał mi znać, że tutaj jest -> nie wiem czy tak było czy nie, ale w sumie jest to teoretycznie możliwe -> tak czy siak w tym czasie kiedy to się działo odczuwałem "zło" w pokoju (w miejscu z którego pochodził owy dźwięk). Około 7:30? do około 8:30? spałem w drugim pokoju... i nic mi się nie stało choć nie jestem pewien czy aby ten byt się tam w moim śnie gdzieś nie kręcił... ale nie mniej jednak byłem bezstratny :)

O 9:03 kładę się spać, a o 12:17 wstaję - brak ataków.

O 15:06 kładę się spać, a o 19:00 wstaję - brak ataków.

26/27.10.2011 -> O 4:17 kładę się spać, a o 4:25 wstaję gdyż po zamknięciu oczu nie czułem się bezpiecznie -> gdy miałem zamknięte oczy doznawałem pewnych strzałów prądem w ciało (to mnie specjalnie nie martwiło) jak również (po wejściu w "głębszy stan") czułem dziwny ucisk na ciele... jakby ten byt na mnie siadał? nie jestem pewien co to było... ale kilka chwil później doznałem "halucynacji" jakiejś postaci w pokoju (z otwartymi oczami w stanie relaksu)... więc wolałem nie ryzykować i wstałem.

O 13:51 kładę się spać, a o 19:30 wstaję gdyż miałem "ukryty" atak we śnie - czyli taki gdzie nie było widać bezpośredniego "ataku" -> oczywiście opiszę jak to wygląda, bo sądzę, że 99,9% ludzi w ogóle olałaby sobie to doświadczenie gdyby im się przytrafiło w nocy. Trzeba również mieć na uwadze, że szatanowi nie zależy na tym abyście wiedzieli, że doświadczyliście ataku z jego strony... macie być kompletnie nieświadomi tego co się stało i potraktować to jedynie jako "zwykły sen". Dobra... czas opisać sam "sen": (nie pamiętam początku) nagle pojawiła się jakaś postać koło mnie stojąca z nożem (sam fakt takiego czegoś jest już podejrzany), następnie przechodzę przez most i uciekam jadąc w samochodzie z jakimś kolesiem przed policją (ucieczka - motyw strachu)... rozbija się nam nasze auto i chowamy się za rogiem w oczekiwaniu czy zaraz się gliny pojawią czy też nie (kolejny motyw "stresu") i w pewnym momencie występuje nagłe wybudzenie! (właściwie nieodłączny motyw ataków we śnie!) -> co ciekawe tego dnia spałem bardzo mocno... śmiem sądzić, że gdzieś fruwałem sobie to tu to tam po astralu. Nagłe wybudzenie może być spowodowane tym, że zostałem natychmiast wrzucony z powrotem w ciało (to taka teoria ale może być prawdziwa). Tak czy siak miałem przy wybudzeniu uczucie jakby ktoś mi kijem od szczotki w czakrę przywalił i po obudzeniu mam odruch kładzenia ręki na czakrę (aby ją ładować energią). Ogólnie ktoś może zadać pytanie czy jestem pewien, że był to atak mimo, że nie było bezpośredniego motywu ataku we śnie (typu atak jakiejś postaci, czy atakujący wilk, czy też szarpiący się na rękach kot) -> odpowiem, że jestem pewien na 100%, że był to atak we śnie (chodź moim zdaniem jest to astral, ale jak już pisałem wcześniej, nazywamy to snem więc tak też będę to nazywać gdyż dla ludzi jest to po prostu sen). Mam nadzieję, że rozświetliłem trochę sprawę "ukrytych ataków" we śnie (brak skrystalizowanego bezpośredniego "ataku" / "uderzenia" we śnie). Niestety wciąż nie mam pojęcia jak się przed tym obronić... choć miałem na przestrzeni lat tysiące takich ataków (no może nie tych "ukrytych", ale chodzi mi ogólnie o ataki we "śnie").

27/28.10.2011 -> Około 4? zamknąłem oczy ze zmęczenia i od razu znalazłem się we "śnie" (obraz był niewyraźny) -> widziałem siebie (tak normalnie jak się widzi oczami fizycznymi) oraz jakąś niewyraźną, czarną, humanoidalną postać (~180cm wzrostu), która stała koło mnie -> na  szczęście szybko się wybudziłem... ale za chwilę ponownie "usnąłem" i czułem jak ktoś dotykał mojej ręki (po chwili nastąpiło wybudzenie). Około 7:30 ewakuowałem się do pokoju obok i tam się położyłem... oczywiście nie miałem zamiaru zasypiać, ale mimowolnie zasnąłem i miałem atak we śnie, ale z tego co się orientuję to nic specjalnego mi się nie stało... można powiedzieć, że wybudziłem się na czas (nie było widocznego ciosu czy wyssania energii), ale czy mimo tego jestem bez straty? to jest dobre pytanie (w sumie czułem we śnie pewną "grozę" itp)... tak czy siak dobrze, że tylko tak to wyglądało, bo mogło być znacznie gorzej. Wiadomo, że nie jest dla mnie korzystne znaleźć się w jednym "wymiarze" z tym bytem - warto mieć na uwadze, że on raczej jest tam cały czas (w astralu) i świetnie się zna na swojej roli "zbira". Domyślam się, że jak wejdę w "jego" wymiar nawet na bardzo krótko to on już robi te swoje "sztuczki", abym nie wyszedł stamtąd w jednym kawałku... w sumie czasem musi na mnie długo czekać więc z pewnością jest czujny i patrzy czy zamykają mi się już oczka czy jeszcze nie...

O 13:48 kładę się spać, a o 18:40 wstaję - brak ataków.

28/29.10.2011 -> Przed 00:00 trochę zasypiam na fotelu. Około 00:06 zaczynam na poważnie myśleć o spaniu. O 1:11 i 1:30 dostaję we śnie (w jednym we śnie przed samym atakiem ten byt dotknął palcem mojego 3 oka...- łapy precz ode mnie szatanie!)

Po trzeciej siedziałem na podłodze z kotem i usypiałem... i tak się zastanawiałem czy to czego doświadczam (bardzo silne usypianie) jest naturalnym stanem czy też jest on sztucznie wywoływany przez tego byta w celu abym zamknął oczy i dostał od niego bęcki. Co ciekawe o 3:22  powiedziałem "aniołki (odnośnie opiekunów), jeżeli jest to nienaturalny stan to proszę odetnijcie to ode mnie" i w jednej sekundzie wszystko się skończyło! Nie chce mi się już spać! Jak ręką odjął! Nastąpił tak samo silny efekt jak wzięcie krzyża papieskiego do ręki 14 stycznia 2011 roku. Niestety wynika z tego, że byłem od dawna usypiany w nocy. Tak czy siak jak znowu takie coś nastąpi to ponownie będę prosić opiekunów o pomoc.

O 8:10 położyłem się spać, ale nie mogłem opanować pobudzonej wyobraźni (coś do mnie non stop strzelało) -> szybko wstałem i jakieś 5 minut później położyłem się na łóżku obok (nie miałem zamiaru zasypiać), ale zostałem zahipnotyzowany. O 8:36 zostałem zaatakowany we śnie - jakaś postać mi się przyglądała, a ja wirowałem w tym śnie nie będąc w stanie złapać równowagi... i co chwilę uderzałem twarzą w płytki chodnikowe... na szczęście nie było to zbyt bolesne (a przeważnie bywa)... ale karuzele miałem najlepszą z najlepszych. Gdy tak leżałem obity na chodniku widziałem nadjeżdżający autobus nr 65 hmm... Trochę za wcześnie próbowałem iść spać... a proszenie aniołków tym razem nic nie pomogło hmmm... Po wstaniu czuję w głowie lekkiego "kręćka", a na czakrze dziwny ucisk :/ .... Przyznam szczerze, że dość silna jest ta hipnoza... kiedyś krzyż papieski sobie z nią poradził i miałem przez jakiś czas względny spokój... no ale te ciemne istoty nie próżnują... pewnie wysyłają silniejsze istoty, aby mnie nękały hmm... tak czy siak trzeba opracować jakiś nowy plan działania...

29/30.10.2011 -> Przed 3? zasnąłem przed komputerem na jakieś 10? minut -> była we śnie jakaś postać, która poruszała (przez chwilę ze mną) gwałtownie stołem hmmm... tak czy siak odszedłem od niej i się wybudziłem hmm... Nie chce być przewrażliwiony i wszystkie sny z postaciami traktować jako atak lub jako potencjalny atak, ale jestem czujny i mocno prześwietlam (na ile to możliwe) każdy sen i wszelkie szczegóły jakie w trakcie jego trwania odczuwam (emocje, strach, lęk, złość, "otwieranie się" na "przyjaciela" itd)... np. w tym śnie niepokojące mogły być te "uderzenia / poruszenia" stołem... ale chwilę później wybudziłem się spokojnie... Tak czy siak jest ok... po odespaniu tych 10? minut czuje się dużo lepiej. Ogólnie rzecz ujmując dobrze jest dokładnie analizować wszystko co dzieje się we śnie, aby rozszyfrować działanie negatywnych sił podczas ataku. Im więcej szczegółów i doświadczeń w trakcie trwania ataku oraz po wybudzeniu się będę zawracać uwagę, tym lepiej dla mnie. Staram się tutaj dokładnie przekazać wiedzę jak taki atak wygląda i na co należy zwracać uwagę, gdyż czasem jest on tak zakamuflowany, że po prostu nie traktujemy takiego "snu" jako coś złego. Czy ten sen z postacią był atakiem? Nie wiem. Wiem, że nagminnie pojawiają się jakieś postacie w moich snach i że większość ataków jestem w stanie rozpoznać, ale jest mały procent gdzie stawiam znak zapytania. W pewnym sensie mógłbym zlekceważyć ten sen gdyby nie pewne "emocje" które się pojawiły we mnie podczas ruszania tym stołem -> śmiem twierdzić, że może być to takie "wytrącanie energii" z czakry... ale czy tak jest? Nie jestem pewien...

Około 8 położyłem się na łóżku i z 2x ktoś mi jakby wrzasnął (w krótkim odstępie czasu) w głowie? już pisałem o czymś takim jakiś czas temu... to chyba atak? tak czy siak po chwili wstałem. Zresztą na czakrze, też miałem pewne objawy przy tym więc... lepiej się ulotnić... już nie wspomnę o hipnotycznym stanie w głowie jaki się pojawił przy tych wrzaskach. Ogólnie wynika z tego, że łatwiej jest nas hipnotyzować gdy leżymy, niż gdy siedzimy (prawdopodobnie chodzi tutaj o szybsze wpadnie w stan relaksu - alfa).

11:03 -> praktycznie usypiam na krześle... proszę aniołki jak ostatnio o odcięcie tego stanu jeżeli jest nienaturalny i co się dzieje? stan "zasypiania" znika... hmm ciekawe...

O 13:40 próbuję zasnąć, ale niestety się nie da... moja wyobraźnia szaleje... cały czas jakieś myślokształty do mnie strzelają i jakieś potwory mnie atakują. Strzelałem do nich mentalnymi "pociskami próżniowymi" (trafia pocisk w cel i wywołuję jakby okrąg od wybuchu [obejmując myślokształt] i nagle zasysa się całość do środka [pochłaniając myślokształt] i zamieniając się ostatecznie w spadającą, srebrną puszkę [tak mi się objawiało to]). Ciekawe jest to, że ta obrona była skuteczna tylko ten byt coraz więcej i więcej tych myślokształtów tworzył w mojej głowie i nie byłem w stanie tego ogarnąć i w końcu oberwałem. Oczywiście otwierałem w między czasie oczy (ale wciąż widziałem te "pociski" itp.), ale ogólnie zafascynowało mnie to, że mogłem się bronić! To było takie mentalne starcie... które przegrałem... no ale jednak podjąłem jakąś walkę ;) Oprócz pocisków próżniowych również brałem czasem myślokształty w taki jakby kokon... niestety gościu ma spore doświadczenie w tego typu atakach i zdecydowanie pokonał mnie swoim doświadczeniem - po prostu zasypywał mnie później negatywnymi "obrazami" (robale itp.) z każdej strony ekranu (tego co widziałem przed oczami).

Bombardowanie tymi "obrazami" nawet gdy byłem na "chodzie" (nie leżałem, ani nie spałem) nie ustępowało, ale po jakimś czasie udało mi się ponownie zasnąć. Spałem spokojnie i wstałem o ~19:20.

Jakiś czas później ponownie idę spać do pokoju obok i od razu na wstępie mam myślokształty, które do mnie strzelają (rakiety, działa itp.) (one są nawet wtedy, gdy mam otwarte oczy). Jakimś cudem udaje mi się usnąć, ale dostaję 2x we śnie... za pierwszym razem po ataku nie zostałem wybudzony! tylko sen trwał nadal! Wstałem około 00:00 roztrzęsiony i obolały na czakrze :/

PS. jakoś wyjątkowo nie założyłem różańca na siebie (co się bardzo rzadko zdarza) i przy 2-gim ataku we śnie widziałem najpierw księdza z różańcem hmmm... po wstaniu od razu założyłem różaniec na siebie - staram się o tym nigdy nie zapominać, ale jakoś tak poszedłem do drugiego pokoju i usnąłem.

30/31.10.2011 -> O 2:41 po uśnięciu na kilka chwil na fotelu ujrzałem jak jakaś postać uderza bardzo mocno drugą prosto w twarz, a następnie ją kopie głowę, aż krew poleciała -> oczywiście w trakcie tej sceny następuje wybudzenie ze stratą energii :/

3:47 -> usypiam ze zmęczenia na fotelu -> atakuje mnie jakaś postać we śnie... -> oczywiście tracę trochę energii...

Około 6? poszedłem do małego pokoju i trochę przysypiałem na fotelu. Były pewne ataki. Następnie poszedłem spać do łóżka... też na wstępie coś było, ale później udało mi się usnąć i spałem spokojnie do 11:32 (o której wstałem).

Około 21:57 gdy leżałem sobie w łóżku (odpoczynek bez zasypiania) widziałem (z otwartymi oczami) jakby bocznym widzeniem (widzenie astralne) jak ktoś wybija nogami szybę, a za chwilę głowę wilka (koło telewizora) -> przy tym drugim widzeniu poczułem przemieszczenie się energii na 4 czakrze.

cdn...

Dobry Samarytanin