28.02.2011/01.03.2011
-> O 21:16 położyłem się spać, bo jakoś oczka mi się kleiły,
ale tylko je zamknąłem to był lekki strzał w czakrę więc
szybko wstałem. Później jeszcze przed kompem kilka razy
zamknąłem oczka i to samo. O 22:44 kładę się ponownie spać.
O 3:05 był atak? O 7:45 strzał w czakrę (zamknięte oczy),
następnie były jeszcze jakieś takie małe strzały aż do
wstania o 8:41, ale nie było ich w sumie zbyt wiele.
01/02.03.2011 -> O
23:58 kładę się spać. O 5:20 był strzał w czakrę. O 6:48
atak, ale jakiś taki ucięty? jakby nie do końca
przeprowadzony? Nie wiem o co chodzi... O 6:58 małe
dziabnięcie. O 7:45 kolejne... (niestety troszkę przysnąłem
sobie), a o 8:38 wstałem.
02/03.03.2011 -> Kładę
się o 00:21. O 00:34 (+ jakieś szarpnięcie w nodze), 00:36 i
00:39 były strzały w czakrę -> ewakuacja do małego pokoju...
ale tam nie lepiej... zostałem tam z deczka ostrzelany (w
sumie około 6 strzałów) (3 byty mnie atakowały). O 5:24
wracam do dużego pokoju, ale od razu dostałem strzał w
czakrę. O 6:56 kolejny strzał... i o 7:04 następny ->
wstaję... Ogólnie myślę, że jeszcze jakiś strzał nie został
spisany... Dzisiaj w nocy dali mi popalić... :( Dodam
jeszcze, że nie ma już kompletnie żadnego znaczenia w jakiej
pozycji zasypiam... mogę się nawet zwinąć w kulkę... ale to
nic nie da... i tak dostaje strzał... A tak w ogóle to
ciekawe czy ja się kiedyś nauczę, że jak jest taka nawałnica
"strzałów" to najlepiej jest wstać, a nie próbować spać
dalej? Ewakuacja do innego pokoju już nic nie daje... może
do innego mieszkania by coś pomogła ;) ale nie mam takiej
możliwości aby to przetestować... Ogólnie to polecam
zapoznać się z ochronnymi modlitwami (LINK!)...
ostatnio zostały zrobione w formie wideo, aby można było
sobie je np. non stop puszczać w kółko ;)))
03/04.03.2011 -> Z ~2h
przed zaśnięciem czułem jakieś niepokojące "sygnały" które
mogły sugerować ataki. Kładę się o 1:21 (przed położeniem
się słuchałem tych wideo
LINK!, posypałem siebie
i łóżko solą święconą oraz wodą święconą itd) -> chyba było
jakieś szarpnięcie przed zaśnięciem? O 4:00 był atak we
śnie. Był też tam opiekun, który mi pomógł i ocalił przed
atakiem... ale po chwili już mu się to nie udało i
oberwałem... no ale thx za sam fakt bronienia mnie. O 4:06
wstałem, ale chyba jeszcze w tej minucie zarwałem? Ogólnie
~2,5h snu to nie wiele, ale nie jest tak źle... przynajmniej
moja czakra czuje się lepiej niż wczoraj. Dam jeszcze
zdjęcie zrobione o 19:20.

Widzimy tutaj prawą stronę
pleców. Wyżej widać też chyba starszą ranę, a te dwie na
środku są raczej na pewno nowe (dzisiejsze). Jedna ma ~6 cm,
a druga ~4,5 cm. Jest jeszcze taka 8 cm z lewej strony, ale
jest już stara i nie robiłem jej zdjęcia. Ogólnie to takie
ranki się zdarzają, ale przeważnie nie robię im zdjęć... no
chyba, że będzie wyjątkowo ciekawa ;) no i oczywiście jak ją
wyhaczę swoim wzrokiem ;)
Dodam jeszcze, że czuję w
tamtym miejscu ucisk w połączeniu z jakimś wibrowaniem?
Ogólnie czuć, że tam był jakiś "cios"... Zastanawiam się w
którym momencie zostało mi to zrobione...
04/05.03.2011 -> Bardzo
chce mi się spać... i niestety o ~22:10 zmogło mnie na tyle,
że zamknąłem na chwilkę oczy i praktycznie od razu dostałem
w 4 czakrę oraz było jeszcze jakieś szarpnięcie w głowie.
Niestety 10 minut później również, ze zmęczenia zamknąłem
oczy i stało się to samo, a o 23 jakoś już mi się tak bardzo
spać nie chce hmm dziwne! Tak czy siak i tak niedługo idę
spać...
O 23:09 kładę się spać. O 2:10
dostałem w krótkich odstępach czasu w sumie aż 4 ciosy ->
ewakuuje się do łóżka pod oknem. Wciąż czułem pewnego
rodzaju "niepokój" itp. Nie mam tego spisanego, ale chyba
oberwałem jakiś cios? Tak czy siak pamiętam, że nie było
fajnie i modliłem się o pomoc do opiekunów, Archanioła
Michała, Maryi... itd... o przykrycie mnie jakby ochronnym
płaszczem i tak się też stało! Po chwili poczułem jakby ktoś
mnie czymś nakrywał? i doznałem uczucia spokoju i
bezpieczeństwa! Niestety za chwilę lekko się to
bezpieczeństwo zmniejszyło, ale dość szybko ponownie się
pojawiło... może ten byt próbował przedrzeć się przez ową
"zasłonę"?... tego nie wiem... mogę się jedynie tego
domyślać... ale fajne jest uczucie gdy wiesz, że jesteś
"bezpieczny". Dzięki temu udało mi się spokojnie zasnąć. O
7:30 miałem atak we śnie, ale udało mi się obronić przed
napastnikami. Następnie leżałem sobie już z otwartymi
oczami. O 8:22 wstaję.
05/06.03.2011 -> O 4:10
kładę się spać. O 9:24 wstaję. Czy były jakieś ataki? Nie
pamiętam... Ogólnie noc wydawała się spokojna... a jak coś
było to nie zwróciłem na to specjalnej uwagi. PS. położyłem
sobie przy poduszce trochę pachnącej lawendy w woreczku...
może to coś pomogło?
06/07.03.2011 -> O 2:27
kładę się spać (łóżko koło okna). O 2:33, 2:34, 2:35, 2:37 i
2:39 miałem strzały w czakrę (3 i 4). Ogólnie nawet raz
poczułem jak ten byt koło mnie zawisł w powietrzu.
Kierowałem w jego stronę obrazek z Jezusem, ale on bez
problemu pokonał moją obronę (wystarczy podlecieć z drugiej
strony i strzelić... nic prostszego). Ogólnie myślałem, że
uda mi się jakoś zasnąć (mimo tych ataków), no ale jednak
się przeliczyłem i stąd taka długa seria strzałów w moją
osobę... powinienem ją wcześniej przerwać (ewakuacją czy po
prostu "wstaniem")... jakoś nie wiem czemu tego nie
zrobiłem... hmm... Ewakuowałem się do łóżka pod ścianą i o
dziwo spokojnie zasnąłem. Wstałem o 9:48. Czy boli mnie
czakra po tych 5 strzałach? Zdecydowanie tak... Czy warto
było próbować się bronić zamiast uciekać? Zdecydowanie
nie... ucieczka wydaje się jedyną sensowną opcją... Nie
mniej jednak co robić gdy chce się bardzo spać, a wiemy, że
gdy zamkniemy oczy będziemy zaatakowani? To jest dobre
pytanie... wiem jedno... czasem spać trzeba. Dzisiaj
spróbuję obronić się olejkiem kamforowym... może coś
pomoże... chociaż w sumie już tego próbowałem... i jakoś nic
nie pomogło... ale i tak warto spróbować... bo niby co mam
do stracenia? :P
PS. Jest 22:18, a moja czakra
dalej czuje się źle :( ... a niedługo trzeba iść spać :(
07/08.03.2011 -> Jest
~1:45... pokropiłem 4 czakrę olejkiem kamforowym, a o 2:12
trzecie oko... Wziąłem do obrony obrazek Jana Pawła II... ->
Posłuchałem sobie sporo piosenek o Jezusie, modlitw
ochraniających itd... O 3:01 kładę się spać. Zapaliłem sobie
dodatkowo górne światła... o dziwo jakoś w nocy nic mnie nie
zaatakowało? tak sądzę? O 5:30 zgaszone zostały górne
światła (dziwnie się czułem na czakrze... w negatywnym
sensie). O 9:16 wstałem... ktoś był w moim śnie... ale chyba
pozytywny...
08/09.03.2011 -> O
00:55 pokropiłem 4 i 7 czakrę olejkiem z drzewa różanego. O
1:45 kładę się spać. Ogólnie to widziałem tego byta w moim
śnie około 4 w nocy?... a o 4:17 strzelał do mnie z
karabinu! Strzelił we mnie z 20-30 razy!!! Po prostu mnie
zmasakrował :((( Ogólnie to moja 4 czakra to jedna wielka
rana! :((( Po wstaniu okazało się, że zapomniałem tej nocy
nałożyć na siebie różańców :((( W ogóle pierwszy raz w życiu
mam serię z karabinu... ciągle były te pojedyncze strzały...
a teraz takie coś? Ewakuowałem się do małego pokoju, ale
tylko tak, aby poleżeć sobie bez zamykania oczu. Ogólnie mam
intensywne wstrząsy całego ciała (chwilowe uszkodzenie
układu nerwowego?)... szczególnie na 4 czakrze... ale też na
nogach, barkach i innych częściach ciała... Ta reakcja jest
normalna po takich bęckach... Oczywiście po zmianie łóżka
już miałem na sobie 3 różańce na szyi... Położyłem też na
czakrze modlitewnik oraz obrazek z małym Jezusem...
Wylosowałem stronę w modlitewniku, nakierowałem palcem i
czytam "-Bracie (Siostro), czy odrzekasz się ducha złego i
wszystkich spraw jego? -Odrzekam!" ... później dołożyłem na
czakrę kryształ górski. O 5:00 zamknąłem na chwilę oczy i
wpadłem w sen... i po chwili prawdopodobnie dostałem strzał
(pojedynczy) w czakrę... Ogólnie około ~5:08? poszedłem do
komputera spisać te wydarzenia... Mam zachrypnięty głos... O
5:48 odmyłem wodą ręce, czoło i 4 czakrę... Te ciosy czuję
nawet tuż pod obojczykami... Ogólnie morał jest taki:
pamiętaj o nałożeniu różańców!!!
Jest już 16, a ja wciąż czuję
się słabiutko :( Czakra mooocno obolała; ból rozciągnięty na
duży obszar (praktycznie cała klatka piersiowa). Wciąż mam
pewne wstrząsy ciała... ale nie tak intensywne jak po tym
okropnym ataku...
Około 20:00 bardzo zachciało
mi się spać. Usypiałem na siedząco... nawet nieświadomie
wpadałem w sen, a już po chwili dostawałem strzał w
czakrę... Kilka minut we śnie spowodowało 4-5? strzałów oraz
to, że nie jestem już tak strasznie śpiący... ale nie mniej
jednak... spać to mi się chce... i doczekać się nie mogę gdy
będę robić to z wiedzą, że nic mi się nie stanie. Ogólnie to
są jeszcze szarpnięcia i strzały gdy nie śpię i nie mam
zamkniętych oczu... ale raczej o nich nie wspominam...
09/10.03.2011 -> O
23:40 kładę się spać (były ataki przed zaśnięciem). O 1:59
była próba ataku we śnie... ewakuowałem się do małego
pokoju. O 8:13 wstałem, ale z ~30 minut wcześniej była próba
ataku we śnie, nieudana dla mojego przeciwnika.
Jest już ~23... siedzę przed
kompem, a ten mnie kilka razy zaatakował... Podczas takiego
ataku czuć takie specyficzne uczucie w głowie... jakby
szybkie "uśnięcie" (strata świadomości), a zarazem
przemieszczenie się czegoś w głowie (meridianą?) i przez
pewien bardzo krótki czas jestem w takim dziwnym stanie
jakby wyłączenia? i właśnie wtedy dostaję cios w czakrę...
po ciosie oczywiście czuję ucisk na czakrze itd... Samo
"wyłączenie" nie wydaje się "złe" ale już strzał w czakrę
tak...
10/11.03.2011 -> O
23:35 kładę się spać... były ataki przed zaśnięciem. O 5:00
była próba ataku we śnie. Następnie było kilka strzałów w
czakrę i ewakuowałem się do łóżka obok. Pokropiłem siebie i
łóżko wodą święconą... o 5:05 kładę się ponownie spać. O
7:05 strzał w czakrę... na dodatek wcześniej też było kilka
strzałów... a po 7:05 był chyba jeszcze z jedne strzał, ale
od 7:05 leżałem już z otwartymi oczami aż do wstania o 8:11.
PS. Jest 18:08... zauważyłem
dwa małe ciachnięcia z lewej strony pleców... (na górze).
11/12.03.2011 -> Około
00:50 jak i wcześniej byłem atakowany (3 i 4 czakra) gdy
siedziałem przed komputerem... Zasłoniłem sobie czakrę
obrazkiem z Jezusem... Ogólnie nie czuję jakiejś swobody w
pokoju... niestety wygląda mi na to, że moi niechciani
towarzysze się uaktywnili... 4:35 -> atak na 4 czakrę? ...
wciąż nie śpię... ale już 2 minuty później leżę w łóżku :)
O 4:43 był atak... O 6:54 były 2 strzały... O 10:41
wstaję...
12/13.03.2011 -> O
23:11 kładę się spać. O 23:35 próba ataku (wyczuwałem tego
byta od strony pleców). O 5:55 strzał. O 6:50 widziałem tego
byta we śnie, ale nic mi nie zrobił (we śnie zakrywałem
swoją czakrę kryształami górskim i ten byt zrezygnował z
ataku -> może ma to coś wspólnego z tym, że spałem mniej
więcej na brzuchu?). O 7:00 strzał? O 8:15 wstaje. PS.
Zauważyłem (to około 20:00), że ciachnął mnie na 3 oku (~2
cm)... ale nie do krwi...
13/14.03.2011 -> O 2:56
kładę się spać. Ogólnie było kilka strzałów. O 9:59 wstaję.
14/15.03.2011 -> O
00:45 kładę się spać (posmarowałem sobie 4 czakrę itd.
olejkiem różanym). Były malutkie ataki na 4 czakrę. O 4:09
dostałem dwa zastrzyki :( Pierwszy chyba w okolice 1-2
czakry z tyłu? (już nie pamiętam dokładnie) a drugi w lewy
pośladek. Przy tym drugim zastrzyku próbowałem zasłonić to
miejsce ręką, aby nie był mi zrobiony ów zastrzyk, ale
niestety strzykawka przeszła przez rękę i wbiła się w
pośladek :( Co ciekawe czułem tą długą! igłę i to bardzo
wyraźnie... nie było to miłe... nie wiem co mi wstrzyknęli,
ale z pewnością nic dobrego :( Na dodatek po obudzeniu się
czułem lekki ból w miejscu gdzie igła przebiła moją rękę. O
4:30 się ewakuowałem do pokoju obok. Tam miałem kilka
strzałów... takich mniejszych... O 9:25 wstałem...
Rozmawiałem z Wiesią i wspomniała, że może to są "szarzy" i
w tej samej sekundzie zobaczyłem na komputerze liczbę 666
:((( Strzały w czakrę to pikuś przy zastrzykach :((( To już
jest bardzo poważna sprawa :(((
Pojechałem z mamą do katedry i
podczas wyprawy do niej w autobusie był plakat sugerujący,
że tam mi pomogą? lub coś w tym stylu? W katedrze się
pomodliliśmy i były tam takie karteczki z prośbami do
Boga... wypełniłem ją i wrzuciłem ją tam gdzie trzeba...
oczywiście intencją moją było, aby owe ataki się zakończyły,
ale aby odbyło się to zgodnie z wolą Bożą... itd... później
poszliśmy do sklepu "religijnego" i kupiłem sobie krzyż
papieski, srebrny, ale aż ~26,5 centymetrowy. Skoro ten co
mam (13,5cm) zlikwidował praktycznie całkowicie hipnozy (o
ile nie całkowicie) to co dopiero krzyż prawie 2x większy.
Myślę, że powinien mi pomóc. Ogólnie sytuacja w jakiej się
znajduje nie jest zbyt ciekawa... Jest już 13:06 i dalej
mnie tyłek boli w miejscu w którym była wbita igła :(
Jeszcze taka jedna rzecz... gdy wróciłem z kościoła i
wszedłem do pokoju to spojrzałem na zegar i była pierwsza za
jeden i chyba było 11 sekund na wskazówce sekundowej... może
to dobry znak? Kupiłem sobie też sporą świecę...
Podczas rozmowy na skype z
pewną osobą gdy opowiadałem Jej o moich atakach to
wspomniałem, że to są już ostatnie podrygi szatana i wtedy
od razu na komputerze zobaczyłem liczbę 666 (na statystykach
strony). Ciekawe te pojawiające się liczby... nie sądzę, aby
pojawiały się one przypadkowo...
Mam w domu również gromnicę
(świeca) i chyba ją dzisiaj w nocy będę palić... a świece
którą dzisiaj zakupiłem zostawię na później...
Około 18:30 zapaliłem świecę
gromniczną... i niech się pali...
Tak sobie trzymam mój nowy
krzyż papieski i czuję się z nim jakoś bezpieczniej...
15/16.03.2011 -> O
00:00 kładę się spać -> wypaliłem kadzidełko oraz zapaliłem
dodatkowo górne światło, aby było jaśniej. Rozstawiłem
również opiekunów na każdy kąt łóżka itd Położyłem się w
pozycji takiej, aby plecy dotykały ściany (pozycja męcząca
na dłuższą metę). Mój nowy krzyż papieski położyłem na sobie
(okolice 4 czakry)... ale oczywiście cały czas trzymałem go
w ręce. O 4:30 widziałem ich we śnie, ale nic mi nie
zrobili. Było ich chyba 3-4? z karabinami. Gdy otworzyłem
oczy po kilku minutach miałem chyba dwa strzały w czakrę...
ale takie nie za mocne... O 4:46 wstałem. Oczywiście cały
czas pali się świeca gromniczna...
16/17.03.2011 -> O 1:11
kładę się spać. Tak jak wczoraj miałem zapalone światła,
świecę (gromnica pali się non stop), kadzidełko itd... ale
bardzo szybko po zamknięciu oczu zacząłem być szarpany. O
1:21 ewakuowałem się do małego pokoju, ale tam było to samo.
O 1:32 wstałem. Niestety w sumie z 10x mnie szarpnął...
szarpnięcia są raczej czymś słabszym od strzałów... jakoś
tak to widzę? Tak czy siak trochę oberwałem... może nawet
trochę za mocno... mogłem wstać wcześniej, ale myślałem, że
może uda mi się jakoś usnąć... ale jednak się myliłem...
może za jakiś czas spróbuję ponownie... ogólnie jak zwykle
mam do siebie pretensje, że nie wstałem od razu po
"szarpnięciu"... dałem się temu bytowi obić... ale z drugiej
strony głupio mieć do siebie pretensje, że chce się
człowiekowi spać... wczoraj spałem jakieś 4,5h, a dzisiaj
jak tylko się położyłem zostałem poszarpany... żyć nie
umierać... przy tych szarpnięciach były też jakby pewne
wizje (obrazy / w kolorze) rzucane mi nawet przed otwartymi
oczami i jak się domyślam było to robione po to, aby mnie
"rozkodować" (otworzyć) i zabrać mi energię? lub aby łatwiej
ten byt mógł mnie poszarpać? Mówiąc szczerze nie chce mi się
specjalnie nad tym zastanawiać... wiem, że jak zamykam oczy
to dostaję... i ta wiedza mi prawdopodobnie jeszcze na długo
wystarczy ;) Niestety mój duży krzyż papieski nie działa na
te szarpnięcia :/ ... ha! jednak dalej jestem hipnotyzowany!
oczka mi się zamykają i w ogóle usypiam na siedząco...
pomijając fakt, że gdy zostanę tak na chwilkę uśpiony, to
zbiorę bęcka w czakrę O 2:14 podczas hipnozy przyłożyłem
sobie duży krzyż papieski do 7 czakry i cała hipnoza ustała!
Więc ten nowy krzyż papieski działa! ale moja radość nie
trwała zbyt długo (dalsza hipnoza) ... później przykładałem
krzyż również do 3 oka, tyłu głowy... itd.. i tak
kombinowałem... raz działało lepiej raz gorzej.... O ~2:30
postukałem również tinghsa.... O 2:43 chyba odpuścił :)
ogromna różnica w "senności"... ~2:55 znowu się zaczyna...
z jednej strony jestem senny i niewyspany, ale z drugiej
strony czemu przyłożenie krzyża papieskiego zlikwidowało tak
nagle ową senność? to jest dobre pytanie ;) ale chcąc nie
chcąc zaraz idę spać...
O 3:25 kładę się ponownie
spać. Pokropiłem głowę, 4 czakrę i łóżko wodą święconą. O
10:50 wstaję. Nie za wygodnie jest spać w jednej pozycji
całą noc, no ale jest jak jest. Ogólnie tym razem nie było
jako takich ataków. Wydaje mi się, że mogła być pewne próba
ataku we śnie, ale nawet jak był to atak, to nieudany dla
mojego przeciwnika. A taka ciekawostka, że gdy siadłem przed
komputerem to była godzina 11:01 :) (pierwsze położenie się
spać było o 1:11). Ogólnie sporo ostatnio trafiam na tego
typu godziny :)
Zauważyłem również pewną
ciekawą zależność... a mianowicie... że gdy jestem w miarę
rozbudzony, a jednak idę spać to jest bardzo duża szansa na
strzały, szarpnięcia itp. (przykład to dzisiejsza noc i
wiele innych), a jak jestem bardzo zmęczonym, senny itd. to
jest chyba! mniejsza szansa na dostanie dużej ilości
strzałów itp. przed zaśnięciem gdyż szybciej mogę wejść w
"inny" stan bliższy snu. Jak jestem rozbudzony to długo
przebywam w stanie mocno podatnym na ataki przed zaśnięciem
i tyle... oczywiście różnie z tym bywa... ale to takie moje
przemyślenia... bo już któryś raz zaobserwowałem takową
zależność... ale nie jest to jakaś zasada czy reguła... moje
przemyślenia mają raczej płynną granicę :)
17/18.03.2011 -> O 4:18
kładę się spać, a o 11:05 wstaję. Ogólnie były jakieś tam
szarpnięcia czy coś w tym stylu, ale ogólnie w miarę
spokojnie... nie mniej jednak gdy leżę plecami przytknięty
do ściany to zauważyłem, że po pewnym czasie zaczyna boleć
mnie czakra... i nie wiem czy to dzieje się od jakiś ataków,
których nie wyczułem, czy może jest to spowodowane
niewygodną pozycją? Ważne, że gdy wstanę to dość szybko to
przechodzi więc domyślam się, że nie jest to nic poważnego?
Tak mi się wydaje? ale będę obserwować to... może dowiem się
czegoś więcej na ten temat...
O 23:28 zgasła mi gromnica...
ale od razu zapaliłem moją drugą sporą świecę... ogólnie
palą się one w intencji odepchnięcia tych ciemnych sił ode
mnie... ale nie tylko...
18/19.03.2011 -> Kropię
siebie i łóżko wodą święconą itd... O 4:45 kładę się spać. O
7:06 chyba był mały atak we śnie... O 10:21 wstaję...
19/20.03.2011 -> O 2:46
kładę się spać. O 2:51 mnie szarpnął, ale ogólnie udało mi
się jakoś usnąć. O 4:26 był w moim śnie i próbował mnie
zaatakować? O 10:35 znowu pojawił się w moim śnie, ale o
dziwo nic mi nie zrobił (postać będąca bardzo blisko mnie
itd. / opis próby ataku w dużym skrócie / ja tego byta w
moich snach rozpoznaję już na "kilometr", nie mniej jednak
ostatnio jakoś się w nich zaczął lepiej kamuflować... tak
mi się wydaje? tak czy siak będę dalej obserwować jego
poczynania względem mojej osoby). O 10:50 wstaję.
20/21.03.2011 -> O 3:31
zgasła mi moja świeca, ale od razu ją zapaliłem ponownie. O
3:36 kładę się spać. O 3:46 jestem szarpnięty. O 5:44 był
atak we śnie. O 5:50 próba ataku, gdy leżę z otwartymi
oczami. Ta próba była ciekawa więc ją opiszę.... Ten byt
jakby nacisnął jakiś guzik w środku? mojej głowy i mnie
przełączył w "sen"? (chodzi o to, że poczułem to
przełączenie) i w tym "półsekundowym" śnie widziałem obraz
na całym ekranie (nie było czarnego ekranu). Po tej pół
sekundzie udało mi się przełączyć ten przełącznik w głowie
ponownie na swoją naturalną pozycję i wróciłem na swoje tory
(normalne widzenie). Przypomina mi to trochę hipnotyzera,
który pstryka palcami i Cię "przełącza" do "innej
rzeczywistości"... wydaje mi się, że tutaj jest podobnie...
Ten byt znajduje "klucz" i "otwiera" mnie, ale ja się
orientuję jako "pan i władca" pomieszczenia i go wyrzucam za
drzwi... ale nie mniej jednak w tak krótkim czasie może
zabrać mi coś z pokoju. Następnie o 7:58 niepozorny atak we
śnie, ale ogólnie chyba dużo mi w nim nie zrobił? O 8:08
wstaję i czuję ból na czakrze z lewej strony... ogólnie
wydaje się jakbym zbyt mocno nie dostał, ale jednak
dostałem... nie wiem czy można powiedzieć, że mocno, ale na
pewno jakoś... mam też wrażenie, że nie spisałem
wszystkiego... Chyba coś się zmieniło w tych nocnych
atakach... są jakieś takie niepozorne... ale jednak
"bolą"... od kilku dni jest sporo szarpnięć... właściwie nie
ma strzałów... muszę uważać na to "przełączanie"... bo jak
mu się uda to ma jakby dostęp do "głównego komputera", która
zarządza energią i może ją sobie wziąć... co nie leży
oczywiście w moim interesie... muszę dobrze zaryglować
drzwi... ale z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to
zbyt łatwe...
21/22.03.2011 -> O
00:17 kładę się spać (uderzam wiele razy tingsha). O 5:16
był atak we śnie, ale taki nie pozorny... że niby wszystko
jest w porządku, że nie ma "ciosu", ale moim zdaniem w
czasie trwania tego snu jest jakieś zabieranie energii lub
coś w tym stylu. Po prostu trwa sen gdzie ten byt jest cały
czas koło mnie (widoczny jako postać) i tak jakby wyczekiwał
na moment, w którym będzie mógł mnie zaatakować... czasem
też podchodzi zbyt blisko... zdecydowanie za blisko... nie
wspominając o podszywaniu się pod osoby, którym ufam itd...
typowa diabelska sztuczka. O 5:25 był atak... -> tingsha...
O 6:57 atak we śnie... bez uderzenia na końcu snu czy czegoś
takiego, ale nie mniej jednak dla mnie obecnie nawet próby
ataku bez finału są podejrzane... jak pisałem wcześniej
wydaje mi się, że mimo braku ewidentnego ciosu czasem jednak
jestem pokrzywdzony... po prostu wydaje mi się, że cios może
czasem zostać zadany, ale tak niepozornie, że nie
skrystalizuje się on we śnie (nie mniej jednak może być
odczuwalny, gdy będzie zadawany lub skrystalizuje się on
jako "ból" na czakrze po przebudzeniu)! Uważam ponadto, że w
trakcie trwania snu i gdy jestem w bliskiej obecności tego
byta to jest duża szansa, że jestem okradany z energii
itd... on cały czas coś tam przy mnie kombinuje... a to na
pewno nie jest korzystne dla moich czakr -> tingsha... O
7:12 gdy już leżałem z otwartymi oczami dostałem cios w 3
czakrę i postanowiłem od razu wstać.
Mam nową gromnicę... ma
jedynie 58cm wysokości... Zapaliłem ją o 22:04 z intencją,
aby wszelka negatywna energia w mojej rodzinie + te ataki
zostały w pełni oczyszczone wraz z wypaleniem się tej świecy
(coś w tym stylu)... a moja poprzednia świeca już się dopala
i niedługo zgaśnie... Niestety kilka minut później moja nowa
świeca mi zgasła... knot się przekrzywił... ale od razu
zapaliłem ją z powrotem... z prawidłowym ustawieniem
knota... teraz powinno być już ok :)
22/23.03.2011 -> Już
przed zaśnięciem wyczuwałem tego byta (normalka)...
prawdopodobnie też kilka razy mnie uderzył... O 1:10 kładę
się spać. O 1:13 był strzał w lewą nogę (jakby strzał z
paralizatora?) z zabraniem energii z 4 czakry... podczas
ataku leżałem całkowicie na brzuchu (pewnie chciał, abym się
obrócił 4 czakrą do niego) -> tingsha. Następnie sobie
siedziałem i o 1:26 nagle zapadłem w sen... i dostałem? ->
poszedłem normalnie spać. O 3:40 dostałem we śnie... było
wiele bytów (z 8!?)... na początkowym etapie snu omijałem
ich itd., ale w końcu mnie dopadli i nie miałem już jak
uciec... -> po tym ataku postanowiłem wstać... Ogólnie
jestem z deczka rozbity... czakra boli... trochę mną
telepie... 2,5h snu to nie za dużo... O dziwo moja mniejsza
świeca dalej się pali...
O 9:23 została mi niechcący
zgaszona świeca (58cm), ale szybko została zapalona
ponownie.. nie wiem czy warto o tym w ogóle mówić, ale tak
czy siak o tym wspominam...
Około 15? zgasła moja
poprzednia świeca, a około 16:30 trochę leżałem z otwartymi
oczami i chyba coś dostałem? ale nie jestem pewien... tak
czy siak jestem już tym wszystkim "troszkę" zmęczony...
byleby już ten marzec przetrwać...
23/24.03.2011 -> O
22:04 kładę się spać (woda święcona na głowę itd) -> ogólnie
jestem bardzo senny. Około 6-7? widziałem we śnie dwóch
broniących mojego bezpieczeństwa opiekunów + siedzącą przy
mnie moją drugą połówkę!!! (tym razem nie był to byt, który
się pod Nią podszywał!) i ogólnie do tego czasu spałem
bardzo dobrze. Następnie trochę później był już ten byt,
który próbował się do mnie dobrać, ale z jakiegoś powodu
miał spore problemy i musiał trzymać się na dystans.
Niestety o 8:04 zostałem przez niego dziabnięty... i
postanowiłem sobie, że jeszcze trochę poleżę, ale już tylko
z otwartymi oczami, niestety około 8:10 wpadłem w sen i
chyba dostałem (nie jestem na 100% pewien) i niestety za
kilka minut (8:14) również wpadłem w sen i teraz to już na
100% zostałem dziabnięty... Po tym incydencie od razu
wstałem...
24/25.03.2011 -> O 3:58
kładę się spać. O 4:00 dostaję z dwa szybkie ciosy... minutę
później jeszcze jeden... ewakuuje się do małego pokoju...
tam nie lepiej... zanim zasnąłem dostałem dobre kilka
razy... nie jest to fajne uczucie jak "powietrze" cię
bije... Nad ranem nie lepiej... mocny cios w 3 czakrę i 4
czakra też dostała... O 9:26 wstaje... obity... i zmęczony
całymi tymi atakami...

Dostałem cynk od Wiesi o
pewnym punkcie na prawej ręce na palcu serdecznym gdzie
znajduje się pewien tajemniczy punkt na stawie (z boku /
dokładnie tam gdzie pokazuje strzałka na zdjęciu). Jest to
punkt który należy masować mglistym, białym kamieniem np:
angelitem, opalem, okenitem lub śnieżnym kryształem górskim.
Podobno gdy tak się robi rośnie nasza moc obrony przed
ciemnymi bytami... lub coś w tym stylu... zobaczymy czy to
coś pomoże... ja osobiście używam kryształu górskiego (taki
mglisty; nie przezroczysty)...
25/26.03.2011 -> O 2:45
kładę się spać. O 4:36, ~10? oraz 10:14 były ataki we
śnie... Przed wstaniem na pewno było też jakieś
"dziabnięcia"... Jak zwykle moja czakra potrzebuje
odpoczynku...
23:18... z 10 minut wcześniej
zachciało mi się bardzo mocno spać (czasem się zdarza taka
dziwna senność)... ale opierałem się temu myśląc, że może
być to hipnoza... Założyłem na siebie różańce itd... po
jakiś 2-5 minutach od zastosowania tej metody obrony owa
skrajna senność po prostu znikła! Czy to nie dziwne? znikła
tak sama z siebie? Oczywiście dalej chce mi się spać, ale
nie tak jak jeszcze przed chwilą... w mgnieniu oka wszystko
się zmieniło... Wrażenie jakby coś mnie opuściło (lub ze
mnie zeszło -> odklejenie się obcego byta?)... sądzę, że
obecnie mogę mieć w pokoju nieproszonych gości ;) ale
chciałbym się mylić ;) Wiem, że hipnoza w biały dzień (choć
obecnie jest ciemno) jest całkowicie możliwa (patrz
doświadczenia przed 14 stycznia 2011 oraz samo uwolnienie od
hipnoz w biały dzień za pomocą krzyża papieskiego 14
stycznia 2011 roku) więc i obecnie mogę być hipnotyzowany...
bardzo możliwe... ale nie jestem pewien tego na 100%... tak
czy siak dziwnym jest to, że tak po prostu taka wielka
senność tak po prostu znikła... a takie rzeczy już się
zdarzały w przeszłości... i dobrze mi się nie kojarzą...
26/28.03.2011
-> O 23:40 kładę się spać. O
8:44 wstaję (była zmiana czasu więc spałem tak na prawdę
godzinę krócej). Ogólnie dzisiejsza noc nie była taka zła...
trochę ten byt wojował w moich snach i pewne straty na
czakrze odczuwam... no, ale to normalne po odwiedzinach
kogoś takiego... Kolejna noc odhaczona...
PS. w nocy wypaliła się już do
końca moja gromnica... teraz czas na palenie takich małych
świeczek...
Jest 1:34... i jakieś ~30
minut temu coraz mocniej zaczęło mnie piec czoło. Co ciekawe
po upływie tych ~30 minut (już bardzo piekło) moim oczom
ukazało się ciachnięcie (1,5cm) wiadomo przez kogo
spowodowane :/ Po kolejnych minutach pieczenie stało się
mniejsze, ale jednak utrzymywało się na pewnym stałym
poziomie. Już nawet nie trzeba spać, aby bęcki obrywać :/
Nie zachęca mnie to do pójścia spać :/ Tak w ogóle to ja
jeszcze przed tym pieczeniem wyczuwałem tego byta za sobą (z
prawej strony)... kierowałem w tym kierunku krzyż papieski
(ten duży), ale widocznie nie pomogło...
O 1:42 posmarowałem sobie 3 oko wodą
święconą no i naginam na tingsha ;) może go to trochę
zniechęci do działania...
1:46 -> puszczę sobie trochę
muzyczki religijnej ;) Te byty to bardzo lubią hehe ;)))
27/28.03.2011 -> O 2:11
kładę się spać. O 4:45 był atak we śnie, następnie z 3-4
ataki w czasie gdy byłem obudzony? nie jestem już tego
pewien na 100%, a te ciosy nie wyglądały jak zwykłe strzały
czy dziabnięcia hmmm... w sumie sam nie wiem... po obudzeniu
wyczuwałem tego byta... i aby nie dostać jeszcze mocniej to
postanowiłem wstać (ale nie zrobiłem tego od razu tylko
odczekałem kilka minut... pewnie był to błąd). Chcąc nie
chcąc czuję uszkodzoną motorykę ciała... spowodowane bęckami
w układ nerwowy? źle mi się pisze na klawiaturze (w taki
specyficzny sposób)... to się czasem niestety zdarza po
nocnych przygodach... na 4 czakrze z lewej strony czuję
"bombę" którą dostałem... chodź we śnie ten cios był dziwnie
odczuwalny... nie jak typowy strzał czy dziabnięcie. Moje
draśnięcie na 3 oku jest obecnie dużo bardziej widoczne niż
jeszcze kilka godzin temu. Zastanawia mnie tylko dlaczego
nie zaatakował przed zasypianiem skoro był u mnie w pokoju?
Chyba jednak nie jestem w stanie sobie wyobrazić ulgi jaką
poczuję, gdy już ten "cyrk" się skończy... to będzie
wiekopomna chwila... oj tak... dla mnie na pewno :)))
O 5:46 posypałem głowę
poświęconą solą (i to pomogło!!!), oraz wodą święconą! ale
czakra dalej boli... no ale nic... Zauważyłem, że bardzo
często po atakach mam chrypę... na pewno jest to związane z
atakami... celują we mnie negatywną energią i chcą zaniżyć
moje wibracje... moja 5 czakra, która jest również filtrem
nie tylko dla toksyn ziemskich, ale jak widać i eterycznych
wyłapuje te toksyny i zaraz objawia się to chrypą co
wskazuje na oczyszczanie tego syfu, aby przywrócić czakrę do
normalnego stanu... tak czy siak przeważnie po kilku
godzinach chrypa mija (jest to sczyszczone).
Ogólnie obstawiam, że
posypanie głowy poświęconą solą spowodowało odklejenie tego
byta, który prawdopodobnie przyczepił się do mojej głowy i
co gorsze on chyba siedział na mnie w czasie, gdy byłem
ciachnięty w czoło! Teraz sobie przypominam, że były to
bardzo podobne odczucia (silny ucisk + senność itp). Sypanie
się solą podwyższa wibracje dlatego odklejają się od nas
negatywne byty! Dobrze zapamiętam ten sposób! Sądzę, że może
się jeszcze przydać!
7:08 -> właśnie skończyłem
płukać gardło wodą z solą + na koniec mały łyk się napiłem.
Jak na moje oko moja chrypka się zmniejszyła... nie jest
idealnie, ale jest lepiej... Może ona również wynikać z
"chemicznego" powietrza spowodowanego chemtrailsami, które
latają na niebie jak oszalałe... tak czy siak gardło
sczyszcza te niskie energie więc nie jest źle...
Jeszcze jedną rzecz warto
zrobić, a mianowicie akt ofiarowania się Bogu, Maryi... ale
w taki sposób, aby moje wszelkie cierpienie jakie zada mi
ten byt oraz z wszelkich innych sytuacji życiowych, aby było
zamienione jako odkupienie dla dusz czyśćcowych oraz dla
ludzi, którzy potrzebują pomocy (nie koniecznie umarłych). Z
tego co pamiętam to robiłem to już kiedyś, ale nie zaszkodzi
powtórzyć. Wtedy każde moje cierpienie mi zadane nie pójdzie
na marne tylko komuś pomoże :) Wiem, że takie rzeczy można
robić i działają więc na pewno trochę zniechęci tego byta do
atakowania mnie... może nie od razu, ale po pewnym czasie
stwierdzi, że im mocniej mnie atakuje tym więcej "dusz"
traci... Wiadomo... trzeba zapalić świecę... nawiązać
kontakt z Bogiem... i nie zrobić tego na odwal tylko
poważnie podejść do sprawy :) ... dzisiaj to zrobię... i
zobaczymy jakie będą tego efekty...
~9:35 leżę w łóżku i... znowu
poczułem pieczenie na czole! wstaję i co widzę? kolejne
ciachnięcie :/ jedno koło drugiego :/ -> mam też tutaj
pewnego rodzaju (całkiem spore) zaczerwienienie...
oczywiście widoczne fizycznie... wygląda to trochę tak
jakbym przywalił w coś głową... nasmarowałem się tam solą...
może to odgoni tego byta przed ciachaniem mi mojego 3 oka ;/
(oczywiście zaczerwienienie było przed smarowaniem się
solą).
Ogólnie czuję się jakbym był
lustrem, w które ktoś przywalił... teraz staram się jakoś
poskładać do kupy...
O 11:22 skończyłem modlitwę w
sprawie ofiarowania swojego cierpienia, aby oczyszczało
dusze będące w czyśćcu oraz innych potrzebujących... więc
teraz jest tak, że gdy zostanę zaatakowany to ktoś gdzieś
tam dozna ulgi lub w jakimś stopniu zostanie oczyszczony.
Myślę, że moja modlitwa została wysłuchana i te ciemne byty
szybko się nauczą, że atakowanie mojej osoby nie jest dla
nich korzystne...
Około 18:00 posypałem solą w 4
kąty pokoju + na łóżko... może coś pomoże... warto
próbować... skoro te byty tak się boją soli...
28/29.03.2011 -> O
21:45 kładę się spać. 2 minuty później miałem szarpnięcie...
-> posypałem siebie oraz całą kołdrę itd. solą... no i
najwidoczniej pomogło... Około 3-6 był atak? O 6:45
kolejny... O 6:54 wstaję... Mam pewną chrypkę (dużo mniejszą
niż wczoraj) oraz malutki ból (który szybko minął) na 5
czakrze... nie wspominając już o 4 czakrze, która czuje się
jakby dostała pięścią... no ale to standardzik...
29/30.03.2011 -> O 1:09
kładę się spać + posypuję siebie + łóżko + nacieram koszulkę
solą. O 4:05 dostaje cios we śnie -> wstaję...
30/31.03.2011 -> O
21:50 kładę się spać... oczywiście sypię sporo soli... O
2:13 był atak?, a o 3:45 kolejny? nie jestem pewien... O
5:20 wstaję. Mogłem spać dalej, ale w sumie sporo godzin
dzisiaj już odespałem i wolę nie ryzykować... zresztą
niewygodnie jest spać całą noc w jednej pozycji... tak czy
siak kolejna noc odhaczona :)