30.04.2011/01.05.2011
-> Dzisiaj wcale nie spałem, ale miałem za to sporo
"wyłączeń" (chwilowe utraty świadomości) o których już
wcześniej wspominałem.
Mam nowy krzyżyk do obrony...
ma 9cm i jest z Rzymu... może okaże się pomocny...
przetestuje go przy najbliższej okazji... ma na sobie 4
symbole (alfa, omega, gołąbek i ryby) oraz na środku posiada
baranka.
Spałem w południe z godzinę
czy dwie..., ale już nie ogarniam tego co się dzieje... niby
są "strzały" i w ogóle, ale jakoś nie czuję już
przeciwnika... nie wiem o co chodzi... jak go wyczuwałem, a
nawet widziałem (itp.) to jakoś lepiej się czułem w tym
sensie, że wiedziałem, że to on mnie bije... miałem pewność
co się dzieje... a teraz to już sam nie wiem... można
zgłupieć od tego... chciałbym wszystko rzetelnie spisać, ale
chyba się po prostu nie da..., bo po prostu informacji o tym
co się dzieje mi brak... mogę się jedynie domyślać i stawiać
hipotezy wyciągnięte na podstawie poprzednich miesięcy i
lat... i w ogóle... w jakieś głębokie stany "senne"
wpadałem... nie wiem w jakie "wymiary" wchodzę..., ale robi
się ciekawie... miałem dzisiaj podczas mojej "drzemki"
dziwne wrażenie śnienia z otwartymi oczami... pewnie mam je
fizycznie zamknięte, ale jest po prostu takie wrażenie, że
patrzę na sen otwartymi oczami... dziwne to wszystko...
hmm..., a oczywiście czakra czuję się do bani..., ale czy tak
się czuje od strzałów tego byta, czy może od jakiś strzałów,
które są objawem kundalini? a może chodzi tutaj o jakieś
promienie kosmiczne? które mają mi pomóc? już nie wiem! na
serio ciężko już stwierdzić... jak pisałem... gdy widziałem
wroga to miałem pewność co się dzieje..., a teraz mam po
prostu mętlik w głowie... może te "strzały" są połączone z
tymi dziwnymi "wyłączeniami" i chwilowymi utratami
świadomości? zawsze jak to się dzieje, to jak "wracam" to
czuję to "uderzenie" na 4 czakrze... to się robi coraz
dziwniejsze...
Około 22:30. 2 w nocy i
później były te dziwne "wyłączenia" (i krótsze i dłuższe),
ale mniejsza o to...
Około 5:05 poszedłem spać... a
o 9:40 wstałem..., a w nocy zostałem ostrzelany jak małe
dziecko... :/ Jakoś muszę to przejść... w sumie jakbym
wiedział, że tak będzie to pewnie w ogóle nie poszedł bym
spać... hmmm... Czuje się wręcz zdrętwiały na 4 czakrze od
ciosów :( a i we śnie mi się coś tam krystalizowało :( ale
dam radę...
Na razie zdjąłem z szyi mój
spory turkus, bo za dużo już mam tego uwieszonego na sobie.
02/03.05.2011 -> O
23:35 kładę się spać, a o 4:00 wstaję. Tylko zamknąłem oczy
to po chwili zostałem strzelony w czakrę..., a następnie
kilka chwil później..., ale jakoś udało mi się usnąć...
Dzisiaj ten byt był ewidentnie widoczny w moim śnie
(negatywne postacie krążące przy mnie które powodowały we
mnie strach itp.)! Zostałeś nakryty bycie choć trzeba
przyznać, że ostatnio dobrze się kamuflowałeś! Spałem
dzisiaj bardziej na brzuchu, niż na boku (nie to co wczoraj)
i moja tylnia 4 czakra czuje się kiepsko (ucisk itp. + ogólne
rozbicie, a przed zaśnięciem czuła się bardzo dobrze). Co
ciekawe, gdy ten byt przy mnie krążył to pod koniec snu
ciągle mówiłem "Jezu ufam Tobie" i może dzięki temu gładko
wyszedłem ze snu? Tak czy siak jestem już pewien na 100%, że
nie musi być oficjalnego ciosu, aby człowiek został
"uszkodzony"! Wystarczy obecność tego byta (który potajemnie
przy tobie grzebie)! We śnie ten byt powodował, że czułem
lęk (samo to na pewno powoduje moje uszkadzanie przez tego
byta, bo kto go wie, co on w tym momencie robi przy moich
czakrach!)..., ale nie uderzył mnie, ani nie strzelił (we
śnie), a mimo to moja tylnia czakra jest uszkodzona (do
jakiego stopnia -> kwestia czasu, aby się naprawiła /
zregenerowała). Niestety muszę czasem chodzić spać... nad
czym do pewnego stopnia ubolewam... choć ogólnie rzecz
ujmując to uwielbiam spać..., ale snem bez zakłóceń, o który
ostatnio bardzo ciężko :/
Zapomniałem dzisiaj wziąć
nowego krzyżyka do przetestowania (tego z symbolami), ale
właśnie przed chwilą byłem trochę "wyłączany" i czułem
pobudzoną wyobraźnię? (zdarza się to przy atakach
"rozkodowujących", czyli widoczne są "obrazy" [pobudzona
wyobraźnia] widziane przed oczami w celu otworzenia
człowieka czakry, aby zabrać energię -> reakcja na to co
widzisz przed zamkniętymi oczami jest "kluczem" do czakry).
Co ciekawe wziąłem do ręki ten krzyżyk z symbolami i jakoś
poczułem się o wiele lepiej? Dziwne... Może ten byt coś przy
mnie kombinował i to go odrzuciło? tak jak było to 14
stycznia w związku z wzięciem do ręki krzyża papieskiego?
Już nie wspominam jak mnie
"wyłączało" przed pójściem spać..., ale moja wyobraźnia wtedy
nie jest specjalnie podkręcona... raczej wpadam w "sen /
wizję", ale rozciągającą się na cały ekran, a jest to
zupełnie co innego, niż "pobudzona wyobraźnia". Nie mniej
jednak przy "wyłączeniu" mam zamknięte oczy i
prawdopodobieństwo ataku w tym momencie jest raczej spore...
tylko czy jestem wtedy atakowany? to jest dobre pytanie...

Zauważyłem jeszcze jedną rzecz
(ale muszę się jej jeszcze mocniej przyjrzeć), że gdy jestem
"wyłączany" (prawdopodobnie nie atak?) to moje oczy
automatycznie kierują się do góry (ale czy zawsze?) (język
perswazji mówi, że jest to związane z wizualizacją)... to by
miało sens, gdyż często dostaję jakiś "wizji" na cały ekran"
przy tym "wyłączeniu", ale czasem nic takiego się nie
dzieje... i po prostu gdzieś znikam..., aby po chwili?
pojawić się ponownie...
PS. przy zwykłym ataku
rozkodowującym oczy nie lecą w żadnym kierunku, ani nie ma
żadnych podobnych objawów jak podczas "wyłączania".
PS2. nie przy każdym
"wyłączaniu" jest to szarpnięcie na czakrze przy powrocie...
czasami "wyłączenia" są bardzo krótkie i słabe i jest tylko
(ale to zależy) takie dziwne uczucie jakby przelatującej
energii przez lub na? 4 czakrze. Ogólnie uczucie nijakie
(średnio przyjemne)... ale nie jest to atak..., a jak są
"strzały" to przypomina to bardzo strzały jakie są robione
przez tego byta... jakbyś dostał prądem i wykrzywia Ci
mięśnie itd. Ogólnie rzecz ujmując to istnieje coś takiego
jak promienie kosmiczne i one chyba uderzają w tą czakrę?
aby ją rozwinąć? czy coś takiego? a może robić jakieś twarde
struktury? nie wiem? pewien nie jestem? tak czy siak
negatywna strona mocy ma takie same narzędzia (odczuciowo)
do ataku... Robi się to wszystko coraz bardziej zakręcone...
aż chce się powiedzieć "wiem, że nic nie wiem" ;)
Spałem dzisiaj jako tako...
mówiąc szczerze to prawie nic nie pamiętam z tego, co działo
się w nocy... wiem, że rano wstałem (około 6:30?)...
uaktualniłem stronkę i poszedłem później około 9? spać do
małego pokoju... wstałem o 12:11... Ogólnie czasem też leżę
sobie w dzień... bez zamykania oczu... tak, aby trochę się
zregenerować...
03/04.05.2011 -> Jest
00:42 i miałem wrażenie, że coś mnie strzeliło w prawą
stronę szyi (jakby strzał prądem)... na dodatek mam
wrażenie, że ktoś jest koło mnie... (nie jest to miłe
wrażenie i często się pojawia wieczorem... szczególnie
ostatnio). Kilka minut później kolejny dziwny strzał w szyję
+ odczucie uderzenia na 4 czakrze! Jak kierowałem w tym
kierunku krzyżyk z symbolami to jakoś było spokojnie, a jak
zabierałem to znowu jakoś dziwnie mi się robiło... no i
czasem mam wrażenie jakby ktoś dmuchał mnie powietrzem? albo
jakimś chłodem? sam nie wiem... może tylko mi się wydaje...
a może nie... Na wszelki wypadek założyłem na siebie
dodatkowe różańce itd... Może już świruję, ale różne
miałem sytuacje, gdy siedziałem przed kompem... nawet takie
gdzie zostałem draśnięty fizycznie więc nie zdziwię się,
jeżeli na prawdę ktoś koło mnie jest... na dodatek jest to
odczucie dyskomfortu i braku spokoju... nie mam spokoju
ducha w tym momencie... ech... Czas posłuchać jakiś piosenek
religijnych... wiem, że te byty bardzo je lubią hehehe ;D
O 2:06 kładę się spać. O 4:17
był atak we śnie... -> ewakuacja do małego pokoju (nie
wziąłem krzyżyka z symbolami)... -> o 7:00 był atak we śnie,
ale jakoś się wybudziłem, a o 7:50 wstałem (od 7:00 miałem
już otwarte oczy). Ogólnie czuję pewne bęcki na 4 czakrze +
pewne, małe wewnętrzne rozbicie...
...i teraz opiszę ten atak o
7:00... bo był iście mistrzowski! Byłem ja i był kotek...
taki piękny i miły i on się ze mną bawił... kotka można by
nazwać "skaczącym słodziakiem"... taki piękny i puszysty...
i dotykał mnie łapkami po twarzy (takie jakby uderzenia
lekkie) oraz powodował we mnie "otwarcie"! i radość! bardzo
typowe dla ataku! i ogólnie rzecz ujmując jestem pewien na
milion %, że był to atak demoniczny! i nie mówię tego nawet
na podstawie "dotyku", próby "otwarcia" poprzez radość i
zaufanie tylko wyczuwa się takie rzeczy "wyższymi" zmysłami.
Ja mam już wieloletnie doświadczenie w tych atakach więc mi
jest znacznie łatwiej rozpoznać takie coś w porównaniu do
kogoś, kto takowego doświadczenia nie posiada, a chyba niewiele osób w Polsce takowe posiada? Tak czy siak był to
bardzo podstępny atak! Pod przykrywką "przyjaźni" i "zabawy"
po prostu demon próbował mnie "otworzyć", aby mnie okraść z
energii... wiem, że teraz kilka osób się popuka w czoło
czytając co piszę, ale proszę pamiętać, że ataki upadłych
istot są tak przeprowadzane, aby "ofiara" się nie
zorientowała, że jest atakowana! Ona nawet po udanym ataku
ma nie wiedzieć, że był to atak! Ma myśleć, że był to tylko
"zły" sen! i tyle! Nie ma zakładać różańców czy szukać o tym
informacji! Nie ma o tym nikomu mówić, ani walczyć z tym! Ma
być bezbronna i myśleć, że to nic takiego! i w ten sposób
"zły byt" może działać bezkarnie, bo ludzie uważają, że on
nie istnieje mimo, że ich atakuje! Jak już kiedyś pisałem...
jestem pod wrażeniem jego demonicznego geniuszu... ludzie po
prostu nie zdają sobie z tego sprawy... lub uważają, że jest
on jakimś kretynem, który byłby przez ludzi o wiele
łatwiejszy do wykrycia... o nie nie nie... ataki demoniczne
mogą przybrać iście mistrzowski kamuflaż... i należy o tym
pamiętać! Nie dajmy satysfakcji tym ciemnym energiom! Do
pewnego stopnia można im stawić opór! Na razie jeszcze nie
wiem jak w 100% być bezpiecznym, ale na pewno na podstawie
moich doświadczeń będziecie mogli podjąć pewne kroki, aby się
zabezpieczyć przed upadłymi istotami (różaniec, krzyż
papieski, święcona sól...)!
A co do "wyłączeń" to
przeważnie się mocniej zaczynają tak od około 18 i trwają
(nieregularnie itd.) aż do późnej nocy... ogólnie jak
zwykle należy wspomnieć o tym, że z tymi wyłączeniami to
"różnie bywa"... każdy dzień jest inny... dzisiaj zaczęło
mnie np. dość mocno wyłączać tak około 23:10?, a już o 23:30
bardzo silnie... i gdy tak mocno mnie "wcięło" to jak
wróciłem to poczułem mocne szarpnięcie na 4 czakrze
(odczuwalny: ucisk, nawet pewnego rodzaju ból) i co ciekawe
od razu zmniejszyła się chęć mojego organizmu na
"wyłączanie"... już dawno temu kiedyś coś takiego pisałem...
ogólnie dziwne to... nie za bardzo wiem jak do tego
podejść..., ale uważam, że warto to spisać... nawet jeżeli
nie byłoby to żadnym atakiem..., bo to wszystko jakoś ze sobą
jest powiązane... w ogóle to dość ciekawe... nie czuje przy tym
jakiejś "hipnozy" czy czegoś takiego, choć w pewnym sensie
na takową może wyglądać, że po prostu usypiasz i gdzieś
znikasz..., ale obecnie to mi się jakoś dobrze kojarzy...
jedynie trzeba uważać, żeby nie dostać strzału podczas
zamkniętych oczu, gdy znikniesz... tylko jak rozpoznać jedno
od drugiego? to jest dobre pytanie... trochę to zakręcone...
05.05.2011 -> O 1:31
kładę się spać i po chwili dostaję cios w czakrę... W nocy
był jakiś atak (we śnie), ale ogólnie nic takiego, aby to
dokładnie spisywać... O 9:46 wstaję. Co ciekawsze tej nocy
miałem bardzo znaczący sen! Wspinałem się na jakąś skalistą
skarpę... trzymałem się jedynie czubkami palców, ale nie
sprawiało mi to zbytniego trudu. Na początku nawet raz
spadłem, ale zaraz pojawiłem się na ścianie ponownie tak
jakby nic się nie stało. Po pewnym czasie mojej wspinaczki
zauważyłem koło siebie negatywną postać, ale nic mi nie
zrobiła (nie był to atak, ani nie była to skrystalizowana we
śnie obecność negatywnego byta). Wspinałem się dalej... aż
wszedłem na sam szczyt (tak na prawdę bez większego
wysiłku)... i nagle zobaczyłem, że jestem w swoim pokoju i
widzę siedzącą na krześle przed komputerem jakby moją
dziewczynę? (nie mam obecnie dziewczyny, ale jakieś takie
miałem myśli) i miałem wrażenie, że ona była moją nagrodą?
za trud wspinaczki? może chodzi o jakieś zjednoczenie? lub
coś w tym stylu?, a obok na krześle widziałem moją siostrę,
która jakby coś edytowała? na stronie "rose of
sharon" i w tym momencie sen się skończył... a jest on
na 100% znaczący i proroczy... domyślam się, że mówi on o
mojej najbliższej przyszłości...
05/06.05.2011 -> O
23:29 kładę się spać. O 2:40 i chwilę później dostałem po
strzale. O 7:10 atak we śnie. O 7:19 wstaję. Zauważyłem też
ciachnięcie na nosie... takie centymetrowe.
06/07.05.2011 -> O 1:58
kładę się spać... były ataki przed zaśnięciem. O 4:02 było
bardzo silne uderzenie w czakrę. O 8:25 był atak we śnie
gdzie walczyłem chwilę z tym bytem (z postacią we śnie) i
przybiegł mi na pomoc opiekun (inna postać we śnie), który
pokonał tego byta... thx... Ogólnie to jestem rozbity + mam
mimowolne skurcze mięśni (przede wszystkim na klatce
piersiowej) z powodu tego ciosu o 4:02... był zdecydowanie
niefajny :(
07/08.05.2011 -> O 1:24
kładę się spać. O 4:38 widziałem tego byta we śnie i po
pewnym czasie akcja przerzuciła się do stanu pomiędzy snem, a
realem? i widziałem jak jakaś postać (kosmita?) się nade mną
pochyliła i chciała mi wbić strzykawkę w lewe ramię i gdy
już miała ją wbić to cały ekran (przed moimi oczami)
wypełnił się światłem (taki szybki rozbłysk światła / na
środku było jaśniej niż po bokach) i mnie wybudziło. Wygląda
na to, że ktoś mnie uratował (Jezus?)... tak czy siak THX!
:) Następnie się ewakuowałem do małego pokoju, ale tam tylko
trochę poleżałem, a około 5 wstałem.
08/09.05.2011 -> Nie
wiem, o której poszedłem spać... chyba około 22? Ogólnie były
ataki... ostatni był o 3:25 (stawiałem w miarę dobry opór
walcząc we śnie z tym bytem). Ogólnie czuje się trochę
nijak... kręci mi się w głowie itd... już jestem tym
wszystkim mocno umęczony :/ ... po pewnym czasie poszedłem
ponownie spać... chyba po 5? i spałem do 8:17... przed
wstaniem we śnie były 2 byty, które z jakiegoś powodu nie
podchodziły do mnie zbyt blisko... nie wiem czemu...
ewidentnie chciały mnie zaatakować, ale tak jakby nie
wiedziały, z której strony to zrobić... no i widać było
złośliwość i pewnego rodzaju wyrafinowanie na ich twarzach.
Ogólnie potrzebuję trochę czasu,aby dojść do siebie.
Lekko przed 22 czuję kogoś w
pokoju (więcej? niż 1 byta / osobę?)... czuję przeszywający
strach :( szybko nałożyłem różańce itd... 20 min. później już
jest lepiej... a kolejne 20 min. później (22:40) mantruję na
głos "Jezus Chrystus" i czuję, że to pomaga. Ogólnie trzeba
zachować spokój, bo te byty żywią się naszym strachem no, ale
czasem po prostu strach wywołany przez ich obecność jest tak
duży, że trudno się opanować, ale teraz będę mantrować w
takich sytuacjach. Trochę muzyczki religijnej im puszczę...
oni to bardzo lubią hehe ;D
09/10.05.2011 -> O 1:11
kładę się spać, a o 5:00 wstaję. Przed zaśnięciem były z 2
strzały (prądem?) w 4 czakrę i 1 w prawą rękę, ale nie jestem
przekonany czy były to ataki. Gdy mnie wyłącza to mam
podobne doświadczenia, a to wyłączanie to chyba nie jest
związane z atakiem... tak mi się wydaje, ale 100% pewności
nie mam... ogólnie powoli przestaję spisywać to
wyłączanie..., a w nocy było spokojnie... choć przed
wstaniem jakoś ciemno się zrobiło w moim śnie, ale nie
wiązałbym akurat tego konkretnego "snu" z atakiem... tak
jakoś mi się wydaje... Staram się ogólnie dość dokładnie to
spisywać, ale czasem natrafiam na tak zwane "znaki zapytania"
(np. strzały przy wyłączaniu itp.) i nie wiem wtedy jak
podejść do "jakiejś" kwestii i potrzebny jest mi czas, aby
rozgryźć co i jak... Ogólnie to cała ta kwestia "nocnych
ataków" jest mocno "zakręcona"... analizowanie tego i próba
wyciągnięcia odpowiednich wniosków nie zawsze należy do
rzeczy łatwych... co innego gdy widzisz atak we śnie czy
masz mocno pobudzoną wyobraźnie (atak rozkodowujący), a co
innego gdy zasypiasz i dostajesz ni z tego ni z owego dziwne
strzały w czakrę czy np. w nogę czy w rękę... i całe te
chwilowe utraty świadomości itd... zakręcone to... i to
porządnie... bądź człowieku mądry i spisz to jak należy :)
Czasem nie rozumiem czemu np. te strzały dostaję np. w nogę
lub w rękę gdzie trzymam krzyż papieski... hmm? czemu tak
się dzieje? Obstawiam, że jeżeli są to jakieś promienie
kosmiczne (pozytywne?????) to mają za zadanie otworzyć moją
4 czakrę na głębszym poziomie?, a może już jakieś bzdury
gadam? hmmm... Przy wyłączeniach dostaje się czasem wizji na
cały ekran, a przy atakach rozkodowujących była
pobudzana jedynie wyobraźnia (do granic możliwości)... więc
taka jest różnica między tymi doświadczeniami... tu były
strzały i tutaj są... niby to samo, ale zarazem to coś
zupełnie innego... ogólnie to nie mam już takowych ataków z
pobudzoną wyobraźnią..., a jak mnie wyłącza to czasem dostaję
proroczych wizji! i tylko wizja się kończy to takie
szarpnięcie występuje na 4 czakrze... hmmm... takie to
trochę... tajemnicze... czasem też czuję jak energia
przechodzi jakby z czubka głowy i leci przez szyję i trafia
w 4 czakrę... hmmm...
Jeszcze tylko dopiszę dlaczego
ataki gdzie mam pobudzoną wyobraźnię (właściwie ostatnio ich
już nie mam) nazwałem atakami rozkodowującymi... ja już to
tłumaczyłem, ale jak ktoś nie czytał poprzednich doświadczeń
to tak na szybkiego to wyjaśnię. Chodzi o to, że gdy dostaje
się pewnego widzenia przed zamkniętymi oczami (pobudzona
wyobraźnia / wsadzone myśli przez tego byta. których nie
możesz kontrolować itp.) działają na zasadzie im dłużej na
ową "wizję" / "obrazy" patrzysz tym bardziej jesteś
"rozkodowywany" (hackowany) i dlatego taką nadałem temu
nazwę. To jest takie włamywanie się do naszego systemu i
próba złamania zabezpieczeń. Gdy zostaniemy "rozkodowani" /
"zhackowani" to tracimy energię itd... dlatego, gdy takie
rzeczy się dzieją należy natychmiast otworzyć oczy...
patrzenie się na te "obrazy" (np. przerażający pająk)
spowoduje tylko naszą stratę..., a jak pisałem przy
wyłączaniu dostaje się wizji na cały ekran... to zupełnie co
innego niż "pobudzona wyobraźnia"... to trochę tak, jak
posiadanie oryginalnego rolexa i jego tanią kopię :) Niby w
obu wersjach widzisz przed zamkniętymi oczami, ale widać, że
jedno widzenie jest znacznie głębsze od drugiego. Na razie
tyle na ten temat... Strzały przy obu atakach też się chyba
jednak trochę różnią... przy atakach rozkodowujących
opisywałem to bodajże jako "ciosy", a przy "wyłączaniu" ma
się wrażenie, że słowo "strzał" lub "szarpnięcie" (zależy)
jest lepszym określeniem. Tak czy siak coś we mnie strzela i
tak na prawdę do końca nie wiem co to jest... oczywiście ja
to czuję bardzo wyraźnie fizycznie, a uczucie po uderzeniu
utrzymuje się wiele godzin...
Od 11:25 do 14:25 się
zdrzemnąłem... nie zauważyłem jakiś ataków we śnie, ale nie
mniej jednak po wstaniu czuje się mocno "ostrzelany" na 4
czakrze... czy to przez ataki, których nie byłem w stanie
dostrzec, czy może przez jakieś "promienie", które są związane
z procesem kundalini i podnoszenia 4 czakry na wyższy
poziom? a może jest to związane jeszcze z czymś innym?
10/11.05.2011 -> O
23:38 kładę się spać. Przed zaśnięciem były jakieś strzały w czakrę... ale to
chyba nie było związane z atakiem? ale w sumie kto go tam do
końca wie... O 00:15 był atak we śnie? O 4:00
był atak typu
halucynacja (po obudzeniu się zobaczyłem postać z metr... może
lekko więcej? od mojego łóżka) i niestety lekko się
wystraszyłem. O 4:05 wstałem.
Jakoś w dzień zacząłem sypiać
i jest git... Nie wiem, o której się położyłem, ale wstałem o
12:40... w sumie nie wiem czy warto to spisywać... podczas
snu moja czakra jest "przebijana" przez jakaś siłę... brzmi
strasznie... ale chyba nie ma czego się bać... przy tym
procederze nie widzę przeciwnika i nawet chyba go tam nie
ma... no i co ciekawe podczas tego spania zaczynam dostawać
wizji na cały ekran... ogólnie robi się ciekawie...
11/12.05.2011 -> Było
sporo wyłączeń przed położeniem się spać (a może to ktoś
mnie tak wyłącza? ... mam coraz większy mętlik w głowie od
tego wszystkiego choć dalej uważam [na obecną chwilę], że
"uderzenia", "strzały" przy "wyłączeniu" nie są negatywne
[mogę się mylić] z tego względu, że występują one tuż przy
samym wybudzeniu się, a nie jak przy normalnych strzałach
czyli w trakcie "leżenia" z zamkniętymi oczami... chodź
czasem dostaję strzała przy otwartych oczach [dzisiaj
dostałem tak w nogę] i jak to zaklasyfikować? na dodatek
czasem dostaję wizji na cały ekran [nie zawsze... czasem!;
zresztą pisałem już o tym...]... również czasem czuję jak
energia przechodzi z czubka głowy w dół [może to atak? albo
spadająca energia i próbująca uderzyć z jakiegoś powodu w 4
czakrę?]... mówiłem już, że to "zakręcone"?)... podobno są
na czakrach [niektórych? nie wiem?] pewne "blokady" (jak
tamy w rzekach?)... coś jak pieczęcie, które na jakimś
poziomi rozwoju powinny być "rozbite", aby człowiek mógł
pójść na wyższy poziom... czy tak jest w moim przypadku?
możliwe..., ale 100% pewności nie mam... to są tylko pewnego
rodzaju hipotezy i przypuszczenia... O 00:11 kładę się spać... i
praktycznie od razu mam strzały w czakrę itd... tylko nie jestem pewien czy były
one pozytywne :/ o ile w ogóle można powiedzieć, że któreś
takowe są. Niektóre raczej na pewno były ciosami :/ Co do
leżenia sobie z zamkniętymi oczami to jest to jedna wielka
niewiadoma. Gdy dostaję strzał podczas leżenia to on wcale
nie musi być połączony z "wyłączeniami" (zakładając że owe
wyłączenia nie są czymś złym)... jak wiemy ten byt
lubi atakować, gdy zamykam oczy... więc czemu by sobie do
mnie nie postrzelać skoro jest taka okazja? Pamiętam jak
pewnej nocy poszedłem spać... zamknąłem oczy i po chwili
poczułem za sobą tą "zjawę" która mi przywaliła w czakrę
(bodajże odczułem to bardziej jako "cios" niż "strzał", ale
wiem, że i różnego rodzaju "sprzęt" posiadają do
"masakrowania" ludzi...). Ogólnie już trochę męczy mnie to
"rozgryzanie" co jest czym... można dostać od tego niezłego
kręćka ;) O 2:48 mam atak we śnie...
koleś siadł na mnie (nie wiem czy naprawdę na mnie usiadł
czy tylko we śnie się tak skrystalizowało, bo nie czułem
ucisku na sobie) i bił mnie po twarzy (to akurat czułem)... jakoś się
broniłem, ale słabo mi to wychodziło... było w tym pomieszczeniu
sporo
osób (prawdopodobnie te postacie to jakieś prawdziwe "byty") więc krzyczałem w niebo głosy prosząc o pomoc... ale nikt
mi nie pomógł... na dodatek jedna osoba siedząca obok mnie
powiedziała mi, abym przestał się drzeć... po chwili się wybudziłem, ale ile energii
straciłem to nie wiem... -> po tym ataku wstałem... 1,5h snu hmmm... nie za wiele... dobrze, że
chociaż trochę w dzień spałem... pomijając fakt ostrzelania
jakąś energią mojej czakry... :/
Jakiś czas później znowu
poszedłem spać... i wstałem dopiero o 10:51... nie
zauważyłem jakiś specjalnych ataków?
12/13.05.2011 -> O
00:45 kładę się spać. O 3:30 miałem wystraszenie we śnie, a
30 minut później mocny atak we śnie :( ... Teraz jeden cios
jest jak kiedyś cała noc bęcek..., a nawet i gorszy :((( Po
wstaniu mam takie skurcze mięśni na klatce piersiowej i
okolicach... tak często bywa po silnych ciosach :(((
Około 5? (nie pamiętam
dokładnie) poszedłem ponownie spać. Wstałem około 9:30... i
nie pamiętam, aby były jakieś specjalne ataki na moją
osobę..., ale za to miałem przed wstaniem ciekawy sen...
Szedłem po cienkim lodzie i nagle lód się pode mną załamał i
wpadłem do wody... woda była głęboka i niebieska (nie jakaś
brudna czy coś)... za mną wpadła moja mama... i razem
płynęliśmy do brzegu..., a brzegiem okazała się pionowa
skarpa, na którą trzeba było się wdrapać... ale nie było to
zbyt trudne, a skarpa nie była
zbyt wysoka... ja się wspiąłem, ale nie widziałem, aby mama
się wspinała... następnie zmiana "ekranu" i widzę jadącą
czarną limuzynę, z której wysiada jakaś pani? która idzie na
jakąś posesję (otwarty teren) gdzie chyba mieszkał jakiś szeryf? i tam czekają na
nią ustawione drzwi, które w obecności szeryfa kopie (od
strony posesji na zewnątrz) w taki
sposób, aby wyważyć "zamek" i udaje się jej to za pierwszym
razem... (ja to wszystko obserwuję od strony zewnętrznej) Następnie widzę
(od strony wewnętrznej / będąc na posesji) jak drzwi są już zreperowane z
nowym "złotym"? zamkiem. Następnie zmiana "ekranu" i widzę
siebie siedzącego w klasie... chyba chodzi o dalszą moją
naukę?... niestety były tam jakieś złośliwe dzieci...
13/14.05.2011 -> O 00:15 kładę się spać. O 00:40 ten byt
złapał mnie we śnie za nogi, ale jakoś udało mi się wybudzić.
O 2:46 po obudzeniu się (wcześniej widziałem? tego byta we
śnie) czułem się bardzo "zamotany" i "zamulony"...
ewidentnie było coś nie tak (ja się tak dość często? czuję
po przebudzeniu ze snu)... i... postanowiłem (w realu!)
zamantrować słowem "Jezus Chrystus"!!! i tylko to zrobiłem
(a zrobiłem to minimum 3x pod rząd) to poczułem tak samo jak
było to 14 stycznia tego roku (gdy wziąłem do ręki krzyż
papieski) jak całe zło, które na mnie siedziało w mgnieniu
oka ze mnie zeszło! i w ciągu sekundy poczułem się znacznie
lepiej!!! Wynika z tego, że te byty mogą na mnie siedzieć
lub czymś mnie oblepiać? nie jestem pewien na 100% co
dokładnie mi się działo. Pamiętam jak kiedyś miałem sen? czy
coś "sno-podobnego" gdzie ten byt (czarna zjawa) nakryła
moją aurę czarnym płatem energii (jakby czarnym kocem) co
mnie automatycznie "zamuliło" (obniżyło wibrację?) itp. więc
może w tym przypadku jest tak samo? albo po prostu te byty
siedzą na mojej aurze i gdy użyłem tak silnej mantry to
wszystko co negatywnego się na mnie znajdowało musiało po
prostu pod wpływem niesionej bardzo wysokiej wibracji
dźwięku zostać zniszczone lub odepchnięte... Ogólnie to
poczułem jakby coś inteligentnego ze mnie zeszło... hmmm
ciekawe... myślałem, że krzyż papieski chroni mnie przed
oblepieniem mojej aury przez negatywne osobniki hmmm....
wynika z tego, że nie jest tak do końca... ale chcąc nie
chcąc 14 stycznia tego roku skończyły mi się te "wredne"
hipnozy, które bardzo mi przeszkadzały w normalnym
egzystowaniu (szczególnie w trakcie dnia!)... więc każda
metoda obronna coś tam daje...
Co ważne po
oblepieniu mnie o 2:46 miałem kolejne oblepienie 3 minuty
później, ale już mniejsze i znowu użyłem mantry i pomogło!!!
Najlepiej mantra działa jak w jakimś stopniu jestem w stanie
wyczuć tego byta... im lepiej jest wyczuwalny mój przeciwnik
tym mam większe prawdopodobieństwo, że mantra go odrzuci
(coś na kształt patronusa w Harrym Potterze), a gdy
przeciwnik jest bardzo słabo wyczuwalny to ciężko jest mi
stwierdzić jak skutecznie działa w takim przypadku mantra...
Dodam
jeszcze, że moja czakra po dzisiejszych atakach + oblepieniu
mojej aury nie czuje się najlepiej...
Mam dzisiaj dostawę
świeczek... od 15:08 zacząłem je palić...
Od około 2? dni gdy mnie
"wyłącza" i jest już moment "powrotu" to praktycznie nie
odczuwam tego "szarpnięcia" na czakrze... tak jakby energia
tamtędy swobodnie "przeszła"? lub coś w tym stylu? Ogólnie
wydaje mi się, że przy tym doświadczeniu energia spada na
moją głowę (wtedy mnie "wyłącza"?), przechodzi przez szyję i
trafia do 4 czakry... im więcej takich przesłanych "wiązek"
energii tym większy ucisk na owej czakrze będę odczuwać...
domyślam się, że wynika to z nagromadzenia się większej
ilości energii w jednym miejscu...
Około 18? położyłem się na
chwilę (bez różańców itp.) i jakoś mi się film "urwał"... nie
wiem czy to z ogólnego zmęczenia, czy z powodu pewnych
"wyłączeń" które miałem. W początkowej
fazie "zasypiania" odczuwałem ciosy w czakrę (niektóre
silne). Obudziłem się około 19:39 i od razu wstałem gdyż
zorientowałem się, że nie mam przy sobie żadnego różańca
itd... Po wstaniu byłem mocno zdezorientowany i nie
wiedziałem czy jest ranek czy wieczór... Ogólnie jeden
wielki "teleport" / "wyłączenie"...
14/15.05.2011 -> Siedzę przed kompem... około 2:35 mam
wrażenie, że ktoś chodzi (przemieszcza się?) po podłodze
(coś małego?) (z mojej prawej strony), a o 2:40 czuję jakby
coś (mała kulka?) przeleciało mi koło prawego ucha... i poczułem przy uchu
taki jakby lekki powiew powietrza oraz lęk (więc pewnie to
ktoś negatywny)... w ogóle mam wrażenie jakby coś się tutaj
koło mnie kręciło... hmmm.... trochę to pomantruję... no i
zapuszczę piosenki religijne :D skoro mam towarzystwo to
sobie razem posłuchamy piosenek o Bogu :)
3:35...
jakoś dziwnie ciężko mi się na czubku głowy zrobiło... taka
zamułka... i zacząłem mantrować i od razu poczułem się
lepiej... ale czy to był atak czy coś innego to nie wiem?
Około 4:30?
może wcześniej mnie zmogło... siadłem sobie na fotel i mnie
wyłączyło... z 10-15 min. później się ocknąłem i o dziwo nic
mi się nie stało... ale i tak chętnie poszedłbym sobie
normalnie spać.. hmmm...
O 5:11
poszedłem spać. Na komputerze nagrałem sobie jak mówię
"Jezus Chrystus" i puściłem sobie to w pokoju w miarę
"głośno" (ale bez przesady) w taki sposób aby było to
powtarzane non-stop... (po kilku godzinach wyłączyłem tą
mantrę) czy coś to pomogło? Nie wiem... tak
czy siak ten byt był w moich snach.. ale jako takiego ciosu
mi nie zadał... nie mniej jednak przebywanie w bliskiej
odległości tego byta nie działa na mnie zbyt radośnie...
Przeważnie po takich "nocnych" spotkaniach mimo, iż czasem
nie zostałem uderzony nie czuję się najlepiej... Wstałem o
11:52...
15/16.05.2011 -> O 2:42 kładę się spać. Przed zaśnięciem
dostałem kilka strzałów (w tym jeden w rękę w której
trzymałem krzyż papieski). Miałem również wrażenie jakbym
przed zaśnięciem
był czymś odlepiany?, zamulany? czy coś w ten
ton... Pewnie chodzi o to, że byłem przygotowywany do tego,
aby można było lepiej skopać mi tyłek... Próbowałem
mantrować tego byta, ale to nic nie dało... a przynajmniej ja
nie odczułem żadnej poprawy... ten byt nie był tak dobrze
odczuwalny jak wtedy, gdy "siedział"? na mojej aurze (13/14.05.2011)... wtedy
mantra zadziałała idealnie... bo w pewnym sensie oboje
przenikaliśmy swoje "rzeczywistości"... a tutaj chyba było
inaczej... Miałem wrażenie jakby ten byt strzelał do mnie z jakiegoś
"ukrytego wymiaru" (on się tam często znajduje) i przez to
czułem się dość bezradnie... tylko czy aby na pewno moje mantrowanie kompletnie nic mu nie robiło? to jest dobre
pytanie... w końcu to prawdopodobnie najsilniejsza mantra na
świecie... O 4:48 był atak we
śnie... gościu strzelał do mnie, a ja te strzały omijałem
(nie mogli we mnie trafić?) ale
niestety ostatni strzał trafił mnie prosto w 4 czakrę i to nie
było miłe :( -> po chwili wstaję... i czuję się kaszaniarsko
:( mam mega skurcze mięśni na klatce piersiowej :( i ogólnie
jest kiepsko... Wiesia popatrzyła trochę przez kamerę
internetową jak to u mnie wygląda i sama stwierdziła, że mam
fatalną atmosferę w domu (nieproszeni goście)... oraz, że jestem jakby oblepiony?
jakąś paskudną energią (dobrze to czułem więc potwierdzam
Jej słowa)... no i popracowałem trochę kryształem górskim
(masowanie praktycznie całej głowy, szyi, klatki piersiowej, brzucha
itd... - wykonywałem kryształem okrężne ruchy zgodnie ze
wskazówkami zegara). Zapaliłem kadzidełko i poczułem się troszkę lepiej
i podobno atmosfera w domu zrobiła się lepsza... ale ogólnie
i tak jestem mocno rozbity...
Zabrałem te
dwa ogromne kryształy górskie z balkonu (~8:40) i wsadziłem
je do wody z solą na porządne oczyszczanie (aż 7 dni bo
dawno nie były oczyszczane i na pewno sporo syfu zebrały).
Dodałem też kilka mniejszych kryształów do miski, ale raczej
nie będę ich tam tak długo trzymać. Ogólnie te duże
kryształy na razie pożegnają balkon i przywitają mój
pokój... będą stały koło komputera lub gdzieś w tej
okolicy... pewnie będę również z nimi spał... :)
Jest
10:42... właśnie wróciłem spod prysznica... czuję się
lepiej... ale czakra dalej boli :/
O 18:50 coś
strzeliło mnie w lewe ucho... coś ciepłego... i rozgrzało mi
całe ucho... prawe gdzie nie było żadnego strzału jest
zimne... a lewo ciepłe (ewidentna różnica).
21:05...
czas zapalić kadzidełko... niech się trochę zadymi ;)
16/17.05.2011 -> O 22:07 kładę się spać. Miałem w nocy
sen jakby jakaś dziewczyna się we mnie zakochała i to niby
była moją drugą połówką czy coś w tym stylu? i chyba sporo
za mną łaziła w tym śnie? czy w snach? (chyba nie był to
atak? może był to jakiś szpieg? a może opiekun? ale tak czy
siak ta postać nic mi nie zrobiła) -> O
7:48 wstaję... OGÓLNIE RZECZ UJMUJĄC TO NIE BYŁO ATAKÓW!!! a
przed położeniem się spać prosiłem Boga o dzień wolnego! ale
oczywiście podkreśliłem, aby Jego wola się wypełniła, a nie
moja! Tak czy siak miło jest odpocząć po wczorajszych bęckach :)
Po południu
miałem jeszcze takie dziwne doznanie... poczułem jakby jakiś
pręt (cienki) czy coś takiego? przebiło moją przednią i
tylnią czakrę jednocześnie. Czasem bywało, że coś mnie kłuło
z jednej strony czakry, ale nie z obu na raz... hmm...
17/18.05.2011 -> O 23:41 kładę się spać... i niestety o
23:50 dostałem silnego (bolesnego) strzała w czakrę (uczucie
jakby jakiś pocisk z pistoletu we mnie trafił)... i chwilę później
lub wcześniej? dostałem jeszcze jednego strzała, ale słabszego.
Kolejny atak był o 5:15,
ale tym razem był on we śnie... a o 5:18 wstałem... Niestety
tym razem kadzidełko nic nie dało :/
Jest już
15:00, a czakra jak bolała tak boli mimo pracy z kryształem
górskim itd :/
Skurcze
mięśni na klatce piersiowej to standard... po takim
strzale...
Właśnie
doszły do mnie moje dwa nowe kryształy górskie... jeden
około 1kg, a drugi około 0,4kg. Poszły na 7 dni do wody z
solą... przydadzą się... Zakupiłem też agaty... jeden około
0,5kg a drugi 3kg... też poszły do solanki... one są tak
bardziej do ozdoby... ale i tak na pewno wniosą do mojego
mieszkania trochę pozytywnej energii :)
18/19.05.2011 -> Jest już 2:42, a ja dalej nie idę spać...
czakra mnie dalej mocno boli... jakbym miał tam jakiś pocisk
wsadzony... ogólnie wolę nie ryzykować kolejnego strzału...
to mogłoby się dla mnie źle skończyć :/ muszę się trochę
zregenerować... tylko jak mam się regenerować bez snu?
Około 4:30?
Wiesia mi pomagała w pozbyciu się tego bólu (relax, healing
mój i Wiesi) i trochę pomogło... i co ciekawe, że o 5:20
poczułem jak mnie tak leciutko wyłącza... ta energia tak
spadała jakby na czubek głowy i przechodziła przez głowę
itd... i postanowiłem zamknąć oczy i zobaczyłem przed nimi
to:

Sorki za
"wspaniałe dzieło artystyczne ;) ale taki mój "talent" do
rysowania w "paincie" :) i widziałem jak to oko na początku
było zamknięte, a później się otworzyło, a promienie jakby
falowały na delikatnym wietrze i po krótkiej chwili
patrzenia na tą wizję? się wystraszyłem... i później
ponownie zamknąłem oczy i znowu to samo widzę i to samo oko
któro chyba już tym razem było od razu otwarte i patrzyło na
mnie. Niestety również szybko otworzyłem oczy... hmm...
ciekawe doświadczenie...
Około 5:30?
poszedłem spać. Kilka godzin później? był atak we śnie, ale
chyba wiele mi nie zrobił? Przed 11:00 był kolejny atak, ale
też wyszedłem z niego w miarę w jednym kawałku? O 11:00
wstałem.
Około 22:10
z Wiesią robiłem 10 minutowy healing 4 czakry itd.
19/20.05.2011 -> O 00:17 kładę się spać. O 3:40 miałem
atak we śnie. Po obudzeniu się czuję jak jestem oblepiony
negatywną energią :( -> kryształem górskim staram się to
sczyszczać. Ogólnie to ten byt ma ciekawy plan... oblepić
mnie syfem, a później zaatakować...
Około 5:45
z Wiesią robiłem 65 minutowy healing. Ogólnie owocnie
spędzony czas... sporo brudu ze mnie zeszło, ale jeszcze jest
nad czym pracować. Również miałem pewnego rodzaju "wizję
/ widzenia"
oraz odczucia w ciele podczas mojego "uzdrawiania".
W astronomicznym skrócie opiszę kilka "widzeń", a resztę
zatrzymam dla siebie :) Oczywiście to tylko malutkie
wycinki! z tego co się działo przy 65 minutowym healingu!
Widziałem
bardzo wyraźnie niebieską (kolor nieba) kulkę energii, która
była w mojej szyi i miała mi ona pomóc w oczyszczeniu 5
czakry (o 17:50 20.05.2011 wciąż czuję tam ucisk).
Widziałem
na ciemnym tle swój mózg (czyżby oznaczało to, że nie ma
jeszcze w moim mózgu światła? (prawdopodobnie chodzi o to że wciąż nie
widzę kolorowo przed zamkniętymi oczami).
Widziałem
siebie pogrążonego w ciemnościach i powoli, powoli ta
ciemność ustępowała... po pewnym czasie już moja głowa
wystawała z owej ciemności... i widziałem plażę. Miałem
wrażenie jakby ktoś spuszczał w wannie brudną wodę... i tak
jeszcze trochę to potrwało aż cała ciemna energia gdzieś
wsiąkła w piasek (na plaży) i w ogóle znikła.
Widziałem
siebie na plaży, gdzie znajdowały się drzwi, które się cały czas
otwierały i zamykały... czyżbym nie był gotowy, aby je
przekroczyć?
A reszta
"wizji" to moja słodka tajemnica ;)))
Ten healing
był również troszkę nakierowany na to, aby mnie uwolnić od
negatywnych ataków... aby wybaczyć moim oprawcom itd...
Tak czy siak nie
mogę się doczekać do kolejnej takiej "sesji" :)
A tak swoją
drogą to dalej mnie boli lewy pośladek po zastrzyku
zrobionym przez obcych :/ a było to już dobre kilka tygodni
temu...
Około 20:05
poczułem dziwne mrowienie na głowie, kilka centymetrów do
tyłu od czubka głowy...
Coś mnie
(21:30) intensywnie "wyłącza" hmm... i znowu
czuję te "uderzenia" przy wybudzaniu, ... wydaje mi się, że
te "uderzenia" nie są już aż tak mocne jak były kiedyś...
ale są dobrze wyczuwalne.. a jeszcze jakiś czas temu prawie
już ich nie czułem... hmmm... a jak
już "wracam" do
rzeczywistości, a miałem w między czasie jakieś "widzenie"
to praktycznie nie jestem w stanie odtworzyć w umyśle nawet
kawałka "wizji"...
chociaż w przeszłości czasem sobie coś tam przypomniałem ;)
20/21.05.2011 -> O 22:47 kładę się spać, a o 5:55 wstaję.
Nie zaobserwowałem żadnych ataków... ale nie jestem pewien
na 100% czy aby na pewno nie było u mnie żadnych
nieproszonych gości... trochę się nie najlepiej czułem po
wstaniu... jakbym był oblepiony jakąś negatywną energią...
Około 12?
poszedłem spać... i po kilku minutach? dostałem małego strzała w czakrę,
a następnie większego tuż
przed samym wstaniem o 13:32... W obu przypadkach przed
strzałem miałem "sny", które moim zdaniem były
połączone z tymi strzałami.
23:36...
tak mnie wyłączało i wyłączało i gdy już wracałem to mnie
mocno szarpnęło na czakrze... widać, że z tymi
"szarpnięciami" to jeszcze różnie bywa... raz prawie tego
nie czuć, a innym razem jest wręcz odwrotnie...
21/22.05.2011 -> Kładę się spać o 3:10. Był atak we śnie
o 3:25, a następnie o 3:36... nie poczułem straty energii,
ale nie mniej jednak atak to atak. Po tym ataku siadłem na
łóżku. O 3:39 poczułem coś dziwnego w lewym uchu... jakby
strzał? Nie zastanawiając się nad tym zbyt wiele od razu
wstałem...
Około 25 minut "snu" to nie za dużo... ale jak na razie musi mi
to wystarczyć... Zapaliłem kadzidełko... może to pomoże
wygonić te byty z mieszkania... Po wstaniu zauważyłem, że jakoś często mnie "wyłącza"
+ uderzenia przy "powrocie"... muszę uważać bo
przy tym "doświadczeniu" mam zamknięte oczy...
Za jakiś
czas poszedłem spać do małego pokoju... też było trochę
ataków i trochę oberwałem, ale ostatni atak był ciekawy...
był to atak we śnie... i ten byt skrystalizował mi się jako
główny boss z Harrego Pottera i posiadał on tą
najpotężniejszą różdżkę... ja posiadałem tylko swoją...
zwykłą... Mój przeciwnik ciskał we mnie strzałami, a ja
starałem się je omijać... w pewnym momencie moja różdżka
przemieniła się w trzy złączone różdżki i stała się tak samo
silna jak jego. Było powiedziane, że mogę się nią bronić i
gdy pomyślę o tym będzie utworzona obrona... co ciekawe to
działało i gdy leciał strzał ja tworzyłem ochronę wokół
siebie, ale gdy o tym nie pomyślałem to dostawałem
(odczuwałem cios fizycznie w 3? czakrę). Może to mi mówi,
abym zastosował mentalną obronę? wypróbuję to na 100%!, a co
ciekawe Wiesia dzisiaj naszykowała artykuł o "energii" (LINK!)
i to nie może być przypadek! :)
22/23.05.2011 -> Jest 1:13 i non stop mnie wyłącza... +
szarpnięcia przy powrocie... O 1:25 kładę się spać... robię
wokół siebie mentalną tarczę ochronną. O 4:06 poczułem jak
dostałem jakąś negatywną energią? w głowę. Na początku
myślałem, że usiadł na mnie ten negatywny byt i trochę się
wystraszyłem; zacząłem mantrować i się "szarpać", aby się
wybudzić i owszem wybudziłem się, ale trochę energii z czakry
mi przy tym ubyło. Tak czy siak ucisk na głowie jest
ewidentnie wyczuwalny nawet po wstaniu. Ogólnie ma się
wrażenie jakby ktoś rzucił we mnie jakąś "bombą" z błota. Po
wstaniu przyłożyłem tam kryształ górski oraz zapaliłem
w pokoju
kadzidełko...
O 4:42 z
Wiesią robiliśmy healing... trwał godzinę + ~10min przy
otwartych oczach. Ogólnie było healowanie 3, 4, 5, 6 i 7
czakry (itd.) + leczenie miejsca gdzie był zastrzyk. Jak
zwykle owocnie spędzona godzina :)))
Około 9:30
wyjąłem moje kryształy górskie z solanki, które wsadziłem tam
tydzień temu. Już dwa duże kryształy zostały postawione koło
komputera gdzie sporo czasu przebywam :) Dodatkowo je
przeprogramowałem, bo wcześniej miały program do oczyszczania
nieba, a teraz mają program do zasysania w siebie wszelkiej
negatywnej energii niczym magnes oraz neutralizacji jej.
23/24.05.2011 -> O 22:01 kładę się spać, O 3:47 wstaję
gdyż był już drugi atak we śnie. Starczy tego dobrego...
miałem też przy sobie (gdy spałem) te dwa duże, wczoraj
wyjęte z solanki kryształy górskie,
ale jak widać nie wiele to pomogło choć pewnie wibracje
kryształu trochę w między czasie mnie sczyściły. Zapomniałem
zrobić przed zaśnięciem obrony mentalnej...
24/25.05.2011 -> Przed zaśnięciem bardzo mocno mnie
"wyłączało"... co ciekawe często się zdarza, że gdy mnie
wyłączy to natychmiast wpadam jakby w "sen" (chodzi o
"wizje" oraz o wyłączenie raczej minimum kilku
sekundowe; czasem wpadam w "pustkę" gdzie nie ma "wizji"). To "wyłączanie" jest czymś innym niż "usypianie z
niewyspania"... np. przy wyłączaniu nie ma żadnego
ziewania itp. rzeczy...
Przed zaśnięciem zastosowałem obronę mentalną (tworzenie
mentalnego kokonu wokół siebie) + spanie przy dużych
kryształach górskich... O 22:14 kładę się spać. O 3:15 ten byt
złapał mnie za lewą nogę (czułem we śnie ucisk + widziałem
go jako nie lubiana przeze mnie osoba która mnie łapie za
nogę), ale na szczęście nie wystraszyłem się i w łagodny
sposób się wybudziłem i od razu wstałem. Około 8:30?
poszedłem ponownie spać (bez różańca i kryształów) i chyba
na samym początku widziałem tego byta, ale nie jestem
pewien... tak czy siak raczej na pewno nic mi się nie stało
i spałem do 9:50.
Około 21
wyjąłem swoją drugą serię kamieni (ametysty + kryształy
górskie), które moczyły się przez tydzień w solance.
Dodatkowo od wczoraj czy przedwczoraj? zacząłem palić sobie
świeczkę przed ekranem monitora (tak na środku), aby
ewentualnie patrzeć się w płomień świecy. Podobno to pomaga
wybalansować obie półkule mózgowe. Wszystkie te zabiegi mogą
mi pomóc w uwolnieniu się od tych ataków, a przynajmniej mam
taką nadzieję... ale i tak najważniejszym jest, aby powierzać
się Jezusowi. Tak czy siak wokół mnie zrobiło się już
całkiem sporo kryształów górskich... taka mała kolekcja...
25/26.05.2011 -> Już przed pójściem spać czułem tego
byta u mnie w pokoju. O 00:45 kładę się spać i dość szybko dostałem z 5
(jak nie więcej) strzałów w prawą rękę (gdzie trzymałem krzyż
papieski [26,5cm] + różaniec) oraz jednocześnie dostawałem w 4 czakrę. W nocy był jeszcze
ten byt w moim śnie i chciał mi coś zrobić, ale nie udało mu
się. O 3:40 kolejny raz próbował, ale również nic mu nie
wyszło... szybko się wybudziłem. Po chwili wstałem. Przed
zaśnięciem oczywiście położyłem sobie do łóżka kryształy
górskie (większą ilość niż zwykle bo miałem dodatkowo te
wyjęte z solanki) oraz oczywiście obrona mentalna (tworzenie
kokonu ochronnego myślami), ale tak na prawdę nie mam
pewności czy coś to daje, a jak coś daje to w jak dużym
stopniu... nie mniej jednak moim zdaniem "coś" to daje... a
lepsze to "coś" niż nic ;)
Przed 18:30
przyszły do mnie moje drobne bursztyny (850 gram). Nie mam
mleka to wsadziłem je do solanki (też jest ok). Normalnie
bursztyny daje się na 3 godziny do "mikstury", ale można też
dłużej... ja wyjąłem je dopiero rano następnego dnia :)
Takie
przemyślenia mnie wzięły odnośnie strzałów w rękę, w której
trzymam krzyż papieski... oraz odnośnie kwestii czemu również czuję uderzenie na
4 czakrze... i moja hipoteza jest taka, że możliwe jest, iż krzyż papieski zakrzywia trajektorię
lotu wycelowanego we mnie pocisku i zamiast w 100% trafić w czakrę to dużą część ściągana jest na rękę która trzyma
krzyż papieski? ale to tylko taka moja mała
hipoteza.... a krzyż papieski trzymam mniej więcej w okolicy
głowy...
A swoją
drogą jeszcze wrócę na chwilę do "wyłączania" choć nie jest
to atak, ale gdy dzisiaj oglądałem film to co jakiś czas mnie
wyłączało na kilka sekund i nie czułem tego "znikania", ale
czułem powrót... nie miałem też żadnych wizji... tylko sama
pustka itp... ogólnie ciekawe doświadczenie... znikam
gdzieś... nawet nie wiem kiedy (w tym przypadku)... po kilku
sekundach wracam hehe... ale fajnie jest tak zniknąć... nie
ma tam czasu... ciekawe doświadczenie...
26/27.05.2011 -> O 22:41 kładę się spać... i już po
chwili wiedziałem, że ten byt już coś przy mnie kombinuje
(wywoływał u mnie halucynacje / obrazy widziane przed
otwartymi oczami). O 7:20 był atak
we śnie (postać mnie ściskała itd.) ale ogólnie chyba dużo
energii nie straciłem? Jeszcze wcześniej w nocy widziałem tę
postać we śnie... ale nic mi nie zrobiła... Tak czy siak po
tym ostatnim ataku wstałem.
A co do
tego zastrzyku, który był mi zrobiony przez obcych to kilka
dni po healingu wciąż czuję tam pewien dyskomfort (ból,
itp.) ale
jest troszkę lepiej...
Ogólnie mam też wrażenie jakby energia kundalini próbowała
się pozbyć wszystkiego "negatywnego" co się tam znajduje...
nie wiem jak duże postępy robi np. w ciągu dnia, ale wiedząc
co robi kundalini to na pewno stara się oczyścić to miejsce
jak najszybciej...
często czuję tam takie dziwne nagłe, chwilowe uciski itp...
Co do
bursztynów to musiałem je jeszcze kilka razy opłukać w
wodzie, bo po wysuszeniu były pokryte solą. Na razie
wsadziłem je do trzech takich plastikowych miseczek (po płytach DVD na 50 sztuk)
przed komputerem, ale możliwe, że ustawię je w różnych
częściach mieszkania... zobaczymy... podobno mają bardzo dobre
właściwości związane z energią kundalini oraz z np.
neutralizacją "negatywnego" oddziaływania
komputera itd... Myślę również, aby kłaść je gdzieś koło
łóżka gdy będę już szedł spać... te byty raczej na pewno
energii bursztynów nie lubią :)
27/28.05.2011 -> O 23:31 kładę się spać i dodatkowo
biorę bursztyny do łóżka. Zapomniałem zrobić obrony
mentalnej hmmm. O 2:49 miałem atak we śnie gdzie jakiś "przyjazny ryś"
ugniatał łapami moją klatkę piersiową. Po tym ataku wstałem
i wiedziałem, że straciłem energię na czakrze... wcześniej
(nie wiem o której) również był "jakiś" atak. Ogólnie ten
byt stara się przeprowadzać takie bardziej "ukryte" ataki...
ale jak dla mnie wciąż jest widoczny. Po wstaniu kryształem
górskim masuję sobie czakrę. Zastanawia mnie jedna rzecz...
czemu dzisiaj nie było strzałów? Raz są, a raz ich nie ma...
czemu? Czyżby krzyż papieski trzymany w ręce mnie zbyt
dobrze chroni? ale przecież nie robi tego w 100% więc? może
chodzi o kryształy górskie, czy bursztyny? Nie wiem... na ich
miejscu bym strzelał... czemu czasem tego nie robią? to jest
dobre pytanie. Oczywiście ja się z tego cieszę, bo strzały
nie są fajne, ale nie mniej jednak pytanie wciąż pozostaje
bez odpowiedzi. Muszą mieć jakiś dobry powód...
Po? 7?
poszedłem się położyć i trochę mnie wyłączało... i w czasie
jak znikałem i wpadałem w "sen" to byłem atakowany...
ostatni atak był najmocniejszy... wciągnęli mnie w jakiś "inny wymiar" i
był tam ten byt... wydaje mi się, że był widoczny jako
pewien szary? dymek? chciałem to zmantrować, ale miałem
problemy, aby wypowiedzieć słowo "Bóg"... wypowiadałem je
błędnie... i z tego powodu mantra nie działała... nie jestem
pewien czy chociaż raz wypowiedziałem ją prawidłowo? Na
czakrze po wstaniu jakoś tak dziwnie się czułem...
wykorzystali to, że mnie wyłączało i sprowadzili mnie do
"swojego" wymiaru, aby mnie otłuc... O 7:48 wstałem... i
żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej... no, ale człowiekowi
chce się spać... no i nie zawsze od razu się zorientuje co
się dzieje... ja się nie zorientowałem...
28/29.05.2011 -> O 23:15 kładę się spać (tym razem
obrona mentalna, kryształy, bursztyny, modlitwa przed i w
trakcie leżenie były zrobione jak należy). Po chwili miałem
już atak we śnie (małym pajączkiem chcieli mnie wystraszyć).
Moją czakrę też lekko atakowali, ale to tak tylko lekko?
Otwierali mi też jakieś furtki "negatywne" i na siłę je
mentalnie zamykałem i prosiłem Jezusa, aby mi pomógł je
pozamykać, aby były one solidnie zamknięte zgodnie z Jego
wolą. Ja widziałem wyraźnie jak się otwierała ta
pierwsza "furtka"... szybko zobaczyłem tam postacie... które
nie wydawały mi się zbyt pozytywne dlatego rzuciłem się
szybko do zamykania tego "otworzonego wejścia" i udało mi
się... druga furtka została otworzona kilka chwil później i
nie pamiętam co tam zobaczyłem, ale też wzbudziła mój
niepokój więc też ją zamknąłem. Ogólnie nie fajnie było
dzisiaj zasypiać więc chcąc nie chcąc musiałem wstać... bo
trochę niebezpiecznie się robiło moim zdaniem... nie lubię
jak ktoś się ze mną tak nieładnie bawi.
O 00:09
zapaliłem kadzidełko w intencji, aby te byty odeszły z mojego
mieszkania. Oby pomogło... O 00:20 wypędzałem te byty
również za pomocą imienia Jezusa Chrystusa... ciekawe czy
ich już nie ma? Staram się robić to z wiarą itd.
O 3:31
poszedłem ponownie spać. Były pewne ataki w nocy... a o 4:13
chyba mi wbili strzykawkę (cieniutką) ponownie w lewy
pośladek, ale w tym samym momencie się wybudziłem i chyba nic
nie wstrzyknęli? Nie jestem pewien czy na pewno była to
strzykawka, ale raczej tak :( ale na szczęście chyba! nic nie
wstrzyknęli... CHYBA! :(
Poszedłem
później spać, ale nie wiem o której? i wstałem o 13:13.
29/30.05.2011 -> Dzisiaj w nocy w ogóle nie spałem...
jedynie na pewien czas zamykały mi się oczy ze zmęczenia, gdy
siedziałem przed komputerem... Obecnie jest już 5:25 i czuję
się lepiej niż jeszcze godzinę temu... jakoś zaczynam powoli
nabierać sił... słonko powoli "budzi się" do życia :)
Około
5:30-6:00 poszedłem spać... i spałem do 8:47... ale i tak
dostawałem bęcki... i wstałem obity... moja czakra nie czuje
się najlepiej... ale dam radę... około 16:15 wstałem po
około godzinnej? drzemce...
30/31.05.2011 -> O 00:49 kładę się spać (kadzidełko, sól
na głowie, kryształy w okolicy 4 czakry, obrona mentalna itd).
Położyłem się bardziej na plecach, niż na boku. Na rękach założyłem
więcej różańców i trzymałem ręce w okolicy 4 czakry. O 4:28
dostaję jakby zastrzykiem (czułem szybkie, fizyczne ukłucie, ale nie
wiem czy mi coś wstrzyknęli, czy może było to tylko zwykle
"ukłucie") w "pośladek" (mimo iż leżałem na plecach) i po
ukłuciu we śnie zaczynają
mnie jeszcze mocniej te byty w nim gonić (przed ukłuciem
goniły mnie 2 byty), aż mnie otaczają i rzucają się na mnie z
każdej strony... budzę się i wstaję...
robi się coraz mniej ciekawie z tymi zastrzykami... :/
Po pewnym
czasie ponownie poszedłem spać (nie wiem o której). Wstałem
o 10:25... tym razem chyba nie było ataków oprócz jednego
(chyba) na samym końcu (typu halucynacja / po wybudzeniu się
widziałem, [niewyraźnie] jakąś postać koło łóżka), ale
poradziłem sobie z tym (odwracając wzrok i budząc się
jeszcze mocniej) bez straty energii.
cdn...
Dobry Samarytanin