|
31.01.2011/01.02.2011
-> O 3:00 kładę się spać. Około 4? dostaję lekko? w czakrę?
nie jestem pewien, ale chyba tak? Później było spokojnie i o
około 8:30 dostaję kilka lekkich ciosów w czakrę? Też nie
jestem pewien... O 8:49 wstaję.
01/02.02.2011 - > Gdy
siedziałem przed komputerem dostałem dwa ciosy w czakrę... o
00:12 oraz około 2 min. później. Pomyślałem przez chwilę, że
może to tylko jakiś objaw kundalini, ale gdy położyłem się
spać o 00:30 i zleciały bęcki to wszystko dla mnie stało się
jasne... oczywiście ewakuowałem się do pokoju obok... ale
dużo to nie zmieniło... ciężko było mi zasnąć... dostawałem
liczne ciosy... W nocy nie lepiej... O 5:15 musiałem wstać z
powodu zbyt dużej ilości ataków... w ostatnim ataku
naliczyłem około 3 przeciwników
(możliwe, że było ich więcej)... widziałem też 1 opiekuna
(też możliwe, że było ich więcej)... ogólnie to nie miałem
zbyt dużych szans... mimo zachowania dużego spokoju
podczas ataków... spokój na pewno trochę przedłużył zmaganie
się we śnie (dając mi większą szansę na wybudzenie się), ale
gdy przeciwnik jest uparty i zdeterminowaby aby zrobić ci
kuku, to sprawa nie wygląda przeważnie zbyt łatwo... a już
jakiś czas nie miałem ataków we śnie... :/ Łapką jak zwykle
trzeba trochę doładować czakrę :/ ... po wstaniu używałem:
soli i wody święconej, tingsha, zapaliłem świeczkę itd...
ogólnie to trzeba się wybudzić z pewnego stanu, w który
prawdopodobnie wprowadza ten byt... sądzę, że tak właśnie
robi... taki stan "zamotania", aby łatwiej przeprowadzić
atak... po wstaniu człowiek musi się z tego
"otrzepać"...
Jest 15:15 i miałem już kilka
razy takie samo odczucie na 4 czakrze jak wczoraj przed
komputerem o 00:12 :/ Domyślam się co to może być :/ Ciemne
siły nie odpuszczają... uparty przeciwnik... Oczywiście może
być to objaw kundalini lub coś w tym stylu, ale wydaje mi
się, że jest to jednak atak... a przynajmniej tak sądzę na
obecną chwilę... Takie rzeczy trudno opisywać, bo przeciwnik
jest niewidzialny... hmmm... Troszkę później (16:15) chyba były
ataki na 3 oko...ale jak mówię nie jestem pewien na milion
%, że to są ataki... chodź z drugiej strony takowymi się
wydają... co do ataków "nocnych" to jestem ich pewien, ale co
do tych dziennych to już troszkę mniej... niby objawy
praktycznie takie same, ale jakieś mam większe wątpliwości...
W sumie kiedyś wciąż myślałem, że jestem senny i odrzucałem
fakt, że byłem hipnotyzowany (w tracie dnia)... a
przynajmniej nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo byłem
atakowany do czasu, aż wziąłem w ręce krzyż papieski... ten
moment otworzył mi oczy na to, jak bardzo było źle... chodź w
sumie domyślałem się tego...
Denerwujące są te dziabnięcia
w czakrę... muszę to jakoś przeczekać... Jeżeli te odczucia
w dzień są atakami to jest ich całkiem sporo... ale to też
zależy od dnia... co ciekawe wczoraj i przedwczoraj (kiedy
spałem, w miarę spokojnie) nie miałem żadnych dziabnięć w
czakrę gdy siedziałem przed komputerem oraz gdy
zasypiałem... a dzisiaj miałem atak i gdy siedziałem przed
komputerem oraz gdy zasypiałem! Również co jakiś czas mam
uczucie, że ktoś jest koło mnie... ale gdy się tam patrzę to
nikogo nie widzę... wiadomo... oni są niewidzialni dla
fizycznego wzroku... podczas ataku we śnie prostym jest
zorientować się, że jest to atak, gdyż ciemne jak i dobre
"moce" krystalizują się w owym śnie więc rozpoznanie ataku
jest dość proste (trzeba też nabrać pewnej wprawy)... tak
samo w stanie pomiędzy snem, a rzeczywistością rozpoznanie
ataku nie należy do zbyt trudnych (chodź ostatnio nie mam
specjalnie ataków w tym "stanie")... najgorzej jest w realu...
chodź zdarza się czasem ich zobaczyć... jak to miało miejsce
kilka dni temu (czarna kulka energii). Ogólnie jest to
ciężki temat do spisywania...
O 22:55 gdy siedziałem na
fotelu dostałem 3 razy w czakrę w niewielkich odcinkach czasu.
Byłem w tym czasie (jak i wcześniej oraz później) poddawany
hipnozie. Nie codziennie występuje wieczorna hipnoza... po
14 stycznia sporo się zmieniło (na + dla mnie) odnośnie
kwestii hipnoz... nie mniej jednak, jeszcze nie uwolniłem się
z jej "szponów" w 100 procentach...
02/03.02.2011 -> (mały pokój)
-> posmarowałem sobie czosnkiem 3 oko oraz 4 czakrę (nieźle
śmierdziało). W nocy było spokojnie chodź jak zwykle miałem
nieproszonych gości... Na szczęście widziałem około 3-5 opiekunów, którzy
mnie przed nimi chronili (jeden z nich miał bardzo ładny
miecz... ewidentnie wyróżniał się swoim wyglądam [ten miecz]
w porównaniu z resztą snu [tak jakby ktoś chciał, abym go
zobaczył]... może po coś miał być mi pokazany?). Ogólnie udana noc... dzięki moim
strażnikom ;) ale chyba coś tam oberwałem, chyba jednak nie za
wiele? jakoś tak to pamiętam... w sumie mniejsza o to ;)
ważne, że jest kolejny dzień, a ja czuję się w miarę git ;)
03/04.02.2011 -> (duży
pokój) O 00:26 kładę się spać. O 5:17 gdy nie miałem już
fazy sennej dostałem dziabnięcie w czakrę, ale to
zlekceważyłem... następnie do 5:25 dostałem jeszcze 4 ciosy
i wstałem... Mój mózg chyba sobie wmawia, że to nie jest to
co jest... jest takie niepozorne w porównaniu z atakami
gdzie wyczuwałem tego byta lub gdzie widziałem "wizje" /
"obrazy" przed oczami... tutaj kompletnie nic się nie dzieje
oprócz ciosu... Moja wina, że tyle zwlekałem... ale z
drugiej strony już wiem na 100%, że nie jest to żaden
objaw kundalini czy coś takiego... to chamski atak i tyle...
baaaardzo wyrafinowany i baaaardzo niepozorny! Ciekawe, że
jak tylko wstałem to nie mam żadnych odczuć jakie miałem
przed chwilką (dziabnięcia) na 4 czakrze (jedyne czuje ucisk
po zadanych mi ciosach, którego nie było gdy zasypiałem)!
Ciężko mojemu umysłowi uwierzyć w to co się dzieje... chodzi
mi o perfekcyjny kamuflaż tego byta... jest to ostateczny
geniusz sił zła... Teraz muszę się jakoś pozbierać po moim
czekaniu na nie wiadomo co :( , ale nie mniej jednak
uświadomiło mi to dość dobrze, że to są ciosy... teraz
jestem tego pewien... co ciekawe przed zaśnięciem oraz w
moich snach nic złego się nie działo... Jest 5:53... nie
miałem od czasu wstania (5:30?) nawet 1 odczucia na 4
czakrze przypominającego "dziabnięcie"! Wszystko się
rozchodzi o zamykanie oczu... ale jak atakują w biały dzień?
Podczas ataku w nocy miałem też takie dziwne uczucie w
okolicy szyszynki... jakby ktoś coś szybko przepchnął... może
cios idzie przez ten kanał i uderza w 4 czakrę? Nie wiem...
brzmi dziwnie... ale kto wie? no bo skąd to uczucie? Tak już
próbuję rozszyfrować jak to działa... kiedyś na pewno była
atakowana 4 czakra bezpośrednio, ale jak jest dzisiaj? Przez
fakt niewidzialności mam utrudnione zadanie, aby to dokładnie
stwierdzić... Pamiętam cios w ucho i to samo uczucie...
jakby "pocisk" leciał kanałem aż do czakry i bum... tutaj
mam podobne wrażenie ale w sumie nie wiem czy przy każdym
ciosie itd? To zdecydowanie wymaga więcej testów... ale
widać, że ataki przeprowadzane na moją osobę co jakiś czas
ulegają zmianie... jakby musieli znaleźć nową metodę, aby
dalej mogli mnie skutecznie obijać... Jak na razie wybrali
bardzo dobrą (dla nich) metodę, która nazywa się
"niepozorność"... bo na prawdę te ataki, które są obecnie, są jak
ja to mówię "sneaky" (podstępne), a nawet "very sneaky"
(bardzo podstępne). Mojej świadomości zajmuje trochę czasu,
aby dopasować się do nowych ataków... do nowego podstępnego
działania ciemnej siły względem mojej osoby... Ja i tak nie
piszę o wielu prawdopodobnych atakach w dzień jakie
występują bo ich nie jestem pewien choć domyślam się co to
jest, ale przede wszystkim skupiam się na nocnych atakach...
nie mogę odsypiać w dzień gdy nie wyśpię się w nocy, bo ten
byt jest albo cały czas w pobliżu albo przez większość czasu
z małymi przerwami... niestety, ale raczej tak właśnie
jest... nie widzę jak przychodzi i odchodzi i praktycznie
jest już nie do wyczucia (chodź wyczuwam go raz na jakiś
czas) to zadaje ciosy i nic sobie z tego nie robi... a stara
się robić to tak, abym to zlekceważył i abym pozwolił mu
działać dalej... jest to iście diabelskie... ale właśnie z
takim przeciwnikiem walczę... dobrze, że moje ataki zaczęły
się od "ewidentnych" ataków, w miarę łatwych do rozpoznania
(choć na początku się nie broniłem itd., bo moja świadomość
nie dorosła wtedy do tego co się działo, ale po pewnym czasie
się to zmieniło)... jakby zaczęły się od takich jakie
mam obecnie, to pewnie nigdy bym się nie zorientował co się
dzieje... ale widocznie nie były dopuszczone do mnie, aż tak
podstępne i diabelskie metody ataków... musiałem przejść
przez wiele faz od "widocznych" ataków poprzez "totalnie
niepozorne i ukryte"... tak to jakoś wygląda... moja
świadomość dzisiaj znowu się podniosła... dobre i to... po 5
godzinach snu jestem w sumie wyspany... jak zwykle żałuję,
że nie wstałem wcześniej (po 1 ciosie)... ale tak to jest...
uczenie się poprzez cierpienie :)
PS. (6:35) i jakoś nie może
teraz atakować gdy mam otwarte oczy... czemu? a będzie mógł
za godzinę czy dwie? o co chodzi z tymi zamkniętymi oczami?
... choć w ucho mnie chyba strzelił około 5:50, ale już nie
chce mi się tego pisać, bo kto wie co to było... nie wszystko
jest atakiem więc staram się być powściągliwy ze spisywaniem
każdego podejrzanego "objawu"... tak czy siak życie pokazuje
jak przez długi okras czasu "lekceważyłem" hipnozy (w dzień),
(no może tak nie do końca, ale nie sądziłem, że są aż tak
częste itd), a po wzięciu do ręki 14 stycznia krzyża
papieskiego hipnozy nagle odeszły... i co? i to pokazuje, że
i w dzień są możliwe ataki... już tak bardzo miałem dosyć
tamtej hipnozy... wzięcie do ręki krzyża papieskiego było
dla mnie totalnym wybawieniem... to była cudowna chwila...
aż miło powspominać... Pamiętam też ten atak o 3 w nocy jak
siedziałem przed kompem i zadany został cios tak silny, że
aż mi spuchło miejsce gdzie oberwałem (jakby ktoś pazurem
przejechał) itd... Gdy zamykamy oczy zaczynamy automatycznie
wchodzić w stan alfa i wtedy zapewne występują jakieś
mechanizmy, które umożliwiają przenikanie się naszego świata
z ich światem... i dochodzi do interakcji... wyjaśniałoby to,
dlaczego po zamknięciu oczu zadawany jest cios...
PS2. Ogólnie naprawdę mocno
mi dowalili :( muszę uciekać natychmiast w takich sytuacjach
:( ... czemu tak zwlekałem? eh :(
21:50... od jakiegoś już czasu
jestem coraz bardziej "senny"... ale odczuwam te dziwne
ruchy energii w głowie (zjeżające w dół)... te same które
odczuwałem dzisiaj rano, gdy dostawałem bęcki... oczywiście 4
czakra też ma swoje odczucia... co ciekawe postanowiłem w
końcu przyłożyć do twarzy krzyż papieski którzy mam
zawieszony na szyi i o dziwo hipnoza na jakieś 45 sekund
ustąpiła w bardzo dużym stopniu!!! Niestety po tym czasie
powróciła o podobnej sile jak wcześniej, ale sam fakt
ustąpienia jej uwidacznia, że jest to hipnoza!
22:11... smarowanie 4 i 6
czakry czosnkiem... ale śmierdzi ;) ale po tym też jakoś
nagle ożyłem ;) oby na długo... Może w ogóle atak idzie
przez głowę do 4 czakry? A może coś cuduje już? No bo skąd
to uczucie w środku głowy, a później na 4 czakrze? Hmmm...
Jeżeli te odczucia to są ciosy, a wszystko wskazuje na to,
że tak, no to jestem niezłym workiem treningowym...
Oczywiście te odczucia w nocy to na pewno ataki, ale czy te w
dzień też nimi są? skoro odczucia są praktycznie identyczne
to raczej tak... brzmi logicznie... Ogólnie czuję się trochę
jakbym wszedł na terytorium wroga który ma lepszą
technologię ode mnie i wykorzystuje ją przeciwko mnie... a
moim zadaniem jest przejść z jak najmniejszymi stratami
przez "jego" teren... Mówiąc szczerze mam już
dosyć tych "senności", "hipnoz" i wszelkiego rodzaju
ataków... no, ale kto by nie miał tego po dziurki w nosie?
ile można się z tymi mocami zmagać?, a przecież jako małe
dziecko (przedszkole / podstawówka) miałem już ataki tych
sił... tylko wtedy moja świadomość na ten temat była
"zerowa". Chowałem się pod kołdrą, bo wyczuwałem coś złego za
swoją głową... czułem dużo złej energii... i ewidentnie
kogoś wyczuwałem... pamiętam to jak dziś... może bez
szczegółów, ale ogólny zarys... tak czy siak, coś mnie nie
lubiło od dziecka... a obecnie jest na mnie wściekłe... a
przecież "nic złego nie robię" ;))) staram się być grzeczny
;)))
22:29... polałem się wodą
święconą... dalej czuję się senny... ale jak odróżnić
hipnozę od senności? Ogólnie czasem "senność" jest
zdecydowanie nierealnie "mocna" itd... Ogólnie hipnoza nie
robi mi nic poważnego oprócz tego, że zła moc pragnie, abym
ze "zmęczenia" zamknął oczy...
04/05.02.2011 -> O
22:40 kładę się spać... O 3:25 był atak we śnie -> miałem
uczucie jakby wyłamywania zębów (odczuwalny bardzo duży
ucisk na zębach -> jakoś podświadomie je zaciskałem, aby mi
ich nie wyłamał)! Bardzo dawno nie miałem tego typu ataku!
Pamiętam, że pod koniec 2004 roku miałem sporo takich ataków,
ale wtedy nie miałem zielonego pojęcia co to jest!
Kompletnie nie wiązałem tego z atakami! Po tym ataku
ewakuowałem się do małego pokoju. Wziąłem ze sobą obrazek
Jezusa którym się broniłem + kryształ górski trzymałem w
ręce... ale i tak byłem atakowany... Następnie został użyty
czosnek do smarowania 4 oraz 6 czakry jak i czubka głowy...
ale czy to coś pomogło? W nocy ogólnie bywało różnie... co
jakiś czas dostawałem cios... O 8:40 wstałem... Kolejna noc
jakoś "przetrwana"...
15:55... od jakiegoś czasu
ciągle czuję jakby strzały? lub wybuchy? (bardzo wyraźnie
odczuwalne) na 3 i 4 czakrze + dziwne przemieszczanie? się energii... nie wiem
czy to atak czy objaw kundalini, ale jedna rzecz mnie
zaciekawiła... jak położyłem w tamtym miejscu figurkę Maryi
to nagle wszystko ustąpiło (były jedynie dwa słabiutkie
odczucia tych "strzałów? / wybuchów?")... przypadek?
możliwe... ogólnie sam już nie wiem... nie chce pisać, że to
na 100% atak, bo tego nie wiem... A może to po prostu energia
rozwija tamte ośrodki? bardzo możliwe... muszę
przeprowadzić więcej testów... na razie daje tutaj duży znak
zapytania... na obecną chwilę uważam, że niektóre z tych
objawów które mam na 3 lub 4 czakrze są atakami, a niektóre
są związane z rozwojem 3 i 4 czakry... tak mi się wydaje...
bo co do ataków w nocy, to jestem pewien co to jest, ale co do
tych w dzień to wciąż nie jestem pewien... problem
oczywiście polega na tym, że ja nie widzę tego byta...
czasem go wyczuwam, ale to wszystko (oczywiście mówię o
dziennych atakach) (czasem uda się zobaczyć tego byta
[czarna kulka energii] bocznym widzeniem, ale to skrajna
rzadkość). Ogólnie te ciemne moce są w stanie "strzelać" w
czakry itp... czy takie ataki są mi serwowane? możliwe...
skoro byłem w biały dzień, wiele razy hipnotyzowany i to
bardzo mocno, to czemu nie mieliby stosować jeszcze innych
metod ataku? To jest dobre pytanie... ja na ich miejscu
pewnie bym stosował... ogólnie mam drobny mętlik w głowie co
mam na ten temat myśleć...
05/06.02.2011 -> O
00:09 kładę się spać. O 3:45 dostaję we śnie jakiś zastrzyk?
(atak) (tam też były jakieś "ciosy" / "strzały" w czakrę z
tego co pamiętam, ale ile ich było to nie jestem w stanie
sobie przypomnieć) ... O 3:50 się ewakuuję do małego
pokoju... ale to nic nie dało... ogólnie tam zostaje
porządnie obity... 3 i 4 czakra dostaje porządne bęcki :(
... o 5:29 wstaję i nie czuję się najlepiej :( ... bez
energii... chwiejny krok... niewyspany... obity :( no i jak
te strzały szły, to właśnie było to doznanie jakby nie szły
one bezpośrednio w 4 czakrę tylko jakby gdzieś indziej był
strzał (może w głowę? w 7 czakrę? nie jestem pewien?), a
później szedł on kanałem tam gdzie jest szyszynka? poprzez odcinek szyjny? i dopiero docierał do czakry i w
nią uderzał... (kiedyś na pewno tak nie miałem), a odnośnie 3 czakry
to chyba tak nie było? nie jestem pewien... ogólnie 3 i 4 czakra była pod ostrzałem...
ciekawe, że wczoraj miałem różne doznania właśnie na 3 i 4
czakrze :(
PS. oczywiście używałem i
smarowania się czosnkiem i "dzwoniłem" tingsha i klaskania itd... i nic to
nie pomogło... jak dostawałem tak dostawałem :( ...
zakrywanie czakry obrazkiem z Maryją również nic nie
dawało... może dlatego, że strzały idą nie bezpośrednio w
czakrę? ale kładłem obrazek na głowę i też to samo się
działo :( już sam nie wiem :(
6:09... jestem przed
komputerem i jest spokojnie...
będę chyba musiał skrócić okresy spania :( , a i tak 5,5h
pozornego snu to nie za dużo... jakbym chociaż mógł się na
serio wyspać przez te kilka godzin to byłoby jeszcze git...
ale z atakami, ewakuacjami, ciągłym "czuwaniem" itd. to nie
jest to najlepszy odpoczynek... ale musi mi jakoś
starczyć... a tak w ogóle to muszę się zregenerować :(
11:04... mam jeszcze pewną
teorię odnośnie tych odczuć (wybuchów?) na 3 i 4 czakrze,
których doświadczam w
dzień... może to są wybuchy, które niszczą jakieś blokady czy
zatory energetyczne, które były spowodowane atakami? To tylko
teoria i nie mam zielonego pojęcia czy jest prawdziwa... ale poczułem, że warto o tym wspomnieć...
12:49... kolejne
przemyślenia... 4 i 7 czakra są ze sobą połączone... może to
mieć coś wspólnego z odczuwaniem tej energii, która leci od
okolic szyszynki w dół, aż do 4 czakry i w nią "uderza"? Nie
za bardzo wiem jak mam do tego podejść... Zawsze miałem
ataki bezpośrednio w czakrę... a teraz zdarzają się jakieś
takie dziwne? ale nie wszystkie takie są... różnie bywa...
ale w sumie... kiedyś też coś pisałem o dziwnym uczuciu w
głowie podczas ataków... hmm...
13:10... a może ten byt chce
po prostu zniszczyć moje połączenie między 4 a 7 czakrą,
które się tworzy? Tego jeszcze nie wiem... to tylko takie
moje luźne przemyślenie... ale faktem jest, że 4 czakra jest
mocno na celowniku...
17:32... nowe przemyślenia...
wydaje mi się, że te wybuchy na czakrze, które odbywają się w
dzień nie są atakami, ale niektóre z nich mogą nimi być...
pamiętam dzień, gdy około pierwszej w nocy zostałem uderzony
(jakby pięścią / nie był to "wybuch" z tego co pamiętam) w 4 czakrę i to raczej na 100% był atak...
(od razu pojawił się ucisk na czakrze itd.) i to był ten
dzień gdzie za kolejne jakieś 2 godziny zostałem fizycznie
draśnięty w szyję mimo, iż nie spałem tylko siedziałem przed
komputerem! więc ciosy w czakrę występują, tylko problem jest
w kwestii rozróżnienia: czy to objaw "rozwoju", czy to jednak
"atak" i właśnie w tym leży największa trudność (tyczy się
dziennych ataków, bo te nocne rozpoznać jest znacznie
łatwiej)... Co do wybuchów na czakrze to dzisiaj w nocy
podczas dzisiejszych ataków miałem je, ale jednak jakoś
jestem przekonany, że były to ataki; to uczucie jest
takie samo (lub bardzo podobne) do tego czego doświadczam w
dzień, ale już tego, czego doświadczam w dzień obecnie za
ataki nie uznaję więc tu mam spory mętlik... ciężko jest to
opisać i chyba jestem w sumie pierwszą osobą w Polsce, która
tak dokładnie i szczegółowo stara się to zrobić... czasem
mogę się pomylić w czymś np. nazywając jakiś objaw kundalini
atakiem lub coś w tym stylu, ale nie mniej jednak to tyczy
się praktycznie tylko objawów w trakcie dnia... bo ataki
nocne są o wiele łatwiejsze do rozpoznania... to samo tyczy
się hipnozy... przecież hipnozę można pomylić z sennością, a
mimo to wiem, że byłem bardzo mocno hipnotyzowany o czym
najlepiej świadczy dzień (14 stycznia 2011) w którym wziąłem
do ręki krzyż papieski (13,5cm) i nagle cała hipnoza
ustąpiła! Moja mama jest świadkiem tego zdarzenia, bo sama mi
podała ów krzyż, więc ona uwierzyła jak zobaczyła jak bardzo
mi to pomogło... właściwie to było jak cud... naprawdę...
piękna chwila... cieszyłem się jak "dziecko", a zarazem
"modliłem" się, aby nie zdołali obejść tej "metody obrony"...
oni są znani z "kuchennych drzwi" (obejścia metody obrony i
atakowanie tak jakby nie działała)... ale jakoś krzyż
papieski wytrzymał próbę czasu... oczywiście nie znaczy to,
że i wam pomoże tak samo dobrze jak mnie (na hipnozy), ale kto
wie, kto wie... prawdopodobnie każdy ma swój "artefakt", który
wybawia z jakiejś opresji... moją styczniową opresją były
mega hipnozy, ale dzięki łasce Bożej zostały one pokonane...
nie mniej jednak ataki się nie skończyły... dalej muszę
walczyć... jest trochę lżej... trochę... Ogólnie myślę,
że temat nocnych ataków jest bardziej skomplikowany niż nam
się wydaje... ciężko jest wszystko bardzo dokładnie
opisać... trzeba samu rozwiązywać jak atak jest
przeprowadzany i jaka metoda obrony będzie skuteczna...
czasem zajmuje nam naprawdę sporo czasu, aby znaleźć
skuteczne rozwiązanie... ogólnie nie jest to łatwy temat, ale
jakoś staram się rozświetlić sprawę owych ataków na tyle, na
ile umiem... wiadomo, że czasem może zdarzyć się błąd w
interpretacji tego, czego doświadczyłem, ale myślę, że na ogół
się nie mylę... w szczególności tyczy się to nocnych
potyczek...
18:29... dodam jeszcze, że
czasem jak zasypiałem (o czym już pisałem) to bardzo szybko
czułem tego byta nade mną i to bardzo wyraźnie! Nie
widziałem go, ale wyczuwałem go perfekcyjnie i oczywiście po
chwili następowało dziabnięcie w czakrę pomimo faktu, że ją
całkowicie zakrywałem! Oni mają swoje sposoby! Tak samo jak
widziałem bocznym widzeniem w biały dzień czarną kulkę która
przeleciała przez pokój... te byty tutaj są i mnie dręczą,
ale przecież skoro są w dzień to myślicie, że nic nie
próbują mi zrobić? Byłoby bardzo nie rozsądnie tak myśleć :)
Jakby wiedzieli, że w dzień nie są w stanie mi nic zrobić, to
przychodziliby tylko gdy jest pora snu, a odchodziliby gdy
wstaję... a jednak tak nie jest...
21:29... oczy mi się same
kleją... zasypiam na siedząco... myślę sobie pewnie zwykła
senność przecież spałem dzisiaj tylko 5,5h i to na dodatek z
przygodami... ale co się okazało... wziąłem krzyż papieski
do ręki (tak jak zrobiłem to 14 stycznia) i nagle cała ta
hipnoza ustąpiła! Dalej jestem senny, ale zdecydowanie nie
tak jak byłem przed wzięciem krzyża papieskiego do ręki!
Czyli sprawa z hipnozą na dzień dzisiejszy wygląda tak, że
noszenie go na szyi zmniejsza hipnozy, ale jej nie eliminuje,
a trzymanie krzyża papieskiego w ręce znacząco zwiększa jego
moc lub coś w tym stylu, ale czuję, że nie rozwiązuje to w
pełni problemu...
PS. oczywiście hipnoza może
trwać dalej (tylko jeszcze słabsza) mimo trzymania w ręku
krzyża papieskiego, ale po wzięciu go w rękę czuć sporą
różnicę... przed chwilą już poważnie rozważałem położenie
się spać, jednak coś czułem, że po zamknięciu oczu będą bęcki
(2 razy lekko zamknąłem oczy i były pewne niepokojące
doznania)... dobrze, że jednak spać nie poszedłem... Ten
fakt pokazuje, że dzień czy noc, czy leżę czy siedzę ataki
są przeprowadzane... nie ma zlituj... Ogólnie przydałaby się
jakaś metoda, aby w 100% pozbyć się hipnoz, ale nie wiem czy w
ogóle takowa istnieje... Znając życie ten byt będzie
jeszcze mocno kombinował, aby mnie zahipnotyzować... nie
mniej jednak ma coraz to trudniej...
06/07.02.2011 -> Kładę
się o 22:16... o 1:56 mam atak we śnie... obrywam...
wstaję... Ogólnie po wstaniu czuję się totalnie rozbity...
nie wiem czemu... dostałem chyba tylko 1? cios... a czuje się
jakbym dostał z 20... ogólnie było ich kilku... mam nawet problemy z pisaniem na klawiaturze...
jakby mój mózg w jakiś sposób został chwilowo
"uszkodzony"... to samo tyczy się chodzenia... chodzę jak
pijany... no i wszystko mi się rozmazuje przed oczami... nie
muszę chyba mówić, że jestem bez energii oraz, że moja czakra
źle się czuje...
4:31... ogólnie czuję się
trochę lepiej... pisać na klawiaturze już mogę... ale wciąż
jestem rozbity... te ataki to prawdziwa szkoła przetrwania
;P
5:05... kiedyś jak byłem
masakrycznie pobity to wstałem tak samo rozbity i trzęsący
się jak dzisiaj... ale wtedy wyrwałem bardzo dużo ciosów w
ciągu jakiś 10 sekund... a dzisiaj był tylko 1? atak we
śnie... ale widocznie extremalnie udany dla mojego
przeciwnika... w sumie nie był on sam... pewnie mi coś
uszkodził albo przywalił w jakiś specyficzny punkt, który
mnie rozbił w drobny mak... pewnie minimum cały dzień będę
się składać do kupy... jak nie więcej... tylko, że bez snu
ciężko jest się porządnie zregenerować... Zapaliłem
kadzidełko... niech się pali... Zauważyłem również, że jak
dostanę bęcki to się kulę... tak jakbym chciał zasłonić
czakrę przed ciosami... tak samo ręce lecą mi automatycznie
w dzień, aby osłaniać czakrę... często też kładę rękę na
czakrze, aby doładować ją energią... zdarza się, że robię to
powyżej godziny... a czasem pewnie i więcej... zresztą samo
położenie ręki na czakrze ją automatycznie do jakiegoś
stopnia osłania i chroni...
5:37... ewakuuje się do małego
pokoju... oczywiście dalej byłem obijany, ale jakoś lżej (w
sumie dostałem jeszcze chyba z 10 ciosów? tak na oko
mówię)... ogólnie chyba większość (jak nie wszystkie) tych
ataków była wtedy, gdy miałem zamknięte oczy (chodzi mi o to,
że nie były to ataki we śnie)... i dostawałem takie
"dziabnięcia" w czakrę... gdy otwiera się oczy to czuje się
ulgę, bo jest spokój... no, ale trudno mieć cały czas
otworzone oczy jak jest się bardzo zmęczonym... kiedyś
niestety trzeba je zamknąć ;p -> o 8:40 wstałem... w nocy
jak już kilka razy oberwałem położyłem sobie na 4 czakrze
średnich rozmiarów figurkę Jezusa... myślę, że mogła coś
pomóc? czosnkiem też się wysmarowałem ;) Przeszukałem dzisiaj swoje stare "klamoty" i
znalazłem zdjęcie Jezusa, który był mi wręczona jako znak
dopuszczenia do pierwszej spowiedzi i komunii świętej...
jest to pewnego rodzaju "artefakt" (nie wiem czy dobrze to
nazywam?) który ma na pewno większą moc niż mają "zwykłe"
obrazki... przetestuje ten obrazek w najbliższych dniach...
znalazłem też jakieś różańce, ale nie pamiętam już skąd je
mam... no i sporo obrazków... jednym słowem mam trochę
nowych rzeczy do obrony, ale czy okażą się skuteczne? z
pewnością już niebawem się tego dowiem... ale mam takie
wrażenie, że na tego diabła bardziej by się miecz przydał niż
obrazek ;)))))) a i jeszcze jedno... znalazłem również
książeczkę pierwszopiątkową... też może się przydać :]
07/08.02.2011 -> O 2:23
kładę się spać. Obłożyłem siebie jak i całe łóżko "świętymi"
obrazkami, kryształami, a nawet orgonit ułożyłem na
poduszce... dodałem też na szyję dodatkowy różaniec...
skropiłem wszystko wodą święconą, a na 4 czakrze trzymałem
te "artefakty" o których wczoraj wspominałem + średnich
rozmiarów figurkę Jezusa... ogólnie to nic nie dało, bo o
2:35 był strzał w czakrę... inaczej mówiąc tak zwane
dziabnięcie... to odczucie nie jest tym samym co "wybuch" na
czakrze... taki "strzał" jest bezpośrednim atakiem na
konkretną czakrę... -> ewakuowałem się do łóżka obok...
wziąłem do niego tylko rzeczy do obrony 4 czakry, o których
pisałem wyżej... na początku po zmianie łóżka próbowałem
schować się pod kołdrą i tak zasnąć, ale ten byt szybko mi
uzmysłowił, że to i tak nic nie da... później poszedłem już
spać normalnie, nie mniej jednak skuliłem się osłaniając
czakrę przed strzałami i o dziwo jakoś usnąłem... ogólnie
zasłanianie czakry nie chroni przed tymi strzałami, dlatego
ogólnie rzecz ujmując zdziwiłem się, że udało mi się jakoś
usnąć... dopiero o 7:45 był kolejny atak (strzał) (zamknięte
oczy)... niestety był dość silny... no ale cóż... poleżałem
sobie z otwartymi oczami do 8:11 i wstałem...
08/09.02.2011 -> O 1:46
kładę się spać. O 2:30 dostaję cios...
ewakuuję
się do łóżka obok... o 4:15 był kolejny atak (we śnie /
obrywam)... przed 8:00 była próba ataku we śnie, ale nie
udana dla tego byta... Około 8:05 wstaję...
09/10.02.2011 -> O
21:40 kładę się spać. O 7:50 wstaję. Widziałem tego byta w
moich snach, ale jakoś nic mi specjalnie nie zrobił... choć
były chyba takie drobne oznaki na 4 czakrze jego
działalności, ale ogólnie to bardzo udana noc...
10/11.02.2011 -> O 3:45
kładę się spać... o 4:00 zamykam oczy i dostaję cios...
ewakuuję się do małego pokoju... tam to samo... ale po
jakimś czasie udało się zasnąć... w nocy spokojnie... nad
ranem też jakieś drobne dziabnięcia... ale słabe... o 9:31
wstaję...
11/12.02.2011 ->
21:59 kładę się spać, ale wcześniej posmarowałem się
czosnkiem. Gdy już leżałem położyłem na swojej czakrzę górę
obrazków z Jezusem itp. + krzyże itd., ale to nic nie dało, a
już o 22:04 był atak. O 23:28 kolejny... 5:05 atak we
śnie... i jeszcze jeden o 6:11... ostatni był o 6:25 i od
tej pory miałem już cały czas otwarte oczy... Wstałem o
8:41... Obecnie nie znam dobrej metody obronnej przed tymi
strzałami... najlepiej jest po prostu nie spać.. lub sobie
leżeć z otwartymi oczami... Ogólnie dzisiaj mocno
dostałem... jest obecnie już 18:13 i pół dnia trzymałem na
czakrze rękę, ale wciąż nie czuję się dobrze...
12/13.02.2011 -> O 2:20 kładę
się spać. Położyłem na 4 czakrze deseczkę z namalowaną na
niej Maryją (LINK!)
oraz jeszcze na to wydrukowane zdjęcie Jezusa zrobione
aparatem fotograficznym i przesłane mi na emaila przez
Wiesię (ten obrazek [LINK!]
odbijał "strzały" w Jej przypadku!). Spałem całą noc w
jednej pozycji (plecami przytkniętymi do ściany [mniej lub
bardziej]). Nie była to najwygodniejsza pozycja ale cały
czas miałem moją nową obronę przytkniętą do 4 czakry, ale nie
mniej jednak i tak były strzały no i zostałem obity... ale
wydaje mi się, że przy niektórych strzałach obrona mogła być
skuteczna? ale w sumie nie jestem tego taki pewien?
Potrzebuję więcej testów... ale ogólnie dostałem w 4 czakrę
wiele razy :( Wstałem o 9:05.
Około 20:30 pokropiłem wodą
święconą wydrukowane zdjęcie Jezusa oraz je
pobłogosławiłem... może to zwiększy moce ochronne ;)
13/14.02.2011 -> O
00:18 kładę się spać. Bronię się Maryją i wydrukowanym
zdjęciem Jezusa. O 00:30 dostaję w czakrę. O 00:31 kolejny
cios. O 00:35 ewakuuję się do łóżka obok. O 00:36 kolejny
cios... ewakuuje się do małego pokoju... dostaję tam 3 razy i
uciekam do kompa... Jest 00:50... jednym słowem niestety
moja obrona nie działa... choć mam wrażenie jakby owe ciosy
były lżejsze? a może sobie tylko coś wmawiam? Nie wiem...
ale chcąc nie chcąc oberwałem już za dużo... starczy mi tych
testów... na razie brak spania będzie najlepszą obroną...
podładuję trochę czakrę ręką... Wziąłem do obrony obrazek
namalowany przez niepełnosprawnych na takim drewienku... może on
odbije te strzały... warto przetestować... i tak nie mam nic do stracenia... Nasmarowałem
się czosnkiem... Mam też jeszcze jakiś inny krzyżyk, którego
nie testowałem... coś w końcu musi zadziałać... O 3:03 kładę
się ponownie spać. O 3:07 jest atak gdy bronię się 3 okiem
(LINK!), o 3:10 kolejny cios gdy bronię się obrazkiem
namalowanym przez niepełnosprawnych na takim drewienku +
innym krzyżem; o 5:20 jeszcze jeden cios... i po chwili
kolejny (broniłem się orgonem w tym czasie)... o 5:30
wstaję... ogólnie na te strzały to kompletnie nic nie działa...
:a czakra czuje się coraz gorzej :( W ogóle prawdopodobnie
dostałem więcej razy niż tutaj spisałem... ale nie wiele
więcej... Już nie wiem co robić :( ... a strzelają, aby
rozwalić mi czakrę lub coś w tym stylu :( Posmarowałem sobie
głowę i czakrę wodą święconą, ale co to ma niby dać? :( Pouderzam trochę tingsha... może to coś da :( W ogóle mam
wrażenie, że używa pewnej hipnozy gdy leżę w łóżku oraz jak
np. teraz siedzę przed kompem... coś manipulują przy mojej
głowie... chcą abym zamknął oczka... ale mi już dzisiaj
wystarczy zamykania oczek...
ogólnie nie jest dobrze... Dodam jeszcze, że nie ma żadnego
znaczenia czy leżę na plecach, na boku czy na brzuchu... i
tak dostanę strzał w czakrę...
Nałożyłem sobie na szyję mamy
złoty wisiorek z Maryją z Jej komunii... może coś pomoże...
oby...
Około 18:50 rozstawiłem w
różnych miejscach w swoim pokoju około 35 małych kryształów
górskich (kiedyś oczyszczanych 7 dni w wodzie z solą). A
kolejne około 10 kryształów dałem w inne miejsca w
mieszkaniu. Niech trochę powciągają negatywną energię :)
14/15.02.2011 -> Przed
22? poszedłem spać. Zapomniałem na siebie założyć różańców,
ale postaram się, aby się to już więcej nie powtórzyło :)
Oczywiście obrywałem i gdy zamykałem oczy i we śnie. Wstałem
o 7:18.
15/16.02.2011 -> O 2:32
poszedłem spać, ale nic nie dała późna pora położenia się. O
2:50 (czyli po zamknięciu oczy) dostałem strzał.. za minutę
kolejny... i za chwilę jeszcze z kilka... W końcu udało mi
się zasnąć... O 5:15 kolejny cios... o 8:14 jeszcze jeden...
a o 8:36 jakiś słabiutki... minutę później wstałem...
prawdopodobnie były jeszcze jakieś strzały (takie
mniejsze)... ale ich nie spisałem...
16/17.02.2011 -> O 3:09
kładę się spać... o 3:14 zaczynają się ataki... ogólnie
reszta nocy spokojna... wstaję o 10:15...
17/18.02.2011 -> O 2:44
poszedłem spać... około 4 w nocy był atak na 4 czakrę... o
10:10 też coś było... a o 10:37 wstałem...
18/19.02.2011 -> O 1:04
kładę się spać... przed 7:45 i po tej godzinie były słabe
ciosy w czakrę (nie miało znaczenia czy miałem oczy
zamknięte czy otwarte... ważne, aby mój umysł był w
odpowiednim "stanie"... wtedy nawet jak miałem oczy otwarte
to możliwy był atak...). O 8:15 wstaję... Ogólnie w nocy widziałem tego byta we
śnie... ale wydawało się jakby nic nie był w stanie mi
zrobić (stał w pewnej odległości)... w sumie powinienem o
7:45 wstać... no, ale tak dobrze mi się leżało ; P
19/20.02.2011 -> O 00:44 kładę
się spać. O 3:57 miałem sen, w którym ten byt zamontował mi
(nie widziałem samego "aktu" montowania, ale czułem, że on to
zrobił) w ręce jakiś chip? (czerwona migające kulka)... co
ciekawe od razu chwycił mnie za rękę opiekun i zaczął
wycinać to jakimś laserem! jak to robił to krew "sikała" na
boki... zabrałem mu rękę, bo się trochę wystraszyłem, ale
wziął ją szybko z powrotem i wyciął to do końca... następnie
za kilka chwil ten byt (nie opiekun) zaatakował mnie gdy
znajdowałem się już w innym miejscu i przywalił mi chyba
całym swoim ciałem w 4 czakrę... to był bardzo mocny cios :/
W ogóle chyba cały we mnie wleciał? Nie wiem :/ Jak się
wybudziłem to krzyż papieski był w ogóle nie w okolicy 4
czakry... może jakby był na swoim miejscu to nie mógłby mi
tak przywalić całym sobą? Nie wiem... O 9:04 był atak przed
zamkniętymi oczami... ale lekki... w sumie ataków tego typu
było jeszcze trochę (przed i po 9:04)... ale i tak żaden nie
mógł się równać z tym atakiem we śnie :/ Muszę się
zregenerować po tym "ciosie" ;/
20/21.02.2011 -> O 1:29
kładę się spać. O 7:24 wstaję. Praktycznie całą noc spałem
skierowany brzuchem w kierunku ściany tak, aby jak najlepiej
zagrodzić dojście do czakry i jakimś cudem noc była
spokojna. Oczywiście ta pozycja nie chroni przed strzałami,
ale jakimś cudem tego typu ataku nie zaobserwowałem... ale
chcąc nie chcąc spanie całą noc w tej pozycji trochę
męczy...
21/22.02.2011 -> O
00:30 kładę się spać. O 4:05 był atak. O 5:20 atak we śnie
-> ewakuacja do łóżka pod oknem. 7:43 strzał? w czakrę. 8:31
wstaję. Niby nie wiele "ciosów", ale jednak moja czakra te
"potyczki" wyraźnie odczuwa :/
22/23.02.2011 -> 0 2:19
kładę się spać. W ciągu następnych kilku minut miałem dwa
ataki przed zamkniętymi oczami, ale na szczęście nic mi nie
zrobiły, a przynajmniej tak sądzę. Miałem wrażenie jakby te
strzały? nie mogły się przebić przez taką jakby skorupę
ochronną? (ale nie gdzieś wokół mnie tylko przy samym
ciele). Następnie ewakuowałem się do łóżka obok. Około 7:50
miałem we śnie wbijane (2 razy) strzykawki, ale chyba nie było mi
nic wstrzyknięte? Ogólnie jak można się domyślić nie
przepadam za tego typu atakami. We śnie też byłem w pewnym
sensie chroniony i było to pokazane jak siedziałem koło
sporej ilości orgonu i było bardzo jasno i słonecznie, a gdy nie byłem pod tak dobrą ochroną
to siedziałem w ciemnym pomieszczeniu z różnymi postaciami,
które były blisko mnie. Ogólnie we śnie zachowywałem spory
spokój i nie było w nich jakiś specjalnych emocji czy
czegoś takiego. O 8:35 wstaję.
23/24.02.2011 -> O 2:03
kładę się spać. O 2:06 był próba ataku? ale chyba nieudanego? O 7:46 próba ataku we śnie... opiszę ten sen... ->
Uciekałem przed 4 postaciami... goniły mnie przez pewien
czas aż mnie dogoniły... nie mniej jednak stały przede mną
nie dotykając mnie (tak jakby się bały do mnie podejść).
Jedna z tych 4 postaci dała mi 4 turkusy.
Wyglądały one identycznie jak na zdjęciu:

... nie
mniej jednak wciąż te postacie trzymały się ode mnie w
pewnej odległości... czemu nie byłem atakowany jak kiedyś?
czego te postacie się obawiają? ostatnio mają problemy, aby
rzucić się na mnie tak jak robiły to kiedyś... raczej
trzymają się na dystans lub po prostu strzelają do mnie... Gdy wziąłem te
kamienie do ręki na nich były liczby. Odwracam pierwszy
kamień, a tam liczba 44, odwracam kolejny a tam cyfra 6 i w
tym momencie musiałem przerwać, gdyż moi wrogowie zaczęli
przed kimś uciekać! Sam nie wiedziałem kto nadchodzi to
zacząłem uciekać (powoli się oddalać) razem z nimi. Po
pewnym czasie jak już te negatywne postacie były daleko ode
mnie zorientowałem się (poczułem), że to oddział "opiekunów"
przybył mi na pomoc... nie widziałem ich, ale czułem kim
(mniej więcej) są... dzięki za przybycie jasna strono mocy!
:)
Jak
można się domyślić wstawiłem od razu do wody z solą swój
topaz (aby go oczyścić) i przed zaśnięciem włożę do na
szyję... i niech na razie już tam pozostanie :) Może to znak,
abym go ponownie założył :)
24/25.02.2011 -> O 23:41 kładę się spać. O 5:12 próba
ataku we śnie. O 6:33 kolejna... + jeszcze kilka dziabnięć
itp... O 6:48 wciąż trwają ataki... Ogólnie powinienem już
wstać, ale mocno chciało mi się spać i nie miałem "weny" do
wstawania (hipnoza?)... przez te ataki ciężko
się wyspać... tak porządnie jakbym sobie tego życzył...
choć i tak ostatnio jest lepiej niż było :) -> Następnie
były jeszcze jakieś tam skubnięcia i ostatecznie
postanowiłem wstać o 7:20. Ogólnie rzecz ujmując to trochę
mnie poskubał... i jak zwykłe żałuję, że nie wstałem wcześniej...
ale jakoś tak bardzo ciężko jest mi się zebrać aby wstać...
czyżby była tu używana jakaś hipnoza? bo z tego co pamiętam
to takie uczucia jak: brak motywacji do wstania mimo ataków!,
bardzo szybkie i nieświadome! zapadanie w sen! (pomimo iż
staram się utrzymać oczy cały czas otwarte), uczucie zobojętnienia na to co się
dzieje! (pomijam tutaj aspekty klejących się oczu,
rozmazującego się wzroku itd... to co ten byt robi to takie
"usypianie"... ale robi to wyjątkowo dobrze... trzeba mu to
przyznać...) są bardzo powszechnymi objawami przy hipnozie... o czym z
pewnością pisałem w poprzednich miesiącach... Wiem, że jak
się "wkurzę" to wstanę... więc muszę się przemóc i wyrwać
spod okowów tego byta... ale z doświadczenia wiem, że łatwo
się o tym mówi, ale w praktyce trudniej wykonać...
25/26.02.2011 -> O 2:31 kładę się spać. Przed zaśnięciem
były jakieś 2? strzały czy szarpnięcia? ... w nocy
spokojnie... przed wstaniem były 2 strzały? -> o 8:30
wstałem...
26/27.02.2011 -> O 23:42 kładę się spać. O 1:22 dostaję
strzał w czakrę. O 3:05 kolejny (ale chyba było ich więcej
niż 1). Ewakuuję się do małego pokoju. Następnie obrywałem
co jakiś czas do momentu aż wstałem o 8:18. Był nawet atak z
wystraszeniem, którego już chyba dość dawno nie było. Przy
takim ataku ewidentnie traci się jakąś ilość energii na
czakrze (czuć przepływ energii ode mnie do tego byta, nie
tak jak przy "strzałach"). Może przypomnę jak taki atak
wygląda... jakaś postać we śnie (symbolizująca tego byta)
podchodzi bardzo blisko mnie (brak ochrony aniołków?) i np.
szybko mnie łapie (nie dzisiejszy atak) (czuć ucisk i
następuje bardzo szybkie wystraszenie i strata energii) lub
postać wydaje się postacią "zmysłową" i "atrakcyjną"
(dzisiejszy atak) (często może być to np. osoba w której się
kiedyś zakochałem czy właśnie ktoś tego typu) i w tym ataku
chodzi o to, abym się przed tą osobą (bytem) otworzył i gdy
się to stanie to oczywiście tracę energię. Tak na prawdę
cały ten atak to wpuszczanie w głowę człowieka pewnego
programu, który ma za zadanie go otworzyć, ale nie mniej
jednak ten byt chyba też w jakiś sposób ingeruje w to? Nie
jestem pewien szczegółów technicznych, bo przy ataku we śnie
gdzie np. będę czuł ucisk to z pewnością ten byt tam urzęduje
(siedzi na mnie czy coś w tym stylu)... hmm... Nie jestem
pewien dokładnie jak wygląda tego typu atak, gdyż jestem
pogrążony we śnie i widzę tylko to co się dzieje we śnie, ale
też odczuwam różne "emocje", "uciski", "otwieranie się",
"włamywanie się do mnie" itp. "rzeczy"... Niektóre ataki we
śnie są ukierunkowane na szybkie wystraszenie, inne na
"otworzenie" poprzez np. zmysłowość czy wzbudzenie zaufania (np.
spotykamy postać która jest naszym przyjacielem lub kimś z
rodziny). Wszystkie metody są dobre, aby tylko osiągnąć swój
cel... iście diabelskie metody... bazujące na zaufaniu... no,
ale czasem po prostu atak jest brutalny bez zbędnych
ceregieli jak np. "rzucenie?" pająka w twarz (automatyczne
wystraszenie się), albo pokłucie ręki ostrym kolcem (taki
atak był dawno temu... po godzinie? od wstania zorientowałem
się, że miałem bąble na ręce w miejscach gdzie byłem
dźgany)... Gdy wstałem rano zorientowałem się, że mój
różaniec jest przerwany (krzyżyk z Jezusem i 5 paciorkami
odpadł) i będzie trzeba go naprawić).
PS. gdy
podczas ataku we śnie typu "zmysłowego" zorientujemy się, że
jesteśmy otwierani to jest raczej mała szansa na ucieczkę.
gdyż proces "otwierania" (rozkodowywania) raczej jest już
dalej niż bliżej i nawet jak zaczniemy szybko się
wyszarpywać lub będziemy próbować uciec poprzez zachowanie
spokoju, aby nie wzbudzać zbędnych emocji to szansa na brak
strat energetycznych jest mała. Może się udać uciec bez
strat energetycznych. ale raczej tylko w przypadku. gdy
"rozkodowywanie" nie jest na "ukończeniu". Dzisiaj się
zorientowałem podczas takiego ataku co się dzieje (postać we
śnie zaczęła się dziwnie uśmiechać?) ale nie udało mi się
wyjść bez strat energetycznych mimo, iż świadomie przez kilka
sekund próbowałem się uwolnić... ani wyszarpywanie się, ani
zachowanie spokoju tutaj już raczej nie pomogą jak proces
rozkodowania będzie zbyt daleko posunięty. Gdy się za bardzo
otworzymy to jest już po ptokach jak to się mówi... no ale
jest jak jest...
PS 2.
Różaniec został naprawiony :)
27/28.02.2011 -> O 3:58 kładę się spać i chyba przed
zaśnięciem było jakieś drobne dziabnięcie? ale nie pamiętam
już dobrze... ale chyba jednak coś było? O 8:58 wstaję.
Ogólnie w nocy był spokój... tylko nie wiem co robi to
draśnięcie na
moich plecach (chyba stare?) i prawym barku (na pewno nowe)? No i jakoś dziwnie mnie boli to miejsce, gdy
pochylam głowę do przodu...
cdn...
Dobry Samarytanin
|