Około 12-13? poszedłem spać
(to był jeden wielki i głęboki sen) i wstałem o 15:32 - brak
ataków.
O 15:50 kładę się spać i od
razu mam
negatywne myślokształty przed oczami, ale jakoś udaje mi
się zasnąć -> o 17:14 wstaję, gdyż był atak we śnie (2
postacie + kot, którego często brałem na ręce - wiadomo o co
chodzi).
03/04.11.2011 -> Po 2 w
nocy widziałem kątem oka jakąś czarną kulę energii wielkości
średniego psa, a po kolejnych kilku? minutach jakąś postać,
która miała ze 180? cm (była niewyraźna, ale ewidentnie
humanoid jakiś). Tak czy siak nie zachęcało mnie to do
spania więc o 2:43 poszedłem na fotel (a nie do łóżka).
Ogólnie w nocy "coś było", ale nie pamiętam abym oberwał...
pamiętam jedynie, że o 4:25 był jakiś dość podejrzany
"sen"... więcej nie mogę sobie "przypomnieć". Wstałem o
6:31.
Około 9? może wcześniej
siedziałem i co jakiś czas drzemkałem na fotelu i wszystko
było ok więc o 9:38 się położyłem i spałem do 12:10. W
między czasie był pewien atak we śnie (stał ten byt na
przeciwko mnie i mnie denerwował) -> straciłem lekko energii,
ale ogólnie zdecydowanie jest ok.
W południe próbowałem zasnąć,
ale negatywne myśli mi na to nie pozwoliły.
Po? 20? siedziałem/spałem na
fotelu -> O 20:56 położyłem się do łóżka -> o 21:58 miałem
atak we śnie (ciemno, dresiarze, uczucie strachu) ->
niestety straciłem trochę energii (przed tym atakiem
spotkałem jakieś "nieagresywne" postacie we śnie). Co ciekawe gdy po wstaniu
szedłem do kuchni to widziałem czarnego kota, który wszedł do
niej przede mną -> nie był to mój kot, bo mój wszedł kilka
chwil później hmm... nie jestem pewien co mam o tym
myśleć...
04/05.11.2011 -> Nad
ranem poszedłem do pokoju obok i położyłem się na chwileczkę
około 7:30, ale co chwilę miałem po zamknięciu oczu jakieś
dziwne uderzenie w czakrę (niczego złego nie wyczuwałem) i z
tego powodu mój "odpoczynek" trwał dość krótko.
O 10:19 kładę się spać, a o
12:26 wstaję - brak ataków.
Około 19:30? usnąłem, i
wstałem o 21:30. Na początku coś było, ale nie pamiętam co dokładnie... wiem, że nic specjalnego mi się
nie stało... później było już spokojnie.
05/06.11.2011 -> O 3:34
idę na fotel. Miałem wrażenie jakby (w pewnym sensie) inny
wymiar
i nasza rzeczywistość się mocno przenikały. Gdy lekko
zamykałem oczy lub? jak mój umysł był mocno odprężony? to słyszałem jakby jakieś (niewyraźne) głosy? w głowie? lub coś na
kształt jakiś dziwnych "demonicznych szeptów?" (oberwałem w między czasie z kilka
razy).
Następnie wpadam w sen i czuję jakiś ucisk
na kolanach, a we śnie jestem bardzo blisko kota -> na
szczęście się wybudziłem. O 4:01 dostaję we śnie od jakiejś
modliszki? która się na mnie rzucała. Tak czy siak koniec
spania. Ogólnie rzecz ujmując ciosy nie wydawały się zbyt
mocne dlatego kontynuowałem próby spania, ale był to błąd -
powinienem się dużo wcześniej "ewakuować". Jeszcze
trochę później znowu poszedłem na fotel (przed zaśnięciem było
spokojnie), ale dostałem we śnie o 7:30. Około 8:30?-9:30?
ponownie poszedłem spać, ale tym razem do łóżka... o 10:25?
oberwałem we śnie... coś już sporo dzisiaj oberwałem :/
06/07.11.2011 -> Około
21:30 poszedłem na fotel... oczywiście nie dało się
spokojnie spać... O 23:52 idę do łóżka... i to samo... O
2:46 wstaję obity...
07/08.11.2011 -> Około
22? poszedłem spać, a o około 00:30 wstałem - nie pamiętam
czy coś było? O 1:30? poszedłem spać, a o 7:20 wstałem - na
początku było jakieś ugryzienie (we śnie) przez jakieś zwierze, ale
chyba tylko tyle było ataków?
O 13:10 do 13:30 sobie
leżałem/próbowałem spać - miałem trochę negatywnych myśli,
ale raczej to żaden atak... tak czy siak sobie trochę
odpocząłem.
Od 14:00 do 16:30 spałem - pod
sam koniec miałem atak we śnie. Wyglądało to mniej więcej
tak: był sobie normalny sen i w pewnym momencie zrobił się
bardzo ponury. Zobaczyłem jakiś ludzi którzy mieli wyrywać?
jakieś części ciała ze szkieletów specjalnie do tego celu
przygotowanych (potęgowało to atmosferę strachu). Następnie
zaczął mnie gonić jakiś wielki potwór... ja uciekałem i
się w pewnym momencie bardzo mocno! wystraszyłem -> wybudzenie ->
strata dużej ilości energii (możliwe, że czakra została też
w jakiś sposób chwilowo uszkodzona?) -> :(
Akurat wyjątkowo przy tym
silnym ataku spałem po ciemku (o 14:00 było jeszcze jasno,
ale o 16:30 zrobiło się już ciemno). Nie wiem czy to ma
jakieś znaczenie, ale wspomnę o tym ;)
Jest już 22:25, a moje czakra
nadal czuje się dosyć słabo :/ To było jedno z
najmocniejszych wystraszeń na przestrzeni ostatnich
tygodni... jak nie miesięcy.
08/09.11.2011 -> Za
jakiś czas poszedłem spać. Około 1:45 zostałem zaatakowany.
Najpierw widziałem atak w przenikającym naszą rzeczywistość
wymiarze (widziałem jak leżę + częściowo pokój -> mam w tym
stanie często wrażenie, że moje
oczy znajdują się lekko? wyżej niż w rzeczywistości...
pewnie wzrok fizyczny się tam wyłącza, a jakieś oczy duchowe
się uruchamiają i stąd to wrażenie?) -> przy tym ataku
zobaczyłem czarną energię na ciele (czułem tam ucisk i
miałem wrażenie, że ten byt tam przyciska swoimi paluchami?
choć go osobiście nie widziałem) -> następnie akcja
przerzuciła się do snu gdzie zostałem wystraszony. Około
1:52 był kolejny atak we śnie, po którym wstałem.
Około 21? poszedłem spać -
Około 21:52 i wcześniej miałem sny (minimum 2) gdzie próbowano mnie
wystraszyć, ale ogólnie słabo im to wychodziło. W sumie
dobrze, że się wybudziłem... bo pewnie w końcu by im się to
udało. Ten drugi sen wyglądał tak, że mój kot został
wypuszczony na wolność i od razu zaczął gdzieś latać, a ja
biegałem za nim ze strachem! i lękiem! że mi gdzieś
przepadnie (już się zaczynało "rozkodowywanie" /
"otwieranie" mnie, aby ukraść mi energię - można powiedzieć,
że jest to taki etap nr "1"... w pewnym sensie). Następnie
jakiś pies zaatakował mojego kota i miałem się tutaj
wystraszyć o jego życie (może nawet leciutko przez chwilkę
to nastąpiło), ale ostatecznie zamiast lęku jakby skupiłem
się mentalnie na zmianie tej sytuacji w bardziej pozytywną?
nie jestem pewien jak to do końca nazwać, ale wiem, że byłem
w tym momencie może trochę bardziej świadomy całej sytuacji
i mentalnie nie chciałem dopuścić, aby negatywne uczucia lęku
i strachu (o życie kota) się we mnie pojawiły i tym sposobem
udało mi się wyjść z tego ataku bez szwanku (myślę, że można
byłoby to nazwać w pewnym sensie obroną mentalną?).
Ogólnie jak już kiedyś pisałem
jestem pod wielkim wrażeniem przebiegłości tych ciemnych
istot. Zdecydowanie należy poznać mechanizmy, które występują
przy atakach, a wtedy dużo łatwiej będzie nam rozpoznać czy
aby mamy "czysty" sen czy może mamy w nim jakiegoś
nieproszonego lokatora. Pamiętajcie, że gdy odczuwacie lęk,
strach itd. to może być to wskazówka, że ktoś się do nas
podłączył i hackuje nasz system, a jeżeli się wystraszycie
we śnie to przykro mi, ale wtedy jest 1:0 dla demonów.
09/10.11.2011 -> Około
3:55 usnąłem ze zmęczenia na krześle i już po chwili
zostałem zaatakowany we śnie (mimo, iż zyskałem w pewnym
momencie świadomość we śnie i wiedziałem dokładnie co się
dzieje nie mogłem już nic zrobić, aby nie stracić energii z
czakry). Jeszcze przed zaśnięciem słyszałem jak ktoś drze mi
się do ucha? i w tym samym momencie zobaczyłem przed
zamkniętymi na chwilkę oczami drącą się twarz.
Fajnie byłoby gdybym nie
musiał spać... byłoby mi znacznie łatwiej ;)
Nie wiem o której, ale trochę
później mi się przysnęło na fotelu i był we śnie
prawdopodobnie atak (około 5:45), ale na szczęście nic mi się
nie stało. Tam jeszcze coś wcześniej było, ale już nie
wspominam o tym ;) w sumie nie ma sensu pisać absolutnie o
wszystkim ;)
Około 7:15?
poszedłem spać, a o 9:20 solidnie oberwałem we śnie :/
10/11.11.2011 ->
Położyłem się około 4:30?, a już 4:36 miałem atak we śnie.
Ogólnie rzecz ujmując to ten byt non stop na mnie czyhał i z
pewnością czyha dalej. Jak tylko lekko zasypiałem przed
komputerem to już miałem różne dziwne objawy w głowie
sugerujące obecność tego byta (np. słyszałem tak jakby demoniczny głos) lub gdy
tylko na chwilę ze zmęczenia zamknąłem oczy to natychmiast
wpadałem w
"negatywny" sen. Czasem również bywają "negatywne"
halucynacje, gdy się patrzę na jakieś rzeczy w pokoju - to
wszystko jest jednoznaczną wskazówką, że jak usnę to dostanę bęcki.
Około 7? poszedłem spać do
pokoju obok... ale zapomniałem nałożyć różańca na siebie...
nie wiem na ile to miało wpływ na ataki, ale dostałem bardzo
mocno. Miałem atak za atakiem we śnie oraz w stanie pomiędzy
realem a snem i nie mogłem
się wybudzić. Widziałem przez jakiś czas postać koło siebie,
która mnie atakowała (starała się przyjmować przyjazną
"formę"). Dostałem może z 10 razy pod rząd i dopiero po
takiej ilości ciosów mnie wybudziło (~8:35). Moja 4 czakra
czuje się oklepana jak worek treningowy...
Jest 21:24 i jakiś czas temu
lekko zasypiałem na krześle. Wpadałem co jakiś czas w sen
gdzie był ten byt i chyba próbował mnie atakować? ale
ogólnie nic specjalnego mi się nie stało (miałem na sobie
różaniec).
11/12.11.2011 -> O
23:25 idę spać na fotel. O 23:49 mam atak we śnie kolesia z
nożem (dobrze mi szło odpieranie jego ataku [świadoma
obrona], ale nie chciałem ryzykować dziabnięcia i dlatego
szybko przerwałem sen tracąc przy tym energię -
prawdopodobnie nóż był tylko takim "straszakiem", ale chcąc
nie chcąc wolałem nie ryzykować potencjalnego dźgnięcia).
Następny atak był o 00:05 gdzie cały oddział specjalny staną
przede mną i nie mogłem nic zrobić... byłem w stanie jedynie patrzeć na sen
i zaobserwować jak ucieka moja energia. Na razie starczy tego spania.
Około 2:10? położyłem się na chwilkę i wpadłem w sen (nie
chciałem tego) i miałem atak... w trakcie snu zorientowałem
się co jest grane i nie chciałem z niego nagle się
wybudzać... efekt był taki, że wydaje mi się, że łagodniej
to zniosłem, ale nie mniej jednak po wybudzeniu moje serce
waliło dużo szybciej. Ogólnie rzecz ujmując miałem plan aby
leżeć, ale nie zapadać w sen,ale już z doświadczenia wiem, że
jest to dość trudne gdy te byty coś przy tobie kombinują, a ty
nawet nie wiesz co... bardzo łatwo tutaj o nieświadome
wpadnięcie w "negatywny sen".
Ogólnie to doświadczam więcej
ataków niż tutaj ich tutaj spisuję, no ale zamęczyłoby mnie
spisywanie absolutnie wszystkiego.
O 3:15 kładę się do łóżka...
szybko zasypiam... wstaję o 6:28. Miałem kilka ataków we
śnie. Była również ciekawa sytuacja, bo gdy się budziłem w
nocy widziałem jak koło kota (który spał na kołdrze) był
jakiś kot astralny?, za jakiś czas widziałem już tam dwa, a
ostatecznie nawet i trzy koty leżące koło niego (widziałem
to normalnie na wprost, a nie bocznym widzeniem -> mogłem
się na to patrzeć i patrzeć... ten "obraz" nie znikał).
Również widziałem koty na szafie na wprost mnie - tam były
maksymalnie dwa koty... nawet co jakiś czas chyba zmieniały
pozycję? Może to tacy koci opiekunowie? albo mój kot
przyprowadził swoich kumpli do ochrony? ;)
Jakiś czas później znowu
poszedłem spać... a o 11:23 wstałem. Było kilka ataków. Co
ciekawe pod sam koniec mojego spania we śnie ujrzałem super
bohaterów, którzy przyszli walczyć z tymi bytami (czyli po
prostu przyszła pomoc, ale to i tak nie uchroniło mnie przed
bęckami). Był pewien sen jak jakiś potwór zjadał żywą
kobietę i było dużo krwi i krzyku (i mój strach). Ostatnim
atakiem była walka moja i tego byta z postacią ukrywającą
się w "przebraniu" mojej mamy. Na samym początku przyszedł
mi na pomoc sam batman (hehe), ale niestety nie dał rady
(skończył jako szkielet stopiony kwasem) choć dał mi trochę
czasu na zabarykadowanie się w kuchni. Następnie widziałem
siebie tam z babcią (neutralny byt? lub pomocnik?), a mama
zaczęła z całych sił dobijać się do drzwi. Ja z jednej
strony barykady, a ona z drugiej i było takie siłowanie
się... nawet dobrze mi szło, ale powoli traciłem siły. Nagle
postanowiłem, że puszczę drzwi i w tym momencie ten byt
wleciał do kuchni, a ja szybko poleciałem na balkon
("wymieniliśmy się miejscami"). Skoczyłem z balkonu na
ziemię i przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem. Gdy byłem już w
tym stanie (widziałem
swoje ciało, pokój itd.) to czułem jak ktoś dotyka moich
palców u nogi (niewidzialny? humanoid?) i za chwilę nastąpiło wybudzenie do reala ze
stratą energii... no cóż... przynajmniej stawiłem pewien
opór... ech... Ogólnie rzecz ujmując zdecydowanie muszę
odpocząć...
12/13.11.2011 -> Nie
pamiętam o której poszedłem spać. O 6:28 wstałem. Oberwałem
w nocy kilkukrotnie (około 5-6x).
13/14.11.2011 -> Około?
22:30?-23:00? poszedłem spać, a około 2:12 zostałem
zaatakowany we śnie (powinien być zakaz straszenia w nocy)
-> oczywiście wstaję. O 3:55 idę na fotel. Po 5 mam atak....
i chyba jeszcze jeden za jakiś czas? ... o 7:23 wstaję.
O 14:35 kładę się spać, a o
18:21 obrywam we śnie. Nie ma to jak wpaść w objęcia demona
chowającego się za przyjaźnie wyglądającą "powłoką" :/
14/15.11.2011 -> Od 6:10 do
6:30 siedziałem/drzemkałem na fotelu - brak ataków. Od 7:00
do 9:50 spałem - brak ataków. Od 10:00 do 12:44 spałem -
brak ataków. Od 13:46 do 14:15 sobie lekko drzemkałem - brak
ataków. Około 19:30? kładę się spać, a o 22:24 wstaję -
raczej nic specjalnego nie było o czym warto byłoby
wspominać ;)
15/16.11.2011 -> Około
5:30 położyłem się spać i już po chwili słyszałem
wewnętrznym? słuchem? jakieś dźwięki?, głosy? z wymiaru?
który przenika? naszą rzeczywistość? - domyślam się, że jak
się tak dzieje to jest bardzo duża? szansa na to, że są
gdzieś w moim pobliżu? jakieś obce byty? i, że mogę być za
chwilę? lub za jakiś czas? zaatakowany (np. poprzez
wrzaśnięcie do ucha lub atak we śnie itd?). O 5:55 zostałem zaatakowany we śnie
przez minimum 2 byty. Szturchały mnie (gdy mnie dotykały
czułem ucisk), ale na szczęście szybko mnie wybudziło i w
miarę bez większych strat się to dla mnie skończyło. O 9:34
ponownie kładę się spać, a o 11:04 wstaję - brak ataków.
Około 18-19? spałem? na fotelu jakieś 30? minut - brak
ataków.
16/17.11.2011 -> O
21:05 idę na fotel... o 1:46 "przesiadam" się do łóżka... o
6:13 wstaję... coś tam w nocy było, ale chyba nie za wiele?
Około 9? idę spać... wstaję o 12:11 - brak ataków.
17/18.11.2011 -> O 3:13
idę na fotel i mam po zamknięciu oczu pewne jakby "wybuchy"
na 4 czakrze, ale nie wyczuwam nikogo kto mógłby to robić.
Nie jestem przekonany, aby to było coś złego. Czasem mam to
doświadczenie, ale brak wyczuwalnego "negatywnego" źródła.
Obecnie nie jestem pewien jak to "liczyć" itd. Tak czy siak
nie musi być to czymś złym. O 6:01 zmieniam miejscówkę na
łóżko. Śpię do 9:54 bez jakichkolwiek ataków.
18/19.11.2011 -> O
20:22 kładę się spać, a o 5:25 wstaję - były ataki.
Następnie o 13:02 kładę się spać, a o
16:37 wstaję - brak ataków.
19/20.11.2011 -> Około
22:30 kładę się spać, a o 5:20 wstaję. Był pewien atak (lub
max. 2?) na samym początku, ale później było już spokojnie...
nawet miałem normalne sny! czego dość dawno nie
doświadczałem w takiej ilości jak dzisiaj :)))
20/21.11.2011 -> O 2:24
kładę się spać, a o 4:06 wstaję - były ataki i zdecydowanie
moim błędem było, że kontynuowałem próby spania :(, muszę
wbić sobie do głowy, że trzeba wiać gdy jest jakakolwiek
oznaka, że może stać mi się kuku. Na początku usłyszałem w
głowie jakiś dziwny trzask? (ciężki do opisania, ale był on
bardzo wyraźny i dosyć głośny... coś jakby zarechotanie?
żaby? w połączeniu z komputerowym basem? -> ten dźwięk był
taki "elektroniczny"), później to coś niewidzialnego wisiało
nade mną i mnie "atakowało" (coś jakby strzały w mój układ
nerwowy?), a ostatecznie zaatakowało mnie we
śnie gdzie widziałem jak igła wbiła mi się między zęby, a po
chwili zobaczyłem jakąś rękę (nie wiem czy była ona moja, czy
tego byta?) która próbowała ją wyjąć, ale zamiast ją wyjmować
spowodowała, że jeszcze bardziej się zaklinowała (było to
baaardzo realne i oczywiście wszystko bardzo dobrze
odczuwałem) -> w takim stanie zostałem wybudzony. Ogólnie
moja czakra czuje się dużo gorzej niż jeszcze 1,5h temu...
ech... Chyba za bardzo spodobał mi się wczorajszy dzień gdzie
nawet sny miałem "swoje" i nie zmodyfikowane przez tego byta
i chyba dlatego na siłę starałem się dzisiaj usnąć :/
O 6:48 gdy siedziałem na
fotelu poczułem kilkukrotnie (6-12), bardzo dobrze
odczuwalne pulsowanie w miejscu wbicia tej igły.
Około 7:30? do około 8:00?
sobie przysypiałem na fotelu, ale będąc czujnym w jaki "sen"
wchodzę... na szczęście nic złego się nie wydarzyło.
Bardzo niefajnie dzisiaj ten byt ze mną
postąpił. W ogólę wydaje mi się, że to nie był typowy atak
we śnie gdzie ten byt próbuje mnie wystraszyć aby zabrać mi
energię, gdyż ja się
nawet po wybudzeniu nie wystraszyłem. Celem tego ataku było
wbicie we mnie tej igły... a sen był wyjątkowo wyraźny i realny :/
Jest już 15:30... odczuwam
jakieś dziwne ukłucia, a nawet trwały lekki ból w miejscu wbicia igły...
o 20:30 trwały ból nie ustępuje...
Około 20:50 poszedłem na fotel
i trochę drzemkałem... i było spokojnie aż do 21:58, o której
nagle naszła mnie w głowie myśl, że trzeba zrobić kolejną
igłę? czy coś takiego? tak czy siak ta myśl mnie od razu
wystraszyła (była prawdopodobnie podłożona przez tego byta)
i przeniosło mnie w stan pomiędzy realem a snem (widziałem
swoje ciało mimo zamkniętych oczu, ale tego byta nie
widziałem... pewnie to ten jeden z tych "niewidzialnych") -> od razu mnie
sparaliżowało (czułem wibrację na całym ciele i nie mogłem
się ruszyć) i w tym samym momencie usłyszałem jakby w
głowie? jakiś demoniczny głos... wiedziałem o co chodzi i z
całych sił starałem się uwolnić z owego paraliżu (czułem, że
jak nie zrobię tego natychmiast to mogę mieć spore kłopoty)
-> na szczęście udało mi się szybko uwolnić i dałem lotę z
fotela. Nie uśmiecha mi się pójście spać w najbliższym
czasie...
21/22.11.2011 -> Około
23:30? położyłem się na łóżku i za jakąś godzinę zasnąłem...
ogólnie 2x wszedłem na chwilkę w stan pomiędzy realem, a
snem i za każdym razem czułem ucisk w okolicy 3 czakry
(prawdopodobnie siadał na mnie ten niewidzialny byt - tak mi
się wydaje -> porównuje doznania z doświadczeń gdy ten byt
dotykał mnie w takim stanie więc chyba się nie mylę) -> na
szczęście nic mi się nie stało. Około 2:00 miałem atak we
śnie z wystraszeniem (dobrze, że tylko tyle mi się stało),
po którym darowałem sobie już spanie. Ogólnie w nocy gdy
spałem (z kotem), było sporo zamieszania w moich snach.
Domyślam się, że mogły być robione w tym czasie
przygotowania, aby mnie zaatakować. Było sporo postaci, były
dwa koty, z wieloma osobami się witałem, przechodziłem koło
nich... ogólnie dużo się działo, a ostatecznie wiadomo...
zostałem wystraszony we śnie, ale to się odbyło już w innym
śnie (nie pamiętam czy było płynne przejście ze snu w
kolejny sen czy był zupełnie nowy sen rozpoczęty od "zera").
Jest 5:24 a ja wciąż czuję ten
ból po wkłuciu igły.
Od około 7-8 do około 9:00
spałem - brak ataków, a następnie od około 9:30 do 12:15
spałem i również nie było ataków.
Od około 20:10? do 22:35
spałem - brak ataków.
22/23.11.2011 -> Około 2-3?
poszedłem spać, a o 3:29 wstałem - nie zauważyłem aby coś
mnie zaatakowało, nie mniej jednak mogło być coś negatywnego
w moim śnie.. ale to nie zmienia faktu, że nie zauważyłem
aby w jakikolwiek sposób zrobiono mi kuku. Około 3:35 idę
ponownie spać i wstaję o 5:18 o której mam atak pocałunkowy
ale nie wszystko w trakcie tego ataku poszło zgodnie z
planem tego byta i w trakcie trwania "pocałunku"
zorientowałem się, że coś jest nie tak i wybudziło mnie z
mniejszą stratą energii niż bywało to zazwyczaj.
Około 11? idę spać, a o 12:40
wstaję - brak ataków? chociaż mogło być jakieś dziwne
wystraszenie przy wybudzeniu? Nie jestem pewien czy był atak
czy jednak go nie było?
O 22:36 kładę się spać ale
dość szybko w mojej głowie pojawiły się negatywne myśli
(oczywiście nie są to jakieś tam zwykłe negatywne myśli
tylko takie, które są bardzo upierdliwe i nawet jak na
chwilę się je z głowy wypchnie to za chwilę wracają i często
są takie nieprzyjemne jak np powolne łamanie kręgosłupa +
odczuwanie jak pękają kręgi itd... -> jest to często
połączone z niechcianą wizualizacją -> oczywiście im dłużej
ta myśl penetruje moją głowę tym większa szansa, że stanie
mi się szeroko rozumiane "kuku"), a chwilę później (o 22:45) miałem uderzenie w 4 czakrę
(czasami te uderzenia były tak zupełnie bez zapowiedzi dlatego w przeszłości nie byłem pewien czym one dokładnie są
[chodź podejrzanie występowały po zamknięciu oczu] ale teraz
ewidentnie widać o co chodzi -> tak czy siak takie uderzenie
wcale nie jest przyjemne... -> jakby ktoś uderzył cię kijem
od szczotki w 4 czakrę i trzeba do tego dodać jeszcze
"porażenie prądem" z chwilowym skurczem mięśni na klatce
piersiowej + z pewnym chwilowym usztywnieniem ciała + takim
lekkim lub większym "podrzutem" ciała do góry...
chodź to chyba już zależy od siły ciosu?).
Ogólnie atmosfera nade mną robiła się jakaś taka "gęsta"
więc wolałem już dalej nie ryzykować swoim zdrowiem.
23/24.11.2011 -> O
00:08 poszedłem na fotel. O 5:00 wstałem. Pod sam koniec
spania miałem podejrzane sytuacje z postaciami we śnie.
Jedna mi groziła i przyciskała do "muru" (mentalnie ciągle
próbowałem się z nią pogodzić i dała mi spokój - czyżby
podświadoma obrona mentalna? o ile był to atak, a na takowy
chyba wyglądał?), następnie inna postać przez jakiś czas
szła koło mnie (czasem jest to rola opiekuna... a czasem
nie?), a za chwilę jeszcze inna gadała koło mnie o czymś z
kimś obok i przy takiej rozmowie zostałem wybudzony i miałem
ten skurcz na klatce piersiowej z falą prądu, która przeszła
przez moje ciało... i to mnie zastanawia! Na samym końcu snu
jako takiego ataku nie było... ale ta gadająca postać była
na swój sposób podejrzana. W sumie nie wszystko musi się
"skrystalizować" we śnie... tak mi się wydaje? hmmm
-> jeszcze dodam, że po wstaniu miałem prawdopodobnie? pewne
halucynacje... tak mi się wydaje? dzisiaj jakoś mam więcej
znaków zapytania niż w inne dni... W sumie nie chcę pisać,
że było coś na pewno skoro nie jestem tego pewien ;)
Jakiś czas później idę spać...
wstaję o 10:25 - brak ataków? chyba tak... ale dobrze nie
pamiętam, bo film mi się urwał... ale chyba nic już nie było?
Około 17:15 poszedłem spać, a
o 21:30 wstałem - brak ataków.
24/25.11.2011 -> O 3:36
kładę się spać, ale bardzo szybko dopadły mnie negatywne
myśli, myślokształty, wizje? senne itp. Niestety po
chwilowym zamknięciu oczu (wpadłem od razu w coś na kształt
snu) dostałem lekki? cios w czakrę oraz
gdy otworzyłem już oczy to miałem wrażenie jakby mnie w nią
co jakiś czas uderzał... tak czy siak po chwili
wstałem.
Jak siedzę przed komputerem to nie ma on takiej
mocy atakowania mnie. Domyślam się, że chodzi tutaj o stan
umysłu gdzie podczas zasypiania mocno wpada się w głęboki
stan relaksu i któreś z ciał? energetycznych? przenika
wymiar w którym się znajduje ten byt? lub coś w tym stylu?
tak czy siak gdy umysł w pewnym sensie do pewnego stopnia
"odpłynie" to jest możliwość mocniejszej ingerencji istot z
innego wymiaru na nas. Oczywiście najszybsze i najmocniejsze
ataki zachodzą wtedy, gdy zamkniemy oczy, ale mieszanie w
głowie jest możliwe przy otwartych oczach (umysł się
relaksuje, ten byt hipnotyzuje i "omamia" i zaczynają się
pojawiać wszelkie negatywne "rzeczy" w głowie itd). Obserwując swój
umysł przy zasypianiu możemy się dość szybko dowiedzieć czy
ktoś ingeruje w nasze procesy myślowe oraz w powstające w
naszej głowie myślokształty czy jednak nie. Gdy upewnimy
się, że jest spokojnie i nic złego się z nami nie dzieje to
możemy przejść do etapu gdzie zamykamy oczy na krótkie
chwile i testujemy dalej to czy doznajemy jakiś dziwnych
doznań np. strzałów w czakrę itp. Jeżeli nic takiego się nie
dzieje możemy próbować zasnąć. Oczywiście i tak możemy
oberwać we śnie nawet jeżeli przed zaśnięciem nic złego się
nam nie przytrafiło, no ale warto robić te "testy" przed
zaśnięciem, aby w razie czego po prostu się ewakuować i
ewentualnie poczekać kilka godzin i spróbować zasnąć ponownie.
PS. a może zamknięcie oczu
powoduje jakieś otwarcie się czakr, które chcą pobierać
energię? czy coś takiego? i może dlatego ten byt jest w
stanie wtedy tak solidnie przywalić? w sumie nie wiem
dokładnie na czym polega fenomen "zamkniętych oczu", ale
faktem jest, że ten byt do ich zamknięcia próbuje
doprowadzić wszelkimi metodami (np. poprzez hipnozę...
wprowadzaniem w sen itd).
PS 2. Ogólnie w pokoju nie ma
tej atmosfery spokoju. Wiadomo kto powoduje, że tak jest.
Od około 7:40 idę na fotel i
śpię na nim do 9:45. Na początku były ze 2? ataki, a pod sam
koniec jeszcze jeden?
Około 21-22? idę spać na
fotelu, a około 22:45 wstaję - brak ataków (choć było na
początku kilka szarpnięć na 4 czakrze, ale one były jakieś
takie niby podobne do tych co wczoraj, ale zarazem były
trochę inne, hmmm, tak czy siak nie wydawały się tym razem
powodowane przez tego byta, hmmm - tak mi się wydaje).
25/26.11.2011 -> O 3:49
idę spać na fotel, a o 6:11 wstaję (nieźle tyłek drętwieje
od takiego siedzenia w jednej pozycji... zmienianie pozycji
pomaga tylko odrobinę i na krótką chwilę). Na samym początku
były szarpnięcia na czakrze, a trochę później był atak psa
we śnie. Ten atak był ciekawy, bo po raz pierwszy w życiu
udało mi się mantrować (mówić cały czas słowo "Bóg") we
śnie! Jak wiemy podczas ataku w stanie pomiędzy realem, a
snem po wypowiedzeniu słowa "Bóg" powstaje jakby kula
"dźwięku / energii" która rozchodzi się po całym mieszkaniu odpychając
wszelkie negatywne stwory (coś jak zaklęcie patronusa w
Harrym Potterze), a we śnie działało to trochę podobnie, ale
odpychało to tego psa tylko na jakiś metr? Na pewno plusem
było to, że nie mógł się on do mnie zbliżyć, ale podczas
mantrowania czułem przemieszczającą się energię na 4 czakrze
lub coś w tym stylu i tak było, aż do wybudzenia mnie za
kilka sekund. Tak czy siak na pewno mantrowanie pomogło mi w
obronie przed tym bytem, ale też jednak coś działo się na tej
4 czakrze... teraz pytanie... co dokładnie się tam działo?
26/27.11.2011 -> O 1:50
idę spać na fotel. O 3:10 miałem atak we śnie. Broniły mnie
(mój domysł wynikający z ich obecności w moim śnie) dwa koty
(jeden mały i drugi dużo większy - nie wyglądały mi te koty
na zwykłe myślokształty... zresztą mam wrażenie, że już
kiedyś one były w moim śnie - ten duży był prawdopodobnie
tym którego widziałem jakiś czas temu w biały dzień na
biurku), oraz 2 postacie. Jedna z dobrych
postaci zdemaskowała demona który ukrywał się pod postacią
pięknej dziewczyny (która się do mnie przymilała) - sporo to
pomogło, bo zmieniłem stosunek do niej co spowodowało
ruszenie demona do ataku - ugodził on mojego opiekuna w
twarz i chyba mnie albo tego drugiego w rękę. Tak czy siak
po chwili uciekł (tak opowiadając w dużym skrócie
zostawiając za sobą "soczewkę" z oka jako dowód rzeczowy ->
nie wiem dokładnie o co chodzi, ale może teraz będzie jakoś
go łatwiej namierzyć? - pierwszy raz mam takie coś i sam
złapałem tą soczewkę, którą demon jakby wyciągnął sam sobie? z
oka). Lekko
odczułem ten atak, ale na pewno byłoby znaaaacznie gorzej gdyby
nie ochrona jaka została mi udzielona (thx).
Chyba przed 6? poszedłem spać
do pokoju obok, a o 9:44 wstaję - brak ataków.
O 13:45 kładę się spać, a o
16:25 wstaję - ogólnie brak ataków, ale pod sam koniec było
coś mocno podejrzanego, coś na kształt "negatywnego" snu, ale
na szczęście byłem mocno świadomy tego co się dzieje i
rozłączyłem się w trakcie jego trwania -> ogólnie sądzę, że
jakbym tego nie zrobił to mógłbym oberwać.
27/28.11.2011 -> Od
2:00 do 3:20 Wiesia robiła mi healing. Najważniejszym dla
mnie momentem było uzdrowienie miejsca w którym wbili mi
igłę sprzed tygodnia.
O 6:26 kładę się spać, a o
10:11 wstaję - brak ataków :)
O 19:35 kładę się spać, a o
20:50 wstaję, gdyż miałem właśnie o tej godzinie atak we śnie
gdzie ten byt usiadł na moim boku (spałem na boku). Idealnie
czułem "zmienny" ucisk w tym miejscu (jakby ktoś
mnie gniótł rękami?). Jakoś się z tego
snu wybudziłem choć nie było łatwo, bo traciłem co kilka
sekund świadomość. Po wstaniu czuję pewien ucisk w miejscu
jego ataku. Ogólnie przed samym atakiem była bardzo
negatywna postać we śnie, ale ona jako tako nic mi nie
zrobiła... było również bardzo ciemno. Ogólnie było to lekko
dziwne, że byłem we śnie, ale czułem się jakbym był w stanie
pomiędzy realem a snem. Czułem idealnie jak leżę, ale byta
który mnie atakował nie widziałem... jedynie czułem jego
atak i wiedziałem ze 100% pewnością, że to on... skubana
niewidzialność ;) (wyjątkowo nie miałem na sobie różańca, ale
nie wiem czy jakbym go miał to by ten atak nie nastąpił...
pewnie byłby... a może byłby w innej formie? nie wiem...
może tak może nie).
Wyjaśnię dodatkowo na czym
polega ta utrata świadomości. Miałem wrażenie, że moja
świadomość jest taką małą piłeczką w samym środku mojej
głowy. Gdy utrzymywała się na swoim miejscu to byłem
świadomy tego co dzieje się we śnie. Gdy traciłem świadomość
miałem wrażenie, że ta kuleczka przemieszcza się gdzieś poza
obszar mojej głowy i wpadałem jakby w obszar nieświadomości
(ten byt chyba ją wypycha z mojej głowy jak widzi, że
orientuje się we śnie, że jestem przez niego atakowany). Aby
przywrócić "kuleczkę" na swoje miejsce muszę zrobić pewien
jakby umysłowy? wysiłek.
28/29.11.2011 -> O
00:50 kładę się spać, a o 2:35 wstaję, gdyż miałem atak we
śnie. Mimo iż leżałem normalnie na boku, siebie we śnie
(który zrobił się cały ciemny w porównaniu ze snem jaki
miałem jeszcze chwilę wcześniej) widziałem leżącego na
plecach (z tego co pamiętam to we śnie przez chwilę leżałem
na boku, ale on mnie obrócił na plecy). Niestety ten byt mimo,
iż miałem już na sobie różaniec wszedł na mnie (nie czułem
ucisku, ale widziałem go choć niewyraźnie [ciemna postać]) całym swoim
"wrednym cielskiem", ale zorientowałem się co się dzieje! i
zacząłem odpychać go nogą co dało bardzo dobry skutek w
postaci zepchnięcia go ze mnie... nie mniej jednak nie
spodobało mu się to i rzucił się na mnie i ja wtedy zacząłem mantrować słowo "Bóg", ale nie zauważyłem jakiegoś skutku...
jedyne co zauważyłem to, że mnie szybko wybudziło, ale nie
wiem czy od mantrowania czy od rzucenia się na mnie demona.
Około 5:00? usnąłem na foteli
czy o 5:05? nie wiem dokładnie, ale właśnie o 5:05 miałem
atak we śnie, ale nic mi się chyba nie stało?
O 9:30 kładę się spać, a około
11? mam atak we śnie... następnie o 11:26 i jeszcze trochę
później. Wstaję o około 12:45.
O 19:36 kładę się spać, a o
23:05 obrywam w ataku we śnie (auć). Ogólnie ostatnio dosyć
często mam wrażenie przy "wybudzeniu" po ataku jakby czakra
zamiast stracić energię to się jakby kuliła? lub coś w tym stylu (w
przeszłości, ale nie w każdym przypadku! mogłem to zjawisko
określić czasem mianem "straty energii" co obecnie wydaje mi
się nie do końca poprawne, ale nie mniej jednak też bywało
wielokrotnie, że miałem uczucie jakby energia frunęła do
tego byta... różnie z tym bywało - tak czy siak żadne
oberwanie nie jest miłe).
29/30.11.2011 -> O 2:36
idę spać na fotelu -> o 4:30 zmieniam miejsce na łóżko (w
tym czasie nie miałem ataków) -> o 7:36 wstaję, ale gdy
leżałem na łóżku oberwałem kilka razy.
Od 8:30 do 11:20 spałem - brak
ataków. Następnie od 11:27 do 12:09 spałem/leżałem i również
brak ataków.
Spałem jeszcze tego dnia
kilka? godzin - brak ataków.
cdn...