NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2011 - LISTOPAD
(CZĘŚĆ 11)
LINK! DO CZĘŚCI 10
LINK! DO CZĘŚCI 12

31.10.2011/01.11.2011 -> O1:15 usypiam na krześle i bardzo szybko dostaje jakby "cios" w czakrę ale do końca nie wiem co to tak na prawdę jest gdyż nic prócz "ciosu" nie jestem w stanie powiedzieć w takim sensie, że nic mi się nie śniło, ani w żaden sposób nie wyczuwałem tego byta. Ogólnie takie rzeczy zdarzają się częściej ale nie zawsze je spisuje ;)

Po 1 poszedłem spać, a 2:35 mam atak we śnie, następnie o 3:32 (wstaję).

O 11:07 kładę się spać, a około 15:30 już jest ten byt w moim śnie (pyta się o jakiś wrażliwe dla mnie informacje będąc pod postacią osoby której ufam, ale z tego co widzę to te informacje są tak jakby "zaszyfrowane" i chyba nie udaje mu się ich rozszyfrować? a przynajmniej tak chyba wynikało z mojego "snu" - a może w ogólę chodziło o to abym się "otworzył"? ale chyba się nie otworzyłem na tyle aby zabrał mi energię? hmm) - tak czy siak nie zauważyłem aby coś mi zrobił złego choć ewidentnie przy mnie się kręcił. O 16:10 wstałem, gdyż przed oczami zaczęły pojawiać się jakieś negatywne myślokształty - niezbyt nachalnie, ale wolałem tak czy siak wstać.

01/02.11.2011 -> O 00:47 idę spać na fotelu. O 3:45 kładę się do łóżka, gdyż nie zaobserwowałem żadnych ataków. O 6:47 wstaję - wciąż brak ataków -> dość ciekawa sytuacja... w nocy nic się nie działo!?

O 14:54 próbowałem pójść spać, ale niestety byłem atakowany przez "myślokształty" i mówiąc szczerze trochę oberwałem... Po zamknięciu oczu widziałem jakąś igłę, która chciała się we mnie wbić, ktoś nagle otworzył okno i się wystraszyłem, ktoś kogoś uderzył i znowu negatywne emocje poczułem itd... niestety trochę energii ze mnie uszło... następnym razem postaram się szybciej ewakuować. Dodam jeszcze, że przed położeniem się spać czasem moje myśli stawały się dziwnie negatywne i stawałem się taki pogrążony w nich (to również atak) więc trzeba tak naprawdę uważać na to o czym się myśli i jak głęboko w to wchodzimy, bo może być tak, że będziemy produkować "papu" dla negatywnych istot, które z premedytacją mieszają przy naszej głowie po to, aby się po prostu najeść.

02/03.11.2011 -> Około 23? poszedłem spać, a o 1:42 wstałem. Przed samym wstaniem we śnie obeszły mnie 4 (piękne) postacie. Udało mi się uciec od 3-ch. Nie wiem kim była ta 4-ta, ale nic mi nie zrobiła (schowaliśmy się w tłumie). Za chwilę nastąpiło wybudzenie. Na szczęście nic mi się nie stało. Około 7? lekko drzemkałem na fotelu, a później chwilę w łóżku - w sumie tak do około 7:30 - raczej brak ataków. Następnie próbowałem zasnąć o 9:20, ale pewien negatywny myślokształt (kosmita ze strzykawką -> czułem przy tym strach) nie chciał wyjść z mojej głowy i musiałem się szybko ewakuować.

Około 12-13? poszedłem spać (to był jeden wielki i głęboki sen) i wstałem o 15:32 - brak ataków.

O 15:50 kładę się spać i od razu mam negatywne myślokształty przed oczami, ale jakoś udaje mi się zasnąć -> o 17:14 wstaję, gdyż był atak we śnie (2 postacie + kot, którego często brałem na ręce - wiadomo o co chodzi).

03/04.11.2011 -> Po 2 w nocy widziałem kątem oka jakąś czarną kulę energii wielkości średniego psa, a po kolejnych kilku? minutach jakąś postać, która miała ze 180? cm (była niewyraźna, ale ewidentnie humanoid jakiś). Tak czy siak nie zachęcało mnie to do spania więc o 2:43 poszedłem na fotel (a nie do łóżka). Ogólnie w nocy "coś było", ale nie pamiętam abym oberwał... pamiętam jedynie, że o 4:25 był jakiś dość podejrzany "sen"... więcej nie mogę sobie "przypomnieć". Wstałem o 6:31.

Około 9? może wcześniej siedziałem i co jakiś czas drzemkałem na fotelu i wszystko było ok więc o 9:38 się położyłem i spałem do 12:10. W między czasie był pewien atak we śnie (stał ten byt na przeciwko mnie i mnie denerwował) -> straciłem lekko energii, ale ogólnie zdecydowanie jest ok.

W południe próbowałem zasnąć, ale negatywne myśli mi na to nie pozwoliły.

Po? 20? siedziałem/spałem na fotelu -> O 20:56 położyłem się do łóżka -> o 21:58 miałem atak we śnie (ciemno, dresiarze, uczucie strachu) -> niestety straciłem trochę energii (przed tym atakiem spotkałem jakieś "nieagresywne" postacie we śnie). Co ciekawe gdy po wstaniu szedłem do kuchni to widziałem czarnego kota, który wszedł do niej przede mną -> nie był to mój kot, bo mój wszedł kilka chwil później hmm... nie jestem pewien co mam o tym myśleć...

04/05.11.2011 -> Nad ranem poszedłem do pokoju obok i położyłem się na chwileczkę około 7:30, ale co chwilę miałem po zamknięciu oczu jakieś dziwne uderzenie w czakrę (niczego złego nie wyczuwałem) i z tego powodu mój "odpoczynek" trwał dość krótko.

O 10:19 kładę się spać, a o 12:26 wstaję - brak ataków.

Około 19:30? usnąłem, i wstałem o 21:30. Na początku coś było, ale nie pamiętam co dokładnie... wiem, że nic specjalnego mi się nie stało... później było już spokojnie.

05/06.11.2011 -> O 3:34 idę na fotel. Miałem wrażenie jakby (w pewnym sensie) inny wymiar i nasza rzeczywistość się mocno przenikały. Gdy lekko zamykałem oczy lub? jak mój umysł był mocno odprężony? to słyszałem jakby jakieś (niewyraźne) głosy? w głowie? lub coś na kształt jakiś dziwnych "demonicznych szeptów?" (oberwałem w między czasie z kilka razy). Następnie wpadam w sen i czuję jakiś ucisk na kolanach, a we śnie jestem bardzo blisko kota -> na szczęście się wybudziłem. O 4:01 dostaję we śnie od jakiejś modliszki? która się na mnie rzucała. Tak czy siak koniec spania. Ogólnie rzecz ujmując ciosy nie wydawały się zbyt mocne dlatego kontynuowałem próby spania, ale był to błąd - powinienem się dużo wcześniej "ewakuować". Jeszcze trochę później znowu poszedłem na fotel (przed zaśnięciem było spokojnie), ale dostałem we śnie o 7:30. Około 8:30?-9:30? ponownie poszedłem spać, ale tym razem do łóżka... o 10:25? oberwałem we śnie... coś już sporo dzisiaj oberwałem :/

06/07.11.2011 -> Około 21:30 poszedłem na fotel... oczywiście nie dało się spokojnie spać... O 23:52 idę do łóżka... i to samo... O 2:46 wstaję obity...

07/08.11.2011 -> Około 22? poszedłem spać, a o około 00:30 wstałem - nie pamiętam czy coś było? O 1:30? poszedłem spać, a o 7:20 wstałem - na początku było jakieś ugryzienie (we śnie) przez jakieś zwierze, ale chyba tylko tyle było ataków?

O 13:10 do 13:30 sobie leżałem/próbowałem spać - miałem trochę negatywnych myśli, ale raczej to żaden atak... tak czy siak sobie trochę odpocząłem.

Od 14:00 do 16:30 spałem - pod sam koniec miałem atak we śnie. Wyglądało to mniej więcej tak: był sobie normalny sen i w pewnym momencie zrobił się bardzo ponury. Zobaczyłem jakiś ludzi którzy mieli wyrywać? jakieś części ciała ze szkieletów specjalnie do tego celu przygotowanych (potęgowało to atmosferę strachu). Następnie zaczął mnie gonić jakiś wielki potwór... ja uciekałem i się w pewnym momencie bardzo mocno! wystraszyłem -> wybudzenie -> strata dużej ilości energii (możliwe, że czakra została też w jakiś sposób chwilowo uszkodzona?) -> :(

Akurat wyjątkowo przy tym silnym ataku spałem po ciemku (o 14:00 było jeszcze jasno, ale o 16:30 zrobiło się już ciemno). Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale wspomnę o tym ;)

Jest już 22:25, a moje czakra nadal czuje się dosyć słabo :/ To było jedno z najmocniejszych wystraszeń na przestrzeni ostatnich tygodni... jak nie miesięcy.

08/09.11.2011 -> Za jakiś czas poszedłem spać. Około 1:45 zostałem zaatakowany. Najpierw widziałem atak w przenikającym naszą rzeczywistość wymiarze (widziałem jak leżę + częściowo pokój -> mam w tym stanie często wrażenie, że moje oczy znajdują się lekko? wyżej niż w rzeczywistości... pewnie wzrok fizyczny się tam wyłącza, a jakieś oczy duchowe się uruchamiają i stąd to wrażenie?) -> przy tym ataku zobaczyłem czarną energię na ciele (czułem tam ucisk i miałem wrażenie, że ten byt tam przyciska swoimi paluchami? choć go osobiście nie widziałem) -> następnie akcja przerzuciła się do snu gdzie zostałem wystraszony. Około 1:52 był kolejny atak we śnie, po którym wstałem.

Około 21? poszedłem spać - Około 21:52 i wcześniej miałem sny (minimum 2) gdzie próbowano mnie wystraszyć, ale ogólnie słabo im to wychodziło. W sumie dobrze, że się wybudziłem... bo pewnie w końcu by im się to udało. Ten drugi sen wyglądał tak, że mój kot został wypuszczony na wolność i od razu zaczął gdzieś latać, a ja biegałem za nim ze strachem! i lękiem! że mi gdzieś przepadnie (już się zaczynało "rozkodowywanie" / "otwieranie" mnie, aby ukraść mi energię - można powiedzieć, że jest to taki etap nr "1"... w pewnym sensie). Następnie jakiś pies zaatakował mojego kota i miałem się tutaj wystraszyć o jego życie (może nawet leciutko przez chwilkę to nastąpiło), ale ostatecznie zamiast lęku jakby skupiłem się mentalnie na zmianie tej sytuacji w bardziej pozytywną? nie jestem pewien jak to do końca nazwać, ale wiem, że byłem w tym momencie może trochę bardziej świadomy całej sytuacji i mentalnie nie chciałem dopuścić, aby negatywne uczucia lęku i strachu (o życie kota) się we mnie pojawiły i tym sposobem udało mi się wyjść z tego ataku bez szwanku (myślę, że można byłoby to nazwać w pewnym sensie obroną mentalną?).

Ogólnie jak już kiedyś pisałem jestem pod wielkim wrażeniem przebiegłości tych ciemnych istot. Zdecydowanie należy poznać mechanizmy, które występują przy atakach, a wtedy dużo łatwiej będzie nam rozpoznać czy aby mamy "czysty" sen czy może mamy w nim jakiegoś nieproszonego lokatora. Pamiętajcie, że gdy odczuwacie lęk, strach itd. to może być to wskazówka, że ktoś się do nas podłączył i hackuje nasz system, a jeżeli się wystraszycie we śnie to przykro mi, ale wtedy jest 1:0 dla demonów.

09/10.11.2011 -> Około 3:55 usnąłem ze zmęczenia na krześle i już po chwili zostałem zaatakowany we śnie (mimo, iż zyskałem w pewnym momencie świadomość we śnie i wiedziałem dokładnie co się dzieje nie mogłem już nic zrobić, aby nie stracić energii z czakry). Jeszcze przed zaśnięciem słyszałem jak ktoś drze mi się do ucha? i w tym samym momencie zobaczyłem przed zamkniętymi na chwilkę oczami drącą się twarz.

Fajnie byłoby gdybym nie musiał spać... byłoby mi znacznie łatwiej ;)

Nie wiem o której, ale trochę później mi się przysnęło na fotelu i był we śnie prawdopodobnie atak (około 5:45), ale na szczęście nic mi się nie stało. Tam jeszcze coś wcześniej było, ale już nie wspominam o tym ;) w sumie nie ma sensu pisać absolutnie o wszystkim ;)

Około 7:15? poszedłem spać, a o 9:20 solidnie oberwałem we śnie :/

10/11.11.2011 -> Położyłem się około 4:30?, a już 4:36 miałem atak we śnie. Ogólnie rzecz ujmując to ten byt non stop na mnie czyhał i z pewnością czyha dalej. Jak tylko lekko zasypiałem przed komputerem to już miałem różne dziwne objawy w głowie sugerujące obecność tego byta (np. słyszałem tak jakby demoniczny głos) lub gdy tylko na chwilę ze zmęczenia zamknąłem oczy to natychmiast wpadałem w "negatywny" sen. Czasem również bywają "negatywne" halucynacje, gdy się patrzę na jakieś rzeczy w pokoju - to wszystko jest jednoznaczną wskazówką, że jak usnę to dostanę bęcki.

Około 7? poszedłem spać do pokoju obok... ale zapomniałem nałożyć różańca na siebie... nie wiem na ile to miało wpływ na ataki, ale dostałem bardzo mocno. Miałem atak za atakiem we śnie oraz w stanie pomiędzy realem a snem i nie mogłem się wybudzić. Widziałem przez jakiś czas postać koło siebie, która mnie atakowała (starała się przyjmować przyjazną "formę"). Dostałem może z 10 razy pod rząd i dopiero po takiej ilości ciosów mnie wybudziło (~8:35). Moja 4 czakra czuje się oklepana jak worek treningowy...

Jest 21:24 i jakiś czas temu lekko zasypiałem na krześle. Wpadałem co jakiś czas w sen gdzie był ten byt i chyba próbował mnie atakować? ale ogólnie nic specjalnego mi się nie stało (miałem na sobie różaniec).

11/12.11.2011 -> O 23:25 idę spać na fotel. O 23:49 mam atak we śnie kolesia z nożem (dobrze mi szło odpieranie jego ataku [świadoma obrona], ale nie chciałem ryzykować dziabnięcia i dlatego szybko przerwałem sen tracąc przy tym energię - prawdopodobnie nóż był tylko takim "straszakiem", ale chcąc nie chcąc wolałem nie ryzykować potencjalnego dźgnięcia). Następny atak był o 00:05 gdzie cały oddział specjalny staną przede mną i nie mogłem nic zrobić... byłem w stanie jedynie patrzeć na sen i zaobserwować jak ucieka moja energia. Na razie starczy tego spania. Około 2:10? położyłem się na chwilkę i wpadłem w sen (nie chciałem tego) i miałem atak... w trakcie snu zorientowałem się co jest grane i nie chciałem z niego nagle się wybudzać... efekt był taki, że wydaje mi się, że łagodniej to zniosłem, ale nie mniej jednak po wybudzeniu moje serce waliło dużo szybciej. Ogólnie rzecz ujmując miałem plan aby leżeć, ale nie zapadać w sen,ale już z doświadczenia wiem, że jest to dość trudne gdy te byty coś przy tobie kombinują, a ty nawet nie wiesz co... bardzo łatwo tutaj o nieświadome wpadnięcie w "negatywny sen".

Ogólnie to doświadczam więcej ataków niż tutaj ich tutaj spisuję, no ale zamęczyłoby mnie spisywanie absolutnie wszystkiego.

O 3:15 kładę się do łóżka... szybko zasypiam... wstaję o 6:28. Miałem kilka ataków we śnie. Była również ciekawa sytuacja, bo gdy się budziłem w nocy widziałem jak koło kota (który spał na kołdrze) był jakiś kot astralny?, za jakiś czas widziałem już tam dwa, a ostatecznie nawet i trzy koty leżące koło niego (widziałem to normalnie na wprost, a nie bocznym widzeniem -> mogłem się na to patrzeć i patrzeć... ten "obraz" nie znikał). Również widziałem koty na szafie na wprost mnie - tam były maksymalnie dwa koty... nawet co jakiś czas chyba zmieniały pozycję? Może to tacy koci opiekunowie? albo mój kot przyprowadził swoich kumpli do ochrony? ;)

Jakiś czas później znowu poszedłem spać... a o 11:23 wstałem. Było kilka ataków. Co ciekawe pod sam koniec mojego spania we śnie ujrzałem super bohaterów, którzy przyszli walczyć z tymi bytami (czyli po prostu przyszła pomoc, ale to i tak nie uchroniło mnie przed bęckami). Był pewien sen jak jakiś potwór zjadał żywą kobietę i było dużo krwi i krzyku (i mój strach). Ostatnim atakiem była walka moja i tego byta z postacią ukrywającą się w "przebraniu" mojej mamy. Na samym początku przyszedł mi na pomoc sam batman (hehe), ale niestety nie dał rady (skończył jako szkielet stopiony kwasem) choć dał mi trochę czasu na zabarykadowanie się w kuchni. Następnie widziałem siebie tam z babcią (neutralny byt? lub pomocnik?), a mama zaczęła z całych sił dobijać się do drzwi. Ja z jednej strony barykady, a ona z drugiej i było takie siłowanie się... nawet dobrze mi szło, ale powoli traciłem siły. Nagle postanowiłem, że puszczę drzwi i w tym momencie ten byt wleciał do kuchni, a ja szybko poleciałem na balkon ("wymieniliśmy się miejscami"). Skoczyłem z balkonu na ziemię i przerzuciło mnie do stanu pomiędzy realem a snem. Gdy byłem już w tym stanie (widziałem swoje ciało, pokój itd.) to czułem jak ktoś dotyka moich palców u nogi (niewidzialny? humanoid?) i za chwilę nastąpiło wybudzenie do reala ze stratą energii... no cóż... przynajmniej stawiłem pewien opór... ech... Ogólnie rzecz ujmując zdecydowanie muszę odpocząć...

12/13.11.2011 -> Nie pamiętam o której poszedłem spać. O 6:28 wstałem. Oberwałem w nocy kilkukrotnie (około 5-6x).

13/14.11.2011 -> Około? 22:30?-23:00? poszedłem spać, a około 2:12 zostałem zaatakowany we śnie (powinien być zakaz straszenia w nocy) -> oczywiście wstaję. O 3:55 idę na fotel. Po 5 mam atak.... i chyba jeszcze jeden za jakiś czas? ... o 7:23 wstaję.

O 14:35 kładę się spać, a o 18:21 obrywam we śnie. Nie ma to jak wpaść w objęcia demona chowającego się za przyjaźnie wyglądającą "powłoką" :/

14/15.11.2011 -> Od 6:10 do 6:30 siedziałem/drzemkałem na fotelu - brak ataków. Od 7:00 do 9:50 spałem - brak ataków. Od 10:00 do 12:44 spałem - brak ataków. Od 13:46 do 14:15 sobie lekko drzemkałem - brak ataków. Około 19:30? kładę się spać, a o 22:24 wstaję - raczej nic specjalnego nie było o czym warto byłoby wspominać ;)

15/16.11.2011 -> Około 5:30 położyłem się spać i już po chwili słyszałem wewnętrznym? słuchem? jakieś dźwięki?, głosy? z wymiaru? który przenika? naszą rzeczywistość? - domyślam się, że jak się tak dzieje to jest bardzo duża? szansa na to, że są gdzieś w moim pobliżu? jakieś obce byty? i, że mogę być za chwilę? lub za jakiś czas? zaatakowany (np. poprzez wrzaśnięcie do ucha lub atak we śnie itd?). O 5:55 zostałem zaatakowany we śnie przez minimum 2 byty. Szturchały mnie (gdy mnie dotykały czułem ucisk), ale na szczęście szybko mnie wybudziło i w miarę bez większych strat się to dla mnie skończyło. O 9:34 ponownie kładę się spać, a o 11:04 wstaję - brak ataków. Około 18-19? spałem? na fotelu jakieś 30? minut - brak ataków.

16/17.11.2011 -> O 21:05 idę na fotel... o 1:46 "przesiadam" się do łóżka... o 6:13 wstaję... coś tam w nocy było, ale chyba nie za wiele? Około 9? idę spać... wstaję o 12:11 - brak ataków.

17/18.11.2011 -> O 3:13 idę na fotel i mam po zamknięciu oczu pewne jakby "wybuchy" na 4 czakrze, ale nie wyczuwam nikogo kto mógłby to robić. Nie jestem przekonany, aby to było coś złego. Czasem mam to doświadczenie, ale brak wyczuwalnego "negatywnego" źródła. Obecnie nie jestem pewien jak to "liczyć" itd. Tak czy siak nie musi być to czymś złym. O 6:01 zmieniam miejscówkę na łóżko. Śpię do 9:54 bez jakichkolwiek ataków.

18/19.11.2011 -> O 20:22 kładę się spać, a o 5:25 wstaję - były ataki. Następnie o 13:02 kładę się spać, a o 16:37 wstaję - brak ataków.

19/20.11.2011 -> Około 22:30 kładę się spać, a o 5:20 wstaję. Był pewien atak (lub max. 2?) na samym początku, ale później było już spokojnie... nawet miałem normalne sny! czego dość dawno nie doświadczałem w takiej ilości jak dzisiaj :)))

20/21.11.2011 -> O 2:24 kładę się spać, a o 4:06 wstaję - były ataki i zdecydowanie moim błędem było, że kontynuowałem próby spania :(, muszę wbić sobie do głowy, że trzeba wiać gdy jest jakakolwiek oznaka, że może stać mi się kuku. Na początku usłyszałem w głowie jakiś dziwny trzask? (ciężki do opisania, ale był on bardzo wyraźny i dosyć głośny... coś jakby zarechotanie? żaby? w połączeniu z komputerowym basem? -> ten dźwięk był taki "elektroniczny"), później to coś niewidzialnego wisiało nade mną i mnie "atakowało" (coś jakby strzały w mój układ nerwowy?), a ostatecznie zaatakowało mnie we śnie gdzie widziałem jak igła wbiła mi się między zęby, a po chwili zobaczyłem jakąś rękę (nie wiem czy była ona moja, czy tego byta?) która próbowała ją wyjąć, ale zamiast ją wyjmować spowodowała, że jeszcze bardziej się zaklinowała (było to baaardzo realne i oczywiście wszystko bardzo dobrze odczuwałem) -> w takim stanie zostałem wybudzony. Ogólnie moja czakra czuje się dużo gorzej niż jeszcze 1,5h temu... ech... Chyba za bardzo spodobał mi się wczorajszy dzień gdzie nawet sny miałem "swoje" i nie zmodyfikowane przez tego byta i chyba dlatego na siłę starałem się dzisiaj usnąć :/

O 6:48 gdy siedziałem na fotelu poczułem kilkukrotnie (6-12), bardzo dobrze odczuwalne pulsowanie w miejscu wbicia tej igły.

Około 7:30? do około 8:00? sobie przysypiałem na fotelu, ale będąc czujnym w jaki "sen" wchodzę... na szczęście nic złego się nie wydarzyło.

Bardzo niefajnie dzisiaj ten byt ze mną postąpił. W ogólę wydaje mi się, że to nie był typowy atak we śnie gdzie ten byt próbuje mnie wystraszyć aby zabrać mi energię, gdyż ja się nawet po wybudzeniu nie wystraszyłem. Celem tego ataku było wbicie we mnie tej igły... a sen był wyjątkowo wyraźny i realny :/

Jest już 15:30... odczuwam jakieś dziwne ukłucia, a nawet trwały lekki ból w miejscu wbicia igły... o 20:30 trwały ból nie ustępuje...

Około 20:50 poszedłem na fotel i trochę drzemkałem... i było spokojnie aż do 21:58, o której nagle naszła mnie w głowie myśl, że trzeba zrobić kolejną igłę? czy coś takiego? tak czy siak ta myśl mnie od razu wystraszyła (była prawdopodobnie podłożona przez tego byta) i przeniosło mnie w stan pomiędzy realem a snem (widziałem swoje ciało mimo zamkniętych oczu, ale tego byta nie widziałem... pewnie to ten jeden z tych "niewidzialnych") -> od razu mnie sparaliżowało (czułem wibrację na całym ciele i nie mogłem się ruszyć) i w tym samym momencie usłyszałem jakby w głowie? jakiś demoniczny głos... wiedziałem o co chodzi i z całych sił starałem się uwolnić z owego paraliżu (czułem, że jak nie zrobię tego natychmiast to mogę mieć spore kłopoty) -> na szczęście udało mi się szybko uwolnić i dałem lotę z fotela. Nie uśmiecha mi się pójście spać w najbliższym czasie...

21/22.11.2011 -> Około 23:30? położyłem się na łóżku i za jakąś godzinę zasnąłem... ogólnie 2x wszedłem na chwilkę w stan pomiędzy realem, a snem i za każdym razem czułem ucisk w okolicy 3 czakry (prawdopodobnie siadał na mnie ten niewidzialny byt - tak mi się wydaje -> porównuje doznania z doświadczeń gdy ten byt dotykał mnie w takim stanie więc chyba się nie mylę) -> na szczęście nic mi się nie stało. Około 2:00 miałem atak we śnie z wystraszeniem (dobrze, że tylko tyle mi się stało), po którym darowałem sobie już spanie. Ogólnie w nocy gdy spałem (z kotem), było sporo zamieszania w moich snach. Domyślam się, że mogły być robione w tym czasie przygotowania, aby mnie zaatakować. Było sporo postaci, były dwa koty, z wieloma osobami się witałem, przechodziłem koło nich... ogólnie dużo się działo, a ostatecznie wiadomo... zostałem wystraszony we śnie, ale to się odbyło już w innym śnie (nie pamiętam czy było płynne przejście ze snu w kolejny sen czy był zupełnie nowy sen rozpoczęty od "zera").

Jest 5:24 a ja wciąż czuję ten ból po wkłuciu igły.

Od około 7-8 do około 9:00 spałem - brak ataków, a następnie od około 9:30 do 12:15 spałem i również nie było ataków.

Od około 20:10? do 22:35 spałem - brak ataków.

22/23.11.2011 -> Około 2-3? poszedłem spać, a o 3:29 wstałem - nie zauważyłem aby coś mnie zaatakowało, nie mniej jednak mogło być coś negatywnego w moim śnie.. ale to nie zmienia faktu, że nie zauważyłem aby w jakikolwiek sposób zrobiono mi kuku. Około 3:35 idę ponownie spać i wstaję o 5:18 o której mam atak pocałunkowy ale nie wszystko w trakcie tego ataku poszło zgodnie z planem tego byta i w trakcie trwania "pocałunku" zorientowałem się, że coś jest nie tak i wybudziło mnie z mniejszą stratą energii niż bywało to zazwyczaj.

Około 11? idę spać, a o 12:40 wstaję - brak ataków? chociaż mogło być jakieś dziwne wystraszenie przy wybudzeniu? Nie jestem pewien czy był atak czy jednak go nie było?

O 22:36 kładę się spać ale dość szybko w mojej głowie pojawiły się negatywne myśli (oczywiście nie są to jakieś tam zwykłe negatywne myśli tylko takie, które są bardzo upierdliwe i nawet jak na chwilę się je z głowy wypchnie to za chwilę wracają i często są takie nieprzyjemne jak np powolne łamanie kręgosłupa + odczuwanie jak pękają kręgi itd... -> jest to często połączone z niechcianą wizualizacją -> oczywiście im dłużej ta myśl penetruje moją głowę tym większa szansa, że stanie mi się szeroko rozumiane "kuku"), a chwilę później (o 22:45) miałem uderzenie w 4 czakrę (czasami te uderzenia były tak zupełnie bez zapowiedzi dlatego w przeszłości nie byłem pewien czym one dokładnie są [chodź podejrzanie występowały po zamknięciu oczu] ale teraz ewidentnie widać o co chodzi -> tak czy siak takie uderzenie wcale nie jest przyjemne... -> jakby ktoś uderzył cię kijem od szczotki w 4 czakrę i trzeba do tego dodać jeszcze "porażenie prądem" z chwilowym skurczem mięśni na klatce piersiowej + z pewnym chwilowym usztywnieniem ciała + takim lekkim lub większym "podrzutem" ciała do góry... chodź to chyba już zależy od siły ciosu?). Ogólnie atmosfera nade mną robiła się jakaś taka "gęsta" więc wolałem już dalej nie ryzykować swoim zdrowiem.

23/24.11.2011 -> O 00:08 poszedłem na fotel. O 5:00 wstałem. Pod sam koniec spania miałem podejrzane sytuacje z postaciami we śnie. Jedna mi groziła i przyciskała do "muru" (mentalnie ciągle próbowałem się z nią pogodzić i dała mi spokój - czyżby podświadoma obrona mentalna? o ile był to atak, a na takowy chyba wyglądał?), następnie inna postać przez jakiś czas szła koło mnie (czasem jest to rola opiekuna... a czasem nie?), a za chwilę jeszcze inna gadała koło mnie o czymś z kimś obok i przy takiej rozmowie zostałem wybudzony i miałem ten skurcz na klatce piersiowej z falą prądu, która przeszła przez moje ciało... i to mnie zastanawia! Na samym końcu snu jako takiego ataku nie było... ale ta gadająca postać była na swój sposób podejrzana. W sumie nie wszystko musi się "skrystalizować" we śnie... tak mi się wydaje? hmmm -> jeszcze dodam, że po wstaniu miałem prawdopodobnie? pewne halucynacje... tak mi się wydaje? dzisiaj jakoś mam więcej znaków zapytania niż w inne dni... W sumie nie chcę pisać, że było coś na pewno skoro nie jestem tego pewien ;)

Jakiś czas później idę spać... wstaję o 10:25 - brak ataków? chyba tak... ale dobrze nie pamiętam, bo film mi się urwał... ale chyba nic już nie było?

Około 17:15 poszedłem spać, a o 21:30 wstałem - brak ataków.

24/25.11.2011 -> O 3:36 kładę się spać, ale bardzo szybko dopadły mnie negatywne myśli, myślokształty, wizje? senne itp. Niestety po chwilowym zamknięciu oczu (wpadłem od razu w coś na kształt snu) dostałem lekki? cios w czakrę oraz gdy otworzyłem już oczy to miałem wrażenie jakby mnie w nią co jakiś czas uderzał...  tak czy siak po chwili wstałem.

Jak siedzę przed komputerem to nie ma on takiej mocy atakowania mnie. Domyślam się, że chodzi tutaj o stan umysłu gdzie podczas zasypiania mocno wpada się w głęboki stan relaksu i któreś z ciał? energetycznych? przenika wymiar w którym się znajduje ten byt? lub coś w tym stylu? tak czy siak gdy umysł w pewnym sensie do pewnego stopnia "odpłynie" to jest możliwość mocniejszej ingerencji istot z innego wymiaru na nas. Oczywiście najszybsze i najmocniejsze ataki zachodzą wtedy, gdy zamkniemy oczy, ale mieszanie w głowie jest możliwe przy otwartych oczach (umysł się relaksuje, ten byt hipnotyzuje i "omamia" i zaczynają się pojawiać wszelkie negatywne "rzeczy" w głowie itd). Obserwując swój umysł przy zasypianiu możemy się dość szybko dowiedzieć czy ktoś ingeruje w nasze procesy myślowe oraz w powstające w naszej głowie myślokształty czy jednak nie. Gdy upewnimy się, że jest spokojnie i nic złego się z nami nie dzieje to możemy przejść do etapu gdzie zamykamy oczy na krótkie chwile i testujemy dalej to czy doznajemy jakiś dziwnych doznań np. strzałów w czakrę itp. Jeżeli nic takiego się nie dzieje możemy próbować zasnąć. Oczywiście i tak możemy oberwać we śnie nawet jeżeli przed zaśnięciem nic złego się nam nie przytrafiło, no ale warto robić te "testy" przed zaśnięciem, aby w razie czego po prostu się ewakuować i ewentualnie poczekać kilka godzin i spróbować zasnąć ponownie.

PS. a może zamknięcie oczu powoduje jakieś otwarcie się czakr, które chcą pobierać energię? czy coś takiego? i może dlatego ten byt jest w stanie wtedy tak solidnie przywalić? w sumie nie wiem dokładnie na czym polega fenomen "zamkniętych oczu", ale faktem jest, że ten byt do ich zamknięcia próbuje doprowadzić wszelkimi metodami (np. poprzez hipnozę... wprowadzaniem w sen itd).

PS 2. Ogólnie w pokoju nie ma tej atmosfery spokoju. Wiadomo kto powoduje, że tak jest.

Od około 7:40 idę na fotel i śpię na nim do 9:45. Na początku były ze 2? ataki, a pod sam koniec jeszcze jeden?

Około 21-22? idę spać na fotelu, a około 22:45 wstaję - brak ataków (choć było na początku kilka szarpnięć na 4 czakrze, ale one były jakieś takie niby podobne do tych co wczoraj, ale zarazem były trochę inne, hmmm, tak czy siak nie wydawały się tym razem powodowane przez tego byta, hmmm - tak mi się wydaje).

25/26.11.2011 -> O 3:49 idę spać na fotel, a o 6:11 wstaję (nieźle tyłek drętwieje od takiego siedzenia w jednej pozycji... zmienianie pozycji pomaga tylko odrobinę i na krótką chwilę). Na samym początku były szarpnięcia na czakrze, a trochę później był atak psa we śnie. Ten atak był ciekawy, bo po raz pierwszy w życiu udało mi się mantrować (mówić cały czas słowo "Bóg") we śnie! Jak wiemy podczas ataku w stanie pomiędzy realem, a snem po wypowiedzeniu słowa "Bóg" powstaje jakby kula "dźwięku / energii" która rozchodzi się po całym mieszkaniu odpychając wszelkie negatywne stwory (coś jak zaklęcie patronusa w Harrym Potterze), a we śnie działało to trochę podobnie, ale odpychało to tego psa tylko na jakiś metr? Na pewno plusem było to, że nie mógł się on do mnie zbliżyć, ale podczas mantrowania czułem przemieszczającą się energię na 4 czakrze lub coś w tym stylu i tak było, aż do wybudzenia mnie za kilka sekund. Tak czy siak na pewno mantrowanie pomogło mi w obronie przed tym bytem, ale też jednak coś działo się na tej 4 czakrze... teraz pytanie... co dokładnie się tam działo?

26/27.11.2011 -> O 1:50 idę spać na fotel. O 3:10 miałem atak we śnie. Broniły mnie (mój domysł wynikający z ich obecności w moim śnie) dwa koty (jeden mały i drugi dużo większy - nie wyglądały mi te koty na zwykłe myślokształty... zresztą mam wrażenie, że już kiedyś one były w moim śnie - ten duży był prawdopodobnie tym którego widziałem jakiś czas temu w biały dzień na biurku), oraz 2 postacie. Jedna z dobrych postaci zdemaskowała demona który ukrywał się pod postacią pięknej dziewczyny (która się do mnie przymilała) - sporo to pomogło, bo zmieniłem stosunek do niej co spowodowało ruszenie demona do ataku - ugodził on mojego opiekuna w twarz i chyba mnie albo tego drugiego w rękę. Tak czy siak po chwili uciekł (tak opowiadając w dużym skrócie zostawiając za sobą "soczewkę" z oka jako dowód rzeczowy -> nie wiem dokładnie o co chodzi, ale może teraz będzie jakoś go łatwiej namierzyć? - pierwszy raz mam takie coś i sam złapałem tą soczewkę, którą demon jakby wyciągnął sam sobie? z oka). Lekko odczułem ten atak, ale na pewno byłoby znaaaacznie gorzej gdyby nie ochrona jaka została mi udzielona (thx).

Chyba przed 6? poszedłem spać do pokoju obok, a o 9:44 wstaję - brak ataków.

O 13:45 kładę się spać, a o 16:25 wstaję - ogólnie brak ataków, ale pod sam koniec było coś mocno podejrzanego, coś na kształt "negatywnego" snu, ale na szczęście byłem mocno świadomy tego co się dzieje i rozłączyłem się w trakcie jego trwania -> ogólnie sądzę, że jakbym tego nie zrobił to mógłbym oberwać.

27/28.11.2011 -> Od 2:00 do 3:20 Wiesia robiła mi healing. Najważniejszym dla mnie momentem było uzdrowienie miejsca w którym wbili mi igłę sprzed tygodnia.

O 6:26 kładę się spać, a o 10:11 wstaję - brak ataków :)

O 19:35 kładę się spać, a o 20:50 wstaję, gdyż miałem właśnie o tej godzinie atak we śnie gdzie ten byt usiadł na moim boku (spałem na boku). Idealnie czułem "zmienny" ucisk w tym miejscu (jakby ktoś mnie gniótł rękami?). Jakoś się z tego snu wybudziłem choć nie było łatwo, bo traciłem co kilka sekund świadomość. Po wstaniu czuję pewien ucisk w miejscu jego ataku. Ogólnie przed samym atakiem była bardzo negatywna postać we śnie, ale ona jako tako nic mi nie zrobiła... było również bardzo ciemno. Ogólnie było to lekko dziwne, że byłem we śnie, ale czułem się jakbym był w stanie pomiędzy realem a snem. Czułem idealnie jak leżę, ale byta który mnie atakował nie widziałem... jedynie czułem jego atak i wiedziałem ze 100% pewnością, że to on... skubana niewidzialność ;) (wyjątkowo nie miałem na sobie różańca, ale nie wiem czy jakbym go miał to by ten atak nie nastąpił... pewnie byłby... a może byłby w innej formie? nie wiem... może tak może nie).

Wyjaśnię dodatkowo na czym polega ta utrata świadomości. Miałem wrażenie, że moja świadomość jest taką małą piłeczką w samym środku mojej głowy. Gdy utrzymywała się na swoim miejscu to byłem świadomy tego co dzieje się we śnie. Gdy traciłem świadomość miałem wrażenie, że ta kuleczka przemieszcza się gdzieś poza obszar mojej głowy i wpadałem jakby w obszar nieświadomości (ten byt chyba ją wypycha z mojej głowy jak widzi, że orientuje się we śnie, że jestem przez niego atakowany). Aby przywrócić "kuleczkę" na swoje miejsce muszę zrobić pewien jakby umysłowy? wysiłek.

28/29.11.2011 -> O 00:50 kładę się spać, a o 2:35 wstaję, gdyż miałem atak we śnie. Mimo iż leżałem normalnie na boku, siebie we śnie (który zrobił się cały ciemny w porównaniu ze snem jaki miałem jeszcze chwilę wcześniej) widziałem leżącego na plecach (z tego co pamiętam to we śnie przez chwilę leżałem na boku, ale on mnie obrócił na plecy). Niestety ten byt mimo, iż miałem już na sobie różaniec wszedł na mnie (nie czułem ucisku, ale widziałem go choć niewyraźnie [ciemna postać]) całym swoim "wrednym cielskiem", ale zorientowałem się co się dzieje! i zacząłem odpychać go nogą co dało bardzo dobry skutek w postaci zepchnięcia go ze mnie... nie mniej jednak nie spodobało mu się to i rzucił się na mnie i ja wtedy zacząłem mantrować słowo "Bóg", ale nie zauważyłem jakiegoś skutku... jedyne co zauważyłem to, że mnie szybko wybudziło, ale nie wiem czy od mantrowania czy od rzucenia się na mnie demona.

Około 5:00? usnąłem na foteli czy o 5:05? nie wiem dokładnie, ale właśnie o 5:05 miałem atak we śnie, ale nic mi się chyba nie stało?

O 9:30 kładę się spać, a około 11? mam atak we śnie... następnie o 11:26 i jeszcze trochę później. Wstaję o około 12:45.

O 19:36 kładę się spać, a o 23:05 obrywam w ataku we śnie (auć). Ogólnie ostatnio dosyć często mam wrażenie przy "wybudzeniu" po ataku jakby czakra zamiast stracić energię to się jakby kuliła? lub coś w tym stylu (w przeszłości, ale nie w każdym przypadku! mogłem to zjawisko określić czasem mianem "straty energii" co obecnie wydaje mi się nie do końca poprawne, ale nie mniej jednak też bywało wielokrotnie, że miałem uczucie jakby energia frunęła do tego byta... różnie z tym bywało - tak czy siak żadne oberwanie nie jest miłe).

29/30.11.2011 -> O 2:36 idę spać na fotelu -> o 4:30 zmieniam miejsce na łóżko (w tym czasie nie miałem ataków) -> o 7:36 wstaję, ale gdy leżałem na łóżku oberwałem kilka razy.

Od 8:30 do 11:20 spałem - brak ataków. Następnie od 11:27 do 12:09 spałem/leżałem i również brak ataków.

Spałem jeszcze tego dnia kilka? godzin - brak ataków.

cdn...

Dobry Samarytanin