30.06.2011/01.07.2011
-> O 00:15 kładę się spać. O 1:01 wstaję. Kompletnie nie
da się spać! Strzelają we mnie! Atakują we śnie! No porąbało
te demony już do reszty! Muszę dojść do siebie bo mnie obili
:/ O 1:19 zapaliłem kadzidełko... wąchajcie demony hehe!
Nad ranem jeszcze
położyłem się spać (ze zmęczenia) w innym pokoju... i również do mnie
strzelali...
W południe położyłem się spać
na kilka godzin i też coś tam próbowali mnie obijać... jakby
nie oni to spałbym kolejne kilka godzin...
Około 21:15? poszedłem sobie
poleżeć na łóżku... i mi się lekko usnęło i szybko dostałem
w czakrę (21:26). Następnie zmieniłem pokój i usiadłem na
fotel, na którym też lekko mi się przysnęło, ale właściwie
gdy tylko zamknąłem oczy to było łup w czakrę i tyle było z
mojej regeneracji. Muszę sobie szybko nowego kota
załatwić... ale jakoś chwilowo nie mam nic na oku...
01/02.07.2011 -> O
00:50 kładę się spać. O 00:55 dostaje strzała
(jednocześnie) w czakrę i krzyż papieski. O 1:32 wstaję, gdyż
od 00:55 do 1:32 dostałem tak wiele razy, że nawet tego nie
liczyłem (i w 3 i w 4 czakrę). Próbowałem na siłę
spać, ale się po prostu nie da usnąć od ilości strzałów. Moja
czakra czuje się źle :( Jak nie mam kota to w ogóle nie dają
mi spać, a jak miałem kota to przynajmniej się "jako tako"
wysypiałem! Zapaliłem kadzidełko, ale i tak spać nie idę.
Chyba muszę załatwić sobie kota w tempie ekspresowym.
Spałem jeszcze kilka godzin
rano, ale moja czakra czuje się hm... bez komentarza... a
swoją drogą... mam nowego kotka!!! a raczej kotkę! Urodziła
się 8 maja 2011 więc ma dopiero 8 tygodni! ale jest
identyczna jak z mojej wizji!!!
02/03.07.2011 -> O
23:11 kładę się spać z nowym kotem, który leży koło mnie.
O 23:25 dostałem mocnego strzała, aż mi fizycznie nogi podskoczyły
(wcześniej dostałem też jakieś mniejsze strzały)! Kot po
pewnym czasie postanowił pozwiedzać łóżko i robił to przez
jakąś godzinę ;) i po tym czasie ja usnąłem? a po chwili? kot znienacka na mnie
wszedł i położył się na mojej 4 czakrze :) Spałem do 7:57 i
w tym czasie były co jakiś czas strzały, ale nie przypominam
sobie, aby był jakiś atak we śnie?, a strzały wydawały się słabsze niż te gdy byłem bez kota
na sobie.
03/04.07.2011 -> Około
21:55 kładę się spać. Kot spał czasem na 4 czakrze, a czasem
niżej. O 4:23 był atak we śnie (nie pamiętam gdzie dokładnie
spał kot...). Strzałów chyba nie było lub było ich bardzo
mało? mówiąc szczerze nie pamiętam. O 4:56 wstałem.
04/05.07.2011 -> O
22:37 kładę się spać. Kot kładzie się w okolicy 2-3 czakry. O
00:26 był atak we śnie? ale obudził mnie kot łapą? czy
wierceniem się? Później o 3:17 był atak? i chyba tutaj wbito
mi (szybko) jakiś ostry przedmiot (jakby strzykawkę), ale na
szczęście od razu wyjęto. Miałem kiedyś takie doświadczenia
i po wstaniu nawet po dość krótkim czasie miałem nawet w
miejscach wbicia bąble więc to nie jest takie miłe, a we
śnie czuje się to wbicie (no i oczywiście się to widzi).
Następnie był jeszcze jeden atak we śnie, ale nie spisałem
godziny + jakieś pomniejsze zdarzenia, których nie
spisywałem. O 7:56 wstaję. Ogólnie czakra boli i potrzebuje
regeneracji.
05/06.07.2011 -> O
21:16 kładę się spać (kot jeszcze chodził po łóżku więc
zanim naprawdę usnąłem to trochę jeszcze minęło). Dopiero o
3:46 miałem pierwszy atak (we śnie), ale bardzo nieprzyjemny
:( Jakaś pani dentystka (wyglądała przyjaźnie do samego
końca) wierciła mi w zębie (później ząb znalazł się w jakimś
innym miejscu niż powinien być choć wciąż był przyczepiony
do szczęki? tak z przodu jakoś był za bardzo? nie wiem czemu
tak i o co chodzi? może jakiś błąd we śnie?), a
następnie wzięła ogromną strzykawę i wbiła mi ją przez
dziąsła aż w krtań? Na szczęście się wybudziłem w połowie
zawartości tej strzykawki, ale po wstaniu czułem fizyczny ból
w miejscu ukłucia :(
06/07.07.2011 -> Kładę
się o 21:37 (jak zwykle czekam na kota aż się położy). O 3:10 mam atak we śnie... i 10min później wstaję...
eh... kiedy to się skończy? :(
Możliwe, że wczoraj i dzisiaj
były pewne malutkie strzały w czakry, ale wydały mi się one
tak mało znaczące, że nawet nie były warte spisania w porównaniu np. do ataku we śnie lub
ewidentnego strzału po zamknięciu oczu. Tak czy siak moim
zdaniem z kotem jest znacznie lepiej. Szkoda tylko, że
jeszcze nie eliminuje ataków we śnie ale nie można mieć
wszystkiego. Ważne, że strzały mocno ucichły. Jak kot będzie
większy to i pewnie lepiej bronić mnie będzie. Obecnie jest
przecież bardzo młody... jutro będzie miał dopiero 2
miesiące... ale jest kochany... z każdym dniem lubię go
coraz bardziej :)
PS. Co do kładzenia kryształów
górskich do łóżka to nie zauważyłem, aby one coś dawały.
Bywało tak, że spałem nawet z czterema kilogramami
kryształów górskich albo np. trzymałem duży kryształ na
mojej czakrze i jakoś ataki dalej były przeprowadzane. Może
w jakimś przypadku mi to pomogło... możliwe... ale ogólnie
ta metoda obrony nie spełnia moich oczekiwań.
Nawet dzisiaj w dzień się
kładłem (rano) i też jakieś strzały były czy coś w tym stylu
(oczywiście po zamknięciu oczu), ale to już nie ma co o tym
specjalnie wspominać. Tak tylko już "jednym" zdaniem o tym
piszę.
Spałem jeszcze chwilkę z kotem
w dzień.
07/08.07.2011 -> O
21:32 kładę się spać (kot spał na początku w okolicy 3-4
czakry, a później koło mnie gdyż przekręciłem się na prawy
bok). O 1:15 miałem atak we śnie, ale na szczęście zanim
doszło do "kulminacji ataku" ja zostałem wybudzony więc nic
mi się jako tako nie stało. Nie było również żadnych
strzałów. Wstaję kilka minut później.
08/09.07.2011 -> O
21:40 kładę się spać (kot położył się w nogach). Następnie
było kilka strzałów / szarpnięć. Później kot położył się w
okolicy 4? czakry, a nad ranem zastałem go leżącego koło
mnie w okolicy 3 czakry. Wiem, że po początkowych
strzałach był chyba jakiś nieudany atak we śnie? lub coś
takiego? a o 6:39 widziałem, we śnie minimum dwóch
negatywnych bytów, ale na szczęście nie przeprowadzili ataku
nie mniej jednak po wstaniu moja czakra czuła się trochę
uszkodzona, ale może za dobre kilka godzin "ból" się trochę
zminimalizuje. O 10:48 jest już dużo lepiej.
09/10.07.2011 -> O
22:18 kładę się spać. Przed zaśnięciem miałem chyba kilka
lekkich strzałów? Nie pamiętam już dokładnie... O 5:24 był atak we śnie... -> wstałem
po nim. Muszę teraz trochę zregenerować czakrę bo boli :/
... no i mam zadrapanie w okolicy kręgów szyjnych... i na
pewno nie jest to sprawka kota...
10/11.07.2011 -> Około
21:30? idę spać... po chwili były jakieś małe strzały? Kot
gdzieś łaził w między czasie chyba po pokoju? albo był w tylnej
części łóżka? Kilka godzin później był atak we śnie? (nie do
końca udany?)... tym razem już kot spał koło mnie (na wysokości
2?-3? czakry)... następnie był jeszcze atak typu halucynacja, a o 4:35 dostałem łomot od kilku bytów
jednocześnie... tak zwane bęcki we śnie... i czakra na serio
oberwała... oj tak :/ widocznie muszą w kilku już
przychodzić, bo w pojedynkę im słabiej idzie... hehe... ale
na serio mocno dostałem... kilka godzin raczej nie wystarczy,
aby dojść do siebie :/ PS. kładłem też sobie obrazek z
Jezusem na 4 czakrze... ale pewnie przesunął mi się na bok
podczas ataków...
11/12.07.2011 -> O
21:24 kładę się spać. Kot na początku spał w moich nogach,
później w okolicy bioder, później widzę go na krześle obok i
później znowu w okolicy bioder, nie wliczając w między
czasie karmienia,
kuwety itd ;) to tak odnośnie kota, a co do ataków to o 21:39
gdy jeszcze nie spałem, ale miałem zamknięte oczy poczułem
jakby "pazur kota" wbił mi się w palec u ręki... co ciekawe
gdy otworzyłem oczy w ogóle kota nie było koło mnie... (był
w nogach pod kołdrą) więc... kto mnie tak dziabnął? a to
było bardzo dobrze fizycznie odczuwalne! Następnie o 4:20
był atak we śnie... a o 4:40 wstaję... już nie muszę chyba
mówić, że moja 4 czakra wymaga regeneracji... i w ogólę
sądzę, że obrywam więcej niż tutaj spisuje... nie sądzę aby
dzisiejszej nocy były tylko te "dwa" ataki które spisałem... myślę, że było
więcej "akcji", ale albo tego nie zauważyłem albo nie
spisałem tego... tak czy siak zostawili mi niezłą 7
centymetrową pamiątkę w okolicy 3 czakry.

Specjalnie zostawiłem kawałek
krzyża papieskiego (ten który ma w sumie 13,5cm) dla porównania.
Jeszcze tylko podkreślę, że kot nie ma z tym nic wspólnego!
No i Wiesia na to patrzyła... podobno jest w tym miejscu
"eteryczny siniak"... hmmm... zdarza się...
12/13.07.2011 -> Około
22 kładę się spać. O 23:19 miałem atak we śnie, a następny
(ale chyba nie udany) o 5:15... o 5:20 wstaję. Kot spał koło
mnie.
Spałem i leżałem w dzień w
sumie około 2 godziny... miałem jakieś szarpnięcia na 4
czakrze, ale olewałem je... musiałem trochę odpocząć...
jakbym miał atak we śnie albo silny cios to bym oczywiście
od razu wstał...
13/14.07.2011 -> Około
23:30 kładę się spać. O 5:45 wstaję. Coś było w nocy...
jakieś próby ataku w snach... moja czakra odczuwa pewne
"bęcki"... hmm...
14/15.07.2011 -> Około
22:33 kładę się spać. O 2:12 był atak we śnie (nie taki
mocny), a o 5:50 kolejny... ale dużo mocniejszy... po którym
wstałem, gdyż ledwo "dycham" ;/
Spałem kilka godzin w dzień
(kot był koło mnie)... i nic mi się nie stało. Trochę
odpocząłem, ale i tak to wciąż za mało. Oczywiście spałem w
różańcu... to absolutna podstawa.
15/16.07.2011 -> O
21:59 kładę się spać. Było kilka ataków we śnie (4 lub
więcej?). W jednym ataku widziałem nawet około 5 negatywnych
postaci jednocześnie... Ogólnie to w moich snach faktycznie
było ich jakoś tak więcej... Chyba nie lubią już przychodzić
na "solówki" ;))) Nawet były ukryte ataki we śnie, czyli
takie gdzie nie widać we śnie, że jest się "bitym". Są w
takim przypadku postacie, które są obok ciebie, ale nie widać
motywu "ataku" nie mniej jednak jest się obijanym (po
wstaniu wiesz, że jesteś pobity i ogólnie jakoś to czujesz,
ale ciężko to opisać w słowach - ja to widzę tak, że te
postacie krystalizują się we śnie, a "fizycznie" coś przy
tobie kombinują... po wstaniu czujesz to ich kombinowanie w
postaci "obicia" czakry i mimo iż nie pokazało się we śnie,
że dostajesz w "ryja",nie byłeś ściskany czy wystraszony
to nie mniej jednak obitym się wstaje... więc sama obecność
we śnie tych postaci jest już niebezpieczna, bo oznacza to,
że są przy człowieku i nie wiadomo czym dokładnie się
zajmują... a cokolwiek by nie robili nie jest to dla mnie
korzystne). Oczywiście czasem bywa, że nic mi się nie stanie
mimo, iż widziałem negatywne postacie w moim śnie... po
prostu różnie z tym bywa.. O 4:23 wstaję i moja czakra jest obita jak worek
ziemniaków... powinienem wstać wcześniej, ale tak mi się spać
chciało i chce nadal..., że ciężko nie spać... jak zwykle
noc przespałem na plecach, ale obecnie marzy mi się pozycja boczna...
przed pójściem spać przez chwilę tak leżałem i normalnie jak
w raju... Jak już się skończą te ataki to każda noc będzie
dla mnie "rajem" :D
A swoją
drogą to te NOCNE ataki miałem nawet gdy byłem małym
dzieckiem (czasy przedszkola / podstawówki)... pamiętam
motywy jak jakaś postać (niewidzialna) wywoływała we mnie
strach będąc za moją głową. Chowałem się wtedy pod kołdrę...
były również ataki we śnie gdzie byłem straszony i przez to
traciłem energię czego nie byłem wtedy świadom... więc motyw NOCNYCH ataków jest mi znany już od dziecka.
Oczywiście nie pamiętam jak często one występowały, ale
pamiętam, że były... Pomijam już ataki w "fizycznej" postaci przez ludzi mi
nieżyczliwych... dlatego podkreślam z dużych liter, że piszę
tutaj tylko o NOCNYCH atakach, bo pamiętajmy, że ludzie też
bywają opętani i te demony atakują poprzez nich... a to
jakoś dziwnie w moim życiu występowało w tak dużej skali, że
ciężko zrozumieć czemu tak się działo skoro jak ja to mówię
"nie robię przecież nic złego", a te ciemne moce od dziecka
starały się mnie "udupić". Dobrze, że jakoś to
przetrwałem... ale od czasów mojej medytacji bardzo mocno
nasilił się motyw nocnych ataków, bo przecież z miesiąc? po
rozpoczęciu medytacji zacząłem mieć nocne ataki (23.09.2004
rozpocząłem się zajmować rozwojem / medytacja itd). Więc te
ataki o których piszę, nie występowały tylko w 2009-2011...
lecz minimum od końca 2004 roku do teraz i pewnie jeszcze
trochę potrwają... pomijam oczywiście wszystkie wcześniejsze
nocne ataki, których albo nie pamiętam, albo były w czasie gdy byłem
małym dzieckiem (akurat ten fakt zapamiętałem). Jakoś tak
się zastanawiałem zawsze... czemu tak się dzieje, że tyle
ludzi mnie atakuje, choć nie ma powodu do takiej agresji do
mojej osoby... a teraz po wielu latach mam swoją
odpowiedź... Już od dziecka próbowali mnie "wyeliminować z
gry"... no,
ale ręka Boska mnie jakoś przez te ciemne czasy
przeprowadziła... jeszcze
tylko te obecne nocne ataki muszę przejść i będzie git ;)
... wiem, że się uda, ale
fajnie byłoby już mieć to za sobą... no ale widocznie
jeszcze nie czas pójść dalej ;) Muszę być cierpliwy ;)
A swoją
drogą w pewnym sensie jestem wdzięczny za tak ciężkie
doświadczenia jakie miałem w swoim życiu, gdyż pomogły mi
lepiej zrozumieć problem opętań u ludzi, którzy uważani są
raczej za "normalnych". Na pierwszy rzut oka ciężko
stwierdzić czy dana osoba jest pod wpływem złego ducha czy
nie. Czasem osoby są na stałe opętane, a czasem tylko
chwilowo... z tym różnie bywa. Tak czy siak problem jest
bardzo duży.
Kundalini ma
do siebie to, że czyści czakry, aurę itd. więc wszelkie urazy
z dzieciństwa, lat szkolnych itd. są mi "zabierane /
oczyszczane". Oczywiście trwa to jakiś czas, ale prędzej czy
później energia kundalini stawia człowieka na mocnych
nogach, a jego urazy życiowe gdzieś przepadają.
Pogrubiłem
ten tekst gdyż uważam, że jest dość ważny i że warto
wiedzieć, że ataki w nocy (o ile ktoś je ma) to tylko mała
część z tego, co się naprawdę na świecie dzieje. Gdy ktoś
jest atakowany fizycznie poprzez ludzi i świat stara się go
zniszczyć, a ten dalej stara się czynić dobrze i iść do Boga,
to może spodziewać się nocnych wizyt, bo dopóki ludzie pod
wpływem demonów go atakują to ten człowiek nie koniecznie
musi wierzyć w "nocne zmory". Pamiętajmy, że "zły duch" nie
chce się ujawniać i woli pozostać w ukryciu, ale gdy już nie
ma wyboru to wysyła swoich "żołnierzy", aby gnębili daną
osobę w nocnych atakach, aby odstąpiła od Boga i wróciła do
"świata materialnego". Należy pamiętać, że Jezus mówił, że
kto idzie za Nim również będzie prześladowany, ale należy
zaufać Bogu gdyż Jego owce mają dobrą ochronę i tak jak mnie
kiedyś Jezus uratował przed zastrzykiem od obcych tak samo i
Was przeprowadzi przez wszelkie trudności życia. To że
dostaniemy trochę po tyłku to pewne, ale za to gdy uczepimy
się Jego płaszcza możemy mieć gwarancję, że uda się przejść
każdą choy najcięższą sytuację gdyż sam Jezus zwyciężył
"świat" więc jak nam pod Jego panowaniem miałoby się to nie
udać? Więc głowa do góry i nieśmy nasz krzyż na samą górę
gdyż tam jest nasze ukrzyżowanie oraz zmartwychwstanie.
16/17.07.2011
-> O 21:42 kładę się spać. Kot leżał koło
mnie. Dostałem kilka "strzałów" w 4 czakrę przy samym
zasypianiu. Położyłem kota na 4 czakrze, ale dużo to nie
pomogło choć miałem wrażenie, że trochę jednak zniwelowało
to moc ataków, ale czy nie naraziłem kota na
niebezpieczeństwo? hmmm... <głęboka zaduma> ... chyba
wiedział na co się pisze przychodząc do mnie? ;) podobno koty w jakimś stopniu
umieją transmutować te "negatywne energie"? w tym ataki?...
w nocy miałem ataki we śnie... widziałem też jakaś kroplówkę
przyłączaną do mnie i w środku była krew? już nawet nie chce
wiedzieć co to było... wstałem o 3:32... jestem wykończony,
niewyspany, trzęsie mną, moja czakra czuje się do bani...ogólnie ledwo żyję. Chyba znowu muszę zacząć mniej spać, bo
nie wyrobię :(
Na razie zdjąłem z siebie
złoty łańcuszek z Matką Boską (mojej mamy z komunii) i
zastąpiłem to wisiorkiem z kamieniem lapis lazuli.
Po 12 na chwilkę zamknąłem
oczy aby odpocząć... niestety nie dało się zasnąć z powodu
uderzeń w czakrę... na początku takie małe, słabo wyczuwalne
strzały, a później doszło do mocnego szarpnięcia... po
stwierdzeniu, że nic z drzemki nie wyjdzie musiałem niestety
dać sobie spokój z tego typu odpoczynkiem.
Jest już 22:47 i usypiam przed
kompem... oczy mi się już same zamykają... ale jeszcze jakoś
się trzymam... ale i tak wiem, że kiedyś zasnąć będę musiał
hmmm...
17/18.07.2011 ->
Jest już 00:12 i nie czuję się
już tak senny jak było to jeszcze godzinę temu... znaczy z
chęcią poszedłbym spać, ale chyba największy "kryzys senny"
mam już za sobą... ciekawe czemu tak się dzieje, że człowiek
usypia na siedząco, a kilkadziesiąt minut później już może
jakoś funkcjonować... hmmm...
Około 1:30? postanowiłem
jednak pójść spać, ale nie na łóżku tylko na fotelu (pozycja
siedząca) (kot na kolanach) i o dziwo nie było ataków!
Spałem tak do 6:05 gdzie na końcu zmieniałem na fotelu lekko
pozycję (odrywając nogi od ziemi) i chyba coś tam na czakrze
było? ale nie jestem pewien. Kot nie spał cały czas ze mną.
Czasem schodził i sobie gdzieś i łaził po pokoju. Muszę
przeprowadzić więcej testów takiego spania. Pozycja nie jest
zbyt wygodna, ale może w tym szaleństwie jest metoda?
PS. Krzyż papieski (ten duży /
~26cm) miałem między 3 a 4 czakrą... może ma to jakieś
znaczenie? ale pewnie nie, bo jak leżałem w łóżku to jakoś
byłem jednak atakowany, a też się nim broniłem. Ogólnie ten
fotel jest dość spory... ale czy to aby o pozycję chodzi? że
niby siedzę, a nie leżę? hmmm... zobaczymy jak to będzie w
najbliższych dniach...
PS2. a może to ten kamyk
(lapis lazuli) spowodował, że nie miałem ataku we śnie? a
może to po prostu przypadek? Zobaczymy jak będzie
dzisiejszej nocy.
Spałem z kotem od ~12 do
~13... i nic mi się nie stało.
18/19.07.2011 ->
Przed 22 leżałem sobie na łóżku z kotem... były szarpnięcia
na czakrze + ataki typu halucynacja. Po pewnym czasie postanowiłem pójść spać na
fotelu z kotem... ale ponownie miałem ten sam problem. Około 2 w nocy postanowiłem ewakuować się
do łóżka... na początku było ok... (kot położył mi się
w nogach), ale później zostałem zaatakowany we śnie +
"halucynacjami" (po otwarciu oczu widziałem
jakiegoś kota chodzącego po biurku... oczywiście nie był on
realny... choć teoretycznie jest możliwe, że był to jakiś
byt w "przebraniu", ale szczerze nie sądzę aby tak było...
chociaż czasem może z tym różnie bywać... ale chcąc nie
chcąc taka halucynacja ma za zadanie wystraszenie mnie więc
szybko zabrałem wzrok z podejrzanego kota oraz poczekałem,
aż wyjdę z tego stanu "omotania")...
po tych atakach
odechciało mi się już spać ;)
Niestety nie da się normalnie
spać...
O 6:27 zasnąłem na chwilkę
przed komputerem (dosłownie kilka sekund) i tak mocne
szarpnięcie było na 4 czakrze, że całym moim ciałem
wstrząsnęło...
O 6:55 zapaliłem kadzidełko...
może to ich trochę odstraszy...
Po 21? wciąż jak zamknę oczy
itd... to moja 4 czakra jest atakowana... aż moje fizyczne
ciało "podskakuje / wzdryguje się". O 21:31 zapaliłem
kadzidełko.
19/20.07.2011 -> Nie
wiem o której usnąłem (22?-23?), ale obudziłem się o 3 w nocy na
łóżku... Poszedłem następnie spać. O 4:20 był atak we śnie
po którym wstałem. Co ciekawe przed atakiem (we śnie) siedziałem
sobie ze
swoją "drugą połówką" w ławce szkolnej (czasem
pojawia się taki
motyw w moich snach) i dopiero jak wstałem i "wyszedłem z
klasy" to po krótkiej chwili zostałem zaatakowany. Czyżby
moja "druga połówka" dawała mi jakąś ochronę? a może był to
jakiś mój strażnik?
20/21.07.2011 -> Po
00:20 kładę się spać i od razu czułem ataki "zła" na 4
czakrę. O 2:20 zostałem zaatakowany we śnie... i po tym
ataku wstałem i zapaliłem kadzidełko... cios był silny...
mam skurcze mięśni po nim (jak i po wielu innych ciosach)...
ale to normalne po tak silnym uderzeniu... prawdopodobnie
układ ruchowy lekko został uszkodzony oraz funkcje w mózgu
odpowiadające za łapanie równowagi... na szczęście takie
uszkodzenia są chwilowe :|
PS. kot spał koło mnie.
O jakiejś 3? poszedłem spać do
małego pokoju (z kotem) i już po chwili czułem "kombinacje"
złych sił przy mnie... zresztą w ogóle ich wyczuwałem (w
pokoju nie było czuć "spokoju"). O 6:20 był atak we śnie i
chyba godzinę później kolejny? ale nie jestem pewien? O 7:25
wstaję i zapalam kadzidełko.
21/22.07.2011 -> O
23:23 kładę się spać (kot spał raz na mnie, raz koło mnie).
Koło siebie kładę 2,5kg kryształ górski. O
6:07 wstaję i stwierdzam, że chyba nie było ataków?!
Oczywiście spałbym dłużej, ale już zdarzały się sytuacje gdy
było tak, że nie było ataków i postanawiałem spać dłużej i
rano był atak i psuło mi to "cały dzień" z powodu zadanych
mi obrażeń więc wolałem już nie ryzykować, a i tak dość długo
spałem... no i miałem sporo nie zakłóconych przez negatywne
moce snów :]
PS.
i znowu była w jednym z
moich snów moja druga połówka hmm... no ale jak pisałem to
się czasem zdarza ;)
22/23.07.2011 -> O
23:19 kładę się spać. Na początku kot spał obok mnie, a
później na mnie [brzuch] i ponownie obok mnie. Był jeden
jedyny atak przed samym zaśnięciem, ale to tylko do tego
mógłbym się przyczepić - gdy zasypiałem zobaczyłem przed
oczami jakąś negatywną postać atakującą mnie (nawet coś do
mnie wołała?) - widać było, że była to próba wystraszenia
mnie, ale tak czy siak nie odczułem jakiś "strat" gdyż szybko
otworzyłem oczy. Całą pozostałą noc spałem spokojnie. O 6:40
wstałem. Oczywiście spałbym więcej (dużo więcej), ale na
razie i tak jest bardzo dobrze.
23/24.07.2011 -> O
23:08 kładę się spać. Były pewne ataki przed
zaśnięciem. O 3:50 był atak typu halucynacja. Około 7 były te byty w
moim śnie, ale byłem dobrze chroniony przez moich opiekunów,
ale czy w 100% mnie ochronili? tego nie wiem, ale ważne, że
mnie chronili i to całkiem dobrze jak mniemam po "śnie". O
7:15 wstaję. Spałem w dzień kilka (1-3?) godzin (z kotem) i
nic mi się nie stało.
24/25.07.2011 -> O
23:11 kładę się spać (dopiero po 00:00 zamknąłem oczy). O
1:40 był atak we śnie. O 2:34 kolejny... -> wstaję. Mam nieodparte wrażenie, że pominąłem jakiś atak... Ogólnie
dostałem w 3 i 4 czakrę.
Po 11 poszedłem spać (dostałem
na wstępie kilka razy). Wstałem przed 13. Następnie poszedłem
spać po 13 i wstałem o 16:36. Trochę odespałem noc.
25/26.07.2011 -> O
23:40 kładę się spać. O 00:10 dostaje strzał w czakrę. O
2:29 i 2:45 miałem ataki we śnie... -> od razu po tym
ostatnim wstałem... muszę dojść do siebie...
O 10:10 poszedłem się na
chwilę położyć, ale po chwili zacząłem wyczuwać próby
strzałów w czakrę (jeszcze nie wszedłem w pełni w "ich"
wymiar i strzały były mizerne)... po zorientowaniu się, że
nici ze spania postanowiłem trochę poleżeć i zaraz wstać
(10:14)... może za jakiś czas spróbuję ponownie...
Udało mi się zasnąć około
11-12? i wstałem o około 13:20. Całkiem dobrze spałem... nie
pamiętam czy przed zaśnięciem coś było... wiem jedynie, że
jak już zasnąłem to spałem jak kamień...

26/27.07.2011 -> O
23:16 kładę się spać. O 2:28 został mi przerwany sen i
zobaczyłem
czarną zjawę na czarnym tle (mimo to widziałem całą
rozgrywającą się "akcję"), która rzuca we mnie jakby "kulą"
(przypominało to wchodzący w atmosferę meteoryt; była
wielkości trochę większej? niż piłka bejzbolowa? ale z
drugiej strony to ciężko to dokładnie stwierdzić).
Oczywiście ta kula trafiła mnie
w 4 czakrę... auć...
Trochę odsypiam przed
komputerem... automatycznie zasypiam ze zmęczenia...
możliwe, że leciutko oberwałem raz czy dwa, ale ogólnie było
w miarę spokojnie...
Około 5:45 położyłem się spać
zakrywając 4 czakrę obrazkiem z Jezusem i "programując" go,
że będzie odbijać wszystkie strzały takie jakie zobaczyłem
po moim poprzednim śnie. Po pewnym czasie miałem wrażenie ataków na 3 czakrę to dołożyłem obrazek i na tą czakrę. Następnie był
cios w 4 czakrę (niezbyt mocny?) hmmm... a później atak we
śnie (ucisk na nos)... O 6:45 wstałem... w sumie jestem
stratny po tym spaniu, no ale chociaż trochę się
przespałem... ale trzeba przyznać, że ten ucisk na nosie to
ciekawa sprawa... czemu nie uderzył w czakrę czy w nią nie
strzelił tylko uciskał nos? (ucisk na nosie ma za zadanie
"otworzenie" [czakry?] człowieka lub jego wystraszenie [na jedno
wychodzi] i dzięki temu traci on energię z czakry - w moim
przypadku z 4). Praktycznie nie zdarza mi się
ucisk na nosie... Czyżby przeszkadzały mu obrazki
Jezusa na moich czakrach i przez to w jakiś inny sposób
próbował mnie atakować? W sumie zapomniałem założyć na czas
tej "drzemki" różańców, no ale czy to by coś pomogło w tym
przypadku? tak czy siak muszę o różańcach pamiętać... po co
dokładać sobie "ryzyka".
O 12:48 położyłem się na
chwilkę. Tym razem miałem różaniec na sobie. O 13:00 chyba
coś było... tak czy siak długo się nad tym nie rozwodziłem i
od razu wstałem.
21:16 zapaliłem kadzidełko
koło łóżka.
27/28.07.2011 -> O
22:11 kładę się spać. Zapaliłem dodatkowe górne światło +
lampkę przy łóżku (normalnie zapalam tylko górne światło ->
bo kto by chciał po ciemku spać z demonami?). Na 4 czakrę
położyłem kryształ górski (+ większą ilość [niż ostatnio]
koło siebie) i obrazek z Jezusem + duży krzyż
papieski, a na 3 czakrę obrazek z Jezusem.
Oczywiście
różańce to standard i o dziwo chyba nie było ataków? Nie
jestem pewien co do zasypiania (chyba coś było? a może nie?) ale tak
ogólnie to noc była spokojna.