NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2011 - LIPIEC
(CZĘŚĆ 7)
LINK! DO CZĘŚCI 6
LINK! DO CZĘŚCI 8

30.06.2011/01.07.2011 -> O 00:15 kładę się spać. O 1:01 wstaję. Kompletnie nie da się spać! Strzelają we mnie! Atakują we śnie! No porąbało te demony już do reszty! Muszę dojść do siebie bo mnie obili :/ O 1:19 zapaliłem kadzidełko... wąchajcie demony hehe!

Nad ranem jeszcze położyłem się spać (ze zmęczenia) w innym pokoju... i również do mnie strzelali...

W południe położyłem się spać na kilka godzin i też coś tam próbowali mnie obijać... jakby nie oni to spałbym kolejne kilka godzin...

Około 21:15? poszedłem sobie poleżeć na łóżku... i mi się lekko usnęło i szybko dostałem w czakrę (21:26). Następnie zmieniłem pokój i usiadłem na fotel, na którym też lekko mi się przysnęło, ale właściwie gdy tylko zamknąłem oczy to było łup w czakrę i tyle było z mojej regeneracji. Muszę sobie szybko nowego kota załatwić... ale jakoś chwilowo nie mam nic na oku...

01/02.07.2011 -> O 00:50 kładę się spać. O 00:55 dostaje strzała (jednocześnie) w czakrę i krzyż papieski. O 1:32 wstaję, gdyż od 00:55 do 1:32 dostałem tak wiele razy, że nawet tego nie liczyłem (i w 3 i w 4 czakrę). Próbowałem na siłę spać, ale się po prostu nie da usnąć od ilości strzałów. Moja czakra czuje się źle :( Jak nie mam kota to w ogóle nie dają mi spać, a jak miałem kota to przynajmniej się "jako tako" wysypiałem! Zapaliłem kadzidełko, ale i tak spać nie idę. Chyba muszę załatwić sobie kota w tempie ekspresowym.

Spałem jeszcze kilka godzin rano, ale moja czakra czuje się hm... bez komentarza... a swoją drogą... mam nowego kotka!!! a raczej kotkę! Urodziła się 8 maja 2011 więc ma dopiero 8 tygodni! ale jest identyczna jak z mojej wizji!!!

02/03.07.2011 -> O 23:11 kładę się spać z nowym kotem, który leży koło mnie. O 23:25 dostałem mocnego strzała, aż mi fizycznie nogi podskoczyły (wcześniej dostałem też jakieś mniejsze strzały)! Kot po pewnym czasie postanowił pozwiedzać łóżko i robił to przez jakąś godzinę ;) i po tym czasie ja usnąłem? a po chwili? kot znienacka na mnie wszedł i położył się na mojej 4 czakrze :) Spałem do 7:57 i w tym czasie były co jakiś czas strzały, ale nie przypominam sobie, aby był jakiś atak we śnie?, a strzały wydawały się słabsze niż te gdy byłem bez kota na sobie.

03/04.07.2011 -> Około 21:55 kładę się spać. Kot spał czasem na 4 czakrze, a czasem niżej. O 4:23 był atak we śnie (nie pamiętam gdzie dokładnie spał kot...). Strzałów chyba nie było lub było ich bardzo mało? mówiąc szczerze nie pamiętam. O 4:56 wstałem.

04/05.07.2011 -> O 22:37 kładę się spać. Kot kładzie się w okolicy 2-3 czakry. O 00:26 był atak we śnie? ale obudził mnie kot łapą? czy wierceniem się? Później o 3:17 był atak? i chyba tutaj wbito mi (szybko) jakiś ostry przedmiot (jakby strzykawkę), ale na szczęście od razu wyjęto. Miałem kiedyś takie doświadczenia i po wstaniu nawet po dość krótkim czasie miałem nawet w miejscach wbicia bąble więc to nie jest takie miłe, a we śnie czuje się to wbicie (no i oczywiście się to widzi). Następnie był jeszcze jeden atak we śnie, ale nie spisałem godziny + jakieś pomniejsze zdarzenia, których nie spisywałem. O 7:56 wstaję. Ogólnie czakra boli i potrzebuje regeneracji.

05/06.07.2011 -> O 21:16 kładę się spać (kot jeszcze chodził po łóżku więc zanim naprawdę usnąłem to trochę jeszcze minęło). Dopiero o 3:46 miałem pierwszy atak (we śnie), ale bardzo nieprzyjemny :( Jakaś pani dentystka (wyglądała przyjaźnie do samego końca) wierciła mi w zębie (później ząb znalazł się w jakimś innym miejscu niż powinien być choć wciąż był przyczepiony do szczęki? tak z przodu jakoś był za bardzo? nie wiem czemu tak i o co chodzi? może jakiś błąd we śnie?),  a następnie wzięła ogromną strzykawę i wbiła mi ją przez dziąsła aż w krtań? Na szczęście się wybudziłem w połowie zawartości tej strzykawki, ale po wstaniu czułem fizyczny ból w miejscu ukłucia :(

06/07.07.2011 -> Kładę się o 21:37 (jak zwykle czekam na kota aż się położy). O 3:10 mam atak we śnie... i 10min później wstaję... eh... kiedy to się skończy? :(

Możliwe, że wczoraj i dzisiaj były pewne malutkie strzały w czakry, ale wydały mi się one tak mało znaczące, że nawet nie były warte spisania w porównaniu np. do ataku we śnie lub ewidentnego strzału po zamknięciu oczu. Tak czy siak moim zdaniem z kotem jest znacznie lepiej. Szkoda tylko, że jeszcze nie eliminuje ataków we śnie ale nie można mieć wszystkiego. Ważne, że strzały mocno ucichły. Jak kot będzie większy to i pewnie lepiej bronić mnie będzie. Obecnie jest przecież bardzo młody... jutro będzie miał dopiero 2 miesiące... ale jest kochany... z każdym dniem lubię go coraz bardziej :)

PS. Co do kładzenia kryształów górskich do łóżka to nie zauważyłem, aby one coś dawały. Bywało tak, że spałem nawet z czterema kilogramami kryształów górskich albo np. trzymałem duży kryształ na mojej czakrze i jakoś ataki dalej były przeprowadzane. Może w jakimś przypadku mi to pomogło... możliwe... ale ogólnie ta metoda obrony nie spełnia moich oczekiwań.

Nawet dzisiaj w dzień się kładłem (rano) i też jakieś strzały były czy coś w tym stylu (oczywiście po zamknięciu oczu), ale to już nie ma co o tym specjalnie wspominać. Tak tylko już "jednym" zdaniem o tym piszę.

Spałem jeszcze chwilkę z kotem w dzień.

07/08.07.2011 -> O 21:32 kładę się spać (kot spał na początku w okolicy 3-4 czakry, a później koło mnie gdyż przekręciłem się na prawy bok). O 1:15 miałem atak we śnie, ale na szczęście zanim doszło do "kulminacji ataku" ja zostałem wybudzony więc nic mi się jako tako nie stało. Nie było również żadnych strzałów. Wstaję kilka minut później.

08/09.07.2011 -> O 21:40 kładę się spać (kot położył się w nogach). Następnie było kilka strzałów / szarpnięć. Później kot położył się w okolicy 4? czakry, a nad ranem zastałem go leżącego koło mnie w okolicy 3 czakry. Wiem, że po początkowych strzałach był chyba jakiś nieudany atak we śnie? lub coś takiego? a o 6:39 widziałem, we śnie minimum dwóch negatywnych bytów, ale na szczęście nie przeprowadzili ataku nie mniej jednak po wstaniu moja czakra czuła się trochę uszkodzona, ale może za dobre kilka godzin "ból" się trochę zminimalizuje. O 10:48 jest już dużo lepiej.

09/10.07.2011 -> O 22:18 kładę się spać. Przed zaśnięciem miałem chyba kilka lekkich strzałów? Nie pamiętam już dokładnie... O 5:24 był atak we śnie... -> wstałem po nim. Muszę teraz trochę zregenerować czakrę bo boli :/ ... no i mam zadrapanie w okolicy kręgów szyjnych... i na pewno nie jest to sprawka kota...

10/11.07.2011 -> Około 21:30? idę spać... po chwili były jakieś małe strzały? Kot gdzieś łaził w między czasie chyba po pokoju? albo był w tylnej części łóżka? Kilka godzin później był atak we śnie? (nie do końca udany?)... tym razem już kot spał koło mnie (na wysokości 2?-3? czakry)... następnie był jeszcze atak typu halucynacja, a o 4:35 dostałem łomot od kilku bytów jednocześnie... tak zwane bęcki we śnie... i czakra na serio oberwała... oj tak :/ widocznie muszą w kilku już przychodzić, bo w pojedynkę im słabiej idzie... hehe... ale na serio mocno dostałem... kilka godzin raczej nie wystarczy, aby dojść do siebie :/ PS. kładłem też sobie obrazek z Jezusem na 4 czakrze... ale pewnie przesunął mi się na bok podczas ataków...

11/12.07.2011 -> O 21:24 kładę się spać. Kot na początku spał w moich nogach, później w okolicy bioder, później widzę go na krześle obok i później znowu w okolicy bioder, nie wliczając w między czasie karmienia, kuwety itd ;) to tak odnośnie kota, a co do ataków to o 21:39 gdy jeszcze nie spałem, ale miałem zamknięte oczy poczułem jakby "pazur kota" wbił mi się w palec u ręki... co ciekawe gdy otworzyłem oczy w ogóle kota nie było koło mnie... (był w nogach pod kołdrą) więc... kto mnie tak dziabnął? a to było bardzo dobrze fizycznie odczuwalne! Następnie o 4:20 był atak we śnie... a o 4:40 wstaję... już nie muszę chyba mówić, że moja 4 czakra wymaga regeneracji... i w ogólę sądzę, że obrywam więcej niż tutaj spisuje... nie sądzę aby dzisiejszej nocy były tylko te "dwa" ataki które spisałem... myślę, że było więcej "akcji", ale albo tego nie zauważyłem albo nie spisałem tego...

12/13.07.2011 -> Około 22 kładę się spać. O 23:19 miałem atak we śnie, a następny (ale chyba nie udany) o 5:15... o 5:20 wstaję. Kot spał koło mnie.

Spałem i leżałem w dzień w sumie około 2 godziny... miałem jakieś szarpnięcia na 4 czakrze, ale olewałem je... musiałem trochę odpocząć... jakbym miał atak we śnie albo silny cios to bym oczywiście od razu wstał...

13/14.07.2011 -> Około 23:30 kładę się spać. O 5:45 wstaję. Coś było w nocy... jakieś próby ataku w snach... moja czakra odczuwa pewne "bęcki"... hmm...

14/15.07.2011 -> Około 22:33 kładę się spać. O 2:12 był atak we śnie (nie taki mocny), a o 5:50 kolejny... ale dużo mocniejszy... po którym wstałem, gdyż ledwo "dycham" ;/

Spałem kilka godzin w dzień (kot był koło mnie)... i nic mi się nie stało. Trochę odpocząłem, ale i tak to wciąż za mało. Oczywiście spałem w różańcu... to absolutna podstawa.

15/16.07.2011 -> O 21:59 kładę się spać. Było kilka ataków we śnie (4 lub więcej?). W jednym ataku widziałem nawet około 5 negatywnych postaci jednocześnie... Ogólnie to w moich snach faktycznie było ich jakoś tak więcej... Chyba nie lubią już przychodzić na "solówki" ;))) Nawet były ukryte ataki we śnie, czyli takie gdzie nie widać we śnie, że jest się "bitym". Są w takim przypadku postacie, które są obok ciebie, ale nie widać motywu "ataku" nie mniej jednak jest się obijanym (po wstaniu wiesz, że jesteś pobity i ogólnie jakoś to czujesz, ale ciężko to opisać w słowach - ja to widzę tak, że te postacie krystalizują się we śnie, a "fizycznie" coś przy tobie kombinują... po wstaniu czujesz to ich kombinowanie w postaci "obicia" czakry i mimo iż nie pokazało się we śnie, że dostajesz w "ryja",nie byłeś ściskany czy wystraszony to nie mniej jednak obitym się wstaje... więc sama obecność we śnie tych postaci jest już niebezpieczna, bo oznacza to, że są przy człowieku i nie wiadomo czym dokładnie się zajmują... a cokolwiek by nie robili nie jest to dla mnie korzystne). Oczywiście czasem bywa, że nic mi się nie stanie mimo, iż widziałem negatywne postacie w moim śnie... po prostu różnie z tym bywa.. O 4:23 wstaję i moja czakra jest obita jak worek ziemniaków... powinienem wstać wcześniej, ale tak mi się spać chciało i chce nadal..., że ciężko nie spać... jak zwykle noc przespałem na plecach, ale obecnie marzy mi się pozycja boczna... przed pójściem spać przez chwilę tak leżałem i normalnie jak w raju... Jak już się skończą te ataki to każda noc będzie dla mnie "rajem" :D

A swoją drogą to te NOCNE ataki miałem nawet gdy byłem małym dzieckiem (czasy przedszkola / podstawówki)... pamiętam motywy jak jakaś postać (niewidzialna) wywoływała we mnie strach będąc za moją głową. Chowałem się wtedy pod kołdrę... były również ataki we śnie gdzie byłem straszony i przez to traciłem energię czego nie byłem wtedy świadom... więc motyw NOCNYCH ataków jest mi znany już od dziecka. Oczywiście nie pamiętam jak często one występowały, ale pamiętam, że były... Pomijam już ataki w "fizycznej" postaci przez ludzi mi nieżyczliwych... dlatego podkreślam z dużych liter, że piszę tutaj tylko o NOCNYCH atakach, bo pamiętajmy, że ludzie też bywają opętani i te demony atakują poprzez nich... a to jakoś dziwnie w moim życiu występowało w tak dużej skali, że ciężko zrozumieć czemu tak się działo skoro jak ja to mówię "nie robię przecież nic złego", a te ciemne moce od dziecka starały się mnie "udupić". Dobrze, że jakoś to przetrwałem... ale od czasów mojej medytacji bardzo mocno nasilił się motyw nocnych ataków, bo przecież z miesiąc? po rozpoczęciu medytacji zacząłem mieć nocne ataki (23.09.2004 rozpocząłem się zajmować rozwojem / medytacja itd). Więc te ataki o których piszę, nie występowały tylko w 2009-2011... lecz minimum od końca 2004 roku do teraz i pewnie jeszcze trochę potrwają... pomijam oczywiście wszystkie wcześniejsze nocne ataki, których albo nie pamiętam, albo były w czasie gdy byłem małym dzieckiem (akurat ten fakt zapamiętałem). Jakoś tak się zastanawiałem zawsze... czemu tak się dzieje, że tyle ludzi mnie atakuje, choć nie ma powodu do takiej agresji do mojej osoby... a teraz po wielu latach mam swoją odpowiedź... Już od dziecka próbowali mnie "wyeliminować z gry"... no, ale ręka Boska mnie jakoś przez te ciemne czasy przeprowadziła... jeszcze tylko te obecne nocne ataki muszę przejść i będzie git ;) ... wiem, że się uda, ale fajnie byłoby już mieć to za sobą... no ale widocznie jeszcze nie czas pójść dalej ;) Muszę być cierpliwy ;)

A swoją drogą w pewnym sensie jestem wdzięczny za tak ciężkie doświadczenia jakie miałem w swoim życiu, gdyż pomogły mi lepiej zrozumieć problem opętań u ludzi, którzy uważani są raczej za "normalnych". Na pierwszy rzut oka ciężko stwierdzić czy dana osoba jest pod wpływem złego ducha czy nie. Czasem osoby są na stałe opętane, a czasem tylko chwilowo... z tym różnie bywa. Tak czy siak problem jest bardzo duży.

Kundalini ma do siebie to, że czyści czakry, aurę itd. więc wszelkie urazy z dzieciństwa, lat szkolnych itd. są mi "zabierane / oczyszczane". Oczywiście trwa to jakiś czas, ale prędzej czy później energia kundalini stawia człowieka na mocnych nogach, a jego urazy życiowe gdzieś przepadają.

Pogrubiłem ten tekst gdyż uważam, że jest dość ważny i że warto wiedzieć, że ataki w nocy (o ile ktoś je ma) to tylko mała część z tego, co się naprawdę na świecie dzieje. Gdy ktoś jest atakowany fizycznie poprzez ludzi i świat stara się go zniszczyć, a ten dalej stara się czynić dobrze i iść do Boga, to może spodziewać się nocnych wizyt, bo dopóki ludzie pod wpływem demonów go atakują to ten człowiek nie koniecznie musi wierzyć w "nocne zmory". Pamiętajmy, że "zły duch" nie chce się ujawniać i woli pozostać w ukryciu, ale gdy już nie ma wyboru to wysyła swoich "żołnierzy", aby gnębili daną osobę w nocnych atakach, aby odstąpiła od Boga i wróciła do "świata materialnego". Należy pamiętać, że Jezus mówił, że kto idzie za Nim również będzie prześladowany, ale należy zaufać Bogu gdyż Jego owce mają dobrą ochronę i tak jak mnie kiedyś Jezus uratował przed zastrzykiem od obcych tak samo i Was przeprowadzi przez wszelkie trudności życia. To że dostaniemy trochę po tyłku to pewne, ale za to gdy uczepimy się Jego płaszcza możemy mieć gwarancję, że uda się przejść każdą choćby najcięższą sytuację gdyż sam Jezus zwyciężył "świat" więc jak nam pod Jego panowaniem miałoby się to nie udać? Więc głowa do góry i nieśmy nasz krzyż na samą górę gdyż tam jest nasze ukrzyżowanie oraz zmartwychwstanie.

16/17.07.2011 -> O 21:42 kładę się spać. Kot leżał koło mnie. Dostałem kilka "strzałów" w 4 czakrę przy samym zasypianiu. Położyłem kota na 4 czakrze, ale dużo to nie pomogło choć miałem wrażenie, że trochę jednak zniwelowało to moc ataków, ale czy nie naraziłem kota na niebezpieczeństwo? hmmm... <głęboka zaduma> ... chyba wiedział na co się pisze przychodząc do mnie? ;) podobno koty w jakimś stopniu umieją transmutować te "negatywne energie"? w tym ataki?... w nocy miałem ataki we śnie... widziałem też jakaś kroplówkę przyłączaną do mnie i w środku była krew? już nawet nie chce wiedzieć co to było... wstałem o 3:32... jestem wykończony, niewyspany, trzęsie mną, moja czakra czuje się do bani...ogólnie ledwo żyję. Chyba znowu muszę zacząć mniej spać, bo nie wyrobię :(

Na razie zdjąłem z siebie złoty łańcuszek z Matką Boską (mojej mamy z komunii) i zastąpiłem to wisiorkiem z kamieniem lapis lazuli.

Po 12 na chwilkę zamknąłem oczy aby odpocząć... niestety nie dało się zasnąć z powodu uderzeń w czakrę... na początku takie małe, słabo wyczuwalne strzały, a później doszło do mocnego szarpnięcia... po stwierdzeniu, że nic z drzemki nie wyjdzie musiałem niestety dać sobie spokój z tego typu odpoczynkiem.

Jest już 22:47 i usypiam przed kompem... oczy mi się już same zamykają... ale jeszcze jakoś się trzymam... ale i tak wiem, że kiedyś zasnąć będę musiał hmmm...

17/18.07.2011 -> Jest już 00:12 i nie czuję się już tak senny jak było to jeszcze godzinę temu... znaczy z chęcią poszedłbym spać, ale chyba największy "kryzys senny" mam już za sobą... ciekawe czemu tak się dzieje, że człowiek usypia na siedząco, a kilkadziesiąt minut później już może jakoś funkcjonować... hmmm...

Około 1:30? postanowiłem jednak pójść spać, ale nie na łóżku tylko na fotelu (pozycja siedząca) (kot na kolanach) i o dziwo nie było ataków! Spałem tak do 6:05 gdzie na końcu zmieniałem na fotelu lekko pozycję (odrywając nogi od ziemi) i chyba coś tam na czakrze było? ale nie jestem pewien. Kot nie spał cały czas ze mną. Czasem schodził i sobie gdzieś i łaził po pokoju. Muszę przeprowadzić więcej testów takiego spania. Pozycja nie jest zbyt wygodna, ale może w tym szaleństwie jest metoda?

PS. Krzyż papieski (ten duży / ~26cm) miałem między 3 a 4 czakrą... może ma to jakieś znaczenie? ale pewnie nie, bo jak leżałem w łóżku to jakoś byłem jednak atakowany, a też się nim broniłem. Ogólnie ten fotel jest dość spory... ale czy to aby o pozycję chodzi? że niby siedzę, a nie leżę? hmmm... zobaczymy jak to będzie w najbliższych dniach...

PS2. a może to ten kamyk (lapis lazuli) spowodował, że nie miałem ataku we śnie? a może to po prostu przypadek? Zobaczymy jak będzie dzisiejszej nocy.

Spałem z kotem od ~12 do ~13... i nic mi się nie stało.

18/19.07.2011 -> Przed 22 leżałem sobie na łóżku z kotem... były szarpnięcia na czakrze + ataki typu halucynacja. Po pewnym czasie postanowiłem pójść spać na fotelu z kotem... ale ponownie miałem ten sam problem. Około 2 w nocy postanowiłem ewakuować się do łóżka... na początku było ok... (kot położył mi się w nogach), ale później zostałem zaatakowany we śnie + "halucynacjami" (po otwarciu oczu widziałem jakiegoś kota chodzącego po biurku... oczywiście nie był on realny... choć teoretycznie jest możliwe, że był to jakiś byt w "przebraniu", ale szczerze nie sądzę aby tak było... chociaż czasem może z tym różnie bywać... ale chcąc nie chcąc taka halucynacja ma za zadanie wystraszenie mnie więc szybko zabrałem wzrok z podejrzanego kota oraz poczekałem, aż wyjdę z tego stanu "omotania")... po tych atakach odechciało mi się już spać ;)

Niestety nie da się normalnie spać...

O 6:27 zasnąłem na chwilkę przed komputerem (dosłownie kilka sekund) i tak mocne szarpnięcie było na 4 czakrze, że całym moim ciałem wstrząsnęło...

O 6:55 zapaliłem kadzidełko... może to ich trochę odstraszy...

Po 21? wciąż jak zamknę oczy itd... to moja 4 czakra jest atakowana... aż moje fizyczne ciało "podskakuje / wzdryguje się".  O 21:31 zapaliłem kadzidełko.

19/20.07.2011 -> Nie wiem o której usnąłem (22?-23?), ale obudziłem się o 3 w nocy na łóżku... Poszedłem następnie spać. O 4:20 był atak we śnie po którym wstałem. Co ciekawe przed atakiem (we śnie) siedziałem sobie ze swoją "drugą połówką" w ławce szkolnej (czasem pojawia się taki motyw w moich snach) i dopiero jak wstałem i "wyszedłem z klasy" to po krótkiej chwili zostałem zaatakowany. Czyżby moja "druga połówka" dawała mi jakąś ochronę? a może był to jakiś mój strażnik?

20/21.07.2011 -> Po 00:20 kładę się spać i od razu czułem ataki "zła" na 4  czakrę. O 2:20 zostałem zaatakowany we śnie... i po tym ataku wstałem i zapaliłem kadzidełko... cios był silny... mam skurcze mięśni po nim (jak i po wielu innych ciosach)... ale to normalne po tak silnym uderzeniu... prawdopodobnie układ ruchowy lekko został uszkodzony oraz funkcje w mózgu odpowiadające za łapanie równowagi... na szczęście takie uszkodzenia są chwilowe :|

PS. kot spał koło mnie.

O jakiejś 3? poszedłem spać do małego pokoju (z kotem) i już po chwili czułem "kombinacje" złych sił przy mnie... zresztą w ogóle ich wyczuwałem (w pokoju nie było czuć "spokoju"). O 6:20 był atak we śnie i chyba godzinę później kolejny? ale nie jestem pewien? O 7:25 wstaję i zapalam kadzidełko.

21/22.07.2011 -> O 23:23 kładę się spać (kot spał raz na mnie, raz koło mnie). Koło siebie kładę 2,5kg kryształ górski. O 6:07 wstaję i stwierdzam, że chyba nie było ataków?! Oczywiście spałbym dłużej, ale już zdarzały się sytuacje gdy było tak, że nie było ataków i postanawiałem spać dłużej i rano był atak i psuło mi to "cały dzień" z powodu zadanych mi obrażeń więc wolałem już nie ryzykować, a i tak dość długo spałem... no i miałem sporo nie zakłóconych przez negatywne moce snów :]

PS.  i znowu była w jednym z moich snów moja druga połówka hmm... no ale jak pisałem to się czasem zdarza ;)

22/23.07.2011 -> O 23:19 kładę się spać. Na początku kot spał obok mnie, a później na mnie [brzuch] i ponownie obok mnie. Był jeden jedyny atak przed samym zaśnięciem, ale to tylko do tego mógłbym się przyczepić - gdy zasypiałem zobaczyłem przed oczami jakąś negatywną postać atakującą mnie (nawet coś do mnie wołała?) - widać było, że była to próba wystraszenia mnie, ale tak czy siak nie odczułem jakiś "strat" gdyż szybko otworzyłem oczy. Całą pozostałą noc spałem spokojnie. O 6:40 wstałem. Oczywiście spałbym więcej (dużo więcej), ale na razie i tak jest bardzo dobrze.

23/24.07.2011 -> O 23:08 kładę się spać.  Były pewne ataki przed zaśnięciem. O 3:50 był atak typu halucynacja. Około 7 były te byty w moim śnie, ale byłem dobrze chroniony przez moich opiekunów, ale czy w 100% mnie ochronili? tego nie wiem, ale ważne, że mnie chronili i to całkiem dobrze jak mniemam po "śnie". O 7:15 wstaję. Spałem w dzień kilka (1-3?) godzin (z kotem) i nic mi się nie stało.

24/25.07.2011 -> O 23:11 kładę się spać (dopiero po 00:00 zamknąłem oczy). O 1:40 był atak we śnie. O 2:34 kolejny... -> wstaję. Mam nieodparte wrażenie, że pominąłem jakiś atak... Ogólnie dostałem w 3 i 4 czakrę.

Po 11 poszedłem spać (dostałem na wstępie kilka razy). Wstałem przed 13. Następnie poszedłem spać po 13 i wstałem o 16:36. Trochę odespałem noc.

25/26.07.2011 -> O 23:40 kładę się spać. O 00:10 dostaje strzał w czakrę. O 2:29 i 2:45 miałem ataki we śnie... -> od razu po tym ostatnim wstałem... muszę dojść do siebie...

O 10:10 poszedłem się na chwilę położyć, ale po chwili zacząłem wyczuwać próby strzałów w czakrę (jeszcze nie wszedłem w pełni w "ich" wymiar i strzały były mizerne)... po zorientowaniu się, że nici ze spania postanowiłem trochę poleżeć i zaraz wstać (10:14)... może za jakiś czas spróbuję ponownie...

Udało mi się zasnąć około 11-12? i wstałem o około 13:20. Całkiem dobrze spałem... nie pamiętam czy przed zaśnięciem coś było... wiem jedynie, że jak już zasnąłem to spałem jak kamień...

26/27.07.2011 -> O 23:16 kładę się spać. O 2:28 został mi przerwany sen i zobaczyłem czarną zjawę na czarnym tle (mimo to widziałem całą rozgrywającą się "akcję"), która rzuca we mnie jakby "kulą" (przypominało to wchodzący w atmosferę meteoryt; była wielkości trochę większej? niż piłka bejzbolowa? ale z drugiej strony to ciężko to dokładnie stwierdzić). Oczywiście ta kula trafiła mnie w 4 czakrę... auć...

Trochę odsypiam przed komputerem... automatycznie zasypiam ze zmęczenia... możliwe, że leciutko oberwałem raz czy dwa, ale ogólnie było w miarę spokojnie...

Około 5:45 położyłem się spać zakrywając 4 czakrę obrazkiem z Jezusem i "programując" go, że będzie odbijać wszystkie strzały takie jakie zobaczyłem po moim poprzednim śnie. Po pewnym czasie miałem wrażenie ataków na 3 czakrę to dołożyłem obrazek i na tą czakrę. Następnie był cios w 4 czakrę (niezbyt mocny?) hmmm... a później atak we śnie (ucisk na nos)... O 6:45 wstałem... w sumie jestem stratny po tym spaniu, no ale chociaż trochę się przespałem... ale trzeba przyznać, że ten ucisk na nosie to ciekawa sprawa... czemu nie uderzył w czakrę czy w nią nie strzelił tylko uciskał nos? (ucisk na nosie ma za zadanie "otworzenie" [czakry?] człowieka lub jego wystraszenie [na jedno wychodzi] i dzięki temu traci on energię z czakry - w moim przypadku z 4). Praktycznie nie zdarza mi się ucisk na nosie... Czyżby przeszkadzały mu obrazki Jezusa na moich czakrach i przez to w jakiś inny sposób próbował mnie atakować? W sumie zapomniałem założyć na czas tej "drzemki" różańców, no ale czy to by coś pomogło w tym przypadku? tak czy siak muszę o różańcach pamiętać... po co dokładać sobie "ryzyka".

O 12:48 położyłem się na chwilkę. Tym razem miałem różaniec na sobie. O 13:00 chyba coś było... tak czy siak długo się nad tym nie rozwodziłem i od razu wstałem.

21:16 zapaliłem kadzidełko koło łóżka.

27/28.07.2011 -> O 22:11 kładę się spać. Zapaliłem dodatkowe górne światło + lampkę przy łóżku (normalnie zapalam tylko górne światło -> bo kto by chciał po ciemku spać z demonami?). Na 4 czakrę położyłem kryształ górski (+ większą ilość [niż ostatnio] koło siebie) i obrazek z Jezusem + duży krzyż papieski, a na 3 czakrę obrazek z Jezusem. Oczywiście różańce to standard i o dziwo chyba nie było ataków? Nie jestem pewien co do zasypiania (chyba coś było? a może nie?) ale tak ogólnie to noc była spokojna.

Od około 10:10 do około 11:15 sobie drzemkałem (z budzeniem się). Ogólnie spokojnie było. Pod sam koniec "drzemkania" usłyszałem dzwonek... tylko nie wiem czy do drzwi czy w głowie. Wstałem otworzyłem drzwi, ale nikogo nie było... jeżeli to był dzwonek w głowie to może było to ostrzeżenie abym wstał? Tak czy siak mimo iż chciało mi się dalej spać to jednak postanowiłem już się nie kłaść... lepiej nie ryzykować... a takiego dzwonienia w głowie to już nie pierwszy raz doświadczam...

28/29.07.2011 -> O 00:35 kładę się spać. Całą noc leżałem w jednej pozycji (na plecach). Zrobiłem przed zaśnięciem wszystko tak jak wczoraj (kadzidełko, światła, różne rzeczy na 4 czakrze). O 5:04 był atak we śnie (niestety skuteczny dla mojego przeciwnika). Ogólnie wiele razy próbował mnie atakować (w tym ostatnim śnie), ale coś mu nie wychodziło. Próbował wyzwolić we mnie wiele różnych uczuć od troski i chęci pomocy po obawę i lęk. Któreś podejście z kolei dało mu upragnione zwycięstwo, ale dobrze chociaż, że trochę się namęczyć musiał.

Od 10:17 do 12:48 sobie spałem... nie pamiętam aby były jakieś ataki.

29/30.07.2011 -> O 23:15 kładę się spać. O 5:34 wstaję. Był jakby cios w czakrę w nocy, ale nie pamiętam o której (nie był to atak we śnie). A co do kotka to sam się kładzie na kołderce (po pewnym czasie) wtedy gdy ja idę spać :)

Około 22:45 gdy siedziałem z kotem i robiłem się coraz bardziej senny poczułem "szapnięcie"? na 4 czakrze...

30/31.07.2011 -> O 22:55 kładę się spać. O 23:04 coś mnie "strzeliło", że aż moje nogi podskoczyły do góry. O 1:04 był atak we śnie, a o ~3:45 były jeszcze dwa kolejne ataki we śnie (jeden po drugim w krótkim odstępie czasu). O 3:50 wstaję. Około 5:30? ewakuowałem się spać do pokoju obok... oczywiście dostałem kilka razy... szczególnie na wstępie... Ogólnie to same mi się oczy zamykały ze zmęczenia i po prostu musiałem jakoś "odespać" pomimo ataków... O 7:55 wstałem...

Od 15:55 do około 16:35 spałem / leżałem i wszystko było ok.

cdn...

Dobry Samarytanin