NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2011 - KWIECIEŃ
(CZĘŚĆ 4)
LINK! DO CZĘŚCI 3
LINK! DO CZĘŚCI 5

31.03.2011/01.04.2011 -> O 00:29 kładę się spać. O 5:35 dostaję w czakrę silną "bombę" (silny cios)... auć... -> wstaję -> prawdopodobnie był jeszcze jakiś cios tej nocy, ale ten był wyjątkowo nie fajny... a tak swoją drogą pewnie można już powiedzieć, że śpię w soli... sporo już jej mam w swoim łóżku hehe... ale jak coś pomaga to nie ma bata... trzeba stosować ;) ale nie mniej jednak ten byt zaatakować jeszcze umie... W chwili ataku spałem bokiem, przytkniętym (mniej więcej) plecami do ściany... postaram się więcej leżeć na brzuchu, aby utrudnić mu atak na czakrę, ale z doświadczenia wiem, że nie koniecznie musi to pomagać, nie mniej jednak będę próbować...

O 6:52 natarłem 4 czakrę olejkiem różanym... może trochę złagodzi skutki uderzenia...

01/02.04.2011 -> O 23:05 kładę się spać (wiadomo... sporo soli sypię i kładę się tym razem już ładnie na brzuchu). Około 4? budzę się i w tym czasie do 4:31 (o której wstałem) było chyba kilka ataków? nie jestem pewien... na pewno był jeden typu halucynacja... niestety patrzyłem się na ową halucynację i źle się dla mnie to skończyło... Następnie miałem przełączany przełącznik w głowie i doznawałem w sumie z 4x wybuchu mokrej kulki na 4 czakrze... do dzisiaj nie jestem pewien co to za objaw... czy atak czy coś innego? tak czy siak zdarza się to gdy za bardzo się wyluzuję... wtedy jakby nie trzymam tego przełącznika i pozwalam mu się przełączyć i bum...

Dodam jeszcze, że ogólnie chodzi o to, aby atak był nie pozorny! Im bardziej jest zakamuflowany tym lepiej dla tego byta. My mamy nie wiedzieć, że zostaliśmy zaatakowani... mamy o tym jak najszybciej zapomnieć! Było minęło! Mamy nie stawiać oporu i być zdezorientowanymi! To był tylko zły sen! Na tym polega geniusz "czarnego"... na tym, że uważamy siebie za inteligentnych..., a przecież "czarny" jest nieporównywalnie inteligentniejszy od nas! Musimy zdać się na Boga i Jego mądrość która rozświetli nam umysł, bo inaczej jesteśmy zgubieni... Gdyby nie opatrzność Boża nad ludźmi którzy są atakowani to nie byłoby co zbierać... Gdyby nie poświęcenie Jezusa na krzyżu to prawdopodobnie mnie już by nie było... Wykończyliby mnie już dawno... Myślicie, że wciąż się trzymam dzięki swojej sile? i swoim metodom obrony? Co było gdy nie założyłem różańca? Dostałem serię z karabinu, a normalnie dostaję "pojedyncze" ciosy... co byłoby gdyby krzyż papieski nie działał? Zostałbym tak wrednie hipnotyzowany w biały dzień i w nocy, że nie miałbym szans na nie obicie tak mocne, że nie mógłbym chodzić, aż w końcu doprowadziłoby to do całkowitego załamania i ostatecznej porażki... Jesteśmy bez szans bez Boga... stracisz ochronę Bożą to stracisz swoje życie, bo tego nie da się przetrwać bez Boga... Po prostu się nie da tego przejść bez Niego...

22:55 -> "zamyśliłem się" (w pewnym sensie) przed kompem... i... przełączył się przełącznik w głowie (wyraźne odczucie -> okolice thalamusa?) i poczułem ten "wybuch" na 4 czakrze (wciąż odczuwalny po 15 min...). i teraz pytanie... czy to był atak? i moja odpowiedź... NIE WIEM! i nie mogę tego jakoś rozgryźć... Mam odczucie przełącznika w środku głowy i od razu gdy przełącznik zostanie przełączony to mam odczucie wybuchu "kulki" na 4 czakrze. Gdy tracę czujność to takie coś mi się przytrafia... Mam również wrażenie, że gdy jestem czujny to mogę trzymać ten przełącznik w stałej pozycji... ale gdy bardziej się rozluźnię to może zostać przełączony... dlatego muszę być czujny... mogę siłą mentalną to kontrolować (pilnować, aby się nie przełączył). Mam również pewne wrażenie przechodzenia jakiś wymiarów... jakbym przechodził przez jakieś eteryczne falbanki...

Już wiele rzeczy z tego co mi się dzieje zdołałem dobrze zaklasyfikować... ale tego co opisuje powyżej jeszcze nie jestem w stanie dokładnie rozgryźć...

Mam też wrażenie, że muszę trzymać ten przełącznik w swojej normalnej pozycji, aby osiągnąć jakiś punkt balansu?... nie wiem jak to opisać... ale takie jakieś mam odczucia i myśli... więc spisuję to... Kojarzy mi się to trochę z jakimś dostrajaniem umysłu... lub jakimś treningiem? jeżeli nie chcę być "kopnięty" w 4 czakrę to muszę się pilnować :)

02/03.04.2011 -> O 23:50 kładę się spać. O 2:37 miałem uczucie wybuchających kulek na 4 czakrze, ale nie czułem żadnego przełącznika w głowie (hmmm). O 2:41 miałem atak... -> ewakuacja do małego pokoju -> tam od razu posmarowałem 4 czakrę olejkiem różanym i jakoś usnąłem? Następnie o 7:50 miałem atak we śnie, z którego ledwo co wyszedłem... Na pewno były co najmniej 2 byty... jeden z nich chciał mnie wystraszyć, ale przed nim "uciekłem", a ten drugi złapał mnie za ręce i groził mi (lub coś w tym stylu). Ja o dziwo zachowywałem spokój... i jakoś długo ta nasza "rozmowa" trwała... Następnie zauważyłem dwóch policjantów i zacząłem ich wołać... oni jakoś dziwnie nie reagowali... ale w końcu coś się ruszyli, aby coś zrobić w mojej sprawie i wtedy cała akcja nabrała tempa... Ten byt cały czas mnie trzymał, ale w końcu wyciągnął nóż i zaczął mnie nim atakować... na szczęście nic specjalnego mi nie zrobił... i po chwili jakoś udało mi się wybudzić (jakbym przechodził przez kilka wymiarów, aby do tego wybudzenia doszło). Po obudzeniu poczułem na 3 czakrze uczucie wybuchającej kulki i w sumie tyle... Poleżałem jeszcze chwilkę i wstałem...

03/04.04.2011 -> O 00:36 kładę się spać. O 5:10 budzę się. O 5:17 wstaję. Czyżby brak ataków? Nie spałem dłużej, bo gdy się obudzę już taki trochę wyspany to czuję, że jestem łatwiejszym celem dla tego byta... więc lepiej wstać... tak na wszelki wypadek... Zastanawiam się czy w ogóle ten byt u mnie był? Moim zdaniem był i nawet chyba go gdzieś widziałem we śnie, ale tak jakby był gdzieś hen, hen daleko. Widocznie sypanie solą + akt ofiarowania swojego cierpienia za dusze czyśćcowe robi swoje...

04/05.04.2011 -> O 21:52 kładę się spać. O 3:40 był atak (lekki?), a następnie o 4:49 (już mocniejszy) -> wstaję. Niestety często bywa tak, że jest mi w nocy gaszone górne światła z uwagi na oszczędność prądu i zostaje mi tylko lampka... nie wiem czy te zapalone światła coś dają (moim zdaniem  tak), ale muszę coś w tej sprawie zrobić, aby te "głupie" światła mogły się palić całą noc.. lub dotąd aż wstanę... PS. zużyłem już wszystkie małe świeczki... w sumie sporo ich paliłem, ale była taka potrzeba :)

05/06.04.2011 -> O 00:34 kładę się spać. O 3:05 był atak -> ewakuacja do małego pokoju -> następnie było jeszcze z 5 ataków. O 7:59 wstaję.

06/07.04.2011 -> O 00:20 kładę się spać. Następnie w nocy była próba ataku, ale nie wiem czy skuteczna? O 5:43 był atak? O 5:46 wstaję.

07/08.04.2011 -> O 1:37 kładę się spać, a o 8:22 wstaję. Nie wiem czy był jakiś atak czy? Jak był to był trudniej wykrywalny niż zwykle...

08/09.04.2011 -> O 23:10 kładę się spać, ale nie zasypiam zbyt spokojnie. Następnie o 00:45 jest atak we śnie i później dostaję negatywnych wizji (np pająków) przed zamkniętymi oczami i ogólnie ktoś majstruje przy mojej głowie :( O 00:55 ewakuuje się do małego pokoju gdyż w dużym pokoju zostałem już poturbowany, ale tam wcale nie jest lepiej... już na wstępie dostaje bęcki... Od około 2:45 oglądam sobie TV do około 3:30, a 10 min później postanawiam wstać, gdyż sytuacja nie wygląda zbyt ciekawie. Ogólnie moja 4 czakra boli itd..., a w 3 też oberwała przy okazji...

Jakoś tak często bywa, że jak jednej nocy zostanę lekko obity to następnej dostaję dużo mocniej... może gdy ten byt sobie poradzić nie może to przychodzi z kolegami? bo dzisiejszej nocy czuć było "moc" tych ataków... i nie zauważyłem, aby mieli większe problemy, aby mnie otłuc. Mam nadzieję, że te ataki nie potrwają już zbyt długo... bo ciągłe niewyspanie nie wpływa na mnie zbyt dobrze...

09/10.04.2011 -> O 22:20 kładę się spać. O 6:05 mam atak we śnie (koleś kładł mi białego, małego robala na 4 czakrę z tyłu, a ja próbowałem go jakoś odgonić, ale nie dałem rady i w końcu się wystraszyłem i po ptokach)... po tym ataku wstałem... i wyczułem jakiś dziwny ucisk z tyłu na 4 czakrze, który wcale nie chciał zniknąć :/

10/11.04.2011 -> O 01:05 kładę się spać. O 4:33, 5:17 i 6:10 są ataki -> po ostatnim ataku od razu wstaję i moja czakra nie czuje się najlepiej... i nie tylko ona :/

11/12.04.2011 -> O 00:58 kładę się spać. O 5:02, 6:20 i chyba przed samym wstaniem czyli około 8:54 były ataki. Ogólnie nie są one ciosami wagi piórkowej więc nie jest zbyt fajnie, ale chcąc nie chcą wydaje mi się, że jakieś powiedzmy 2 miesiące temu miałem znacznie gorsze ataki niż te obecnie... tak czy siak na pewno coś się zmienia... i to widać... zaryzykowałbym stwierdzenie, że zmienia się na lepsze chodź ciosy jakie obrywam są bolesne...

12/13.04.2011 -> Znowu mam świeczki... O 5:05 kładę się spać. Posypałem kołdrę itd duuużo ilością soli, ale niestety to nic nie dało, bo już po chwili byłem szarpany :( i po 10 minutach leżenia musiałem wstać, gdyż marnie to widziałem :( więc dzisiaj tylko 10 min leżenia :/, ale moja czakra została poszarpana :( Ogólnie nie warto było się kłaść :(

Dzisiaj po południu przez przypadek zasnąłem... byłem tak zmęczony, że mój organizm "sam" mnie wyłączył... po pewnym czasie jak się zorientowałem, że śpię to po chwili wstałem... nie wiem czy był w między czasie jakiś atak... może nie było... ale moja czakra nie czuła się dobrze po tym śnie... ale może to były jeszcze skutki tego szarpania o 5 nad ranem... nie wiem... tak czy siak troszkę się przespałem... PS. w ogóle nie pamiętam momentu gdy zasnąłem... pamiętam jedynie budzenie się ;)

13/14.04.2011 -> O 21:00 kładę się spać. O 23:25 jest atak, a o 1:35 kolejny i to bardzo silny :( -> wstaję i w ogóle mną trzęsie i ledwo żyję :((( Mam oczywiście mimowolne skurcze mięsni (jakby drgawki -> spowodowane jest to tym ciosem -> jakby rozstrojenie człowieka energetyki?... takie rozbicie od środka...).

A i jeszcze jedna sprawa... co do świeczek to palę je nie tylko za siebie, ale za całą rodzinę itd. więc bywa, że pali się nawet i 5 świeczek jednocześnie. Trzeba jakoś poluzować więzy karmiczne itd ;)))

Kolejną dobrą rzeczą na odreagowanie nocnych potyczek jest prysznic lub kąpiel. Oczywiście należy pamiętać o założeniu krzyża papieskiego na szyję bo bez niego hipnoza gwarantowana ;) o ile ktoś jej doświadcza. Podczas kąpieli dobrze jest wsypać sobie trochę soli do wanny, a podczas prysznica możemy się nią trochę nasmarować. Podobno jest to dobry sposób na zneutralizowanie negatywnej energii która na nas osiadła. Ogólnie każda forma relaksu i odpoczynku jest dobra, ale nie zawsze możemy pozwolić sobie na zamknięcie oczu :)

14/15.04.2011 -> Przed położeniem się spać kładłem się, ze zmęczenia do łóżka i chyba na chwilkę wpadałem w sen, ale tak mimowolnie (ze zmęczenia) i chyba kilka razy oberwałem? (nie jestem pewien). O 01:03 kładę się spać już tak oficjalnie. O 3:08 dostaję cios... jak zwykle mocny... nie wiem czym oni mnie biją, ale powinno to być zakazane! Wstaję "pijany", zataczający się, trzęsący, mam mimowolne skurcze całego ciała. 2h snu to troszkę za mało dla mnie ech :( ... ciężki ten kwiecień :( Jest już 3:51... słucham sobie religijnych piosenek... ale wciąż mną trzęsie i ogólnie jest kiepsko :/

Chyba po 5? położyłem się spać w łóżku obok i zasnąłem jak małe dziecko ;) ale to ze zmęczenia itd. Ten byt oczywiście był w moich snach i próbował mnie atakować, ale o dziwo jakoś nic specjalnego mi nie zrobił (nie wiem jakim cudem). Spałem aż do 13:06!

15/16.04.2011 -> Łóżko obok -> O 00:31 kładę się spać. O 4:03 atakuje mnie we śnię ale na szczęście udaje mi się wybudzić w trakcie próby ataku. Zawsze jest ciekawym jak normalny sen zmienia się (gdy ten byt do mnie się "przyczepi") w bardzo negatywny... W dzisiejszym śnie była noc, byli źli ludzie itd. Przemierzałem jakieś blokowiska i zacząłem czuć "niebezpieczeństwo" jakby mnie otaczało zewsząd, widziałem duże ilości "dresiarzy" którzy mnie obserwowali i w pewnym momencie mnie "wyhaczyli" i podążali za mną... i ostatecznie mnie dorwali... jeden z nich mnie złapał i odciągnął rękę do tyłu jakby chciał mnie uderzyć, ale nie zadawał ciosu i to jest moment, w którym ten byt chce Cię wystraszyć! To jeden z tych ataków gdzie nie ma ciosu, ale jest próba spowodowania "otwarcia" Ciebie poprzez wystraszenie. Na szczęście dla mnie ta sytuacja mnie nie wystraszyła i dzięki temu byłem w stanie się wybudzić. W trakcie wybudzania czułem tego byta będącego za moimi plecami. 4 godziny snu to nie tak dużo, ale zarazem wystarczająco, aby jakoś funkcjonować. Jestem ciekawy czy ten byt był jeszcze wcześniej? bo mam co do tego pewne podejrzenia, ale pewien nie jestem. Jeżeli był wcześniej to czy musiał czekać, aż pojawi się u mnie sen? Prawdopodobnie sen jest specyficznym stanem gdzie atak obcych istot jest znacznie ułatwiony. Można tak zmanipulować snem, aby człowiek się "otworzył"... oczywiście stosuje się tutaj metodę "wystraszenia" choć nie tylko ta metoda jest do wyboru... może być jeszcze bicie prosto w ryj ;))) Tak się zastanawiam... bywało, że dostawałem bęcki w twarz i jestem ciekawy czemu jednak mnie nie uderzył? Może w taki sposób bym się bardziej wystraszył niż podczas "próby uderzenia"? Może "próba uderzenia / wystraszenia" jest ogólnie bardziej skuteczna niż bicie? Może poprzez bicie osiąga się inne rezultaty? Nie wiem? To nie są łatwe pytania i ciężko będzie znaleźć na nie odpowiedź, ale warto je zadawać... Po wstaniu znalazłem takie wideo "The Race" któro daje dużą motywację do wytrwania tych złych rzeczy jakie mi się przytrafiają... Tego mi było trzeba ;)

16/17.04.2011 -> O 02:03 kładę się spać. O 5:07 był atak i niby udało mi się przed nim uciec (wybudzić przed skrystalizowanym we śnie ciosem lub wystraszeniem), ale gdy wstałem stwierdziłem, że jestem nieźle obity mimo, iż we śnie nie dostrzegłem "pobicia"... Prawdopodobnie obecnie nie jest to już wymagane. Wystarcza już sama obecność tego byta we śnie, abym zaczął odnosić "rany wojenne" i tak jest nie od dzisiaj. Ja o tym nie pisałem za każdym razem, ale bardzo często, gdy ten byt po prostu za dugo siedzi w moich snach to ja wstaję rozbity i to porządnie. Moja czakra czuje się źle..  lekko mną trzęsie... mam trudności z utrzymaniem równowagi... itd... ogólnie jak po niezłym turbowaniu... i tak jest często... nawet jak piszę, że udało mi się wybudzić w trakcie ataku to często nie ma to większego znaczenia, bo do gdy wstaję to z moim stanem "zdrowia" nie jest za ciekawie. Obecnie cios nie musi się skrystalizować i "oficjalnie" być umieszczony na mojej twarzy lub nie muszę być "oficjalnie" wystraszony, aby odnieść straty... to już nie jest konieczne... wystarczy, że ten byt pobędzie dłuższą chwilkę w moich snach i nawet jak ucieknę przed "finałowym" ciosem to mogę wstać porządnie obity i mocno rozbity...  i tak właśnie przeważnie jest... ale wydaje mi się, że kiedyś było inaczej? że jak uciekłem to uciekłem... tak mi się wydaje? no, ale teraz jest teraz..., a tamte czasy były raczej dobre kilka miesięcy temu... (jakoś tak?)

PS. Ogólnie dzisiaj czuję obolałą 3 i 4 czakrę... O 7:34 moja koordynacja ruchów jest dużo lepsza... już się tak nie zataczam jak pijany ;) ale nie mniej jednak jeszcze sporo potrzeba mi czasu, aby się jako tako zregenerować...

btw. Palę już 3 ostatnie świeczki... ogólnie sporo ich zużywam...

PS2. Właśnie znalazłem mój 26,5cm krzyż papieski... od kilku dni mi gdzieś przepadł i nie miałem go podczas spania... ale teraz znowu go mam ;)

Ciekawa sprawa... Siedziałem przed kompem i baaardzo chciało mi się spać... po prostu usypiałem z otwartymi oczami... i musiałem się położyć i gdy to zrobiłem to bardzo szybko usnąłem. Na samym początku mojego leżenia w łóżku wyczuwałem czyjaś obecność (tego byta?), ale  miałem wrażenie jakbym był chmurą, która znika i tak jakbym zniknął temu bytowi z pola widzenia i już nic nie mógł mi zrobić... to oczywiście nie musi być prawdą..., ale miałem takie wrażenie..., bo w sumie jakby tak nie było to wg teorii ten byt powinien mnie zaatakować, a jakoś tego nie zrobił więc możne jednak poszedłem w jakiś wyższy wymiar, do którego nie miał dostępu? nie wiem? Wstałem dopiero o 10:05! Na maxa mnie wyłączyło... miałem się położyć na chwilkę, a tu zrobił się ponad 5 godzinny odpoczynek..., który mi pomógł być trochę bardziej wypoczętym :)

17/18.04.2011 -> O 1:40 kładę się spać (dodatkowo nałożyłem na prawą  rękę różaniec, który wisiał na łóżku który chyba jest z Lichenia?,,, bliżej ciała bardziej mi się przyda), Wstaję o 3:54 i ogólnie  widziałem swojego wroga we śnie... tak  czy siak czuję się słabo...  ciekawe co on robi z moją czakrą? i czemu mam takie dziwne doznania w głowie (normalne dla okresu ostatnich kilku miesięcy?)? Jak ja już bym chciał się uwolnić od tych ataków :(. Co ciekawe wczoraj po 5h spokojnego snu nie miałem, żadnych rewelacji na jakiejkolwiek czakrze..., a po spotkaniu z tymi "bytami" mam prawie zawsze jakie sensację... kurcze... usypiam przed kompem... dosłownie... tak jak wczoraj... identyczna sytuacja... właśnie się ocknąłem (4:41)...

18/19.04.2011 -> O 00:39 kładę się spać. O 4:32 + wcześniej były ataki (kosmici + zastrzyki)... ogólnie nie fajnie... -> wstałem...

Około 13:30? czy jakoś tak, położyłem się na chwilkę, gdyż bardzo zachciało mi się spać i znowu wpadałem w ten dziwny, błyskawiczny sen... i traciłem możliwość widzenia świata fizycznego, ale za to widziałem "sen" (lub wizję?) na całej długości ekranu, ale traciłem do pewnego stopnia świadomość jak to się działo. W sumie nie wiem czy to atak, czy co?! Jest to dość dziwne! Tylko po tym? czy w trakcie? tego doświadczenia czuję jakby ciosy lub uderzenia w 4 czakrę :/ i to już budzi moje podejrzenia... no, ale może to jednak coś innego niż atak? np. hmmm łączenie się 4 i 7 czakry? czy coś takiego? nie wiem? ale jak wpadam w ten sen to czuję jakby przełączenie przycisku w środku głowy (pstryczka) i później (czasem?) właśnie to uderzenie w 4 czakrę... hmmm...

Około 22, gdy siedziałem przed komputerem nagle "usnąłem" i moja 4 czakra została obita (przy wybudzaniu się?)..., ale czy to przez tego byta jest robione? czy może to zupełnie inny proces? To on mnie tak usypia? czy nie? Moim zdaniem to nie jest jego sprawka (odnośnie usypiania)... myślę, że ataki w nocy, a to konkretne doświadczenie to są dwie różne sprawy (chodź uderzenie w czakrę przy atakach jest właściwie identyczne [pamiętajmy, że są różne typy uderzeń, ale akurat te, które mam obecnie w nocy są identyczne jak te przy wychodzeniu ze stanu "nagłego uśnięcia", w który wpadam w dzień])... Jak "odpływam" to często się właśnie ten przycisk w głowie przełącza (ale czy zawsze?), a jak wracam do "rzeczywistości" to czuję szarpnięcie na 4 czakrze (ten byt mnie wybudza uderzeniem z tego stanu? a może on nie ma z tym nic wspólnego?)... co ciekawe przed samym "odpłynięciem" czuję dziwne uczucie (ale nie zawsze?) na czubku głowy (lekko z tyłu) (mam tam też pewne zgrubienie od energii która tam coś robi od wielu lat -> pisałem o tym tutaj LINK! [23.06.2008])... to uczucie przypomina ucisk oraz pewne inne jeszcze doznania, które mi obecnie ciężko teraz opisać słowami... ale jak tam coś takiego czuję, to domyślam się, że niedługo mogę stracić kontakt z rzeczywistością...

Hmmm jest 2:50... wyłączyło mnie na chwilkę... podczas nieobecności pochyliłem się do przodu na krześle... i jakbym nie wrócił do siebie to bym się przewrócił... hmm...

19/20.04.2011 -> O 03:00 poszedłem spać. Wstałem o 12:27 (telefon mnie obudził). Nie było ataków! Ogólnie spałem mocnym snem. Miałem dzisiaj też sen jak zdejmowałem swoje różańce i łańcuszki (które zakładam w nocy)... widocznie tej nocy ich nie potrzebowałem do obrony, gdyż nie było ataków ;)

20/21.04.2011 -> O 6:40 kładę się spać. Były dziabnięcia po zamknięciu oczu (+ mini negatywne wizje przed zamkniętymi oczami). O 7:08 był atak we śnie (oberwałem). Później było już "w miarę" spokojnie. Wstałem o 11:50. Chyba za długo spałem... czuję się jakoś zmęczony tym leżeniem... hmmm... ten byt jeszcze nie odpuszcza... trzeba mu przyznać, że jest uparty...

21/22.04.2011 -> O 00:17 zauważyłem jakieś ciachnięcie w środkowym odcinku pleców. Założyłem też na siebie różaniec i jakoś tak bezpieczniej się poczułem. Mam wrażenie że te byty gdzieś tutaj krążą..., ale jeszcze spać mi się nie chce więc na razie nie mam czym się przejmować ;) Dodam jeszcze, że wieczorem jakoś mocno mnie wyłącza... i nie koniecznie na długo... dzisiaj są to krótsze chwilę... (nie przy każdym wyłączeniu dostajesz "wizji") i też po "wybudzeniu" się moja czakra ma uczucie jakby dostała cios... może jest tak dlatego, że zamykam oczy, a wiadomo, że jak są te byty i zamykasz oczy to nie wróży to nic dobrego..., ale to tylko moja hipoteza... jedna z wielu... Ogólnie obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić o co chodzi... raczej na 100% jestem pewien, że sam proces "wyłączania" jest dobry... myślę, że ma to związek z głębszym rozwojem człowieka..,. a uczuciom doznawanym przy wychodzeniu z tego stanu będę się bacznie przyglądał... O 3:36 tak na krótko mnie "wcięło" i po 1-2 sekundach się wybudziłem i poczułem jednocześnie pewne uczucie szarpnięcia? w 4 i 7 czakrze... hmmm... Nie wydaje mi się, aby ten byt to robił... to chyba skutek uboczny wejścia w ten dziwny "wymiar". O 3:53 kładę się spać. Były ataki w nocy... choć niepozorne (ciężko dostrzegalne, ale rano odczuwalne i ogólnie wiadomo o co chodzi)... wstałem obity (szczególne na 4 czakrze... jego ulubione miejsce do ataków)... trochę trzęsący się... z kręćkiem w głowie (pewne trudności z utrzymaniem równowagi)... ogólnie ten byt nie ma zamiaru odpuścić... O 7:37 wstaję... A może ten sen, że zdejmowałem różańce tyczył się tylko tamtego dnia, w którym nie miałem ataków? bo jak na razie ataki mam... niestety... Ogólnie nie mam już pomysłu na jakąś obronę... chcę to po prostu jakoś przeczekać...

22/23.04.2011 -> Po północy poszedłem spać. O 8:48 wstałem... chyba nie było ataków? :)

23/24.04.2011 -> O 00:36 kładę się spać. O 4:05 był atak we śnie..., a o 4:46 kolejny -> ewakuuje się do małego pokoju... tam były kolejne dwa ataki... jeden o ~6:30 i drugi nie pamiętam o której? chyba z godzinę wcześniej. Wstałem o ~10:35. Ogólnie dalej ten byt nie daje mi spać.

24/25.04.2011 -> O 00:06 kładę się spać. W prawej ręce trzymałem różaniec + 26,5cm krzyż papieski, który położyłem sobie na głowie, a o 00:11 dostałem w tę rękę strzał oraz jednocześnie poczułem go na 4 czakrze. Widocznie ta ochrona przeszkadza tym bytom w prowadzaniu jeszcze skuteczniejszego ataku. O 00:20 dostaję cios w 4 czakrę i ewakuuje się do małego pokoju, ale to nic nie dało... dostałem tam w sumie z 5x... około 7:30 wstałem (wcześniej jeszcze oglądałem TV). Bardzo zawzięty jest ten byt... moja czakra potrzebuje odpoczynku :(

25/26.04.2011 -> O 00:21 kładę się spać. Przed 6:40 miałem atak we śnie, ale chyba nieudany dla tego byta... kilka chwil później dostałem cios w 4 czakrę... i wstałem.

26/27.04.2011 -> O 23:40 kładę się spać. Po 7 chyba był atak we śnie (czasem ciężko stwierdzić, gdy nie ma konkretnego ciosu, ale raczej w tym przypadku się nie mylę)... ogólnie czuję pewne "bęcki" na czakrze. O 7:39 wstaję. No i chyba potwierdza się tutaj moja teoria, że nawet gdy nie ma konkretnego (np. skrystalizowanego we śnie) ciosu to, gdy ten byt gdzieś przy nas jest i coś przy nas kombinuje, to jest duża szansa, że będziemy stratni na czakrze, którą sobie upatrzył (lub wystąpi ogólne "rozbicie" spowodowane jego obecnością lub jakimś działaniem bliżej nieokreślonym) ,ale trzeba podkreślić jedną rzecz... że może nie dotyczyć to słabszych bytów... w sumie jeszcze wciąż to rozgryzam więc na razie nie wyciągam ostatecznych wniosków...

27/28.04.2011 -> O 2:26 kładę się spać. O 7:55 dostaję cios w 4 czakrę -> wstaję.

28/29.04.2011 -> (5 rocznica wniesienia kundalini) O 23:43 kładę się spać. Od 5:20 do wstania (7:49) dostawałem co jakiś czas cios w czakrę... ogólnie zostałem obity :(

Dodam jeszcze, że do około południa czułem się dziwnie otoczony przez ciemność... i czułem jakiś bliżej niesprecyzowany lęk... pewnie się kręcą przy mnie i stąd te odczucia..., a były one mocno odczuwalne..,. ale nic złego mi się nie stało... np. teraz jest 20:30 i nie odczuwam, żadnych "lęków" itp. rzeczy...

29/30.04.2011 -> O 3:18 kładę się spać, a o 5:42 wstaję... ataki były przed wstaniem i były praktycznie niewidoczne ("ataki ukryte") -> jedynym znakiem było pewne "zepsucie" się snu co zasugerowało mi obecność nieproszonego gościa, ale i tak nie mogłem nic z tym zrobić gdyż spałem. Jak tylko się wybudziłem to od razu moją uwagę zwrócił ból na czakrze... ogólnie jestem rozbity i mam już tego dosyć... :( Chyba poziom prowadzenia ataków przez tego byta wszedł na wyższy poziom... stara się on przeprowadzać ataki w taki sposób, aby były one jak najmniej widoczne... choć wiadomo, że gdy ma okazję to i postrzela do mnie.. Wydaje mi się, że coś przy mojej czakrze kombinuje (operacje?) i to w taki sposób, aby moje zmysły nie wszczęły alarmu... :( Teraz muszę odczekać dobre kilka godzin, aby jakoś dojść do siebie... ogólnie to siedzę skulony i zgarbiony jakbym dostał młotem w mostek, ale akurat tak często się czuję po nocnych bęckach... ech... :/

W południe musiałem się położyć spać (ze zmęczenia)... oczywiście nie obyło się bez kilku ciosów, ale wydaje mi się, że nie były zbyt silne? tak sądzę... tak czy siak trochę się przespałem...

cdn...

Dobry Samarytanin