31.05.2011/01.06.2011 -> O 00:58 siedzę przed kompem i
jakoś mi się na chwileczkę usnęło... i po chwili poczułem
mocne szarpnięcie na 4 czakrze co mnie od razu wybudziło...
mógł być to atak... bo przy "wyłączeniach" szarpie mnie na 4
czakrze gdy "wracam", a nie w trakcie "drzemkania",
ale co to było na 100% to nie wiem... jakieś szarpnięcie...
w miarę mocne..
O 1:15
kładę się spać. Jak na razie testuję pozycję na plecach z
mocnym zakryciem czakry różnymi "rzeczami" (różańce,
kryształy itd). O 4:48 dostaję jakiś mocniejszy strzał w czakrę... kilka minut później wstaję.
Muszę
wspomnieć, że kilka dni temu robiłem pewien mentalny healing
miejsca, w który wstrzyknięto mi niechciany zastrzyk przez
kosmitów. Ten healing jest bardzo skuteczny i polega na
zobaczeniu przed zamkniętymi oczami miejsca, w którym jest
problem. Ja zobaczyłem jakby podłużny czarny, twardy stożek
który był w miejscu zrobionego zastrzyku. Sporo czasu mi
zajęło "pokruszenie" go. Takiego healingu nie można robić na
"odwal"... trzeba się przyłożyć i cały czas patrzeć jak
wygląda miejsce które "reperujemy". Po wielu minutach udało
mi się zniszczyć ten stożek i wyciągnąć wszelkie
"nieczystości" na zewnątrz. Uderzałem w niego energią tak,
aby go pokruszyć. Gdy to robiłem widziałem jak powoli
pojawiają się w tym stożku dziurki (coś jakby odwapnienie
kości) i dzięki temu stawał się coraz słabszy i powoli się
kruszył. To co nadawało się do wyjęcia wyjmowałem. Gdy
wszystko wyrzuciłem wypełniłem to miejsce złotą energią.
Następnie zakleiłem miejsce "wkłucia igły" (jakby plastrem)
jasno niebieską energią (aby złota energia została na swoim
miejscu i aby przez przypadek nie wyciekła na zewnątrz).
Ogólnie czuję, że jest jeszcze problem w meridianach wokół
stożka (którego już nie ma), ale tym to ja się dzisiaj zajmę. Wciąż mnie jeszcze troszkę boli
mnie to miejsce, ale jest
znacznie lepiej, niż było to jakieś 2 tygodnie temu. Taki healing
warto powtarzać co jakiś czas... aby doprowadzić "chore"
miejsce do pełnego uleczenia. Przykładanie kryształu
górskiego w bolące miejsce też jest dobrym pomysłem.
Dodatkowo można bawić się "mentalnym odkurzaczem" aby
wysysać z bolącego miejsca wszelką negatywną energię.
O 15:38 i wcześniej miałem
zamknięte oczy (najpierw przed komputerem, a później
zrobiłem sobie krótką drzemkę) i zostałem mocno szarpnięty
na 4 czakrze. Za tym drugim razem to było tak mocno, że aż
kryształ górski wypadł mi z ręki, a przecież "uderzenie /
szarpnięcie" było w 4 czakrę a nie w rękę wycelowane. Po
prostu całe ciało zareagowało wstrząsem na to "coś". Czy to
był atak? Nie wiem... ale jestem ostrożny co do takich
szarpnięć... lepiej uważać... tak czy siak informuję o tym,
że takowe doświadczenie miało miejsce ;)
01/02.06.2011 -> O
23:37 kładę się spać. Miałem w nocy ciekawy sen... był w nim pokazany
czarny ekran na którym rozbłysło się światło (coś jakby
"wielki wybuch" / "big bang") oraz
po chwili zobaczyłem stającego koło mnie? "Hitlera" który
został ode mnie zabrany!
Przed 3 w nocy miałem jeszcze jeden ciekawy sen
gdzie pokazano mi, że jestem już całkiem blisko (tak chyba
wynika z mojego snu) "balansu"? energii męskiej i żeńskiej
(który doprowadziłby mnie do uwolnienia się od tego byta?), ale był w tym śnie
również mój przeciwnik który mi utrudniał kontakt z moją
"drugą połówką"...
więc muszę jeszcze go "pokonać"... ale już chyba
niewiele brakuje aby tak się stało? Ogólnie tego typu motyw pojawia się w moich snach
raz na jakiś czas. O 3:01 wstałem.
02/03.06.2011 -> O 21:05 kładę się spać. O 23:10
zostałem zaatakowany. Głos we śnie się zmienił na taki
negatywny i mnie wystraszył (strata energii). Po kilku
minutach wstałem, bo poczułem jak "pomieszał mi w myślach" i
nie mogłem myśleć do końca swoimi myślami. Po wstaniu
czyszczę się kryształem górskim. O 23:53 zapalam dodatkowo
kadzidełko tybetańskie. O 5:45 położyłem się na chwilkę na
łóżku... i bardzo szybko zacząłem mieć "negatywne myśli"
(ewidentnie powodowane przez tego byta) oraz "halucynacje"
(również to jego sprawka). Ogólnie bardzo szybko
(nieświadomie) wpadałem w "jego?" wymiar. Również czułem jak
dostaję lekkie strzały w rękę, w której trzymałem krzyż
papieski. W końcu o 5:53 zostałem uderzony w 4 czakrę
i po tym incydencie od razu wstałem... niestety wciąż nie
mogę spać normalnie... po ciosie zrobiło mi się jakoś tak
dziwnie na czakrze... oczywiście dziwnie w negatywnym
sensie... trochę się tam pohealuje ręką... kryształem... zapalę kolejne kadzidełko...
Położyłem się na chwilkę około 15:45? i znowu zacząłem mieć
"przejmowaną kontrolę nad moimi myślami" itd... byłem
wciągany w wymiar, w którym ten byt mógłby spuścić mi łomot
tak jak zrobił to dzisiaj o 5:53 (a robił to od 5:45). Walczyłem z tym bytem mentalnie
(wszystko widziałem przed oczami) i o dziwo odparłem jego atak
i się wybudziłem. Wynika z tego, że ten byt jest gdzieś przy
mnie... i to cały czas... taki cichy adorator... hmmm... A
to przejmowanie kontroli nad myślami jest tak silne, że ja
przestaję widzieć oczami fizycznymi... tak jakby mi się 3
oko otworzyło, ale powiedziałbym, że jest to bardziej coś na
kształt wpadania w "sen" (celowy zabieg,
aby łatwiej temu bytowi było mnie obić)... i to
w tempie ekspresowym... oczywiście można powiedzieć, że
spałem tylko 2 godziny i stąd takie szybkie wpadanie w "sen"
(w inną rzeczywistość), ale jednak jestem pewien na 100%, że był to atak i nie
mam co do tego żadnych wątpliwości... oczywiście po wstaniu
lekko gorzej się czuję na czakrze z przodu... nie widziałem
ataku na czakrę, ale mimo wszystko to jest poszkodowana i
wymaga odpoczynku... Ten byt umie takie rzeczy robić... niby
atakuje cię mentalnie, ale tak na prawdę on skupia się na tym,
aby uszkodzić ci czakrę lub zabrać z niej energię więc on
wie co robi... nie przychodzi tutaj, aby bawić się w
"wizualizację" czy coś w tym stylu... on jest wysłany tylko
w jednym celu... aby jak najmocniej uszkodzić Ci czakry itd... Oczywiście przed
położeniem się moja czakra czuła się dużo lepiej... i
oczywiście ja w ogóle nie miałem zamiaru nawet zamykać
oczu... same "siłą" mi się zamknęły... ale nie ze
zmęczenia... W ogóle ciekawa sprawa, że spałem tak krótko
dzisiaj, pracowałem sporo nad stroną i nie czuje się jakiś "maxymalnie
padnięty"... a chyba powinienem? Nie wspominając, że dzisiaj
oberwałem + codziennie jestem właściwie niewyspany itd...
Chyba mój organizm powoli się dostosowuje do sytuacji, w
której mało sypia, ale jednak jakoś sobie z tym radzi...
Dzisiaj
udało mi się nawiązać bardzo dobry kontakt z Bogiem i
spowodowało to bardzo silne oczyszczenie mojej osoby...
Pamiętam, że podczas całego tego doświadczenia (30-60min)
miałem po pewnym czasie jakby chwilowe "flashe" gdzie na
początku ujrzałem jakąś uśmiechniętą dziewczynę... później
był powrót do "fizycznego widzenia", a następnie widziałem
jak leciałem w samolocie nad oceanem... i później były dalsze "różne" flashe... ale te dwa wydają mi się najbardziej znaczące... w
sumie były one tymi "pierwszymi" jakie ujrzałem... Ogólnie
podczas kontaktu z Bogiem tony "brudu" ze mnie zeszły... co
ciekawe w pewnym momencie usnąłem (nawet nie pamiętam tego
momentu)... i nikt ani nic mnie nie zaatakowało! Spałem
sobie spokojnie z 2-3? godziny. Gdy się zorientowałem, że
śpię i że nie mam różańca na sobie itd. to szybko wstałem, ale naprawdę dużo mi dało takie kilka godzin snu, niezakłóconego
przez żadne "negatywne" istoty. Ogólnie czuję się jak po
spowiedzi... :)
O 1:25
(i wcześniej) bardzo mocno mnie wyłączało... wziąłem
kryształ górski i przyłożyłem do tyłu głowy (tam gdzie jest
to wgłębienie) i o dziwo bardzo szybko przywróciło mnie do
stanu "normalnego"... oczywiście po kilku minutach
dalej mnie "wyłączało", ale sam fakt tak szybkiej i
gwałtownej poprawy spowodowanej przyłożeniem kryształu
górskiego do jakiegoś punktu jest godny odnotowania..
03/04.06.2011 -> Około 1:40 położyłem się na łóżku i
usnąłem... a o 2:09 we śnie czułem i widziałem jego łapy,
które zaczęły mnie dotykać... pewnie coś energii
straciłem... Później położyłem na 4 czakrę ten 2,5kg
kryształ górski itd. i poszedłem spać. O dziwo chyba nic już
złego się tej nocy nie działo? O 10:33 wstałem.
Wiesia
mi podpowiedziała kolejny sposób na obronę (który częściowo
kiedyś stosowałem)... ten sposób polega na tym, aby wołać
Archanioła Michała i prosić go, aby stał przede mną, z tyłu,
z lewej, z prawej, z góry i z dołu oraz aby mnie otaczał
niebieską energią (odcina wszelkie zło itp.) oraz aby chronił
mnie z gwardią swoich pomocników.
04/05.06.2011 -> O 2:00 kładę się spać i 2,5kg
kryształ na 4 czakrze tak jak wczoraj, ale niestety o 5:05 był atak we śnie i
jakoś to nie wiele pomogło :( Po obudzeniu się kryształ
górski był z 2-3?cm przesunięty od centrum czakry więc może
to miało jakieś znaczenie? albo po prostu to nie broni przed
atakami tak jakbym sobie tego życzył... Tak czy siak wstałem
z obolałą czakrą :/
05/06.06.2011 -> O 23:22 kładę się spać. O 3:56 miałem
atak we śnie (próba wystraszenia), ale nie wystraszył mnie w pełni... coś tam
zrobił, ale bywało znacznie gorzej. Oczywiście po tym ataku
wstałem.
PS. Nie kładłem kryształu górskiego na 4 czakrę...
06/07.06.2011 -> Około 20? poszedłem spać. O 3:15
wstałem. Były jakieś podejrzane sny... ale nie czuję abym
dzisiaj w nocy dostał bęcki. A swoją drogą wypaliłem już ostatnią
"małą" świeczkę... trzeba będzie dokupić nowe...
07/08.06.2011 -> O 23:14 kładę się spać. O 3:00
wstaję. Czyżby brak ataków? Choć miałem pewien dziwny sen,
ale chyba nie był to atak?
Byłem w jakimś niewielkim, zamkniętym
pomieszczeniu i była tam postać, która jakby zmuszała do
ćwiczeń? wszystkie znajdujące się tam osoby oraz nie
pozwalała im wyjść. Mnie też zmusiła do ćwiczeń, ale pamiętam
jak nie chciałem już więcej tego robić i postanowiłem
patrzeć co się będzie działo w naszym małym pomieszczeniu, w
którym nas więził. Widziałem kogoś kto postanowił, że nie da się
już
terroryzować i udawał, że zrobiło mu się coś w nogę i z tego
powodu leżał na podłodze. Nasz "boss" wiedział, że ten
człowiek "symuluje" (udaje kontuzję) i za karę wbił mu
gwoździa w prawą stopę. Po chwili zobaczyłem zbliżenie tego
bolącego miejsca (gwóźdź miał zakrzywiony koniec, a miejsca
wbicia krwawiło). Obudziłem się o 3:00 (Ewangelia Marka
mówi,. że o tej godzinie ukrzyżowano Jezusa [Mk.15:25]).
Moje stopy były złączone jak stopy Jezusa na krzyżu... hmmm...
dziwne...
Ponownie
poszedłem spać o godzinach: od 6:01 do 9:17 oraz od
~1:15 do 3:23 i nic mnie
nie zaatakowało...
08/09.06.2011 -> O 23:26 kładę się spać. Jak tylko
zamykałem oczy dostawałem strzał w czakrę :( Pierwszy strzał
był o 23:39, gdyż wcześniej miałem oczy cały czas otwarte...
hmm... mogłem położyć mój duży kryształ górski na czakrę...
może by pomogło przeciwko tym strzałom... a może nie? Jak
będę miał jeszcze takie strzały to wypróbuję... a w nocy też było
kilka ataków... wstałem o 4:47 (choć powinienem chyba wstać
wcześniej)... Jestem z deczka obity na czakrze...
A tak
apropos ataków we śnie... przypomniał mi się pewien program,
który leciał dawno temu w telewizji. Było w nim jak ułożyli
pewną ilość ochotników do snu i gdy już mocniej zasnęli
polewali ich czoło wodą. Po pewnym czasie ich budzili i
pytali się ich co im się śniło i dużej ilości ludzi śniła
się woda i czemu niby o tym pisze? co to ma wspólnego z
atakami? Wbrew pozorom bardzo dużo, gdyż kiedy mocniej śpię, a
ten byt jest przy mnie to "krystalizuje" mi się we śnie jako
jakaś "osoba" (negatywna, neutralna lub pozytywna). Jest to
ten sam motyw co z wodą... jak masz kontakt z wodą podczas
snu to
śni Ci się woda... a jak masz
kontakt z ciemnymi mocami gdy śpisz, to śnią Ci się ciemne
moce... proste i logiczne...
09/10.06.2011 -> O 23:42 kładę się spać. Miałem na
swojej czakrze cały czas 2,5kg kryształ górski. Nie było
strzałów, ale moje sny były jakieś takie ponure... no i te ciągłe postacie we śnie... Wciąż nie czuję się bezpiecznie podczas snu... i
dlatego wolę spać krócej niż dłużej... Wstałem o 2:43... Ten
"ponury" sen nie musiał mieć związku z atakiem...
Poczułem
się zmęczony małą ilością snu i postanowiłem ponownie pójść
spać (o 5:05) (zmieniłem kryształ górski na czakrze z 2,5kg
na 0,4kg)... niestety o 5:30 musiałem wstać, gdyż mój
przeciwnik atakował mnie we śnie + przed samym wybudzeniem
(wszedłem w stan widzenia swojego ciała; stan gdy sen się
kończy, ale gdy wciąż nie jestem wybudzony tylko jestem jakby
w "innym wymiarze") czułem i widziałem jego wredne łapska na
moim ciele, ale na szczęście jakoś udało mi się wybudzić bez
większych strat?
Brak snu
to genialna metoda obrony, ale nie da się wytrzymać tak zbyt
długo... w końcu organizm będzie się tak mocno domagać snu,
że nie będziemy w stanie się mu przeciwstawić... Ale tak
ogólnie to na serio położyłbym się jeszcze do łóżeczka i
trochę pospał... oczy mi się same zamykają... ale niestety
nie będę szedł spać, gdy ten byt tutaj urzęduje... mam
nadzieję, że niedługo się te ataki skończą... bo są już
z deczka męczące... Na dodatek mam tak dużo czasu wolnego, że
nie mam jak go wypełnić i po prostu przez pewien czas się
nudzę... co też jest w pewnym sensie męczące.. niby to
dobrze, że mam sporo wolnego czasu, bo ze wszystkim się
wyrabiam, ale czasem po prostu chciałbym, aby ten czas
szybciej zleciał... czyli, aby można było po prostu przespać
czas, w którym nie ma już nic "owocnego" do zrobienia... no,
ale niestety chwilowo w moim przypadku jest to nie
możliwe... już pomijam fakt, że jestem praktycznie ciągle
niewyspany, nie zregenerowany itd... no, ale na szczęście
jakoś daję radę... do tego wszystkiego dochodzi też pewnego
rodzaju stan "napięcia" / "zdenerwowania" / "rozdrażnienia"
właśnie wynikające ze zbyt małej ilości snu...
10/11.06.2011 -> O 20:25 poszedłem spać. O 2:21 wstałem,
a chwilę wcześniej miałem atak we śnie, ale na szczęście był
przy mnie mój opiekun, który mnie cały czas bronił przed
napastnikiem! (thx!!!) Ten byt (postać) ciągle się o coś
czepiała mnie we śnie i widać było w niej złe zamiary i jak
to się działo podchodziła do mnie lub była przy mnie druga
postać, która nie pozwalała, aby cokolwiek mi się stało, aż
do wybudzenia. Jednym słowem trzymała tego byta na dystans.
Jakby nie mój opiekun, to marny byłby mój los... ciekawe
czemu nie jestem broniony w ten sposób codziennie? ale jakby
tak było to w ogóle nie zostałbym "ruszony" przez te ciemne
siły... i niczego bym pewnie tutaj nie spisał... hmm...
Od około
11? spałem do 12:50... jakoś tak samo z siebie mnie
"uśpiło"... ale nie miałem, żadnych ataków i dzięki tej
drzemce trochę się zregenerowałem :]
11/12.06.2011 -> O 00:17 kładę się spać. O 2:35 jest
atak we śnie :( -> wstaję...
O 11:47
poszedłem się zdrzemnąć... O 12:03 był atak we śnie? ale
postanowiłem spać dalej... i spałem spokojnie do 19:35!
jednym słowem trochę odespałem ;)
12/13.06.2011 -> O 4:48 kładę się spać i już za chwilkę
miałem wizję
(coś jakby sen) przed oczami
gdzie jestem bity z kolana (ten byt celowo mnie wprowadza w
ten "sen", aby mnie skuteczniej bić oraz ja w pewien sposób
odczuwam te uderzenia). Po tym ataku postanowiłem dalej
próbować spać, ale nie był to dobry pomysł. Byłem następnie
"szarpany" oraz atakował moją 3, 4 i chyba 6 czakre (te
ataki były nawet wtedy, gdy nie spałem - on wprowadza
człowieka w pewien taki jakby "hipnotyczny stan" i czasami
wydaje się człowiekowi, że ma otwarte oczy [a w
rzeczywistości może mieć je zamknięte] i będąc w tym stanie
można z większą intensywnością obrywać bęcki, gdyż ten byt
przebywa w tym "wymiarze" w który nas wciąga... on nas
"zaszczepia" takim "głupim Jasiem"... Dodatkowo chyba coś
przy 3 oku chyba grzebał... pewnie musiał tam coś robić abym
dostawał tych "wizji"... tak czy siak o 5:00 wstałem...
mogłem w sumie se olać dzisiaj spanie, no, ale chciałem
spróbować... Muszę się trochę kryształem pohealować... bo
chyba oblepił mnie jakimś syfem... podczas leżenia miałem
wrażenie, że rzuca we mnie jakimiś negatywnymi kulkami? a
może to były ciosy? (odnośnie ataków na 3, 4 i 6 czakre).
Zastanawiam się dlaczego, gdy wołam o jakąś pomoc to nic się
nie dzieje... może po prostu muszę się czasami obejść bez
niej? aby spisać moje nocne potyczki, bo jakby mnie ciągle
bronili, to nie miałbym o czym tutaj pisać... a tak... mogę
pisać i pisać udowadniając, że ten "drugi" świat jest
realniejszy, niż się wielu ludziom wydaje... nie mniej jednak
jest to już troszkę męczące... marzą mi się wakacje. A może
dlatego tak do mnie skutecznie strzelał, bo nie miałem przy
sobie kryształów górskich? Następnym razem na pewno będę
mieć je przy sobie.
Dodam
jeszcze, że jakiś tydzień temu (nie spisałem tego) gdy byłem
na balkonie i wygrzewałem się na słoneczku to zostałem
zaatakowany. Atak polegał na tym, że ten byt przejął moje
myśli oraz moją wyobraźnię. Wpadłem jakby w "negatywny sen".
Nie wiem jak do końca to opisać, ale "przed oczami" widziałem
różne rzeczy, które były nasiąknięte "złem". Im dłużej
człowiek jest poddawany takiemu atakowi tym większa szansa
na stratę energii itd. Jak się zorientujemy, że takie coś
się dzieje to musimy na siłę się "ocknąć" co oczywiście nie
jest takie łatwe, bo tracimy kontrolę nad tym, co się dzieje,
ale dla chcącego nic trudnego ;))) Ogólnie wspominam o tym,
gdyż widać po tym przykładzie, że nawet gdy jestem "na
słoneczku" może zaistnieć atak... a podobno te byty nie
lubią promieni słonecznych? widocznie mają dobre metody
obronne przed nimi. Jak widzą okazję do ataku to atakują...
nie ma zmiłuj... dlatego trzeba być czujnym... i to cały
czas... a nie tylko w nocy...
13/14.06.2011 -> O 3:01 kładę się spać. Przed 4 i o 4
były ataki. W tym drugim widziałem naszykowaną dla mnie
strzykawę, ale na szczęście nie została mi wstrzyknięta. Może
to tylko taki straszak był? abym się wystraszył? może... ale
nie koniecznie tak musiało być...
Jakby coś to w obu snach zostałem "stratny". Nawet bardziej
w tym drugim, niż w pierwszym. Tej nocy już miałem kryształy przy
sobie... na czakrę kładłem ten 0,4kg (chyba mi spadł po
pewnym czasie?). Na razie godzina snu musi mi wystarczyć...
nie mam zamiaru wracać do łóżeczka ;/ nie z takim
towarzystwem :/
Siedzę
już przed kompem 1,5h i non stop (wiele razy i na siłę) mnie
"wyłącza"... ten czas mi minął jakby pstryknięcie palcami...
na dodatek nic negatywnego mnie nie tknęło... w tym
"wymiarze" w jaki mnie przenosi jestem bezpieczny
(z tego co zaobserwowałem). Domyślam się, że dzieje się tak
abym jakoś "odespał" ataki... bo chcąc nie chcąc mnie to
regeneruje... zdarza się, że jak mnie wyłączy to dostanę
pewnych "wizji" (wizja? sen?), ale gdy wracam to ich nie pamiętam...
ale chyba przeważnie? nie ma tam zupełnie nic... jest
pustka... czasem może przeleci jakaś "forma" myślowa? i
zniknie gdzieś w niebycie... W normalnym
"śnie" nie ma się uczucia takiej "pustki" i tak szybkiego
upływu czasu (wręcz teleportacji).
Nie wiem
dokładnie o której godzinie, ale pewnie około 6-7? ze zmęczenia
samoistnie usnąłem w pokoju obok. I dopiero na samym końcu
miałem "negatywny sen" gdzie dostałem jakby kulę wystrzeloną
z pistoletu w 4 czakrę (bolesna sprawa) i to było o 8:07, a
wcześniej byłem jakby w pustce... nic nie pamiętam... w
ogóle jakbym był w innym wymiarze... jakby mnie nie było...
i mam wrażenie jakby minęła "sekunda"... dopiero czas zaczął
mi lecieć od pojawienia się snu w mojej głowie... co okazało
się od razu atakiem... no może nie na samym początku... ale
dość szybko... ten byt na pewno czekał, aż wrócę z "innego
wymiaru" i się doczekał... zacząłem śnić na "niższym
poziomie" i dostałem mocnego strzała... tak mi się wydaje,
że jest tak jak opisuję? Przynajmniej dla mnie ma sens z tym
wyższym i niższym wymiarem... Jak tak "znikam" to ten byt
nie ma do mnie dostępu... a przynajmniej nic nie wiem o tym,
aby do mnie jakiś dostęp miał... Gdy "znikłem" żadnych
ataków nie było... gdy się "pojawiłem" atak nastąpił... dla
mnie sprawa jest jasna... oczywiście jak mnie nie było to
nie pamiętam, aby były jakieś sny... tam jest raczej pusto...
a nawet jak coś jest to praktycznie nie ma szans, abym to
dobrze zapamiętał... nawet małe szczegóły zapamiętać to duży
wyczyn... o ile takowe się w ogóle pojawią... Jest to
bardzo ciekawy stan i muszę się mu znacznie mocniej
przyjrzeć... na dodatek po wstaniu czuję się jakby
napełniony energią (w głowie i w ciele, ale najmocniej w
głowie). Owa energia jest troszkę męcząca itd., ale na pewno
jest pozytywna. Czuję, że dobrze na mnie wpływa... ale
niestety przez te ataki mam utrudniony do niej dostęp, bo
ona się we mnie nalewa wtedy gdy "śpię", a z tym ostatnio mam
problem...
Ponownie
idę spać, ale nie wiem o której... ale o 13:49 wstaję...
spałem chyba z 1-2h?
14/15.06.2011 -> Od 00:00 do około 4:50 spałem jakieś
kilkanaście minut będąc przed komputerem, a około 4:50 usiadłem
na fotelu przykryty kocem + trzymając w ręce krzyż papieski i kryształ górski (0,4kg) + zakładając różaniec na szyję. Ze zmęczenia w końcu
usnąłem. Obudziłem się około 6:55. Ogólnie chyba coś było
przed zaśnięciem, ale olać to... mało ważne...
PS.
zakupiłem kolejne 100 sztuk świeczek... zacząłem je palić od
18:50... oczywiście w intencji "oczyszczenia" ataków itp...
Grubo po
południu usnąłem ze zmęczenia... Nie miałem ataków, a spałem
z 1-2h... co więcej miałem nawet sen, który mówił o jakimś
głoszeniu prawdy i bezpieczeństwie? sen był wyjątkowo
wyraźny i wydawał się być znaczący, ale nie pamiętam go już zbyt
dokładnie... Następnie po jakimś krótkim czasie ponownie
usnąłem... i wstałem o 23:30... i znowu brak ataków więc
troszkę odespałem ostatnią noc :)
15/16.06.2011 -> O 2:17 siedzę sobie na łóżku i
wprowadzono mnie w "negatywny sen", ale udało mi się z niego
bezpiecznie wyjść... a chwilę później usłyszałem w głowie?
głos "hallo" (był to taki specyficzny, negatywny głos...
niby usłyszałem go w głowie, ale to było takie "specyficzne"
i nie wiem jak to dokładnie ująć w słowa, wiem jedynie, że
nie było to nic pozytywnego... po prostu ten byt się ze mną
"przywitał".. ale nie odpowiedziałem mu powitaniem na
powitanie...) -> w momencie jak to usłyszałem byłem
wprowadzony w trans (hipnoza). Dopiero o 2:46 zdecydowałem
się pójść spać, ale chwile wcześniej zobaczyłem koło siebie
całkiem spory (wielkości 3/5? torsu), jasno, szary dym (jakby z papierosa... ale,
aby coś takiego zrobić trzeba byłoby sporo "nakopcić" a
u mnie w domu i tak nikt nie pali), trwało to bardzo krótko... w sumie te byty często w
takiej formie występują... dym, kulki... czasem
przeźroczyści... itd... Zbyt długo
sobie nie pospałem, bo już o 3:03 miałem atak we śnie, gdzie zostałem
uderzony w twarz, ale ogólnie to nic takiego mi się nie
stało... był przy mnie chyba mój opiekun (możliwe, że było
ich dwóch), który próbował tego byta powstrzymać, ale tak czy
siak i tak cios dostałem. Od razu po tym doświadczeniu
postanowiłem już więcej nie spać -> zapaliłem kadzidełko.
Dobrze, że w dzień trochę spałem...
Poszedłem spać około 7?
Wstałem o 8:57... niestety w tym czasie dostałem 3-4x... ale
musiałem iść dalej spać bo byłem ledwo żywy... oczywiście po
wstaniu również jestem ledwo żywy... więc dużo się nie
zmieniło...
Ponownie poszedłem spać tylko
nie wiem o której. Wstałem o 13:11. Dostałem kilka razy, ale nie
były to ciosy chyba zbyt mocne. Przed samym wstaniem miałem
sen i nagle usłyszałem wyraźny i głośny dzwonek (do drzwi) w głowie. Od
razu mnie to wybudziło i szybko wstałem aby otworzyć drzwi,
ale nikogo nie było, ani nikt nie uciekał czy coś w tym
stylu. Co ciekawe jak sobie to teraz przypominam to ten
dźwięk dzwonka był lekko inny niż ten, który mam fizycznie
zamontowany w drzwiach więc ktoś mnie w ten sposób wybudził
ze snu, który może miał się przemienić w sen negatywny? Tak
czy siak kiedyś miewałem już takie dzwonki więc wiem, że
takie rzeczy się dzieją (pisałem o tym tutaj:
"Domofon w uchu..."
[zjedź na dół]).
16/17.06.2011 -> O
23:13 kładę się spać. O 00:52 mam atak we śnie... wstaję
chwiejąc się na nogach... :(
O 5:11 ponownie poszedłem spać,
ale nie był to dobry pomysł. Dość szybko dostałem lekki
strzał... a o 5:20 zostałem zaatakowany we śnie (po czym
wstałem). Jakaś postać (we śnie stała przytknięta do mnie -
więc w realu pewnie na mnie usiadła? lub na mnie leżała?) próbowała mi wbić
jakiś pręt (nie był ostry) w brzuch (a może to tylko taki
straszak był? aby mnie wystraszyć?). Oczywiście wszystko
bardzo dobrze czułem (silny ucisk). Trochę się obawiałem, gdyż nie
wiedziałem czy nie wbije mi tego w ciało? lub ciało
energetyczne? więc po pewnej przepychance (dobrze mi w sumie
szło) postanowiłem, że nie będę ryzykować i zastosowałem nagłe wybudzenie. Plusem takiego rozwiązania jest to, że budzisz
się praktycznie od razu (bardzo szybkie przenikanie wymiarów
do reala), ale minusem jest to, że tracisz sporo energii z
czakry, a przy powolnym wybudzaniu można mocno ograniczyć
straty energetyczne o ile ładnie się to rozegra...
oczywiście gdybym wybrał opcję wolnego przechodzenia
wymiarów to mógłby mi wbić ten pręt w ciało i mógłbym mieć
dużo większy problem niż strata energii więc w tym przypadku
moim zdaniem podjąłem dobrą decyzję... choć może ten "pręt"
to był tylko taki straszak? Właśnie sobie przypomniałem, że dobre kilka lat temu miałem sporo
tego typu ataków, ale brałem je za zwykłe sny... hmm...
Od około 9:50? poszedłem spać
i spałem do 12:55... coś tam dostałem, ale jest ok...
17/18.06.2011 -> O 5:35
poszedłem spać (ze zmęczenia), a o 6:20 wstałem... miałem w
tym czasie z 4-5 ataków... jestem zmęczony jak nie wiem
co... no i dodatkowo obity...
Dzisiaj mam nowego domownika,
a mianowicie dwumiesięcznego kota. Z tego co wiem koty
widzą obce byty oraz umieją je od człowieka odpędzić.
Zobaczymy czy będzie jakaś zmiana w atakach na moją osobę...
18/19.06.2011 ->
Położyłem się o 22:25. Kot położył się na tyłach łóżka, ale
gdy się obudziłem w nocy (po godzinie?) zobaczyłem, że śpi
na moim brzuchu i tak było do samego wstania. Wstałem o
8:26. Ogólnie były strzały w 4 czakrę, ale nie wiem czy były
to ataki? Nie zaobserwowałem żadnego negatywnego snu czy
obecności tego byta. Tak czy siak te strzały są bardzo
dobrze odczuwalne na czakrze...
19/20.06.2011 -> O
23:10 kładę się spać. Kot położył mi się na brzuchu... po
chwili zmienił miejsce na czakrę gardła... a ostatecznie
położył się mniej więcej na 4 czakrze (może lekko niżej?).
Pierwszy atak był o 3:30... a drugi o 4:55. Niestety ten
drugi atak był mniej przyjemny. We śnie było pokazane jak
mój kot był schowany do jakiegoś czarnego pudełka (czyżby aż tak im
przeszkadzał?) i został zabrany jakimś korytarzem na kastrację chodź mówiłem, że jest
na to za młody, a gdy został
wyjęty (z pudełka) to mnie zaatakował (to był jakiś duży
kot, a nie mój malutki) i pogryzł mi palce w lewej stopie
(odczuwalny ból po wstaniu), następnie we śnie szykowali dla
mnie strzykawkę, ale możliwe, że był to tylko straszak,
kto wie? Tak czy siak po nieudanej próbie? zastrzyku
wstałem... z lekkim bólem palców u nogi. Kot nie czyni
cudów... ale w sumie ma on dopiero 2 miesiące więc jest
jeszcze malutki. Nie mniej jednak chyba tym ciemnym bytom
troszkę przeszkadza. A tak w ogóle to kot sam się na mnie
kładzie gdy idę spać więc mądry z niego zwierzak :)
20/21.06.2011 -> Przed
zaśnięciem kot mruczał i kładł się na mnie w różnych
miejscach (brzuch, 4 czakra, 5 czakra)... na dodatek łaził
wokół mnie mrucząc. Ogólnie dość ciekawe zachowanie kota :)
Przed samym zaśnięciem chyba było kilka prób wciągnięcia
mnie w "wymiar tego byta", ale miałem wrażenie jakby kot,
który wtedy mruczał koło mojej głowy (leżał tam) odpychał te
ataki... ale może mi się wydaje? ale może być coś na
rzeczy... w ogóle miałem wrażenie jakby kot próbował mnie
"chronić"... O 22:25 kładę się spać. O 7:36 wstaję, a o 4:49
był atak we śnie, ale ogólnie wyszedłem z niego chyba bez
szwanku? Nie mniej jednak kręgosłup mnie boli od leżenia w
jednej pozycji, ale jak tylko ataki się całkowicie skończą to
będę sobie leżał w w pozycji jakiej będzie mi się podobało ;)
21/22.06.2011 -> O 3:21
kładę się spać... a kot kładzie się na mnie (okolice 4
czakry). Następnie było kilka ataków przed samym
zaśnięciem. Czy były w nocy? Chyba nie? O 8:47 wstaje.
Podobno gdy rano wciąż spałem, a mama weszła do pokoju to
kot był już obudzony i siedział koło mojej szyi. Czyżby mnie
pilnował?
Spałem dzisiaj z 1-2h w dzień
(z kotem) i nic się specjalnego nie działo.
22/23.06.2011 -> O 1:24
kładę się spać (przed zaśnięciem coś było? jak tak to bardzo
słabe, ale możliwe, że nic nie było?). O 7:59 wstaję.
Spokojną noc miałem.
Miałem dzisiaj sen, gdzie
królowi miałem pomóc w ujawnieniu negatywnych dla niego osób
(tak w dużym skrócie).
Była też jakaś walka na
kryształy górskie? Następnie widziałem siebie jak gnam
samochodem do zamku. Gdy już tam byłem to przed schodami
(prowadzącymi do króla???) był z metrowy kryształ górski
(leżał). Zacząłem wchodzić na schody... widziałem przed sobą
dwie służące, które też szły w górę... nagle pojawił się
negatywny człowiek, który kazał wszystkim być za nim i
musieliśmy cofnąć się, aby on mógł przejść przodem. Gdy był
przed nami zaczęliśmy iść na przód po schodach w górę.
23/24.06.2011 -> O
22:08 kładę się spać. O 00:02 kot ze mnie zszedł i bez niego
zasnąłem i od razu miałem atak (po zamknięciu oczu po kilku
sekundach zapadłem w sen). Następnie po tym przykrym
doświadczeniu (choć atak nie był zbyt mocny) czekałem
prawie? godzinę? na powrót kotka do łóżka (chciał się bawić,
zwiedzać pokój itd.) ale gdy już to nastąpiło to spałem
spokojnie, aż do kilku? minut przed 7 rano gdzie zostałem
mocno wystraszony we śnie mimo iż kotek spał na mojej 4
czakrze. O 7:30 wstałem. Jak zwykle boli mnie
kręgosłup po leżeniu cały czas na plecach, no ale jakoś tak
chce się chronić przed zastrzykiem w tyłek... chodź i tak
pewnie niewiele to da jakby coś... ale jakoś próbuję...
24/25.06.2011 -> O
22:36 kładę się spać. Były przed zaśnięciem pewne ataki
(strzały były częściowo zbierane na krzyż papieski?). O 3:16
i 6:25 były ataki we śnie. O 6:40 kolejny "jakiś" atak i
jeszcze chwilę później była próba ataku? O 6:44 wstaję.
Pewnie jeszcze coś było czego nie spisałem.
Spałem dzisiaj jakiś czas z
kotem w łóżku i były jakieś strzały... ale nie tylko w 4
czakrę... w ramię i nogę również... ale nie były one zbyt
mocne...
Niestety wczoraj mój kotek
został "otruty" przez pewną osobę nie z mojej rodziny.
Oczywiście ta osoba nie zrobiła tego specjalnie (nie będę
wnikał w szczegóły). Kotek wczoraj jeszcze czuł
się dobrze ale dzisiaj (25.06.2011) już nic nie jadł ani nie
pił i wymiotował 10x (+ jeszcze raz u pierwszego weterynarza
przy próbie podania mu wody do pyszczka) oraz praktycznie cały czas spał.
Sytuacja była na tyle poważna, że musiałem go oddać do
szpitala dla zwierząt. Dzisiejszej nocy nie będzie kotka ze
mną i w ogóle jest mi smutno, że nie ma go przy mnie :(
Jednym słowem ciemne siły
zaatakowały mojego kotka :(
25/26.06.2011 -> Około
22:30? poszedłem spać? O 5:09 wstałem. Oczywiście były ataki
we śnie. Trochę oberwałem i boli mnie po atakach czakra. Ten byt nie odpuszcza. Miałem duuużo snów z kotkiem. Myślę, że będzie ok.
O 18:24 leżałem sobie z
zamkniętymi oczami (po wcześniejszej bardzo intensywnej
modlitwie za kotka) i zostałem szarpnięty na 4 czakrze :/
Oczywiście od razu wstałem, a ogólnego leżenia (po
modlitwie) z zamkniętymi
oczami raczej nie było więcej niż kilka minut. Chyba im moja
modlitwa za kotka przeszkadza... na szczęście dostałem cios
po praktycznie ukończonej modlitwie :)
26/27.06.2011 -> O
23:50 kładę się spać. O 8:25 wstałem. Były ataki.
O 15:30 byłem u kotka. Czuje
się lepiej niż wczoraj, ale nie mniej jednak jest jeszcze
bardzo słaby (nie ma już tak smutnych oczu jak było to
wczoraj). Ma powiększoną wątrobę itd... wiadomo
zatrucie (wyniki krwi). Wciąż nie je i nie pije o własnych
siłach... cały czas jest na kroplówce.
27/28.06.2011 -> O
23:35 kładę się spać. O 4:26 wstałem bo już moja 4 czakra
została zbyt mocno obita (auć) :(
Denerwują mnie też ataki
polegające na przejmowaniu kontroli nad myślami (wprowadzają
w głowę myśli, które mają wywołać w człowieku lęk, strach itd).
Taki atak ma doprowadzić do "uśpienia" i wepchnięcia
człowieka w sen, gdzie już bez problemu te byty zrobią to co
mają z człowiekiem zrobić. Pamiętam jak jakiś czas temu
miałem taki atak na balkonie... zresztą pisałem o tym. Takie
ataki są bardzo, ale to bardzo podstępne. Dzisiaj jak np. leżałem
sobie przed 9 rano w łóżku (takie leżakowanie) to wpychali
mi w głowę różne "negatywne" myśli (atakujące mnie
szczepionki), a ja bardzo szybko wpadałem w sen gdzie
widziałem te myśli przed swoimi oczami. Przypomina mi to trochę ataki rozkodowujące, które miały to
do siebie, że gdy zamknąłem oczy to pojawiały mi się różne
niechciane "wizje" i "obrazy", ale była
to pobudzona wyobraźnia przez negatywnego osobnika, a w tym
przypadku o którym mówię jest to po prostu sen [obraz na
cały ekran]. Trudno się takich niechcianych myśli pozbyć,
gdyż są one bardzo natrętne. To trochę tak jakby ktoś na siłę
wpychał Ci coś czego nie chcesz i nie możesz się odczepić od
tego kogoś. Oczywiście nie można dopuścić do tego, aby
zamknąć oczy, bo wtedy wpada się od razu w sen i można dostać bęcki (bardzo duże prawdopodobieństwo).
Na pewno są tutaj elementy hipnozy.
Jest już 9:02, a dalej mnie
czakra boli i to jak zwykle jest to bardzo dobrze
odczuwalne...
Stan kotka nie jest dobry...
jest bardzo osłabiony... cały czas śpi... wciąż nie je i nie
pije... nawet pojawiły się wymioty... ale prawdopodobnie?
spowodowane karmieniem strzykawką... jego życie jest
zagrożone :(((, a wczoraj wydawało się, że wraca już do
zdrowia... ale nie tracę nadziei :(
Niestety o 15:10 miałem
telefon, że kotek zmarł ;(
Tak bardzo się do niego
przywiązałem ;(
Cios w samo serce ;(
Odwiedzałem go codziennie,
dawałem mu przy spotkaniach sporo energii, modliłem się za
niego bardzo mocno, ale niestety nie udało się go uratować ;(
... jest to dla mnie bardzo smutny dzień ;(
Przy ostatnim spotkaniu lekarz
pomachał kotka łapką w moim kierunku tak jakby kotek się już ze mną
żegnał, a ja jeszcze ścisnąłem jego łapkę jakby na
pożegnanie.
Zrobili Atmankowi (tak się
nazywał mój kotek) sekcję zwłok i wyszło, że miał krwotoczny
stan zapalny przewodu pokarmowego, a przede wszystkim jelita
cienkiego i dlatego nic nie jadł ani nie pił. Ogólnie rzecz
ujmując stan był beznadziejny i praktycznie nie do
odratowania.
Dodam jeszcze, że dzisiaj
miałem umówione spotkanie o 17:00 u dentysty i jakaś
dziewczyna była przede mną i zostawiła swój plecak na
podłodze i ja na niego patrzę a tam była przypięta do niego
plakietka? z napisem "I LOVE CATS" (kocham koty)... to
pewnie jakiś znak od kotka :)
Mam nadzieję, że kotek jest
już w kocim raju :)
Na pewno Atmanek wniósł do
mojego domu bardzo dużo ciepła i radości. Czuję, że jego
zatrucie pomogło mi wznieść czakrę serca na wyższy poziom...
eh... Muszę jakoś dość do siebie... a nie jest mi łatwo...
Piszę tak dużo o kotku w "nocnych atakach", gdyż koty chronią
(mniej lub bardziej) przed negatywnymi bytami... mój kotek
był bardzo mały (2-2,5 miesiąca), ale zawsze ze mną spał i na
pewno dawał mi dodatkową ochronę. Chwilowo muszę radzić
sobie sam... może w przyszłości będę mieć jeszcze jakiegoś
kotka? Chodź wciąż tęsknię za Atmankiem :( no ale muszę
zostawić to za sobą... choć nie jest to łatwe... gdyż
bardzo się z nim zżyłem. Niby tylko około dwóch tygodni go
miałem, ale to wystarczyło, aby nawiązała się między nami
silna więź. W sumie może to i lepiej, że odszedł teraz, a nie
za miesiąc czy rok... wtedy byłoby mi jeszcze znacznie
trudniej pogodzić się z jego stratą... :/
Na koniec jeszcze dodam, że
19/20.06.2011 miałem sen z moim kotkiem, którego wsadzili do
czarnego pudełka itd... widać, że im przeszkadzał i
próbowali się go pozbyć... niestety ostatecznie im się to
udało... :(
28/29.06.2011 -> O
23:30 kładę się spać. O 5:05 mam atak we śnie. O 5:23 wstaję
i możliwe, że dostałem jeszcze coś w między czasie.
Leżałem sobie dzisiaj w
południe w łóżku i nawet lekko spałem, ale bez ataków się nie
odbyło... strzelają i w sen wchodzą... ech...
29/30.06.2011 -> Około
22:45? kładę się spać. O 9:15 wstaję. Były pewne ataki, ale
nie było ich zbyt dużo.
Około 20:30 leżałem na łóżku i
z otwartymi oczami mignęło mi kilka kotów (tak szybko w
sumie) i kilka chwil później zobaczyłem lekko? z prawej
strony kotka około 2 miesięcznego? który utrzymywał się mi
przed oczami z jakieś max 5? sekund i był dobrze
widoczny itd... możliwe, że jest to kot, który niedługo?
wejdzie w moje życie? Zobaczymy... bo ogólnie myślę o nowym
kocie, ale chyba właśnie pokazał mi się ten którego będę
mieć... ale czy tak będzie? życie zweryfikuje ;) Co do samej
wizji to widzi się normalnie wszystko (np. meble, ściany itd)
+ dodatkowo zawieszony obraz w powietrzu. Już kiedyś miałem
podobną wizję i sprawdziła się idealnie... Nie mniej jednak
wciąż tęsknię za Atmankiem :(
cdn...
Dobry Samarytanin