NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2010 - WRZESIEŃ
(CZĘŚĆ 9)
LINK! DO CZĘŚCI 8

LINK! DO CZĘŚCI 10

31.08.2010/01.09.2010 -> Ogólny schemat ataków był podobny jak wczoraj. Przed zaśnięciem używałem tingsha i mantrowania ale chyba nic nie dało... atakował i to zaciekle..., ale ostatecznie jakoś udało mi się usnąć chodź trochę mnie poskubał :/ W nocy spokojnie aż do pojawienia się postaci symbolicznej po 5 nad ranem. Krążyła, krążyła aż zaatakowała atakiem rozkodowującym we śnie o 5:35 (strata energii). Były później dalsze ataki, ale w końcu udało mi się zasnąć. O 8:10 atak rozkodowujący... o 8:20 obudziłem się i byłem w dziwnym? stanie... i nagle pstryk i wszystko ustąpiło! Tak jakby ten byt się ode mnie odłączył! Następnie tak do 9:30 sobie leżałem w miarę spokojnie, ale były też lekkie ataki. Tak czy siak moja czakra czuje się "podziobana". Niestety udało mu się mnie dzisiaj zbyt dużo razy podejść... ciężko przed takimi atakami się bronić. Zauważyłem, że praktycznie nie ma ataków uciskowych... kiedyś ich było od groma... teraz praktycznie wszystkie ataki to ataki "rozkodowujące".

01/02.09.2010 -> Przyszły kadzidełka z allegro i użyłem ich przed zaśnięciem (4 sztuki) i trzeba stwierdzić, że mocno się dymią! Bardzo mocno zadymiłem okolicę gdzie kładę głowę i o dziwo jakoś udało mi się zasnąć w miarę spokojnie chodź było niewielkie "skubanko" (ataki na 4 czakrę). Tak czy siak uznaję, że kadzidełka pomogły. Dopiero przed 5 nad ranem pojawił mi się ten byt we śnie o ile nie było ich dwóch (nie jestem pewien). Jak się obudziłem to bardzo dobrze wyczuwałem go nad swoją głową! Powiem szczerze, że dopiero po jakiś 15 sekundach od tego momentu się z deczka wystraszyłem, gdyż poczułem się "trochę" bezradny. Zresztą nie jest fajnie jak coś niewidzialnego z "innego wymiaru" chce Cię dopaść! Tak w ogóle to od razu zapaliłem 3 kadzidełka i dymiłem tam gdzie on był, ale to nic nie dało! a chyba powinno!? non stop atakował atakami rozkodowującymi... czyli tak mnie "dziobał" / "skubał" z energii (4 czakra). Próbowałem mantrować słowem "Bóg", używałem tingsha, przykładałem kryształ górski do 3 oka, chowałem się pod kołdrą, kładłem poświęcony obrazek Jezusa z otwartym sercem na głowę, ale nic to nie pomagało! W końcu się wkurzyłem i zmieniłem położenie na łóżku na takie, że tam gdzie miałem głowę teraz miałem nogi i o dziwo na chwilę pomogło? albo mi się wydaje?, ale też były ataki, ale jakby słabsze?, ale raczej mi się coś wydaje..., ale chyba przetestuję to jutrzejszej nocy dla pewności... Tak czy siak sporo "dziobnięć" w 4 czakrę dzisiaj miałem... Zdecydowanie za dużo..., ale nie widzi mi się wstawać o 5 nad ranem... niby tak powinienem robić, ale wtedy ten byt przesunie pewnie swoje ataki na 4, a później jak będzie trzeba na 3 nad ranem i w ogóle nie będę miał snu... a jak wiemy sen jest człowiekowi potrzebny hehe ;) Na razie jest jak jest... i muszę to wszystko znieść...

02/03.09.2010 -> 1-3?h przed położeniem się spać moje czakra traciła dziwnie "na lewo i prawo" energię... ostatnio jest to dość częste zjawisko... hmm... Dzisiejszej nocy zrezygnowałem z palenia kadzidełek bo wczoraj jakoś nic nie dały chodź bardzo intensywnie je paliłem. Gdy poszedłem "spać" od razu poczułem ataki rozkodowujące. Co ciekawe dość szybko zachciało mi się mocno spać (ciężkie powieki! hipnoza!). Co ważne da się z tego na chwilę wyrwać, ale szybko ten stan powraca. Schowam się następnie pod kołdrą i zmieniłem pod nią pozycję na odwrotną czyli teraz nogi znajdują się tam gdzie była głowa. Wydaje mi się, że na chwilę się nabrał hehe ;), ale tylko na chwilę ;). Oczywiście za "sekund kilka" miałem już ataki. Na początku jak byłem pod kołdrą, a później jak zrezygnowałem z bezowocnego chowania się pod nią. Wiedziałem, że sobie nie poradzę z tym bytem lub poniosę spore straty (już pewne poniosłem) i wyprowadziłem się do pokoju obok (mały pokój). Tak czy siak ustąpiła całkowicie hipnoza! Byłem w normalnym stanie, a jeszcze kilka chwil wcześniej powieki miałem jak z ołowiu! Ja naprawdę już zaczynałem myśleć, że takie ołowiane powieki po niedługiej chwili leżenia to normalka... bo już od tak dawna mam takie rzeczy, że już nie pamiętam jak jest normalnie. Przez jakiś czas nie chciałem zasypiać, ale to chyba normalne bo wiadomo czego mogłem się spodziewać, ale o dziwo owa noc w innym pokoju przeszła moja najśmielsze oczekiwania! Przed zaśnięciem chyba było z kilka prób ataku? ale bez jakiś specjalnych negatywnych skutków? Jakoś zasnąłem i dopiero już przed wstaniem ten byt próbował mnie rozkodować we śnie, ale mu się to nie udało! Ogólnie obudziłem się nad ranem i nie miałem ataków rozkodowujących! Dodam jeszcze, że kiedyś jak zmieniłem pokój to dostałem bardzo mocno, a dzisiaj praktycznie nic nie oberwałem! Trzeba podkreślić, że obecnie atakuje mnie inny byt niż wtedy i to może być znaczące.

03/04.09.2010 -> Tym razem poszedłem spać w swoim pokoju, ale w łóżku obok (jakieś 2 metry od mojego) i niby były ataki ale o małej mocy. Przypominam, że kiedyś jak zmieniałem swoją lokalizację (na łóżko obok oraz mały pokój) to nic to nie dawało (dostałem wtedy porządny łomot i było bez znaczenia gdzie spałem...), ale wtedy był inny byt! Ten widocznie nie lubi jak zmieniam swoją lokalizację na inną niż moje łóżku. Przed zaśnięciem jakby nie działała hipnoza lub była bardzo słaba. Nie jestem nawet pewien czy były ataki rozkodowujące jak zasypiałem? Niby w nocy nic takiego specjalnego nie zaobserwowałem, ale straciłem kilka? razy energię tak jakbym się czegoś wystraszył. Przed zaśnięciem chyba były ataki typu halucynacja, ale nie pamiętam już dobrze. Tak już bardziej nad ranem chciał mnie wystraszyć we śnie, ale mu się to chyba? nie udało. Rano najmocniej próbował mnie atakować, ale miał znacznie mniejszą moc niż byłoby to w moim łóżku. Więc zdecydowanie można powiedzieć, że noc była udana chodź nie mogę jeszcze spać tak swobodnie jakbym tego sobie życzył. Ten byt tylko czeka na moje "otwarcie się" i dzisiejszej nocy gdy na chwilę położyłem się na plecy to po chwili nastąpił atak rozkodowujący i chyba straciłem trochę energii? Chyba tak? Jakoś tak to zapamiętałem. Nie mam w zwyczaju dokładnego spisywania do zeszyciku jak wyglądała każda noc. Zdarza mi się czasem coś zapisać (godziny), ale bez przesady. Przeważnie jest tak, że po prostu z pamięci odtwarzam jak wyglądały ataki. Ogólnie rzecz ujmując udana noc, chodź myślę, że może mogłoby być lepiej? Tak czy siak lepiej mi się spało w małym pokoju niż w łóżku obok...

04/05.09.2010 -> Jak zmianami pokój to nie palę świeczek... zresztą one i tak już nic nie dają więc o już bez znaczenia. Poszedłem spać do łóżka obok w dużym pokoju (obecnie mój pokój)... dostałem atakami rozkodowującymi i na końcu halucynacją i powiedziałem dosyć i wyniosłem się do małego pokoju. Też tam trochę oberwałem, ale ogólnie było znacznie spokojniej. Jedynie ataki rozkodowujące przed zaśnięciem... we śnie niby była jakaś postać itp, ale nic specjalnego się nie działo. Nad ranem brak? ataków rozkodowujących. Pewne straty energetyczne na czakrze są no, ale cóż... tak to jest. Obecnie ciężko jest przejść całą noc bez szwanku. Ogólnie dzisiaj przez cały dzień czuję, że z moją czakrą nie jest najlepiej :( ... nie wiem czemu tak. Wydawało mi się, że nie dostałem tak mocno... tylko przed zaśnięciem odrobinkę. Widocznie każdy cios tego byta jest silniejszy nim mi się wydaje. :/

05/06.09.2010 -> (mały pokój) -> Jak położyłem się na łóżku (ale nie zamykałem oczu) to po kilku minutach zorientowałem się, że jestem powoli hipnotyzowany. Jak zamknąłem oczy to po chwili były już ataki rozkodowujące (raczej bez szans na obronę z mojej strony). W nocy było spokojnie, chodź chyba była tam jakaś kręcąca się przy mnie postać. Nad ranem kilka ataków rozkodowujących. Jakieś 7-7,5h snu... Przez te ataki jakoś krótko sypiam ostatnio :/

Ogólnie trzeba podkreślić, że jak mam nawet lekko "uszkodzoną" przez nocne ataki czakrę to często zdarza się tak, że tracę całkiem sporo energii podczas dnia. W biały dzień od czasu do czasu następuje takie specyficzne uczucie (ruch energii?) na czakrze i pewna część energii zostaje utracona (przede wszystkim z 4 czakry, a nawet czasem i z 3). Sądzę, że często tracę w dzień więcej energii niż w nocy. Pamiętam, że jak miałem kiedyś kilka udanych nocy pod rząd i moja czakra w miarę się zregenerowała to czułem, że w biały dzień energia z mojej czakry nie ucieka już tak łatwo. Czułem jakby moja czakra była "szczelna", a obecnie mam wrażenie, że moja 4 czakra przypomina "szwajcarski ser" (uczucie wbitego noża, ucisk itd. -> odczucia są bardzo dobrze odczuwalne fizycznie). Widzę to tak, że dopóki nie skończą się na dobre te ataki i dopóki nie zregeneruje mi się w pełni czakra to pewnie nie będzie łatwo "zatrzymać" "uciekającą" energię w biały dzień. Często jest tak, że gdy moja czakra źle się czuję to odruchowo zaczynam ją okrężnie masować ręką, a gdy mam wrażenie, że energia chce uciec z czakry to szybko ją zakrywam. Niestety nie jest to zbyt skuteczne przed stratą energii, ale nie mniej jednak jest to jakieś takie działanie instynktowne. Ogólnie uważam że masowanie czakry ruchem okrężnym zgodnie z jej naturalnym kierunkiem obrotu wpływa na nią korzystnie :)

06/07.09.2010 (mały pokój) -> Niestety, ale zmiana pokoju jakoś specjalnie już nie chroni mnie przed atakami. Odbywają się one już podobnie jak to było w moim (dużym) pokoju. Przed zaśnięciem była mi zakładana hipnoza na głowę i co za tym idzie odbyły się ataki rozkodowujące. Bez hipnozy zakładanej na głowę prawdopodobnie nie może odbyć się atak rozkodowujący. Ta hipnoza jest taką furtką do przeprowadzenia ataku. Tak czy siak udało mi się jakoś zasnąć. Następnie po 5:25? rano doświadczyłem ataku we śnie. Po obudzeniu się byłem hipnotyzowany i atakowany atakami rozkodowującymi. Do jakiejś 6:20? starałem się bronić jak tylko mogłem. Wstawałem z łóżka, chodziłem po pokoju; siedziałem na łóżku; nawet zmieniłem lokalizację na kilka minut na łazienkę, ale to specjalnie nic nie dawało. Może trochę..., ale przez krótki czas... zbyt krótki... Próbowałem też za pomocą kryształy tworzyć aurę ochronną wokół mnie oraz starałem się odcinać wszelkie negatywne powiązania z przede wszystkim moją hipnotyzowaną głową i niby czasem miałem wrażenie, że to coś daje, ale chyba to było tylko wrażenie... bo jak poczułem przez chwilę, że jest lepiej to już po chwili wszystko wracała na swoje starte (negatywne dla mnie) tory. Ogólnie byłem zmęczony walką z ową hipnozą. Nie wiem czy ten byt się w jakiś sposób męczy? Wydaje się jakby miał ogromny zapas sił. Co ciekawe jak udało mi się zasnąć to spałem bardzo mocno i obudziłem się znacznie później niż czynię to ostatnio. Chciałem od razu wstać i iść do kuchni coś zjeść, ale postanowiłem przez chwilkę jeszcze poleżeć i odczułem, że ten byt znowu chce mnie dorwać. Moją reakcją na to było natychmiastowe wstanie z łóżka i "rozpoczęcie dnia" ;) Ogólnie trochę mnie podziabał ten byt... szczególnie w okresie od 5:35 do 6:20, ale nie mniej jednak nie ma tragedii. Muszę znaleźć jakąś skuteczną obronę przed hipnozą. Jak mi się uda to i ataki rozkodowujące nie będą miały prawa bytu.

07/08.09.2010 -> Przed zaśnięciem trochę medytowałem z otwartymi oczami patrząc się na płomień świecy. Do tego wyobrażałem sobie, że siedzę w tunelu światła, który wypełnia moje wnętrze oraz to co na zewnątrz. Skupiałem się też aby to światło wypełniło przede wszystkim moją głowę z tego względu, że ten byt mocno ją ostatnio hipnotyzuje i chciałem mu w ten sposób to jakoś utrudnić. Co ciekawe bardzo dużo razy ziewałem podczas tej medytacji i same mi się oczy zamykały hmm! Pamiętam, że jak zsyłałem Boskie światło na 7 czakrę to czułem ucisk na głowie. Po medytacji poszedłem spać (mały pokój). O dziwo nie czułem hipnozy przed zaśnięciem ani nie doświadczyłem żadnych ataków rozkodowujących! Przypadek? Ale co ciekawe w nocy aż do rana doświadczyłem 5 dziwnych ataków. Nie jestem pewien czy to był nowy byt czy ten od ataków rozkodowujących. Jeżeli to był ten sam byt co wczoraj to może zmienił sposób atakowania gdyż nie mógł się przebić przez światło które włożyłem w siebie podczas medytacji? Tego jeszcze nie wiem, ale ataki były ciekawe i inne niż dotychczas. Były one rozłożone mniej więcej w równych odstępach. Wyglądało to tak, że ta "zjawa" (jakoś dobrze mi pasuję słowo "zjawa" odnośnie dzisiejszej nocy) przylatywała i zatrzymywała się przy mnie (niby ten "byt" / "zjawa" jest niewidoczny dla oczu, ale akurat był wykrywalny dla mojego "wewnętrznego radaru"). Następnie byłem wprowadzany natychmiastowo w pewien stan, ale nie wiem czy to była hipnoza czy co? Nie wiem czy będę w stanie to dobrze opisać. Był to stan gdzie czułem, że jak się będę próbować uwolnić z niego to na 100% stracę energię, oraz zdawałem sobie sprawę, że jak nic nie zrobię to wytrwam jeszcze z kilka sekund i również stracę energię! Więc był to stan z którego nie można było wyjść bez straty energii! Około 5x straciłem w ten sposób energię i praktycznie za każdym razem spałem w innej pozycji (na plecach, na brzuchu, embrionalnie oraz na lewym i prawym boku). Żadna pozycja nie dawała ochrony przed tym atakiem. Dodatkowo po zamknięciu oczu doświadczyłem około 10? dużo słabszych ataków. Owe ataki wydawały mi się troszkę inne od ataków rozkodowujących, ale nie mniej jednak trochę podobne.  Było to takie szybkie, nagłe i niespodziewanie wystraszenie? Nad ranem właściwie nie odczuwałem "nakładania" hipnozy na moją głowę, nawet jak jakaś była to bardzo szybko ze mnie "zeszła". Ogólnie jestem ciekawy czy to ktoś nowy czy nie. W sumie ta "zjawa" przypomina mi trochę "dementora" z Harrego Pottera. Jedynie różnica jest taka, że jest ona przezroczysta, ale sposób ataku wydaje mi się w pewnym sensie podobny. Mam pewne problemy z bardzo dokładnym opisaniem tych przeżyć, ale nie jest to takie łatwe. Doświadczenie i wszelkiego rodzaju odczucia z tym związane nie zawsze jest tak łatwo przelać na "papier".

08/09.09.2010 (mały pokój) -> Zapaliłem świeczkę w pokoju ale czy ona coś dała? Brak? ataków rozkodowujących przed zaśnięciem. Starałem się też spać z krzyżem + obrazkiem Jezusa na sobie, ale później zrezygnowałem z tego gdyż nie widziałem żadnych pozytywnych efektów tej techniki obronnej. O 2:50 byt mnie budzi ze snu, a następnie do 3:03 była hipnoza + ataki rozkodowujące (jedno z drugim jest połączone). Następnie zapaliłem lampkę w pokoju abym miał więcej światła (czuję się pewniej jak jest jasno w pokoju). O 5:07 atak we śnie i później non stop ataki rozkodowujące połączone z mocną hipnozą. Warto podkreślić, że w pewnym sensie nauczyłem się dzisiaj bronić przed zakładaniem hipnozy i co za tym idzie atakiem rozkodowującym! Chodź nie jest to takie łatwe i nie zawsze się udaje, ale dzisiaj to mocno przećwiczyłem wiele razy i jak się dobrze wykona obronę to jest nikła szansa na stratę energii chodź nigdy nie można być pewnym tego na 100% jak się to potoczy! Jestem pewien, że przed większą utratą energii chroni to bardzo dobra, ale zdarzało mi się dzisiaj wiele razy, że byłem tak lekko dziobnięty. Różnie bywało. Dzisiaj ogólnie był niezły kocioł w nocy. Sposób obrony wygląda następująco: musimy na chama trzymać oczy otwarte! Nie pozwalamy im się zamknąć za wszelką cenę! Następnie gdy już będzie zbliżał się atak (sam fakt, że kleją mi się tak oczy w moim przypadku oznacza atak [próba hipnozy która ma prowadzić do rozkodowania], ale chodzi mi tutaj o kolejną fazę przygotowań tego byta do rozkodowania mnie) w odpowiednim momencie musimy wstrzymać oddech (sami musicie wyczuć, który dokładnie to moment). Następnie za chwilę w odpowiednim momencie musicie napiąć mięsnie brzucha (na wstrzymanym powietrzu) (jak wcześniej... sami musicie wyczuć kiedy to macie zrobić) i w takim "stanie" musicie przeczekać kulminację ataku i dojść do momentu gdy ten byt, że tak powiem weźmie sobie "oddech" przed kolejnym atakiem. Wtedy możecie się rozluźnić i przygotować psychicznie do kolejnej próby obrony. Mi to pomagało przed utratą energii z 3-4? czakry. Wstrzymany oddech dawał spokój, koncentrację, ogromne skupienie na tym co się działo w moim wnętrzu i wydaje mi się, że nie było mu wtedy tak łatwo mnie rozkodować (w sumie nie jestem pewien... muszę przeprowadzić więcej testów). W sumie jak oddycham to są jakby "fale" (nie wiem jak to dobrze opisać), a jak wstrzymuje oddech to "ocean jest spokojny" hmmm. Chyba wiecie o co mi chodzi? A co do napięcia mięśni brzucha to chyba to jakoś blokowało czakry przed otwarcie? Dzisiaj bardzo wiele razy się obroniłem przed rozkodowaniem stosując tą metodę (hipnoza jest połączona w tym przypadku z atakiem rozkodowującym). Ogólnie sposób wydaje się bardzo dobry tylko trzeba trochę nabrać wprawy aby wszystko robić w odpowiednim czasie. A może uda mi się jeszcze dopracować tą metodę obrony? Te ataki i "zabawa" w obronę trwały do 5:40 -> następnie postanowiłem wstać i zmienić pokój. Poszedłem do dużego pokoju do nie mojego (wolnego) łóżka. Położyłem sobie koło głowy worek z czosnkami + wodę święconą w butelce ale to nic nie pomogło bo po chwili leżenia miałem znowu ataki rozkodowujące + hipnozę. O 5:50 postanowiłem wstać. Przypominam, że ja w realu jestem hipnotyzowany. Po prostu sobie leżę z otwartymi oczami i się "zaczyna jazda". Gdy ten byt zaczyna swoją grę to ja nie jestem w jakimś głębokim relaksie czy coś... już lecą ze mną na całego. Po 6 rano powróciłem do łóżka i broniłem się przed hipnozą. Udało mi się na chwilkę zasnąć. O 7:30 postanowiłem się ewakuować na dobre. Przed wstaniem zauważyłem, że chce ponownie mnie zahipnotyzować aby mnie rozkodować i po prostu mu zwiałem! Nie miałem już siły, ani ochoty na "zabawę" z tym bytem. Ogólnie straciłem trochę energii... wiele razy zostałem lekko dziobnięty podczas obrony. Ogólnie jestem nie wyspany i zmęczony, ale bywało gorzej więc nie narzekam. Tylko jak będą tak wyglądać kolejne dni to ja dziękuję eh...

Dodam jeszcze, że jak ten byt mnie atakował hipnozą i atakami rozkodowującymi to podczas tych ataków mantrowałem słowo "Bóg" oraz uderzałem tingsha, ale nie widziałem jakiś specjalnych efektów. Ten byt mnie atakuje już w takim stanie gdzie ja mogę sobie normalnie wziąć tingsha i nimi uderzać, a jednocześnie będę atakowany! To się dzieje realu! To nie jest w letargu czy w stanie pomiędzy realem a snem! Ten byt przenika moją rzeczywistość aż do reala i może zajść interakcja! Kiedyś mogło się to stać tylko we śnie, w stanie pomiędzy realem a snem lub w letargu, a teraz? A teraz mam na serio przesrane ;)

Od około 17:30 zaczyna mi uciekać energia z czakry tak samo jakbym był atakowany! To już nie pierwszy raz! Nie wiem czy to jakiś atak czy co? Tak w biały dzień! Siedzę przed kompem i takie rzeczy się dzieją! Zupełnie nie wiem o co chodzi, ale poprzez wstrzymanie oddechu i odpowiednie napinanie mięsni brzucha mogę zminimalizować straty! Jakby coś nie czuję żadnej hipnozy! I nie znajduję powodu czemu takie coś miałoby się dziać! Jeżeli nie jest to atak o czym nie jestem do końca przekonany to nie znajduję powodu aby coś takiego się działo! A energia ucieka co jakiś czas i czuję to doskonale! Na dodatek nie tylko z 4 czakry, ale też i z 3! Niestety sporo straciłem już tej energii. Czuje jakbym miał wbity nóż w 4 czakrę, a jeszcze kilkanaście minut temu moja czakra czuła się całkiem dobrze! Moja technika obronna nie jest taka super aby blokować upływ energii w 100%, ale nie mniej jednak bez niej było by znacznie gorzej. Tylko to nie ma sensu! :(

Jest już 20:30 a ja wciąż jestem atakowany. Stosuje moją metodę, ale to upierdliwe bo co chwilę muszę tak robić no i chcąc nie chcąc tracę trochę energii, ale bez tego było by znacznie gorzej jak pisałem wyżej. Wiesia doradziła mi abym kładł na te czakry (dokładnie jest to na punkty które bolą) trójnóg zrobiony z palców (kciuk łączymy z tymi palcami obok) i przykładam je do czakry. Jeden trójnóg poszedł na 3 czakrę, a drugi na 4 i chyba pomogło, ale i tak pewnie będę to testować w najbliższych dniach!, ale teraz to ja idę sobie pomedytować bo ten byt chyba znowu się do mnie przyczepił. Muszę go odciąć od siebie!

Jest już 22 i jestem po medytacji która oczywiście nie trwała 1,5h ale posiedziałem sobie trochę w tunelu Boskiego światła. Pozgarniałem też rękami wszelkie brudy z aury jak tylko umiałem. Starałem się również odciąć wszelkie negatywne "rzeczy" poprzyczepiane do mojej aury itd. Może opiszę pokrótce jak to robię: Poruszam rękami tak jakbym przecinał nimi jakieś linki przyczepione do mnie? oraz zbieram jakby kurz? z aury koło głowy i ogólnie oczyszczam z aury wszelką osadzoną na niej brudną energię, a następnie strzepuję to z rąk i wrzucam to w "wirtualny" ogień i proszę aniołów aby to zabrali z mojego domu i zanieśli tam gdzie uważają, że powinno to być zaniesione i aby zrobili z tym to co według nich powinno być z tym zrobione. Czuję, że taka medytacja była mi potrzebna i sądzę, że częściej będę ją robił. Szczególnie siedzenie w tunelu Boskiego światła (automatycznie napełnianie się tym światłem) oraz oczyszczanie aury wydaje mi się potrzebne w tych ciężkich chwilach jakie teraz przechodzę. Ogólnie po tym całym zabiegu czuję się jakoś spokojniej i stabilniej na czakrach. Chyba ten byt został ode mnie odcięty? Na to wygląda. Jak znowu się przyczepi to ponownie przeprowadzę medytacyjną kurację ;)

Jest już 23 i od jakiegoś czasu czuję już, że coś mnie lekko "podszczypuje", ale już kij... zaraz idę spać... no może jeszcze trochę światła na siebie pozsyłam itd.

Jest 23:45 i już na serio idę spać ;) Czasem mi energia szalała na czakrach (pewnie atak)..., ale dawałem te 3 złączone palce na czakry i jakoś tak lepiej... albo placebo, ale chyba nie... A jeszcze powiem, że jak trzymałem tylko jedną rękę np. na 4 czakrze to mi jakoś tak uciekała energia z 3 i na odwrót. Więc trzeba się bronić obiema rękami! ;)

09/10.09.2010 (mały pokój) -> Jeszcze przed  zaśnięciem rękami "poprzecinałem" wszystkie eteryczne? połączenia byta? z moją aurą? Po tym zabiegu trzymałem na 3 i 4 czakrze trójnogi z palców. Po pewnym czasie leżenia tak poszedłem spać i obudziłem się dopiero około 6 rano? Później szybko zasnąłem i wstałem około 7:45 i przed wstaniem wydaje mi się że były takie minimalne, podejrzane ruchy energii na  3 i 4 czakrze, ale ogólnie je sobie olałem. Jakoś dzisiaj wyjątkowo dobrze mi się spało.

Dzisiaj w dzień niby nic specjalnego nie czułem na czakrach... no może jakieś malutki ruchy energii, ale do powiedzmy, że jest to do zaakceptowania. Nawet położyłem się do łóżka na krótką drzemkę i jakoś nic mi się nie stało! Leżałem też przez jakiś czas i był spokój! Nie czułem jakiś ataków. Ale niestety już tak później gdy zaczęło się ściemniać moja energia na 3 i 4 czakrze znowu zaczęła szaleć. Około 23 oczyszczałem swoją aurę... O 23:12 dalej czuję moim zdaniem "negatywne" ruchy energii na 3 i 4 czakrze więc idę się oblać złotym światłem, a później czas na "sen".

10/11.09.2010 -> Tym razem poszedłem spać wreszcie do swojego łóżka (duży pokój). Były ataki rozkodowujące przed zaśnięciem, ale robiłem oczyszczanie aury i odcinanie "połączeń" i jakoś się udało zasnąć (oczywiście trzeba podkreślić, że przed samym położeniem się do łóżka wytraciłem z czakry sporo energii przez tego byta). Osobiście uważam, że owy byt wiele razy próbował mnie zaatakować (otworzyć) we śnie, ale mu się to nie udawało bo z jakiegoś powodu reagowałem tak jak trzeba (co właściwie mi się wcześniej nie zdarzało lub bardzo sporadycznie). Odpowiednia reakcja we śnie raczej nie należy do rzeczy łatwych gdyż odbywa się ona na poziomie podświadomym?, a dzisiejszej nocy reagowałem odpowiednio wiele razy! Nie wiem jakim cudem mi się to udawało. Może wyrobił mi się nawyk prawidłowej reakcji (nie otwierania się gdy ktoś zły chce tego dokonać)? Około 5:30? może wcześniej zaczęły się silne ataki rozkodowujące w realu. Trochę oberwałem, ale ostatecznie jakoś udało mi się zasnąć, ale zanim to nastąpiło to zdeczka się z tym bytem namęczyłem. Niestety leżenie na brzuchu czy inne pozycje przy tym ataku wysiadają. Następnie spało mi się dość dobrze i nie odczuwałem jakiś specjalnych ataków. Przed wstaniem również sytuacja wyglądała dość stabilnie.

Jest już 13:30 a ja czuję jakby moja 4 czakra straciła bardzo dużo energii. Niby nic się takiego nie dzieje i jak wstałem dzisiaj rano z łóżka to było wszystko ok z tą czakrą, a teraz takie cyrki bez powodu? hmmm :/

Poszedłem spać na całe 2 godziny i nic mi się nie stało! Nie jestem pewien czy nie było jakiś małych prób ataku, ale powiedźmy, że nic nie było. Tak czy siak kilka dni temu taka "drzemka" byłaby nie do pomyślenia! Coś musiało się zmienić hmm... Dobrze jest móc odpocząć dodatkowo podczas dnia... pomijając fakt, że jak nie śpię to często w dzień obrywam :/

Jest 20:15 i się tak zastanawiam o co chodzi z tą 4 czakrą. Bo ja czuję jak z 3 i 4 czakry wylatuje energia raz na jakiś czas i nawet odruchowo zatykam czakrę ręką aby zapobiec temu, ale niestety to nic nie daje. Nie mniej jednak obecnie czuję jakby nóż wbity w 4 czakrę, ale nie jestem pewien czy to ma jakiś związek z atakiem. Może tam po prostu energia się nagromadziła aby rozwinąć tą czakrę na wyższy poziom? Nie wiem... to tylko moja hipoteza. Bo podobne uczucie kiedyś czułem na 4 czakrze, ale tej tylniej i to przez długi czas, a teraz przeniosło się to na przód hmm... Tak czy siak niepokoi mnie to uciekanie energii z czakr. Np na 3 czakrze nie czuję żadnego wbitego noża czy czegoś takiego, a uczucie uciekania energii na 3 i 4 czakrze jest takie samo.

O 22:35 nóż z czakry zniknął... obstawiam, że jakieś energie rozwijają tą czakrę... bo takie samo uczucie miałem kiedyś na 4 czakrze tylko z tyłu... i nie było to spowodowane atakiem... Tak czy siak będę się tym wszystkim odczuciom na czakrach bacznie przyglądać.

11/12.09.2010 -> Brak ataków rozkodowujących przed zaśnięciem. W nocy do 8 rano było 8 ataków we śnie. Niestety 4 pierwsze zadały mi duże obrażenia (po obudzeniu czuję ucisk na 4 czakrze), a w kolejnych 4 udawało mi się jakoś obronić, ale czasem z małymi stratami. Niestety ogólny bilans energetyczny nie jest najlepszy... te pierwsze 4 ataki były dość silne. Około 8:30 gdy myślałem, że nie doświadczę już ataków rozkodowujących nastąpił jeden na prawdę silny i po nim postanowiłem wstać aby nie doznać kolejnych obrażeń bo ogólnie dzisiaj bardzo mocno oberwałem i chcę się jak najszybciej zregenerować. Wczoraj tak ładnie się broniłem we śnie, a dzisiaj czułem się jakbym nie miał żadnych szans... eh...

Zapomniałem dodać, że podczas dwóch z 8 ataków we śnie ten byt do mnie przemówił mówiąc raz "eeej"? jak próbowałem się wybudzić? lub jak się wybudziłem? nie pamiętam dokładnie i drugi raz też coś powiedział, ale nie zapamiętałem co. Ale ogólnie mówił to chyba dlatego, że był nie zadowolony, że stawiam opór? Nie jestem pewien... hmm...

Jest 21:10 a ja dalej jestem mocno potłuczony na 4 czakrze. Dostałem niemiłosierny wpiernik dzisiaj w nocy... eh...

Jest 23:40. Zauważyłem, że w ciągu dnia w sumie z 10x? miałem taki dziwny ból na 4 czakrze, którego normalnie nigdy wcześniej nie doświadczałem. Wydaje mi się, że jest to powiązane z tym łomotem jaki dostałem dzisiaj w nocy właśnie w tą czakrę. Moim zdaniem czakra została w jakimś stopniu uszkodzona i próbuje się ona naprawić i stąd ten ból. Oczywiście jest to tylko moja hipoteza i nie musi być ona słuszna! Ten ból wygląda tak jakby ktoś wbijał Ci na chwilę jakiś długi, ostry i cienki przedmiot w czakrę. Nie wiem jak dokładnie to opisać, ale nie jest to fajne. Trwa on krótko. Może jest jakaś inna przyczyna tego bólu...

12/13.09.2010 -> Dzisiaj spałem w małym pokoju i o dziwo cała noc była w miarę spokojna! Miałem zapaloną małą lampkę w pokoju przez całą noc Gdy poczułem, że byt chce mnie zaatakować atakiem rozkodowującym to zmieniłem pozycję z normalnej na przekręconą o 180 stopni i chyba coś pomogło ale ogólnie przed zaśnięciem było spokojnie. O 4:10 próba ataku we śnie, ale nie udana dla tego byta! Tak jakby ten byt się czaił i chciał mnie zaatakować, ale jakoś nie mógł nie wiedzieć czemu! Dla formalności powiem, że leżałem wtedy na lewym boku o ile ma to jakiekolwiek znaczenie. 4:35 nie udany atak rozkodowujący. 4:44 atak rozkodowujący? 5:40 Atak we śnie? 7:10 atak rozkodowujący. O 8:15 wstałem, ale jeszcze przed wstaniem czułem, że ten byt chciał zastosować ataki rozkodowujące, ale też było to takie bez wyrazu, bez siły. Ogólnie noc dość udana bo nie oberwałem zbyt mocno :D nie mniej jednak moja czakra pozostawia duuużo do życzenia... przydałaby jej z tygodniowa regeneracja po wczorajszych bęckach! o tak!

Jest 12:40. Dzisiaj też odczuwam ten dziwny ból na 4 czakrze + ucisk. Nie wiem co tam się dzieje, ale trochę mnie to niepokoi. Może tam się dzieje coś zupełnie innego niż myślę? Na razie jest to dla mnie zagadka, ale nie mniej jednak bacznie to obserwuję.

13/14.09.2010 -> Jakby coś spałem w małym pokoju... i będę tam spał aż nie napiszę, że zmieniłem pokój ;) Miałem też zapaloną małą lampkę przez całą noc. Było sporo ataków rozkodowujących przed zaśnięciem. Aby się bronić schowałem się pod kołdrę i przekręciłem o 180 stopni (tak jak wczoraj) i chyba to pomogło bo jakoś udało mi się szybko zasnąć hehe :) Noc była spokojna. Dopiero nad ranem od 6:30 pojawiły się ataki rozkodowujące i trochę ich było, ale ogólnie cała noc udana. Malutkie straty energetyczne.

14/15.09.2010 -> Brak ataków!!! (CUD!?) Miałem zapaloną małą lampkę w pokoju do około 6 rano. Od chyba 3 dni też mam na szyi dodatkowy różaniec.

15/16.09.2010 -> Ponownie brak ataków!!! Chodź wydaje mi się że rano delikatnie coś mogło być przed wstaniem, ale nie jestem pewien. Nie mniej jednak będę dalej bacznie obserwować czy aby nic mnie tam nie "dziabie" od czasu do czasu. W ogóle domyślam się czemu te ataki się "skończyły" (lub bardzo mocno osłabły). Wczoraj został wyrzucony właśnie kilka godzin przed pójściem spać babci stary telewizor, który dostała wiele lat temu od ludzi którzy bardzo dużo złorzeczą (do dnia dzisiejszego) między innymi na moją rodzinę (w tym na mnie). Więc może był to taki jakby kanał przez, który ta negatywna energia miała dostęp do naszego mieszkania? Ma to dla mnie sens. Na dodatek ten stary telewizor jest w naszym mieszkaniu od "zawsze" i od "zawsze" działo się u nas nie najlepiej. Myślę, że ten kanał został całkowicie zniszczony. Dobrym pytaniem jest czy aby tych kanałów nie jest więcej? Co ciekawe telewizor babuli i moje łóżko dzieliła tylko ściana i jak spałem to może max 1,5 metra było między nami odległości. Może dlatego tak mocno ostatnio dostawałem gdy spałem u siebie, a jak spałem w małym pokoju (odległość około 5? metrów między mną, a telewizorem) to moc ataków była odczuwalnie mniejsza (ale nie zawsze... chodź przeważnie była różnica... szczególnie ostatnio). Myślę, że te odległości mogą mieć znaczenie, ale w sumie to już nie ważne. Cieszę się z tych dwóch dobrze przespanych nocy. Oby taki trend utrzymał się w najbliższej przyszłości.

16/17.09.2010 -> Przed zaśnięciem położyłem sobie bardzo dużo kasztanów pod poduszkę. Ogólnie znowu było luźno. Jedynie w nocy był ten byt w moim śnie (symbolicznie). Niby coś próbował, ale nic mu z tego nie wyszło. Był później jeszcze pewien sen, który mógł sugerować atak, ale chcąc nie chcą nic mi się nie stało. Moja czakra coraz mocniej dochodzi do siebie.

17/18.09.2010 -> Niestety nocne ataki powróciły już chyba w normalnej postaci. Były one od około 3:20 do około 8:05-8:15 i w tym czasie zostałem zaatakowany mniej więcej 8-9 razy albo to we śnie albo był to nagły atak rozkodowujący. Była też hipnoza. Raz udało mi się jakoś ją pokonać poprzez "mentalną walkę" i nie poddanie się jej wpływowi. Gdy zwyciężyłem to miałem uczucie jakby ktoś coś odczepił od mojej głowy? albo jakby coś mi z głowy zeszło? Nie wiem jak to opisać, ale poczułem się lżejszy na głowie... bardziej normalnie... Było to chyba po pierwszym ataku o 3:20. Np ciekawym atakiem był atak o 6:17 gdzie we śnie widziałem ogromnego, paskudnego robala, który faktycznie łaził mi po plecach! Na szczęście leżałem prawie całym ciałem na brzuchu więc na pewno mnie trochę to uratowało przed większymi szkodami. Tak sądzę? Nie mniej jednak podczas dzisiejszej nocy straciłem kilka x energię z 3 i 4 czakry, przede wszystkim podczas tych nagłych ataków rozkodowujących. Przynamniej miałem ostatnio te 3 lżejsze dni i trochę się zregenerowałem. Dobre i to.

Dodam jeszcze (o ile to ma jakiekolwiek znaczenie), że babcia dostała nasz stary telewizor, który został od razy podłączony do prądu, ale dopiero 16stego się uruchomił gdyż po odłączeniu wtyczki z gniazdka telewizor ma problemy z ponownym "rozruchem". Może nie ma to żadnego znaczenia, ale nie mniej jednak może warto o tym wspomnieć.

18/19.09.2010 -> W nocy było jakieś 4-5x głównych ataków wycelowanych w 4 czakrę. Rano było sporo ataków rozkodowujących. Broniłem się stawiając opór mentalny (koncentracja itd), ale nie mniej jednak często czułem jakiś dziwny ruch energii na 3 czakrze. Nie jestem pewien czy ta energia uciekała z czakry czy tylko się w jej obrębie przemieszcza, ale znając życie jest to po prostu kradzież energii. Przypomina mi to potrząsanie szklanką z wodą. Trochę wody zawsze się wyleje. Może tak samo dzieje się podczas tego dziwnego uczucia na 3 czakrze podczas ataku? Może... Ciekawy jestem czemu akurat rano ataki były na 3 czakrę, a nie jak w nocy na 4. Ogólnie trochę energii straciłem, ale nie mniej jednak moje morale są całkiem wysokie :)

19/20.09.2010 -> Jeszcze przed pójściem spać do małego pokoju zrobiłem sobie w dużym pokoju, w nie moim łóżku małą 15-30min drzemkę i jakoś nic mnie nie zaatakowało! Przed drzemką starałem się stworzyć jakby tarczę ochronną wokół siebie aby nic nie mogło jej przekroczyć. Następnie poszedłem spać do małego pokoju i również starałem się stworzyć ochronną tarczę, ale nie mniej jednak były ataki rozkodowujące przed zaśnięciem, ale na moje szczęście niezbyt nieskuteczne (chodź zawsze troszeczkę energii się na takich atakach straci?). O 3:35 atak dźwiękowy rozkodowujący? Słyszałem jakąś mowę? w głowie czy gdzieś w sobie? która miała mnie rozkodować? O 3:47 nieudana próba wystraszenia mnie poprzez jakiś trzask czy coś w tym stylu słyszany w głowie? lub w sobie? Z tego co pamiętam były kiedyś takie same lub podobne? ataki dźwiękowe? 4:00 znowu nagły dźwiękowy atak rozkodowujący. O 7:00 przy zmianie godziny (zegar wydał głośniejszy dźwięk jak doszła równo 7:00). Takie coś jest właśnie wykorzystywane aby skutecznie i szybko mnie rozkodować. Tak samo jak zabroniłem mamie pukać w drzwi jak leżę w pokoju bo takie coś może bardzo pomóc temu bytowi i jest duże prawdopodobieństwo, że stracę energię przez głupie pukanie w drzwi! Muszę się całym sobą naszykować na ewentualne pukanie bo jak tego nie zrobię to mimo iż będę wiedział, że zaraz nastąpi pukanie do drzwi to mogę stracić energię! Problem polega na tym, że ten byt mnie hipnotyzuje i robi różne triki których nawet nie jestem świadomy i przez to nawet głupie pukanie w drzwi może mnie rozkodować! Jest to bardzo podstępne. W ogóle nie musi koniecznie to być pukanie. Jak podałem przykład wcześniej może to być wskazówka zegara czy cokolwiek innego. Jakbym nie był atakowany w ten sposób w jaki jestem to nie miałoby to na mnie wpływu. To działa tylko dlatego, że ten byt tam jest i przy mnie majstruje (np hipnoza). O 7:02 kolejny nagły atak rozkodowujący. 7:15 nagły atak rozkodowujący. 7:30  nagły, dźwiękowy atak rozkodowujący. Te ataki gdzie podałem godzinę były silniejsze od tych może około 12? ataków których w ogóle tutaj nie ująłem, a odbyły się przede wszystkim nad ranem, ale nie tylko. Spisałem tylko te godniejsze uwagi. Wiele tych niespisanych ataków odparłem obroną mentalną, ale nie wszystkie. Uznałem, że nie ma sensu co minutę zapisywać, że był atak. Jakoś wciąż moje morale są wysokie. Straciłem trochę energii i czuję to na czakrze, ale jakoś się tym specjalnie nie przejmuję. Jakoś nie zauważyłem dzisiaj w nocy ataków na 3 czakrę. Właściwie chyba? wszystkie były skierowane na czakrę wyżej. Ogólnie starałem się bronić jak umiałem, ale nie mniej jednak nie zawsze jest to takie łatwe do wykonania ;)

20/21.09.2010 -> Przed zaśnięciem w miarę? spokojnie. 3:49 atak we śnie. 4:38 atak (obroniłem się). Następnie było sporo ataków rozkodowujących + hipnoza + moja obrona (mentalna + spinanie brzucha itd). Oczywiście nie udało mi się obronić przed każdym atakiem. Właściwie jak jest ich sporo to nigdy się to nie udaje w 100%. 7:16 usłyszałem mocne klaśnięcie w głowie, aż mi się na chwilkę cały ekran przed oczami rozmazał!, ale praktycznie energii nie straciłem. 7:21 dziwne uczucie na 4 czakrze (atak / strata energii). Następnie do wstania czyli 7:57 była non stop hipnoza połączona z atakami na czakrę 3, ale przede wszystkim na 4 czakrę. Stawiałem mocny opór ale nie mniej jednak nie udało mi się w pełni obronić przed każdym atakiem. Przypominam, że te ataki z rana odbywają się w ten sposób, że ja sobie leżę z otwartymi oczami i jestem hipnotyzowany, ale jestem w pełni świadomy i mogę się poruszać i w ogóle! To się dzieje w pełni w realu! Oczywiście hipnoza wprowadza w pewien "dziwny" stan, ale nie mniej jednak jest to real, a nie jakiś letarg czy stan pomiędzy realem a snem! Po wstaniu czuję, że straciłem chyba więcej energii niż przypuszczałem (4 czakra). W sumie było dużo tych ataków po 4:38 oraz 7:21. Zbyt dużo aby nie ponieść jakiś strat... nie wspominając już o innych atakach tej nocy. Dodam jeszcze, że gdy byłem hipnotyzowany to starałem się bronić poświęconym przez księdza krzyżem z Jezusem oraz obrazkiem na którym widniał Jezus. Przykładałem te przedmioty w okolice głowy, ale nie zauważyłem aby to dało pożądany przeze mnie rezultat. Mantrowałem też słowem "Bóg" ale też nie zauważyłem żadnych efektów.

21/22.09.2010 -> Zapaliłem sobie świeczkę w pokoju przed zaśnięciem, ale jakoś nie uchroniło mnie to przed hipnotyzowaniem mnie. Używałem tingsha, ale to nic nie pomagało, tak samo głośno klaskałem ale też brak efektów. Nie mniej jednak jakoś udało mi się zasnąć. Spałem spokojnie aż do ataku o 5:00, który mi nic nie zrobił. Po obudzeniu się zapaliłem kolejną świeczkę bo ta zapalona przed zaśnięciem już zgasła. Ogólnie czułem tego byta w moim pokoju. Jak jest się hipnotyzowanym to przeważnie nie czuje się tego byta (mówię o tym obecnym), ale zdaje się sprawę z tego, że on jest w pokoju i "miesza", ale są właśnie czasem takie momenty, gdy wyraźnie się go poczuję i one są takie jakieś nie przyjemne. Ma się wtedy bardzo silne wrażenie, że jest on tutaj tylko po to aby nas "zgnoić". Przez krótką chwilę są wyczuwalne jego bardzo złe zamiary wobec nas. Nie jest fajnie zasypiać wiedząc, że ktoś niewidzialny tylko czeka aż zamkniesz oczka tylko po to aby się do ciebie dobrać no nie? O 5:10 były kolejne ataki rozkodowujące. Starałem się przykładać kryształ górski w różne części głowy aby zapobiec hipnozie, ale to raczej nic nie dawało, chodź miałem przez chwilę wrażenie, że jak przyłożyłem do punktu pomiędzy tyłem głowy, a czubkiem to, że coś na chwilę pomogło. Nie mniej jednak moje wrażenie szybko musiało ustąpić mocnej hipnozie która po chwili się pojawiła. Może naprawdę to coś dało i ten byt musiał jeszcze mocniej mnie hipnotyzować? Nie wiem... Również kładłem kryształ w okolice 4 czakry, ale nie sadze aby to jakoś pomogło. O 5:30 był też trik ze wskazówkami zegara. Usłyszałem głośno ruch przesuniętej wskazówki i nastąpiło rozkodowanie. Nie wiem czy wskazówka naprawdę wydała taki wyraźny dźwięk czy ten byt po prostu sprawił, że ja to przesunięcie tak głośno usłyszałem, ale wiem na 100%, że była tam jakaś manipulacja ze strony tego byta. On lubi wycinać takie numery. Trzeba podkreślić, że byłem wtedy też hipnotyzowany. 6:15 atak rozkodowujący i kładłem w tym czasie kryształ górski na 4 czakrę, ale nie sadze aby coś pomógł?, ale kto go tam wie... po prostu próbuję tego co mam pod ręką, ale jakoś nie mogę znaleźć dobrego sposobu na tą hipnozę. Osobiście uważam, że jakby nie było tej hipnozy to raczej nie mógłby ten byt atakować w ten sposób jaki to robi obecnie. To dzięki hipnozie są możliwe ataki rozkodowujące. Tak mi się wydaje. 7:20 kolejne ataki rozkodowujące + hipnoza. O 7:45 włączyłem TV i trochę zmieniłem pozycję aby nie "bawić" się już z tym bytem. Ogólnie dużo mniej energii straciłem niż wczoraj, ale bez strat przespać nocy mi się nie udało ;)

22/23.09.2010 -> Przed zaśnięciem lekka hipnoza? już nie pamiętam? 2:10 atak rozkodowujący we śnie (strata energii). 2:11 atak rozkodowujący (strata energii) + hipnoza! Macham rękami wokół głowy z intencją odcięcia wszystkich negatywnych połączeń, ale to jakoś nic specjalnego nie daje. Ogólnie hipnoza jest totalnie w realu! Nawet uciekłem do dużego pokoju, ale tam już po chwili zacząłem być hipnotyzowany! Następnie poszedłem do łazienki i odmyłem twarz wodą aby jakoś się ocucić z hipnozy. Wracam do małego pokoju. Po chwili byłem już hipnotyzowany i aby temu przeciwdziałać wyciągałem ręce do przodu tak jakbym chciał temu bytowi pokazać wnętrze dłoni (Wiesia mówiła, że w Jej przypadku działało, ale Ona ma jakieś specjalne krzyżyki na rękach, nie mniej jednak próbowałem) i o dziwo na chwilę pomogło?, ale ogólnie po pewnym czasie znowu hipnoza uderzyła i to bardzo mocno. Coś czuję, że będę jeszcze testować tą metodę. 4:30 3x pod rząd dostałem w odstępie może 3 minut. To był atak bardzo podstępny. Usłyszałem jakby za każdym razem trzaśnięcie w telewizorze i od razu następowało rozkodowanie! za trzecim razem było to wtedy gdy siadłem na łóżku! więc to był real!!! za każdym razem straciłem energię! Nie wiem czy na serio ten byt coś majstrował przy TV czy po prostu moje zmysły tak omotał abym usłyszał to co on chciał abym usłyszał. Na dodatek przy tak mocnej hipnozie jaką dzisiaj była nawet zaczynałem mieć lekkie halucynacje! Było ciężko! 4:44 obmywam po raz drugi twarz wodą. O 5:01 wziąłem poświęcone obrazki jakie miałem i przykładałem je do głowy i okolic i niby trochę pomagało, ale już po chwili atak tak mocno się nasilał, że głowa mała. I takie bójki dzisiaj w nocy trwały i trwały! 5:31 atak rozkodowujący w płytkim śnie. 5:56 atak rozkodowujący. Ten byt wciąż nie odpuszcza. Przed 7 rano atak rozkodowujący we śnie (strata energii). Wiem, że był dzisiaj też atak rozkodowujący dźwiękiem chyba o 7:00?, ale nie pamiętam czy dokładnie o tej godzinie, ale chyba tak? (chodzi o trik ze wskazówką zegara). 7:10 z dwa ataki rozkodowujące (strata energii). 7:10 atak rozkodowujący -> ogólnie atakuje non stop + bardzo silna hipnoza. O 7:15 włączyłem TV bo już nie mogę. Nie mniej jednak nawet o 7:46 czuję dziwne ruchy energii na 4 czakrze. Tych ataków było znacznie więcej niż tutaj opisałem bo wspomniałem przede wszystkim o tych głównych atakach, ale często odbywają się one całymi seriami czyli wiele pod rząd w krótkich odstępach czasu. Takie potyczki są dość męczące. Najbardziej denerwuje hipnoza, która jest taka perfidna i bez skrupułów, a na dodatek bardzo trudno się przed nią w jakikolwiek sposób obronić. Już nie muszę dodawać, że mantrowałem, modliłem się, przyzywałem opiekunów, archanioła Michała itd. Może to po prostu jest do mnie dopuszczone abym przekazał te informacje szerszej grupie ludzi? Bo dobra strona mocy wie, że postaram się to ładnie opisać po to aby przedstawić światu jak to naprawdę wygląda. Nie mniej jednak jest to ciężka lekcja. Ten byt doskonale wie, że ja zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje. Tu już nikt się z sobą nie bawi. Jest walka na całego. Szkoda, że wydaje się jakbym był na przegranej pozycji, ale ostatecznie to ja zwyciężę co jest bardzo pocieszające. A skąd to wiem? Ze snów które miałem i które na www opisałem. Trzeba je tylko znaleźć. Jeszcze raz podkreślę, że tych ataków rozkodowujących jest znacznie więcej niż tutaj opisanych bo jakbym chciał każdy atak spisać to musiałbym co chwilę sięgać po zeszyt, a to byłoby pewnego rodzaju paranoją. Paliłem dzisiaj 1 świeczkę i gdzieś tak po 5? zapaliłem lampkę.

23/24.09.2010 -> Przed położeniem się spać odmówiłem 33x modlitwę do fioletowego płomienia (Jam jest Bytem fioletu płomienia, Jam jest czystością Boskiego marzenia) oraz zapaliłem świeczkę. O 0:55 dopiero poszedłem spać. O 4:55 atak we śnie, następnie były hipnozy i próby ataków rozkodowujących. O 5:00 zapaliłem lampkę bo zgasła świeczka. O 5:05 wciąż trwa hipnoza, TV wydał głośny trzask, ale nie rozkodowało mnie to tak jak wczoraj. Odmawiałem też w między czasie modlitwę do fioletowego płomienia (zdanie wypowiadałem wiele razy). Wystawiałem też ręce do przodu tak jak wczoraj i zauważyłem, że jak zmysłami wyczuję tego byta i skieruje w tamtym kierunku ręce to hipnoza prawie ustaje, ale jest to na krótko bo ten byt chyba zmienia pozycję i nie daje się już tak łatwo namierzyć i oczywiście hipnoza powraca. O 5:20 znowu atak dźwiękiem z TV i w tym czasie byłem bardzo mocno zahipnotyzowany i straciłem trochę energii. Następnie usiadłem na łóżku i uderzałem tingsha koło mojej głowy i chyba coś pomogło! 5:35 zapalam świeczkę. 7:42 atak. 7:53 lekkie ataki, ale bez hipnozy? 7:58 włączam TV bo ten byt atakuje i hipnotyzuję, a ja mam już tego dosyć. Ogólnie oberwałem trochę w czakrę i czuję to doskonale, ale nie mniej jednak hipnoza była dzisiaj w nocy słabsza niż wczoraj. Też upierdliwa, ale wczoraj był "max". Tak czy siak kolejna noc mija z czego jestem zadowolony.

24/25.09.2010 -> Przed zaśnięciem zapaliłem świeczkę, lampkę i odmówiłem 33x modlitwę do fioletowego płomienia. O 00:04 hipnoza + próba ataku? O 3:28 atak wysiłkowy we śnie (siłowanie się na rękę i przez ten wysiłek dochodzi do rozkodowania, w tym przypadku 4 czakry). Gdy się obudziłem była ukryta hipnoza czyli taka, że gdy ma się otwarte oczy powiedzmy około 5 sekund to nie czujesz się hipnotyzowany ale gdy potrzymasz otwarte oczy jeszcze troszkę to poczujesz hipnozę! Ogólnie chodzi o to aby Cię zmylić, że niby się nic nie dzieję, że jesteś bezpieczny, a tak naprawdę jesteś hipnotyzowany tylko o tym nie wiesz. Oczywiście były przy tej hipnozie ataki rozkodowujące, czyli standardzik. Zapaliłem też w między czasie już nie pamiętam dokładnie o której godzinie (około 4-5 w nocy?) nową świeczkę bo tamta zgasła. O 5:30 próby ataków we śnie. 6:26 wciąż jestem atakowany. 7:07 nie odpuszczają... Dodam jeszcze, że podczas tej nocy 2x telewizor wydał taki dziwny trzask (jak bywało to w poprzednich dniach). Jakoś nie obserwowałem tych trzasków wcześniej! Nie mniej jednak nie rozkodowały mnie! Wynika to chyba z tego, że byłem zbyt słabo poddany hipnozie.

25/26.09.2010 -> Przed położeniem się spać zapaliłem fioletową świeczkę którą położyłem na parapecie (wcześniej zapalałem takie małe białe i nigdy ich na parapecie nie kładłem tylko koło łóżka na regale). Przed zaśnięciem nie jestem pewien czy przypadkiem nie było jakiejś hipnozy? Tak czy siak poszedłem spać o 00:45. O 4:05 zobaczyłem zjawę która pojawiła się na oknie nad fioletową świeczką! i zamiast odwrócić wzrok to ja się jej przyglądałem i w rezultacie straciłem energię! chyba na własne życzenie poniosłem klęskę! Za jakiś czas? zapaliłem nową fioletową świeczkę bo poprzednia już zgasła. O 5:15 ponownie widziałem tą samą zjawę w tym samym miejscu i niestety znów za długo się na nią patrzyłem i przypłaciłem to stratą energii. W sumie niby ta zjawa nic nie robiła, ale było to coś na kształt ataku typu halucynacja gdzie im dłużej się patrzę na "halucynację?" tym większa szansa, że stracę energię. Na dodatek ten byt był widoczny dla moich oczu, a nie przezroczysty jak ostatnio. Ciekawe... O 7:10 zorientowałem się, że ta druga świeczka już się wypaliła. Po tej godzinie nie jestem pewien czy przypadkiem nie było lekkiej hipnozy, aż do wstania przed 8 rano. Chcąc nie chcąc bardzo udana noc pomijając moje dwa błędy, ale ogólnie to spokój i cisza! Mam jeszcze trochę fioletowych świeczek i na pewno będę je testować w najbliższych dniach! Dodam jeszcze, że mam nową dostawę tych małych, białych świeczek więc je też dodam do mojego arsenału!

Od około 19:00 do około 22:45 poszedłem sobie spać/drzemkać w dużym pokoju w nie moim łóżku (od strony okna). Zapaliłem koło łóżka na biurku (nie od strony okna) fioletową świeczkę, ale nie uchroniła mnie ona przed atakami i utratą energii z 4 czakry. Może powinienem zapalić tą świeczkę na parapecie? Może wtedy by mnie ochroniła? Może położenie świeczki ma znaczenie? W sumie ten byt jest bardzo inteligentny i trzeba o tym pamiętać! Z pewnością był dzisiaj w nocy zaskoczony tą zapaloną fioletową świeczką! i to zaskoczenie spowodowało, że nie "pobił" mnie tak jakby sobie tego życzył. Po nie udanej dla niego nocy na pewno przemyślał sprawę i znalazł obejście problemu i dlatego właśnie teraz dostałem mocno w piernik mimo zapalonej fioletowej świeczki! Podkreślę jedynie, że leżałem teraz w innym łóżku, byłem w innym pokoju oraz świeczka nie była na parapecie tylko na biurku (nie od strony okna) więc warunki były inne niż te w nocy. Ogólnie moja czakra dostała porządny wycisk. Czuje na niej jakby ucisk i pieczenie? Może w nocy nie dostałem zbyt mocno, ale teraz mi dofasolił. Nie mniej jednak nie poddam się tak łatwo. Nie zemną te numery. Będę się bronił do ostatniego tchu. Zobaczymy kto silniejszy i bardziej wytrzymały.

W sumie nie miałem na sobie żadnego różańca ani czegoś takiego podczas tej "drzemki". Może to też miało jakieś znaczenie? Chciałem się trochę zregenerować... odpocząć..., ale jak widzimy nie da rady. No, ale nic... Jakoś to będzie, a ja nie jestem z tych co się tak łatwo poddają.

Dopowiem jeszcze słówko odnośnie telewizora. Zdarzało się czasem, że wydawał taki trzask podczas w biały dzień więc ten telewizor tak ma. Nie mniej jednak bardzo niebezpieczne jest usłyszenie takiego trzasku wtedy gdy jest się hipnotyzowanym przez tego byta, ale o tym już pisałem.

26/27.09.2010 -> Przed zaśnięciem na parapecie zapaliłem 3 małe, białe świeczki oraz jedną podłużną fioletową. Byłem w małym pokoju i oczywiście pozakładałem wszystkie moje różańce itd. Dzisiaj już nie spisywałem o której dokładnie był atak. Ogólnie ataki trwały jak zwykle całą noc i niestety, ale straciłem dzisiaj sporo energii. Jest jedno zdarzenie o którym chce wspomnieć... resztę pominę. Około 2 w nocy gdy byłem atakowany to położyłem sobie poświęcone obrazki Jezusa itp. koło mojej 4 czakry. Leżałem na lewym boku i byłem w letargu? Nie mniej jednak zauważyłem, że jak ten byt próbował zbliżyć się do mojej czakry to gdy miałem na wprost niego skierowany obrazek to powstawało mocne odpychanie między obrazkiem, a bytem. Tylko właśnie obrazek musi być na wprost tego byta, bo jak będzie ułożony inaczej to nie będzie żadnego efektu. Więc te obrazki działają, ale muszą być odpowiednio ułożone. Na dodatek ten byt chyba postanowił przebić się przez te obrazki i gdy to robił to jeden z nich aż się wyginał! Oczywiście to działo się w letargu więc nie wiem czy naprawdę fizycznie się odkształcał, ale kto go tam wie? tak czy siak bardzo mocno próbował przejść, ale chyba mu się nie udało? Zresztą ten byt ma zasadę, że jak nie tą drogą to inną "mnie dopadnie". Chcąc nie chcąc dobrze wiedzieć, że te obrazki jednak działają bo wydawało mi się, że nic nie dają, a tu proszę... wystarczy je odpowiednio ustawić i taki efekt. Tylko problem jest w tym, że ten byt jest przeważnie niewidzialny. Czasem można go wyczuć, ale to też nie jest takie hop-siup. Różnie z tym bywa. Ktoś może powiedzieć aby położyć obrazek na 4 czakrze i zawsze będzie pod dobrym kątem... no i tu jest problem bo wydaje mi się, że to nie będzie działać tak jak należy. Sam już nie wiem. W letargu chyba jest jakoś inaczej niż w realu?, ale w sumie to jaka to różnica? Powinno działać tak samo tutaj i tutaj. Ja te obrazki miałem ułożone w pewnej niewielkiej odległości od czakry... hmm... Muszę przeprowadzić więcej testów. To nie jest takie hop-siup aby od razu wszystko rozgryźć co działa, a co nie. Bo wystarczy popatrzeć jak było z fioletową świeczką. Raz spisała się na medal, a następnego dnia jakby już wcale nie działała! Bo ten byt to szczwana bestia i omija moje techniki obronne jak tylko może. Czasem mogę stwierdzić, że coś nie działa, a tak naprawdę metoda może być dobra tylko ten byt ją obchodzi i w ten sposób mnie zmyla. Myślę, że czasem może wystarczyłoby zrobić małą modyfikację metody obronnej i ten byt miałby już duże problemy aby się przez nią "przebić", a tak ja uznaję np. że metoda jest nieskuteczna i ją odrzucam. Trzeba próbować, próbować i jeszcze raz próbować wszelkich metod ciągle od nowa na różne sposoby.

27/28.09.2010 -> Przed zaśnięciem zapaliłem na parapecie małą, białą świeczkę + podłużną fioletową i nad tymi świeczkami pomodliłem się aby wciągały w siebie wszelki "syf" itp. (wiadomo o co chodzi). Odmówiłem też 33x modlitwę do fioletowego płomienia. Następnie położyłem się tak aby dotykać plecami ściany i z przodu obstawiłem się obrazkami Jezusa itp. najszczelniej jak umiałem w okolicach 4 czakry i tak zasnąłem. Dopiero o 5:00 był atak we śnie i po przebudzeniu kolejne ataki rozkodowujące. Zauważyłem, że obrazki były w nieładzie po pierwszym ataku. No jak to bywa... trochę człowiek się kręci w nocy więc i obrazki nie były spokojne na niespokojnym ciele ;) Trzeba było je poprawiać :) Od razu po tych atakach zapaliłem białą świeczkę która już zgasła. Następnie około 5:30 zgasła fioletowa świeczka którą również od razu zapaliłem. Później o 6:15 był atak i w sumie już było w miarę spokojnie. Nie zauważyłem nic specjalnego do 8:47 gdy postanowiłem już wstać. Nie mniej jednak w tym przedziale czasu bywały dziwne ruchu energii na 4 czakrze. Tak czy siak mało się tym przejmuję w porównaniu do "normalnego" ataku. Pamiętam, że była jeszcze pewna próba wystraszenia mnie, ale nie pamiętam kiedy dokładnie się to odbyło. Chyba przed zaśnięciem, ale nie jestem tego pewien na 100%. Tak czy siak straciłem przy tym ataku trochę energii no i pamiętam, że jak sobie tak leżałem to pojawił się we mnie dziwny strach i spojrzałem się wtedy na okno gdzie ostatnio widywałem tą zjawę i wtedy straciłem energię chodź nic tam specjalnego nie zaobserwowałem! Jakieś to dziwne i pokręcone, ale jakoś to tak wyglądało? Ten byt jest bardzo perfidny i jak ma do tego sposobność to będzie podsycać strach w człowieku aby wykorzystać to do zabrania mu energii z czakry. Powiedziałbym, że dzisiejsza noc jest w miarę udana i, że wcale nie straciłem zbyt dużo energii, chodź nie mniej jednak pewne straty są. Kolejna noc w towarzystwie tego byta zostaje oficjalnie odhaczona :) Zostało ich już coraz mniej ;)

Kupiłem sobie kilka "kamyczków" do ochrony między innymi: naturalny, nie farbowany turkus o wymiarach 54mmx36mmx7mm, naturalny, nie farbowany lapis lazuli z inkluzjami pirytowymi (minerał żelaza) o wymiarach 1mmx17mmx5mm oraz bransoletkę z naturalnych kamieni lapis lazuli (6mm - 12mm) oraz z masą perłową (8mm - 11mm). Wisiorki już zawiesiłem na swój łańcuszek, który mam na szyi, a bransoletkę będę zakładać na rękę przed zaśnięciem, a może powinienem w ogóle ją nosić non stop? Oczywiście oczyściłem kamyczki wkładając je na 3 godziny do mleka.

28/29.09.2010 -> Przed położeniem się spać robiłem to samo co wczoraj (świeczki, fioletowy płomień itd). Położyłem się o 23:25 i przed zaśnięciem nie zaobserwowałem żadnych ataków. Oczywiście ułożyłem się tak jak wczoraj i też obstawiłem się obrazkami itd. W nocy nieświadomie przekręciłem się z bocznej pozycji na plecy i wszystkie obrazki zmieniły swoją pozycję, a o 5:15 był atak we śnie przy którym straciłem energię. Co ciekawe jak już oberwałem i się przebudziłem to jakaś mucha nade mną latała, a jak wiemy muchy są od "czarnego". Następnie poszedłem zapalić kolejną białą i fioletową świeczkę. Zapaliłem też lampkę aby było widniej. 6:12 atak rozkodowujący i strata energii... to samo było o 6:20. O 6:26 zgasiłem lampkę i włączyłem TV bo już nie chciałem oberwać więcej razy co raczej miałoby miejsce gdybym poszedł sobie dalej spać. Oglądałem coś w tym pudle do 8:25 i wstałem. Ogólnie warto było włączyć TV i olać sobie dalszy sen. Jakoś wcale nie jestem specjalnie nie wyspany.

29/30.09.2010 -> Napiszę w dużym skrócie. Przed zaśnięciem zapaliłem świeczki. 23:25 idę spać oraz obstawiam się "obrazkami" itd. Do 2:40 oberwałem już z 5x i to porządnie. Zapaliłem nową, fioletową świeczkę. Ogólnie jestem mocno hipnotyzowany. Do 4:40 przyliczyłem już tyle ataków, że "ciężko zliczyć". Zegar o 5:00 zostaje przeze mnie zatrzymany bo mnie rozkodował już z kilka x. Lepiej jak będzie wyłączony. Hipnoza + nagłe dźwięki = rozkodowanie = mimowolne wystraszenie = utrata energii. TV też "trzaska" jak "opętany". Wbrew pozorom jest to problem. Jakby nie hipnoza to wszystko byłoby w porządku (tak jak jest to w dzień). O 5:00 zapaliłem lampkę w pokoju i chyba od tego czasu było już trochę spokojniej?, ale nie jestem pewien bo mało notatek zrobiłem w swoim zeszyciku. Tak czy siak podsumowując dzisiejszą noc to straty są spore i ataków było bardzo dużo. No i ta wredna hipnoza eh... Ogólnie obstawienie się obrazkami itd. zbyt dużo mi nie pomogło. Ten byt atakuje jakby z góry? Nie wiem... Mam wrażenie, że mało kiedy potrzebuje bezpośredniego dojścia do czakry (jak jestem w letargu to potrzebuje? przynajmniej tak było ostatnio...). Mogę się zatulić i zakryć czakrę całym sobą ale i tak to nic nie da. Też było dzisiaj sporo ataków we śnie... takich gdzie osoba wzbudzała moje zaufanie i uczucie miłości na czakrze i ostatecznie kradła mi energię (to tak w dużym skrócie). Tylko ktoś bez uczuć może robić takie rzeczy. Widać, że to czyste wcielenie zła, bo jest to działanie z czystą premedytacją. Celem tego byta jest zdobycie mojej energii nie zależnie od tego jakich metod będzie musiał użyć. Przypomniał mi się przypadek z przed kilku dni, gdzie chyba w stanie pomiędzy realem a snem? zobaczyłem swoją mamę i zbudziło to moje zaufanie (z zamkniętej postawy przechodzi się w postawę otwartą) i następnie nastąpił atak! i o to tutaj właśnie chodzi! żeby Cię otworzyć! To jest ogólnie taka "zabawa" w "otwieranie sejfu". Nie jest to przyjemna "zabawa", ani łatwa, ale na pewnych etapach życia jest konieczna do przejścia. Dodam jeszcze, że znowu mam pocięte plecki ; p

Dodam jeszcze, że w małym pokoju zawsze lampka ustawiona była tak, że świeciła na "ścianę / okno" gdzie obecnie palą się świeczki. W ogóle światło nie padało na mnie i dzisiaj w nocy zrobię inaczej. Ustawię lampkę tak aby mnie oświetlała. Zobaczymy czy będzie jakaś różnica?

cdn...

Dobry Samarytanin