31.07.2010/01.08.2010 -> Kilka ataków we śnie... W jednym
straciłem małą ilość energii (spadł mi czosnek za plecy i
może dlatego?), a w reszcie udawało mi się wybudzić itp. Nie
ma sensu się przy tej nocy więcej rozpisywać ;)
01/02.08.2010 ->
Do 6:15 było bardzo spokojnie, a później
2-3 ataki we śnie w których oberwałem i straciłem po małej
ilości energii... ogólnie nie jest tak źle, ale szkoda trochę
tej straconej energii...
02/03.08.2010 -> Mini ataki we śnie (czyli szybkie i traci
się przy tym mało energii) były o: 6:15, 6:20, 7:15, 7:35,
8:12, 8:15 i tyle... nie spisałem wszystkich... przed
niektórymi się obroniłem (szybkie wybudzenie), a niektóre
ataki były słabo wyczuwalne i nie spisywałem ich. Ogólnie
trochę ich było i straciłem chyba zbyt dużo swojej energii.
Mogłem wstać z łóżka i pójść sobie coś robić hmm... w sumie
dawać się tak bić nie jest zbyt rozsądne : P
03/04.08.2010 -> W nocy przed zaśnięciem były ataki typu
wizja przed zamkniętymi oczami, ale na szczęście dość szybko
się orientowałem i od razy otwierałem oczy. Jak zaczyna się
ten atak (a oni wiedzą, że ja wiem) to trwa on bardzo krótko
w takim sensie, że wyssanie energii następuje po kilku
sekundach i dlatego szybkie otwarcie oczu jest tak ważne bo
już nie bawią się z tobą tylko od razu walą prosto z mostu.
W nocy kilka ataków we śnie. Ogólnie udawało mi się wybudzić.
Całościowo straciłem małą ilość energii, ale trzeba
podkreślić, że jak zwykle jestem nie wyspany przez to ciągle
budzenie się itp, a to znaczy, że nie zregenerowałem się jak
trzeba... nie nabrałem odpowiedniej ilości energii... no, ale
cóż... przyzwyczaiłem się do tego i jakoś funkcjonuje. Jak
się to skończy to jaką wielką radością będzie wreszcie się
normalnie wyspać!
04/05.08.2010 -> Dzisiaj kilka ataków we śnie z których
udawało mi się łatwo wybudzić (ostatnio jakoś łatwiej mi to
przychodzi hmm). Był też atak typu halucynacja oraz atak w
stanie pomiędzy realem a snem gdzie spałem na brzuchu i ten byt siedział mi na
plecach. Niestety zacząłem poruszać ręką aby się wybudzić i
był to zły pomysł! Oczywiście minimalne ruchy nią robiłem
ale wydawało mi się, że im więcej nią ruszam tym bardziej
jestem rozkodowywany. Dobrym pomysłem jest bycie jak
najbardziej świadomym gdy byt siedzi na tobie! Po prostu
chodzi o płynne przejście ze stanu pomiędzy realem a snem w real... o takie
samoistnie przeniknięcie wymiarów. Nie chodzi o nic nie
robienie tylko o mocne bycie świadomym tego co się dzieję.
Zresztą wiele ataków jest różnych, a zarazem podobnych do
siebie i każdy musi sam wyrobić sobie odpowiednie techniki
obronne i uczyć się na swoich błędach. Tak czy siak
straciłem przy tym ataku małą ilość energii. Ogólnie dzisiaj
w nocy było całkiem ok. Może ten byt powoli traci siły? A
może ta świeczka tak go osłabia? Dzisiaj nawet nie
specjalnie przejmowałem się gdzie leży mój czosnek...
hmmm...
05/06.08.2010 -> Dzisiaj straciłem zbyt dużo energii :(
Było trochę ataków we śnie, ale dla wroga mocno skutecznych :(
Pierwszy poważny zaczął się o 5:30. Za dużo
spałem na plecach, zamiast na boku..., ale czy zmiana pozycji
dużo by dała? Pewnie byłoby mi się łatwiej obronić, ale nie
mniej jednak ciężko jest spać na jednej pozycji przez całą
noc... eh... jeszcze trochę muszę wytrwać... chodź już mam
tego dosyć..., ale jeszcze trochę... Ale mocno dzisiaj
oberwałem... gdzie moja energia na 4 czakrze? oddawaj
energię złodzieju! :(
06/07.08.2010 -> Pierwszy poważny atak zaczął się o ~3:48
(ogólnie ataki trwały praktycznie aż do wstania z łóżka).
Spałem całą noc na boku i miałem przy sobie czosnki oraz
krzyż, ale dużo to nie dało. Trochę energii straciłem, ale
mniej niż wczoraj. Ogólnie uważam, że lepiej jest spać na boku niż na
plecach, ale gdy śpię na boku to są używane inne metody aby
mnie "rozkodować" niż jak śpię na plecach np. dzisiaj był
używany między innymi atak dźwiękowy polegający na tym iż
słyszysz jakiś dźwięk w głowie lub głos, który ma za zadanie
Cię rozkodować! dlatego należy (o ile ma się taką możliwość)
jak najszybciej otworzyć oczy! Oczywiście czasem może się
zdarzyć, że ktoś będzie słyszał głos w głowie i nie będzie to
atak (może to być podłączenie się negatywnego byta pod
ciebie i próba przekazanie fałszywego przekazu). Zauważyłem
też, że jak mam otwarte oczy to atak dźwiękowy nie występuje?, ale wystarczy
że zamknę je na chwilkę to już może nastąpić atak! a
rozkodowanie może nastąpić naprawdę bardzo szybko! Dzisiaj
właśnie miałem taki atak. Otworzyłem oczy, ogólnie się
przebudziłem... zamykam oczy i atak dźwiękiem! i szybko
otwieram oczy!, ale nie mniej jednak chyba leciutko energii
straciłem. Przy tym ataku nie traci się dużo energii, ale
nie mniej jednak jest to denerwujące jak chcesz spać a nie
możesz bo na każdym kroku atak. Do tego hipnoza jest też
używana abyś zamknął swe oczka! Zamknij oczka! My już
czekamy! eh... bestie bez jakichkolwiek uczyć! Warto jeszcze
podkreślić, że ten atak dźwiękowy nie jest tym samym co
słyszenie dźwięku np. dzwonienia domofonu, który słychać
również w głowie. Jedno jest atakiem, a drugie "zwykłym"
doświadczeniem nie mającym z atakiem nic wspólnego!, ale gdy
słyszysz dźwięk w głowie to bardzo szybko można wyczuć jaką
ma naturę... czy jest to coś pozytywnego czy negatywnego...
07/08.08.2010 -> Dzisiaj pierwszy atak o 4:00... Przy
pierwszym ataku straciłem lekko energii, ale nie za dużo... a
później były sporadyczne próby ataku we śnie, ale udawało mi
się z nich wychodzić zwycięsko! Więc całkiem udana noc.
Spałem pod ścianą na boku, ale przyjmowałem pozycję
embrionalną tak aby jak najbardziej rękami i nogami zasłonić
4 czakrę i tak zasypiałem + czosnek na siebie. Z czasem moja
szczelna pozycja ulegała zniszczeniu poprzez niekontrolowane
ruchy w nocy, ale nie mniej jednak wydaje się to być dobrym
sposobem obronnym. Zapewne jeszcze będę testował tą pozycję.
Nie odnotowałem dzisiaj hipnoz.
08/09.08.2010 -> 7 godzin ataków...
eh... od około 3 w nocy do około 8:50... straciłem zbyt dużo
energii... i moim zdaniem za dużo było tych ataków! Paliłem
świeczki, ale to chyba nie daje zbyt dużo? sam już nie
wiem... w sumie jak ich nie paliłem to wcześniej
przychodzili nawet o północy, a teraz 3-6 rano... hmm... W
ostatnim ataku użyłem mantrowania i w sumie ciężko było
wypowiedzieć coś fizycznie, ale jak się uprę to się uda...
chodź stracę przy tym trochę energii, ale to chyba lepsze niż
w sumie próba wyrwania się w inny sposób gdyż też utrata
energii jest praktycznie pewna, a tak przynajmniej dostanie
ten byt trochę bęcki od fali uderzeniowej. Swoją drogą w tym
ostatnim ataku gdzie mantrowałem byłem w letargu (jest to
jakby real, nie ma się odczucia bycia w "innym wymiarze") i
mocne otwieranie oczu nie wybudza! bo próbowałem! To działa
w stanie pomiędzy realem a snem! Gdzie ma się odczucia bycia w innym wymiarze... a
tutaj ma się odczucie, że jest się w realu tylko jakby w
jakimś mocnym zamotaniu przez tego byta... jakby pozakładał
jakieś blokady które powodują utrudnione ruchy ciałem oraz
niemoc w wypowiadaniu słów... abyś go przypadkiem nie
zmantrował... takie bycie w jakby jakimś kleju... oni wiedzą
co robią... często piszę w liczbie mnogiej bo różni już mnie
przez te lata atakowali... raz czarna kulka, raz
niewidzialny, raz taki raz siaki... więc jakoś wygodniej
jest mi pisać w liczbie mnogiej jako "oni" czyli "ci źli"...
w sumie wiadomo o co chodzi... chodź ogólnie sądzę, że
obecnie przychodzi jeden byt na raz..., ale i tego na 100%
nie mogę stwierdzić.. tak czy siak moja czakra potrzebuje
regeneracji!!! i to porządnej!!! tylko skąd ją wytrzasnąć!!!
09/10.08.2010 -> Przed zaśnięciem paliłem w miseczce w
pokoju szałwię (3 torebeczki) oraz spaliłem w sumie 7
kadzidełek! Narobiłem sporo dymu przede wszystkim koło
łóżka. Jaki był efekt? Około 3? w nocy (już nie pamiętam
dokładnie) był pierwszy atak we śnie... w sumie było ich
około 3-5?, ale były one bardzo mizerne... jakby w ogóle bez
przekonania... bardzo łatwo było się "wybudzić" bez straty
energii. W jednym ataku we śnie była taka sytuacja, że
siedziała koło mnie postać (na 100% zły byt) i jeszcze obok
kolejna która jakby się tylko przyglądała... i nie jestem
pewien czy był to np. mój opiekun? czy może był to drugi zły
byt? Bo na 100% były dwie osoby koło mnie... jedna na 100%
zła, a druga nie wiem... Tak czy siak gdy te ataki nie
odnosiły skutku zaczęły być stosowane ataki typu
ukierunkowanie myśli w mojej głowie w celu osiągnięcia
określonej emocji i rozkodowania co równa się utracie
energii. Było tych ataków około 6-10. Jak się straci w takim
ataku energię to małą lub bardzo małą ilość. Nie pamiętam
dokładnie ile ich było bo około 7 rano przestałem to
spisywać i zapamiętywać, a właśnie wtedy mocniej
przyatakowali bodajże... jakoś tak... Tak czy siak te ataki
których było dzisiaj więcej wyglądają tak, że zamykasz oczy i
zaczynają Ci się pojawiać jakby myśli które prowadzą Cię
nawet do zobaczenia czegoś przed zamkniętymi oczami (jakaś
mini wizja) i wszystko po to abyś poczuł pewną emocję i
wtedy: kłódka, kluczyk i sejf otwarty! Najlepiej mieć non
stop otwarte oczy i wtedy jest się bezpiecznym!, ale prędzej
czy później i tak zamknąć oczka trzeba. Niestety te ataki od
chwili zamknięcia oczu następują dość szybko. Raz dwa i po
ataku i energii. Czasem miałem wrażenie, że jakby ktoś mi
wpychał w głowę jakieś myśli czy coś takiego? i czasem się
sprzeciwiałem i czułem jakby to się odbiło od mojej głowy?
Nie wiem... takie miałem odczucia. Na atakach we śnie nie
straciłem prawie energii... jakieś minimalne straty, ale na
tych atakach myślowych w sumie trochę wytraciłem bo sporo
ich było... jeszcze nie wiem jak się przed nimi dobrze
bronić... postaram się coś wykombinować...
10/11.08.2010 -> Dzisiaj położyłem się trochę wcześniej spać
ale przed zasnięciem wypaliłem z 6? kadzidełek
i już o około 2 w nocy miałem pierwszy atak! no, ale ogólnie
ataki dzisiaj były mało skuteczne. Może to od tych
kadzidełek? Nie wiem... Jeden atak był ciekawy. Byt był pod
postacią jakiejś dziewczynki która zapisała się do mojej
klasy? czy coś
takiego?, ale widać było, że to obcy (kosmita) chodź on sam
chyba uważał, że ma dobry kamuflaż? I był niezły motyw jak ja
z uczniami z klasy rozchodziliśmy się do domu, a ten byt
został (ta mała dziewczynka) w tyle i ja się obróciłem za
siebie aby zobaczyć czy ta mała dziewczynka poszła już w
swoją stronę, a ona nagle na moich oczach zrobiła się
niewidzialna i zobaczyłem jak to się dzieję! i tam gdzie
znikła jakieś liście i krzaki zaczęły się palić. We śnie
zrobiłem niezłe oczy! i nie tylko ja to zobaczyłem. Później
zrobiło się jeszcze ciekawiej. Tym razem szliśmy do szkoły.
Koło mnie szła ona oraz jeszcze jakiś dwóch kolesi którzy w
nią cały czas pluli! Ja mówiłem do nich aby przestali, ale
oni nie reagowali! tak jakby nie chcieli aby podeszła do
mnie zbyt blisko! Może to byli moi opiekunowie we śnie!? Na
to mi wygląda! Chronili mnie przed atakiem! Ogólnie dzisiaj
mało energii straciłem... Przed snem prosiłem mocno o
ochronę do opiekunów itp. Wygląda na to, że mi pomogli... thx
:)
11/12.08.2010 -> Przed zaśnięciem też paliłem kadzidełka...
z 5-6 sztuk... i prosiłem też swoich opiekunów itp. o pomoc w
walce z tym bytem. O dziwo tylko o około 5:30 był w moim
śnie ten byt, ale nic mi nie zrobił! Dopiero o około
7:30-8:00 nastąpiło kilka (może z 6-10?) ataków takich
bardzo podstępnych! Tych co jak zamykasz oczy to ten byt
stara się wywołać w Tobie określoną emocję aby Cię
rozkodować i ukraść energię. Jak już mówiłem przy takim
jednym ataku traci się bardzo mało energii, ale nie mam
pomysłu jak się przed tym obronić! Zresztą jak zbierze się
takich ataków z 5 czy więcej to już energii trochę ubyło! i
trzeba się ewakuować z tej sytuacji jak najszybciej! Cały
czas nie byłem pewien czy jestem atakowany! Bo to takie baaardzo podstępne działanie! i w końcu z czakry w bardzo
dobrym stanie została mi czakra poturbowana! Jakbym się
wcześniej zorientował! eh! Jest takie specyficzne uczucie na
4 czakrze? lub w okolicy jak jest się rozkodowanym i jak
takie coś chodź raz wystąpi należy natychmiast albo wstać
albo otworzyć oczy..., ale jak na razie nie umiem się bronić
przed tym atakiem. Jedyną skuteczną obroną jaką na tą chwilę
znam to otwieranie oczu, ale nie jest to jakieś super
rozwiązanie. Mantrowanie nie działa bo próbowałem. Ogólnie
kiszka... bo tak ładnie było w nocy bez ataków i rano
tak oberwać... No i spałem praktycznie całą noc non stop na prawym boku
lub brzuchu w jednym miejscu... to w sumie też nie
jest zbyt wygodne no, ale cóż... jest jak jest... Do wieczora
może jakoś się zregeneruje... Ogólnie dzisiaj zbyt mocno
dostałem... Zastanawiam się czy na pewno traci się bardzo
mało energii przy jednym takim ataku... w sumie jak jest ich
z 5 i więcej to nic dziwnego, że czakra musi porządnie
odpocząć... jest wtedy poturbowana i z małą ilością
energii... czuje to wyraźnie... wręcz fizycznie chodź nie
jest to "organ" fizyczny ;)
12/13.08.2010 -> Przed zaśnięciem nadymiłem chyba 4
kadzidełkami... paliłem jak zwykle świeczki... nie wiem czy
to ma znaczenie, ale w sumie przez całą noc nie miałem ataku!
a przynajmniej go nie zauważyłem. Tak samo nie zauważyłem
żadnej postaci we śnie. Oczywiście przed zaśnięciem prosiłem
opiekunów i archaniołów o ochronę itp. Ale niestety o 6:52
zostałem zaatakowany tym atakiem gdzie mam zamknięte oczy i
jestem ogólnie rozbudzony i kiszka, ale straciłem energię, ale
bardzo mało! Postanowiłem, że już oczu nie zamknę i wstałem!
Nie dam się obić jak było to wczoraj! Może odeśpię sobie to
w dzień za dobre kilka godzin. Właśnie sobie przypomniałem
że jednak był jakiś motyw w nocy z biciem mnie po twarzy...
tylko czy to było dzisiaj? hmmm a może to było związane z
tym atakiem o 6:52? Już nie pamiętam... Tak czy siak dzisiaj
było całkiem ok... pomijając nie wyspanie bo musiałem
wcześniej wstać... Nawet w nocy przez jakiś czas leżałem na
lewym boku i nic mi się nie stało ;) Teraz poczekam z kilka
godzin i idę odespać to poranne wstanie z łóżka ;)
13/14.08.2010 -> Wiadomo świeczki, kadzidełka... Położyłem
się spać około 00:30 i od razu dostałem atakiem
"rozkodowującym" (może taką nazwę warto dać? zastanawiam się
jeszcze nad tym) przed zamkniętymi oczami i było kilka
ataków przed którymi się obroniłem (otworzyłem oczy) i
trochę mi się to nie spodobało, że ten typ ataku jest przed
moim zaśnięciem gdyż nie umiem się przed nim bronić inaczej
jak właśnie otwierając oczy! Podam jeden przykład: mam
zamknięte oczy i jestem całkowicie w realu! i słyszę jakby
jakiś dziwny głos w głowie! i szybko otwieram oczy i on się
urywa! Otwarcie oczu to jak wyciągnięcie wtyczki z gniazdka!
Dodam jeszcze, że bardzo często przy tym ataku dochodzą
obrazy przed oczami lub całe wizje! Domyślam się, że ten byt
silnie pobudza jakaś część mózgu lub może 3 oko? i powoduje to te obrazy / wizje /
głosy. W pewnym sensie jest to ciekawe, ale z drugiej strony
patrzenie na nie zawsze kończy się źle jeżeli na czas nie
otworzymy oczu, a przeważnie na to mamy bardzo mało czasu.
Tak czy siak musiałem jakoś zasnąć. Szukałem tingsha aby
przetestować czy coś pomoże, ale nie mogłem znaleźć.
Ostatecznie położyłem worek czosnku za głową + krzyż +
obrazek z Jezusem na głowie i testowałem czy uda mi się
zasnąć bez "ataku". Miałem wrażenie, że albo ten byt nie jest
w stanie przeprowadzić ataku albo jego atak ma bardzo słabą
moc. Tak czy siak udało mi się zasnąć! Więc teoretycznie
jest duża szansa, że to działa! chodź moim zdaniem potrzeba więcej testów aby potwierdzić czy to rzeczywiście
pomaga. We
śnie był ten byt, ale chyba? nie oberwałem nic? Właściwie to
nie mogę sobie tego dokładnie przypomnieć czy dostałem
jakieś becki czy nie... jak dostałem to na pewnie nie za
mocno, ale chyba moja energia nie doznała dzisiejszej nocy
uszczerbku przy tym typie ataku (atak we śnie). O 8:13 dostałem
atakiem rozkodowującym przed zamkniętymi oczami! Widziałem
przed oczami jak ktoś wpada do wody i pojawiła się
rozkodowująca mnie emocja... no cóż... ważne aby nie dostać
więcej niż 1 raz. Właściwie był to taki jakby sen, gdyż
trwał z minutę?, ale polegał dokładnie na rozkodowaniu
poprzez emocję. Niestety jakoś więcej niż zwykle oberwałem
przy tym ataku... może dlatego, że dłużej trwał ten "sen /
atak". Oczywiście zaraz wstałem z łóżka bo nie ma
sensu dać się bić. Uzupełnię jedynie, że czasem nie ma żadnej
wizji, ani obrazu przed oczami, ale za to jest właśnie rozkodowudująca emocja lub np. sam dźwięk, który moim zdaniem
jest inaczej słyszany w "głowie" niż np. jakby byt coś
szeptał Ci do ucha, ale aby już to pojąć trzeba mieć
doświadczenie w tym temacie. Oczywiście ja wolałbym nie mieć
żadnego ;), ale niestety jest jak jest i jakoś trzeba sobie
dawać radę ;) Obrazy przed oczami w tego typu atakach to
jakby materializacja się myśli które są siłą narzucane
twojemu mózgowi przez tego byta! Czasem są też krótkie
scenki... Czasem obrazy są ruchome, a czasem "sztywne".
Czasem pewnie będę nazywać to co widzę przed oczami
"wizjami", a czasem "obrazami" w zależności co mi bardziej
będzie pasować... ogólnie obie nazwy są poprawne... czasem
bardziej pasuje słowo obraz, a czasem wizja... nie mniej jednak od niedawna mam ten typ ataku i
jeszcze rozkminiam co i jak... jakie nazwy dać temu i owemu
itp... W sumie tak sobie myślę, że dzisiaj było jakoś mało
tych skutecznych ataków dla tego byta, a ja rano czuję się
jakby dostał porządnie w czakrę! To ten jeden atak o 8:13
chyba to zrobił! A to drań! Te kadzidełka chyba
uniemożliwiają mu atak we snie, ale nie pomagają nic na atak
rozkodowujący przed zamkniętymi oczami.
Jest
16:30! idę się zdrzemnąć bo jak zwykle jestem nie wyspany i
co się dzieję?! ataki rozkodowujące z wizjami!!! Co!? o
16:30! w biały dzień!, ale kaszana! Położyłem sobie
poświęcony obrazek Jezus na głowie, ale to nic nie pomogło! O
16:45 wstałem bo to paranoja!, ale coraz lepiej zaczynam
wyczuwać gdy następuje tego typu atak! Nawet przez te 15 min
ćwiczyłem w pewnym sensie reakcje obronne. Stwierdzam, że
poprzez odpowiednie reakcje i kontrolowanie swojego wnętrzna
można odsunąć w czasie całkowite rozkodowanie chodź nie
polecam zbytnio takiej "zabawy"! gdyż prędzej czy później
stracimy energię! Lepiej od razu otworzyć oczy i... i
właśnie co dalej? Tak czy siak dostałem trochę w 4 czakrę :(
Podam może przykład pewnej scenki jaką ujrzałem przed oczami
tuż przed rozkodowaniem i utratą energii. Zobaczyłem rękę i
ktoś obcinał chyba nożyczkami palec za palcem... i nagle
następuje mimowolne wystraszenie (rozkodowanie) i utrata
energii! Dodam jeszcze, że gdy obrazek Jezusa położony na
głowie okazał się nie skuteczny to użyłem krzyża z Jezusem i
też położyłem na głowie, ale chyba bardziej na 3 oku niż w
okolicy czubka głowy i jakoś było ok, ale może ten byt mnie
tak zmyla tylko..., że niby to działa, a tak naprawdę
wprowadza pewnego rodzaju dezinformację na temat technik
obronnych przed tym konkretnym typem ataku. Tak czy siak mam
zamiar przetestować jeszcze sam worek z czosnkami położony
koło głowy lub jakoś tak... no i tingsha muszę znaleźć! i
dokładnie przetestować czy uda się odeprzeć atak gdy będę go
używać podczas gdy będę miał zamknięte oczy!
14/15.08.2010 -> Dzisiaj bez kadzidełek... Przed zaśnięciem
ataki rozkodowujące... w środku nocy i rano również! Jednym
słowem dużo ataków i to o każdej porze nocy, że tak powiem ;)
Testowałem czosnki umieszczone w siatce i położone koło
głowy, ale to jakoś specjalnie chyba jednak nie działa.
Powiem o jednym ataku, który był chyba o 01:30 w nocy i, który
powinien zostać opisany. Byłem sobie we śnie jakby w jakiejś
szkole która miała takie twarde podłogi... i nagle ktoś mnie
podrzucił do góry i spadłem z jakiś 1,5 metra na głowę i
kolana! Ja poczułem ból tego upadku! taki inny trochę niż
fizyczny, ale było to nie przyjemne! Jak uderzyłem głową w
twardą podłogę to poczułem jakby takie bardzo solidne
"łup"!... zresztą wyobraźcie sobie, że upadacie na głowę z
1,5 metra na lśniącą, prostą, twardą jak nie wiem co
podłogę! No i ten upadek na kolana też był nie przyjemny... auć! W ogóle dziwny atak..., ale nie fajny... oj
nie... Jeszcze przed wstaniem był atak we śnie... Byt stoi
koło mnie i chce się zbliżyć no to ja go odpycham, ale on
dalej blisko mnie stoi więc zaczyna go "boxować" ;), ale
niestety jak pisałem kiedyś nigdy nie atakuj tego byta!
Każdy cios jaki mu zadałem to była dla mnie strata energii z
czakry! Zadałem mu chyba z 4 ciosy i straciłem 4x energię z
czakry!!! traci się ją dlatego, że się otwieram gdy zadaje
cios! czyli takie automatyczne rozkodowanie! Tak czy siak
przetestowałem, że atak w tym przypadku to porażka totalna...
spisuje to... może komuś się przyda... chodź bywały momenty
w przeszłości, że z kolanka biłem tego byta, ale to były
wyjątkowe sytuację... chodzi tutaj o sytuację gdy on stoi
koło was i chcecie go zbić na kwaśne jabłko aby dał wam
spokój! nie róbcie tego! a jak nie wierzycie to gwarantuję
wam, że jak raz zaszarżujecie to nabierzecie rozumu i to
bardzo szybko! Ten właśnie atak chyba najwięcej mi energii
zabrał z całej nocy w której było tyle ataków
rozkodowujących! Jeden atak mnie tak załatwił, że hoho! Ale
mam nadzieję, że zmądrzałem dzięki temu! :D Podkreślę, że
najlepszą metodą obrony w tym konkretnym przypadku jest
spokojne wybudzenie się... tą drogą trzeba się "ratować"...
Około
14:30 chce się zdrzemnąć aby się trochę zregenerować... 5min
spokojnego "spania" i zaraz następują podstępne ataki
rozkodowujące! Unikałem kilku ataków bo chciałem spać!
Otwierałem oczy kiedy trzeba chodź nie zawsze w pełni
zdążyłem oraz przedłużałem je jak tylko mogłem gdyż usilnie
mój organizm domaga się regeneracji! Ale taka regeneracja
podczas ataków jest bez sensu bo traci się pewną ilość
energii... mówię "pewną ilość", ale straciłem za dużo energii
w porównaniu do tego jak się "zregenerowałem" przez te marne
5 minut "leżenia" bo to nawet nie było żadne spanie! Nawet
jak rozciągam w czasie to rozkodowywanie to po drodze tracę
energię od czasu do czasu co jest nie opłacalne dla mnie. Co
za kaszana... Zauważyłem też, że te ataki rozkodowujące
przypominają częściowo wzburzone morze gdzie od czasu do
czasu fala gwałtownie wzrasta i poprzez odpowiednią reakcję
mojego wnętrza mogę ją przepłynąć, ale częściowo zalewa mi
statek (pewna strata energii)... Czasem fala jest zbyt
wysoka i gwałtowna i trzeba gwałtownie otwierać oczy aby
statek nie zatoną!, a jak zrobi się to za wolno to albo
traci się sporo energii albo jak w miarę się wyrobimy to
tracimy jej mniej, ale i tak to takie huśtanie się na
krawędzi. Lepiej unikać w ogóle tych ataków tylko jest to
ciężkie do zrobienia! Ja w pewnym sensie kontynuuje spanie
mimo iż wiem, że są te ataki przeprowadzane. Jest to trochę
nie rozsądne i wiem, że tracę przy tym energię i czuję to, ale
nie mniej jednak w pewnym sensie chce poznać lepiej wroga,
nabrać odpowiedniego doświadczenia aby lepiej się bronić no
i opisać to tutaj aby lepiej ukazać jak to dokładnie
wygląda...
15/16.08.2010 -> Były przed zaśnięciem
ataki rozkodowujące, ale od razu zanim się "rozkręciły" to
użyłem kadzidełek i nadymiłem standardowo koło łóżka orazi
porządnie tam gdzie mam głowę i okolice! i o dziwo po tym
zabiegu spokojnie zasnąłem! W ogóle spałem spokojnie aż do
rana! Coś było niepokojącego w moich snach, ale nic czym
musiałbym się w sumie specjalnie martwić! Rano przed 8 były
ataki rozkodowujące, ale po jakiś 10 min już nie chciało mi
się bawić z tym bytem więc wstałem... i teraz pytanie czemu
nie wstałem od razu? Odpowiedź: bo chce mi się spać! Wstaje
nie wyspany, ale przynajmniej nie straciłem za dużo energii
chodź regeneracja czakry wymaga sporo czasu, a ogólnie w
warunkach jakich obecnie jestem nie jest zbytnio możliwe
zregenerowanie czakry jak należy... Mój organizm potrzebuje
snu! Wręcz się go domaga! Dlatego czasem wole pospać nawet
"minutę" dłużej i dostać w czakrę niż wstać! Oczywiście nie
opłaca mi się to, ale tak jakoś jest... Nawet w dzień już
się zdrzemnąć nie mogę... eh..., ale morale leciutko mi
dzisiaj wzrosły... one tak wzrastają i spadają w zależności
od straconej energii danej nocy ;) itp.
16/17.08.2010 -> Kadzidełka, świeczki... Jakoś zasnąłem...
ogólnie o 6:15 udany dla byta atak rozkodowujący we śnie
(kiedyś chyba nazywałem ten atak atakiem ukrytym?, w sumie
czasem sam nie wiem jak nazwać dany atak... raczej staram
się je nazywać tak aby nazwa pasowała do ataku). I jak
zwykle od około właśnie 6 do 8:30 zwykłe (czyli przed
zamkniętymi oczami, gdy sobie tak spokojnie leżę) ataki
rozkodowujące... Dostałem kilka razy..., ale wiele x się
broniłem... pospałbym sobie jeszcze spokojnie z 2 godziny
ale nie da rady z tym atakującym chamem... Starałem się
używać też tingsha, ale bardzo trudno użyć ich w momencie gdy
jest blisko rozkodowania (zresztą to bardzo ryzykowane
czekać do tej chwili) i nie wiem czy coś by to dało skoro
mantrowanie przy tym ataku nie działa (tak wynika z mojego
doświadczenia), a w sumie tingsha i mantrowanie polega na
"ataku dźwiękiem" o wysokiej wibracji... hmm...
17/18.08.2010 ->
Kadzidełka, świeczki... Jakoś zasnąłem... chodź jak zwykle
jakoś przed zaśnięciem czuję, że też ten byt chętnie by mnie
rozkodował... Spałem większość nocy na prawym boku. Nad
ranem przekręcałem się również na lewy bok. Ogólnie były 2
ataki we śnie, ale na szczęście nic mi się nie stało (1-3?
rano i około 5). Od 6?-7 były ataki rozkodowujące, ale mało
dostałem... nie mniej jednak lekkie straty poniosłem...
wstałem leciutko przed 7 rano bo czuję, że jakbym poleżał
dłużej to potraciłbym swojej energii dużo więcej, a wręcz
jestem tego pewien. Mocno chce mi się spać no, ale cóż...
Dodam jeszcze, że co do tych rannych ataków rozkodowujących
to chyba nie ma znaczenia czy leżę na boku, na plecach czy
jestem w pozycji embrionalnej... po prostu trzeba się
ewakuować jak najszybciej jak te ataki się zaczną, a tingsha
jakoś nic nie daje.
Ogólnie
ujmując chyba już sobie nie podrzemkam w dzień aby odespać
noc! Jeszcze jakiś czas temu było to możliwe, ale od kąt mam
te ataki "rozkodowujące" przed zamkniętymi oczami to jest to
już dla mnie energetycznie nie opłacalne! O jakiejś 16:15
poszedłem sobie poleżeć i tylko jak zamykałem oczy to
poczułem pewne specyficzne odczucia jakby strachu? w okolicy
4 czakry (bardzo specyficzne odczucie dla tego typu ataku).
Za którymś razem jak zamknąłem oczy to pojawił mi się jakiś
groźnie wyglądający potwór z zębami co oczywiście jest 100%
dowodem na atak! Oczywiście bardzo szybko otworzyłem oczy... Ogólnie kaszana... Po 10 min takiego
leżenia z otwieraniem oczu co kilka sekund moja czakra czuje
się dużo gorzej zanim w ogóle się położyłem! A regeneracji z
takiego leżenia praktycznie żadnej. Zastanawiam się jak to
działa... czy ten byt jest cały czas gdzieś koło mnie? Jak
leżałem np. z otwartymi oczami i byłem rozluźniony (na tyle
na ile to możliwe wiedząc, że obecnie wszelkie leżenie w
dzień może zakończyć się atakiem!) to też miałem wrażenie tego specyficznego
uczucia na czakrzę... jakby ktoś tam coś majstrował... Nie
wiem jak dokładnie to opisać, ale kilka dni temu (może nawet
i wczoraj... już nie pamiętam...) jak siedziałem przed
komputerem to też miałem takie wrażenie, że jakby z mojej czakry tracę energię,
albo jakby ktoś tam coś skubał? co jakiś czas... nie wiem
jak to opisać... to dziwne uczucie... a przecież
miałem otwarte oczy! Jeszcze nie do końca rozumiem ten typ
ataku, ale z każdym dniem moje zrozumienie wzrasta. W ogóle
czasem czuję właśnie, że ten byt mnie atakuje (może być to
błędne odczucie! to tylko moja hipoteza!) w biały dzień aby
pozabierać mi energii tyle ile się da, ale może to też nie
być atak tylko po prostu jakieś uszkodzenie czakry... bo
czasem czuję jak mi z byle powodu ucieka z niej energia...
czasem tyczy się to też czakry 3. W sumie czakra 4 sporo już
wycierpiała... nie dziwię się, że może być z nią już coś nie
tak..., ale się zregeneruje... tylko muszę przejść ten ciężki
dla mnie etap...
18/19.08.2010 -> Nie paliłem kadzidełek (i to chyba był
błąd)... świeczki oczywiście zapalone, ale one chyba już
nic nie dają? bo jakby typ ataku się zmienił... chodź
dzisiaj występowały niby ataki we śnie, ale są one jakby
trochę innie niż były 1-2 tyg temu... niby bardzo podobne
ale jednak czuję jakąś drobną różnicę... Niestety widzę, że
stają się normą ataki rozkodowujące gdy kładę się spać.
Kiedyś w ogóle nie było takiego problemu... teraz muszę już
na starcie się bronić. Po pewnym czasie położyłem kryształ
górski na moim 3 oku i o dziwo miałem wrażenie jakby te
ataki straciły swoją moc! Może nie zupełnie, ale
wystarczająco sporo abym mógł zasnąć w spokoju! Przeprowadzę
więcej testów odnośnie obrony kryształami. W nocy miałem 3
ataki we śnie. We wszystkich straciłem "pełen zakres"
energii -> czyli były optymalnie skuteczne dla tego byta.
Pierwszy był o 3:18. Pamiętam, że byłem z postacią
symboliczną która była policjantem i wyglądała jak mój
kolega. Odprowadzałem ją gdzieś i gdy to już zrobiłem i ta
postać znikła już z mojego snu to poszedłem w przeciwną
stronę. Po kilku sekundach dopadła mnie postać (byt) i
przyczepił się do mnie atakując moją czakrę tak, że nie
miałem żadnych szans. Zastanawiam się czy ten policjant
który mnie w pewnym sensie opuścił nie był jakimś moim
opiekunem? i tylko on odszedł to dopadł mnie ten byt! Jak
się obudziłem to czarna mucha nade mną latała... symbol
wiadomo kogo... Następny atak był o 6:15 gdzie zobaczyłem we
śnie reptiliana. Ogólnie byłem w takim stanie "zamotania" i
ostrej "manipulacji" i jak tylko energia powędrowała do tego
byta to jak za użyciem czarodziejskiej różdżki wszystko
wróciło do normy! eh... Ten byt musi nade mną mocno
majstrować gdy śpię aby wprowadzać mnie w takie stany.
Ostatni atak we śnie był o 7:25. Następnie do około 8:05?
miałem non stop ataki rozkodowujące i to takie całkiem
mocne! Kładłem kryształ górskie na 3 oko, ale nie odczułem
tak dużej poprawy jak przy zasypianiu... nie mniej jednak
jakoś nie czułem abym stracił energię chodź ataki były na
prawdę silne... dochodziło do wymuszenia? bardzo silnych
"emocji"? na 4 czakrze..., ale nie czułem utraty energii jak
to ma się miejsce w ataku we snie... a wiem, że przy ataku
rozkodowującym też można w ten sam sposób poczuć stratę
energii więc teoretycznie kryształ położony na 3 oko chroni
przed utratą energii? hmmm sam nie wiem... muszę zrobić
więcej testów... ogólnie jak jest jakiś atak to teoretycznie
istnieje i obrona przed nim...
Jest
obecnie 22:33 a ja dostaje bęcki w 4 czakrę (na 3 też czasem
upływ energii czuję, ale rzadziej) i nie mam pojęcia jak się
bronić! Odczucie jest jakbym się czegoś bał! Taki dziwny
strach właśnie w okolicy 3-4 czakry! Mój umysł jest spokojny
ale czakra się boi! Siedzę sobie przed komputerem i ciągle
co jakiś czas mi ubywa energii... odczucie bardzo wyraźne...
wręcz fizyczne, zresztą jak każdy upływ energii... tylko to
się dzieję normalnie w realu! Nie wiem o co chodzi, ale nie
podoba mi się to... Mogę nawet łazić po mieszkaniu, a i tak
dalej będzie się to działo! Moja czakra do jakiejś 20:00?
(tak na oko podaje godzinę) czuła się o wiele lepiej niż
czuje się obecnie! No do jasnej ciasnej czuję taki strach
dziwny czy coś takiego na 4 czakrze! Czasem to uczucie o 3
czakrę też zahacza... Nie wiem co się dzieję, ale nie podoba
mi się to!
Już
zaczynam palić kadzidełka... one są dobre na tego byta
podczas ataków we śnie! Wtedy jakoś nie ma on ochoty mnie
atakować! a przynajmniej wynika to z ostatnich kilku dni!
Chodź niestety nie działają one na ataki rozkodowujące
ale kryształy górskie chyba są skuteczne... tej nocy
przeprowadzę dodatkowe testy. Gdy ataki się zmieniają to
znaczy, że przysłali kogoś nowego! Kogoś silniejszego! Więc
jest to nowy byt... i dlatego ostatnio rodzaj i "styl"
ataków się zmienił... (doszły te ataki rozkodowujące przed
zaśnięciem, przed wstaniem i podczas dnia gdy chcę się
zdrzemnąć itd). Każdy byt ma swój "styl" i jak się nauczę
bronić przed jego "podstępnymi" atakami to przysyłany jest
kolejny... silniejszy... Już miałem wiele takich zmian! To
jest już któraś z kolei! No i niestety świeczka nie chroni
już przed atakami we śnie... jakby mnie chroniła to bym nie
dostał dzisiaj jak dostałem... mogę sobie ją palić teraz
jedynie dla ozdoby...
19/20.08.2010 -> zapaliłem 3 kadzidełka przed zaśnięciem...
ale i tak dostałem w nocy... o 1:10... po czym zapaliłem
dodatkowe kadzidełko... później były jeszcze z 2 ataki, ale
chyba rozkodowujące... Czyli wczoraj były 3 ataki we śnie a
dzisiaj 1 hmm... mam jeszcze trochę kadzidełek to
przetestuję tą metodę obrony w następnych "dniach". Tej nocy
położyłem dwa duże kryształy na poduszkach koło głowy (21cm
i 19cm)... kładłem też w między czasie jeden koło 4 czakry...
nie wiem ile to pomagało... a co do ataków rozkodowujących
przed zaśnięciem i po wstaniu to trzymałem ten mały kryształ
górski na 3 oku i nie byli w stanie mi nic zrobić! To
działa! i nawet wstałem dzisiaj później! Oni atakują i ja to
czuję, ale "fala" nie jest w stanie za wysoko się podnieść...
jest jakby rozbijana o niski "sufit"... poziom strachu nie
może przekroczyć pewnej nie wielkiej granicy... co nie może
wywołać poważnych konsekwencji! W sumie może tracę malutkie
ilości energii.., ale są one tak małe, że nawet nie zwracam na
to uwagi... o ile w ogóle coś tracę... przyrównałbym to do
zadrapań na wojnie... a bez kryształu to jak poważne rany.
Tak czy siak stosując tą metodę czuję się dość
bezpiecznie... i wstałem dzisiaj później! :)


Właśnie
zauważyłem, że mnie cham podrapał! hahaha!, ale on musi być
wściekły, że odkryłem sposób obrony przed tymi atakami
rozkodowującymi! hahaha! Zauważyłem to około 10:30?, ale
niestety zdjęcie zrobione jest dopiero przed 14... O
10:30 miałem tam gdzie są te draśnięcia spuchnięte kreski
oraz była spora czerwona plama obejmująca wszystkie te
zadrapania których nie dostrzegłem na początku z powodu
tejże plamy. Niestety nie miał mi kto zdjęcia zrobić
wcześniej no, ale cóż... jest jak jest... Zastanawiam się
kiedy to powstało... czy jak spałem czy jak już wstałem z
łóżka... bo wstałem około 9:00 a zaczęło mnie to piec około
10? jakoś tak... w sumie trudno powiedzieć...
Dodam
jeszcze, że rano po wstaniu z moją czakrą było niby w miarę
ok, a przez kolejną godzinę jej stan się pogarsza... jakby
ktoś ją atakował lub coś w tym stylu, a po kolejnej godzinie
jej stan znowu się unormował... a może ten byt nie lubi jak
leże na boku i się do niego tyłkiem wypinam? x)
20/21.08.2010 -> 2 kadzidełka przed zaśnięciem wypaliłem...
świeczki to wiadomo... pale od dawna... Były ataki przed
zaśnięciem, ale kryształ na 3 oko dał radę... Chyba przed
1:10 był jakiś atak?, następnie o 1:10, później dopiero o
4:35; następnie kilka ataków do 6:07... o 6:07 był atak typu
halucynacja i wiadomo przed wstaniem ataki rozkodowujące, ale
kryształ dawał radę! Nie mniej jednak bardzo silnie atakował
nad ranem! Rano np. wszedłem w sen, później przerzutka w
stan pomiędzy realem a snem; brak możliwości ruchu, brak możliwości mówienia, ale
jakoś się udało to "przeczekać" i nie stracić zbyt dużo
energii. Ogólnie to dostałem tej nocy kilka razy, ale straty
energetyczne wcale nie są zbyt duże.
Dzisiaj
położyłem się w południe i nawet nic takiego mi się nie
stało! Leżałem z 15min przeważnie z zamkniętymi oczami i
oczywiście non stop miałem kryształ górski przyłożony do 3
oka! To działa hahaha! :))))
21/22.08.2010 -> 2 kadzidełka... świeczki... Nie mógł się
byt przebić przez zaśnięciem przez kryształ na 3 oku...
praktycznie całą noc leżałem na lewym lub prawym boku... O
5:02 był atak niestety skuteczny dla tego byta. O 6:18 była
nie udana dla tego byta próba ataku. O 6:55 przekręciłem się
na plecy trzymając kryształ górski na 3 oku, ale i tak
dostałem atakiem rozkodowującym od tego byta tracąc energię!
więc po prostu trzeba leżeć na "boku"! Pozycja na plecach to
najniebezpieczniejsza ze wszystkich pozycji!!! Nawet
kryształ nie pomógł!!! Później o 7:55 był atak rozkodowujący
skuteczne dla tego byta bo niestety kryształ górski zsunął
mi się z 3 oka! i straciłem troszkę energii :( -> w ogóle
całą masywną wizję (we śnie?) dostałem... Później o 8:00 był
atak rozkodowujący gdzie miałem kryształ górski przyłożony
do 3 oka, ale mimo to ten byt był w stanie wywołać u mnie
bardzo szybką i nagłą ruchomą wizję która mnie rozkodowała
:( Więc z tego widać, że nawet kryształ nie chroni w 100%, ale
nie mniej jednak jest bardzo dobry! Daje ogromną ochronę, ale
też nie stu procentową! Czasem trzeba otwierać oczy, ale
chcąc nie chcąc zasypianie bez kryształu to istne
"szaleństwo" :) Oczywiście leciutko po 8 rano wstałem aby
już nie ryzykować atakiem. Ogólnie nie est tak źle, ale ta
poranna końcówka trochę mi energii zjadła.. szkoda szkoda...
ale jak mówiłem dawno temu, że ten byt jest bardzo cierpliwy
i czeka na moje potknięcia... odsunąłem kryształ to
dostałem! tak to jest! trzeba się pilnować całą noc! Tylko
czasem jest to dość trudne... trzeba tak rękę ułożyć aby
podczas spania kryształ nie oderwał się od czołga...
22/23.08.2010 -> Ciągle zastanawiam się nad mocą
kadzidełek... bo przed zaśnięciem byłem bardzo mocno
atakowany! a kryształ miałem non stop na czole!, ale ataki
były naprawdę silne (co byłoby gdybym nie miał kryształu!?,
a może ten byt rozkminia jak obejść ten kryształ i atakować
z pełną mocą nawet jeżeli mam go przytkniętego do czoła? kto
wie... w sumie "ciemne moce" to niezłe cwaniaki... zawsze
szukają słabych punktów... i starają się wykorzystywać
nadarzającą się okazję...). i postanowiłem zadymić trochę
okolice łóżka dwoma kadzidełkami i jakoś udało się zasnąć! A
co ciekawe przed użyciem kadzidełek ja czułem wręcz tego byta jakby był gdzieś w okolicy mojej głowy? czy za mną? po
prostu czułem bardzo dobrze jego obecność chodź jest dla
moich oczu fizycznych niewidzialny. Tak czy siak ataki
rozkodowujące były naprawdę mocne i dobrze, że użyłem
kadzidełek... chyba trochę go osłabiły! Później w nocy był
jakiś atak uciskowy we śnie itp... rano standardzik w
postaci ataków rozkodowujących... wiadomo leżenie na boku /
brzuchu... ogólnie straciłem trochę energii, ale nie jakieś
ogromne ilości... nie mniej jednak fajnie byłoby kiedyś nie
stracić nic..., ale takie "marzenie" obecnie prawdopodobnie
mogę sobie między bajki włożyć no, ale cóż... wciąż mam bardzo silną potrzebę leżenia na
plecach :/ cały mój organizm się domaga, ale jest to extremalnie nie bezpieczne więc staram się tego nie robić...
chodź dzisiaj normalnie na "2" minuty się tak położyłem i
mama zapukała do drzwi czy może wejść! (chodź mówiłem jej
aby już tego więcej nie robiła! i poczekała aż całkowicie
wstanę!) i mnie mimowolnie rozkodowało / wystraszyło i po
energii!!! No nie!!! co za pech!!! Pukanie w drzwi jest
kategorycznie zabronione! Może być ciche mówienie w stylu
"czy mogę wejść" i czekanie na ewentualną moją odpowiedź i
tyle!, ale nie wolno pukać w drzwi gdy ktoś jest wystawiony
na ataki rozkodowujące!
Ciekawa
sprawa... jest 22:00 i od jakieś 5? minut moja czakra
zaczyna szaleć! (wydaje mi się, że zdarzało się to już dość
często i o różnych porach, ale jakoś chyba nie za bardzo
pisałem o tym... zdecydowanie bardziej skupiam się na tym co
dzieję się w nocy, ale jak widać na nocy się te ataki nie
kończą... tylko niestety ja nie widzę co się dzieję więc
niektóre rzeczy o których piszę mogą być moimi domysłami. Na
czakrze mam odczucie jakby ktoś używał ataku rozkodowującego
i to z dobrym dla niego skutkiem :(, ale z drugiej strony mam
wrażenie jakby ktoś mi czymś w nią przywalił... jest tu
wiele odczuć w krótkim czasie... nawet czasem dostaje jakby
takiej palpitacji czakry hmmm! Ogólnie moja hipoteza może
być taka: byt mnie rozkodowuję (uczucie nagłych, mimowolnych
emocji na 4 czakrze, które nie mogą być zbytnio przeze mnie
kontrolowane, oraz są wywoływane nagle i bez żadnego powodu
w świecie fizycznym), wysysa mi trochę energii (udane
rozkodowanie?) i to kilka x (uczucie wielokrotnego uciekania
energii z czakry 4, ale czasem zahacza się i o 3 czakrę),
uczucie wbitego noża w czakrę (byt pozostawia wyssaną z
energii [do jakiegoś stopnia] czakrę, która jest w pewnym
sensie "rozwalona" tak jak rozwalony jest sejf po włamaniu
złodzieja) (bardziej bym się skłaniał ku odczuciu wysadzenia
dziury w "sejfie"). W sumie mam tak chyba już nie pierwszy
raz! Zapaliłem kadzidełka... jeżeli robi to ten byt to
powinno go to zniechęcić... chodź może już skończył swoją
robotę? Moim zdaniem na 100% jest coś na rzeczy... Może to
jakiś podświadomy strach przed zaśnięciem i może stąd to
"wariowanie" czakry, ale moim zdaniem dzieje się coś
innego... :( Jest 10:14 a ja czuje się jakbym dostał mocno w
czakrę... jakbym ktoś wbił mi tam nóż? (częste odczucie przy
atakach zakończonych dla mnie niepowodzeniem) a jeszcze
nawet nie poszedłem spać! Podkreślę, że to odczucie jest
wręcz fizyczne! To jest baaardzo dobrze odczuwalne na
czakrze! Odczucia mówią jednoznacznie, że coś jest nie w
porządku... eh... co za życie... :( A swoją drogą zamówiłem
sobie 120 kadzidełek o zapachu mirry bo obecne mi się już
kończą więc będzie spory zapas dymu :]
23/24.08.2010 -> Dzisiaj w miarę luźno! 2 kadzidełka
wypaliłem przed zaśnięciem i jakoś nie odczułem specjalni
jakiś ataków jak położyłem się spać... w nocy był ten byt
ale był kompletnie nie skuteczny! nic nie mógł mi zrobić! a
nad ranem jakby go wcale nie było! :)
Wspomnę jeszcze, że położyłem z prawej strony łóżka worek z
czosnkami koło głowy (ale i tak nie miałem go non stop koło
głowy bo zmieniałem podczas nocy bok na którym spałem itp.
ale ogólnie uważam, że czosnek na tego byta specjalnie nie
działa, ale mimo to testuję czasem ten sposób obrony...)
Dodam
jeszcze, że
przed zaśnięciem zrobiłem złoty kokon wokół siebie (3x) oraz
polałem go krwią Jezusa... ostatnio nie robiłem tego bo
jakoś nic nie dawało (na poprzedniego byta), ale ten byt jest
w sumie nowy więc może przeciwko temu jest to skuteczne!?
Nie wiem, ale na pewno i dzisiaj w nocy wypróbuje tą metodę!
Trzeba pamiętać, że każdy byt ma swoje słabe punkty... trzeba
je tylko znaleźć!
24/25.08.2010 -> Przed zaśnięciem 3x kokon złoty + polanie
go krwią Jezusa... (ale nie jestem pewien na 100% czy z tego
powodu mam taką ochronę przed tym bytem!, ale nie wykluczam
tego! potrzeba więcej testów!) + 2 kadzidełka (ale jedno
kadzidełko spaliło się tylko na 2/3 długości) + świeczki + czosnek itd. Przed zaśnięciem nie
miałem właściwie ataków! W nocy widziałem we śnie tego byta
ale był w pewnej odległości ode mnie i nic nie robił!, ale
koło mnie był jakby mój kolega (inny byt - prawdopodobnie
opiekun) i dlatego ten zły siedział spokojnie! Zastanawiam
się nad tym czy to kokon, który ja robię wokół siebie mnie
tak chroni czy po prostu w te dni opiekun pilnuje aby ten
byt mnie nie atakował hmm! Rano też w miarę spokój ale!
położyłem się na plecach i zasnąłem i chyba nawet nie
przyłożyłem kryształu do czoła i doznałem ataku we śnie
(rozkodowujący / ukryty). Moja wina, że położyłem się na
plecach! Po raz milionowy robię ten błąd! Było tak spokojnie
że myślałem, że już nic takiego się nie wydarzy, a tu
proszę... takie coś... było to o 7:02 i straciłem małą ilość
energii... po chwili odczucie na czakrze jest takie jakby
ktoś mnie kamieniem tam rzucił, ale nie tak mocno... w sumie
to jest nic przy uczuciu wbitego noża! Tak czy siak po tym
ataku następowały kolejne jak leżałem już na boku z
kryształem na czole... były słabe, ale jednak... o 7:30
postanowiłem wstać aby przez przypadek nie stracić więcej
energii... Po raz kolejny mi ta noc uświadamia, że dopóki nie
wstanę muszę być czujny i w stałej "obronie".
25/26.08.2010 ->
Wiadomo: świeczki, kokon itd.
(chyba to nic nie daje... eh...). Bez kadzidełek jest
ciężko..., ale wypaliłem tylko to 1/3 kadzidełka i tylko na
chwilę pomogło bo po pewnym momencie już zaczynałem być
atakowany atakami rozkodowującymi. Kryształ górski
przyłożony do 3 oka jakoś juz specjalnie nie pomagał chodź
wcześniej spisywał się bardzo dobrze! Doznałem pewnej straty
energii, ale niezbyt dużych. Pozycja boczna też nic nie
dawała! W ogóle to wyczuwałem tego byta! Kiedyś go nie
wyczuwałem... to już chyba drugi czy trzeci? raz (nie
pamiętam) gdy jestem w stanie go "wyczuć". Może gdy się on
tak ujawnia może atakować w taki sposób aby obejść kryształ
górski przyłożony do czoła? Nie wiem..., ale możliwe, że coś w
tym jest... może to nie przypadek..., ale jeszcze tego nie
rozgryzłem. O 5:30 był atak we śnie, ale mój opiekun? mnie
bronił i nic mi się nie stało! Nie dopuścił tego byta do
mnie! Dzięki za opiekę! Tak od 6:30 do 6:55 o której wstałem
było sporo ataków rozkodowujących gdy byłem bardziej
rozbudzony + takie bardziej we śnie. Nie wiele oberwałem, ale
jednak... kryształ wydawał się bezużyteczny :/ Moje
kadzidełka jeszcze nie doszły... oby przyszły jak
najszybciej... dym powinien być skuteczny. Zapomniałem dodać
że były też ataki typu halucynacja... 2 albo 3?, ale nic mi
nie zrobiły. Ogólnie podsumowując to straciłem trochę
energii i czuję tą stratę na czakrze, ale bywały już dużo
gorsze dni więc się nie przejmuję tylko czekam na
kadzidełka...
26/27.08.2010 -> Świeczki (kiedyś były skuteczne... teraz są
tylko do oświetlenia pokoju), kokon + pokrycie go krwią
Jezusa (nie zauważyłem aby pomogło coś), zużyłem 3
kadzidełka przed zaśnięciem (nie zauważyłem aby było lepiej
po zadymieniu obszaru gdzie śpię) (kupiłem jakieś kadzidełka
dzisiaj w sklepie bo z allegro coś nie przychodzą
jeszcze...), ale i tak byłem mocno atakowany przed zaśnięciem
atakami rozkodowującymi i nawet kryształ górski nie dawał
rady! Chodź może pomagał, ale wydawało mi się jakby stracił
swoją moc... wiadomo, że to nie możliwe..., ale może jakieś
obejście ten byt znalazł? albo przyszedł ktoś inny komu ten
kryształ nie przeszkadza? nie wiem!, ale już nie jest to taka
skuteczna obrona jak była! Kadzidełka też już nie dają tyle
co na początku! Może faktycznie to jest jakiś nowy byt...
albo po prostu znalazł sposoby na to aby obejść moje metody
obrony. Przed zaśnięciem miałem ataki typu halucynacja, ale w realu! Z tego co pamiętam nigdy tak nie miałem! Zawsze
wyglądało to tak, że budziłem się, patrzyłem np. na ścianę i
tam była "halucynacja", a tym razem było inaczej! a
mianowicie leżałem, otwierałem oczy lub w ogóle miałem je
otwarte i tylko spojrzałem oczami w jakieś miejsce w pokoju
to była już halucynacja! (czyli po prostu atak!) więc to
jest coś nowego jak na moje oko... Muszę trzymać się mocno
na baczności bo robi się nie ciekawie! Były też stosowane
takie ataki, że gdy leżałem to nagle przechodziłem w
zupełnie inny stan świadomości! Jakbym wszedł w inny wymiar
czy coś takiego! Takie przeskoczenie w stan pomiędzy realem
a snem tylko to chyba nie był ten stan! i oczywiście wtedy zachodził atak... jakaś np.
wizja rozkodowująca czy coś na wzór snu rozkodowującego...
ale to się odbywało już w innym stanie świadomości! w ogóle
jakby w innej "rzeczywistości"! Jakkolwiek to nazwać! Taki
atak to już wyższa szkoła jazdy i większe chamstwo niż
zwykły atak rozkodowujący bo przy zwykłym ataku nie jesteś
wprowadzany w jakieś inne "wymiary"! i to następuje tak
nagle... pstryk i już jesteś w innej rzeczywistości! Trzeba
być bardzo czujnym przy zasypianiu i w ogóle cały czas... W
nocy też nie było spokojnie! O 2:17 atak we śnie i strata
energii... później 3:54, 3:57 (ataki rozkodowujące)... O
4:00 kolejny atak (już nie pamiętam jaki) i tutaj zapaliłem
dwa dodatkowe kadzidełka... w większości ataków traciłem
energię. Następnie 4:22, 5:50, 7:30... tylko, że tych ataków
było więcej niż tutaj podałem... po prostu nie spisałem
wszystkich! Ogólnie sporo ataków we śnie + rozkodowujące
które niestety były skuteczne dla mojego przeciwnika! Jednym
słowem mocno atakował..., ale nie mniej jednak nie czuję
jakiś dużych strat na czakrze!? Starałem się spać na boku,
brzuchu lub w pozycji embrionalnej i czasami czułem, że
dzięki temu atak dla tego byta nie był tak skuteczny jak
mógłby być! Chodź to się tyczy chyba bardziej ataków we śnie
niż rozkodowujących przed zaśnięciem czy przed wstaniem.
Zapomniałem dodać, że miałem też przez jakiś czas w nocy
zapaloną lampkę koło lóżka tak aby świeciła na mnie, ale to
nie zapewniło mi ochrony. Wspomnę jeszcze o ważnej rzeczy, a
mianowicie gdy byłem atakowany przed zaśnięciem atakami
rozkodowującymi to mantrowałem fizycznie słowo Bóg. Co
ciekawe miałem wrażenie, że gdy tak robię to ten byt nie może
przeprowadzać ataku i jestem bezpieczny, ale gdy tylko
przerwę mantrowanie ochrona znika. Jest to tylko moje
spostrzeżenie które wymaga dodatkowych "testów".
27/28.08.2010 -> Wypaliłem 4 kadzidełka, a świeczki palę
codziennie więc nie będę na razie o nich już wspominał chyba
że mi ich zabraknie czy coś. Dałem też koło głowy ten worek
z czosnkami i na razie go tam zostawię... niech sobie tam
leży. Przed zaśnięciem odmówiłem pewną modlitwę! a oto jej
treść:
Panie
Boże całe moje cierpienie (utrapienie) jakie w tym momencie
przechodzę i jakie jeszcze w tym momencie będę musiał
przejść oddaje w Twoje ręce... weź to ode mnie jako moją
osobistą ofiarę i uczyń z tego wielką moc aby posłużyła do
obrony całej ludzkości do obrony wielu słabych dusz które
nie mają tej siły by walczyć ze złą mocą i użyj tej mojej
męki (słabości) jako płaszcz, który da ochronę dla innych. W
imię Chrystusa Jezusa ukrzyżowanego na krzyżu Panie Boże weź
mnie w swoją opiekę abym wytrwał w tej boleści i męce na
Twoją cześć i chwałę! Niech krew Jezusa Chrystusa
ukrzyżowanego obleje całe moje ciało i niech będzie moim
wzmocnieniem, niech będzie moim pokarmem. Niech się tak
stanie! i Panie Boże całkowicie wierzę w Twoją moc!
Jest to
bardzo silna modlitwa i już na początku podczas jej
odmawiania poczułem dziwne uczucie na 7 czarze. Było ono
bardzo mocno odczuwalne tylko nie wiem jak je opisać, ale na
pewno ma jakiś związek z odmawianiem tej modlitwy. Modliłem
się też do opiekunów itd. Wiadomo kokon ze światła +
polewanie krwią Jezusa. Ogólnie modlitwa swoim słowami przed
zaśnięciem.
I teraz
po tej całej modlitwie + innych rzeczach które robiłem przed
zaśnięciem stwierdzam, że to działa i to bardzo dobrze!
Domyślam się, że podczas modlitwy tej "głównej" połączyłem
się jakoś przez 7 czakrę? z Bogiem? czy może dostałem
ochronę na siebie i stąd to uczucie? Nie wiem co się stało
ale wiem, że coś się wydarzyło i widać to było podczas tej
nocy! Gdy położyłem się spać położyłem na głowę dwa
poświęcone przez księdza obrazki Jezusa z otwartym sercem i
kryształ górki na czoło... nie mniej jednak te obrazki
raczej zaraz mi z tej głowy po spadały, a ten kryształ
górski raczej nie był przeze mnie trzymany przez całą noc
tak jak trzeba i o dziwo nic takiego się nie działo! Wiem, że
gdy położyłem się spać próbował mnie ten byt rozkodować i
jestem tego pewien, ale obrazki Jezusa + kryształ
najwidoczniej mi pomogły! a w nocy ten byt zaatakował mnie
dopiero o 7:36 i niestety udało mu się ukraść mi energię
(sen: siedział koło mnie i wymusił na mnie wstanie we śnie i
to mnie rozkodowało [otworzył mnie wysiłek związany ze
wstawaniem]). Następnie były ataki rozkodowujące, ale
słabe... nie mniej jednak o 8:00 postanowiłem wstać i nie
ryzykować kolejnej straty energii. Jednym słowem udana noc
chodź nie idealna... nie mniej jednak jestem zadowolony...
Był tylko jeden atak we śnie... może ogarnęła tego byta
jakaś nie moc spowodowana tą modlitwą? Kusiło mnie nawet aby
poleżeć sobie na plecach, ale dobrze, że tego nie zrobiłem! bo
ten byt tylko czeka na moje "błędy" aby je wykorzystać
przeciwko mnie.
Dodam
jeszcze, że kiedyś pisałem, że mówienie słowa Bóg czasem nic
nie daje, a teraz sądzę, że wypowiedzenie tego słowa daje coś
zawsze gdyż jest to najsilniejsze słowo jakie możemy
wypowiedzieć! Ma ono najwyższą wibrację i przechodzi ono
przez wszystkie "wymiary" np. w stanie pomiędzy realem a
snem efektem jest fala
uderzeniowa, a w letargu tego nie ma bo to już jakby "inny
poziom" więc i wygląda to na tym poziomie inaczej (tylko czy
aby na każdym poziomie to słowo jest równie skuteczne?,
myślę, że różnie działa dla różnych "poziomów", raz mocniej
raz słabiej? w sumie to wciąż wymaga więcej testów...). Ale
na zdrowy rozsądek gdy nawet mówię w realu słowo Bóg to to
przenika przez resztę "wymiarów" i jeżeli ktoś tam negatywny
jest to na pewno go to dosięga. To takie moje przemyślenia z
użyciem zdrowego i logicznego rozumowania. Myślę, że to co
napisałem jest prawdą... tak sądzę? W sumie potwierdzałoby
to wydarzenie z wczoraj jak przed zaśnięciem były ataki
rozkodowujące i ja mantrowałem w realu! i ten byt nic mi nie
robił jak mantrowałem!, ale jak przestałem to znowu zaczynał!
np w stanie pomiędzy realem a snem mantrowanie w ogóle odpychało tego byta jak "patronus"
w Harrym Potterze więc efekt użycia słowa "Bóg" na
konkretnym poziomie (real/sen, letarg itd) jest inny.
28/29.08.2010 -> 3 kadzidełka przed zaśnięciem itd.
Odmówiłem też tą modlitwę co wczoraj podałem i postaram się
robić to regularnie + wiadomo kokon, polanie się krewią
Jezusa itd. Przed zaśnięciem były ataki rozkodowujące, ale
nie takie silne, ale nie mniej jednak postanowiłem postukać tingsha wiele x i chyba jakoś pomogło? W sumie czasem mam
wrażenie, że to nic nie daje, a czasem wydaje mi się, że
jednak musi coś dawać... w sumie dźwięk przenika przez
"wiele wymiarów" bo one się na siebie nakładają hmm... chyba
tak jest? To takie moje rozmyślania... Tak czy siak udało mi
się jakoś zasnąć ;) a co do dalszych ataków to był atak we
śnie o 4:33 gdzie niestety straciłem energię; 5:21 próba
ataku (udało mi się obronić); 6:02 strata energii mocniej z
3 czakry, ale też zeszło trochę z 4; 7:44 bicie we śnie
(udało się wyjść z tego w miarę bez strat) i wiadomo nad
ranem ataki rozkodowujące, ale w sumie nie zrobiły mi nic
szczególnego! Co ciekawe zapomniałem nałożyć na siebie
różańca na szyję i na rękę, a wiem, że to ważne bo kiedyś sam
"Anioł Stróż?" mi przypomniał o założeniu różańca gdy
kładłem się bez niego! Dopiero około nie pamiętam już
dokładnie o 5-6? rano go założyłem. Tak samo prawie nie
używałem kryształu górskiego... tylko przez chwilkę przed
zaśnięciem, ale go odłożyłem. Położyłem koło głowy dwa
poświęcone przez księdza obrazki Jezusa z otwartym sercem.
Przy atakach rozkodowujących używałem też mantrowania które
chyba pomagało? Czasami trudno to stwierdzić, ale i tak warto
próbować. Ogólnie nie dostałem tak mocno...
29/30.08.2010 -> Już dzisiaj włożyłem
różańce! Wypaliłem też 3 kadzidełka, ale nie wiem czy to
jeszcze coś dają... to samo tyczy się przykładania kryształu
górskiego do czoła. Były jak zwykle ataki rozkodowujące
przed zaśnięciem... używałem sporo tingsha, ale czy to coś
pomogło? Mantrowałem też słowem "Bóg", ale mam wątpliwości co
do skuteczności tej metody gdy mówię to w realu. W stanie
pomiędzy realem a snem
gdy zamantruję to ten byt musi uciekać gdzie pieprz rośnie,
a w realu? w realu chyba tak nie ucieka... hmm... Miałem też obrazki Jezusa koło głowy (wieczorem, bo
rano mi spadły za łóżko)... tak czy siak udało mi się jakoś
zasnąć nie ponosząc strat... (nie wiem jak to się ostatnio udaje!?).
Tak w ogóle zauważyłem, że przy atakach rozkodowujących nie
ma zbytnio znaczenia czy leżę w pozycji bocznej-embrionalnej
czy bocznej z wyprostowanymi nogami (co innego przy atakach
we śnie [przede wszystkim uciskowych]).
W nocy było w miarę spokojnie. Gdzieś tak około 6 rano zaczął? się
ten byt pojawiać w moich snach... i rano znowu te głupie
ataki rozkodowujące... o 6:54 straciłem na nich energię...
później 6:58, ale jakoś mi się udało obronić chodź nie wiem
czy nie straciłem troszkę energii... i później już starałem
się leżeć nie zamykając oczu i być mocno czujnym, ale ten byt
cały czas tam był i próbował mnie "dopaść". Nawet jak mam
otwarte oczy to mam wrażenie jakby ktoś coś kombinował w
mojej czakrze... eh... o 7:22 wstałem, ale powinienem zrobić
to z 20 min wcześniej..., ale tak mi się spać chciało!
Normalnie spałbym jeszcze z 2 godziny, a tak jestem zmuszony
rano wstawać bo nie wiem jak się przed tym obronić. Ogólnie
lekko oberwałem w czakrę i czuję to na niej... nie mniej
jednak w przeszłości bywało znacznie gorzej. O 19 Zauważyłem
jakieś dwa draśnięcia na 3 oku... jedno wydaje się być
dzisiejsze, a drugie dawniejsze? A to drapacz z niego...
30/31.08.2010 -> Standardowo... ataki rozkodowujące przed
zaśnięciem (00:40) (bardzo szybko dostawałem wizje przed oczami).
Miałem też przy okazji silne ataki typu halucynacja i
zauważyłem, że byłem w jakimś dziwnym stanie "zamotania" czy
"sztucznego letargu". Po otrzepaniu się z tego stanu (mocne wybudzenie się) ataki tego typu zniknęły. Jak zwykle nie wiem
jakim cudem udało mi się zasnąć. Niestety trochę mnie
"skubną"... wizje były naprawdę szybkie i "mocne". Zauważyłem, że jak osiągnę
pewien stan głębszego odprężenia, gdzie "tracę świadomość"
to te ataki ucichają? tak jakby te ataki rozkodowujące mogły
występować tylko w "płytkim relaksie", gdzie jestem jeszcze
świadomy. Mam jakoś tak, że przed zaśnięciem długo nie
zamykam oczu aż do momentu gdzie bardzo mi się kleją
powieki. Oczywiście robię to z wiadomych przyczyn. W nocy
jakoś spokojnie? nic nie dostałem? i nad razem około 7:00?
do 7:30 ataki rozkodowujące... Oczywiście o 7:30 wstałem
chodź bardzo mi się nie chciało tego robić nie mniej jednak
byłem zmuszony sytuacją. Trochę oberwałem właśnie nad ranem z 3 i
4 czakry więc chcąc nie chcąc zostałem zmuszony do wstania z łóżka.
W ogóle powinienem wstać wcześniej, ale jakoś nie jestem
przyzwyczajony do tak wczesnego wstawania..., ale jak będę
jeszcze przez jakiś czas tak atakowany to pewnie się
przyzwyczaję : P
cdn...
Dobry Samarytanin